A kogo to... No, może poza kilkunastoma prenumeratorami. Każdy, jako tako lepiący sylaby, staje się publicystą niezależnym po prawicy Ojca Zbawiciela Jałosrawa. Jednak pisać u kogoś to za mało - każdy chce mieć swoją gazetkę, choćby i ścienną w szalecie miasta powiatowego. Poza blogiem osobistem, każdy musi wynurzać się codziennie w tygodniku albo lepiej w trzech naraz. Dlatego co tydzień zakładają jeden tygodnik. We trzech. Taki na tydzień - dwa. Potem się zwalniają, obrażają i zaczynają pisać gdzie indziej. W nowym tygodniku, założonym własnoręcznie. Pospieszalski zakłada tygodnik dla Semki i Jankego. Janke udziela łamów Karnowskim i Ziemkiewiczowi. U Wildsteina publikuje Semka z Warzechą. Karnowski nr 1 zakłada pismo bratu. Na szyję. Brat Karnowskiego wyzwala się i zakłada tygodnik, w którym będzie pisał jako naczelny. Dla naczelnych. Naczelnymi są przecież i Wildstein, i Skowroński, i pewnie Semka też. Znudzenie tygodnikami owocuje zakładaniem dwutygodnika. Tym zajmuje się brat Karnowskiego. Który? Nie ma znaczenia. I tak pisać u niego będą Wildstein, Pospieszalski, Warzecha i Ziemkiewicz. Akurat każdy ma wolny kwadrans, bo przestali pisać w tygodniku. Którym? Nie ma znaczenia. W następnym napiszą ci sami to samo, więc każdy chętny przeczyta sobie ponownie. Piszcie, piszcie. Żyły na skroniach zraszajcie. Może was Pospieszalski z ręki nakręci, jak się multiplikujecie, wyradzacie, pączkujecie, liniejecie, przetytułowujecie jak na prawicowe bestiarium przystało.
|