Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dieta zgodna z grupą krwi - nauka to czy rodzaj homeopatii?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
19-04-2011 12:44Miłosz Michałowski (1657 punktów)Dieta zgodna z grupą krwi - nauka to czy rodzaj homeopatii?
Ocena 1 na 1
Witam. Mam do Państwa pytanie, jak w tytule postu.

Moja dziewczyna postanowiła ostatnio wypróbować diety zgodnej z grupą krwi - nie wynika to chęci 'schudnięcia', ile raczej poprawienia sampoczucia, odporności, trawienia, etc.

Brak mi jakichkolwiek kompetencji albo wiedzy w kontekście tejże diety - moge jedynie mówić, co mi się wydaję na pierwszy rzut oka.
Z związku z tym, licząc, że znajdzie się na Racjonaliście ktoś kompetentny, chciałem spytać, czy dieta ta posiada jakies podstawy naukowe - jesli tak to jakie? Czy jest to kolejny, trochę "new age'owy" wymysł?


Z góry dziękuję za odpowiedzi i infromacje.

PS. AAbstrahując od naukowych lub pseudonaukowych podstaw dla tejże diety, chciałem spytać czy są jakieś dowody na jej szkoldiwość, neutralność, lub korzystny wpływ na zdrowie? W internecie przeważają opinie 'forumowe', którym z reguły w takich sprawach nie ufam.

Raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

finerbijk (17282 punktów)
Z dietami jest trochę tak jak z religiami. Każda ma swoich gorliwych wyznawców i przeciwników, a próby podważenia lub negacji tej czy innej wzbudzają wiele emocji i zacietrzewienia u zwolenników.

Z uwagi na obiektywne trudności w dojściu do rzetelnych i powtarzalnych wyników prowadzone badania zawsze budzą wątpliwości i spory. Podobnie jest w przypadku tej diety. Rozstrzygających dowodów za lub przeciw nie ma.
Jak ktoś ma ochotę zawsze może poeksperymentować na sobie i samemu stwierdzić czy dany sposób odżywiania jest dla niego korzystny.

Sam wątpię w te teorie z tego powodu, że grupy krwi się wykształtowały bardzo dawno (5-6 mln lat), a człowiek od tego czasu zasiedlił różne środowiska, dostosowując się lokalnie do różnych źródeł pożywienia.
kognitywista (3391 punktów)
>Moja dziewczyna postanowiła ostatnio wypróbować diety zgodnej z grupą krwi
A dlaczego nie ... z kolorem włosów ?

Na marginesie: "próbować - czegoś" ale: "wypróbować - coś".
Pozdrawiam
19-04-2011 14:29
 Ocena 16 na 16
Meretseger (61860 punktów)
Dietę dobiera się do człowieka, nie do grupy krwi. To, co jest dobre dla pani X z grupą krwi AB może zaszkodzić pani Y z grupą krwi AB. Jeśli ktoś chce zastosować wymyślną dietę, niech się najpierw skontaktuje z dietetykiem.
Tylko dieta NŻT jest uniwersalna, na resztę trzeba uważać.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
neurosurgery (2484 punktów)
>dieta ta posiada jakies podstawy naukowe ?

Rzekłbym, że nie ma żadnych podstaw.

>PS. AAbstrahując od naukowych lub pseudonaukowych podstaw dla tejże diety, chciałem spytać czy są
>jakieś dowody na jej szkoldiwość, neutralność, lub korzystny wpływ na zdrowie?

Jest tak samo szkodliwa jak dieta w oparciu o ulubiony kolor, chociaż w niektórych przypadkach może nieść ze sobą negatywne konsekwencje (jak każda źle dobrana dieta!). Tak na poważnie, to Meretseger napisała Ci wszystko co powinieneś wiedzieć.
liliac (147340 punktów)
Sensu nijakiego ani podstaw naukowych w tym nie ma, ale szkodliwe dla zdrowego osobnika też być nie powinno.
Miłosz Michałowski (1657 punktów)
Bardzo serdecznie dziękuję za wypowiedzi i opinie.

(Nie tylko dlatego, że są zgodne z moimi przedsądami

Regards.

PS. Podobne pytanie mógłbym zadać odnośnie do tradycyjnej medycyny chińskiej, która jest ponoć świetna w diagnozowaniu...

Pewnie mogę się spodziewać podobnych (w tonie i meritum) odpowiedzi, niemniej zachęcam do "wyżycia" się
Sam chętnie również czegoś się dowiem.

Pozdrawiam raz jeszcze i serdecznie(j)
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Witam. Mam do Państwa pytanie, jak w tytule postu.

Pani profesor, dietetyk, która zajmowała się mną w Instytucie Endokrynologii mówiła, że żadna dieta, oprócz tej wyznaczonej przez dietetyka i po badaniach, nie jest bezpieczna. Wystarczy, że w diecie wg grupy krwi będą pokarmy z dużą zawartością cukru (np winogrona, banany, jabłka), a osoba z daną grupą krwi ma tendencje do ostrej hipoglikemii i po ptokach, można sobie krzywdę zrobić.

Ja bym radziła rzucić to w diabły i umówić się na wizytę u specjalisty. Zbada, zmierzy, zważy (również w rozdziale na kości, tłuszcz i wodę) i powie, czego mało, czego dużo, czego więcej, czego mniej. Nawet jeśli chodzi tylko o lekką poprawę jakości życia - od tego są dietetycy Mną się zajmują klinicznie, razem z diabetologiem, bo jestem ciężki przypadek (właśnie m.in. hipoglikemia i insulinooporność), ale normalnych ludzi też biorą, nie ma się czego bać Czasami to tylko kwestia np zbyt małej ilości białka w diecie - dietetyk to zauważy, poda zapotrzebowanie, pokaże pokarmy wysokobiałkowe i po sprawie.

A do czasu wizyty niech się dziewczyna na nic nie przestawia, tylko je więcej surowych warzyw, bo statystycznie Polacy jedzą ich za mało (chyba, że po dużej ilości warzyw w diecie ma straszliwe bóle brzucha, a to może być IBS - z tym do standardowego lekarza się idzie) i pije min. 2.5 litra czystej, niegazowanej, mineralnej (!) wody dziennie, bo z tym też w Polsce słabo. Pani Profesor mówiła, że to jest recepta na lepsze samopoczucie u 90% zdrowych młodych ludzi. Po szczegóły - do swojego dietetyka

PS: A jak chcesz, to Ci na priv wyślę, gdzie pani profesor przyjmuje prywatnie i na NFZ


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
19-04-2011 21:45 
 Ocena 1 na 1
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>A do czasu wizyty niech się dziewczyna na nic nie przestawia, tylko je więcej surowych warzyw, bo statystycznie Polacy jedzą ich za mało (chyba, że po dużej ilości warzyw w diecie ma straszliwe bóle brzucha, a to może być IBS - z tym do standardowego lekarza się idzie) i pije min. 2.5 litra czystej, niegazowanej, mineralnej (!) wody dziennie, bo z tym też w Polsce słabo. Pani Profesor mówiła, że to jest recepta na lepsze samopoczucie u 90% zdrowych młodych ludzi.

Z tymi surowymi warzywami skojarzonymi z zespołem jelita drażliwego bym nie przesadzał i jednak proponuję pewną dozę ostrożności. Wcinanie wszystkiego na surowo bez pewnych rozgraniczeń nie jest najrozsądniejsze i tak (jeśli mnie pamięć nie myli): w stanie surowym i nieprzetworzonym na przykład fasolka szparagowa wykazuje pewne właściwości toksyczne. Fasolkę powinno się co najmniej przyblanszować. Oberżynę powinno się przynajmniej (odsłonięty miąższ) oprószyć solą i odstawić na 30 minut, inaczej wykazuje właściwości drażniące układ pokarmowy i jest, cóż, po prostu gorzka.

Fabricati Diem, Pvnc!
19-04-2011 22:52 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Z tymi surowymi warzywami skojarzonymi z zespołem jelita drażliwego bym nie przesadzał i jednak proponuję pewną dozę ostrożności.

Diety z dużymi ilościami świeżych warzyw są ostrym wyzwaniem dla pacjentów z IBS ze względu na śliczny, czysty błonnik, którego dostarczają. Wiem, bo sama bez przerwy muszę to balansować

>Wcinanie wszystkiego na surowo bez pewnych rozgraniczeń nie jest najrozsądniejsze

Aj, przecież nie mówię, że ma nagle rzucić mięso, nabiał, makarony, pieczywo, gotowanie w ogóle i przestawić się na samą surowiznę! Włączenie świeżych warzyw w dietę jest po prostu zdrowe, jak wszystko inne, w rozsądnych ramach. Takich np jak - brokuł krótko zrobiony na parze jest zdrowszy, niż wygotowany do pełnej żółci w wodzie; sałata z rukolą, pomidorem, bazylią i kilkoma kostkami fety jest zasadniczo zdrowsza, niż schabowy w grubej panierce, smażony na smalcu, podany z ziemniakami z wody i sałatą zalaną śmietaną. I schabowego można zjeść, jeśli wolno, byle się nim wyłącznie nie żywić. Ponadto - zanim się dietetyk nie wypowie, nie ma co się rzucać w białka doborowe, ładunek glikemiczny, zawartość błonnika, zapotrzebowanie kaloryczne, podstawową i całkowitą przemianę materii i tabele BTW.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
19-04-2011 23:53 
 Ocena 1 na 1
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Wiem, bo sama bez przerwy muszę to balansować (...).

Ja tylko chciałem zaznaczyć, że niekoniecznie surowy znaczy: "zdrowy".

>Aj, przecież nie mówię, że ma nagle rzucić mięso, nabiał, makarony, pieczywo, gotowanie w ogóle i przestawić się na samą surowiznę!

Nigdy nie śmiałbym w ramach jakiejkolwiek diety "rzucać" czegokolwiek.

>Takich np jak - brokuł krótko zrobiony na parze jest zdrowszy, niż wygotowany do pełnej żółci w wodzie (...).

To można brokułom taką zbrodnię wyrządzić? BTW.- warzywo lekko ścięte określa się mianem "zblanszowane", choć pewnie puryści mogliby mi wytknąć, że blanszuje się jedynie na wodzie a nigdy na parze.

Edit: Uwielbiam brokuły. Najlepiej podawać z zasmażką na masełku i bulionie cielęcym z bułką tartą, albo beszamelem numer dwa.

>(...) sałata z rukolą, pomidorem, bazylią i kilkoma kostkami fety jest zasadniczo zdrowsza, niż schabowy w grubej panierce (...)

To dość grube nadużycie. Zależy- czy mówimy o zabiurkowcu pospolitym, czy pracowniku fizycznym. Dla drugiego jednak będzie zdrowszy schaboszczak.

>i sałatą zalaną śmietaną.

Morderstwo! Pewnie jeszcze siekaną stalowym nożem?! Brr... sałata maślana w kwaśnej śmietanie i z pomidorami na lata zepsuła mi smak na sałatę. Kiedy nauczymy się w końcu, że sałaty się nie sieka, tylko skubie i podaje z lekkim vinegretem a nie w śmietanie, zmamłaną, odmiany maślanej. Sałata ma być lodowa- chrupka, wilgotna i świeża!

Fabricati Diem, Pvnc!
20-04-2011 01:06 
 Ocena 1 na 1
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Ja tylko chciałem zaznaczyć, że niekoniecznie surowy znaczy: "zdrowy".

Toż właśnie. A tylko gotowane też nagle nie robi się zdrowsze. Po prostu, jak doniosła mi moja dietetyczka, Polacy (statystycznie) mają w diecie dramatycznie mało świeżych warzyw. Ergo...

>Nigdy nie śmiałbym w ramach jakiejkolwiek diety "rzucać" czegokolwiek.

Ja się musiałam z paroma rzeczami pożegnać, ale z większością bez żalu i w ramach przeniesienia w kategorię "na wielką okazję/raz na dwa miesiące". Jak coś nie do końca ukochanego robi człowiekowi kuku, to trudno się nie rozstać

>To można brokułom taką zbrodnię wyrządzić? BTW.- warzywo lekko ścięte określa się mianem "zblanszowane", choć pewnie puryści mogliby mi wytknąć, że blanszuje się jedynie na wodzie a nigdy na parze.

Tak samo, jak rozbijać polędwicę tłuczkiem

*chrząka na wspomniane blanszowanie, ale się opamiętuje*

>Edit: Uwielbiam brokuły. Najlepiej podawać z zasmażką na masełku i bulionie cielęcym z bułką tartą, albo beszamelem numer dwa.

Brokuł dla mnie istnieje tylko w wersji pół-surowej (do sałatki, samodzielnie) i zblendowanej w formie zupy. Czysty smak mi inaczej znika, a ja ten smak cenię ponad wiele innych. Ale każdemu wg potrzeb

>To dość grube nadużycie. Zależy- czy mówimy o zabiurkowcu pospolitym, czy pracowniku fizycznym. Dla drugiego jednak będzie zdrowszy schaboszczak.

Zbezczeszczony, upaprany nasiąkłą w przepalonym tłuszczu bułą niewinny kawałek świnki nikomu nie posłuży. Szczególnie jako główny składnik diety. Ostatecznie zgodzę się na chrupko sprokurowaną wersję, ale też w ramach wyjątku, nie reguły. Dodatkowo, schabowe są zwykle przesmażane, a to jest strata białka i smaku.
Żeby nie było: popieram monter au beurre, potępiam niszczenie składników. To jak z wysmażoną wątróbką albo stekiem...

>Morderstwo! Pewnie jeszcze siekaną stalowym nożem?! Brr... sałata maślana w kwaśnej śmietanie i z pomidorami na lata zepsuła mi smak na sałatę. Kiedy nauczymy się w końcu, że sałaty się nie sieka, tylko skubie i podaje z lekkim vinegretem a nie w śmietanie, zmamłaną, odmiany maślanej. Sałata ma być lodowa- chrupka, wilgotna i świeża!

Ej, masłowej, przelanej lodowatą wodą i porwanej palcami też można dodać. Nic w niej złego, jeśli się ją odpowiednio poda.

>Fabricati Diem, Pvnc!

Nil Mortifii Sine Lvcre

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
20-04-2011 13:44 
 Ocena 2 na 2
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Ja się musiałam z paroma rzeczami pożegnać, ale z większością bez żalu i w ramach przeniesienia w kategorię "na wielką okazję/raz na dwa miesiące". Jak coś nie do końca ukochanego robi człowiekowi kuku, to trudno się nie rozstać.

Zapewne w związku z moją płcią nie zdarza mi się podejmować diet. Stąd- zwyczajnie obce jest mi odmawianie sobie czegokolwiek. Choć przyznaję- są rzeczy, do których ciągnie mnie mniej (słodycze) a i takie, których za żadne skarby sobie nie odmówię (ot, choćby śledź- wiem, dziwnym). Tak, jak w tym starym, przesiedleńczym dowcipie: "Zasłyszane w okolicy Wrocławia: <<Mama, kup mi śljedzja!>> <<Tobie to w ghłowje tylko łhakocije, a!>>".

>Zbezczeszczony, upaprany nasiąkłą w przepalonym tłuszczu bułą niewinny kawałek świnki nikomu nie posłuży.

Umówmy się: przepalony tłuszcz w ogóle jest tabu. Chyba, że ktoś bardzo lubi pirobenzen i inne aromatyczne karcynogeny. Stąd też: szczególnie uważać z masłem!

>Żeby nie było: popieram monter au beurre, potępiam niszczenie składników. To jak z wysmażoną wątróbką albo stekiem...

Z tą wątróbką to też jest związane pewne ryzyko. Z jednej strony cudne ilości składników odżywczych a z drugiej... ołów, rtęć, kadm, nikiel...

>Ej, masłowej, przelanej lodowatą wodą i porwanej palcami też można dodać. Nic w niej złego, jeśli się ją odpowiednio poda.

Przy innej niż lodowa definitywnie brakuje mi przyjemności obcowania z surowym warzywem, płynącej z... chrupania. No ale de gustibus...

Fabricati Diem, Pvnc!
20-04-2011 13:55 
 Ocena 1 na 1
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Zapewne w związku z moją płcią nie zdarza mi się podejmować diet. Stąd- zwyczajnie obce jest mi odmawianie sobie czegokolwiek. Choć przyznaję- są rzeczy, do których ciągnie mnie mniej (słodycze) a i takie, których za żadne skarby sobie nie odmówię (ot, choćby śledź- wiem, dziwnym).

Tam na dole gdzieś podałam definicję diety, której używam. Jem to, co mi i mojemu organizmowi robi dobrze, nie jem tego, co nam robi źle (albo jem bardzo okazjonalnie, jeśli wyjątkowo lubię). Jak patrzę na wymysły podawane jako "dieta", to mi się słabo robi...
Z tym śledziem masz jak mój Pan Ojciec - ze słodyczy głównie śledzie i pieczone skrzydełka z kurczaka

>Tak, jak w tym starym, przesiedleńczym dowcipie: "Zasłyszane w okolicy Wrocławia: <<Mama, kup mi śljedzja!>> <<Tobie to w ghłowje tylko łhakocije, a!>>".

Oooo, muszę to sobie zapisać!

>Z tą wątróbką to też jest związane pewne ryzyko. Z jednej strony cudne ilości składników odżywczych a z drugiej... ołów, rtęć, kadm, nikiel...

Jak się kupuje wątróbki z niewiadomoskąd, to może. Jak się kurki i podroby dostaje od Pani Heli, która je hoduje w górach, 15 km od najbliższych przejawów cywilizacji, jedzenie wygląda inaczej Ze sklepów biorę tylko kurczacze piersi i udka, a i po nie jeżdżę przez pół miasta, do rzeźnika zaznajomionego i zaufanego.

>>Ej, masłowej, przelanej lodowatą wodą i porwanej palcami też można dodać. Nic w niej złego, jeśli się ją odpowiednio poda.
>Przy innej niż lodowa definitywnie brakuje mi przyjemności obcowania z surowym warzywem, płynącej z... chrupania. No ale de gustibus...

No tak, ale lodowa nie ma w sobie nic istotnego. Ja sobie lubię dorzucić różnych innych sałat dla zawartości odżywczej (i zróżnicowania tekstur).


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
20-04-2011 14:05 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>których za żadne skarby sobie nie odmówię (ot, choćby śledź

Ojej. To zupełnie jak ja.

>Z tą wątróbką to też jest związane pewne ryzyko

Ryzyko się nie liczy - wątróbka jest tak samo "nieodmawialnym" pożywieniem jak śledź
DyktaFon (9281 punktów)
>Morderstwo! Pewnie jeszcze siekaną stalowym nożem?! Brr... sałata maślana w kwaśnej śmietanie i z pomidorami na lata zepsuła mi smak na sałatę. Kiedy nauczymy się w końcu, że sałaty się nie sieka, tylko skubie i podaje z lekkim vinegretem a nie w śmietanie, zmamłaną, odmiany maślanej. Sałata ma być lodowa- chrupka, wilgotna i świeża!

Nad gustami się nie dyskutuje.... Ale sałata może pływać w śmietanie i mimo to być "chrupka, wilgotna i świeża" Jedno nie wadzi drugiemu.

21-04-2011 11:34 
 Ocena 1 na 1
Estera Potocka (31 punktów)
Z tym piciem tez trzeba uważać, jaki zdrowy człowiek przy normalnym trybie życia, przy pokojowej temperaturze potrzebuje takich ilości pici? Do tego dochodzi herbata, może mała kawa,może szklanka mleka i brzuch robi się jak balon. Poza tym każdy przyjęty płyn muszą przefiltrować nerki. Człowiek musi po prostu we wszystkim mieć umiar. Ludziom się z dobrobytu w głowach przewraca, wymyślają, cudują, wypełniają pustkę i kieszenie lekarzy, bynajmniej w Polsce. Zapętlają się wokół siebie, najgorzej, że tylko na poziomie materialnym. Przepraszam, ale taki świat widzę wokół siebie.
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Z tym piciem tez trzeba uważać, jaki zdrowy człowiek przy normalnym trybie życia, przy pokojowej temperaturze potrzebuje takich ilości pici? Do tego dochodzi herbata, może mała kawa,może szklanka mleka i brzuch robi się jak balon.

Nic poza wodą nie liczy się jako nawodnienie organizmu, niestety. A te 2,5 nie pijesz przecież naraz, ale stopniowo, w ciągu dnia, po trochu. Ja piję dziennie 3,3 l...

>Poza tym każdy przyjęty płyn muszą przefiltrować nerki. Człowiek musi po prostu we wszystkim mieć umiar.

... również dlatego, że mam chore nerki. Nerka musi na czymś pracować. Na kawie i herbacie nie pojedzie za długo, bo właśnie musi się nad nimi męczyć. Nad wodą nie musi.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
AMI1 (230 punktów)

>... i pije min. 2.5 litra czystej, niegazowanej, mineralnej (!) wody dziennie,

Z piciem wody mineralnej nie należy przesadzać. Ludzie wyrośli na wodzie powierzchniowej (rzeki, jeziora) gdzie zawartość minerałów jest niewielka. Wody głębinowe mają często kilkanaście razy więcej minerałów nieprzyswajalnych (krzem), które w nadmiarze mogą uszkadzać tkanki i organy.
Osobiście, wybieram tylko wody niskozmineralizowane (źródlane) o zawartości minerałów 300 - 500 ppm (parts per milion, x 10^-6). Te o zawartości minerałów 1000 - 2000 ppm tylko od czasu do czasu - są smaczniejsze)
Elka I Ponura (7473 punktów)
>
>... i pije min. 2.5 litra czystej, niegazowanej, mineralnej (!) wody dziennie,
>Z piciem wody mineralnej nie należy przesadzać. Ludzie wyrośli na wodzie powierzchniowej (rzeki, jeziora) gdzie zawartość minerałów jest niewielka. Wody głębinowe mają często kilkanaście razy więcej minerałów nieprzyswajalnych (krzem), które w nadmiarze mogą uszkadzać tkanki i organy.

To wszystko zależy od osobniczych zapotrzebowań, chciałabym zauważyć. Stąd napisałam - dietetyk. Oni wiedzą, co wolno, a czego nie.

>Osobiście, wybieram tylko wody niskozmineralizowane (źródlane) o zawartości minerałów 300 - 500 ppm (parts per milion, x 10^-6). Te o zawartości minerałów 1000 - 2000 ppm tylko od czasu do czasu - są smaczniejsze)

Ja mogę pić tylko wodę z niskim sodem i potasem. Mam polecone dwie z polskiego rynku i dwie spoza niego. I tego się trzymam. Nie wymyśliłam tego sama, na polizany palec, tylko po badaniach w szpitalu uznano, że to dla mnie najlepsze. Proste, prawda? Nie obrażaj się, ale mam małe zaufanie do kubków smakowych, jeśli chodzi o kwestie medyczne.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Appenzeller (3118 punktów)
A ja bym polecił przed rozpoczęciem kroków dietetycznych (szczególnie w przypadku osoby zasadniczo zdrowej) lekturę książki Pollmera "Smacznego. Chorzy z powodu zdrowego jedzenia". Autor jest niemieckim dietetykiem. Dość bezwzględnie rozprawia się w książce z pokutującymi, też wśród lekarzy, przesądami żywieniowymi. Zacytuję z rozdziału "Dieta - jedzenie plus frustracja": Im częściej stosowane są diety, tym większe jest niebezpieczeństwo powstania spustoszeń w organizmie.

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
19-04-2011 22:55 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Im częściej stosowane są diety, tym większe jest niebezpieczeństwo powstania spustoszeń w organizmie.

δίαιτα (diaita) - "styl życia". Za często stosowane do diet wykluczających czy odchudzających, zamiast do sposobu zdrowego żywienia zgodnego z potrzebami danego organizmu


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Matix (5786 punktów)
Śniadanie zjedz królewskie, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi. Podobno działa.
Buraczek (7572 punktów)
O ile twoja kobieta nie chce sobie tego jedzenia wszczepiac to nie ma podstaw by wybierac je pod katem grupy krwi. Z produktow dostepnych w normalnym sklepie nie poskladasz niczego co bedzie mialo plusy lub minusy wzgledem grupy krwi konsumenta.

Kolejna "dieta cud" i tyle

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365