 |
Cudowny uzdrowiciel-jasnowidz Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-09-2008 22:31 | Aleksander Głowacki (1725 punktów) | Cudowny uzdrowiciel-jasnowidz
2 na 2 | Chce Wam opowiedzieć o dyskusji jakiej byłem niedawno świadkiem. Kusiło mnie aby się wtrącić i dodać swoje trzy grosze ale na szczęście się powstrzymałem i wysłuchałem jej do końca. Rozmowa odbyła się pomiędzy dwoma panami (nazwijmy ich roboczo Zdzisiu i Krzysiu) i dotyczyła wizyty jednego z nich u uzdrowiciela (rozmowa nie jest przedstawiona "słowo w słowo" bo niestety dyktafonu w głowie nie mam -czego załuję, ale myślę, że jej sens oddałem).
K: wiesz byłem u uzdrowiciela bo miałem chore zatoki i on bez niczego mi je "pościągał" (zapewne chodziło nie o zatoki ale o to co było w nich zawarte) Z:naprawdę? K:tak (pokazuje jak uzdrowiciel machał mu nad głową rękami). Ale jak do domu wróciłem to wziąłem jakieś tabletki i poprawiło mi się. Potem kiedy znów się u uzdrowiciela pojawiłem on na mnie spojrzał i spytał "brałeś tabletki"? Skąd on to wiedział? Z:"WOW!
I oto w ten sposób uzdrowiciel stał się również jasnowidzem.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | J.Szulc (5723 punktów) |
Zastanawiałam się, skąd bierze się w ludziach taka wiara w cuda. W tym wypadku, wydaje mi się, że taki delikwent chciałby cudownego leku, który zniweluje jego "osobiste starania o chorobę" trwające najczęściej przez większość życia. Zwróciłeś uwagę, jak wielu pacjentów "walczy" z lekarzami o przepisanie na przykład antybiotyku? Szast, prast i w kilka dni mijają objawy. A co! Nikt jednak nie pomyśli, że choroba, to taki skryty szuja, co to potrafi zakamuflować się, a później uderzyć ze zdwojoną siłą mutować i uodpornić się na grupę leków, które swego czasu pomagały. Z tymi "uzdrowicielami" jest tak, że trafia się do nich po jakimś czasie, gdy łyka się specyfiki "z recepty". Gość bazuje na powoli działającym lekarstwie i tyle... A to "jasnowidztwo"? Cóż. Nic łatwiejszego do przewidzenia. Wielu pacjentów i "pacjentów" stosuje starą zasadę - "Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek".
Pozdrawiam.
|
|
 | 3 na 3 | Duda (25557 punktów) | Taki uzdrowiciel w przeciwieństwie do zapracowanego lekarza potrafi sprawić , że jego "pacjent" czuje się kimś wyjątkowym a to podbudowuje. Wiara w uzdrowiciela działa jak placebo. Pozdrawiam.
|
|
|  | 2 na 2 | J.Szulc (5723 punktów) |
Dokładnie tak! Wymiar psychiczny takiej "wizyty", to chyba dokładnie to, o co chodzi wielu (choć nie wszystkim) pacjentom. To przykre, ale niewielu lekarzy stać na choćby próbę zmiany podejścia paternalistycznego, typowego dla relacji lekarz - pacjent. A tyle mówi się o socjoekologicznym paradygmacie zdrowia. Poszerzając płaszczyznę definiowania zdrowia o wymiar egzystencjonalny, wskazuje się na wielowymiarowość znaczenia zdrowia i choroby. Jeśli więc choroba jest zagrożeniem zdrowia i jego potencjalności, to stanowi również nierozerwalny element całości pojmowania i rozumienia człowieka. Idąc dalej, według tejże koncepcji, człowiek jest ( w każdym razie powinien być) podmiotem, który nie tylko jest leczony, ale bierze udział oraz poniekąd kieruje leczeniem. Myślę, że gdyby w taki właśnie sposób traktowano pacjentów w placówkach leczniczych, "domorośli uzdrowiciele" przestaną mieć prawo bytu.
Uczciwie muszę dodać, że uparcie bronię ziołolecznictwa, które nader chętnie jest uznawane za swoistą "szarlatanerię".
Pozdrawiam.
|
|
| |  | 1 na 1 | marta (887 punktów) | >Dokładnie tak! >Wymiar psychiczny takiej "wizyty", to chyba dokładnie to, o co chodzi wielu (choć nie wszystkim) pacjentom. >To przykre, ale niewielu lekarzy stać na choćby próbę zmiany podejścia paternalistycznego, typowego dla relacji lekarz - pacjent. A tyle mówi się o socjoekologicznym paradygmacie zdrowia. Poszerzając płaszczyznę definiowania zdrowia o wymiar egzystencjonalny, wskazuje się na wielowymiarowość znaczenia zdrowia i choroby. >Jeśli więc choroba jest zagrożeniem zdrowia i jego potencjalności, to stanowi również nierozerwalny element całości pojmowania i rozumienia człowieka. >Idąc dalej, według tejże koncepcji, człowiek jest ( w każdym razie powinien być) podmiotem, który nie tylko jest leczony, ale bierze udział oraz poniekąd kieruje leczeniem. >Myślę, że gdyby w taki właśnie sposób traktowano pacjentów w placówkach leczniczych, "domorośli uzdrowiciele" przestaną mieć prawo bytu. >Uczciwie muszę dodać, że uparcie bronię ziołolecznictwa, które nader chętnie jest uznawane za swoistą "szarlatanerię". >Pozdrawiam. Ziołolecznictwo to zupełnie coś innego, niż wizyta u wszelkiego rodzaju "uzdrowicieli "i "jasnowidzów".Rośliny pewne określone składniki chemiczne jednak mają i odpowiednio/lub nieodpowiednio/dobrane wywołują określony skutek(niedowiarkom proponuję zjedzenie np słodkich owoców bzu czarnego-reakcja pewna,a roślina nie jest trująca) a uzdrowiciel' to czysty efekt placebo.
|
|
| |  | | Duda (25557 punktów) | > Uczciwie muszę dodać, że uparcie bronię ziołolecznictwa, które nader chętnie jest uznawane za swoistą "szarlatanerię".> Pozdrawiam.Wielokrotnie spotykałam się z ludźmi pijącymi różne ziółka (czasem równocześnie na różne choroby) "to mi nie zaszkodzi bo to są ziółka". Zawsze mi się wydawało, że organizmowi jest obojętne, czy żeby dojść do normy dostanie jakiś związek chemiczny pozyskany z roślin czy z przysłowiowego węgla w laboratorium. Otruć się tez można roślinami. Z tego co wiem w naszym otoczeniu jest więcej roślin trujących niż obojętnych lub korzystnych dla zdrowia. Ile razy trzeba było się podtruć w przeszłości by znaleźć te właściwe?
|
|
| | |  | 1 na 1 | J.Szulc (5723 punktów) |
Zaczynając od końca - ktoś pewnie powiedziałby, że nauka wymaga poświęceń. Nie to jednak chcę powiedzieć. Owszem, zapewne nie jedna osobą "podtruła się"... żeby nie powiedzieć inaczej. Nie wnikam w historię ziołolecznictwa, bo nie znam się na tym. Mnie interesuje (w tym układzie) tu i teraz. Nikt nie musi eksperymentować... zioła są bardzo dobrze opisane. Wystarczy tylko używać ich "z głową".. jak chyba wszystkiego. Elementarna wiedza z zakresu działania, sposób przygotowywania... to nie żadna "czarna magia", a jedynie wykorzystywanie tego potencjału, który drzemie tuż obok... wystarczy się schylić.
Co do początku Twojej wypowiedzi... jeśli ktoś myśli, że im większy misz - masz, to i skuteczność większa... hm... Może to jeszcze popić wodą święconą... która tak naprawdę rozlewana jest do "świętych figurek" z kranu. Dobrze, jeśli skończy się na biegunce. Biegając do WC wyćwiczy mięśni... zwieraczy również.
Umiar i rozsadek...
Pozdrawiam.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|