 |
Koncepcja kształcenia ustawicznego Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 13-08-2008 16:44 | Beatus (2528 punktów) | Koncepcja kształcenia ustawicznego | Czy znana jest wam ta koncepcja unijna? UE w ramach pomysłu tworzenia społeczeństwa opartego na wiedzy (jedno z założeń strategii Lizbońskiej) wypracowała koncepcję podejścia do problematyki kształcenia ustawicznego. W koncepcji tej obywatele już od wczesnego dzieciństwa mają być przygotowywani i ukierunkowywani na to, że aż do późnego wieku emerytalnego będą bezustannie podnosić swoje kompetencje w kontekście indywidualnym, obywatelskim, społecznym i zawodowym. Ważne jest też środowisko zawodowe i przekonanie firm, że nakłady na szkolenia są opłacalne. Przesłankami do takiego podejścia są: - wizja starzejącego się społeczeństwa, które nie może pozwolić sobie na niewykorzystywanie siły roboczej w postaci osób starszych - tempo zmian wymuszające dokształcanie jak i przekwalifikowywanie się
UE domniemuje, że zwiększenie inwestycji w kapitał ludzki może okazać się efektywniejsze niż modernizacja technik produkcyjnych. Co o tym sądzicie? A może są tu przedsiębiorcy? Lepiej kupić lepsze, szybsze i wydajniejsze xero, czy wysłać handlowca na kurs asertywności?
Dane z 2003 – w Polsce osoba pracująca średnio poświęcała na uczenie się 2h rocznie, w tzw. krajach rozwiniętych UE 50-70h A ile wy poświęciliście czasu przez ostatni rok?
Jak się wam generalnie podoba ten program? I czy widzicie dookoła siebie jakieś zmiany świadczące o tym, że w Polsce rzeczywiście jest realizowany? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | @ffe? (3233 punktów) | Program mi się podoba i realizuję go całą parą, aczkolwiek nieco inaczej niż by tego chciała UE, bo nakłady ponoszę wyłącznie ja, i nie wiem, czy moja edukacja znalazłaby jakieś konkretne zastosowanie w pracy zarobkowej. Ale nadaje sens mojemu życiu i opóźnia pierniczenie. To mi wystarczy. Polecam.
A sueno de la razon produce automatica secretaria
|
|
 | | J.Szulc (5723 punktów) |
Dokładnie tak  Powszechnie wiadomo, że im dłużej "zmuszamy" umysł do wysiłku intelektualnego, tym dla nas lepiej. Jak napisałaś - "opóźniamy pierniczenie"  Czasem myślę, że przydałoby się to bardzo naszym ekipom rządzącym, prawda? Pobudziliby swoje szare komórki do jako takiej pracy... ech... Jeśli chodzi o program unijny, to przy (faktycznie) starzejącym się społeczeństwie, jest to jakieś wyjście. Po co nam zalanie świeżym narybkiem ze wschodu... Wtedy Europa nie będzie już Europą. Pozdrawiam.
|
|
|  | 1 na 1 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Czasem myślę, że przydałoby się to bardzo naszym ekipom rządzącym, prawda?
Nie sądzę. Im wystarczy sama myśl o "stołkach" i władzy...
>Pobudziliby swoje szare komórki do jako takiej pracy... ech...
... ta myśl pobudza ich szare komórki do takiej pracy, o jakiej nam (racjonalistom?) nawet się nie śniło!
Serdecznie pozdrawiam.
PS. A poza tym wiesz, że i tak...
fides ex necessitate esse non debet
|
|
 | 1 na 1 | Beatus (2528 punktów) | >Program mi się podoba i realizuję go całą parą, aczkolwiek nieco inaczej niż by tego chciała UE, bo nakłady ponoszę wyłącznie ja, Unii nie interesuj tak bardzo kto ponosi nakłady, ważna jest aby Europa stała się społeczeństwa wiedzy. Zresztą w przeciwieństwie do USA, gdzie ważna jest specjalizacja. Jednak faktycznie w wytycznych dotyczących sposobów osiągnięcia tego rezultatu jest zachęcanie i uświadamianie firm oraz organizacji, że kształcenie jest korzystne i że warto ponosić na nie nakłady, tak w postaci pieniądza jak i czasu zatrudnianych osób. >i nie wiem, czy moja edukacja znalazłaby jakieś konkretne zastosowanie w pracy zarobkowej. I to jest rzecz wielu nieznana. W Europie mniej więcej do lat 70-80-tych kładziono duży nacisk na edukację czysto zawodową, taką która pozwala nabyć umiejętności techniczne. To się zmieniło. Teraz istotniejszy nawet od umiejętności zawodowych jest proces samorozwoju. Wychodzi się z założenia, że człowiek o szerokiej wiedzy z racji jej różnorodności jest bardziej zaradny, ma szerszą perspektywę, możliwość wybrania i realizacji innych sposobów osiągania celów tak zawodowych jak i życiowych. Ponoć też jedynie uczenie się całkiem innych rzeczy niż te które wiążą się z pracą podnosi nasze IQ do końca życia, zwiększa IE, spowalnia lub nawet eliminuje tzw. wypalenie zawodowe, uodparnia na radykalne zmiany w życiu. Nie pamiętam jaka to firma, jakaś duża korporacja europejska, przyznaje dość znaczy fundusz swoim pracownikom na edukację. Ludzie sami wybierają czego chcą się uczyć i co ciekawe, aprobowane przez zarząd są te pomysły, które mają jak najmniej wspólnego z pracą takiej osoby. Szef tej firmy twierdzi, że celem jest, nie doprowadzenie do tego aby każdy pracownik był doskonałym robotem na swoim stanowisku, celem jest doprowadzenie do sytuacji, gdy ludzie zaczną pytać jak się zarządza taką korporacją. >Ale nadaje sens mojemu życiu i opóźnia pierniczenie. To mi wystarczy. Polecam. Zgadza się, ale co to tego pierniczenia, chodzi właśnie o nabywanie wiedzy i umiejętności innych niż te niezbędne na co dzień. Więc nie doskonalenie tylko zmiana jest właściwą pożywką dla umysłu. Swoją drogą w tę ideę doskonale wpisuje się tutejsze forum. pozdrawiam
|
|
| Zulka (2198 punktów) |
> Dane z 2003 - w Polsce osoba pracująca średnio poświęcała na uczenie się 2h rocznie, w tzw.> krajach rozwiniętych UE 50-70h> A ile wy poświęciliście czasu przez ostatni rok?Zdecydowanie więcej niż w obu tych przypadkach, chociaż zdecydowanie za mało w stosunku do tego, co bym chciała (ale cóż - lenistwo)... Ogólnie jestem za, nawet ostatnio uczę moich Kochanych Emerytów obsługi neciku  pozdrawiam
|
|
 | | Beatus (2528 punktów) | > >Dane z 2003 - w Polsce osoba pracująca średnio poświęcała na uczenie się 2h rocznie, w tzw.> >krajach rozwiniętych UE 50-70h> >A ile wy poświęciliście czasu przez ostatni rok?> Zdecydowanie więcej niż w obu tych przypadkach, chociaż zdecydowanie za mało w stosunku do tego, co bym chciała (ale cóż - lenistwo)...Mnie się też udało przez ostatni rok więcej niż w UE ale to wyjątkowo. Chodziło oczywiście o zorganizowane zewnętrzne systemy kształcenia, a nie czytanie książek lub śmiganie po necie.  > Ogólnie jestem za, nawet ostatnio uczę moich Kochanych Emerytów obsługi neciku A no, miałam taki pomysł swego czasu aby wolontaryjnie pouczyć obsługi komputera bezrobotnych lub osoby starsze. Okazało się, że nie mogę. Takie rzeczy organizowane są w gminach, ale osoba ucząca musi mieć kwalifikacje potwierdzone papierkiem. Już widzę ilu zgłosiło się informatyków z informatycznym wykształceniem. Niestety same umiejętności nie były ważne. Zrezygnowałam więc z tego chlubnego planu. A jak ci idzie ta nauka emerytów? Może masz jakąś poradę jak przełamać lęk przed technologią u opornej mamy? Poczta elektroniczna i skype mi się marzy, ale gdy chciałam jej przywieść komputer to prawie mnie udusiła przez telefon, krzycząc że nie potrzebne jej zbiorowisko kurzu w domu. > pozdrawiamPozdrawiam
|
|
|  | | Zulka (2198 punktów) |
> Chodziło oczywiście o zorganizowane zewnętrzne systemy kształcenia, a nie czytanie książek lub śmiganie po necie.  "Oczywiście" zrozumiałam  > A jak ci idzie ta nauka emerytów? Może masz jakąś poradę jak przełamać lęk przed technologią u opornej mamy? Poczta elektroniczna i skype mi się marzy, ale gdy chciałam jej przywieść komputer to prawie mnie udusiła przez telefon, krzycząc że nie potrzebne jej zbiorowisko kurzu w domu.To, co przychodzi mi do głowy na gorąco: - Pokaż Jej, do czego się przydaje. Przeglądajcie te strony, które mają coś wspólnego z Jej zainteresowaniami... - w ostateczności wejdź z Nią na "naszą klasę"... może znajdzie Znajomych? - no i zostaje motywacja "pozakorzyściowa" hi hi - można Jej zwrócić uwagę ile osób z tego korzysta, najlepiej znanych Wam Obu. WAŻNE! To muszą być osoby podobne do Niej, nie do Ciebie  , Twoje koleżanki odpadają ale Emeryt z przeciwka - super (przyjemne z pożytecznym hi hi)... pozdrawiam
|
|
| |  | | Beatus (2528 punktów) | > To, co przychodzi mi do głowy na gorąco:> - Pokaż Jej, do czego się przydaje. Przeglądajcie te strony, które mają coś wspólnego z Jej zainteresowaniami...Forum o chorobach starczych i śmierci. Tylko, że ja bym chciała aby 58 letnia kobieta, bardzo bliska mojemu sercu, miała nieco inne zainteresowania. > - w ostateczności wejdź z Nią na "naszą klasę"... może znajdzie Znajomych?Przerabiałam. Tak bardzo chętnie zobaczy zdjęcia innych, ale nie ma mowy o ujawnieniu się, ponieważ wymiar 90 60 90 jest już nieaktualny, a ona jakoś nie akceptuje tej zmiany. > - no i zostaje motywacja "pozakorzyściowa" hi hi - można Jej zwrócić uwagę ile osób z tego korzysta, najlepiej znanych Wam Obu. WAŻNE! To muszą być osoby podobne do Niej, nie do Ciebie , Twoje koleżanki odpadają ale Emeryt z przeciwka - super (przyjemne z pożytecznym hi hi)...Przerobione, na przykładzie i z wizualizacją. Nic nie dało. Może to przypadek nieuleczalny? Chyba chodzi nie tylko o niechęć do internetu ale ogólnie lęk przed techniką i brak motywacji do uczenia się nowych rzeczy. Dziękuję jednak za rady. > pozdrawiamPozdrawiam
|
|
| Kowalski (1042 punktów) | Ja tylko dodam, że na podobny problem wskazywał zespół Boniego w jego raporcie o kapitale intelektualnym w Polsce. To zresztą jeden z wielu tematów. Pytanie tylko, kto się tym poważnie zajmuje?
|
|
 | | Beatus (2528 punktów) | > Pytanie tylko, kto się tym poważnie zajmuje?www.parp.gov.pl/www.men.gov.pl/i cała plejada firm szkoleniowych. Wiesz z czym jest największy kłopot? Bardzo trudno przekonać ludzi, że edukacja ma sens. Ludzi dorosłych. Oni uważają, że pieniądze, które wydaje się na dostarczenie im wiedzy są zmarnowane. Uważają, że mądrzej byłoby dać im tę gotówkę do ręki i to najlepiej bez pytania: na co?, dlaczego? i bez konieczności jakiegokolwiek rozliczenia się w przyszłości. Daleko nam jeszcze do społeczeństwa wiedzy, którym mamy ponoć być w przyszłości. Pozdrawiam
|
|
| sztejkat (4743 punktów) | (...) > A ile wy poświęciliście czasu przez ostatni rok?Natura mojej pracy jest taka, że codziennie walczę z własną niewiedzą - robiąc rzeczy których nigdy dotąd nie robiłem co chwila stykam się z czymś, co stanowi dla mnie zagadkę. A niefortunnie zawsze muszę jakoś sobie z nią poradzić  Tak więc patrząc śmiało rzec mogę - minimum dwie godziny na dzień. W życiu nie spodziewałem się, że studiowałem po to by uczyć się dalej przez całe życie. Moim skromnym zdaniem większość szkoleń, o ile nie jest poparta wykorzystaniem wiedzy w praktyce, jest guzik warta.
Tomasz Sztejka
|
|
 | | Beatus (2528 punktów) | >Natura mojej pracy jest taka, że codziennie walczę z własną niewiedzą - robiąc rzeczy których nigdy dotąd nie robiłem co chwila stykam się z czymś, co stanowi dla mnie zagadkę. Nie szukacie pracowników? Idealne dla mnie warunki pracy. >nie spodziewałem się, że studiowałem po to by uczyć się dalej przez całe życie. Co więcej, sądzę, że za pokolenie, dwa będzie to standard. Wszystko tak szybko się zmienia, że o aktualności wiedzy po 5 latach studiów trudno mówić. Nieśmiało widzę w tej sytuacji szansę powrotu do łask dziedzin, które nie tyle dają konkretną twardą wiedzę, co raczej kształtują umysł i osobowość do lepszego i szybszego przyswajania nowych informacji, odnajdywania się w zmiennych warunkach, nieliniowości myślenia. Klasyczną dyscypliną mającą te cechy jest np. filozofia. >Moim skromnym zdaniem większość szkoleń, o ile nie jest poparta wykorzystaniem wiedzy w praktyce, jest guzik warta. A widzisz, tu się mylisz. W literaturze tematu zwykle mówi się o 4 sposobach uczenia się u ludzi dorosłych. Jednym z nich jest właśnie pragmatyzm. Osoby z przewagą tego "filtra" poznawczego, czegokolwiek się będą uczyły muszą widzieć konkretne zastosowanie w ich życiu. Jest szereg metod i wytrychów aby takim osobowościom wskazywać pragmatyczne rezultaty. Jeśli ktoś robi to dobrze, uczą się chętnie i skutecznie. Ja dla odmiany jestem raczej typem teoretyka. Nie muszę widzieć żadnego konkretnego zastosowania dla nabywanej wiedzy. Muszę za to, widzieć system. Oderwane informacje, które nie mają swego miejsca w jakimś systemie, lub są niespójne ze sobą wylatują mi z głowy natychmiast. W pracy pewnie masz też takich jak ja. Te osoby czują się sfrustrowane gdy każe im się wykonać jakieś zadanie ale nie wtajemnicza się ich w przyczyny i skutki. Bardzo źli pracownicy w systemach monarchii. Pragmatycy też mają wady i zalety. Są to osoby niezwykle skuteczne, ponieważ we wszystkich zasobach informacji i umiejętności szukają tego co zadziała, odrzucając całą resztę. Teoretyk tymczasem zafascynuje się nowym rozwiązaniem i poświęci mu czas i energię, która powinna być użyta na co innego. Wadą pragmatyków jest to, że mają trudność z całościowym widzeniem - firmy na rynku, zależności kultury firmy i sytuacji społecznej, itp.
Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | Mówiąc o guzik wartym szkoleniu miałem bardziej na myśli to, że wiedza która nie przekłada się na zastosowanie w pracy zdecydowanie zbyt szybko odparowuje z głowy. Czym innym jest też satysfakcja ze zdobywania wiedzy a czym innym jej użyteczność. Dla frajdy ludzie mogą uczyć się za własne pieniądze - systemy wspierane państwowo, jak zdaje się w poruszonym wątkiem temacie, powinny być moim zdaniem skierowane na wiedzę bezpośrednio przekładającą się na wzrost wydajności/efektywności/sprawności szkolonych osób. (...) > Nie szukacie pracowników? Idealne dla mnie warunki pracy.(...) Elektroników, fizyków, mechaników. O ile mi wiadomo, niedobór fachowców jest w firmie odczuwalny - jednak to nie moja działka. Co do teoretyk versus pragmatyk. Cóż, biznes, niefortunnie, jest pragmatyczny do bólu. Nie raz i nie dwa spieram się z samym sobą - czy zająć się badaniem ciekawego problemu czy też zrobić produkt na bazie tego co już wiem, a ze zdobyciem i wykorzystaniem nowej wiedzy poczekać do następnego projektu. Zwykle sprawdza się metoda złotego środka - trochę tego, trochę tamtego. Dla zachowania świeżości umysłu. Filozofia - wredna rzecz  Bez urazy, logiczna, kształcąca, ale wrednie i boleśnie konsekwentna. Chcesz kogoś wkurzyć w dyskusji - sięgnij po metody rodem z filozofii. Przynajmniej tak ja to widzę i tak użytkuję. Z wiedzą twardą a kształtowaniem umysłu do przyswajania informacji też różnie bywa. Bądź co bądź fachowca zatrudniasz z dwu powodów: - wiedzy i doświadczenia jakie posiada; - umiejętności szybkiego przystosowywania i poszerzania wiedzy zależnie od potrzeb; Biorąc po uwagę zarówno mój, jak i widziany dziś system kształcenia skłaniam się raczej ku temu, że zbyt mało jest w nim "twardej", konkretnej wiedzy. Jasne, umiejętność wyszukiwania i zdobywania informacji jest ważna. Jednak w wielu dziedzinach, szczególnie nauk ścisłych, informacja nie jest równa wiedzy, a wiedza nie jest równa doświadczeniu. W zeszłym tygodniu czytałem w prasie artykuł o tym jak to coraz pobieżniej czytamy, coraz mniej uwagi poświęcając na analizę treści, przeskakujemy z tekstu na tekst, raczej koncentrując się na ciągłym wyszukiwaniu nowych źródeł informacji niż na analizie tego, co już znaleźliśmy. Jest to skrajna forma przystosowania do szybkiego wyszukiwania informacji - paradoksalnie zalew informacji (bo nie wiedzy) dostępnej w sieci miast poszerzać naszą wiedzę wprowadza w nią chaos, powierzchowność i błędy. Niestety ilość informacji jaką trzeba by przetrawić by, że tak powiem, "być na bieżąco", już dawno przekroczyła możliwości ludzkiego umysłu. Stajemy więc przed wyborem - mniej a dokładniej, czy więcej, a bardziej powierzchownie? Mniej, oznacza właśnie twardą wiedzę - konieczność analizy, weryfikacji, ryzyko dezaktualizacji i chybienia wobec potrzeb rynku. Więcej - wiedzę szybką, zgrubną, i na tyle pozbawioną szczegółów i wiarygodności, że w praktyce inżynierskiej niemal nie dającą się wykorzystać. Obecny model informacji w świecie skłania się zdecydowanie ku modelowi "więcej". Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że z dnia na dzień znikają ze strefy "public domain" przechodząc do obszaru usług płatnych, informacje z grupy wiedzy twardej. Bez problemu bowiem dotrzesz w internecie do artykułów tzw. popularyzatorskich, jednak dostęp do poważnej, twardej wiedzy jest słono wyceniany. Model "ładnie, szybko i po łebkach" wkrada się tyłem do naszego życia. Dwa przykłady: - instrukcje obsługi. Do kupionej MP-trójki załączono zamiast instrukcji (mimo napisu na opakowaniu "instrukcja obsługi w pudełku") "quick start", złożony z paru obrazków i odwołania : "resztę znajdziesz w internecie". Zero parametrów, zero informacji, wymagań. Zamiast słów - niewiele mówiące obrazki. Bo tego, czy obrazek z ikonką XP oznacza "wymaga Windows XP" czy też "zgodny z Windows XP" dowiesz się dopiero próbując reklamować produkt. Gdzieś w pomroce dziejów zaginęły wielostronicowe instrukcje ze schematami, opisem teorii działania, sposobami naprawy. - umowy cywilno-prawne. Ot, dałem się skusić na rozmowę z przedstawicielem Hestii. Jest umowa, są ogólne warunki ubezpieczenia. Niby wszystko jasne. Jednak przywołane ogólne warunki są dla ubezpieczenia "od wszystkiego". Na moje pytanie które paragrafy są wiążące w wypadku umowy ubezpieczenia OC lokalu przedstawiciel odpowiedział, że odpowiednie. Dla mnie to niestety za mało - umowa musi być konkretna, jasna i przede wszystkim przywołane regulacje muszą dotyczyć jej przedmiotu. Niby bowiem wymóg podwójnego zamka w drzwiach nie ma nic wspólnego z odpowiedzialnością cywilną za zalanie sąsiadów. Nie ma? A jeśli zalanie nastąpi w wyniku włamania? No i nie podpisałem umowy. Umysł uciśniony ze mnie - ważniejsza, od jako rzekł przedstawiciel, "ładnie wydrukowanej książeczki z warunkami ubezpieczenia" jest rzetelna i szczegółowa umowa. Wiedza twarda, ścisła, o tym co dostaję i na co się godzę. Pozdrawiam, po tym przydługim tekście (weekend, a co, mam czas  )
Tomasz Sztejka
|
|
| |  | 1 na 1 | Beatus (2528 punktów) | > Czym innym jest też satysfakcja ze zdobywania wiedzy a czym innym jej użyteczność. Dla frajdy ludzie mogą uczyć się za własne pieniądze - systemy wspierane państwowo, jak zdaje się w poruszonym wątkiem temacie, powinny być moim zdaniem skierowane na wiedzę bezpośrednio przekładającą się na wzrost wydajności/efektywności/sprawności szkolonych osób.Jest trochę z tym problem. Porobiła nam się w kraju, straszna machina biurokratyczna - prawo o zamówieniach publicznych. Ocena jakości i przydatności szkoleń wspieranych przez państwo bazuje na tzw formalce i wynikach twardych. W praktyce, to czy człowiek wyjdzie ze szkolenia i w ciągu miesiąca wykonując swoją pracę przyczyni się do wzrostu rentowności firmy jest właściwie niemierzalne. Robiąc kursy za pieniądze dla konkretnego odbiorcy dba się z wielką pieczołowitością o te niemierzalne rezultaty - bo to klient, który rozpropaguje markę trenera, przyśle innych ludzi itd. W przypadku pieniędzy państwowych, państwo nie potrzebuje czy nie chce opierać się na takich zasadach. Ważne jest ile osób skończyło szkolenie i czy wszystkie piecząteczki są na swoim miejscu. Cierpi na tym jakość, w pełni się zgadzam. Niestety jeśli chce się zrobić naprawdę dobre szkolenie trzeba zatrudniać fachowców, dostarczać materiały, pomoce i opiekę mentorską. Wszystko kosztuje. Państwo z lęku przed nieprawidłowym wykorzystaniem środków preferuje usługi tanie, aby było jak najwięcej ludzi i godzin. Potem szczytne komunikaty - przeszkoliliśmy milion osób, które skorzystały z pięciu milionów szkoleń. > >Nie szukacie pracowników? Idealne dla mnie warunki pracy.(...)> Elektroników, fizyków, mechaników.Nie moja dziedzina  > Co do teoretyk versus pragmatyk. Cóż, biznes, niefortunnie, jest pragmatyczny do bólu.Biznes tak, ale sposoby uczenia się tego biznesu nie. Praktyka i to praktyka skuteczna powinna być końcowym rezultatem. > Filozofia - wredna rzecz Bez urazy, logiczna, kształcąca, ale wrednie i boleśnie konsekwentna. Chcesz kogoś wkurzyć w dyskusji - sięgnij po metody rodem z filozofii. Przynajmniej tak ja to widzę i tak użytkuję.Ciekawe podejście, jestem zdziwiona. > Biorąc po uwagę zarówno mój, jak i widziany dziś system kształcenia skłaniam się raczej ku temu, że zbyt mało jest w nim "twardej", konkretnej wiedzy. Jasne, umiejętność wyszukiwania i zdobywania informacji jest ważna. Jednak w wielu dziedzinach, szczególnie nauk ścisłych, informacja nie jest równa wiedzy, a wiedza nie jest równa doświadczeniu.Mam taki umysł pomiędzy, jestem największym "ścisłowcem" wśród humanistów i największym humanistą wśród "ścisłowców". Z mojej perspektywy różnica jest taka - nauki ścisłe nie wymagają bardzo wielkiej wiedzy, wymagają za to bardzo dużej umiejętności jej stosowania, dobierania i generalnie przetwarzania. Nauki typowo humanistyczne wymagają ogromnej wiedzy aby móc dojść do stosowania, dobierania itd. Dlatego mamy tak młodziutkich genialnych informatyków, a jednocześnie genialni literaci czy filozofowie to domena starców. Sądzę też, że wiele osób upiera się iż nie lubi tego co ścisłe, ponieważ nikt ich nie uczy, że można darować sobie wykucie wzoru i definicji, należy jednak dobrze zrozumieć jej sens i zastosowanie. Ci zaś którzy mają łatwość w tzw. rozumieniu tracą szybko cierpliwość do humanistyki i nie chce im się np. czytać książek na czym cierpi ich wyobraźnia. > W zeszłym tygodniu czytałem w prasie artykuł...> Pozdrawiam, po tym przydługim tekście (weekend, a co, mam czas )Czytałam z przyjemnością i wcale nie był przydługi. Pod wpływem lektury zaczęłam się zastanawiać - często sięgam do internetu jako źródła informacji, korzystam z nich, ale czy potem zapominam? Faktycznie porządnej wiedzy w internecie nie ma, są tylko zwiastuny. Co do instrukcji i internetu - ot ostatnio postanowiłam samodzielnie pierwszy raz w życiu wymienić kontakt, więc zaczęłam szukać instrukcji w internecie (przy kontakcie nie było nawet obrazka). Przyznam brakowało mi w tych poradach dokładności. Przyłącz - ok - ale co, gdzie, do czego, jak? Musiałam sięgnąć po jakieś opisy sposobu działania instalacji elektrycznej, dopiero to pozwoliło mi po przyjrzeniu się kablom i kostce dojść do wniosku jak podłączyć aby działało prawidłowo. Pewnie podłączenie kontaktu jest dla ciebie czynnością trywialnie prostą, ale ja widziałam to pierwszy raz w życiu od środka.  Pozdrawiam
|
|
| | |  | 2 na 2 | sztejkat (4743 punktów) | > (...)boleśnie konsekwentna. Chcesz kogoś wkurzyć w dyskusji - sięgnij po metody rodem z filozofii. Przynajmniej tak ja to widzę i tak użytkuję.> Ciekawe podejście, jestem zdziwiona.Coż, wiele ludzi jest straszliwie niekonsekwentnych w tym co mówią, co robią i jak myślą. Filozofia, a przynajmniej ten kurs jaki dane mi było przejść na studiach, uczy przede wszystkim wyszukiwania tych luk, niekonsekwencji, a także bezwzględnie logicznego wyciągania konsekwencji z przyjętych założeń. Zastosowanie tego podczas dyskusji na oponencie działa strasznie drażniąco. Ot, i cała tajemnica  (...) > Mam taki umysł pomiędzy, jestem największym "ścisłowcem" wśród humanistów i największym humanistą wśród "ścisłowców". Z mojej perspektywy różnica jest taka - nauki ścisłe nie wymagają bardzo wielkiej wiedzy, wymagają za to bardzo dużej umiejętności jej stosowania, dobierania i generalnie przetwarzania. Nauki typowo humanistyczne wymagają ogromnej wiedzy aby móc dojść do stosowania, dobierania itd.(...) Masz rację - w dziedzinach ścisłych rozumienie idei ma znaczenie zasadnicze. Wiedza, znajomość równań, metod itp. daje szybkość i wydajność. Jednak, nie tak do końca... Zdarzyło mi się bowiem spędzić parę dni na poszukiwaniu w literaturze i necie wartości pewnego istotnego współczynnika - bez niego znajomość idei nie dała się nijak przełożyć na zastosowanie. Z drugiej strony znajomość tego współczynnika bez zrozumienia idei... nie daje absolutnie niczego. Wedle Twojej klasyfikacji medycyna (w sensie "lekarza" a nie "naukowca"), także należy do nauk humanistycznych - ogrom wiedzy zawartej w literaturze medycznej z mojego, inżynierskiego punktu widzenia, niezmiernie rzadko poparty jest zrozumieniem lub choćby przedstawieniem idei zjawisk. Jakoś tak jest sterta nazw, faktów, zjawisk, ale całość nie jest niczym powiązana. Czym jednak jest humanistyka? Dla mnie nie jest nią filozofia - zbyt ścisła i logiczna. Nie jest filologia. Czym to w zasadzie jest? > (...)Faktycznie porządnej wiedzy w internecie nie ma, są tylko zwiastuny.Cóż, napisanie porządnego artykułu/poradnika itp. to ponad tydzień roboty, zakładając, że wiedzę którą chce się przekazać ma się ułożoną i posortowaną. > Co do instrukcji i internetu - ot ostatnio postanowiłam samodzielnie pierwszy raz w życiu wymienić kontakt,(....) Musiałam sięgnąć po jakieś opisy sposobu działania instalacji elektrycznej, dopiero to pozwoliło mi po przyjrzeniu się kablom i kostce dojść do wniosku jak podłączyć aby działało prawidłowo.Gratuluję i cieszę się, że żyjesz. Niefrasobliwie traktowana instalacja elektryczna zabija. Także fachowców. Przeciętna instalacja w bloku z lat do 90-tych jest w stanie zabić przy wymianie gniazdka czy wyłącznika. Zawsze rozłączaj bezpieczniki. Zawsze sprawdzaj próbnikiem, czy mimo rozłączenia tam gdzie grzebiesz nie ma napięcia (ewentualnie, dla ryzykantów zewnętrzną powierzchnią dłoni. Nigdy wewnętrzną). Używaj narzędzi z plastikową rączką. Nie dotykaj przewodów gdy nie jest to konieczne. I zawsze sprawdzaj prawidłowość podłączenia kołka ochronnego - przewód żółto-zielony. W starych instalacjach, gdzie do gniazdka idą tylko dwa przewody szczególnie łatwo o śmiertelną pomyłkę. Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
| | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > Cóż, wiele ludzi jest straszliwie niekonsekwentnych w tym co mówią, co robią i jak myślą. Filozofia, a przynajmniej ten kurs jaki dane mi było przejść na studiach, uczy przede wszystkim wyszukiwania tych luk, niekonsekwencji, a także bezwzględnie logicznego wyciągania konsekwencji z przyjętych założeń. Zastosowanie tego podczas dyskusji na oponencie działa strasznie drażniąco. Ot, i cała tajemnica  A tak, to prawda. Na moim kursie też tego uczyli. Potem uczyli o aspektowości aby np. logiki nie mieszać w emocje bo to nie odpowiednie narzędzie, potem odróżniania płaszczyzn i metod poruszania się miedzy nimi. Na koniec kursu, ten kto za wiadomościami nadążył otrzymał możliwość wyboru - logicznie, konsekwentnie i metodologicznie mieszać między aspektami i płaszczyznami lub wyluzować się z tą całą wiedzą i czytać między logiką, metodologią i płaszczyznami nie dyskredytując wieloaspektowości rozmówcy. > Wedle Twojej klasyfikacji medycyna (w sensie "lekarza" a nie "naukowca"), także należy do nauk humanistycznych - ogrom wiedzy zawartej w literaturze medycznej z mojego, inżynierskiego punktu widzenia, niezmiernie rzadko poparty jest zrozumieniem lub choćby przedstawieniem idei zjawisk. Jakoś tak jest sterta nazw, faktów, zjawisk, ale całość nie jest niczym powiązana.Są dziedziny mieszane, takie jest moja. O medycynie nie wiele wiem, ale wyobrażam ją sobie raczej jako typ humanistyczny. Może się mylę? > Czym jednak jest humanistyka? Dla mnie nie jest nią filozofia - zbyt ścisła i logiczna. Nie jest filologia. Czym to w zasadzie jest?Filologia jest, bazuje na znajomości ogromnej liczby faktów i teorii. Nie przetwarza się ich za bardzo, po prostu klasyfikuje, gromadzi i wyciąga wnioski - aż papirus był sporządzony przez kupca a nie mnicha. Filozofia w formie historia filozofii lub etyka też są humanistyczne. > Gratuluję i cieszę się, że żyjesz.Ja też, dziękuję. > Niefrasobliwie traktowana instalacja elektryczna zabija. Także fachowców. Przeciętna instalacja w bloku z lat do 90-tych jest w stanie zabić przy wymianie gniazdka czy wyłącznika...Jak się wykręci korki to przez ścianę najwyżej 15W przelezie, nie więcej. Dzięki za rady. Pozdrawiam
|
|
1 na 1 | mefta (480 punktów) | Kiedy rozpoczęliśmy cykl szkoleń w ramach Programu Operacyjnego Kapitał ludzki byłam bardzo zadowolona, że będę mogła wraz z moimi współpracownikami za darmo i do bólu podnosić kompetencje, korzystać z unijnych pieniędzy ku chwale ojczyzny i własnego konta, którego wpływy wraz z liczbą szkoleń miało powiększać się. Dziś jednak widzę, że większość szkoleń ustawiona jest na przerobienie unijnej kasy. Podziękowałam więc za szkolenia w ramach godzin pracy i kompetencję podnoszę za własne pieniądze i w ramach własnego bezpłatnego urlopu. Owszem założenie świetne praktyka już niestety na niższym poziomie a i sami wykładowcy w kuluarach opowiadają o kształceniu ustawicznym w dość obrazowy sposób. Fajnie, że można się uczyć, dokształcać, ale nie każdy do tego podchodzi w taki sposób. Na szkoleniach spotkałąm wielu znudzonych, wysłanych pod przymusem chętnych do nauki... nie interesowało ich nic poza zapleczem kulinarnym. Chyba nie trzeba wspominać jakie odbicie ma to potem w praktyce. Jeśli chodzi np. o kwestie przeciwdziałania przemocy w rodzinie, szkolenia są, ale też jest polska rzeczywistość i polskie ustawodawstwo... Generalnie podoba mi się pomysł wyrabiania nawyku, że szkolić trzeba się cały czas. Nawet panie z "gieesu" musiały się poza manipulowaniem wagą nauczyć obsługi kas fiskalnych.
ja przepraszam państwa za zgrzytanie zębami...
|
|
 | | Beatus (2528 punktów) | >Kiedy rozpoczęliśmy cykl szkoleń w ramach Programu Operacyjnego Kapitał ludzki byłam bardzo zadowolona, że będę mogła wraz z moimi współpracownikami za darmo i do bólu podnosić kompetencje, korzystać z unijnych pieniędzy ku chwale ojczyzny i własnego konta, którego wpływy wraz z liczbą szkoleń miało powiększać się. Dziś jednak widzę, że większość szkoleń ustawiona jest na przerobienie unijnej kasy. Podziękowałam więc za szkolenia w ramach godzin pracy i kompetencję podnoszę za własne pieniądze i w ramach własnego bezpłatnego urlopu. Owszem założenie świetne praktyka już niestety na niższym poziomie a i sami wykładowcy w kuluarach opowiadają o kształceniu ustawicznym w dość obrazowy sposób. Niestety to o czym piszesz, często gęsto jest prawdą. Szkolenia finansowane z EFS są trochę jak obowiązkowa szkoła. Niby się czegoś tam dzieci uczy, ale co rozsądniejsi rodzice posyłają pociechy na wiele innych zajęć - już płatnych. No i chodzi o pieniądze. Oczywiście są tacy którzy próbują robić bokami. Nie jest tego jednak wiele, bo karalność straszliwa i dużo kontroli. Rzecz w tym, że nasze państwo tak bardzo się boi aby pieniądze dobrze były wykorzystane, że przy ocenia programu takich szkoleń bierze np. 60% cena, a czasem nawet 100%. W praktyce oznacza to, że są realizowane propozycje tańsze. Najdroższe zaś ze wszystkiego jest opłacenie trenera. Dobry trener bierze 2-5tyś za dzień swojej pracy. Tyle, że zatrudniając takich ludzi nie da się robić szkoleń za państwowe pieniądze, ponieważ nikt się nie zgodzi na te stawki. Bierze się więc tańszych, mniej doświadczonych, mniej skutecznych, którzy zadowolą się stawką 300zł. Gro kasy idzie też na biurokrację, gromadzi się tony papieru bo to urok tego rodzaju współpracy. Dokumentacja elektroniczna to marzenie. Lux by było gdyby brali średnią cenę określonego szkolenia na rynku i dawali właśnie tyle pieniędzy. Firmy pchałyby się oknami i drzwiami, można by wybierać te naprawdę najlepsze. Ale... ale przecież na koniec roku trzeba zrobić sprawozdanie i podać je do wiadomości publicznej. Jak to brzmi: 100 osób wzięło udział w kompleksowych, utrzymanych na najwyższym poziomie jakości szkoleniach. A jak brzmi: przeszkoliliśmy 3 tyś osób z zakresu... Tu jest klops. >wysłanych pod przymusem chętnych do nauki... nie interesowało ich nic poza zapleczem kulinarnym. Kolejny problem. Jak już robisz takie szkolenie, to potem musisz sprawozdać oceny uczestników. Jeśli będą złe, jest kłopot. Z praktyki wiadomo, że jak taki słabo poje to będzie zły i wstawi kiepskie oceny. Przesuwa się więc koszty z pomocy naukowych na kuchnię.
Tak czy inaczej, w szkoleniach POKL jak i innych warto brać udział. Trzeba tylko pilnować i głośno krzyczeć jeśli trener: gada nie na temat, np. co myśli o POKL zamiast dostarczać ważną wiedzę; pytać i dociekać, a jeśli trener nas zbywa lub nie chce odpowiedzieć robić szum i zamieszanie; przerywać i prosić o wyjaśnienia lub pogłębienie informacji; nie zgadzać się na dodatkowe przerwy lub wcześniejsze kończenie zajęć. Nie robić wielkiego halo, że sala za mała, że za gorąco, że kawa w złym gatunku, że pokój hotelowy w zbyt niskim standardzie. Im więcej takich głosów tym więcej przesuwania kosztów w nie tę co trzeba stronę.
Pozdrawiam
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|