 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 13-12-2008 20:18 | m_m_r_e (160 punktów) | Czy teologia to nauka? | Witam.
Czy teologia to według Was nauka?
Moim zdaniem nie, gdyż zakłada istnienie Boga i uzasadnia to w pozornie logiczny sposób. Istnienie aksjomatów w naukach nieścisłych jest mocno wątpliwe. Nie można zakładać istnienia czegoś, co jest sprzeczne z rozumem i zdrowym rozsądkiem. Aksjomaty matematyczne są abstrakcyjne i akceptowane przez wszystkich bez względu na światopogląd, bo wynikają z logicznych i spójnych przesłanek. Inaczej jest z teologią, która polega na logicznym udowadnianiu nielogicznej tezy. Co w związku z tym z filozofią i filozofią religii - czy one też nie są dziedzinami nauki? Oczywiście, że są, gdyż polegają na zestawianiu różnych poglądów i hipotez, zadawaniu pytań, nie dając jednak jednoznacznej odpowiedzi. Teologia natomiast zestawia poglądy i formułuje odpowiedzi zgodne ze stanowiskiem danej religii, co nie ma nic wspólnego z naukowym sceptycyzmem i obiektywizmem. Teologia katolicka a priori uznaje za prawdziwe objawienia, zmartwychwstanie i inne dogmaty chrześcijańskie, które są mocno dyskusyjne. Krótko mówiąc, teologia to bardziej apologetyka i scholastyka, które jednak za naukę uznane być nie mogą. Student teologii musi wierzyć w Boga (oczywiście nie obligatoryjnie, po prostu obiekt badań wymaga tej wiary), filozof może, ale nie musi. Taka jest różnica. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Aksjomaty ...wynikają z logicznych i spójnych przesłanek.
Zdaje się, że mylisz aksjomaty z tezami.
|
|
 | | m_m_r_e (160 punktów) | Możesz uzasadnić? Rozumiem, że chodzi o to, iż tezy wynikają z dedukcji, a aksjomaty nie? Fakt. Powinienem raczej napisać, że SĄ logiczne i spójne, a nie wynikają z przesłanek, będących takimi.
|
|
|  | 2 na 2 | darlove (2804 punktów) | > Możesz uzasadnić? Rozumiem, że chodzi o to, iż tezy wynikają z dedukcji, a aksjomaty nie? Fakt. Powinienem raczej napisać, że SĄ logiczne i spójne, a nie wynikają z przesłanek, będących takimi.  Aksjomaty muszą być logicznie niesprzeczne (między sobą i w sobie) i jest to minimum, które muszą spełniać, aby rozwijanie systemu aksjomatycznego miało sens, a co ważniejsze, aby dawało wiedzę pewną w połączeniu z wnioskowaniem logicznym. "Pewną" znaczy tutaj "tak pewną, jak pewne są aksjomaty i nic ponad to". Wiadomo, że - potocznie mówiąc - z nieprawdy wynika wszystko, a zatem system, który zawiera dwie tezy (aksjomat to też teza: (p i p->p)->p) sprzeczne między sobą jest systemem, w którym każde dwie (hipo)tezy są twierdzeniami systemu. Jak łatwo widać, w takim systemie, każde zdanie sensowne jest twierdzeniem, co powoduje, że system jest bezużyteczny (poznawczo bezwartościowy). Dokładniej, ponieważ prawdą jest, że zawsze 0->p = 1 dla każdego zdania sensownego w danym systemie, więc jeśli istnieją w nim dwa zdania sprzeczne, wówczas p i q (= 0, czyli fałsz) jest twierdzeniem systemu i stosujemy pierwszą zasadę do dowolnego zdania... Co do formalizmu... Teza wynika z przesłanek i jest z nich dedukowana. Przesłanki wraz z tezą tworzą twierdzenia. Ogólnie rzecz biorąc, każda "nauka", która posługuje się nieostrym językiem jest "nauką" typu teologicznego, czyli pseudonauką. Jedne pseudonauki mają jakąś tam wartość, być może estetyczną, inne są zupełnym bełkotem, jak teologia. Tym bardziej, że teologia nie posługuje się metodą naukową. Nie jest to jednakże jej wina, albowiem natura badanego obiektu i zdarzeń w tym bełkocie jest totalnie niepowtarzalna.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| |  | | atre (971 punktów) | > >Możesz uzasadnić? Rozumiem, że chodzi o to, iż tezy wynikają z dedukcji, a aksjomaty nie? Fakt. Powinienem raczej napisać, że SĄ logiczne i spójne, a nie wynikają z przesłanek, będących takimi.  > Aksjomaty muszą być logicznie niesprzeczne (między sobą i w sobie) i jest to minimum, które muszą spełniać, aby rozwijanie systemu aksjomatycznego miało sens, a co ważniejsze, aby dawało wiedzę pewną w połączeniu z wnioskowaniem logicznym. "Pewną" znaczy tutaj "tak pewną, jak pewne są aksjomaty i nic ponad to".> Wiadomo, że - potocznie mówiąc - z nieprawdy wynika wszystko, a zatem system, który zawiera dwie tezy (aksjomat to też teza: (p i p->p)->p) sprzeczne między sobą jest systemem, w którym każde dwie (hipo)tezy są twierdzeniami systemu. Jak łatwo widać, w takim systemie, każde zdanie sensowne jest twierdzeniem, co powoduje, że system jest bezużyteczny (poznawczo bezwartościowy). Dokładniej, ponieważ prawdą jest, że zawsze 0->p = 1 dla każdego zdania sensownego w danym systemie, więc jeśli istnieją w nim dwa zdania sprzeczne, wówczas p i q (= 0, czyli fałsz) jest twierdzeniem systemu i stosujemy pierwszą zasadę do dowolnego zdania...> Co do formalizmu... Teza wynika z przesłanek i jest z nich dedukowana. Przesłanki wraz z tezą tworzą twierdzenia.> Ogólnie rzecz biorąc, każda "nauka", która posługuje się nieostrym językiem jest "nauką" typu teologicznego, czyli pseudonauką. Jedne pseudonauki mają jakąś tam wartość, być może estetyczną, inne są zupełnym bełkotem, jak teologia. Tym bardziej, że teologia nie posługuje się metodą naukową. Nie jest to jednakże jej wina, albowiem natura badanego obiektu i zdarzeń w tym bełkocie jest totalnie niepowtarzalna.> Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć. Analitykę dzieli się na taką, która stara się rozwiązać problemy i na taką, która dostosowuje problemy do metody. Jedna więc problemy uznaje za warte refleksji, inne za nieważne, wynikające z błędu w refleksji. Filozofia analityczna (bo do takiej się odwołałeś w swojej wypowiedzi) jest stosunkowo młodym tworem podzielonym na owe dwa skrzydła. Jeden z jej twórców, L.Wittgenstein, w swojej późnych pracach (po młodzieńczym T.l-f) obalił wszystkie niemal tezy, które postawił w swojej podstawowej pracy, o której już wspomniałem. Zresztą, nawet w owym Traktacie logiczno-filozoficznym, ów genialny analityk, zwracał uwagę na to, co niewyrażalne i nieosiągalne dla logiki, a bez czego ani logika (co później wykazywał iż polega ona właściwie na owych "grach językowych") ani język ludzki nie mogłyby, że tak powiem "zadziałać", w owej maszynie, którą miałby być człowiek. Zarzucił zupełnie system obrazowania logicznego, poparł to nie obalonymi do dzisiaj argumentami. Wielu filozofów zwraca dzisiaj uwagę na ogromny potencjał owych spostrzeżeń Wittgensteina, których nie sposób ignorować. Nie chodzi oczywiście o to aby uczynić z logiki teologię. Wittgenstein nigdy nie mówił o Bogu, czy też o jakichś siłach sprawczych, wspominam, żeby nie było nie porozumień. Wittgenstein właśnie mówił o "ostrości języka" w nauce, matematyce przede wszystkim, całe życie. I w końcu doszedł do wniosków iż z tą ostrością jest jednak coś nie tak. Nie tylko on zresztą... Zaczniemy więc mówić o dogmatach w teologii jak usuniemy je z nauki. Co ty na pewno uczynisz, albo już taką tajemną wiedzę posiadasz. Sądzę jednak iż raczej jedynie sugerujesz ją na tym forum, gdzie sądzisz iż nie będziesz mógł liczyć na uwagi tzw. specjalistów. No cóż... "jednooki wśród ślepców mógłby być bogiem"
|
|
| | |  | | darlove (2804 punktów) | Radzę poczytać, zamiast Wittgensteina, Goedla i Tarskiego. Z całym szacunkiem, jeśli miałbym komuś wierzyć, to najpierw będą to czynni matematycy (być może już nieżyjący), a potem przychodzi cała reszta. Nie będę tego uzasadniał, ale prace jednych i drugich mówią same za siebie. Rzeczywistość też mówi sama za siebie.
Mówisz, że pan W. doszedł do wniosku, że coś tam jest nie tak z ostrym językiem matematyki. Może byś to trochę rozwinął? Nie czytałem pana W., dlatego też pytam. Swoją drogą... jak bardzo musi być NIE TAK z jakimkolwiek innym językiem!
Piszesz "Zaczniemy więc mówić o dogmatach w teologii jak usuniemy je z nauki." Nie rozumiem tego. Możesz się rozwinąć? I o jakiej Ty nauce mówisz?
>Sądzę jednak iż raczej jedynie sugerujesz ją na tym forum, gdzie sądzisz iż nie będziesz mógł liczyć na uwagi tzw. specjalistów. No cóż... "jednooki wśród ślepców mógłby być bogiem"
Zastanawia mnie, skąd Ty wiesz, kim ja jestem i na co będę, a na co nie będę, mógł liczyć. A ostatnie zdanie, jak rozumiem, miało mnie "inteligentnie" (niezauważalnie?) upokorzyć... Cóż, starałeś się, ale się nie udało. Keep on trying.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | |  | | atre (971 punktów) | >Radzę poczytać, zamiast Wittgensteina, Goedla i Tarskiego. Z całym szacunkiem, jeśli miałbym komuś wierzyć, to najpierw będą to czynni matematycy (być może już nieżyjący), a potem przychodzi cała reszta. Nie będę tego uzasadniał, ale prace jednych i drugich mówią same za siebie. Rzeczywistość też mówi sama za siebie. >Mówisz, że pan W. doszedł do wniosku, że coś tam jest nie tak z ostrym językiem matematyki. Może byś to trochę rozwinął? Nie czytałem pana W., dlatego też pytam. Swoją drogą... jak bardzo musi być NIE TAK z jakimkolwiek innym językiem! >Piszesz "Zaczniemy więc mówić o dogmatach w teologii jak usuniemy je z nauki." Nie rozumiem tego. Możesz się rozwinąć? I o jakiej Ty nauce mówisz? >>Sądzę jednak iż raczej jedynie sugerujesz ją na tym forum, gdzie sądzisz iż nie będziesz mógł liczyć na uwagi tzw. specjalistów. No cóż... "jednooki wśród ślepców mógłby być bogiem" >Zastanawia mnie, skąd Ty wiesz, kim ja jestem i na co będę, a na co nie będę, mógł liczyć. A ostatnie zdanie, jak rozumiem, miało mnie "inteligentnie" (niezauważalnie?) upokorzyć... Cóż, starałeś się, ale się nie udało. Keep on trying. > Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Nie czytałeś pana W. więc czemu radzisz mi poczytać zamiast pana W. panów Goedla i Tarskiego? Skąd wiesz iż pan W. jest mniej przekonujący? Nie będę tutaj rozwijał w sposób szczegółowy idei pana W.! Po co? To samo jest już napisane przez pana W. i znajdziesz to chociażby w internecie. Jego prace to:Traktat logiczno-filozoficzny, Dociekania filozoficzne i O pewności. Warto też na początek poczytać co mają inni na ten temat do powiedzenia. Traktat logiczno-filozoficzny jest trudny. Spokojnie jednak możesz przejść do Dociekań filozoficznych i O pewności, w których Wittgenstein podważa wszystkie tezy, prócz ostatniej, z Traktatu logiczno-filozoficznego. Mówiłem już zresztą o tym. A jakie znaczenie miał pan W. dla logiki i matematyki dowiesz się z opracowań.
|
|
| | | | |  | | darlove (2804 punktów) | Powiem Ci tak:
Znaczenie pana W. dla logiki podzielone przez (znaczenie Goedla lub znaczenie Tarskiego dla tej samej dziedziny) dąży do zera wraz ze wzrostem ilości przeczytanych przez Ciebie (i mnie też) dzieł tychże ludzi.
To tyle w tym temacie. Mam nadzieję, że wnioski potrafisz samodzielnie wyciągać. Logiczne wnioski.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Ogólnie rzecz biorąc, każda "nauka", która posługuje się nieostrym językiem jest "nauką" typu teologicznego, czyli pseudonauką. Jedne pseudonauki mają jakąś tam wartość, być może estetyczną, inne są zupełnym bełkotem, jak teologia. Tym bardziej, że teologia nie posługuje się metodą naukową. Nie jest to jednakże jej wina, albowiem natura badanego obiektu i zdarzeń w tym bełkocie jest totalnie niepowtarzalna.
No, to możemy fizykę, chemie i biologię wyrzucić do śmieci. Żadna nie dysponuje "ostrym językiem". Oczywiście można sobie przyjmować dowolne kryteria demarkacji nauki od nienauki, ale falsyfikacjonistyczne Poppera (i póżniejsze rozwinięcia jak na przykład Lakatosa) pod ieloma względami jest najlepszym opracowanym - wedle niego teologia na pewno nie jest nauką bo wogóle nie jest podatna na falsyfikacje, za to jestw pełni pozytywnie weryfikowalna i ma potencjał immunizacji na wszelkie kontrargumenty, ergo to czysta metafizyka. Mało tego można wskazać że teologia to marna metafizyka i filozofia - żaden teolog NIE MOŻE poważnie rozważać takich tez jak nieistnienie Boga, przeto intelektualna wartość tej dziedziny, ze względu na programowo wyłączony krytycyzm jest zerowa. Szczególnie iż nie chodzi tu o wierność ogólnym stwierdzeniom typu "istnieje dobry Bóg" ale o cały ten fantazyjny kram opisany w Biblii.
|
|
| | |  | 1 na 1 | darlove (2804 punktów) | >>Ogólnie rzecz biorąc, każda "nauka", która posługuje się nieostrym językiem jest "nauką" typu teologicznego, czyli pseudonauką. Jedne pseudonauki mają jakąś tam wartość, być może estetyczną, inne są zupełnym bełkotem, jak teologia. Tym bardziej, że teologia nie posługuje się metodą naukową. Nie jest to jednakże jej wina, albowiem natura badanego obiektu i zdarzeń w tym bełkocie jest totalnie niepowtarzalna. >No, to możemy fizykę, chemie i biologię wyrzucić do śmieci. Żadna nie dysponuje "ostrym językiem".
Mylisz się, synu. Fizyka i chemia posługują się językiem matematyki (można je nawet zbudować aksjomatycznie), więc z definicji językiem najostrzejszym z możliwych. Zanim zaczniesz coś pisać dobrze by było, gdybyś miał jakąś styczność z przedmiotem swych "rozważań". To, że fizyka i chemia dla szkół podstawowych jest uprawiana jak beletrystyka, nie jest Twoją, ani moją, winą. Nie ma sensu uprawianie skomplikowanej matematyki w formie czysto dedukcyjnej wśród dzieci. To chyba jasne dla każdego, kto wie, co to znaczy czysta forma dedukcyjna i ścisły formalizm matematyczny. Biologia, a przynajmniej niektóre jej dziedziny, jak np. biologia molekularna, też może być sprowadzona do systemu aksjomatyczno-dedukcyjnego, choć, jak w fizyce, aksjomaty i postulaty biorą tutaj swój początek w rzeczywistości fizycznej, a nie - jak w przypadku abstrakcyjnej matematyki - w umyśle człowieka. To nie ma jednak znaczenia tak długo, jak długo aksjomaty są logicznie niesprzeczne.
>Oczywiście można sobie przyjmować dowolne kryteria demarkacji nauki od nienauki, ale falsyfikacjonistyczne Poppera (i póżniejsze rozwinięcia jak na przykład Lakatosa) pod ieloma względami jest najlepszym opracowanym - wedle niego teologia na pewno nie jest nauką bo wogóle nie jest podatna na falsyfikacje, za to jestw pełni pozytywnie weryfikowalna i ma potencjał immunizacji na wszelkie kontrargumenty, ergo to czysta metafizyka.
Dobrze, że się zgadzamy. Mam pytanie: Czy każda teoria matematyczna jest falsyfikowalna? (pytam, bo nie wiem). I czy mógłbyś mi trochę przybliżyć pojęcie "pozytywnej weryfikowalności"?
>Mało tego można wskazać że teologia to marna metafizyka i filozofia - żaden teolog NIE MOŻE poważnie rozważać takich tez jak nieistnienie Boga, przeto intelektualna wartość tej dziedziny, ze względu na programowo wyłączony krytycyzm jest zerowa.
No i znów się zgadzamy...
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Mylisz się, synu. Fizyka i chemia posługują się językiem matematyki (można je nawet zbudować aksjomatycznie), więc z definicji językiem najostrzejszym z możliwych. Zanim zaczniesz coś pisać dobrze by było, gdybyś miał jakąś styczność z przedmiotem swych "rozważań". To, że fizyka i chemia dla szkół podstawowych jest uprawiana jak beletrystyka, nie jest Twoją, ani moją, winą. Hmm, zgodzę się co do ostrości języka teorii fizycznych nazwijmy to o wysokim poziomie ogólności i abstrakcji. Nie zmienia to jednak faktu że fizyka to nie matematyka i możliwość jej interakcji z nomen omen fizycznym światem wymaga wzbogacenia jej słownika o całe mnóstwo terminów bardziej potocznych, intuicyjnych i nieostrych na przykład równoczesność. terminy te są także potrzebne w procesie tworzenia nowych teorii. Mało tego, chociaż teorie fizyczne są ścisłe, to jednak trudno twierdzić by dostarczały jasnych i klarownych definicji rzeczy - po prawdzie można wręcz stwierdzić, że definicje w nauce nie grają roli, bo czy ktokolwiek zajmujący się fizyką zaprząta sobie głowę definicja czasu albo materii, albo energii? Nie te słowa o ile są potrzebne są w sposób zrozumiały ale zupełnie nieprecyzyjny używane ale ich znaczenia jako takiego nic nie definiuje. Wreszcie teorie naukowe na pewno nie są podatne na aksjomatyzację - aksjomatyzowalna jest jedynie matematyka będąca ich budulcem, ale w obręb teorii naukowych wchodzą też hipotezy o uniwersalnych prawach których hipotetyczny charakter wynika bezpośrednio z krytyki indukcji zaprezentowanej przez Hume'a i które stanowią bazę ich potencjalnej falsyfikowalności. Czy ktos słyszał o aksjomatach o których z góry zakłada się, ze potencjalnie są fałszywe?
>Dobrze, że się zgadzamy. Mam pytanie: Czy każda teoria matematyczna jest falsyfikowalna? (pytam, bo nie wiem). I czy mógłbyś mi trochę przybliżyć pojęcie "pozytywnej weryfikowalności"? Nie wiem czy teorie matematyczne są w ogóle falsyfikowane, właśnie dlatego że matematyka przynajmniej tradycyjnie wychodzi od aksjomatów i z definicji powinna być nieobalalna. Lakatos właśnie zaczął chyba rozwijać teorie kwaziempirycznego charakteru matematyki ale program ten niestety umarł przedwcześnie wraz z przedwczesną śmiercią swego autora. Ponieważ jestem biologiem a nie matematykiem pozostaje mi odesłać do prac Lakatosa.
pozdrawiam i czekam na ewentualna miażdżącą krytykę.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | >Mało tego, chociaż teorie fizyczne są ścisłe, to jednak trudno twierdzić by dostarczały jasnych i klarownych definicji rzeczy - po prawdzie można wręcz stwierdzić, że definicje w nauce nie grają roli, bo czy ktokolwiek zajmujący się fizyką zaprząta sobie głowę definicja czasu albo materii, albo energii? Nie te słowa o ile są potrzebne są w sposób zrozumiały ale zupełnie nieprecyzyjny używane ale ich znaczenia jako takiego nic nie definiuje. Istnieje system definicyj na wzór geometrii Euklidesa. Wielkości fizyczne podzielono na podstawowe -- czas, odległość, masa, natężenie prądu. Reszta to wielkości pochodne. Definicjami wielkości podstawowych są przepisy na ich pomiar, np. definicją czasu jest przepis na budowę zegara. Wielkości pochodne definiuje się z użyciem pojęć podstawowych i matematycznych. Dla przykładu energia, czyli praca zmagazynowana (en - w, wewnątrz, ergia - praca) jest definiowana jako całka krzywoliniowa siły skalarnie po przesunięciu.
>Wreszcie teorie naukowe na pewno nie są podatne na aksjomatyzację - aksjomatyzowalna jest jedynie matematyka będąca ich budulcem, ale w obręb teorii naukowych wchodzą też hipotezy o uniwersalnych prawach których hipotetyczny charakter wynika bezpośrednio z krytyki indukcji zaprezentowanej przez Hume'a i które stanowią bazę ich potencjalnej falsyfikowalności. Czy ktos słyszał o aksjomatach o których z góry zakłada się, ze potencjalnie są fałszywe? Od czasu, gdy Heissenberg wprowadził swoją zasadę nieokreśloności, a Einstein udowodnił względność czasu i przestrzeni, o wszystkich aksjomatach zakłada się, że są potencjalnie fałszywe, czyli są przyjmowane za prawdziwe, dopóki ktoś nie udowodni, że ich odrzucenie pozwala na wyjaśnienie zjawisk, których nie wyjaśniała teoria na nich oparta.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Istnieje system definicyj na wzór geometrii Euklidesa. Wielkości fizyczne podzielono na podstawowe -- czas, odległość, masa, natężenie prądu. Reszta to wielkości pochodne. Definicjami wielkości podstawowych są przepisy na ich pomiar, np. definicją czasu jest przepis na budowę zegara. Zgadzam się, że istnieją operacyjne definicje wielkości. Ale nie są one klasycznymi definicjami i w żaden sposób nie wspierają powszechnego żądania "definiowania słów".
>Od czasu, gdy Heissenberg wprowadził swoją zasadę nieokreśloności, a Einstein udowodnił względność czasu i przestrzeni, o wszystkich aksjomatach zakłada się, że są potencjalnie fałszywe, czyli są przyjmowane za prawdziwe, dopóki ktoś nie udowodni, że ich odrzucenie pozwala na wyjaśnienie zjawisk, których nie wyjaśniała teoria na nich oparta.
Chociaż od nazw nic nie zależy, to uważam jednak że jest niepotrzebnym gmatwaniem języka mieszanie aksjomatów - terminu matematycznego określającego rzeczy o pewnych określonych funkcjach w obrębie matematycznych teorii z hipotetycznymi zdaniami o świecie leżącymi u podstaw nauk empirycznych.
|
|
| Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów) | >Witam. >Czy teologia to według Was nauka? > Nie ma powszechnie i zgodnie przyjętej definicji dyscypliny naukowej. Teologia jest uznawana za dyscyplinę naukową. Wydaje mi się, że większy pożytek byłby z dyskusji o tym, co głosi teologia, niż odmawianie jej statusu dyscypliny naukowej. Ja akurat takiej dyskusji się nie podejmuję, bo moja znajomość teologii jest bardziej, niż skromna.
|
|
5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >Czy teologia to według Was nauka?
Teologia teologii nierówna. Ta, która ma nihil obstat biskupa, stanowi element doktryny kościoła, a więc w gruncie rzeczy jest sposobem sprawowania władzy nad umysłami wiernych, zwłaszcza o pewnym poziomie inteligencji. Z nauką nie ma to nic wspólnego, chociaż teologowie lubią stroić się w naukowe piórka. Teologie bez nihil obstat to literatura.
|
|
2 na 2 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | Moim zdaniem nie. Filozofii też nie uważam za naukę, to co przeczytałem w paru traktatach filozoficznych zjeżyło mi włosy na mojej "ścisłej" głowie.
|
|
 | | atre (971 punktów) | >Moim zdaniem nie. >Filozofii też nie uważam za naukę, to co przeczytałem w paru traktatach filozoficznych zjeżyło mi włosy na mojej "ścisłej" głowie. >
To że umiesz dodać dwa do dwóch, nie oznacza jeszcze że masz "ścisłą głowę". Czasem trzeba dodać coś do czegoś... a nie tylko dwa do dwóch. A wówczas sam musiałbyś parę traktatów napisać. I dopiero wtedy mówić o ścisłości. Panie "moim zdaniem i to wystarczy".
|
|
|  | 2 na 2 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >>Moim zdaniem nie. >>Filozofii też nie uważam za naukę, to co przeczytałem w paru traktatach filozoficznych zjeżyło mi włosy na mojej "ścisłej" głowie. >> > To że umiesz dodać dwa do dwóch, nie oznacza jeszcze że masz "ścisłą głowę". Czasem trzeba dodać coś do czegoś... a nie tylko dwa do dwóch. A wówczas sam musiałbyś parę traktatów napisać. I dopiero wtedy mówić o ścisłości. Panie "moim zdaniem i to wystarczy".
A co mam dodawać, coś niesprecyzowanego i co każdy inaczej definiuje do czegoś fantastycznego? I co ma mi wyjść z tego dodawania? Może Bóg?
Panie "ja się najlepiej znam na filozofii".
A.
|
|
3 na 3 | MichaQ (1056 punktów) | Jeśli zdefiniujesz słowo "nauka" jako zbiór uporządkowanej wiedzy na jakis temat, to teologia będzie nauką. Jeśli natomiast przyjmiesz standardowe kryterium dla nauk szczegółowych, którym jest falsyfikacja, to teologia oczywiście nie będzie nauką. Bóg i cała transcendencja jest na mocy własnej definicji poza naszym doświadczeniem. Przede wszystkim dlatego nie można robić naukowej teologii. Bo niby jakbyś zweryfikował wyniki odkryć? Biblia to trochę mało. Nie powołuj sie też na zdrowy rozsądek. Fizyka głosi wiele tez, które są sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Tyczy się to zwłaszcza wszelkich twierdzeń fizyki tyczących się czasu, takich jak dylatacja czasu. Co do spójności matematyki, to jest tutaj problem. Mianowicie twierdzenia Godla ogłoszone w 1931 roku o niezupełności matematyki. Oczywiście matematycy próbują jakoś te twierdzenia obchodzić za pomocą indukcji zupełnej, ale nie zmienia to faktu, że każdy system formalny zawierający arytmetykę liczb naturalnych jest niezupełny, tj. zawiera równouprawnione zdania parami sprzeczne (w ramach takiego systemu występuje prawdziwe zdanie p i równie prawdziwe zdanie nie p). Drugie twierdzenie Godla głosi, że nie można udowodnić niesprzeczności danego systemu w jego ramach. Trzeba być bardzo ostrożnym, gdy głosi się popularne stereotypy o ścisłości matematyki. Do tego można dodać fantastyczną anegdotę o wyborze aksjomatu teori mnogości, która tłumaczy całą matematykę. Wybrano tzw. aksjomat wyboru, ale nie zrobiono tego, dlatego że wydawał się on bardziej prawdziwy. Zrobiono to, bo był bardziej użyteczny. I tak bezwzględną, stereotypową prawdziwość matematyki szlag trafił. Nie rozumiem, dlaczego student teologii musi wierzyć w Boga. To już nie mogę zdobywać wiedzy teologicznej jako ateista?
|
|
 | 1 na 1 | Andreass (339 punktów) | Ale czy nauka to nie teorie, założenia, weryfikacja naukowa, krytyczne podejście do wyników badań, Badania. Zadawanie pytań, szukanie odpowiedzi, i na każdym etapie poznania weryfikacja wcześniej obowiązujących teorii. Nauka żyje. Ma za cel poznanie. Po analizie krytycznej pozostaje to, co odpowiada stanowi faktycznemu. Przepraszam, że zapytam, a teologia?
|
|
|  | 1 na 1 | MichaQ (1056 punktów) | >Ale czy nauka to nie teorie, założenia, weryfikacja naukowa, krytyczne podejście do wyników badań, Badania. Zadawanie pytań, szukanie odpowiedzi, i na każdym etapie poznania weryfikacja wcześniej obowiązujących teorii. Nauka żyje. Ma za cel poznanie. Po analizie krytycznej pozostaje to, co odpowiada stanowi faktycznemu. Przepraszam, że zapytam, a teologia?
Nie weryfikacja, ale falsyfikacja. Czemu ludzie dalej myślą, że kryterium naukowości jest weryfikacja? Tak było w XIX i na początku XX wieku. Informuje, że pozytywizm się skończył (pozytywizm, a nie neopozytywizm). Teoria jest prawdziwa, jeśli występują fakty, które ją potwierdzają - tak mówiono. Ależ bzdura! A co jeśli trafi się fakt numer milion, który obali teorię? Indukcja jest wnioskowaniem niezupełnym i z definicji zawodnym. Poza tym nauka, to nie filozofia. Tutaj nie ma poznania i prawdy jako wartości autotelicznej. Wiedze zdobywa sie po to, aby ja potem jakoś praktycznie wykorzystać. I skąd to pytanie, o teologie? Przecież wyraźnie napisałem, że to nie jest nauka.
|
|
| |  | | Andreass (339 punktów) |
>Nie weryfikacja, ale falsyfikacja. Czemu ludzie dalej myślą, że kryterium naukowości jest weryfikacja? Tak było w XIX i na początku XX wieku. Informuje, że pozytywizm się skończył (pozytywizm, a nie neopozytywizm). Teoria jest prawdziwa, jeśli występują fakty, które ją potwierdzają - tak mówiono. Ależ bzdura! A co jeśli trafi się fakt numer milion, który obali teorię? Indukcja jest wnioskowaniem niezupełnym i z definicji zawodnym. Poza tym nauka, to nie filozofia. Tutaj nie ma poznania i prawdy jako wartości autotelicznej. Wiedze zdobywa sie po to, aby ja potem jakoś praktycznie wykorzystać. >I skąd to pytanie, o teologie? Przecież wyraźnie napisałem, że to nie jest nauka.
Falsyfikacja, procedura metodologiczna, której celem jest obalenie danego zdania, czyli wykazanie jego fałszywości. Falsyfikacja, zwana też negatywną weryfikacją, stanowi kryterium stosowane przy akceptacji hipotez.
Weryfikacja, sprawdzenie, procedura metodologiczna mająca na celu rozstrzygnięcie, czy dane zdanie jest prawdziwe czy fałszywe. W znaczeniu węższym - konfirmacja, postępowanie zmierzające do potwierdzenia prawdziwości danego zdania, w odróżnieniu od falsyfikacji, zmierzającej do jego obalenia.
W sensie logicznym weryfikacja zdania (twierdzenia lub hipotezy) to wyprowadzanie zeń jego logicznych następstw i badanie ich prawdziwości. W naukach empirycznych mówi się zwykle o stopniu weryfikacji, czyli o zasadności hipotezy ze względu na przyjęte zdanie podstawowe. Taka weryfikacja ma charakter częściowy, względny, nie stanowi weryfikacji absolutnej, zupełnej. Wyniki pewniejsze od weryfikacji (w znaczeniu konfirmacji) daje falsyfikacja.
Nie spierałbym się o terminologię, bo tu akurat nie ma to sensu, obaj wiemy co każdy z nas chciał powiedzieć.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >W sensie logicznym weryfikacja zdania (twierdzenia lub hipotezy) to wyprowadzanie zeń jego logicznych następstw i badanie ich prawdziwości. W naukach empirycznych mówi się zwykle o stopniu weryfikacji, czyli o zasadności hipotezy ze względu na przyjęte zdanie podstawowe. Taka weryfikacja ma charakter częściowy, względny, nie stanowi weryfikacji absolutnej, zupełnej. Wyniki pewniejsze od weryfikacji (w znaczeniu konfirmacji) daje falsyfikacja.
Niemniej trzeba pamiętać o tym, że można jedynie potwierdzić pojedynczą predykcję wynikającą z danej teorii. Taka konfirmacja jednak na logiczny status teorii (prawdziwa/fałszywa) [b]nie ma żadnego[b/] wpływu. Ma jednak wpływ na poznawczy status teorii gdyż może zwiększyć koroborację teorii.
|
|
 | | darlove (2804 punktów) | Mylisz się, niestety, co do twierdzeń Goedla. I to straszliwie.
Mówią one tylko o tym, że można do danego systemu, który jest dostatecznie mocny (wspomniana arytmetyka liczb naturalnych), dołączyć pewne zdanie p lub jego zaprzeczenie (klasyczny przykład to zagadnienie rozwiązane przez Cohena związane z hipotezą continuum). Zdanie to musi być NIEZALEŻNE od obecnych aksjomatów danego systemu i włączając takie zdanie do aksjomatyki trzeba KONIECZNIE wykazać jego niezależność z pozostałymi aksjomatami. Nie ma tutaj ŻADNEJ SPRZECZNOŚCI - czy to jasne?
Twoje zdanie nt. tego, że matematyka zawiera w sobie zdania wzajemnie sprzeczne, świadczy o tym i tylko o tym, że nie rozumiesz twierdzeń Goedla, a śmiem niestety twierdzić, że także logiki.
|
|
4 na 4 | Marian (5438 punktów) |
Dobrze jest używać takich definicji pojęć co do których wszyscy się zgadzamy. Wikipedia podaje taką oto definicję: wikipedia.pl:Nauka - autonomiczna część kultury służąca wyjaśnieniu funkcjonowania świata, w którym żyje człowiek. Nauka jest budowana i rozwijana wyłącznie za pomocą tzw. metody naukowej lub metod naukowych nazywanych też paradygmatami nauki poprzez działalność badawczą prowadzącą do publikowania wyników naukowych dociekań. W myśl tej definicji teologia nauką nie jest, ponieważ nie jest rozwijana za pomocą metody naukowej. Powiem więcej: jest to dziedzina, która nie posiada w ogóle żadnej metodologii, która byłaby w stanie dokonać dyskryminacji między twierdzeniami fałszywymi a prawdziwymi. Jako taka, nie może wyprodukować niezawodnej, sprawdzalnej wiedzy o funkcjonowaniu świata, w którym żyjemy. Pozdrawiam. No person, no idea, and no religion deserves to be illegal to insult, not even the Church of Emacs. - Richard Stallman
|
|
 | | Sylwek (15472 punktów) | > Dobrze jest używać takich definicji pojęć co do których wszyscy się zgadzamy. Wikipedia podaje taką oto definicję:> wikipedia.pl:Nauka - autonomiczna część kultury służąca wyjaśnieniu funkcjonowania świata, w którym żyje człowiek. Nauka jest budowana i rozwijana wyłącznie za pomocą tzw. metody naukowej lub metod naukowych nazywanych też paradygmatami nauki poprzez działalność badawczą prowadzącą do publikowania wyników naukowych dociekań. > W myśl tej definicji teologia nauką nie jest, ponieważ nie jest rozwijana za pomocą metody naukowej. Powiem więcej: jest to dziedzina, która nie posiada w ogóle żadnej metodologii, która byłaby w stanie dokonać dyskryminacji między twierdzeniami fałszywymi a prawdziwymi. Jako taka, nie może wyprodukować niezawodnej, sprawdzalnej wiedzy o funkcjonowaniu świata, w którym żyjemy. Powiem szczerze, nie ma nic gorszego niż wyjaśniać coś, argumentować za pomocą definicji. Z jakiej racji z przytoczonej definicji, mówiącej czym jest nauka wyszło panu że teologia nie stosuje metody naukowej (czymkolwiek by ona nie była)?
|
|
|  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) |
> Powiem szczerze, nie ma nic gorszego niż wyjaśniać coś, argumentować za pomocą definicji. Z jakiej racji z przytoczonej definicji, mówiącej czym jest nauka wyszło panu że teologia nie stosuje metody naukowej (czymkolwiek by ona nie była)? Podałem definicję, aby jasne było o czym mówię pisząc słowo „nauka”. Oczywiście, że nie wynika z samej definicji, że teologia nie stosuje metody naukowej; byłem jednak przekonany, że to jest oczywiste. Jeśli nie było to jasne, służę wyjaśnieniami. Metoda naukowa jest procedurą, która prowadzi do budowania rzetelnej wiedzy. Składa się ona z budowania falsyfikowalnych modeli rzeczywistości (teorii), a następnie weryfikowania ich, poprzez konfrontację ich przewidywań z doświadczeniem. Teologia zajmuje się „badaniem” sfery boskiej, a jasne jest chyba, że jest to dziedzina, której poprzez fizyczne doświadczenie badać nie sposób.
Pozdrawiam.
No person, no idea, and no religion deserves to be illegal to insult, not even the Church of Emacs. - Richard Stallman
|
|
| |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Podałem definicję, aby jasne było o czym mówię pisząc słowo „nauka”. Oczywiście, że nie wynika z samej definicji, że teologia nie stosuje metody naukowej; byłem jednak przekonany, że to jest oczywiste. No tak ale nadal nie rozumiem przedstawionej wcześniej argumentacji, skoro oczywistym terminem jest metoda naukowa to chyba co najmniej równie oczywistym terminem jest nauka. Jeśli uważa pan że nie warto definiować metody naukowej to może od razu trzeba było napisać sobie po prostu "Teologia nie jest nauką" które to zdanie powinno być oczywiste (prawdę mówiąc dla mnie jest oczywiste). Wiem że czepiam się, ale uważam że pana argument byłby lepszy i pełniejszy w treść gdyby od razu przeszedł pan do sedna czyli opisał czym według pana charakteryzuje się nauka (falsyfikacja itd...) i połączył to z tym że teologii na tym zbywa i z tego wywiódł wniosek, iż teologia nie jest nauka. Lub, krócej, parafrazując Wittgensteina: darujmy sobie definicje, przejdźmy do rzeczy. Pozdrawiam
|
|
| | |  | 1 na 1 | darlove (2804 punktów) | Drogi Sylwku. Widać, że lat wiele mieć nie możesz. Doświadczenia jeszcze mniej. Metoda naukowa nie jest pustosłowiem (jak Ci się wydaje), a konkretną metodologią. Jeśli masz coś pod tym, co nazywasz włosami, to znajdziesz sobie w książce, tudzież na Sieci, co "metoda naukowa" w rzeczywistości oznacza. Aby jednak nie sprawiać wrażenia, że mówię o czymś, o czym nie mam pojęcia: Tradycyjnie, niezależnie od rozmaitych kwestii filozoficznych i społecznych, zazwyczaj przyjmuje się, że na metodę naukową składa się następujący zbiór czynności: 1. Obserwacje wstępne 2. Budowanie hipotezy 3. Wykonywanie rzetelnych eksperymentów weryfikujących hipotezę lub rzetelne zbieranie danych historycznych mających potwierdzić teorię lub jej zaprzeczyć 4. Przyjęcie lub odrzucenie hipotezy w oparciu o zebrane dane. 5. Powtarzanie procedury - czyli stała weryfikacja starych i budowanie nowych hipotez, w momencie gdy stare przestają się sprawdzać. Ponadto, wyniki badań naukowych poddane muszą być krytyce innych naukowców. Nauka jest w istocie procesem społecznym, w którym jedni naukowcy stale przyglądają się sceptycznie wynikom pracy innych naukowców i akceptują je lub odrzucają w oparciu o obiektywne kryteria. Proces ten odbywa się zazwyczaj poprzez publikowanie wyników prac w czasopismach naukowych. Zazwyczaj, zanim publikacja jest w ogóle przyjęta do druku, jest ona anonimowo recenzowana przez co najmniej dwie osoby zajmujące się tą samą dziedziną badań i może się ukazać dopiero po pozytywnej opinii recenzentów. Publikacja może być później komentowana, krytykowana i oceniana przez innych badaczy, którzy jeśli uznają, że zawarte w niej informacje nie są wiarygodne, mogą publikować wyniki swoich badań, które stoją w opozycji do kontrowersyjnej pracy. Duży wpływ na kierunek prac naukowych mają też konferencje, na których toczą się oficjalne i nieoficjalne dyskusje pomiędzy naukowcami. Ja dodam od siebie, że naukowiec to taki człowiek, który ponad wszystko CHCE POZNAĆ PRAWDĘ o danym podmiocie i dlatego zawsze jest KRYTYCZNY, nawet wobec własnych osiągnięć. Naukowiec to taki człowiek, który nie zawaha się odrzucić najpiękniejszej hipotezy, jeśli doświadczenie jej przeczy. Na tym polega piękno naukowego badania - jesteś totalnie otwarty, krytyczny, rzetelny i nie boisz się stawiać (niewygodnych) pytań. Teraz skonfrontuj to z teologią... i teologami. Mam nadzieję, że teraz już wiesz, dlaczego teologia NIE JEST NAUKĄ. A może zawsze to wiedziałeś 
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Twoja uwaga najpierw mnie strasznie zirytowała ale w końcu w miarę czytania osiągnęła takie pozizomy naiwności że jestem teraz prawdziwie ubawiony. Ale po kolei. >Drogi Sylwku. Widać, że lat wiele mieć nie możesz. Doświadczenia jeszcze mniej. Metoda naukowa nie jest pustosłowiem (jak Ci się wydaje), a konkretną metodologią.
Nie wiem ile ty masz lat ale wyżyny twego doświadczenia tak są odległe od nizin mojego iż chyba nie dostrzegłeś istoty moich uwag - ja nie twierdzę, że teologia jest nauką (uważam wręcz przeciwniw) a jedynie że argument był od czapy. Zamiast podawać jakieś oderwane definicje, trzeba było od razu wskazać na różnice metodologiczne. Tak samo jest z dyskusjami o aborcji - adwersarze przerzucają się definicja człowieka jakby od tego cos zależało, a nie zwracaja uwagi że idzie o to czy interesy zarodka liczą sie jak dorosłego człowieka (co jest nezależne od tego czy sam zarodek naziemy człowiekiem czy nie). >Jeśli masz coś pod tym, co nazywasz włosami, to znajdziesz sobie w książce Jakiej książece? Poppera? Lakatosa? Kuhna? Feyerbadena? Bo każdy miał inna teorię metody naukowej.
>1. Obserwacje wstępne >2. Budowanie hipotezy >3. Wykonywanie rzetelnych eksperymentów weryfikujących hipotezę lub rzetelne zbieranie danych historycznych mających potwierdzić teorię lub jej zaprzeczyć >4. Przyjęcie lub odrzucenie hipotezy w oparciu o zebrane dane. >5. Powtarzanie procedury - czyli stała weryfikacja starych i budowanie nowych hipotez, w momencie gdy stare przestają się sprawdzać. >Ponadto, wyniki badań naukowych poddane muszą być krytyce innych naukowców. To co przedstawiłeś jest niezgodne z żadną z teorii wymienionych przeze mnie panów. A skłonny jestem twierdzić ze stanowią istotna większość tego co powiedziano o nauce w XX wieku i w ogóle w historii filozofii. Ale wiesz co? Dosyć mi to przypomina bajki jakie opowiada się o nauce dzieciom w szkole.
>Proces ten odbywa się zazwyczaj poprzez publikowanie wyników prac w czasopismach naukowych. >Zazwyczaj, zanim publikacja jest w ogóle przyjęta do druku, jest ona anonimowo recenzowana przez co najmniej dwie osoby zajmujące się tą samą dziedziną badań i może się ukazać dopiero po pozytywnej opinii recenzentów.
Cóż jako student który kilka ostatnich miesięcy pracował nad swoja pierwsza publikacją w swej (miejmy nadzieję) nadchodzącej karierze naukowej cos nie cos chyba o tym wiem. I teraz zacznie się najlepsze:
>Ja dodam od siebie, że naukowiec to taki człowiek, który ponad wszystko CHCE POZNAĆ PRAWDĘ o danym podmiocie i dlatego zawsze jest KRYTYCZNY, nawet wobec własnych osiągnięć. Naukowiec to taki człowiek, który nie zawaha się odrzucić najpiękniejszej hipotezy, jeśli doświadczenie jej przeczy. Na tym polega piękno naukowego badania - jesteś totalnie otwarty, krytyczny, rzetelny i nie boisz się stawiać (niewygodnych) pytań. Teraz skonfrontuj to z teologią... i teologami.
Cóż niewątpliwie chcielibyśmy żeby tak było. Niewątpliwie nawet często tak jest. Ale każdy kto ma jakikolwiek prawdziwy kontakt z nauką wie że często daleko od tego. Obalone teorie trwają metoda inercji. Naukowcy fałszują wyniki. Produkują tony pseudoliteratury której nikt nie czyta oprócz nich samych i może recenzentów po to tylko żeby wspinać się w rankingach cytowań. Etc...
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | darlove (2804 punktów) | Nie chce mi się dzisiaj być złośliwym. Wpisz na Wiki "metoda naukowa".
Co do wykształcenia i stanowiska... nie chce mi się opowiadać o doświadczeniu. Trochę prac naukowych i książek napisałem, ale to nie ma większego znaczenia. Nigdy nie pretendowałem do miana jakiegoś geniusza, choć z satysfakcją przyznaję, że dane mi było z paroma pracować.
Co do treści mojego poprzedniego posta to myślę, że powinieneś był załapać, o co chodzi, po przeczytaniu ostatniego zdania... Nie załapałeś. Szkoda, ale płakał nie będę.
I powodzenia w naukowych przedsięwzięciach.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | |  | | Marian (5438 punktów) |
>No tak ale nadal nie rozumiem przedstawionej wcześniej argumentacji, skoro oczywistym terminem jest metoda naukowa to chyba co najmniej równie oczywistym terminem jest nauka. Nie mówię, że oczywistym terminem jest metoda naukowa, a jedynie fakt, że teologia jest nie stosuje.
>Jeśli uważa pan że nie warto definiować metody naukowej to może od razu trzeba było napisać sobie po prostu "Teologia nie jest nauką" które to zdanie powinno być oczywiste (prawdę mówiąc dla mnie jest oczywiste). Nie przytaczałem definicji metody naukowej, bo jeśli ktoś nie wie co to, to może zatrudnić Wikipedię. Istotnym było jedynie zasocjowanie nauki i metody naukowej, bo – sądząc po niektórych wcześniejszych wypowiedziach – nie dla wszystkich ten związek jest taki oczywisty.
>Wiem że czepiam się, ale uważam że pana argument byłby lepszy i pełniejszy w treść gdyby od razu przeszedł pan do sedna czyli opisał czym według pana charakteryzuje się nauka (falsyfikacja itd...) i połączył to z tym że teologii na tym zbywa i z tego wywiódł wniosek, iż teologia nie jest nauka. Wydaje mi się, że to właśnie zrobiłem, opisując co rozumiem pod pojęciem „nauka”.
>Lub, krócej, parafrazując Wittgensteina: darujmy sobie definicje, przejdźmy do rzeczy. Wtedy nie będziemy wiedzieć, o czym właściwie rozmawiamy.
Pozdrawiam.
No person, no idea, and no religion deserves to be illegal to insult, not even the Church of Emacs. - Richard Stallman
|
|
| | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Napisał pan: >Nie przytaczałem definicji metody naukowej, bo jeśli ktoś nie wie co to, to może zatrudnić Wikipedię.
A potem: >Wtedy nie będziemy wiedzieć, o czym właściwie rozmawiamy [jeśli nie będziemy definiować słów].
Jak dla mnie jest tu sprzeczność. Jeszce większa panuje w teorii że trzeba definiować słowa bo inaczej nie będziemy wiedzieć o czym mówimy. Przecież gdyby tak było to musiałby pan definiować nie tylko "naukę" czy metodę naukową ale KAŻDE słowo jakiego by pan użył w tych definicjach. I tak ad infinitum et absurdum. Język jest nieostry, i czymkolwiek są znaczeni słów nie są to esencjalne definicje w myśl teorii Arystotelesa (a może już nawet częściowo da się takie teorie wytropić u Sokratesa i Platona). Warto mówić jasno, ale wymóg definiowania rzeczy tylko zaciemnia sprawy. Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) |
Widzę, że zeszliśmy z tematu do tego stopnia, że została już tylko pusta erystyka. Nie twierdzę, że wszystkie pojęcia należy definiować; jedyne te istotne, szczególnie te, co do których istnieje podejrzenie, że strony dyskusji mogą rozumieć je odmiennie. Tak się akurat złożyło, że rozumienie pojęcia „nauka” jest bardzo istotne w tym wątku. Zauważ, że moje stwierdzenie Cytat:Wtedy nie będziemy wiedzieć, o czym właściwie rozmawiamy dotyczyło Twojego Cytat:darujmy sobie definicje, przejdźmy do rzeczy. i oznaczało jedynie dezaprobatę porzucenia definicji w ogóle. Wyolbrzymiłeś moje stwierdzenie poza ramy jego stosowalności, wszak uogólnione twierdzenia łatwiej pobić, nieprawdaż? Pozdrawiam. No person, no idea, and no religion deserves to be illegal to insult, not even the Church of Emacs. - Richard Stallman
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | > Widzę, że zeszliśmy z tematu do tego stopnia, że została już tylko pusta erystyka. Nie twierdzę, że wszystkie pojęcia należy definiować; jedyne te istotne, szczególnie te, co do których istnieje podejrzenie, że strony dyskusji mogą rozumieć je odmiennie. Tak się akurat złożyło, że rozumienie pojęcia „nauka” jest bardzo istotne w tym wątku. Rozumienie pojęcia jest zupełnie nieistotne. Jeśli założyciel wątku ma inną definicję nauki niż twoja to to że ty mu pokażesz swoją nic nie znaczy - wszak jeśli z jego definicji wynika, że teologia to nauka to to po prostu wynika z definicji. Ale nawet wtedy będzie miał problem z udowodnieniem tezy że różnica między teologiem a fizykiem jest tego rodzaju co między fizykiem a biologiem. Inaczej mówiąc, rzeczywista niewerbalna różnica między opisywanymi rzeczami zachowana jest niezależnie od przyjętych definicji. A wyjaśnienia znaczeń słów to eksplikacje raczej niż definicje które powinny chwytać istotowe znaczenie słowa.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Celecrin (11895 punktów) | Czesc Sylwek ja tez musze sie przyczepic do Ciebie, troszeczke. Nauka nie charakteryzuje sie 'falsyfikowalnoscia'. Jest to pojecie wymyslone przez filozofa, potrzebne do dyskusji owszem , tak jak pojecie 'paradygmat', lecz tylko do dyskusji na pograniczu filozofii i nauki. Duskusji epistemologicznych, mozna powiedziec. Z racji tego, iz filozofia tez nauka nie jest, pojecie 'falsyfikowalnosc' nie jest wiedza, to jedynie 'idea'. Idee filozoficzne falsyfikacji przeciez nie podlegaja  Nauka charakteryzuje sie: Stosowaniem metody naukowej, czyli czterech kroków: 1. Obserwacja 2. Model (hipoteza) 3. Uzycie hipotezy 4. Walidacja eksperymentalna hipotezy Mieci sie tu zastosowanie matematyki, intersubiektywnosc wynikow i eksperymetow. Czyli uzycie jezyka zrozumialego dla wszystkich i o duzym stopniu pewnosci (matematyka), koniecznosc potwierdzenia eksperymentow przed kilka niezaleznych zrodel. Prosta definicja nauki. Nic co nie daje sie zredukowac do fizyki nauka nie jest. Nauka doskonale radzi sobie bez Hume'a, Kanta, Poppera i Khuna.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Ja też witam, nawiasem mówiąc liczę że do weekendu uda mi się urodzić odpowiedź na twojego maila.
>Sylwek ja tez musze sie przyczepic do Ciebie, troszeczke. Nauka nie charakteryzuje sie 'falsyfikowalnoscia'. Jest to pojecie wymyslone przez filozofa, potrzebne do dyskusji owszem , tak jak pojecie 'paradygmat', lecz tylko do dyskusji na pograniczu filozofii i nauki. Duskusji epistemologicznych, mozna powiedziec.
Właśnie tak, zgadzam się.
>Nauka charakteryzuje sie: >Stosowaniem metody naukowej, czyli czterech kroków: 1. Obserwacja 2. Model (hipoteza) 3. Uzycie hipotezy 4. Walidacja eksperymentalna hipotezy Właśnie nie rozumiem tego schematu - przecież on nie jest bardziej prawdziwy od Popperowskiego czy Kuhnowskiego, jest bardziej uproszczony, aż do naiwności, a do tego nieprawdziwy. Wszak na przykład Einstein w ogóle nie korzystał z obserwacji do stworzenia swojej teorii, lecz dopiero gdy ona powstała, na drodze rozważań wewnętrznych problemów fizyki klasycznej i przyjęcia nowych, rewolucyjnych założeń, zaczęła produkować przewidywania, które można było zacząć stosować do eksperymentów krzyżowych.
>Prosta definicja nauki. >Nic co nie daje sie zredukowac do fizyki nauka nie jest. Absolutnie się nie zgodzę. Biologia nie da się zredukować do fizyki - pomimo tego że w zasadzie udowodniliśmy (w intuicyjnym a nie logicznym tego słowa znaczeniu) że tzw. życie redukuje się do fizyki. Jednak ewolucjonizm się nie redukuje. W szerszym sensie jednak, de facto założenie o pełnej redukowalności do fizyki jest fundmentem programu badawczego nauki przez ostatnie już co najmniej sto czy nawet dwieście lat, jest to jednak fundament metafizyczny (co bynajmniej nie znaczy że od razu zły).
>Nauka doskonale radzi sobie bez Hume'a, Kanta, Poppera i Kuhna. Owszem. Dokładnie naukowcy radzą sobie bez filozofów. Tak jak ryby doskonale pływają bez znajomości hydrodynamiki (to nader trafne porównanie pochodzi bodaj od Lakatosa). Ale jeśli zaczną nas interesować takie zagadnienia jak fizyka wody czy natura pary wodnej nie zwrócimy się z pytaniami do ryb. Podobnie jeśli interesuje nas sama nauka, jej status poznawczy, lub tez czy na przykład teologia jest nauką, to niekoniecznie sami uczeni i teolodzy będą najlepszym źródłem odpowiedzi na stawiane przez nas pytania. Oczywiście jak każda analogia i ta ma granice - ryba nie może być fizykiem, ale uczony jeśli zechce może być filozofem nauki. Lecz bycie naukowcem wcale nie musi mu w tym pomóc - wszak każdy z nas ma ciało, jaką jednak płytką wiedzę o nim otrzymujemy na drodze wglądu wewnętrznego w porównaniu do anatomów i fizjologów którzy zamiast przyglądać się sobie zaczęli kroić cudze ciała by zupełnie nowymi sposoby poznawać ich tajniki. Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | darlove (2804 punktów) | >Właśnie nie rozumiem tego schematu - przecież on nie jest bardziej prawdziwy od Popperowskiego czy Kuhnowskiego, jest bardziej uproszczony, aż do naiwności, a do tego nieprawdziwy. Wszak na przykład Einstein w ogóle nie korzystał z obserwacji do stworzenia swojej teorii, lecz dopiero gdy ona powstała, na drodze rozważań wewnętrznych problemów fizyki klasycznej i przyjęcia nowych, rewolucyjnych założeń, zaczęła produkować przewidywania, które można było zacząć stosować do eksperymentów krzyżowych.
KŁAMSTWO. Zanim Einstein odkrył swoją teorię, korzystał np. z doświadczenia Morleya-Michelsona (tak się to piszę, o ile pamiętam). Teoria względności nie wylęgła się w umyśle Einsteina samoczynnie, bez analizy doświadczeń ze świata zewnętrznego. Powinieneś był to wiedzieć.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >KŁAMSTWO. Zanim Einstein odkrył swoją teorię, korzystał np. z doświadczenia Morleya-Michelsona (tak się to piszę, o ile pamiętam). Teoria względności nie wylęgła się w umyśle Einsteina samoczynnie, bez analizy doświadczeń ze świata zewnętrznego. Powinieneś był to wiedzieć.
Po pierwsze: uczeni wymyślaja teorie a nie odkrywają a to pewna subtelna ale jednak różnica. A co do eksperymentu Michaelsona-Morleya to powinieneś nim oskarżysz kogoś o kłamstwo dokładnie sprawdzić swoją (wątpliwą) znajomość faktów. Poniższe me słowa stanowią głównie streszczenie analizy roli tego eksperymentu dokonanej przez Imre Lakatosa w jego artykule "Falsyfikacja a metodologia naukowych programów badawczych". Początkowo eksperyment Michaelsona miał dostarczyć dowodów rozstrzygającego która z konkurencyjnych teorii o eterze - Fresnela czy Stokesa jest prawdziwa. Teoria Fresnela zakładała że eter jest częściowo unoszony przez Ziemię, dlatego jego prędkość jest niezerowa, teoria Stoksa zakładała że Ziemia pociąga otaczający ją eter i dlatego w pobliżu Ziemi jego względna prędkość jest zerowa. Wynik Michaelsona - zerowa prędkość skłonił go do uznania iż dowiódł teorii Stoksa. Uznając iż obalił w ten sposób teorię stacjonarnego eteru sądził też że obalił wyjaśnienie anomalii związanej ze światłem wynikłej z prób połączenia teorii elektromagnetyzmu z mechaniką klasyczną. Skracając i upraszczając - wyniki te były ignorowane, produkowano nowe warianty teorii eteru, sam Michealson powtarzał i modyfikował swój eksperyment - wykonał go na przykład na szczycie góry - większa odległość od Ziemi miała wykazać obecność niezerowego wiatru. Nic z tego nie wyszło. Większość naukowego świata zamknięta w schematach teorii eterowej i mechaniki klasycznej nie potrafiła rozwiązać problemu. Inaczej Einstein, który nie znał ani wyników Michaelsona, ani nawet prac Lorentza. Znał za to prace krytyczne Macha dotyczące samej mechaniki Newtonowskiej i bazując na zaprezentowanym w nich podejściu uderzającym w teoretyczne podstawy, ale nade wszystko na nowych rewolucyjnych założeniach (niezależność prędkości światła od układu odniesienia) stworzył własną nieeterową teorię radzącą sobie z anomalnymi zjawiskami związanymi ze światłem.
|
|
| | | | | | |  | | darlove (2804 punktów) | > Po pierwsze: uczeni wymyślaja teorie a nie odkrywają a to pewna subtelna ale jednak różnica.Dokładnie. Subtelna, której Ty nie rozumiesz. Skoro teoria to zbiór twierdzeń, a twierdzenia się ODKRYWA, a nie wymyśla (nie wiem, czy nadążasz...), to... Zresztą, zapytaj ludzi, którzy się na tym znają. Może Cię oświecą. > A co do eksperymentu Michaelsona-Morleya to powinieneś nim oskarżysz kogoś o kłamstwo dokładnie sprawdzić swoją (wątpliwą) znajomość faktów.Chciałem zapytać... studentem czego Ty jesteś? > Poniższe me słowa stanowią głównie streszczenie analizy roli tego eksperymentu dokonanej przez Imre Lakatosa w jego artykule "Falsyfikacja a metodologia naukowych programów badawczych".www.michelson.lostrzelno.cba.pl/prace/praca.htmlBy the way... Moja wersja "Michelsona" była poprawna.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć. Cześć. Staraj się nie używać argumentów "ad personam" w dyskusji, tym bardziej, że Sylwek nie reaguje agresją, więc oddaj mu honor. Jeśli czegoś Twoim zdaniem nie rozumie to mu próbuj wytłumaczyć. Chodzi mi o to, że go zaatakowałeś a nie podbudowałeś twierdzeń argumentami. Przy okazji czy akceptowalne są takie uwagi w poście?
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | > Dokładnie. Subtelna, której Ty nie rozumiesz. Skoro teoria to zbiór twierdzeń, a twierdzenia się ODKRYWA, a nie wymyśla (nie wiem, czy nadążasz...), to... Zresztą, zapytaj ludzi, którzy się na tym znają. Może Cię oświecą.Tzn, nie wiem, gdzieś się wyczytuje teorie? Na niebie gwieździstym są wypisane? Może trzeba jednak pod kamieniami szukać? Albo w lesie? Teoria - to twór językowy będący dziełem uczonego dokładnie w taki sposób jak obraz malarza albo utwór kompozytora. > >Poniższe me słowa stanowią głównie streszczenie analizy roli tego eksperymentu dokonanej przez Imre Lakatosa w jego artykule "Falsyfikacja a metodologia naukowych programów badawczych".> www.michelson.lostrzelno.cba.pl/prace/praca.htmlWiesz... zostanę przy Lakatosie. I może jeszcze pisma i listy samego Einsteina też przedłożę nad stronę internetową która nawet znaków poprawnie nie koduje. > By the way... Moja wersja "Michelsona" była poprawna.Rzeczywiście. Przyznaję ci rację.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Teoria - to twór językowy będący dziełem uczonego dokładnie w taki sposób jak obraz malarza albo utwór kompozytora.
Zredukowanie teorii do języka to chyba uproszczenie. Nie da się nowoczesnej nauki uprawiać poza kontekstem społecznym, politycznym, ekonomicznym. Ponadto różne nauki budują teorie w odmienny sposób: inaczej zrobi to historyk sztuki czy literatury, inaczej fizyk, jeszcze inaczej genetyk. Można wprawdzie doszukiwać się pewnych analogii w procesach tworzenia, ale jakoś nie słychać o uniwersalnej teorii tworzenia teorii. Zawsze jednak można wskazać taki poziom ogólności, na którym coś łączy obraz Picassa i teorię względności. Piernik w końcu też ma coś do wiatraka: mąkę.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >>Teoria - to twór językowy będący dziełem uczonego dokładnie w taki sposób jak obraz malarza albo utwór kompozytora. Nie redukuję teorii do języka - przez twory językowe rozumiem że są zrobione z języka tak jak obraz z farby a dzieło muzyczne z notacji. A mówiąc o akcie twórczym miałem na myśli, że chociaż teorie służą interpretowaniu faktów, a nawet przede wszystkim odsłaniają nowe fakty, to są jednak kreatywnym tworami umysłu uczonego tak jak dzieła sztuki i na pewno nie zależą od doświadczenia w sposób dedukcyjny (przykro mi to mówić bo nieładnie jest rzucać obelgami na forum, ale pogląd o dedukcyjnym charakterze nauk empirycznych to czyste kretyństwo) i są nim zdeterminowane tylko o tyle, że doświadczenia stanowić mogą jedno ze źródeł problemów na które teoria dostarcza propozycji rozwiązań.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >mówiąc o akcie twórczym miałem na myśli, że chociaż teorie służą interpretowaniu faktów, a nawet przede wszystkim odsłaniają nowe fakty, to są jednak kreatywnym tworami umysłu uczonego...
Zgoda: kontekst "odsłaniania" nowych faktów (powiedzmy planety), a kontekst "kreacji" nie istnieją bez siebie. Moja kotka patrzy się w niebo, ale nie widzi w nim nic, poza plamkami światła.
>nie zależą od doświadczenia w sposób dedukcyjny...
Jasne. Dedukuje się z przesłanek (zdań) wedle przyjętych reguł.
>doświadczenia stanowić mogą jedno ze źródeł problemów na które teoria dostarcza propozycji rozwiązań.
OK. Tym niemniej podział działalności naukowej na teoretyczny i empiryczny nie powinien sugerować, że ten teoretyczny wzięty jest "nie z tego świata". Teorię uważam też za pewien rodzaj "empirycznej" działalności. Byty teoretyczne nie istnieją w platońskim niebie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >OK. Tym niemniej podział działalności naukowej na teoretyczny i empiryczny nie powinien sugerować, że ten teoretyczny wzięty jest "nie z tego świata". Teorię uważam też za pewien rodzaj "empirycznej" działalności. Byty teoretyczne nie istnieją w platońskim niebie.
Prawdę mówiąc ja osobiście przychylam się do ujęcia Poppera przedstawionego w Wiedzy Obiektywnej, a mianowicie, że nawet doświadczenie zmysłowe przesiąknięte jest swoistymi teoriami rozumianymi jako z góry przyjęte oczekiwania wobec świata wbudowane w zmysły przez proces ewolucji. Różnica między nauką a poznaniem jakiego dokonała ewolucja biologiczna jest tak, że dostosowanie teorii zależne jest od jej prawdziwości, a poznania zmysłowego od tego jak przysługuje się w przetrwaniu warunkujących je genów.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Wtrącę się do Waszej dyskusji, macie trochę obaj rację. Kiedyś mój kolega rzucił uwagę, że "może to może Słońce się kręci wokół Ziemi" i w taki sposób rozpoczęła się dyskusja długa i zażarta na temat fizyki, generalnie na temat interpretacji względności ruchu. Dzięki tej dyskusji, przeczytałem parę książek o Einsteinie i jego teorii  . Powiem wprost: Nie myślę o Einsteinie jako o geniuszu. Uporządkujmy fakty. Pierwsza pojawiła się STW, potem OTW, ale Einstein pracę doktorską pisał o fotonach, a generalnie o wybijaniu elektronów z atomów przez fotony. Wykorzystując matematykę Planka Einstein wyjaśnił zjawisko fotoelektryczne, jednak przy okazji zaczął myśleć o oddziaływaniu światła i materii. Czyż nie? Do wybicia elektronu potrzebna była jakaś energia. Jestem przekonany, że Albert E. musiał rozważać pęd fotonu  (wzór p=hf/c), który zależy tylko od częstotliwości. Potem był jeszcze Lorentz, a z materiałów dostarczonych przez darlove wynika, że Einstein trochę kręci, czy korzystał z doświadczenia pomiaru prędkości światła, czy nie. Generalnie, co by nie mówił, doświadczenie jest znacznie starsze niż jego praca o zjawisku fotoelektrycznym. MUSIAŁ je znać. Druga sprawa to atak Macha na fizykę Newtona, Einstein Macha dobrze znał, popierał go, pisywali do siebie, starał się umieścić zasadę Macha w swojej teorii. Moim zdaniem, podczas prac nad zjawiskiem fotoelektrycznym, oraz wykorzystując filozofię Macha, i doświadczenie Michelsona-Morleya, pracę Maxwella, Einstein stworzył STW, potem kilka lat pracował nad OTW, by wreszcie ogłosić ją w 1916 roku. Einstein był genialny ale nie wymyślił swoich teorii z niczego. Nie dokonał cudu IMO.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | Abstrahując od tego czy znał czy nie znał doświadczenia Michelsona ważne jest co innego. Chodzi o to co jest pierwsze - teoria czy fakty, pewne z góry przyjęte hipotezy czy gołe fakty. Czy nauka powstaje na bazie doświadczenia rozumianego jako jakieś dziewicze zmysłowe doznanie świata z którego uczeni "wyprowadzają" swoje teorie czy też jest tworzeniem teorii w zasadzie o dowolnym źródle (włącznie z przeczuciem, fantazją, zgadywaniem czy co komu przyjdzie do głowy), które dopiero później konfrontowane są z doświadczeniem. Sądzę że lepiej uargumentowany jest pogląd nazwijmy to postkantowski, zgodnie z którym każde doświadczenie ma uprzedni element teoretyczny (teorie te nazwać można za Popperem tłem wiedzy) i dopiero teorie o świecie czy to w jawnej formie językowej, czy to ukrytych dyspozycji zawartych w naszym poznaniu zmysłowym dostarczają narzędzi do przekształcania faktów w zdania opisujące fakty, które z kolei mogą być użyte do ewentualnej falsyfikacji lub koroboracji sprawdzanej teorii. Einstein gdyby nawet chciał nie mógłby "wyprowadzić" swojej teorii z doświadczenia Michelsona. Ani z dowolnego innego doświadczenie czy zbioru doświadczeń, a to dla tego że dostępne doświadczenia są w ilości skończonej, tymczasem teoria Einsteina jest teorią uniwersalną - w założeniu obowiązującą zawsze i wszędzie i jako taka w sensie logicznym jest nieskończenie bogatsza od zdań opisujących jakiekolwiek doświadczenia. Mało tego, chociaż PO pojawieniu się teorii względności doświadczenie Michelsona zaczęło jawić się jako jedno z obaleń fizyki klasycznej - teorii eterowej, to dopóki jej nie było było rozpatrywane wyłącznie jako doświadczenie mające rozsądzić POMIĘDZY różnymi wersjami teorii eterowej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Powiem to jeszcze raz. Filozofia jest bezradna wobec, nie tylko nauki, ale świata. Może rozpatrywać jedynie zaistniałe fakty i możemy o nich sobie dyskutować. Cytat:Chodzi o to co jest pierwsze - teoria czy fakty, pewne z góry przyjęte hipotezy czy gołe fakty. Czy nauka powstaje na bazie doświadczenia rozumianego jako jakieś dziewicze zmysłowe doznanie świata z którego uczeni "wyprowadzają" swoje teorie czy też jest tworzeniem teorii w zasadzie o dowolnym źródle Wszystko się zmieniało w zależności od możliwości technicznych człowieka. Nauka jest ciągiem, nieprzerwanym ciągiem, rozwijania pomysłu Galileusza. Pierwszy rozpoczął eksperymenty i pierwszy zaczął używać języka matematyki do opisu rzeczywistości. Właściwie to on rozdzielił pojęcia "zdrowego rozsądku" i "racjonalizmu". Ponieważ jego doświadczenia były sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem tomistów (arystotelików). Jeśli więc mówimy dziś o Einsteinie, to jest zły przykład, ponieważ on MUSIAŁ ratować fizykę, a sygnały, że fizyka się sypie pochodziły z ...doświadczeń. Sypała się bo odkryto pierwiastki promieniotwórcze i zaczęto je badać. Udowodniono istnienie atomu, powstała fizyka atomowa, fizyka kwantowa. Einstein miał za sobą całą zebraną wiedzę i ona nie pasowała do nowych rzeczy. Poprawił więc fizykę na tyle na ile umiał, nie potrafił scalić fizyki w jedno, choć było to jego obsesją. Pierwszym krokiem były postulaty STW. Tam Einstein wymyślił tylko stałą prędkość światła, reszta wynikała już z tego postulatu. Potem ogłosił OTW (problemem były dla niego wzory, ale te dostarczył mu kto inny), reszta wynikała jako jej implikacja (na przykład inny gość policzył i wyszło mu, że czarne dziury istnieją - Eisenstein odrzucił ich istnienie, mylił się). Generalnie fizyka dzisiaj, opiera się na symetriach. Warto zwrócić uwagę, w jaki sposób naukowcy szukają nowego, szukają ich w łamaniu symetrii. Opierają się na "starych" teoriach. Nie można sobie wymyślić sobie dowolnej teorii, ona musi zawierać w sobie pozostałe, musi dać się jakoś do nich redukować. Moim zdaniem, pierwsze będą fakty, odkrycie eksperymentalne łamania jakieś symetrii lub niemożliwość wytłumaczenia zjawiska na bazie starej teorii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Szczerze mówąc nie bardzo wiem co odpowiedzieć na twój post  Wyjaśnię tak krótko jak się da z czym się nie zgadzam i dla czego. > Filozofia jest bezradna wobec, nie tylko nauki, ale świata. Może rozpatrywać jedynie zaistniałe fakty i możemy o nich sobie dyskutować.Nie do końca jestem powiem czy dobrze zrozumiałem co chciałeś napisać, ale jeśli chodzi ci o to że w przeciwieństwie do nauki filozofia a) niczego nowego o świecie nie mówi; b) nie wnosi nic nowego to odpowiem tak: są wciąż zagadnienia o których sporo interesujących rzeczy dowiedzieć się możemy z refleksji o zdecydowanie filozoficznym charakterze, a których nauka nie dotknęła - przykładem niech będzie zagadnienie istnienia subiektywnych stanów świadomości - nauce nic do tego, z powodu oględnie mówiąc ich nieintersubiektywnego charakteru. Innym zagadnieniem niech będzie "otwartość wszechświata" wynikająca z obecności w wiedzy naukowej właśnie - otwartość tą można w przekonujący sposób argumentować, ale nie jest ona przedmiotem teorii naukowej. Wreszcie, teorie o nauce obecne w filozofii nauki nie są na pewno ukończone, tak jak nauka nie jest systemem ukończonej wiedzy o świecie. Ale to nie powód do deprecjonowania. W istocie, gdy dochodzi na przykład do kwestii statusu poznawczego takich teorii jak ID czy parapsychologia, prawie zawsze najlepszych narzędzi do wykazania nienaukowości tej teorii dostarczają nie uczeni (których "naturalna" zdolność do uprawiania nauki niekoniecznie idzie w parze ze zdolnością do jawnego wykładania ich zasad metodologicznych i uzasadniania poznawczej przewagi nauki) a filozofowie nauki. Pomimo tego że każda konkretna filozofia nauki ma problemy z którymi sobie nie radzi. > Wszystko się zmieniało w zależności od możliwości technicznych człowieka. Nauka jest ciągiem, nieprzerwanym ciągiem, rozwijania pomysłu Galileusza. Pierwszy rozpoczął eksperymenty i pierwszy zaczął używać języka matematyki do opisu rzeczywistości.Po pierwsze Galileusz nie był pierwszy - pierwsi byli przedstawiciele nauki hellenistycznej. Gdyby cywilizacja ta nie została zniszczona przez ekspandujący Rzym możliwe że ani Galileusz, ani Newton nie mieliby okazji się wykazać w swej sprawności. Po drugie, co interesujące z historycznego punktu widzenia w szczątkach pism i dzieł niektórych tych uczonych zachowały się wskazania, że rozumieli oni naukę jako ciąg dalszy dociekań o świecie zapoczątkowany przez "klasycznych" filozofów. Jednocześni byli w pełni świadomi odmienności metodologicznych własnych metod (zamiast metafizycznego, całościowego systemu tworzonego pod kątem zdolności do ujmowania i wyjaśniania wszystkiego, zestaw nie zawsze "połączonych" i spójnych wzajemnie modeli o, jeśli się dało zmatematyzowanej strukturze które dało się weryfikować przez sprawdzanie poprawności wynikających z nich przewidywań ilościowych).. > Właściwie to on rozdzielił pojęcia "zdrowego rozsądku" i "racjonalizmu". Ponieważ jego doświadczenia były sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem tomistów (arystotelików).> Jeśli więc mówimy dziś o Einsteinie, to jest zły przykład, ponieważ on MUSIAŁ ratować fizykę, a sygnały, że fizyka się sypie pochodziły z ...doświadczeń.Nie tylko z doświadczeń. Poza tym sygnały te były ignorowane - zamiast odrzucać teorie dokładano do nich coraz to nowe założenia by się zgadzały z doświadczeniami (szarpanina z różnymi wersjami teorii eterowej jest doskonałym przykładem). Krótko mówiąc, dopóki nie pojawiła się teoria Einsteina uczeni może nawet świadomi tego, oszukiwali się że doświadczenie to nie obala teorii klasycznych, co najwyżej je modyfikuje. > Generalnie fizyka dzisiaj, opiera się na symetriach. Warto zwrócić uwagę, w jaki sposób naukowcy szukają nowego, szukają ich w łamaniu symetrii. Opierają się na "starych" teoriach.> Nie można sobie wymyślić sobie dowolnej teorii, ona musi zawierać w sobie pozostałe, musi dać się jakoś do nich redukować.> Moim zdaniem, pierwsze będą fakty, odkrycie eksperymentalne łamania jakieś symetrii lub niemożliwość wytłumaczenia zjawiska na bazie starej teorii.Mam inne wyobrażenie - dzisiaj fizyka teoretyczna powstaje z napięcia pomiędzy teorią względności a mechaniką kwantową. Co ciekawe fizycy nie czekają na jakieś doświadczenia co by im podały wskazówki co wymyślać - raczej tworząc swoje egzotyczne teorie (strun, geometrii nieprzemiennej, czy co tam wymyślą, a czego ja w zasadzie ani trochę od strony matematycznej nie pojmuję) usilnie próbują dopiero "sprowadzić je na ziemię" w okolice w których może da się je wreszcie testować eksperymentalnie. Pozdrawiam. PS co do nauki hellenistycznej - polecam arcyciekawą książkę Lucio Russo "Zapomniana rewolucja" wydaną przez Universitas.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Taki mętny mój post, bo ja nadal nie rozumiem co Ty chcesz napisać. Może inaczej, nie do końca jestem powiem czy dobrze zrozumiałem co chciałeś napisać  . Wgryzę się w Wasze posty dokładniej, może zrozumiem. Cytat:Wreszcie, teorie o nauce obecne w filozofii nauki nie są na pewno ukończone, tak jak nauka nie jest systemem ukończonej wiedzy o świecie. To nie są teorie tylko idee. Nie da się ich udowodnić, obalić czy sfalsyfikować. Nie mają wpływu na rozwój nauki, naukowcy nie potrzebują tych idei, potrzebują pieniędzy. 1. Pieniędzy na Wielkiego Zderzacza Hadronów. a)odkrycie Boskiej cząstki 2. Pieniędzy na lepsze narzędzia obserwacyjne kosmosu (LISA, NGST,) a) LISA to potwierdzenie istnienia fal grawitacyjnych, drgań czasoprzestrzeni, które jeszcze nie zostały zaobserwowane  b) NGST , po prostu, nowy lepszy teleskop  , lepszy to nawet za mało powiedziane HST ma niecałe 3m zwierciadło, NGST ma mieć 8m! 3. Pieniędzy na reaktor termojądrowy ITER Projekt skutecznie blokowały "ropne" państwa, Rosja i USA. Ma być w końcu budowany w Europie, może się coś ruszy. Cytat:Po pierwsze Galileusz nie był pierwszy - pierwsi byli przedstawiciele nauki hellenistycznej. Nie, oficjalnie nauki wcześniej nie było. Oczywiście nauki takiej jaką rozumiem ją ja. Myślę, że sporów tu nie będzie. Fizykę, jako samodzielną dyscyplinę zapoczątkował Galileusz, przed nim był to zbitek filozofii, religii, astronomii i "parafizyki". Cytat:Będąc zwolennikiem nauki opartej na doświadczeniu, równocześnie odcinał się od skrajnego empiryzmu i głosił, że samo nagromadzenie faktów nie stanowi jeszcze nauki; według Galileusza właściwym zadaniem nauki jest ustalanie prawidłowości następstwa i współwystępowania zdarzeń za pomocą rozumowania opartego na eksperymentowaniu. Chcąc uczynić przyrodoznawstwo nauką ścisłą, położył nacisk na przemiany i matematyczną metodę wyrażania głoszonych twierdzeń. Wiki Cytat:Mam inne wyobrażenie - dzisiaj fizyka teoretyczna powstaje z napięcia pomiędzy teorią względności a mechaniką kwantową. Fizyka Einsteina ma swoje własne problemy, kwantowa swoje. Rozwijają się, w sumie, niezależnie. Naczelną fizyką powinna być fizyka kwantowa w postaci Modelu Standardowego (tak nazywa się panująca teoria fizyczna), a fizyka Einsteina powinna być jedynie pewnym reprezentantem w pewnej skali. Jest jednak pewien problem, siły grawitacji są za małe, po prostu znikome, na poziomie kwantów. Cała para fizyków kwantowych idzie w kierunku zawładnięcia grawitacją  . Muszą też bronić Modelu Standardowego, jeśli znajdą bozon Higgsa, obronią, jeśli nie? Cóż zobaczymy. Cytat:Co ciekawe fizycy nie czekają na jakieś doświadczenia co by im podały wskazówki co wymyślać - raczej tworząc swoje egzotyczne teorie Jednak wiedzą gdzie mają szukać. Weźmy "teorię" superstrun, ona nie wynika z niczego! Jak wiesz materia ma właściwości falowe i kwantowe. To MUSI się dać jakoś wytłumaczyć. Dowolna hipoteza superstrun to tłumaczy. Einstein dodał jeden wymiar, co za problem dodawać następne? Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>Nie, oficjalnie nauki wcześniej nie było. Oczywiście nauki takiej jaką rozumiem ją ja. Myślę, że sporów tu nie będzie. >Fizykę, jako samodzielną dyscyplinę zapoczątkował Galileusz, przed nim był to zbitek filozofii, religii, astronomii i "parafizyki". Z tym się absolutnie nie zgodzę. W cywilizacji hellenistycznej istniała już nauka - rozumiana w nowoczesnym sensie jako dziedzina bazująca na matematycznych metodach, modelach o zamierzenie ograniczonej stosowalności, weryfikowaniu teorii przez doświadczalne obalanie błędnych itd. I nie miała na pewno nic wspólnego z magią czy astrologią (które nawiasem mówiąc bardzo interesowały i były poważnie traktowane przez Newtona). To że większość tej tradycji zaginęła, a potem została przyćmiona przez ponowne narodziny nauki nie upoważnia nas do myślenia że starożytność to tylko Platon i Arystoteles.
Aha, ja nie twierdzę że teorie powstają zupełnie z niczego - mimo wszystko uczeni rozwiązują już istniejące problemy i to jest obiektywny, logiczny wpływ jaki inne wcześniejsze teorie lub doświadczenia mają na nową teorię. Ale nie ma żadnej "dedukcyjnej" ciągłości czy sformalizowanego wnioskowania z doświadczeń. A wszelkie intuicje należą do psychologii.
|
|
| | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | > www.michelson.lostrzelno.cba.pl/prace/praca.htmlNawiasem mówiąc czytaj cytowane przez siebie źródła "Z drugiej zaœ strony by³em doœæ mocno przekonany o s³usznoœci tej zasady, nim dowiedzia³em siê o samym eksperymencie i jego wyniku. W ka¿dym razie doœwiadczenie Michelsona rozwia³o, praktycznie bior¹c, wszelkie w¹tpliwoœci, jeœli chodzi o s³usznoœæ tej zasady w optyce, i wykaza³o, ¿e zasadnicza zmiana podstawowych pojêæ fizyki jest nieunikniona"" Więc nie wiem na kim chciałeś zrobić wrażenie. Chyba że chcesz powiedzieć że zdanie przytoczone ze wskazanej przez ciebie strony znaczy: Einstein był najpierw pewien swojej teorii. Następnie dowiedział się o doświadczeniu M. Zrobił swoją teorię, przepraszam, odkrył (Ha ha, ciekawe czemu inni nie odkryli skoro teorie leżą na ziemi jak liście z drzewa opadłe) posługując się tym doświadczeniem. Doświadczenie pozwoliło mu rozwiać wszelkie wątpliwości jakie miał nim stworzył swoją teorie na jego bazie (i zarazem nim ją stworzył był jej pewny) Pozdrawiam. PS Kończę studia biologii.
|
|
| | | | | | | | |  | | darlove (2804 punktów) | >Nawiasem mówiąc czytaj cytowane przez siebie źródła >"Z drugiej zaœ strony by³em doœæ mocno przekonany o s³usznoœci tej zasady, nim dowiedzia³em siê o samym eksperymencie i jego wyniku.
Czytaj całość, a nie wybiórczo.
>Więc nie wiem na kim chciałeś zrobić wrażenie.
Na Potworze od Spaghetti.
>Zrobił swoją teorię, przepraszam, odkrył (Ha ha, ciekawe czemu inni nie odkryli skoro teorie leżą na ziemi jak liście z drzewa opadłe) posługując się tym doświadczeniem.
Jesteś, niestety, ignorantem, gdy chodzi o nauki dedukcyjne, ale nie szkodzi. Nie każdy musi rozumieć, że twierdzenia się odkrywa, a nie produkuje. Na Twoją głupią uwagę w nawiasie nie chce mi się nawet odpowiadać.
>Doświadczenie pozwoliło mu rozwiać wszelkie wątpliwości jakie miał nim stworzył swoją teorie na jego bazie (i zarazem nim ją stworzył był jej pewny)
j.w.
>PS Kończę studia biologii. Szkoda, że nie jest to nauka matematyczna, choć jakże przecież potrzebna. Ale dlatego też nie wymagam od Ciebie znajomości twierdzeń i metodologii systemów dedukcyjnych.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | eee... Z kimś kto uważa że fizyka to nauka dedukcyjna muszę zakończyć rozmowę, gdyż trzeba by od podstaw zaczynać takich jak na przykład że fizyka to nie matematyka. Ach i w biologii matematyka jest takim samym narzędziem jak w fizyce. Ale rzeczywiście podobnie jak fizyka czy chemia biologia nie jest nauką dedukcyjną. I nie czytam wybiórczo - poza chceniem biografa Einsteina, penie wyznającego jeszcze XiX wieczne teorie filozoficzne o nauce jako dedukcyjnym wnioskowaniu z teorii indukcyjnie wyciąganych z doświadczenia wszystkie wypowiedzi samego Einsteina przytoczone na stronie zaprzeczają jakoby znał wynik doświadczenia pracując nad teoria. Z jednym wyjątkiem podejrzewanym o błąd w tłumaczeniu niemieckiej wypowiedzi. Zresztą, doświadczenie Michelsona było znane innym fizykom, ale pomimo tej "starannie przeprowadzonej obserwacji" uparcie immunizowali oni teorie eteru. Tak czy siak to Einstein wykazał się geniuszem, kreatywnym geniuszem odrzucając błędne intuicje. W ogóle wybranie sobie Einsteina i jego dzieła do obrony tezy, że nauka bazuje na obserwacjach jest wysoce niefortunne - filozof który najbardziej podkreślał pierwszeństwo teorii wobec doświadczeń - Popper, nie krył, że główna inspiracją do formułowania jego poglądów było właśnie dzieło Einsteina. Nawiasem mówiąc z czasem historycy i komentatorzy Popperowskich idei skłonni byli jeszcze powiększyć rozmiar ewentualnego długu Poppera u Einsteina. Przy czym pierwszym kto w sposób jawny zwrócił uwagę, że doświadczenie jest niczym wobec teorii był nie kto inny ale Darwin - jedno z jego słynnych stwierdzeń jest, że robienie obserwacji bez przewodzącej im i dostarczającej źródeł interpretacji teorii jest jak zbieranie znaczków pocztowych.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>twierdzenia się odkrywa, a nie produkuje.
Twoje twierdzenie jest fałszywe. Czy czujesz się jego odkrywcą?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | |  | | darlove (2804 punktów) | Nie chce mi się głupio dyskutować. Zapytaj pierwszego lepszego matematyka.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Nie chce mi się głupio dyskutować. Zapytaj pierwszego lepszego matematyka. > Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Matematyka to coś zupełnie innego. W matematyce (przynajmniej według tradycyjnego poglądu) rzeczywiście dedukcyjnie wyprowadza się twierdzenia z aksjomatów i w ten sposób "istnieją" już one nim ktokolwiek na nie wpadnie, a więc są niejako odkrywane. Uczony jednak nie tworzy zbioru aksjomatów o którym zakłada że jest prawdziwy i z niego wyprowadza pewne i tez prawdziwe twierdzenia. Zamiast tego tworzy sobie teorię, a następnie sprawdza jak jej konsekwencje, predykcje z niej wynikające konfrontują się ze światem zewnętrznym. Jeśli zdania opisujące faktyczny stan rzeczy dochodzi do falsyfikacji teorii. jest tp obraz silnie uproszczony, w tej formie zwany falsyfikacjonizmem naiwnym. Ale pozwala już zauważyć fundamentalną różnicę między matematyką a naukami empirycznymi - w matematyce dochodzi do transmisji prawdy z aksjomatów na twierdzenia z nich wynikające, w naukach empirycznych dochodzi do transmisji fałszu z jednostkowych zdań będących predykcjami na ogólne teorie z których owe predykcje wynikają.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | darlove (2804 punktów) | Czy teorie sie odkrywa, czy tworzy... to sprawa co najmniej dyskusyjna. Natomiast bez dyskusji jest to, że twierdzenia się ODKRYWA.
>Uczony jednak nie tworzy zbioru aksjomatów o którym zakłada że jest prawdziwy i z niego wyprowadza pewne i tez prawdziwe twierdzenia.
Obawiam się, że w wielu przypadkach tak właśnie jest (chociażby teoria Galois). Co więcej, logika jest tak zbudowaną teorią. Również rachunek kwantyfikatorowy. I wiele innych. Swoją drogą, mógłbyś się przyłożyć, gdy przelewasz myśli na papier... tym razem elektroniczny.
>Zamiast tego tworzy sobie teorię, a następnie sprawdza jak jej konsekwencje, predykcje z niej wynikające konfrontują się ze światem zewnętrznym.
Chyba trochę odwrotnie (mówię o naukach przyrodniczych): najpierw jest obserwacja rzeczywistości, potem indukcja, a w końcowym stadium dedukcja. Systemy dedukcyjne są najdoskonalszą formą teorii, do której inne systemy dążą. Sprawdzenie predykcji danej teorii jest indukcyjnym sprawdzeniem jej użyteczności (tylko falsyfikacja predykcji daje podstawy do odrzucenia; nie daje się natomiast udowodnić "prawdziwości" teorii, czy też raczej modelu rzeczywistości) i choć każda teoria zbudowana na niesprzecznym systemie zdań jest dobrą teorią, to być może nieużyteczną, ale to inna kwestia.
>Jeśli zdania opisujące faktyczny stan rzeczy dochodzi do falsyfikacji teorii.
Tego nie rozumiem, choć mogę się domyślać, o co Ci chodzi.
>w matematyce dochodzi do transmisji prawdy z aksjomatów na twierdzenia z nich wynikające, w naukach empirycznych dochodzi do transmisji fałszu z jednostkowych zdań będących predykcjami na ogólne teorie z których owe predykcje wynikają.
Niekoniecznie. Pierwsza część, ta o matematyce, jest prawdziwa, natomiast ta o transmisji fałszu jest tylko PRAWDOPODOBIEŃSTWEM, a nie pewnością (potocznie mówiąc: z fałszu wynika cokolwiek).
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | >Obawiam się, że w wielu przypadkach tak właśnie jest (chociażby teoria Galois). Co więcej, logika jest tak zbudowaną teorią. Również rachunek kwantyfikatorowy. I wiele innych. Swoją drogą, mógłbyś się przyłożyć, gdy przelewasz myśli na papier... tym razem elektroniczny. Zaraz, albo mówimy o matematyce i naukach dedukcyjnych, albo mówimy o naukach empirycznych to dwie różne rzeczy.
>Chyba trochę odwrotnie (mówię o naukach przyrodniczych): najpierw jest obserwacja rzeczywistości, potem indukcja, a w końcowym stadium dedukcja. Systemy dedukcyjne są najdoskonalszą formą teorii, do której inne systemy dążą. Sprawdzenie predykcji danej teorii jest indukcyjnym sprawdzeniem jej użyteczności (tylko falsyfikacja predykcji daje podstawy do odrzucenia; nie daje się natomiast udowodnić "prawdziwości" teorii, czy też raczej modelu rzeczywistości) i choć każda teoria zbudowana na niesprzecznym systemie zdań jest dobrą teorią, to być może nieużyteczną, ale to inna kwestia. Nie ma indukcji w naukach przyrodniczych. Wiemy to już od dawna (konkretnie udowodnił to Hume). >>Jeśli zdania opisujące faktyczny stan rzeczy dochodzi do falsyfikacji teorii. >Tego nie rozumiem, choć mogę się domyślać, o co Ci chodzi. Wkradł się błąd do mej wypowiedzi - Mea culpa. Miało być "Jeśli zdania opisujące faktyczny stan rzeczy są w sprzeczności z predykcją teorii, teoria ulega falsyfikacji" >>w matematyce dochodzi do transmisji prawdy z aksjomatów na twierdzenia z nich wynikające, w naukach empirycznych dochodzi do transmisji fałszu z jednostkowych zdań będących predykcjami na ogólne teorie z których owe predykcje wynikają. >Niekoniecznie. Pierwsza część, ta o matematyce, jest prawdziwa, natomiast ta o transmisji fałszu jest tylko PRAWDOPODOBIEŃSTWEM, a nie pewnością (potocznie mówiąc: z fałszu wynika cokolwiek). Popełniłeś dwa błędy. Że w implikacji logicznej z fałszu może wynikać prawda jak i fałsz to dosyć podstawowa wiedza, własność ta implikacji nie ma jednak nic wspólnego z prawdopodobieństwem. Ale jeśli rozpatrujemy teorię naukową to zakładamy jej prawdziwość - a więc zakładamy że wszystkie jej predykcje jako jej logiczne implikacje są prawdziwe. Wykazanie fałszywości choćby jednej predykcji wskazuje że teoria nie może być prawdziwa (bo z prawdy wynika zawsze prawda, więc jeśli z czegoś wyniknął fałsz to to coś też jest fałszywe). Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | darlove (2804 punktów) | >Nie ma indukcji w naukach przyrodniczych. Wiemy to już od dawna (konkretnie udowodnił to Hume).
To mam wobec tego pytanie: W jaki sposób rozciąga się wnioski z próbek na całe populacje, że użyję języka statystycznego? Jak się nazywa rozumowanie, które na to pozwala???
> Popełniłeś dwa błędy. Że w implikacji logicznej z fałszu może wynikać prawda jak i fałsz to dosyć podstawowa wiedza, własność ta implikacji nie ma jednak nic wspólnego z prawdopodobieństwem.
Otóż ma. Nie chce mi się nad tym dłużej rozwodzić. Skieruję Cię tylko na właściwe tory - sprawdź, jak odbywa się wnioskowanie statystyczne i zapoznaj się z błędami wnioskowania I (alfa) i II (beta) rodzaju. Nie będziesz wówczas wygłaszał takich tez jak powyższa. Nie wiem, gdzie tutaj dwa błędy, o których piszesz...
>Ale jeśli rozpatrujemy teorię naukową to zakładamy jej prawdziwość - a więc zakładamy że wszystkie jej predykcje jako jej logiczne implikacje są prawdziwe.
Obawiam się, że tego założyć NIGDY nie można, bowiem nie da się potwierdzić słuszności teorii w żaden sposób. Jak wiesz, można ją tylko w sprzyjających okolicznościach sfalsyfikować. Nie zakładamy, że wszystkie predykcje są prawdziwe, ale MAMY NADZIEJĘ, że tak właśnie jest. A to różnica. Tę nadzieję, czasami, daje się wyrazić prawdopodobieństwem (poziom ufności).
>Wykazanie fałszywości choćby jednej predykcji wskazuje że teoria nie może być prawdziwa (bo z prawdy wynika zawsze prawda, więc jeśli z czegoś wyniknął fałsz to to coś też jest fałszywe).
Dokładnie tak jest w rozumowaniach opartych na dedukcji i tylko takich. Nie stosuje się to np. do wnioskowania statystycznego, gdzie do implikacji dołącza się tzw. poziomy ufności, o których wspominałem.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >>Nie ma indukcji w naukach przyrodniczych. Wiemy to już od dawna (konkretnie udowodnił to Hume). >To mam wobec tego pytanie: W jaki sposób rozciąga się wnioski z próbek na całe populacje, że użyję języka statystycznego? Jak się nazywa rozumowanie, które na to pozwala??? To nie rozumowanie indukcyjne ale zwykła procedura matematyczna. Nawiasem mówiąc hipotezy statystyczne, jeśli by dotyczyły populacji o nieskończonej liczebności, lub też próba badana nie obejmowałaby całej populacji badanej mają taki sam, nieudowadnialny status logiczny jak uniwersalne teorie o prawach przyrody. >> Popełniłeś dwa błędy. Że w implikacji logicznej z fałszu może wynikać prawda jak i fałsz to dosyć podstawowa wiedza, własność ta implikacji nie ma jednak nic wspólnego z prawdopodobieństwem. >Otóż ma. Nie chce mi się nad tym dłużej rozwodzić. Skieruję Cię tylko na właściwe tory - sprawdź, jak odbywa się wnioskowanie statystyczne i zapoznaj się z błędami wnioskowania I (alfa) i II (beta) rodzaju. Nie będziesz wówczas wygłaszał takich tez jak powyższa. Nie wiem, gdzie tutaj dwa błędy, o których piszesz... Przepraszam, chcesz mi powiedzieć że zasada logiczna zgodnie z którą prawdziwa jest implikacja x->y w której zdanie x jest fałszywe a y fałszywe lub prawdziwe ma cokolwiek wspólnego z wnioskowaniem statystycznym? >>Ale jeśli rozpatrujemy teorię naukową to zakładamy jej prawdziwość - a więc zakładamy że wszystkie jej predykcje jako jej logiczne implikacje są prawdziwe. >Obawiam się, że tego założyć NIGDY nie można, bowiem nie da się potwierdzić słuszności teorii w żaden sposób. Jak wiesz, można ją tylko w sprzyjających okolicznościach sfalsyfikować. Nie zakładamy, że wszystkie predykcje są prawdziwe, ale MAMY NADZIEJĘ, że tak właśnie jest. A to różnica. Tę nadzieję, czasami, daje się wyrazić prawdopodobieństwem (poziom ufności). Nie mam już siły. Jeśli chcesz możesz to uznać za moje poddanie się. >>Wykazanie fałszywości choćby jednej predykcji wskazuje że teoria nie może być prawdziwa (bo z prawdy wynika zawsze prawda, więc jeśli z czegoś wyniknął fałsz to to coś też jest fałszywe). >Dokładnie tak jest w rozumowaniach opartych na dedukcji i tylko takich. Nie stosuje się to np. do wnioskowania statystycznego, gdzie do implikacji dołącza się tzw. poziomy ufności, o których wspominałem. Też już nie mam siły, przykro mi, reszta j.w.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | darlove (2804 punktów) | > >>Nie ma indukcji w naukach przyrodniczych. Wiemy to już od dawna (konkretnie udowodnił to Hume).> >To mam wobec tego pytanie: W jaki sposób rozciąga się wnioski z próbek na całe populacje, że użyję języka statystycznego? Jak się nazywa rozumowanie, które na to pozwala???> To nie rozumowanie indukcyjne ale zwykła procedura matematyczna.Taaa... procedura matematyczna. Sorry, ale rzeczywiście nie ma po co dyskutować. Nie rozumiesz, o czym mówisz. Wiki:Indukcja - typ rozumowania redukcyjnego określany jako wnioskowanie "od szczegółu do ogółu", tj. wnioskowanie z prawdziwości racji (wniosków w szerokim znaczeniu tego słowa) o prawdziwości następstw (przesłanek w szerokim znaczeniu tego słowa), przy czym bardziej złożone niż prosta indukcja enumeracyjna niezupełna typy indukcji przy pewnych interpretacjach stanowią rozumowania dedukcyjne. W odróżnieniu od rozumowania dedukcyjnego indukcja enumeracyjna niezupełna stanowi rozumowanie zawodne, tj. takie, w którym prawdziwość przesłanek nie gwarantuje pewności wniosku. Głównymi postaciami indukcji są indukcja enumeracyjna niezupełna, indukcja enumeracyjna zupełna, indukcja eliminacyjna i indukcja statystyczna - indukcja matematyczna jest natomiast uznawana za specyficzne rozumowanie dedukcyjne. Zrozumiałeś, na czym polega Twój błąd, czy jeszcze nie? Jeśli nie, to poczytaj jeszcze o indukcji statystycznej, która jest powszechnie używana w naukach nie tylko przyrodniczych, ale i humanistycznych (nawet używa się jej dla pewnych celów w badaniu języka naturalnego).
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >>>>Nie ma indukcji w naukach przyrodniczych. Wiemy to już od dawna (konkretnie udowodnił to Hume). >>>To mam wobec tego pytanie: W jaki sposób rozciąga się wnioski z próbek na całe populacje, że użyję języka statystycznego? Jak się nazywa rozumowanie, które na to pozwala??? >>To nie rozumowanie indukcyjne ale zwykła procedura matematyczna. >Taaa... procedura matematyczna. Sorry, ale rzeczywiście nie ma po co dyskutować. Nie rozumiesz, o czym mówisz. Z całym szacunkiem ale ty chyba mylisz dyskusje o metodologii nauki jako takiej (z pojęciem indukcji praw z obserwacji) z zajęciami praktycznymi z matematyki stosowanej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | darlove (2804 punktów) | Masz prawo do swojego zdania 
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >>Nie ma indukcji w naukach przyrodniczych. Wiemy to już od dawna (konkretnie udowodnił to Hume). >To mam wobec tego pytanie: W jaki sposób rozciąga się wnioski z próbek na całe populacje, że użyję języka statystycznego? Jak się nazywa rozumowanie, które na to pozwala???
Jest to (zawodne) wnioskowanie redukcyjne , czyli dobieranie do zdania uznanego za prawdziwe (tj. do następstwa) takiego zdania (tj. racji), z którego to pierwsze logicznie wynika. O to chodziło?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>Zapytaj pierwszego lepszego matematyka.
Neoplatonik odpowie mi jedno, a zwolennik formalizmu - drugie i pozostanę tak samo głupi. Zazdroszczę Ci Twej mądrości.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | darlove (2804 punktów) | Drogi kolego, teoria po zdefiniowaniu aksjomatów istnieje już w całości. Teoria, czyli aksjomaty wraz ze wszystkimi konsekwencjami. Człowiek tylko odkrywa za pomocą swojego rozumku te konsekwencje. Nie wiem, czy jestem neoplatonikiem, czy formalistą... Nie za bardzo mnie to obchodzi, szczerze mówiąc. Ale powiem tak.
Skoro teoria T jest zbiorem aksjomatów i ich logicznych konsekwencji, to na podstawie aksjomatów teorii mnogości, po zdefiniowaniu aksjomatów, ten zbiór ISTNIEJE i nie ma znaczenia, czy potencjalnie, czy aktualnie. Dokładnie tak samo bowiem jest z liczbami naturalnymi. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że ludzie tworzą liczby naturalne? To bowiem tak, jakby myśleć, ze zanim liczba nie została przez kogoś "utworzona", jej odpowiednik w rzeczywistości fizycznej nie istniał. Dla przykładu, dopóki nie stwierdzono, że istnieje 0, 0 jabłek w koszyku nie dało się stwierdzić. Zawsze jakieś jabłko w koszyku musiało być... czy rozumiesz absurd?
Niczego nie trzeba nikomu zazdrościć, bo można do wszystkiego dojść samemu, czego i Tobie życzę.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Dla przykładu, dopóki nie stwierdzono, że istnieje 0, 0 jabłek w koszyku nie dało się stwierdzić. Wiesz, po prawdzie właśnie utrafiłeś w sedno relacji między teoriami o świecie a światem. >Zawsze jakieś jabłko w koszyku musiało być... czy rozumiesz absurd? Nie, znaczy to że dopóki nie stworzono pojęcia zera nikt sensownie nie mógł mówić o zerowej liczbie jabłek. Tak jak bez młotka samą ręką nie da się wbić gwoździa w deskę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | darlove (2804 punktów) | >>Zawsze jakieś jabłko w koszyku musiało być... czy rozumiesz absurd? >Nie, znaczy to że dopóki nie stworzono pojęcia zera nikt sensownie nie mógł mówić o zerowej liczbie jabłek. Tak jak bez młotka samą ręką nie da się wbić gwoździa w deskę.
Cóż, widzę, że nie udało Ci się (jeszcze) pojąć. Twój przykład z młotkiem jest kompletnie nietrafiony, ale nie będę Ci wyjaśniał dlaczego. Sam do tego musisz dojść.
Przy okazji, to, że ktoś nie potrafi o czymś sensownie mówić, wcale jeszcze nie oznacza, że to coś nie istnieje - głupi nie jesteś, więc mam nadzieję, że przemyślisz to i wyciągniesz wnioski. Zresztą, com napisał jest OCZYWISTOŚCIĄ.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Cóż, widzę, że nie udało Ci się (jeszcze) pojąć. Twój przykład z młotkiem jest kompletnie nietrafiony, ale nie będę Ci wyjaśniał dlaczego. Sam do tego musisz dojść. Wiesz jedno mnie intryguje, być niezdolnym do argumentacji to jedno, mówić jednak z trójnogu niedosiężonej mądrości, gdy miesza się statystykę z logiką, matematykę z fizyką, o biologii ma się pojęcie co najmniej XIX wieczne to nawet nie zabawne jest. Nie nazwę tego po imieniu jednak bo dostanę jescze upomnienie od moderacji. Pozdrawiam. Jak pojmę to się odezwę. Gdybyś jakimś cudem ty poją wcześniej nie musisz mi tego obwieszczać - ja już wiem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | darlove (2804 punktów) | >Wiesz jedno mnie intryguje, być niezdolnym do argumentacji to jedno, mówić jednak z trójnogu niedosiężonej mądrości, gdy miesza się statystykę z logiką
Mówiłem już, że nie zrozumiałeś, o czym była mowa? Nie chcę się powtarzać.
>, matematykę z fizyką, o biologii ma się pojęcie co najmniej XIX wieczne
Wydaje mi się, że z Twoich ust jest to nawet komplement... choć z drugiej strony, skąd możesz wiedzieć, jakie mam pojęcie o biologii??? Z jednego zdania o biologii molekularnej, które na dodatek niczego nie ujawnia??? Dość dziwne... no, ale - jak mówiłem - każdy ma prawo do swojego zdania. Na zdrowie!
>to nawet nie zabawne jest.
Składnia godna studenta... To nie pierwszy już raz.
>Nie nazwę tego po imieniu jednak bo dostanę jescze upomnienie od moderacji.
Nazwij. Poproszę moderatorów o nieusuwanie tego, co do mnie napiszesz. I znów brak przecinka przed "bo".
>Pozdrawiam. Jak pojmę to się odezwę. Gdybyś jakimś cudem ty poją wcześniej nie musisz mi tego obwieszczać - ja już wiem.
I znów błąd, a nawet kilka. Piszemy POJĄŁ; dodatkowo, przecinki!!! Za dużo coś robisz podstawowych błędów językowych, aby się tytułować Studentem. Najwyżej: studenciną... Już widzę, jak te Twoje prace będą wyglądać. I pamiętaj, że profesjonalny skład tekstu to nie Word, tylko LaTeX.
Posdrafiam.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >>Wiesz jedno mnie intryguje, być niezdolnym do argumentacji to jedno, mówić jednak z trójnogu niedosiężonej mądrości, gdy miesza się statystykę z logiką >Mówiłem już, że nie zrozumiałeś, o czym była mowa? Nie chcę się powtarzać. >>, matematykę z fizyką, o biologii ma się pojęcie co najmniej XIX wieczne >Wydaje mi się, że z Twoich ust jest to nawet komplement... choć z drugiej strony, skąd możesz wiedzieć, jakie mam pojęcie o biologii??? Z jednego zdania o biologii molekularnej, które na dodatek niczego nie ujawnia??? Dość dziwne... no, ale - jak mówiłem - każdy ma prawo do swojego zdania. Na zdrowie! >>to nawet nie zabawne jest. >Składnia godna studenta... To nie pierwszy już raz. >>Nie nazwę tego po imieniu jednak bo dostanę jescze upomnienie od moderacji. >Nazwij. Poproszę moderatorów o nieusuwanie tego, co do mnie napiszesz. I znów brak przecinka przed "bo". >>Pozdrawiam. Jak pojmę to się odezwę. Gdybyś jakimś cudem ty poją wcześniej nie musisz mi tego obwieszczać - ja już wiem. >I znów błąd, a nawet kilka. Piszemy POJĄŁ; dodatkowo, przecinki!!! Za dużo coś robisz podstawowych błędów językowych, aby się tytułować Studentem. Najwyżej: studenciną... Już widzę, jak te Twoje prace będą wyglądać. I pamiętaj, że profesjonalny skład tekstu to nie Word, tylko LaTeX. >Posdrafiam. > Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć. Szanowny panie, przepraszam za liczne niedostatki stylu jak i ogromną ilość błędów ortograficznych, pośpiech nie jest wszak wystarczającym usprawiedliwieniem. Ponieważ, obawiam się pogubił się pan w dyskusji prowadzonej z taką zdezorganizowaną mentalnie i intelektualnie studenciną jak ja pozwolę sobie uporządkować pewne wątki. Rozmawialiśmy o tym czy teologia jest nauką, więc siłą rzeczy o metodologii nauki. Pytanie jakiej nauki? Skłonny jestem uznać, że chodziło o nauki empiryczne takie jak fizyka czy biologia. Pozwolił pan sobie pouczyć mnie, iż nauki te to nauki dedukcyjne. Poparł pan to licznymi definicjami z Wikipedii. Cóż, zbyt trudne i wyrafinowane to dla mnie źródło, a pracujący tam eksperci piszą nader długie i niezrozumiałe jak na mój studencko-wiejski (przepraszam studencino-wsiowy) rozum artykuły, dlatego zacytuję definicję z źródła prostszego i dużo krótszego - artykułu z Encyklopedii PWN "nauki dedukcyjne, nauki formalne, nauki aprioryczne, naukozn., metodol. nauki, w których uznaje się twierdzenia jedynie wówczas, gdy się je wyprowadzi metodą dedukcji z twierdzeń już uznanych; nauki dedukcyjne są nauki matemtyczne i logika formalna." Czy jakiekolwiek twierdzenia w nauce są już uznane (za prawdziwe) by wyprowadzać z nich inne twierdzenia uznane za prawdziwe? Pojęcie indukcji w naukach empirycznych zawsze oznaczało tworzenie teorii o prawach z powtarzalnych doświadczeń. Jest to procedura logicznie nieuprawniona i już. Stwierdzenie o gromadzeniu obserwacji i wyciąganiu z nich wniosków składających się na teorie jest nieprawdziwe. Choćby dlatego że trzeba mieć teorię, która dostarczy problemu przez wyodrębnienie rzeczy godnych obserwacji. Jeśli się pan z tą wizją nie zgadza to proszę obserwować. Obserwować. Obserwować. Jak już z obserwacji powstaną w pana głowie teorie o świecie (odkryje je pan, bo przecież jak pan mówił teorie o świecie odkrywa się, domyślam się, w obrębie tego świata droga obserwacji) to proszę oznajmić je światu w jakimś piśmie. Artykuł jak mniemam sformatuje pan w LaTexie, chociaż ja (ale to moje prostactwo) wolałbym jednak Pages - ostatecznie formatuje wszak redakcja a oni potrzebują tylko tekstu.
PS. No tak, podsumowanie mi nie wyszło - zapomniałem, że dyskusja między nami zaczęła się od kwestii nieostrości języka nauki, która twoim zdaniem świadczyła by o pseudonaukowym charakterze. W takim razie powodzenia w aksjomatyzacji fizyki. Jak już ją zaksjomatyzujesz spróbuj taką zaksjomatyzowaną wersję użyć do jakichkolwiek rzeczywistych problemów do których rozpatrywania chcąc nie chcąc będziesz musiał używać hipotez i założeń dodatkowych i języka stopniowo osuwającego się w potoczność.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | darlove (2804 punktów) | Nie ma sensu kontynuować tego wątku. Powiedziałeś, Sylwiuszu, coś powiedzieć miał. Jam też powiedział, com powiedzieć miał. Jesteśmy kwita. Jeden drugiego nie przekona do niczego, jak się zdaje. Z różnych powodów - dla każdego coś miłego.
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Drogi kolego, teoria po zdefiniowaniu aksjomatów istnieje już w całości.
A przed zdefiniowaniem aksjomatów? Zapewne też istnieje. Twoim zdaniem, bo Ty w to wierzysz. Podobnie jak większość matematyków. Wiara ta jest wielce podobna do wiary w istnienie boga. Jest podobnie jak ona niedowodliwa. Chcesz w to wierzyć to wierz, ale dobrze by było abyś zdał sobie sprawę z tego, że to tylko wiara i że nie wszyscy ją wyznają.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
6 na 6 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
Cytat: "Uczony nie udowadnia tego, w co wierzy - raczej wierzy w to, co zdoła udowodnić. To nie dotyczy teologów". .
|
|
dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Czy teologia to według Was nauka?
Pomijając dość banalne kryteria naukowości, takie jak określona metoda (naukowa) czy podporządkowanie wiedzy regułom standardowej logiki, mamy dość często pomijane, ale ważne kryterium naukowości - uzgodnione podstawy. Mówiąc obrazowo, jeśli spotyka się dwóch naukowców reprezentujących tę samą dyscyplinę, to potrafią oni zgodzić się, że istnieją niebanalne twierdzenia, które obydwaj uważają za prawdziwe.
Przykładowo, jeśli spotyka się dwóch naukowców i po wstępnej dyskusji zgadzają się oni, że prawdziwe są zasady zachowania energii, pędu, ładunku, parzystości itp., to wnioskujemy, że są oni fizykami. Gdyby jednak zdarzyło się, że w środowisku fizyków znalazłaby się osoba, które jest uznawanym przez środowisko fizykiem, a która twierdziłaby, że energia, pęd itd. nie są zachowywane w zbadanych zjawiskach, to wtedy fizyka przestałaby być nauką.
Aby ocenić naukowość teologii musimy więc ustalić podstawowe twierdzenia tej nauki, np.:
"Istnieje osobowy Bóg - stwórca Wszechświata".
"Człowiek posiada duszę, która po śmierci ciała nie ginie, ale nadal żyje".
"Prawa standardowej fizyki (zachowanie energii, pędu itp.) opisują tylko substancję podobną do tej, z której zbudowane jest ciało człowieka, nie opisują one substancji, z której zbudowana jest dusza i Bóg - tę substancję opisują inne prawa fizyki, znane tylko Bogu i wybranym przez niego duszom, którym niektóre z tych praw objawił".
Niestety, nie znam się na teologii i nie potrafię ocenić, jakie są fundamenty teologii i czy w ogóle istnieją. Sam jestem ciekaw, jakie podstawy mogliby uzgodnić teologowie różnych wyznań, szkół i krajów. Jakie niebanalne twierdzenia uznaliby zgodnie za prawdziwe teolog chrześcijański, buddyjski i taoistyczny? Może np. coś w rodzaju:
"Istnieją we Wszechświecie byty (pola, oddziaływania), które oddziałują z materią tylko wtedy, gdy materia zorganizowana jest w postaci zwierzęcia o dostatecznie skomplikowanym systemie nerwowych".
Chociaż nie, to twierdzenie raczej definiuje dyscyplinę zwaną "psychotroniką", a nie teologię, która resztą też ma ambicję nazywać siebie nauką.
doku
|
|
 | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >mamy dość często pomijane, ale ważne kryterium naukowości - uzgodnione podstawy. Mówiąc obrazowo, jeśli spotyka się dwóch naukowców reprezentujących tę samą dyscyplinę, to potrafią oni zgodzić się, że istnieją niebanalne twierdzenia, które obydwaj uważają za prawdziwe. >Przykładowo, jeśli spotyka się dwóch naukowców i po wstępnej dyskusji zgadzają się oni, że prawdziwe są zasady zachowania energii, pędu, ładunku, parzystości itp., to wnioskujemy, że są oni fizykami. Gdyby jednak zdarzyło się, że w środowisku fizyków znalazłaby się osoba, które jest uznawanym przez środowisko fizykiem, a która twierdziłaby, że energia, pęd itd. nie są zachowywane w zbadanych zjawiskach, to wtedy fizyka przestałaby być nauką.
Czy to znaczy że za każdym razem gdy dochodziło do zmian teorii - na przykład fizyka tarć i pchnięć Kartezjusza zastępowana była Newtonowską, lub też gdy ta ostatnia rugowana była przez teorię względności, i w konsekwencji znikała jednomyślność uczonych co do podstaw znikała też nauka? Krótko mówiąc początek XX wieku to okres gdy fizyka stała się pseudonauką?
Muszę przyznać że coraz bardziej interesujących i zaskakujących dla mnie rzeczy dowiaduję się na Racjonaliście.
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >fizyka tarć i pchnięć Kartezjusza zastępowana była Newtonowską, lub też gdy ta ostatnia rugowana była przez teorię względności, i w konsekwencji znikała jednomyślność uczonych co do podstaw
Nie ma powodu by sądzić, że Kartezjusz, Newton i Einstein nie byliby zgodni w żadnej kwestii z fizyki. Przeciwnie, jestem pewien, że zgodziliby się w kwestii wielu twierdzeń.
Po drugie, argumenty "gdybaniowe" są bardzo słabe. Dlatego Twoja uwaga nie może być uznana za uwagę polemiczną. Nie możesz porównywać stanu danej nauki z różnych okresów, gdy naukowcy nie mogli się spotkać, bo działali w innych wiekach. Fizyka ani na chwilę nie przestała być nauką, gdyż kryterium, które przytoczyłem, mówi wyraźnie o stanie dyscypliny w danej chwili.
Podam inny przykład. Jeszcze ćwierć wieku temu psychologia nie była nauką, bo przedstawiciele różnych szkół nie mogli uzgodnić żadnych ważnych twierdzeń podstawowych - formalnie psychologia wciąż była dyscypliną filozofii. Dzisiaj pscyhologowie różnych szkół już zgadzają się przynajmniej w jednej kwestii - na istnienie składników dziedziczonych i wyuczonych - nikt z uznanych psychologów już nie wierzy w "tabula rasa" - psychologia ma już podstawy, więc już jest nauką.
Fizyka nie miała takiej historii w XX w. - była nauką cały czas, mimo że zmieniały się jej podstawy.
doku
|
|
| |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Nie ma powodu by sądzić, że Kartezjusz, Newton i Einstein nie byliby zgodni w żadnej kwestii z fizyki. Przeciwnie, jestem pewien, że zgodziliby się w kwestii wielu twierdzeń. Abstrahując już od problemu niewspółmierności (które to pojęcie wydaje mi się wyolbrzymia różnice w słownikach poszczególnych teorii ignorując fakt że wszystkie zanurzone są we wspólnym, przesiąkniętym licznymi teoriami języku potocznym i związanym z nim tzw. zdrowym rozsądkiem) to jeśli uznamy że wystarczą "jakieś" podstawy wspólne to myślę że i teologia je znajdzie. >Nie możesz porównywać stanu danej nauki z różnych okresów, gdy naukowcy nie mogli się spotkać, bo działali w innych wiekach. Fizyka ani na chwilę nie przestała być nauką, gdyż kryterium, które przytoczyłem, mówi wyraźnie o stanie dyscypliny w danej chwili. Ale ja nie porównywałem fizyki z okresów dominacji różnychteorii a raczej w okresie walki gdy różne teorie funkcjonowały obok siebie. Jak krótki by nie był okres tej walki zawsze był czas gdy ludzie uznawani przez środowisko fizyków za fizyków nie zgadzali się co do podstaw. >Podam inny przykład. Jeszcze ćwierć wieku temu psychologia nie była nauką, bo przedstawiciele różnych szkół nie mogli uzgodnić żadnych ważnych twierdzeń podstawowych - formalnie psychologia wciąż była dyscypliną filozofii. Dzisiaj pscyhologowie różnych szkół już zgadzają się przynajmniej w jednej kwestii - na istnienie składników dziedziczonych i wyuczonych - nikt z uznanych psychologów już nie wierzy w "tabula rasa" - psychologia ma już podstawy, więc już jest nauką.
Psychologia w najlepszym razie dopiero raczkuje jako prawie nauka. Pomijam już tak kompromitujące przykłady jak z teorią o agresywności ludzi o obniżonym poczuciu wartości - skrupulatna analiza literatury z ostatnich kilkudziesięciu chyba nawet lat pokazała jak ta nader popularna teza wzięła się znikąd nie zweryfikowana żadnymi badaniami, i będąc najwyraźniej "nader atrakcyjnym memem" została bezkrytycznie przyjęta przez środowisko. Badania nad samymi psychologami pokazały na przykład że w przypadku stosowania niektórych metodologii różni psycholodzy wyciągają zupełnie arbitralne wnioski z takich samych wyników testów przeprowadzonych na pacjentach. Wreszcie zupełnie oderwana od weryfikacji psychoterapia, wyradzająca się czasami w formy niebezpieczne dla pacjenta jak to jest w USA z pewną psychoterapią dla dzieci która doprowadziła już do licznych przypadków śmierci (sic), wszystko to pokazuje, że ewentualne "wspólne podstawy" nie skutkują unaukowieniem danej dyscypliny.
|
|
| | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >walki gdy różne teorie funkcjonowały obok siebie. Jak krótki by nie był okres tej walki zawsze był czas gdy ludzie uznawani przez środowisko fizyków za fizyków nie zgadzali się co do podstaw.
Jestem pewien, że z niektórymi twierdzeniami się zgadzali.
doku
|
|
| | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >>walki gdy różne teorie funkcjonowały obok siebie. Jak krótki by nie był okres tej walki zawsze był czas gdy ludzie uznawani przez środowisko fizyków za fizyków nie zgadzali się co do podstaw. >Jestem pewien, że z niektórymi twierdzeniami się zgadzali. > doku Jesteś w takim razie tak absolutnie pewny że teolodzy w żadnym stwierdzeniu się nie zgadzają? Bo sam mówisz, że wystarczy by zgadzali się w kilku a już teologia stanie się nauką.
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jesteś w takim razie tak absolutnie pewny że teolodzy w żadnym stwierdzeniu się nie zgadzają?
Nie "absolutnie"
> sam mówisz, że wystarczy by zgadzali się w kilku a już teologia stanie się nauką.
Dokuładnie
doku
|
|
 | 1 na 1 | sledziu (1058 punktów) |
>>Aby ocenić naukowość teologii musimy więc ustalić podstawowe twierdzenia tej nauk.
To troszeczkę samobójczy postulat w ustach kogoś, kto ceni sobie naukę. Spełnić go nie jest przecież trudno - z powodzeniem czyni to np. astrologia (wszyscy jej zwolennicy są zgodni co do tego, że każdy układ gwiazd ma odnośne, osobliwe skutki dla ludzkiego życia).
Moim zdaniem podstawowym argumentem przeciwko naukowości teologii jest właśnie to, że nie jest tym, czym dla Husserla miała być filozofia - dyscypliną bezzałożeniową. Teolodzy monoteistyczni w sposób dogmatyczny zakładają istnienie Boga i na tym twierdzeniu fundują swoje dalsze dociekania. Ktoś powie, że podobne ograniczenia to też bolączka matematyki i logiki. Bynajmniej. Aksjomatyka i dogmatyka nie są tym samym. Nie sposób przecież bez błędnego koła dowodzić, dajmy na to, trafności zasady niesprzeczności, gdyż źródłowo znajduje ona zastosowanie w każdym rozumowaniu logicznym. Bóg teistów nie może jednak cieszyć się takimi przywilejami. Jego istnienie można, przynajmniej w teorii, wywieść drogą dedukcji (lub indukcji, jak to czyni Swinbourne) z określonego zbioru przesłanek nie urągając w niczym kryteriom poprawności formalnej. Dlatego też sądzę, że teologia nie jest nauką i nigdy nią się nie stanie.
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >są zgodni co do tego, że każdy układ gwiazd ma odnośne, osobliwe skutki dla ludzkiego życia).
To nie jest jedyny atrybut naukowości - mylisz warunek konieczny z warunkiem wystarczającym. Wywody oparte na takim błędzie logicznym należy raz jeszcze sformułować, już bez tego błędu, choćby na wszelki wypadek.
doku
|
|
| |  | 1 na 1 | sledziu (1058 punktów) |
>>To nie jest jedyny atrybut naukowości - mylisz warunek konieczny z warunkiem wystarczającym. Wywody oparte na takim błędzie logicznym należy raz jeszcze sformułować, już bez tego błędu, choćby na wszelki wypadek.
To Pan przyjął, że gdyby teolodzy różnych wyznań zdołali wypracować spójne podstawy swoich doktryn, to uznałby Pan ich enuncjacje za naukowe. Ja niczego nie pomyliłem, ponadto dalsza część wywodu nie jest oparta na początkowych stwierdzeniach odnoszących się do Pańskiej wypowiedzi.
|
|
| Robcia (181 punktów) | A czy bajki Andersena to podręczniki biologii i fizyki?
|
|
| kaktus5 (306 punktów) | >Witam. >Czy teologia to według Was nauka? >Moim zdaniem nie, gdyż zakłada istnienie Boga i uzasadnia to w pozornie logiczny sposób. Co to znaczy w pozornie logiczny sposób? Po drugie od kiedy logika zajmuje się racjami bytu czy jak pan woli uzasadnianiem istnienia? porządek istnienia nie jest porządkiem logicznym. logice nie przysługuje kategoria istnienia tylko prawdziwości i sensowności. >Istnienie >aksjomatów w naukach nieścisłych jest mocno wątpliwe. W takim razie istnienie aksjomatów wogóle jest wątpliwe. musi pan wiedzieć,że tkzw. nauki ścisłe zanim się sformalizują muszą być nadbudowywane nad nieścisłe systemy aksjomatyczne. totalna bzdura. >Nie można zakładać istnienia czegoś, co jest >sprzeczne z rozumem i zdrowym rozsądkiem. Co to znaczy sprzeczne z rozumem? Czyim rozumem i zdrowym rozsądkiem? moim, pańskim, kosmicznym, społecznym, boskim, a może podmiotu transcendentalnego? Po drugie jak to nie można? można proszę pana. oto dowód: właśnie siedzę na fotelu pal papierosa i zakładam istnienie czegoś czego nie ma, choć jest to sprzeczne zarówno z moim rozumem jak i zdrowym rozsądkiem. > Aksjomaty matematyczne są abstrakcyjne i akceptowane przez >wszystkich bez względu na światopogląd, bo wynikają z logicznych i spójnych przesłanek. wydaje mi się, że tylko przez niektórych proszę pana: nie sadzę aby każdy z obecnie żyjących niemowlaków akceptował aksjomaty matematyczne, tudzież posiadał zdolność ujmowania abstrakcyjnych pojęć >Inaczej jest >z teologią, która polega na logicznym udowadnianiu nielogicznej tezy. Prosze mi podać warunki logiczności tezy. Nie bardzo rozumiem co pan rozumie pod pojęciem logicznej i nielogicznej tezy.
|
|
| Arnold Mazur (65 punktów) | >Witam. >Czy teologia to według Was nauka?
Dobrze byłoby zdefiniować termin nauka. Nie jest to łatwe, szczególnie gdy rozważa się zagadnienia abstrakcyjne.
Uważam jednak, że teologia może być nauką o ile osoby się nią zajmujące podejmują badania i analizują wyniki w sposób obiektywny, pozbawiony subiektywnych przekonań lub wierzeń, nawet mógłbym powiedzieć sceptyczny.
Wyznacznikiem naukowca powinien być jego sceptycyzm do badanego zagadnienia. Nawet, jeżeli oparł się o złe założenia, nieakceptowalne przez innych, to powinien być im wierny do końca i nie naciągać wyników.
Żeby przekonać osoby o innym zdaniu, a tylko takie należy przekonać, podam analogię. Matematyka, abstrakcyjne nieistniejące obiekty, twierdzenia (zdania prawdziwe mające dowód) - bezsprzecznie prawdziwa nauka. Wszystko jest jasne, jednak są zagadnienia nazywane hipotezami. Co robi matematyka, gdy nie jest w stanie określić czy postawiona hipoteza jest prawdziwa czy nie? Matematyka nie czeka, rozwija się dalej w dwóch kierunkach, w kierunku, gdzie założeniem jest prawdziwość hipotezy i w przeciwnym. I tak będzie do czasu, aż wreszcie pojawi się dowód na prawdziwość lub fałsz hipotezy. Prawdziwa nauka, jaką jest matematyka, odrzuci wówczas tą cześć, która oparta była na fałszu.
Pozwólmy więc teologii i innym podobnym zjawiskom rozwijać się, nie odbierając jej praw do nazywania się nauką. Mam nadzieję (pewnie naiwne), że kiedyś ktoś stwierdzi, że doszedł do sprzeczności z założeniami, co pozwoli na uznanie wieloletniego trudu za daremny.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|