 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 01-02-2013 17:46 | qzwx841 (9 punktów) | Problem z dziewczyna :)
2 na 2 | Witam, Po pierwsze chcialbym sie przywitac ze wszystkimi (wow nie wiedzialem ze ateisci maja wlasne forum i tylu nas jest  !) i podzielic z wami moim problemem. Jestem ateista od kilku lat (lepiej pozno niz wcale) jednak 8 miesiecy temu zaczalem sie spotykac z dziewczyna. Jej rodzina jest katolicka, ona jest wierzaca i na dodatek wierzy ze bedzie dala rade jak to mowi mnie "nawrocic" oczywiscie powiedzialem jej juz na samym poczatku ze jestem ateista i zadnego slubu nie bedzie ale widac nie przeszkdzilo jej to jednak o tym nawroceniu coraz czesciej slysze. Oczywiscie nie uda sie jej to a ja mam pytanie czy ktos byl w podobnej sytuacji jak ona sie zakonczyla i czy taki zwiazek ma sens. Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >przeszkdzilo jej to jednak o tym nawroceniu coraz czesciej slysze. Oczywiscie nie uda sie jej to a >ja mam pytanie czy ktos byl w podobnej sytuacji jak ona sie zakonczyla i czy taki zwiazek ma sens.
Dużo zależy od planowanej długości związku. W dłuższym okresie ktoś musi ulec albo wypracujecie sobie własne "terytoria" światopoglądowe i zaakceptujecie swoje odmienne zdanie. Zadawaj jej pytania i prowokuj do myślenia. Jeżeli jest inteligentna i otwarta na wiedzę, to wzbudzisz wątpliwości, a wtedy będzie już z górki. Jeżeli uparta i co gorsze nie tolerująca Twojej odmienności, to raczej nie ma sensu.
|
|
 | | qleer (9 punktów) | >Dużo zależy od planowanej długości związku. W dłuższym okresie ktoś musi ulec albo wypracujecie sobie własne "terytoria" światopoglądowe i zaakceptujecie swoje odmienne zdanie. Zadawaj jej pytania i prowokuj do myślenia. Jeżeli jest inteligentna i otwarta na wiedzę, to wzbudzisz wątpliwości, a wtedy będzie już z górki. Jeżeli uparta i co gorsze nie tolerująca Twojej odmienności, to raczej nie ma sensu.
Dziekuje za odpowiedz - mysle ze jest w miare inteligentna jednak duzym minusem jest tutaj jej rodzina co bedzie stanowilo problem w przyszlosci. Postaram sie pobudzic ja do myslenia i zobacze co z tego wyjdzie.
Pozdrawiam
|
|
4 na 4 | Fafciu (953 punktów) | Nie, nie ma. Ateista może na to w sumie nie zwracać uwagi, katolik nie. Zwłaszcza, że Twoja luba wyobraża sobie, że będzie jakąś Sonią Marmieładową. Ja ze swoim znajomym-katolikiem zwykle nie gadam o religii- dla mnie to zwykła wymiana poglądów, dla wierzących to sprawa życia i śmierci. Gdy się zdarzy, mam wrażenie że przemawia misjonarskim tonem. Szkoda mi chłopaka, liczę na wybawienie jego mózgu z mąk niebieskich. Wracając, skoro ja mam taki problem ze znajomym, co dopiero Ty musiałbyś mieć z narzeczoną. A może już masz?
Chyba, że masz siłę wygnać z niej zjawę, która ją dręczy, wbrew jej rodzinie. Tylko oczywiście jest ciężko czynić to z osobami z którymi jest się związanym emocjonalnie- bo z przekonywaniem ludzi do ateizmu łączy się angielskie powiedzenie sometimes you have to be cruel to be kind.
|
|
 | 1 na 1 | Dariusz Godyń (2403 punktów) | > Wracając, skoro ja mam taki problem ze znajomym, co dopiero Ty musiałbyś mieć z narzeczoną. A może już masz?Ja ten temat przerabiałem przez wiele lat, nie udało się. Na dłuższą metę nic nie daje wypracowanie własnego terenu i nie naruszanie terenu drugiej strony. Przyjdzie taka chwila, że dojdzie do konfliktu jednego następnego, jak Ciebie nie nawróci lub ty nie wybijesz jej bzdur z głowy to nie ma żadnej szansy. Z praktyki wiem, że osoby wierzące są bardzo uparte i odporne na perswazje jeżeli do tego dołączy się jej rodzina to twoje szanse są zerowe.
|
|
4 na 4 | Brzostowski (7067 punktów) | Problem znany i dość powszechny. Jeśli między Wami jest coś wartościowego, to Twoja niewiara a jej wiara nie będzie istotnym problemem. Mam kumpla, który kiedyś miał podobny problem. Rozwiązał to mniej więcej tak:
1. Powiedział dziewczynie, że przecież za nim ślub i te różne kwestie, to jeszcze kilka ładnych lat minie. Jeśli do tej pory nadal będą razem, a uczucie będzie silne (znaczy miłość), to przecież się porozumieją w tej sprawie (kochający się ludzie mieliby się niedogadać?). A ona przyznała mu rację.
2. Powiedział też jej, że nigdy nie będzie przeciwny jej wierze, tego że chodzi do kościoła, itd..., ale oczekuje, że ona też nie będzie go nagabywać/namawiać do powrotu na łono KK, itd. Na co ona się zgodziła.
Dzisiaj mają po ok. 50 lat i dwójkę uroczych dzieci (ochrzczonych, bo ona chciała). Jedno dziecię dość religijne jest (kiedyś schola, dziś jakieś zjazdy katolickich studentów po świecie). Drugie dziecię od ok. 10 lat już do kościoła nie chodzi, a w międzyczasie, zdążyło się z niego wypisać (a przynajmniej z tego co wiem próbowało), dzisiaj prowadzi swoją walkę w szkole córki o lekcje religii na końcu dnia (nieskutecznie niestety), a czasami coś pisuje na tym forum.
Dwa lata temu spiłem się na ich 25 rocznicy ślubu. Cały czas chodząc na spacery/do sklepu trzymają się za ręce.
Może zatem być pięknie ...
ale nie musi.
Jeśli natomiast cały czas Twoja dziewczyna lub Ty będziecie wracać do problemu wiary/niewiary, jeśli będzie Cię nawracać (co zapowiada) i to się dłużej utrzyma, moja rada: rzuć ją w cholerę, lepiej wcześniej niż potem przez lata się szarpać. A tego kwiatu jest pół światu ... chyba.
|
|
8 na 8 | mrSpock (2845 punktów) | Mnie zawsze zastanawiało dlaczego to zawsze ateista musi ustępować w związku. Musi godzić się na ślub no, bo z szacunku do swojej kobiety później chrzciny jak dziecko przyjdzie no, bo co ludzie powiedzą. W niedziele do kościółka i najlepiej nie mówić o tym, że się jest ateistą z szacunku do żony i rodziny żony. Ciągłe ustępstwa. Ale ja miałem podobną sytuację. Dałem sobie spokój trzeba mieć trochę szacunku do siebie
|
|
| qleer (9 punktów) | Dziekuje za wszystkie odpowiedzi  Macie w wielu przypadkach racje. Widac przedemna albo ciezka przeprawa (nie powiedzialem ze ona jest z wioski... czyli temat wydaje sie byc ciezszy niz przewidywaliscie) albo ciezka decyzja. > Gdy się zdarzy, mam wrażenie że przemawia misjonarskim tonem.Mi tez to sie zdarzylo - gdy probuje chociaz wspomniec o wierze czy ten temat nakrecic to od razu wstepuje w nia demon i sie po prostu nie da. > Przyjdzie taka chwila, że dojdzie do konfliktu jednego następnego, jak Ciebie nie nawróci lub ty nie wybijesz jej bzdur z głowy to nie ma żadnej szansy.Nie ma szans na nawrocenie nie znam nikogo kto by sie nawrocil i nigdy o takim przypadku nie slyszalem. > Jeśli między Wami jest coś wartościowego, to Twoja niewiara a jej wiara nie będzie istotnym problemem.Jeden post ktory daje mi nadzieje  ! Ciekawi mnie jedynie sprawa przyszlosci ja na pewno nie naleze do osob ktore by chcialy aby moje dzieci byly wychowywane w WIERZE. Jedynie toleruje w tym wypadku nauke i tylko nauke zero oglupiania! > Mnie zawsze zastanawiało dlaczego to zawsze ateista musi ustępować w związku.O takich ustepstwach juz z nia rozmawialem zgodzilem sie na slub cywilny cos tam mowila ze mnie przekona do koscielnego ale cos watpie... Mod: Pamiętaj, proszę, o polskich znakach diakrytycznych. Poprawna pisownia jest na tym forum wymogiem regulaminowym.
|
|
 | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > > Gdy się zdarzy, mam wrażenie że przemawia misjonarskim tonem.> Mi tez to sie zdarzylo - gdy probuje chociaz wspomniec o wierze czy ten temat nakrecic to od razu wstepuje w nia demon i sie po prostu nie da.A po co prowokujesz? Ani ona nie powinna Ciebie nakręcać, ani Ty ją. Po co to? > > Jeśli między Wami jest coś wartościowego, to Twoja niewiara a jej wiara nie będzie istotnym problemem.> Jeden post ktory daje mi nadzieje ! Ciekawi mnie jedynie sprawa przyszlosci ja na pewno nie naleze do osob ktore by chcialy aby moje dzieci byly wychowywane w WIERZE. Jedynie toleruje w tym wypadku nauke i tylko nauke zero oglupiania!Dzieci i przyszłość to duży kłopot, ale sam chrzest czy komunia, to jeszcze nic. Ważniejsze jest jakie przekażesz dziecku wartości, jak o sprawach światopoglądowych będziesz z dzieckiem rozmawiał. To jest ważniejsze niż sakramenty. Ale planując życie z osobą wierzącą, musisz być przygotowany na ewentualność akceptacji chrztu i komunii (potem to już dzieciak raczej sam będzie wiedział czego chce - o ile w domu będzie tolerancja światopoglądowa). Jeśli jednak jesteś już dzisiaj pewien, że nie zgodzisz się na chrzest, to daj sobie raczej spokój. > > Mnie zawsze zastanawiało dlaczego to zawsze ateista musi ustępować w związku.> O takich ustepstwach juz z nia rozmawialem zgodzilem sie na slub cywilny cos tam mowila ze mnie przekona do koscielnego ale cos watpie...Wg mnie chrzest dziecka jest ważniejszy dla katolika niż ślub kościelny, zatem raczej pogadaj z nią o tym: brak ślubu kościelnego, ale zgoda na chrzest dziecka.
|
|
|  | 1 na 1 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >Wg mnie chrzest dziecka jest ważniejszy dla katolika niż ślub kościelny, zatem raczej pogadaj z nią o tym: brak ślubu kościelnego, ale zgoda na chrzest dziecka.
Z punktu widzenia dziecka chrzest i slub rodziców to puste czary mary. Ślub kościelny w przypadku religijnej rodziny jest moim zdaniem znacznie praktyczniejszy, niż cywilny.
Niebezpieczeństwo jest w komunii, bo do niej jest wymagana wcześniejsza indoktrynacja, czyli molestowanie intelektualne.
|
|
3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Jestem ateista od kilku lat...jednak 8 miesiecy temu zaczalem sie spotykac z dziewczyna.
Cieeekawe... 'jednak' to partykuła podkreślajaca przeciwieństwo. Czyli mamy coś takiego: ateista, jednak zakochany. Czyżbyś przez kilka lat traktował ateizm jako formę celibatu?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | qleer (9 punktów) | >>Jestem ateista od kilku lat...jednak 8 miesiecy temu zaczalem sie spotykac z dziewczyna. >Cieeekawe... >'jednak' to partykuła podkreślajaca przeciwieństwo. >Czyli mamy coś takiego: ateista, jednak zakochany. >Czyżbyś przez kilka lat traktował ateizm >jako formę celibatu?
Nie doszukuj się nie wiadomo czego w tej wypowiedzi, partykuła "jednak" została użyta w celu wprowadzenia mojej historii i przybliżenia mojej sytuacji... czy w tym kontekście pasuje - nie wiem, humanistą nie jestem. Wytłumacz mi proszę o co Ci chodzi jakobym traktował ateizm jako formę celibatu
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Wytłumacz mi proszę o co Ci chodzi...
Chodzi mi o to, że myślę, jednak nie zawsze wiem, o co mi chodzi.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | | qleer (9 punktów) | >Chodzi mi o to, że myślę, jednak nie zawsze wiem, o co mi chodzi.
A ja myślę, że będzie najlepiej jak zakończymy tę rozmowę, gdyż troszeczkę zboczyliśmy z kursu tego tematu.
|
|
 | Adaś MiaŁczyński (1403 punktów) (zablokowany) | >>Jestem ateista od kilku lat...jednak 8 miesiecy temu zaczalem sie spotykac z dziewczyna. >Cieeekawe... >'jednak' to partykuła podkreślajaca przeciwieństwo. To przeciwieństwo w postaci katolickości dziewczyny ostatecznie wystąpiło, choć odroczono je do kolejnego zdania. W wypowiedzi ustnej nie dałoby się postawić zarzutu, ale w piśmie widać kropkę. Więc grzech jest, ale nie śmiertelny.
|
|
1 na 1 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Ateiści są z natury przyzwyczajeni do przebywania z osobami wierzącymi. W drugą stronę tak nie jest. Ogólnie jeśli macie różne poglądy w sprawach metafizycznych to nic złego. Jeśli macie różnych znajomych to też nic złego. To normalne że jak się jest w związku z osobą wierzącą to czasem się pójdzie do kościoła, a ona będzie słuchać żartów Twoich znajomych na temat kościoła. Problem zaczyna się jeżeli dotyczy to długoterminowych kwestii. Ja wiem że jak się jest w związku kilka miesięcy to się o tym nie myśli, ale jeśli chce się związać z taką partnerką na dłużej to później mogą pojawić się dzieci i wtedy jest zasadniczy problem, kiedy nagle wychodzi, że każdy rodzic ma odmienne podejście do wychowania. To strasznie psuje relację. Inna rzecz to sprawy intymne. Większość katolików i katoliczek raczej nie ma z tym problemu, bo przecież w większości to są normalni ludzie. Jeśli jednak trafiasz na osobę, która przenosi religię do łóżka to to jest poważny problem w długoterminowym związku. Nie służy, ani Tobie, ani jej. A takich problemów może być mnóstwo, jak chociażby antykoncepcja idzie w odstawkę albo małe zaangażowanie w sprawach łóżkowych. Takie rzeczy naprawdę potrafią psuć związek. Jeśli dziewczyna chce Cię nawracać to niestety nie wróży to nic dobrego, bo oznacza to tyle, że nie podoba jej się, że jesteś ateistą. A to nie jest kwestia tego w jakim kolorze ubierasz sweter, co może Cię w ogóle nie obchodzić i dla niej mógłbyś założyć niebieski zamiast czerwonego. Jeżeli interesuje Cię czy taki związek ma sens to usiądź i poczytaj artykuły na racjonaliście jak np. wyglądają związki osób niewierzących to jest poważny temat, z którym musi się uporać każda para, która chce ze sobą być. Jest mnóstwo historii z dwóch stron w internecie od osób, które poukładały sobie takie związki albo wręcz przeciwnie. Niektórzy by powiedzieli, że to kwestia kompromisu, ale kompromis to moim zdaniem najgorsze z możliwych rozwiązań w każdej sytuacji, ponieważ kompromis nawet w porównaniu do porażki jednej ze stron nie przynosi nikomu zwycięstwa i polega na uleganiu. Jeśli jako para myślicie poważnie o wspólnym życiu i chcecie wiedzieć czy Wasz związek ma sens powinniście zamiast myśleć o dzisiaj myśleć o jutrze i zamiast myśleć o kompromisach myśleć o kooperacji. To nie jest kwestia rozmowy między Tobą, a kimś z internetu, ale między Tobą, a Twoją partnerką. To z nią powinieneś porozmawiać jak widzi waszą wspólną przyszłość i jaki związek chcecie stworzyć. Od nikogo z internetu się nie dowiesz jakie Twoja dziewczyna ma plany związane z Tobą. Poszukaj na forach dyskusyjnych wypowiedzi albo na portalach opisów jak pary o różnych przekonaniach poukładały sobie życie, co o tym myślą, co o tym czują. Wyślij linki swojej dziewczynie i poproś żeby ona wysłała Ci te, które ją zaciekawią. Później o tym porozmawiajcie, spróbujcie zrozumieć się nawzajem. I ważne żeby to była normalna rozmowa oparta na zrozumieniu i chęci budowania wspólnej relacji, a nie próba udowodnienia drugiej osobie, że nie ma racji. Istotne jest zbudowanie porozumienia. Jeśli podczas takiej rozmowy okaże się, że oczekujecie zupełnie innych rzeczy w życiu to trudno. Lepiej dzisiaj niż za parę lat. Z drugiej strony z doświadczenia wiem, że podczas takiej rozmowy partnerom łatwiej jest opowiedzieć o swoich obawach (o których z reguły nie mówią) i wzajemnie rozwiać swoje wątpliwości. Piszę to z własnego doświadczenia. Sam kiedyś bardzo długo trwałem w związku bez przyszłości. Nie ma nic gorszego niż robienie czegoś wbrew sobie. Wiem jak nieudany może być związek ateisty z katoliczką i jak udany może być związek ateisty z katoliczką 
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | | Absurdalna Abstrakcja (325 punktów) | >Ateiści są z natury przyzwyczajeni do przebywania z osobami wierzącymi. W drugą stronę tak nie jest. Świetnie ujęte. >Jeśli dziewczyna chce Cię nawracać to niestety nie wróży to nic dobrego, bo oznacza to tyle, że nie podoba jej się, że jesteś ateistą. To pachnie nietolerancją, a ta raczej wyklucza jakieś głębsze uczucia, no bo jak tu...brać z dobrodziejstwem inwentarza?
C z ł o w i e k - to nie brzmi dumnie. Już nie.
|
|
2 na 2 | Przemek Braniecki (694 punktów) | Zupełnie nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że nie ma dla Twojego związku nadziei. Przed przeszło dwudziestoma laty poznałem moja obecną żonę. Jak łatwo się domyślić była osobą wierzącą. Wiele lat konfrontowaliśmy swoje przekonania i dziś mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że mój światopogląd bezapelacyjnie zwyciężył.
Moją strategię nazwałbym cierpliwą metodą małych kroków. Na początku musisz uświadomić dziewczynie, że religia i kościół to dwie zasadniczo różne rzeczy. Następnie pokażesz, że religia i wiara to nie to samo i dojdziesz do miejsca gdzie spór zaczyna ogniskować się wokół pojęcia Bóg. Jeśli uda Ci się przekonać dziewczynę, że Twój Bóg to natura (panteizm), a Twoja wiara to racjonalizm (czasami trzeba trochę konfabulować), będziesz już blisko celu. Każdy przywiązany do "życia z Bogiem w sercu" będzie się buntował na myśl o takiej stracie, ale odpowiednie przedefiniowanie kluczowych pojęć umożliwi istotną zmianę jego sposobu myślenia. Ostateczna konstatacja w przypadku mojej żony dokonała się sama. Operowanie takimi pojęciami jak Bóg, wiara czy religia sugeruje odwoływanie się do tradycyjnego, infantylnego światopoglądu lansowanego przez kościół. Chcąc się od tej wizji odciąć, musiała ona zmienić swój język i przestała chować się za pojęciami, które stanowią o sile tej "konstrukcji". Stała się ateistką, bo intelektualna uczciwość nie dała jej wyboru. Zajęło to "nam" piętnaście lat.
|
|
 | 2 na 2 | Miłosz Michałowski (1657 punktów) | Na szczęście u mnie poszło szybciej i dość łagodnie, choć dokładnie rzec ujmując moja dziewczyna przeszła na razie na agnostycyzm łamany przez panteizm  Z tym że nie przypisuje sobie tu wielkich zasług - to raczej wynik jej własnej intelektualnej drogi; gdy się poznaliśmy była świeżo po powrocie na łono Kościoła (przeżyła wypadek samochodowy, w którym zginął nasz wspólny znajomy. Jego śmierć to była śmierć, ale jej przeżycie to była interwencja boża - dość szybko wytknąłem jej tę niespójność, gdyż taki sposób rozumowania zawsze mnie irytuje) - zasiałem ziarno  W każdym razie ukochana chodziła co niedzielę do kościoła, co wieczór się modliła etc. Nie wtrącałem się, nie komentowałem. Zdarzały nam się ożywione dyskusje (dzięki Ci, Richardzie Dawkinsie  , ale dzięki nim wiele się o sobie dowiedzieliśmy - ukochana znała mnie, ale mimo tego zadawała klasyczne pytania: co w co wierzysz, co cię inspiruje, skąd czerpiesz przeżycia "duchowe" etc. Dzięki tym rozmowom zrozumiałem, że jej powrót do "łaski" wiary to efekt strachu (w wyniku traumy, którą przeszła), dostrzegłem też jakiej ekwilibrystyki umysłowej musi dokonywać, by godzić wiarę i dogmaty ze swoimi przekonaniami etycznymi - na szczęście koniec końców wyszła zwycięsko z tej walki  W międzyczasie, w zasadzie na początku związku ustaliliśmy, że w przyszłości, jeśli dojdzie co do czego, to ślubu kościelnego nie będziemy brali, ale o kwestii chrzczenia dzieci zapomniałem  Po obejrzeniu filmu Dawkinsa doszedłem do wniosku, że muszę ten temat poruszyć. Po początkowym oporze ukochana przyznała mi rację - dlaczego w imię jej widzimisię mamy ograniczyć wolność dziecka, wolność i tak ograniczoną, bo dziecko nie może wyrazić swojego zdania w kwestii chrztu. Powiedziałem, że jak brzdąc dojrzeje i będzie chciał/a do Kościoła wstąpić, to tak uczyni, ale to będzie jego/jej decyzja. W każdym razie, z czasem dziewczyna poczuła, że zasady KK ją uwierają i "flirtowała" z ewangelikami, a z czasem zarzuciła wszelakie praktyki i skupiła się na życiu tu i teraz. I po problemie - naprawdę niewiele musiałem robić. Tu i ówdzie zasiałem ferment, resztę zrobiła jej inteligencja i... niezawodna logika  @ qzwx841 - na szczęście w przeciwieństwie Ciebie nie istniał u nas problem w postaci głęboko wierzącej rodziny. Niemniej mam koleżankę w pracy, której sytuacja wygląda podobnie, z tym że to ona jest, jak mówi, "głęboko wierząca" (co oczywiście nie przeszkadza żyć z kolejnymi chłopakami bez ślubu  , a jej obecny chłopak jest ateistą. Nie znam ich na tyle dobrze, żeby powiedzieć jak to wygląda "od środka", ale jakoś dają sobie radę - pewnie w przyszłości skończy się się klasycznym "kompromisem", czyli ślub kościelny i chrzest, ale z czasem kto wie. Dziewczyna pochodzi z małego miasteczka pod Rzeszowem, teraz mieszkają w Wawie, może izolacja od ultra-katolickiej rodziny (jej własne słowa) skruszy wieloletni beton indoktrynacji. qzwx841, trudno udzielać rad i ferować wyroków stylu, ten związek ma sens lub nie ma sensu. To ty jesteś w tym związku, ty wiesz najlepiej i ty musisz podjąć decyzję. Mogę tylko powiedzieć, że gdyby moja dziewczyna swego czasu próbowała mnie nawrócić lub wspominała, że będzie chciała to uczynić, to chyba bym się pożegnał - wiem, że ja bym takiej atmosfery nie zniósł. Myślę, że dobrym pomysłem byłaby szczera, choć zapewne niełatwa, rozmowa z dziewczyną - o granicach, o tym, czy zgadzacie się, że się nie zgadzacie (w kwestiach metafizycznych) i czy możecie dać sobie przestrzeń i ją poszanować (w tym zakresie). Ale to ja. Musisz sam podjąć decyzję. Powodzenia.
|
|
3 na 3 | panTeista (6808 punktów) | > (wow nie wiedzialem ze ateisci maja wlasne forum i tylu nas jest !)Ateiści mają własne forum tu: www.ateista.pl/> jednak o tym nawroceniu coraz czesciej slysze.To zapowiedź braku tolerancji dla odmienności waszych przekonań. Raczej niedobrze wróży. Nie mam w tej kwestii doświadczenia. Wydaje mi się że szans należałoby upatrywać w poszanowaniu odmienności, a nie próbie zmiany. Trzeba się zawczasu dogadać w kwestii chrztu dziecka i chodzenia na religię.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | > Witam,Powitać nowego użytkownika  > (wow nie wiedzialem ze ateisci maja wlasne forum i tylu nas jest !)To nie jest forum ateistów, tylko racjonalistów. > jestem ateista i zadnego slubu nie bedzieMoże cywilny by się nadał?
|
|
 | | qleer (9 punktów) | >To nie jest forum ateistów, tylko racjonalistów. Dla mnie troszkę racjonalizm = ateizm. Nie znam teistów którzy byli by racjonalistami bo to się wyklucza...
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|