Racjonalista - Strona głównaDo treści
Inteligentni, a religijni

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
22-11-2010 19:48Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
Inteligentni, a religijni
Ocena 3 na 3
Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni. Nie wiele przecież potrzeba by dostrzec, że religia to seria bajeczek, pomieszanych z kulturą etc. Dlaczego więc tak wielu wybitnych, inteligentnych ludzi jest religijnymi? Na ten przykład weźmy takiego Cejrowskiego. Chłop inteligenty, a zagorzały katolik.(przynajmniej tak deklaruje). Z czego to wynika? Jak uważacie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> Z czego to wynika? Jak uważacie?
Z wychowania! Jak ktoś był wychowywany w takiej atmosferze, gdzie wszyscy dookoła wierzyli twardo w takie bajki, to co miał zrobić? To trzeba dojrzeć do myślenia samodzielnego i krytycznego, aby się temu przeciwstawić i oprzeć.
Ze strachu! Mimo wszystko, łatwiej jest uwierzyć i trzymać się tego, że jest dobry Bóg, który po śmierci przyjmie cię do swego królestwa, niż mniemać, że ze śmiercią wszystko się kończy i szlus.
Ja też w te bajki wierzyłam, bo nie myślałam samodzielnie. Bo szkoła, bo praca, bo to bo tamto. Dopiero jak usiadłam, przeczytałam to i owo (Dawkinsa w szczególności) przemyślałam, to doszłam do odpowiednich wniosków. Better later than never.

Bez przerwy pić nie można. Dlatego się dokształcam. Hrabal.
22-11-2010 20:06 
 Ocena 1 na 1
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
Ale wszystko co opisujesz mówi o przeciętnych ludziach. Ja mówię o tych wykształconych, inteligentnych. Dlatego podaję Cejrowskiego. Ten człowiek nie jest chyba idiotą który wierzy bo tak było w rodzinie i nie chce mu się nad tym myśleć.
22-11-2010 20:18 
 Ocena 12 na 12
Alicja Duda (25557 punktów)
>Ale wszystko co opisujesz mówi o przeciętnych ludziach. Ja mówię o tych wykształconych, inteligentnych. Dlatego podaję Cejrowskiego. Ten człowiek nie jest chyba idiotą który wierzy bo tak było w rodzinie i nie chce mu się nad tym myśleć.
On jest takim katolikiem jak większość polskich katolików. Uznaje z religii to co mu pasuje. Pasuje mu homofobia, antysemityzm to podpiera się religią, fanatyczny katolicyzm ułatwił mu karierę ale w życiu prywatnym norm katolickich już tak rygorystycznie nie przestrzega o ile wiem to ma już nową żonę a nie słyszałam by dostał kościelny rozwód.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
22-11-2010 22:45 
 Ocena 4 na 4
Gosia (9452 punktów)

>w życiu prywatnym norm katolickich już tak rygorystycznie nie przestrzega o ile wiem to ma już nową żonę a nie słyszałam by dostał kościelny rozwód.

Mylisz się.
W 2004 za pośrednictwem mediów Pawlikowska przekazała, że już nie są razem. Natomiast Wojciech Cejrowski wciąż utrzymuje, że jest żonaty, podkreślając nierozerwalność sakramentu małżeństwa.
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>>w życiu prywatnym norm katolickich już tak rygorystycznie nie przestrzega o ile wiem to ma już nową żonę a nie słyszałam by dostał kościelny rozwód.
>Mylisz się.
>W 2004 za pośrednictwem mediów Pawlikowska przekazała, że już nie są razem. Natomiast Wojciech Cejrowski wciąż utrzymuje, że jest żonaty, podkreślając nierozerwalność sakramentu małżeństwa.

Czyli hipokryta?
27-11-2010 15:07 
 Ocena 1 na 1
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>w życiu prywatnym norm katolickich już tak rygorystycznie nie przestrzega o ile wiem to ma już nową żonę a nie słyszałam by dostał kościelny rozwód.
>Mylisz się.
>W 2004 za pośrednictwem mediów Pawlikowska przekazała, że już nie są razem. Natomiast Wojciech Cejrowski wciąż utrzymuje, że jest żonaty, podkreślając nierozerwalność sakramentu małżeństwa.
Otrzymała unieważnienie małżeństwa- ponoć jest o to coraz łatwiej.
Jest jeszcze możliwość zmiany wyznania.
nie wiem , czy pan Cejrowski jest aż tak bardzo nieprzeciętny jeśli chodzi o IQ.
myślę,że swój sukces medialny zawdzięcza innym cechom.
sama na swoim przykładzie wiem, ze wychowanie w określonym duchu ma niebagatelne znaczenie jeśli chodzi o nasze zachowania w dorosłym życiu.
nieraz nasze życie tzw duchowe może być bardzo skomplikowane ale nie wiem czy ma to w ogóle związek z inteligencja. Są poza tym różne ich rodzaje..
schlawiner (400 punktów)
>nie wiem , czy pan Cejrowski jest aż tak bardzo nieprzeciętny jeśli chodzi o IQ.

O tak. Dlaczego tak często powołuje się na swojego dziadka? Bo wie, a może nawet i rozumie, że gdyby ów żył, za jego błazeństwa skroiłby mu dupsko w drobny mak.
23-11-2010 17:49 
 Ocena 3 na 3
Zella (1321 punktów)

>On jest takim katolikiem jak większość polskich katolików. Uznaje z religii to co mu >pasuje. Pasuje mu homofobia, antysemityzm to podpiera się religią, fanatyczny >katolicyzm ułatwił mu karierę ale w życiu prywatnym norm katolickich już tak >rygorystycznie nie przestrzega o ile wiem to ma już nową żonę a nie słyszałam by >dostał kościelny rozwód.

    Cejrowski jest świetnym przykładem kogoś, kto dla kariery, zarobków, pieniędzy,jest też religijny.Zarabia nie małe pieniądze, które pozwalają mu być tam , gdzie chce bywać,lubi chodzić boso w kolorowej koszuli. Po co ma się wbijać w garnitur do pracy w Polsce? Bywa w TV ,ale właśnie w roli, która mu nie tylko odpowiada,ale daje mu wyjątkową pozycję podróżnika,a dla nas cynika, zarabiającego także na swej religijności. Poza! Poza! Zarobek, pieniądze - to wspaniały motyw i sposób na życie!, sławę. Nawet w Forum Racjonalisty pisze się o nim!
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>> Cejrowski jest świetnym przykładem kogoś, kto dla kariery, zarobków, pieniędzy,jest też religijny.Zarabia nie małe pieniądze, które pozwalają mu być tam >
Myśle jednak ,ze on jest autentycznie religijny i to w sposób najbardziej fundamentalny- odczytuje biblie doslownie tak wynika z jego wypowiedzi, zastanawiam sie, czy nie jest tez kreacjonistą.
Wiec nie sama religijność ale chyba jej rodzaj moga swaidczyc o jakis predyspozycjach umyslowych.
22-11-2010 20:27 
 Ocena 13 na 13
diogenes (42753 punktów)
>Ten człowiek nie jest chyba idiotą...

Idiotyzm nie musi dotyczyć wszystkich warstw osobowości. Może być cząstkowy.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
22-11-2010 20:29 
 Ocena 1 na 1
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>>Ten człowiek nie jest chyba idiotą...
>Idiotyzm nie musi dotyczyć wszystkich warstw osobowości. Może być cząstkowy.
Nie chciałbym gasić wątku, ale to może być wytłumaczenie.
22-11-2010 20:46 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Nie chciałbym gasić wątku, ale to może być wytłumaczenie.

W uzupełnieniu: porównaj różne rodzaje inteligencji, np. tu:

www.charak(*)encji-wedlug-Howarda-Gardnera/

Inteligencji w jednym wymiarze odpowiadałby (wstyd powiedzieć) - idiotyzm w innym (czy innych).


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Zella (1321 punktów)
>Ten człowiek nie jest chyba idiotą...
>Idiotyzm nie musi dotyczyć wszystkich warstw osobowości. Może być cząstkow

    Brawo Diogenesie! Tak jest powszechnie!
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>Ale wszystko co opisujesz mówi o przeciętnych ludziach. Ja mówię o tych wykształconych, inteligentnych. Dlatego podaję Cejrowskiego. Ten człowiek nie jest chyba idiotą który wierzy bo tak było w rodzinie i nie chce mu się nad tym myśleć.
Przepraszam bardzo, ale ja też jestem inteligentna i wykształcona, a do pewnego czasu wierzyłam! Bo rzecz nie w tych przymiotach , tylko , jak powiedziałam, w krytycznym i samodzielnym myśleniu, a na to już nie jest każdego stać. Ty mówisz o Cejrowskim! Ha ! Ha! A co powiedzieć o profesorze Michale Hellerze? Gość powinien wiedzieć co i jak! A bzdurzy. Mimo , że profesor kosmologii itp. Ale ksiądz. Więc może musi? Ale nie musi. Inni księża się wyłamali. Przecież Heller, jakby go wykopali z krk to by na pewno znalazł robotę gdzie indziej i z głodu by nie umarł.


Bez przerwy pić nie można. Dlatego się dokształcam. Hrabal.
lukaszewicz (5674 punktów)
> Przecież Heller, jakby go wykopali z krk to by na pewno znalazł robotę gdzie indziej i z głodu by nie umarł.

Ale templetona by nie dostał.
22-11-2010 20:45 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>Ale Templetona by nie dostał.
I tak go nie wykorzystał, tylko, zdaje się, na Centrum Kopernik, (która była kobietą), przeznaczył.


Bez przerwy pić nie można. Dlatego się dokształcam. Hrabal.
22-11-2010 21:00 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)

>I tak go nie wykorzystał...

Pewno był za stary.(Templeton)
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>Pewno był za stary.(Templeton)
Są różne zboczenia. Nie tylko pedofilia, ale też gerontofilia.


Bez przerwy pić nie można. Dlatego się dokształcam. Hrabal.
22-11-2010 20:48 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Przepraszam bardzo, ale ja też jestem inteligentna i wykształcona, a do pewnego czasu wierzyłam!

Nie byłaś więc inteligentna we wszystkich wymiarach. Ważne, że rozwijasz się we właściwym kierunku. A który prezydent nadał ci profesurę?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
22-11-2010 22:28 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> A który prezydent nadał ci profesurę?
Henio Jabłoński, przewodniczący Rady Państwa.

Bez przerwy pić nie można. Dlatego się dokształcam. Hrabal.
23-11-2010 07:11 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>> A który prezydent nadał ci profesurę?
>Henio Jabłoński, przewodniczący Rady Państwa.
...zaraz zaraz Pamiętam!.... oczywiście!... tzn.. nie pamiętam , ech wtedy to się ludzie bawić umieli... zamiast w TV się gapić...


道可道非常道
23-11-2010 15:47 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>>> A który prezydent nadał ci profesurę?
>>Henio Jabłoński, przewodniczący Rady Państwa.
>...zaraz zaraz Pamiętam!.... oczywiście!... tzn.. nie pamiętam
Kiedyś, dawno temu, stopnie naukowe nadawała Rada Państwa, czyli kolegialny organ pełniący rolę czegoś w rodzaju zbiorowego prezydenta. A właściwie jej przewodniczący. Pamiętam, jak upiliśmy się z Heniem u Cyrankiewiczów i on mi wtedy nadał tytuł.


Bez przerwy pić nie można. Dlatego się dokształcam. Hrabal.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Pamiętam, jak upiliśmy się z Heniem u Cyrankiewiczów i on mi wtedy nadał tytuł.

...mieszkając obok, hm, przy ul.Salwatorskiej... bo nie tylko w Warszawie się bawiono ...

Cywilizacja to niekończący się ciąg potrzeb, których nie potrzebujemy. Marek T.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>jak upiliśmy się z Heniem u Cyrankiewiczów i on mi wtedy nadał tytuł.
I wszystko jasne
22-11-2010 22:26 
 Ocena 8 na 8
lotrek (14275 punktów)
>Ten człowiek nie jest chyba idiotą który wierzy bo tak było w rodzinie i nie chce mu się nad tym myśleć.
Najbardziej podoba mi się to "chyba"
Gdybyś słyszał i widział Cejrowskiego w jakiejś telewizyjnej debacie światopoglądowej, nie miałbyś takich wątpliwości. Szczególnie jak "toczy pianę"...

"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>>Ten człowiek nie jest chyba idiotą
Pomijając jego szalone wystąpienia religijne, to bardzo ciekawie i dowcipnie opowiada o swoich podróżach. Z przyjemnością go wtedy słucham w radio i oglądam w TV.

Bez przerwy pić nie można. Dlatego się dokształcam. Hrabal.
24-11-2010 07:53 
 Ocena 6 na 6
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>>>Ten człowiek nie jest chyba idiotą
>Pomijając jego szalone wystąpienia religijne, to bardzo ciekawie i dowcipnie opowiada o swoich podróżach. Z przyjemnością go wtedy słucham w radio i oglądam w TV.
>
Bez przerwy pić nie można. Dlatego się dokształcam. Hrabal.


Jak dla mnie jest żenujący. Z każdej omalże wypowiedzi ( wg mnie ) bije arogancja wierzącego, katolickiego białasa.
Potrafi rubasznie "skopać" ludzi, ich kulturę, wierzenia, okazując swą cywilizacyjną "wyższość".
Dla mnie to buc.
Inteligentny, ale buc.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> Dla mnie to buc.
De bucibus est non disputandum.

Bez przerwy pić nie można. Dlatego się dokształcam. Hrabal.
27-11-2010 17:15 
 Ocena 1 na 1
Kuba K. (3909 punktów)
>Jak dla mnie jest żenujący. Z każdej omalże wypowiedzi ( wg mnie ) bije arogancja wierzącego, katolickiego białasa.
>Potrafi rubasznie "skopać" ludzi, ich kulturę, wierzenia, okazując swą cywilizacyjną "wyższość".
>Dla mnie to buc.
>Inteligentny, ale buc.
>


Znakomita, zwięzła charakterystyka obiektu dyskusji - nic dodać, nic ująć. Brawo!
23-11-2010 17:54 
 Ocena 1 na 1
Zella (1321 punktów)
>>Ten człowiek nie jest chyba idiotą który wierzy bo tak było w rodzinie i nie >chce mu się nad tym myśleć.
>Najbardziej podoba mi się to "chyba"
>Gdybyś słyszał i widział Cejrowskiego w jakiejś telewizyjnej debacie światopoglądowej, >nie miałbyś takich wątpliwości. Szczególnie jak "toczy pianę"...
>
"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"


    Słusznie i trafnie wziąłeś w cudzysłów :"toczy pianę"!On właśnie toczy pianę dla mamony - swojej bogini! Wierzy w nią, więc jest religijny!
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>Ten człowiek nie jest chyba idiotą który wierzy bo tak było w rodzinie i nie chce mu się nad tym myśleć.
Szanowny Panie, dla mnie pomiędzy idiotą, a inteligentem jest kilkadziesiąt pozycji. Np. zacznę od dołu: imbecyl, debil, opóźniony w rozwoju itd. Ja osobiście najbardziej kpię sobie z tzw. półinteligentów.

@@@
.
23-11-2010 14:01 
 Ocena 8 na 8
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Ja osobiście najbardziej kpię sobie z tzw. półinteligentów.

Off-topic, ale mnie ostatnio rozbawiła zasłyszana definicja "inteligenta w pierwszym pokoleniu" -
jest to osobnik, który pracą fizyczną już się brzydzi, ale do umysłowej jeszcze się nie nadaje...
23-11-2010 14:16 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>> Ja osobiście najbardziej kpię sobie z tzw. półinteligentów.
>Off-topic, ale mnie ostatnio rozbawiła zasłyszana definicja "inteligenta w pierwszym pokoleniu" -
>jest to osobnik, który pracą fizyczną już się brzydzi, ale do umysłowej jeszcze się nie nadaje...
Cóż do tego można dodać? Chyba tylko

Pozdrawiam.

@@@
.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>jest to osobnik, który pracą fizyczną już się brzydzi, ale do umysłowej jeszcze się nie nadaje...
(off-top)Symbolem tego jest chyba Pan Ferdynand K.
23-11-2010 21:43 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>>jest to osobnik, który pracą fizyczną już się brzydzi, ale do umysłowej jeszcze się nie nadaje...

> (off-top)Symbolem tego jest chyba Pan Ferdynand K.

   Mój ojciec, jeszcze z czasów pracy w wojsku ma identyczny dres jaki nosi Ferdynand Kiepski. Te zielone spodnie są wyrazem jego osobowości. Więc ja Ferdynanda Kiepskiego rozumiem jak nikt.

   A w tajemnicy Wam powiem, że w domu nie zmusi się mojego Ojca do jedzenia na zwykłych talerzach. On ma "zastawę" z plastiku z "woja" i koniec.

EDIT: A właśnie, bo zapomniałam dlaczego to napisałam. Bo mój Ojciec jest inteligentny, a kocha ten dres. Jak relikwię.


"Parówkowym skrytożercom mówimy NIE!"
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> Np. zacznę od dołu: imbecyl, debil, opóźniony w rozwoju itd. Ja osobiście najbardziej kpię sobie z tzw. półinteligentów.
Szanowny Panie! Te terminy typu: imbecyl i debil, to już określenia z XIX wieku. Dzisiaj obraźliwe. Dzisiaj się mówi o stopniach upośledzenia umysłowego. Lekki, ciężki itp. A poza tym są jeszcze ćwierćinteligenci!

Bez przerwy pić nie można. Dlatego się dokształcam. Hrabal.
25-11-2010 18:51 
 Ocena-1 na 1
o.Teofil.Mariusz.OP (113 punktów)
(zablokowany)
>Ja też w te bajki wierzyłam, bo nie myślałam samodzielnie.
>przeczytałam to i owo (Dawkinsa w szczególności)

Teraz też ktoś za Panią myśli,Dawkins w szczególności.
Fanatyczna antyreligijność.
25-11-2010 19:46 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>>przeczytałam to i owo (Dawkinsa w szczególności)
>Teraz też ktoś za Panią myśli,Dawkins w szczególności.
>Fanatyczna antyreligijność.
>

A czytałeś coś Dawkinsa, kolego, czy tylko fanatycznie reagujesz na nazwisko, które ci się nie podoba?
Może udodatkowo ściślę- czy czytałeś coś poza "Bogiem urojonym" czy też autor wielu książek popularyzujących naukę kojarzy ci się tylko z jednym?
26-11-2010 16:43 
 Ocena-1 na 1
o.Teofil.Mariusz.OP (113 punktów)
(zablokowany)

>A czytałeś coś Dawkinsa, kolego, czy tylko fanatycznie reagujesz na nazwisko, które >ci się nie podoba?
>Może udodatkowo ściślę- czy czytałeś coś poza "Bogiem urojonym" czy też autor wielu >książek popularyzujących naukę kojarzy ci się tylko z jednym?

Czytałem Dawkinsa. Ale tylko jego książki popularnonaukowe.
Ciekawe teorie napędzane złymi emocjami.
26-11-2010 18:44 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>Czytałem Dawkinsa. Ale tylko jego książki popularnonaukowe.
>Ciekawe teorie napędzane złymi emocjami.

Specjalista od emocji Pogratulować- nie tylko ksiądz, ale i telepata.
26-11-2010 08:14 
 Ocena 5 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Teraz też ktoś za Panią myśli
Proszę nie projektować własnych niedostatków na inne osoby.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
27-11-2010 17:09 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> Fanatyczna antyreligijność.
Nie jestem fanatyczką. Tylko racjonalistką. Możemy podyskutować jak Ojca odblokują.

Bez przerwy pić nie można. Dlatego się dokształcam. Hrabal.
28-11-2010 00:29 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>> Fanatyczna antyreligijność.
>Nie jestem fanatyczką. Tylko racjonalistką. Możemy podyskutować jak Ojca odblokują.

Nie możecie, bo to nie żaden ojciec. To położna Elżbieta w przebraniu.
28-11-2010 13:07 
 Ocena 3 na 3
Kuba K. (3909 punktów)
>>Nie jestem fanatyczką. Tylko racjonalistką. Możemy podyskutować jak Ojca odblokują.
>Nie możecie, bo to nie żaden ojciec. To położna Elżbieta w przebraniu.

Sugerujesz dualizm różańcowo - teofilowy?
28-11-2010 16:50 
 Ocena 2 na 2
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> To położna Elżbieta w przebraniu.
Mogę i z położną. Rozjadę ją, jak podobno red. Hołownia rozjeżdża zwolenników Dawkinsa. Spuście ją z łańcucha , a rzucę się jej do gardła.

Bez przerwy pić nie można. Dlatego się dokształcam. Hrabal.
20-12-2010 04:57 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>Z wychowania! Jak ktoś był wychowywany w takiej atmosferze, gdzie wszyscy dookoła wierzyli twardo w takie bajki, to co miał zrobić? To trzeba dojrzeć do myślenia samodzielnego i krytycznego, aby się temu przeciwstawić i oprzeć.
   Będziesz miłował... , a bliźniego swego jako siebie samego.
   Należy odróżnić wychowanie od tresury. Człowiek wytresowany uważa, że postępować dobrze, to postępować zgodnie z nakazami i zakazami wpajanymi od wczesnego dzieciństwa, a także zgodnie z tym, co uznają 'wszyscy'. Człowiek wychowany przywykł być krytycznym w stosunku do sądów, które do niego docierają, bo rozumie, że postęp zarówno intelektualny, jak moralny polega na ciągłym poprawianiu tego, co zastał. Miłość bliźniego każdemu nakazuje dawać bliźniemu to, co miłujący sam uważa za cenne. Wytresowany dzielić się będzie potwierdzeniami sądów żywionych przez większość, wychowany -- sądów krytycznych.
kogut59 (3090 punktów)
> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.
Inteligencja a wykształcenie to dwie rożne sprawy
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.
>Inteligencja a wykształcenie to dwie rożne sprawy
Inteligencja, to tylko lub aż potencjał.
Ktoś kto ma talent /potencjał/ muzyczny nie tylko nie musi zostać wirtuozem, ale nawet muzykiem - tak samo jest z inteligencją.
Potencjał też może być różnie wykorzystany.
Bardzo inteligentne zwierzęta - świnie, całe życie trzymane zamknięte w chlewie już takie inteligentne nie są.
Tak, inteligencja a intelektualizm, to zupełnie różne sprawy.

@@@
.
Vytautas (4394 punktów)
>> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.
>Inteligencja a wykształcenie to dwie rożne sprawy
   Czyżby? Debil może zdobyć papierek o ukończeniu szkoły, ale nie wykształcenie.
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.
- Inteligentny nie oznacza od razu że mądry
o.Teofil.Mariusz.OP (113 punktów)
(zablokowany)

>Inteligentny nie oznacza od razu że mądry

Nie trzeba być mądrym.
Wystarczy być dobrym,a mądrość sama przyjdzie.
25-11-2010 19:53 
 Ocena 1 na 1
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
Czyli rozumiem, dobrzy są tylko katolicy. Gdyż do każdego kto jest dobry przychodzi mądrość, (czyt.katolicyzm)?
Jak to w ogóle jest bo Wy (osoby związane z naukami kościoła) różnie uważacie. Czy człowiek dobry, miłosierny, ale nie katolik, baaa, miłosierny ateista, czy taki pójdzie do nieba?
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Czy człowiek dobry, miłosierny, ale nie katolik, baaa, miłosierny ateista, czy taki pójdzie do nieba?
Czy do Nieba dostanie się Ksiądz profesor Wacław Hryniewicz?
www.google(*)CNHY09PdTe9CG4dpPp1uVqZvNiLyOg

@@@
.
02-12-2010 19:58 
 Ocena 1 na 1
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>Czy do Nieba dostanie się Ksiądz profesor Wacław Hryniewicz?
Równie dobrze możemy zapytać, czy Jan Paweł II zostanie zbawiony? W jego wypowiedziach także, lecz nie tak dosłownie można zaobserwować apokatastazę. Jeśli o tym piszesz.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>.
>>Czy człowiek dobry, miłosierny, ale nie katolik, baaa, miłosierny ateista, czy taki pójdzie do nieba?
>Czy do Nieba dostanie się Ksiądz profesor Wacław Hryniewicz?
>www.google(*)CNHY09PdTe9CG4dpPp1uVqZvNiLyOg
>@@@
>
>...Kongregacja "ubolewa nade wszystko" nad wyrażonym przez duchownego "nieuzasadnionym twierdzeniem, że Kuria Rzymska wraca do starej eklezjologii i ekumenii sprzed Soboru Watykańskiego II" oraz że "chce mieć monopol na prawdę"...

Panie Andrzeju! Z wiekiem, człowiek pomimo czasem gorszego wzroku, widzi lepiej. "Ostrzej". Choć i pewnie wybiórczo. A, że i inaczej słyszy, to może sobie pozwolić na niektóre "niesłyszenia", chyba, że larum wielkie się podniesie. Ale droga coraz krótsza, więc lepiej ją widać. Ks. profesor zapewne pójdzie do Nieba, ale ziemscy przyjaciele zrobią mu niezły czyściec... jeszcze tu na ziemi.
Zauważam, ze pod "koniec drogi" wielu ludzi nie bacząc na wszystko, zaczyna mówić swoje prawdziwe przemyślenia... Czyżby sumienie nie wytrzymywało?

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
03-12-2010 09:01 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Panie Andrzeju! Z wiekiem, człowiek pomimo czasem gorszego wzroku, widzi lepiej. "Ostrzej".
Zdecydowanie potwierdzam, że zdarzają się wśród inteligencji takie przypadki.

>Choć i pewnie wybiórczo.
A to już niezależne od wieku. Ale tak!

>A, że i inaczej słyszy, to może sobie pozwolić na niektóre "niesłyszenia", chyba, że larum wielkie się podniesie.
>Ale droga coraz krótsza, więc lepiej ją widać. Ks. profesor zapewne pójdzie do Nieba, ale ziemscy przyjaciele zrobią mu niezły czyściec... jeszcze tu na ziemi.
Ja Go już w tym Niebie umieszczam, to mądry i szlachetny człowiek. Czytuję publikacje profesora Hryniewicza od ponad 30 lat i uważam, że widoczne tam było jego dojrzewanie i stopniowa acz konsekwentna ewolucja.
(Podobnie działo się np. z prof. Obirkiem)

>Zauważam, ze pod "koniec drogi" wielu ludzi nie bacząc na wszystko, zaczyna mówić swoje prawdziwe przemyślenia... Czyżby sumienie nie wytrzymywało?
Ze smutkiem, ale na podstawie obserwacji rówieśników stwierdzam, że wraz z wiekiem rośnie oportunizm.
Staruszek na emeryturze, parę latek do wieczności, a on jeszcze musi się przypodobać i zmienia poglądy o 180 stopni.
Ludzie, którzy donosili na mnie za nie dość lewicowe poglądy i śmiałość w krytyce skorumpowanych towarzyszy, parę lat później, zakładali stowarzyszenia typu "Prawica razem" lub dziś z najwiekszą odwagą krytykują czasy "słusznie minione".
Moim zdaniem inteligencję powinien cechować krytycyzm wobec zastanego świata i choćby już dlatego ma prawo, a czasem wręcz obowiązek zmiany poglądów, ale potrzebnym jest jakieś uzasadnienie intelektualne oraz śmieszna rzecz, jaką jest poczucie godności.
Wielką natomiast nieprzyzwoitością jest znajdowanie się stale w awangardzie jedynie słusznych poglądów.
A przecież takich jest najwięcej.

Pozdrawiam.

@@@
.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>Zauważam, ze pod "koniec drogi" wielu ludzi nie bacząc na wszystko, zaczyna mówić swoje prawdziwe przemyślenia... Czyżby sumienie nie wytrzymywało?
Być może to efekt przedyskutowanej już przez nas sprawy z życiem religijny. Tzn. Czasami człowiek potrzebuje religijnych dogmatów, by nie popaść w obłęd, by mieć gotowy punkt odniesienia, by mieć po co żyć. Gdy więc taki ksiądz pod koniec życia uświadomi, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć, że i tak umiera więc życie w gotowych strukturach nie jest mu potrzebne, zaczyna wyrzucać z siebie prawdziwe, szczere przemyślenia.
26-11-2010 07:55 
 Ocena 8 na 10
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>Inteligentny nie oznacza od razu że mądry
>Nie trzeba być mądrym.
>Wystarczy być dobrym,a mądrość sama przyjdzie.
>
To kiedy ta Ojca dobroć się objawi? Bo wtedy zaczniemy czekać na mądrość...



Cywilizacja to niekończący się ciąg potrzeb, których nie potrzebujemy. Marek T.
rectosei (20 punktów)
>>Inteligentny nie oznacza od razu że mądry
>Nie trzeba być mądrym.
>Wystarczy być dobrym,a mądrość sama przyjdzie.
>

Chyba nie do końca. Nie wystarczy być dobrym, by stać się mądrym. I odwrotnie - mądrość człowieka nie jest tożsama z jego dobrem. Mądrość i dobro to - w moim przekonaniu - raczej coś do czego powinno się dążyć, bo przecież nikt z nas nigdy nie stanie się "najmądrzejszy".
Medieval (3004 punktów)
Jeszcze inny aspekt sprawy. Dosyć ważny. Wypowiedź Winstona Churchilla (cytat może nieprecyzyjny): "Religia jest potrzebna bo służba mniej kradnie, a i kobiety mniej się puszczają."

Jest spora grupa intelektualistów którzy uważają, że religia jest użyteczna jako homonto dla tłuszczy. Taki wprogramowany do młodej łepetyny stróż prawa. To nie są może wierzący ale zagorzali obrońcy religii, która w ich mniemaniu jest prewencją na prymitywne ludzkie chucie. A może ładniej, wzmacniania religijności jako przekazywanej z pokolenia na pokolenie skarbnicy tradycyjnych wartości
23-11-2010 06:24 
 Ocena 4 na 4
coreless (16088 punktów)

chomąto

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
Medieval (3004 punktów)
>chomąto
Chomąto, no tak.
Foofix (40 punktów)
Powiem tak: pan Cejrowski moze i jest inteligentny, ale zostal wychowany w duchu ignorancji i fanatyzmu religijnego, a raczej ogolnego ideologicznego, patrzac na jego hipokryzje w sprawach religii. Po prostu pewne schematy myslenia zostaly mu tak gleboko wpojone, ze nie wie, ze mozna myslec inaczej.
Teresa Przyborska (157 punktów)
>Powiem tak: pan Cejrowski moze i jest inteligentny, ale zostal wychowany w duchu ignorancji i fanatyzmu religijnego, a raczej ogolnego ideologicznego, patrzac na jego hipokryzje w sprawach religii. Po prostu pewne schematy myslenia zostaly mu tak gleboko wpojone, ze nie wie, ze mozna myslec inaczej.

Oczywiscie pan Cejrowski wystepuje tutaj jako przyklad osoby podchodzacej do swojej wiary w sposob bezrefleksyjny.
I to jest istota zagadnienia.
Myśle, że wielu ludzi inteligentnych wierzy w tzw boga i ich wiara jest oparta na głębokij refleksjii i przeżyciu.
wielu ateuszy niekonicznie reprezentuje wysoka inteligencje.
Ich niewiara jest tak samo bezrefleksyjna jak wiara innych.

23-11-2010 11:19 
 Ocena 5 na 5
plodzien (7378 punktów)
>chomąto >

Chomąto to urządzenie zmniejszające zwierzęciu dyskomfort spowodowany koniecznością wykonania pracy.
Religia jest raczej wędzidłem, które wkłada się do pyska, aby kierować zwierzę w odpowiednim kierunku i przekazać mu sygnały właściwe w punktu widzenia woźnicy.
Ammet (1428 punktów)
Opium ludu?^^
zachaj (5239 punktów)
>Cejrowskiego....

Cejrowski inteligentny ? Powiedz ile wypiłeś pisząc to.
22-11-2010 21:24 
 Ocena 1 na 3
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>>Cejrowskiego....
>Cejrowski inteligentny ? Powiedz ile wypiłeś pisząc to.
Formalnie nie mogę nic bo <18 , ale praktycznie też nic. Nie wiem skąd twoje zdziwienie. Obejrzałem wiele wywiadów i programów z jego udziałem i uważam, że facet często gada rozsądnie, ma szeroka wiedzę którą dobrze broni własnych argumentów, potrafi dyskutować. Według mnie to oznaki inteligencji.
zachaj (5239 punktów)
Diabeł tkwi w szczegółach i pozory mogą mylić.
23-11-2010 15:08 
 Ocena 1 na 1
zagala (368 punktów)
>Cejrowski inteligentny ? Powiedz ile wypiłeś pisząc to.

wg mnie zarozumiały prostak z wrodzoną inteligencją - pardon!
Martyn (135 punktów)
Odpowiem trochę przewrotnie.
Badania dowodzą, że ludzie religijni są szczęśliwsi i żyją dłużej. Dlaczego więc człek inteligentny, prawdziwy racjonalista miałby rezygnować z tych naukowo udowodnionych korzyści? Na pewno nie w imię Prawdy, bo do tej oświecony ateizm nie rości sobie przecież pretensji, chociażby ze względu na oczywiste ograniczenia nauki.
Mamy więc pewne korzyści w życiu doczesnym, ale i - ewentualne - w życiu wiecznym - tu kłania się słynny zakład Pascala - racjonalny do bólu.
22-11-2010 21:28 
 Ocena 1 na 1
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>Odpowiem trochę przewrotnie.
>Badania dowodzą, że ludzie religijni są szczęśliwsi i żyją dłużej. Dlaczego więc człek inteligentny, prawdziwy racjonalista miałby rezygnować z tych naukowo udowodnionych korzyści? Na pewno nie w imię Prawdy, bo do tej oświecony ateizm nie rości sobie przecież pretensji, chociażby ze względu na oczywiste ograniczenia nauki.
>Mamy więc pewne korzyści w życiu doczesnym, ale i - ewentualne - w życiu wiecznym - tu kłania się słynny zakład Pascala - racjonalny do bólu.
Statystycznie też ludzie mniej wykształceni są bardziej religijni.
Ale te wszystkie zalety płyną tylko wtedy gdy człowiek jest pewien swej wiary. A nie możliwe by ktoś z "czymś w głowie" nie zastanowił się nad sensem danej wiary. Nie wyobrażam sobie tego.
22-11-2010 21:49 
 Ocena 1 na 1
Martyn (135 punktów)

> Ale te wszystkie zalety płyną tylko wtedy gdy człowiek jest pewien swej wiary.

Skąd ten pomysł?
Wiara bez wątpliwości nie byłaby wiarą, tylko wiedzą. Oczywiście nie wykluczam, że istnieją osobnicy absolutnie pewni swego, ale biorąc pod uwagę, że poruszamy się w obszarze niedowodliwości, byliby to wyłącznie osobnicy, którzy doznali tzw. objawienia.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
Człowiek który jest wierzący "bo tak". Nie ma tej przyjemności z obcowaniem z siła boską, nie odbiera modlitwy jako czegoś co przynosi mu siłę, czy ukojenie. Chyba to są czynniki które wpływają na poprawienie życia ludzi.
Martyn (135 punktów)
>Człowiek który jest wierzący "bo tak". Nie ma tej przyjemności z obcowaniem z siła boską, nie odbiera modlitwy jako czegoś co przynosi mu siłę, czy ukojenie. Chyba to są czynniki które wpływają na poprawienie życia ludzi.

Zgoda. Same względy praktyczne są niewystarczające by na wierze skorzystać choćby tylko w ten sposób. Do wydedukowanego Absolutu filozofów, czy naukowców trudno byłoby się modlić.
23-11-2010 17:16 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> Ale te wszystkie zalety płyną tylko wtedy gdy człowiek jest pewien swej wiary. A nie możliwe by ktoś z "czymś w głowie" nie zastanowił się nad sensem danej wiary. Nie wyobrażam sobie tego.

Człowiek odpowiednio inteligentny i z szeroką wiedzą potrafi znaleźć uzasadnienie dla każdej odpowiednio rozmytej logicznie ideologii. Bo przecież teksty religijne są zawsze wieloznaczne.
Trzeba przełamać blokadę w umyśle, bo rozróżnić prawdę od "potrafię sobie wmówić, że to prawda", rozróżnić fakty od "chcę, by to były fakty".

Dlatego uważam, że tacy ludzi jak Cejrowski czy Hołownia balansują na krawędzi zrozumienia - i jeśli nie zabraknie im odwagi, to mogą zrobić zwrot o 180 stopni by z równie wielką energią walczyć z religią.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
22-11-2010 23:06 
 Ocena 4 na 4
jankw (453 punktów)
>Mamy więc pewne korzyści w życiu doczesnym, ale i - ewentualne - w życiu wiecznym - tu kłania się słynny zakład Pascala - racjonalny do bólu.

Przede wszystkim bezsensowny - wystarczy wybrać złego boga. Ba, żeby jeszcze o samego boga chodziło - trzeba być zapisanym do autoryzowanego fanklubu, a nie do jakichś odszczepieńców. Prawdopodobieństwo sukcesu jak w Dużym Lotku. A jeśli stworzycielem świata jest bóstwo wymarłego afrykańskiego plemienia, to wszyscy mamy przechlapane.
23-11-2010 11:04 
 Ocena 2 na 2
Kuba Śruba (3184 punktów)
> Dlaczego więc człek inteligentny, prawdziwy racjonalista miałby rezygnować z tych naukowo udowodnionych korzyści?
W imię prawdy. Tak jak w matriksie: Wolisz czerwoną czy niebieską kapsułkę?

Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
Martyn (135 punktów)

>W imię prawdy. Tak jak w matriksie: Wolisz czerwoną czy niebieską kapsułkę?

Jakiej prawdy? W kwestiach zasadniczych, definiujących światopogląd, nie istnieje żadna prawda, a wyłącznie wiara. W Boga się wierzy bądź nie wierzy. Oczywiście wierzący znajdują wiele przesłanek przemawiających za istnieniem Boga, przecież wielu znacznie od nas mądrzejszych dochodziło do tej idei na drodze ,,czystego rozumu". Są to przesłanki, które sceptyk uzna za subiektywne, ale przecież dla idei Boga nie ma to najmniejszego znaczenia. Przesłanki praktyczne, o których tu żartowałem (z zakładem Pascala włącznie) nie mają oczywiście znaczenia podstawowego, ale z pewnością poprawiają samopoczucie
Kuba Śruba (3184 punktów)
>Jakiej prawdy? W kwestiach zasadniczych, definiujących światopogląd, nie istnieje żadna prawda
A czym jest wiara? Czy tak zasadniczo różni się od uznawania twierdzeń za prawdziwe?
W pewien sposób nie: uważam, że grawitacja jest prawdziwa, bo mogę w każdej chwili sprawdzić, że działa. Gdybym poleciał w kosmos, w stan nieważkości, to nadal uważał bym grawitację za prawdziwe zjawisko mimo, że bym go nie odczuwał.
Światopogląd można zdefiniować jako pewne teorie o świecie, które uznajemy za prawdziwe.
Napisałem "w imię prawdy" - oczywiście z mojej perspektywy, w odpowiedzi na Twoje powoływanie się na jakieś badania i zakład Pascala

Reasumując wygląda, że jednak zgadzam się z tym co napisałeś, ująłem to jedynie swoimi słowami

Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
Martyn (135 punktów)

>Reasumując wygląda, że jednak zgadzam się z tym co napisałeś, ująłem to jedynie swoimi słowami

Tak. Prawdopodobnie się zgodziliśmy.
Prawda przez duże P jest nam niedostępna OBIEKTYWNIE, zaś dostępne prawdy częściowe (jak cząstkowe, wzajemnie sprzeczne i być może lokalne czasoprzestrzennie teorie naukowe) nie mogą być decydujące dla światopoglądu przez duże Ś.
Żaden prawdziwy teista nie wierzy więc wbrew Prawdzie, tak jak żaden ateista wbrew Prawdzie nie nie-wierzy. Kropka.
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>W imię prawdy. Tak jak w matriksie: Wolisz czerwoną czy niebieską kapsułkę?
(z zakładem Pascala włącznie) nie mają oczywiście znaczenia podstawowego, ale z pewnością poprawiają samopoczucie
>
pl.netlog.com/doteresa/blog/blogid=110732#blog
23-11-2010 13:55 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> ludzie religijni są szczęśliwsi i żyją dłużej

Być może, ale świat idzie do przodu nie dzięki tej oportunistycznej, nie skażonej głębszą refleksją trzodzie - tylko dzięki tym, których zastany świat wkurwiał i potrafili wiele zdrowia poświęcić, żeby go zmienić na lepsze. Której postawie należy się szacunek od nas, jak by nie patrzeć, beneficjentów postępu?

> Na pewno nie w imię Prawdy, bo do tej oświecony ateizm nie rości sobie przecież pretensji, chociażby ze względu na oczywiste ograniczenia nauki.

Te "oczywiste ograniczenia nauki" są równoznaczne "oczywistym ograniczeniom ludzkiego poznania". Podkreślając w tym sformułowaniu słowo "nauka" dopuszczasz się brzydkiej manipulacji, mającej na celu jej (nauki) zdeprecjonowanie.

No chyba że znasz jakieś lepsze, pozanaukowe drogi dochodzenia do prawdy? Ale takiej zwykłej, przez małe "p" - bo ta przez wielkie "P" jest chyba niewiele warta, skoro roszczą sobie do niej pretensje szamani każdej sekty.
anulex (263 punktów)
Zakład Pascala:
- nie bierze pod uwagę tego, że Bóg może mieć w stosunku do nas zupełnie inne oczekiwania niż zakłada się w wierze katolickiej. Może na przykład lubi niedowiarków i ci jako pierwsi wstąpią do nieba?
- opiera się na założeniu, że człowiek może uwierzyć i pokochać Boga tylko dlatego, że tak postanowił - ilu by tak potrafiło? Interesowne udawanie wiary i życie zgodnie z doktryną nie zapewnia zbawienia - w każdym razie w wierze katolickiej.
- proponuje postawienie bardzo wysokiej stawki w grze o wygraną, której istnienie nie wydaje się specjalnie prawdopodobne. To trochę jak gra w rosyjską ruletkę - nie ma w tym niczego racjonalnego.

Jeśli chodzi o korzyści w życiu doczesnym... Nie wiadomo, czy dobrostan jest zwiększany przez religijność, czy przez inne cechy, które z nią korelują. Dodatkowo, jak napisał Złotek, nie jest łatwo uwierzyć na zawołanie a wcale nie wiadomo, czy kiepsko ugruntowana wiara również daje szczęście. No i większość inteligentnych lubi swoją inteligencję i niechętnie z niej rezygnuje.

Myślę, że o źródła wiary inteligentnych wierzących najlepiej spytać ich samych. To mogą być całkiem ciekawe rozmowy i chętnie przeprowadzę kilka takich w najbliższym czasie.
26-11-2010 17:02 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)

>Badania dowodzą, że ludzie religijni są szczęśliwsi i żyją dłużej.

A może jakiś link do tych badań, bo my tu panie niewierzący .
Martyn (135 punktów)
>>Badania dowodzą, że ludzie religijni są szczęśliwsi i żyją dłużej.
>A może jakiś link do tych badań, bo my tu panie niewierzący .

Nie kolekcjonuję badań, a tym bardziej linków, mogę jedynie zaproponować poszlaki, które udało mi się wygooglać w minutę:

kopalniawi(*)ie-Franco-Bonaguidi-11515.html

www.rp.pl/artykul/109863.html
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni. Nie wiele
>przecież potrzeba by dostrzec, że religia to seria bajeczek, pomieszanych z kulturą etc. Dlaczego
>więc tak wielu wybitnych, inteligentnych ludzi jest religijnymi? Na ten przykład weźmy takiego
>Cejrowskiego. Chłop inteligenty, a zagorzały katolik.(przynajmniej tak deklaruje). Z czego to
>wynika? Jak uważacie?

Moim zadanie wiaram jest funkcją woli. Wierzę w coś, bo chcę w to wierzyć. Nawet trudno sobie wyobrazić, jakiej ekwilibrystyki potrafi dokonać ludzki umysł, żeby nagiąć fakty do swoich wyobrażeń. Maltretowana żona potrafi z pełnym przekonaniem opowiadać o tym, jaki jej mąż jest czuły i kochający, chory będzie przekonywał, że tak naprawdę to nie pomagaja mu tabletki, zastrzyki, operacje, ale dotyk znachora, hazardzista pomimo tego, że zawsze przegrywa, jest święcie przekonany, że tym razem to już na 100% się odegra itd. itp.
Tak samo jest z wiarą religijną. Pomimo, że cała wiedza i doświadczenie przeczą głoszonym przez kościoły naukom, skądinąd inteligentni i wykształceni ludzie są przekonani, że ten jeden jedyny raz stało się coś niemożliwego. Co z tego, że kobiety nie zachodzą w ciążę za sprawą ducha św? A może właśnie ona zaszła? Jedni próbuja naukowo wyjaśniać fenomen dzieworództwa, inni orzekają, że istnieją dwa porządki świata: boski i ludzki i jeden z drugim nie muszą się przenikać, że normalnie jest to niemożliwe, ale dla boga nie ma rzeczy niemożliwych, i już.
Kiedyś Biblię odczytywano dosłownie. Była Ewa, jabłko i wąż, był Noe, potop i arka, świat powstał w sześć dni i nikt w to nie wątpił. Potem zaczęła rozwijać sie nauka i coraz częściej zaczynano kwestionować "prawdy" zawarte w świętych księgach. Kosciół początkowo walczył z nauką, ale potem zrobił posunięcie iście szatańskie. Uznał, że wiara nie kłóci sie z nauką, a wiele wydażeń opisanych jest w Biblii w sposób alegoryczny. Otworzył tym samym furtke dla ludzi, którzy ze wzglądu na swoja wiedzę musieliby opowiedzieć się po jednej ze stron, co często znaczyłoby opuszczenie kościoła. Teraz inteligentny, wykształcony człowiek może już żyć w religijno-naukowej schizofrenii bez poczucia winy i konieczności wybierania. Może rano być ginekologiem, a wieczorem rozważać niepokalane poczęcie, może rano być fizykiem a wieczorem zastanawiać się jaka to cudowna siła porusza ciała niebieskie, może za dnia "psioczyć" na biskupa rozbijającego się furą za parę milionów, a potem przytakiwać mu, kiedy na kazaniu ten zaleca mu ubóstwo.
I to cały mechanizm wiary ludzi inteligentnych.
Nie mówię tu oczywiście o kryptoateistach, którzy w prawdzie nie wierzą, ale uznają, że ich gorliwa religijność służy karierze czy innym celom.
22-11-2010 21:54 
 Ocena 1 na 1
Martyn (135 punktów)

>Nawet trudno sobie wyobrazić, jakiej ekwilibrystyki potrafi dokonać ludzki umysł, żeby nagiąć fakty do swoich wyobrażeń.

Może od początku...
Jakie FAKTY trzeba nagiąć, żeby wyobrazić sobie dajmy na to wszechmogącego Boga - Kreatora?
22-11-2010 22:12 
 Ocena 4 na 4
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>Jakie FAKTY trzeba nagiąć, żeby wyobrazić sobie dajmy na to wszechmogącego Boga - Kreatora?
-Dokładnie wszystkie. Całą obserwowaną rzeczywistość, która nie wymaga żadnego kreatora aby istnieć taką jaka jest.
22-11-2010 22:14 
 Ocena 3 na 3
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>>Jakie FAKTY trzeba nagiąć, żeby wyobrazić sobie dajmy na to wszechmogącego Boga - Kreatora?
>-Dokładnie wszystkie. Całą obserwowaną rzeczywistość, która nie wymaga żadnego kreatora aby istnieć taką jaka jest.
Właśnie, tak samo jak wszystkie fakty należy nagiąć (albo raczej zignorować), żeby w domowym tyranie dostrzec kochającego tatusia... Ale nie takich cudów potrafi dokonać ludzki umysł.
22-11-2010 22:21 
 0 na 4
Martyn (135 punktów)

>Całą obserwowaną rzeczywistość, która nie wymaga żadnego kreatora aby istnieć taką jaka jest.

No to musisz wiedzieć coś więcej i wyprzedzać całą współczesną myśl naukową i filozoficzną.
Chyba, że w swojej niekonsekwencji zawierzyłeś, którejś z niefalsyfikowalnych przypowieści o wiecznym wszechświecie (to niemal Bóg filozofów), wielo-świecie (jak ładnie olano brzytwę O), strunach, m-branach, membranach, czy innych goretexach.
22-11-2010 23:15 
 Ocena 3 na 3
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>No to musisz wiedzieć coś więcej i wyprzedzać całą współczesną myśl naukową i filozoficzną.
- A ja myślałem, że trzeba wiedzieć coś więcej żeby wymyślić boga..kreatora czy jak mu tam. Nawet w żadnych superstrunach go nie widać. aha, Jeśli czegoś jeszcze nie wiemy lub nie rozumiemy to tam na pewno siedzi bóg...to pobożne życzenia niestety !
24-11-2010 11:28 
 Ocena 2 na 2
Martyn (135 punktów)
>- A ja myślałem, że trzeba wiedzieć coś więcej żeby wymyślić boga..kreatora czy jak mu tam.

W tym cały ambaras, że idei Boga wymyślać nie trzeba, co już daje do myślenia.
Zgodzę się natomiast z tym, że żeby w Boga uwierzyć trzeba czegoś więcej niż wyższego wykształcenia z nauk przyrodniczych, ba nawet doktorat z filozofii jest niewystarczający skoro przez tyle stuleci nie doszła myśl filozoficzna do żadnego ostatecznego wniosku.
Wniosek nieostateczny brzmi więc:
Ateiści nie wiedzą niczego więcej od teistów (choć sądząc ze zdawkowego przeglądu tego portalu bardzo by chcieli sprawiać takie wrażenie), a jedynie inaczej interpretują rzeczywistość.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>Wniosek nieostateczny brzmi więc:
>Ateiści nie wiedzą niczego więcej od teistów (choć sądząc ze zdawkowego przeglądu tego portalu bardzo by chcieli sprawiać takie wrażenie), a jedynie inaczej interpretują rzeczywistość.
Dodałbym jeszcze, że wszyscy wiemy tyle samo, tylko jedni stawiają na argument PRAWDY nauki, a drudzy na argumenty PRAWDY filozoficznej nie możliwości nie istnienia siły stwórczej. Oba argumenty wykluczają się dziś, aczkolwiek teoretycznie nie musi być tak zawsze. Problem tkwi tylko w tym, że nie potrafimy zdecydować wadze argumentów ("Argumentów nie należy liczyć, lecz ważyć-Cyceron"). Bo nauka jest bardziej jednoznaczna i zależy od rzeczywistych efektów pracy. Filozofia jest wolna, ogranicza się tylko do wyobraźni i hierarchii wartości. I tak t przez tą filozofię (hierarchie wartości) wybieramy naukę jako to ważniejszą. ale nie każdy ma taką samą hierarchię. Dlatego nie którzy pod wpływem tej samej filozofii, wybierają siłę jej samej na nauką. Jest to odwieczna wojna pomiędzy światopoglądami. I tak dopóki nauka nie zbada całego wszechświata do końca. Nie można wydawać wyroków za, czy przeciw. Jedynym słusznym stanowiskiem wobec istnienia Boga jest nie zaprzeczam nie nie jestem za. Gdyż nie udowodniono istnienia, ale i nie udowodniono nie istnienia.
25-11-2010 10:35 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Ateiści nie wiedzą niczego więcej od teistów (choć sądząc ze zdawkowego przeglądu tego portalu bardzo by chcieli sprawiać takie wrażenie), a jedynie inaczej interpretują rzeczywistość.

Oj, nie tylko.
Badając źródła historyczne (literackie, archeologiczne itd.) i stosując współczesną wiedzę z dziedzin ścisłych i humanistycznych, można sprawdzić, na ile prawdopodobne jest, że jest to bajka - a na ile, że jest to prawda. A to już jest dość konkretna wiedza.
I to właśnie odróżnia naukowca (lub ateistę) od człowieka religijnego, który po prostu zakłada a priori absolutną prawdziwość deklaracji twórców swojej religii.

Nie interpretujemy więc inaczej rzeczywistości, tylko po prostu nie kupujemy kota w worku (bo otwieramy worek i sprawdzamy, co jest rzeczywiście w środku).

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
25-11-2010 10:41 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Nie interpretujemy więc inaczej rzeczywistości, tylko po prostu nie kupujemy kota w worku (bo otwieramy worek i sprawdzamy, co jest rzeczywiście w środku).

Tylko czy przeciętny ludzik chce być mądry czy szczęśliwy (uszczęśliwiony/znieczulony)?
"Teraz nabroję a po śmierci jakoś to posprzątam" (wersja lajt z czyśćcem)

ps. proszę zauważyć, że uwielbiamy jako populacja - szczególnie młoda populacja - być na haju (fizycznym, psychicznym, intelektualnym)... inaczej pisząc - nie doświadczać w pełni rzeczywistości...

Cywilizacja to niekończący się ciąg potrzeb, których nie potrzebujemy. Marek T.
25-11-2010 10:58 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Tylko czy przeciętny ludzik chce być mądry czy szczęśliwy (uszczęśliwiony/znieczulony)?

Zwłaszcza, że tyle razy w życiu słyszeli, iż mędrcy i bogacze nie wejdą do Królestwa Bożego - bo jest ono dla prostaczków i biednych.

Komunizm za życia plus życie na wiecznym haju po śmierci.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
25-11-2010 13:21 
 Ocena 1 na 1
Martyn (135 punktów)

>Badając źródła historyczne (literackie, archeologiczne itd.) i stosując współczesną wiedzę z dziedzin ścisłych i humanistycznych, można sprawdzić, na ile prawdopodobne jest, że jest to bajka - a na ile, że jest to prawda. A to już jest dość konkretna wiedza.

Jasne, tyle, że Twoja wypowiedź dotyczy badań nad poszczególnymi religiami, a nie kwestii istnienia Boga.
Zresztą jak się zastanowić to nawet badania religii są subiektywne i skażone przyjętymi a priori założeniami.
Np. (z punktu widzenia niewierzącego):
Dlaczego uważam przygody Jezusa Chrystusa za nieprawdopodobne? Bo takie rzeczy nie dzieją się na co dzień. Dlaczego uważam, że Jezus Chrystus nie był Bogiem? Bo Bóg nie istnieje. Z wiedzą, a tym bardziej konkretną niewiele to ma wspólnego.

>Nie interpretujemy więc inaczej rzeczywistości, tylko po prostu nie kupujemy kota w worku (bo otwieramy worek i sprawdzamy, co jest rzeczywiście w środku).

Kupujecie, kupujecie i to niejednego.
Bo problem w tym, że w worku widać coś, a nie nic, porządek, a nie chaos, postęp, a nie regres. Metafizyka przypadku już nie wystarcza, bo czasu jakby za mało na te wszystkie przypadki, z przypadkiem istnienia prawa dopuszczającego te przypadki włącznie. Wrzuca się więc do worka co popadnie. Najbardziej zdeterminowani gotowi są nawet zrezygnować z ukochanej brzytwy Ockhama (postulując istnienie nieskończonej ilości światów w nieskończonym czasie) byleby tylko obejść ideę Boga. ,,Gdzie Ci sceptycy, prawdziwi tacy, gdzie te chłopy"
25-11-2010 17:37 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Dlaczego uważam przygody Jezusa Chrystusa za nieprawdopodobne? Bo takie rzeczy nie dzieją się na co dzień. Dlaczego uważam, że Jezus Chrystus nie był Bogiem? Bo Bóg nie istnieje. Z wiedzą, a tym bardziej konkretną niewiele to ma wspólnego.

Skądże... Rozumowanie powyższe jest bardzo prościutkie.
Przygody Jezusa Chrystusa nie dlatego są nieprawdopodobne, że takie rzeczy nie dzieją się na co dzień. Są nieprawdopodobne, bo:
- większość z nich była już znane z wcześniejszych mitów religijnych, co wskazuje na zapożyczenia literackie, a nie opis rzeczywistości
- cudów, boskich cech i szczegółów przybywało w miarę upływu czasu, jaki upłynął od śmierci Jezusa; tak się tworzą legendy i mity
- porównanie źródeł biblijnych i obecnych dogmatów wskazuje na fantazję kolejnych Ojców Kościoła (najwięcej do powiedzenia miał św. Paweł który na oczy Jezusa nie widział; w Ewangeliach ani nigdzie więcej nie ma słowa o dziewictwie Maryi albo o jej wniebowzięciu, ale obecnie "wiemy to" itd.)
- zapoznanie się z historią obrazuje, jak przebiegało ustalanie obecnej listy boskich przymiotów Jezusa i Maryi i jaki wpływ miała np. sytuacja polityczna w kolejnych wiekach

...i tak dalej. Krótko mówiąc, są rzetelniejsze dowody i przesłanki niż proste "to się nie mogło zdarzyć".

>Bo problem w tym, że w worku widać coś, a nie nic, porządek, a nie chaos, postęp, a nie regres. Metafizyka przypadku już nie wystarcza, bo czasu jakby za mało na te wszystkie przypadki, z przypadkiem istnienia prawa dopuszczającego te przypadki włącznie.

Czasu w historii Ziemi było dość, do wielokrotnego powstania i wyginięcia inteligentnych istot z ludźmi włącznie.

Albo inaczej: gdyby sprawy ułożyły się inaczej i nie powstałaby ludzkość, to po prostu nie byłoby komu zastanawiać się na przypadkowością.
Albo jeszcze inaczej: na jakiejś odległej planecie w innej galaktyce, jakiś sześciomackowy czterogłowy Martyn tłumaczy właśnie swoim słuchaczom, że powstanie tak cudownie złożonej i dopasowanej do tej planety formy życia jak ich, nie może być przypadkowe!


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Martyn (135 punktów)

>Przygody Jezusa Chrystusa nie dlatego są nieprawdopodobne, że takie rzeczy nie dzieją się na co dzień. Są nieprawdopodobne, bo:
>- większość z nich była już znane z wcześniejszych mitów religijnych, co wskazuje na zapożyczenia literackie, a nie opis rzeczywistości

W ten sposób można zdyskwalifikować każde wydarzenie, całą historię właściwie, za wyjątkiem zdarzeń niepowtarzalnych.
,,Prawda nie jest oryginalna, oryginalna jest pomyłka" (nie pamiętam kto, ale z pewnością nie ja).

>- cudów, boskich cech i szczegółów przybywało w miarę upływu czasu, jaki upłynął od śmierci Jezusa; tak się tworzą legendy i mity

To jakimi legendami i mitami dane wydarzenie obrasta w czasie nie ma dla faktu samego wydarzenia żadnego znaczenia.
Faktem niezaprzeczalnym jest, że coś się po śmierci Jezusa zadziało na świecie, coś co jego wyznawcom nie pozwoliło zwątpić, dlatego przecież w ogóle o tym teraz rozprawiamy.

>Albo inaczej: gdyby sprawy ułożyły się inaczej i nie powstałaby ludzkość, to po prostu nie byłoby komu zastanawiać się na przypadkowością.

Nie przyjmuję argumentów ,,gdyby". Sprawy nie ułożyły się inaczej, powstała ludzkość, istnieje coś a nie nic, a forsowana przez materialistów metafizyka przypadku nie wszystkich przekonuje.
26-11-2010 10:27 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>- większość z nich była już znane z wcześniejszych mitów religijnych, co wskazuje na zapożyczenia literackie, a nie opis rzeczywistości
>W ten sposób można zdyskwalifikować każde wydarzenie, całą historię właściwie, za wyjątkiem zdarzeń niepowtarzalnych.

Łatwo w ten sposób zdyskwalifikować "fakty", które nie miały nigdy miejsca.
Wielu bogów przed Jezusem narodziło się z dziewicy, wielu umarło i zmartwychwstało dla dobra ludzi, wielu uleczało chorych, unosiło się w powietrzu, zamieniało wodę wino, dla wielu zbudowano potem świątynie i czczono ich przez setki lub tysiące lat.
Tamci byli fałszywymi bogami, mitami i alegoriami sił natury - no, ale Nasz Jezus był prawdziwym Bogiem, a jakże!

>,,Prawda nie jest oryginalna, oryginalna jest pomyłka" (nie pamiętam kto, ale z pewnością nie ja).

Przysłów, aforyzmów i powiedzonek na każdą okazję mamy bez liku - ale sa kiepskim argumentem w dyskusji.

>To jakimi legendami i mitami dane wydarzenie obrasta w czasie nie ma dla faktu samego wydarzenia żadnego znaczenia.

Chyba, że samo wydarzenie też jest legendą.
Na przykład: prawdopodobnie miało miejsce wydarzenie ukrzyżowania Jezusa Cieśli z Nazaretu.
Legendą i mitem jest, że to ukrzyżowanie zbawiło ludzkość, a sam ukrzyżowany - zmartwychwstał.
Tak oto legenda zmieniła sens wydarzenia.

Inny przykład: św. Helena, ta co odnalazła Krzyż Pański, sprawdziła jego autentyzm w ten sposób, że na tym krzyżu położono chorego (wyzdrowiał natychmiast!), a następnie martwą kobietę (natychmiast ożyła!).
Faktem jest zapewne, że coś znalazła (w końcu drzazga z tego krzyża jest tez w Polsce, w górach nomenomen Świetokrzyskich). Legenda o związanych z tym faktem cudach służy jako fałszywe potwierdzenie, że nie był to zwykły kawał drewna.
(A może ty wierzysz, że trup kobiety położony testowo na tym krzyżu - ożył???).

>Faktem niezaprzeczalnym jest, że coś się po śmierci Jezusa zadziało na świecie, coś co jego wyznawcom nie pozwoliło zwątpić, dlatego przecież w ogóle o tym teraz rozprawiamy.

Coś się zadziało na świecie - i trwa - również po śmierci Mahometa, po śmierci Buddy, po śmierci Konfucjusza, po śmierci Lao Tse itd.
Równie silne są wierzenia hinduskie, chociaż tu trudno stwierdzić, kto umarł by po śmierci stać się Kriszną czy Brahmą.

>Nie przyjmuję argumentów ,,gdyby". Sprawy nie ułożyły się inaczej, powstała ludzkość, istnieje coś a nie nic, a forsowana przez materialistów metafizyka przypadku nie wszystkich przekonuje.

Sprawy ułożyły się - przypadkowo - tak właśnie, że wygrał Twój plemnik, a nie któryś z miliona innych. A gdyby wygrał w wyścigu do jajeczka dowolny inny, to też by twierdził, że jego narodziny nie mogą być przypadkowe.
Gdyby było nic, zamiast czegoś, to nie byłoby nikogo, by zauważyć, że jest nic. Argument przeciwny do Twojego po prostu nie zostałby wysłowiony. A taki właśnie niewysłowiony argument istnieje przecież w każdym miejscu, gdzie nie ma rozumnego życia. Czy to trudno zrozumieć?

Metafizyka Przypadku forsowana przez Materialistów - brzmi bezsensownie, chyba sam to wymyśliłeś?


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
25-11-2010 17:57 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Jasne, tyle, że Twoja wypowiedź dotyczy badań nad poszczególnymi religiami, a nie kwestii istnienia Boga.

Cóż w ogóle nas, ludzi, interesuje czy Bóg istnieje, czy nie? To przecież nie jest ważne!
Istotne jest naprawdę, czy - jeśli istnieje - to ma dla nas jakąś ofertę "nie do odrzucenia" i czy wymaga kultu z naszej strony.

Jak starałem się wykazać w poprzedniej wypowiedzi, dotychczasowi kandydaci na Bogów są bardzo mało prawdopodobni - mniej więcej tak samo prawdopodobni, jak święty Mikołaj z prezentami i rózgą.
Jeśli więc istnieje jakiś "BógStwórcaWszechświata", to dotąd się nam nie ujawnił, więc można chyba sprawę jego kultu, przepraszam za wyrażenie, olać.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Martyn (135 punktów)
>Cóż w ogóle nas, ludzi, interesuje czy Bóg istnieje, czy nie? To przecież nie jest ważne!

Jest ważne chociażby w kwestii wyjaśnienia problemu: przypadek, czy celowość.
Zasadniczo pytanie dlaczego jest ważniejsze od pytania jak.

>Jak starałem się wykazać w poprzedniej wypowiedzi, dotychczasowi kandydaci na Bogów są bardzo mało prawdopodobni - mniej więcej tak samo prawdopodobni, jak święty Mikołaj z prezentami i rózgą.

Nic nie wykazałeś. Raczej odmówiłeś Bogu prawa do suwerennego działania. Ma się objawić tak jak Tobie się wydaje, że objawić się powinien, gdyby istniał, a jeśli nie, to go nie ma i basta!
26-11-2010 10:44 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Zasadniczo pytanie dlaczego jest ważniejsze od pytania jak.

Nieprawda, pytanie "jak" jest ważniejsze od pytania "dlaczego". Równo o 287 % ważniejsze.

>Nic nie wykazałeś. Raczej odmówiłeś Bogu prawa do suwerennego działania.

Nigdy w życiu nie ośmieliłbym się odmówić Bogu jakiegokolwiek prawa!
Sęk w tym, że po sprawdzeniu dowodów okazuje się, że to nie Bogu się odmawia, tylko kapłanom i innym samozwańczym autorytetom - a to jest niewybaczalne...

(Bóg wybaczy ci wszystko, ale Kościół ci nie wybaczy!)

>Ma się objawić tak jak Tobie się wydaje, że objawić się powinien, gdyby istniał, a jeśli nie, to go nie ma i basta!

Czyli, jak powiedział jeden z wielkich Ojców Kościoła, im głupsze jest to w co mam wierzyć, tym bardziej jest to prawdziwe?
Więc proszę: wulkany są kuźnią boga Hefajstosa i chociaż brzmi to idiotycznie, ale nie odmawiajmy bogu Hefajstosowi prawa do suwerennego działania?


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
23-11-2010 19:26 
 Ocena 1 na 1
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>-Dokładnie wszystkie. Całą obserwowaną rzeczywistość, która nie wymaga żadnego kreatora aby istnieć taką jaka jest.
No to jak nie od Kreatora to skąd się pierwotnie wzięła? To, że wzięła się z niczego jest równie bardzo prawdopodobne, jak to że wzięła się od Kreatora.
Guzik (2020 punktów)

>No to jak nie od Kreatora to skąd się pierwotnie wzięła? To, że wzięła się z niczego jest równie bardzo prawdopodobne, jak to że wzięła się od Kreatora.


No bo ten "kreator" skąd się wziął?
25-11-2010 13:31 
 Ocena 2 na 2
Martyn (135 punktów)

>No to jak nie od Kreatora to skąd się pierwotnie wzięła? To, że wzięła się z niczego jest równie bardzo prawdopodobne, jak to że wzięła się od Kreatora.

Nadajesz nicości jakąś mistyczną moc sprawczą? Czyż to nie trąci metafizyką?
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>>No to jak nie od Kreatora to skąd się pierwotnie wzięła? To, że wzięła się z niczego jest równie bardzo prawdopodobne, jak to że wzięła się od Kreatora.
>Nadajesz nicości jakąś mistyczną moc sprawczą? Czyż to nie trąci metafizyką?
Po prostu w miejscu stworzenia, zaczynam się gubić. Dlatego spytam. Skąd według Ciebie wziął się wszechświat?
Martyn (135 punktów)
>Po prostu w miejscu stworzenia, zaczynam się gubić. Dlatego spytam. Skąd według Ciebie wziął się wszechświat?

,,Rozwój fizyki atomowej odwiódł ją od podstawowych przesłanek materialistycznej filozofii. Doświadczenia dowiodły, że elementarne cząstki nie są wieczne i niezmienne. Są raczej prostymi wyrazami podstawowych konstrukcji matematycznych. Zatem dla nauki współczesnej na początku był wzór matematyczny, a nie materia. A ponieważ wzór matematyczny jest koncepcją intelektualną, można by rzec: na początku była Myśl".
Werner Heisenberg.

Nie wierzę, że coś mogło powstać z niczego samoistnie. Jeśli nawet to jakieś prawo fizyczne musiałoby to umożliwiać. Prawo, wzór, Myśl. Na początku musiała być myśl, Intelekt. Tak to widzę na dziś.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
Ale myśl nie jest niczym innym jak reakcja chemiczną zachodząca w naszym mózgu. Czyli ma podłoże materialne.
Martyn (135 punktów)
>Ale myśl nie jest niczym innym jak reakcja chemiczną zachodząca w naszym mózgu. Czyli ma podłoże materialne.

Dlatego Heisenberg mówił o Myśli, a nie myśl.
Jakie podłoże ma wzór matematyczny, jakie podłoże ma prawo fizyki?
Jeśli nawet wszechświat mógł wyłonić się z nicości na zasadzie praw fizyki kwantowej to i tak nie wyjaśnia skąd wzięły się te prawa, nie mówiąc już o tym, że jeśli takowe były to nie było nicości.
27-11-2010 14:58 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Czyli co - prawa fizyki stworzył bóg?
To w takim razie skąd wziął się bóg, bo nie z nicości przecież?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Martyn (135 punktów)
>Czyli co - prawa fizyki stworzył bóg?
>To w takim razie skąd wziął się bóg, bo nie z nicości przecież?

W moim przekonaniu z nicości, rozumianej jako brak materii, energii, przestrzeni, czasu i praw wszelkich, nic się wziąć nie mogło.
Ale coś się niewątpliwie wzięło i nie umknęło to uwadze ludzi. Niektórzy z nich doszli do przekonania, że skoro coś nie mogło się wziąć z nicości, musi istnieć coś, co nie wymaga przyczyny tak jak wszelkie obserwowane byty fizyczne - byt konieczny, istniejący poza czasem i przestrzenią, istnienie samo w sobie. W ten sposób na ideę Boga wpadli filozofowie, przynajmniej niektórzy. Można się z tym zgadzać lub nie, ale tak czy owak racjonalność na tym poziomie wyraźnie mięknie, a każda inna propozycja wygląda równie, o ile nie bardziej, irracjonalnie.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
Dlatego szanse na istnienie Boga są takie same jak na jego nieistnienie.
Dlatego mówiłem, że się tu gubię. Tu nie można się nie gubić.
To jest coś czego raczej nigdy nie zrozumiemy.
Bo nie ma czegoś takiego jak wieczność/od zawsze i nic nie może się wziąć z niczego.
Martwy punkt.
Piękne nieprawdaż?
Martyn (135 punktów)
>Dlatego szanse na istnienie Boga są takie same jak na jego nieistnienie.

Albo tak...
Skoro przyjmujemy założenie, że nic nie może się wziąć z niczego, to szanse na istnienie bez Boga są zerowe.
28-11-2010 18:07 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Skoro przyjmujemy założenie, że nic nie może się wziąć z niczego, to szanse na istnienie bez Boga są zerowe.

Słówko "bez" wystarczy usunąć - i zdanie zaraz sensu nabierze .


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>Skoro przyjmujemy założenie, że nic nie może się wziąć z niczego, to szanse na istnienie bez Boga są zerowe.
Dokładnie. Idąc dalej: Jeśli przyjmiemy, że nic nie może się wziąć z niczego, to szanse na istnienie czegokolwiek są serowe. ;]
Wniosek?
Nie ogarniam
29-11-2010 13:11 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> musi istnieć coś, co nie wymaga przyczyny

No i fajnie, tylko dlaczego to "coś" od razu musi mieć świadomość, moralność i dalekosiężne plany?
(patriarchalnej brody i upodobania do zapachu całopalonych zwierzątek już nie wspominając...)

To jest archaiczna koncepcja, pochodząca z (przeddarwinowskich) czasów, kiedy ludziom jeszcze nie mieściło się w głowach, że złożoność emerguje i ewoluuje z prostoty, zupełnie bez konieczności udziału boskiego Zegarmistrza.

> każda inna propozycja wygląda równie, o ile nie bardziej, irracjonalnie

Obcięcie atrybutów "bytu koniecznego" do niezbędnego minimum jest jak najbardziej racjonalne. A minimum to zaledwie jakaś "kłębiąca się" materia/energia, zagęszczająca się lokalnie i wybuchająca w kolejne "bąble czasoprzestrzenne" - choćby według ewolucyjnej koncepcji Lee Smolina, która elegancko dewastuje zasadę antropiczną.
02-12-2010 09:11 
 0 na 2
Martyn (135 punktów)

>Obcięcie atrybutów "bytu koniecznego" do niezbędnego minimum jest jak najbardziej racjonalne. A minimum to zaledwie jakaś "kłębiąca się" materia/energia, zagęszczająca się lokalnie i wybuchająca w kolejne "bąble czasoprzestrzenne"
>choćby według ewolucyjnej koncepcji Lee Smolina, która elegancko dewastuje zasadę antropiczną.

Wolnego. I więcej sceptycyzmu. Jeszcze więcej, bo trochę już masz.
Koncepcja, najbardziej nawet elegancka, nie ma mocy dewastowania.
Przyjmując na wiarę, że aktualny paradygmat metody naukowej jest poprawny fakty są następujące:
nasz czasoprzestrzenny worek wraz z zawartością nie ma atrybutu nieskończoności ani w czasie, ani w przestrzeni - powstał w wyniku wielkiego wybuchu. Twierdzenie, że przed wielkim wybuchem , który był początkiem istnienia czasu, przestrzeni, materii i PRAW FIZYKI (przynajmniej tych, które poznajemy), ,,kłębiła się" jakaś materia i energia jest nieuprawnione. W tym momencie kończy się nauka, pozytywizm logiczny i scjentyzm, zaś pojawiające się nieuchronnie wielkie pytania poważni naukowcy pozostawiają filozofom i teologom.
02-12-2010 09:35 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>pojawiające się nieuchronnie wielkie pytania poważni naukowcy pozostawiają filozofom i teologom.

I to jest błąd. Zamiast oddawać pole teologom, należy się trzymać wersji "nie wiadomo". Jeśli koncepcja istnienia jakiejkolwiek materii/energii przed Wielkim Wybuchem jest nieuprawniona, to koncepcja istnienia wówczas Boga również.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-12-2010 10:10 
 Ocena-2 na 2
Martyn (135 punktów)

>I to jest błąd. Zamiast oddawać pole teologom, należy się trzymać wersji "nie wiadomo".

Co należy, a co nie należy zależy od przyjętych na wiarę założeń, paradygmatów itp. itd.
Empirysta sceptyk zatrzyma się na osobliwości i przyjmie postawę agnostyczną,
zwolennik racjonalizmu filozoficznego, który zakłada możliwość dojścia do prawdy za pośrednictwem samego tylko rozumu, jedzie jedzie dalej i bierze pod uwagę argumenty inne niż te, których dostarcza nauka empiryczna, choćby subiektywne doświadczenie wielu ludzi.

>Jeśli koncepcja istnienia jakiejkolwiek materii/energii przed Wielkim Wybuchem jest nieuprawniona, to koncepcja istnienia wówczas Boga również.

Jeśli koncepcja istnienia jakiejkolwiek materii/energii przed Wielkim Wybuchem jest nieuprawniona, to koncepcja istnienia Boga jest konieczna.
02-12-2010 10:27 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Jeśli koncepcja istnienia jakiejkolwiek materii/energii przed Wielkim Wybuchem jest nieuprawniona, to koncepcja istnienia Boga jest konieczna.
Nieprawda. Nie jest konieczna, jest nieuprawniona. Nie wiadomo, co było przed Wielkim Wybuchem. Wtykanie Boga do wszelkich pustych dziur jest nie tylko nieuprawnione, ale wręcz śmieszne.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-12-2010 12:00 
 0 na 2
Martyn (135 punktów)
>Nieprawda. Nie jest konieczna, jest nieuprawniona. Nie wiadomo, co było przed Wielkim Wybuchem. Wtykanie Boga do wszelkich pustych dziur jest nie tylko nieuprawnione, ale wręcz śmieszne.

Powtarzam: nieuprawniona jest wyłącznie po przyjęciu założeń, o których pisałem wcześniej.
Wtykanie Boga w dziury rzeczywiście jest śmieszne, ale ja tego nie czynię (Bóg filozofów jako byt konieczny, jedyne sensowne rozwiązanie problemu ,,wieży żółwi" to tylko pierwszy, albo ostatni jak kto woli krok),
ale jeszcze bardziej śmieszne byłoby przypisywanie WSZYSTKIEGO serii cudownych przypadków. Wnioskowanie na zasadzie: skoro wszechświat wygląda jak zaprojektowany antropiczny, to NA PEWNO jest przypadkowy i absurdalny nie tylko niczego nie wyjaśnia, ale wręcz może zniechęcać do dalszych dociekań.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>Nie wiadomo, co było przed Wielkim Wybuchem.
Nie wiadomo też, czy w ogóle był.
02-12-2010 11:20 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>zwolennik racjonalizmu filozoficznego, który zakłada możliwość dojścia do prawdy za pośrednictwem samego tylko rozumu, jedzie jedzie dalej
aż dostrzeże, że wycieczka w same zaświaty niweczy świat
>i bierze pod uwagę argumenty inne niż te,
lecz także i te,
>których dostarcza nauka empiryczna, choćby subiektywne doświadczenie wielu ludzi.
>Jeśli koncepcja istnienia jakiejkolwiek materii/energii przed Wielkim Wybuchem jest nieuprawniona, to koncepcja istnienia Boga,
jako nie mającego wpływu na materię /bezsilnego/, także już nie
>jest konieczna.
02-12-2010 11:28 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Jakie zatem atrybuty ma ten "konieczny Bóg"? Pytam śmiertelnie poważnie!
Innymi słowy, co możesz powiedzieć o tym, co 'istniało' zanim narodził się wszechświat?
Przypiszesz temu: kolor?, wielkość?, inteligencję?, deterministyczność?, losowość?, świadomość?, wewnętrzną strukturę?, jednolitość?, komunikatywność?, jedyność?, wielość?, podzielność?, niepodzielność?, zdolności kreacyjne?, bezwład totalny?

Czy może lepiej to nazwać "śmieć/paproch, który dał początek" i nie wchodzić w szczegóły dopóki nauka nie wykaże, ile jesteśmy zdolni się dowiedzieć?

Pozdrawiam

Obejrzyj "Persepolis"! Część druga może być robiona w Polsce.
02-12-2010 12:30 
 Ocena-2 na 2
Martyn (135 punktów)
>Jakie zatem atrybuty ma ten "konieczny Bóg"? Pytam śmiertelnie poważnie!

Na tym etapie wystarczy, że jest bytem koniecznym, Istnieniem, które zamyka sprawę tzw. ,,wieży żółwi".

>Innymi słowy, co możesz powiedzieć o tym, co 'istniało' zanim narodził się wszechświat?

Posługując się wyłącznie wiedzą empiryczną mogę jedynie wnioskować ,,po owocach". Jest coś a nie nic, w dodatku to coś nie jest chaosem, ale wygląda jak sprawnie działający mechanizm, a jakby tego było mało mogę się temu czemuś dziwić i to odkrywać. Widzę porządek i plan, wszechświat wyglądający jak zaprojektowany, więc przyjęcie koncepcji Projektanta jest jak najbardziej uzasadnione.
02-12-2010 12:38 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Jeśli nie masz nic do powiedzenia, to nie odpowiadaj. Pytanie było proste: podaj atrybut, jaki ma 'coś koniecznego' sprzed wszechświata.

Udawanie, że się ma coś do powiedzenia zniesmacza. Minus.

Pozdrawiam

Są cztery wolne miejsca w turnieju szachowym: www.racjonalista.pl/forum.php/s,377020 </br> Serdecznie zapraszam!
Martyn (135 punktów)
>Jeśli nie masz nic do powiedzenia, to nie odpowiadaj. Pytanie było proste: podaj atrybut, jaki ma 'coś koniecznego' sprzed wszechświata.
>Udawanie, że się ma coś do powiedzenia zniesmacza. Minus.

Byłem przekonany, że ,,konieczność" jako ,,istnienie samoistnie i będące przyczyną wszelkich innych bytów" to nie byle jaki atrybut.
02-12-2010 13:13 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Skoro "konieczność" została przyjęta w założeniu, to powtarzanie owej konieczności jako atrybutu nie wnosi nic nowego do dyskusji i jest intelektualnie "płaskie". Ciśnienie mi podskoczyło, bo myślałem, że w końcu trafiłem na wierzącego posiadającego intelektualny poziom i potrafiącego dyskutować na tym poziomie (ilu ich w życiu spotkałem - powiedziałbym, że palców u rąk będzie mi za dużo, by takich ludzi zliczyć) - a tu rozczarowanie!

Pozdrawiam

Są cztery wolne miejsca w turnieju szachowym: www.racjonalista.pl/forum.php/s,377020
Serdecznie zapraszam!
Martyn (135 punktów)
>Skoro "konieczność" została przyjęta w założeniu, to powtarzanie owej konieczności jako atrybutu nie wnosi nic nowego do dyskusji i jest intelektualnie "płaskie".

Chyba źle odczytałeś sens tej dyskusji. Nie zobowiązywałem się tu do odkrywania atrybutów Boga, co zresztą nie miałoby najmniejszego sensu, bo paradygmat przyjęty przez współrozmówców wyklucza zapewne dochodzenie do prawdy przez metody inne niż przyjęte w paradygmacie tzw. metody naukowej. Skupiłem się wyłącznie na tym co mogą powiedzieć nam nauki przyrodnicze i co może wynikać z faktu istnienia w ogóle, a w szczególe z faktu istnienie sprzyjającego życiu, uporządkowanego Wszechświata i świadomego obserwatora.

>Ciśnienie mi podskoczyło, bo myślałem, że w końcu trafiłem na wierzącego posiadającego intelektualny poziom i potrafiącego dyskutować na tym poziomie (ilu ich w życiu spotkałem - powiedziałbym, że palców u rąk będzie mi za dużo, by takich ludzi zliczyć) - a tu rozczarowanie!

Jestem nie mniej rozczarowany... Twoją szczeniacką zaczepką, w dodatku tak ogólną, że nie sposób się do niej sensownie odnieść.
02-12-2010 14:46 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
To obaj jesteśmy rozczarowani.

Ja, że bóg okazał się, nawet w opisie wierzącego, pustym pojęciem.
Ty, że nie chcę przejść dalej bez uporządkowania podstaw.

Pozdrawiam

Są cztery wolne miejsca w turnieju szachowym: www.racjonalista.pl/forum.php/s,377020
Serdecznie zapraszam!
Martyn (135 punktów)
>To obaj jesteśmy rozczarowani.

>Ja, że bóg okazał się, nawet w opisie wierzącego, pustym pojęciem.

Jakże mógł się okazać ,,pustym pojęciem" skoro zapełniłem je jakże istotnym atrybutem. A poważnie pisząc - nie zaproponowałem ,,opisu wierzącego", nie tego dotyczyła rozmowa, której zdaje się nie śledziłeś od początku.

>Ty, że nie chcę przejść dalej bez uporządkowania podstaw.

Nie wiem, czy chcesz, bo sam przejść dalej nawet w tej dyskusji nie próbowałem (no może poza niewinną wzmianką o zasadzie antropicznej).
Nie tym byłem więc rozczarowany, co rozumiesz z pewnością.
02-12-2010 20:22 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
> A poważnie pisząc - nie zaproponowałem ,,opisu wierzącego", nie tego dotyczyła rozmowa, której zdaje się nie śledziłeś od początku.
No kurcze - ja nie wierze, że bóg był przed wszechświatem. Ty wierzysz - jesteś wierzący.

Poszedłem Ci na rękę i uznałem - ok, załóżmy, że coś było przed wszechświatem - skoro tak twierdzisz, to pewnie sprawę przemyślałeś i masz coś do powiedzenia. Chciałem Cię wysłuchać. A Ty mi zrobiłeś dowcip. Piszesz, że z tego, jak wygląda nasz świat można domniemywać istnienia rzeczy przed wszechświatem. Ok, super - naukowcy przecież tak robią. Ale Ty nie zacytowałeś prac naukowców, filozofów, myślicieli, tylko wykręciłeś wałka ze świętym Mikołajem malującym szyby mrozem (skomplikowany wzór, więc ktoś go musiał namalować, kto jest jeszcze bardziej skomplikowany).
Czy Ty masz mnie za durnia? Twierdzisz, że skomplikowane wzorki w kalejdoskopie układają krasnoludki? Najwyraźniej tak, powołując się na tzw antropiczne goowno.

Pozdrawiam

Są cztery wolne miejsca w turnieju szachowym: www.racjonalista.pl/forum.php/s,377020
Serdecznie zapraszam!
Martyn (135 punktów)
>No kurcze - ja nie wierze, że bóg był przed wszechświatem. Ty wierzysz - jesteś wierzący.

Czy poza zaprzeczeniem masz coś do zaproponowania na zadany temat?

>Czy Ty masz mnie za durnia? Twierdzisz, że skomplikowane wzorki w kalejdoskopie układają krasnoludki? Najwyraźniej tak, powołując się na tzw antropiczne goowno.

Po powyższym mógłbym uznać Cię za durnia, ale uznam raczej, że niezbyt dokładnie zapoznałeś się z zasadą antropiczną.
Przy okazji - jeśli to takie goowno to dlaczego tyle dziwacznych (i olewających świętą brzytwę Ockhama) hipotez powstało by to goowno obejść?
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Dziękuję za dyskusję. Mam nadzieję, że druga nam się nie zdarzy.

Pozdrawiam


Są cztery wolne miejsca w turnieju szachowym: www.racjonalista.pl/forum.php/s,377020
Serdecznie zapraszam!
02-12-2010 16:44 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> co może wynikać z faktu istnienia w ogóle,
Niemożność nieistnienia (w sensie ogólnym - także bez obserwatorów) jest tu chyba wnioskiem wystarczająco mało ryzykownym..
> z faktu istnienia sprzyjającego życiu,
Hipoteza "sprzyjania życiu" to chyba nadinterpretacja - jak z możliwości życia miałaby wynikać jego konieczność w znaczeniu 'zamierzonych intencji' sprzed życia?
>[istnienia] uporządkowanego Wszechświata i świadomego obserwatora.
Czy świadomość i porządek nie kończą się tam, gdzie popadają w skrajności wszystko/nic, będące może konstruktami słownymi bliskimi chaosowi?
03-12-2010 23:45 
 Ocena 4 na 4
Ignorancja (4718 punktów)
>zwolennik racjonalizmu filozoficznego, który zakłada możliwość dojścia do prawdy za pośrednictwem samego tylko rozumu, jedzie jedzie dalej i bierze pod uwagę argumenty inne niż te, których dostarcza nauka empiryczna, choćby subiektywne doświadczenie wielu ludzi. (Martyn)
>>Jeśli koncepcja istnienia jakiejkolwiek materii/energii przed Wielkim Wybuchem jest nieuprawniona, to koncepcja istnienia wówczas Boga również. (Meretseger)
>Jeśli koncepcja istnienia jakiejkolwiek materii/energii przed Wielkim Wybuchem jest nieuprawniona, to koncepcja istnienia Boga jest konieczna. (Martyn)

I moja skromna odpowiedz do Martyna.
Po pierwsze. Nieuprawnionosc jest twoja subiektywna opinia. Przypuszczenie Lee Smolina opiera sie na zastosowaniu logicznej analogii przenoszacej udokumentowana ewolucje gatunkow na mozliwosc istnienia takich samych mechanizmow odnosnie ewolucji wszechswiatow (tym wytlumaczysz sobie jego wszechswiata zadziwiajace "zaprojektowanie"). I choc jest ono wysoce spekulatywne to logika podpowiada, ze prawdopodobne.
Po drugie. Na jakim prawdopodobienstwie opierasz swoja juz druga subiektywna opinie, w dodatku wygloszona jako sad kategoryczny?
Masz jakiekolwiek dowody, poza wlasnym widzimisie na koniecznosc koncepcji istnienia boga?
Ja mam dowod, ze ta koncepcja "koniecznosci istnienia boga" w przeszlosci juz sie niejednokrotnie zdezawuowala. Swego czasu koniecznosc istnienia boga i jego dzialalnosci upatrywano w gromach, blyskawicach, wybuchach wulkanow, etc. I nagle sie okazalo, ze ludzki ustawiony na antropocentryzm umysl zawiodl sie srodze w swych teologicznych wywodach, bo to nie Zeus wali grzmotami, a Hefajstos w Etnie nie kuje, ze az Sycylia drzy.
To by bylo na tyle o "racjonalizmie filozoficznym" teistow i "slusznosci" subiektywnych doswiadczen boga u gatunku homo sapiens.
Serdecznie dziekuje za uwage.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>>
ą? Czyż to nie trąci metafizyką?
>Po prostu w miejscu stworzenia, zaczynam się gubić. Dlatego spytam. Skąd według Ciebie wziął się wszechświat?
Nieskończonocść unieskończoniona......
23-11-2010 13:01 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Jakie FAKTY trzeba nagiąć, żeby wyobrazić sobie dajmy na to wszechmogącego Boga - Kreatora?

Faktów, istotnie, naginać nie trzeba żadnych, bo do każdego układu można sobie wydumać jakiś (nad)układ zewnętrzny, nie obserwowalny z wewnątrz. Wystarczy więc nagiąć tylko Brzytwę Ockhama.

Niestety, w opisie postulowanego Kreatora użyłeś atrybutu "wszechmogący" - a ten wymaga już nagięcia logiki.
25-11-2010 13:35 
 Ocena 1 na 1
Martyn (135 punktów)

>Faktów, istotnie, naginać nie trzeba żadnych, bo do każdego układu można sobie wydumać jakiś (nad)układ zewnętrzny, nie obserwowalny z wewnątrz. Wystarczy więc nagiąć tylko Brzytwę Ockhama.

Tylko, że idea Boga nie wzięła się stąd, że MOŻNA ją było sobie wydumać, tylko, że wydumać ją sobie było TRZEBA. Ten byt konieczny okazuje się być po prostu... konieczny. To materializm nagina dziś brzytwę Ockhama by pozbyć się tego ,,problemu".
25-11-2010 14:06 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Tylko, że idea Boga nie wzięła się stąd, że MOŻNA ją było sobie wydumać, tylko, że wydumać ją sobie było TRZEBA. Ten byt konieczny okazuje się być po prostu... konieczny. To materializm nagina dziś brzytwę Ockhama by pozbyć się tego ,,problemu".
>
Ale dlaczego TRZEBA? Dla mnie to jakiś ukryty przymus. Skąd i po co?


Cywilizacja to niekończący się ciąg potrzeb, których nie potrzebujemy. Marek T.
26-11-2010 09:16 
 Ocena 1 na 1
Martyn (135 punktów)

>Ale dlaczego TRZEBA? Dla mnie to jakiś ukryty przymus. Skąd i po co?

Nie przymus a potrzeba. ,,Skąd i po co?" to już każdy sobie odpowiada po swojemu. Wolna wola (mam nadzieję).
25-11-2010 22:08 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> idea Boga nie wzięła się stąd, że MOŻNA ją było sobie wydumać, tylko, że wydumać ją sobie było TRZEBA.

Powszechny popyt nijak nie implikuje istnienia podaży.
26-11-2010 09:15 
 Ocena 1 na 1
Martyn (135 punktów)

>Powszechny popyt nijak nie implikuje istnienia podaży.

A także nie implikuje jej nieistnienia.
26-11-2010 21:55 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
Jakoś nie chce mi się wierzyć, że nie wiesz na kim spoczywa ciężar dowodu.
26-11-2010 23:17 
 Ocena 2 na 2
Martyn (135 punktów)
>Jakoś nie chce mi się wierzyć, że nie wiesz na kim spoczywa ciężar dowodu.

Byłby to nie ciężar, a przyjemność, gdyby taki dowód był możliwy do przeprowadzenia. Ale nie jest dlatego pozostaje to kwestią wiary popartej subiektywną interpretacją różnego rodzaju przesłanek.
27-11-2010 04:02 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
"Subiektywną interpretacją różnego rodzaju przesłanek" to możesz sobie podeprzeć dowolną tezę, choćby o istnieniu krasnoludków. Ludzie ceniący wiedzę stosują kryterium intersubiektywności.
Martyn (135 punktów)
>Ludzie ceniący wiedzę stosują kryterium intersubiektywności.

Ludzie ceniący wiedzę - prawdziwi sceptycy, a nie uzurpatorzy racjonalizmu, którzy przyjęte a priori założenia dogmatycznie uznają za jedynie prawdziwe i obiektywne,
stosują bardzo różne kryteria zdając sobie sprawę z ich ograniczeń.
Kryterium intersubiektywności nie jest ani lepsze, ani gorsze od innych założeń.
28-11-2010 02:04 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Kryterium intersubiektywności nie jest ani lepsze, ani gorsze od innych założeń.

Jasne, "anything goes".

Wskaż mi uprzejmie swoją propozycję metodologii dochodzenia do wiedzy - taką przy której ujdzie poważne traktowanie koncepcji Boga - i obroń ją przed zarzutem, że tymi samymi drzwiami wpuszczasz krasnoludki. Powodzenia życzę.
28-11-2010 17:47 
 Ocena 1 na 1
Martyn (135 punktów)
>Wskaż mi uprzejmie swoją propozycję metodologii dochodzenia do wiedzy - taką przy której ujdzie poważne traktowanie koncepcji Boga - i obroń ją przed zarzutem, że tymi samymi drzwiami wpuszczasz krasnoludki. Powodzenia życzę.

Wszystkie dostępne metodologie dochodzenia do wiedzy (nauka empiryczna) kończą swój żywot w takiej, czy innej osobliwości.
Bóg jako rezultat FILOZOFICZNYCH rozważań nad początkiem świata i sensem istnienia w żaden sposób nie przeszkadza zdobywaniu wiedzy TECHNICZNEJ, której możliwości ograniczają się do odkrywania praw panujących w bąblu czasoprzestrzennym, w którym mamy przyjemność się znajdować.
28-11-2010 22:23 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Bóg jako rezultat FILOZOFICZNYCH rozważań nad początkiem świata i sensem istnienia
> w żaden sposób nie przeszkadza zdobywaniu wiedzy TECHNICZNEJ

Formalnie nie przeszkadza, ale w praktyce to jest jednak fatalna strata czasu.

Mój osobisty, największy żal do religii, dotyczy brutalnego blokowania (przez liczony w setkach lat czas) w bezproduktywnym paradygmacie olbrzymich zasobów umysłowych naszej planety. Nie będę spekulował, jak bardzo spowolniło to rozwój praktycznej, technicznej wiedzy - może o stulecia, może ledwie kilkanaście lat. Z perspektywy historii ludzkości to zapewne nieistotna fluktuacja, mnie jednak szlag trafia na myśl, że najprawdopodobniej przyjdzie mi kopnąć w kalendarz na samym progu technologicznej rewolucji w medycynie, która pozwoli (być może już mojemu dziecku?) na skuteczną walkę z procesem starzenia.

> (...) wiedzy TECHNICZNEJ, której możliwości ograniczają się do odkrywania praw
> panujących w bąblu czasoprzestrzennym, w którym mamy przyjemność się znajdować.

Oj, lubisz podkreślać ograniczenia nauki... a ja jestem cholernie przeczulony na tym punkcie. Wskaż mi tu szybciutko taki rodzaj WIEDZY, którego powyższe limity nie krępują - albo bądź uprzejmy okazywać więcej szacunku tej dziedzinie ludzkiej aktywności, z której dorobku bez skrępowania korzystasz.
29-11-2010 13:32 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Oj, lubisz podkreślać ograniczenia nauki... a ja jestem cholernie przeczulony na tym punkcie. Wskaż mi tu szybciutko taki rodzaj WIEDZY, którego powyższe limity nie krępują

ależ Drogi Ojcze!
ostatnimi czasy, przecież jest ogrom wiedzy nie krepowanej(a podsycanej nawet!): duchi, egzorcyzmy, djaboły, magia - będziemy niebawem pierwsi w Europie co doktoraty będą dawać w tych szczytnych materiach!

>mnie jednak szlag trafia na myśl, że najprawdopodobniej przyjdzie mi kopnąć w kalendarz na samym progu technologicznej rewolucji w medycynie, która pozwoli (być może już mojemu dziecku?) na skuteczną walkę z procesem starzenia.

No tak, kryptonim: "Wiecznie Żyjąca Teściowa". Ciekawe, czy po dojściu do "nieśmiertelności", zaczniemy szukać z powrotem "śmiertelności"...


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
29-11-2010 14:28 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> (...) taki rodzaj WIEDZY
> (...) duchi, egzorcyzmy, djaboły, magia

Przezornie zabezpieczyłem się wersalikami.

> "Wiecznie Żyjąca Teściowa"

Spokojnie, kolapsu (czy tam śmierci termicznej) naszego Wszechświata raczej nie przeżyje...

> Ciekawe, czy po dojściu do "nieśmiertelności", zaczniemy szukać z powrotem "śmiertelności"...

Pewnie szybko by mi się znudziło, ale jednak wolałbym żeby to do mnie należała decyzja czy już mam wyjść z kina, czy jednak zostać do końca i popatrzyć, co te gołe małpy jeszcze ciekawego wymyślą. Psujące się ciało odbiera mi tę wolność wyboru, co jest przyczyną mojej irytacji. Pogłębianej myślą, że rozwiązanie tego uciążliwego problemu wydaje się być już w zasięgu ręki - niestety, zapewne jeszcze nie mojej.
29-11-2010 14:46 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>> (...) taki rodzaj WIEDZY
>> (...) duchi, egzorcyzmy, djaboły, magia
>Przezornie zabezpieczyłem się wersalikami.

a ja be okularów... wybaczenia proszę

>Pewnie szybko by mi się znudziło, ale jednak wolałbym żeby to do mnie należała decyzja czy już mam wyjść z kina, czy jednak zostać do końca i popatrzyć, co te gołe małpy jeszcze ciekawego wymyślą.

a ja z kolei będę się upierał, że Matka Natura na tyle nas zna, że to jeszcze nie czas, byśmy sami decydowali. Uparcie wierzę w mądrość ewolucji, i że "wszystko w swoim czasie".

>Psujące się ciało odbiera mi tę wolność wyboru, co jest przyczyną mojej irytacji. Pogłębianej myślą, że rozwiązanie tego uciążliwego problemu wydaje się być już w zasięgu ręki - niestety, zapewne jeszcze nie mojej.
>
Tyle, że patrząc z tzw perspektywy czasu, ja zawsze byłem najmądrzejszy i wiedziałem zawsze wszystko najlepiej. I jakoś tak z czasem wychodzi, że jednak to nie do końca było wszystko jasne i wiadome.

Masz racje w zupełności - przytaknę, jako człowiek Tobie współczesny - ale może jako cywilizacja potrzebujemy jeszcze kilku(set) lat?

Cały czas ewoluujemy... i psychicznie i fizycznie. Nieprawdaż?

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
29-11-2010 20:50 
 Ocena 1 na 1
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>Ciekawe, czy po dojściu do "nieśmiertelności", zaczniemy szukać z powrotem "śmiertelności"...
Ciekawie by było gdyby bo przejechaniu nas przez pociąg, mimo mięsnej papki, mózg cały czas by żył i odczuwał ból , aż do całkowitego uśmiercenia przez "cudotechniki".
Teresa Przyborska (157 punktów)
>> Bóg jako rezultat FILOZOFICZNYCH rozważań nad początkiem świata i sensem istnienia
>> w żaden sposób nie przeszkadza zdobywaniu wiedzy TECHNICZNEJ
>Formalnie nie przeszkadza, ale w praktyce to jest jednak fatalna strata czasu.
>
Tutaj jest fragment moich przemysleń a właściwie przemysleń autora ksiażki, którą cytuję.pl.netlog.com/doteresa/blog/blogid=110816#blog
02-12-2010 09:42 
 Ocena 2 na 2
Martyn (135 punktów)

>Mój osobisty, największy żal do religii, dotyczy brutalnego blokowania (przez liczony w setkach lat czas) w bezproduktywnym paradygmacie olbrzymich zasobów umysłowych naszej planety. Nie będę spekulował, jak bardzo spowolniło to rozwój praktycznej, technicznej wiedzy - może o stulecia, może ledwie kilkanaście lat.

Obawiam się, że bez religii nie byłoby tych zasobów umysłowych tak jak nie było by kultury, cywilizacji i człowieka takiego jakim jest dzisiaj. Ale to temat zbyt szeroki by go tu roztrząsać. Jeśli się jednak żalimy... Mam żal do bezkrytycznego przyjmowania przez wielu (ale nie wszystkich) ateistów nieprzychylnej religii mitologii opartej wyłącznie na ekstremach. Przyznam jednak, że sam uległem w swoim czasie tej indoktrynacji.

>Oj, lubisz podkreślać ograniczenia nauki... a ja jestem cholernie przeczulony na tym punkcie. Wskaż mi tu szybciutko taki rodzaj WIEDZY, którego powyższe limity nie krępują - albo bądź uprzejmy okazywać więcej szacunku tej dziedzinie ludzkiej aktywności, z której dorobku bez skrępowania korzystasz.

Nie tyle lubię podkreślać, co lubię zdawać sobie sprawę z tych ograniczeń. Jako przedstawiciel nauk przyrodniczych sam bezwiednie ulegałem iluzji, że jest to jedyna droga dochodzenia do prawdy.
Nigdy jednak nie twierdziłem, że nie jest to dobra metoda uzyskiwania praktycznej wiedzy technicznej. Ale być może na tym kończą się możliwości nauki, przynajmniej takiej jak ją rozumiemy współcześnie. W końcu na żadne z ważnych pytań zadawanych już przez starożytnych nauka nie odpowiedziała.
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>Nawet trudno sobie wyobrazić, jakiej ekwilibrystyki potrafi dokonać ludzki umysł, żeby nagiąć fakty do swoich wyobrażeń.
>Może od początku...
>Jakie FAKTY trzeba nagiąć, żeby wyobrazić sobie dajmy na to wszechmogącego Boga - Kreatora?
wiara w tzw boga nie musi byc wiara w kratora. chociaz o takim bogu przeważnie mowimy i taka faktycznie jest jego definicja podrecznikowa.
natoiast religia to ogolnie porzadkowanie swiata nadawanie mu sensu przynajmniej ja tak to rozumiem więc...
Ulrich Berner "Jako ststem religijny okresla sie każdy związek elementów myslowych( i odnoszacych się do działań wyobrażeń oraz przedmiotów), który ma za zadanie dać człowiekowi nie dajace się bardziej uproscić wyjasnienie tego swiata i nie dajace sie bardziej ograniczyć normy jego postępoania'
H. R. Schlette g. Berrllinger
"Religia jest sposobem ludzkiej egzystencji wynikajacym z relacji przyczyny do sensu , owa gwarantujaca sens przyczyna moze być z tego lub nie ztego swiata'
Oczywiście są to definicje bardzo szerokie..
23-11-2010 17:25 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>I to cały mechanizm wiary ludzi inteligentnych.

Napisałaś to tak celnie, że aż mnie zabolało.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
farmer (22440 punktów)
A jak pojmować sztukę w takim razie?
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.
- Inteligentny to nie to samo co mądry. Błyskotliwi i bystrzy też bywają irracjonalni.
AdamGr (3037 punktów)
>Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.

Mnie natomiast dziwi jak można z religijności robić zarzut lub też synonim głupoty jakiejś tam.
Mógłbym zapytać (odwracając) jak ktoś inteligenty i posiadający pewną porcje wiedzy i mądrości może w ogóle postawić tak kwestie.
To oznacza że...itd.
23-11-2010 11:08 
 Ocena 4 na 4
Appenzeller (3118 punktów)
>>Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.
>Mnie natomiast dziwi jak można z religijności robić zarzut lub też synonim głupoty jakiejś tam.
>Mógłbym zapytać (odwracając) jak ktoś inteligenty i posiadający pewną porcje wiedzy i mądrości może w ogóle postawić tak kwestie.
>To oznacza że...itd.
Myślę, że niesłusznie. Pytanie brzmiało praktycznie: jak człowiek inteligentny godzi racjonalność z irracjonalnością. Niczego w tym obraźliwego. Bo jak to robi człowiek, który i tak nie wie, co to racjonalność, to chyba nikogo nie dziwi.
Umysł ludzki znosi gorsze paradoksy. Komputer by nie potrafił - logika mu nie pozwala.


Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
23-11-2010 11:19 
 Ocena 1 na 1
AdamGr (3037 punktów)
Mówisz o paradoksie, ale o jednym zapominasz : subiektywizm oceny.
Oraz wartościowanie innego człowieka in minus biorąc swoje oceny i wybory oczywiście in plus.
I to jest właśnie dowód na to że pewne kwestie są niedyskutowalne, gdyż dotyczą absolutnej prywatności, chyba że przekraczają jej granice i wchodzą w czyjeś.
Dlatego uważam że np. o klerykalizmie można i trzeba dyskutować, ale o samej religii jako takiej (i ocenie szczególnie kogoś) nie ma sensu, nie ma wzorca uniwersalnego bezwzględnie dobrego.
23-11-2010 13:07 
 Ocena 4 na 4
Appenzeller (3118 punktów)
Nie zgadzam się. Sposób utrzymywania w mózgu logicznej sprzeczności pomiędzy przekazem Biblii i przekazem nauki może być przedmiotem dyskusji. Nie dyskutujemy chyba o tym, czy jest to dobre dla danej osoby i słuszne.

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>>ysł ludzki znosi gorsze paradoksy. Komputer by nie potrafił - logika mu nie pozwala.
>
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)


No właśnie któs tam wymyślił tzw sztuczna inteligencję.
komputer ma wykonywac podobne funkcje umyslowe jak żywy oraganizm???.
wydaje mi sie to kompletnie niemożliwe. organizm żywy potrzemuje umysłu aby przetrwać.
czy religijność nie jest właśnie takim sposobem człowieka na przetwanie???
W tej chwili przyszło mi do głowy, iz muszę wrócić do lektury książki "Mózg i jego umysły" Po redakacja
p.Dziarnowskiej i p. Klawitera.
03-12-2010 10:42 
 Ocena 5 na 5
setarkos (10757 punktów)
> organizm żywy potrzebuje umysłu aby przetrwać.
Czyżby?
Większość organizmów świetnie sobie radzi bez umysłu, nawet bez mózgu czy układu nerwowego. Do życia wystarczą mechanizmy dopasowujące się do warunków otoczenia.
Nie widać powodu, by myślenie miało być podporządkowane zachowaniom oportunistycznym, choć pewnie bywa dla takich przydatne.
Możliwością umysłu jest świadome kształtowanie miejsca do życia.
Właściwie po takiej dodatkowej umiejętności (prócz czerpania ze świata lub jego konserwowania) budowania nowego otoczenia, można chyba w ogóle rozpoznać istnienie umysłu..
>czy religijność nie jest właśnie takim sposobem człowieka na przetrwanie?
Cóż.. jak się rzekło wcześniej, każdy sposób (włącznie z wyłączeniem myślenia) może być jakoś skuteczny.
Chyba religijność nie musi być przeszkodą rozumności, o ile jest bardziej inspiracją niż poddaniem się 'umysłom wyższym'. W końcu religie mówią o pierwiastku boskim w człowieku. Przy takim założeniu mózgi są po to, by ich używać.
Wypadałoby zatem mniej się wyręczać bóstwami czy naturą, a upatrywać więcej wiary (ale i odpowiedzialności niestety) w możliwościach własnych, ludzkich.
W jakimś stopniu świat będzie chyba taki, jakim go zrobimy.
03-12-2010 11:44 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>Większość organizmów świetnie sobie radzi bez umysłu, nawet bez mózgu czy układu nerwowego. Do życia wystarczą mechanizmy dopasowujące się do warunków otoczenia.

Gdy ujmiemy umysł w perspektywie ewolucyjnej, wiele jego cech traci swój tajemniczy charakter. Staje się on jednym z "wynalazków" usprawniających funkcjonowanie organizmu w otoczeniu i dającym mu większe szanse na przetrwanie. Mózg jest ogromnie energożernym organem i gdyby nie przyczyniał się do zwiększenia szans przetrwania, organizm po prostu by się go pozbył. Umysł staje się potrzebny dopiero organizmom przemieszczającym się. Dla roślin przytwierdzonych do podłoża - nawet dla tych, które wykazują się złożonymi reakcjami na otrzymywane bodźce - jest nadmiernym obciążeniem. Spektakularnym przykładem jest tu żachwa - małe żyjątko morskie. Młodociana forma tego zwierzęcia pływa we wszystkich kierunkach, na podobieństwo kijanek. Po osiągnięciu dojrzałości przytwierdza się do podwodnych skał i żywi planktonem. W tym stadium rozwoju żachwie mózg nie jest już potrzebny i po prostu go zjada. W końcu, po co marnować energię na bezużyteczny organ? Czyż nie lepiej zużyć go na pożywny posiłek?
www.racjon(*)raba.slonia.a.posilkiem.zachwy

@@@
.
04-12-2010 11:30 
 Ocena 2 na 2
Teresa Przyborska (157 punktów)
>> organizm żywy potrzebuje umysłu aby przetrwać.
>Czyżby?
> jakim go zrobimy.
>

Tak i zrobiliśmy na różne sposoby.
Autor tekstu: Ignacy Stanisław Fiut; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4712
W ten sposób rozwijana intencjonalność prowadzi umysł aż do poziomu metafizycznej refleksji, a podmioty nim dysponujące zaczynają zdawać sobie sprawę, że "to robią, gdy to robią". Zachodzi tu sukcesywne przechodzenie od języka społecznego do naszych myśli osobistych - do umiejętności rozmowy ze sobą samym.

W szczegółowej analizie warstw umysłu, które stanowią fazy jego ewolucyjnego rozwoju, Dennett proponuje tzw. "układ Wieży", posługując się metaforą "Wieży Generowania i Testowania". Jej kolejne piętra oznaczają istotny postęp w rozwoju władz poznawczych, czyli że zamieszkują każde z jej pięter istoty zdolne coraz szybciej i sprawniej odkrywać coraz lepsze i sprytniejsze rozwiązania [ 36 ]. Budując tę wieżę, autor kieruje się tzw. "efektem Baldwina", wyjaśniającym, w jaki sposób inteligentne zachowania, czyli naśladownictwo i uczenie się mogą wywierać nacisk selekcyjny na geny, a więc modyfikować działanie doboru naturalnego. Wynikiem tego efektu jest utrwalanie się tych wrodzonych, filogenetycznych zmian, które powodują modyfikacje o charakterze inteligentnym u osobników, u których wystąpiły, wzbogacając
Teresa Przyborska (157 punktów)
>> organizm żywy potrzebuje umysłu aby przetrwać.
>W jakimś stopniu świat będzie chyba taki, jakim go zrobimy.
>
a jakim go zrobilismy?????
25-11-2010 11:16 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.
>Mnie natomiast dziwi jak można z religijności robić zarzut lub też synonim głupoty jakiejś tam.
>Mógłbym zapytać (odwracając) jak ktoś inteligenty i posiadający pewną porcje wiedzy i mądrości może w ogóle postawić tak kwestie.

Racja. Religijność może być też przejawem:
- braku inteligencji, brak mądrości, braku wiedzy (to trzy różne cechy)
- słabości charakteru (sam sobie nie poradzę!)
- szacunku dla tradycji (zdradziłbym pamięć babci, która mnie nauczyła paciorka!)
- lenistwa (zastanowiłbym się, ale nie chce mi się)
- specjalizacji (ksiądz jest dla mnie autorytetem, tak jak ja jestem autorytetem w swojej dziedzinie)
- braku zaufania i niepewności w kontaktach z prawdziwymi ludźmi (mąż mnie chyba zdradza, ja go na pewno zdradzam, ale Bóg nigdy mnie nie zdradzi bo mnie kocha miłością czystą!)
- cynizmu (wierzę, bo to się opłaca)
- niepewności swojej pozycji w świecie i w rodzinie (nie ryzykuję utraty wiary, bo ryzykowałbym gniew i odrzucenie ze strony rodziny i znajomych)

i tak dalej.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
webmaster (moderator)
Odpowiedź na to właśnie pytanie znajdziesz w książce Wiara oświeconych www.racjonalista.pl/ks.php/k,535
23-11-2010 14:09 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Odpowiedź na to właśnie pytanie znajdziesz w książce Wiara oświeconych
www.racjonalista.pl/ks.php/k,535

Warta przeczytania recenzja książki:
www.racjon(*)q,O.Templetona.dla.Witwickiego

@@@
.
Guzik (2020 punktów)
> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni. Nie wiele
>przecież potrzeba by dostrzec, że religia to seria bajeczek, pomieszanych z kulturą etc. Dlaczego
>więc tak wielu wybitnych, inteligentnych ludzi jest religijnymi? Na ten przykład weźmy takiego
>Cejrowskiego. Chłop inteligenty, a zagorzały katolik.(przynajmniej tak deklaruje). Z czego to
>wynika? Jak uważacie?

Cejrowski? Jest taki z czystego cynizmu. Trudno znaleźć większego cynika niż on. Traktuje naszą religię jak wierzenia z buszu, który zwiedza i opisuje.
23-11-2010 19:39 
 Ocena 1 na 1
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>Cejrowski? Jest taki z czystego cynizmu. Trudno znaleźć większego cynika niż on. >Traktuje naszą religię jak wierzenia z buszu, który zwiedza i opisuje.
Podsunęłaś mi właśnie pewną myśl. Może jako podróżnik i badacz kultur amator z zamiłowania wyciągnął wnioski, że każdy naród, tudzież plemię ma własną kulturę wiarę, którą należy kultywować, jako tradycję, bo to ona powoduje, że świat jest tak różnorodny kulturowo, dzięki temu jest ciekawy. A w dzisiejszych kosmopolitycznych czasach taka postawa może ją ratować.
23-11-2010 21:14 
 Ocena 1 na 1
Guzik (2020 punktów)
>>Cejrowski? Jest taki z czystego cynizmu. Trudno znaleźć większego cynika niż on. >Traktuje naszą religię jak wierzenia z buszu, który zwiedza i opisuje.
>Podsunęłaś mi właśnie pewną myśl. Może jako podróżnik i badacz kultur amator z zamiłowania wyciągnął wnioski, że każdy naród, tudzież plemię ma własną kulturę wiarę, którą należy kultywować, jako tradycję, bo to ona powoduje, że świat jest tak różnorodny kulturowo, dzięki temu jest ciekawy. A w dzisiejszych kosmopolitycznych czasach taka postawa może ją ratować.

Tylko my nie jesteśmy plemieniem brazylijskim i nie pijemy ERBA MATER...
Jesteśmy krajem europejskim, przynajmniej ja się uważam za Europejkę. Podlizywanie się ludowi, to jest według mnie płaskie zagranie. Tym bardziej, że ten lud czując swą siłę poparcia nie dopuszcza myśli, że istnieją ludzie inaczej myślący; szkoły są jego, szpitale są jego, cmentarze są jego. Nie musi popularny podróżnik ich wzmacniać i utwierdzać w ich głupotach
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>Tylko my nie jesteśmy plemieniem brazylijskim i nie pijemy ERBA MATER...
>Jesteśmy krajem europejskim, przynajmniej ja się uważam za Europejkę. Podlizywanie się ludowi, to jest według mnie płaskie zagranie. Tym bardziej, że ten lud czując swą siłę poparcia nie dopuszcza myśli, że istnieją ludzie inaczej myślący; szkoły są jego, szpitale są jego, cmentarze są jego. Nie musi popularny podróżnik ich wzmacniać i utwierdzać w ich głupotach
Ale to daje tez pewną wygodę. Nie trzeba opowiadać kim się jest jak się myśli itd. "Jestem Polak Katolik! I dziękuję, do widzenia."
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>Cejrowski? Jest taki z czystego cynizmu. Trudno znaleźć większego cynika niż on. >Traktuje naszą religię jak wierzenia z buszu, który zwiedza i opisuje.
>. A w dzisiejszych kosmopolitycznych czasach taka postawa może ją ratować.>

kontynuując temat pana Cejrowskiego moze sam tu wskoczy i wyjaśni nam. Wywnioskowałam,ze jest on wielkim realistą??
Ogladałam przez przypadek jego program o jakimś bardzo odizolowanym plemieniu, nad którym rozczulał sie, podając informacje, ze niedługo zapanuje tam epidemia aids i pomyslalam, że cos nas łaczy- jestesmy fundamentalistami
"ekolodzy" mają coś takiego- chodzi oczywiście o rozwój tzw cywilizacji technicznej na tym terenia tama itd...
stąd to chodzenie na boso???

Nasza religia bywa czesto taką religią z buszu.
Wydaje mi sie , ze to co p.Cejrowski przedstawia to taka uproszczona wizja swiat dobra wlaśnie na niedzielne popołudnie przy rodzinnym obiedzie. Pooglądamy rozerwiemy sie troche pomądrzymy sie przy rodzinnym stole....
Natomiast o poranku zdjęlam z półki książke "Odczarowanie" Dennetta i znalazłam..
"Podobnie jak wiele innych "cudow natury"( cudzysłów mój ) umysl ludzki jest czymś w rodzaju pakunku trików, które łaczyły sie za sobą podczas odwiecznego, nieprzewidywalnego procesu ewolucji przez dobór naturalny.....rozwojem umysłu kierowały warunki niebezpiecznego swiata jest wiec on wyraźnie ukierunkowany na wszystko to co miało największe znaczenie dla sukcesu reprodukcyjnego naszych przodków..."
Religijność połączona z inteligencją moze to przyszłośc naszego gatunku??
AdamGr (3037 punktów)
3 razy przeczytałem , wolno i uważnie to co napisałaś powyżej i nie rozumiem o czym piszesz, do czego zmierzasz, jakie umocowania logiczne mają twoje pytania...no nic kompletnie.
Jeśli opierasz się na fabule jakiegoś programu to trzeba ja przytoczyć, bo również nie wiem o co chodzi.
Domniemam że tylko JA tak mam, tępy jestem.
Kuba Śruba (3184 punktów)
> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.
Obracam się w środowisku fizyków, statystycznie rzecz biorąc dosyć ateistycznym (ale mniej niż biolodzy).
Wydaje mi się, że fizycy bywają wierzący, bo obcowanie ze zgrabnymi teoriami, zadziwiająco pasującymi do rzeczywistości może skłaniać do postrzegania Wszechświata jako Tworu Wyższej Inteligencji. Oczywiście jest też diabelska mechanika kwantowa, ale podejrzewam, że w funkcji falowej też niektórzy dostrzegają "piękno stworzenia".
Postmoderniści przekonują, że wszystko jest tylko językiem, radosną twórczością, ale osobiście nie znam fizyka, który nie byłby w najmniejszym chociażby stopniu idealistą platońskim.

>Na ten przykład weźmy takiego
>Cejrowskiego. Chłop inteligenty, a zagorzały katolik.(przynajmniej tak deklaruje). Z czego to
>wynika?
Nie raz się dziwiłem religijnością Cejrowskiego. Ten człowiek poznał tyle różnych kultur, a np. nie potrafi tolerować homoseksualizmu. Sądzę, że w jego przypadku decyduje wychowanie.


Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
23-11-2010 17:51 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>Cejrowskiego. Chłop inteligenty, a zagorzały katolik.(przynajmniej tak deklaruje). Z czego to wynika?

cóż, pajac jak każdy polityk, niby wszyscy maja ideały, ale sami sobie napędzają widownię...

"Precz z komuną" w duecie Cejrowski&Kalisz:



Cywilizacja to niekończący się ciąg potrzeb, których nie potrzebujemy. Marek T.
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>>Cejrowskiego. Chłop inteligenty, a zagorzały katolik.(przynajmniej tak deklaruje). Z czego to wynika?
>cóż, pajac jak każdy polityk, niby wszyscy maja ideały, ale sami sobie napędzają widownię...
>"Precz z komuną" w duecie Cejrowski&Kalisz:
>
>
Cywilizacja to niekończący się ciąg potrzeb, których nie potrzebujemy. Marek T.


Cejrowski chyba nie jest politykiem pajacem może tak..
ale zastanawiam sie czy świadomie.
moze powinnismy stworzyc nowy watek niewierzą cy a Cejrowski
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Cejrowski chyba nie jest politykiem pajacem może tak..
>ale zastanawiam sie czy świadomie.
>moze powinnismy stworzyc nowy watek niewierzą cy a Cejrowski

Odpowiem tak. Liznąwszy pewnych układów/zażyłości, oni, są bardzo podobni. W TV pajacują, obrzucają się błotem, szczękając na siebie. Ale zauważmy - im więcej szczekają tym mniej gryzą. Dlaczego? Czy jedni nie napędzają drugim publiki?
Pajacuje wielu. Nie wszystkim to wychodzi, a i nie wszystkim na to się pozwala. Nam się wydaje - że to wolność. Mnie, że nami, jak zawsze sterują. Zauważamy to co mamy zauważyć, a pod stołem i tak dzieje się prawdziwa historia
Uwielbiany przez niektórych Wojewódzki ma w uchu słuchaweczkę. Nazwałbym to smyczą/łańcuszkiem. A kto jest z drugiej strony? Tej słuchaweczki? Ktoś, kto dopisuje lub wymazuje mu zera z konta. Warto o tym pamiętać. W chwilach uwielbienia

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>Cejrowski chyba nie jest politykiem pajacem może tak..
>>ale zastanawiam sie czy świadomie.
>>moze powinnismy stworzyc nowy watek niewierzą cy a Cejrowski
>Odpowiem tak. Liznąwszy pewnych układów/zażyłości, oni, są bardzo podobni. W TV pajacują, obrzucają się błotem, szczękając na siebie. Ale zauważmy - im więcej szczekają tym mniej gryzą. Dlaczego? Czy jedni nie napędzają drugim publiki?
>Pajacuje wielu. Nie wszystkim to wychodzi, a i nie wszystkim na to się pozwala. Nam się wydaje - że to wolność. Mnie, że nami, jak zawsze sterują. Zauważamy to co mamy zauważyć, a pod stołem i tak dzieje się prawdziwa historia
>Uwielbiany przez niektórych Wojewódzki ma w uchu słuchaweczkę. Nazwałbym to smyczą/łańcuszkiem. A kto jest z drugiej strony? Tej słuchaweczki? Ktoś, kto dopisuje lub wymazuje mu zera z konta. Warto o tym pamiętać. W chwilach uwielbienia
>
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.

nikt nie uwielbia wojewodzkiego jest to czlowiek do rozsmiesznia.
Napiasalam napisalam i mi znowu wciEło????
Musze teraz ugotowac ziemniaki więc na na rzie troche skomlikowane jest to forum...
ale pozdrawaiam!!!
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>>moze powinnismy stworzyc nowy watek niewierzą cy a Cejrowski
>>i znowu wrzuciło moja wypowiedz w stoke .
może merytorycznie jest to dobre forum ale kto ma czas analizow tę strone techniczna. wojewodzki to jest wodzirej zbawiacz więc porównywanie go z politykami jest w ogóle bez sensu!!
06-12-2010 16:49 
 Ocena 1 na 1
Alicja Duda (25557 punktów)
Prosimy wycinać niepotrzebne cytowanie poprzedników, a ponadto starać się pisać po polsku.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>Cejrowski chyba nie jest politykiem pajacem może tak..
>>ale zastanawiam sie czy świadomie.
>>ilach uwielbienia
dajesz sie sterować????? pomgasz innym w sterowaniu czy dajesz im pole???

>
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.

sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>dajesz sie sterować????? pomgasz innym w sterowaniu czy dajesz im pole???

Wydaje mi się że wszystko po trochu..., niestety! Trybik w maszynie!


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>
>Postmoderniści przekonują, że wszystko jest tylko językiem, radosną twórczością, ale osobiście nie znam fizyka, który nie byłby w najmniejszym chociażby stopniu idealistą platońskim.>
Czyli realistą....

>>
>Nie raz się dziwiłem religijnością Cejrowskiego. Ten człowiek poznał tyle różnych kultur, a np. nie potrafi tolerować homoseksualizmu. Sądzę, że w jego przypadku decyduje wychowanie.>
Myślisz,ze homoseksualizm jest powszychny w innych kulturach??
homoseksualistow nie akceptowali i nie akceptuja nadal nie tylko ludzi e religijni.
jesli ta postawa ma jakis uzasadnienie w bibli dla wszystkich jest to zrozumiałe.
ale moze brak akceptacji ma szerszy kontekst- zapiś bliblijny wynika z tego szerszgo kontekstu...

>
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen

06-12-2010 09:30 
 Ocena 4 na 4
Kuba Śruba (3184 punktów)
>>Nie raz się dziwiłem religijnością Cejrowskiego. Ten człowiek poznał tyle różnych kultur, a np. nie potrafi tolerować homoseksualizmu. Sądzę, że w jego przypadku decyduje wychowanie.
>Myślisz,ze homoseksualizm jest powszychny w innych kulturach??
Myślę, że zawartość procentowa nie zależy od kultury, co najwyżej stopień utajnienia.
Cejrowskiemu się dziwię, bo jako podróżnik jest wystawiony na nietypowe zachowania, inne kultury, dziwne zwyczaje, więc mogło by się wydawać, że "inność" akceptuje.
Prawdopodobnie sympatia do odmiennych kultur jest u niego udawana - inni są dla niego dzikusami, tak jak dla B. Malinowskiego


Mam nadzieję, że ktoś to zacytuje - O. Wilde
06-12-2010 15:30 
 Ocena-1 na 1
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>>Nie raz się dziwiłem religijnością Cejrowskiego. Ten człowiek poznał tyle różnych kultur, a np. nie potrafi tolerować homoseksualizmu. Sądzę, że w jego przypadku decyduje wychowanie.
>>Myślisz,ze homoseksualizm jest powszychny w innych kulturach??
>Myślę, że zawartość procentowa nie zależy od kultury, co najwyżej stopień utajnienia.
>Cejrowskiemu się dziwię, bo jako podróżnik jest wystawiony na nietypowe zachowania, inne kultury, dziwne zwyczaje, więc mogło by się wydawać, że "inność" akceptuje.
>Prawdopodobnie sympatia do odmiennych kultur jest u niego udawana - inni są dla niego dzikusami, tak jak dla B. Malinowskiego
wydaje Ci sie że jak Malinowski zatytulowal sowje dzieło zie seksualne dzikich to traktuje ich jak dzikusów??
>
Mam nadzieję, że ktoś to zacytuje - O. Wilde

06-12-2010 16:08 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Wydaje Ci sie że jak Malinowski zatytulowal sowje dzieło zie seksualne dzikich to traktuje ich jak dzikusów??
Tak napisał w swoich własnych osobistych pamiętnikach.

Popraw ortografię, jeśli można Cie prosić!

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>Wydaje Ci sie że jak Malinowski zatytulowal sowje dzieło zie seksualne dzikich to traktuje ich jak dzikusów??
>Tak napisał w swoich własnych osobistych pamiętnikach.
>Popraw ortografię, jeśli można Cie prosić!
>czytales tą książkę???
z ortografia u mnie wporzo przynajmniej w ostatnich wypwowidzaich. literówke mam podlą ale mam kłopot z mocnym przyciskaniem i te polskei znaki mi nie chodzą takim lagodnym człowiekiem jestem....

>
Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.

06-12-2010 17:08 
 Ocena-1 na 1
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>Wydaje Ci sie że jak Malinowski zatytulowal sowje dzieło zie seksualne dzikich to traktuje ich jak dzikusów??
>Tak napisał w swoich własnych osobistych pamiętnikach.
>Popraw ortografię, jeśli można Cie prosić!

zapewniam Cię że dzicy to nie to samo co dzikusi i jestem pewna ,ze Malinowski nimi nie pogardzal mimo ,ze byli nawet niepiśmienni.
>Pozdrawiam
>
Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.

06-12-2010 17:27 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Zdanie własne Malinowskiego stawiam wysoko ponad Twoje "wydaje się, że Malinowski...".

Odsyłam do pamiętników Malinowskiego.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>Wydaje Ci sie że jak Malinowski zatytulowal sowje dzieło zie seksualne dzikich to traktuje ich jak dzikusów??
>Tak napisał w swoich własnych osobistych pamiętnikach.
>Popraw ortografię, jeśli można Cie prosić!

ble ble ble
>mozesz prosic ja sie bede strala a mam nadzieje ,ze Ty nie będziesz mnie traktowala jako dzikusa!!!
>
Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.

06-12-2010 16:21 
 Ocena 1 na 1
Kuba Śruba (3184 punktów)
>wydaje Ci sie że jak Malinowski zatytulowal sowje dzieło zie seksualne dzikich to traktuje ich jak dzikusów??
No byłem pewien, że właśnie dlatego, a może dla czego innego:
Cytat:
W 1967 r. opublikowano ukrywane przez 25 lat niezwykle osobiste dzienniki Malinowskiego. Środowisko antropologiczne przeżyło szok. Lektura drobiazgowych zapisków na temat przebiegu dnia, stanów emocjonalnych i fizycznych, pozwala dostrzec kompletnie inny obraz badacza. Otwarty naukowiec, mądry, tolerancyjny człowiek, ikona antropologii nagle stracił swój cudowny blask. Malinowski okazał się gburowaty, nieprzyjemny, niewdzięczny, arogancki, niedyskretny, wyuzdany. Był hipochondrykiem i megalomanem o rasistowskich poglądach - żadna z tych cech nie pasowała do obrazu autorytetu, który życie poświęcił badaniom nad zrozumieniem człowieka.

a to zacytowany przez NG fragment dziennika:
Cytat:
Ta parszywa dziewczyna... wszystko dobrze, ale niepotrzebnie ją macnąłem (...) POSTANAWIAM. Absolutnie nie dotknąć się k#rwy kiriwińskiej żadnej - pisze.

www.nation(*)zikich-bronislaw-malinowski/1/
PS "u" na "#" zmieniłem ja, a nie Malinowski


Byt dla siebie jest tym, czym nie jest, nie będąc tym, czym jest. - Sartre
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>wydaje Ci sie że jak Malinowski zatytulowal sowje dzieło zie seksualne dzikich to traktuje ich jak dzikusów??
>Cytat:
Ta parszywa dziewczyna... wszystko dobrze, ale niepotrzebnie ją macnąłem (...) POSTANAWIAM. Absolutnie nie dotknąć się k#rwy kiriwińskiej żadnej - pisze.

wynika z tego ,ze wszyscy jestesmy falszywi i zli ...
A badania naukowe prowdzone sa przez szczególnie zdeprawowanych ludzi???
Nie czytalam ksiazki malinowskiego mysląlam ze jak ja cytuja naukowcy to jest ok.
naukowcy najbardziej zdeprawowana grupa swiata???
bardziej niz politycy??
>www.nation(*)zikich-bronislaw-malinowski/1/
> PS "u" na "#" zmieniłem ja, a nie Malinowski
>
Byt dla siebie jest tym, czym nie jest, nie będąc tym, czym jest. - Sartre

Kuba Śruba (3184 punktów)
>>Cytat:
Ta parszywa dziewczyna... wszystko dobrze, ale niepotrzebnie ją macnąłem (...) POSTANAWIAM. Absolutnie nie dotknąć się k#rwy kiriwińskiej żadnej - pisze.

>wynika z tego ,ze wszyscy jestesmy falszywi i zli ...
Jeżeli tak zainteresował Cię ten temat, to polecam studia np. "Wiedza o kulturze" w IKP na UW. Już na I roku przerabia się tam Antropologię, kurs BHP, a nawet Logikę. Gorąco polecam!


Byt dla siebie jest tym, czym nie jest, nie będąc tym, czym jest. - Sartre
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>>Cytat:
Ta parszywa dziewczyna... wszystko dobrze, ale niepotrzebnie ją macnąłem (...) POSTANAWIAM. Absolutnie nie dotknąć się k#rwy kiriwińskiej żadnej - pisze.

>>wynika z tego ,ze wszyscy jestesmy falszywi i zli ...
>Jeżeli tak zainteresował Cię ten temat, to polecam studia np. "Wiedza o kulturze" w IKP na UW. Już na I roku przerabia się tam Antropologię, kurs BHP, a nawet Logikę. Gorąco polecam!
bezpłatne???
I masz kwaterę dla mnie???
tym czasem sobie cos tam czytam do poduszki jak masz Malinowskiego polecam sie podam adres chetenie pozyzce od ciebie chociaz wyczuwam u Ciebie pogarde dla ludzi ....
>
Byt dla siebie jest tym, czym nie jest, nie będąc tym, czym jest. - Sartre

06-12-2010 19:34 
 Ocena 1 na 1
Kuba Śruba (3184 punktów)
>wyczuwam u Ciebie pogarde dla ludzi ....
Nic bardziej mylnego.
To ja wyczuwam pogardę, gdy ktoś pisze, byle pisać, nawet bez momentu zastanowienia, lekceważąc przy tym zasady pisowni i zostawiając zbędne cytowania

Byt dla siebie jest tym, czym nie jest, nie będąc tym, czym jest. - Sartre
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>wydaje Ci sie że jak Malinowski zatytulowal sowje dzieło zie seksualne dzikich to traktuje ich jak dzikusów??
>www.nation(*)zikich-bronislaw-malinowski/1/
> PS "u" na "#" zmieniłem ja, a nie Malinowski
nie potrzebnie ja macnałem - moze tu jest klucz. on byl z zona czy sam na tych badaniach obcych kultur???
zacofanych???
>
Byt dla siebie jest tym, czym nie jest, nie będąc tym, czym jest. - Sartre

Teresa Przyborska (157 punktów)
>>zwrócilam uwagę na Twój cytat co on znaczy możesz mi dokladnie wyjasnić???.
jestem ciekawa ?
dajmonion (3663 punktów)
Może wynika to z tego, że dostrzegają w religii jakiś sens, mimo, że nie wszystko są w stanie zrozumieć.


"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippman
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.
To trochę trudniejsze niż Pan myśli.
Co to znaczy inteligentni? Co to znaczy wykształceni? Co to znaczy religijni?

>Nie wiele przecież potrzeba by dostrzec, że religia to seria bajeczek, pomieszanych z kulturą etc.
Czyżby?
Jeżeli w całym procesie socjalizacji był Pan odpowiednio kształtowany, to odrzucenie tego kształtowania jest dosyć trudne. Warto o tym poczytać.
Jeżeli zaś aksjomatycznie Pan przyjmie, że musi istnieć jakaś siła porządkująca świat, to dalszy tok myślenia wcale nie musi być aż tak bardzo nielogiczny.

>Dlaczego więc tak wielu wybitnych, inteligentnych ludzi jest religijnymi?
Gdyż ludzie się różnią. Istnieje tylko statystyczna prawidłość; wraz z poziomem wykształcenia religijność spada, ale z jednostkami to bywa już przeróżnie.

>Na ten przykład weźmy takiego Cejrowskiego.
No właśnie!
Najpierw należałoby uzgodnić - co to znaczy inteligentni i wykształceni?

Pozdrawiam.

@@@
.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>Co to znaczy inteligentni? Co to znaczy wykształceni? Co to znaczy religijni?
>Dla mnie człowiek inteligenty, to człowiek przede wszystkim potrafiący myśleć z wielu perspektyw. Umiejący ocenić sytuacje obiektywnie, jednak oczywiście może odnieść się do niej subiektywnie w praktyce. (np.egoizm nie wyklucza inteligencji). Człowiek inteligenty to człowiek pozyskujący wiedzę i wykorzystujący z czystej przyjemności.

Wykształcony zaś, to człowiek który nie koniecznie skończył jakieś wyższe uczelnie. To człowiek który posiada szeroką wszechstronną wiedzę.

>Jeżeli w całym procesie socjalizacji był Pan odpowiednio kształtowany, to odrzucenie tego kształtowania jest dosyć trudne. Warto o tym poczytać.
Rozumiem. Ale formalnie dogmatyczne trzymanie się kościoła.... to nawet po latach życia w katolickiej rodzinie nie jest normalne.

>Jeżeli zaś aksjomatycznie Pan przyjmie, że musi istnieć jakaś siła porządkująca świat, to dalszy tok myślenia wcale nie musi być aż tak bardzo nielogiczny.
No, chyba trochę Pan przesadza. Uważa Pan, że gdy ktoś uzna siłę porządkującą świat (rozumiem Boga, Absolut etc.), to katolicyzm jest logiczny?

>Gdyż ludzie się różnią. Istnieje tylko statystyczna prawidłowość; wraz z poziomem wykształcenia religijność spada, ale z jednostkami to bywa już przeróżnie.
Właśnie o to mi chodzi. Dlaczego z tymi jednostkami tak jest?
25-11-2010 09:31 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Jest Pan młodym człowiekiem i dlatego pozwolę sobie dać Panu radę.
Najpierw trzeba czytać, czytać i czytać, następnie przemyśleć to co się przeczytało i znowu czytać, czytać i czytać. Później warto spróbować sformułować pytania dotyczące niejasności i popytać. Następnie czytać, czytać i czytać i można próbować wyartykułować własne poglądy.
Później czytać, czytać i czytać i na starość /o ile skleroza nas wcześniej nie dopadnie/ można próbować opisać jakieś ogólne prawdy, do których doszło się w indywidualnym życiu, ale nawet wtedy warto pozostać przy wątpliwościach.

Gdy teraz zapyta Pan:
- A kto ma tyle cierpliwości? To będzie Pan miał odpowiedź dlaczego mamy tak mało mądrych ludzi.

A tak po prostu brak mądrości wynika:
Z pośpiechu i dziecinnego - ja, ja, a ja.
------------------------------------------------
>Wykształcony zaś, to człowiek który nie koniecznie skończył jakieś wyższe uczelnie.
Wikipedia podaje:
Wykształcenie - poświadczona dokumentem wiedza zdobyta w oficjalnym systemie nauczania (szkoły publiczne, szkoły prywatne).

>To człowiek który posiada szeroką wszechstronną wiedzę.
"Człowieka, który posiada szeroką wszechstronną wiedzę" nazywamy "samoukiem", czasem nawet dodając "genialny".

>>Jeżeli w całym procesie socjalizacji był Pan odpowiednio kształtowany, to odrzucenie tego kształtowania jest dosyć trudne. Warto o tym poczytać.
>Rozumiem. Ale formalnie dogmatyczne trzymanie się kościoła.... to nawet po latach życia w katolickiej rodzinie nie jest normalne.
Myślę, że dobrze by było, gdyby zapoznał się Pan ze wspomnieniami z procesu odchodzenia od religii napisanymi przez Witwickiego, Kotarbińskiego, Infelda i Russella. Pozwoliłoby to Panu tak zrozumieć tak intelektualny proces odchodzenia, jak i pozostawanie w wierze.

>No, chyba trochę Pan przesadza. Uważa Pan, że gdy ktoś uzna siłę porządkującą świat (rozumiem Boga, Absolut etc.), to katolicyzm jest logiczny?
Proponuję lekturę dwóch wątków które prowadziłem.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,337914
www.racjonalista.pl/forum.php/s,373243
Gdy dyskusja Pana zaciekawi, to książek - wykształconych, ze sporym dorobkiem intelektualnym, ludzi wierzących - znajdzie Pan sporo.

>Właśnie o to mi chodzi. Dlaczego z tymi jednostkami tak jest?
W książkach znajdzie Pan wiele odpowiedzi. Często przeczących sobie.
Ja mogę tylko powiedzieć:
- Dlatego że /na szczęście/ jesteśmy różni.

Pozdrawiam i dużo intelektualnych przyjemności z rozważań Panu życzę.

@@@
.
>
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
Dziękuje za wszystkie cenne rady. Oczywiście czytam, czytam i czytam
Jednak muszę powiedzieć, że próba wyartykułowania swych nie do końca ukształtowanych poglądów w dyskusji często potrafi je zmienić, lub sprowadzić do refleksji bardziej niż nie jedna książka. W tym sensie wyznaje myśl Sokratesa, że czasem jedna dyskusja potrafi zmienić więcej niż indywidualne rozmyślania, czy wszystkie książki.
A tak na marginesie (zawsze głupio), ale co poleciłby Pan z własnych pozycji?
26-11-2010 11:23 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Sięgnął Pan bardzo daleko, do czasów, gdy napisanych tekstów było bardzo niewiele, a i Sokratesa znamy tylko dzięki opisowi jego ucznia.
Ale skoro Pan życzy to uzupełnię swoją ogólną radę z poprzedniego postu Sokratesem.
Warto też pamiętać, że poniższe wypowiedzi przypisywane są już w pełni dojrzałemu intelektualnie człowiekowi.
-------------------------------------------------------------------------
Najpierw trzeba czytać, czytać i czytać, następnie przemyśleć to co się przeczytało i znowu czytać, czytać i czytać.
Sokrates radzi Glaukonowi: "Jeżeli zatem chcesz w państwie zdobyć sławę i poszanowanie wśród ludzi, musisz z całych sił starać się o zdobycie fachowej wiedzy w tej dziedzinie, w której pragniesz rozwinąć działalność.

Później warto spróbować sformułować pytania dotyczące niejasności i popytać. Sokratejska metoda nauczania lub raczej wydobywania wiedzy od rozmówcy miała związek z jego matką. Była ona akuszerką i sam Sokrates porównywał swoją działalność ze sztuką położniczą, czyli maieutyką (techne maieutike). Tak jak akuszerka jest tylko obecna przy porodzie i pomaga odebrać dziecko na świat, tak Sokrates tylko wydobywał wiedzę od rozmówcy. Uważał, że jego zadaniem jest pomagać wydać na świat właściwą wiedzę.

Następnie czytać, czytać i czytać i można próbować wyartykułować własne poglądy.
Później czytać, czytać i czytać i na starość /o ile skleroza nas wcześniej nie dopadnie/ można próbować opisać jakieś ogólne prawdy, do których doszło się w indywidualnym życiu, ale nawet wtedy warto pozostać przy wątpliwościach.
Jest autorem słynnej maksymy, której pełne brzmienie jest następujące: "Wszystko, co wiem, to to, że nic nie wiem, inni natomiast sądzą, że wiedzą to, czego nie wiedzą".

Ale po Sokratesie było jeszcze paru mądrych ludzi, którzy napisali mądre książki i których warto brać pod uwagę.
---------------------------------------------------------------------------------------------

>Oczywiście czytam, czytam i czytam
I to znać!
Gdybym uznał, że nie warto - to na Pańskie wypowiedzi bym nie zareagował.

> Jednak muszę powiedzieć, że próba wyartykułowania swych nie do końca ukształtowanych poglądów w dyskusji często potrafi je zmienić, lub sprowadzić do refleksji bardziej niż nie jedna książka.
Warto dyskutować! Tylko w dyskusji przyjmowane są różne postawy. Na przykład: wszystko wiedzącego lub we wszystko wątpiącego.

>W tym sensie wyznaje myśl Sokratesa, że czasem jedna dyskusja potrafi zmienić więcej niż indywidualne rozmyślania, czy wszystkie książki.
Ja zdecydowanie, tą Pańską myśl ograniczam tylko do myślącej inteligencji.
Ludzie, którzy już wszystko wiedzą, jak na przykład Cejrowski z żadnej dyskusji nie skorzystają, a tacy jak ja na wymianie poglądów z takimi ludźmi tylko tracą.
Więc po co miałbym z nimi dyskutować.

>A tak na marginesie (zawsze głupio), ale co poleciłby Pan z własnych pozycji?
Zastanowię się, choć warto pamiętać, że to w nauce przed półwieczem było aktualiami dziś jest archiwaliami.
Na przykład w Pańskim wieku bardzo lubiłem literaturę science fiction , ale byłem już po lekturze "Zajmującej fizyki" Pelermana, czy "Mr. Tompkinsa w krainie czarów" Gamowa. Nie mówiąc o całej klasyce dziecięcej i młodzieżowej.
Teraz to chyba nie bardzo wiadomo o jakich książkach tu mówię.

Pozdrawiam serdecznie i trzymam za Pana kciuki.

@@@
.
24-11-2010 10:08 
 Ocena 2 na 2
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Najpierw należałoby uzgodnić - co to znaczy inteligentni i wykształceni?

"uzgodnić" - w naszym społeczeństwie???

czyż dogmatem jeszcze nie jest iż: "wszyscy" ???


Cywilizacja to niekończący się ciąg potrzeb, których nie potrzebujemy. Marek T.
Teresa Przyborska (157 punktów)
>> Istnieje tylko statystyczna prawidłość; wraz z poziomem wykształcenia religijność spada, ale z jednostkami to bywa już przeróżnie.
Ponoc w polsce kobiety przewyżaszaja meżczyzn w posiadaniu róznych tytułow naukowych czy pseudonaukowych a ze swojej obserwacji moge tylko powiedziec,ze sa bardziej czesto pilene.
moglibysmy tutaj otworzyc nowy temat wykształcenie a inteligencja ale generalnie kobiety sa bardziej religijne.
co to znaczy???
Czy bardziej wierza w boga czy bardziej poddaja sie ogólnym standartom.
czy bardziej im wypada byc religijnymi a mezczyznom uchodzi nimi nie byc.
dopiero nad grobem sie nawracac.
Lub kobity musza byc bardziej religijne aby przetrwac to cały kompleks pytan problemów.....
06-12-2010 18:17 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>>> Istnieje tylko statystyczna prawidłowość; wraz z poziomem wykształcenia religijność spada, ale z jednostkami to bywa już przeróżnie.
>Ponoc w polsce kobiety przewyżaszaja mężczyzn w posiadaniu róznych tytułow naukowych czy pseudonaukowych a ze swojej obserwacji moge tylko powiedziec,ze sa bardziej czesto pilene.
Mnie raczej średnio interesuje "ponoc".
Bardzo proszę o źródło informacji o wyższym poziomie wykształcenia polskich kobiet od mężczyzn. Według mojej wiedzy, to jednak mężczyźni mają więcej tytułów naukowych. O pseudonaukowych nie wypowiadam się.

>moglibysmy tutaj otworzyc nowy temat wykształcenie a inteligencja ale generalnie kobiety sa bardziej religijne.
>co to znaczy???
Nie jestem mizoginem, aby zgodnie z Pani tokiem myślenia, wydedukować, że widocznie są mniej inteligentne.
Zawsze warto otworzyć nowy wątek.

>Czy bardziej wierza w boga czy bardziej poddaja sie ogólnym standartom.
Określając kogoś religijnym mamy /lub możemy mieć/ ma myśli wiele różnych kwestii. Wiara w doktryny religijne, przynależność do kościoła, pobożność, etyczny sposób życia, zaangażowanie religijne, uczestnictwo w nabożeństwach i rytuałach i wiele innych działań, przekonań i zależności.

>czy bardziej im wypada byc religijnymi a mezczyznom uchodzi nimi nie byc.
Nie wiem, co komu wypada? I co komu uchodzi?

>dopiero nad grobem sie nawracac.
Dla mnie gwałtowna zmiana przekonań dorosłego człowieka jest, co najmniej, podejrzana i najczęściej związana jest z patologiami mózgu lub z łajdajckim brakiem przyzwoitości.
Na szczęście większość "nawróceń" po zbadaniu, okazuje się tylko prymitywną manipulacją.

>Lub kobity musza byc bardziej religijne aby przetrwac to cały kompleks pytan problemów.....
Dla mnie "kobity" powinny być w inteligencji równe mężczyznom i najczęściej takowymi są!
A że część jest głupia, to tylko świadczy, iż są tylko ludźmi i w każdym zakresie chcą dorównać swoim "chłopom".

Pozdrawiam.

@@@
.
06-12-2010 18:55 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Mnie raczej średnio interesuje "ponoc".
>Bardzo proszę o źródło informacji o wyższym poziomie wykształcenia polskich kobiet od mężczyzn. Według mojej wiedzy, to jednak mężczyźni mają więcej tytułów naukowych. O pseudonaukowych nie wypowiadam się.
Racja. Fakt, że więcej kobiet ma wykształcenie wyższe (na poziomie magisterskim), ale stopnie naukowe częściej uzyskują mężczyźni. Zwłaszcza wyższe. Nie to, że habilitacja jest poza zasięgiem umysłowym kobiety, bo tak nie jest, ale zazwyczaj kobiety zwalniają karierę po dojściu do magicznej trzydziestki - przeważnie z powodu małych dzieci. Niektóre zdążą z doktoratem do tego czasu, inne nie. A po odchowaniu dzieci to już różnie bywa.
Cytat:
Kobiety częściej niż mężczyźni mają ukończoną szkołę co najmniej średnią (ponad połowa), a prawie 16% ukończyło studia. Mężczyźni natomiast częściej pozostają przy wykształceniu zasadniczym zawodowym (prawie 30%), a co 8 osoba posiada wykształcenie wyższe.

www.stat.g(*)_rozwoj_demograficzny_2006.pdf
"Co 8 osoba" oznacza 12,5% mężczyzn z wyższym wykształceniem przy 16% kobiet, dane z 2005 roku.
>Nie jestem mizoginem, aby zgodnie z Pani tokiem myślenia, wydedukować, że widocznie są mniej inteligentne.

>Dla mnie gwałtowna zmiana przekonań dorosłego człowieka jest, co najmniej, podejrzana i najczęściej związana jest z patologiami mózgu lub z łajdackim brakiem przyzwoitości.
>Na szczęście większość "nawróceń" po zbadaniu, okazuje się tylko prymitywną manipulacją.
Bo czegóż to "nawracacze" nie zrobią i nie powiedzą, żeby tylko wyszło, że ich jest na wierzchu


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>Racja. Fakt, że więcej kobiet ma wykształcenie wyższe (na poziomie magisterskim), ale stopnie naukowe częściej uzyskują mężczyźni. Zwłaszcza wyższe. Nie to, że habilitacja jest poza zasięgiem umysłowym kobiety, bo tak nie jest, ale zazwyczaj kobiety zwalniają karierę po dojściu do magicznej trzydziestki - przeważnie z powodu małych dzieci. Niektóre zdążą z doktoratem do tego czasu, inne nie. A po odchowaniu dzieci to już różnie bywa.
> Cytat:
Kobiety częściej niż mężczyźni mają ukończoną szkołę co najmniej średnią (ponad połowa), a prawie 16% ukończyło studia. Mężczyźni natomiast częściej pozostają przy wykształceniu zasadniczym zawodowym (prawie 30%), a co 8 osoba posiada wykształcenie wyższe.

>www.stat.g(*)_rozwoj_demograficzny_2006.pdf
>"Co 8 osoba" oznacza 12,5% mężczyzn z wyższym wykształceniem przy 16% kobiet, dane z 2005 roku.
Dziękuję za rzetelne informacje.
Zawsze lepiej wiedzieć więcej.

Spotkałem w życiu wprost genialne kobiety, a część na dokładkę jeszcze piękną była.
Czy były szczęśliwsze od Pań otoczonych gromadką dzieci? Niektóre tak, ale większość nie!
Gdyż nie ma jednoznacznej odpowiedzi co jest ważniejszym - kultura, czy natura?

Serdecznie pozdrawiam.

@@@
.
07-12-2010 10:02 
 Ocena 6 na 6
Alicja Duda (25557 punktów)
>Gdyż nie ma jednoznacznej odpowiedzi co jest ważniejszym - kultura, czy natura?
A dlaczego niby miałby być taki wybór? Pracę zawodową, naukową można zupełnie dobrze łączyć z wychowaniem dzieci. W obecnych czasach zmuszanie kobiet do wyboru albo praca albo dzieci jest pozostałością XIX wiecznego myślenia, gdy do obsługi rodziny potrzebna była co najmniej jedna osoba.
Od tego czasu troszeczkę świat się zmienił.
Panie Andrzeju w XIX w nie było pralek, zmywarek, odkurzaczy, jednorazowych pieluch, kaszek błyskawicznych, materiałów nie wymagających prasowania, gotowej odzieży.......
Przewijać dziecko, kąpać, karmić dziecko, włączyć pralkę, zmywarkę, odkurzyć mieszkanie potrafi nawet mało rozgarnięty mężczyzna.
Intensywnej opieki dziecko wymaga przez pierwszy rok życia, potem lepiej rozwija się w kontakcie z innymi dziećmi. A nawet w tym pierwszym roku (gdy zakończy się naturalne karmienie) może opiekę nad dzieckiem sprawować mężczyzna.
Z moich obserwacji wynika, że strach mężczyzn iż nie dadzą sobie radę z dzieckiem oraz ich strach przed nudą siedzenia z dzieckiem w domu jest przyczyną wpierania kobietom jakoby ich naturalną potrzebą była opieka nad dzieckiem i rodziną.
Te kobiety, dla których opieka nad dziećmi jest przyjemnością zostają przedszkolankami nauczycielkami i tam mogą się w pełni realizować.
Kobiet, które są szczęśliwe z powodu siedzenia w domu jest naprawdę niewiele, a większość zmuszona do siedzenia w domu ukrywa swoje frustracje bo tego oczekuje od nich otoczenie.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>>Gdyż nie ma jednoznacznej odpowiedzi co jest ważniejszym - kultura, czy natura?
>A dlaczego niby miałby być taki wybór? Pracę zawodową, naukową można zupełnie dobrze łączyć z wychowaniem dzieci. W obecnych czasach zmuszanie kobiet do wyboru albo praca albo dzieci jest pozostałością XIX wiecznego myślenia, gdy do obsługi rodziny potrzebna była co najmniej jedna osoba.
>Od tego czasu troszeczkę świat się zmienił.
Pani Alu, zauważyłem, że chce się Pani czytać moje wypowiedzi. Jestem ostatnim, który by chciał narzucać ludziom jakieś modele postępowania, a już zupełnie dalekim jestem do zmuszania aby ich przestrzegać.

Natomiast słucham i czytam wypowiedzi innych ludzi niezależnie od płci i zapewniam Panią, że trudno byłoby Pani znaleźć wiekszość, nawet tylko wśród kobiet.

>Panie Andrzeju w XIX w nie było pralek, zmywarek, odkurzaczy, jednorazowych pieluch, kaszek błyskawicznych, materiałów nie wymagających prasowania, gotowej odzieży.......
Rozmawiałem z żoną Rabina, kobietą szczęśliwą i spełnioną. Ma wyższe wykształcenie i znała wszystkie wymienione przez Panią udogodnienia, ale zdecydowanie je odrzuca.
Wolno jej? Czy inni będą uczyć ją, co czyni kobietę szczęśliwą.

>Przewijać dziecko, kąpać, karmić dziecko, włączyć pralkę, zmywarkę, odkurzyć mieszkanie potrafi nawet mało rozgarnięty mężczyzna.
Jestem mało rozgarniętym, ale potrafię to wszystko, choć ogólnie /nie mówię o poszczególnych przypadkach/ współczuję dzieciom, w których musi czynić to ojciec.

>Intensywnej opieki dziecko wymaga przez pierwszy rok życia, potem lepiej rozwija się w kontakcie z innymi dziećmi. >A nawet w tym pierwszym roku (gdy zakończy się naturalne karmienie) może opiekę nad dzieckiem sprawować mężczyzna.
Już za czasów niemowlęctwa mojej córki było "Bebiko", teraz są nowocześniejsze środki wyżywienia niemowląt.
Wystarczy, że samica urodzi - dalej może być "zimny wychów", ale ja jestem konserwatystą i uważam, że MATKA dla dziecka jest najważnieszą.
Czy łaskawie pozwoli mi Pani na ten pogląd?

>Z moich obserwacji wynika, że strach mężczyzn iż nie dadzą sobie radę z dzieckiem oraz ich strach przed nudą siedzenia z dzieckiem w domu jest przyczyną wpierania kobietom jakoby ich naturalną potrzebą była opieka nad dzieckiem i rodziną.
Właśnie tu najbardziej niezgadzam się ze współczesnymi feministkami, które usiłują kobietom wpierać, że ich model samorealizacji kobiet oraz modelu rodziny jest nie tylko nowoczesnym, ale jedynie słusznym modelem.
Spotykałem kobiety o bardzo wysokim poziomie intelektu, całkowite abnegatki, spotykałem kobiety, które nie tylko nie chcą dzieci, ale nawet sex uważają za coś głupiego. Czytałem wywiady z bokserkami....
Ludzie są różni, dopuki nie gwałcą innych wolno im postępować zgodnie z własną wolą i nikt nie ma prawa im narzucać jedynie słusznych poglądów.

>Te kobiety, dla których opieka nad dziećmi jest przyjemnością zostają przedszkolankami nauczycielkami i tam mogą się w pełni realizować.
Tak i Pani będzie o tym decydować!

>Kobiet, które są szczęśliwe z powodu siedzenia w domu jest naprawdę niewiele,
Tak, rozumiem! Głupie baby, które chcą się realizować przez prowadzenie domu i wychowywanie własnych dzieci.

>a większość zmuszona do siedzenia w domu ukrywa swoje frustracje bo tego oczekuje od nich otoczenie.
Ciekawy jestem badań na ten temat, że szczególnym uwzględnieniem kobiecej skłonności do frustracji.

>
Zmień politykę, głosuj na kobiety.

Nigdy w życiu! Znam przerażająco głupie baby w polityce.
Głosuję tylko na mądrych i wiarygodnych, a płeć jest przy tym rzeczą zupełnie nieważną.

Pani Alu, ludzie którzy myślą inaczej od Pani i mają inny system wartości, też mają prawo do własnego szczęścia i samorealizacji.
Ludziom należy przedstawiać wizje - może je zaakceptują, ale nie wolno ich zmuszać do ich realizacji.
Tylko dlatego jestem przeciwny współczesnym feministkom, że próbują zmusić społeczeństwo realizacji swoich wizji, bez liczenia się z tymi, którzy mają inne poglądy.
Jestem zdecydowanym demokratą.
Dostosuję się nawet, gdy społeczeństwo wybierze głupich ludzi, a oni głupie rozwiązania.

Pozdrawiam.

@@@
.
07-12-2010 14:32 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
Panie Andrzeju, Alicja nie chce decydować za kobiety ani je do czegokolwiek zmuszać, ona nie chce, by za nie decydowano i je zmuszano. Niech same decydują. Cokolwiek wybiorą, będzie dobre, ale pod warunkiem, że wybiorą same, bez namów, nacisków i wielkiego zdziwka "no jak to? nie chcesz mieć dzieci? ", "dziecko ma dopiero rok, a ty idziesz do pracy? ", "mąż sprząta, a ty piszesz doktorat? ", bo to potwornie frustrujące i wkurza, jak mało co. Tylko kobieta odważna zdolna jest pokazać światu gest Kozakiewicza, jeszcze za mało takich, co realizują własne cele bez oglądania się, co ludzie powiedzą. Nie ma nic zdrożnego w tym, że kobieta lubi dom i prace domowe pod warunkiem, że to ona lubi i że to jest jej własny wybór, a nie oczekiwania otoczenia. Do dziś dnia wychowuje się dziewczynki na "panie domu", zobowiązane do obsługi męża i dzieci bez względu na okoliczności - zapominając, że pan mąż rączki i nóżki posiada i sam sobie umie przynieść piwo z lodówki, a co bardziej bystry, to i kanapki zrobi.
>współczuję dzieciom, w których musi czynić to ojciec.
Dlaczego? Co w tym złego, że ojciec umie przewinąć i nakarmić dziecko? O włączeniu pralki nawet nie wspominam, bo to trywialne. Nawet mój świetlanej pamięci kot umiał nalać wody do czajnika (tzn. odkręcić i zakręcić kran), a mężczyzna, mając chwytne górne kończyny, w kuchni i w łazience daje sobie doskonale radę. Nie ma powodu współczuć takim dzieciom. Należy raczej współczuć tym, których ojcowie mają dwie lewe ręce. A raczej prawą jak lewą, a lewą jak protezę.
>uważam, że MATKA dla dziecka jest najważniejszą.
>Czy łaskawie pozwoli mi Pani na ten pogląd?
Ależ proszę uprzejmie Z własnego (a raczej mojej córki) doświadczenia wiem, że nikt tak jak matka nie potrafi pomóc dziecku w sklejaniu modeli samolotów
>Jestem zdecydowanym demokratą.
>Dostosuję się nawet, gdy społeczeństwo wybierze głupich ludzi, a oni głupie rozwiązania.
Ale mimo to coś się w środku w człowieku burzy...

Pozdrawiam


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
>Panie Andrzeju, Alicja nie chce decydować za kobiety ani je do czegokolwiek zmuszać, ona nie chce, by za nie decydowano i je zmuszano. Niech same decydują.
Nie napisałem o Pani Ali tylko o feministkach, które mają jakiś program i prowadzą jaką działalność.
Tu warto wspomnieć przysłowie o uderzeniu w stół.
Z Panią Alicją, którą bardzo sobie cenię, prowadziłem już rozmowę na temat roli i obowiązków kobiet i nie jestem do końca przekonanym, że akceptuje wybory przeciwne własnym feministycznym poglądom. W innych sprawach jej poziom tolerancji jest znacznie, znacznie większy.

>Cokolwiek wybiorą, będzie dobre, ale pod warunkiem, że wybiorą same, bez namów, nacisków i wielkiego zdziwka "no jak to? nie chcesz mieć dzieci? ", "dziecko ma dopiero rok, a ty idziesz do pracy? ", "mąż sprząta, a ty piszesz doktorat? ", bo to potwornie frustrujące i wkurza, jak mało co.
Jestem mężczyzną i muszę powiedzieć, że przez większość życia byłem namawiany, naciskany, wmawiano mi różne rzeczy i dziwiono się różnym rzeczom.

>Tylko kobieta odważna zdolna jest pokazać światu gest Kozakiewicza, jeszcze za mało takich, co realizują własne cele bez oglądania się, co ludzie powiedzą.
Tylko mężczyzna odważny zdolny jest pokazać światu gest Kozakiewicza,
a poważnie: tak kobieta musi być znacznie lepszą aby osiągnąć w Polsce to samo co mężczyzna, ale proszę nie uważać, że mężczyznom życie łatwiej przychodzi.
Napisałem już i nadal podtrzymuję, że jesteśmy tyle samo warci, ale różni.

>Nie ma nic zdrożnego w tym, że kobieta lubi dom i prace domowe pod warunkiem, że to ona lubi i że to jest jej własny wybór, a nie oczekiwania otoczenia.
Na pewno? Gdyż ja słuchając i czytając feministki często mam wrażenie, że gdy kobieta taki model wybierze, to znaczy, że jest co najmniej upośledzona psychicznie.

>Do dziś dnia wychowuje się dziewczynki na "panie domu", zobowiązane do obsługi męża i dzieci bez względu na okoliczności - zapominając, że pan mąż rączki i nóżki posiada i sam sobie umie przynieść piwo z lodówki, a co bardziej bystry, to i kanapki zrobi.
A kto je najczęściej wychowuje? Tatusiowie? Państwo? Czy mamusie? A mamusie to muszą wychowywać zgodnie z feministycznym modelem?

>>współczuję dzieciom, w których musi czynić to ojciec.
>Dlaczego? Co w tym złego, że ojciec umie przewinąć i nakarmić dziecko?
O włączeniu pralki nawet nie wspominam, bo to trywialne. Nawet mój świetlanej pamięci kot umiał nalać wody do czajnika (tzn. odkręcić i zakręcić kran), a mężczyzna, mając chwytne górne kończyny, w kuchni i w łazience daje sobie doskonale radę. Nie ma powodu współczuć takim dzieciom. Należy raczej współczuć tym, których ojcowie mają dwie lewe ręce. A raczej prawą jak lewą, a lewą jak protezę.
I tu właśnie wychodzi feministyczna agresja pań, które mają złe doświadczenia. Napisałem wyżej, że potrafię i że wykonywałem takie czynności, gdy była taka potrzeba i w niczym mi to nie ujmowało, dziś też przeróżne rzeczy w domu robię, ale Panie chciałyby narzucić swój własny model innym.
Małżeństwa partnerskie, w których jest dobrowolny podział ról są już nie do akceptacji?

>Ależ proszę uprzejmie Z własnego (a raczej mojej córki) doświadczenia wiem, że nikt tak jak matka nie potrafi pomóc dziecku w sklejaniu modeli samolotów
Niczego nie zmieni to, że u mnie - choć córka z matką były i są w ogromnej przyjaźni - to będąc dzieckiem, o seksie, poczęciu i zapobieganiu wolała rozmawiać ze mną niż z matką, a na dokładkę jeszcze koleżankę przyprowadzała.
Nie było lekko /dużo łatwiej nalać wody do czajnika, a chyba i duży obiad ugotować niż taką rozmowę z dwoma 12 latkami przeprowadzić/, ale musiałem dać radę.
Zdolności politechniczne żona ma większe /miała samych braci, a oni duży warsztat na podwórku/, ale ja też lewych rąk nie mam. Dorosła już córka, bez kłopotu potrafi w domu wiele naprawić. Wie jak trzymać i wiertarkę i młotek.

>>Dostosuję się nawet, gdy społeczeństwo wybierze głupich ludzi, a oni głupie rozwiązania.
>Ale mimo to coś się w środku w człowieku burzy...
Burzy? To delikatnie powiedziane. Gotuje się jak cholera, ale co biedny człowiek może zrobić, gdy siła złego na jednego.

Zostawmy ludziom możliwość wyboru, tam gdzie jeszcze mogą cokolwiek wybierać.

Pozdrawiam
@@@
.
07-12-2010 16:13 
 Ocena 4 na 4
Alicja Duda (25557 punktów)
>Zostawmy ludziom możliwość wyboru, tam gdzie jeszcze mogą cokolwiek wybierać.
Panie Andrzeju! Zgadzam się z tym zdaniem w 100%. Też uważam, że kobiety powinny mieć prawo wyboru. I aby to prawo miały to chciałabym by tyle pieniędzy co wydano na stadiony wydano na budowę żłobków i przedszkoli i żeby tyle pieniędzy ile będzie budżet kosztować utrzymanie tych obiektów przeznaczyć na dofinansowanie w tych żłobkach i przedszkolach.
Bo dostępne żłobki i przedszkola dają właśnie kobietom szanse na wybór.Podobnie urlop na wychowanie dziecka nie powinien być przypisany kobiecie. Niech młodzi rodzice mają wybór które z nich zostaje w domu a które idzie do pracy.
Niech Pan nie wmawia feministkom swoich fobii. Feministki walczą o równe prawa i równe szanse dla kobiet. Szanse a nie przymus. Prawo wyboru a nie przymus.
W populacji mężczyzn i kobiet jest podobna ilość idiotów. Dlaczego uważa Pan, że idiotyzm mężczyzn jest lepszy od idiotyzmu kobiet.
I czy wszyscy idioci muszą być posłami.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>>Zostawmy ludziom możliwość wyboru, tam gdzie jeszcze mogą cokolwiek wybierać.
>Panie Andrzeju! Zgadzam się z tym zdaniem w 100%. Też uważam, że kobiety powinny mieć prawo wyboru.
A więc zgadzamy się w 100%.

>I aby to prawo miały to chciałabym by tyle pieniędzy co wydano na stadiony wydano na budowę żłobków i przedszkoli i żeby tyle pieniędzy ile będzie budżet kosztować utrzymanie tych obiektów przeznaczyć na dofinansowanie w tych żłobkach i przedszkolach.
Nie mogę się wypowiadać. Jestem subiektywnym, nie pasjonuję się oglądaniem sportu. Wolałbym wydać te pieniądze na jego uprawianie i popularyzację zdrowego modelu życia.
Od żłobków, po szkoły wszystkich szczebli i naukę w jej całokształcie uznaję za jedno z najważniejszych celów społecznych nowoczesnego demokratycznego państwa.
Więc przedmiotu sporu dalej nie widzę.

>Bo dostępne żłobki i przedszkola dają właśnie kobietom szanse na wybór.
Tu się trochę różnimy, gdyż moim zdaniem, ważniejszym jest aby dały szanse dzieciom, ale jestem za pełnym pokryciem zapotrzebowania.

>Podobnie urlop na wychowanie dziecka nie powinien być przypisany kobiecie. Niech młodzi rodzice mają wybór które z nich zostaje w domu a które idzie do pracy.
Zgoda.

>Niech Pan nie wmawia feministkom swoich fobii.
Bardzo niecelne odbicie piłeczki. W tym zakresie nie mam żadnych fobii. Ponad czterdziestoletni staż małżeński. Dorosła córka. Jestem lubiany przez większość kobiet i dobrze się wśród nich czuję. Byłem szefem w sfeminizowanych przedsiebiorstwach i podlegałem kobietom.
Trzeba naprawdę złej woli, aby zarzucić mi antyfeminizm za to, że niezbyt sobie cenię polskie feministki.

>Feministki walczą o równe prawa i równe szanse dla kobiet.
Tak, mam bezpośrednie realacje z tych walk i trochę wiem o co walczą.

>Szanse a nie przymus. Prawo wyboru a nie przymus.
Na podstawie własnych obserwacji i lektur tu zupełnie się z Panią nie zgadzam. Wprost odwrotnie, widzę wprost zaślepienie - prawie, że religijne - u sporej, tej najbardziej widocznej, części feministek. Pań lepiej od przeciętnej społeczeństwa wykształconych i o sporo wyższym statusie materialnym.
Całą rzeczywistość widzą z własnej skrzywionej perspektywy.
Gdy Pani uważa, że mają rację, to mnie starego nie warto już przekonywać, a inne panie, tak aby, choć w środowisku kobiecym mieć większość.

>W populacji mężczyzn i kobiet jest podobna ilość idiotów. Dlaczego uważa Pan, że idiotyzm mężczyzn jest lepszy od idiotyzmu kobiet.
Powyższe zdanie jest ku temu jakąś tam przesłanką. /Przepraszam za złośliwość./
Proszę o zacytowanie, że kiedykolwiek lub gdziekolwiek tak powiedziałem.
To Pani namawia, aby głosować na kobiety, ja namawiam, aby głosować na mądrych niezależnie od płci.
Nie mam żadnego skrzywienia poza jednym, że głupców rzeczywiście nie lubię, ale płeć jest w tym przypadku dla mnie rzeczą pięcio, czy dziesięciorzędną. Oczywiście - myślę tu o lekkim faworyzowaniu kobiet.

>I czy wszyscy idioci muszą być posłami.
Nie, nie wszyscy są idiotami, część z nich jest naprawdę mądrymi ludźmi, ale nie zauważyłem aby wśród tych mądrych w jakikolwiek sposób górowały kobiety.
Czasem wydaje mi się, że kobiety górują wśród tych głupszych, ale wówczas odezwie się jakiś Pan poseł i wszystko się wyrównuje.
Nie, Miła Pani Alicjo, nie jestem mizoginem, ale feministą też nie.
Wolę swój realizm i szacunek, a czasem /tylko lub aż/ sympatię do kobiet.

Serdecznie pozdrawiam i jeszcze raz powtórzę, iż nasze poglądy są bardzo podobne, choć się trochę różnią.

@@@
.
08-12-2010 08:21 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Na pewno? Gdyż ja słuchając i czytając feministki często mam wrażenie, że gdy kobieta taki model wybierze, to znaczy, że jest co najmniej upośledzona psychicznie.

Ja jestem feministką. Naprawdę mówię takie rzeczy?
>Zostawmy ludziom możliwość wyboru, tam gdzie jeszcze mogą cokolwiek wybierać.
To znaczy, że się zgadzamy.
Pozdrawiam

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
Meretseger:
Nie ma nic zdrożnego w tym, że kobieta lubi dom i prace domowe pod warunkiem, że to ona lubi i że to jest jej własny wybór, a nie oczekiwania otoczenia.
Bogusławski:
>>Na pewno? Gdyż ja słuchając i czytając feministki często mam wrażenie, że gdy kobieta taki model wybierze, to znaczy, że jest co najmniej upośledzona psychicznie.

> Ja jestem feministką. Naprawdę mówię takie rzeczy?
Prawie nigdy i prawie nic nie dotyczy wszystkich!
Napisałem często, a nie zawsze. Wrażenie, a nie pewność.
Tu mam doczynienia z bardzo ineligentnymi i zastanawiającymi się co piszą Paniami. Przytaczam wypawiedź Pani Alicji:

W obecnych czasach zmuszanie kobiet do wyboru albo praca albo dzieci jest pozostałością XIX wiecznego myślenia,/.../.
Te kobiety, dla których opieka nad dziećmi jest przyjemnością zostają przedszkolankami nauczycielkami i tam mogą się w pełni realizować.
Kobiet, które są szczęśliwe z powodu siedzenia w domu jest naprawdę niewiele, a większość zmuszona do siedzenia w domu ukrywa swoje frustracje bo tego oczekuje od nich otoczenie.

Czy naprawdę dużo sobie dośpiewałem? A pisząc to - zupełnie nie myślałem o żadnej z Pań.

>>Zostawmy ludziom możliwość wyboru, tam gdzie jeszcze mogą cokolwiek wybierać.
>To znaczy, że się zgadzamy.
Od początku w większości spraw i różnice w naszych poglądach są niewielkie. Należy więc się cieszyć, że są.

Pozdrawiam

@@@
.
06-12-2010 19:32 
 Ocena 3 na 3
Alicja Duda (25557 punktów)
Polecam!
www.racjonalista.pl/kk.php/s,190

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
07-12-2010 09:33 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>Polecam!
Pani Alu, z przykrością stwierdzam, że pomimo tego, że tekst jest nowy, to nie przekazuje żadnej nowej myśli. Podobne poglądy miałem kilkadziesiąt lat temu.
Natomiast z obrzydliwością patrzę do jakich wypaczeń /szczególnie w Stanach, ale my uwielbiamy małpować/ prowadzi zrównywanie na siłę kobiet i mężczyzn.
Kobiety i mężczyźni mają równą wartość, a nawet kobiety są odrobinę wartościowsze!
Ale zdecydowanie się różnią i to bardziej w budowie wewnętrznej /w tym strukturach mózgowych/, niźli w zewnetrznej, którą wszyscy dostrzegają.

Nie wszędzie równie dobrze sprawdzają się kobiety, jak mężczyzni i odwrotnie.
Bardzo cenię sobie kobiety, a niektóre jeszcze bardziej, ale za większością feministek jakoś nie przepadam.
Na przykład: boksu nie lubię, ale z bokserkami jeszcze gorzej - lejące się po gębach dziewczyny są dla mnie obrzydliwe. Chyba, że występują w komiksowych filmach, gdzie filigranowe dziewczątka tłuką oprychów.

Serdecznie pozdrawiam

@@@
.
07-12-2010 09:55 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>Chyba, że występują w komiksowych filmach, gdzie filigranowe dziewczątka tłuką oprychów.
A co z filigranowymi chłopiętami? Nie lubi Pan?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>A co z filigranowymi chłopiętami? Nie lubi Pan?
"Chłopiąt" żadnych nie lubię i moi przyjaciele geje nie mogą mnie namówić na wyższy etap.
Przejścia od tolerancji do akceptacji.
Nadal pozostaję tylko tolerancyjnym!

Pozdrawiam.

@@@
.
07-12-2010 10:23 
 Ocena 5 na 5
Alicja Duda (25557 punktów)
>Nie wszędzie równie dobrze sprawdzają się kobiety, jak mężczyzni i odwrotnie.
Oczywiście, że nie wszędzie kobiety sprawdzają się tak jak mężczyźni. Do kopania łopatą rowów mężczyzna na ogół bardziej się nadaje, będzie bardziej wydajny ale już jako operator koparki niekoniecznie.
Kobiety są inne ale wcale nie są gorsze. Uwzględnianie potrzeb i wykształcenia kobiet jest w nowoczesnym społeczeństwie normą. Utrzymywanie na siłę wykształconych kobiet w domach i zmuszanie ich do wykonywania pracy nie wymagającej myślenia jest głupotą.
Oczywiście męski świat czułby się lepiej gdyby babami nie trzeba było się przejmować i po stadionach na Euro wybudować sobie infrastrukturę dla Olimpiady zimowej i jeszcze kilka torów dla formuły I. Bo żłobki, przedszkola nie są silnym facetom do niczego potrzebne to sfera, w której baby sobie radzą więc nie ma potrzeby tym się zajmować.


Zmień politykę, głosuj na kobiety.
07-12-2010 11:01 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>Nie wszędzie równie dobrze sprawdzają się kobiety, jak mężczyzni i odwrotnie.
>Oczywiście, że nie wszędzie kobiety sprawdzają się tak jak mężczyźni. Do kopania łopatą rowów mężczyzna na ogół bardziej się nadaje, będzie bardziej wydajny ale już jako operator koparki niekoniecznie.

I tu nie koniecznie! Otóż, mając doświadczenia z naszym wschodnim wielkim bratem, tam kobiety sprawdziły się wszędzie. Inna sprawa, że tylko one zostały, jak chłopy leniły się w wojsku... Pilnując Układu Warszawskiego.
Argument za kobietami? Mniej piją! Przykład: kobiety jako operato...rki(?) dźwigów. Radziecka budowa i nie chcą chłopa na dźwigu, bo z nim tylko problemy.

Ale i druga strona medalu:

>Kobiety są inne ale wcale nie są gorsze. Uwzględnianie potrzeb i wykształcenia kobiet jest w nowoczesnym społeczeństwie normą.

Cytat:

Problem dotyczy zwłaszcza sytuacji, kiedy na popularne kierunki studiów jest bardzo dużo chętnych ze znakomitymi wynikami w nauce, a dostają się osoby o gorszych wynikach, których płeć jest w mniejszości. Paradoksalnie uderza to przede wszystkim w zdolne kobiety, które chcą studiować stomatologię, psychologię czy weterynarię, czyli sfeminizowane kierunki. Tam dziś większą szansę mają będący w mniejszości ich słabsi koledzy.


To ze stycznia: "Szwecja rezygnuje z parytetu na uczelniach. Dyskryminował kobiety"

Bez rozsądku życie bywa trudne w wielu sytuacjach.


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
07-12-2010 14:33 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Pani Alu, prowokuje Pani do niemerytorycznej sprzeczki, dobrej dla nastolatków. Znakomita większość naszych poglądów jest tożsama i bezsensem jest je polaryzować

>Oczywiście, że nie wszędzie kobiety sprawdzają się tak jak mężczyźni. Do kopania łopatą rowów mężczyzna na ogół bardziej się nadaje, będzie bardziej wydajny, ale już jako operator koparki niekoniecznie.
Ot i kobieca logika. Albo potwierdza Pani moje twierdzenie, że się różnimy, albo Pani jemu przeczy.
Będziemy robić tu listę do czego bardziej kto się nadaje?

>>Kobiety są inne ale wcale nie są gorsze. Uwzględnianie potrzeb i wykształcenia kobiet jest w nowoczesnym społeczeństwie normą.
Proszę przeczytać to co już tu napisałem, a nie powtarzać banalnych tekstów.
Powtarzam:

Kobiety i mężczyźni mają równą wartość, a nawet kobiety są odrobinę wartościowsze!

>Utrzymywanie na siłę wykształconych kobiet w domach i zmuszanie ich do wykonywania pracy nie wymagającej myślenia jest głupotą.
Wielokrotnie już pisałem, że wszelkie przymuszanie jest złe. Czy wysyłanie na siłę do pracy kobiet nie jest głupotą.

Jak Pani zapewnie wie, do pracy znacznie częściej zmuszają nas potrzeby materialne, niż potrzeby samorealizacji intelektualnej.
Miła Pani, mamy kapitalizm i to pracodawca określa potrzebny mu poziom myślenia pracobiorcy. Jeżeli uzna, że kobiety są bardziej sprawne intelektualnie, a on potrzebuje intelektualistów, to zatrudni kobiety - nie pytając ani Pani, ani mnie o zdanie.
Jeżeli potrzebuje silnych, a głupich postępuje tak samo i zdziwiła by się Pani ile kobiet pracuje bardzo ciężko fizycznie.
Ale te, które ciężko pracują nie zajmują się tak mądrymi ideami jak feminizm.

>Oczywiście męski świat czułby się lepiej gdyby babami nie trzeba było się przejmować i po stadionach na Euro wybudować sobie infrastrukturę dla Olimpiady zimowej i jeszcze kilka torów dla formuły I. Bo żłobki, przedszkola nie są silnym facetom do niczego potrzebne to sfera, w której baby sobie radzą więc nie ma potrzeby tym się zajmować.
Wszystko jedno, czy to kobieta, czy mężczyzna, najlepiej ustawić sobie przeciwnika do kąta i wtedy można go nap....ć.
Rozładowuje Pani na mnie swoje frustracje i opisuje własne poglądy, wcale nie odnosząc się do tego co napisałem, a przecież jest Pani bardzo inteligentną kobietą i gdyby tylko zechciała, to bez trudu mogłaby Pani zrozumieć o czym piszę.
Krótko:
napisałem, że ludzie mają różną hierarchię wartości i różne wybory i że nie wolno ludziom narzucać żadnych jedynie słusznych rozwiązań.
Pani jest temu przeciwną?

Serdecznie pozdrawiam.

@@@
.
08-12-2010 09:55 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Ot i kobieca logika.
Proszę wybaczyć, ale to zabrzmiało niemerytorycznie.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>>Ot i kobieca logika.
>Proszę wybaczyć, ale to zabrzmiało niemerytorycznie.
Gdyż to merytoryczne nie miało być już w zamierzeniu, tak jak na przykład, niemerytoryczną, a /chyba/ żartobliwą była Pani uwaga na temat chłopiąt.

Było to tylko żartobliwy zwrot polemiczny wynikający z kontekstu, którego Pani tu nie przytacza.
A żartuję sobie jeszcze częściej.

Proszę o obiektywną /o ile to możliwe/ lekturę wszystkich naszych wypowiedzi o kobietach i feminizmie w tym wątku.
Naprawdę jestem aż tak grzesznym?
Czy tylko w posumowaniu musi wyjść "strzyżono" lub bardziej nowocześnie "sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie"?

Na wszelki wypadek nie będę znowu "niemerytoryczny" i nie powtórzę się.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
09-12-2010 07:50 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
"Chłopięta" były niemerytoryczną odpowiedzią na niemerytoryczne "dziewczątka".
>Naprawdę jestem aż tak grzesznym?
Nie, AŻ tak to nie

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
08-12-2010 15:08 
 Ocena 6 na 6
Alicja Duda (25557 punktów)

>Krótko:
>napisałem, że ludzie mają różną hierarchię wartości i różne wybory i że nie wolno ludziom narzucać żadnych jedynie słusznych rozwiązań.
>Pani jest temu przeciwną?
Jestem jak zdecydowana większość feministek zdecydowanie za. Ale zgadzając się, że nie można ludziom narzucać rozwiązań uważam równocześnie że nie wolno pozbawiać szans na wybór.
Braki w żłobkach, przedszkolach są właśnie takim pozbawieniem szans.
Wiele jest przepisów wymuszających na kobiecie decyzje zamiast pozostawić decyzję do wyboru w danej rodzinie.
Nie wiem z jakimi i gdzie feministkami miał Pan do czynienia ja w każdym razie nie spotkałam się z żadną która miałaby za złe kobiecie, że chce sama wychowywać dziecko.
Spotkałam natomiast wiele wniosków o zabezpieczenie takiej kobiecie egzystencji gdy mąż odpłynie w siną dal.
Ponieważ, każdy wybór powoduje pewne konsekwencje w przyszłości i wybierając należy zdawać sobie z tego sprawę. I właśnie organizacje kobiece usiłują tak wpłynąć na zmianę prawa by taki wybór nie okazywał się pułapką bez wyjścia.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
.
Pani Alu, ani przez moment nie miałem wątpliwości, że jest Pani wrażliwą i inteligentną kobietą, ale mnie Pani do feminizmu nie przekonała. Mam oprócz znajomych feministek kilka znajomych znakomitych pań antyfeministek. Może one, gdy czytały Pań wypowiedzi zostały przekonane? Szczerze życzę sukcesu.

>Nie wiem z jakimi i gdzie feministkami miał Pan do czynienia ja w każdym razie nie spotkałam się z żadną która miałaby za złe kobiecie, że chce sama wychowywać dziecko.
Ani feminizm, ani feministki nie są przedmiotem mojego zainteresowania.
Natomiast jestem nieodporny na czytanie i czasem wpadnie mi coś do ręki, ale szukać cytatów, w tym zakresie, wcale mi się nie chce.
Polecam zdanie osoby mądrej i wrażliwej. Czy można się tam doczytać pełnej akceptacji kobiet, które chcą wychowywać własne dzieci. /Zdanie wyrwane z kontekstu, ale cały kontekst można znaleźć powyżej/.
Te kobiety, dla których opieka nad dziećmi jest przyjemnością zostają przedszkolankami nauczycielkami i tam mogą się w pełni realizować.

>Spotkałam natomiast wiele wniosków o zabezpieczenie takiej kobiecie egzystencji gdy mąż odpłynie w siną dal.
A zabezpieczenie dzieciom egzystencji, gdy żona popłynie w dal, a nawet tylko Bozia w swojej dobroci powoła ją do siebie. Szczęście i nieszczęście zależy od wielu rzeczy, ale najmniej od płci i nawet, gdy kobiety częściej są krzywdzone, to widzieć należy nieszczęścia i tam interweniować, a nie płeć.

>Ponieważ, każdy wybór powoduje pewne konsekwencje w przyszłości i wybierając należy zdawać sobie z tego sprawę.
Osobiście bardziej interesuje mnie krzywda dzieci jak dorosłych, gdyż właśnie z nich wyrośnie następne pokolenie krzywdzących.
Za czasów mojej młodości, gdy seks zaczynał nam buzować w głowach, prowokowaliśmy seksualnie koleżanki i było to przyjęte do dobrego tonu. Dzisiaj feministki na wzór amerykański załatwiły nam ochronę przed molestowaniem. Mamy coraz wieksze sukcesy. Atakowane w najbardziej prymitywny sposób dzieci z pierwszych klas szkoły podstawowej. Nie mówiąc już o gimnazjach.

>I właśnie organizacje kobiece usiłują tak wpłynąć na zmianę prawa by taki wybór nie okazywał się pułapką bez wyjścia.
Warto zastanowić się nad przyczynami, przyjrzeć się np. mediom, a szczególnie rynkowi reklam, propagowanym tam celom i wartościom itd., ale to znacznie bardziej trudne od pozornie słusznej ustawy.
A może ważniejszą sprawą jest dojrzałość przed ślubem, od ślubu kościelnego. Wielka dozgonna miłość, ślubowana w białym welonie i po kilku latach rozwód z najgoszymi epitetami i wtedy włączy się ustawa alimentacyjna "załatwiona" przez "organizacje kobiece". Głosujcie na kobiety one już was załatwią.

Oglądam gwiazdy tevałenu - "damskie intelektualistki" - prof. Staniszkis, czy Nelly Rokitę lub poseł Sobecką i nie ma żadnej siły abym na te panie zagłosował! Tak, ma Pani rację - czuję ogromną fobię przed tego typu babami.
Nikt nie potrzebuje mnie namawiać abym zagłosował na prof. Łętowską - wszędzie i zawsze. Chylę przed nią głowę i jej podobnymi paniami pod każdym względem.


Zmień politykę, głosuj na mądrych - niezależnie od ich płci.

@@@
.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>kobiety sa bardziej religijne.
>co to znaczy???
Czasami myślę, że aby przestać wierzyć potrzeba dużo odwagi. A kobiety z natury są bardziej lękliwe (nie wszystkie oczywista), często też są w takim obyczaju wychowywane. Co przekłada się na późniejsze postrzeganie.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.

A mnie zawsze zastanawiało jak ludzie inteligentni mogą wyznawać negatywne wartości w ogóle? Odpowiedź jest prostsza niżby się zdawało. Intelektualizm etyczny jest koncepcją naiwną. Inteligencja i wiedza nie stanowią w żaden sposób o kręgosłupie moralnym dla danej osoby. Inteligenta w imię "wyższych wartości" można nakłonić do czegokolwiek. Taka ludzka natura.

I nie chodzi tu tylko o religię. Również wiele osób wierzyło w jakieś komunistyczne rewolucje i inne pierdoły. Jest wiele przypadków zbałamucenia inteligentnych osób przez wróżki itp.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.
>
>I nie chodzi tu tylko o religię. Również wiele osób wierzyło w jakieś komunistyczne rewolucje i inne pierdoły. Jest wiele przypadków zbałamucenia inteligentnych osób przez wróżki itp.>
przez wrózki to rozumiem ale przez róznych guru nie bardzo.Jekilkolwiek proweniencji by byli...

>
"http://pl.netlog.com/doteresa/blog/blogid=112789#blog
Teresa Przyborska (157 punktów)
>>>Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.
>>
>>I nie chodzi tu tylko o religię. Również wiele osób wierzyło w jakieś komunistyczne rewolucje i inne pierdoły. Jest wiele przypadków zbałamucenia inteligentnych osób przez wróżki itp.>przez wrózki to rozumiem ale przez róznych guru nie bardzo.Jekilkolwiek proweniencji by byli...pl.netlog.com/doteresa/blog/blogid=112789#blog

cos jest nie tak.....
moze te stopki utrudniaj wpisywanie koment...
pozdrawiam webmasterow...
>>
"http://pl.netlog.com/doteresa/blog/blogid=112789#blog
Jurek (430 punktów)
> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni. Z czego to
>wynika? Jak uważacie?

Jest wiele wyjaśnień takich postaw.Mnie najbardziej przekonują:
1.Jedno z najperfidniejszych zachowań czarnych polegające na praniu mózgu od najwcześniejszych lat (chrzest,przyjęcie itd...)Dzieciom wdrukowuje się odpowiednie schematy,których nie mogą się pozbyć w wieku dorosłym (nie potrafią,nie chcą itp...).
2.Kasa.
3.Wygodnictwo społeczne - nikt nie zauważy czarnej wrony w stadzie 2 tysięcy innych czarnych wron,ale papugę w takim stadzie dostrzeże prawie każdy - po cóż więc się ujawniać?
4.Lenistwo intelektualne.
zolv (1640 punktów)
> Z czego to wynika? Jak uważacie?

Też się nad tym zastanawiałem wiele razy i moje wnioski nie są związane z inteligencją. Nie rozpisując się nadto, według mnie to czy dana osoba jest wierząca czy nie jest związane z czynnikiem "bycia konsekwentnym". Konsekwentnym w znaczeniu implikacji.

Inteligencja sama w sobie nie wymaga bycia konsekwentnym co do wniosków/wynikań do których prowadzi. Uznanie wniosku lub nie, jest już zależne od czynnika ludzkiego - chęci, strachu, bilansu zysków i strat... - co wydaje mi się można sprowadzić do wspomnianego już zwrotu "bycia konsekwentnym".

Przykład:
Dorosłe dziecko pewnego rodzica dokonuje zabójstwa. Zostaje skazany. Zgodnie z logiką można go nazwać zabójcą. Jednak pytając inteligentnego rodzica tego dziecka nie ma co wymagać by był konsekwentny w suchej ocenie swojego dziecka gdyż musiałby nazwać swoje dziecko zabójcą (w efekcie tego ucierpiałaby pozytywna ocena wychowania swojego dziecka że został zabójcą).

Gdybyśmy byli w 100% konsekwentni z logicznymi (czytaj: inteligentnymi) wywodami, to nikt z nas nie ruszyłby alkoholu, nie zapaliłby papierosa, nie skoczyłby ze spadochronu itd...A przecież ile inteligentnych osób pali i pije. (Zdrowie ).

Z reguły jednak jest tak, że bycia konsekwentnym wymagamy od wszystkich osób dookoła siebie. Gdy jednego dnia ktoś mówi, że uwielbia pizzę, gdy się spotkacie w pizzerii zamawia lasagne, to pierwsze co zaczniemy się dziwić i poddawać w wątpliwość bycie konsekwentnym przez tą osobę (po co w ogóle wspomniał o pizzy?).

W efekcie od osób inteligentnych wymagamy szczególnie bycia konsekwentnymi - szczególnie z tym co same mówią (patrz: politycy ).

Według mnie jednak nie ma silnej korelacji między inteligencją a byciem wierzącym - to kwestia osobowościowa a nie relacja z inteligencją.


"Wszyscy mamy 3 matki: biologiczną, matematykę i nadzieję"
pl.wikipedia.org/wiki/Falsyfikacja - od tej lektury zaczynam każdy dzień.
Apio (28 punktów)
Zastanawiam się nad tym jakie inne chomąto można by zastosować ?
Bo fakt - religie hamują zapędy (no może pomijając niektóre (wszystkie ? ) odłamy islamskie).
Człowiek inteligentny znajdzie alternatywę dla rozumienia i stosowania zasad moralnych, ale takie Gienek z kopalni, czy Tadek co przy krowach pomaga ?
Oni nie mają czasu / ochoty "myśleć".
Ammet (1428 punktów)

Ludzie religijni potrafią być wykształceni, nawet ci bardzo gorliwi-ale zauważyłam, że bardzo często historię znają oni w jakiś sposób przeinaczoną, czy też nie chcą dopuszczać żadnych informacji, które mogłyby im zaburzyć światopogląd, bo z czym by wtedy zostali, jeżeli religia jest dla nich najważniejszą wartością wpojoną jeszcze przez rodzinę?
Apio (28 punktów)
> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni. Nie wiele
>przecież potrzeba by dostrzec, że religia to seria bajeczek, pomieszanych z kulturą etc. Dlaczego
>więc tak wielu wybitnych, inteligentnych ludzi jest religijnymi? Na ten przykład weźmy takiego
>Cejrowskiego. Chłop inteligenty, a zagorzały katolik.(przynajmniej tak deklaruje). Z czego to
>wynika? Jak uważacie?

A tak aporopo inteligentnych wierzących , czytał ktoś już może :
Bóg - Życie i twórczość - Szymon Hołownia ?

Ciekaw jestem argumentów, ponoć odpowiada na wiele diametralnych pytań...
A to jedna z jego wypowiedzi (źródło : Newsweek) :

"Pracując nad tą książką, zyskałem koronny dowód na istnienie Boga: On musi być, skoro tak trudno go opisać."


Pozwolę sobie zacytować opis z netu :

"Hołownia pokusił się o biografię... Boga!

Czym różni się Bóg od UFO?
Dlaczego Jezus zdemolował kantor?
Czy Bóg lubi krew?

Odpowiedź na te i inne pytania w książce

Szymon Hołownia uwielbia ambitne projekty. Taki jest również ten. Jak na biografię przystało, autor zaczyna od samego początku, czyli - no właśnie, od kiedy?

Relacja Boga i czasu to jeden z poruszanych przez Hołownię fascynujących tematów. Znany dziennikarz opisuje nasze wyobrażenia dotyczące Stwórcy, próbując odpowiedzieć na najczęściej nurtujące nas pytania: czy rzeczywiście Bóg jest jeden, dlaczego w Starym Testamencie bywał okrutny i mściwy, a w Nowym twierdził, że najważniejsze to kochać i przebaczać, czemu nie daje się zobaczyć, dlaczego objawił się akurat Żydom i czym jest Trójca Święta?

Najważniejsze teologiczne koncepcje, charakterystyczny styl Hołowni i liczne osobiste refleksje autora na temat jego stosunku do Stwórcy to wybuchowa mieszanka! "
04-12-2010 15:28 
 Ocena 1 na 1
Artaso (380 punktów)
>Bóg - Życie i twórczość - Szymon Hołownia ?
>Ciekaw jestem argumentów, ponoć odpowiada na wiele diametralnych pytań...
>A to jedna z jego wypowiedzi (źródło : Newsweek) :
> "Pracując nad tą książką, zyskałem koronny dowód na istnienie Boga: On musi być, skoro tak trudno go opisać."

Tylko mnie do łez rozbawia produkowanie się gwiazd popkultury na tematy teologiczne? Pozostaje już tylko czekać na traktaty filozoficzno-etyczne pióra Kuby Wojewódzkiego.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Tylko mnie do łez rozbawia produkowanie się gwiazd popkultury na tematy teologiczne? Pozostaje już tylko czekać na traktaty filozoficzno-etyczne pióra Kuby Wojewódzkiego.

ale tak już jest i będzie, Wiśniewski, Figurski plus np. Wojewódzki zajmą się teologia i duchowością, a Rydzyk, Góra, Nycz wejdą w publicystykę, gospodarkę i może ekonomię.
Duch praw Murphiego od dawna unosi się nad brzegami Wisły... Od Tater po Bałtyk...

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
immune.ltd (1783 punktów)
> .... Dlaczego więc tak wielu wybitnych, inteligentnych ludzi jest religijnymi? Na ten przykład weźmy takiego Cejrowskiego. Chłop inteligenty, a zagorzały katolik.(przynajmniej tak deklaruje). Z czego to wynika? Jak uważacie?
Przykład Pana Cejrowskiego jest podany moim zdaniem na wyrost . Jego przymioty intelektualne wyolbrzymione, moim zdaniem często zachowuje się nie elegancko podczas dyskusji (co świadczy o porywczości)i nie podoba mi się sposób w jaki często wypowiada się o rdzennej ludności w niektórych programach tv na temat Ameryki Południowej np. Mógłby powstrzymać się z pewnymi komentarzami.
Pytanie jest trafne jak najbardziej kiedyś zastanawiałem się nad fenomenem księdza Tischnera i na łamach tego forum o tym pisałem. Na koniec napisałem tezę, iż całe szczęście, że kościół katolicki nie poszedł jego i jemu podobnym torem myślenia, bo wówczas mielibyśmy ciężki orzech do zgryzienia we wszelkich dyskusjach np. antyklerykalnych . Odpowiadając na zadane pytanie przychylam się do większości czytelników piszących na ten temat i myślę, że wychowanie i wyniesione z domu zabobony mają istotny wpływ na późniejsze postawy i głoszone co raz lepiej opakowane historyjki i misje religijne.
ziemiojad (338 punktów)
>Chłop inteligenty, a zagorzały katolik.(przynajmniej tak deklaruje). Z czego to
>wynika? Jak uważacie?

Odnośnie Cejrowskiego - moje osobiste podejście - nie lubię tego człowieka. Znam go, oczywiście, tylko z programów, ale dla mnie jego słowa mówią o nim więcej niż by chciał. Razi mnie, że uśmiecha się do miejscowych, a do nas przed telewizorami mówi, że są głupi, bo robią tak lub wierzą w to czy tamto. Nawet trudno nazwać to obgadywaniem za plecami, bo oni stoją obok niego, nie rozumiejąc nic, bo ten nawija po polsku. Uważam to za przejaw kompletnego braku szacunku. Do tego często mam wrażenie, że nas-widzów też uważa za idiotów. Dwulicowy, tak samo może być z jego katolicyzmem.
Co do innych osób - inteligentnych, wykształconych a katolików - wydaje mi się, że przeważająca większość to "wierzący niepraktykujący". Postawa bardzo wygodna, przynosząca prawie same korzyści, bo nie odróżniając się od reszty społeczeństwa, nie umartwiają się stosując do różnych nakazów. Katolicyzm wynieśli z domu i nie widzą potrzeby z nim dyskutować. Myślę, że w przeciwieństwie do nas, oni w ogóle się nad tym nie zastanawiają "co i dlaczego?"
Kuba Śruba (3184 punktów)
>Co do innych osób - inteligentnych, wykształconych a katolików - wydaje mi się, że przeważająca większość to "wierzący niepraktykujący". Postawa bardzo wygodna, przynosząca prawie same korzyści, bo nie odróżniając się od reszty społeczeństwa, nie umartwiają się stosując do różnych nakazów. Katolicyzm wynieśli z domu i nie widzą potrzeby z nim dyskutować.
Można podać ekstremalne kontr-przykłady: Szymon Hołownia, ks Tischner, ks M. Heller, a zagranicą wielu innych
>Myślę, że w przeciwieństwie do nas, oni w ogóle się nad tym nie zastanawiają "co i dlaczego?"
To pewnie żart, ale na początku zaznaczasz, że akapit odnosi się do osób inteligentnych...

Byt dla siebie jest tym, czym nie jest, nie będąc tym, czym jest. - Sartre
06-12-2010 17:21 
 Ocena 1 na 1
ziemiojad (338 punktów)
ech, no dobrze, pisałam na podstawie własnych obserwacji, znajomych moich czy moich rodziców, którzy choć całkiem inteligentni i wykształceni niekoniecznie są bardzo WYBITNI, a o takich zaczął się ten wątek. (Zmylił mnie ten Cejrowski, którego bynajmniej nie uważam za jednostkę "wybitną" - nie wiem, czy w związku z tym nie powinniśmy określić dokładniejszych kryteriów "wybitności i inteligencji", żeby się lepiej zrozumieć ;D (żart)
Wracając do znajomych "wierzących niepraktykujących" - choć nie chodzą do kościoła co niedziela, biorą śluby i chrzczą dzieci w kościele katolickim, więc w jakimś stopniu religijność przejawiają. Kiedy z nimi poruszałam ten temat, twierdzili, że nie czują jakiegoś dyskomfortu wskutek takiego postępowania (według mnie raczej wolą na ten temat nie myśleć). Moim zdaniem właśnie o nich jest wypowiedź Jurka
>Jest wiele wyjaśnień takich postaw.Mnie najbardziej przekonują:
>1.Jedno z najperfidniejszych zachowań czarnych polegające na praniu mózgu od najwcześniejszych lat (chrzest,przyjęcie itd...)Dzieciom wdrukowuje się odpowiednie schematy,których nie mogą się pozbyć w wieku dorosłym (nie potrafią,nie chcą itp...).
>2.Kasa.
>3.Wygodnictwo społeczne - nikt nie zauważy czarnej wrony w stadzie 2 tysięcy innych czarnych wron,ale papugę w takim stadzie dostrzeże prawie każdy - po cóż więc się ujawniać?
>4.Lenistwo intelektualne.

Z kolei przez koleżankę z pracy miałam okazję poznać wielu ludzi wierzących i bardzo praktykujących, naprawdę inteligentnych i wykształconych. I co mogę o nich powiedzieć - oni po prostu WIERZĄ.
06-12-2010 21:08 
 Ocena 1 na 1
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>Z kolei przez koleżankę z pracy miałam okazję poznać wielu ludzi wierzących i bardzo praktykujących, naprawdę inteligentnych i wykształconych. I co mogę o nich powiedzieć - oni po prostu WIERZĄ.
Wyjdę teraz poza racjonalność. Ale też zauważyłem, że ludzie wierzą, bo wierzą. Pytając kiedyś znajomego czemu wierzy, a znał jednocześnie sprzeczności religijne, odpowiedział. "Bo nie da się przecież żyć bez wiary. Jak wyobrażasz sobie takie życie?" Powiedziałem: "Spójrz na mnie". To mi zawsze przypomina, że być może człowiek, jako zwykła istota, ma potrzebę wiary zakodowaną w sobie. Tak jak odczuwanie strachu, smutku, czy innych emocji. Jest to czasami silniejsze od nas samych, być może wyczuwamy podświadomie wywołanie strachu przez odrzucenie wiary przed którym nasz mózg się wzbrania? Coś na wzór zwierzęcego instynktu. Nie da się tego wyzbyć. Chęć, potrzeba zostaje zawsze, często w minimalnym, uśpionym formacie zminimalizowana przez dany system wartości na którym opieramy świadomość. Jednak do końca nie można tego wymazać. Nie jesteśmy doskonali.

"Sumienie, być może, ukształtowało moralność. Nigdy jednak dotąd nie było wypadku, aby moralność stworzyła sumienie doskonałe". - Ryūnosuke Akutagawa
stopmanipulacji (20 punktów)
> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.

Mnie również zastanawia odpowiedź na to pytanie. Ostatnio doznałem szoku. Mianowicie dowiedziałem się, że mój ulubiony mim-komik - Ireneusz Krosny jest osobą głęboko wierzącą, pisze rozważania o Bogu na podstawie Biblii: "Jeśli Bóg jest dla mnie kimś bliskim, jeśli myślę o Nim każdego dnia, jeśli się do Niego modlę, jestem w kontakcie z Nim, to cieszę się na wizytę w Jego domu. Na spotkanie z Nim, na fakt, że mam w końcu chwilkę czasu tylko dla Niego. Msza św. nie jest wówczas przykrym obowiązkiem, ale oczekiwaną chwilą spotkania. Jeśli nie ma we mnie tej radości na spotkanie z Panem, to znaczy, że powinienem zastanowić się nad moją relacją z Bogiem. Czy rzeczywiście jestem człowiekiem który wierzy w Boga, ufa w Jego Opatrzność, wszechmoc. Brak tej radości powinien dać dużo do myślenia. Zapytajmy więc samych siebie: czy cieszę się gdy idę do domu Pańskiego?". Po przeczytaniu tego tekstu myślałem że spadnę z krzesła. Co to ma być?! Zawsze sądziłem, że wiara to coś naiwnego, bez refleksji. I ciągle tak uważam, ale coś mi tu już nie pasuje. Kiedyś wpadł mi w ręce fragment tekstu Jana Pawła II... też było głębokie. Pewnego razu przeglądałem serwis Demotywatory i natrafiłem na coś takiego demotywatory.pl/2344818/Wiara-i-nauka i od tamtego momentu pojęcie wiary nie daje mi spokoju. Postanowiłem dalej poszukać katolików wśród znanych osób np. Szymon Hołownia, Jan Twardowski, Cejrowski, bokser Tomasz Adamek, Mietek Szcześniak, Paweł Kukiz... To mnie zszokowało. Bo to co czytałem np. u prof. Dawkinsa (np. na temat nauki i naukowców) i co wszyscy dobrze wiemy nt. wiary wydaje się kłócić z tym co właśnie odkrywam. Pomóżcie, bo już sam nie wiem....
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>Postanowiłem dalej poszukać katolików wśród znanych osób np. Szymon Hołownia, Jan Twardowski, Cejrowski, bokser Tomasz Adamek, Mietek Szcześniak, Paweł Kukiz... To mnie zszokowało. Bo to co czytałem np. u prof. Dawkinsa (np. na temat nauki i naukowców) i co wszyscy dobrze wiemy nt. wiary wydaje się kłócić z tym co właśnie odkrywam. Pomóżcie, bo już sam nie wiem....
Najlepiej wierzyć, ale gdy Pan ma wątpliwości, to musi Pan bardzo dużo czytać.
Proponuję, na przykład zacząć, od przeczytania wypowiedzi w tym wątku i wówczas zapewnie uświadomi Pan sobie, że jednak wierzyć znacznie łatwiej.

@@@
.
>
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Przejdź się do kościoła i posłuchaj, co tam gadają, popatrz, jak się ludzie zachowują (w kościele i poza nim). Popatrz na księży i wyższych stopniem funkcjonariuszy.
Powinno Ci to rozwiać wątpliwości.

Wszyscy, których wymieniłeś wierzą "na własny rachunek" z dala od religii i funkcjonariuszy religijnych.
Przemyśl to.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
stopmanipulacji (20 punktów)
>Przejdź się do kościoła i posłuchaj, co tam gadają
Nie zamierzam tam chodzić, ale wiem doskonale - w dużym skrócie to samo co Jan Paweł II czy Krosny, oczywiście na różnym poziomie intelektualnym. Mam w domu trochę książek z kazaniami bo siostra jest wierząca. Nie wiem co o tym sądzić, ale na pewno ta opcja jest inna. Mam wielu znajomych wierzących. Lubię ich towarzystwo. Raz nawet zrobili nabożeństwo z muzyką rockową w kościele (bo mają zespół) to przyszedłem, było ekstra. Czasem nawet ich cenię, kiedy nie ruszają alkoholu na imprezach, a mimo to dobrze się bawią. angażują się w grupach w kościele (takie różne grupy młodzieżowe), pracują w hospicjum - tyle wiem. Z księdzem kiedyś miałem religię, póki nie zrezygnowałem. Ale nie różnił się zbytnio od innych nauczycieli. Wiadomo, jak to w szkole. Nie chciało mi się.

> Wszyscy, których wymieniłeś wierzą "na własny rachunek" z dala od religii i funkcjonariuszy religijnych.
Zacytowałem Krosnego, on chyba pisał swój tekst na podstawie Biblii. Tak samo Jan Paweł II, przecież on był przywódcą wszystkich katolików, ustalał kierunek doktryny katolickiej. Moi znajomi-wierzący też żyją tymi wartościami na co dzień. Nie znajduję potwierdzenia na te argumenty w rzeczywistości, więc moje wątpliwości są coraz większe Mogę na to przymknąć oko, ale skąd wniosek, że oni pracują na własny rachunek?

>wówczas zapewnie uświadomi Pan sobie, że jednak wierzyć znacznie łatwiej.
Wydaje mi się, że łatwiej jest nie wierzyć. Po prostu nic nie trzeba robić. A wierzący mają przykazania, konkretny tryb życia, sakramenty. Co niedzielę muszą marnować kilka godzin na msze, spowiedzi i inne takie. Wydaje mi się, że nie zrozumiałem Pana argumentu :/

Piszę na tym forum, bo wiem, że użytkownicy-racjonaliści są bardziej kompetentni co do tematów wiary niż jacyś tam księża czy inni wierzący. Ale mimo to mam wątpliwości które nie dają mi spokoju, dla chcę je tutaj rozwiać. Dlatego przypominam o moim poprzednim poście. Z góry dzięki
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Chciałem nawet porozmawiać, ale jak zobaczyłem, że dwóm na raz odpisujesz, wyszedłeś w moich oczach na roztrzepańca. Pomyślałem więc, nie warto tracić na Ciebie czasu.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
stopmanipulacji (20 punktów)
>wówczas zapewnie uświadomi Pan sobie, że jednak wierzyć znacznie łatwiej.
Wydaje mi się, że łatwiej jest nie wierzyć. Po prostu nic nie trzeba robić. A wierzący mają przykazania, konkretny tryb życia, sakramenty. Co niedzielę muszą marnować kilka godzin na msze, spowiedzi i inne takie. Wydaje mi się, że nie zrozumiałem Pana argumentu :/

PS Przepraszam za chaos w wypowiedziach :/ Jestem tu nowy, na przyszłość już będę wiedział.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
To nie moja wypowiedź.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
stopmanipulacji (20 punktów)
Czy aby na pewno tylko chaos moich wypowiedzi jest powodem Twojej rezygnacji z dyskusji...?
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Jest jeszcze Twoje zrównywanie słów Krosnego i JP2.
Nie chce mi się rozmawiać z kimś, kto ma tak specyficznie poukładane myśli.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
07-12-2010 20:21 
 Ocena 4 na 4
Michał (2046 punktów)
>Bo to co czytałem np. u prof. Dawkinsa (np. na temat nauki i naukowców) i co wszyscy dobrze wiemy nt. wiary wydaje się kłócić z tym co właśnie odkrywam.

   To o czym piszesz u Dawkinsa nazywało się "argumentem z wielkiego religijnego uczonego". Ten uczony wierzy, więc Bóg istnieje. Taki argument Cię przekonuje?

   Gdzie indziej można to zaliczyć do argumentu z fałszywego autorytetu. Autorytet z danej dziedziny holuje opinie niezwiązaną z jego dziedziną. Zwykle związek jest w sposób ukryty sugerowany. Np. wypowiedź fizyka kwantowego "Bóg istnieje" sugeruje, że znalazł on w wyniku swoich badań dowody na istnienie Boga (dowodów jednak, nie wiedzieć czemu, nie podano i musisz uwierzyć na słowo).

   Zwróć uwagę, że to są prywatne opinie na temat wiary osób, które są autorytetami w swoich dziedzinach. Naukowiec może wypowiadać słowa, że "na dnie szklanki czeka na Ciebie Bóg", ale pracy naukowej o obecności Boga na dnie szklanki nie ma... Może to być nawet wypowiedź zupełnie nieprzemyślana.

   Pojawianie się tak słabych argumentów za wiarą przemawia raczej na jej niekorzyść. Oznacza to bowiem, że lepszych argumentów nie ma... Uwierz, bo my wierzymy (jak śmiesz nas kwestionować)...
07-12-2010 23:37 
 Ocena 4 na 4
Kowalska (14008 punktów)
>>Bo to co czytałem np. u prof. Dawkinsa (np. na temat nauki i naukowców) i co wszyscy dobrze wiemy nt. wiary wydaje się kłócić z tym co właśnie odkrywam.

   Wiecie czego mam dosyć? Bo każdy używa Dawkinsa jak mu pasuje. Kompletnie bez sensu i nie na temat.

Stał się Dawkins takim Jezusem. Każdemu pasuje...

W zoo jest więcej niż 200 i mniej niż 300 zwierząt (bez ryb i węży). Dwunożne mają 20% nóg. Ile może być czworonogów?
Vancalar (1804 punktów)

Cytat:
>   To o czym piszesz u Dawkinsa nazywało się "argumentem z wielkiego religijnego uczonego". Ten uczony wierzy, więc Bóg istnieje. Taki argument Cię przekonuje?


"Ten uczony nie wierzy, więc Bóg NIE istnieje."
Taki argument Cię przekonuje?

Cytat:
>   Gdzie indziej można to zaliczyć do argumentu z fałszywego autorytetu. Autorytet z danej dziedziny holuje opinie niezwiązaną z jego dziedziną. Zwykle związek jest w sposób ukryty sugerowany. Np. wypowiedź fizyka kwantowego "Bóg istnieje" sugeruje, że znalazł on w wyniku swoich badań dowody na istnienie Boga (dowodów jednak, nie wiedzieć czemu, nie podano i musisz uwierzyć na słowo).


"Np. wypowiedź fizyka kwantowego "Bóg NIE istnieje" sugeruje, że znalazł on w wyniku swoich badań dowody na NIEistnienie Boga (dowodów jednak, nie wiedzieć czemu, nie podano i musisz uwierzyć na słowo)"

...

Cytat:
>   Zwróć uwagę, że to są prywatne opinie na temat wiary osób, które są autorytetami w swoich dziedzinach. Naukowiec może wypowiadać słowa, że "na dnie szklanki czeka na Ciebie Bóg", ale pracy naukowej o obecności Boga na dnie szklanki nie ma... Może to być nawet wypowiedź zupełnie nieprzemyślana.


"   Zwróć uwagę, że to są prywatne opinie na temat wiary osób, które są autorytetami w swoich dziedzinach. Naukowiec może wypowiadać słowa, że "na dnie szklanki NIE czeka na Ciebie Bóg", ale pracy naukowej o NIEobecności Boga na dnie szklanki nie ma... Może to być nawet wypowiedź zupełnie nieprzemyślana."

Cytat:
>   Pojawianie się tak słabych argumentów za wiarą przemawia raczej na jej niekorzyść. Oznacza to bowiem, że lepszych argumentów nie ma... Uwierz, bo my wierzymy (jak śmiesz nas kwestionować)...


"   Pojawianie się tak słabych argumentów za wykluczeniem Boga przemawia raczej na tej tezy niekorzyść. Oznacza to bowiem, że lepszych argumentów nie ma... NIE wierz, bo my NIE wierzymy.(jak śmiesz nas kwestionować)..."

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
08-12-2010 01:19 
 0 na 2
stopmanipulacji (20 punktów)
> "Ten uczony nie wierzy, więc Bóg NIE istnieje." Taki argument Cię przekonuje?
Faktycznie, sam tego nie zauważyłem - cała wypowiedź Michała to same błędy logiczne Argumentum Ad Ignorantiam. Nie spodziewałem się czegoś takiego po racjonaliście. Musimy się wystrzegać takich błędów!
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>> "Ten uczony nie wierzy, więc Bóg NIE istnieje." Taki argument Cię przekonuje?
>Faktycznie, sam tego nie zauważyłem - cała wypowiedź Michała to same błędy logiczne Argumentum Ad Ignorantiam. Nie spodziewałem się czegoś takiego po racjonaliście. Musimy się wystrzegać takich błędów!


    Pozostaje zapytać, jak to się stało, że Werner Heisenberg, według mnie ikona nowoczesnej fizyki, nie "durny moher" ani "wioskowy głupek" wyciągnął takie a nie inne wnioski. Czyżby dostał Nobla za ciemnotę? A może zasada nieoznaczoności nie działa ? W końcu całkiem światły facet a tu nagle mity i legendy... A może to nie jest takie jednoznaczne jak się przedstawia w
"discovery channel" i "Science" ?

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
08-12-2010 09:15 
 Ocena 6 na 6
Michał (2046 punktów)
>    Pozostaje zapytać, jak to się stało, że Werner Heisenberg, według mnie ikona nowoczesnej fizyki, nie "durny moher" ani "wioskowy głupek" wyciągnął takie a nie inne wnioski.

   No właśnie. Jak to się stało? Sugerujesz, że miał powody, ale powodów przedstawionych nie ma... To jest główna rzecz, na którą chciałem zwrócić uwagę.

> Czyżby dostał Nobla za ciemnotę? A może zasada nieoznaczoności nie działa ?

   Nobla dostał za to, co sprawdza się w wielu eksperymentach. Pewnie miał inne hipotezy, które ostatecznie się nie sprawdziły (jak każdy naukowiec).

   Sugerujesz, że skoro jedno twierdzenie człowieka było słuszne inne musi również być prawdziwe. Czyżby twórca zasady nieoznaczoności nie miał prawa do błędu? Myślę, że masz do powiedzenia wiele lepszych argumentów, Vancalarze.

   Być może są powody, dla których wielcy naukowcy wierzyli. Sugeruję takowych poszukać, a nie z góry przyjmować ich istnienie.

Pozdrawiam!
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>>    Pozostaje zapytać, jak to się stało, że Werner Heisenberg, według mnie ikona nowoczesnej fizyki, nie "durny moher" ani "wioskowy głupek" wyciągnął takie a nie inne wnioski.
>   No właśnie. Jak to się stało? Sugerujesz, że miał powody, ale powodów przedstawionych nie ma... To jest główna rzecz, na którą chciałem zwrócić uwagę.


   A to akurat łatwo można nadrobić, polecam :
Werner Heisenberg Physics and Philosophy: The Revolution in Modern Science (Harper Perennial Modern Classics, 2007)

   Można znaleźć w sieci tłumaczenie. Nie jest to w żadnym wypadku pozycja apologetyczna, wskazuje tylko na drogę jaka prowadzi do uznania istnienia potężniejszego rozumu niż ludzki.

Cytat:
>> Czyżby dostał Nobla za ciemnotę? A może zasada nieoznaczoności nie działa ?
>   Nobla dostał za to, co sprawdza się w wielu eksperymentach. Pewnie miał inne hipotezy, które ostatecznie się nie sprawdziły (jak każdy naukowiec).
>   Sugerujesz, że skoro jedno twierdzenie człowieka było słuszne inne musi również być prawdziwe. Czyżby twórca zasady nieoznaczoności nie miał prawa do błędu? Myślę, że masz do powiedzenia wiele lepszych argumentów, Vancalarze.


   Good point. To, że ktoś dostał Nobla, to rzeczywiście kiepski argument

Cytat:
>   Być może są powody, dla których wielcy naukowcy wierzyli. Sugeruję takowych poszukać, a nie z góry przyjmować ich istnienie.

   Uważam, że tu akurat staram się docierać jak daleko się da aby stwierdzić, co i dlaczego zmieniło czyjeś poglądy. Czasem problem w tym, że niektórzy unikają jak ognia otwartych deklaracji i ciężko dowiedzieć się co naprawdę myślą (np. Einstein) ale zdarzają się i tacy, którzy chętniej opowiadają przyczynach zmiany zapatrywania, ot choćby Antony Flew,
en.wikipedia.org/wiki/Antony_Flew czy Dean Kenyon en.wikipedia.org/wiki/Dean_H._Kenyon .

Pozdrawiam!


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
08-12-2010 08:49 
 Ocena 1 na 1
Michał (2046 punktów)
>Faktycznie, sam tego nie zauważyłem - cała wypowiedź Michała to same błędy logiczne Argumentum Ad Ignorantiam.

   Znam argumentum ad ignorantiam, ale w mojej wypowiedzi takowych nie widzę. Wskażesz je?
08-12-2010 08:47 
 Ocena 3 na 3
Michał (2046 punktów)
>"Ten uczony nie wierzy, więc Bóg NIE istnieje."
>Taki argument Cię przekonuje?

   Ależ zgadza się, to działa również w druga stronę. Tylko, że ja nie proponuję mu odrzucenia wiary na podstawie tego argumentu.

>" Pojawianie się tak słabych argumentów za wykluczeniem Boga przemawia raczej na tej tezy niekorzyść. Oznacza to bowiem, że lepszych argumentów nie ma... NIE wierz, bo my NIE wierzymy.(jak śmiesz nas kwestionować)..."

   Zgadzam się. Tylko, że ateiści takiego argumentu ("NIE wierz, bo my NIE wierzymy") zazwyczaj nie używają, a w przypadku wiary jest to argument podstawowy dla większości ludzi. Do tego dochodzi "jak można nie wierzyć".
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>>"Ten uczony nie wierzy, więc Bóg NIE istnieje."
>>Taki argument Cię przekonuje?
>   Ależ zgadza się, to działa również w druga stronę. Tylko, że ja nie proponuję mu odrzucenia wiary na podstawie tego argumentu.

   A ja nie zarzucam tego Tobie, tylko mówię o zjawisku jako takim. Uważam, że pojawia się równie często z jednej jak i drugiej strony i ponieważ uznałem Twój post za pewnego rodzaju zarzut w stosunku do Teistów, którzy powołują się na uznany autorytet, odpowiedziałem w skrócie: "przyganiał kocioł garnkowi". Chciałem przy tym dodać, że tego rodzaju argumentacja nie przybliża nas w żadnym stopniu do odpowiedzi na pytanie (jak ja je zrozumiałem ) postawione przez kolegę "Stopmanipulacji" : "Dlaczego jedni mądrzy ludzie są ateistami a inni, równie mądrzy - nie".

Cytat:
>>" Pojawianie się tak słabych argumentów za wykluczeniem Boga przemawia raczej na tej tezy niekorzyść. Oznacza to bowiem, że lepszych argumentów nie ma... NIE wierz, bo my NIE wierzymy.(jak śmiesz nas kwestionować)..."
>   Zgadzam się. Tylko, że ateiści takiego argumentu ("NIE wierz, bo my NIE wierzymy") zazwyczaj nie używają, a w przypadku wiary jest to argument podstawowy dla większości ludzi.


   A tutaj bym polemizował. Zgadzam się, że wykształceni ateiści społeczeństw zachodnich raczej nie używają tego rodzaju kategorycznych sformułowań ale taki np. Stalin... Wydaje mi się, że sam bez problemu możesz mnożyć przykłady. W powyższym przypadku było to nawet "MUSISZ nie wierzyć, bo my nie wierzymy". Jeśli chodzi o "drugą stronę" to oczywiście masz rację
Sam wielokrotnie spotykałem się i nadal spotykam ze sformułowaniami typu:
-"Jak to nie chodzisz do kościoła, przecież wszyscy chodzą".
czy:
-"Trzeba cię "wyleczyć" z tego ateizmu".
Jeszcze jakiś czas temu sam byłem ateistą (no powiedzmy agnostykiem) i dość często skłaniano mnie do tego, żebym "robił tak jak wszyscy".
   Jeśli muszę być w kościele to prawie cały czas jestem śledzony przez zdziwione a czasem oburzone spojrzenia ludzi, którzy zastanawiają się dlaczego nie wstaję, nie klękam, nie "żegnam się" ani nie udaję, że zjadam ciało Jezusa. Zupełnie inaczej rozumiem pojęcie "kościół" i z mocnym niesmakiem udaję się do różnych dziwnych budynków z groteskowymi malowidłami, mającymi przedstawiać Boga.

Cytat:
Do tego dochodzi "jak można nie wierzyć".

   Tu też powiedziałbym, że i religijni i ateiści miewają "swoje za uszami". Jak zwykle dodam, że oczywiście nie wszyscy i mówię o zjawisku ale przypomnij sobie choćby stwierdzenie Dawkinsa, który twierdzi, że "trzeba być niespełna rozumu", żeby wierzyć w Boga.
Zresztą tego typu przykładów znajdziesz mnóstwo i na racjonaliście. Choćby w tym wątku.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
08-12-2010 21:24 
 Ocena 2 na 2
Michał (2046 punktów)
> Zgadzam się, że wykształceni ateiści społeczeństw zachodnich raczej nie używają tego rodzaju kategorycznych sformułowań ale taki np. Stalin...

   Byli tacy i pewnie są. Nie twierdzę, że ich błędna argumentacja jest prawdziwa.

   Zwróciłem uwagę na argument użyty podlinkowanym democie i który przebłyskuje w pierwszej wypowiedzi Stopmanipulacji, tj. że musi być wielki powód, dla którego wielcy ludzie są wierzący.

   Powinny nas interesować konkretne powody, a nie samo przewidywanie ich istnienia. A tym bardziej odrzucanie lub przyjmowanie wiary, ponieważ np. znany człowiek wierzył lub nie wierzył.

   Pozdrawiam!
08-12-2010 09:26 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
No i po co to robisz? Uważasz, że Michał (i ja też przy okazji) używamy "argumentu z wielkiego ateistycznego uczonego", by kogoś przekonać, że Boga nie ma? Odpuść, bo to manipulacja. Ani Michał, ani ja nigdy się do tego nie posunęliśmy. I nie posuniemy (pozwalam sobie użyć liczby mnogiej, bo jestem pewna, że Michał myśli tak samo). Bo to nie jest argument!

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>No i po co to robisz?


www.racjonalista.pl/forum.php/s,377117#w380562

Cytat:
Uważasz, że Michał (i ja też przy okazji) używamy "argumentu z wielkiego ateistycznego uczonego", by kogoś przekonać, że Boga nie ma? Odpuść, bo to manipulacja. Ani Michał, ani ja nigdy się do tego nie posunęliśmy. I nie posuniemy (pozwalam sobie użyć liczby mnogiej, bo jestem pewna, że Michał myśli tak samo). Bo to nie jest argument!


   Nie bardzo rozumiem, skąd Twoje zdenerwowanie. I nie wiem, jak to się stało, że w ogóle odniosłaś to do Ciebie, bo przecież ani słówkiem o Tobie nie wspomniałem Najprawdopodobniej się nie zrozumieliśmy, wyjaśnienie jest w zacytowanym poście.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
stopmanipulacji (20 punktów)
> Autorytet z danej dziedziny holuje opinie niezwiązaną z jego dziedziną. Zwykle związek jest w sposób ukryty sugerowany.
Zgadzam się w 100%. Ale napisałem tak, ponieważ prof. Dawkins stosuje podobne argumenty tylko w drugą stronę. Czy nie mamy tu doczynienia czasem z błędami logicznymi ad personam/ad populum?

> Np. wypowiedź fizyka kwantowego "Bóg istnieje" sugeruje, że znalazł on w wyniku swoich badań dowody na istnienie Boga (dowodów jednak, nie wiedzieć czemu, nie podano i musisz uwierzyć na słowo).
Ponownie się zgadzam. Tylko Mnie zainteresowała ta wypowiedź z innej strony: skoro taki czy inny naukowiec musiał dowodzić swojego odkrycia naukowego metodami racjonalistycznymi, to dlaczego istnienie Boga potraktował a priori? Może tu jest sedno różnicy między wiedzą a wiarą... Jak to jest, że on tak jak i inni wierzący nie potrzebują dowodów naukowych dla istnienia Boga...? Np. Jan Paweł II. Przecież też chodzą do szkół, mają taki sam dostęp do wiedzy jak my racjonaliści.

> "na dnie szklanki czeka na Ciebie Bóg", ale pracy naukowej o obecności Boga na dnie szklanki nie ma... Może to być nawet wypowiedź zupełnie nieprzemyślana.
Pewnie tak. Choć ja to rozumiem inaczej: naukowiec na co dzień odkrywający fascynujące mechanizmy rządzące światem nie tylko zadaje pytanie JAK? (np. jak przebiega dany proces?) na które sam potrafi odpowiedzieć. Może szuka też odpowiedzi na pytanie DLACZEGO? na które nauka już mu nie da odpowiedzi. Np. dlaczego powstał wszechświat - w jakim celu? Dlaczego tylko człowiek dysponuje takim umysłem, dlaczego tylko człowiek jest w stanie stworzyć taką cywilizację, a nie np. inne zwierzęta. Skąd taka przepaść między zwierzętami a człowiekiem (co gołym okiem widać na ulicach) Dlaczego tylko człowiek stworzył kulturę, tworzy sztukę? Skąd tyle teorii, systemów filozoficznych? Dlaczego tylko my szukamy odpowiedzi na podobne pytania? No i po prostu tak to sobie tłumaczy - istnieniem Boga. Tylko dlaczego jako naukowiec - a więc mogłoby się wydawać racjonalista - właśnie przez pryzmat Boga patrzy na przyrodę, którą opisuje metodami naukowymi. Paradoks, którego nie rozumiem.

> Pojawianie się tak słabych argumentów za wiarą przemawia raczej na jej niekorzyść. Oznacza to bowiem, że lepszych argumentów nie ma.
Tak, wiara to nie to samo co nauka i potrzebuje argumentów inne niż naukowe. Tylko dlaczego ludzie wierzą, skoro mają tak słabe argumenty?
08-12-2010 08:57 
 Ocena 1 na 1
Michał (2046 punktów)
>Ale napisałem tak, ponieważ prof. Dawkins stosuje podobne argumenty tylko w drugą stronę.

   Stosował to jako prostą metodę obalenia "argumentu z wielkiego religijnego uczonego" - przecież też są wielcy niewierzący naukowcy.

>Tylko Mnie zainteresowała ta wypowiedź z innej strony: skoro taki czy inny naukowiec musiał dowodzić swojego odkrycia naukowego metodami racjonalistycznymi, to dlaczego istnienie Boga potraktował a priori?

   Powody są zapewne takie, jak innych wierzących. Inaczej podawano by je przy tego typu cytatach z wielkich naukowców.

>Tylko dlaczego jako naukowiec - a więc mogłoby się wydawać racjonalista - właśnie przez pryzmat Boga patrzy na przyrodę, którą opisuje metodami naukowymi. Paradoks, którego nie rozumiem.

   Paradoks typu "szewc bez butów chodzi". Wiadomo, że wierzy, a nie, że patrzy przez jego pryzmat na przyrodę. Może wierzyć mimo wszystko, albo zwyczajnie liczyć na to, że nauka w końcu dojdzie do Boga.

>Tylko dlaczego ludzie wierzą, skoro mają tak słabe argumenty?

   Kupując w sklepie nie zawsze kierujesz się mocnymi argumentami. Sąsiadka na ból głowy poleca... Mówi się, ze warto kupować...
08-12-2010 00:59 
 0 na 2
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
To mnie zszokowało. Bo to co czytałem np. u prof. Dawkinsa (np. na temat nauki i naukowców) i co wszyscy dobrze wiemy nt. wiary wydaje się kłócić z tym co właśnie odkrywam. Pomóżcie, bo już sam nie wiem....


"Read everything, Listen to everybody. Don't trust anything unless you can prove it with your own research."
William Cooper
1943-2001

"Czytaj co się da, słuchaj każdego, nie wierz nikomu i niczemu, dopóki nie możesz tego sprawdzić samodzielnie."

   Dawkins ma coś do powiedzenia. Warto się z tym zapoznać. Jezus ma coś do powiedzenia w ewangeliach. I z tym warto się zapoznać. Tyle mogę Ci poradzić.

   Według mnie, jeśli masz w sobie nadzieję, że istnieje sprawiedliwy stwórca wszechświata, który jest ostoją dla słabych i opuszczonych, dla tych, którzy nie mają władzy ani pieniędzy, który za dobre nagradza a za złe karze, jeśli będziesz szukał do końca, nie zatrzymując się w momencie, w którym uznasz, że "wiesz już wszystko", z pewnością Go znajdziesz, .
   Natomiast jeśli masz nadzieję, że Twoich uczynków nikt nie obserwuje, że możesz robić co chcesz, bo przecież nikt nie ustala zasad, bezsprzecznie znajdziesz miliony powodów, by zaprzeczyć istnieniu JHWH - tego, który JEST.

   Nikt nie przedstawi Ci dowodów. Ani tutaj, ani gdzie indziej bo ich po prostu nie ma. TY SAM musisz zdecydować, w co CHCESZ wierzyć i jakie wnioski należy wyciągnąć z dowodów naukowych. Nie teorii ani hipotez. Z tego co możesz sprawdzić, przetestować, zaobserwować.
    Jeśli ktoś mówi, że WIE, że Bóg każe Ci to, czy tamto, niech przedstawi dowody. Jeśli zaś twierdzi, że jesteś tu w wyniku ewolucji, niech powie gdzie, kiedy, jak, z czego i dlaczego zaczęło się życie i jak to możesz sprawdzić.
   Zanim ktoś przedstawi takie dowody, pozostaje Ci WIARA, że było/jest tak albo inaczej.

Tyle ja.
Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.

08-12-2010 09:34 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>
>   Natomiast jeśli masz nadzieję, że Twoich uczynków nikt nie obserwuje, że możesz robić co chcesz, bo przecież nikt nie ustala zasad, bezsprzecznie znajdziesz miliony powodów, by zaprzeczyć istnieniu JHWH - tego, który JEST.
Jestem niewierząca, dlatego nie wierzę, że napisałeś to poważnie. Naprawdę uważasz, że ateista to taki prymityw typu "hulaj dusza, piekła nie ma"? Że jedynym hamulcem jest tatuś w niebiesiech, grożący paluszkiem? Nie mieści mi się w głowie...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
Naprawdę uważasz, że ateista to taki prymityw...

Tego nie powiedziałem.
Cytat:
>Jestem niewierząca, dlatego nie wierzę, że napisałeś to poważnie. Naprawdę uważasz, że ateista to taki prymityw typu "hulaj dusza, piekła nie ma"? Że jedynym hamulcem jest tatuś w niebiesiech, grożący paluszkiem? Nie mieści mi się w głowie...


   Hmm... CO może więc być racjonalnym hamulcem, jeśli nie istnieje żaden "odgórny" autorytet, ustalający zasady ? Ewolucyjnie "zaimplementowane" przekonanie, że "tak trzeba" ? Umowa społeczna? Przecież to żaden hamulec, jeśli nikt nie patrzy. Wyrzuty sumienia? Przecież myśląc racjonalnie i wierząc, że są wynikiem działania bezrozumnego procesu doboru naturalnego należy je po prostu ignorować? Może spróbuj mi wytłumaczyć, jak Ty to rozumiesz ? Co masz przeciwko sędziemu, który patrzy na wszystko "z boku" ? Chciałabyś, żeby taki istniał ale nie masz na to nadziei, czy masz nadzieję, że taki nie istnieje? Nie traktuj tego jako atak, po prostu nie wiem, co mogłoby Cię powstrzymać od przywłaszczenia sobie portfela który na Twoich oczach wypadł komuś, kto tego nie zauważył.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
09-12-2010 13:30 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>co mogłoby Cię powstrzymać od przywłaszczenia sobie portfela który na Twoich oczach wypadł komuś, kto tego nie zauważył.
No bo uczciwa jestem, kurczę, niestety... Tak mnie wychowano
Całkiem poważnie - nie potrzebuję sędziego, patrzącego z boku. Gdybym wierzyła, że ktoś się na mnie cały czas gapi, czułabym się nieswojo. Mam chyba jakieś takie wyczucie, że co mi niemiłe, drugiemu nie zrobię. Nie chciałabym, żeby ktoś mi gwizdnął portfel, nie chciałabym, żeby ktoś mnie uderzył, podpalił mi dom, kopnął mojego kota. Możesz to nazwać "egoizmem rozszerzonym empatią". I nikt mi nie musi palcem pokazywać, co mogę, a czego nie. Sama to wiem. Może to sumienie, może przyzwoitość, jak zwał, tak zwał. Prawdopodobnie siedzi to we mnie od czasu, gdy jeden artysta jaskiniowy uznał, że to nieładnie podprowadzać koledze jego zapas ochry do malowania mamutów na ścianie.
>Chciałabyś, żeby taki istniał ale nie masz na to nadziei, czy masz nadzieję, że taki nie istnieje?
Ani jedno, ani drugie. Z mojego punktu widzenia ten etat można spokojnie zlikwidować, zbędny jest.
Pozdrawiam

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-12-2010 16:48 
 Ocena 2 na 2
tabrek (67 punktów)
> Nie traktuj tego jako atak, po prostu nie wiem, co mogłoby Cię powstrzymać od przywłaszczenia sobie portfela który na Twoich oczach wypadł komuś, kto tego nie zauważył.

Warto stosować zasadę "nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe" chociażby z tego prostego powodu, że jeśli Ty komuś ukradniesz portfel, to ten ktoś może zacząć robić tak samo -- i być może to on Ciebie kiedyś okradnie. Mówiąc krótko - warto być uczciwym z podudek czysto egoistycznych . Ludzie są istotami społecznymi, dobre wzorce się rozsiewają, złe niestety też i po prostu świat z miłymi dla siebie i uczciwymi ludźmi jest lepszy. Żeby dojść do takich wniosków hipoteza Boga nie jest potrzebna.

Albert Einstein powiedział:
Dziwna jest nasza sytuacja tu, na Ziemi. Każdy z nas pojawia z krótką wizytą, nie wiedząc po co, choć czasem może nam się zdawać, że potrafimy odgadnąć jej cel. Z perspektywy codziennego życia jednakże pewnej rzeczy możemy być pewni: człowiek jest tu dla dobra innych ludzi, przede wszystkim tych, od których uśmiechu i dobrostanu zależy nasze własne szczęście.
(cytat za: Richard Dawkins, "Bóg urojony", początek rozdziału szóstego)

W dobie globalizacji i ogólnoświatowych "naczyń połączonych" można stwierdzić, że nasze własne szczęście zależy w zasadzie od dobra każdego innego człowieka na globie .
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Warto stosować zasadę "nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe" chociażby z tego prostego powodu, że jeśli Ty komuś ukradniesz portfel, to ten ktoś może zacząć robić tak samo -- i być może to on Ciebie kiedyś okradnie. Mówiąc krótko - warto być uczciwym z podudek czysto egoistycznych . Ludzie są istotami społecznymi, dobre wzorce się rozsiewają, złe niestety też i po prostu świat z miłymi dla siebie i uczciwymi ludźmi jest lepszy. Żeby dojść do takich wniosków hipoteza Boga nie jest potrzebna.


   A tu się nie zgodzę. Patrząc tylko i wyłącznie na racjonalny "bilans zysków i strat", jeśli nie istnieje żadna "kara i nagroda" i nikt nie patrzy co robisz, to opłaca się co prawda namawiać wszystkich innych, żeby nie kradli a nawet przekonywać ich, że i Ty wyznajesz takie zasady bo im więcej ludzi będzie je stosowało tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś okradnie Ciebie ale jeśli to Tobie nadarzy się okazja i nikt nie widzi... Nikogo nie ma w pobliżu. Leży portfel, w środku 100 PLN i dowód z adresem właściciela. Ryzyko (strata) - ZERO. Zysk - 100PLN. Nieracjonalnie jest nie wziąć...

Cytat:
>W dobie globalizacji i ogólnoświatowych "naczyń połączonych" można stwierdzić, że nasze własne szczęście zależy w zasadzie od dobra każdego innego człowieka na globie .

Chyba, że jesteś "na szczycie piramidy" a wtedy "dobro innych" w ogóle może Cię nie interesować, bo kto Ci co zrobi??? Cała historia ludzkości to jeden wielki przykład takich postaw. Co ciekawe, wielcy dyktatorzy, czy papieże zazwyczaj wymagali od "ludu" stosowania pewnych zasad po to, żeby sami mogli więcej zagarnąć, ukraść, itd.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
09-12-2010 19:18 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Chyba, że jesteś "na szczycie piramidy" a wtedy "dobro innych" w ogóle może Cię nie interesować, bo kto Ci co zrobi???
Nikt nic. Ale czy rozmawiamy o nas, czy o psychopatach? Dlaczego mam się tłumaczyć za jakiegoś chorego na manię wielkości papieża czy cesarza? Odpowiadam za siebie i za nikogo innego. Nie wiem, jakiego straszaka potrzebuje taki psychopata czy socjopata, żeby trzymał łapki przy sobie. Może kodeksu karnego? Może Klawisza z Nieba? Chociaż, jak nas uczy historia, tacy z "wierzchołka piramidy" żadnego Klawisza się nie boją. Najwyżej pochlipią trochę na łożu śmierci i mają odpuszczone. To po co on komu, jak nie działa?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-12-2010 20:30 
 Ocena 4 na 4
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>A tu się nie zgodzę. Patrząc tylko i wyłącznie na racjonalny "bilans zysków i strat", jeśli nie istnieje żadna "kara i nagroda" i nikt nie patrzy co robisz, to opłaca się co prawda namawiać wszystkich innych, żeby nie kradli a nawet przekonywać ich, że i Ty wyznajesz takie zasady bo im więcej ludzi będzie je stosowało tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś okradnie Ciebie ale jeśli to Tobie nadarzy się okazja i nikt nie widzi... Nikogo nie ma w pobliżu. Leży portfel, w środku 100 PLN i dowód z adresem właściciela. Ryzyko (strata) - ZERO. Zysk - 100PLN. Nieracjonalnie jest nie wziąć...
I tym się właśnie różnimy od wierzących. Nasze hierarchie wartości nie są oparte na strachu przed Sądem Ostatecznym, a ze zwykłego szacunku do innych ludzi.
Właśnie teraz widać wyraźnie jakim jesteś człowiekiem naprawdę i co byś robił gdyby nie twój Wielki Stwórca.
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
> I tym się właśnie różnimy od wierzących. Nasze hierarchie wartości nie są oparte na strachu przed Sądem Ostatecznym, a ze zwykłego szacunku do innych ludzi.

    Czym jest "zwykły" szacunek dla innych ludzi, jeśli jesteś racjonalistą? Czym jest jakikolwiek 'szacunek" ? Zestawem reakcji chemicznych ? Na czym są oparte Twoje hierarchie wartości? Na umowie społecznej ? Dowolnych ustaleniach? Skąd wiesz co jest dobre a co złe?

Cytat:
> Właśnie teraz widać wyraźnie jakim jesteś człowiekiem naprawdę i co byś robił gdyby nie twój Wielki Stwórca.

   Dokładnie, dokładnie. Żyłem odrzucając Stwórcę przez jakieś 15 lat. Uważałem, że nie potrzebuję nikogo, żeby wiedzieć co jest dobre a co złe, że chcę być "wolny" i nikt mi nie będzie mówił, co mam robić. Kradłem, kłamałem, cudzołożyłem... Masz rację. Bez Boga jestem nikim.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
AdamGr (3037 punktów)
Przeczytałem co napisałeś w postach powyżej i widzę że przypisujesz do uniwersalnego pojęcia "racjonalizm" (który nie jest związany ani z ateizmem ani z religią i może występować i powinien występować wszędzie) jakieś niby wrodzone cechy pejoratywne (np wyrachowanie), i dodatkowo jak gdyby był odmianą ateizmu.
Coś ci się pomieszało. Może poczytaj co oznacza to słowo ?
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>Coś ci się pomieszało. Może poczytaj co oznacza to słowo ?


pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy

   Mogło mi się pomieszać Życie!
W moich wypowiedziach odnoszę się do racjonalnego stanowiska, w którym odrzucasz aksjomatyczny autorytet. Jeśli jesteśmy "sami" i nie ma nikogo, kto obserwowałby nasze poczynania, należy kierować się zasadą maksymalizowania zysków i minimalizowania strat. Każda inna postawa jest irracjonalna.

Cytat:
Światopogląd racjonalistyczny ma wiele wspólnego ze świeckim humanizmem, choć odróżnia go od niego nacisk na stosowanie w każdych okolicznościach własnego rozumu i odrzucanie wielu dogmatów obecnych w klasycznym humanizmie - takich jak choćby antropocentryczny punkt widzenia, będący podstawą etyki humanistycznej.

(Za Wikipedią).
Jeśli NIE MA SĄDU i NIE MA nadnaturalnego "sędziego", należy dążyć do osiągnięcia maksymalnych korzyści dla "mnie" jako jednostki. Jeżeli wierzysz w proces ewolucyjny, wszelkie "moralne" rozterki należy uznać za przejaw działalności hormonów, funkcje przystosowawcze organizmu będące wynikiem działania doboru naturalnego. Inteligencja powinna ignorować lub przynajmniej przezwyciężać skutki reakcji chemicznych...
   Widzisz, jak konsekwencja, to konsekwencja... Albo NIE MA Boga, więc nie ma zasad, bo są one tylko i wyłącznie wynikiem umów społecznych i skutkiem działania hormonów, w związku z czym należy je ignorować albo JEST i należy zapoznać się z zasadami, które ON ustala i przyjąć je albo odrzucić przyjmując postawę buntu.
   Wyrachowanie jest naturalną konsekwencją przyjęcia postawy racjonalnej. Działa to oczywiście w obie strony... Jeśli założysz, że ISTNIEJE "wyższy" autorytet w postaci Boga, to racjonalnie jest starać się Jemu przypodobać... Jeśli założysz odwrotnie, TYLKO TY jesteś prawem, zasadami i moralnością. Ja osobiście przyznaję się do postawy irracjonalnej
Nie kłamię nie dlatego, że boję się Boga a dlatego, że irracjonalnie WIERZĘ że NIE NALEŻY kłamać... Nie wiem dlaczego. Racjonalnie rzecz biorąc, kłamstwo przynosi bardzo często korzyści. Nie jestem w stanie rozumowo tego zaargumentować ale WIERZĘ, że nie wolno kraść, kłamać, zabijać, cudzołożyć... (Jako cudzołóstwo rozumiem wycofanie się z obietnicy wierności, którą dało się kochanej osobie a nie "seks przedmałżeński")
   Powtórzę jeszcze raz: Jeśli chcesz znaleźć Boga, to Go znajdziesz.... Jeśli chciałbyś, żeby Go nie było, to znajdziesz miliardy powodów, by zaprzeczyć Jego istnieniu.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
19-12-2010 13:14 
 Ocena 1 na 1
AdamGr (3037 punktów)

>należy dążyć do osiągnięcia maksymalnych korzyści dla "mnie" jako jednostki. Jeżeli wierzysz w proces ewolucyjny, wszelkie "moralne" rozterki należy uznać za przejaw działalności hormonów
> Wyrachowanie jest naturalną konsekwencją przyjęcia postawy racjonalnej

Wypisujesz panie kolego PIERDOŁY ! , chcąc udowodnić za wszelka cenę że racjonalizm jest spaczony, zły, nacechowany negatywami...i w ogóle.
Masz klapki na oczy założone z własnego światopoglądu opartego na Bogu.
Twoje pisanie cechuje taki sam fanatyzm udowadniania jak u innych co to chcą za wszelka cenę Boga ludziom pokazać,choćby nawet tego nie chcieli, ale TY chcesz, to wystarczy.
Przeczytałeś w Wikipedii i nic nie zrozumiałeś i nie zrozumiesz , ponieważ tobie się nie mieści w głowie nic poza Bogiem, wszelka odchyłka i wątpliwość to "zła droga" i kwestia "zysków i strat" do której nieustannie wracasz.

" Powtórzę jeszcze raz: Jeśli chcesz znaleźć Boga, to Go znajdziesz.... Jeśli chciałbyś, żeby Go nie było, to znajdziesz miliardy powodów, by zaprzeczyć Jego istnieniu."

A po kiego grzyba w kółko POWTARZASZ , co słuchać nie chcą? Ciekawe dlaczego.
19-12-2010 15:39 
 Ocena 7 na 7
spray (5875 punktów)

>A po kiego grzyba w kółko POWTARZASZ , co słuchać nie chcą? Ciekawe dlaczego.
>
To chyba jakaś forma ekspiacji?

Vancalar pisze, że gdy żył bez Boga, kradł, cudzołożył i w ogóle był kanalią, bo to mu jego "racjonalizm" ukazał jako korzystne, czyli usprawiedliwione.

Przyjmując Boga doznał iluminacji i zobaczył w Jego blasku, co jest dobre - nawet jeśli niebardzo przyjemne, a co złe - bo karalne czymś skrajnie nieprzyjemnym. Taka jest logika wypowiedzi Vancalara, z czym on się na pewno nie zgodzi, bo przypisuje sobie pobudki szlachetne, a nie prymitywne.

W istocie jednak są one skrajnie prymitywne!

W podanym przez Ciebie, Vancalarze, linku do Wiki, czytamy:
Cytat:
Najważniejszą normą etyczną jest w tak pojmowanym racjonalizmie rozum. Rozum jest tutaj narzędziem służącym, wraz z informacjami, wiedzą, emocjami i doświadczeniem jako czymś na czym operuje, poznaniu, ocenie i wyborze akceptowanych norm moralnych. W etyce racjonalistycznej występuje pewna swoboda, ale jest ona ograniczona - przez rozum, logikę, naukę, wiedzę, wrażliwość oraz społeczeństwo w którym się osoba znajduje (poprzez jego wpływ, ale także poprzez naukę - czy to od rodziców, czy też w szkole). To odróżnia etykę racjonalizmu od relatywizmu moralnego.

Racjonalista nie przyjmuje etyki objawionej (antynaturalistycznej) ani "moralnych praw natury" - skłania się raczej w kierunku etyki naturalistycznej, czyli wywodzenia zasad moralnych z rozumnego i naukowego podejścia do obserwacji empirycznych (nauki przyrodnicze i ew. społeczne). Racjonalista zauważa, że niektóre normy moralne powstają na zasadzie przekazania ich przez rodziców lub poprzez mechanizm empatii czy też altruizmu lub wynikają z innych wspólnych dla większości osobników naszego gatunku cech psychiki, ale jednocześnie stara się te normy dodatkowo podbudować racjonalnym wyjaśnieniem potrzeb ich zachowywania (na podstawie wniosków wynikających z własnych chęci, dążeń, celów, obserwacji, ale nie bazujących wyłącznie na egoizmie lecz raczej na zauważaniu swojej roli i swojego miejsca w świecie i społeczeństwie).

Racjonalizm popiera większość podstawowych norm etycznych charakterystyczne dla większości ludzkości - jednak popiera nie ze względu na tradycję lub pochodzenie czy też wyłącznie rachunek zysków i strat i pragmatyzm albo emocje i uczucia, ale głównie ze względu na wiele argumentów przemawiających za ich zachowaniem - argumentów mających za podstawę wiedzę oraz wrażliwość.

Racjonalizm sam w sobie nie potępia innych norm etycznych ani systemów ideologicznych, światopoglądowych czy religijnych - charakteryzuje się najczęściej tolerancją i neutralnym do nich podejściem, ale sprzeciwia się ich odgórnemu narzucaniu i brakowi tolerancji wobec poglądów jednostki. Jedyne narzucane odgórnie normy, jakie toleruje, dotyczą prawa, czyli zasad regulujących wspólne życie w społeczeństwie, przy czym racjonalizm popiera ideę państwa demokratycznego i światopoglądowo neutralnego.


Przypomnij sobie tutaj kantowski imperatyw kategoryczny, bo warto.
Sam Immanuel Kant postulował istnienie Boga - jako noumen Bóg jest absolutnie niepoznawalny ( tylko pozornie zgodne to jest z cechą Boga biblijnego ) - a jednak uważał, że jego Imperatyw określa normę moralną, która się do Boga nie odwołuje.
Bo nie może.

Imperatyw kategoryczny tłumaczy , dlaczego konflikt interesów, na jaki sie często powołujesz, nie działa tak, jak chcesz to przedstawić.
Prosty przykład:

Cytat:
Weźmy za przykład biedaka i bogacza. Ten pierwszy okradł drugiego i ucieka. Jeżeli zastosujemy zasadę imperatywu z punktu widzenia biednego, dojdziemy do wniosku, że należy puścić go wolno, bo gdybyśmy byli na jego miejscu, tego właśnie byśmy chcieli. Jeśli jednak przyjmiemy punkt widzenia bogatego, stwierdzimy, iż biedaka trzeba złapać, aby odebrać mu skradzione walory. Jak w takiej sytuacji powinna postąpić osoba postronna?

Oba przytoczone tu rozumowania są wadliwe a związany z nimi dylemat jest pozorny, ponieważ koncentrują się one na partykularnych interesach raz to biedaka, a raz bogacza. Tymczasem imperatyw kategoryczny wyraża zasadę ogólną. Zgodnie z powszechnym prawem tak biedny, jak bogaty powinni się zgodzić co do tego, że kradzież jest złem, bo gdyby było inaczej, należałoby sobie życzyć, aby wszystkie istoty rozumne kradły, i - w rezultacie - okradać się nawzajem.

Jeżeli wykroczymy poza sfery takich lub innych prywatnych interesów, stwierdzimy, że osoba postronna powinna złapać złodzieja, ponieważ nie zastosował się on do ogólnych zasad społecznych i zrobił to, na co miał ochotę, nie zaś to, co powinien, obywatelską zaś powinnością jest pomoc w łapaniu złodziei.


Podstawy etyki racjonalnej nie wymagają wprowadzania zadnych kijków i marchewek, ani bytów nadprzyrodzonych szafujacych tymi rekwizytami. Wymagają użycia rozumu.
Jeśli Twojemu wnioskowaniu nie wystarcza użycie rozumu i potrzebujesz dodatkowego założenia systemu kary i nagrody, to znaczy, że z Twoim rozumem coś nie tęgo...

Sprowadzasz racjonalne podstawy etyki do wulgarnych uproszczeń, bo ich nie rozumiesz.
Zdajesz się mieć świadomość tego, choć głęboko skrywaną przed światem, a może i przed sobą. Stąd ten przymus przekonywania o wyższości i szlachetności Twoich pobudek.

Oczywiście, jako domorosły psycholog od siedmiu boleści, nie zamierzam sie upierać, że moje wnioski z dywagacji na Twój temat są słuszne
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>>należy dążyć do osiągnięcia maksymalnych korzyści dla "mnie" jako jednostki. Jeżeli wierzysz w proces ewolucyjny, wszelkie "moralne" rozterki należy uznać za przejaw działalności hormonów
>> Wyrachowanie jest naturalną konsekwencją przyjęcia postawy racjonalnej
>Wypisujesz panie kolego PIERDOŁY ! , chcąc udowodnić za wszelka cenę że racjonalizm jest spaczony, zły, nacechowany negatywami...i w ogóle.
A ja po części zgadzam się z Vancalarem. Wydaje mi się, że chodzi o to iż racjonalizm nie jest uniwersalny. Tzn. racjonalizm jest postawą odpowiednią do poszczególnych aspektów w życiu. Nie powinien być stosowany w kwestii etyki, uczuć, sztuki etc. bo prostu są to przeciwności.
Etyka racjonalna: wydaje mi się jednak, że to oksymoron.
Nasz organizm nie zawsze działa racjonalnie. Dlatego puby zracjonalizowania umysłu kłócą się często z działaniem organizmu.
Dlatego uważam, że racjonalizm może występować tylko w poszczególnych aspektach, stosowanie go do absolutu może istnieć, tylko jako idea.
AdamGr (3037 punktów)
To wyglądasz jak pirat z jedną klapką na oku
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
Dokładnie. Taka prawda. W praktyce nie da się być 100% racjonalistą.
21-12-2010 08:09 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>Jeśli NIE MA SĄDU i NIE MA nadnaturalnego "sędziego", należy dążyć do osiągnięcia maksymalnych korzyści dla "mnie" jako jednostki. Jeżeli wierzysz w proces ewolucyjny, wszelkie "moralne" rozterki należy uznać za przejaw działalności hormonów, funkcje przystosowawcze organizmu będące wynikiem działania doboru naturalnego.
Naprawdę starasz się żyć godnie tylko z uwagi na perspektywę czekającej kary?
Takie podejście wynika chyba z niedoinformowania w TE.
Zachowania altruistyczne SĄ korzystne ewolucyjnie.
Zachowania nieprzyzwoite SĄ karane - no oznacza niekorzyści osobnicze.
Warto być porządnym człowiekiem - łatwiej, prościej, milej.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>    Czym jest "zwykły" szacunek dla innych ludzi, jeśli jesteś racjonalistą? Czym jest jakikolwiek 'szacunek" ? Zestawem reakcji chemicznych ? Na czym są oparte Twoje hierarchie wartości? Na umowie społecznej ? Dowolnych ustaleniach? Skąd wiesz co jest dobre a co złe?
Zacznijmy od tego, że nie jestem racjonalistą.
Szacunek jest według mnie, traktowanie danej osoby jak traktujemy siebie.
Oparcie jest sumą utylitaryzmu, egoizmu, komfortu psychicznego, tradycji, często spontaniczności.
Co jest dobre, a co złe. Chyba żaden filozof nie odpowiedział na to racjonalnie. A ty wiesz?

>Cytat:
> Właśnie teraz widać wyraźnie jakim jesteś człowiekiem naprawdę i co byś robił gdyby nie twój Wielki Stwórca.

>Dokładnie, dokładnie. Żyłem odrzucając Stwórcę przez jakieś 15 lat. Uważałem, że nie potrzebuję nikogo, żeby wiedzieć co jest dobre a co złe, że chcę być "wolny" i nikt mi nie będzie mówił, co mam robić. Kradłem, kłamałem, cudzołożyłem... Masz rację. Bez Boga jestem nikim.
Dlatego religia jest jest dobrym opium, dla słabych ludzi.
19-12-2010 15:48 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)

>    Czym jest "zwykły" szacunek dla innych ludzi, jeśli jesteś racjonalistą? Czym jest jakikolwiek 'szacunek" ? Zestawem reakcji chemicznych ? Na czym są oparte Twoje hierarchie wartości? Na umowie społecznej ? Dowolnych ustaleniach? Skąd wiesz co jest dobre a co złe?
>
>
Imperatyw kategoryczny!
19-12-2010 16:35 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>   Dokładnie, dokładnie. Żyłem odrzucając Stwórcę przez jakieś 15 lat. Uważałem, że nie potrzebuję nikogo, żeby wiedzieć co jest dobre a co złe, że chcę być "wolny" i nikt mi nie będzie mówił, co mam robić. Kradłem, kłamałem, cudzołożyłem... Masz rację. Bez Boga jestem nikim.
Boże, jakie to smutne! Bóg nigdy i do niczego nie był mi potrzebnym. Nawet, gdy jako młody człowiek zastanawiałem się nad potrzebą i sensem jego istnienia.
Nie, nie byłem idealnym - natura ludzka jest ułomną, ale zawsze wiedziałem co jest moralnie przez ludzi akceptowane i jak złym czynem jest krzywdzenie innych. Moje sumienie jest dla mnie miernikiem przyzwoitości, a i wystarczająca karą, gdy źle postąpię.

Dobry Bóg stworzył mnie na własne podobieństwo i nakazał życie w okrutnym świecie. Jest mądrym i dobrym Bogiem, a więc wszystko wybacza. W przeciwnym razie Niebo jest puste.
No, może Bóg trzyma tam miejsce dla Pana, ale samemu to będzie Panu też smutno.
A więc Pańskie propozycje to "czarna rozpacz".

@@@
.
09-12-2010 17:53 
 Ocena 3 na 3
Chlodwig (10939 punktów)
>   Hmm... CO może więc być racjonalnym hamulcem, jeśli nie istnieje żaden "odgórny" autorytet, ustalający zasady ? Ewolucyjnie "zaimplementowane" przekonanie, że "tak trzeba" ? Umowa społeczna? Przecież to żaden hamulec, jeśli nikt nie patrzy. Wyrzuty sumienia? Przecież myśląc racjonalnie i wierząc, że są wynikiem działania bezrozumnego procesu doboru naturalnego należy je po prostu ignorować? Może spróbuj mi wytłumaczyć, jak Ty to rozumiesz ? Co masz przeciwko sędziemu, który patrzy na wszystko "z boku" ? Nie traktuj tego jako atak, po prostu nie wiem, co mogłoby Cię powstrzymać od przywłaszczenia sobie portfela który na Twoich oczach wypadł komuś, kto tego nie zauważył.

Skoro nie potrafisz wyobrazić sobie uczciwości bez klawisza ciągle podglądającego przez judasza, znaczy jesteś jej pozbawiony.
Vancalar (1804 punktów)

Cytat:
>Skoro nie potrafisz wyobrazić sobie uczciwości bez klawisza ciągle podglądającego przez judasza, znaczy jesteś jej pozbawiony.


   Pisałem o skutkach przyjęcia światopoglądu racjonalistycznego a Ty wywnioskowałeś, że czegoś nie potrafię sobie wyobrazić. Zamiast odnieść się do tezy, że racjonalizm=zysk/strata->działanie ukierunkowane na zysk, zaatakowałeś moją zdolność rozumienia abstrakcyjnych pojęć takich jak uczciwość i stwierdziłeś, że w moim przypadku, jest ona wynikiem strachu...

...

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
20-12-2010 08:05 
 Ocena 1 na 1
Chlodwig (10939 punktów)
>Cytat:
>Skoro nie potrafisz wyobrazić sobie uczciwości bez klawisza ciągle podglądającego przez judasza, znaczy jesteś jej pozbawiony.

>   Pisałem o skutkach przyjęcia światopoglądu racjonalistycznego a Ty wywnioskowałeś, że czegoś nie potrafię sobie wyobrazić. Zamiast odnieść się do tezy, że racjonalizm=zysk/strata->działanie ukierunkowane na zysk, zaatakowałeś moją zdolność rozumienia abstrakcyjnych pojęć takich jak uczciwość i stwierdziłeś, że w moim przypadku, jest ona wynikiem strachu...
>...
>Pozdrawiam

Tak zrozumiałem, jeżeli źle - wybacz.
08-12-2010 12:47 
 Ocena 6 na 6
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Według mnie, jeśli masz w sobie nadzieję, że istnieje sprawiedliwy stwórca wszechświata, który jest ostoją dla słabych i opuszczonych

Nie jest, tylko będzie. Jak już sobie umrą, albo nadejdzie Koniec Świata. Wtedy ich pogłaszcze po główce i przytuli, a na razie niech sobie cierpią i umierają, byleby przy tym pamiętali, żeby cierpieć i umierać na kolanach, wznosząc oczka pełne nadziei do nieba i słuchając we wszystkim swoich pasterzy.

Sorki, wiesz, ale ten "sprawiedliwy stwórca", który kiedyś żeby pomóc jednemu bliskowschodniemu plemieniu wyrżnąć inne bliskowschodnie plemię nie wahał się zatrzymywać Słońca, teraz jakoś nie daje się namówić nawet na wstrzymanie ręki bandyty obcinającego język i dłonie gwałconej przez "partyzantów" gdzieś w afrykańskim buszu trzynastolatki. Jeśli masz rację i rzeczywiście istnieje taka nadnaturalna osoba, patrząca sobie z chmurki i gładząca bródkę ze słowami "no co ja córko mogę zrobić, nie jesteś przecież jakimś ważnym dla mnie gościem jak Noe czy inny Mojżesz... no macie ludzie wolną wolę, stąd twój problem", to ja nie chcę mieć z tym kimś NIC wspólnego. I jeśli będę miał taki wybór, bardzo chętnie spędzę wieczność jak najdalej od tego psychopaty. W zasadzie każdy zdrowy psychicznie człowiek z jakimiś podstawowymi odruchami moralnymi powinien wrzeszczeć z przerażenia i uciekać na widok obrazu tego "sprawiedliwego stwórcy" jaki wyłania się z tych wszystkich biblijnych bajek i teologicznych wymysłów.
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>>Według mnie, jeśli masz w sobie nadzieję, że istnieje sprawiedliwy stwórca wszechświata, który jest ostoją dla słabych i opuszczonych
>Nie jest, tylko będzie. Jak już sobie umrą, albo nadejdzie Koniec Świata. Wtedy ich pogłaszcze po główce i przytuli, a na razie niech sobie cierpią i umierają, byleby przy tym pamiętali, żeby cierpieć i umierać na kolanach, wznosząc oczka pełne nadziei do nieba i słuchając we wszystkim swoich pasterzy.

   Ostra krytyka. Myślmy więc pozytywnie! Jaki TY będąc bogiem zaproponowałbyś SPRAWIEDLIWY model współżycia, tak aby każdy miał wolną wolę czynienia dobra i zła a jednocześnie nie mógł się dowiedzieć o Twojej obecności "na pewno" (bo mając na nią dowody nie mógłby czynić zła swobodnie WIEDZĄC o konsekwencjach) ?

Cytat:
>Sorki, wiesz, ale ten "sprawiedliwy stwórca", który kiedyś żeby pomóc jednemu bliskowschodniemu plemieniu wyrżnąć inne bliskowschodnie plemię nie wahał się zatrzymywać Słońca, teraz jakoś nie daje się namówić nawet na wstrzymanie ręki bandyty obcinającego język i dłonie gwałconej przez "partyzantów" gdzieś w afrykańskim buszu trzynastolatki.

   Przecież jeśli by to zrobił, wszyscy by mieli jasne dowody na Jego istnienie! Czy w "domu wielkiego brata" ludzie zachowują się naturalnie?

Cytat:
Jeśli masz rację i rzeczywiście istnieje taka nadnaturalna osoba, patrząca sobie z chmurki i gładząca bródkę ze słowami "no co ja córko mogę zrobić, nie jesteś przecież jakimś ważnym dla mnie gościem jak Noe czy inny Mojżesz... no macie ludzie wolną wolę, stąd twój problem", to ja nie chcę mieć z tym kimś NIC wspólnego.

   Zauważ, że potomkowie Abrahama i Mojżesza to naród, który przeżył najwięcej upokorzeń i cierpień ze wszystkich narodów. Więcej dostajesz - więcej się od Ciebie wymaga...

Cytat:
I jeśli będę miał taki wybór, bardzo chętnie spędzę wieczność jak najdalej od tego psychopaty. W zasadzie każdy zdrowy psychicznie człowiek z jakimiś podstawowymi odruchami moralnymi powinien wrzeszczeć z przerażenia i uciekać na widok obrazu tego "sprawiedliwego stwórcy" jaki wyłania się z tych wszystkich biblijnych bajek i teologicznych wymysłów.


   Jeśli na prawdę wiesz jak było, byłeś, widziałeś znasz wszystkie okoliczności i sprawiedliwie osądzasz Boga to przecież nic Ci nie grozi:
"Iz 1:18
18. Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! - mówi Pan. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna.
(BT)"
   Jeśli On sam jest niesprawiedliwy, to i do Ciebie nie może wymagać sprawiedliwości...
"Biblijne bajki" twierdzą, że na końcu się okaże, że nie ma w Nim nieprawości.
No ale skoro wiesz lepiej... Każdy ma prawo osądzać innych i wyrażać swoje zdanie.

Pozdrawiam

Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
09-12-2010 14:05 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>"Biblijne bajki" twierdzą, że na końcu się okaże, że nie ma w Nim nieprawości.
Dlatego nazywamy je bajkami

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-12-2010 15:38 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> .. mając na nią [obecność boską] dowody nie mógłby czynić zła swobodnie WIEDZĄC o konsekwencjach..

Jak to rozumieć?
Czy wierzący nie mając dowodów (lecz wiarę) mogą czynić zło swobodnie?
Czy może wiara w odgórne zakazy czyni ich przekraczanie nie tyle swobodnym, co (sądząc po grzeszności wyznawców) zwyczajnie 'po ludzku' .. atrakcyjniejszym?
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>> .. mając na nią [obecność boską] dowody nie mógłby czynić zła swobodnie WIEDZĄC o konsekwencjach..
>Jak to rozumieć?

Załóżmy, że masz piątkę dzieci. Dajesz im do zamieszkania duży dom i mówisz:
-"Słuchajcie, radźcie sobie sami, nie krzywdźcie jeden drugiego i bądźcie wobec siebie uczciwi.
Pamiętajcie, że ja wiem o wszystkim, co robicie i po powrocie nagrodzę tych, którzy wypełniają moje polecenia a ukarzę tych, którzy je łamią".
Cały dom "szpikujesz" kamerami, mikrofonami i innymi urządzeniami pozwalającymi Ci ich obserwować. Czy taki sam efekt osiągniesz niezależnie od tego, czy będą o nich wiedzieć czy nie? Ktoś tu napisał, że gdyby byli psychopatami, to i tak by się nie przejmowali karą. Zgoda, jeden, może dwóch może być. A reszta??? Czy powinni mieć jasne dowody na to, że ich obserwujesz, żebyś dowiedział się czegokolwiek o tym jak CHCĄ postępować w takich czy innych sytuacjach? Po paru latach, pewnie niektórzy z nich zapomną o tym co powiedziałeś, że ich widzisz a inni pomyślą: "on tylko tak gada, bo przecież nie ma dowodów na to, żeby nas obserwował". Niektórzy pewnie nawet stwierdzą: "ee, ten cały "Ojciec" to w ogóle nie istnieje bo przecież go nie widzimy".
   Teraz sam odpowiedz na pytanie: Czy możesz pozwolić im znaleźć choćby jedną kamerę aby nie zrujnować całego przedsięwzięcia ?

Cytat:
> Czy wierzący nie mając dowodów (lecz wiarę) mogą czynić zło swobodnie?

Każdy, wierzący czy ateista "może" jeśli stanie przed wyborem pozwalającym zabrać czyjś portfel lub go oddać wybrać zło, co w żadnym wypadku nie oznacza, że spotka się z aprobatą.

Cytat:
> Czy może wiara w odgórne zakazy czyni ich przekraczanie nie tyle swobodnym, co (sądząc po grzeszności wyznawców) zwyczajnie 'po ludzku' .. atrakcyjniejszym?

   Mówisz zapewne o ludziach, którzy uważają, że "skoro Bóg z nami, to wszystko nam wolno".
Cóż:
"Mt 7:21-23
21. Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.
22. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?
23. Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!
(BT)"
Nie kradnij, znaczy nie kradnij, nie zabijaj to nie zabijaj i nie kłam znaczy nie kłam. Period.
Jeśli więc mówisz o ludziach, którzy TWIERDZĄ, że wierzą w odgórne zakazy ale "swobodnie je przekraczają", to przecież nie mówisz o wyznawcach, tylko hipokrytach i kłamcach...
I ja się z Tobą zgadzam, są miliony ludzi, którzy mówią o sobie "chrześcijanie" a swoim życiem udowadniają, że mają d.. dekalog. I zgadzam się, że wypełniać przykazanie miłości bliźniego jest czasem trudno. Znacznie łatwiej zareagować agresją, niż nadstawić drugi policzek. Łatwiej się obrazić, niż przyznać do błędu... Prościej posłużyć się "małym kłamstewkiem", niż powiedzieć prawdę, że z lenistwa nie przygotowało się raportu dla szefa.
Masz całkowitą rację, łamanie tych kliku podstawowych zasad o których mówił Jezus(Mk10:17,J13:34-35) ,
często wydaje się atrakcyjniejsze od trzymania się ich.
Każdy ma wolny wybór. Niech każdy wybiera. Okaże się, czy ktoś się o wypełnianie tych nakazów upomni, czy nie.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
09-12-2010 20:44 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Czy możesz pozwolić im znaleźć choćby jedną kamerę aby nie zrujnować całego przedsięwzięcia?
Nie znajdą żadnej kamery, bo jej tam nie będzie. Uważam, że instalacja podglądów czy podsłuchów dopuszczalna jest tylko w więzieniach a wśród bliskich mi osób byłaby poniżej ich (by już o własnej nie wspomnieć) godności.
"Całe przedsięwzięcie" wygląda jak zbudowane na etycznej ruinie.
>Każdy, wierzący czy ateista "może" jeśli stanie przed wyborem pozwalającym zabrać czyjś portfel lub go oddać wybrać zło, co w żadnym wypadku nie oznacza, że spotka się z aprobatą.
Nie wiem jak to jest z wierzącymi (i coraz mniej chciałbym wiedzieć) ale nie każdego czyny są podszyte domniemaniem cudzej aprobaty (może częściej dotyczy to dzieci).
Decyzje zwykłego dorosłego człowieka opierają się jak mniemam na świadomości, że jego działanie współtworzy świat (łącznie z zasadami moralnymi), nie jest zaś grą na pokaz wg cudzego scenariusza w czyimś 'folwarku'.
Takie rozróżnienie uważam za istotne - odnoszę wrażenie, że dokonywanie właśnie 'bezpańskich wyborów' nadaje człowiekowi podmiotowość.
>Każdy ma wolny wybór. Niech każdy wybiera. Okaże się, czy ktoś się o wypełnianie tych nakazów upomni, czy nie.
Także gdyby się nikt nie upominał albo nie miało "okazać się".

Pozdrawiam
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
>> Czy możesz pozwolić im znaleźć choćby jedną kamerę aby nie zrujnować całego przedsięwzięcia?
>Nie znajdą żadnej kamery, bo jej tam nie będzie. Uważam, że instalacja podglądów czy podsłuchów dopuszczalna jest tylko w więzieniach a wśród bliskich mi osób byłaby poniżej ich (by już o własnej nie wspomnieć) godności.

   Super, zaproponuj coś innego... Może po prostu zapytał byś ich, czy "byli grzeczni" ?
A jeśli niektóre z Twoich dzieci zaczęły by mordować inne? Gdyby okazało się, że kilku "brakuje" po Twoim powrocie? Świetnie, że trzymasz się swojej godności ale jeden z Twoich synów zabił innego...

Cytat:
> "Całe przedsięwzięcie" wygląda jak zbudowane na etycznej ruinie.

   Na czym polega ta "ruina" ?

Cytat:
>Nie wiem jak to jest z wierzącymi (i coraz mniej chciałbym wiedzieć) ale nie każdego czyny są podszyte domniemaniem cudzej aprobaty (może częściej dotyczy to dzieci).

   Nikt nie "musi" zastanawiać się nad światem, nad postępowaniem własnym, i innych ludzi. Przecież nie "musi" interesować Cię co myślą inni i dlaczego robią to, co robią. Nie "musisz" ze mną rozmawiać. Nie "musisz" zastanawiać się, czy to co robisz krzywdzi innych, czy nie, zwłaszcza, jeśli sam siebie uznasz za wyznacznik dobra i zła, za Twój własny "dekalog"...

Cytat:
>Decyzje zwykłego dorosłego człowieka opierają się jak mniemam na świadomości, że jego działanie współtworzy świat (łącznie z zasadami moralnymi), nie jest zaś grą na pokaz wg cudzego scenariusza w czyimś 'folwarku'.


   I co Ci z tej świadomości? Jeśli nikt nie patrzy, to zachowanie "na pokaz" niczemu nie służy i jest irracjonalne. Współtworzysz, jeśli inni patrzą. Jeśli nie, sam sobie jesteś sterem, żeglarzem, okrętem... Ty ustalasz zasady i dążysz do osiągnięcia korzyści. To jest racjonalizm, czyż nie? Nie wierzysz chyba, że powinieneś się stosować do ewolucyjnie wykształconych reakcji chemicznych które powodują, że odczuwasz wyrzuty sumienia, bo gdzie tu racjonalizm?

Cytat:
>Także gdyby się nikt nie upominał albo nie miało "okazać się".


   Z tego co zrozumiałem, uważasz, że pewne zasady są niezależne od czego/kogokolwiek i wierzysz, że należy postępować tak a nie inaczej? Skąd więc się w Tobie wzięły? "Wyewoluowały" ? Jeśli są wynikiem przystosowania to dlaczego się ich trzymasz? (jeśli tak jest), przecież to tylko przepływ elektronów..., substancje chemiczne które bez celu i przypadkiem skłaniają Cię do określonego postępowania... (Noo może w celu ułatwienia przetrwania Twoich genów...) Poddajesz się więc "władzy" "ślepego zegarmistrza" ale nie jesteś w stanie przyjąć autorytetu Boga? Dziwne.

Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
19-12-2010 13:25 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
A zatem uważasz, że racjonalista winien być niemoralny, gdyż inaczej nie byłby racjonalistą?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-12-2010 14:51 
 Ocena 3 na 3
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>"Read everything, Listen to everybody. Don't trust anything unless you can prove it with your own research."
>William Cooper
>1943-2001
>"Czytaj co się da, słuchaj każdego, nie wierz nikomu i niczemu, dopóki nie możesz tego sprawdzić samodzielnie."
>   Dawkins ma coś do powiedzenia. Warto się z tym zapoznać. Jezus ma coś do powiedzenia w ewangeliach. I z tym warto się zapoznać. Tyle mogę Ci poradzić.

Kubuś Puchatek rowniez ma coś do powiedzenia i warto się z tym zapoznać.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>Kubuś Puchatek rowniez ma coś do powiedzenia i warto się z tym zapoznać.
Nawet nie wiesz jak. Mimo pozorów bajki z głupiutkim misiem, niektóre przemyślenia bohaterów wydając się pozornie dziecinne często potrafią zmusić do refleksji.
09-12-2010 16:28 
 Ocena 2 na 2
tabrek (67 punktów)
>> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.
>Mnie również zastanawia odpowiedź na to pytanie. Ostatnio doznałem szoku. Mianowicie dowiedziałem się, że mój ulubiony mim-komik - Ireneusz Krosny jest osobą głęboko wierzącą, pisze rozważania o Bogu na podstawie Biblii: "Jeśli Bóg jest dla mnie kimś bliskim, jeśli myślę o Nim każdego dnia, jeśli się do Niego modlę, jestem w kontakcie z Nim, to cieszę się na wizytę w Jego domu. Na spotkanie z Nim, na fakt, że mam w końcu chwilkę czasu tylko dla Niego. Msza św. nie jest wówczas przykrym obowiązkiem, ale oczekiwaną chwilą spotkania. Jeśli nie ma we mnie tej radości na spotkanie z Panem, to znaczy, że powinienem zastanowić się nad moją relacją z Bogiem. Czy rzeczywiście jestem człowiekiem który wierzy w Boga, ufa w Jego Opatrzność, wszechmoc. Brak tej radości powinien dać dużo do myślenia. Zapytajmy więc samych siebie: czy cieszę się gdy idę do domu Pańskiego?". Po przeczytaniu tego tekstu myślałem że spadnę z krzesła. Co to ma być?!

Czy mógłbyś podać źródło tego cytatu z Krosnego?

> Zawsze sądziłem, że wiara to coś naiwnego, bez refleksji. I ciągle tak uważam, ale coś mi tu już nie pasuje. Kiedyś wpadł mi w ręce fragment tekstu Jana Pawła II... też było głębokie.

Mógłbyś podać konkretnie, który to tekst JPII uznałeś za "głęboki"? Który konkretnie fragment?

>Pewnego razu przeglądałem serwis Demotywatory i natrafiłem na coś takiego demotywatory.pl/2344818/Wiara-i-nauka i od tamtego momentu pojęcie wiary nie daje mi spokoju. Postanowiłem dalej poszukać katolików wśród znanych osób np. Szymon Hołownia, Jan Twardowski, Cejrowski, bokser Tomasz Adamek, Mietek Szcześniak, Paweł Kukiz... To mnie zszokowało. Bo to co czytałem np. u prof. Dawkinsa (np. na temat nauki i naukowców) i co wszyscy dobrze wiemy nt. wiary wydaje się kłócić z tym co właśnie odkrywam. Pomóżcie, bo już sam nie wiem....

Znane osoby przez Ciebie wymienione nie są naukowcami.
Jeszcze jedna uwaga: demotywator cytuje samych "starych" naukowców (data urodzenia w XIX wieku). Wśród współczesnych wybitnych naukowców zdeklarowanych teistów jest chyba jak na lekarstwo... Warto pamiętać, że dzisiejsza sytuacja, w której w miarę otwarcie można się przyznawać do swojego ateizmu, jest okupiona wieloma ofiarami. Nie dalej jak zaledwie 320 lat temu spalono na stosie Kazimierza Łyszczyńskiego za ateizm. To dosyć dobrze obrazuje, jaka była atmosfera dla ateistycznej myśli przez dłuugi czas...

Poza tym mówiąc o Bogu ci zacytowani naukowcy zapewne nie mają na myśli Boga Biblii, tylko np. Boga deistów. Od wiary w takiego Boga do katolicyzmu droga baaaardzo daleka...

I na koniec z ciekawości jeszcze jedno pytanie: dlaczego wybrałeś nick "stopmanipulacji"? Jaką konkretnie manipulację masz na myśli?
Pozdrawiam.
09-12-2010 17:33 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Czy mógłbyś podać źródło tego cytatu z Krosnego?

jak się w google wpisze, daje coś takiego:

>> Zawsze sądziłem, że wiara to coś naiwnego, bez refleksji. I ciągle tak uważam, ale coś mi tu już nie pasuje. Kiedyś wpadł mi w ręce fragment tekstu Jana Pawła II... też było głębokie.
>Mógłbyś podać konkretnie, który to tekst JPII uznałeś za "głęboki"? Który konkretnie fragment?

z tym gorzej

>>Pewnego razu przeglądałem serwis Demotywatory i natrafiłem na coś takiego...
a ja na cos takiego :

ot, każdy ma przemyślenia...

>I na koniec z ciekawości jeszcze jedno pytanie: dlaczego wybrałeś nick "stopmanipulacji"? Jaką konkretnie manipulację masz na myśli?

oj, ta dociekliwość ale tez mnie odpowiedź ciekawi


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Rafaela (2059 punktów)
> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni.
Przyznam, że i mnie to nurtuje niemal od zawsze. Zadziwia mnie, że wśród tej grupy ludzi tak dużo jest wierzących. Oczywiście to osobista sprawa każdego człowieka, ale jednak wydawać by się mogło, iż nie tylko ślepą wiarą, ale i nauką kierują się. Nawet zastanawiałam się czy sami hierarchowie kościelni są na pewno wierzący? Czy raczej dla części z nich jest to sposób na życie - ksiądz to zawód, a praca to głoszenie wiary? Nie bez podstawy zadaję te pytania, bo osobiście znam proboszcza z doktoratem, który nigdy się ze swoimi poglądami przede mną nie krył.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
> Nawet zastanawiałam się czy sami hierarchowie kościelni są na pewno wierzący?
Gdyby naprawdę wyznawali i praktykowali to co głoszą to świat byłby o stokroć lepszy.
Rafaela (2059 punktów)
>> Nawet zastanawiałam się czy sami hierarchowie kościelni są na pewno wierzący?
>Gdyby naprawdę wyznawali i praktykowali to co głoszą to świat byłby o stokroć lepszy.
Masz rację, szkoda, że ich praca to partanina...
Brzostowski (7067 punktów)
> Zawsze zastanawiało mnie... Z czego to wynika? Jak uważacie?

Racjonalistą też się bywa, a nie - jest.

To zwykła cecha ludzka - skłonność do hipokryzji.
Besaleelem (160 punktów)
> Zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie inteligentni, wykształceni mogą być religijni. (...) Dlaczego
>więc tak wielu wybitnych, inteligentnych ludzi jest religijnymi? (...)Z czego to
>wynika? Jak uważacie?

Zdarza się, że heurystyki wykształcone i wpojone są również skuteczne przy rozwiązywaniu problemów.
Stąd zdarzają się tacy inteligentni ludzie.

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365