Racjonalista - Strona głównaDo treści
Katolicyzm lepszej połówki - co z wychowaniem?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
18-12-2012 12:39maceox (6766 punktów)Katolicyzm lepszej połówki - co z wychowaniem?
Ocena 13 na 13
Sądzę, że problem wskazany w tytule nie dotyczy tylko mnie. Prosiłbym o Wasze sugestie i doświadczenia w kwestii wychowywania dzieci, gdy partner jest wierzący, zwłaszcza gdy jest praktykjującym katolikiem i chce tę wiarę przekazać dzieciom.

Poza innymi kwestiami chciałbym w szczególności poruszyć temat spowiedzi usznej. Jestem niewierzący z głębokiego namysłu, jednak pochodzę z domu protestanckiego i w związku z tym nigdy nie byłem w konfesjonale. Ta praktyka wydaje mi się być szczególnie zła. Gdy pomyślę, że moje dzieci będą musiały spowiadać się przed jakimś facetem w sukience z jakichś swoich "nieczystych" myśli, to nóż mi się w kieszeni otwiera.

Sądzę, że zanim doszliście do postawy wolnomyślicielskiej wielu z Was musiało sobie przez pewien czas jakoś z konfesjonałem poradzić. Liczę więc na wskazanie Waszych doświadczeń i przemyśleń w tym względzie. Czy może zbytnio demonizuję tę tylko wybraną praktykę?

Staram się być tolerancyjny i sądzę, że trochę rozumiem potrzebę religijności mojej żony i sama "praktyka duchowa", czy "poszukiwanie Boga" tak bardzo mi nie przeszkadza, tym bardziej, że wcześniej sam przez to przeszedłem. Najbardziej mnie jednak denerwuje to zinstytucjanolizowanie wiążące się z jedynie słuszną Prawdą, a konfesjonał jest tu dla mnie zwieńczeniem totalnej inwigilacji.

I ogólnie: jak przedstawiać w domu swój światopogląd i ocenę tych praktyk, żeby jednocześnie nie prowadziło do do radykalizacji postawy lepszej połowy i przede wszystkim nie wpływało negatywnie na dzieci?

Czy znacie może jakieś opracowania lub książki poruszające te kwestie?
Zapraszam do dyskusji.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

18-12-2012 13:05
 Ocena 22 na 22
Ania. (14138 punktów)
Moje sugestie, na podstawie przypadku kolegi z pracy, w podobnej sytuacji:

nie utrudniaj, bowiem Twój sprzeciw może spowodować reakcję obronną - a nie o to chodzi.

jeśli ma przejść sakramenty, niech przechodzi. Z doświadczenia kolegi wiem, że po komunii przyjdzie dojrzewanie intelektualne i na tym pewnie się ich wspólna z kościołem droga skończy. Twój sprzeciw może popsuć relacje z rodziną, a to nie o to chodzi

naucz dziecko myśleć. Otocz je też troską i miłością. Rozmawiaj z nim o świecie, o jego powstaniu, o ewolucji, o historii, o innych religiach. Również o tym, co Ty uważasz za ważne, podkreślając subiektywność takiej oceny - jedni wierzą w boga, inni nie, ale to nie zmienia ich na gorsze. Każde pytanie jest dobre - jeśli nie znasz odpowiedzi, szukajcie jej razem. Nauczysz je radości z dowiadywania się. Kształć w nim sceptycyzm i racjonalność, to dobre cechy.
Jeśli nauczysz je myśleć, to samo dojdzie do wniosków. A w dodatku będzie stracone dla wszystkich sekt.
To najważniejszy element w tym wszystkim.
19-12-2012 07:58 
 Ocena 7 na 7
Scorp (5381 punktów)
>naucz dziecko myśleć. Otocz je też troską i miłością. Rozmawiaj z nim o świecie, o jego powstaniu, o ewolucji, o historii, o innych religiach.

Ta metoda jest najpiękniejsza i najwartościowsza. Umysł, w przeciwieństwie do mózgu, niczym nie jest chroniony, nie ma swojego cranium ani bariery biologicznej. Jest otwarty na wszystko co złe i dobre, więc musi chronić się sam. Dlatego nabieranie racjonalnej odporności i hartowanie w dyskusjach jest najlepszą metodą zapobiegania infekcjom ideologicznym.

Ale kiedy infekcja już nastąpiła, albo jest w trakcie opanowywania umysłu, można posłużyć się narzędziami memetycznymi. Dobrze ulokowany złośliwy mem bardzo utrudnia indoktrynację i niełatwo daje się zneutralizować. Trzeba wymyśleć coś chwytliwego i podsunąć dziecku. Jeżeli nie da się wymyśleć samemu, można posłużyć się czymś z klasyki gatunku, np. z zasobów Ferdynanda Kiepskiego: 'Wierzy baba w gusła aż jej dupa uschła'.

Brzydkiego słowa można się nie obawiać, dziecko od przedszkola zna ich większość. Pikantny mem będzie walczył ze słodką ideologią i w dodatku będzie się rozmnażał, bo taka już jego natura.
-
19-12-2012 09:19 
 Ocena 13 na 13
astrotaurus (12445 punktów)
>nie utrudniaj, bowiem Twój sprzeciw może spowodować reakcję obronną - a nie o to chodzi.
Ale też nie wolno ułatwiać choćby usuwaniem się w cień jeśli ma się na widoku niedopuszczenie do zmarnowania dziecka.

>naucz dziecko myśleć.
Ja sam mam córkę z katoliczką (chwiejną - głównie dzięki mnie) i prawie od początku jej życia zachowywałem czujność znając podstępność i zło religii. Chrzest i wczesne spacery do kościoła łykałem bez popitki, kiedy dziecko zaczęło łapać prawdziwy intelektualny kontakt ze światem już zacząłem artykułować jasno swoje poglądy, wchodząc, niestety, niejednokrotnie w konflikt z partnerką, która ze zrozumiałych względów nie przyjmowała lekko moich uwag o wielości religii, o rozbieżnościach ich opowieści, a głównie o niedorzecznościach i sprzecznościach treści katolickich (znajomość Biblii była tu nader przydatną, bo często miałem czym zamknąć jej usta)itp. Córka bardzo szybko zrozumiała że mój spokój i wiedza dają więcej, niż niepewność, strach i niespójność poglądów mamy. Już chyba jako 3-latka odmawiała wizyt w kościele (nie lubiła jego dusznej atmosfery), do Pierwszej Komunii przystąpiła jako ateistka w dodatku feministycznie cięta na podłą pozycję kobiet w Kościele. Uwielbia opłatki (przed Bożym Narodzeniem zwłaszcza kupuję jej kilka paczek od "aniołów" w hipermarketach), ale od księdza z ręki jej nie smakował - wręcz przeciwnie.

Na pewno sytuacja różnic w podejściu do religii jest wysoce niekomfortowa i konfliktogenna na co choćby na tym forum dowodów jest zatrzęsienie. I nie mówię o czystych forumowych sporach, ale o osobistych wyznaniach użytkowników.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Baranica (275 punktów)
>Sądzę, że problem wskazany w tytule nie dotyczy tylko mnie. Prosiłbym o Wasze sugestie i
>doświadczenia w kwestii wychowywania dzieci, gdy partner jest wierzący, zwłaszcza gdy jest
>praktykjującym katolikiem i chce tę wiarę przekazać dzieciom.

Ciężko jest dawać jakiekolwiek rady jeśli się nie zna dokładnie sytuacji i stosunków pomiędzy wami. Powinniście tą sprawę uzgodnić wcześniej, zanim się zdecydowaliście na dzieci - teraz to trochę późno. Radzę po prostu usiąść i porozmawiać szanując i próbując zrozumieć swoje poglądy nawzajem.

>Poza innymi kwestiami chciałbym w szczególności poruszyć temat spowiedzi usznej. Jestem niewierzący
>z głębokiego namysłu, jednak pochodzę z domu protestanckiego i w związku z tym nigdy nie byłem w
>konfesjonale. Ta praktyka wydaje mi się być szczególnie zła. Gdy pomyślę, że moje dzieci będą
>musiały spowiadać się przed jakimś facetem w sukience z jakichś swoich "nieczystych" myśli, to nóż
>mi się w kieszeni otwiera.
>Sądzę, że zanim doszliście do postawy wolnomyślicielskiej wielu z Was musiało sobie przez pewien
>czas jakoś z konfesjonałem poradzić. Liczę więc na wskazanie Waszych doświadczeń i przemyśleń w tym
>względzie. Czy może zbytnio demonizuję tę tylko wybraną praktykę?

Dla mnie osobiście było to zawsze najgorszą i najbardziej przerażającą częścią praktyk kościelnych. Najpodlejszy sposób na kontrolę nad drugim człowiekiem... Niestety w KK nie da się tego ominąć - jedynie można np poszukać jakiegoś sympatycznego księdza i umówić się z nim na stałego spowiednika. Ale dla małych dzieci to raczej odpada. Cieszę się że oboje z żoną odeszliśmy od wiary i nasze dzieci mają tą traumę z głowy. Przykro mi ale nie jestem w stanie nic Ci za bardzo na to poradzić.

>I ogólnie: jak przedstawiać w domu swój światopogląd i ocenę tych praktyk, żeby jednocześnie nie
>prowadziło do do radykalizacji postawy lepszej połowy i przede wszystkim nie wpływało negatywnie na
>dzieci?

Dla twojej żony, jeśli rzeczywiście jest bardzo wierząca to próba odsunięcia dzieci od kościoła jest czymś najgorszym na świecie. Tracą one wg niej życie wieczne - co może być ważniejszego? Dlatego niestety ale stoisz na przegranej pozycji. Jeżeli będziesz się upierać to prawdopodobnie skończy się to bardzo źle dla waszego związku.

Najlepiej jeśli ta postawa wyjdzie od dzieci, jeżeli one same będą protestować. Dlatego ucz je myśleć samodzielnie i racjonalnie, zadawać niewygodne pytania oraz być sceptycznym.


Gdy rozum śpi budzą się demony.
18-12-2012 13:47
 Ocena 18 na 18
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Sądzę, że problem wskazany w tytule nie dotyczy tylko mnie. Prosiłbym o Wasze sugestie i doświadczenia w kwestii wychowywania dzieci, gdy partner jest wierzący, zwłaszcza gdy jest praktykującym katolikiem i chce tę wiarę przekazać dzieciom.
Mam dla Pana dziwne i zupełnie niekatolickie rozwiązanie. Szczerość i prawda.
Należy zachowywać się zgodnie z własnymi przekonaniami i nie narzucać domownikom swoich poglądów, ale na pytania szczerze, zgodnie z własną wiedzą i przekonaniami odpowiadać. Starając się przy tym zachować maksymalny możliwy szacunek dla innych poglądów i postaw.

Proszę też nie chronić w tych sprawach przed niczym dzieci. One i tak dokonają samodzielnego wyboru, choć będą brały Wasze postawy i racje pod uwagę.

Żona ma takie same prawa do swojej wiary, jak Pan do swojej niewiary. Proszę Jej w tych sprawach niczego nie utrudniać, ale wcale też Pan nie musi Jej niczego ułatwiać.

Należy przekonywać do siebie bardziej czynami niźli słowami. Prawda o człowieku i tak zawsze wyłazi, niezależnie od jego deklaracji. Wszak widzi Pan dookoła ile piekielnej złości jest w wyznawcach Boga Miłości pomimo ich pięknych deklaracji. Widzi Pan spasionych biskupów nawołujących do życia w skromności i chrześcijańskiej pokory.

Myślę, iż nie warto iść tą drogą. Ludzie widzący nasze codzienne postawy przekonują się do nas pomimo sprzeczności światopoglądowej i co mądrzejsi zaczynają się nad własną zastanawiać. Innym już Święty Boże nie pomoże.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
18-12-2012 14:05 
 Ocena 16 na 16
Wyrak (463 punktów)
Miałam taką sytuację w odwrotnej konfiguracji.

Nawet (ponieważ miałam ślub z dyspensą i podpisałam, że nie będę przeszkadzać w wychowaniu katolickim dzieci przez współmałżonka) pilnowałam chodzenia do kościoła. Jednocześnie cały czas tłumaczyłam biologię, nauki społeczne. Jestem w szerokim pojęciu biologiem (genetykiem,)no i sama nie chodziłam do kościoła, nie mówiąc o spowiedzi.

Teraz syn (35 lat) i córka (27) są oboje ateistami oraz nie mają żadnych wątpliwości co do religii.

Walki specjalnej było a religia jest traktowana na poziomie obyczajowym - bardzo lubimy wspólne spotkania podczas Bożego Narodzenia - jest nastrojowo i dużo czasu na rodzinne spotkanie.

Życzę powodzenia
18-12-2012 15:05 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Miałam taką sytuację w odwrotnej konfiguracji.
>Nawet (ponieważ miałam ślub z dyspensą i podpisałam, że nie będę przeszkadzać w wychowaniu katolickim dzieci przez współmałżonka)
Mnie żadna dyspensa nie była konieczną. Cały czas jestem nominalnym katolikiem. Tyle że zawsze uczciwie przyznawałem się do swoich poglądów i gdy ksiądz zapytał - czy będę chrzcił dzieci? Odpowiedziałem, że ani chrzcić, ani przeszkadzać temu nie myślę. Córka jest ochrzczona.

>pilnowałam chodzenia do kościoła.
Nie pilnowałem jej chodzenia do kościoła, ale gdy chciała chodzić na religię i przystąpiła do I komunii, to nie przeszkadzałem.

>Jednocześnie cały czas tłumaczyłam biologię, nauki społeczne. Jestem w szerokim pojęciu biologiem (genetykiem,)no i sama nie chodziłam do kościoła, nie mówiąc o spowiedzi.
Jestem w szerokim pojęciu humanistą, a w szczegółowym religioznawcą. Opowiadałem więc jej opowieści biblijne i opowieści o dinozaurach. Tak do wyboru.

>Teraz syn (35 lat) i córka (27) są oboje ateistami oraz nie mają żadnych wątpliwości co do religii.
Teraz ma 36 lat jest indyferentna religijnie, ze wskazaniem na ateizm i ogromnie otwarta na świat i różnorodność kultur.

>Walki specjalnej było a religia jest traktowana na poziomie obyczajowym - bardzo lubimy wspólne spotkania podczas Bożego Narodzenia - jest nastrojowo i dużo czasu na rodzinne spotkanie.
Walka była, ale głównie z moimi najukochańszymi teściami. Wspaniałymi, głęboko wierzącymi ludźmi. Wiele lat przed swoją śmiercią całkowicie pogodzili się z moją postawą światopoglądową - uznając, iż człowieczeństwo ważniejszym jest od wyznawanej religii.
Tyle tylko, że oni byli tylko "głęboko wierzącymi", a nie aż "zawodowymi" katolikami - zajmującymi wciskaniem ideologicznego kitu i dążącymi do podporządkowania całokształtu życia Kościołowi Katolickiemu.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
18-12-2012 14:53 
 Ocena 24 na 24
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Należy zachowywać się zgodnie z własnymi przekonaniami i nie narzucać domownikom swoich poglądów, ale na pytania szczerze, zgodnie z własną wiedzą i przekonaniami odpowiadać. Starając się przy tym zachować maksymalny możliwy szacunek dla innych poglądów i postaw.

Przerabiam to na codzień - taka taktyka jest gówno warta.
Ze strony katolickich dzieci i żony nigdy nie ma żadnych pytań do niekatolickiego ojca i męża. Czas leci i działa na niekorzyść osoby, która odsuwa się sama od wpływu na światopoglądowe wychowanie dzieci. Tych strat może już nigdy nie nadrobić.

To trochę tak, jakby z szacunkiem nie wtrącać się do sposobu żywienia dzieci, niech żrą fastfoody i słodycze, a jak już będą koszmarnie grube, to może same zapytają o zdrową dietę... ale 99% grubasów jest grubasami całe życie.

>Należy przekonywać do siebie bardziej czynami niźli słowami.

Piękne słowa, ale NIE DZIAŁAJĄ W ŻYCIU Z KATOLICZKĄ. W ten sposób nie wyciągnie się żony z katolickiej sekty, a jedynie da się jej czas i milczące przyzwolenie na wciągnięcie do sekty dzieci.

WSPÓLNYCH DZIECI, nie tylko Jej!

> Prawda o człowieku i tak zawsze wyłazi, niezależnie od jego deklaracji.

Niestety znów piękne, nie działające w życiu słowa.
Mojej małżonki jeśli chodzi o religię i światopogląd nie udało mi się żadnym sposobem przekonać, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Nawet w najdrobniejszych kwestiach.
A łagodnością osiągnąłem tyle, że z dziećmi nie mam możliwości W OGÓLE rozmawiać o religii.

> Wszak widzi Pan dookoła ile piekielnej złości jest w wyznawcach Boga Miłości pomimo ich pięknych deklaracji.

A oni widzą w sobie miłość, a w nas piekielną złość.

> Ludzie widzący nasze codzienne postawy przekonują się do nas pomimo sprzeczności światopoglądowej i co mądrzejsi zaczynają się nad własną zastanawiać. Innym już Święty Boże nie pomoże.

Moja córka biega codziennie na roraty na 6.30, religię ma w szkole, na msze chodzi z mamusią, z mamusią się modli. Tatuś jest świetny do zabawy, ale jak poruszam jakąkolwiek kwestie religijną, to córka wychodzi natychmiast z pokoju, bo ma już, w wieku 10 lat, wyprany skutecznie mózg. Przez mamusię, miłą Panią katechetkę i uśmiechniętego księdza. A ja im dałem na to swoją łagodnością przez kilka lat wystarczająco czasu i możliwości.

Teraz mam w domu intelektualny odpowiednik grubasów, z gwarantowanym efektem jo-jo w przypadku prób zastosowania zdrowej racjonalnej diety.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
18-12-2012 15:21 
 Ocena 10 na 12
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Przerabiam to na codzień - taka taktyka jest gówno warta.
Jako racjonalista mam tu tylko jedną odpowiedź.
W życiu, to proszę Szanownego Pana, potrzebne jest szczęście, jak się go nie ma, to i w drewnianym kościele cegłówka na łeb nam spadnie. Ja postępowałem, tak jak napisałem i mnie się udało, Panu jak dotychczas nie, ale życzę dużo szczęścia, nie tylko w rozwiązaniu własnych problemów, ale tak w całokształcie.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
18-12-2012 15:31 
 Ocena 9 na 9
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Jako racjonalista mam tu tylko jedną odpowiedź.
>W życiu, to proszę Szanownego Pana, potrzebne jest szczęście, jak się go nie ma, to i w drewnianym kościele cegłówka na łeb nam spadnie. Ja postępowałem, tak jak napisałem i mnie się udało, Panu jak dotychczas nie, ale życzę dużo szczęścia, nie tylko w rozwiązaniu własnych problemów, ale tak w całokształcie.

Rozżalony dzisiaj jestem okrutnie...

Na brak szczęścia narzekać nie mogę. Może dlatego mi przeszkadza, że nie mogę tego szczęścia mieć trochę na swoich warunkach, a wyłącznie na warunkach żony.

Taki jest pieprzony los pantoflarza
Bo czymże innym jest taktyka "nie wtrącam się, niech moje kochanie ma wolna rękę w wychowaniu dzieci, bo inaczej kochanie będzie ze mnie niezadowolone i powie mi, co o mnie myśli i gdzie moje miejsce".

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
18-12-2012 15:42 
 Ocena 9 na 9
rysiek (4593 punktów)
>(...)
>Bo czymże innym jest taktyka "nie wtrącam się, niech moje kochanie ma wolna rękę w wychowaniu dzieci, bo inaczej kochanie będzie ze mnie niezadowolone i powie mi, co o mnie myśli i gdzie moje miejsce".

Nigdy Cię nie kusi żeby sprawdzić, kto w Waszym związku jest ważniejszy Ty czy niejaki Jezus z Nazaretu?
18-12-2012 16:01 
 Ocena 10 na 10
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>Bo czymże innym jest taktyka "nie wtrącam się, niech moje kochanie ma wolna rękę w wychowaniu dzieci, bo inaczej kochanie będzie ze mnie niezadowolone i powie mi, co o mnie myśli i gdzie moje miejsce".
>Nigdy Cię nie kusi żeby sprawdzić, kto w Waszym związku jest ważniejszy Ty czy niejaki Jezus z Nazaretu?
>

Po co kolejny raz sprawdzać? Zawsze dotąd wygrywał Jezus (zwłaszcza, że po stronie Jezusa stoi cała rodzina i całe doświadczenie życiowe żony).
Zresztą, mówiąc poprawnie to przecież przegrywam z bajką o Jezusie, a nie z rzeczywistym Synem Boga.

A mąż to przecież tylko obcy facet spoza rodziny - w Niebie nie będzie żon ani mężów... Żona nie zrezygnuje z własnego zbawienia "dla mojego lepszego samopoczucia".

Jestem tylko partnerem do łóżka, dobrym ojcem dla dzieci, towarzyszem do rodzinnych spotkań, męskim ramieniem do wsparcia kobiety i dostawcą pieniędzy na utrzymanie rodziny.

Jeśli próbuję się wcisnąć pomiędzy Żonę a Jezusa, to spotykam się z reakcją jakbym nasrał na środek stołu.

Któregoś dnia ja rzucę ręcznik na ring i Jezus wygra mecz.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
18-12-2012 16:08 
 Ocena 3 na 3
rysiek (4593 punktów)
Wygląda na to że już "rzuciłeś ręcznik". W pytaniu powyżej chodziło mi bardziej o sytuację stanowczego postawienia sprawy - ja lub On. Ale c'est la vie, czego się nie robi dla kobiety i rodziny.
18-12-2012 16:18 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Wygląda na to że już "rzuciłeś ręcznik". Ale c'est la vie, czego się nie robi dla kobiety i rodziny.

Źle mnie zrozumiałeś. Miałem na myśli rozwód. Póki co, jeszcze walczę z tzw. "Jezusem" o swoją żonę. Ale nic nie poradzę, jeśli ona będzie wolała jego - życie w trójkącie uczuciowym jest na dłuższą metę nie do zniesienia.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
18-12-2012 16:29 
 Ocena 1 na 1
rysiek (4593 punktów)
>Źle mnie zrozumiałeś. Miałem na myśli rozwód. Póki co, jeszcze walczę z tzw. "Jezusem" o swoją żonę. Ale nic nie poradzę, jeśli ona będzie wolała jego - życie w trójkącie uczuciowym jest na dłuższą metę nie do zniesienia.

Faktycznie, źle zrozumiałem. Życzę jak najlepszego rozwiązania tej sytuacji.
18-12-2012 21:16 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Jestem tylko partnerem do łóżka, dobrym ojcem dla dzieci, towarzyszem do rodzinnych spotkań, męskim ramieniem do wsparcia kobiety i dostawcą pieniędzy na utrzymanie rodziny.
Przecież tak ma większość mężów (oprócz tych bez punktu pierwszego), więc o co chodzi? Czego ci brakuje jako mężowi?


Too bad all the people who know how to run this country are busy running taxicabs or cutting hair. (George Burns)
19-12-2012 09:08 
 Ocena 8 na 8
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Przecież tak ma większość mężów (oprócz tych bez punktu pierwszego), więc o co chodzi? Czego ci brakuje jako mężowi?

Zapewne siebie. Bo Jego nie ma. Jest tylko zaprogramowanym przez swoją Panią, fukcjonalnym urządzeniem z zapewne bardzo skutecznymi zabezpieczeniami.
19-12-2012 09:49 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>Jestem tylko partnerem do łóżka, dobrym ojcem dla dzieci, towarzyszem do rodzinnych spotkań, męskim ramieniem do wsparcia kobiety i dostawcą pieniędzy na utrzymanie rodziny.
>[color=#330000]Przecież tak ma większość mężów (oprócz tych bez punktu pierwszego), więc o co chodzi? Czego ci brakuje jako mężowi?

Chciałbym się pozbyć uczucia, że prawdziwym ukochanym mojej żony jest Jezus, a ja jestem na doczepkę (bo Jezus mimo wszystko nie zapewnia przyziemnych przyjemności ani nie przynosi pieniędzy do domu).

I jeszcze przeszkadza mi świadomość, że żona jest ze mną, bo tak przysięgała Jezusowi - nie dlatego, że przysięgała mi (tak w każdym razie Ona pamięta i interpretuje nasz ślub). I oferując mi swoje kobiece towarzystwo tak naprawdę kupuje czas, by sprzedać Jezusowi również nasze córki (jeśli będę zadowolony, to przecież nie będę przeszkadzał).

Zdaję sobie sprawę, że moje problemy dla wielu mężów są śmieszne - jestem trochę jak facet, który nie głoduje, a tylko chciałby, żeby jedzenie było bardziej wykwintne...


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
19-12-2012 11:33 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Chciałbym się pozbyć uczucia, że prawdziwym ukochanym mojej żony jest Jezus, a ja jestem na doczepkę (bo Jezus mimo wszystko nie zapewnia przyziemnych przyjemności ani nie przynosi pieniędzy do domu).

Szanuje Cię chociaż za to trochę, czy dziękuje za te "dary" wyłącznie Jezusowi?

>I jeszcze przeszkadza mi świadomość, że żona jest ze mną, bo tak przysięgała Jezusowi - nie dlatego, że przysięgała mi (tak w każdym razie Ona pamięta i interpretuje nasz ślub).

Nigdy nie byłeś dla niej podmiotem. Sorry. Podmiotem jest postać fikcyjna, a tak naprawdę, jej własne ego, które ma swoje fiksacje, swoje wyobrażenia, popędy, potrzeby i głody, a więc sporo do zaspokojenia. Ty i dzieci, jesteście instrumentami do ich zaspokajania, a to wymaga silnego podporządkowania sobie najbliższego otoczenia.

>I oferując mi swoje kobiece towarzystwo tak naprawdę kupuje czas, by sprzedać Jezusowi również nasze córki (jeśli będę zadowolony, to przecież nie będę przeszkadzał).

Jej ego (wieczność dla siebie i córek) jest/będzie na ciągłym głodzie. Później weźmie się za wnuki, bo to uzależnienie.

>Zdaję sobie sprawę, że moje problemy dla wielu mężów są śmieszne - jestem trochę jak facet, który nie głoduje, a tylko chciałby, żeby jedzenie było bardziej wykwintne...

To ani trochę nie jest śmieszne. W Tobie jest bunt i chęć samostanowienia o sobie i najbliższych, a ja znam całkiem sporo zmanipulowanych durni, ze smyczą i z kagańcem, którzy robią za ojca/męża za michę, d..ę (to zwykle do czasu) i dla świętego spokoju. I nawet znajdują w tym wygodę, co głównie zależy od intuicji Pani, żeby miała opanowane jak i kiedy smycz popuścić. Wtedy wszystko jest o.k.
19-12-2012 15:23 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Szanuje Cię chociaż za to trochę, czy dziękuje za te "dary" wyłącznie Jezusowi?

Niby tak mówi i nawet tak się zachowuje... ale właściwie tylko wtedy, gdy mieszczę się w ramach przez Nią zakreślonych. Setki niepisanych zasad, biada, by którąś naruszyć.

> tak naprawdę, jej własne ego, które ma swoje fiksacje, swoje wyobrażenia, popędy, potrzeby i głody, a więc sporo do zaspokojenia.

Ja też tak to widzę.

> Ty i dzieci, jesteście instrumentami do ich zaspokajania, a to wymaga silnego podporządkowania sobie najbliższego otoczenia.

pewnie stąd się biorą te setki reguł i karcących spojrzeń...

>To ani trochę nie jest śmieszne. W Tobie jest bunt i chęć samostanowienia o sobie i najbliższych, a ja znam całkiem sporo zmanipulowanych durni,

Jakże często słyszę od żony "dlaczego ty musisz ciągle walczyć?!" (a ja odpowiadam "walczę o Ciebie").

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
20-12-2012 09:16 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Niby tak mówi i nawet tak się zachowuje... ale właściwie tylko wtedy, gdy mieszczę się w ramach przez Nią zakreślonych. Setki niepisanych zasad, biada, by którąś naruszyć.
>> tak naprawdę, jej własne ego, które ma swoje fiksacje, swoje wyobrażenia, popędy, potrzeby i głody, a więc sporo do zaspokojenia.
>Ja też tak to widzę.
>pewnie stąd się biorą te setki reguł i karcących spojrzeń...

Oj, ja nie wiem, czy to nie jest główny, podstawowy problem. Autorytarny typ osobowości. Nie wiem, ale jeżeli tak, to sam nie dasz rady. Potrzebny byłby fachowiec. Musisz sie upodmiotowić, ale jeżeli żona sama się nie cofnie i nie zrobi Ci miejsca, to samemu będzie Ci bardzo trudno to osiągnąć. Ona musi Cię dostrzec i dowartościować jako jednostkę, nie tylko wtedy (ewentualnie), kiedy spełniasz określone, mile widziane usługi. To zupełnie nie o to chodzi w związku. Ja bym szukał pomocy na zewnątrz. Nawet jak ona się nie da zaciągnąć, to Ty możesz zyskać.
Jak byłeś jeszcze religijny, to też miała takie podejście?

>Jakże często słyszę od żony "dlaczego ty musisz ciągle walczyć?!" (a ja odpowiadam "walczę o Ciebie").
Nie wiem jak ta walka konkretnie wyglada, ale trzeba wiedzieć, że często walka jest postrzegana jako atak, krytyka, trzeba uważać, bo to ma skutek odwrotny i oddala zamiast zbliżać.
19-12-2012 10:39 
 Ocena 4 na 4
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
Wybacz, że się wtrącę, ale mam jedno pytanie: Dlaczego na samym początku zgodziłeś się na taką relację? No bo przecież nie w jeden dzień po ślubie ukochana stwierdziła "Sory bejbe, Dżizas mnie wzywa"...

"Bo jakoś to będzie?"
19-12-2012 11:37 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Wybacz, że się wtrącę, ale mam jedno pytanie: Dlaczego na samym początku zgodziłeś się na taką relację? No bo przecież nie w jeden dzień po ślubie ukochana stwierdziła "Sory bejbe, Dżizas mnie wzywa"...

Jak wielokrotnie pisałem, ateista jestem od paru lat. Wcześniej byłem mocno katolicki - stąd też bardzo dobrze orientuję się jak to wygląda z obu stron barykady.

Możesz uznać, że sam sobie jestem winien. Ja uważam, że człowiek ma prawo do zmiany poglądów, jeśli rzeczywiście poszukuje prawdy. A jeśli pojawią się różnice między małżonkami, to powinni oni ustalać między sobą nowe zasady współżycia. A tutaj okazało się, że nowe zasady zostały ustalone "z księdzem" i brzmią "sorry mężu, zostałeś właśnie wyłączony z wpływu na wychowanie dzieci i pozbawiony prawa wypowiedzi na tematy światopoglądowe i jakiekolwiek pokrewne".

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
19-12-2012 13:17 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
>A tutaj okazało się, że nowe zasady zostały ustalone "z księdzem" i brzmią "sorry mężu, zostałeś właśnie wyłączony z wpływu na wychowanie dzieci i pozbawiony prawa wypowiedzi na tematy światopoglądowe i jakiekolwiek pokrewne".
Ja przepraszam, że tak brutalnie wejdę, ale... a próbowałeś kiedyś uderzyć pięścią w stół? Metaforycznie, oczywiście. Albo i nie metaforycznie... To są w końcu także Twoje dzieci, nie daj ich na zmarnowanie. Córka w wieku 10 lat powinna wiedzieć, że 4 przykazanie dotyczy również ojca i jeśli ojciec ma jej coś do powiedzenia, to powinna tego pokornie wysłuchać. Może sobie na razie myśleć, co chce. Wkrótce będzie starsza i mądrzejsza, może coś do niej dotrze.
A żona, cóż... Pewnie nie pamięta, że nie z Jezusem ślub brała. Ale to też można przypomnieć.
19-12-2012 14:00 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)
>A żona, cóż... Pewnie nie pamięta, że nie z Jezusem ślub brała. Ale to też można przypomnieć.
Tyle że to Ojcu Lesiotrowi się po drodze pomerdało i małżonka szanowna ma pełne prawo czuć się oszukaną. Wychodziła za mąż dla Jezusa: na chwałę Jego i jak Pan Bóg przykazał przy wiernej asyście (czy nawet wespół w zespół) równie oszołomionego katolika i nagle - bęc! Świat jej się wali na głowę! Niesie swój krzyż przez pamięć dawnych czasów, ale jej też nie jest lekko kiedy widzi jak bliski bliźni do piekła prosto zmierza i ich córki próbuje za sobą powlec.
Bóg mi świadkiem jak bardzo współczuję Ojcu Lesiotrowi i jak bardzo życzę mu powodzenia, ale prawidła są takie, że im dłużej się w bagno lezie tym trudniej z niego wyleźć. Moje pierepałki z katolicką matką dziecka to wręcz sielanka, bo ja byłem zdeklarowany od dawien dawna i z całym spokojem punktowałem każdy ruch w kierunku kruchty.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-12-2012 17:26 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Bo czymże innym jest taktyka "nie wtrącam się, niech moje kochanie ma wolna rękę w wychowaniu dzieci, bo inaczej kochanie będzie ze mnie niezadowolone i powie mi, co o mnie myśli i gdzie moje miejsce".
Takiej taktyki wcale nie proponowałem. Proszę jeszcze raz przeczytać moje wypowiedzi.
Zresztą jaka siła zmusiła by mnie do milczenia, chyba kat musiałby mi język obciąć i zabrano by mi wszystkie kartki i ołówki.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>Bo czymże innym jest taktyka "nie wtrącam się, niech moje kochanie ma wolna rękę w wychowaniu dzieci, bo inaczej kochanie będzie ze mnie niezadowolone i powie mi, co o mnie myśli i gdzie moje miejsce".
>Takiej taktyki wcale nie proponowałem. Proszę jeszcze raz przeczytać moje wypowiedzi.

Opisywałem tylko skutki stosowanej przez siebie taktyki, trochę podobnej do doradzanej przez Ciebie. W sumie nie to radziłeś, ale w praktyce życia z GWK (głęboko wierzącą katoliczką) daje to właśnie taki efekt.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>>>>Takiej taktyki wcale nie proponowałem. Proszę jeszcze raz przeczytać moje wypowiedzi.
>Opisywałem tylko skutki stosowanej przez siebie taktyki, trochę podobnej do doradzanej przez Ciebie.
Czasem między tym "trochę", to jest ogromna różnica. Banałem jest stwierdzenie, że ludzie różnią się od siebie, a tym bardziej różnią się układy rodzinne.

>W sumie nie to radziłeś, ale w praktyce życia z GWK (głęboko wierzącą katoliczką) daje to właśnie taki efekt.
Nawet nie znam Pańskiej osobowości, a co dopiero osobowości Pańskiej szanownej małżonki. Nie prowadzę też tu żadnej poradni rodzinnej. Moja odpowiedź panu Maciejowi (Maceox) dotyczyła bardziej ogólnej natury i była trochę rozszerzeniem naszych wcześniejszych rozmów.

Tak naprawdę najważniejszym pytaniem jest to - kiedy i jak się rodzi "wiara", a dla mnie podstawą wiary jest ukształtowana już w przedszkolnym wieku osobowość. Czyli po piątym roku życia to prawie dostarczamy młodemu człowiekowi już tylko jakąś tam wiedzę, niż to co istotniejsze czyli postawę krytycznej otwartości na świat oraz krytycyzm wobec autorytetów - co należy kształtować znacznie wcześniej.

Czy osobowość kształtowana jest na czystej tablicy, czy są jakieś uwarunkowania genetyczne? To warto poszukać np. tu: (Dean Hamer, Peter Copeland. "GENY A CHARAKTER. JAK SOBIE RADZIĆ Z GENETYCZNYM DZIEDZICTWEM?" archiwum.wiz.pl/1999/99034600.asp www.focus.(*)e/kto-wychowuje-twoje-dziecko/

Może warto do tych wcześniejszych moich rozmów z panem Maciejem też zajrzeć:
www.racjon(*).php/z,0/d,16/s,478028#w488047
www.racjon(*).php/z,0/d,15/s,478028#w486897
Nie można w krótkim poście ani omówić, ani tym bardziej rozwiązać wszelakich aspektów rodzinnych problemów, czy ukształtowania postaw naszych dzieci. Zresztą podzieliłem się tu tylko swoimi osobistymi doświadczeniami i praktyką z własnego życia, którą starałem się opierać o mądre książki. Wcale nie wszystko mi się udało oraz było idealne. Nie wszystko przebiegało po mojej myśli, ale ogólnie jestem zadowolonym i to jest najważniejsze.

Pozdrawiam.

@@@
.
19-12-2012 17:19 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>>>Bo czymże innym jest taktyka "nie wtrącam się, niech moje kochanie ma wolna rękę w wychowaniu dzieci, bo inaczej kochanie będzie ze mnie niezadowolone i powie mi, co o mnie myśli i gdzie moje miejsce".

... taka taktyka może prowadzić dziecko (często prowadzi) również do traktowania niewierzącego rodzica, jako tego gorszego rodzica. Przy takiej samej postawie, obu rodziców, przy zatargach między rodzicami - u rodzica nie wierzącego będzie szukać zachowań celowych i złośliwych - przecież ateista jest zawsze zły, sam z siebie. Natomiast drugiego rodzica będzie zawsze wybielać - bo czyż wierzący w Jezusa może być zły? Wszak KRK tak uczy - ateista jest zły z założenia - tylko katolik może być dobry... To nie tylko "walka o religijność dziecka" - to często też walka o "miłość dziecka"...

... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
18-12-2012 21:35 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Rozżalony dzisiaj jestem okrutnie...
Ale chyba nie bardziej:
Czytelnik 'Apokalipsus' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Katolicyzm lepszej połówki - co z wychowaniem?'
Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,537296#w537368


Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
18-12-2012 21:46 
 Ocena 1 na 1
romaro (25211 punktów)
>.
>>Rozżalony dzisiaj jestem okrutnie...
>Ale chyba nie bardziej:
>Czytelnik 'Apokalipsus' oddał na Ciebie głos negatywny
>głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Katolicyzm lepszej połówki - co z wychowaniem?'
>Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,537296#w537368


Fajtnę Ci plusa na pocieszenie, a "Apokalipsusowi" przekaż ode mnie znak pokoju.
Pozdrawiam.
18-12-2012 23:06 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Fajtnę Ci plusa na pocieszenie, a "Apokalipsusowi" przekaż ode mnie znak pokoju.
Mnie pocieszać - proszę Pana - zupełnie nie potrzeba. Mnie minusy raczej bawią i wszystko jedno, czy stawiane są aż z nienawiści, czy tylko z niezrozumienia.
Wydaje mi się, że Pan 'Apokalipsus' albo nie zrozumiał mojego postu, albo po prostu się pomylił - co przecież też się zdarza i życzę mu wszystkiego najlepszego.

Pana zaś serdecznie pozdrawiam.

@@@
.
18-12-2012 17:37 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Jako racjonalista mam tu tylko jedną odpowiedź.
>W życiu, to proszę Szanownego Pana, potrzebne jest szczęście,...

A nie rozum?
Czy mając w życiu pecha nie można być racjonalistą?
(Nnie mam rzecz jasna na myśli wrodzonego wodogłowia.)


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
18-12-2012 20:37 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>>>>Jako racjonalista mam tu tylko jedną odpowiedź.
>>>>W życiu, to proszę Szanownego Pana, potrzebne jest szczęście,...
>A nie rozum?
Żeby mieć rozum, to też potrzebne szczęście, choć niektórzy mówią, iż mieć rozum, to dopiero nieszczęście.

>Czy mając w życiu pecha nie można być racjonalistą?
Nie wiem?
Ja racjonalizmu nie wybierałem, trochę poczytałem, trochę pomyślałem i jakoś tam samo tak wyszło. Myślę, że być wierzącym oportunistą, to jednak chyba lepiej, ale ja bym nie chciał. Jakosik mi to nie leży, tak mentalnie, jak i intelektualnie.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
18-12-2012 18:04 
 Ocena 8 na 8
Ania. (14138 punktów)
>>Należy zachowywać się zgodnie z własnymi przekonaniami i nie narzucać domownikom swoich poglądów, ale na pytania szczerze, zgodnie z własną wiedzą i przekonaniami odpowiadać. Starając się przy tym zachować maksymalny możliwy szacunek dla innych poglądów i postaw.
>Przerabiam to na codzień - taka taktyka jest gówno warta.
>Ze strony katolickich dzieci i żony nigdy nie ma żadnych pytań do niekatolickiego ojca i męża. Czas leci i działa na niekorzyść osoby, która odsuwa się sama od wpływu na światopoglądowe wychowanie dzieci.
Dlaczego ma się odsuwać?
Czy wychowanie jest tylko "w duchu" religijnym lub antyreligijnym?
Ależ rodzic niewierzący nadal jest rodzicem. A czy są pytania - to zależy właśnie od rodzica, od tego, czego nauczył dziecko. Zapewniam, że jeśli da się dzieciom odrobinę uwagi, pytania są i to najdziwniejsze, nawet do stosunkowo obcych osób. Bo właśnie umiejętność zadawania pytań, ciekawość, odwaga, uczciwość - wszystko to są cechy, które nie biorą się znikąd, kształtujemy je w dzieciach.

Mam skojarzenie dowcipne, na poprawę humoru:
-tato, a gdzie leży Mont Everest?
- nie wiem
- a ile nóg ma stonoga?
- nie wiem
- a dlaczego tęcza jest tylko kiedy pada
- nie wiem
Mama - daj spokój ojcu, jest zmęczony po pracy
Tata - ale nie karć go! Niech pyta! Jak nie będzie pytał, to się niczego nie nauczy!
19-12-2012 09:09 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> Czas leci i działa na niekorzyść osoby, która odsuwa się sama od wpływu na światopoglądowe wychowanie dzieci.
>Dlaczego ma się odsuwać?
>Czy wychowanie jest tylko "w duchu" religijnym lub antyreligijnym?
>Ależ rodzic niewierzący nadal jest rodzicem.

Wychować można na głęboko wierzącego katolika lub na myślącego człowieka. Jedno wyklucza drugie.

Jeśli nie zabiera się systematycznie głosu w sprawach religijnych, to w naturalny sposób jest się zepchniętym na margines przez aktywnych wierzących - którzy indoktrynują dziecko w wymiarze kilku godzin tygodniowo!

Dlatego dałem przykład z fastfoodami i słodyczami. Jeśli każde z rodziców w jakiejś sprawię będzie ciągnąć w inną stronę, to dzieci będą musiały w którymś momencie wybrać stronę. Jeśli mamusia będzie chodzić z dziećmi do McDonalda i łączyć to z innymi przyjemnościami i przy każdej okazji wpychać słodycze (a ojciec będzie z szacunkiem milczał) - to w większości przypadków na zmianę nawyków dzieci w późniejszym życiu nie ma co liczyć.

Może będą mądre, ale zawsze już będą grube.

Przecież wśród GWK (głęboko wierzących katolików) jest wielu wykształconych ludzi, dobrze radzących sobie w życiu. Ale dziur w umyśle, obszarów tabu itd. nic już nie zlikwiduje. Są już zawsze jakby naćpani narkotykiem o niskiej szkodliwości fizycznej. A ja, dla swoich dzieci, pragnę lepszego, świadomego losu.

Katolicyzm gloryfikuje prostactwo umysłu, wmawia, że biedniejsi i mniej wykształceni są bliżej Boga, że ignorowanie faktów jest oznaką mądrości itd. Na co dzień widzę efekty tego oszustwa - nie tego chcę dla swoich bliskich. Oczywiście większość katolików olewa to, ale akurat nie moja żona lub teściowie.

> Bo właśnie umiejętność zadawania pytań, ciekawość, odwaga, uczciwość - wszystko to są cechy, które nie biorą się znikąd, kształtujemy je w dzieciach.

Zapewniam Cię, z własnego doświadczenia rodzinnego:
Prawdziwie wierzący katolik/katoliczka chlubi się tym, że pytań nie zadaje i na pytania nie odpowiada, a z przypadkowo zasłyszanych odpowiedzi nie wyciąga żadnych wniosków. Jeśli odpowiada, to słowami modlitwy lub recytując dogmaty. Nie chce wiedzieć ani rozumieć nic więcej, niż absolutnie jest to konieczne - reszta należy do Miłosierdzia Bożego.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
19-12-2012 10:29 
 Ocena 8 na 8
Ania. (14138 punktów)
>> Czas leci i działa na niekorzyść osoby, która odsuwa się sama od wpływu na światopoglądowe wychowanie dzieci.
>>Dlaczego ma się odsuwać?
>>Czy wychowanie jest tylko "w duchu" religijnym lub antyreligijnym?
>>Ależ rodzic niewierzący nadal jest rodzicem.
>Wychować można na głęboko wierzącego katolika lub na myślącego człowieka. Jedno wyklucza drugie.
Tak.
Na racjonalnym rodzicu spoczywa odpowiedzialność za to, aby udało się to drugie.

>Jeśli nie zabiera się systematycznie głosu w sprawach religijnych, to w naturalny sposób jest się zepchniętym na margines przez aktywnych wierzących - którzy indoktrynują dziecko w wymiarze kilku godzin tygodniowo!
Czy ja wiem...
To zależy co masz na myśli przez "zabiera głos w tematach religijnych".

W pewnym sensie tematem para-religijnym jest wszystko. Rozmawiając z dzieckiem o wszystkim budujesz jego bazę informacji, podstawy jego założeń.
Nie musisz mówić mu, że bozi nie ma, jeśli podstępnie nauczysz go myśleć, opowiesz mu np. o teoriach powstania świata, o metodzie weryfikacji obserwacji, o subiektywności obserwacji itd. I wbrew pozorom da się - wspomniana córka kolegi miała 3,5 roczku, a wiedziała o rozszczepianiu światła słonecznego i tworzeniu tęczy. Kiedy poszła do gimnazjum dyskutowała z nauczycielką o systemach adaptacyjnych, po czym jej koleżanki stwierdziły, że nie rozumiały o czym mówiły. Kolega skomentował to nam jako "kłopot z córką w szkole"...
Nie komentował nigdy wiary żony, ale wyrażał własną niewiarę - podkreślał, że wiara jest subiektywna i nieweryfikowalna, a jemu to nie wystarcza, że nie przyjmuje niczego, czego nie rozumie. Córka bardzo szybko przyjęła pogląd ojca.

Może dlatego, że wbrew pozorom wiara nie ułatwia dziecku niczego, przeciwnie chyba utrudnia. Nie jest też przyjemne wysłuchiwanie że to moja wina.

>Zapewniam Cię, z własnego doświadczenia rodzinnego:
>Prawdziwie wierzący katolik/katoliczka chlubi się tym, że pytań nie zadaje i na pytania nie odpowiada, a z przypadkowo zasłyszanych odpowiedzi nie wyciąga żadnych wniosków. Jeśli odpowiada, to słowami modlitwy lub recytując dogmaty. Nie chce wiedzieć ani rozumieć nic więcej, niż absolutnie jest to konieczne - reszta należy do Miłosierdzia Bożego.
Więc pokazuj, że są inne możliwości. Sam zadawaj pytania o wszystko, rozmawiaj o wszystkim, ucz szukania odpowiedzi, świętuj jak dziecko moment, kiedy znajdziecie jakąś trudną, niech posmakuje tego dreszczyku emocji płynącego z dowiadywania się.
19-12-2012 11:00 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Kiedy poszła do gimnazjum dyskutowała z nauczycielką o
> systemach adaptacyjnych, po czym jej koleżanki stwierdziły,
> że nie rozumiały o czym mówiły. Kolega skomentował to nam
> jako "kłopot z córką w szkole"...

Niestety, to może być właśnie pewien problem wyrastania ponad własne środkowisko.
Sam tak czasem mam z moimi kolegami na budowie (inżynierami) np. w temacie homoseksualizmu. Bywa naprawdę, naprawdę.. cieżko i cóż - czasem trzeba się do pewnego poziomu dysursu dopasować.
Może dobrze byłoby dziewczynie powiedzieć że "głową muru nie przebijesz" względnie, z braku partnerów żeby porozmawiała o tym z nami na Racajonaliście
Pamiętam kiedyś jak stałem z kolegą w kolejce do sklepu na Masteczku Studenckim, dyskutowałem ostro z nim o przestrzeni Czebyszewa (matematyka). Jakiś student z tyłu nagle poptrzył na nas tak b. dziwnie.. że szybko tą rozmowę urwaliśmy, kontynuując już w akademiku.

> Nie komentował nigdy wiary żony, ale wyrażał własną niewiarę
> - podkreślał, że wiara jest subiektywna i nieweryfikowalna,
> a jemu to nie wystarcza, że nie przyjmuje niczego, czego nie
> rozumie. Córka bardzo szybko przyjęła pogląd ojca.

Mądra dziewczyna.

> Może dlatego, że wbrew pozorom wiara nie ułatwia dziecku
> niczego, przeciwnie chyba utrudnia. Nie jest też przyjemne
> wysłuchiwanie że to moja wina.

Dokładnie utrudnia, bez "chyba": zazwyczaj daje zastępcze, proste, fałszywe i w praktyce nic nie wyjaśniajace odpowiedzi na trudne i skomplikowane tematy.

> Więc pokazuj, że są inne możliwości. Sam zadawaj pytania
> o wszystko, rozmawiaj o wszystkim, ucz szukania odpowiedzi,
> świętuj jak dziecko moment, kiedy znajdziecie jakąś trudną,
> niech posmakuje tego dreszczyku emocji płynącego z dowiadywania się.

a najlepiej niech sprawadza zasłyszane od ojca odpowiedzi (lub samodzielnie odnalezione) wśród rówieśników, myślę że dobrze jest konfrontować w praktyce religijne zasady moralne kontra etyka (np. taki drugi policzk kontra wyrownanie w dobrym)

> -tato, a gdzie leży Mont Everest?
> - nie wiem (..)

Świetne!!
Na marginesie nie wiem czy widziałaś kiedyś okrągłą tęczę.
Ja parę dni temu
łacząc pozdrowienia
19-12-2012 11:05 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
To wszystko prawda, co Aniu piszesz, tylko tutaj trzeba wziąć pod uwagę siłę przeciwnika. A więc żona-katechetka i jej na wiecznosć kochanek plus teściowie. Ekipa, która całkowicie panuje nad przestrzenią. I zapewne jest i będzie czujna. Nie widzę tego z bliska, ale obawiam się, że jakiekolwiek oznaki "działań destrukcyjnych" zostaną szybko rozpoznane i z całą determinacją spacyfikowane.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Nie komentował nigdy wiary żony, ale wyrażał własną niewiarę - podkreślał, że wiara jest subiektywna i nieweryfikowalna, a jemu to nie wystarcza, że nie przyjmuje niczego, czego nie rozumie. Córka bardzo szybko przyjęła pogląd ojca.

Masz rację - staram się właśnie tak postępować.
Pozostaje jednak drugi problem: dzieci dorosną i pójdą z domu, a my pozostaniemy we dwoje. Na żonę nie działają opisane metody wychowania skuteczne wobec dzieci. Mam więc być może w perspektywie życie z osobą coraz bardziej obcą...

Chyba, że z czasem argumenty zaczną i do niej docierać, niech Bóg dopomoże

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
19-12-2012 11:32 
 Ocena 6 na 6
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Pozostaje jednak drugi problem: dzieci dorosną i pójdą z domu, a my pozostaniemy we dwoje... Mam więc być może w perspektywie życie z osobą coraz bardziej obcą...

E tam. Będą wnuki, które Jezus też chętnie przyjmie do siebie. A dziadek, choćby na doczepkę, zawsze się przyda. Byle za dużo się nie odzywał na nieodpowiednie tematy. Wybacz, ale taka jest, moim zdaniem, najbardziej prawdopodobna kolej rzeczy (albo ręcznik). Sytuację masz bardzo trudną, ale szukaj rozwiązań, bo czekanie na cud...
19-12-2012 12:02 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Pozostaje jednak drugi problem: dzieci dorosną i pójdą z domu, a my pozostaniemy we dwoje. Na żonę nie działają opisane metody wychowania skuteczne wobec dzieci. Mam więc być może w perspektywie życie z osobą coraz bardziej obcą...
>Chyba, że z czasem argumenty zaczną i do niej docierać, niech Bóg dopomoże
Ja się jednak cieszę, że zanim zostałem "racjonalistą" najpierw przeszedłem przez etap jungowski. Dzięki temu wydaje mi się, że rozumiem potrzebę religijności mojej żony (a jeśli dzisiaj bardziej przemawia do mnie wyjaśnienie ewolucyjne, to tym bardziej niewiele zmienia w tym rozumieniu).
Czy ludzi opanowanych różnymi memami mamy kochać mniej?
Mnie żona szanuje, choć mój światopogląd zmieniał się na jej oczach. Ja również nie widzę podstaw, by jej nie szanować - chociażby dlatego, że ze sceptycyzmu wynika raczej tolerancja, niż nietolerancja.
Żona ma swoją wizję - jest ona jej częścią i nawet jej z tym jakoś do twarzy. Zupełnie nie wyobrażam sobie jej niewierzącej (choć zdarzają się cuda) i staram się akceptować ją jaka jest.
Ale gdy coś akurat schodzi na ten, czy inny religijny temat - to staram się jasno wyrazić swoje zdanie.
19-12-2012 13:53 
 Ocena 4 na 6
Artur@R (7115 punktów)
>Mam więc być może w perspektywie życie z osobą coraz bardziej obcą...<
Już jesteś w związku z obcą osobą. To "być może" jest jedynie łudzeniem się albo/i nadzieją, która jest po prostu romantyczną nazwą rachunku prawdopodobieństwa.
To prawdopodobieństwo znasz doskonale, mieście się w przedziale między "cud a niemożliwe"
Rozwiązanie też już znasz bardzo dobrze, bo logika jest nieubłagana, a w Twojej sytuacji nadwrażliwość jest jak bilet w jedna stronę(Coma)
Jedyne co pragnąłbym Ci zasugerować, a co płynie z mojego własnego doświadczenia - pozbądź się strachu i obaw, a wiele decyzji i poczynań stanie się łatwiejszymi.
"Będziemy jacy zechcemy byle nam wiedzieć czego chcieć..."(J.Kaczmarski)
Powodzenia, szczerze życzę.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
18-12-2012 20:38 
 Ocena 7 na 7
Kazimierz Barciak (228 punktów)

>Moja córka biega codziennie na roraty na 6.30, religię ma w szkole, na msze chodzi z mamusią, z mamusią się modli. Tatuś jest świetny do zabawy, ale jak poruszam jakąkolwiek kwestie religijną, to córka wychodzi natychmiast z pokoju, bo ma już, w wieku 10 lat, wyprany skutecznie mózg. Przez mamusię, miłą Panią katechetkę i uśmiechniętego księdza. A ja im dałem na to swoją łagodnością przez kilka lat wystarczająco czasu i możliwości.

Ojcze Lesiotrze więcej optymizmu.
Powyższy tekst opisuje z grubsza sytuację rodzinną oraz zachowanie moje własne w dzieciństwie i mojej córki w wieku 7-12 lat.
Wydaje mi się że metoda Ani ( post powyżej) jest skuteczna.
Na pewno była skuteczna w moim przypadku i mojej córki.
W takich sytuacjach rodzinnych dzieci trzeźwieją w wieku mniej więcej 13 lat.
Ostatnio byliśmy razem z córką ( 17 lat) na marszu świeckości w Krakowie!

Pozdrowienia
19-12-2012 10:40 
 Ocena 5 na 5
Ania. (14138 punktów)
>W takich sytuacjach rodzinnych dzieci trzeźwieją w wieku mniej więcej 13 lat.
Wiek pływa, ale coś pewnie koło tego.

>Ostatnio byliśmy razem z córką ( 17 lat) na marszu świeckości w Krakowie!
A na marszu ja byłam z siostrzeńcem
Pączkujemy, powoli ale wytrwale.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ostatnio byliśmy razem z córką ( 17 lat) na marszu świeckości w Krakowie!

Kurcze, kiedy to było? Niestety przeoczyłem..
O ile obowiązki pozwolą - chętnie bym się wybrał następny raz.
A propos marszów i wizyt w ciekawych miejscach - idzie pan może do Kawiarni Naukowej w piątek 21go na uczczenie "końca swiata"?
Będziemy się tam bawić "jakby ta noc była ostatnia' zapraszam i pozdrawiam
sinapis (1725 punktów)
>Sądzę, że problem wskazany w tytule nie dotyczy tylko mnie. Prosiłbym o Wasze sugestie i
>doświadczenia w kwestii wychowywania dzieci, gdy partner jest wierzący, zwłaszcza gdy jest
>praktykjującym katolikiem i chce tę wiarę przekazać dzieciom.

Co do jakiejś literatury w tej kwestii, to obawiam się, że panuje tutaj straszliwy nieurodzaj. Może tylko fragmenty "Boga urojonego" dotyczą tej kwestii.
Sądzę, że najlepsza jest rada Ani. Sam bowiem w dzieciństwie byłem w sytuacji, w jakiej teraz jest twoje dziecko. Tyle, że nie mogłem liczyć na niczyją pomoc. I nawet mimo to połowa mego licznego rodzeństwa jest ateistami, reszta zaś niegroźnymi katolikami z przyzwyczajenia.
Kwestia konfesjonału przy pierwszej komunii nie wygląda zbyt groźnie. Skutkiem nawału pracy ksiądz traktuje sprawę taśmowo - odklepanie formułek i następny, następny...
Z innych znów względów, tych bardziej społecznych, pozbawianie dziecka całej tej hecy i prezentów (co jest istotnym elementem późniejszych rozmów z rówieśnikami) będzie traumą daleko większą niźli odbębnienie tego sformalizowanego cyrku, dla samego dziecka zazwyczaj pustego pod względem treści.
18-12-2012 15:55 
 Ocena 11 na 11
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)

>Kwestia konfesjonału przy pierwszej komunii nie wygląda zbyt groźnie. Skutkiem nawału pracy ksiądz traktuje sprawę taśmowo - odklepanie formułek i następny, następny...

To jest bardzo groźna sprawa, bo nie są ważne "grzechy" jakie dziecko wyzna, ale przekonanie, jakiego nabędzie, że przed księdzem należy na kolanach wyznać tajemnice, które nawet rodzice szanują, a klęczenia wobec siebie - nie wymagają!

>Z innych znów względów, tych bardziej społecznych, pozbawianie dziecka całej tej hecy i prezentów (co jest istotnym elementem późniejszych rozmów z rówieśnikami) będzie traumą daleko większą niźli odbębnienie tego sformalizowanego cyrku, dla samego dziecka zazwyczaj pustego pod względem treści.

Wychowanie dzieci nie polega na zapewnieniu im życia bez stresów i traumy, tylko na nauce radzenia sobie z nimi i udzielaniu wsparcia celem ich przezwyciężenia!

18-12-2012 15:41
 Ocena 10 na 10
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)
Co do "spowiedzi" masz zupełną rację. To jest akt upokarzania petenta, przyzwyczajanie do postawy "na kolanach" wobec reprezentanta KK. Nie na darmo przesłuchanie, wyznanie ukrytych informacji, uznanie bezsiły wobec przesłuchującego jest największą traumą w kontaktach z wszelkiego rodzaju sądami i specsłużbami! A tu "spowiadający się" godzi się na to - pozornie - z własnej woli!

Jeśli chodzi o konkretną radę, co do postępowania we własnym związku: nikt uczciwy Ci takiej rady nie udzieli, zbyt wiele jest bowiem nieznanych aspektów, które mogą rzutować na wszyskie elementy codzienności, ilość kombinacji charakterów i otoczenia - jest przeogromna!
Walcz o swoje szczęście, jak potrafisz, ale nikt ci nie jest w stanie wskazać wygrywającej strategii.
rysiek (4593 punktów)
Trudna sprawa... Osobiście nie bardzo wyobrażam sobie bycia w związku z osobą "głęboko" religijną. Ale, kto wie, różnie bywa.

Może pewną wskazówką byłoby przyjrzenie się rozwiązaniom w małżeństwach międzywyznaniowych, chyba takie się zdarzają.

Znam przykład (przedwojenny) rodziny katolicko-greckokatolickiej.
Rozwiązaniem była metoda (chyba ogólnie przyjęta), że mąż grekokatolik - to synowie też, żona rzymska katoliczka - córki tak samo. Dodatkowo dochodziły tam różnice narodowościowe.

Może więc, w tym wypadku, córki wierzące - synowie ateiści? Dlaczego jedna strona związku miałaby być dyskryminowana?
Ale jak pokazują przykłady w postach powyżej, to rzecz indywidualna.
18-12-2012 23:07 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>Może więc, w tym wypadku, córki wierzące - synowie ateiści? Dlaczego jedna strona związku miałaby być dyskryminowana?

Czyli proponujesz dorzucenie dyskryminacji płciowej?

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny"
19-12-2012 11:21 
 Ocena 3 na 3
rysiek (4593 punktów)
>>Może więc, w tym wypadku, córki wierzące - synowie ateiści? Dlaczego jedna strona związku miałaby być dyskryminowana?
>Czyli proponujesz dorzucenie dyskryminacji płciowej?

Opisałem tylko sposób w jaki kiedyś rozwiązywano problem wynikający z przynależności rodziców do dwóch różnych Kościołów. Religię dzieci "dziedziczyły" według płci, synowie po ojcu, córki po matce. Przyznaję że nie jest to przykład zbyt adekwatny do małżeństwa katolik-ateista, tam były to dwie podobne odmiany wiary, co więcej, obie uznające zwierzchnictwo Papieża.
Czy to było dobre rozwiązanie, i czy można to próbować jakoś zastosować współcześnie? Nie wiem?
19-12-2012 10:48 
 Ocena 2 na 2
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
Ej, ale zaraz, skoro religie wyjaśniają niejako "tajemnice o świecie", jak to wszystko działa itp, to skoro córka uważa, że drzewo ma różowe liście, a syn, że niebieskie, no to jak to jest w końcu w rzeczywistości? Kto ma rację, kto się myli, jaka jest prawda o świecie? A może liście ma fioletowe, gdyż prawda po środku leży?

Bo przecież nie mogą być zielone skoro mamusia mówiła, że jednak różowe...

Czy to nie tworzy swojego rodzaju sieki w mózgu?

Nie lepiej pozbyć się wszystkich bajek i empirycznie stwierdzić, że jednak drzewa na ogół są zielone?
19-12-2012 11:28 
 Ocena 1 na 1
rysiek (4593 punktów)
>Ej, ale zaraz, skoro religie wyjaśniają niejako "tajemnice o świecie", jak to wszystko działa itp, to skoro córka uważa, że drzewo ma różowe liście, a syn, że niebieskie, no to jak to jest w końcu w rzeczywistości? Kto ma rację, kto się myli, jaka jest prawda o świecie? A może liście ma fioletowe, gdyż prawda po środku leży?
>Bo przecież nie mogą być zielone skoro mamusia mówiła, że jednak różowe...
>Czy to nie tworzy swojego rodzaju sieki w mózgu?

Sytuacja dotyczyła dwóch odmian wiary chrześcijańskiej, w dodatku złączonych unią. Nie wiem czy taki układ byłby możliwy przy większych różnicach, np. gdyby zamiast katolików obrządku greckiego chodziło o prawosławnych?

>Nie lepiej pozbyć się wszystkich bajek i empirycznie stwierdzić, że jednak drzewa na ogół są zielone?

Oczywiście, lepiej.
19-12-2012 11:16 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Rozwiązaniem była metoda (chyba ogólnie przyjęta),

Przez kogo przyjęta?

> że mąż grekokatolik - to synowie też, żona rzymska katoliczka
> - córki tak samo. Dodatkowo dochodziły tam różnice narodowościowe.

Taki trochę specyficzny ten podział "zdobyczy"..

>Może więc, w tym wypadku, córki wierzące - synowie ateiści?

A dlaczego nie np. odwrotnie.

> Dlaczego jedna strona związku miałaby być dyskryminowana?

Kto tu mówi o dyskryminacji? Skoro dzieci wybioprą najlepsze dla siebie drogi - a zgodizmy się że każdy ma do tego prawo - np. wszyscy będa ateistami, to powinna przyjać to jako pewnego rodzaju naukę, a nie wrzeszcześ o dyskryminacji.
Na marginesie - ponoć 80% siedzących w więzieniach kryminalistów twierdzi, że są niewinni.
Zaiste, wg nich musi być to b.wielka dyskryminacja siedzieć na tym dołku.
pozdrowienia

---
19-12-2012 11:43 
 Ocena 1 na 1
rysiek (4593 punktów)
>Przez kogo przyjęta?
Nie wiem czy było to jakoś uregulowane formalnie między Kościołami, natomiast taka była tam wtedy praktyka.

>Taki trochę specyficzny ten podział "zdobyczy"..
No cóż, tak było.
Nie dodałem jeszcze we wcześniejszej wypowiedzi, że oprócz religii, "dziedziczenie" dotyczyło też narodowości dzieci, chociaż to już ostatecznie rozstrzygały same dorastając. Ale w znanym mi przypadku tak było, bracia Rusini, siostry Polki.

>A dlaczego nie np. odwrotnie.
Napisałem wyżej, przyjęte było "dziedziczenie" wiary wg płci.

>Kto tu mówi o dyskryminacji? Skoro dzieci wybioprą najlepsze dla siebie drogi - a zgodizmy się że każdy ma do tego prawo - np. wszyscy będa ateistami, to powinna przyjać to jako pewnego rodzaju naukę, a nie wrzeszcześ o dyskryminacji.
Za dyskryminację uznałem uniemożliwienie jednemu z rodziców udziału w ważnej części wychowania dzieci.

>Na marginesie - ponoć 80% siedzących w więzieniach kryminalistów twierdzi, że są niewinni.
Podobno.

>Zaiste, wg nich musi być to b.wielka dyskryminacja siedzieć na tym dołku.
Było takie powiedzenie "każdy złodziej uważa że wszyscy inni to też złodzieje". Zgodnie z tym faktycznie, ci "siedzący" byliby dyskryminowani.
19-12-2012 13:19 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie wiem czy było to jakoś uregulowane formalnie między
> Kościołami, natomiast taka była tam wtedy praktyka.

Czyli jednak podział "łupu". Kolejna smutna karta koscioła

> Nie dodałem jeszcze we wcześniejszej wypowiedzi, że oprócz
> religii, "dziedziczenie" dotyczyło też narodowości dzieci, chociaż
> to już ostatecznie rozstrzygały same dorastając. Ale w znanym
> mi przypadku tak było, bracia Rusini, siostry Polki.

Ciekawe. Dziś już chyba tak nie ma?

> Za dyskryminację uznałem uniemożliwienie jednemu
> z rodziców udziału w ważnej części wychowania dzieci.

Wtedy rzeczywiście jest problem. Nie wiem jak u muzułmanów, jednak w małżeństwie greko-kato, kato-atei itp. nie byłoby go, gdyby chrześcijanie trzymali się ściśle zapisów Biblii, gdzie jasno napisano że chrzest przyjmuje dorosły.
Wtedy dziecko słucha jednej i drugiej strony a dorastając samo wybiera światopogląd ateistyczny, względnie religijny.

> Było takie powiedzenie "każdy złodziej uważa że wszyscy
> inni to też złodzieje". Zgodnie z tym faktycznie, ci "siedzący"
> byliby dyskryminowani.

Tak o tym rozmawiając - ponoć zarówno w więzieniu, jak i wśród marginesu pewne dobre zasady stają się już przeszłością.
Kiedyś było tak, że złodziej złodzieja nie okradł. Poza tym jak ktoś szedł do więzienia, to musiał się mozolnie wspinać po drabinie. Dziś coraz częstszą zasadą jest break zasad, a argumentem pięść i pałka.
Jak o to sobie uświadomię - przez myśl mi nie przejdzie wsiadać po jednym piwku na rower
pozdrowienia

---
19-12-2012 15:31 
 Ocena 1 na 1
rysiek (4593 punktów)
>Czyli jednak podział "łupu". Kolejna smutna karta koscioła
Podział "łupów", ale też mechanizm zapobiegający konfliktom w rodzinie.

>Ciekawe. Dziś już chyba tak nie ma?
Nie wiem, mój opis dotyczy lat do II wojny światowej, i miejsc które teraz znajdują się za granicą Polski.

>Wtedy rzeczywiście jest problem. Nie wiem jak u muzułmanów, jednak w małżeństwie greko-kato, kato-atei itp. nie byłoby go, gdyby chrześcijanie trzymali się ściśle zapisów Biblii, gdzie jasno napisano że chrzest przyjmuje dorosły.
>Wtedy dziecko słucha jednej i drugiej strony a dorastając samo wybiera światopogląd ateistyczny, względnie religijny.
Oczywiście, ale "oni" zdają sobie sprawę że oznaczałoby to utratę sporej części wiernych.

>Tak o tym rozmawiając - ponoć zarówno w więzieniu, jak i wśród marginesu pewne dobre zasady stają się już przeszłością.
Ach te dawne dobre czasy...

Pozdrowienia
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Oczywiście, ale "oni" zdają sobie sprawę że oznaczałoby
> to utratę sporej części wiernych.

Takie to krótkowzroczne.. że aż "łapie za serce". Wiadomo, wcześniej czy później i tak utracą ale oczywiście lepiej się łudzić, lub nie wiedzieć.

>Ach te dawne dobre czasy...

Hehe
pozdrowienia

---
Grey (2102 punktów)

>Może pewną wskazówką byłoby przyjrzenie się rozwiązaniom w małżeństwach międzywyznaniowych, chyba takie się zdarzają.
>Znam przykład (przedwojenny) rodziny katolicko-greckokatolickiej.
>Rozwiązaniem była metoda (chyba ogólnie przyjęta), że mąż grekokatolik - to synowie też, żona rzymska katoliczka - córki tak samo.

To było dobre rozwiązanie w dawnych czasach, gdy ludzie mieli mnóstwo dzieci i mogli się nimi w pewnym sensie dzielić.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>I ogólnie: jak przedstawiać w domu swój światopogląd i ocenę tych praktyk, żeby jednocześnie nie
>prowadziło do do radykalizacji postawy lepszej połowy i przede wszystkim nie wpływało negatywnie na
>dzieci?

Głęboko wierzący katolik ma w głębokim poważaniu niekatolickie światopoglądy i próby ich przedstawiania.
Z jednej strony każda próba przedstawienia swojego poglądu spotka się z radykalizacją postawy strony katolickiej.
Z drugiej strony, jeśli będziesz potulny, to za jakiś czas nie będzie Cię słuchać ani żona, ani wychowane w jej światopoglądzie dzieci.

Katolicy są nauczeni takiej zasady: raz zajęty teren staje się ich własnym terenem; raz zdobytych przywilejów nigdy nie oddadzą; skoro pozwolisz na jeden sakrament, to MUSISZ pozwolić na następny itd.
Dzieci, żona, dom, rodzina - nie są już Twoje, lecz należą do Boga.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
18-12-2012 19:59 
 Ocena 7 na 7
romaro (25211 punktów)
Zgadzam się z twoimi wypowiedziami.

>Dzieci, żona, dom, rodzina - nie są już Twoje, lecz należą do Boga.
Dzieci? A Jezus alimenty zapłaci? Jak dorosną same zrozumieją - Spać z drugą osobą i krzyżem pośrodku jest cokolwiek nienormalne. Uważam, że należy im boga obrzydzać zawczasu. Ryzyka nie ma żadnego. Nie po to drugą połówkę bierzemy, by się po kościołach do krzyża przytulała. Jaka qrwa różnica siedzenie na czacie, czy w kościele? Wirtualna miłość nie służy małżeństwu.

Poprawiłem. Dzięki.
Irracja (4721 punktów)
... skorzystaj z byłej, własnej, protestanckiej religii. Zacznij mu tłumaczyć niektóre zasady tej właśnie religii, żona nie może Ci zabronić tego. Jakby co zawsze możesz podnieść fakt dyskryminacji religii Twojej rodziny. Wytłumacz, że nie wszyscy wierzący w Jezusa uznają taką spowiedź, a są też zbawieni. Że spowiedź to wyznanie grzechów przed "Bogiem", który i tak wszystko widzi i bez spowiedzi. Spowiedź jest sprawą osobistą, a w KRK ksiądz ma tylko pomóc zrozumieć grzech. Wytłumacz, że w takim przypadku najważniejsze jest by przyznało się do grzechu (złego uczynku) przed "Bogiem" i samym sobą - by uznało własne winy, bo o to chodzi w spowiedzi. Wytłumacz, że w spowiedzi nie ważne jest co wyzna księdzu, lecz chęć poprawy, chęć niegrzeszenia i naprawienia grzechów. Zyskasz, w dość łagodny sposób kilka korzyści:
a - pewne uznanie własnej, protestanckiej rodziny...
b - dziecko zacznie dostrzegać, że sprawa "obrzędów" wcale nie jest taka jednoznaczna,    że często jest wynikiem "ludzkich, a nie bożych nakazów", itp...
c - w którymś momencie, dziecko zainteresuje się przyczynami Twojego ateizmu - wtedy    będziesz miał okazję mu wytłumaczyć, że przy tak różnym (przez różne religie    chrześcijańskie) spostrzeganiu wiary w Jezusa, zacząłeś rozmyślać racjonalnie nad    samą religią, co doprowadziło Cię do Twego światopoglądu...
d - no i nikt nie będzie Ci mógł zarzucić świadomego odciągania dziecka od religii, skoro samo zaczęło zadawać pytania, wykazywać zainteresowanie Twoim światopoglądem...

... po prostu, po woli i łagodnie zacznij wykazywać różnice w podejściu do wiary w Jezusa, dając sygnał, że coś jest nie tak. No i nie zapomnij o dobrej nauce racjonalnych podstaw życia i świata - w rodzaju świecka etyka, i inne...

... pozdrawiam...


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
18-12-2012 19:02 
 Ocena 8 na 8
Anna Salman (16360 punktów)
>... skorzystaj z byłej, własnej, protestanckiej religii.
Miałam właśnie podsunąć taki pomysł. Spóźniłam się ...
>Zacznij mu tłumaczyć niektóre zasady tej właśnie religii, żona nie może Ci zabronić tego. ...
Można też się przejść z dzieckiem kilka razy do kościoła (własnego - byłego), żeby zobaczyć różnice w liturgii. Można odwiedzić kościoły różnych wyznań chrześcijańskich, żeby skuteczniej zasiać wątpliwość, co do "prawdziwości wiary katolickiej", a potem zainteresować dziecko religiami w ogóle - historią, kontekstem politycznym i terytorialnym. A potem to już z górki.
18-12-2012 19:37 
 Ocena 5 na 5
Irracja (4721 punktów)
>Można też się przejść z dzieckiem kilka razy do kościoła (własnego - byłego), żeby zobaczyć różnice w liturgii. Można odwiedzić kościoły różnych wyznań chrześcijańskich, żeby skuteczniej zasiać wątpliwość, co do "prawdziwości wiary katolickiej", a potem zainteresować dziecko religiami w ogóle - historią, kontekstem politycznym i terytorialnym. A potem to już z górki.
>

... właśnie, i nie wstydź się religijnej przeszłości - bo to dowód że nie tylko w KRK można wyrosnąć na dobrego człowieka. Masz "ostatni dzwonek" by umożliwić, w przyszłości, dziecku samodzielny wybór. Może własnie taki jaki sam reprezentujesz. Największym "grzechem" jest przekonanie, że "mam jeszcze czas, bo dziecko jeszcze nie rozumie". Bo choć rzeczywiście wielu spraw nie rozumie, to właśnie wtedy uczy się, że na świecie istnieje tolerancja, że istnieje wiele spraw (w tym i religie) równe sobie, choć inne. KRK zaczynając "ewangelizację" w przedszkolu dobrze wie że dziecko wielu spraw nie zrozumie. Ale gdy zacznie rozumieć, to każdy inny światopogląd będzie uważać za "wrogi do tego co było dotychczas bezpieczne", a KRK będzie łatwo taki pogląd podtrzymywać i umacniać...

... udanych Świąt - przede wszystkim RODZINNYCH ŚWIĄT... to już tuż, tuż...

... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
maceox (6766 punktów)
Sorry, jak się potwierdza adres e-mail, żebym miał możliwość wysłania maila na priva?
Pozdrawiam
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Sorry, jak się potwierdza adres e-mail, żebym miał możliwość wysłania maila na priva?

Też mam ten problem. Wiesz już?

---
maceox (6766 punktów)
>>Sorry, jak się potwierdza adres e-mail, żebym miał możliwość wysłania maila na priva?
>Też mam ten problem. Wiesz już?
Jeszcze nie.
Miłosz Michałowski (1657 punktów)
Tak czy inaczej - trzeba z żoną porozmawiać, nie ma innej cywilizowanej drogi
Moja ukochana była wierząca i praktykująca, gdy ją poznałem (od tamtego czasu przeszła na pozycję agnostyczną). Niemniej, gdy jeszcze wierzyła usiedliśmy sobie i omówiliśmy tę kwestię. Ona wychodziła z założenia, że chrzcimy dziecko etc - było to oczywiste<, dla niej.
Pan Andrzej Bogusławski oczywiście ma rację, gdy mówi, że żona ma takie samo prawo do swoich wierzeń jak Pan do niewiary. Ale co z dzieckiem? Czy dziecko nie ma praw? Wiem, że jest przyjęte, że rodzice mogą wpajać dziecku taką wiarę, wartości etyczne etc. jakie chcą, ale ja nie do końca się z tym zgadzam.
Moja argumentacja była i jest następująca:
- Oboje z ukochaną wyznajemy raczej wartości (etyczne) humanistyczno-racjonalistyczne aniżeli religijne (na szczęście moja partnerka nie ma złudzeń, że to Jezus wymyślił "Złotą regułę"<, dlatego takie też wartości przekażemy dziecku - są dla nas wspólne.
- dziecko nie rodzi się katolikiem, hermeneutą ani lewicowcem. Dlatego nie zapiszę dziecka do Kościoła, tak jak nie zapiszę go do SLD, PiS etc. Pomijając już fakt, że z Kościoła de facto nie da się wypisać.
- Nie będę oczywiście "chronił" dziecka przed katolicyzmem ani innymi religiami - oprócz tego, że również byłoby to wobec niego nie fair, to byłoby zwyczajnie nie do zrealizowania. Dlatego ja, tak jak w pewnym zakresie mój ojciec, chciałbym aby moje dziecko mogło poznać "każdą" religię - oczywiście nie na raz, ale wraz z pojawianiem się pytań i zainteresowania tym tematem z jego strony.
- Jeśli będzie chciało chodzić na religię z innymi dziećmi (mam jednakowoż takie pobożne życzenie, że do tego czasu religia już zniknie ze szkół publicznych< to nie będę mu zabraniał. Gdy się zechce wypisać, to je wypiszę.
- Generalnie decyzję odnośnie swojej wiary czy niewiary i "członkowstwa" w tym czy innym wyznaniu podejmie samo, niezależnie od wieku - jeśli w wieku 12, 14 czy 17 czy 30 lat stwierdzi, że wierzy w Boga, Allaha czy potwora spaghetti - to będzie to, (i to jest dla mnie najważniejsze) jego/jej autonomiczna decyzja.

Na szczęście moja dziewczyna zgodziła się moją argumentacją. Teraz ten problem raczej nie istnieje z racji tego, że zmieniła swoje poglądy w zakresie "teizmu". Niemniej wydaję mi się, że warto by porozmawiał Pan z żoną w takim właśnie "duchu"
18-12-2012 22:55 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Pan Andrzej Bogusławski oczywiście ma rację, gdy mówi, że żona ma takie samo prawo do swoich wierzeń jak Pan do niewiary. Ale co z dzieckiem? Czy dziecko nie ma praw? Wiem, że jest przyjęte, że rodzice mogą wpajać dziecku taką wiarę, wartości etyczne etc. jakie chcą, ale ja nie do końca się z tym zgadzam.
Z czym i z kim Pan się nie zgadza? Przeczytał Pan tu moje wypowiedzi? Np. Nie pilnowałem jej chodzenia do kościoła, ale gdy chciała chodzić na religię i przystąpiła do I komunii, to nie przeszkadzałem. Czy takie zdanie świadczy o tym, iż nie uznawałem praw dziecka. (Przecież córka miała wóczas dopiero 7 lat, a już jej decyzje uznawałem.) Czy chciałby Pan abym w związku z jej wyborem kłamał mówiąc, iż tata wierzy lub jej chodzenia zabronił. Przyznam się, iż nie rozumiem.

@@@
.
19-12-2012 06:37 
 Ocena 1 na 1
Miłosz Michałowski (1657 punktów)
>.
>>Pan Andrzej Bogusławski oczywiście ma rację, gdy mówi, że żona ma takie samo prawo do swoich wierzeń jak Pan do niewiary. Ale co z dzieckiem? Czy dziecko nie ma praw? Wiem, że jest przyjęte, że rodzice mogą wpajać dziecku taką wiarę, wartości etyczne etc. jakie chcą, ale ja nie do końca się z tym zgadzam.
>Z czym i z kim Pan się nie zgadza? Przeczytał Pan tu moje wypowiedzi? Np. Nie pilnowałem jej chodzenia do kościoła, ale gdy chciała chodzić na religię i przystąpiła do I komunii, to nie przeszkadzałem. Czy takie zdanie świadczy o tym, iż nie uznawałem praw dziecka. (Przecież córka miała wóczas dopiero 7 lat, a już jej decyzje uznawałem.) Czy chciałby Pan abym w związku z jej wyborem kłamał mówiąc, iż tata wierzy lub jej chodzenia zabronił. Przyznam się, iż nie rozumiem.
>@@@
>.
>
Spokojnie Panie Andrzeju
Zgodziłem się z Panem, a po czym wyraziłem swoje stanowisko odnośnie omawianej sytuacji- "nie pijąc" ani do Pana, ani do Pańskiej córki. Przykro mi jeśli tak to dla Pana wyglądało.
19-12-2012 12:08 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Spokojnie Panie Andrzeju
Panie Miłoszu, trudno zachować mi spokój tylko w rozmowach z głupcami, a Pan dalece do nich nie należy.

>Zgodziłem się z Panem, a po czym wyraziłem swoje stanowisko odnośnie omawianej sytuacji- "nie pijąc" ani do Pana, ani do Pańskiej córki.
Pańskie tu stanowisko splusowałem, a robię tak tylko, gdy coś uznaję coś za mądre lub celne. Natomiast lubię precyzję i podkreśliłem, to co było moim zdaniem konieczne do podkreślenia.

>Przykro mi jeśli tak to dla Pana wyglądało.
A mnie wcale nie było przykro czytając Pańską sensowną wypowiedź, a że chciałem ją doprecyzować w tym co znam najlepiej, gdyż mnie osobiście dotyczy, to chyba nic złego.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
18-12-2012 23:19
 Ocena 13 na 13
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Rodzice mają obowiązek wychowywać dzieci. Wychować je na samodzielne, zintegrowane społecznie jednostki. Tylko rodzic którego problem wychowania przerasta, ceduje swoje niezawisłe prawo i swój obowiązek wobec dziecka na Kościół. Dziecko ma zrozumieć że np: kradzież jest nieetyczna, ponieważ zabiera innym owoce ich pracy. Że w społeczeństwie bez tej normy etycznej, ktoś może pewnego dnia przyjść i zabrać nam owoc naszego trudu. A nie że kraść nie należy bo to jest grzechem. Obowiązek spowiedzi usznej zaliczam do niewymiernych zbrodni Kościoła. Spowiedź uczy tylko ślepego posłuszeństwa, wpaja przekonanie o nadludzkich możliwościach spowiednika, jest jednym z narzędzi prania mózgu. U.Ranke-Heinemann, prof.teologi katolickiej w swoich wspomnieniach pisała o pierwszej komunii jej dwóch synów. "Na komunię przystałam, ale nie wyraziłam zgody żeby moi chłopcy, w wieku dojrzewania, opowiadali jakiemuś facetowi swoje przeżycia, marzenia i wyobrażenia oraz odpowiadali na jego pytania z tym związane" Odpowiedzialny rodzic nigdy nie wyrazi zgody na spowiedź swojego dziecka, niezależnie czy jest wierzącym czy nie. Mam w rodzinie osobę wierzącą i praktykującą, z racji stanowiska zapewne wystarczająco inteligentną. Nigdy nie chodzi do spowiedzi, ale przyjmuje komunię.
Można argumentować teologicznie, "wyznawajcie sobie swoje grzechy". Proszę bardzo, niech ksiądz siądzie przy stole z twoim dzieckiem, ono opowie mu swoje a ksiądz opowie mu swoje grzechy.

Kiedyś w młodych latach, siedząc w akademiku, kolega opowiedział nam o swoim problemie? Został poproszony za świadka na ślub kościelny i musiał odbębnić spowiedź. Był już po życiowym etapie wiary w Boga i nie wiedział jak zdobyć podpis na karteluszku otrzymanym od księdza który miał udzielić ślubu. Bez namysłu, zgodziłem się spełnić za niego tą powinność za 1/2. Żyto kosztowało wtedy 100+3, kaucja za butelkę. Żebym nie był zbyt długo pouczany, nie ustaliłem sobie zbyt grzesznej legendy. Na koniec powiedziałem że mam karteczkę do podpisania. Ku mojemu rozczarowaniu, ksiądz spowiednik nie wyciągnął żadnej świętej pieczęci tylko eleganckie pióro wieczne i nagryzmolił swój podpis. Gdybym to wiedział wcześniej- gryzmolić potrafiłem sam. Połówkę wypiliśmy w trójkę z jeszcze jednym kolegą.I myślę że chociażby dlatego, małżeństwo to jest udane.
Ten drugi kolega nie był ochrzczony, bez nauk kościelnych i trafił na rodzinę dziewczyny, która nalegała na ślub kościelny. Ku mojemu zdziwieniu,znałem przecież jego drogę duchową, otrzymał ślub kościelny. Na weselu pytam go Z., jak to możliwe że dostałeś ślub kościelny. Brat poszedł do księdza,dał mu w łapę, miałem pójść do zakrystii, tam mnie ochrzcił, dał pierwszą komunię, a pół godziny później ślub przed ołtarzem.
To się nazywa tempo. Trzy sakramenty w ciągu godziny. Bez nauk, bez pouczania, ale gotówką. Taka jest prawdziwa wartość sakramentów dla duchownych.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Mam w rodzinie osobę wierzącą i praktykującą, z racji stanowiska zapewne wystarczająco inteligentną.
Jeśli wierzy i praktykuje, a na dodatek "ma stanowisko", to na pewno jest inteligentną osobą.
Poradź mi - mam się śmiać czy płakać?


Too bad all the people who know how to run this country are busy running taxicabs or cutting hair. (George Burns)
19-12-2012 23:17 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli wierzy i praktykuje, a na dodatek "ma stanowisko", to na pewno jest inteligentną osobą.
>Poradź mi - mam się śmiać czy płakać?

Zrób co chcesz. Jeżeli ci się wydaje że świat jest w dwóch barwach, czarno-biały, to może taki jest ten twój intymny, mały świat. Ten za oknem, jest o wiele bardziej skomplikowany i nie wyjaśnisz go banalnymi hasłowymi zdaniami.
19-12-2012 08:30 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)
>Rodzice mają obowiązek wychowywać dzieci. Wychować je na samodzielne, zintegrowane społecznie jednostki.
Rodzice katoliccy maja obowiązek wychować katolicko dzieci na niesamodzielne, zintegrowane z Kościołem posłuszne owieczki.

>Tylko rodzic którego problem wychowania przerasta, ceduje swoje niezawisłe prawo i swój obowiązek wobec dziecka na Kościół.
Nie doceniasz wiary. Nie doceniasz jakim straszliwym upośledzeniem poznawczym i społecznym to jest.

>U.Ranke-Heinemann, prof.teologi katolickiej w swoich wspomnieniach pisała o pierwszej komunii jej dwóch synów. "Na komunię przystałam, ale nie wyraziłam zgody żeby moi chłopcy, w wieku dojrzewania, opowiadali jakiemuś facetowi swoje przeżycia, marzenia i wyobrażenia oraz odpowiadali na jego pytania z tym związane"
Gdzie dwóch katolików tam trzy rodzaje katolicyzmu - ludzie wierzą bardzo wybiórczo w różności do wierzenia podawane. "Normalny" jednak katolik maszeruje do konfesjonału na jedno ze spotkań z Bogiem z należytą ufnością i poczuciem winy, że jego ewentualne opory wynikają li wyłącznie z jego związków z diabłem.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
19-12-2012 23:38 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Nie będę ci odpowiadał szczegółowo na każde pytanie. Są fundamentalni katolicy i widać są fundamentalni ateiści. Zaliczyłbym ciebie do nich, po twojej wypowiedzi.
Czy wy naprawdę sądzicie że katolicyzm jest w każdym zakątku świata taki sam. Sądzicie że ludzie wierzący są pozbawieni zdolności myślenia. Tak samo poszukują prawdy jak wszyscy. Znaleźli inną, mają do tego prawo. Jutro mogą znaleźć inną. To też stanie się w ramach ich prawa do poszukiwań.
Sekularyzacja Europy zachodniej aczkolwiek jest faktem, nie jest potwierdzona statystykami. Według prof. Mynarka, część ludzi odchodzi od Kościoła i wiary, a część odchodzi od Kościoła, tworząc swój własny obraz Boga. Kontakt z tym Bogiem nie wymaga pośrednictwa Kościoła. Jeżeli przysłuchiwaliście się dokładnie wypowiedziom Ratzingera na spotkaniu młodzieży w Hiszpanii, musieliście zauważyć o co apelował papież."Nie odchodźcie od Kościoła", to było hasłem. Nie wołał "Nie odchodźcie od Boga". Krk rozpoznał problem, racjonaliści lub tacy którzy się za takich mają, najwidoczniej nie wszyscy. Pośród młodzieży wybrano dwie osoby które mogły zadać papieżowi pytania. Polskie media sprawę tę przemilczały, w każdym razie nie spotkałem relacji o treści pytań. Młoda dziewczyna z Berlina, pytała Ratzingera " Czy potrzebny nam Kościół, żeby wierzyć w Boga"? Wiara nie jest problemem. Problemem jest wpływ Kościoła na rządy państw.
20-12-2012 08:36 
 Ocena 8 na 8
astrotaurus (12445 punktów)
>Nie będę ci odpowiadał szczegółowo na każde pytanie.
Nie pamiętam bym pytał o coś, ale odpowiadaj jak uważasz za stosowne.

>Są fundamentalni katolicy i widać są fundamentalni ateiści. Zaliczyłbym ciebie do nich, po twojej wypowiedzi.
Zapewne masz jakieś definicje tych pojęć i ja Ci jakoś pasuję do tego drugiego. Nie rozumiem co mówisz, wiec nie mogę się do tego odnieść.

>Czy wy naprawdę sądzicie że katolicyzm jest w każdym zakątku świata taki sam.
W poscie adresowanym do Ciebie napisaliśmy: Gdzie dwóch katolików tam trzy rodzaje katolicyzmu - ludzie wierzą bardzo wybiórczo w różności do wierzenia podawane. Skąd Ci przyszło do głowy, że możemy sądzić to co suponujesz?

>Sądzicie że ludzie wierzący są pozbawieni zdolności myślenia.
Ludzie wierzący mają bardzo ograniczoną czy wręcz zredukowaną do zera zdolność logicznego myślenia w zakresie objętym wiarą

>Tak samo poszukują prawdy jak wszyscy.
Nie w zakresie swej wiary - tam poszukują tylko uzasadnień, usprawiedliwień, racjonalizacji dla prawdy już znanej a priori.

>Znaleźli inną, mają do tego prawo. Jutro mogą znaleźć inną. To też stanie się w ramach ich prawa do poszukiwań.
Mówisz o prawie do wolności religijnej, a to nie jest dziedzina wolnych (a tym bardziej racjonalnych!) poszukiwań.

>Wiara nie jest problemem. Problemem jest wpływ Kościoła na rządy państw.
Maceox ma problem z wiarą partnerki, a nie z panoszeniem się Episkopatu i jego problem nie byłby inny gdyby kler działał niszowo. Jest wiele religii bez takiego wpływu na rządy jak w przypadku KK, ale ich wyznawcy mają tak samo przetrzepane mózgi wiarą.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
20-12-2012 09:43 
 Ocena 10 na 10
Artur@R (7115 punktów)
>Wiara nie jest problemem. Problemem jest wpływ Kościoła na rządy państw.<
Bzdura.
To właśnie wiara (wszelakiej maści) jest problemem i to sporym (jeśli nie najważniejszym), fideizm jest problemem.
Je (wiara, fideizm) tu właśnie poddajemy krytyce i ocenie poprzez rozum, sceptycyzmu, logikę, argumenty, dowody
W opozycji do niej definiujemy siebie jako racjonaliści i sceptycy.
Nie idee, czy ideologie są same w sobie złe lecz właśnie bezkrytyczna wiara w nie. Ona wcześniej czy później sprawia, że człowiek staje się niewolnikiem, ślepym i podłym.
A zinstytucjonalizowana wiara w idee (kościoły, religie, totalitaryzmy) potęguje siłę destrukcji i niewolnictwa, zła.
Nie ma siły "wpływu Kościoła na rządy państw" bez wiary.
Bo żeby mieć "wpływ i siłe" trzeba mieć owieczki i barany.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Irracja (4721 punktów)
>A zinstytucjonalizowana wiara w idee (kościoły, religie, totalitaryzmy) potęguje siłę destrukcji i niewolnictwa, zła.
> Nie ma siły "wpływu Kościoła na rządy państw" bez wiary.
>Bo żeby mieć "wpływ i siłe" trzeba mieć owieczki i barany.

... i tutaj, nie końca można się zgodzić. Wystarczy zwrócić uwagę na "Deizm" (wiara w istnienie "Boga"), czy też "Apateizm"...


... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
20-12-2012 13:34 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52273 punktów)
.
>Są fundamentalni katolicy i widać są fundamentalni ateiści.
Są!

>Czy wy naprawdę sądzicie że katolicyzm jest w każdym zakątku świata taki sam.
Jeszcze nie spotkałem w Polsce dwóch katolików wierzących tak samo, a co dopiero w świecie. Odwrotnie uważam, iż każdy ma taką religię na jaką go intelektualnie stać.

>Sądzicie że ludzie wierzący są pozbawieni zdolności myślenia.
Odpowiedź na to pytanie jest niemożliwą. Myślą i debil i geniusz. Osobiście uważam, iż zwierzęta też myślą. Natomiast uważam, iż fideiści w różnym stopniu - w zależności od stopnia fideizmu - są pozbawieni możliwości racjonalnego myślenia.

>Tak samo poszukują prawdy jak wszyscy. Znaleźli inną, mają do tego prawo.
Czy nie zauważył Pan, iż tu to sam sobie przeczy. Jeżeli człowiek już coś znalazł, to chroni stanu posiadania, a nie poszukuje czegoś innego. Człowiek wierzący jest depozytariuszem niepodważalnej Prawdy.
Zaś racjonalny sceptyk poszukuje różnych prawd przez całe życie. Jestem dosyć starym człowiekiem i jeszcze żadnej Prawdy nie znalazłem, choć różne zjawiska dziejące się w obiektywnie istniejącej rzeczywistości uważam za mniej lub bardziej prawdziwe.

>Jutro mogą znaleźć inną.
Raczej trudno cokolwiek znaleźć bez poszukiwań, a jeżeli zaczyna się szukać, to najpierw potrzebne jest zwątpienie w prawdziwość posiadanej prawdy.

>To też stanie się w ramach ich prawa do poszukiwań.
Czy poza religiami/ideologiami ktoś ludziom takie prawo odbiera. Moim zdaniem, poszukiwania są też jedną z miar naszego człowieczeństwa. Tyle tylko, iż praktyka uczy, że wierzący bardzo, bardzo rzadko nowych prawd szukają.

>Sekularyzacja Europy zachodniej aczkolwiek jest faktem, nie jest potwierdzona statystykami.
I tak i nie! Sporo statystyki jednak potwierdzają. Polecam lekturę tych referatów: www.waweur(*)s/dokumenty/dyskusja170309.pdf

>Według prof. Mynarka, część ludzi odchodzi od Kościoła i wiary, a część odchodzi od Kościoła, tworząc swój własny obraz Boga.
Prof. Mynarek nie jest socjologiem i jego refleksje są też na socjologicznych źródłach - opracowanych przez innych uczonych - oparte. Dlatego zalinkowane wyżej referaty są - właśnie w tych refleksjach dotyczących współczesnej wiary Europejczyków - bardzo ciekawe.
Polecam! Jest trochę inaczej niż nam się wydaje.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
19-12-2012 16:56 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
> Obowiązek spowiedzi usznej zaliczam do niewymiernych zbrodni Kościoła. Spowiedź uczy tylko ślepego posłuszeństwa, wpaja przekonanie o nadludzkich możliwościach spowiednika, jest jednym z narzędzi prania mózgu. U.Ranke-Heinemann, prof.teologi katolickiej w swoich wspomnieniach pisała o pierwszej komunii jej dwóch synów. "Na komunię przystałam, ale nie wyraziłam zgody żeby moi chłopcy, w wieku dojrzewania, opowiadali jakiemuś facetowi swoje przeżycia, marzenia i wyobrażenia oraz odpowiadali na jego pytania z tym związane" Odpowiedzialny rodzic nigdy nie wyrazi zgody na spowiedź swojego dziecka, niezależnie czy jest wierzącym czy nie.

... zwłaszcza, że szczegółowość niektórych spowiedzi może rodzić pytanie o "perwersyjność" jednej ze stron spowiedzi...


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Kompletnie nie rozumiem podstaw twojego związku. Co może łączyć ludzi, których dzielą zasadnicze kwestie? Gdy sobie pomyślę o związku niewierzącego z fanatyczną religiantką, to wychodzi mi tylko zajebist.y seks, no ale jaka z niej wtedy religiantka?
Jak twoja żona godzi swój religijny fanatyzm katolicki z byciem żoną niewierzącego?
Ona musi udawać swój katolicyzm, albo cała ta historia jest zmyślona, nie ma innego wyjścia.



Too bad all the people who know how to run this country are busy running taxicabs or cutting hair. (George Burns)
19-12-2012 10:39 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>Kompletnie nie rozumiem podstaw twojego związku.
Nie dziwię się, ale pozwól, że nie będę tego wyjaśniał w szczegółach. Zawsze już kobiety interesowały mnie bardziej od religii.

>Co może łączyć ludzi,
może... miłość?

>których dzielą zasadnicze kwestie?
Odkąd pamiętam nudziły mnie nauki kościelne, jednak przez długi czas byłem pod wpływem szkoły Junga i wynikającej z niej synkretycznej akceptacji różnych wierzeń i religii. Tak więc przez długi czas nic tu szczególnie nie dzieliło.

Dopiero od niedawna określam siebie wprost jako niewierzącego, a już od bardzo, bardzo niedawna dociera do mnie rozmiar chrześcijańskiej (a w szczególności katolickiej) obłudy.

>Gdy sobie pomyślę o związku niewierzącego z fanatyczną religiantką, to wychodzi mi tylko zajebist.y seks, no ale jaka z niej wtedy religiantka?
A kto mówił o "fanatycznej"? Pomijając kwestię grzecznościowe: spójrz na swoje zdanie tylko z logicznego punktu widzenia. Czytasz czasem co piszesz?

>Jak twoja żona godzi swój religijny fanatyzm katolicki z byciem żoną niewierzącego?
Ona mnie szanuje. Tyle.

>Ona musi udawać swój katolicyzm, albo cała ta historia jest zmyślona, nie ma innego wyjścia.
G.... wiesz o jej katolicyźmie i o naszym związku. Po co miałbym zmyślać tą historię? Nie otwierałem tego wątku, by czytać takie komentarze, ale też nie otwierałem go tylko dla siebie.
Pan Andrzej czasem wkleja taki cytat z Izdebskiego o światopoglądzie - "Spójna niespójność". Najwyraźniej zbyt rzadko to robi.
Poza tym nie wziąłeś pod uwagę trzeciej możliwości, którą dość wyraźnie wytłumaczyłem w tym poście.
19-12-2012 13:51 
 Ocena-1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Czytasz czasem co piszesz?
>G.... wiesz o jej katolicyźmie i o naszym związku.
Ojojoj, jak się obruszył, ojojoj.
Nie podoba ci się w jaki sposób można rozumieć twoje wypowiedzi, to sobie je daruj i będziesz miał święty spokój.

PS Nie widziały gały co brały?


Too bad all the people who know how to run this country are busy running taxicabs or cutting hair. (George Burns)
19-12-2012 14:07 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>PS Nie widziały gały co brały?
A Ty co? Jehowa jakiś? Karać chcesz po wsze czasy bez apelacji i prawa łaski?
Świat jest bogaty i różne rzeczy na nim się dzieją. Czasami, jak mawiali starożytni, oczy pi... pardon... waginą (czy przeciwnie) zajdą i nie bardzo widać co się bierze, nie całkiem wszystkie konsekwencje się ogarnia.
Stan jest dzisiejszy jaki jest i jest on kłopotliwy, a w dodatku dość powszechny. Borykanie się z cudzą religijnością jest udziałem wielu.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
19-12-2012 14:29 
 Ocena 1 na 3
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>A Ty co? Jehowa jakiś? Karać chcesz po wsze czasy bez apelacji i prawa łaski?
Sorry, ale jak się ktoś żeni z niewidomą, to niech nie narzeka, że do kina nie chodzą.

>Czasami, jak mawiali starożytni, oczy pi... pardon... waginą (czy przeciwnie) zajdą i nie bardzo widać co się bierze, nie całkiem wszystkie konsekwencje się ogarnia.
No fakt, gdy się myśli wackiem, to takie rzeczy się zdarzają.


Too bad all the people who know how to run this country are busy running taxicabs or cutting hair. (George Burns)
19-12-2012 14:41 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Sorry, ale jak się ktoś żeni z niewidomą, to niech nie narzeka, że do kina nie chodzą.
A przez Ciebie znowu ten rygor kary dożywocia przemawia. Się ożenił to ożenił, czasu nie zawróci, ale to nie powód by czasem nie pójść do kina i by niewidoma choć czegoś z filmu nie wyniosła, nawet jeśli wszystkiego nie jest w stanie.

>No fakt, gdy się myśli wackiem, to takie rzeczy się zdarzają.
Już tak Bozia świat urządziła, że rozum wacka i waci z początku pierwsze skrzypce gra i stanowi niezły napęd, na którym ludzie potrafią podocierać wiele zgrzytających niedopasowań.

Jestem za szeroko pojętą edukacją społeczną (także seksualną) od przedszkola, ale pospolitość skrzeczy i byłoby zapewne różnie nawet przy powszechności takiej edukacji.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
19-12-2012 15:55 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>to nie powód by czasem nie pójść do kina i by niewidoma choć czegoś z filmu nie wyniosła
Do absurdów nie będę się odnosił.


Too bad all the people who know how to run this country are busy running taxicabs or cutting hair. (George Burns)
19-12-2012 23:10 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Do absurdów nie będę się odnosił.
Ani w przypadku rzeczywistego problemu z wypowiedzi maceoxa, ani w przypadku Twojego niemądrego porównania nie ma absurdu. Czego nie rozumiesz? Co Ci się wydaje absurdalne?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
20-12-2012 00:20 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Ani w przypadku rzeczywistego problemu z wypowiedzi maceoxa, ani w przypadku Twojego niemądrego porównania nie ma absurdu. Czego nie rozumiesz? Co Ci się wydaje absurdalne?
Ty znasz tego Kulkę na mole? On tak zawsze daje czadu?
19-12-2012 15:28 
 Ocena 5 na 5
maceox (6766 punktów)
>>Czytasz czasem co piszesz?
>>G.... wiesz o jej katolicyźmie i o naszym związku.
>Ojojoj, jak się obruszył, ojojoj.
Może przeczytaj jeszcze najpierw swój post, a potem moją odpowiedź. Wydaje mi się, że starałem się zachować maksimum meritum przy minimum obruszenia i naprawdę powinno to było usunąć Twoje wątpliwości.

>Nie podoba ci się w jaki sposób można rozumieć twoje wypowiedzi,
Czy moje wypowiedzi można rozumieć tak:
Cytat:
Kompletnie nie rozumiem podstaw twojego związku.
,

tak:
Cytat:
Ona musi udawać swój katolicyzm, albo cała ta historia jest zmyślona, nie ma innego wyjścia.


i tak:
Cytat:
Co może łączyć ludzi, których dzielą zasadnicze kwestie? Gdy sobie pomyślę o związku niewierzącego z fanatyczną religiantką, to wychodzi mi tylko zajebist.y seks, no ale jaka z niej wtedy religiantka?

???

Co do tego ostatneigo cytatu, to wyraźnie już odpowiedziałem, że omijam temat grzeczności i żebyś spojrzał na logikę: z A wynika B, a z B ma wynikać zaprzeczenie A ? Ale Ty uważasz, że jestem obruszony? Jeśli już to na Twoją logikę, ale również na Twoje rozumienie ludzkich sytuacji i losów.
Natomiast zupełnie się nie obrażam za zajebisty seks, bo sądzę, że to bardzo istotna sfera życia, ale nie zamierzam się nią dzielić na forum.

>to sobie je daruj i będziesz miał święty spokój.
Na szczęście większość osób, która wypowiedziała się w tym wątku nie tylko mnie zrozumiała, ale również wskazała na podobne doświadczenia - zarówno swoje, jak i innych, a ponadto wskazała bardzo ciekawe porady.

Ale Ty masz dla mnie tylko:
Cytat:
Nie widziały gały co brały?


Już tylko poprzez szacunek dla Twojego dorobku na forum (choć teraz zastanawiam się skąd on się bierze), a także z tego względu, że lubię wracać do meritum (choć Ty musisz zadecydować, czy ma to sens):

A może moje gały były wtedy jakoś tam w Boga wierzące i katolicyzm jako normalne zjawisko akceptujące?

Jeśli jednak dalej "kompletnie nie rozumiesz podstaw mojego związku", to ja sądzę, że będzie lepiej, jak sam się zastosujesz w tym wątku do tego, co sam tak ująłeś:
to sobie daruj i będziesz miał święty spokój
19-12-2012 10:51 
 Ocena 4 na 6
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>[color=#330000]Kompletnie nie rozumiem podstaw twojego związku. Co może łączyć ludzi, których dzielą zasadnicze kwestie? Gdy sobie pomyślę o związku niewierzącego z fanatyczną religiantką, to wychodzi mi tylko zajebist.y seks, no ale jaka z niej wtedy religiantka?

Seks (małżeński) też jest Darem Bożym. To antykoncepcja jest zakazana, nie seks.

>Jak twoja żona godzi swój religijny fanatyzm katolicki z byciem żoną niewierzącego?

Życie z niewierzącym to jak niesienie Krzyża razem z Chrystusem - który oddał życie również za zbawienie pogan. Bóg doświadcza w ten sposób człowieka, by zahartować jego wiarę.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Znam jedno małżeństwo, ale na odwrót: ona jest ateistką, on przekonanym katolikiem. Na szczęście nie wojującym.
Pytasz jak obydwoje to godzą. Ano godzą.
Wtedy, gdy ich znałem bliżej cały czas wokół niej pracował - a trzeba przyznać że stąpał na paluszkach i był wielkim dyplomatą. Przy okazji zapytam przyjaciół jak sytuacja wyglada obecnie, sam jestem ciekaw.
A co ich łączyło? Miłość, widać było to b. wyraźnie.
Mam nadzieję że wiesz co to takiego
pozdrowienia

---
19-12-2012 23:45 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
> fanatyczną religiantką, to wychodzi mi tylko zajebist.y seks, no ale jaka z niej wtedy religiantka?
>>Jak twoja żona godzi swój religijny fanatyzm katolicki z byciem żoną niewierzącego?<

Gdzie ty to wyczytałeś że jego żona jest fanatyczką?
Fanatyk to ktoś kto wyczytuje to co nawet nie zostało napisane.
Luxuria (526 punktów)
Strasznie trudno jest mi wyobrazić sobie, jak takie związki funkcjonują. Nie wyobrażam już sobie bycia z osobą faktycznie wierzącą. Mój obecny partner jest niewierzący więc ten problem mnie ominie.

Ale myślę sobie, że przecież prędzej czy później dziecko musi zacząć się zastanawiać, dlaczego tata nie chodzi do kościoła, nie modli się i nie chodzi do spowiedzi. Nie ma bata, musi się pojawić jakiś rozdźwięk między tym, czego uczy matka i tym, że najwyraźniej tata nie podziela tych poglądów, a tym samym muszą się pojawić pytania... ? A nawet zanim to nastąpi, możemy przynajmniej zapewnić dziecko, że jeżeli nie chce, NIE MUSI przystępować ani do komunii ani do spowiedzi? Gdybym ja usłyszała to od któregokolwiek z rodziców być może sprawy miałyby się zupełnie inaczej, ale nikt tego nie powiedział. W ogóle nie wiedziałam, że jest taka opcja.
19-12-2012 10:43 
 Ocena 4 na 4
Ania. (14138 punktów)
>Strasznie trudno jest mi wyobrazić sobie, jak takie związki funkcjonują. Nie wyobrażam już sobie bycia z osobą faktycznie wierzącą. Mój obecny partner jest niewierzący więc ten problem mnie ominie.
Ja również, ale może wynikać to z prostego faktu - nasze poglądy ewoluują i kiedy braliśmy ślub nie pytaliśmy się siebie o poglądy religijne. Ale już wtedy żadne z nas nie było naprawdę wierzące, nigdy np. nie spowiadaliśmy się z naszych relacji intymnych.

Pochwalę się - zapytałam kiedyś mojego męża, co zrobiłby gdybym tak latała do kościółka co dziennie, odpowiedział, że spakowałby się i ratował ucieczką. Uśmiałam się trochę.
19-12-2012 17:53 
 Ocena 3 na 3
Luxuria (526 punktów)
>Pochwalę się - zapytałam kiedyś mojego męża, co zrobiłby gdybym tak latała do kościółka co dziennie, odpowiedział, że spakowałby się i ratował ucieczką. Uśmiałam się trochę.

Lol, ja z kolei w momencie głębszych przemyśleń oświadczyłam coś w stylu "o rany, dobrze, że nie jesteś religijny, nie wytrzymałabym". A co on myśli o tym też wiem, bo jego poprzednia dziewczyna była bardzo aktywną katoliczką i wiem, że łatwego życia nie miał.

I tak, na pewno jest tak, że poglądu ewoluują (i się czasami rozjeżdżają). Gdybym bardzo młodo wyszła za mąż to kto wie, w jakiej byłabym teraz sytuacji.
martok (1115 punktów)
> jak przedstawiać w domu swój światopogląd, żeby nie
>prowadziło to do radykalizacji postawy lepszej połowy i przede wszystkim nie wpływało negatywnie na dzieci?

>Zapraszam do dyskusji.

   Różnice postaw i światopoglądów pojawiają się w związkach zawsze, także w związkach dwojga niewierzących czy dwojga katolików. Czy doprowadzą one do konfliktu, to mniej zależy od samych tych różnic, a bardziej od kultury i dobrej woli partnerów. Nie zamierzam się pchać z radami. Opiszę po prostu własne doświadczenia na tym polu.

   Moja żona jest katoliczką; jesteśmy w bardzo harmonijnym związku od czterdziestu pięciu lat. Oczywiście znamy wzajemnie swoje poglądy, i to wyjątkowo dobrze, lecz ani ja nigdy nie próbowałem żony nawracać, ani ona mnie. Jeśli różnice światopoglądowe w ogóle się ujawniają, to raczej w lekkiej, półżartobliwej formie. Twierdzę na przykład, że jeśli by się okazało, że Bóg jednak istnieje, to ja się w sprawie raju z nim na pewno dogadam, po prostu dlatego, że w życiu nie popełniałem jakichś wielkich świństw, czego wielu katolików o sobie nie może powiedzieć. Dodam, że moja żona, choć katoliczka, jest normalnym biologiem, akceptującym wszystkie współczesne dokonania tej dyscypliny.

   Ślub brałem kościelny (twarde żądanie zarówno rodziny żony, jak i mojej matki), lecz jako niewierzący. Aby taki ślub był możliwy musiałem podpisać zobowiązanie, że nie będę utrudniał katolickiego wychowania ewentualnych dzieci i tego zobowiązania się trzymałem. Mój syn chodził na religię, otrzymał pierwszą komunię itd, jednym słowem był wierzący - do mniej więcej czternastego roku życia, kiedy to wiarę utracił, co żona przyjęła bez entuzjazmu, ale też bez większej rozpaczy.

   W naszym domu, w livingroomie na parterze, przez kilkadziesiąt lat na jednej ze ścian znajdował się niewielki krzyż. W niczym mi on nie przeszkadzał. Jednak dwa lata temu ten krzyżyk odpadł i widzę, że żona nie śpieszy się, aby go znowu przykleić. A nie przykleja go nie dlatego, że utraciła wiarę, tylko zwyczajnie - z lenistwa.

Pozdrawiam - M
*
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> wielu z Was musiało sobie przez pewien czas jakoś z
> konfesjonałem poradzić.

Dokładnie. I żyjemy

> Najbardziej mnie jednak denerwuje to zinstytucjanolizowanie
> wiążące się z jedynie słuszną Prawdą, a konfesjonał jest tu
> dla mnie zwieńczeniem totalnej inwigilacji.

Ja do tego aż tak nie podchodzę, że to jedyna słuszna prawda. Czym się tu denerwować?
Rozumiem że dla osób wierzących, z którymi każdy z nas ma wokół do czynienia jest to po prostu wyrocznia.
Ja jednak to nie ona/on. Chyba trzeba to umieć rozdzielić..

> I ogólnie: jak przedstawiać w domu swój światopogląd
> i ocenę tych praktyk, żeby jednocześnie nie prowadziło
> do do radykalizacji postawy lepszej połowy i przede
> wszystkim nie wpływało negatywnie na dzieci?

Choć sam nie mam takich doswiadczeń, myślę że to łatwe nie będzie. Ale trudne bardzo też chyba nie.
Wyczuj moment, określ się. To jest lepsze, również dla dzieci jesli poznają postawę ojca, niż tej postawy ukrywwanie.

Na radykalizację postawy lepszej połowy wpływ masz bardzo mały.
Jedynie co możemy zrobić, to powiedzieć wszystko bez negatywnych emocji, spokojnie i tereściwie + nie reagować na mogące się pojawić zaczepki (wszak lepszej połowie trochę ten dotychczasowy świat się zawali, trzeba to też zrozumieć)

Nie spodziewam sie, aby to jakoś bardzo zmiotło Waszę równowagę, ale to już Ty wiesz lepiej jaka ona mocna i co ją może naruszyć, a co nie.
trzymam kciuki i pozdrowienia łączę
19-12-2012 11:37
 Ocena 16 na 16
doppelganger (3218 punktów)
W ramach rozluźnienie atmosfery pokaż żonie ten poniższy żarcik sceniczny.
Chociaż odnoszę wrażenie, że może nie być zachwycona




"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej." - A. Einstein
17latek (578 punktów)
Niech pan rozmawia z dziećmi ,i przede wszystkim niech pan im czyta Biblie ^^ to powinno wystarczyć .Dzieci szybko się uczą mów do nich spokojnie ,acz zdecydowanie ,i ważne by mówić ciekawie .
20-12-2012 00:51 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Niech pan rozmawia z dziećmi ,i przede wszystkim niech pan im czyta Biblie ^^ to powinno wystarczyć .Dzieci szybko się uczą mów do nich spokojnie ,acz zdecydowanie ,i ważne by mówić ciekawie .
Jeśli tylko Cię dobrze zrozumiałem, to muszę powiedzieć, że stosunek mądrości do ilości słów w Twoim poście jest bardzo wysoki.
Na wszelki wypadek: mógłbyś uzasadnić? Dlaczego Biblię mam czytać i do czego to powinno wystarczyć?
pozdrawiam
20-12-2012 16:29 
 Ocena 3 na 5
17latek (578 punktów)
Ależ proszę cię bardzo z miłą chęcią ci wyjaśnię dlaczego należy czytać dzieciom Biblie. Otóż w Biblii jest wiele pięknych fragmentów uznanych za przebłysk ówczesnych literatów ,ale i wiele opowieści rodem z Kinga ,Mastertona ,czy innego zboczeńca ,zwyrodnialca przykłady tego typu informacji podanych przeze mnie to

2 Mch 12, 16

" 16 Z woli Bożej opanowali miasto i urządzili nieopisaną rzeź do tego stopnia, że leżące obok jezioro, szerokie na dwa stadia, wydawało się pełne krwi, która tam spłynęła. "

Rdz 38, 7

" 7 Ponieważ Er, pierworodny syn Judy, był w oczach Pana zły, Pan zesłał na niego śmierć. "

Wj 21, 22

" 22 Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to winny zostanie ukarany grzywną, jaką na nich nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych. "

Jr 25, 27-28

" 27 Powiesz im: To mówi Pan Zastępów, Bóg Izraela: Pijcie i upijajcie się; wymiotujcie i padajcie, nie mogąc powstać wobec miecza, który poślę między was. 28 Jeżeli zaś się zdarzy, że nie będą chcieli wziąć kubka z twej ręki, by pić, powiesz im: To mówi Pan Zastępów: Musicie wypić! "

Hbr 12, 6

" 6 Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. "

J 12, 25

" 25 Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. "

Pwt 22, 5

" 5 Kobieta nie będzie nosiła ubioru mężczyzny ani mężczyzna ubioru kobiety; gdyż każdy, kto tak postępuje, obrzydły jest dla Pana, Boga swego. "

Lb 14, 18

" 18 Pan cierpliwy, bogaty w życzliwość, przebacza niegodziwość i grzech, lecz nie pozostawia go bez ukarania, tylko karze grzechy ojców na synach do trzeciego, a nawet czwartego pokolenia.

Flp 3, 2

" 2 Strzeżcie się psów, strzeżcie się złych pracowników, strzeżcie się okaleczeńców! "

Łk 14, 26

" 26 Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. "

Rdz 8, 20-21

" 20 Noe zbudował ołtarz dla Pana i wziąwszy ze wszystkich zwierząt czystych i z ptaków czystych złożył je w ofierze całopalnej na tym ołtarzu. 21 Gdy Pan poczuł miłą woń, rzekł do siebie: Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości. Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem. "

Mt 19, 29

" 29 I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy. "

Mt 15, 4-8

" 4 Bóg przecież powiedział: Czcij ojca i matkę oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie. 5 Wy zaś mówicie: Kto by oświadczył ojcu lub matce: Darem [złożonym w ofierze] jest to, co dla ciebie miało być wsparciem ode mnie, 6 ten nie potrzebuje czcić swego ojca ni matki. I tak ze względu na waszą tradycję znieśliście przykazanie Boże. 7 Obłudnicy, dobrze powiedział o was prorok Izajasz: 8 Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. "

Mt 5, 17-18

" 17 Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. 18 Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. "

Mt 19, 24

" 24 Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. "

Mt 10, 34-36

" 34 Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. 35 Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; 36 i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. "


Rdz 11, 3-8

" 3 I mówili jeden do drugiego: Chodźcie, wyrabiajmy cegłę i wypalmy ją w ogniu. A gdy już mieli cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, 4 rzekli: Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi. 5 A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, 6 i rzekł: Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. 7 Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego! 8 W ten sposób Pan rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi, i tak nie dokończyli budowy tego miasta. "

Wj 35, 2-3

" 2 Sześć dni będziesz wykonywał pracę, ale dzień siódmy będzie dla was świętym szabatem odpoczynku dla Pana; ktokolwiek zaś pracowałby w tym dniu, ma być ukarany śmiercią. 3 Nie będziecie rozpalać ognia w dniu szabatu w waszych mieszkaniach. "

Pwt 21, 18-21

" 18 Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny, 19 ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, 20 i powiedzą starszym miasta: Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny, nie słucha naszego upomnienia, oddaje się rozpuście i pijaństwu. 21 Wtedy mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze. Usuniesz zło spośród siebie, a cały Izrael, słysząc o tym, ulęknie się. "

Mt 6,1-6.16-18
5 Kiedy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Bo [oni] lubią się modlić, stając w synagogach i na rogach ulic, aby się ludziom pokazać. Tak, mówię wam: oni [już] odbierają swoją zapłatę.

Prócz tego jak pana partnerka zacznie uczyć dzieci dekalogu proszę wspomnieć o pewnym opuszczeniu 2 przykazania
20-12-2012 16:30 
 Ocena 3 na 3
17latek (578 punktów)

1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
2. Nie będziesz czynił żadnych obrazów czegokolwiek w niebie, na ziemi czy w morzu ani nie będziesz ich czcił ani pracował dla nich.
3. Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno.
4. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
5. Czcij ojca i matkę swoją.
6. Nie zabijaj.
7. Nie cudzołóż.
8. Nie kradnij.
9. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.
10. Nie pożądaj żony bliźniego swego ani żadnej rzeczy, która jego jest.

musiałem tutaj bo mi się nie mieściło
20-12-2012 16:33 
 0 na 2
17latek (578 punktów)
a Prócz tego jak masz ochotę pognębić czasem partnerkę popularnie nazywa się to "trollowaniem" To powiedz jej coś takiego Jeśli nic nie powstaje z niczego i wszystko ma swój początek to twojego Boga stworzyło co.? Większy Bóg .? A większego Boga co stworzyło.? jeszcze większy Bóg.? .

a poza tym pozdrowienia dla małżonki ,życzę wytrwałości
21-12-2012 09:22 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>Jeśli nic nie powstaje z niczego i wszystko ma swój początek to twojego Boga stworzyło co.? Większy Bóg .? A większego Boga co stworzyło.? jeszcze większy Bóg.? .
To nie przejdzie. Katolicy mają na to odpowiedź: Bóg nie podlega prawom stworzenia, on istniał zawsze.
21-12-2012 22:03 
 Ocena 1 na 1
17latek (578 punktów)
Wredni katolicy psują całą zabawę
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Prosiłbym o Wasze sugestie i doświadczenia w kwestii wychowywania dzieci, gdy partner jest wierzący, zwłaszcza >gdy jest praktykjującym katolikiem i chce tę wiarę przekazać dzieciom.

To zależy od determinacji własnej i partnera/ki. Bo jak trafisz, jak Ojciec Lesiotr, to sytuacja jest skomplikowana i bardzo trudna. Jeżeli jednak nie czujesz szaleństwa z drugiej strony, to możesz to rozegrać "na zimno". Czyli właśnie podsuwając to czy tamto, rozmawiając tak, a nie inaczej. Ale tylko wtedy, jeżeli wiesz, że partnerka nie będzie Ci miała za złe w razie czego. Jeżeli nie będzie to rzutowało na wasze relacje. Jeżeli wiesz, że ewentualne przejście dziecka na "Twoją stronę" łyknie spokojnie albo w miarę spokojnie. Wtedy możesz spokojnie iść w tą stronę, nikt i nic nie ucierpi. No chyba, że godzisz się z pewnymi, prawdopodobnymi stratami, to też można.

Jeżeli nie jesteś pewien, a druga połowa jakoś tam otwarta, to możesz spróbować się dogadać i współdziałać z żoną. By wspólnie opowiadać o różnych opcjach, o różnicach, nie walcząc ze sobą, ale dając dziecku jak najszersze horyzonty, bo to tylko dla niego dobrze. Wspomagać się w tym, Ty nie zwalczając jej poglądów (bo nie z takim bagażem Cię brała, choć mądrę przygotowanie do wspólnego życia powinno zawsze widzieć możliwość takiej czy innej zmiany i budzić chęć zrozumienia, poukładania się, a nie protestu, żalu, pretensji i walki - oczywiście nie każdą zmianę można przyjąć), ona szanując Twoją przestrzeń i wolność światopoglądową. Mówić dziecku wprost, co Wam w drugiej opcji światopoglądowej nie odpowiada, a co czerpiecie ze swojej, ale zawsze bez zwalczania. Jednak jak żona chce, żeby dziecko chodziło do kościoła, niech chodzi, nic mu nie będzie, kiedy będzie miało spokojny dostęp do szerokiej wiedzy. Z szacunku dla żony, przestrzegaj stanu "wejściowego" w waszym związku. Inaczej może się czuć co nieco oszukana. Możecie najpierw poopowiadać wszystko sobie we dwoje, żeby jeszcze lepiej się zrozumieć w tych kwestiach i jeszcze lepiej współpracować. Sami się siebie będziecie uczyć, to was tylko umocni i może być całkiem interesującą sprawą. Nie będzie to pasjonowanie się światopoglądem drugiego, ale harmonijną budową własnych relacji i to w cokolwiek złożonej sytuacji. To zawsze jest dobre. I nawet jak dziecko pozostanie katolikiem, to raczej nie będzie katooszołomem. Będzie raczej tylko "katolikiem z horyzontami", a nie popapranym fundamentalistą. A to najważniejsze. Wcale nie musi być tak, że trzeba koniecznie grać o wszystko. Nad brakiem poczucia winy podczas spowiedzi, też popracujcie razem. I dobierzcie jakiegoś delikatnego spowiednika.
20-12-2012 00:57 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
Dzięki Darksidzie,
Ty masz taki rzadko spotykany dar, że u Ciebie ilość słów idzie w jakość.
Ale tak naprawdę fajnie.
Pozdrawiam
20-12-2012 09:00 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Dzięki, jednak jak mam doradzać w takich sprawach, to mnie normalnie brzuch boli. Stresuje mnie to. Doradzanie takie, zwłaszcza na odległość i jednak w niewiedzy o konkretnej relacji, to odpowiedzialność na własnych barkach. Ale Ty, z Twoim podejściem, to wiem, że dasz radę, no i żona chyba "nie odleciana".

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365