Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ja zgłupiałam czy pracodawcy w Polsce?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
18-02-2011 21:51Kowalska (14008 punktów)Ja zgłupiałam czy pracodawcy w Polsce?
Ocena 3 na 3
   Oto ogłoszenie o pracę na stanowisko asystentki zarządu. Firma ze Śląska, z wiadomych względów jej nazwy nie wymienię.

Cytat:
Rodzaj pracy: Pełny etat
Rodzaj umowy: Umowa na zastępstwo
Liczba wakatów: 1
Minimalne doświadczenie: 1 rok
Wykształcenie Wyższe licencjackie
Branża: Oferty pracy na Administracja i sekretariat

Opis stanowiska pracy:

- Prowadzenie kalendarza spotkań członków Zarządu,
- Nadzór nad odpowiednim przepływem informacji wewnątrz firmy,
- Przygotowywanie prezentacji,
- Zarządzanie korespondencją
- Odbieranie i łączenie rozmów telefonicznych,
- Prace zlecone przez bezpośredniego przełożonego.


   Ja serio zadaję pytanie w tytule wątku. Zajmijmy się opisem stanowiska tej jakże fantastycznej oferty.

I tak:

- Prowadzenie kalendarza spotkań członków Zarządu,

No zajebiście trudna rzecz, dowiedzieć się i zapisać w kalendarzu danego prezesa co ma do roboty w danym dniu i na przyszłe.

- Nadzór nad odpowiednim przepływem informacji wewnątrz firmy,

Też nie lada wyczyn powiedzieć komu trzeba to co trzeba

- Przygotowywanie prezentacji,

No tu mam lekki kłopt, ale domyślam się, że chodzi o przygotowanie sali na prezentację, czyli umycie stolików, rozłożenie na nich materiałów, odkurzenie, postawienie nowej tablicy z markerami, ustawienie krzeseł, podanie kawy/herbaty w czasie przerwy)

- Zarządzanie korespondencją

Tiaa... Przerażająco trudne zajęcie wpisywanie do książki korespondencyjnej tego co do firmy przyszło i co firma wysłała.

- Odbieranie i łączenie rozmów telefonicznych,

Tak, to zajęcie może najbardziej przerazić. Te guziczki na telefonie(nach), przełączenie rozmowy do odpowiedniej osoby, o połączeniu z kimś z zewnątrz już nie wspomnę... Brrrrrrrr......

- Prace zlecone przez bezpośredniego przełożonego

Tu może tkwić haczyk. No bo jak przełożony zleci żeby go pocałować? Ale można z tego wyjść obronną ręką, i bardzo szczegółowo określić zakres obowiązków, czyli w punkcie: Co nie należy do obowiązków sekretarki, wpisać: Całowanie bezpośredniego przełożonego.

   A teraz moje pytanie do Was. Może mi ktoś wyjaśnić na jaki wafel osobie na tym stanowisku studia wyższe licencjackie?






Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

spellbinder (8577 punktów)
A już spieszę z odpowiedzią. Moja matka zatrudniła kiedyś córkę znajomego na stanowisko sekretarki. Nie musiała biedulka robić żadnych prezentacji. Nie musiała robić nic poza odbieraniem telefonów i mówieniem tego, co miała mówić. Dzieweczka bez matury nawet, podchodziła do niej po raz któryś. No nieważne. Po bardzo krótkim czasie okazało się, że dziewczę nie jest w stanie nawet porządnie zapisać tego kto dzwonił i co chciał.

Licencjat jest w tym wypadku swego rodzaju gwarantem - ktoś gdzieś chodził i coś zaliczał, czegoś się tam uczył, więc może nie jest skończonym idiotą, który nawet nazwiska dzwoniącego zapisać nie umie.
18-02-2011 23:30 
 Ocena 5 na 5
marcin1902 (3438 punktów)
>więc może nie jest skończonym idiotą, który nawet nazwiska dzwoniącego zapisać nie umie.

W sumie racja. No ale jak się patrzy jakie bałwany robią teraz licencjat,to aż węgiel w piwnicy kiełkuję...
19-02-2011 03:10 
 Ocena-1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>W sumie racja. No ale jak się patrzy jakie bałwany robią teraz licencjat,to aż węgiel w piwnicy kiełkuję...

No niestety. Ale pomyśl co za to muszą prezentować sobą ludzie nie posiadający nawet byle jakiego licencjatu.
19-02-2011 10:25 
 Ocena 2 na 2
marcin1902 (3438 punktów)
>No niestety. Ale pomyśl co za to muszą prezentować sobą ludzie nie posiadający nawet byle jakiego licencjatu.

Teoretycznie tak. Ale każdy z nas zna na pewno ludzi mądrych bez matury, oraz ludzi tępych z mgr...

Powiedzmy szczerze, ten cały system edukacji jest do bani. Wszystko to są sztuczne twory produkujące tępaków z tytułami. Uczy się dzieci głupot, w ogóle nie przydatnych, mają wkuwać na pamięć bzdety, piszą pracę kopiuj/wklej... Skończone studia nijak się mają też do stanowiska w pracy, w urzędzie w którym pracuję
p.o kierownika jest osoba która robi zaocznie licencjat, zastąpiła faceta który "za komuny" zrobił dziennie mgr-a, facet ten roznosi i wysyła teraz listy...
spellbinder (8577 punktów)
>Teoretycznie tak. Ale każdy z nas zna na pewno ludzi mądrych bez matury, oraz ludzi tępych z mgr...

No zdarzają się, ale to jest kropla w morzu. Tępy koleś z maturą jest głupszy od tępego kolesia z magistrem - ten z magistrem jednak coś musiał robić, dłużej mózgu używał, choćby w ograniczonym wymiarze.
19-02-2011 13:17 
 Ocena 5 na 5
Kowalska (14008 punktów)
>No niestety. Ale pomyśl co za to muszą prezentować sobą ludzie nie posiadający nawet byle jakiego licencjatu.

   Głupia i chamowata odpowiedź. Głupi i chamowaty pogląd. Ja rzadko daję minusy, ale tym razem przyznaję Ci go spellbinder z prawdziwą przyjemnością.

"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
18-02-2011 23:37 
 Ocena 3 na 3
Kowalska (14008 punktów)
>Licencjat jest w tym wypadku swego rodzaju gwarantem - ktoś gdzieś chodził i coś zaliczał, czegoś się tam uczył, więc może nie jest skończonym idiotą, który nawet nazwiska dzwoniącego zapisać nie umie.

   Jakiż to gwarant? Chodzisz na takie studia i za nie płacisz. A jak płacisz, to wymagasz, więc tam każdy zdaje.

   Nie rozumiem pracodawców. Przecież już w czasie rozmowy kwalifikacyjnej "wychodzi", czy ma się do czynienia z debilem, czy z kimś z kim można porozmawiać. Nawiązać kontakt.

   Ja Ci powiem co to jest. To jest kompletny przerost formy nad treścią u zatrudniających. Siada potem taki jeden prezes z drugim, i się chwalą: U mnie kur...wa, to nawet cieć musi mieć studia. A co! Stać mnie. Zresztą bezrobocie jest takie, że te debile po studiach bakają za najniższą stawkę, byle robotę mieć, hahahaha....


"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
19-02-2011 03:13 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>    Jakiż to gwarant? Chodzisz na takie studia i za nie płacisz. A jak płacisz, to wymagasz, więc tam każdy zdaje.

Niekoniecznie - spora część "płatnych" uczelni to taka maszynka do robienia kasy na lęku przed służbą wojskową, ale część jest porządnych, a nawet lepszych niż państwowe uczelnie.

>    Nie rozumiem pracodawców. Przecież już w czasie rozmowy kwalifikacyjnej "wychodzi", czy ma się do czynienia z debilem, czy z kimś z kim można porozmawiać. Nawiązać kontakt.

Ale jak wymagasz licencjatu, to masz większy odsiew. A czas poświęcony na rozmowę z matołkiem, to czas stracony.

>    Ja Ci powiem co to jest. To jest kompletny przerost formy nad treścią u zatrudniających. Siada potem taki jeden prezes z drugim, i się chwalą: U mnie kur...wa, to nawet cieć musi mieć studia. A co! Stać mnie. Zresztą bezrobocie jest takie, że te debile po studiach bakają za najniższą stawkę, byle robotę mieć, hahahaha....

Mogą mieć takie wymogi, jak chcą. Jak coś skończył, może jest tak, że inteligentniejszy z niego/niej człowiek. Można bardziej polegać. Sama rozmowa może nie wykryć cwaniaka, który dobrze gada, ale jest, dajmy na to, skończonym leserem.
19-02-2011 08:15 
 Ocena 4 na 4
Grzegorz (5685 punktów)
>Niekoniecznie - spora część "płatnych" uczelni to taka maszynka do robienia kasy na lęku przed służbą wojskową (...)
Obowiązkowej służby wojskowej nie ma u nas już od sporego czasu. Formalnie zawieszono ją ponad rok temu, natomiast już sporo wcześniej brali do służby coraz mniejszy odsetek poborowych. A co do głównego tematu - po zlikwidowaniu techników i zawodówek posiadanie matury stało się nieomal automatyczne, więc jeśli pracodawca potrzebuje na stanowisko kogoś kto będzie w stanie czytać ze zrozumieniem, itd. to niestety musi użyć ostrzejszych kryteriów. Ponieważ ze studentami mam do czynienia dość dużo, obstawiam że niedługo nawet magisterium nie będzie wykluczać analfabetyzmu.
19-02-2011 11:38 
 Ocena 2 na 2
Matix (5786 punktów)
Niestety już nie wyklucza. Mam kolegę który niedługo będzie mgr inż. logistyki. Śmiech na sali. Hańba dla tytułu. Żal. Kpina i nie wiem co jeszcze. Chłopak jest kompletnie nie ogarnięty, jak chyba większość ludzi na jego kierunku. Nie znam się na logistyce, nie moja działka, ale przypuszczam, że polega ona właśnie na ludziach rozgarniętych. Koleś nie zna zasad ortografii, z matmy słabiutki, no w zasadzie to w niczym nie jest dobry. Czasami po rozmowie z nim mam ochotę rzucić w pizdu swoje studia tylko dlatego że nie chcę siebie hańbić tym samym tytułem. W sumie nawet to nie jest najgorsze. Najgorsi są ludzie którzy nie przejawiają ochoty do studiowania, a jednak to robią, bo "każdy idzie na studia".
spellbinder (8577 punktów)
>>Niekoniecznie - spora część "płatnych" uczelni to taka maszynka do robienia kasy na lęku przed służbą wojskową (...)
>Obowiązkowej służby wojskowej nie ma u nas już od sporego czasu.

Wcale nie od tak długiego. Natomiast tak te szkoły powstały, jeszcze niektóre siłą rozpędu lecą.

>Ponieważ ze studentami mam do czynienia dość dużo, obstawiam że niedługo nawet magisterium nie będzie wykluczać analfabetyzmu.

No niestety. Ale i tak przeciętny głupek po studiach jest bardziej rozgarnięty niż głupek po maturze.

Tu jest taki problem, że człowiek dopasowuje swoje wyobrażenie o człowieku do siebie i swoich znajomych, którzy wszakże są do niego podobni. Widząc przeciętnego studenta można się przerazić wtedy, i powiem szczerze, że przez pewien czas takie miałem podejście - tu coś na zajęciach trzeba powiedzieć, tam jakiś wspólny projekt i można dojść do wniosku, że ma się do czynienia z idiotami. Ale jeszcze gorzej jest w środowisku zawodowo-maturowym. Człowiekowi z IQ (tu dla uproszczenia daję) 130+ człowiek z IQ 110 wydaje się idiotą, ale człowiek z jeszcze niższą inteligencją (90!)jest już niestety na poziomie szympansa.
paganus (731 punktów)
Dzień dobry (bo to moja pierwsza wypowiedź na tym forum),
prawdopodobnie, ze wszystkich, ten punkt opisu stanowiska pracy jest najważniejszy :
- Nadzór nad odpowiednim przepływem informacji wewnątrz firmy,
Informacja jest najbardziej wartościowym "towarem", jakim dysponuje firma i czym firma bardziej rozwinięta, tym ten "towar" bardziej wartościowy. Osoba, która będzie pracować na tym stanowisku (prawdopodobnie) nie zdaje sobie jeszcze sprawy, jakie to jest ważne i jaka czeka ją odpowiedzialność.
19-02-2011 19:17 
 Ocena 2 na 2
Piękny Lolo (2082 punktów)
>prawdopodobnie, ze wszystkich, ten punkt opisu stanowiska pracy jest najważniejszy :
>- Nadzór nad odpowiednim przepływem informacji wewnątrz firmy,

Całkowicie się zgadzam, to, co sekretarka słyszy, to szef wie. Dlatego jest ona wszystkim przyjazna, popala sobie z kolegami, porozmawia z nimi w miejscu, gdzie parzy się kawę, itd. Opierając się na swoim, bardzo bogatym, doświadczeniu zawodowym, mogę powiedziec, że przykazanie to winno być przestrzegane na każdym stanowisku pracy, bez tego pierwszym się będzie do zwolnienia.
Ponadto sekretarce nie wolno puszczac pary z gęby na temat tego, o czym opowiadają na zebraniach zarządu, bo po co, zaraz by przyleciała załoga z taczką.
   

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365