 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 12-10-2008 10:27 | placownik (17853 punktów) | Feminizm a macierzyństwo
3 na 5 |
Tak było. Jak widać, nie tylko na plakatach. Choć bliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że tak miało być. Wizja kariery kierowcy traktorowego samodzielnego zawróciła w głowie tylko nielicznym paniom. Przez większość, nachalne zachęty podejmowania przez kobiety prac zastrzeżonych dotąd zwyczajowo dla mężczyzn, były odbierane jako kolejny przykład wynaturzeń, do jakich nieuchronnie prowadzą rządy komuny. Dzisiaj, powoli zapominamy o komunie, i naszych pań nikt już nie zachęca. Nie musi. Same, nie przymuszane przez nikogo, robią wszystko, aby udowodnić, że mogą (i chcą?) robić to samo co panowie. Co więcej, w swych staraniach idą znacznie dalej. Nie chcą robić tego, czego panowie robić nie mogą. Nie chcą rodzić dzieci, doprowadzając ideę równouprawnienia do tragicznego absurdu. Zapraszam do dyskusji | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
8 na 10 | Róża (601 punktów) | Nie chcą robić tego, czego panowie robić > nie mogą. Nie chcą rodzić dzieci, doprowadzając ideę równouprawnienia do tragicznego> absurdu.Czy wszystkie kobiety związane z feminizmem nie chcą rodzić dzieci? Jedno nie wyklucza drugiego i uważam, że Pańskie wnioski są błędne. Nie ma co generalizować i utożsamiać feministkę z krwiożerczym, wąsatym babo-chłopem, który w dodatku nie chce rodzić dzieci  A tak ku wiadomości: feminizm, ma różne odmiany od konserwatywnego po liberalny  ciągle panuje przekonanie, że feministka to właśnie kobieta, która kobietą nie chce być. Bzdura i uprzedmiotowienie. To moje zdanie na ten temat.
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
 | | placownik (17853 punktów) |
Chętnie zapoznałbym się z przykładami wypowiedzi feministek dążących do tego, aby każdej kobiecie zapewnić możliwość spełnienia jej najskrytszego marzenia, jakim jest posiadanie przynajmniej dwójki dzieci.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 2 na 6 | Róża (601 punktów) | > Chętnie zapoznałbym się z przykładami wypowiedzi feministek dążących do tego, aby każdej kobiecie zapewnić możliwość spełnienia jej najskrytszego marzenia, jakim jest posiadanie przynajmniej dwójki dzieci.Sofizmaty. Pan sobie doskonale zdaje z tego sprawę  odsyłam do głębszych przemyśleń, bo z Pańskiej wypowiedzi dość pokrętnej (jakby tylko kobiety miały jedno marzenie, jeden cel i jedno powołanie) można wysnuć bardzo smutne wnioski. Powstrzymam się jednak z racji uprzejmości od riposty. Temat uważam za skończony.
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| |  | 1 na 3 | placownik (17853 punktów) |
>z Pańskiej wypowiedzi dość pokrętnej (jakby tylko kobiety miały jedno marzenie, jeden cel i jedno powołanie) można wysnuć bardzo smutne wnioski.
Nie pisałem o celu, nie pisałem o powołaniu. Pisałem, pokrętnie - to prawda, tylko o marzeniu. O marzeniu, które nie tylko nie jest jedyne, ale nawet nie najważniejsze, co powoduje, że jego realizacja odkładana jest tak często na święty nigdy.
>Temat uważam za skończony.
Tego tematu nie da się zamieść pod dywan. Dogoni nas wszystkich prędzej czy później, niezależnie od tego, czy tego chcemy, czy nie.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | 2 na 4 | Róża (601 punktów) | > Nie pisałem o celu, nie pisałem o powołaniu. Pisałem, pokrętnie - to prawda, tylko o marzeniu. O marzeniu, które nie tylko nie jest jedyne, ale nawet nie najważniejsze, co powoduje, że jego realizacja odkładana jest tak często na święty nigdy.> Tego tematu nie da się zamieść pod dywan. Dogoni nas wszystkich prędzej czy później, niezależnie od tego, czy tego chcemy, czy nie.Czytałam tutaj wypowiedź niejakiego Dudy - bardzo realistycznie napisał o podejściu kobiet do wydawania na świat potomstwa, o obawach i odpowiedzialności za istnienie. Dodam, ze zasiłek rodzinny wynosi na pierwsze dziecko 48zł. To naprawdę marna pociecha dla kobiet. Proszę tak ostro płci pięknej nie deprecjonować minęły czasy, gdy za czwórkę dzieciaków dodawano tatusiowi order do garnituru  a także czasy, gdy kobieta miała rodzić, by wojsko nie ubożało na żołnierzach. Po Pańskich wypowiedziach mogę dodać, ze nastała era innej motywacji: dopingujmy kobiety, bo kto będzie na emerytury nasze zarabiał. Kobiety chcą dla swoich latorośli godnych warunków życia, stąd wielodzietność to znikomy procent społeczny.
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| | | |  | 1 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | >> Nie pisałem o celu, nie pisałem o powołaniu. Pisałem, pokrętnie - to prawda, tylko o marzeniu. O marzeniu, które nie tylko nie jest jedyne, ale nawet nie najważniejsze, co powoduje, że jego realizacja odkładana jest tak często na święty nigdy. >> Tego tematu nie da się zamieść pod dywan. Dogoni nas wszystkich prędzej czy później, niezależnie od tego, czy tego chcemy, czy nie. >Czytałam tutaj wypowiedź niejakiego Dudy - bardzo realistycznie napisał o podejściu kobiet do wydawania na świat potomstwa, o obawach i odpowiedzialności za istnienie.>
Ja już się gubię:
Agnosiewicz- podobno- nie jest kobietą...teraz Duda...
...ogłaszam wejście w życie scenariusza "Seksmisji" !!! ...
...który to- nie wiedzieć czemu- jest ulubionym filmem feministek wszelakiego autoramentu (służę nazwiskami)... czyżby wszystkie zasypiały przed końcem tego, wybitnie męsko-realistycznego (szowinistycznego?), obrazu?-
czy też skrycie, wbrew deklarowanym poglądom, marzą (osobiście?) o takim zakończeniu tej, pouczającej historyjki?
Może innym powodem jest, że to mężczyźni bardziej realistycznie patrzą (nie wiedzieć czemu?) na rzeczywistość niż feministki?
Miłego dnia
|
|
| | | | |  | | Róża (601 punktów) | Widzę Pańskie święte oburzenie, gdyż każdą moją wypowiedź tutaj wypunktował Pan -1  mam czuć się przez to wyróżniona? "Mizoginizm da się leczyć" - hasło manify 2008 Kraków  Pozdrawiam serdecznie. Prawdziwa mądrość głowy nie chowa w piasek  Bez zemsty z mojej strony  bez punktów dla Pana choć przyznam, że zastosował Pan argumentum ad absurdum w swojej wypowiedzi.
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| | | | | |  | 2 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | > Widzę Pańskie święte oburzenie, gdyż każdą moją wypowiedź tutaj wypunktował Pan -1 mam czuć się przez to wyróżniona?"Mizoginizm da się leczyć" - hasło manify 2008 Kraków Pozdrawiam serdecznie. Prawdziwa mądrość głowy nie chowa w piasek Bez zemsty z mojej strony bez punktów dla Pana choć przyznam, że zastosował Pan argumentum ad absurdum w swojej wypowiedzi.>Cóż, jaka "impra" takie hasełko  ... Można też dorzucić: "feministki w kosmos!", ale mogłoby to być źle zrozumiane, nie jako misja astronautek... podobnie jak "feministki do podziemia" nie kojarzy się z pracą górniczek, albo "mężczyzna garownik" niewiele ma wspólnego z gotowaniem. A minusy...?- hmm, ogólnie nie lubię ideologii z akcentem na "naciągane", za jaką uważam feminizm. Nie mam ambicji znać się na wszystkim, jak niektórzy, lecz mam prawo do aprobaty- lub nie- dla tekstów/poglądów, w formie "+" lub "-", jak to jest przyjęte na tym forum. > Pozdrawiam serdecznie>Równie (a jakże) serdecznie pozdrawiam. Ps. Czy jako opozycyjne do hasełka "mizoginizm da się leczyć" , mogę przyjąć "feminizm jest nieuleczalny" ?
|
|
| | | | | | |  | -1 na 1 | Róża (601 punktów) | Może Pan nawet wetknąć sobie w wielkie poważanie flagę ze swoim hasłem i pomerdać męską częścią ciała na znak sprzeciwu  mnie nic do tego. "Ma pan umysł otwarty, niestety na przestrzał", z takimi postulatami. Koniec dyskusji.
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > Może Pan nawet wetknąć sobie w wielkie poważanie flagę ze swoim hasłem i pomerdać męską częścią ciała na znak sprzeciwu mnie nic do tego. "Ma pan umysł otwarty, niestety na przestrzał", z takimi postulatami.>Już zacząłem z rozpędu (i grzeczności wrodzonej) wtykać i merdać, lecz doczytawszy "mnie nic do tego"...zrezygnowałem... bo cóż to za przyjemność, gdy się nie ma dla kogo poświęcać  Próbowałem rozgryźć rys emocjonalny Autora/ki hasełka "Mizoginizm da się leczyć" w kontekście manifki krakowskiej ...lecz też zrezygnowałem...przecie Autorowi/Autorce w tym "kaftaniku" do twarzy. Zacząłem słuchać (gwoli odprężenia) "Tanga z różą w zębach", lecz uporczywie i nachalnie słyszałem w podtekście: "Twista z gwoździem w bucie". > Koniec dyskusji>Jestem "za". Życzę miłego wieczoru
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | LEGION. (3161 punktów) | Cytat:"Mizoginizm da się leczyć" - hasło manify 2008 Kraków Gdzie? Przydałaby mi się taka kuracja.
Prawo jest jak płot - żmija zawsze się prześliźnie, tygrys zawsze przeskoczy, tylko bydło stoi i czeka.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | lotrek (14275 punktów) |
>Czytałam tutaj wypowiedź niejakiego Dudy
Kopernik był mężczyzną a Duda jest kobietą, stąd pewnie to realistyczne spojrzenie....
|
|
| | | | |  | 3 na 5 | Adamiak (36436 punktów) | >>Czytałam tutaj wypowiedź niejakiego Dudy >Kopernik był mężczyzną a Duda jest kobietą, stąd pewnie to realistyczne spojrzenie....>
Hmm, co do Kopernika to jestem pewien...
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Róża (601 punktów) | >>>Czytałam tutaj wypowiedź niejakiego Dudy >>Kopernik był mężczyzną a Duda jest kobietą, stąd pewnie to realistyczne spojrzenie....>Hmm, co do Kopernika to jestem pewien... Coraz mniej sensownie Pan pisze i ciągle podpina komentarze pod moje wypowiedzi. Lubi Pan podgryzać łydki? Grzecznie Pana proszę jeśli nie ma Pan kośćca to niech Pan łaskawie nie wyłazi ze skóry. Uszanowanie.
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 6 | Adamiak (36436 punktów) | > >>>Czytałam tutaj wypowiedź niejakiego Dudy> >>Kopernik był mężczyzną a Duda jest kobietą, stąd pewnie to realistyczne spojrzenie....>Hmm, co do Kopernika to jestem pewien...> Coraz mniej sensownie Pan pisze...>Nie mam wpływu na Pani niezrozumienie tekstów...choć nie żałuję. > Lubi Pan podgryzać łydki? >Niekoniecznie. Jeśli nawet, to kierując się dość...wysublimowanym gustem, więc- doceniając kokieteryjną- w podtekście- propozycję, dziękuję, nie skorzystam. > Grzecznie Pana proszę jeśli nie ma Pan kośćca to niech Pan łaskawie nie wyłazi ze skóry.>Te kwestie również sam rozstrzygam, choć w pełni doceniam ideologiczny takt i niszową kindersztubę z akcentem na kobiecą elegancję prośby. > ...i ciągle podpina komentarze pod moje wypowiedzi.>Zapewniam Panią, że to przez nieuwagę (pewien byłem, iż "podpinam się" pod tekst "lotreka")... solidaryzując się w pełni z Pani obrzydzeniem. > Uszanowanie.>Czuła, z mojej strony, wzajemność
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Róża (601 punktów) | > >Uszanowanie.>Czuła, z mojej strony, wzajemność Widzę, że lubi Pan prowokować. Tanie chwyty. Pozdrawiam i więcej nie odpiszę na tego typu kpiny, bo niektóre osoby należy sowicie wynagrodzić ignorowaniem, by dały sobie spokój. Co czynię z rozkoszą.
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 5 | Adamiak (36436 punktów) | > >>Uszanowanie.>Czuła, z mojej strony, wzajemność > Pozdrawiam i więcej nie odpiszę na tego typu kpiny...>"Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości." - Mark Twain
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Róża (601 punktów) | >"Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości." > - Mark Twain Odpowiem fraszką Tuwima na takie persony jak Pan:
"Próżnoś repliki się spodziewał, Nie dam ci prztyczka ani klapsa Nie powiem nawet:"Pies cię j...ł"- Bo to mezalians byłby dla psa"
To wszystko wyjaśnia Panu? Żegnam.
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | >>"Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości." >> - Mark Twain >Odpowiem fraszką Tuwima na takie persony jak Pan: >"Próżnoś repliki się spodziewał, >Nie dam ci prztyczka ani klapsa >Nie powiem nawet:"Pies cię j...ł"- >Bo to mezalians byłby dla psa" >To wszystko wyjaśnia Panu? Żegnam.
... a jednak: "... odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości"...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Róża (601 punktów) |
> ... a jednak: "... odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości"...> J/W Ma Pan parcie na ubliżanie. Śmieszy mnie już Pańskie ripostowanie wypowiedzi. Całkiem nieźle wychodzi Panu błazenada, ale pajacownie jest modne w polityce. Żegnam i pisz Pan co Pan chcesz  tylko się pośmieje. Z drugiej strony mogłabym odmienić Pana przez wszystkie przypadki, tylko co to da? Może nauczy się Pan klasy i szacunku w końcu? Ale chyba to myślenie życzeniowe teraz-do pewnych ludzi argumenty nie trafiają, tak jak słowo:"ignoruję Pana". Kalecz Pan swój język dalej. "Inteligencja jest warstwą ochronną przed chamstwem"-tym się kieruję w życiu. Zamykam dyskusję z Panem raz na zawsze. I tak uraczy mnie Pan jakąś ciętą wypowiedzią-dla własnej satysfakcji i rechotu. Żałosne 
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > >>>Uszanowanie.>Czuła, z mojej strony, wzajemność > >Pozdrawiam i więcej nie odpiszę na tego typu kpiny...>"Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości."> - Mark TwainAdamiak, Adamiak, co Ciebie wzięło? Zdjęcie, czy te 27?  Może dołączymy do grona muz, jako Muzę Jadowitą ?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Róża (601 punktów) | > Adamiak, Adamiak, co Ciebie wzięło? Zdjęcie, czy te 27? > Może dołączymy do grona muz, jako Muzę Jadowitą ?Traktując w ten sposób uczestnika forum: sugerując się wiekiem, czy płcią sir witwos-tracisz Ty i Tobie podobni w moich oczach. Jeśli mamy rozmawiać, to wyłącznie na równych prawach, innych propozycji nie przyjmuję do wiadomości. Śmieszą mnie w pas tego typu naloty (bo to cecha ćwierćinteligencji), dlatego apeluję do was: traktujmy się z szacunkiem i klasą. Odwdzięczę się tym samym, inaczej będę sukcesywnie ignorować zaczepki zakrawające na mizoginizm. Mam dobre zdanie o uczestnikach forum, niektórzy autentycznie są godni uwagi i reprezentują wysoki poziom. Pozdrawiam.
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > >Adamiak, Adamiak, co Ciebie wzięło? Zdjęcie, czy te 27? > >Może dołączymy do grona muz, jako Muzę Jadowitą ?> Traktując w ten sposób uczestnika forum: sugerując się wiekiem, czy płcią sir witwos-tracisz Ty i Tobie podobni w moich oczach. Jeśli mamy rozmawiać, to wyłącznie na równych prawach, innych propozycji nie przyjmuję do wiadomości. Śmieszą mnie w pas tego typu naloty (bo to cecha ćwierćinteligencji ), dlatego apeluję do was: traktujmy się z szacunkiem i klasą. Odwdzięczę się tym samym, inaczej będę sukcesywnie ignorować zaczepki zakrawające na mizoginizm.Wyznanie ćwierćinteligenta. Szedłem przez park, Tęskniąc za malutką stópką Pięknej muzy Awitu. W miłej porze blisko świtu Napotkałem kwiat róży, Oniemiałem z zachwytu. Podchodzę bliżej ostrożnie, Może mi się wierszyk machnie? Chyba nie. Kwiatek ładny, Ale jakoś brzydko pachnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
A może coś na temat? Może być wierszem.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > A może coś na temat? Może być wierszem.
Nie mogę Ci nie przyznać racji Pogadajmy, na ten temat miły.... Prokreacji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Małgorzata (3242 punktów) | > A może coś na temat? Może być wierszem. Prosisz - masz: Wojtku, placowniku, kolego, mężczyzno,
Miły jesteś, nie przeczę, lecz coraz mniej na świecie Mężczyzn, którym kobieta z chęcią powierzy swe dziecię W bólach przecież na ten padół łez wydać je musi A ten świat wciąż i wciąż czymś nowym kusi  Chciałoby się zakosztować - jak Ewa - owocu rajskiego Nie bacząc na skutki, często opłakane, żywota ziemskiego I cóż z tego, że dzieci tak mało na świat wydałam? Więcej mieć - tak trudno Ci uwierzyć? - nie chciałam Co mam w zamian za tę wadę, według Ciebie, niewątpliwą? Nieskromnie wymienię: władzę i zapłatę za me trudy godziwą Na motocyklu jeżdżę, tak mi się zdaje, lepiej od Ciebie A czuję się wtedy jak Ewa w raju, nie! - jak w niebie Z matematyką - nie uwierzysz - zawsze było mi po drodze Na swoich studentach - mężczyznach zawiodłam się srodze Bo przez wieki wmawiano takim kobietom jak ja Że tylko mężczyzna bez żadnego trudu rozwinie pi do dwa A na egzaminie u rudej pani od statystyki Tracą nie tylko głos, ale sporo z ciała dynamiki
Kto jest wreszcie górą? Kto tym wszystkim rządzi?
Wy, coraz bardziej odważni, przed i po kielichu rzecz jasna? Nie, to my, baby, koniec, finito, the end, kropka i basta! Mnie i moim koleżankom, jasne - feministkom - bardzo często już to zwisa Bo wiemy doskonale, że to z powodu Finkelhora teorii miękkiego penisa Pozdrawiam
kol jom hu hizdamnut chadasza
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >> A może coś na temat? Może być wierszem. > Prosisz - masz:
Każda Amazonka co na rączym traktorze Patrzy na swe pole, te co właśnie orze. Nie można jej nie przyznać oczywistej racji, Chłop potrzebny jest , w celu prokreacji.
Ale w akcie życia tworzenia, sprawa taka Można się dorobić nieszczęścia, chłopaka. Co wtedy gromowy Zeusie, jemu coś zwisa Macha na prawo i lewo, narządem penisa.
Dla rudowłosej Antiope problem to mały Można podjechać nad brzeg morza Jednym szybkim kopem, strącić ze skały.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | jkl; (5859 punktów) | Nie będę tu tworzyć zbyt wielu linijek- Dążmy do świata szczęśliwych lesbijek!
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Róża (601 punktów) | > Wyznanie ćwierćinteligenta.> Szedłem przez park,> Tęskniąc za malutką stópką> Pięknej muzy Awitu.> W miłej porze blisko świtu> Napotkałem kwiat róży,> Oniemiałem z zachwytu.> Podchodzę bliżej ostrożnie,> Może mi się wierszyk machnie?> Chyba nie. Kwiatek ładny,> Ale jakoś brzydko pachnie.>  Szukał więc dalej witwos z nosem w chmurach muzy Awitu wysoko, kędy niebieskie migdały, tej co mu ulży wymownie Stópką, stopą procentową, stopką literacką fetyszem dosłownie Kręcił nosem bez zachwytu, miny strojąc niewybredne, zasłaniając się zapachem, A nie wiedział niedołęga - tu dzwon bije: "Wielka trwoga!" Że kwiaty pachną upajająco ale na grobie wroga.
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | > ...Napotkałem kwiat róży,> Oniemiałem z zachwytu.> Podchodzę bliżej ostrożnie,> Może mi się wierszyk machnie?> Chyba nie. Kwiatek ładny,> Ale jakoś brzydko pachnie.>>   Ja, Witwosie, otrzymałem- w prezencie- śliczną fraszkę Tuwima: "Próżnoś repliki się spodziewał, Nie dam ci prztyczka ani klapsa Nie powiem nawet:"Pies cię j...ł"- Bo to mezalians byłby dla psa" ...lecz Muza "zapomniała" dopisać drugą zwrotkę wierszyka (może też nie znasz?), więc tylko Tobie ją napiszę: "Przewiduję - rzecz to znana- Kto- cytując- fraszkę zbruka: Niech używa każda Dama!... Każda, byle by nie suka."
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Róża (601 punktów) | > ...lecz Muza "zapomniała" dopisać drugą zwrotkę wierszyka (może też nie znasz?), więc tylko Tobie ją napiszę:> "Przewiduję - rzecz to znana-> Kto- cytując- fraszkę zbruka:> Niech używa każda Dama!...> Każda, byle by nie suka."Tuwim w grobie się przewraca, że tak Pan oszpecił fraszkę, dopisując swoje chamskie strofy. Dodam, że głupota nie zwalnia od myślenia, a z osłów robi się salami proszę Pana. Niech Pan uważa zatem 
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > głupota nie zwalnia od myślenia, a z osłów robi się salami proszę Pana. Niech Pan uważa zatem >Taaa, historia pęto zatoczyła (kiełbasy) ... Hmmm, ciekawe, jak feministki podchodzą do obróbki skrawaniem salami*...? Pozdrawia recydywista w notorycznym byciu ignorowanym  *- pewnie salami...dziś sala Nr 3
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > Może dołączymy do grona muz, jako Muzę JadowitąCoś Ty, Witwos... to bardziej "podchodzi" pod kategorię: Muzy Siermiężnie-Ponure, albo Rustykalnie-Manifkowe  ... No, właściwie pod Wściekle-Toksyczne też, jak chcesz
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Róża (601 punktów) | > >Może dołączymy do grona muz, jako Muzę Jadowitą> Coś Ty, Witwos... to bardziej "podchodzi" pod kategorię: Muzy Siermiężnie-Ponure, albo Rustykalnie-Manifkowe ...> No, właściwie pod Wściekle-Toksyczne też, jak chcesz Z podniecenia tą złością nabawi się Pan wścieklizny. Sojusz proszę założyć prócz witwosa może kogoś Pan jeszcze zwerbuje...bo sam chyba nie czuje się Pan na siłach dyskutować z klasą.
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > >>Może dołączymy do grona muz, jako Muzę Jadowitą> >Coś Ty, Witwos... to bardziej "podchodzi" pod kategorię: Muzy Siermiężnie-Ponure, albo Rustykalnie-Manifkowe ...> >No, właściwie pod Wściekle-Toksyczne też, jak chcesz > Z podniecenia tą złością nabawi się Pan wścieklizny. Sojusz proszę założyć prócz witwosa może kogoś Pan jeszcze zwerbuje... bo sam chyba nie czuje się Pan na siłach dyskutować z klasą.... Nie...z "klasą feministyczną" nie mam sił dyskutować...ze śmiechu
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | Róża (601 punktów) | > ...> Nie...z "klasą feministyczną" nie mam sił dyskutować...ze śmiechu  Ale mimo wszystko ciągnie Pan złośliwości w nieskończoność. Znudził mnie już Pan. Przykro mi. Dobranoc  Jest Pan nudny i monotematyczny w swej uszczypliwości. A tak na marginesie: od godziny otrzymuję od Pana ujemne głosy zebrało się ich ze 20 już  Pan mnie kocha, że tak adoruje? Śmieszności się tu dzieją  zemsta jakaś sromotna 
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > >...> >Nie...z "klasą feministyczną" nie mam sił dyskutować...ze śmiechu >> Ale mimo wszystko ciągnie Pan złośliwości w nieskończoność. Znudził mnie już Pan .Kolejny raz  > Przykro mi. Dobranoc Jest Pan nudny i monotematyczny w swej uszczypliwości.>No cóż, to ze smutku... w wyniku nieustannego ignorowania , przez Panią  > A tak na marginesie: od godziny otrzymuję od Pana ujemne głosy zebrało się ich ze 20 już >To wyłącznie czuła wzajemność  > Pan mnie kocha, że tak adorujeJ.w. > Śmieszności się tu dzieją >...Pozdrawia nieustannie ignorowany, lecz (za to) często żegnany na zawsze
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 5 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
>Z podniecenia tą złością nabawi się Pan wścieklizny. Sojusz proszę założyć prócz witwosa może kogoś Pan jeszcze zwerbuje...bo sam chyba nie czuje się Pan na siłach dyskutować z klasą.
Witwos nie wchodzi w sojusze, najwyżej sympatyzuje. Nie zauważyłaś, że w swoim domaganiu się szacunku i dyskusji z klasą, posługujesz się ewidentnie inwektywą. Zaręczam tu za Adamiaka, potrafi dyskutować z klasą. Napisałaś ćwierćinteligencja winno być ćwierć inteligencja. Mniejsza z tym, na pół bym się jeszcze zgodził. Jeżeli to co piszesz to właśnie feminizm, to ja z daleka. W kobiecie cenię najbardziej... kobiecość. Może jest to wynikiem, nomen omen imienia:
Róża - najpoważniejsza choroba skóry wywołana przez paciorkowce. Jest ostrym stanem zapalnym skóry i tkanki podskórnej charakteryzującym się wysoką temperaturą ciała, nagłym początkiem i szybkim przebiegiem. Róża może powodować poważne zaburzenia ogólnoustrojowe.
Różyczka (łac. rubella) - choroba zakaźna wieku dziecięcego wywoływana przez wirus różyczki. Zapadalność na tę chorobę jest bardzo duża. Często przebiega ona bezobjawowo.
Pozdrawiam, z zachowaniem należytej ostrożności, więc z daleka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Róża (601 punktów) | Pyskówki w takim tonie nie tyle mnie obrażają, co Pańską osobę. Właściwie skąd te uprzedzenia? Ano stąd, że mój światopogląd Pańskiemu stoi na drodze  głupstwem z mojej strony było jakkolwiek angażować się w rozmowę z mizoginami. Toż wiadomo, ze takiemu nawet łopatologicznie nie ma co wyjaśniać-wie swoje i będzie absurdami nawet bronił swojej słuszności. Nonsensem jest pisać więcej, niż to co już teraz wyjaśniłam. Mają Panowie Adamiak i witwos uprzedzenia-powinniście się leczyć-chyba, że to jakaś tania prowokacja-w dodatku w złym guście, bez asertywności i dyplomacji. Przemyślcie swoje zachowanie Panowie. I nawet jeśli jestem o pół wieku od was młodsza, to tym więcej dostrzegam i odróżniam chama od inteligenta. Pięknie się Panowie zaprezentowali.
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > Przemyślcie swoje zachowanie Panowie .>
Pani "Róży" się wydaje, że jest na zebraniu aktywistek bojówki feministycznej... (czy Ty, Witwos, czujesz się feministkiem z plutonu p. "Róży"?)
>...I nawet jeśli jestem o pół wieku od was młodsza, to tym więcej dostrzegam i odróżniam chama od inteligenta. Pięknie się Panowie zaprezentowali.>
Sugeruje również, że młodość przed głupotą chroni, dając, jednocześnie, monopol na "więcej dostrzegania" z akcentem na "odróżnianie chama od inteligenta"...mam wręcz przeciwne zdanie, na co argumentów dostarczyły mi właśnie "Pani-Różane"... wynurzenia.
Że o "wyszukanym" doborze słów- przez litość- nie wspomnę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > Witwos nie wchodzi w sojusze, najwyżej sympatyzuje. Nie zauważyłaś, że w swoim domaganiu się szacunku i dyskusji z klasą, posługujesz się ewidentnie inwektywą.>A Ty, Witwosie, nie zauważyłeś, iż dzięki...hmm, wymianie uprzejmości z nami, p. "Róża" nauczyła się sporo zagranicznych słów? Naprawdę... ostatnio zaczęła używać słowa: "nonsens", a ja- dzięki czytaniu Jej tekstów- poznałem tegoż słowa znaczenie. > Napisałaś ćwierćinteligencja winno być ćwierć inteligencja. Mniejsza z tym, na pół bym się jeszcze zgodził. Jeżeli to co piszesz to właśnie feminizm, to ja z daleka. W kobiecie cenię najbardziej... kobiecość.> Podpisuję się z całym swym...mało feministycznym wdziękiem  Pozdrówka
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
Prawdę mówiąc,witwos już wcześniej "podpadł" mi z powodu swego grubiaństwa i lekceważenia cudzych racji - czy teraz ty dołączasz do niego, Adamiak? Czy tobie, wzorem smarkaterii, także poczęło się zdawać, że szczytem inteligencji jest okazja do wyszydzenia kogoś? .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > Prawdę mówiąc,witwos już wcześniej "podpadł" mi z powodu swego grubiaństwa i lekceważenia cudzych racji
Z czym do gości Zbysławie, no z czym?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
>Z czym do gości Zbysławie, no z czym? Z czymś, czego nie dostrzegasz - na słowo zaś nie wierzysz. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>Z czym do gości Zbysławie, no z czym? > Z czymś, czego nie dostrzegasz - na słowo zaś nie wierzysz.
Może Ty posługujesz się nie tą optyką? Może ja nie dostrzegam, ale słyszę. Ten radosny Twój chichot, przy tworzeniu dzieł wiekopomnych. Nie wierzę Tobie Zbysławie, nie wierzę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
>Może Ty posługujesz się nie tą optyką? Może. Dowcip jednak nie polega na podkreślaniu własnej "optyki", ponieważ stanowi to przeraźliwy banał - rzecz w tym, by z pomocą różnych "optyk" dostrzegać to samo, a nawet więcej, niżeli inni. Umyka ci, że to elementarny warunek wzajemnego zrozumienia.
> Ten radosny Twój chichot... No tak. Placownik słusznie ci wytknął, że po babsku czujesz się dotkniętym formą, nie rozważając treści.
Cytat: "Zdumiewające, ile spraw człowiek myślący traktuje bezmyślnie". .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >> Ten radosny Twój chichot... > No tak. Placownik słusznie ci wytknął, że po babsku czujesz się dotkniętym formą, nie rozważając treści.
Odwrotnie Zbysławie. Dokładnie odwrotnie. Nie możesz zrozumieć, zbytnio wsłuchujesz się we własne myśli.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > Prawdę mówiąc,witwos już wcześniej "podpadł" mi z powodu swego grubiaństwa i lekceważenia cudzych racji - czy teraz ty dołączasz do niego, Adamiak
Moje pisanie nie ma na celu "nie podpadania" Tobie, ani komukolwiek. Nie mam zamiaru solidaryzować się z Twoimi (niczyimi) sympatiami lub antagonistami, Śmigielski.
Cóż, ogólnie nie widzę powodu by dołączać do Twojego orszaku, choć bardzo sobie cenię- niektóre- Twoje teksty.
>Czy tobie, wzorem smarkaterii, także poczęło się zdawać, że szczytem inteligencji jest okazja do wyszydzenia kogoś? >
Nie uważam, by młodość dawała legitymację do inwektyw bez konsekwencji z tego płynących. Niezrozumienie przez "młodzież" tekstu czy żartu, też nie jest powodem do stosowania taryfy ulgowej.
Co mnie się zdaje (i "poczywa") to wyłącznie moja sprawa.
Uważam Twój wtręt w tę...wymianę zdań za, co najmniej, niemerytoryczny...
...więc pytam: czy możesz mi powiedzieć, jaki był prawdziwy motyw Twego wpisu?- jakoś nie mogę uwierzyć, że ostrzegasz by Ci "nie podpaść"... nie chcąc konfabulować, pytam u źródła.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
> Moje pisanie nie ma na celu "nie podpadania" Tobie, ani komukolwiek. Zważywszy także, iż coraz mniej ma na celu rozumienie kogokolwiek - i ja przestaję cokolwiek rozumieć. Cytat: "Miejsce sztuki (i kultury także) coraz częściej zajmuje ZABAWA". www.racjonalista.pl/kk.php/s,5726/q,O.gietkosci A więc: przyjemnej zabawy... .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > >Moje pisanie nie ma na celu "nie podpadania" Tobie, ani komukolwiek.> Zważywszy także, iż coraz mniej ma na celu rozumienie kogokolwiek - i ja przestaję cokolwiek rozumieć.> Cytat: "Miejsce sztuki (i kultury także) coraz częściej zajmuje ZABAWA".> www.racjonalista.pl/kk.php/s,5726/q,O.gietkosci> A więc: przyjemnej zabawy...>.Dziękuję, Śmigielski i...nawzajem
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >> Prawdę mówiąc,witwos już wcześniej "podpadł" mi z powodu swego grubiaństwa i lekceważenia cudzych racji - czy teraz ty dołączasz do niego, Adamiak >Uważam Twój wtręt w tę...wymianę zdań za, co najmniej, niemerytoryczny... >...więc pytam: czy możesz mi powiedzieć, jaki był prawdziwy motyw Twego wpisu?- jakoś nie mogę uwierzyć, że ostrzegasz by Ci "nie podpaść"... nie chcąc konfabulować, pytam u źródła.
Też mnie to zastanawia. Może to nowe oblicze Śmigielskiego? Zbysław wojujący. Prawdę mówiąc Śmigielski podpadł mi już wcześniej, stosując w wypowiedziach słowa niewybredne. Stawiając się w roli mentora i przyznając rację... sobie. Nie ta konstrukcja mentalna, nie ten sposób myślenia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | placownik (17853 punktów) |
Zareagowałeś przede wszystkim na formę, nie na treść. To typowo kobieca reakcja. Kobieca, nie znaczy gorsza, ale potrafiąca znacznie utrudnić porozumienie w kwestiach merytorycznych. Zbysław, jak mi się wydaje, trafnie określił charakter waszych (Twoich i Adamiaka) występów w tym wątku. Wyłącznie bawicie się. Czasami nawet brzydko się bawicie, chociaż w formie, której z trudem można coś zarzucić.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | > Zareagowałeś przede wszystkim na formę, nie na treść. To typowo kobieca reakcja. Kobieca, nie znaczy gorsza, ale potrafiąca znacznie utrudnić porozumienie w kwestiach merytorycznych. Zbysław, jak mi się wydaje, trafnie określił charakter waszych (Twoich i Adamiaka) występów w tym wątku. Wyłącznie bawicie się. Czasami nawet brzydko się bawicie, chociaż w formie, której z trudem można coś zarzucić..Sugerujesz, Placowniku, że masz przepis na zabawę mieszczącą się w Twojej (i Śmigielskiego), czyli słusznej konwencji? Czy też receptę na zabawę ogólnie? Czy pisząc w liczbie mnogiej sugerujesz zmowę?- że my, z Witwosem, wspólnie i w porozumieniu...? Czy zabawa jest zabroniona regulaminem forum? Bo nie wpadłbym na to, że idea zabawy obca Ci jest zupełnie. Jeśli masz coś do zarzucenia formie - wal śmiało...napisanie: "z trudem można coś zarzucić" nic mi nie mówi, choć budzi pejoratywne sugestie. Abstrahując od faktu, że mnie to średnio bawi, podkreślam (sprawdź): geneza tej "zabawy" tkwi w świętym oburzeniu p. "Róży" (może lubi się "bawić"?) na moją (prawdziwą) anegdotkę... anegdota posłużyła jej jako casus belli (choć nie wykluczam niezrozumienia tekstu), lecz wychodzi Jej bokiem fakt, że nauczyła się odmian przez wszystkie możliwe przypadki słowa "mizoginizm", a nie poznała słowa "przepraszam"...tego wyrazu w programie wykładów aktywu feministycznego widocznie nie było. Lecz nie mam zamiaru się skarżyć na fakt, iż zaczęła "wojenkę minusową" i w przypływie furii* wali mi "ujemki" aż miło  - jeśli Jej to sprawia frajdę...niech się bawi  Pozdrawiam *- za słowo "furia" pewnie też mi się oberwie...przecie to nazwa kobity od zemsty, co nie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
Pytanie, mister Adamiak, brzmi tak: z jakiego powodu masz uczulenie na słówko "słuszne" wraz z jego odmianami?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > Pytanie, mister Adamiak, brzmi tak: z jakiego powodu masz uczulenie na słówko "słuszne" wraz z jego odmianamiTrudność w odpowiedzi na to pytanie- prócz braku w nim precyzji- pogłębia fakt, iż takiego uczulenia u mnie nie zauważono - wiem po konsultacjach z bliskimi. Moje w tym: "zgadzam się z nimi" nie ma nic do rzeczy...?  Więc może jaśniej?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > Zareagowałeś przede wszystkim na formę, nie na treść. To typowo kobieca reakcja. Kobieca, nie znaczy gorsza, ale potrafiąca znacznie utrudnić porozumienie w kwestiach merytorycznych.
Chyba czegoś nie zrozumiałeś.
>Zbysław, jak mi się wydaje, trafnie określił charakter waszych (Twoich i Adamiaka) występów w tym wątku. Wyłącznie bawicie się. Czasami nawet brzydko się bawicie, chociaż w formie, której z trudem można coś zarzucić.
Rozmowa z Panią jest efektem niezrozumienia przez Panią początkowego tekstu kol. Adamiaka. Ot i wszystko. Masz coś przeciwko, aby takie nieporozumienia traktować lekko? Co to znaczy bawić się brzydko? Zawsze pozostaję w szacunku do spraw płci odmiennej i feminizm mnie leciutko bawi. Więc na wesoło.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Chyba czegoś nie zrozumiałeś.
W tym wątku to dość rozpowszechniona przypadłość. Róża nie jest tu wyjątkiem.
>Masz coś przeciwko, aby takie nieporozumienia traktować lekko?
No właśnie. Ty też jesteś nią chyba dotknięty. Nie dałem przecież żadnych podstaw do takich podejrzeń.
>Co to znaczy bawić się brzydko
Żarty, biorące za przedmiot czyjś nick, są dla mnie mało eleganckie. A co do feminizmu, to też mnie bawi, choć nieprzesadnie.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>Co to znaczy bawić się brzydko > Żarty biorące za przedmiot czyjś nick, są dla mnie mało eleganckie.
Po namyśle przyznaję rację. Co tam róża czy różyczka, cholera cholernie pasuje do sytuacji.
|
|
| | |  | 7 na 7 | jarcio (1198 punktów) | > Tego tematu nie da się zamieść pod dywan. Dogoni nas wszystkich prędzej czy później, niezależnie od tego, czy tego chcemy, czy nie.
Niestety, jak widać, nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, dlatego myślę, że warto przypomnieć o liście otwartym jaki w 2006 roku opublikował Robert Gwiazdowski:
Drodzy Ubezpieczeni,
Agresję wielu z Was wywołały moje słowa, żeby nie liczyć na emerytury z ZUS. Jest ona o tyle zrozumiała, że politykom udało się wam wmówić, że jesteście "ubezpieczeni", płacicie "składki" i w ten sposób "oszczędzacie" na własne emerytury. Tymczasem Wasze pieniążki, które co miesiąc pod przymusem i groźbą kary pozbawienia wolności, są Wam pobierane pod mylącą nazwą "składki ubezpieczeniowej" są po prostu ordynarnym podatkiem celowym, przeznaczanym prawie w całości nie na Wasze przyszłe emerytury, tylko na wypłatę świadczeń dla aktualnie je otrzymujących emerytów i rencistów. W związku z tym w ZUS-ie nie ma w ogóle żadnych pieniędzy. Nie ma ich też w OFE. Nie mogą one inwestować za granicą. Nie mogą też kupować nieruchomości w Polsce. Dlatego na wzroście cen polskich nieruchomości zarabiają emeryci holenderscy i niemieccy, bo ich fundusze emerytalne mogą inwestować bezpośrednio w nieruchomości w Polsce i właśnie to robią.
Tymczasem 60% środków, które ZUS przekazuje do OFE, lokują one w "bezpiecznych" i "dobrze oprocentowanych" obligacjach skarbowych. A Skarb Państwa przekazuje je... z powrotem do ZUS, żeby starczyło na dzisiejsze wypłaty. A i tak nie starcza, więc ZUS zaciąga kredyt komercyjny w bankach!!! A skąd będą pieniądze, na spłatę tych kredytów i na wykup obligacji??? Wy je zapłacicie moi drodzy ubezpieczeni i Wasze dziatki (o ile oczywiście zdecydujecie się je spłodzić) w postaci wyższych podatków w przyszłości. Bo skąd Skarb Państwa weźmie pieniądze na wykup tych "dobrze oprocentowanych" obligacji i na kolejną dotację do ZUS na spłatę zaciągniętych kredytów? Od "ubezpieczonych" podatników je weźmie. Zapłacicie więc odsetki od swoich własnych pieniędzy, które dziś są Wam odbierane na "ubezpieczenie".
System państwowych ubezpieczeń emerytalnych to, jak pisał zmarły przed kilkoma dniami Milton Friedman, "łańcuszek świętego Antoniego". Płacimy dziś na emerytury naszych dziadków i rodziców w nadziei, że nasze dzieci i wnuki będą płaciły na nasze. Problem tylko w tym, że dzieci robimy coraz mniej - no bo przecież na swoje emerytury właśnie "oszczędzamy" w ZUS i w OFE. Więc po co nam dzieci? Nie mamy zresztą za dużo pieniędzy na ich utrzymanie, bo przecież połowę wynagrodzenia zabiera nam... ZUS!!! A te, które w przypływie nierozwagi spłodziliśmy, posłuchały, zdaje się, rady Pana Prezydenta i "spieprzają" do Londynu.
I tak sobie myślę, że ktoś musi to wam uświadomić. Już w 1999 roku, jak zaczynała się reforma emerytalna, Krzysztof Dzierżawski napisał o reformie artykuł: "Fakty. Mity. Sofizmaty." Nie było jednak wówczas zbyt wielu chętnych, żeby go opublikować. Nic dziwnego! OFE wydawały wówczas 2 miliardy złotych na reklamę palm, pod którymi będą wypoczywali emeryci, jak się do nich zapiszą. Dziś już chyba wiadomo, że to była tapeta na ścianie, a nie żadne Hawaje.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Problem tylko w tym, że dzieci robimy coraz mniej - no bo przecież na swoje emerytury właśnie "oszczędzamy" w ZUS i w OFE. Więc po co nam dzieci?
Choć z resztą wywodu się nie zgadzam, wydaje mi się, że tu właśnie leży sedno sprawy. A nie zgadzam się dlatego, bo pieniędzy nie da się zjeść i problem nie leży głównie w tym, że kwoty odkładane w OFE i w ZUS to pieniądze wirtualne.
Aby na stare lata móc skorzystać ze zgromadzonych na zakup chleba pieniędzy, musi być ktoś, komu za sianie, zbieranie, mielenie, transport, wypiek itp. można będzie nimi zapłacić. Jeśli takich osób nie będzie, nie będzie chleba. To oczywiście olbrzymi skrót myślowy, ale jak mi się wydaje, trafnie oddający istotę problemu.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | jarcio (1198 punktów) | >A nie zgadzam się dlatego, bo pieniędzy nie da się zjeść i problem nie leży głównie w tym, że kwoty odkładane w OFE i w ZUS to pieniądze wirtualne.
Właśnie to jest główny problem; ludzie uwierzyli iż pieniądz jest wart znacznie więcej, aniżeli w rzeczywistości i czują się bezpiecznie. Składki emerytalne to aktywa, które ktoś będzie musiał w przyszłości wykupić. Tak właśnie działa ten system iż jest oparty na zastępowalności pokoleń. Jak nie ma tej zastępowalności to nie ma kto tych "oszczędności" wykupić i system się rozwala. Pieniądze to jedynie wartość wymienna, która przestaje istnieć jeśli znika towar jaki jest ilościowo tymi konkretnymi pieniędzmi pokryty. W USA system się rozwala bo właśnie naprodukowali pieniędzy tyle, że rynek nie mógł tego wszystkiego wchłonąć i powiedział "sprawdzam". To co masz na koncie emerytalnym to są właśnie takie same pieniądze jak te z kredytów bankowych w USA. Podobnie jak u nich tak i u nas tych "składek" się nie wykupi bo nie ma komu. No chyba, że podniosą podatki. Ale wówczas to bysmy lekko oddawali 70%-90% tego co zarobimy - czyli komunizm.
> Aby na stare lata móc skorzystać ze zgromadzonych na zakup chleba pieniędzy, musi być ktoś, komu za sianie, zbieranie, mielenie, transport, wypiek itp. można będzie nimi zapłacić. Jeśli takich osób nie będzie, nie będzie chleba.
No i właśnie o to chodzi, że bogactwem narodów nie są pieniądze, konta w banku czy różne tam składki, a kapitał ludzki. Nie da się gromadzić "pieniędzy" bo to nie jest żadne bogactwo. Wartość wymienna nie stanowi o bogactwie, a jedynie informuje nas o pewnej ilości aktywów, które potencjalnie można wykupić. Zresztą po licha gromadzić coś co można drukować ? Ludzi, towarów i usług sobie nie wydrukujesz.
Te papierki zadrukowane na niebiesko czy zielono mają tylko wówczas wartość jeśli jesteśmy pewni iż się tych pieniędzy pozbędziemy wymieniając je na towary czy usługi. Zawsze w perspektywie czasu każdy chce zrealizować te papierki na coś praktycznego. Niestety obecny system emerytalny nie będzie w stanie tych papierków na realną rzecz zamienić. Innymi słowy, państwo robi nas w balona (zupełnie tak jak amerykańskie banki robiły Amerykanów w bambuko) informując iż mamy jakiekolwiek pieniądze na koncie. Tych pieniędzy tam nie ma.
|
|
 | 7 na 7 | Beata (Nowak) (459 punktów) | > Nie chcą robić tego, czego panowie robić >>nie mogą. Nie chcą rodzić dzieci, doprowadzając ideę równouprawnienia do tragicznego >>absurdu.
Powiedziałabym raczej, że mogą, ale nie muszą. Przecież nie każda kobieta czuje tzw. "instynkt macierzyński" co wcale nie oznacza, że jest skrajną feministką, tak jak nie każdy mężczyzna czuje się na siłach by być ojcem - mimo, że oboje mogą rodzicami zostać. Według mnie feministką jest każda kobieta, która jest świadoma i pewna swej wartości jako człowieka. Każda kobieta, która nie pozwala się "wtłoczyć" w powszechnie uznawane za kobiece role społeczne. To nie tylko te z nas, które publicznie walczą o prawa kobiet, pikietują czy organizują wiece. Feminizm i rodicielstwo jak najbardziej mogą być tożsame.
|
|
|  | 1 na 3 | placownik (17853 punktów) |
>Feminizm i rodicielstwo jak najbardziej mogą być tożsame.
Pewnie, że mogą. Ale nie są. Dlaczego oczekiwanie, że kobiety będą rodziły dzieci traktowane jest jako wtłaczanie w powszechnie uznawaną za kobiecą rolę społeczną?
Dlaczego tak rzadko (o ile w ogóle) feministki występują za stworzeniem warunków sprzyjających macierzyństwu? Dlaczego tak łatwo godzą się na kojarzenie ich głównie z dążeniem do łagodzenia restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego? Dlaczego tak chętnie mówią o równouprawnieniu, a tak rzadko walczą o prawa faworyzujące je jako matki rodzące i wychowujące dzieci?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 9 na 9 | awitu (7627 punktów) | >Dlaczego tak rzadko (o ile w ogóle) feministki występują za stworzeniem warunków sprzyjających macierzyństwu? Dlaczego tak łatwo godzą się na kojarzenie ich głównie z dążeniem do łagodzenia restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego? Dlaczego tak chętnie mówią o równouprawnieniu, a tak rzadko walczą o prawa faworyzujące je jako matki rodzące i wychowujące dzieci?
Chyba jednak przesadzasz. Ktoś nazwał mnie tu feministką, nie uważam się za żadną wojującą feministkę, ale większość działań moich i moich znajomych skupia się właśnie na prawach kobiet i dzieci. Owszem sprawy związane z planowaniem rodziny są bardzo akcentowane. Ale działania skierowane są na edukację seksualną, zdrowe rodzicielstwo, pomoc ofiarom przemocy domowej, dożywianie dzieci, przestrzeganie praw pracujących kobiet ciężarnych i matek.
Tkwisz jeszcze w stereotypie któremu dała początek "Druga płeć" Simone de Beauvoir. Od końca lat 70tych te postawy już dawno uległy zmianom. Lata 80 te to już były poważne dyskusje na temat pracujących zawodowo matek i ich praw. Wtedy powstała praca Kathleen Gerson, w której promowała tezę że, macierzyństwo może być jednym z elementów kobiecego życia, a nie przewodnim, nadającym znaczenia ich całemu życiu. Powinno przestać być postrzegane jako "instytucja społeczna" a stać się decyzją kobiety. Zaczęto postrzegać kobiety podejmujące się urodzenia i wychowania dzieci jako bohaterki, w szczególności, jeśli wchodziły w tę rolę mimo biedy i osamotnienia na tym polu. Zaczęto mocno podkreślać potrzebę włączania się mężczyzn w sferę wychowywania dzieci. Teraz coraz mocniej akcentuje się, żądania rozwiązań takich, jak urlopy rodzicielskie, prawo do opieki nad dzieckiem dla obojga rodziców, przestrzeganie praw matek, głośno się mówi o niedostatecznej opiece dla samotnych matek, o braku przedszkoli, braku alternatyw dla kobiet dotkniętych przemocą domową. Kobiety domagają się prawa wyboru dla obojga płci, a nie spychania ich tylko w jedną z uliczek. Głośno mówią o rodzicielstwie a nie tylko macierzyństwie.
Na gruncie polskim są pilniejsze sprawy niż aborcja, dotyczące rodzicielstwa i na tych polach głownie próbuje się działać i pomagać.
Aborcja znajduje się na końcu tej listy, a jest tak głośną sprawą bo jest nośnym tematem. Swoistym tematem zastępczym.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | |  | 1 na 1 | lotrek (14275 punktów) |
>Aborcja znajduje się na końcu tej listy, a jest tak głośną sprawą bo jest nośnym tematem. Swoistym tematem zastępczym.
Dla Ciebie awitu aborcja jest tematem zastępczym? Niby co zastępuje? Tematem jest o tyle " nośnym", że widać jakie środowiska są za jej zakazem. I widać, że nie kierują się dobrem kobiet, tylko katolickim światopoglądem. Mężczyźni a tym bardziej takie "bóg wi co" jak katoliccy księża, w ogóle nie powinni wypowiadać się na ten temat. Decyzja w tej sprawie powinna należeć tylko do kobiet.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | awitu (7627 punktów) | >Dla Ciebie awitu aborcja jest tematem zastępczym? Niby co zastępuje?
lotreku uważam, że robi się z tej sprawy temat zastępczy, ponieważ całość problematyki zawsze jest zakrzyczana. Jak mówi się feminizm - od razu ktoś krzyczy "aborcja", jak mówi się edukacja seksualna, ktoś krzyczy "aborcja"; jak mówi tania się antykoncepcja od razu ktoś krzyczy "aborcja". Wszystko co nie pasuje w sferze polityki rodzinnej i tematyce kobiecej od razu próbuje się zakrzyczeć hasłem - "ale przecież wam chodzi tylko o dopuszczenie aborcji". Aborcja jest tylko jednym z postulatów, wcale nie stawianym na pierwszym miejscu, choć zawsze drażliwym, więc wykorzystuje się ją by zakopać i utrącić inne niewygodne problemy.
pozdrawiam
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | |  | | lotrek (14275 punktów) | >uważam, że robi się z tej sprawy temat zastępczy, ponieważ całość problematyki zawsze jest zakrzyczana. Jak mówi się feminizm - od razu ktoś krzyczy "aborcja", jak mówi się edukacja seksualna, ktoś krzyczy "aborcja"
Masz rację, ostatnio to nawet się o tym nie mówi. Mówić o aborcji jest "nie poprawne politycznie" i "zamach na z trudem wywalczony kompromis". Tylko stroną w chorym kompromisie był kościół a nie kobiety.
|
|
| |  | 9 na 9 | Duda (25557 punktów) |
> Dlaczego tak rzadko (o ile w ogóle) feministki występują za stworzeniem warunków sprzyjających macierzyństwu? Mylisz się i to bardzo! Dotychczasowe warunki sprzyjające macierzyństwu wyszły kobietom bokiem. Skutkowały przede wszystkim tym , że kobiety trudniej znajdowały pracę , pierwsze były zwalniane, miały niższe emerytury ( bo urlop wychowawczy to okres nieskładkowy)i niższe zarobki. Kobiety nie chcą ulg, chcą zagwarantowania równych szans. A to wymaga myślenia a z tym w śród naszej głównie męskiej klasy politycznej jest bardzo trudno.
|
|
| | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > > Dlaczego tak rzadko (o ile w ogóle) feministki występują za stworzeniem warunków sprzyjających macierzyństwu> Mylisz się i to bardzo! >Nie myli się. > Dotychczasowe warunki sprzyjające macierzyństwu wyszły kobietom bokiem. Skutkowały przede wszystkim tym , że kobiety trudniej znajdowały pracę , pierwsze były zwalniane, miały niższe emerytury ( bo urlop wychowawczy to okres nieskładkowy)i niższe zarobki. Kobiety nie chcą ulg, chcą zagwarantowania równych szans. A to wymaga myślenia a z tym w śród naszej głównie męskiej klasy politycznej jest bardzo trudno.>Tutaj Pani sobie zaprzecza, potwierdzając, że Placownik się nie myli. Pisze o potrzebie/konieczności stwarzania warunków, nie mając (zakładam) na myśli stwarzania złych lub powtarzania starych błędów/warunków.Pani powtarza komunały o dotychczasowych warunkach, byle tylko "ponarzekać"...? Końcówka wypowiedzi jest czystym, damsko-różowym (czyli "dobrym"  ) szowinizmem. Więc daję plus (jak obiecałem  ) jako zaliczkę na poczet logicznego myślenia, bez pustej ideologii. Miłego dnia
|
|
| | |  | 4 na 4 | sztejkat (4743 punktów) | >(....) >Dotychczasowe warunki sprzyjające macierzyństwu wyszły kobietom bokiem. Skutkowały przede wszystkim tym , że kobiety trudniej znajdowały pracę (....) chcą zagwarantowania równych szans. A to wymaga myślenia (....)
Masz rację.
Bo tego rodzaju zapisy ni jak nie sprzyjają macierzyństwu. Żaden przepis, który sformułowany jest na zasadzie : "Aby X było lepiej niech Y musi zrobić to a to" nie będzie skuteczny.
Zawsze, ale to zawsze, Y będzie poszukiwał, czy to świadomie czy nie, sposobu na uniknięcie sytuacji w której dotknie go/ją ograniczenie swobody działania.
Niestety, sformułowanie przepisu który z jednej strony wspomagałby i chronił matkę a z drugiej nie uderzał w interes pozostałych jest trudne.
Moim zdaniem - nawet niemożliwe. Tak długo, jak długo będziemy usiłowali chronić matki na przykład zapisami w kodeksie pracy, tak długo obecna będzie asymetria kobieta-mężczyzna w sposobie traktowania przez rynek pracy.
Jest na to jednak sposób, a przynajmniej jak tak uważam. Otóż moim zdaniem, zamiast chronić matkę trzeba chronić rodzica. Niezależnie od płci. W ten sposób wyeliminuje się asymetrię, która skłania pracodawców "jadących po krawędzi ryzyka" do unikania zatrudniania kobiet lub rekompensowania sobie potencjalnych strat związanych z ograniczeniem swobody biznesowej poprzez ustalanie niższego wynagrodzenia.
Pozdrawiam
Tomasz Sztejka
|
|
| |  | | Beata (Nowak) (459 punktów) | >>Feminizm i rodicielstwo jak najbardziej mogą być tożsame. > Pewnie, że mogą. Ale nie są. Dlaczego oczekiwanie, że kobiety będą rodziły dzieci traktowane jest jako wtłaczanie w powszechnie uznawaną za kobiecą rolę społeczną?
Jak już pisałam nie każda kobieta czuje tzw. "instynkt macierzyński". Powtórzę ponownie, że dla mnie feministkami są nie tylko kobiety, które widuje Pan w telewizji na marszach i wiecach feministycznych, ale większość z nas. Ponadto pisząc słowa "rola społeczna" w liczbie mnogiej nie miałam na myśli tylko i wyłącznie rodzicielstwa. Napisał Pan "oczekiwanie, że kobiety będą rodziły dzieci" - niezbyt fortunne stwierdzenie. Mężczyzna może spłodzić dziecko, ale jakoś nikt (ewentualnie niewiele osób postronnych) od niego tego nie oczekuje.
> Dlaczego tak rzadko (o ile w ogóle) feministki występują za stworzeniem warunków sprzyjających macierzyństwu? Dlaczego tak łatwo godzą się na kojarzenie ich głównie z dążeniem do łagodzenia restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego? Dlaczego tak chętnie mówią o równouprawnieniu, a tak rzadko walczą o prawa faworyzujące je jako matki rodzące i wychowujące dzieci?
Może dlatego, że wśród feministek są różne grupy kobiet. Dla jedej grupy liczy się prawo do aborcji, dla inych równouprawnienie, inne walczą o godne rodzicielstwo - bo każda kobieta, która nie zgadza się na traktowanie na porodówce jak przedmiot o to właśnie walczy. Nie wszystkie grupy są medialne, a podejrzewam, że na podstawie tego co widuje Pan w telewizji taki pogląd powstał.
|
|
| | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
> Ponadto pisząc słowa "rola społeczna" w liczbie mnogiej nie miałam na myśli tylko i wyłącznie rodzicielstwa. Moim zdaniem jedynymi rolami społecznymi specyficznie kobiecymi są role przyszłej matki i matki i nic tego nie jest w stanie zmienić. Wszystkie inne są kobiece jedynie "zwyczajowo". > >Dlaczego tak chętnie mówią o równouprawnieniu, a tak rzadko walczą o prawa faworyzujące je jako matki rodzące i wychowujące dzieci?> Nie wszystkie grupy są medialne, a podejrzewam, że na podstawie tego co widuje Pan w telewizji taki pogląd powstał. Spośród 63 informacji z pierwszych trzech stron portalu Fundacji Ośka, portalu jak mniemam stosunkowo reprezentatywnego dla ruchu feministycznego w Polsce, jedynie 8 dałoby się zakwalifikować jako związane z sytuacją i problemami matek i kobiet w ciąży. Nie piszę tego, aby oceniać czy to dużo, mało czy może w sam raz. Chcę tylko zasugerować, że nie tylko przekazy telewizyjne kształtują obraz tego, co dla ruchu feministycznego jest ważne, a co ważne jakby mniej. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Dlaczego oczekiwanie, że kobiety będą rodziły dzieci traktowane jest jako wtłaczanie w powszechnie uznawaną za kobiecą rolę społeczną?
Jest to reakcja na bezwzględność normy mówiącej, że kobiety powinny rodzić dzieci i na generowaną przez tę normę presję społeczną. Reakcja przeważnie jest proporcjonalna do stopnia dotychczasowego ucisku, stąd jej skrajność. To też efekt przemian kulturowych promujących indywidualizm, co oznacza, że można tylko zachęcać i proponować konkretne rozwiązania, a nie odwoływać się do prawa naturalnego, na które z punktu widzenia współczesnego człowieka nikt nie ma monopolu.
dajmonion
|
|
|  | | Róża (601 punktów) | > > Nie chcą robić tego, czego panowie robić> >>nie mogą. Nie chcą rodzić dzieci, doprowadzając ideę równouprawnienia do tragicznego> >>absurdu.> Powiedziałabym raczej, że mogą, ale nie muszą. Przecież nie każda kobieta czuje tzw. "instynkt macierzyński" co wcale nie oznacza, że jest skrajną feministką, tak jak nie każdy mężczyzna czuje się na siłach by być ojcem - mimo, że oboje mogą rodzicami zostać. Według mnie feministką jest każda kobieta, która jest świadoma i pewna swej wartości jako człowieka. Każda kobieta, która nie pozwala się "wtłoczyć" w powszechnie uznawane za kobiece role społeczne. To nie tylko te z nas, które publicznie walczą o prawa kobiet, pikietują czy organizują wiece. Feminizm i rodicielstwo jak najbardziej mogą być tożsame.Pomyliła Pani wypowiedzi, wyżej cytowana przez Panią nie jest moja  to chyba miało być do założyciela wątku  -źle Pani podpięła swoje zdanie 
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
|
|
| |  | | Beata (Nowak) (459 punktów) | Faktycznie, pośpiech jest złym doradcą. Przepraszam
|
|
3 na 3 | @ffe? (3233 punktów) | Feminizm nie jest bynajmniej wynalazkiem komuny. Przeciwnie - jest to produkt zgniłego imperializmu. W ustroju jedynie słusznym ograniczył się on do działań propagandowych, odgórnych i pozornych - zapędzono entuzjastki do traktorów, dźwigów, obrabiarek itp. i wykazano im, że mężczyznom nie dorównują. Zepsucie wtargnęło z Zachodu w miarę rozszczelniania żelaznej kurtyny. 
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
20 na 20 | Duda (25557 punktów) | > Nie chcą rodzić dzieci , doprowadzając ideę równouprawnienia do tragicznego >absurdu. > Zapraszam do dyskusji Założenie do dyskusji jest fałszywe. Kobiety chcą rodzić dzieci ale nie mają po temu warunków. Dziecko to nie samochód który można kupić na raty i spłacić w 5 lat, dziecko to zobowiązanie na 20 lat a czasem i dłużej. Gdy w okolicach bocianiego gniazda brakuje pokarmu, bociany wyrzucają z gniazda najsłabsze pisklęta by stworzyć silniejszym szanse na przeżycie. Kobiety nie chcą rodzić dzieci jeżeli nie mają nadziei na to, że będą mogły je wykarmić, wykształcić, wychować. Kobieta chce mieć dziecko jeżeli jest pewna swojego związku, ma zaufanie do partnera, jest zabezpieczona materialnie. Zdając sobie sprawę, że w życiu nie ma nic pewnego chciałaby mieć tez ustabilizowaną sytuację zawodową. Pracując zawodowo chciałaby mieć pewność , że jej dziecku nie dzieje się krzywda, że nie jest pozostawione bez opieki. Potrzebuje więc dla swojego dziecka żłobków, przedszkoli, szkół z opieką pozalekcyjną. Kobieta decydując się na dziecko chciałaby mieć pewność , że jeżeli pozostanie z tym dzieckiem sama to gdyby równocześnie straciła pracę nie znajdzie się z tym dzieckiem głodna na bruku. Czyli chce mieć gwarancję realnej pomocy społecznej. Kobiety na ogół zdają sobie sprawę, że dziecko kosztuje,a jest to suma przekraczająca 180 tysięcy złotych (płatna w różnych często nieprzewidywalnych ratach przez 20 lat). Kobieta zdaje sobie sprawę, że jeżeli zostanie z dzieckiem sama to straci możliwości awansu, gdyż będzie mniej dyspozycyjna niż jej bezdzietne koleżanki. Reasumując: Dziecko średnio kosztuje około 1000 zł miesięcznie. Pomoc społeczna to około 170 zł na jedno dziecko. Brak żłobków i przedszkoli. Brak opieki szkolnej ( świetlice nie spełniają tego warunku) Dziecko często oznacza dla kobiety rezygnację z satysfakcjonującej pracy, utratę zarobków, dodatkowe obowiązki związane z wychowaniem dziecka.
Od takich śmiesznych sprawach jak opieka zdrowotna w czasie ciąży,leczenie bezpłodności, badania wykluczające choroby genetyczne czy inne uszkodzenia płodu, rodzenie w przyzwoitych warunkach w ogóle nie ma co mówić bo to tylko drobiazgi.
Czy odpowiedzialna kobieta ma prawo sprowadzić na ten świat dziecko:
gdy nie jest pewna swojego partnera, gdy nie ma zagwarantowanej przyzwoitej pomocy socjalnej, gdy nie ma gwarancji, że będzie w stanie zarobić na siebie i dziecko?
Czy brak dzieci jest rzeczywiście skutkiem równouprawnienia?
|
|
 | 4 na 4 | @ffe? (3233 punktów) | >Czy brak dzieci jest rzeczywiście skutkiem równouprawnienia? >
Nie, jest skutkiem wysokiej stopy życiowej, co pozwala na przejście ilości w jakość.
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
 | | placownik (17853 punktów) |
>Kobiety chcą rodzić dzieci ale nie mają po temu warunków.
Aby zapewnić prostą zastępowalność pokoleń, współczynnik dzietności powinien przewyższać wartość 2,1. Jeszcze w roku 1960 wynosił on w Polsce 2,98. Nie muszę chyba dodawać, że warunki materialne były wtedy bez porównania gorsze, niż ma to miejsce dzisiaj. Po raz ostatni współczynnik dzietności przekraczał magiczną wartość 2,1 w roku 1988. W 2003 roku osiągnął 50 letnie minimum - 1,22!
>Kobieta chce mieć dziecko jeżeli jest pewna swojego związku, ma zaufanie do partnera, jest zabezpieczona materialnie.
Czy w porównaniu z rokiem 1960 pewność związku, zaufanie do partnera i zabezpieczenie materialne rzeczywiście spadło obecnie aż tak drastycznie? Moim zdaniem nic nie uzasadnia prawdziwości takiego sądu.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 15 na 15 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Czy w porównaniu z rokiem 1960 pewność związku, zaufanie do partnera i zabezpieczenie materialne rzeczywiście spadło obecnie aż tak drastycznie? Moim zdaniem nic nie uzasadnia prawdziwości takiego sądu.
Pozwolę sobie jedynie przypomnieć o takich realiach tamtej epoki jak:
1. przyzakładowe żłobki, przedszkola, a nawet szkoły (zawodowe, bo zawodowe, ale zawsze - były); za darmo lub za symboliczną opłatą; 2. zapomogi, zasiłki, stypendia, refundacje, zwroty - z funduszy socjalnych obowiązkowych w każdym zakładzie pracy; 3. obozy, kolonie, zimowiska, wczasy rodzinne, których odpłatność także była zerowa lub symboliczna; 4. nieoprocentowane "pożyczki" z zakładowych KZP (dla młodszych: Kasy Zapomogowo-Pożyczkowe) - często całkowicie lub znacznie umarzane; 5. społeczny egalitaryzm ekonomiczny (brak "kominów płacowych"); 6. fikcyjność "pełnego zatrudnienia" (brak bezrobocia - to też dla młodszych); 7. fikcyjność "gospodarki planowanej" (sztuczne, bo oderwane od jakichkolwiek realiów gospodarczych, ceny na wszystko; 8. państwowe wsparcie dla konserwatyzmu moralno-obyczajowego (tu akurat "łapka w łapkę" z Kościołem katolickim); 9. informacyjna izolacja społeczeństwa od "nowinek" z wolnego świata Zachodu.
Pozwolę sobie też zauważyć, że:
1. wzrost zamożności społeczeństwa w połączeniu ze wzrostem świadomości (rozwojem oświaty) skutkuje zawsze spadkiem przyrostu naturalnego; 2. podobne skutki wywołuje liberalizacja obyczaju, prawa i moralności; 3. a także odejście od socjalistycznej "opiekuńczości" państwa (we wciąż socjalistycznej Polsce owa opiekuńczość jest fasadowa, nie faktyczna stąd takie efekty).
I na koniec pytanie:
Czy musimy rzeczywiście dbać o współczynnik przyrostu naturalnego na poziomie minimum 2,1 w kraju w którym bezrobocie oscyluje wokół 8%, a popyt na pracę niskokwalifikowaną jest coraz mniejszy? Bo przecież rodziny wielodzietne są dostarczycielami takiej właśnie siły roboczej (o kosztownych społecznie patologiach nie wspomnę). I nie mów mi, proszę, o procesie starzenia się społeczeństwa i konieczności utrzymania emerytów i rencistów - to zupełnie odrębne zagadnienie.
> Pozdrawiam
Z wzajemnością.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Pozwolę sobie też zauważyć, że:
>1. wzrost zamożności społeczeństwa w połączeniu ze wzrostem świadomości (rozwojem oświaty) skutkuje zawsze spadkiem przyrostu naturalnego;
Czy to jakiś dopust boży? Czy tak być musi? Bo moim zdaniem nie tylko nie musi, ale nawet, na dłuższą metę nie może.
Wzrost zamożności społeczeństwa sprawia w szczególności, że kobiety stosunkowo łatwo stają się niezależne finansowo. Nie muszą wiązać się w stałe związki małżeńskie. Nie muszą rodzić dzieci, aby zabezpieczyć sobie (i nam, mężczyznom) w miarę bezpieczną starość. Tak się nam przynajmniej wydaje. Trzeszczące w szwach systemy emerytalne powinny jednak zmusić nas do krytycznej refleksji i ponownego przemyślenia tej sprawy. Wydłużanie trwania życia w powiązaniu z malejącą liczbą urodzin musi doprowadzić do kryzysu. Obecny światowy krach finansowy może to znacznie przyspieszyć i wielu "niezależnych finansowo" emerytów sprowadzić z nieba na ziemię, a to lądowanie może być bardzo bolesne. Czy możemy się oszukiwać i udawać pewność, że nas nic takiego nie ma prawa spotkać? Rozwiązania polegające na wydłużaniu okresu zatrudnienia, co sprowadza się do zmuszania 65 latków do konkurowania na rynku pracy ze świeżo wyedukowanymi 20-30 latkami to zwykła kpina, a innych propozycji nie widać. Jedynym wyjściem wydaje się właśnie odwrócenie utrwalających się trendów spadającej dzietności.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | 7 na 7 | awitu (7627 punktów) | > Wzrost zamożności społeczeństwa sprawia w szczególności, że kobiety stosunkowo łatwo stają się niezależne finansowo. Nie muszą wiązać się w stałe związki małżeńskie. Nie muszą rodzić dzieci, aby zabezpieczyć sobie (i nam, mężczyznom) w miarę bezpieczną starość. Tak się nam przynajmniej wydaje. Trzeszczące w szwach systemy emerytalne powinny jednak zmusić nas do krytycznej refleksji i ponownego przemyślenia tej sprawy.Placowniku to do roboty, apeluj do mężczyzn o porzucanie kariery, masowe branie uporów macierzyńskich i bycie świadomym dobrym tatusiem. Dlaczego ten zaszczytny obowiązek dać tylko kobietom, wasz czas nadszedł to wy mężczyźni możecie stać się zbawieniem naszego społeczeństwa. Rodzić kobiety będą, ale wy panowie możecie sprawić by robiły to chętniej i częściej. 
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
> Rodzić kobiety będą, ale wy panowie możecie sprawić by robiły to chętniej i częściej. Nie posądzam Cię o obciążanie mężczyzn winą za to, że kobiety rodzą jakby mniej chętnie niż to dawnymi czasy bywało, a z pewnością czynią to rzadziej. To chyba nasz wspólny, ludzki problem. Zgoda, że nie jest to problem światowy, gdyż świat boryka się z problemem wręcz przeciwnej natury. Jest to problem lokalny. Problem tych, którym przyszło żyć w krajach nazywanych umownie "rozwiniętymi". Co by się nie powiedziało, to jest to problem. Chińczycy go za nas nie rozwiążą, gdyż dzięki obłąkanej polityce jednego dziecka w rodzinie, za parędziesiąt staną wobec niego sami i to w zwielokrotnionym wymiarze. Musimy rozwiązać go sami. A pierwszym krokiem w tym kierunku jest uznanie, że problem istnieje. Co zresztą jest głównym celem tego wątku. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | awitu (7627 punktów) | > >Rodzić kobiety będą, ale wy panowie możecie sprawić by robiły to chętniej i częściej. > Nie posądzam Cię o obciążanie mężczyzn winą za to, że kobiety rodzą jakby mniej chętnie niż to dawnymi czasy bywało, a z pewnością czynią to rzadziej.Rodzą rzadziej, bo większość ciąż to są wpadki! A że antykoncepcja jest powszechna to jest niej wpadek. Jesteśmy coraz bardziej świadomi, wyedukowani seksualnie i światopoglądowo, więc świadomie podchodzimy do kwestii macierzyństwa. > To chyba nasz wspólny, ludzki problem. Zgoda, że nie jest to problem światowy, gdyż świat boryka się z problemem wręcz przeciwnej natury. Jest to problem lokalny. Problem tych, którym przyszło żyć w krajach nazywanych umownie "rozwiniętymi". Co by się nie powiedziało, to jest to problem.Tylko, co jest tym problemem? Czy mała ilość nowych Polaków czy system emerytalny? Jeżeli twierdzisz, że problemem jest zmniejszająca się populacja to powiem nie widzę dramatu, ziemia nie lubi leżeć odłogiem, na miejsce polskiej krwi napłynie nowa, imigrantów nie zabraknie. Sama jestem potomkiem mieszaniny imigrantów i nie płaczę. Jeśli problemem jest system emerytalny, to tylko znak, że trzeba go w końcu tak przekształcić by nie był uzależniony od pracy przyszłego pokolenia. Ja już parę lat temu doszłam do wniosku, że i tak na starość nie mogę liczyć na emeryturę dającą mi szanse na życie, a nie tylko egzystencję, dlatego zmieniłam moje podejście do życia. Trzeba podnieść świadomość społeczną, świadomość odpowiedzialności ludzi za swoje życie i wprowadzić do szkół zajęcia z przedsiębiorczości, podstawy ekonomi itd. Tkwienie w obecnych założeniach, że to dzieci mają pracować na nasze emerytury jest błędnym kołem, ponieważ zwiększając liczbę ludności tak by nadążyła za potrzebami tylko przesuwamy katastrofę w przyszłość, a wraz ze wzrostem ludności będzie ona coraz poważniejsza, bo nie tylko więcej będzie trzeba przeznaczać na emerytury ale i w wyniku rozwoju technicznego mniej będzie pracy dla rosnącej liczby ludności... krach nastąpi. Tego nie wyeliminujemy, kwestia tylko czy dorośliśmy już do tego by stawić czoło tej oczywistości. > Musimy rozwiązać go sami. A pierwszym krokiem w tym kierunku jest uznanie, że problem istnieje. Co zresztą jest głównym celem tego wątku.Tylko, co jest tym problemem? Tak przyznaję Ci rację rodzi się mniej dzieci. Ale stwierdzenie, że winę za to ponosi feminizm jest niedorzecznością, bo czy rozwiązaniem tego stanu rzeczy jest zabranie kobietom ich praw i odesłanie ich do pieluch? W imię przetrwania naszego społeczeństwa mamy zrezygnować z naszych praw i poświęcić się, bo tak było kiedyś i to się sprawdzało? Problemem jest kilka tysięcy lat patriarchatu i jego następstwa. Kilka tysięcy lat utrzymywano status quo kosztem połowy ludzkości, nie bacząc na to, że kiedyś ten system się rozpadnie i trzeba będzie przełknąć gorzkie konsekwencje takiej polityki. I rozpadł się, czy to wina mężczyzn czy kobiet? Wina tego, że jesteśmy leniwi, że póki nam dobrze bo ktoś odwala za nas robotę nie martwimy się o konsekwencje. Po zniesieniu niewolnictwa też głośno krzyczano, że nie będzie, kto miał pracować na polach i upadnie rolnictwo. Rozwiązaniem było zakasanie rękawów i praca. Są nowe czasy i niestety od wszystkich wymagają weryfikacji naszych poglądów na role społeczne i ogólnie miejsce człowieka na świecie. Ja rozwiązanie widzę właśnie w eliminacji stereotypów, ale nie tylko dotyczących płci, ale i koloru skóry czy kwestii narodu. Wybacz nie uwierzę, że staniemy kiedyś wobec problemu katastrofalnego spadku demograficznego ludności świata, chyba, że zdarzy się jakaś katastrofa ekologiczna rodem z filmu "ludzkie dzieci", ale wtedy nasza polityka będzie miała małe znaczenie.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | |  | 1 na 3 | placownik (17853 punktów) |
> Tylko, co jest tym problemem? Czy mała ilość nowych Polaków czy system emerytalny? Polacy, Szwedzi, Niemcy... To bez znaczenia. Nie roję o Polsce 40 czy 50 milionowej. A co do systemu emerytalnego, to nie ma takiego, który zapewniłby utrzymanie dwojga rodziców przez jednego potomka. Jeśli ktoś twierdzi, że jest to możliwe, to albo nie wie co mówi, albo zwyczajnie kłamie. > Tkwienie w obecnych założeniach, że to dzieci mają pracować na nasze emerytury jest błędnym kołem. Nikt inny na nie nie zapracuje. Możesz sobie na stare lata odłożyć całą furę papierków, ale przecież nie będziesz się nimi pożywiała, nie ubierzesz się w nie i nie ogrzejesz nimi mieszkania. Chleb musi ktoś upiec, ubranie uszyć, węgiel (lub, jeśli wolisz - uran) wykopać. > Tak przyznaję Ci rację rodzi się mniej dzieci. Ale stwierdzenie, że winę za to ponosi feminizm jest niedorzecznością Niczego takiego nie twierdzę. Rzeczywiście byłaby to niedorzeczność. Twierdzę jedynie, że feminizm przechodzi nad tym do porządku dziennego. Nie postrzega tego jako problem. To także kobiecy problem, choć nie tylko kobiecy. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | awitu (7627 punktów) | > A co do systemu emerytalnego, to nie ma takiego, który zapewniłby utrzymanie dwojga rodziców przez jednego potomka. Jeśli ktoś twierdzi, że jest to możliwe, to albo nie wie co mówi, albo zwyczajnie kłamie.Ale ja nic takiego nie twierdzę, Twierdzę, że trzeba doprowadzić do sytuacji gdy to my sami będziemy fundować sobie nasze emerytury. Już o tym pisałam ... > Nikt inny na nie nie zapracuje. Możesz sobie na stare lata odłożyć całą furę papierków, ale przecież nie będziesz się nimi pożywiała, nie ubierzesz się w nie i nie ogrzejesz nimi mieszkania. Chleb musi ktoś upiec, ubranie uszyć, węgiel (lub, jeśli wolisz - uran) wykopać.Placowniku, mamy postęp techniczny, zauważ jak kurczy się ilość miejsc w rolnictwie i przemyśle. Coraz częściej człowiek potrzebny jest do nadzorowania wydobycia i wytwarzania. Skutkiem tego jest też bezrobocie i zwiększanie się procentu osób zatrudnionych w usługach. Także w dziale usług praca zaczyna mieć coraz bardziej charakter nadzorczy i kreatywny. Dlatego też mówię, że w niedługiej przyszłości praca wcale nie będzie wymagała młodego wieku i siły fizycznej i spokojnie będą mogły ją wykonywać osoby po 60 roku życia, jak będą chciały. Zobacz jakie mamy nadwyżki siły roboczej, to raczej nie kwestia braku rąk do pracy a aktywizacji zawodowej. > Niczego takiego nie twierdzę. Rzeczywiście byłaby to niedorzeczność. Twierdzę jedynie, że feminizm przechodzi nad tym do porządku dziennego. Nie postrzega tego jako problem. Także kobiecy problem, choć nie tylko kobiecy.Placowniku powiedz mi skąd bierzesz te rewelacje o feminizmie? Moje podejście do kwestii emerytury nie wynika z bycia kobietą ani ze związku z organizacjami kobiecymi, ale z obserwacji zjawisk społecznych. Większość obserwacji wynika z zainteresowania procesami społecznymi a nie myślenia "kobiecym" mózgiem. Te feministki o których tak głośno mówisz, bardzo mocno np podkreślają konieczność zrównania wieku emerytalnego obu płci, bo mają świadomość wysokości przyszłych emerytur, zakładają własne firmy, oszczędzają, inwestują... i rodzą dzieci.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | |  | | sukulent (2309 punktów) | > A pierwszym krokiem w tym kierunku jest uznanie, że problem istnieje. Co zresztą jest głównym celem tego wątku.Z pewną taką nieśmiałością pragnę zauważyć, że od 2005 roku w Polsce rośnie systematycznie liczba urodzeń. Jest to oficjalna informacja z PTP (Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego), które alarmuje, że równocześnie spada liczba specjalistów pediatrów i łóżek pedaitrycznych, przewidując (jakże słusznie), ze niedługo będziemy kolejny raz przerabiać znany test "zima znów zaskoczyła drogowców". Serdecznie pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | |  | | Duda (25557 punktów) | Za ten apel nalezy Ci się więcej + ale się nie da. Pozdrawiam >
|
|
| | |  | 7 na 7 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Trzeszczące w szwach systemy emerytalne powinny jednak zmusić nas do krytycznej refleksji i ponownego przemyślenia tej sprawy.A tak prosiłem o nieporuszanie tej kwestii... > Jedynym wyjściem wydaje się właśnie odwrócenie utrwalających się trendów spadającej dzietności.Jednym z, ale na pewno nie jedynym. > Rozwiązania polegające na wydłużaniu okresu zatrudnienia, co sprowadza się do zmuszania 65 latków do konkurowania na rynku pracy ze świeżo wyedukowanymi 20-30 latkami to zwykła kpina, a innych propozycji nie widać.Po pierwsze: nie zmuszania. Przejście na emeryturę po osiągnięciu stosownego wieku może być fakultatywne, a nie obligatoryjne. Po drugie: mój przyjaciel robił niedawno badania na podobny temat. Wynika z nich, że spora część "przymusowych" emerytów chętnie pracowałaby dalej i to z różnych powodów (najczęściej materialnych, ale także by uciec przed samotnością, by czuć się potrzebnym, by utrzymać kontakty towarzyskie, by zachować sprawność umysłową itp.). Po trzecie: Spadający przyrost naturalny nie będzie skutkował "konkurencją międzypokoleniową" bo tych młodych chętnych nie będzie aż tylu by z utęsknieniem czekać na miejsce zwolnione przez starego. Skoro jednak tak bardzo dręczy Cię problem niewydolności systemu w sferze zabezpieczeń emerytalnych, to pomyśl: 1. ile emerytur pochłania nadmierna biurokracja? 2. ile emerytur topimy w "ratowaniu" niewydolnych przedsiębiorstw państwowych (np. w stoczniach)? 3. ile emerytur przybyłoby, gdyby zweryfikować zasadność wszystkich świadczeń socjalnych (renty, zasiłki, zapomogi, "pomostówki")? 4. ile emerytur przyniosłaby likwidacja dotacji, subwencji i tym podobnych "udziałów" państwa w wątpliwych przedsięwzięciach? 5. ile emerytur pochłania "radosna twórczość" prawna naszych parlamentarzystów (z budżetem państwa na czele)? 6. ile emerytur zabiera państwu Kościół katolicki, a ile inne Kościoły i wspólnoty wyznaniowe? I mógłbym tak jeszcze trochę powymieniać owe "alternatywne źródła" zasilania naszego systemu emerytalnego. Tylko, że jak napisałem poprzednio, to nie temat tego wątku! Dlatego prosiłem o wstrzemięźliwość. Ponadto nie raczyłeś odpowiedzieć na moje końcowe pytanie, które pytaniem retorycznym nijak nie było. Więc może teraz... > PozdrawiamJak zwykle wzajemnie i z dużą dozą sympatii. 
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>>Trzeszczące w szwach systemy emerytalne powinny jednak zmusić nas do krytycznej refleksji i ponownego przemyślenia tej sprawy. >A tak prosiłem o nieporuszanie tej kwestii... I miałeś oczywiście rację, bo to temat na kilka innych wątków, ale nie dało się. Dla mnie kwestia ta, to w zasadzie jedyny powód dla zainteresowania tematem katastrofy demograficznej jaką sobie fundują społeczeństwa "rozwinięte".
>Ponadto nie raczyłeś odpowiedzieć na moje końcowe pytanie, które pytaniem retorycznym nijak nie było. Więc może teraz...
>Czy musimy rzeczywiście dbać o współczynnik przyrostu naturalnego na poziomie minimum 2,1 w kraju w którym bezrobocie oscyluje wokół 8%, a popyt na pracę niskokwalifikowaną jest coraz mniejszy?
Akceptacja spadku przyrostu naturalnego jako recepta na bezrobocie? Z pewnością lepsze to niż masowa emigracja, ale skutki dla tych, którzy przepracowawszy pół życia jeszcze zostają (na tym świecie, w Polsce) - podobne i w obydwu przypadkach nie do zaakceptowania. Podobnie jak walka z patologiami społecznymi poprzez ograniczanie liczby rodzin wielodzietnych.
Generalnie w polityce pronatalnej warto zastanowić się nad sensownością utrzymywania dotychczasowego kierunku transferu środków tj. od osób bogatych do biednych i poważnie rozważyć możliwość zmiany na rzecz nieco innego: od osób bezdzietnych lub posiadających jedno dziecko do tych, które mają dzieci więcej. Jeśli akceptujemy rodzinne domy dziecka, jako jedyne źródło utrzymania osób wychowujących "obce" dzieci, to dlaczego nie mielibyśmy dopuścić, aby dla naturalnych rodzin wielodzietnych właśnie ta wielodzietność była źródłem utrzymania, może nie jedynym, ale przynajmniej głównym. Gdyby wielodzietność przestała implikować biedę, wzrosłyby szanse na przerwanie podobnej implikacji wiążącej wielodzietność z niskim poziomem wykształcenia wychowanków.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Generalnie w polityce pronatalnej warto zastanowić się nad sensownością utrzymywania dotychczasowego kierunku transferu środków tj. od osób bogatych do biednych i poważnie rozważyć możliwość zmiany na rzecz nieco innego: od osób bezdzietnych lub posiadających jedno dziecko do tych, które mają dzieci więcej.
Natychmiast rodzi się kilka pytań; np.:
1. Czy płacić mają osoby bezpłodne, a jeśli nie, to na jakiej podstawie (zaświadczenie lekarskie do publicznej wiadomości?!)? 2. Co z duchowieństwem katolickim (zwłaszcza z tym posiadającym potomstwo!)? 3. Co ze świadomym rodzicielstwem? Przecież znajdą się ludzie, którzy dla "kasy" będą się rozmnażać jak króliki (już są tacy!), bez żadnej odpowiedzialności. 4. Dlaczego za np. moje przyjemności seksualne mają płacić osoby trzecie? 5. Z czego ma zapłacić bezdzietny bezdomny i bezrobotny lub inwalida żyjący z renty?
>Jeśli akceptujemy rodzinne domy dziecka, jako jedyne źródło utrzymania osób wychowujących "obce" dzieci, to dlaczego nie mielibyśmy dopuścić, aby dla naturalnych rodzin wielodzietnych właśnie ta wielodzietność była źródłem utrzymania, może nie jedynym, ale przynajmniej głównym.
Ale dlaczego akceptujemy? Bo są złem koniecznym. Mniejszym złem niż państwowe placówki tego typu, ale również złem. Wspieranie wielodzietności będzie tylko tę konieczność pogłębiać. Bo nie zmusisz pewnych ludzi do przyjęcia na siebie odpowiedzialności za swoje czyny! I pamiętaj, że "bliższa ciału koszula niż sukmana"! Jeśli z Rodzinnych Domów Dziecka uczynisz dobrze prosperujący biznes (źródło utrzymania), to zawsze znajdą się tacy, którzy będą gotowi "wylać dziecko z kąpielą" dla partykularnego interesu. A gdzie dobro dzieci???
>Gdyby wielodzietność przestała implikować biedę, wzrosłyby szanse na przerwanie podobnej implikacji wiążącej wielodzietność z niskim poziomem wykształcenia wychowanków.
Gdyby!!! Marzyciel z Ciebie, placowniku drogi, oj marzyciel... Tylko jak to zrobić w tych realiach? Zwłaszcza, że dla naszej klasy politycznej (w większości) "nie jest ważne czy Polska będzie bogata czy biedna, ważne aby była katolicka".
> Pozdrawiam
Również, w pełni rozmarzenia.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | |  | 3 na 3 | jkl; (5859 punktów) | >Jedynym wyjściem wydaje się właśnie odwrócenie utrwalających się trendów spadającej dzietności.
Proponowałabym dostosowywać system emerytalny do współczesnych kobiet, a nie kobiety do systemu emerytalnego.
|
|
|  | 10 na 10 | Duda (25557 punktów) | > Jeszcze w roku 1960 wynosił on w Polsce 2,98. Nie muszę chyba dodawać, że warunki materialne były wtedy bez porównania gorsze, niż ma to miejsce dzisiaj.Były lepsze niż dziś. Wprawdzie nie w każdym domu był telewizor o samochodach to mało kto marzył, a w każdym mieszkaniu stały takie same meble, ale pod względem bezpieczeństwa rozrodczego były bez porównania lepsze niż dziś. Nikt nie chodził głodny, mieszkanie kosztowało niewiele, prąd i gaz też był tani. W pracy nie było zwolnień, trzeba było się bardzo starać , żeby kogoś zwolniono. W szkolnej stołówce obiady były tanie i każdego było na nie stać. A i tak dofinansowywano tych biedniejszych. Działały żłobki ( nawet tygodniowe) przedszkole dla dziecka pracującej kobiety było pewne i niedrogie Działały w domach kultury najróżniejsze sekcje: modelarskie, sportowe , taneczne, teatralne..... Były praktycznie za darmo. Jeszcze było harcerstwo. Kłopoty mieszkaniowe sprzyjały trwałości stadła.  Mieszkania były albo z przydziału albo spółdzielcze ( na jedne i drugie czekało się od kilku do kilkunastu lat. Nie było mieszkań do wynajęcia a jedynie można było za olbrzymie pieniądze wynająć sublokatorski pokój. Gdy po latach udręki mieszkania kątem u teściów czy rodziców dostawało się własne mieszkanie małżeństwo było tak szczęśliwe, że nawet niezgodność charakterów była nie warta wzmianki.  Na dodatek takie mieszkanie otrzymywało się w wielkości uzależnionej od ilości dzieci. Tak że "opłacało" się urodzić wszystkie planowane dzieci przed przydziałem mieszkania bo wtedy mieszkanie dostawało się większe z naddatkiem na jeszcze jedno dziecko. Ściągalność alimentów była bardzo wysoka. W zależności od zarobków kolonie, wczasy były dofinansowane i praktycznie każdego było na nie stać. Tak więc w tamtych czasach kobieta miała zagwarantowaną , pracę, płacę w wysokości zapewniającej zaspokojenie podstawowych potrzeb, opiekę nad dzieckiem w żłobku,przedszkolu, szkole. Przy niskich dochodach rodziców dzieci miały stypendia zarówno w szkołach jak i na studiach. Można było studiować w całości na koszt państwa ( od akademika, stołówki, do pieniędzy na utrzymanie). Było siermiężnie ale bezpiecznie.
|
|
| |  | 1 na 3 | placownik (17853 punktów) |
>Było siermiężnie ale bezpiecznie.
Tak to prawda. To były stosunkowo piękne czasy.
Znasz może procedurę prania tetrowych pieluch? Płukanie, gotowanie, wyżymanie (Frania z wyżymaczką - to było to!), dwukrotne płukanie, rozwieszanie do wyschnięcia, po wyschnięciu prasowanie gorącym żelazkiem. I już gotowe! W pierwszym okresie życia zużycie przekraczało 30 sztuk dziennie. Proste, prawda?
A nieco poważniej. Rozważ proszę porównanie nie do lat 60, ale do dwudziestolecia międzywojennego. Ciekaw jestem Twoich wniosków.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | 1 na 1 | J.Szulc (5723 punktów) |
> A nieco poważniej. Rozważ proszę porównanie nie do lat 60, ale do dwudziestolecia międzywojennego. Ciekaw jestem Twoich wniosków.Placowniku drogi... przecież to i Ty znasz tylko z literatury i opowiadań.  Powiedz lepiej, o co Ci chodzi w tym wątku? Pozdrawiam.
|
|
| | |  | 5 na 5 | Myflowers (2721 punktów) | > >Było siermiężnie ale bezpiecznie.> Tak to prawda. To były stosunkowo piękne czasy.> Znasz może procedurę prania tetrowych pieluch? Płukanie, gotowanie, wyżymanie (Frania z wyżymaczką - to było to!), dwukrotne płukanie, rozwieszanie do wyschnięcia, po wyschnięciu prasowanie gorącym żelazkiem. I już gotowe! W pierwszym okresie życia zużycie przekraczało 30 sztuk dziennie. Proste, prawda?> A nieco poważniej. Rozważ proszę porównanie nie do lat 60, ale do dwudziestolecia międzywojennego. Ciekaw jestem Twoich wniosków.> Pozdrawiam> Niech strój słów podkreśla urodę myśliOj, Placownik , Placownik, pomyśl trochę o rozwoju elektroniki od tamtych czasów a i o tym, że wtedy pampersów nie było, trochę to późniejszy wynalazek. To samo z pralkami automatycznymi. To tak, jakbyś napisał, że straszne to czasy były, bo nie każdy miał komputer 
(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
|
|
| | |  | 3 na 3 | sukulent (2309 punktów) | Jeżeli pozwolisz, wtrącę tutaj swoje trzy grosze > Znasz może procedurę prania tetrowych pieluch? Płukanie, gotowanie, wyżymanie (Frania z wyżymaczką - to było to!), dwukrotne płukanie, rozwieszanie do wyschnięcia, po wyschnięciu prasowanie gorącym żelazkiem. I już gotowe! W pierwszym okresie życia zużycie przekraczało 30 sztuk dziennie. Proste, prawda?Znam procedurę prania tetrowych pieluch. Za sprawą uczulenia na pampersy. Pralka co prawda automatyczna, wirująca z kolosalną szybkością 1000 obrotów na minutę, ale płukania w pełnej wannie 3, dla pewności, prasowanie-a jakże. Pampersy, gotowe "obiadki" i kaszki błyskawiczne, a także mleka modyfikowane to bardzo duże ułatwienie życia. Pewna moja znajoma posunęła się nawet do uznania pampersów za najważniejsze osiągnięcie XX wieku - widać pranie pieluch szczególnie jej dojadło. Ale Twoje odnoszenie się do argumentu pampersów, wybacz, przypomino nieco manewr z becikowym, jako zachętą do rodzenia dzieci. Kwestia defekacji to tylko malutki, maluteńki wycinek tematu "macierzyństwo". Macierzyństwo to nieprzespane noce, począwszy od ciąży, kiedy budzi cię ucisk na organy wewnętrzne - raz pęcherz, raz płuca, lub celne kopniaki w wątrobę, a skończywszy na czasach, kiedy naszej dorosłej latorośli coś się nie układa w życiu, to zawody krossowe z wózkiem, którym się nie przedostaniesz na drugą stronę ruchliwej drogi, bo nowocześnie ma nad sobą jedynie kładki bez podjazdów, to wnoszenie tegoż wózka na trzecie piętro z niemowlęciem w środku, bo nie zostawisz dziecka samego ani na dole, ani na górze, to piekło chorób, nie daj los przewlekłych lub ciężkich, kiedy na placu boju zostaje sama matka, bo tatuś nie wytrzymuje napięcia i presji (wiem, o czym piszę - oglądam to na codzień) to odpowiedzialność bez chwili wytchnienia, przestawienie swoich potrzeb na jakąś dziesiątą pozycję (w dobrym układzie). Kobiety zdają sobie z tego sprawę i decyzję o prokreacji podejmują świadomie, rozumiejąc, że życie nie wygląda jak reklama "Bobowity". Coraz więcej takich kobiet. Ale jednak się decydują. Dlaczego ? > A nieco poważniej. Rozważ proszę porównanie nie do lat 60, ale do dwudziestolecia międzywojennego. Ciekaw jestem Twoich wniosków.Co do 20-lecia, to znam je jedynie z opowiadań babci. Ta miała jedną pomoc do domu, a drugą do dziecka. Wniosków nie wyciągnę  Pozdrawiam sredecznie, z nadzieją, ze tym razem odpowiesz. > Pozdrawiam> Niech strój słów podkreśla urodę myśli
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| |  | | Adamiak (36436 punktów) | >...Tak więc w tamtych czasach kobieta miała zagwarantowaną , pracę, płacę w wysokości zapewniającej zaspokojenie podstawowych potrzeb, opiekę nad dzieckiem w żłobku,przedszkolu, szkole. >Przy niskich dochodach rodziców dzieci miały stypendia zarówno w szkołach jak i na studiach. Można było studiować w całości na koszt państwa ( od akademika, stołówki, do pieniędzy na utrzymanie). >
Taa, jeśli dobrze pamiętam, to Jerzy Urban "dawał" na te studia, akademiki i stołówki...czy mnie się z czymś/kimś myli?
A może obywatele byli dzieleni po równo z pieniędzy wcześniej im zabranych?
> Było siermiężnie ale bezpiecznie.>
I dziś to "bezpieczeństwo" odrabiamy, doganiając, bagatela, ca 20 letnie opóźnienie w rozwoju.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Duda (25557 punktów) | >> Było siermiężnie ale bezpiecznie.>I dziś to "bezpieczeństwo" odrabiamy, doganiając, bagatela, ca 20 letnie opóźnienie w rozwoju. Mowa jest o jednym tylko aspekcie życia w latach 60-tych. O dużym przyroście naturalnym w tym czasie i jego przyczynach. (Jerzy Urban był w tym czasie opozycjonistą i miał zakaz publikowania.)
|
|
| | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | >>> Było siermiężnie ale bezpiecznie.>I dziś to "bezpieczeństwo" odrabiamy, doganiając, bagatela, ca 20 letnie opóźnienie w rozwoju. >Mowa jest o jednym tylko aspekcie życia w latach 60-tych. O dużym przyroście naturalnym w tym czasie i jego przyczynach.>
W tekście czytałem pean na cześć "dobrotliwego" rozdawania przez państwo pieniędzy zabranych obywatelom... vide "bezpłatne" żłobki, nauka, kolonie, etc.
>( Jerzy Urban był w tym czasie opozycjonistą i miał zakaz publikowania.) >...
...by później przyłączyć się do rozdawania... oczywiście nie swojego, takie się hojniej rozdaje, ale już po wzięciu "swojej doli".
|
|
| | | | |  | 1 na 3 | Duda (25557 punktów) | >W tekście czytałem pean na cześć "dobrotliwego" rozdawania przez państwo pieniędzy zabranych obywatelom... vide "bezpłatne" żłobki, nauka, kolonie, etc. Takie były reguły gry. Ani to pean ani nie pean. Dla mało zarabiających lub posiadających dużo dzieci były bezpłatne żłobki i studia tez liczyła się średnia na łeb. Gorzej było tym co zarabiali więcej bo nie przysługiwały im wtedy te "profity"
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > >W tekście czytałem pean na cześć "dobrotliwego" rozdawania przez państwo pieniędzy zabranych obywatelom... vide "bezpłatne" żłobki, nauka, kolonie, etc.> Takie były reguły gry. Ani to pean ani nie pean. Dla mało zarabiających lub posiadających dużo dzieci były bezpłatne żłobki i studia tez liczyła się średnia na łeb.>Jak słyszę kolejny raz, że coś było "bezpłatne", to opadają nie tylko ręce...jakem początkujący feministek  > Gorzej było tym co zarabiali więcej bo nie przysługiwały im wtedy te "profity" >......które były finansowane w większości z ich pieniędzy.
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | Duda (25557 punktów) | > Jak słyszę kolejny raz, że coś było "bezpłatne", to opadają nie tylko ręce...jakem początkujący feministek Zupełnie nie rozumiem czego się czepiasz  Taka była redystrybucja wypracowanego przez wszystkich dochodu narodowego. Obecnie państwo (z moich podatków też) finansuje kościół, zadłużone szpitale, wojny w Afganistanie i Iraku. Finansuje też pomoc społeczną, becikowe itd. Mam na to wpływ? Nie! Wolałabym, żeby państwo zamiast wydawać na katechetów , kapelanów , uczelnie teologiczne, różne wojny i tym podobne durnoty wydawało na dofinansowanie żłobków, na stypendia dla uczniów i studentów. Uważam, że byłoby to znacznie sensowniejsze wydawanie pieniędzy niż to co jest. Czy z tego powodu jakaś matka ma nie wziąć becikowego jak dają?
|
|
| | |  | 2 na 2 | Myflowers (2721 punktów) | >>...Tak więc w tamtych czasach kobieta miała zagwarantowaną , pracę, płacę w wysokości zapewniającej zaspokojenie podstawowych potrzeb, opiekę nad dzieckiem w żłobku,przedszkolu, szkole. >>Przy niskich dochodach rodziców dzieci miały stypendia zarówno w szkołach jak i na studiach. Można było studiować w całości na koszt państwa ( od akademika, stołówki, do pieniędzy na utrzymanie). >Taa, jeśli dobrze pamiętam, to Jerzy Urban "dawał" na te studia, akademiki i stołówki...czy mnie się z czymś/kimś myli? >A może obywatele byli dzieleni po równo z pieniędzy wcześniej im zabranych? >> Było siermiężnie ale bezpiecznie.>I dziś to "bezpieczeństwo" odrabiamy, doganiając, bagatela, ca 20 letnie opóźnienie w rozwoju.
Adamiak, nie gadaj bzdur, bo zęby zaczynaja boleć.To bezpieczeństwo straciliśmy od momentu wyprzedawania banków, stoczni, kopalni. Jerzy Urban niczego nie dawał, a dzisiejsi "doktorzy" powinni dyplomy pooddawać, bo je w tamtym strasznie zbrodniczym okresie zdobyli ... za darmo.Tak im źle, cholera, było.Zajrzyj do planów Rapackiego, Jaruzelskiego przyjętych w ONZ/ o czym zapewne nie wiesz/ i nie przerzucaj swojego zapóźnienia w rozwoju na poprzedni system. Po drugie - znajdx taki system, gdzie tylko są same dobrocie - wtedy sie wypowiadaj. Racjonalnie, a nie irracjonalnie. M.
(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
|
|
| | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Adamiak, nie gadaj bzdur, bo zęby zaczynaja boleć.To bezpieczeństwo straciliśmy od momentu wyprzedawania banków, stoczni, kopalni. Jerzy Urban niczego nie dawał, a dzisiejsi "doktorzy" powinni dyplomy pooddawać, bo je w tamtym strasznie zbrodniczym okresie zdobyli ... za darmo.Tak im źle, cholera, było.Zajrzyj do planów Rapackiego, Jaruzelskiego przyjętych w ONZ/ o czym zapewne nie wiesz/ i nie przerzucajswojego zapóźnienia w rozwoju na poprzedni system. Po drugie - znajdx taki system, gdzie tylko są same dobrocie - wtedy sie wypowiadaj. Racjonalnie, a nie irracjonalnie.>Przeczytałem Twój tekst i w pierwszej chwili pomyślałem, żeś pomyliła adresatów... Ale nie, przecie na początku (bardzo grzecznie  ) zaadresowałaś swoje...supozycje. Więc przeczytałem raz jeszcze, starając się zrozumieć o co Ci chodzi... "Drugie czytanie" polegało na wnikliwej analizie: w jaki sposób można wykazać się aż tak złą wolą (nie zrozumienie czyjegoś tekstu nie wchodzi przecież w rachubę, prawda?), by tylko znaleźć powód do... lekceważącej (by nie rzec: obraźliwej), - wytłuszczonej przeze mnie- konkluzji. I...wreszcie olśnienie!!!- sedno Twojej wypowiedzi tkwi w drugiej części zdania powitalnego: > ...bo zęby zaczynaja boleć .>Troskliwie sugeruję i zalecam wizytę u dentysty. Nie rozumiem jednak nadal, jaki związek istnieje między złym (pewnie bardzo, jeśli już boli) stanem Twojego uzębienia, a moją- uszczuploną o minus- pulą punktów...??? Czyżbyś chciała stworzyć precedens, polegający na tym, że każdy Twój dyskomfort (strach pomyśleć, czy tylko w jamie???), będzie skutkował niekorzystnym dla mnie bilansem punktowym? Pozdrawiam, serdecznie życząc powrotu zdrowia... ...i przyłączając się do Twego: > Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant>...Oj, nie... zdrowi również.
|
|
|  | 10 na 10 | awitu (7627 punktów) | >Aby zapewnić prostą zastępowalność pokoleń, współczynnik dzietności powinien przewyższać wartość 2,1. Jeszcze w roku 1960 wynosił on w Polsce 2,98. Nie muszę chyba dodawać, że warunki materialne były wtedy bez porównania gorsze, niż ma to miejsce dzisiaj. Po raz ostatni współczynnik dzietności przekraczał magiczną wartość 2,1 w roku 1988. W 2003 roku osiągnął 50 letnie minimum - 1,22!
Placowniku, jednakże przyrost na całej ziemi jest większy. Może czas przestawić się na mniej nacjonalistyczne podejście, że musimy mieć polskie dzieci, białe dzieci itd? Może warto zaakceptować fakt, że ziemia już jest mocno zaludniona i pracować na Polaków mogą dzieci imigrantów? Czy naprawdę potrzebne jest nam zwiększanie liczebności ludności na świecie? Bo ciągły przyrost ludności napędza tylko ciągły przyrost ludzi w wieku emerytalnym i nie stanowi rozwiązania problemu.
Trzeba też zauważyć, że mimo wszystko na świecie rośnie długość życia, może czas pomyśleć o pracy dla osób po 60 - 65tym roku życia, ograniczyć przyrost ale podwyższyć stopę życia osób w tej grupie wiekowej. Wiele z ludzi w tym wieku chce pracować, może nie na pełnych etatach, może na innych stanowiskach ale wolą to niż egzystencję pozamykani w swych małych mieszkankach. Wszak i w tym wieku można nauczyć się wielu nowych rzeczy i ci ludzie z chęcią to robią gdy mają taką możliwość. Wystarczy spojrzeć na np Uniwersytet trzeciego wieku.
> Czy w porównaniu z rokiem 1960 pewność związku, zaufanie do partnera i zabezpieczenie materialne rzeczywiście spadło obecnie aż tak drastycznie? Moim zdaniem nic nie uzasadnia prawdziwości takiego sądu.
Placowniku, jest jedna różnica między rokiem 1960 a obecnym. Ludzkość ma taki odruch, że po wszelakich katastrofach płodzi więcej dzieci, tym charakteryzuje się czas powojenny. Zakończenie wojny wiązało się z normalizacją życia, stabilizacją i wzrostem liczby zawierania małżeństw. Przyrost naturalny zaczął stopniowo wzrastać; był to tzw. przyrost kompensacyjny.
Lata 60 są na granicy tego okresu. Ten okres zakończył się pod koniec lat 60tych. Można tu podać kilka przyczyn ale jedną z nich było dotarcie do odpowiedniej liczby ludności i zmiana polityki na taką która już nie promuje przyrostu ludności a stabilizuje stan obecny. Kolejny wyż był owocem wejścia w okres rozrodczy wyżu powojennego.
Wzrost liczby urodzin nie do końca powiązany jest z zaufaniem do partnera itd. Wynika on też nie tylko z chęci do rodzenia, wynika też ze stosowania środków antykoncepcyjnych. W latach 60tych stosowanie środków antykoncepcyjnych nie było powszechne, a że rozrywek było niewiele, to kobiety zachodziły w ciążę... i rodziły. Dopuszczalność aborcji wprowadzono dopiero w 1956 roku. Wiele pewnie z tych kobiet nie zdecydowałoby się na kolejną ciążę gdyby mogło jej zapobiegać.
Moja babcia miała 8 dzieci, gdy z nią rozmawiałam na ten temat mówiła, że powodem tego były wpadki, religijne podejście do życia ale i przeświadczenie, że jak przyjdzie kolejny kataklizm typu wojna to z tej 8 na pewno jakieś przeżyje, a gdyby miała 2 szansa na przeżycie byłaby mniejsza.
Kolejne pokolenie miało już inne podejście, nie trzeba rodzić dużo, wystarczy 2, ale trzeba je dobrze wykształcić, zapewnić mu lepszą przyszłość niż samemu się miało. Przestawiliśmy się już z myślenia ilościowego na jakościowe.
Odnośnie pewności związku i zaufania do partnera to ono spadło, odzwierciedleniem jest liczba rozwodów. Kobiety nie tylko poszły do pracy, dowiedziały się że nie muszą płodzić gromadki dzieci, ale wzrosła w nas świadomość, że nie musimy do grobowej deski być z jednym partnerem skoro jest on dla nas niedobrym partnerem. Rozwód przestał być wstydem i przysłowiowym końcem życia dla kobiety. Niby nic się nie zmieniło ale zmieniła się świadomość kobiet - nie odnośnie posiadania dzieci, ale własnej pozycji własnych praw. Coraz mniej kobiet jest zmuszana do związków, przez rodzinę, tradycję, otoczenie, co było nagminne w latach 60tych.
Może rozwiązaniem tego problemu nie są kobiety a mężczyźni? Może czas by i oni dostosowali się do tej nowej sytuacji. Prawdopodobnie wiele kobiet zdecydowałoby się na dziecko gdyby po urodzeniu dziecka mężczyzna przejął część obowiązków. Tak było w przypadku właśnie moich znajomych aktywnie działających feministek, urodziły dzieci i często nie zatrzymały się na jedynakach, ale rolę głównego opiekuna dzieci w ich domach odgrywa ojciec, a nie matka. Moim zdaniem, problem nie leży w tym że kobiety to feministki i nie chcą rodzić dzieci, ale w tym że społeczeństwo się zmienia a więc i mężczyźni muszą zaakceptować sytuację, że kobiety posiadają te same prawa co oni. Przestawić się z myślenia - kobieta = matka, a ojciec to żywiciel rodziny, na myślenie człowiek = rodzic i każde z rodziców może być żywicielem.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| |  | 2 na 2 | sztejkat (4743 punktów) | >(...) >Może rozwiązaniem tego problemu nie są kobiety a mężczyźni? (....) na myślenie człowiek = rodzic i każde z rodziców może być żywicielem.
Słusznie piszesz. Z moich obserwacji wynika, że właśnie tak już się dzieje. Mężczyźni, których znam chętnie wchodzą w rolę opiekuna, jednak nadal poczucie konieczności zabezpieczenia finansowego rodziny przez mężczyznę jest spore. I, wziąwszy pod uwagę malejące, ale jednak nadal występujące różnice w zarobkach między płciami, jest to poczucie jak najbardziej uzasadnione.
Nie widzę problemu, gdyby moja przyszła zarabiała tyle co ja lub więcej, bym nie mógł zająć się dzieckiem kosztem pracy, chociaż bardzo lubię to co robię. Jeśli jednak sytuacja byłaby odwrotna, rozsądek nakazywałby mi pozostanie przy klasycznym podziale ról.
I tak sobie myślę, że tu jest pies pogrzebany - w rodzinie praca zarobkowa powinna być priorytetem dla tego, który więcej zarabia. Takie podejście daje bowiem rodzinie wyższe poczucie bezpieczeństwa i temu nie da się zaprzeczyć.
Jeśli więc statystyczny mężczyzna zarabia więcej (niezależnie od przyczyn) od statystycznej kobiety, to statystycznie częstszym, bo rozsądniejszym, będzie model gdzie karierą zawodową (i związanym z nią wzrostem dochodów) zajmie się przede wszystkim mężczyzna zaś kobieta skupi się bardziej na domu i dzieciach.
Jeśli jednak statystyczna "nowa" kobieta ma aspiracje przede wszystkim zawodowe a mimo to jej dochody są niższe niż partnera, to wówczas kłopot gotowy - z jednej strony chciałoby się by to facet zajął się domem, z drugiej chciałoby się by w rodzinie wiodło się dobrze pod względem finansowych.
I kicha.
Mężczyźni też nie są z kamienia - wielu chętnie poświęciłoby swoją karierę dla satysfakcji ukochanej jednak znów, jak powyżej, wchodzą w grę pieniądze i bezpieczeństwo finansowe rodziny.
Nie wiem jak u innych, ale poczucie, że to do mężczyzny należy zapewnienie bezpieczeństwa rodzinie i że wszelkie uchybienia w tej kwestii to tylko i wyłącznie jego wina jest we mnie bardzo silne.
Z tego wynika rada: "Dziewczyno, jeśli chcesz mieć dzieci i robić karierę, pnij się do góry najszybciej jak możesz. Twoja pozycja musi być na tyle pewna, by to Twoja praca a nie praca Twojego partnera gwarantowała rodzinie bezpieczeństwo finansowe."
Oczywiście zawsze pozostaje "równy podział ról". Tyle, że równy to on nigdy nie będzie - gdy życie przyciśnie, choćby finansowo, trzeba będzie się nimi podzielić tak, by optymalnie podołać wyzwaniom.
Pozdrawiam.
Tomasz Sztejka
|
|
| | |  | 4 na 4 | awitu (7627 punktów) |
>Jeśli jednak statystyczna "nowa" kobieta ma aspiracje przede wszystkim zawodowe a mimo to jej dochody są niższe niż partnera, to wówczas kłopot gotowy - z jednej strony chciałoby się by to facet zajął się domem, z drugiej chciałoby się by w rodzinie wiodło się dobrze pod względem finansowych.
Ze wszystkim się zgadzam co napisałeś. Jeśli dwoje ludzi uważa, że ta różnica jest tak spora, że może zaważyć na poziomie życia jaki chcieliby wieść i zagwarantować dzieciom, to praca zawodowa mężczyzny i pozostanie w domu kobiety jest tutaj rozwiązaniem, to jest to ich decyzja i ich prawo. Powiem nawet że to jest rozsądna decyzja, pewnie sama taką bym podjęła. Ja mówię o innej sytuacji, gdy z góry zakłada się, że kobieta ma zostać w domu, bo od dziecka daje się jej mniejsze szanse na edukację, gdy z góry wpaja jej się, że jedynym sensem jej istnienia jest macierzyństwo, gdy przy przyjmowaniu do pracy zakłada się, że ona na pewno zajdzie w ciążę, na pewno będzie gorzej pracować itd. To są te stereotypy które wpływają na to, że mniej zarabiamy.
>Nie wiem jak u innych, ale poczucie, że to do mężczyzny należy zapewnienie bezpieczeństwa rodzinie i że wszelkie uchybienia w tej kwestii to tylko i wyłącznie jego wina jest we mnie bardzo silne.
To pozytywne, ale nie jest tylko zarezerwowane dla mężczyzn. Nie lubię opowiadać o swoim życiu prywatnym, ale widzisz ja nie mam własnych dzieci, ale doświadczyłam już na własnej skórze czym jest wychowywanie dziecka, dbanie o jego wykształcenie, utrzymanie, czym jest odpowiedzialność za rodzinę, za jej bezpieczeństwo finansowe, jej integralność itd. To jest cecha ludzi którzy, starają się żyć i być odpowiedzialni za własne życie i swoją rodzinę.
Zawsze szanowałam kobiety które stwierdziły, że chcą być matką na cały etat, ale robiły to świadomie, a nie dlatego że im to wpojono. Nie rozumiem kobiet które uważają, że ich odpowiedzialność za rodzinę kończy się na urodzeniu i wychowaniu dziecka, a o resztę niech się facet martwi. Dla mnie ta odpowiedzialność jest rozłożona na oboje rodziców, a jak zabraknie rodziców to np na starsze rodzeństwo. Dla mnie to kwestia wyborów członków rodziny jak się dzielimy obowiązkami by było nam jak najlepiej, a często tego wyboru nie ma bo nieświadomie przyjmujemy tradycyjnie narzucone nam role. Twoje poczucie pełnej odpowiedzialności jest wynikiem takiego właśnie wychowania. Fajnie gdy ma się tego świadomość i potrafi się przyjąć, że mogą być inne rozwiązania, tak jak Ty to robisz.
>Z tego wynika rada: "Dziewczyno, jeśli chcesz mieć dzieci i robić karierę, pnij się do góry najszybciej jak możesz. Twoja pozycja musi być na tyle pewna, by to Twoja praca a nie praca Twojego partnera gwarantowała rodzinie bezpieczeństwo finansowe."
Uważam, że czym bardziej wykształceni rodzice, posiadający więcej umiejętności i atutów tym lepiej dla rodziny. Bo zawsze może się okazać, że zmienia się sytuacja na rynku i będzie większy popyt na pracę naszego partnera. A poza tym czym sami więcej umiemy tym więcej tej wiedzy wpoimy dzieciom. Tu nie chodzi o rywalizację, które z partnerów będzie lepsze i wygra nagrodę pt. "praca zarobkowa", bo wbrew pozorom nie zawsze ona jest tą wygraną. Chodzi jedynie o to by ludzie mogli wybierać, czasami pod wpływem zaistniałej potrzeby, która rola jest dla nich lepsza, która korzystniejsza dla rodziny, a nie działali wedle schematu opartego na stereotypach, który się im programuje od urodzenia i które wymusza na nich społeczeństwo.
>Oczywiście zawsze pozostaje "równy podział ról". Tyle, że równy to on nigdy nie będzie - gdy życie przyciśnie, choćby finansowo, trzeba będzie się nimi podzielić tak, by optymalnie podołać wyzwaniom.
Ależ oczywiście Tomaszu, proza życia wyznacza nam realia, tylko chodzi o to by poza tą prozą życia, nie selekcjonować już od dziecka: ty możesz spełniać się w pracy dlatego kupimy ci komputer, wyślemy na dodatkowe lekcje, poślemy na studia, a ty musisz wychowywać dzieci więc ucz się gotować, bądź bierna i może idź na studia i tam znajdź męża, bo to już na starcie stawia kobiety w trudniejszej sytuacji. Wiele kobiet przez to wpada w pewną ścieżkę którą, im wyznaczono nie zastanawiając się nawet że, może chciałoby się inaczej żyć. Najsmutniej jest wtedy, gdy po urodzeniu tych dzieci kobieta nagle się budzi i czuje, że coś straciła. Wtedy dopada ją rozgoryczenie, że poświęciła się w imię roli którą jej wyznaczono. A macierzyństwo nie powinno być właśnie takim poświęceniem wyznaczonym z góry, ale radością, świadomym wyborem. Owszem czasami będzie poświęceniem naszych marzeń i pragnień dla dziecka, ale niech to będzie świadomy wybór, wynikający z naszych decyzji, z realiów życia, a nie stereotypu.
pozdrawiam
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | |  | | sztejkat (4743 punktów) | No cóż, zgadzam się z Tobą, więc nie ma o czym pisać  Pozdrawiam.
Tomasz Sztejka
|
|
| |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Może czas przestawić się na mniej nacjonalistyczne podejście, że musimy mieć polskie dzieci, białe dzieci itd?
Posądzasz mnie o nacjonalizm, a może nawet o uprzedzenia rasowe tylko dlatego, że ujemny przyrost naturalny postrzegam jako problem?
>Może warto zaakceptować fakt, że ziemia już jest mocno zaludniona i pracować na Polaków mogą dzieci imigrantów?
Jeśli nic się nie zmieni, to będą musiały. A jak to będzie wyglądało możemy już zacząć sobie wyobrażać, obserwując to co się dzisiaj dzieje we Francji, Anglii a nawet i w Szwecji. Czy warto fundować sobie takie kłopoty? To przypomina leczenie dżumy cholerą.
>Moim zdaniem, problem nie leży w tym że kobiety to feministki i nie chcą rodzić dzieci,
Z pewnością nie wszystkie kobiety to feministki, a cechą wyróżniającą feministki niekoniecznie jest niechęć do rodzenia. Wcale tak nie myślę, choć taki wniosek wysnuć można z mojego, nieco prowokacyjnego, wpisu otwierającego wątek. Wątku zatytułowanego - przypomnę - Feminizm a macierzyństwo. Lektura licznych głosów w dyskusji prowadzi do smutnej konkluzji, że dominującym wśród pań poglądem jest traktowanie macierzyństwa głównie jako obciążenia, niesłusznie dotykającego wyłącznie kobiety. Macierzyństwo to utrudnienie w karierze zawodowej, to przeszkoda w dążeniu do samorealizacji, to jedna z przyczyn dla których panie są gorzej wynagradzane. Macierzyństwo to wołająca o pomstę do nieba niesprawiedliwość.
>ale w tym że społeczeństwo się zmienia a więc i mężczyźni muszą zaakceptować sytuację, że kobiety posiadają te same prawa co oni. Przestawić się z myślenia - kobieta = matka, a ojciec to żywiciel rodziny, na myślenie człowiek = rodzic i każde z rodziców może być żywicielem
Czy wynalazek "tacierzyństwa", rozkładający równomierniej ciężar wychowania potomstwa i godny skądinąd polecenia, to recepta na spadającą liczbę urodzin i sposób na zmianę postrzegania macierzyństwa? To dla mnie mocno wątpliwe. Trzeba pamiętać, że dla ponad 2 milionów matek wychowujących samotnie dzieci to bajka o żelaznym wilku. Dla reszty rodzin przymus wdrażania tego wynalazku, nawet jeśli tylko moralny, najpewniej skutkować będzie wzrastającą niechęcią panów do powiększania liczby potomstwa. Dlatego uważam, że znacznie bardziej obiecującym kierunkiem jest dowartościowanie macierzyństwa (i "tacierzyństwa" po równi). Dowartościowanie głównie materialne, ale nie tylko. Potrzebne są tu pomysły na wzór Tomka Sawyer'a, a nie narzekania, że malowanie płotu to zajęcie ogłupiające i w gruncie rzeczy wale nie takie potrzebne.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | 3 na 3 | Zulka (2198 punktów) | >Lektura licznych głosów w dyskusji prowadzi do smutnej konkluzji, że dominującym wśród pań poglądem jest traktowanie macierzyństwa głównie jako obciążenia, niesłusznie dotykającego wyłącznie kobiety. Macierzyństwo to utrudnienie w karierze zawodowej, to przeszkoda w dążeniu do samorealizacji, to jedna z przyczyn dla których panie są gorzej wynagradzane. Macierzyństwo to wołająca o pomstę do nieba niesprawiedliwość.
Macierzyństwo to nie "niesprawiedliwość" ale przyznasz że pewne "obciążenie". Moim zdaniem poprawiłoby sytuację: - wprowadzenie ulg podatkowych dla pracodawców zatrudniających rodziców , - zadbanie o odpowiednią ilość żłobków, najlepiej przy zakładach pracy ale nie tylko, - zadbanie o odpowiednią ilość przedszkoli, również o to żeby nie były otwarte wyłącznie do 17.00. Te trzy kwestie nasuwają mi się "na gorąco".
|
|
| | | |  | 3 na 3 | placownik (17853 punktów) |
> Macierzyństwo to nie "niesprawiedliwość" ale przyznasz że pewne "obciążenie". Przyznaję, że obciążenie. Naturalne obciążenie. Można, a nawet należy je łagodzić, ale w pełni go wyeliminować nie da się. > Moim zdaniem poprawiłoby sytuację:> - zadbanie o odpowiednią ilość żłobków, najlepiej przy zakładach pracy ale nie tylko Żłobki to ostateczność, a żłobki tygodniowe, które z łezką w oku wspomina Duda, to zwykły horror. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Zulka (2198 punktów) |
> >- zadbanie o odpowiednią ilość żłobków, najlepiej przy zakładach pracy ale nie tylko> Żłobki to ostateczność, a żłobki tygodniowe, które z łezką w oku wspomina Duda, to zwykły horror.Nie twierdzę, że żłobki są lepsze od opieki rodziców. Jednak rozmawiając ze znajomymi, często słyszę że nie stać ich na dziecko. Babcia daleko  a opiekunka w Warszawie to koszt rzędu tysiąca pięciuset złotych minimum. Do tego rata kredytu mieszkaniowego, opłaty i... wybór przestaje być wyborem. Nie ma alternatywy. Jeżeli chodzi o żłobki z czasów poprzedniej epoki - czasy się zmieniły. Nie mam na myśli żłobków-molochów z ogromną liczbą maluchów. Można zadbać, żeby były przyjazne rodzicom i dzieciom. pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Duda (25557 punktów) | > Żłobki to ostateczność, a żłobki tygodniowe, które z łezką w oku wspomina Duda, to zwykły horror.Pisząc o żłobkach tygodniowych nie wspominałam ich z łezką w oku ale przywołałam fakt ich istnienia jako przegięcie w drugą stronę. Mało kto potrafi sobie obecnie to wyobrazić. Ale skoro istniały widocznie zaspakajały jakąś potrzebę. Utrudnieniem w wychowywaniu dziecka stała się likwidacja pracy na trzy zmiany. Ten system pracy paradoksalnie pozwalał rodzinom uniknąć żłobka. Z tego też obecnie mało kto zdaje sobie sprawę. Nie uważam żłobków za dobre rozwiązanie, ale też nie neguję potrzeby ich istnienia. Powinny powstać, żłobki małe dostosowane do godzin pracy matek blisko ich miejsca zatrudnienia. Skoro matka musi iść do pracy to pozostaje do wyboru żłobek albo niania. Jedno i drugie rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. Nie mając pewności, czy osoba której powierzam dziecko jest osobą odpowiedzialną i kompetentną nie jestem pewna czy nie wybrałabym obecnie jednak żłobka.
|
|
| | |  | 3 na 3 | awitu (7627 punktów) | >Posądzasz mnie o nacjonalizm, a może nawet o uprzedzenia rasowe tylko dlatego, że ujemny przyrost naturalny postrzegam jako problem? Drogi Placowniku, nie posądzam Cię ani o nacjonalizm ani o uprzedzenia rasowe. Gdybym takowe zarzuty Ci stawiała, napisałabym "przestań być rasistą". Za bardzo Cię cenię, by takie coś mi mogło wpaść do głowy. Specjalnie użyłam formy bezosobowej, a później napisałam "musimy mieć", ponieważ tak sądzi wiele ludzi w naszym społeczeństwie. Mówiłam o nas jako o społeczeństwie polskim o tym, że my jako zbiorowość mamy takie poglądy, z którymi, już warto zerwać.
> Jeśli nic się nie zmieni, to będą musiały. A jak to będzie wyglądało możemy już zacząć sobie wyobrażać, obserwując to co się dzisiaj dzieje we Francji, Anglii a nawet i w Szwecji. Czy warto fundować sobie takie kłopoty? To przypomina leczenie dżumy cholerą. Więc mamy teraz świetną lekcję poglądową, i czas by się zastanowić jak to zorganizować. Wszak przyczyną zamieszek we Francji itd, nie jest fakt przebycia tam imigrantów, tylko o wiele bardziej złożone procesy. Ja zadałam pytania, które mi się nasunęły do głowy po Twoim poście. Wszak nie napisałam, "zaakceptujmy", użyłam słowa "może". Nie mam gotowej recepty, niestety.
>Lektura licznych głosów w dyskusji prowadzi do smutnej konkluzji, że dominującym wśród pań poglądem jest traktowanie macierzyństwa głównie jako obciążenia, niesłusznie dotykającego wyłącznie kobiety. Macierzyństwo to utrudnienie w karierze zawodowej, to przeszkoda w dążeniu do samorealizacji, to jedna z przyczyn dla których panie są gorzej wynagradzane. Macierzyństwo to wołająca o pomstę do nieba niesprawiedliwość. Placowniku bo tak jest, niestety zamiast pięknego i szczęśliwego rodzicielstwa mamy wymuszone macierzyństwo. Niestety taka jest sytuacja. Skoro macierzyństwo nie jest najczęściej wyborem, a konsekwencją splotu tysiąca różnych czynników od braku edukacji seksualnej po mit "bo natura cie taką stworzyła". Zobacz jak diametralnie różne są reakcje kobiet, które od dziecka były przysposabiane do roli matki żony, tych, których rodzice nie zadali sobie trudu choćby poinformować je o tym, że mogą wybrać inną drogę życia, od tych, które w wyniku świadomego wyboru marzą o dziecku, wyczekują go, planują jego wychowanie. Ta druga grupa to niestety mniejszość. I tu są moje pytania, które przewijają się przez dyskusję, dlaczego na silę dążymy by utrzymywać taki stan, gdzie dziecko jest obciążeniem swoistym "końcem życia" dla kobiety. Ale tu nie wystarczy gloryfikacja macierzyństwa, ale istnieje potrzeba realnego dostosowania nastawienia społecznego do obecnej sytuacji, gdy obie płcie mają równe prawa obywatelskie. To dwoje ludzi chce mieć dziecko, nie można z góry zakładać, że to kobieta będzie je wychowywać, bo wszak i ojciec chciał tego dziecka. A jak zdarzyła się wpadka... oboje przyczynili się do tego, że do ciąży doszło.
> Czy wynalazek "tacierzyństwa", rozkładający równomierniej ciężar wychowania potomstwa i godny skądinąd polecenia, to recepta na spadającą liczbę urodzin i sposób na zmianę postrzegania macierzyństwa? Ale zauważ, że rodzicielstwo to nie tylko "macierzyństwo" i "tacierzyństwo" (dlaczego nie używasz słowa ojcostwo?) ale formy pośrednie. Ja nie postuluję zamknięcia wszystkich ojców w domach, a matek wypędzenia do roboty. Ja tylko mówię, że powinniśmy się zastanowić, co zrobić by zmienić te stereotypowe role społeczne. By cały ciężar wychowania dzieci nie spoczywał na kobietach. Czasem wystarczy, że ten pracujący ojciec, mocniej zaangażuje się w opiekę nad dziećmi np w weekend, dając kobiecie np czas na kursy, czy na inną formę samorealizacji. A ilu jest takich mężczyzn, którzy chętnie zaopiekowaliby się dziećmi pozwalając kobietom pracować zawodowo, ale nie robi tego z obawy przed utratą swej pozycji w społeczeństwie, wyśmianiem przez kolegów, czy krytyką ze strony dalszej rodziny?
>To dla mnie mocno wątpliwe. Trzeba pamiętać, że dla ponad 2 milionów matek wychowujących samotnie dzieci to bajka o żelaznym wilku. Tylko tu też wchodzą właśnie te stereotypy, że ojcu wolno odejść, jest społeczne przyzwolenie na to. Chłopców nikt od dziecka nie przyucza do ojcostwa, nie ma presji społecznej na to by być ojcem. Dochodzi do tego jeszcze sprawa alimentów, tutaj pierwszym i podstawowym zagadnieniem jest ściągalność alimentów.
>Dla reszty rodzin przymus wdrażania tego wynalazku, nawet jeśli tylko moralny, najpewniej skutkować będzie wzrastającą niechęcią panów do powiększania liczby potomstwa.
Sam widzisz, to nie jest tylko kwestia tego, że kobiety nie chcą rodzić, tylko że my jako społeczeństwo nie chcemy mieć więcej dzieci. Mówisz, że przymus wywierany na mężczyzn spowoduje spadek, ale ten sam przymus w wypadku kobiet jest przyczyną spadku ilości urodzin. Jako ludzie nie chcemy być przymuszani w imię dobra społecznego.
>Dlatego uważam, że znacznie bardziej obiecującym kierunkiem jest dowartościowanie macierzyństwa (i "tacierzyństwa" po równi). Dowartościowanie głównie materialne, ale nie tylko. Potrzebne są tu pomysły na wzór Tomka Sawyer'a, a nie narzekania, że malowanie płotu to zajęcie ogłupiające i w gruncie rzeczy wale nie takie potrzebne. Masz rację, że jest potrzeba dowartościowania rodzicielstwa, ale nie spychania tego problemu na kobiety. Zarówno rozwiązania prawne jak i nasze wychowanie powinno się tak zmienić byśmy podkreślali wagę tej sfery życia, ale u obojga płci. Od dziecka wpajali dzieciom, że to nie jest wcale gorsze zajęcie ani w wypadku kobiety ani mężczyzny. Byśmy tak tworzyli prawo by rodzicielstwo objąć ułatwieniami, pomocą i ochroną. Ale nie rozbijali tego na płeć, dlatego ja się tak upieram przy pojęciu "rodzicielstwo".
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
|  | | Adamiak (36436 punktów) | > >Kobiety chcą rodzić dzieci ale nie mają po temu warunków.> Aby zapewnić prostą zastępowalność pokoleń, współczynnik dzietności powinien przewyższać wartość 2,1. Jeszcze w roku 1960 wynosił on w Polsce 2,98. Nie muszę chyba dodawać, że warunki materialne były wtedy bez porównania gorsze, niż ma to miejsce dzisiaj. Po raz ostatni współczynnik dzietności przekraczał magiczną wartość 2,1 w roku 1988. W 2003 roku osiągnął 50 letnie minimum - 1,22!> > Kobieta chce mieć dziecko jeżeli jest pewna swojego związku, ma zaufanie do partnera, jest zabezpieczona materialnie.> Czy w porównaniu z rokiem 1960 pewność związku, zaufanie do partnera i zabezpieczenie materialne rzeczywiście spadło obecnie aż tak drastycznie? Moim zdaniem nic nie uzasadnia prawdziwości takiego sądu.>......ale daje podstawy do ustawowego uregulowania kwestii pewności związku (czyt.: wierności małżeńskiej )... co znakomicie zmniejszyłoby- tak sądzę- ilość sfrustrowanych feministek.
|
|
 | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | >Czy odpowiedzialna kobieta ma prawo sprowadzić na ten świat dziecko: >gdy nie jest pewna swojego partnera, >gdy nie ma zagwarantowanej przyzwoitej pomocy socjalnej, >gdy nie ma gwarancji, że będzie w stanie zarobić na siebie i dziecko
Zgadzając się, ogólnie, z wyliczanką finansową, zastanawiam się nad motywacją umieszczenia: "gdy nie jest pewna swojego partnera" na pierwszym miejscu w rankingu...?
Pozostałe dwie pozycje, wydają się implikacją akcentowanej (pozycją w "rankingu") pierwszej.
>>Czy brak dzieci jest rzeczywiście skutkiem równouprawnienia
Na to wychodzi.
Czyż nie jest to "strzał w stopę" feministek?
|
|
|  | 4 na 4 | Duda (25557 punktów) |
>Zgadzając się, ogólnie, z wyliczanką finansową, zastanawiam się nad motywacją umieszczenia: "gdy nie jest pewna swojego partnera" na pierwszym miejscu w rankingu...? >Pozostałe dwie pozycje, wydają się implikacją akcentowanej (pozycją w "rankingu") pierwszej. Jest to dla kobiety na tyle ważny punkt, że potrafi skutkować nawet bezpłodnością. Taki to z kobiety dziwny twór. Natomiast dwa następne punkty rzeczywiście gwarantują to czego byle jaki partner zagwarantować nie może. Kobiety potrzebują gwarancji bezpieczeństwa dla dziecka, które mają urodzić. Sprowadzanie na świat dziecka, któremu nie jesteśmy w stanie zapewnić minimum egzystencji jest skrajną nieodpowiedzialnością. Natomiast w sprawie "partnera" to tendencja rozwoju społeczeństwa jest taka, że coraz więcej związków się rozpada po kilku latach i będą się rozpadać coraz częściej. Rozsądnym więc jest nie liczyć zbytnio na partnera, gdyż dziecko samodzielność uzyskuje dopiero po 20 latach. Dlatego dla kobiet tak ważne jest by były w stanie zarobić na siebie i dziecko. By pomoc państwa skierowana była na współudział w ponoszeniu kosztów utrzymania i wykształcenia dziecka a równocześnie by fakt posiadania dziecka nie dyskryminował kobiet na rynku pracy.
|
|
| |  | | Adamiak (36436 punktów) | >>Zgadzając się, ogólnie, z wyliczanką finansową, zastanawiam się nad motywacją umieszczenia: "gdy nie jest pewna swojego partnera" na pierwszym miejscu w rankingu...? >>Pozostałe dwie pozycje, wydają się implikacją akcentowanej (pozycją w "rankingu") pierwszej. >Jest to dla kobiety na tyle ważny punkt, że potrafi skutkować nawet bezpłodnością. >Taki to z kobiety dziwny twór . >Natomiast dwa następne punkty rzeczywiście gwarantują to czego byle jaki partner zagwarantować nie może. Kobiety potrzebują gwarancji bezpieczeństwa dla dziecka, które mają urodzić. Sprowadzanie na świat dziecka, któremu nie jesteśmy w stanie zapewnić minimum egzystencji jest skrajną nieodpowiedzialnością. >Natomiast w sprawie "partnera" to tendencja rozwoju społeczeństwa jest taka, że coraz więcej związków się rozpada po kilku latach i będą się rozpadać coraz częściej. Rozsądnym więc jest nie liczyć zbytnio na partnera, gdyż dziecko samodzielność uzyskuje dopiero po 20 latach. Dlatego dla kobiet tak ważne jest by były w stanie zarobić na siebie i dziecko. By pomoc państwa skierowana była na współudział w ponoszeniu kosztów utrzymania i wykształcenia dziecka a równocześnie by fakt posiadania dziecka nie dyskryminował kobiet na rynku pracy.>
No cóż, trzeba się tylko zgodzić...plusik, jak obiecałem.
|
|
7 na 7 | Kelly (2051 punktów) | >Nie chcą rodzić dzieci I dobrze, może wizja coraz starszego społeczeństwa przemówi do rozumu mężczyznom, którzy traktują kobiety jak maszyny do rodzenia. Poza tym większość kobiet chce nie tylko pracować, ale także prowadzić bogate życie rodzinne. To mężczyźni nie chcą wychowywać dzieci - ponad połowa kobiet twierdzi, że namawiała swojego męża na powiększenie rodziny dłużej niż rok (jak znajdę gazetę, w której o tym czytałam, to podam jej tytuł).
|
|
 | 3 na 3 | Vytautas (4394 punktów) | >może wizja coraz starszego społeczeństwa przemówi do rozumu mężczyznom, którzy traktują kobiety jak maszyny do rodzenia. Najwięcej dzieci rodzą żony prymitywów, którzy włażąc do łóżka nic nie myślą, robią to, co im każe instynkt. O żadnych sposobach regulacji urodzin nie myślą, a to dlatego, że o nich nic nie wiedzą, a to dlatego, że ksiądz zakazał. > Poza tym większość kobiet chce nie tylko pracować, ale także prowadzić bogate życie rodzinne. To mężczyźni nie chcą wychowywać dzieci - ponad połowa kobiet twierdzi, że namawiała swojego męża na powiększenie rodziny dłużej niż rok Piszesz o małżeństwach (parach) świadomych swoich poczynań i potrafiących planować. Tacy płodzą stosunkowo niewiele dzieci. Większość ma dzieci bez troski o ich przyszłość: 'Dał Bóg dzieci, da i na dzieci'.
|
|
|  | | Kelly (2051 punktów) | Oczywiście, absolutnie się zgadzam. Chciałam tylko zwrócić uwagę, że to wcale nie ambicje kobiet są pierwszym albo jedynym powodem coraz niższego wskaźnika urodzeń.
|
|
1 na 1 | jarcio (1198 punktów) | Feminizm to takie współczesne ucieleśnienie dawnej herezji Albigensów. Istotą spojrzenia na kondycję społeczeństwa jest zawsze perspektywa przyszłości i właśnie dlatego feminizm jest ruchem bez znaczenia. By odnieść zwycięstwo nie wystarczy ustanowić prawa o równości wszystkich, które to prawo przetrwa maksymalnie z jakieś kilkanaście lat po czym posypie się jak domek z kart. Kultura to żywy organizm, który żywi się spuścizną. Pytanie o to jaką spuściznę pozostawią po sobie feministki jest pytaniem łamiącym zasady logiki. Przyszłość świata to coraz częściej Chiny, Indie czy kraje islamskie. Natura nie pozwoli człowiekowi wyginąć i zwyczajnie zaora kultury słabe i wymierające, które się same cofają ustępując miejsca innym. I dlatego feminizm oraz wszelkie inne "tolerancjonizmy" nie stanowią o przyszłym obrazie świata.
|
|
5 na 5 | J.Szulc (5723 punktów) |
Placowniku kochany... no co Ty? To, że nie mamy już rodzin liczących po ośmioro i więcej dzieci nazywasz brakiem chęci do rodzenia? Żartujesz? Powiedz może, jak utrzymać tę gromadkę, a do tego zapewnić jej jakieś wykształcenie? Chyba nie każesz mi liczyć na pomoc państwa, bo to opiekuńcze nie jest od dawna. Pomoc Kościoła? Wolne żarty... księża też mają swoje "problemy". Moje mu nie są potrzebne. Pewien mój znajomy, zgłaszając bodajże szóste dziecko do chrztu usłyszał, że chyba jakiś ograniczony, skoro "warsztatu nie umie utrzymać na wodzy". Tak sobie myślę, że chciałeś swoim postem przeciwdziałać zalewowi narodów wschodu, co?  Pozdrawiam.
|
|
 | | placownik (17853 punktów) |
> To, że nie mamy już rodzin liczących po ośmioro i więcej dzieci nazywasz brakiem chęci do rodzenia? Raczej to, że mamy tak mało rodzin wychowujących troje dzieci. > Powiedz może, jak utrzymać tę gromadkę, a do tego zapewnić jej jakieś wykształcenie? Tego nie wiem. Wydaje mi się jednak, że decydujący jest brak zgody na odpowiedź na pytanie, którego nie zadałaś. Jak zachować przy tym standard życia już osiągnięty, lub szanse na osiągnięcie standardu do którego się aspiruje. Odpowiedź brzmi. Nie da się.> Tak sobie myślę, że chciałeś swoim postem przeciwdziałać zalewowi narodów wschodu, co?  Jeśli te narody zgodzą się pracować na moją lichą emeryturę, to nie mam nic przeciwko temu zalewowi. Niech zalewają. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 4 na 4 | J.Szulc (5723 punktów) |
Cieszę się, że to pytanie zadałeś Ty. Moim zdaniem, w odpowiedzi na nie, zawiera się cała odpowiedź na pokazany przez Ciebie problem. Kto chciałby dobrowolnie schodzić do niższego standardu życia, niż osiągnięty? Mieć, czy być?" - ważne pytanie. Jednak dlaczego nie być z choćby małą ilością posiadania? W tym momencie pomyślałam, ile trzeba mieć, żeby móc sobie pozwolić choćby na ukochane przeze mnie książki, dzięki którym człowiek jakoś się "staje". Nie zwalaj wszystkiego na feminizm. Może raczej na gospodarkę oraz na stopień świadomości rodziców. E tam - dodaj jeszcze dostępność środków antykoncepcyjnych dla tych mniej świadomych  Być może się mylę, ale na Twoją emeryturę zapracuje "wyż demograficzny", pod warunkiem, że państwo polskie nie zniesmaczy ich (młodych)do życia tutaj, w kraju, do końca. Tak że, mój drogi, spokojnie... Może zamiast w ilość, warto zabrać się za jakość... w tym wypadku również...? Jak zwykle - pozdrawiam.
|
|
-1 na 3 | stilgar (7322 punktów) | Mój wykładowca od logiki, dr Szuster ( jak ktoś zna, to też pewnie kolekcjonował jego powiedzonka  ), kiedyś powiedział: " Feministka, to taka kobieta, która najbardziej żałuje tego, że nie jest facetem." Jakby nie patrzeć, coś w tym jest. A z tego co zaobserwowałem moim męskim, szowinistycznym okiem, to większość kobiet chciałby częściowego równouprawnienia - dostać te przywileje, które mają mężczyźni, nie dostawać ich obowiązków jednocześnie nie tracąc własnych przywilejów. Czyli: "Chcemy zarabiać tyle co mężczyźni, ale to oni muszą wykonywać cięższe prace, bo przecież kobieta nie może dźwigać ciężarów (BHP!" Oczywiście, naisałem to wszystko z przymrużeniem oka - jestem zwolennikiem równouprawnienia, nie rozumiem też, dlaczego praca na identycznym stanowisku miałaby oznaczać różne wynagrodzenie w zależności od płci. Ale! Albo uznajemy, że mężczyźni i kobiety się nie różnią bo są ludźmi i dajemy im identyczne przywileje i obowiązki ( wliczając w to urlopy macierzyńskie i inne tego typu rzeczy ) albo uznajemym, że jednak się różnią, nie ma równouprawnienia i każda płeć ma swoje prawa i obowiązki. A odnośnie samego tematu wątku - takie feministki, które chcą ubierać się, pracować jak faceci ( i nie chcą rodzić dzieci ani robić innych "babskich" spraw ) - to są właśnie te, o których mówił pan doktor - one po prostu chcą być facetami.
|
|
 | 5 na 5 | Duda (25557 punktów) | > Mój wykładowca od logiki, dr Szuster ( jak ktoś zna, to też pewnie kolekcjonował jego powiedzonka ), kiedyś powiedział: " Feministka, to taka kobieta, która najbardziej żałuje tego, że nie jest facetem."To głupie co powiedział widocznie profesorom też to się zdarza. > Jakby nie patrzeć, coś w tym jest.> A z tego co zaobserwowałem moim męskim, szowinistycznym okiem, to większość kobiet chciałby częściowego równouprawnienia - dostać te przywileje, które mają mężczyźni, nie dostawać ich obowiązków jednocześnie nie tracąc własnych przywilejów.> Czyli: "Chcemy zarabiać tyle co mężczyźni, ale to oni muszą wykonywać cięższe prace, bo przecież kobieta nie może dźwigać ciężarów (BHP!"Już dawno siła mięśni przestała być zaletą. Od tego są maszyny. Kobiety chcą zarabiać tyle samo co mężczyźni za taką samą pracę a zarabiają 70-80%. > Albo uznajemy, że mężczyźni i kobiety się nie różnią bo są ludźmi i dajemy im identyczne przywileje i obowiązki ( wliczając w to urlopy macierzyńskie i inne tego typu rzeczy ) albo uznajemym, że jednak się różnią, nie ma równouprawnienia i każda płeć ma swoje prawa i obowiązki.Mężczyzna nie urodzi ( póki co) jeszcze dziecka i nie da rady go karmić piersią. W tym kobieta jest lepsza. Natomiast urlop wychowawczy, zwolnienia z tytułu choroby dziecka itd powinny być dla rodzica a nie dla matki.
|
|
|  | 3 na 3 | awitu (7627 punktów) |
>Mężczyzna nie urodzi ( póki co) jeszcze dziecka i nie da rady go karmić piersią. >W tym kobieta jest lepsza.
Urodzić nie może a co do karmienia, są sposoby: - jeśli matka karmiąca piersią, pracuje blisko domu i zatrudniona jest na pełnym etacie ma prawo do 2 półgodzinnych przerw w pracy, które są wliczane do czasu pracy i za które przysługuje wynagrodzenie (art. 187 kodeksu pracy).
- jeżeli nie ma takiej możliwości przychodzi nam z pomocą technika. Mleko matki może stać w lodówce do 5 dni, w zamrażalniku do 2 tygodni, a w osobnej zamrażarce nawet - 3 miesiące.
Nasz przymus i różnice związane z byciem rodzicem, sprowadzają się do urodzenia dziecka. Reszta to tylko kwestie prawne i przywiązanie do tradycyjnie narzuconych ról.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
 | 3 na 3 | Arleta Bolda-Górna (525 punktów) | > " Feministka, to taka kobieta, która najbardziej żałuje tego, że nie jest facetem."> Jakby nie patrzeć, coś w tym jest.To "coś", to zapewne ukryte między wierszem: "feministka żałuje, że faceci są tacy beznadziejni" I to coś, odnosi się do stereotypowo narzucanych kobietom ról, co też zrobił autor wątku. Natura naturą, a prawo do swobodnego decydowania o sobie, prawem. Więcej wyrozumiałości Panowie! 
PSR Trójmiasto
|
|
 | 2 na 2 | Kelly (2051 punktów) | > Mój wykładowca od logiki, dr Szuster ( jak ktoś zna, to też pewnie kolekcjonował jego powiedzonka ), kiedyś powiedział: "Feministka, to taka kobieta, która najbardziej żałuje tego, że nie jest facetem."Pewnie sam żałuje, że jest facetem. To musi być naprawdę straszne. Gdybym była wierząca, bez przerwy dziękowałabym Bogu, że jestem dziewczyną. Kobiety są piękne, sprytne, mają ostrzejsze zmysły, częściej niż mężczyźni są biseksualne, mają mniejsze skłonności do nałogów, lepiej radzą sobie z życiowymi porażkami, są bardziej odporne na krytykę, są bardziej ugodowe, lepiej współpracują z innymi, łatwiej przychodzi im dzielenie się sukcesami, są bardziej wrażliwe, więc dokładniej widzą rzeczywistość, są z sobą nawzajem bardziej solidarne niż mężczyźni, władza mniej uderza im do głowy, są ostrożniejszymi kierowcami i... Dobrze, milknę, jeszcze stanę się obiektem agresji. Chociaż nie, wtedy dostanę niezłe odszkodowanie  . > A z tego co zaobserwowałem moim męskim, szowinistycznym okiem, to większość kobiet chciałby częściowego równouprawnienia - dostać te przywileje, które mają mężczyźni, nie dostawać ich obowiązków jednocześnie nie tracąc własnych przywilejów.> Czyli: "Chcemy zarabiać tyle co mężczyźni, ale to oni muszą wykonywać cięższe prace, bo przecież kobieta nie może dźwigać ciężarów (BHP!)"Tak! Dobry pomysł. Popieram. > Albo uznajemy, że mężczyźni i kobiety się nie różnią bo są ludźmi i dajemy im identyczne przywileje i obowiązki ( wliczając w to urlopy macierzyńskie i inne tego typu rzeczy ) albo uznajemym, że jednak się różnią, nie ma równouprawnienia i każda płeć ma swoje prawa i obowiązki.Kobiety i mężczyźni na pewno różnią się - zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Pogłębianie tych różnic w celu podziału ról nie sprawdza się jednak dobrze, co widać choćby po islamie. Powinniśmy zatem iść w kierunu tych samych przywilejów, np. żeby również mężczyzna mógł bez przeszkód wziąć urlop "macierzyński". Tym bardziej, że na drodze patriachatu w społeczeństwie utarło się kilka błędnych stereotypów: na przykład to kobiety są lepszymi szefami, ponieważ bardziej dbają o dobro pracowników, są bardziej ugodowe, rzadziej pozwalają sobie na nadużycia.
|
|
 | 5 na 5 | awitu (7627 punktów) | > A odnośnie samego tematu wątku - takie feministki, które chcą ubierać się, pracować jak faceci ( i nie chcą rodzić dzieci ani robić innych "babskich" spraw ) - to są właśnie te, o których mówił pan doktor - one po prostu chcą być facetami.Pracuję tak samo ciężko jak faceci których znam, ilu z was panowie pracuje po 12 - 16 h na dobę 7 dni w tygodniu? Nie chcę mieć dzieci, nie za dobrze gotuję, nie lubię wszelakich "kobiecych" prac domowych, ale świetnie naprawiam zepsute sprzęty domowe. Nigdy nie chciałabym być facetem, uwielbiam być kobietą, choć nie raz w życiu z tego powodu, musiałam np pracować 2 razy ciężej niż moi koledzy by udowodnić, że pracuję tak samo jak facet i należy mi się ta sama pensja czy awans. Nie raz słyszałam - "to nie jest zajęcie dla kobiet", a później okazywało się, że radzę sobie z nim lepiej niż moi współpracownicy. Nie przepadam za spodniami, ale uznaję je za wygodne ubranie w niektórych sytuacjach. Kobiety noszą męskie ubrania od czasów Coco Chanel. I wybacz jeśli tę kobietę uznajesz za mało kobiecą to mogę powiedzieć tylko trudno. A tak troszkę z przymrożeniem oka: Może po prostu boicie się panowie, że w obliczu takich zmian, wasze "męskie" atrybuty nie są już tak cenne i niezastąpione? Że przy tych kobietach wypadacie blado i już bycie "macho" nie wystarcza by zaimponować kobiecie i ją zdobyć?
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
|  | | jarcio (1198 punktów) | > Pracuję tak samo ciężko jak faceci których znam, ilu z was panowie pracuje po 12 - 16 h na dobę 7 dni w tygodniu?Ekonomia to taka nauka, która udowodniła, między innymi, iż jedynym skutecznym miernikiem płacy, jest rynek. Nie jest tak, że jeśli pracownik X pracuje 16 godzin na dzień w branży A to będzie zarabiał więcej aniżeli pracownik Y w branży B, który spędza w pracy 8 godzin dziennie - jeśli na produkty czy usługi branży B jest większy popyt. To nie podaż napędza popyt - jest zupełnie na odwrót (choć medialni intelektualiści twierdzą za Keynesem, że jednak podażą można nakręcić popyt czego skutki widzimy obecnie w USA). Jak się nie podoba pracodawca to zmienić. Jak się nie podoba zależność od pracodawcy to samej założyć firmę. A jak się nie ma siły i umiejętności by uczynić dwa poprzednie to cieszyć się z tego co się ma. > Nie przepadam za spodniami, ale uznaję je za wygodne ubranie w niektórych sytuacjach. Kobiety noszą męskie ubrania od czasów Coco Chanel. I wybacz jeśli tę kobietę uznajesz za mało kobiecą to mogę powiedzieć tylko trudno.Kobieta w spodniach potrafi być bardzo seksowna, ale pod warunkiem iż ubiór podkreśla jej kobiece kształty. Ta ze zdjęcia na mnie nie działa - zero reakcji. > Może po prostu boicie się panowie, że w obliczu takich zmian, wasze "męskie" atrybuty nie są już tak cenne i niezastąpione?Czy masz jakiś konkretny atrybut na myśli ? W zasadzie to jest tak jak, ponad sto lat temu, napisał klasyk. Oscar Wilde mawiał iż błądzi ten, który stara się kobietę zrozumieć. Kobiety są od tego by je kochać. Kobieta jest jak sfinks tylko, że bez zagadki - przyrost formy nad treścią. Choć prawdą jest, że mężczyźni dzisiaj nie potrafią kobietom zaimponować tak jak kiedyś. Ja mam na to swoją teorię, ale pewnie bym Cie zanudził ...
|
|
| |  | 3 na 3 | awitu (7627 punktów) |
>Jak się nie podoba pracodawca to zmienić. Jak się nie podoba zależność od pracodawcy to samej założyć firmę. A jak się nie ma siły i umiejętności by uczynić dwa poprzednie to cieszyć się z tego co się ma.
Chyba nie zrozumiałeś kwestia ilości przepracowanych godzin wcale nie musi być wynikiem tego, że moje umiejętności i wiedza są tak słabe i muszę nadrabiać ich brak ilością godzin. Może właśnie zgodnie z teorią przez Ciebie przytoczoną to popyt na moją pracę jest tak duży? I może jest to wynik właśnie uniezależnienia się od pracodawcy i budowania własnej marki? Na jakiej zasadzie próbujesz ilość godzin pracy przełożyć na brak umiejętności?
>Kobieta w spodniach potrafi być bardzo seksowna, ale pod warunkiem iż ubiór podkreśla jej kobiece kształty. Ta ze zdjęcia na mnie nie działa - zero reakcji.
To tylko kwestia kultury i czasów, w jakich żyjesz. Luźny ubiór np kimono, także bywał i bywa uznawany za bardzo erotyczny strój. Kobiecość bywa przeróżnie postrzegana. Marlene Dietrich rozpaliła nie jedno serce, i nie tylko serce, ale wiadomo gusta są rożne. Wybrałam ją bo uznaję ją za swoisty symbol, ale równie dobrze możemy tutaj przytoczyć wizerunek np Kim Basinger w "9 1/2 tygodnia" i wiele, wiele innych.
>Czy masz jakiś konkretny atrybut na myśli ? te które tak chcecie pielęgnować i tak podkreślacie: władczość, siła fizyczna, konieczność czynienia sobie świata podległym itd, ale i te które przez wieki sobie przywłaszczaliście broniąc do nich dostępu kobietom np wykształcenie.
> Choć prawdą jest, że mężczyźni dzisiaj nie potrafią kobietom zaimponować tak jak kiedyś. Potrafią, choć innymi cechami i w nie tak banalnie prosty sposób, już nie wystarczy chwycić za włosy i zawlec do jaskini, ani łaskawie pojąć za żonę, spłodzić gromadkę dzieci i łaskawie je utrzymywać. Potrzeba czegoś więcej, trzeba podjąć grę jak równy z równym.
>Ja mam na to swoją teorię, ale pewnie bym Cie zanudził ... Może nie zanudzisz, o ile będzie sensowna i oparta na faktach a nie na wyobrażeniach i stereotypach.
pozdrawiam
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | |  | 1 na 1 | jarcio (1198 punktów) | >Chyba nie zrozumiałeś
Ja nie próbuje przełożyć godzin pracy na jakąkolwiek wartość, ani tym bardziej nie umniejszam Twoich umiejętności (przecież nawet Cie nie znam). Bill Gates w ogóle nie pracuje, a wjeżdżając windą na górę jednej z siedzib swojego koncernu wzbogaca sie o kilka tysięcy dolarów. Nie ma tak iż ilość godzin pracy przekłada się na zawsze określoną wartość pieniężną. Jeden przepracuje godzinę i zarobi 10 tys. złotych. Inny w tym samym czasie zarobi 2 złote, a jeszcze inny 40 złotych.
>Marlene Dietrich rozpaliła nie jedno serce, i nie tylko serce, ale wiadomo gusta są rożne.
Facjaty nie znam, ale jak by zaśpiewała na żywo to z pewnością by mnie urzekła, choć wolę współczesne śpiewaczki. Ale urzekła by mnie swoim śpiewem, a nie strojem. Urzekłaby tym czego żaden mężczyzna nie jest w stanie powtórzyć - i o to w tym chodzi. Owłosienia, agresji i potu to ja mam nad to. Przykładowo, najlepsi żołnierze to ci, którzy żyją z dala od kobiet. Po prostu im testosteron do głów odbija i na polu bitwy skłonni są rozszarpać każdego. Łagodności jaką wprowadza do tego życia kobieta, nie można zignorować. Mamy inne potrzeby i nie da się nadawać na "równych" falach.
>>Ja mam na to swoją teorię, ale pewnie bym Cie zanudził ... >Może nie zanudzisz, o ile będzie sensowna i oparta na faktach a nie na wyobrażeniach i stereotypach.
Ja zawsze na takie sytuacje wyciągam zakurzone książki Tocquevilla, który przestrzegał przed tym iż społeczeństwa przyszłości zdziecinnieją i rolę opiekuńczych rodziców przejmie państwo. Mężczyźni, w jakiejś mierze, zdziecinnieli oddając to czym chcieliby władać państwu. Tak jest z reguły. Trudno jest walczyć z systemem, który włada ubezpieczeniem zdrowotnym czy emerytalnym zdejmując część odpowiedzialności za własne życie z mężczyzn i przerzucając to na państwo. To taka chora kultura, która wręcz kultywuje słabość i uległość. Mężczyźni nadal chcą dominować, bo to w nich siedzi, ale system tego oducza i skutecznie uniemożliwia. Nie wszyscy temu ulegają, ale z pewnością część. Na pewno ulega temu ta część, która spłodzi dziecko, a później ucieka przed odpowiedzialnością, gdzie pieprz rośnie. Żyjemy w kulturze, która wykształciła jakiś strach przed poświęceniem. Ludzie nauczyli się życia jako nieustannego pasma zabaw i uciekają przed obowiązkami, odpowiedzialnością czy poświęceniem.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | awitu (7627 punktów) | > Nie ma tak iż ilość godzin pracy przekłada się na zawsze określoną wartość pieniężną. Jeden przepracuje godzinę i zarobi 10 tys. złotych. Inny w tym samym czasie zarobi 2 złote, a jeszcze inny 40 złotych.Masz całkowitą rację. Tylko rozmawiamy o tym, że kobiety potrafią tak samo ciężko pracować jak mężczyźni. Mnie po prostu śmieszy jak słyszę, że jako kobieta nie potrafię tak samo ciężko pracować jak mężczyzna. Owszem nie podniosę może takiego samego ciężaru jak mężczyzna siłą mięśni, ale nadrobię to pracą mózgu i zastosuję np dźwignie. Przykład o ilości godzin ma tylko uświadomić, że kobiety są zdolne poświęcić pracy tyle samo uwagi co mężczyźni, są równie pracowite i zdolne. Jeden zarobi 10 tyś w godzinę i odpuści, inny poświęci pracy 4 godziny i zarobi 40 tyś. Nawet Gates nie zaczynał od tych kilku tyś, musiał do nich dojść  > Łagodności jaką wprowadza do tego życia kobieta, nie można zignorować. Mamy inne potrzeby i nie da się nadawać na "równych" falach.Od wieków kobietom nadaje się etykietkę bierności i łagodności. Są kobiety łagodne są i bierne. Ale są i tacy mężczyźni. Zauważ że w chwili obecnej kobiety oczekują od mężczyzn właśnie łagodności i opiekuńczości dla potomstwa. Trzeba rozgraniczyć sferę prywatną od zawodowej. Kobieta może być ostrym politykiem, bezwzględnym szefem, doskonałym negocjatorem, świetnym pilotem myśliwca, a po powrocie do domu stawać się kobieca. Ale minęły już czasy gdy mamy być swoistym buforem dla męskich emocji, posłuszną lalką czekającą z obiadem. Oczekujemy współdziałania, my także po ciężkim dniu pracy oczekujemy od partnera, że ukoi nasze zmęczenie, rozładuje napięcie. Ja mam to szczęście, że w moim związku zachodzi współdziałanie, oboje posiadamy i cechy władcze i potrzebujemy by druga strona okazała ciepło i łagodność. To się sprawdza, to dla mnie siła napędowa gdy nie muszę rywalizować z moim mężczyzną o władzę a, raczej stanowi on dla mnie podporę w dążeniu do celu, ja robię dla niego to samo. > Ja zawsze na takie sytuacje wyciągam zakurzone książki Tocquevilla, który przestrzegał przed tym iż społeczeństwa przyszłości zdziecinnieją i rolę opiekuńczych rodziców przejmie państwo. Mężczyźni, w jakiejś mierze, zdziecinnieli oddając to czym chcieliby władać państwu.Wszystko ładnie i pięknie, tylko że cedując władzę na państwo jednocześnie mężczyźni bronią się jak tylko mogą przed przyznaniem tych samych praw kobietom. Niby na zasadzie konsensusu w tym wieku udało się przyznać kobietom pełnię praw obywatelskich, ale społecznie dalej jako mężczyźni blokujecie nam korzystanie z tych praw. Nie jesteście w stanie powiedzieć ok to rywalizujmy jak równy z równym i zobaczmy kto bardziej się do tego nadaje. I co mają robić kobiety? Mogą godzić się biernie na spychanie na margines życia politycznego, gospodarczego, społecznego, a mogą zacząć walczyć o równą pozycję. A gdy zaczynamy walczyć to obrzuca się nas nazwami typu "feministka" w negatywnym znaczeniu tego słowa, "zimna suka" gdy kobieta łączy siłę z emanującą kobiecością, "babochłop" gdy próbuje się wtopić w męskie otoczenie i współdziałać na zasadzie równości. Wymuszacie na nas tą waleczność. Większość z nas ceni sobie naszą kobiecość i nie chce jej składać na ołtarzu walki o swoje prawa. Dla mnie idealną sytuacją jest sytuacja gdy mogę rywalizować z mężczyzną o pracę, klienta, głosy wyborców nie oddając ani kawałka mojej kobiecości. Gdy w rozmowie z mężczyzną jestem traktowana jak równy partner, a nie jak osoba ułomna, lub ładna zabaweczka do oglądania. Czy intelekt, zaradność, pracowitość, wykształcenie odbierają mi kobiecość? Potrzebujecie dominować ok, ale pokażcie że ta władza się wam należy na równych prawach, nie mam nic przeciw gdy mężczyzna pokona mnie swym intelektem, zdolnościami, wiedzą - schylę głowę i przyznam mu władzę, ale nie bawcie się w zasłanianie "naturalnym prawem", "słabością kobiet", "tradycją" byle tylko sztucznie zaspakajać własną potrzebę dominacji. Nie mów że system was ogranicza, bo ten system ogranicza obie płcie na tym polu, tylko że kobiety próbują z nim walczyć co często postrzegane jest jako właśnie "feminizm".
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | jarcio (1198 punktów) | >Kobiety potrafią tak samo ciężko pracować jak mężczyźni. Przykład o ilości godzin ma tylko uświadomić, że kobiety są zdolne poświęcić pracy tyle samo uwagi co mężczyźni, są równie pracowite i zdolne.
Egalitaryzm to koncepcja równości wszystkich obywateli wobec prawa lecz nie równości w efektywności ludzkich działań. Kobiety są równie pracowite (choć z moich obserwacji wynika iż jednak, na ogół, są bardziej pracowite), ale nie są równie zdolne w każdej dziedzinie. Ja byłem studentem przez pięć lat, gdzie liczebnie kobiety w grupie stanowią na oko 80%. Faktem jest iż każda z tych kobiet pracowała nad danym przedmiotem znacznie dłużej i podchodziła do tego znacznie poważnej aniżeli robili to mężczyźni. One własne oceny podnosiły bardzo sumienną pracą - wykładowcy zawsze to doceniali. Ale to zawsze do nas kobiety szły po pomoc jak czegoś nie rozumiały, a nie na odwrót. To co im zabierało 3 godziny pracy nam zabierało godzinę. Mężczyźni są lepszymi analitykami - a więc lepszymi matematykami, fizykami, naukowcami, informatykami, itd. Jak ja patrzę na najlepsze firmy z branży komputerowej to widzę samych facetów. Po prostu są lepsi i tyle. Rynek nie może sobie pozwolić na to iż z powodów ideologicznych pracodawca zrezygnuje z lepszego pracownika bo nie lubi kobiet. Tak samo jest w polityce i ekonomii - tutaj tez brylują mężczyźni. Oczywiście, zdarzają się wybitne kobiety, ale to tylko się zdarzają. To nie przypadek iż wśród stu najlepszych szachistów świata raz na 50 lat zdarza się zaistnieć jednej kobiecie. Kasparov i Kramnik grają z komputerami o grube miliony nie dlatego iż nikt nie lubi kobiet-szachistek, ale dlatego, że faceci są w te układanki najlepsi.
> To się sprawdza, to dla mnie siła napędowa gdy nie muszę rywalizować z moim mężczyzną o władzę a, raczej stanowi on dla mnie podporę w dążeniu do celu, ja robię dla niego to samo.
To bardzo dobrze skoro związek w którym jesteś funkcjonuje tak jak Ty byś sobie tego życzyła. Jednak to o czym tutaj mówimy nie jest kwestią jednego związku, a perspektywy społecznej.
>Mogą godzić się biernie na spychanie na margines życia politycznego, gospodarczego, społecznego, a mogą zacząć walczyć o równą pozycję. Wymuszacie na nas tą waleczność.
To nie mężczyźni nakłaniają was do walki, ale to feministki same to robią. Przecież to nie nasz wymysł iż wy musicie nam dorównywać. Ty sama tego chcesz. To feministki was do tej walki zachęcają, której i tak nie wygracie. Zapomnij - to nie wasze geny. Ideologia was oszukała, a wasi mężczyźni was przed tym nie ochronili. Straci na tym całe społeczeństwo bo mężczyźni też niczego nie wygrają.
>Czy intelekt, zaradność, pracowitość, wykształcenie odbierają mi kobiecość?
Ależ oczywiście, że tak nie jest. Nie widzę nic pociągającego w kobiecie, która jest wyłącznie urodziwa. To starczy jedynie na krótki czas, ale później się nudzi. O pięknie kobiety decyduje również jej wnętrze.
>Potrzebujecie dominować ok, ale pokażcie że ta władza się wam należy na równych prawach.
Nie da się dominować nad światem "niezasłużenie" - to oksymoron. Termin "równe prawa" ustalają Ci, którzy mają władzę.
>Nie mów że system was ogranicza, bo ten system ogranicza obie płcie na tym polu, tylko że kobiety próbują z nim walczyć co często postrzegane jest jako właśnie "feminizm".
Feministki nie walczą z systemem, ale szukają w systemie schronienia przed tą męskością jakiej one nie lubią. Walka z systemem oznacza stopniowe uniezależnianie się od aparatu państwa. Dla feministek, zaś, uchwały kolektywu biurokratycznego to zawsze ostatnia i najważniejsza instytucja odwoławcza. Walczy z systemem ten, kto sam chce decydować o swoim ubezpieczeniu zdrowotnym, wychowaniu dzieci, moralności czy zabezpieczeniu materialnym na starością. Feministki chcą swoje postulaty potwierdzić świstkiem urzędniczego papierka, a nie uczynić to pomimo zgody urzędnika. One są cały czas od tego systemu zależne tylko po prostu chodzi im o konkretne poglądy jakie kolektyw biurokratyczny powinien ustawowo zagwarantować.
Powołując się na Tocquevilla i wspominając o jego obserwacji miałem na myśli to co opisałem powyżej; społeczeństwo złagodniało i oddało kontrolę nad szeregiem własnych spraw państwu. Państwo powinno zrobić X, zezwolić na Y i zabezpieczyć Z - tego oczekują dzieci od swoich rodziców.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | awitu (7627 punktów) |
> Ale to zawsze do nas kobiety szły po pomoc jak czegoś nie rozumiały, a nie na odwrót. To co im zabierało 3 godziny pracy nam zabierało godzinę.Widzisz u mnie na politologii, było mniej więcej po równo kobiet i mężczyzn, a najlepsze na roku były właśnie kobiety i to nie tylko z powodu nakładu pracy, jak czegoś ktoś nie rozumiał przychodził do nas. To samo było w firmie gdzie pracowałam, zajmującej się tworzeniem oprogramowania, kobiety wcale nie ustępowały pod względem kreatywności, zdolności, a pracowali ze mną zarówno fizycy, matematycy chemicy jak i graficy, programiści obu płci. > Mężczyźni są lepszymi analitykami - a więc lepszymi matematykami, fizykami, naukowcami, informatykami, itd. Jak ja patrzę na najlepsze firmy z branży komputerowej to widzę samych facetów. Po prostu są lepsi i tyle.Pytanie na ile lepsi, a na ile od małego wychowani tak by tymi matematykami, informatykami zostać. Zgadzam się z Tobą, że wśród mężczyzn więcej jest umysłów ścisłych, ale gros kobiet które mają predyspozycje by zostać specjalistami w tych dziedzinach, po prostu od dziecka jest zniechęcana. Zobacz od najmłodszych lat jakie zabawki dzieciom się kupuje, chłopcy dostają zabawki techniczne, edukacyjne, dziewczynki lalki... Zdaniem które zawsze słyszałam gdy wybrałam kierunki moich studiów było "przecież to nie jest zajęcie dla kobiety". Dodaj do tego że od dziecka programuje się kobietom, ze ich główną rolą jest wyjść za mąż i urodzić dziecko, a studia praca to dodatek... i masz wynik. > To nie przypadek iż wśród stu najlepszych szachistów świata raz na 50 lat zdarza się zaistnieć jednej kobiecie. Kasparov i Kramnik grają z komputerami o grube miliony nie dlatego iż nikt nie lubi kobiet-szachistek, ale dlatego, że faceci są w te układanki najlepsi.A ile dziewczyn jest zachęcana do gry w szachy? Pamiętam że jak byłam dzieckiem niewiele dziewcząt widziało na oczy szachownicę, w grupie w której grywałam było niewiele dziewcząt, ale nie z powodu tego że były tak słabe bo udawało nam się wygrywać i turnieje na rożnych etapach po prostu nikt nie zachęcał do gry dziewcząt. Wystarczy zobaczyć na siostry Polgár, co było przyczyną ich sukcesów. Od dziecka były zachęcane do tej gry. > To nie mężczyźni nakłaniają was do walki, ale to feministki same to robią. Przecież to nie nasz wymysł iż wy musicie nam dorównywać. Ty sama tego chcesz.Ty zakładasz, że mamy wam dorównać. To jest właśnie męskie myślenie. My nie walczymy o dorównywanie wam, a o prawo bycia na tej scenie. Trudno komuś pokazać, że ma się ten sam potencjał i wcale nie trzeba dorównywać bo jest się tak samo zdolną wykształconą itd, gdy przed nosem stawia Ci się mur i zamyka drzwi. To jest walka z tym murem, a nie dążenie do bycia równie "doskonałą" jak faceci. Bo wiele z nas jest równie dokonała jak wy, a czasem nawet doskonalsza, tylko nie ma szans zaprezentowania tych zdolności. > Ideologia was oszukała, a wasi mężczyźni was przed tym nie ochronili. Straci na tym całe społeczeństwo bo mężczyźni też niczego nie wygrają.Wow, to mężczyźni mieli nas ochronić przed świadomością naszych praw? No tak, udawało się wam nas chronić przez kilka ładnych tysięcy lat, i za pomocą jakich cudownych środków - nawet stosy i kamienie bywały dobrą metodą ochrony. Oszukiwano nas przez kilka tysięcy lat, wpajając na że jesteśmy ułomne, nie zdolne do myślenia, nauki, czytania, pracy naukowej.... ba do końca XIX wieku wmawialiście nam że nie jesteśmy zdolne odczuwać orgazmu  Sami zgotowaliście sobie ten los, nie można budować zdrowego społeczeństwa na odbieraniu praw jego połowie. Teraz macie wybór albo zaakceptujecie to że kajdany zostały zerwane i przejmiecie cześć tych mniej przyjemnych obowiązków, albo możecie płakać nad spadkiem rodności, gaśnięciem kobiecości itd. > Nie da się dominować nad światem "niezasłużenie" - to oksymoron. Termin "równe prawa" ustalają Ci, którzy mają władzę.I niestety wy ją scedowaliście na państwo, sami sobie to zafundowaliście. Kwestia tylko tego, że jeśli władzę zdobyłeś dzięki kłamstwu, budowaniu błędnych stereotypów to władza jest kulawa, z czasem słabnie i niestety gdy kłamstwa już nie wystarczają przychodzi konieczność poniesienia konsekwencji, które zaczynacie odczuwać. > Feministki nie walczą z systemem, ale szukają w systemie schronienia przed tą męskością jakiej one nie lubią. Walka z systemem oznacza stopniowe uniezależnianie się od aparatu państwa. Dla feministek, zaś, uchwały kolektywu biurokratycznego to zawsze ostatnia i najważniejsza instytucja odwoławcza. Walczy z systemem ten, kto sam chce decydować o swoim ubezpieczeniu zdrowotnym, wychowaniu dzieci, moralności czy zabezpieczeniu materialnym na starością.No tak rozmowa z liberałem  Feministki chcą i zarabiają na swoje utrzymanie, zmęczone niskimi placami, chorymi przepisami zakładają firmy, organizują kursy dokształcania i aktywizacji zawodowej, inwestują, postulują zrównanie wieku emerytalnego. To wszystko jest bardzo ważne w ruchu feministycznym. > Feministki chcą swoje postulaty potwierdzić świstkiem urzędniczego papierka, a nie uczynić to pomimo zgody urzędnika. One są cały czas od tego systemu zależne tylko po prostu chodzi im o konkretne poglądy jakie kolektyw biurokratyczny powinien ustawowo zagwarantować.Oczywiście można się sprzeciwić prawu, walczyć i działać wbrew niemu. Tylko żyjemy w demokracji i w tym systemie prawo zmienia się w ustalony sposób. A ty swoich praw obywatelskich nie potrzebujesz mieć potwierdzonych papierkiem? Spróbuj się postawić prawu zobaczymy jak to się skończy. Tylko pamiętaj że te feministki najczęściej jeszcze mają właśnie dzieci i nie ryzykują tylko swoją przyszłością a także przyszłością swych dzieci.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | | |  | | jarcio (1198 punktów) | > Pytanie na ile lepsi, a na ile od małego wychowani tak by tymi matematykami, informatykami zostać.Dlaczego, w takim razie, to mężczyźni wyznaczają trendy kulturowe, a nie kobiety ? Istnieje kobieca sekcja szachowa. Te kobiety chcą grać i grają, a mimo to mężczyznom nie są w stanie dorównać. Nie ma prawnego zakazu zgłaszania kobiecych kandydatur na prezydenta Polski, jak i nie ma zakazu obejmowania stanowisk dyrektorskich ani tym bardziej zostania mistrzynią świata w szachach. > A ty swoich praw obywatelskich nie potrzebujesz mieć potwierdzonych papierkiem?Ja wierze w umowę i zaufanie społeczne oraz siłę kultury. Uważam iż państwo wsadzając wszędzie swoje nieudolne i skorumpowane łapska te społeczeństwo niszczy. Nie potrzebuje nad sobą prawa, które będzie mi mówić jakie działanie powinienem podejmować by postępować moralnie i słuszne. To jest właśnie miejsce w którym rozeszły się drogi liberalizmu francuskiego i angielskiego. Tradycja angielskiego liberalizmu uważa iż to kultura nadaje sens prawu. Tradycja francuska na odwrót - prawo nadaje sens kulturze. Feministki uważają tak jak w tradycji francuskiej. Jednakże kobiety, jak były zależne i chętne by ktoś nimi się opiekował, tak i są dzisiaj - zmienił się jedynie opiekun. Najwięksi liberałowie to również mężczyźni. Prawda jest taka, że mężczyźni znacznie bardziej odczuwają chęć dominacji, dlatego lepiej im to wychodzi. Ale ta chęć dominacji bierze się z tego iż chcą zaimponować kobietom. Wymyślamy technologie, tworzymy teorie ekonomiczne, piszemy ponadczasowe książki bo dostajemy kopa w górę od was. Albo coś się zrobi dla kobiet albo nikomu nic się nie będzie chciało w ogóle robić. Wy tak nie odczuwacie. Tak długo jak będą istnieć takie istoty www.tinyurl.pl/?ibUHTyas , www.tinyurl.pl/?dAi6bEUn tak długo mężczyźni będą sobie żyły wypruwać by zbliżyć się do czegoś tak majestatycznego. Dla takich rudzielców świat można do góry nogami wywrócić. Wy tego nie zrobicie - wy czekacie aż ktoś to zrobi dla was. Jak to mawiał Oscar Wilde ...
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | awitu (7627 punktów) | > Dlaczego, w takim razie, to mężczyźni wyznaczają trendy kulturowe, a nie kobiety ?Ostatnio to się już trochę zmieniło, ale co do przeszłości to powiedź mi jak i kiedy miały kobiety wyznaczać trendy kulturowe, gdy przez większość dziejów kobiet nie uczono czytać i pisać, a wręcz tego zabraniano. Gdy za wszelkie ciągotki to nauki, karano, nazywano czarownicami? zauważ, że mamy prawa obywatelskie zaledwie od 100 lat. Zobacz co się stało, np z tak wybitną kobietą jak Camille Claudel, powszechnie wiadomo że Rodin wzorował się na niej, a mimo to to Rodin jest znany podziwiany... jej prace mniej. A co jest największą ironią prace Claudel wystawiane są w galerii Rodina. A Nobel dla Otto Hahna i pominięcie Lise Meitner, która wyjaśniła teoretycznie na czym polega zjawisko rozpadu promieniotwórczego i pod której kierownictwem Hahn dokonał potwierdzenia tego zjawiska. Mało że pominięto odkrycie Lise, to jeszcze później Hahn ogłosił, że doszedł do swego odkrycia samodzielnie bez udziału Lise Meitner. Oczywiście środowiska naukowe opowiedziały się po stronie Otto Hahna. To normalna praktyka, spycha się dokonania kobiet, umniejsza się ich rolę. > Nie ma prawnego zakazu zgłaszania kobiecych kandydatur na prezydenta Polski, jak i nie ma zakazu obejmowania stanowisk dyrektorskich ani tym bardziej zostania mistrzynią świata w szachach.I co z tego że nie ma zakazu, jak w świadomości społecznej pokutuje przesąd, że kobieta nie nadaje się na polityka. Z góry trudniej jej uzyskać głosy, bo pierwsze na co się patrzy to nie jej umiejętności i wiedza a płeć. > Ja wierze w umowę i zaufanie społeczne oraz siłę kultury. Uważam iż państwo wsadzając wszędzie swoje nieudolne i skorumpowane łapska te społeczeństwo niszczy.Nie potrzebuje nad sobą prawa, które będzie mi mówić jakie działanie powinienem podejmować by postępować moralnie i słuszne. W tym się zgadzamy, co do roli państwa. Tylko by tak państwo mogło funkcjonować trzeba znieść uprzedzenia wynikające ze stereotypów. Jeżeli nikt od dziecka kobietom nie będzie wbijał do głowy, ze ich główną rolą jest rodzenie i matkowanie i znalezienie męża, a mężczyzną że są lepsi, zdolniejsi itd, umożliwi się im zdobycie takich samych umiejętności, takie same warunki edukacji, identyczne kryteria przyjęcia do pracy to wszelakie sztuczne zapisy prawne nie będą konieczne. Ale niestety te stereotypy są tak głębokie, że kobiety przez całe życie się o nie obijają. Zauważ że gdyby kiedyś nie zapisano w formie "równości wobec prawa", praw pracowniczych, dalej byśmy się nie pozbyli pewnych przywilejów i stereotypów społecznych. > Jednakże kobiety, jak były zależne i chętne by ktoś nimi się opiekował, tak i są dzisiaj - zmienił się jedynie opiekun. Najwięksi liberałowie to również mężczyźni.Bo im się wbija od dziecka że tej pomocy potrzebują, tak jak większości naszego społeczeństwa, wbito do głowy, że potrzebują pomocy państwa, bożej opieki zamiast rozbudzać w nich poczucie odpowiedzialności za własny los, uczyć przedsiębiorczości, kreatywnego myślenia. A myślisz po co organizuje się akcje aktywizacji zawodowej kobiet, po co organizacje kobiece szkolą kobiety jak zakładać własne firmy? Po to by je wydobyć z tego dołka i przeświadczenia, że muszą zdać się na czyjąś pomoc. Tylko widzisz, nawet moja niezależność, chęć działania nie uchroni mnie przed tym by klient po dowiedzeniu się że jestem kobietą, nie zareagował "wie pani ale to taka męska tematyka, to nie dla pani". Ja mogę go olać, ale kobieta, której nie zatrudniono tylko dlatego że jest kobietą nie może już tak tej sytuacji olać. Dopóki nie zmieni się nasze myślenie, niektóre zapisy prawne muszą być, by eliminować wpływ stereotypów na życie społeczne. > Prawda jest taka, że mężczyźni znacznie bardziej odczuwają chęć dominacji, dlatego lepiej im to wychodzi. Ale ta chęć dominacji bierze się z tego iż chcą zaimponować kobietom. Wymyślamy technologie, tworzymy teorie ekonomiczne, piszemy ponadczasowe książki bo dostajemy kopa w górę od was. Albo coś się zrobi dla kobiet albo nikomu nic się nie będzie chciało w ogóle robić. Wy tak nie odczuwacie.Ale zobacz, gdy dopuści się do gry kobiety na zasadzie równości, dostaniecie jeszcze większą motywację. Bo wszak łatwiej zaimponować nie wykształconej kobiecie, niż kobiecie która stanowi wyzwanie intelektualne. Będziecie się bardziej starać, mocniej wysilać by dominować. Już napisałam, że mi nie przeszkadza mężczyzna który mnie pokona swoim intelektem, będzie ode mnie zdolniejszy, mądrzejszy, bardziej kreatywny. Schylę głowę i przyznam mu władzę. Ale jeżeli to jest czysta gra, gdy wcześniej nikt nie podłoży mi dodatkowych przeszkód, nie zamknie kilka drzwi. Bo wtedy uznam faceta za tchórza, który nie umie sobie poradzić i musi oszukiwać. > Tak długo jak będą istnieć takie istoty www.tinyurl.pl/?ibUHTyas , www.tinyurl.pl/?dAi6bEUn tak długo mężczyźni będą sobie żyły wypruwać by zbliżyć się do czegoś tak majestatycznego. Dla takich rudzielców świat można do góry nogami wywrócić. Wy tego nie zrobicie - wy czekacie aż ktoś to zrobi dla was.I wypruwajcie, jeśli sprawia wam to przyjemność, tylko zastanówcie się czy zaimponujecie takiej kobiecie poglądami, że jest mniej zdolna, że powinna siedzieć w domu i rodzić dzieci  Widzę, że mamy podobne gusta muzyczne i oboje mamy słabość do bladolicych, zielonookich, rudzielców  Faktycznie siłą napędową działania kobiet nie jest chęć imponowania, a potrzeba realizacji, spełnienia własnych ambicji. Ale spełniając je realizując je możemy was pobudzić do jeszcze wspanialszych dokonań, tylko musicie się wyzbyć tych stereotypów które zagradzają nam drogę. pozdrawiam
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > W zasadzie to jest tak jak, ponad sto lat temu, napisał klasyk. Oscar Wilde mawiał iż błądzi ten, który stara się kobietę zrozumieć. Kobiety są od tego by je kochać. Kobieta jest jak sfinks tylko, że bez zagadki - przyrost formy nad treścią. >Ogólnie się zgadzam, choć zaproponuję "przerost"  > Choć prawdą jest, że mężczyźni dzisiaj nie potrafią kobietom zaimponować tak jak kiedyś.>Tutaj sugeruję wypowiadać się w pierwszej osobie liczby pojedynczej  Pozdrawiam.
|
|
| |  | 5 na 5 | Asado (486 punktów) |
>W zasadzie to jest tak jak, ponad sto lat temu, napisał klasyk. Oscar Wilde mawiał iż błądzi ten, który stara się kobietę zrozumieć. Kobiety są od tego by je kochać. Kobieta jest jak sfinks tylko, że bez zagadki - przyrost formy nad treścią. Choć prawdą jest, że mężczyźni dzisiaj nie potrafią kobietom zaimponować tak jak kiedyś. Ja mam na to swoją teorię, ale pewnie bym Cie zanudził ...
Mam nadzieję, że prezentujesz odosobniony pogląd. "Błądzi ten, który stara się kobietę zrozumieć" - to po co ta dyskusja na forum? "Kobiety są od tego by je kochać" - być może 100 lat temu te słowa imponowały kobietom, teraz kobiety mają większe ambicje niż być (tylko) kochanymi przez mężczyzn. Teraz kobietom imponują mężczyźni, którzy chcą je zrozumieć, którzy z nimi rozmawiają, są empatyczni. Czas jaskiniowców się skończył. Kobiety i mężczyźni, moim zdaniem, stają się do siebie coraz bardziej podobni i dzięki temu lepiej się rozumieją. Kobieta może zrozumieć jak to jest mieć na utrzymaniu dom a mężczyzna jak to jest opiekować się dzieckiem i z tego powodu zrezygnować z pracy. Jesteśmy na dobrej drodze aby tworzyć lepsze związki, których trwałość będzie zależała od porozumienia.
|
|
| | |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
>Jesteśmy na dobrej drodze aby tworzyć lepsze związki, których trwałość będzie zależała od porozumienia.
Tylko czy to porozumienie ma szansę zaistnienia w takim wymiarze, żeby było znaczące?
Rodziłyśmy, rodzimy i rodzić będziemy... ale teraz chcemy czegoś więcej, niż "gościa w domu". Czy tak trudno to zrozumieć? Poza tym, chcemy współtworzenia... rodziny również. W pełnym tego słowa znaczeniu. Nie tylko w powiększaniu ust do nakarmienia. Czy to źle?
Pozdrawiam czytających...
|
|
| | |  | -1 na 1 | jarcio (1198 punktów) | >Czas jaskiniowców się skończył. Jesteśmy na dobrej drodze aby tworzyć lepsze związki, których trwałość będzie zależała od porozumienia.
Pomylił Ci sie obraz rzeczywistości. Kultury w których facet siedzi w domu opiekując się dzieckiem, a kobieta zasuwa w pracy są coraz słabsze. To właśnie "jaskiniowcy" z krajów islamskich dochodzą do głosu - dla ich kobiet "święta wojna" to to iż ona urodzi jemu ośmioro dzieci. Wielkie żarcie się kończy, a to radykalnie zmieni sytuację. Europa przyszłości to nie jest Europa tolerancji, feminizmu i porozumienia w tym sensie jakiego Ty byś chciała. Tak ułagodzone społeczeństwo jest zbyt kosztowne i zaczyna powoli umierać. Stara prawda głosi: "sczeźnie plemię, którego kobiety nie chcą rodzić dzieci, a mężczyźni nie chcą się bić".
>
|
|
| | | |  | | Asado (486 punktów) | > >Czas jaskiniowców się skończył. Jesteśmy na dobrej drodze aby tworzyć lepsze związki, których trwałość będzie zależała od porozumienia.> Pomylił Ci sie obraz rzeczywistości. Kultury w których facet siedzi w domu opiekując się dzieckiem, a kobieta zasuwa w pracy są coraz słabsze.W jakim sensie coraz słabsze? Ekonomicznie słabsze? Jeśli ekonomicznie to się nie zgodzę. > To właśnie "jaskiniowcy" z krajów islamskich dochodzą do głosu - dla ich kobiet "święta wojna" to to iż ona urodzi jemu ośmioro dzieci. Wielkie żarcie się kończy, a to radykalnie zmieni sytuację. Europa przyszłości to nie jest Europa tolerancji, feminizmu i porozumienia w tym sensie jakiego Ty byś chciała. Tak ułagodzone społeczeństwo jest zbyt kosztowne i zaczyna powoli umierać.Skąd pewność, że tak będzie? Masz jakąś magiczną kulę do przewidywania przyszłości czy tarota postawiłeś?  > Stara prawda głosi: "sczeźnie plemię, którego kobiety nie chcą rodzić dzieci, a mężczyźni nie chcą się bić".Najpierw Wide, teraz stara prawda... nie każda stara prawda jest prawdą i nie każdy pisarz ma rację. Poza tym z czego wynika Twoje przekonanie, że kobiety Europy nie chcą rodzić dzieci? Czy mężczyźni chcą się bić? W sensie fizycznym być może mniej chcą niż w przeszłości ale nadal chcą wygrywać w innych dziedzinach (np. rozwój nowoczesnych technologii), które mogą dać przewagę nad krajami islamskimi.
|
|
| | | | |  | | kortyzol (422 punktów) | > Najpierw Wide, teraz stara prawda... nie każda stara prawda jest prawdą i nie każdy pisarz ma rację.To jest jedna z tych prawd trzeciego rodzaju 
Spójrzcie bowiem, oto kot blady, a piekło postępuje za nim.
|
|
 | 5 na 5 | J.Szulc (5723 punktów) |
> Albo uznajemy, że mężczyźni i kobiety się nie różnią bo są ludźmi i dajemy im identyczne przywileje i obowiązki ( wliczając w to urlopy macierzyńskie i inne tego typu rzeczy ) albo uznajemym, że jednak się różnią, nie ma równouprawnienia i każda płeć ma swoje prawa i obowiązki.Urlop wychowawczy może wziąć tak samo matka, jak i ojciec. To samo dotyczy zwolnienia w związku z chorobą dziecka. Żadna nowość. Wszem wiadomo, że różnimy się i różnić się będziemy. Żaden feminizm nie ma tu nic do powiedzenia. Chcecie, Wy, mężczyźni, czuć się mężczyznami - nic nie stoi na przeszkodzie. Pracujcie tak, jak my. Dbajcie o domu i rodziny tak, jak my. W czym problem? Urodzimy dzieci, które razem będziemy wychowywać, utrzymywać, troszczyć się w przypadku choroby, wstawać po nocach, chodzić na wywiadówki... O co ten krzyk? > A odnośnie samego tematu wątku - takie feministki, które chcą ubierać się, pracować jak faceci ( i nie chcą rodzić dzieci ani robić innych "babskich" spraw ) - to są właśnie te, o których mówił pan doktor - one po prostu chcą być facetami.A "guzik" prawda! Czy ktoś Wam, facetom, zabrania nosić spódniczki?  Osoby, które chcą być płcią przeciwną, to ktoś zupełnie inny... jakby co. Kolega stosuje bardzo uproszczony tok rozumowania. Szowinistyczny jakiś, czy co? Umyślnie napisałam uproszczony, żeby było jasne  Pozdrawiam.
|
|
|  | | stilgar (7322 punktów) |
> Kolega stosuje bardzo uproszczony tok rozumowania. Szowinistyczny jakiś, czy co?> Umyślnie napisałam uproszczony, żeby było jasne  > Pozdrawiam.Przecież napisałem, że to wszystko piszę z przymrużeniem oka  Nie bijcie
|
|
| |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
Z przymrużeniem oka, to kolega pisał na początku, czyż nie tak? Poza tym, kto tu bije? My, słaba płeć?  Pozdrawiam, bez mrużenia oka, zdecydowanie
|
|
 | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | > Mój wykładowca od logiki, dr Szuster ( jak ktoś zna, to też pewnie kolekcjonował jego powiedzonka ), kiedyś powiedział: " Feministka, to taka kobieta, która najbardziej żałuje tego, że nie jest facetem."Zgodnie z tą definicją, feministki praktycznie nie istnieją. Sprytny ten profesor...
|
|
 | 5 na 5 | Zulka (2198 punktów) | > Mój wykładowca od logiki, dr Szuster ( jak ktoś zna, to też pewnie kolekcjonował jego powiedzonka ), kiedyś powiedział: " Feministka, to taka kobieta, która najbardziej żałuje tego, że nie jest facetem."Moim wykładowcom też zdarzały się idiotyczne powiedzenia. Na szczęście nie wszystkim. > Jakby nie patrzeć, coś w tym jest.Bez komentarza. > A z tego co zaobserwowałem moim męskim, szowinistycznym okiem, to większość kobiet chciałby częściowego równouprawnienia - dostać te przywileje, które mają mężczyźni, nie dostawać ich obowiązków jednocześnie nie tracąc własnych przywilejów.> Czyli: "Chcemy zarabiać tyle co mężczyźni, ale to oni muszą wykonywać cięższe prace, bo przecież kobieta nie może dźwigać ciężarów (BHP!"> Oczywiście, naisałem to wszystko z przymrużeniem oka - jestem zwolennikiem równouprawnienia, nie rozumiem też, dlaczego praca na identycznym stanowisku miałaby oznaczać różne wynagrodzenie w zależności od płci.> Ale!> Albo uznajemy, że mężczyźni i kobiety się nie różnią bo są ludźmi i dajemy im identyczne przywileje i obowiązki ( wliczając w to urlopy macierzyńskie i inne tego typu rzeczy ) albo uznajemym, że jednak się różnią, nie ma równouprawnienia i każda płeć ma swoje prawa i obowiązki.Jak dla mnie - żenujące uproszczenia. Mam nadzieję, że te Twoje poglądy są przejściowe (taka "umysłowa grypa"). > A odnośnie samego tematu wątku - takie feministki, które chcą ubierać się, pracować jak faceci ( i nie chcą rodzić dzieci ani robić innych "babskich" spraw ) - to są właśnie te, o których mówił pan doktor - one po prostu chcą być facetami.Rozumiem, że kobiety w Twojej Rodzinie nie miewają okresów (zgodnie z "kobiecą naturą" nieustannie rodzą dzieci...), nie pracują jak faceci (swoją drogą - jak "pracują faceci"?), ubierają się też wyłącznie kobieco  (może czador?) i robią inne "babskie" sprawy (jakie? jestem z natury "kobieco wścibska"...) pozdrawiam P.S. Jakie to szczęście że mężczyźni różnią się światopoglądowo
|
|
|  | 2 na 2 | J.Szulc (5723 punktów) |
> > (taka "umysłowa grypa").Genialne określenie  Pozwolisz, że czasem z niego skorzystam? Placownik wsadził przysłowiowy "kij w mrowisko"... cały czas zastanawiam się, czy to zwykła prowokacja, czy może jakaś odmiana tejże infekcji... hm...  Ciepło - jesiennie pozdrawiam.
|
|
| |  | 2 na 2 | Zulka (2198 punktów) |
> Pozwolisz, że czasem z niego skorzystam?Będę zaszczycona  > Placownik wsadził przysłowiowy "kij w mrowisko"... cały czas zastanawiam się, czy to zwykła prowokacja, czy może jakaś odmiana tejże infekcji... hm...  Mam nadzieję, że prowokacja, bo bardzo cenię sobie Placownika... > Ciepło - jesiennie pozdrawiam.
|
|
| | |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
> Mam nadzieję, że prowokacja, bo bardzo cenię sobie Placownika...Jak myślisz? Czy to tylko ten "kij w mrowisko"? Też cenię sobie uwagi tego pana.... choć jednej nidgy nie zapomnę...
|
|
| | |  | | awitu (7627 punktów) | > > Placownik wsadził przysłowiowy "kij w mrowisko"... cały czas zastanawiam się, czy to zwykła prowokacja, czy może jakaś odmiana tejże infekcji... hm...  > Mam nadzieję, że prowokacja, bo bardzo cenię sobie Placownika...Wecie co, nie wiem dlaczego, ale mi też cały czas po głowie pałęta się ta myśl... za dużo mądrych, wyważonych postów Placownika czytałam, by tak uwierzyć bez oporów, że ten wątek tak na serio założył.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
9 na 9 | Myflowers (2721 punktów) |
NACHALNE zachęty podejmowania przez kobiety prac zwyczajowo itd... Właśnie - zwyczajowo... W średniowieczu zwyczajowo nie można było kobiecie malować obrazów, groził jej za to stos, oprócz tego nie mogła być lekarzem, też zaraz ja podejrzewano o czary, a mąż , który ją bijał - znaczy dbał o jej moralnośc i miał do tego prawo, bo to on był głową rodziny a ona musiała byc przywoływana do porządku takiego, jakiego sobie zażyczył. Co do rodzenia dzieci - co rok prorok, w wieku trzydziestu lat była to juz bezzębna staruszka,a jak zeszła z tego świata - inna ją zastepowała w zaludnianiu tego padołu. Jeżeli kobieta została uwiedzina - stawiano ją pod pręgierz, a uwodziciel miał również prawo obrzucać ja obelgami i kamieniami. Zwyczajowo... Może dlatego właśnie mitologia stworzyła Amazonki, bo i w antyku od tych "zwyczajowych przypisań" kobiety wolne nie były. A baśnie wszelakie jak wiadomo to pocieszanki  Co do kobiet - są takie, które nie chcą mieć dzieci i takie, które chcą mieć dzieci za wszelką cenę, nawet kosztwm swojego zdrowia i życia. A, że teraz w XXI wieku mają odwagę przyznać się do tego? Nawet nie zwyczajowo  a sensie biologicznym - kobieta to taki sam człowiek jak mężczyzna , chociaż u jednej płci trochę białka brakło, u drugiej trochę się dodalo. Niekoniecznie w szarych komórkach. I co ciekawsze, dyskusje o feminizmie z reguły podejmują mężczyźni do spółki z KK, Świętą Matką Naszą. Za tej wrednej komuny zachęcano kobiety, upss... rodziny, do modelu 2 + 3, teraz sie mówi o szczytnym powołaniu kobiety do - bycia inkubatorem. A o reszcie mówi sie jako o NACHALNYCH zachętach... M.
(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
|
|
10 na 10 | kortyzol (422 punktów) | Nie chcą robić tego, czego panowie robić > nie mogą. Nie chcą rodzić dzieci, doprowadzając ideę równouprawnienia do tragicznego> absurdu.Dla ciebie to jest tragiczny absurd, dla mnie moja prywatna fobia  Ciąże, dzieci, porody, all that jazz. Przeraża mnie fizyczny przebieg tego procesu i im więcej się dowiaduję, tym bardziej mnie odrzuca. Ja się zwyczajnie boję. Bez jakiegoś ideologicznego powodu, poświęcanie się dla kariery też mi raczej nie grozi. ldealnym wyjściem byłoby przeszczepienie macic wszystkim facetom ubolewającym nad "małym przyrostem", ciekawe, czy zgodziliby się, mając taką możliwość... Skoro tak pragną mieć dzieci a te samolubne kobiety nie chcą rodzić... Reasumując, w kwestii ewentualnego rozmnożenia "kortyzola", nie zamierzam się kierować żadnymi "wyższymi celami", "dobrem społeczeństwa", "troską o przyszłość narodu" czy innymi pierdołami. Tu się liczy wyłącznie Moja Subiektywna Kalkulacja.
Spójrzcie bowiem, oto kot blady, a piekło postępuje za nim.
|
|
 | 3 na 3 | placownik (17853 punktów) |
> Dla ciebie to jest tragiczny absurd, dla mnie moja prywatna fobia Ciąże, dzieci, porody, all that jazz. Przeraża mnie fizyczny przebieg tego procesu i im więcej się dowiaduję, tym bardziej mnie odrzuca. Ja się zwyczajnie boję. Bez jakiegoś ideologicznego powodu, poświęcanie się dla kariery też mi raczej nie grozi. Punkt za szczerość. Kiedy przypomnę sobie forumowe wynurzenia niektórych pań na temat nadludzkiego wręcz poświęcenia jakiego wymaga poród, myślę, że takich jak Ty jest więcej. Jako osobie starającej się omijać jak najszerszym łukiem wszelkich lekarzy, wydaje mi się, że choć w części Cię rozumiem. Tylko co z tego! Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 3 na 3 | kortyzol (422 punktów) | > Tylko co z tego!A czego konkretnie oczekujesz? Gotowej recepty? Pigułki "chcę rodzić"? Apelu jakiegoś? A może wyznania winy, włosienicy i pokuty na rozstajach?  Pewnie rozwiązania problemu... Tylko widzisz, dla mnie to nie jest problem w sensie globalnym. To moja sprawa. W skali Polski albo świata interesuje mnie to jak... polityka zagraniczna Burkina-Faso. 
Spójrzcie bowiem, oto kot blady, a piekło postępuje za nim.
|
|
| |  | | placownik (17853 punktów) |
> To moja sprawa. Bezsprzecznie!  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 1 na 1 | jarcio (1198 punktów) | > >Tylko widzisz, dla mnie to nie jest problem w sensie globalnym. To moja sprawa. W skali Polski albo świata interesuje mnie to jak... polityka zagraniczna Burkina-Faso.  A chcesz się założyć, że, choć nie dzisiaj i jutro, to owszem w przyszłości ta kwestia Cie zainteresuje ? Ludzie są naiwni, gdy mówią iż nie interesuje ich polityka czy ekonomia. To nie jest ważne. Ważne jest to iż ekonomia i polityka interesują sie Tobą. I możesz sie wypinać na świat. Gorzej jak świat upomni sie i o Ciebie - a na pewno to zrobi.
|
|
| | |  | 7 na 7 | kortyzol (422 punktów) | > A chcesz się założyć, że, choć nie dzisiaj i jutro, to owszem w przyszłości ta kwestia Cie zainteresuje ?Tak samo moje ciotki argumentują za formalnym ślubem  W przyszłości to mogą mi nawet wyrosnąć zielone błoniaste skrzydła... > Ludzie są naiwni, gdy mówią iż nie interesuje ich polityka czy ekonomia. To nie jest ważne. Ważne jest to iż >ekonomia i polityka interesują sie Tobą.Ważne jest moje zdrowie i życie. Nie myślę poświęcać mojego organizmu ze strachu przed ekonomią i polityką  > I możesz sie wypinać na świat. Gorzej jak świat upomni sie i o Ciebie - a na pewno to zrobi.Grozisz mi?  Ja sobie poradzę, a po mnie - choćby potop  Do tej pory wypinanie się na resztę świata wychodziło mi tylko na dobre. Pożyjemy, zobaczymy...
Spójrzcie bowiem, oto kot blady, a piekło postępuje za nim.
|
|
|  | 8 na 8 | sukulent (2309 punktów) | > Kiedy przypomnę sobie forumowe wynurzenia niektórych pań na temat nadludzkiego wręcz poświęcenia jakiego wymaga poród, myślę, że takich jak Ty jest więcej. ...A myślałam, że to taka podpucha z Twojej strony... No dobra. Po pierwsze: feministki, owszem, walczą o przedszkola, szkoły, urlopy macierzyńskie itp. Te ich usiłowania nie są nijak nagłaśniane. Za to wszelkie protesty odnośnie ustawy antyaborcyjnej - owszem. Po drugie : do powodów wymienionych powyżej przez Dudę dołożę jeszcze jeden - popatrz, jak młodzi wykształceni, a czasem i niewykształceni mężczyźni podchodzą obecnie do kwestii małżeństwa: "wybacz, kochanie, nie jestem jeszcze gotowy" itp. Jak tu mieć dziecko ? Po trzecie: na moim małym podwórku mam koleżankę, która od dziecka po prostu nie chciała mieć dzieci. Po wyjściu za mąż, dla męża, który chciał, urodziła jedno dziecko, którym zajmuje się z wielkim oddaniem. Myśl o kolejnym powoduje u niej ciarki. Żadna z niej feministka - raczej odwrotność tejże. Kolejna przeleżała w ciąży bite 9 miesięcy faszerowana hormonami i miotana depresjami. Teraz sama śmieje się z siebie, że najchętniej łyknęła by dwie tabletki na raz, a plaster antykoncepcyjny nakleiła sobie na czole, żeby drugi raz tego nie przechodzić. Jeszcze kolejna utrzymuje dom, bo mąż zarabia gorzej, nie ma szans na więcej i w ogóle jej zosatwia stery nawą ich rodziny; ta doszła do wniosku, że jedno dziecko to tyle, ile mogą mieć maksymalnie. Mam też koleżankę, która uwielbia być w ciąży, jest rasową feministką, ma już czwórkę dzieci i kombinuje, jakby namówić męża na piąte Moje osobiste wrażenia za to są jak najgorsze, kiedy mężczyźni wypowiadają się o ciąży i porodzie tak, jak Ty powyżej. Rodziłeś ? Jeżeli nie, to ostrożnie z traktowaniem z góry rozmaitych pań, piszących o nadludzkich wysiłkach. Jednym ciąża idzie lepiej, innym gorzej, każdy ma inny próg bólu i strachu, każdy inaczej za to płaci. Facet, który poklepuje żonę po ręce i namawia "przyj, kochanie, przyj", z całym szacunkiem dla jego dobrych chęci i najlepszych uczuć - jest z zewnątrz tego procesu. Serdecznie pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >Nie chcą rodzić dzieci, doprowadzając ideę równouprawnienia do tragicznego absurdu.
Należałoby ustalić, czy to "nie chcę" jest autentyczna wolą kobiety, czy też są manipulowane (mniejsza w tej chwili przez co lub kogo). Jeśli rzeczywiście kobieta nie chce rodzić, to nie musi. Nie widzę w tym nic absurdalnego. Ani bolesnego: wymieranie nie boli i - z ewolucyjnego punktu widzenia - jest taką sama opcją, jak rozród. Ile to już gatunków (niektóre wyłącznie za sprawą człowieka) w jakiś sposób zaznaczyło swoje istnienie, po czym bezszelestnie odeszło w nicość. "Napełnianie ziemi potomstwem", ten biblijny ideał powodzenia i szczęścia sygnowanego przez samego boga, uważam za śmieszny.
PS. Kobieta w Porsche może wyglądać równie głupkowato...
|
|
dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Nie chcą rodzić dzieci, doprowadzając ideę równouprawnienia do tragicznego >absurdu.
W moich oczach kwintesencją feminizmu jest pogląd, że kobieta, która całe życie zajmuje się domem, rodzeniem i wychowywaniem dzieci, ma takie same prawa, np. prawo do emerytury, jak jej pracujący mąż.
Dla mnie absurdem jest dyskutować o feminizmie w kontekście sytuacji kobiet, które nie mają dzieci, pracują i zarabiają jak mężczyźni. To się raczej kwalifikuje do tematu przestrzegania prawa w tym sensie, żeby np. każdy pracownik był sprawiedliwie wynagradzany. Problem ten naturalnie znika w gospodarce wolnorynkowej, bo pracodawcy niesprawiedliwie wynagradzający pracowników przegrywają z konkurencją. Sprowadzanie feminizmu do walki o sprawiedliwe wynagrodzenia, sprawiedliwy dostęp do zawodów czy sprawiedliwe awansowanie jest karykaturą feminizmu.
Kluczowe zagadnienia feminizmu odnoszą się do sytuacji kobiet mających dzieci, np.: jak chronić żony przed maltretującymi mężami, jak pomagać w utrzymaniu dzieci samotnym matkom, jak ocenić rynkową wartość pracy gospodyni domowej i opiekunki dzieci w jednym - matki.
doku
|
|
 | 4 na 4 | awitu (7627 punktów) | >W moich oczach kwintesencją feminizmu jest pogląd, że kobieta, która całe życie zajmuje się domem, rodzeniem i wychowywaniem dzieci, ma takie same prawa, np. prawo do emerytury, jak jej pracujący mąż.
A skąd taka rewelacja? Feminizm jasno postuluje za wolnością wyboru dla kobiet, by mogły jak chcą zostać być matkami, gospodyniami domowymi, ale jak chcą by mogły poświęcić się np karierze czy pracy naukowej, a jak chcą godzić obie te sfery.
>Dla mnie absurdem jest dyskutować o feminizmie w kontekście sytuacji kobiet, które nie mają dzieci, pracują i zarabiają jak mężczyźni.
Przestają być kobietami?
>To się raczej kwalifikuje do tematu przestrzegania prawa w tym sensie, żeby np. każdy pracownik był sprawiedliwie wynagradzany. Problem ten naturalnie znika w gospodarce wolnorynkowej, bo pracodawcy niesprawiedliwie wynagradzający pracowników przegrywają z konkurencją. Sprowadzanie feminizmu do walki o sprawiedliwe wynagrodzenia, sprawiedliwy dostęp do zawodów czy sprawiedliwe awansowanie jest karykaturą feminizmu.
To Ty sprowadzasz postulaty feministek do jednej sfery, właśnie tej "matczynej" i Ty starasz się zrobić z nich karykaturę, ponieważ sugerujesz w ten sposóbże działalność kobiet powinna się koncentrować jedynie na wspieraniu macierzyństwa. Macierzyństwo jest tylko jedną z ról społecznych kobiet. I zamiast mówić o macierzyństwie może zaczniemy rozmawiać o rodzicielstwie, ponieważ na płaszczyźnie opieki nad dzieckiem oboje rodzice są tak samo odpowiedzialni. Dlatego zamiast mówić o kobietach wychowujących dzieci zacznijmy mówić o rodzicach wychowujących dzieci, o urlopach Macierzyńskich, wychowawczych dla obojga rodziców.
Natomiast organizacje kobiece zajmują się sprawami dotyczącymi kobiet, a że w polityce, gospodarce, w życiu społecznym kobiety są dyskryminowane właśnie z powodu płci, dlatego organizacje dążą do zmniejszenia tej dyskryminacji. Niestety wbrew temu co mówisz pracodawcy którzy dopuszczają się dyskryminacji ze względu na płeć nie przegrywają z konkurencją, a mają się całkiem dobrze, ponieważ jest to bardzo rozpowszechniona praktyka mająca korzenie w stereotypach w których cały czas siedzimy, a nawet w prawie. To nie sprowadza się tylko do wynagrodzeń. Już kilkakrotnie dyskutowaliśmy tą kwestię, dyskryminacja zaczyna się od dziecka, przez edukację, pracę po emerytury. Dlatego mówiąc o problemach kobiet nie można zatrzymać się jedynie na sferze macierzyństwa, twierdząc że gospodarka zniweluje dyskryminację płciową. Nie zauważasz też że problematyka bycia matką nakłada się na problematykę pracy. To są kwestie, zagwarantowania przerw na karmienie, braku strachu przed utratą pracy związaną z możliwą ciążą, udogodnieniami dla ciężarnych, przedszkolami, wysokością zarobków itd.
>Kluczowe zagadnienia feminizmu odnoszą się do sytuacji kobiet mających dzieci, np.: jak chronić żony przed maltretującymi mężami, jak pomagać w utrzymaniu dzieci samotnym matkom, jak ocenić rynkową wartość pracy gospodyni domowej i opiekunki dzieci w jednym - matki.
To są bardzo ważne kwestie i tym organizacje kobiece się zajmują. Ale jak już wyżej napisałam feminizm nie jest ruchem matek, a kobiet. Dlatego też nie można połowy naszej działalności odrzucić i powiedzieć ruch kobiecy ma zajmować się tylko sprawami związanymi z macierzyństwem.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
|  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >w polityce, gospodarce, w życiu społecznym kobiety są dyskryminowane właśnie z powodu płci,...
Nie sądzę, że płeć ma tu istotne znaczenie. Chodzi o słabość, wrażliwość, o siłę przebicia. I to nie tylko (w ostateczności) tę fizyczną. Podobnie jest z dziećmi, ludźmi starszymi, chorymi, zwierzętami.
|
|
| |  | 1 na 1 | awitu (7627 punktów) | > Nie sądzę, że płeć ma tu istotne znaczenie. Chodzi o słabość, wrażliwość, o siłę przebicia. I to nie tylko (w ostateczności) tę fizyczną. Podobnie jest z dziećmi, ludźmi starszymi, chorymi, zwierzętami.Diogenesie temat jest już tak przewałkowany, że aż nudny, skoro twierdzisz, że to nie kwestie płci to odsyłam do przepisów regulujących zasady prowadzenia działalności gospodarczej, zastanów się nad absurdem jaki tam istnieje w kwestii prowadzenia jednoosobowej firmy po urodzeniu dziecka. Życzę miłej analizy 
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | > temat jest już tak przewałkowany, że aż nudny, skoro twierdzisz, że to nie kwestie płci to odsyłam do przepisów
odeślij mnie raczej do tych, co te przepisy stanowili. Nuda jest równiez chwytem retorycznym: chodzi o to, aby zmeczyc przciwnika.
>zastanów się nad absurdem...
Jesli coś sprowadzono do absurdu, to można to tylko wyśmiać.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | awitu (7627 punktów) |
> Nuda jest równiez chwytem retorycznym: chodzi o to, aby zmeczyc przciwnika.wiem, gorzej jak to nudny mur. > Jesli coś sprowadzono do absurdu, to można to tylko wyśmiać.tak, o ile ten absurd nie zaciska Ci pętli na szyi 
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
|  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >To są bardzo ważne kwestie i tym organizacje kobiece się zajmują. Ale jak już wyżej napisałam feminizm nie jest ruchem matek, a kobiet.
Nasza polemika składa się głównie z odmiennego rozłożenia akcentów, a to bierze się z kolei z różnorodności tzw. "organizacji kobiecych". Feminizm jest pojęciem znacznie węższym a historycznie wręcz innym.
Jeżeli prześledzić historię, to można zauważyć, że z dziewiętnastowiecznych ruchów emencypacyjnych wyodrębniły się dwa różne nurty. A dokładniej rzecz biorąc, z ruchów kobiecych wyodrębnił się nurt sufrażystek, a z niego w USA w latach 60-tych narodził się feminizm.
Tymczasem w Europie ruchy kobiece stawały się coraz bardziej lewicowe i zaczęły się utosamiać z socjalistami. W końcu praktycznie wszystkie te ugrupowania kobiet zostały podporządkowane paryskiej centrali ruchów kobiecych, której bezpośrednim szefem był Stalin. Po śmierci Stalina ta kobieca międzynarodówka zaczęła się rozsypywać, niektóre organizacje zaczęły się radykalizować, inne podupadać, a jeszcze inne próbowały nawiązać do zdrowych tradycji sufrażystek i współpracować z Amerykankami.
Od czasu, gdy amerykańskie feministki zdobyły sławę, coraz więcej europejskich socjalistycznych organizacji kobiecych zaczęły nazywać siebie "feministkami", co spowodowało coraz szersze kojarzenie słowa "feminizm" z różnymi dziwacznymi lewymi ideami. Czasem mam wrażenie, że celem niektórych takich grup jest skompromitowanie feminizmu. Czasem trudno się połapać, która z organizacji, która z kobiet, szczerze reprezentuje feminizm, a która tylko pajacuje. Bez tego dystansu, na jaki pozwala racjonalne myślenie, trudno zachować rozsądek w dyskusji o feminizmie.
Ja, na swój użytek stosuję zasadę, że słowa feminizm używam tylko w znaczeniu superlatywnym, a sam deklaruję się jako "feminista" (lub "zwolennik feminizmu" w towarzystwie purystów językowych). Jeżeli ktoś przypisuje feministkom jakiś absurdalnie lewy postulat polityczny, to zawsze zwracam mu uwagę, że dał się zmanipulować antyfeministycznej propagandzie, bo to nie jest postulat feministek, ale prowokacja oszczerców feminizmu, wrogów feminizmu, damskich bokserów itd.
Oczywiście nie jest to żadna forma idealizacji feministek. Zdaję sobie sprawę, że feministki popełniają błędy, nawet te najmądrzejsze - w najlepszych nawet organizacjach feministycznych trafiają się głupie baby. Z niektórymi postulatami feministek się nie zgadzam. Jest to dla mnie tak samo naturalne, jak stwierdzenie, że nie wszystko w kapitalizmie jest idealne, że nie każdy liberał jest mądrym i dobrym człowiekiem.
Nie chodzi więc o idealizację, ale o racjonalne podejście do rozumienia pewnych pojęć. Chodzi o to, żeby takie słowa jak: kapitalizm, liberalizm, demokracja, feminizm, emancypacja... po prostu kojarzyły się jednoznacznie dobrze, a słowa takie jak socjalizm, dyktatura, biurokracja, szowinizm, dyskryminacja... kojarzyły się jednoznacznie źle. Mając takie racjonalne podejście mogę się spokojnie śmiać z ludzi, którzy uwierzyli sowietom, że są oni demokratami i bronią demokracji, tak samo moge się śmiać z tych, którzy uwierzyli sowietom, że feministki chcą pracować jako traktorzystki.
doku
|
|
|  | 2 na 2 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Feminizm jasno postuluje za wolnością wyboru dla kobiet, by mogły jak chcą zostać być matkami, gospodyniami domowymi, ale jak chcą by mogły poświęcić się np karierze czy pracy naukowej, a jak chcą godzić obie te sfery.
Przecież to absurd. Wyobraź sobie dwie samotne kobiety (nie myśl o mężczyznach, bo to utrudnia racjonalne myślenie w tej kwestii) o podobnych talentach, studiujące na tym samym wydziale, na tym samym roku, które dostały się na studia doktoranckie. Jedna z nich zachodzi w ciążę, rodzi dziecko i karmi je, druga w tym czasie prowadzi badania w ramach swojego doktoratu. Ta z dzieckiem jednak się nie poddaje. Też chodzi na uczelnię, uczestniczy w badaniach, prowadzi zajęcia ze studentami i jakoś wiąże koniec z końcem ze stypendium. Ale ta druga cały swój czas ambitnie poświęca pracy naukowej i dydaktycznej na uczelni, nie interesuje się facetami, bo odkłada dziecko na później. Po dwóch latach oddaje błyskotliwą pracę doktorską i dostaje dobry etat na uczelni. Tymczasem ta pierwsza zamiast ukończyć doktorat znów zachodzi w ciążę, rodzi drugie dziecko i ... w końcu ambitnie oddaje po czterech latach z trudem ukończoną pracę.
Jak można mówić z sensem o "godzeniu obu tych sfer"? Czy ta młoda matka ma otrzymać stanowisko równorzędne swojej koleżance tylko dlatego, że nie chcemy jej dyskryminować za to, że postanowiła być matką? Nie wierzę, że feministki walczą o coś takiego. W moim przekonaniu celem feminizmu jest emancypacja młodych matek, żeby nie musiały się one zarzynać i nie musiały próbować "godzić" sfer tak sprzecznych, ze szkodą dla zdrowia swoich dzieci. Celem feminizmu jest zrównanie praw i statusu społecznego kobiet z mężczyznami, niezależnie od tego, którą drogę kobieta wybierze: czy wybierze kobiecą drogę życia czy męską.
Twoja argumentacja nie jest feministyczna. Twoja argumentacja zakłada, że męska droga życia jest więcej warta niż kobieca. Zakładasz, że kobieta interesu robiąca karierę jest więcej warta niż gospodyni domowa, która urodziła i odchowała w tym czasie trójkę dzieci. A feministki tak nie uważają. Feministki uważają, że praca matki w domu jest równie ważna (jeśli nie ważniejsza) jak praca samotnej kobiety interesu, która ściga się z mężczyznami na ich podwórku, przebiera się za mężczyznę i próbuje udawać mężczyznę.
Piszesz o "wolności wyboru", ale nie jest to feministyczny ideał. Bo za tym Twoim "wolnym wyborem" czai się konsekwencja: "skoro wybrała życie kury domowej, skoro zrezygnowała z kariery, to jej sprawa, sama wybrała zawód służącej, sprzątaczki, opiekunki, praczki i kucharki w jednym, więc niech teraz nie próbuje porównywać się z Senyszyn".
Celem feminizmu jest emancypacja kobiet, tak jak 100 lat temu był to cel sufrażystek. A emancypacja kobiet nie polega wcale na tym, że kobieta ma prawo udawać mężczyzn i ścigać się z mężczyznami. Nie może być tak, że tylko kobieta udająca mężczyznę zasługuje na szacunek. Celem feminizmu jest zrównanie kobiet w prawie do szacunku, bo matka, która dobrze dba o dom i dobrze opiekuje się dziećmi, zasługuje na taki sam szacunek, jak profesor uniwersytetu. I to jest właśnie kwintesencja feminizmu.
doku
|
|
| |  | 3 na 3 | awitu (7627 punktów) | >Przecież to absurd. Wyobraź sobie dwie samotne kobiety (nie myśl o mężczyznach, bo to utrudnia racjonalne myślenie w tej kwestii) o podobnych talentach, studiujące na tym samym wydziale, na tym samym roku, które dostały się na studia doktoranckie.
Dokowski, może Tobie utrudnia racjonalne myślenie. Proszę nie mów mi, co mi takowe utrudnia. Nie da się analizować zjawiska wyrywając je z kontekstu. W takim wypadku jak proponujesz, wyłączasz z analizy dane, które są niezbędne by dojść do prawdziwego wniosku. Twoje zamiłowanie do nauk ścisłych, powinno Ci podpowiedzieć, że gdy dane są niepełne wynik nie daje obrazu całości, a zawężony jest jedynie do danych, które uwzględniłeś w analizie.
>Jedna z nich zachodzi w ciążę, rodzi dziecko i karmi je, druga w tym czasie prowadzi badania w ramach swojego doktoratu.(...)
Tak dokowski, dlatego ja w rozmowach o ciąży o kobietach, nie raz na tym forum pisałam już że niezbędna jest pomoc w tej sferze, niezbędne jest by kobiety w ciąży miały zapewnioną pomoc. Gdzieś jest mój post o kwestiach urlopów wychowawczych, zasiłkach macierzyńskich i kwestii prowadzenia działalności gospodarczej. Pisałam o tym jak na gruncie prawa, kobiety w takiej sytuacji są spychane na dalszą pozycję.
Ale dodaj do tego np studentkę która ma chorą matkę w domu... małoletnie rodzeństwo które, musi utrzymać i wykształcić. Studia, dwa etaty by zarobić na rodzinę. Czy nie będzie równie trudno? Tak ale można to zrobić i to z rewelacyjnym wynikiem. Znam samotne matki, które radziły sobie z robieniem doktoratu, samotnych ojców itd. Jest dużo trudniej, ale da się, kwestia tylko tego by nie wpychać takim ludziom dodatkowych kłód pod nogi.
Nawet, gdy wprowadzimy udogodnienia dla studentki - matki, żłobki, przedszkola, indywidualny tok studiów, odrobinę zrównamy sytuację obu kobiet... Jednakże one dalej będą w gorszej sytuacji niż mężczyźni -studenci. Ponieważ zanim pójdą na te studia ich rozwój zostanie tak ukierunkowany, że zdobędą już pewną wiedzę, rozbudzona zostanie ich ciekawość świata, zainteresowania sprzyjające nauce. Nikt nie będzie ich naciskał do małżeństwa, a raczej będzie im się wmawiać, że mają na to czas itd. Ba nikt im nie zakaże studiować. Zauważ, że gdy w domu jest dwoje dzieci chłopiec i dziewczynka, a fundusze skromne to raczej przeznacza się je na edukację chłopca, stwierdzając, że mu się to bardziej przyda.
>Jak można mówić z sensem o "godzeniu obu tych sfer"? Czy ta młoda matka ma otrzymać stanowisko równorzędne swojej koleżance tylko dlatego, że nie chcemy jej dyskryminować za to, że postanowiła być matką? A może wystarczy, wprowadzić kilka ułatwień np. żłobek i przedszkole? A gdzie jest tatuś tej ciężarnej kobiety? Jego rola skończyła się na spłodzeniu dziecka? Powinna otrzymać stanowisko, na jakie zapracuje, ale nie powinna być pozbawiana tego stanowiska tylko, dlatego że jest w ciąży.
>W moim przekonaniu celem feminizmu jest emancypacja młodych matek, żeby nie musiały się one zarzynać i nie musiały próbować "godzić" sfer tak sprzecznych, ze szkodą dla zdrowia swoich dzieci. A co jak chcą je godzić? Uważasz, że jak urodzi dziecko to trzeba ją zamknąć w domu? Staje się ułomna czy co? Praca matek, nie zawsze jest ekonomicznym przymusem, my także posiadamy potrzebę realizacji swoich pasji, nasze pasje nie sprowadzają się do bycia matką.
>Celem feminizmu jest zrównanie praw i statusu społecznego kobiet z mężczyznami, niezależnie od tego, którą drogę kobieta wybierze: czy wybierze kobiecą drogę życia czy męską. O, czyli praca jest męską drogą życia... ciekawy pogląd. I Ty się próbujesz nazywać feministą? Toż to seksizm a nie feminizm. Właśnie w tym problem: dzielisz świat na męski - praca, hobby przyjemności, kobieca - dom, dziecko, pieluchy. A prawda jest taka, że obie płcie doskonale się sprawdzają na obu polach.
>Twoja argumentacja nie jest feministyczna. Twoja argumentacja zakłada, że męska droga życia jest więcej warta niż kobieca. Zakładasz, że kobieta interesu robiąca karierę jest więcej warta niż gospodyni domowa, która urodziła i odchowała w tym czasie trójkę dzieci. A feministki tak nie uważają. Feministki uważają, że praca matki w domu jest równie ważna (jeśli nie ważniejsza) jak praca samotnej kobiety interesu, która ściga się z mężczyznami na ich podwórku, przebiera się za mężczyznę i próbuje udawać mężczyznę. Dokowski czy Ty nie potrafisz czytać? Gdzie ja takowy idiotyzm miałam napisać? Owszem ja nie mam dzieci, skupiam się na własnej pracy i... właśnie na działalności mającej na celu pomoc samotnym matkom, ofiarom przemocy domowej, poprawie sytuacji niedożywionych dzieci. Szanuję kobiety za ich wybór, także za to że wybrały rolę matki, zrezygnowały z pracy i poświęciły się wychowaniu dzieci. Szanuję także te które godzą bycie matką i robienie np kariery zawodowej, a także te które skupiają się na rozwijaniu własnych pasji. Tylko że często to nie jest ich wybór, a kwestia przymusu społecznego.
>Celem feminizmu jest emancypacja kobiet, tak jak 100 lat temu był to cel sufrażystek. A emancypacja kobiet nie polega wcale na tym, że kobieta ma prawo udawać mężczyzn i ścigać się z mężczyznami. Nie może być tak, że tylko kobieta udająca mężczyznę zasługuje na szacunek. (...) Kwestia pracy zawodowej to nie udawanie mężczyzn, bo to, że przez kilka tysięcy lat zmonopolizowaliście sferę publiczną, spychając kobiety jedynie do roli matki wcale nie świadczy że nasza obecność w polityce, gospodarce, życiu społecznym to udawanie mężczyzn. My nie udajemy was i wcale do tego nie dążymy. Jakbym chciała zostać facetem już dawno zmieniłabym płeć. Dążymy do bycia kobietami w życiu publicznym, ale kobietami z pełnią praw, a nie ładnym dodatkiem do męskiego garnituru. Czytaj ze zrozumieniem. A co do celów i postulatów sufrażystek odsyłam to żądań Społeczno-Politycznej Unii Kobiet z 1903r - gdzie podstawowymi postulaty dotyczyły: dostępu do pracy, równości praw, prawa obywatelskie i wyborcze , a nie sprowadzenie kobiety do roli matki.
|
|
| | |  | 1 na 3 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Nie da się analizować zjawiska wyrywając je z kontekstu. W takim wypadku jak proponujesz, wyłączasz z analizy dane, które są niezbędne by dojść do prawdziwego wniosku. Twoje zamiłowanie do nauk ścisłych, powinno Ci podpowiedzieć, że gdy dane są niepełne wynik nie daje obrazu całości, a zawężony jest jedynie do danych, które uwzględniłeś w analizie.
Podałem wszystkie dane. Dla celów tej dyskusji nie jest potrzebne wiedzieć, w jaki sposób ta młoda dama pozyskała plemniki i dlaczego chce samotnie wychowywać dzieci - może jest skrajną feministką, która nie chce żyć z mężczyzną i nie chce pozwolić, aby mężczyzna demoralizował jej dzieci.
>urlopów wychowawczych, zasiłkach macierzyńskich i
I co jeszcze? Czy sądzisz, że kobiecie, która zdecyduje się na samotne macierzyństwo, należy za wszelką ułatwić matkowanie, żeby byłą ona w stanie nadążać za koleżanką, która wybrała drogę naukowca?
>Jest dużo trudniej, ale da się, kwestia tylko tego by nie wpychać takim ludziom dodatkowych kłód pod nogi.
Nareszcie coś, z czym się mogę zgodzić. Jedbnak nie ma szans, żeby mogła ona robić równie szybką i równie błyskotliwą karierę jak ta druga kobieta (a także, jak mężczyzna).
>Nawet, gdy wprowadzimy udogodnienia dla studentki - matki, żłobki, przedszkola, indywidualny tok studiów, odrobinę zrównamy sytuację obu kobiet... Jednakże one dalej będą w gorszej sytuacji niż mężczyźni -studenci.
I niż kobiety, które zdecydują się odłożyć dziecko na później.
>>Jak można mówić z sensem o "godzeniu obu tych sfer"? Czy ta młoda matka ma otrzymać stanowisko równorzędne swojej koleżance tylko dlatego, że nie chcemy jej dyskryminować za to, że postanowiła być matką?
>A może wystarczy, wprowadzić kilka ułatwień np. żłobek i przedszkole?
Jak już się zgodziliśmy, nie wystarczy - ich sytuacja i tak będzie gorsza (z punktu widzenia szans na karierę).
>A gdzie jest tatuś tej ciężarnej kobiety?
Chcesz ją dyskryminować za to, że ukrywa tożsamość ojca? Czy chcesz ją potępić za to, że nie wie, który z uczestników imprezy... Samo wypytywanie o to jest traktowane przez feministki jak dyskryminacja.
>A co jak chcą je godzić?
To są głupie - jak już udowniłem, nie można tego pogodzić. A Ty się zgodziłaś z tym, że "będą w gorszej sytuacji". Głupotą jest udawanie, że jest inaczej.
>O, czyli praca jest męską drogą życia... ciekawy pogląd.
A co w Twoich ustach znaczy słowo "praca"? Czy praca matki i gospodyni domowej nie zasługuje na to szczytne miano?
>Toż to seksizm a nie feminizm. Właśnie w tym problem: dzielisz świat na męski - praca, hobby przyjemności, kobieca - dom, dziecko, pieluchy.
Nie ja podzieliłem świat w ten sposób. Feministką można być tylko wtedy, gdy widzi się, jaki ten świat jest, bo tylko wtedy, gdy się wie, z czym się walczy, można z tym walczyć
>Szanuję także te które godzą bycie matką i robienie np kariery zawodowej, a także te które skupiają się na rozwijaniu własnych pasji. Tylko że często to nie jest ich wybór, a kwestia przymusu społecznego.
A więc wreszcie musiałaś przyznać mi rację. Zły jest system, który zmusza kobiety do próby godzenia tego, czego nie da się pogodzić. Celem feminizmu jest walka z tym systemem, tak żeby kobiety szły szukać pracy tylko wtedy, gdy mają na to ochotę - żeby matka opiekująca się dziećmi nie musiała martwić się o pieniądze, żeby za tę pracę dostawała godziwe wynagrodzenie, wystarczające na utrzymanie siebie i dzieci (w rozsądnej liczbie).
>Kwestia pracy zawodowej to nie udawanie mężczyzn, bo to, że przez kilka tysięcy lat zmonopolizowaliście sferę publiczną, spychając kobiety jedynie do roli matki
Po pierwsze, to kilka milionów lat, a nie tysięcy. Po drugie, rola kobiety to także rola zbieraczki, praczki, kucharki... Po trzecie, to nie my, ale geny, zarówno nasze jak i wasze. Czy wiesz np., dlaczego mężczyźni są tacy agresywni i brutalni? Te cechy akurat zostały ukształtowane przez kobiety, a dokładniej, przez ich wybory seksualne.
Absurdem by było obwinianie genów. Feminiustki to zrozumiały. Tym m.in. różnią się feministki od socjalistek udających feministki. Feministki akceptują fakty biologiczne, widzą fakty, wiedzą że noworodki płci męskiej interesują się innymi przedmiotami niż te płci żeńskiej i że podtykanie im zabawek dla chłopców jest gwałtem niszczącym zdrowie dziecka, takim samym jak chrzest i sadzanie niemowlaka na krześle.
Feministki nie okłamują się, że natura nie istnieje. Feministki walczą o równe prawa MIMO naturalnych różnic, między kobietami i mężczyznami. Feministki nie próbują walczyć z naturą, ale chcą równych praw, równego szacunku, prestiżu społecznego, sprawiedliwego wynagrodzenia, także za pracę matki i gospodyni domowej.
doku
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Zulka (2198 punktów) |
> Dla celów tej dyskusji nie jest potrzebne wiedzieć, w jaki sposób ta młoda dama pozyskała plemniki i dlaczego chce samotnie wychowywać dzieci - może jest skrajną feministką, która nie chce żyć z mężczyzną i nie chce pozwolić, aby mężczyzna demoralizował jej dzieci.???!!! > I co jeszcze? Czy sądzisz, że kobiecie, która zdecyduje się na samotne macierzyństwo, należy za wszelką ułatwić matkowanie, żeby byłą ona w stanie nadążać za koleżanką, która wybrała drogę naukowca?Doku. Rzadko kobieta "decyduje się" na samotne macierzyństwo, ale nawet jeśli, to uważasz że taki wybór powinien być ukarany? "Suka"? Bo nie chce żyć z mężczyzną??? > Czy chcesz ją potępić za to, że nie wie, który z uczestników imprezy... Samo wypytywanie o to jest traktowane przez feministki jak dyskryminacja.Dlaczego przytaczasz akurat takie przykłady? I dlaczego uważasz że Awitu chce kogokolwiek dyskryminować? Rozumiem, że Twój przykład dotyczy wyłącznie kobiet, które "były na imprezie, bzykały się z połową gości, i nie wiedzą kto jest ojcem". Nie twierdzę, że takich kobiet nie ma, jednak sprowadzanie problemu matki samodzielnie wychowującej dziecko do tylko takiego obrazka mnie osobiście obraża! Poza tym odpowiedzialność ojca za dziecko nie powinna zależeć chyba od zwyczajów seksualnych jego matki. Nawet w takim przypadku. Nie sądzisz? Chyba że ojciec został zgwałcony... > To są głupie - jak już udowniłem, nie można tego pogodzić. A Ty się zgodziłaś z tym, że "będą w gorszej sytuacji". Głupotą jest udawanie, że jest inaczej.To, że "będą w gorszej sytuacji" nie implikuje, że nie można tego pogodzić. Świadczy tylko o tym, że będzie im trudniej. > Po pierwsze, to kilka milionów lat, a nie tysięcy. Po drugie, rola kobiety to także rola zbieraczki, praczki, kucharki... Po trzecie, to nie my, ale geny, zarówno nasze jak i wasze. Czy wiesz np., dlaczego mężczyźni są tacy agresywni i brutalni? Te cechy akurat zostały ukształtowane przez kobiety, a dokładniej, przez ich wybory seksualne.Doku  Ty naprawdę wierzysz, że kobiety nie są agresywne i brutalne? Takie "łagodne i miłe, nieustannie uśmiechnięte - zbieraczki, praczki i kucharki"? > Absurdem by było obwinianie genów. Feminiustki to zrozumiały. Tym m.in. różnią się feministki od socjalistek udających feministki. Feministki akceptują fakty biologiczne, widzą fakty, wiedzą że noworodki płci męskiej interesują się innymi przedmiotami niż te płci żeńskiej i że podtykanie im zabawek dla chłopców jest gwałtem niszczącym zdrowie dziecka, takim samym jak chrzest i sadzanie niemowlaka na krześle.To "noworodkom płci męskiej" nie należy "podtykać zabawek dla chłopców"? Rozumiem że to pomyłka w ferworze dyskusji  Ja nie zaprzeczam, że chłopcy i dziewczynki najczęściej wybierają inne zabawki. Chciałabym tylko, żeby rodzice pamiętali o tym, że te zabawki to dziecko ma wybrać, z nie oni  "Jesteś chłopcem - masz psi obowiązek bawić się czołgiem i być agresywny i brutalny - tak rzekł Doku, a wszystko przez wybory seksualne twoich przodkiń!!!"  pozdrawiam P.S. Jakoś Cię dawno nie widziałam? Dlaczego
|
|
| | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Rozumiem, że Twój przykład dotyczy wyłącznie kobiet, które "były na imprezie
Nic nie zrozumiałaś - wpadłaś w środek dyskusji i nawet nie raczyłaś zapoznać się z moimi poglądami.
Zacznij jeszcze raz, wejdź do wątku uczciwie i nie próbuj mnie od razu obrażać - w ten sposób tylko rozbijasz dyskusję
doku
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Zulka (2198 punktów) | > >Rozumiem, że Twój przykład dotyczy wyłącznie kobiet, które "były na imprezie> Nic nie zrozumiałaś - wpadłaś w środek dyskusji i nawet nie raczyłaś zapoznać się z moimi poglądami.> Zacznij jeszcze raz, wejdź do wątku uczciwie i nie próbuj mnie od razu obrażać - w ten sposób tylko rozbijasz dyskusję> dokuDoku. Zbyt Cię cenię, żebym chciała Cię obrażać. Przykro mi, że tak to odebrałeś  "Raczyłam" się zapoznać z Twoimi poglądami. Jednak w części poprzedzającej mój wtręt - zgadzałam się z wypowiedziami Awitu - więc uczciwie Ją "opunktowałam" - bardzo mądra kobieta  Uznałam, że nie ma sensu powielać tego, co mówi. Tym bardziej, że trudno Jej dorównać w biegłości argumentacji  Weszłam do wątku w chwili, w której Twoja wypowiedź znacząco podniosła mi poziom adrenaliny - nie mogłam tego pozostawić - wybacz. Napisz proszę, co dokładnie w mojej wypowiedzi Cię obraziło. Chciałabym tego uniknąć na przyszłość. pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Napisz proszę, co dokładnie w mojej wypowiedzi Cię obraziło. Chciałabym tego uniknąć na przyszłość.
Skoro tego chcesz... zakładam że jesteś w stanie dzielnie przyjąć krytykę.
Nazwałaś kobietę "suką", kierując się własnym stereotypem, ale sformułowałaś to w taki sposób, żeby oczernić mnie w oczych innych dyskutantów, żeby ci, co nie czytali całości pomyśleli, że ja też lubię w ten sposób wyrazać się o kobietach. A to jest oszczerstwo, w dodatku całkowicie niezgodne z tym co czuję i co jawnie głoszę od dawna na tym forum.
Przykładowo, nie raz twierdziłem, że kultura bonobo stoi wyżej niż kultura ludzi. Bonobo mają matriarchat oparty na miłości lesbijskiej i damskiej solidarności, żyją seksem, często orgiastycznym, i z żadna z samic nie martwi się o to, kto jest ojcem jej dziecka. Ludzkość też mogłaby niewielkim wysiłkiem woli i wychowania nauczyć się tak żyć - bez wojen, agresji i przestępstw. Mamy do tego wystarczające podstawy genetyczne: jesteśmy wyposażeni w jądra mogące prowadzić wojny plemników, kobiety w większości są zdolne do przeżywania orgazmu podczas seksu lesbijskiego, fizjologia orgazmu pozwala kobietom na zaskakujące manipulacje zgromadzonymi plemnikami, tak żeby np. odebrać strategiczną przewagę plemnikom stałemu partnerowi i stworzyć taktyczną przewagę dla plemników wybranka.
Prawo mężczyzny do zazdrości, do tego, żeby wiedzieć, czy dziecko jest jego, nie jest wcale prawem naturalnym. Ludzkość byłaby lepsza, gdyby pozbawić męczyzn wpływu na wychowanie dzieci - polecam jako lektury "Wojny plemników" i "Demoniczne samce", być może już po raz setny na tym forum, gdyż są to książki przełomowe dla nauki o człowieku. Więc mam prawo czuć się obrażony insynuacjami, jakie w tym wątku wytacza się przeciwko mnie za to, że mam feministyczne poglądy i że jawnie, jako racjonalista, uważam kobiety za naturanie lepszą połowę ludzkości, zasługującą na szacunek, prawa i władzę. Najbardziej mnie boli, gdy kobiety same tego nie czują, gdy ich świadomocią rzadzą stereotypy "suki", "kury domowej", a na każdą sugestię, że zasługują na większy szacunek i więcej praw odpowiadają reakcją obronną niewolnicy, która myśli że to kolejna manipulacja złego pana.
Kochane Panie, nie jestem Waszym panem, a Wy nie jesteście moimi niewolnicami. Tak, to prawda. Możecie dyskutować ze mną racjonalnie, z pozycji partnera w dyskusji. Jeżeli będziecie robić to ze zrozumieniem, to szybko zdobędziecie pewność, że ja chcę, aby na Ziemi zapanował matriarchat na wzór kultury bonobo - żeby mężczyźni pracowali i rywalizowali między sobą, a kobiety żeby trzymały się solidarnie razem i miały zięki temu przewagę siły i władzy nad rozproszonymi mężczyznami.
Zrozumcie, kochane Panie, że kobiety, które udają mężczyzn, które wchodzą na nasze podwórko, na naszą bieżnię wyścigu szczurów, i próbują się z nami ścigać tam, gdzie my mamy naturalną przewagę, takie kobiety nigdy nie znajdą dość czasu i energii, zeby się zjednoczyć w walce o prawa dla kobiet. Dlatego twierdzę, że feminizm może być skuteczny tylko wtedy, gdy, w czasie gdy mężczyźni rywalizują w wyścigu szczurów, kobiety skupią się na zawieraniu przyjaźni, tworzeniu sojuszy sąsiedzkich, działaniu w organizacjach feministycznych, wspólnym wychowywaniu dzieci ... i żadnej socjalizacji w żłobkach! mamy z sąsiedztwa powinny same się organizować i grupować swoje dzieci, gdy uznają to za potrzebne, szczególnie gdy trzeba iść do pracy (szeroko rozumianej, nie tylko tej zarobkowej), ale nie może być to praca w służbie mężczyznom, w męskich strukturach hierarchicznych, bo taka praca tylko umacnia patriarchat.
Zrozumcie, Kochane Panie, Wasi mężczyźni poszli sobie. Macie 10 godzin z którymi możecie zrobić, co chcecie. Możecie oddać dzieci pod opiekę babć i same możecie zrobić tyle pożytecznych rzeczy: okopać się na swoich feministycznych pozycjach, przygotować pułapki i kary dla damskiego boksera, którzy maltretuje naszą przyjaciółką z sąsiedztwa - niech wpadnie do wilczego dołu, na dnie którego znajdzie kartkę: "jeśli jeszcze raz usłyszymy płacz twojej żony, w takim dole znajdziesz zaostrzone pale zamiast kartki"
doku
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Zulka (2198 punktów) | >Nazwałaś kobietę "suką", kierując się własnym stereotypem, ale sformułowałaś to w taki sposób, żeby oczernić mnie w oczych innych dyskutantów, żeby ci, co nie czytali całości pomyśleli, że ja też lubię w ten sposób wyrazać się o kobietach. A to jest oszczerstwo, w dodatku całkowicie niezgodne z tym co czuję i co jawnie głoszę od dawna na tym forum.
Rzeczywiście Doku. To było niesłuszne. Rzeczywiście uruchomił mi się stereotyp pewnego typu mężczyzny, który czasem spotykam na swojej drodze. Ty do niego nie należysz. Przepraszam.
>Przykładowo, nie raz twierdziłem, że kultura bonobo stoi wyżej niż kultura ludzi. Bonobo mają matriarchat oparty na miłości lesbijskiej i damskiej solidarności, żyją seksem, często orgiastycznym, i z żadna z samic nie martwi się o to, kto jest ojcem jej dziecka. Ludzkość też mogłaby niewielkim wysiłkiem woli i wychowania nauczyć się tak żyć - bez wojen, agresji i przestępstw. Mamy do tego wystarczające podstawy genetyczne: jesteśmy wyposażeni w jądra mogące prowadzić wojny plemników, kobiety w większości są zdolne do przeżywania orgazmu podczas seksu lesbijskiego, fizjologia orgazmu pozwala kobietom na zaskakujące manipulacje zgromadzonymi plemnikami, tak żeby np. odebrać strategiczną przewagę plemnikom stałemu partnerowi i stworzyć taktyczną przewagę dla plemników wybranka.
Nie lubię wartościowania kultur. Jeżeli zachowania bonobo wykształciły się w tym właśnie kierunku - to znaczy że im bardziej odpowiadają. Ja nie byłabym w stanie ich zaakceptować bo (niezgodnie z Twoją opinią) bywam wściekle zazdrosna i jestem nieuleczalnie monogamiczna. To że kobiety są zdolne do przeżywania orgazmu podczas seksu lesbijskiego nie jest dla mnie żadnym argumentem ogólnospołecznego zalecenia biseksualizmu i promiskuityzmu. Kobiety są również zdolne do zapewnienia sobie satysfakcji seksualnej bez udziału partnera - ale nie wysnuwasz z tego wniosku, że powinny wszystkie żyć w celibacie...
>Prawo mężczyzny do zazdrości, do tego, żeby wiedzieć, czy dziecko jest jego, nie jest wcale prawem naturalnym.
A czym jest według Ciebie? Czy zazdrości się uczymy? Moim zdaniem uczymy się wyłącznie takiego, a nie innego jej wyrażania. "Objawy" zazdrości możemy poddać kodyfikacjom, uczucia - nie.
>Ludzkość byłaby lepsza, gdyby pozbawić mężczyzn wpływu na wychowanie dzieci - polecam jako lektury "Wojny plemników" i "Demoniczne samce", być może już po raz setny na tym forum, gdyż są to książki przełomowe dla nauki o człowieku.
Doku. Od książek ważniejsze jest dla mnie doświadczenie. NIGDY nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że wychowanie dziecka bez udziału mężczyzny jest dla jego rozwoju korzystniejsze. Oczywiście mężczyzna mężczyźnie nierówny, jednak dotyczy to również kobiety. To, że czasem dla dziecka lepiej żeby nie wychowywał go ten konkretny mężczyzna, nie znaczy, że możemy to uogólnić na całość populacji.
>uważam kobiety za naturanie lepszą połowę ludzkości, zasługującą na szacunek, prawa i władzę.
Doku. Ja nie życzę sobie żeby ktokolwiek uważał mnie za przedstawiciela "lepszej połowy ludzkości". Moim zdaniem "lepszość" nie wynika z płci. Znam beznadziejnych facetów, ale znam również takie kobiety. Mam też szczęście znać wspaniałych ludzi różnych płci. Taki podział "dobre kobiety - źli mężczyźni" to coś, co powoduje u mnie chęć ucieczki. Nie chcę żeby ludzie byli oceniani pod względem moralnym ze względu na budowę ciała. To propagowanie uprzedzeń. Będę się na to nie zgadzać do ostatniego oddechu!!!
>Zrozumcie, kochane Panie, że kobiety, które udają mężczyzn, które wchodzą na nasze podwórko, na naszą bieżnię wyścigu szczurów, i próbują się z nami ścigać tam, gdzie my mamy naturalną przewagę, takie kobiety nigdy nie znajdą dość czasu i energii, zeby się zjednoczyć w walce o prawa dla kobiet.
Doku. Kobiety też lubią rywalizację. Czy lubienie rywalizacji to udawanie mężczyzn? Porównywanie grup ludzkich pod względem nasilenia jakiejś cechy może być wyłącznie porównywaniem średnich. To znaczy, że możesz stwierdzić np. że skłonność do rywalizacji jest średnio u mężczyzn wyższa niż średnio u kobiet. Nie może to być podstawą do wniosku, że każda z kobiet jest mniej skłonna do rywalizacji niż dowolny mężczyzna. Te - które jej nie lubią - nie muszą brać w niej udziału. Mogą się zająć czymś innym. Świat jest pełen różnych możliwości. Ale dlaczego reszta ma być jej obligatoryjnie pozbawiona?
>Zrozumcie, Kochane Panie, Wasi mężczyźni poszli sobie. Macie 10 godzin z którymi możecie zrobić, co chcecie. Możecie oddać dzieci pod opiekę babć i same możecie zrobić tyle pożytecznych rzeczy: okopać się na swoich feministycznych pozycjach,
Doku. Nie odpowiada mi traktowanie wszystkich mężczyzn jako potencjalnych wrogów. Uważam że bardziej naturalne jest dla człowieka życie w społecznościach wielopłciowych i wspólne starania dla dobra tych społeczności. Wizja knucia intryg w czasie nieobecności mężczyzn, którzy w tym czasie pracują na moje utrzymanie mierzi mnie.
>przygotować pułapki i kary dla damskiego boksera, którzy maltretuje naszą przyjaciółką z sąsiedztwa - niech wpadnie do wilczego dołu, na dnie którego znajdzie kartkę: "jeśli jeszcze raz usłyszymy płacz twojej żony, w takim dole znajdziesz zaostrzone pale zamiast kartki"
Nie wierzę w rozwiązania siłowe. To tak jakbyś stwierdzał, że Twoje Dziecko przestanie bić innych jeśli dostanie lanie. To nieskuteczne.
pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Nie lubię wartościowania kultur.
Politpoprawny stereotyp. Np. kultura islamu jest kulturą niższą, choćby dlatego, że pozycja kobiety jest w niej gorsza nawet niż w Szwajcarii 50 lat temu.
>Kobiety są również zdolne do zapewnienia sobie satysfakcji seksualnej bez udziału partnera - ale nie wysnuwasz z tego wniosku, że powinny wszystkie żyć w celibacie...
Czy sądzisz, że onanizm odbiera zdolność do odczuwania przyjemności z seksu partnerskiego? W co jeszcze wierzysz na temat onanizmu? Ślepnie się? Wysycha rdzeń kręgowy?
>A czym jest według Ciebie? Czy zazdrości się uczymy?
Nauczyliśmy się. Zazdrość jest pochodną wiedzy, że możemy mieć wpływ na zwiększenie prawdopodobieństwa naszego ojcostwa. Cachą gatunkową homo sapiens jest monogamia, dzięki której samce mogą skutecznie utrudniać samicom kontakty z innymi samcami. Jednak w kulturze bonobo nie ma zazdrości, bo samce nie mają żadnego wpływu na możliwość uzyskania wiedzy, którego dziecka są ojcem.
>"Objawy" zazdrości możemy poddać kodyfikacjom, uczucia - nie.
Zaraz się dowiesz (nie ode mnie), że geny nie mają wpływu na kształtowanie uczuć.
>Doku. Od książek ważniejsze jest dla mnie doświadczenie. NIGDY nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że wychowanie dziecka bez udziału mężczyzny jest dla jego rozwoju korzystniejsze.
Polemika w próżnię. Ja nie dyskutuję na ten temat, gdyż jest oczywiste, że w patriarchalnym społeczeństwie dziecku potrzebne jest wsparcie ojca. Spróbuj raz jeszcze zrozumieć mój post. Dotyczy on czegoś, co można by określić mianem w pełni wyemancypowanej, liberalnej utopii.
> Ja nie życzę sobie żeby ktokolwiek uważał mnie za przedstawiciela "lepszej połowy ludzkości".
Nie mogę sobie tego wziąć do serca.
>Moim zdaniem "lepszość" nie wynika z płci.
Wynika w 90%, zaprzeczasz oczywistemu faktowi.
>Znam beznadziejnych facetów, ale znam również takie kobiety.
Niektóre kobiety są beznadziejne, ale wyłącznie dlatego, że były i są niewolnicami beznadziejnych facetów: dziadków, ojców, braci, narzeczonych, mężów...
>Taki podział "dobre kobiety - źli mężczyźni" to coś, co powoduje u mnie chęć ucieczki.
Nie uciekniesz przed światem, możesz co najwyżej schować głowę w piasek.
> Będę się na to nie zgadzać do ostatniego oddechu!!!
Piasek zatka ci usta
>Doku. Kobiety też lubią rywalizację.
Ale czy z mężczyznami na ich podwórku? Wolisz ścigać się z kolegą, kto szybciej czyta na głos, czy wolisz rywalizować z nim, kto dalej rzuci kamieniem?
>Nie może to być podstawą do wniosku, że każda z kobiet jest mniej skłonna do rywalizacji niż dowolny mężczyzna.
I nie jest - nawet nie istnieje taki wniosek, sama go teraz wymyśliłaś, żeby dyskusja zeszła na manowce?
>Doku. Nie odpowiada mi traktowanie wszystkich mężczyzn jako potencjalnych wrogów.
Dopóki trwają rządy patriarchatu, dopóki gwałciciele pozostają bezkarni, dopóki mężowie biją żony, a policjanci, którzy biją swoje żony ich wspierają, dopóki prokuratorzy, którzy biją swoje żony wspierają damskich bokserów, dopóki sędziowie, którzy biją swoje żony, pozwalają damskim bokserom na powrót do domu i powrót do przestępstwa, dopóki adwokaci i politycy PiSamoobrony, którzy ... dopóty wartość domyślna w polu: "Czy mężczyzna jest wrogiem czy przyjacielem" wynosi "jest wrogiem". W takim świecie żyjemy.
>Wizja knucia intryg w czasie nieobecności mężczyzn, którzy w tym czasie pracują na moje utrzymanie mierzi mnie.
Sądzisz, że w ogólnym rozrachunku zasługują na wdzięczność? Spróbuj mężowi powiedzieć, że to nie są jego dzieci, a przekonasz się, dla kogo on pracuje. Gdybym ja się dowiedział... ale, spokojnie, argumenty ad hominum są nieuczciwe, więc nie powiem...
>Nie wierzę w rozwiązania siłowe. To tak jakbyś stwierdzał, że Twoje Dziecko przestanie bić innych jeśli dostanie lanie. To nieskuteczne.
Dorosły to nie dziecko. Dzieci też nie zamyka się do więzienia. Natomiast wobec dorosłych nie wolno stosować pedagogiki, bo jest to sprzeczne z przyrodzoną godnością. Pedagogika jest dla dzieci, dla dorosłych jest odpowiedzialność osobista.
Jeżeli ofiara walczy o wolność, ma pełne prawo stosować przemoc, a oprawca musi przyjąć szkody fizyczne jako konsekwencję odpowiedzialności. Walka o wolność musi być rozwiązaniem siłowym, nawet zabijanie w obronie wolności jest czynem dobrym, oczywiście, jeśli mieści się w pojęciu "obrony koniecznej". Jak widzisz, istotą problemu są szczegóły, a nie żaden stereotyp w rodzaju "rozwiązanie siłowe". Oczywicie w szczegółach dół wilczy z palami był żartem, ale jako idea jest w porządku.
Przy okazji, sądzę, ze to właśnie jest najprzyjemniejsze w czytaniu moich postów - w każdym niemal akapicie jest racjonalny pogląd okraszony żartem - jest prawdziwą rozkoszą oddzielać jedno od drugiego przy użyciu własnego racjonalnego myślenia. Ludzie racjonalnie myślący zwykle nie muszą mówić z sensem na dany temat, gdyż racjonalne myślenie implikuje zwykle posiadanie jednakowych poglądów, a to pozwala rozszyfrować bezblędnie każdy żart wpleciony w dyskusję. To coś jak primaaprilisowy artykuł w kwietniowym numerze "Wiedzy i Życia", który racjonaliście bardzo łatwo zidentyfikować.
doku
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Zulka (2198 punktów) | > Politpoprawny stereotyp. Np. kultura islamu jest kulturą niższą, choćby dlatego, że pozycja kobiety jest w niej gorsza nawet niż w Szwajcarii 50 lat temu.Doku. To, że pozycja kobiety w islamie jest taka właśnie, uważam za niewłaściwe, ale to nie powód żeby w oparciu o to określać islam jako kulturę "niższą". Fakt wartościowania przez Ciebie kultur (moim zdaniem niesłuszny) nie daje Ci prawa do sugerowania, że kieruję się "politpoprawnymi stereotypami" - to zachowanie nie na poziomie. > >Kobiety są również zdolne do zapewnienia sobie satysfakcji seksualnej bez udziału partnera - ale nie wysnuwasz z tego wniosku, że powinny wszystkie żyć w celibacie...> Czy sądzisz, że onanizm odbiera zdolność do odczuwania przyjemności z seksu partnerskiego? W co jeszcze wierzysz na temat onanizmu? Ślepnie się? Wysycha rdzeń kręgowy?Doku. Co ty mi imputujesz? Kilka postów wcześniej napisałeś: "I znów wkładasz mi w usta nie moje poglądy (może Twoje? taka projekcja czasem zdradza to, w co człowiek wierzy, ale nie chce się do tej wiary przyznać)" ...więc rozumiem, że te "odkrycia" odnośnie onanizmu dotyczą zakamarków Twojego umysłu  Dziwnie zrozumiałeś moją wypowiedź, więc wytłumaczę jeszcze raz: 1. napisałeś że chciałbyś przenieść na ludzi "matriarchat bonobo oparty na miłości lesbijskiej i damskiej solidarności" i że jest to możliwe ponieważ kobiety "są zdolne do przeżywania orgazmu podczas seksu lesbijskiego", 2. ja napisałam że są również zdolne do zapewnienia sobie satysfakcji bez udziału innych osób i że to nie powoduje Twoich pomysłów co do organizowania na tej podstwie życia całego społeczeństwa. 3. zdolność do czegoś nie implikuje więc jednoznacznie podporządkowania jednej z wielu możliwości praw całej populacji. > Zazdrość jest pochodną wiedzy, że możemy mieć wpływ na zwiększenie prawdopodobieństwa naszego ojcostwa.Czy twierdzisz że zazdrość jest wyłączną domeną samców? > w kulturze bonobo nie ma zazdrości, bo samce nie mają żadnego wpływu na możliwość uzyskania wiedzy, którego dziecka są ojcem.U ludzi byłoby to dość trudne do przeprowadzenia  > Nie mogę sobie tego wziąć do serca.Więc weź. W sprawie światopoglądu nigdy nie kłamię. > >Moim zdaniem "lepszość" nie wynika z płci.> Wynika w 90%, zaprzeczasz oczywistemu faktowi.> >Znam beznadziejnych facetów, ale znam również takie kobiety.> Niektóre kobiety są beznadziejne, ale wyłącznie dlatego, że były i są niewolnicami beznadziejnych facetów: dziadków, ojców, braci, narzeczonych, mężów...> >Taki podział "dobre kobiety - źli mężczyźni" to coś, co powoduje u mnie chęć ucieczki.> Nie uciekniesz przed światem, możesz co najwyżej schować głowę w piasek.> > Będę się na to nie zgadzać do ostatniego oddechu!!!> Piasek zatka ci ustaDoku. Życzę Ci żebyś mial do czynienia z samymi kobietami  Proszę, nie mów "nawzajem". > >Doku. Kobiety też lubią rywalizację.> Ale czy z mężczyznami na ich podwórku? Wolisz ścigać się z kolegą, kto szybciej czyta na głos, czy wolisz rywalizować z nim, kto dalej rzuci kamieniem?Czy mam przez to rozumieć, że idąc do biura będę wbrew swej woli rzucać kamieniami? Sądziłam że rozmawiamy o pracy kobiet w dzisiejszych czasach... Czy Kobiety w Twojej Rodzinie pracują w kamieniołomach? > >Doku. Nie odpowiada mi traktowanie wszystkich mężczyzn jako potencjalnych wrogów.> Dopóki trwają rządy patriarchatu, dopóki gwałciciele pozostają bezkarni, dopóki mężowie biją żony, a policjanci, którzy biją swoje żony ich wspierają, dopóki prokuratorzy, którzy biją swoje żony wspierają damskich bokserów, dopóki sędziowie, którzy biją swoje żony, pozwalają damskim bokserom na powrót do domu i powrót do przestępstwa, dopóki adwokaci i politycy PiSamoobrony, którzy ... dopóty wartość domyślna w polu: "Czy mężczyzna jest wrogiem czy przyjacielem" wynosi "jest wrogiem". W takim świecie żyjemy.Nie jestem zawolenniczką patriarchatu, ale matriarchat też mi nie odpowiada. > >Wizja knucia intryg w czasie nieobecności mężczyzn, którzy w tym czasie pracują na moje utrzymanie mierzi mnie.> Sądzisz, że w ogólnym rozrachunku zasługują na wdzięczność? Spróbuj mężowi powiedzieć, że to nie są jego dzieci, a przekonasz się, dla kogo on pracuje.Nie chodzi mi o wdzięczność, raczej o lojalność. Gdybym była mężczyzną i nagle dowiedziała się że przez ileś lat, nic o tym nie wiedząc, wychowywałam nie swoje dzieci, a więc "dzieliłam" z kimś względy swojej kobiety, z pewnością nie czułabym zadowolenia. Nie ze względu na wychowywanie "nie swoich". Ze względu na oszustwo i nielojalność. Przecież są ludzie, ktorzy dzieci adoptują i wychowują. > Gdybym ja się dowiedział... ale, spokojnie, argumenty ad hominum są nieuczciwe, więc nie powiem...Zainteresowało mnie: co by było gdybyś Ty się dowiedział? > Dorosły to nie dziecko. Dzieci też nie zamyka się do więzienia. Natomiast wobec dorosłych nie wolno stosować pedagogiki, bo jest to sprzeczne z przyrodzoną godnością. Pedagogika jest dla dzieci, dla dorosłych jest odpowiedzialność osobista.??? > Jeżeli ofiara walczy o wolność, ma pełne prawo stosować przemoc, a oprawca musi przyjąć szkody fizyczne jako konsekwencję odpowiedzialności. Walka o wolność musi być rozwiązaniem siłowym, nawet zabijanie w obronie wolności jest czynem dobrym, oczywiście, jeśli mieści się w pojęciu "obrony koniecznej". Jak widzisz, istotą problemu są szczegóły, a nie żaden stereotyp w rodzaju "rozwiązanie siłowe". Oczywicie w szczegółach dół wilczy z palami był żartem, ale jako idea jest w porządku.Doku. "Wilczy dół z palami" to nie jest "obrona konieczna"! > Przy okazji, sądzę, ze to właśnie jest najprzyjemniejsze w czytaniu moich postówTo miłe, że cenisz swoje wypowiedzi
|
|
| | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > To, że pozycja kobiety w islamie jest taka właśnie, uważam za niewłaściwe, ale to nie powód żeby w oparciu o to określać islam jako kulturę "niższą".A więc jesteś za a nawet przeciw. Przyznam że nie rozumiem takiej logiki. Jedna połowa społeczeństwa traktuje źle drugą połowę i jest to trwały atrybut tej kultury, a Ty piszesz, że to nie powód... Nie potrafię sobie wyobrazić, jakimi drogami krążą Twoje myśli. > nie daje Ci prawa do sugerowania, że kieruję się "politpoprawnymi stereotypami" - to zachowanie nie na poziomie.Ale skoro inaczej tego nie potrafię pojąć, to mnie oświeć, co jeszcze może być powodem, zamiast moje próby empatii nazywać "nie na poziomie". Zresztą był na tym forum wątek o politpoprawności, a ja się w nim opowiedziałem raczej po stronie jej zwolenników, więc nie jest to w moich ustach określenie pejoratywne. > W co jeszcze wierzysz na temat onanizmu? Ślepnie się? Wysycha rdzeń kręgowy?> Doku. Co ty mi imputujesz?Prawda, że śmiesznie i absurdalnie? Zupełnie jak pomysł, że celibat jest skutkiem onanizmu. > 1. napisałeś że chciałbyś przenieść na ludzi "matriarchat bonobo oparty na miłości lesbijskiej i damskiej solidarności" i że jest to możliwe ponieważ kobiety "są zdolne do przeżywania orgazmu podczas seksu lesbijskiego" A także dlatego, że są zdolne do onanizmu. Logika, że onanizm skutkuje celibatem zastosowana do miłości lesbijskiej, dałaby bezdzietność. To prosta analogia: onanizm-celibat obok lesbijki-bezdzietność (nie zgadzam się z nią, ale przynjmniej nie ma tu absurdu). A Ty popełniłaś logiczny błąd i wyszła Ci analogia absurdalna. Ja z miłości lesbijskiej nie wywodzę bezdzietności więc nie masz logicznych podstaw podsuwać mi wniosku o celibat. > Czy twierdzisz że zazdrość jest wyłączną domeną samców?Oczywiście że nie, po prostu o takiej zazdrości teraz rozmawiamy. > Czy mam przez to rozumieć, że idąc do biura będę wbrew swej woli rzucać kamieniami?Zależy do jakiego. Jeżeli w tym biurze liczysz na awans, ale masz konkurenta w postaci karierowicza, który zostaje codziennie po godzinach, to zostajesz postawiona przed wyborem: albo nie będziesz się ścigać na jego warunkach i zrezygnujesz, albo zrezygnujesz z posiadania dzieci. A z perspektywy ferminizmu to nie jest wybór, tylko szantaż. Tak jakby mężczyźni mówili chórem: "proszę bardzo, jeśli naprawdę tego chcesz, to damy ci szansę startu w wyśgu szczxurów... ale musisz zrezygnować z dzieci". A dlaczego mężczyni otwierają w ten sposób drzwi i zapraszają niektóre kobiety? Czy myślisz, że robią to z powodów ekonomicznych, bo dostrzegli jej talent? Nie łudź się. Robią to, bo chcą mieć markietankę - łatwo dostępny seks w miejscu pracy. > Nie jestem zawolenniczką patriarchatu, ale matriarchat też mi nie odpowiada.Żeby zlikwidować patriarchat, musi powstać jakiś rząd, który będzie tym zainteresowany i takie reformy przeprowadzi. Demokracja się rozwija ruchem wahadłowym. Rządy lewicy obalają liberałowie i naprawiają zniszczenia. Potem do władzy dochodzą socjaldemokraci, aby naprawić błędy liberałów... Żeby zreformoać patriarchat, muszą do władzy dojść zwolenniczki matriarchatu i go wprowadzić w życie. W kolejnych wyborach zagłosujesz przeciwko, jeśli okaże się prawdę, że takie rządy Ci się nie podobają. Ale daj im szansę, tym bardziej, że zwolenniczką patriarchatu nie jesteś (?) > Gdybym była mężczyzną i nagle dowiedziała się że przez ileś lat, nic o tym nie wiedząc, wychowywałam nie swoje dzieciA gdyby wszyscy mężczyźni nagle się o czymś takim dowiedzieli? Czy nagle pokochaliby się z wdzięczności za to, że ktoś obcy wychował ich dzieci? Zauważ, że ja piszę o całej kulturze gatunku - porównuję kulturę gatunku pan sapiens z kulturą gatunku pan bonobo [nazwy gatunkowe są moje], nieschodząc na poziom szczegółowości, z którego widać wewnątrzgatunkową różnorodność kulturową > Przecież są ludzie, ktorzy dzieci adoptują i wychowują.To też dołączam do listy moich agumentów za feminizmem - za przemianą naszej kultury na wzór bonobo. > >Gdybym ja się dowiedział... ale, spokojnie, argumenty ad hominum są nieuczciwe, więc nie powiem...> Zainteresowało mnie: co by było gdybyś Ty się dowiedział?O sobie chętnie gadam przy piwie w realu - już raz udało mi się spotkać w szanownym towarzystwie naszych forumowiczów. > To miłe, że cenisz swoje wypowiedzi Plusy, które dostaję, drążą jak woda moją wrodzoną skromność.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Zulka (2198 punktów) | > A więc jesteś za a nawet przeciw. Przyznam że nie rozumiem takiej logiki. Jedna połowa społeczeństwa traktuje źle drugą połowę i jest to trwały atrybut tej kultury, a Ty piszesz, że to nie powód... Nie potrafię sobie wyobrazić, jakimi drogami krążą Twoje myśli.Zaczynam wątpić czy jestem w stanie się z Tobą porozumieć. Ja mówię jedno - Ty rozumiesz coś zupełnie odmiennego i jeszcze wymyślasz rzeczy, których nie mówiłam. Oprócz tego za nic nie przyznasz się do błędu. Kultura nie składa się wyłącznie z jednego aspektu. W Polsce np. jest społeczne przyzwolenie na bicie dzieci - czy to stanowi że nasza kultura jest "niska"? Zły mechanizm trzeba zmieniać, a nie presądzać na jego podstawie o całości. > >nie daje Ci prawa do sugerowania, że kieruję się "politpoprawnymi stereotypami" - to zachowanie nie na poziomie.> Ale skoro inaczej tego nie potrafię pojąć, to mnie oświeć, co jeszcze może być powodem, zamiast moje próby empatii nazywać "nie na poziomie".To była "próba empatii"? Doku - empatia to nie jest autorytatywne stwierdzanie czym kieruje się druga osoba. A to właśnie zaprezentowałeś. > > W co jeszcze wierzysz na temat onanizmu? Ślepnie się? Wysycha rdzeń kręgowy?> >Doku. Co ty mi imputujesz?Widzę, że gładko pominąłeś że pomysły odnośnie onanizmu wyszły od Ciebie i że sam uważasz (co napisałeś), że świadczy to o tym, w co sam wierzysz  > Prawda, że śmiesznie i absurdalnie? Zupełnie jak pomysł, że celibat jest skutkiem onanizmu.Zaczynam wątpić czy umiesz czytać ze zrozumieniem  Nic takiego nie napisałam. Chyba że to Twój pomysł. > >1. napisałeś że chciałbyś przenieść na ludzi "matriarchat bonobo oparty na miłości lesbijskiej i damskiej solidarności"> i że jest to możliwe ponieważ kobiety "są zdolne do przeżywania orgazmu podczas seksu lesbijskiego"> A także dlatego, że są zdolne do onanizmu.> Logika, że onanizm skutkuje celibatem zastosowana do miłości lesbijskiej, dałaby bezdzietność. To prosta analogia: onanizm-celibat obok lesbijki-bezdzietność (nie zgadzam się z nią, ale przynjmniej nie ma tu absurdu).> A Ty popełniłaś logiczny błąd i wyszła Ci analogia absurdalna. Ja z miłości lesbijskiej nie wywodzę bezdzietności więc nie masz logicznych podstaw podsuwać mi wniosku o celibat.jak wyżej > Zależy do jakiego. Jeżeli w tym biurze liczysz na awans, ale masz konkurenta w postaci karierowicza, który zostaje codziennie po godzinach, to zostajesz postawiona przed wyborem: albo będziesz się ścigać na jego warunkach, albo zrezygnujesz z posiadania dzieci. A z perspektywy ferminizmu to nie jest wybór, tylko szantaż. Tak jakby mężczyźni mówili chórem: "proszę bardzo, jeśli naprawdę tego chcesz, to damy ci szansę startu w wyśgu szczxurów... ale musisz zrezygnować z dzieci".Ok. Opisana przez Ciebie sytuacja jest szantażem. Ale czy to znaczy że kobiety powinny zrezygnować i zamknąć się w domach? Moim zdaniem rozwiazaniem jest zmiana kultury organizacji, szukanie rozwiazań (może prawnych), żeby pracodawcom nie opłacało się takie postępowanie. > A dlaczego mężczyni otwierają w ten sposób drzwi i zapraszają niektóre kobiety? Czy myślisz, że robią to z powodów ekonomicznych, bo dostrzegli jej talent? Nie łudź się. Robią to, bo chcą mieć markietankę - łatwo dostępny seks w miejscu pracy. zdarzało mi się pracować z samymi mężczyznami ale jakoś nie było mi trudno powstrzymać się przed "łatwo dostępnym seksem"  > >Nie jestem zawolenniczką patriarchatu, ale matriarchat też mi nie odpowiada.> Żeby zlikwidować patriarchat, musi powstać jakiś rząd, który będzie tym zainteresowany i takie reformy przeprowadzi. Demokracja się rozwija ruchem wahadłowym. Rządy lewicy obalają liberałowie i naprawiają zniszczenia. Potem do władzy dochodzą socjaldemokraci, aby naprawić błędy liberałów...> Żeby zreformoać patriarchat, muszą do władzy dojść zwolenniczki matriarchatu i go wprowadzić w życie. W kolejnych wyborach zagłosujesz przeciwko, jeśli okaże się prawdę, że takie rządy Ci się nie podobają. Ale daj im szansę, tym bardziej, że zwolenniczką patriarchatu nie jesteś (?)Rozumiem, że uznajesz wszystkich mężczyzn za fanatycznych zwolenników patriarchatu i uważasz, że tylko kobiety mogą zmienić ten system. Ja uważam, że wśród obu płci są osoby skłonne zrezygnować z nierówności w traktowaniu i alternatywą dla patriarchatu nie jest matriarchat ale partnerstwo. > > Gdybym była mężczyzną i nagle dowiedziała się że przez ileś lat, nic o tym nie wiedząc, wychowywałam nie swoje dzieci> A gdyby wszyscy mężczyźni nagle się o czymś takim dowiedzieli? Czy nagle pokochaliby się z wdzięczności za to, że ktoś obcy wychował ich dzieci? Zauważ, że ja piszę o całej kulturze gatunku - porównuję kulturę gatunku pan sapiens z kulturą gatunku pan bonobo [nazwy gatunkowe są moje], nieschodząc na poziom szczegółowości, z którego widać wewnątrzgatunkową różnorodność kulturową> >Przecież są ludzie, ktorzy dzieci adoptują i wychowują.> To też dołączam do listy moich agumentów za feminizmem - za przemianą naszej kultury na wzór bonobo.Doku. Czy myślałeś kiedyś o porzuceniu Polski i zamieszkaniu w rezerwacie wśród wysokiej kultury bonobo  Może to by Cię uszczęśliwiło... > Plusy, które dostaję, drążą jak woda moją wrodzoną skromność
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > za nic nie przyznasz się do błędu.Oszczerstwo. Zacytuj błąd, wskaż go, a przyznam się i sprostuję. > Kultura nie składa się wyłącznie z jednego aspektu.A kto tak twierdzi? Masz fatalną manierę dyskutowania w formie imputowania. Każdym niemal zdaniem dajesz do zrozumienia, że masz interlokutora za idiotę, który wierzy w oczywiste nonsensy. Zauważ, jak bardzo jestem pobłażliwy i cierpliwy. > W Polsce np. jest społeczne przyzwolenie na bicie dzieci - czy to stanowi że nasza kultura jest "niska"?Oczywiście! Jest niższa niż kultury, w których nie ma takiego przyzwolenia. Weź na przykład Korczaka - do dziś najwyższy autorytet pedagogiki - i porównaj go z kompleksami polskich antysemitów. Nie czujesz w tym momencie wstydu za Polaków? > Nic takiego nie napisałam.Napisałaś, jest czarno na białym. > czy to znaczy że kobiety powinny zrezygnować i zamknąć się w domach?Nie. (znowu to samo...) > Moim zdaniem rozwiazaniem jest zmiana kultury organizacji, szukanie rozwiazań (może prawnych), żeby pracodawcom nie opłacało się takie postępowanie.To jest jeden z celów feminizmu, ale nie ma in najwyższego priotytetu. > Rozumiem, że uznajesz wszystkich mężczyzn za fanatycznych zwolenników patriarchatu i uważaszJak zwykle, zamiast zrozumienia, imputowanie absurdów. Jesteś niepoprawna. > wśród obu płci są osoby skłonne zrezygnować z nierówności w traktowaniu i alternatywą dla patriarchatu nie jest matriarchat ale partnerstwo.To tylko jedna z alternatyw, nie rozumiem dlaczego odbierasz prawo zwolennikom matriarchatu do działalności politycznej. > Doku. Czy myślałeś kiedyś o porzuceniu Polski i zamieszkaniu w rezerwacie wśród wysokiej kultury bonobo Może to by Cię uszczęśliwiło...Myślałem, nawet próbowałem wyobrazić sobie siebie w intymnych okolicznościach z samicą bonobo, ale nic z tego nie wyszło - mam za słabe libido (a może to kwestia gustu odnośnie urody kobiet), żeby im dorównać.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Zulka (2198 punktów) | Doku. Bardzo Cię lubię, jednak dyskusji z Tobą już nie podejmę. Doszłam do wniosku, że mamy zupełnie inną budowę mózgu, z której wynikać może niemożność porozumienia. Oczywiście nie wartościuję, która lepsza. Mówię tylko "inną". To tak jakby rozmawiała ryba z ptakiem (nawet gdyby mogły rozmawiać, zawsze będzie im brakować wspólnych kodów językowych). Już dawno zaczęłam przypuszczać, że zdarzają się ludzie należący do innego gatunku (żart), kompletnie nie kompatybilnego ze mną. Mówiąc o "niemożności porozumienia" nie mam na myśli zgadzania się lub nie zgadzania w jakimś temacie - mam na myśli niemożność ustalenia nawet wspólnych definicji  pozdrawiam Cię serdecznie  tym bardziej że lubię odmienności... > Myślałem, nawet próbowałem wyobrazić sobie siebie w intymnych okolicznościach z samicą bonobo, ale nic z tego nie wyszło - mam za słabe libido (a może to kwestia gustu odnośnie urody kobiet), żeby im dorównać.Podobno uroda kobiet (więc samic bonobo może też) zyskuje po alkoholu...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Podobno uroda kobiet (więc samic bonobo może też) zyskuje po alkoholu...
Na mnie alkohol działa inaczej. Coraz lepiej się bawię, śmieję, wygłupiam, tańczę, śpiewam, jadę do knajpy, żeby ryczeć szanty, albo wrzeszczę przy gitarze lub z magnetofonem - kobiety przestają istnieć, chyba że też potrafią ryczeć z nami, ale zwykle podziwiają nas tylko w ciszy lub strofują za zbyt głośne śpiewanie.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >mamy zupełnie inną budowę mózgu, z której wynikać może niemożność porozumienia.
Kiedyś jedna ze znajomych mi wyjaśniała, że kobiety i mężczyźni mają inną budowę mózgu, co skutkuje m.in. tym, że kobieta reaguje na formę wypowiedzi silniej niż na treść, a mężczyzna odwrotnie. Częstym powodem nieporozumień jest akcentowanie wyrazów - mężczyzna stawia akcenty logiczne, aby ułatwić przyswojenie treści, zaś kobieta odbiera akcentowanie jako formę ekspresji i reaguje emocjonalnie w zależności od tego, z jakimi emocjami skojarzy jej się usłyszana forma akcentowania. POwstaje nuieporozumienie, gdyż im silniej mężczyzna akcentuje kluczowe słowa i kluczowe implikacje, tym trudniej go kobiecie zrozumieć, gdyż ona odbiera to jako napastliwość, manipulację, złość czy coś w tym rodzaju. Podobno jest to konsekwencja różnic anatomicznych w budowie mózgu kobiet i mężczyzn
doku
|
|
| | | |  | 3 na 3 | awitu (7627 punktów) | >Podałem wszystkie dane. Dla celów tej dyskusji nie jest potrzebne wiedzieć, w jaki sposób ta młoda dama pozyskała plemniki(..) Dla celów analizy, nie można porównywać sytuacji samotnej matki, z sytuacją kobiety bezdzietnej, ponieważ obie te kobiety nie rywalizują z sobą na rynku pracy, ani w życiu społecznym. Obie te panie są zmuszone rywalizować z mężczyznami, którzy zajmują uprzywilejowaną pozycję zarówno na rynku pracy jak i w życiu społecznym. Te dwie panie idą na kawę i żalą się sobie ze swoich kobiecych problemów, jak to obie nie dostały awansu, ich prawa obywatelskie zostały pogwałcone z powodu tego że są kobietami, jednej bo urodziła dziecko drugiej bo jest kobietą i może urodzić dziecko. Zejdź na ziemię.
>I co jeszcze? Czy sądzisz, że kobiecie, która zdecyduje się na samotne macierzyństwo, należy za wszelką ułatwić matkowanie, żeby byłą ona w stanie nadążać za koleżanką, która wybrała drogę naukowca? Co znaczy za każdą cenę? Uważam że samotnym rodzicom należy się pomoc, choćby tak znikoma jak dostęp do żłobka czy przedszkola by mogli zdobyć wykształcenie, rozwijać się, pracować także po to by swoim dzieciom przekazać coś więcej niż tylko zasłyszaną wiedzę.
>Nareszcie coś, z czym się mogę zgodzić. Jedbnak nie ma szans, żeby mogła ona robić równie szybką i równie błyskotliwą karierę jak ta druga kobieta (a także, jak mężczyzna). Mylisz się. Jeśli nie będzie się jej stwarzać sztucznych problemów to jest w stanie zrobić taką samą karierę w tym samym czasie, a bywa że większą. Ciąża nie zawsze staje się przekleństwem, przekleństwem i przeszkodami stają się stereotypy na jakie samotna matka czy samotny ojciec napotyka. A gdy dziecko pojawia się w harmonijnym związku, rolą partnera jest pomóc drugiemu partnerowi. Wszelkie zdarzenia losowe, choroby, ciąża, niepełnosprawność sprawiają, że jest nam trudniej niż tym którym się to nie przydarzyło. Jeżeli kobieta chciała zajść w ciążę, zrobiła to świadomie, zaplanowała, to miała świadomość że będzie jej ciężej. Znała ryzyko. Jeżeli ciąża jest wynikiem przypadku, a tatuś zwiał, powinniśmy takiej kobiecie pomóc likwidując dodatkowe problemy.
>Chcesz ją dyskryminować za to, że ukrywa tożsamość ojca? (...) Przepraszam ale czy wszystkie kobiety, w tym feministki są samotnymi matkami? Czy wszystkie nie wiedzą kto jest ojcem, chcesz powiedzieć że kobiety masowo uczestniczą w orgiach lub sypiają z nieznanymi partnerami? Większość ojców jest znana matkom. Wcale nie chce dyskryminować kobiety, która ukrywa tożsamość ojca, ale skoro nie żąda od biologicznego ojca pomocy, to na jakich prawach może żądać pomocy od społeczeństwa? Jeśli chce chronić ojca, to powinna ponosić konsekwencje swego czynu. Inną sprawą jest gdy mężczyzna porzucił dziecko i uchyla się od płacenia alimentów i pomocy przy dziecku, wtedy takiej kobiecie należy się pomoc i z mojej strony nie zazna dyskryminacji, a pomoc zarówno jako obywatela tego kraju, jak i kobiety.
>To są głupie - jak już udowniłem, nie można tego pogodzić. A Ty się zgodziłaś z tym, że "będą w gorszej sytuacji". Głupotą jest udawanie, że jest inaczej. Nic nie udowodniłeś, a jedynie zaprezentowałeś swoje poglądy.Masz do nich prawo.
>A co w Twoich ustach znaczy słowo "praca"? Czy praca matki i gospodyni domowej nie zasługuje na to szczytne miano? To też praca, tak samo jak praca zawodowa, naukowa, twórcza. Ty dzielisz te prace na męskie i kobiece. Ja mówię że są równie ważne,zarówno praca rodzica i osoby prowadzącej dom, jak i praca twórcza, zarobkowa, są równie ważne. Ty się uparłeś by rozdzielić je wedle płci, bo w stereotypie istnieje męska droga życia i kobieca droga życia. A dla mnie to kwestia wyboru, nie zależna od płci ale od priorytetów jakie są dla nas ważne.
>A więc wreszcie musiałaś przyznać mi rację. Zły jest system, który zmusza kobiety do próby godzenia tego, czego nie da się pogodzić. Celem feminizmu jest walka z tym systemem, tak żeby kobiety szły szukać pracy tylko wtedy, gdy mają na to ochotę - żeby matka opiekująca się dziećmi nie musiała martwić się o pieniądze, żeby za tę pracę dostawała godziwe wynagrodzenie, wystarczające na utrzymanie siebie i dzieci (w rozsądnej liczbie). Dokowski ale ja cały czas powtarzam. Feminizm nie walczy z mężczyznami, walczy z systemem i stereotypami. Walczy o to by kobiety jeśli chcą mogły być matkami na cały etat i nie musiały walczyć o przetrwanie, jeśli chcą mogły poświęcić się pracy, nauce itd, i by mogły łączyć obie te sprawy, jeśli zechcą przy pomocy swych partnerów i systemowi który sprzyja macierzyństwu. To samo tyczy się mężczyzn.
> Feministki akceptują fakty biologiczne, widzą fakty, wiedzą że noworodki płci męskiej interesują się innymi przedmiotami I tu się mylisz, badania pokazują, że wybór zabawek nie jest zdeterminowany płcią, a naśladowaniem otoczenia. Dziewczęta wychowane w rodzinach gdzie nie narzucano im lalek, zabawy w gotowanie, czesanie i nie podkreślano ich społecznej roli matki i żony, a pozwolono wybierać spośród całej gamy zabawek, częściej wykazywały zainteresowanie naukami ścisłymi, "męskimi" zajęciami. Chłopiec nie ma w genach wbudowanej informacji samochód = męska zabawka, dochodzi do tego przez obserwacje, jestem chłopcem tak jak tata, a tata jeździ samochodem. Na ten temat można wiele napisać ale objętość postu na to nie pozwala.
>Feministki nie okłamują się, że natura nie istnieje. Feministki walczą o równe prawa MIMO naturalnych różnic, między kobietami i mężczyznami. Feministki nie próbują walczyć z naturą, ale chcą równych praw, równego szacunku, prestiżu społecznego, sprawiedliwego wynagrodzenia, także za pracę matki i gospodyni domowej.
Cały czas skupiasz się tylko na "nowym feminizmie", który jednak nie jest tożsamy z całością ruchu feministycznego. Dobrze że napisałeś TAKŻE , bo właśnie o to chodzi, że nie tylko za pracę matki i gospodyni, ale także za tą którą wykonują na innych polach.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >> Feministki akceptują fakty biologiczne, widzą fakty, wiedzą że noworodki płci męskiej interesują się innymi przedmiotami >I tu się mylisz, badania pokazują, że wybór zabawek nie jest zdeterminowany płcią, a naśladowaniem otoczenia.
Z biologią nie wygrasz ani przy pomocy erystyki ani ignorancji. Badania przeprowadzono na noworodkach, badano ich pierwotne reakcje wodzenia wzrokiem i sięgania. Twój femminizm jest archaiczny, antynaukowy - zupełnie niestosowny na tym forum, jak kreacjonizm.
Nie wciągniesz mnie w taką polemikę na temat genetycznych, biologicznych różnic między płciami - chcesz się upierać przy swojej wierze... przestaję odpowiadać. Wiedz tylko, że szkodzisz femninizmowi wkładając mu w usta antynaukowe poglądy.
doku
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | awitu (7627 punktów) | > Z biologią nie wygrasz ani przy pomocy erystyki ani ignorancji. Badania przeprowadzono na noworodkach, badano ich pierwotne reakcje wodzenia wzrokiem i sięgania. Twój femminizm jest archaiczny, antynaukowy - zupełnie niestosowny na tym forum, jak kreacjonizm.Więc zapytam kto przeprowadził te badania, gdzie, gdzie zostały opublikowane wyniki tych badań. > Nie wciągniesz mnie w taką polemikę na temat genetycznych, biologicznych różnic między płciami - chcesz się upierać przy swojej wierze... przestaję odpowiadać. Wiedz tylko, że szkodzisz femninizmowi wkładając mu w usta antynaukowe poglądy.Ok, skoro zarzucasz mi antynaukowe podejście, sięgnijmy po fakty i wyniki badań. W 2002 roku badania Gerianna Alexandera przeprowadzone na małpach Cercopithecus aethiops sabaeus wykazały, że płeć osobników tego gatunku ma znaczenie w zainteresowaniach zabawkami określonego typu. Osobniki płci męskiej preferowały zabawki kojarzone z zabawami "męskimi", zaś płci żeńskiej - bawiły się wszystkimi zabawkami. ( link ) Podobne badania przeprowadził Kim Wallen w 2008 roku. Psycholog zasugerował, iż wyniki tych badań można ekstrapolować na ludzi, co miałoby świadczyć, iż istnieją czynniki biologiczne płci, które determinują rodzaj preferowanych zabawek wśród dzieci ( link) Natomiast pod tym linkiem znajdziesz wiadomości odnośnie jak za pomocą socjalizacji "wyrabiamy" społeczną płeć. Twoje poglądy, że genetyka ma definitywny wpływ na to jakie czynności są bardziej kobiece a jakie męskie są zbieżne z poglądami do Louann Brizendine, neuropsychiatry z San Francisco szefowej Kliniki Kobiecych Nastrojów i Hormonów autorki książki ""Mózg kobiety" Fachowe pismo "Nature" napiętnowało poglądy Brizendine i jej sojuszników za "pseudonaukowy" podział płci na "myślicieli i czujące". W odpowiedzi na te rewelacje wypowiedział się Lutz Jäncke, neuropsycholog z Uniwersytetu w Zurychu, Stwierdził on, że biologiczne różnice, są znacznie mniejsze niż do tej pory sądzono. Tam, gdzie daje się zmierzyć odmienność, nie odgrywa ona dla życia codziennego albo żadnej roli, albo jest ona nieistotnie mała. Przede wszystkim jednak istnieją powody, by nie uważać tych różnic za rezultat biologicznego przeznaczenia. Człowiek owszem rodzi się jako kobieta i mężczyzna. Potem jednak gwałtownie zyskuje na znaczeniu inny, głęboko ludzki rozwój, społeczeństwo i kultura. Wybacz że nie mam polskojęzycznej strony odeślę do niemieckiej, "Die Geschlechter gleichen sich an"Janet Hyde, profesor psychologii na Uniwersytecie Wisconsin zebrała wyniki wszystkich ważniejszych badań przeglądowych. Lista 124 badanych różnic objęła wszelkie możliwe talenty, słabości i upodobania, jakie rzekomo skazują mężczyzn na pewne zawody lub zajęcia. Od abstrakcyjnego myślenia po wpadanie w słowo, od masturbacji po stosunek do przygodnego seksu. W kwestionariuszach zadawano też pytania na temat odczuwania szczęścia, jak też o kompetencje przywódcze i chęć posiadania władzy. W niemal 80 procentach badanych cech obie płcie okazują się bardzo zbliżone. W pozostałej jednej piątej cech, w której wystąpiły różnice, znalazły się talenty fizyczne, jak rzucanie na odległość - w których przewagę można powiązać z bezsprzecznie większą masą mięśniową mężczyzn. Markus Hausmann przeprowadził podobne badania i stwierdził że jedynym testem w którym kobiety wypadają konsekwentnie gorzej od mężczyzn, jest mentalna rotacja. Jest to zadanie służące do do badania zdolności myślenia przestrzennego. Osoby badane muszą w tym celu pod presją czasu obracać w myśli i porównywać trójwymiarowe figury. Jednakże co się okazuje, ta umiejętność poprawia się wraz z treningiem. Ja sama rozwiązywałam takie zadanie gdy zdawałam egzaminy, wykonałam je bezbłędnie choć resztę zadań z matematyki rozwiązałam znacznie słabiej. Podejrzewam że u mnie właśnie zadziałał trening - nauka rysunku, a także to że zawsze lubiłam geometrię. Teraz przejdźmy do badań nad cechami typowo związanymi z rodzicielstwem. Antropolog Sarah Blaffer Hrdy badała tą problematykę i wyniki badań opublikowała w pracy pt: "Mother Nature". Stwierdza ona tam że, "instynkt matki" nie jest ani instynktowny, ani dany wszystkim kobietom. Gdyby skłonność do opiekowania się dziećmi była dana płci żeńskiej już wcześniej, na przykład za sprawą hormonów, genów, dziewczynki musiałyby bardziej niż chłopcy przepadać za niemowlętami. Jednakże okazało się, że zarówno chłopcy jak i dziewczęta w identyczny sposób reagowali na płacz niemowlęcia i wykazywali identyczną gotowość do pomocy niemowlęciu. Pod tym linkiem znajdziesz artykuł o badaniach zdolności matematycznych u obu płci. Odpowiadać nie musisz, dyskutować także. Nie mam prawa tego Ci narzucać, ten post jest tylko odpowiedzią na zarzut o nienaukowe podstawy moich poglądów.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
> Pod tym linkiem znajdziesz artykuł o badaniach zdolności matematycznych u obu płci. Standaryzacja testów daje coraz lepsze wyniki, choć jeszcze pozostało nieco do zrobienia. "Więcej kobiet podchodzi do testu, który jest wymagany do przyjęcia na uczelnię. Najlepsi uczniowie obu płci podchodzą do egzaminu, ale liczniejsza grupa kobiet o niskich wynikach zaniża ich średnią wartość". Akceptujesz to wyjaśnienie? "Jeżeli testy nie mierzą umiejętności logicznego myślenia, prawdopodobnie nikt ich wystarczająco nie będzie ćwiczył - a przez to uczniowie amerykańscy mogą znaleźć się w gorszej sytuacji niż ich rówieśnicy z innych krajów, którzy rozwiązują bardziej ambitne testy." To prawda. Ale czy z powyższego można wyciągnąć wniosek taki jaki wyciąga (za uszy) profesor Camarata? "To jest chyba poważne niedopatrzenie." - mówi Stephen Camarata, profesor z Vanderbilt University, zajmował się analizą wyników badań. "Musimy wiedzieć, że jeżeli nasze testy nie są w stanie zarejestrować pewnych aspektów matematyki, to jest to ważne zaniedbanie. Powinniśmy więc zastanowić się, czy istnieje w ogólę męska lub damska przewaga w matematyce". Przytoczony przez Ciebie artykulik to świetny przykład opłakanych skutków do jakich prowadzi poprawność polityczna w amerykańskim wydaniu. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >wiadomości odnośnie jak za pomocą socjalizacji "wyrabiamy" społeczną płeć.
Troszkę zmieniasz temat.
>Twoje poglądy, że genetyka ma definitywny wpływ na to jakie czynności są bardziej kobiece a jakie męskie
I znów wkładasz mi w usta nie moje poglądy (może Twoje? taka projekcja czasem zdradza to, w co człowiek wierzy, ale nie chce się do tej wiary przyznać), nigdy nie twierdziłem, że genetyka ma wpływ definitywny, ani nawet przeważający. Dla racjonalisty jest oczywiste, że wpływ środowiska jest silniejszy niż wpływ genów.
Klasycznym przykładem podawanym przez biologów ewolucyjnych jest kolor włosów. Można dyskutować, czy losowo wybrany człowiek z ulicy ma naturalny kolor włosów, czy nie, ale jeśli ktoś chce zmienić kolor włosów, to geny mu w tym nie są w stanie przeszkodzić.
Podobnie jest z każdą cechą człowieka, szczególnie z cechami mniej jawnie determinowanymi przez geny. Różne są oczywiście metody kształtowania tych cech zgodnie z naszą wolą, ale skutek jest prawie zawsze podobny - zwykle jesteśmy tacy, jacy chcemy być, a nie jakimi nas zaprogramowały geny.
A Ty próbujesz długością dywagacji zatuszować fakt, że w ogóle zaprzyczyłaś istnieniu programowania przez geny, zaprzeczyłaś faktowi naukowemu. Cieszę się, że wycofujesz się z tego, chociaż lepiej by wyglądało, gdybyś to zrobiła jawnie, choćby przez wzgląd na wizerunek feministki.
doku
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | awitu (7627 punktów) | > >wiadomości odnośnie jak za pomocą socjalizacji "wyrabiamy" społeczną płeć.> Troszkę zmieniasz temat.Nie, od tego właśnie zeszliśmy na dyskusje o genach. Napisałam: Cytat:Kwestia pracy zawodowej to nie udawanie mężczyzn, bo to, że przez kilka tysięcy lat zmonopolizowaliście sferę publiczną, spychając kobiety jedynie do roli matki Oto Twoja odpowiedź: Cytat:Po pierwsze, to kilka milionów lat, a nie tysięcy. Po drugie, rola kobiety to także rola zbieraczki, praczki, kucharki... Po trzecie, to nie my , ale geny, zarówno nasze jak i wasze. Czy wiesz np., dlaczego mężczyźni są tacy agresywni i brutalni? Te cechy akurat zostały ukształtowane przez kobiety, a dokładniej, przez ich wybory seksualne.
Absurdem by było obwinianie genów. Feminiustki to zrozumiały. Tym m.in. różnią się feministki od socjalistek udających feministki. Feministki akceptują fakty biologiczne, widzą fakty, wiedzą że noworodki płci męskiej interesują się innymi przedmiotami niż te płci żeńskiej i że podtykanie im zabawek dla chłopców jest gwałtem niszczącym zdrowie dziecka, takim samym jak chrzest i sadzanie niemowlaka na krześle. ( pogrubienie moje) więc w żadnym wypadku nie zmieniam tematu, a właśnie do niego wracam. > >Twoje poglądy, że genetyka ma definitywny wpływ na to jakie czynności są bardziej kobiece a jakie męskie> I znów wkładasz mi w usta nie moje poglądy (może Twoje? taka projekcja czasem zdradza to, w co człowiek wierzy, ale nie chce się do tej wiary przyznać), nigdy nie twierdziłem, że genetyka ma wpływ definitywny, ani nawet przeważający.Popatrz wyżej, nie Ci nie wkładam. To Ty napisałeś, Cytat: Po trzecie, to nie my , ale geny, zarówno nasze jak i wasze.
> Dla racjonalisty jest oczywiste, że wpływ środowiska jest silniejszy niż wpływ genów.Dokładnie o tym mówię. Geny stanowią podstawę, są odpowiedzialne za to jak długie mamy nogi, i jaki kolor oczu itd. Ale te cechy nie mają wpływu na to jaką rolę w społeczeństwie mamy pełnić. Nie wpływają na to, że kobiety są bardziej predestynowane do roli matki i pracy w domu a mężczyźni do pracy zawodowej. Te cechy wykształcane są w procesie socjalizacji, a jak widać przez te tysiące lat a nie miliony, bo ja mówię o procesach które wykształciły taki obraz kobiety i mężczyzn, to procesy socjalizacji i nienaukowe stereotypy ukształtowały role społeczne obu płci. Więc o czym my tu dyskutujemy? Przecież rozmawiamy o roli kobiety w społeczeństwie a nie cechach osobniczych. > Klasycznym przykładem podawanym przez biologów ewolucyjnych jest kolor włosów. Można dyskutować, czy losowo wybrany człowiek z ulicy ma naturalny kolor włosów, czy nie, ale jeśli ktoś chce zmienić kolor włosów, to geny mu w tym nie są w stanie przeszkodzić.Możesz mi powiedzieć jaki wpływ na naszą funkcję społeczną, to czy jesteśmy bardziej przystosowane do roli rodzica, opiekuna dziecka ma kolor włosów? Czyżby kobiety miały inny kolor włosów, niż mężczyźni i to wpływało na ich szczególne przystosowanie do bycia rodzicem a nie np profesorem fizyki? > Podobnie jest z każdą cechą człowieka, szczególnie z cechami mniej jawnie determinowanymi przez geny. Różne są oczywiście metody kształtowania tych cech zgodnie z naszą wolą, ale skutek jest prawie zawsze podobny - zwykle jesteśmy tacy, jacy chcemy być, a nie jakimi nas zaprogramowały geny.Dokowski, gdyby to była nasza pierwsza rozmowa na tym forum to może bym potraktowała to jako przeoczenie, ale nie jest. Pokaż mi jakie to cechy ukształtowane przez geny mają wpływ na to, że kobieta jest lepszym opiekunem dla dziecka, od mężczyzny. Ciąża, poród ok - ale to 9 miesięcy życia, o karmienie możemy się kłócić. Ty możesz uznawać to za dziwne, ja uznaję to za postęp, tak jak metodę in vitro, czy wynalezienie kalkulatora. Nikomu nie każe z nich korzystać, ale jak mają chęć to niech sobie ułatwiają, za ich pomocą życie. Odciąganie pokarmu nie jest niczym zdrożnym, nawet karmiące matki na cały etat to robią. Nie potrafimy poruszać się z prędkością 80 km na godzinę, więc wymyśliliśmy samochód i jakoś nikt nie krzyczy, że to jest bycie koniem wyścigowym. A w sferze rodzicielstwa nagle podnosi się krzyk, że to nienaturalne, że to kobita jest tak ukształtowana by być głównym opiekunem dziecka, by prowadzić dom. > A Ty próbujesz długością dywagacji zatuszować fakt, że w ogóle zaprzyczyłaś istnieniu programowania przez geny, zaprzeczyłaś faktowi naukowemu. Cieszę się, że wycofujesz się z tego, chociaż lepiej by wyglądało, gdybyś to zrobiła jawnie, choćby przez wzgląd na wizerunek feministki.Mylisz się dokowaki. Nigdzie nie zaprzeczyłam istnienia programowania przez geny. Dopisałeś to sobie. Ja zaprzeczyłam stwierdzeniu, że geny mają wpływ na kształtowanie się cech, które predestynują kobiety do pracy w domu i bycia matką na cały etat, a mężczyzn predestynują do pracy zarobkowej. Tyle i tylko tyle. Bo rozmawiamy tutaj o tej tematyce, a nie o tym jak geny wpływają na kolor włosów, długość nóg czy uzębienie.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Mylisz się dokowaki. Nigdzie nie zaprzeczyłam istnienia programowania przez geny. Dopisałeś to sobie. Ja zaprzeczyłam stwierdzeniu, że geny mają wpływ na kształtowanie się cech, które predestynują kobiety do pracy w domu i bycia matką na cały etat, a mężczyzn predestynują do pracy zarobkowej.
Mylisz się tak wyraźnie, że wystarczy, że sama raz jeszcze przeczytasz swój post, a zobaczysz, że ponownie zaprzeczasz wpływowi genów na kształtowanie się cech fenotypu. W tej kwestii nie może być dyskusji (przynajmniej ze mną, nie dyskutuję z przeciwnikami teorii ewolucji na temat ewolucji) - geny kształtują wszystkie cechy fenotypu, to fakt biologiczny.
Na kształtowanie się wszystkich tych cech wpływ środowiska, wychowania, wolnej woli itp. jest silniejszy niż wpływ genów, ale Ty próbujesz zaprzeczać jakiemukolwiek wpływowi genów na większość cech, a to jest antynaukowy absurd.
Zamiast polemizować z nauką, pomyśl o tym, że mamy identyczne poglądy na temat sprawiedliwych wynagrodzeń - może na tym polu uda nam sie zrobić coś dla poprawy losu kobiet.
doku
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | awitu (7627 punktów) | dokowski poproszę konkrety - cechy ukształtowane przez geny, a nie przez kulturę, czyniące z kobiety lepszego rodzica od mężczyzny, a gorszą jednostkę na rynku pracy.
Nie muszę myśleć co mi się uda zrobić dla kobiet, bo ja to ROBIĘ na co dzień - praktycznie. Pisałam o tym. Tyle, że ja nie ograniczam się tylko do kwestii macierzyństwa, a do pojmuję szerzej ten temat - problemy kobiet, choć większość praktycznych działań skierowanych jest właśnie na samotne matki, niedożywione dzieci itd.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >dokowski poproszę konkrety - cechy ukształtowane przez geny, a nie przez kulturę
Takie cechy nie istnieją, wyraźnie to napisałem już kilka razy. Czy celowo udajesz, ze nie rozumiesz?
Podobnie nie istnieją cechy ukształtowane tylko przez kulturę, ale Ty wierzysz, że takie istnieją.
Tym się różnimy w poglądach - ty wierzysz w irracjonalny mit, ja akceptuję prawdę taką, jaka ona jest - w całej jej złożoności.
Wszystkie cechy ukształtowane są na bazie cech wcześniej ukształtowanych przez geny i zwykle geny mają niewielki wpływ na aktualny (ale nie: końcowy) kształt tych cech. Taka jest uproszczona wersja prawdy w całej swojej złożoności.
doku
|
|
|  | -1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > I zamiast mówić o macierzyństwie może zaczniemy rozmawiać o rodzicielstwie
To nie jest możliwe bez obrazy rozumu. Noszenie ciąży, rodzenie i karmienie, to nie są rzeczy, które można lekceważyć. To są czynności i zajęcia, które kobiecie zabierają czas, uwagę i energię. A trzeba to jeszcze pomnożyć przez liczbę dzieci.
Z biologicznego punktu widzenia są to jeszcze bardziej odmienne role. Ojciec daje dziecku tylko niewielki ułamek genów, niemal wszystkie symbionty dziecko dziedziczy po matce - rola matki jest więc wielokrotnie ważniejsza niż rola ojca.
doku
|
|
| |  | 6 na 6 | awitu (7627 punktów) |
>To nie jest możliwe bez obrazy rozumu. Noszenie ciąży, rodzenie i karmienie, to nie są rzeczy, które można lekceważyć. To są czynności i zajęcia, które kobiecie zabierają czas, uwagę i energię. A trzeba to jeszcze pomnożyć przez liczbę dzieci.
Dokowski rodzicielstwo nie kończy się po 9 miesiącach ciąży. Nie jesteście w stanie być w ciąży i urodzić. Przez kolejne lata spokojnie sobie dacie radę. O kwestii karmienia już pisałam, zanim zaczniesz coś pisać może doczytaj, dokształć się. Włączyć pralkę też potraficie - to nie jest dużo trudniejsze od włączenia komputera, podgrzać jedzenie też się z pewnością nauczycie. A przy ogromie waszego intelektu nauczycie się też przewijać, myć dziecko itd.
>Z biologicznego punktu widzenia są to jeszcze bardziej odmienne role. Ojciec daje dziecku tylko niewielki ułamek genów, niemal wszystkie symbionty dziecko dziedziczy po matce - rola matki jest więc wielokrotnie ważniejsza niż rola ojca.
O biologicznym znaczeniu mogliśmy sobie pogadać parę tys lat temu, gdy do zdobycia pożywienia potrzebna była siła fizyczna. W chwili obecnej na kwestie kto może wychowywać dziecko nie ma wpływu biologia, a kwestie społeczne. Adopcje niemowląt pokazują, że dziedziczenie genów wcale nie jest decydujące w interakcji rodzic - dziecko. Dwie rączki i mózg wystarczają by poradzić sobie z opieką nad dzieckiem. Drodzy panowie ja naprawdę nie wierzę w waszą ułomność, faceci których znam to strasznie sprytne bestie, a ci samotni tatusiowie których znam, ci którzy, zostali z malcami w domach gdy ich kobiety wróciły po porodzie do pracy pokazują mi, że jesteście świetnymi wychowawcami. Zobaczcie jaki to może mieć pozytywny skutek, ile dobrych rzeczy możecie przekazać dziecku w okresie gdy uczy się najszybciej, może w końcu będzie właśnie więcej kobiet matematyków, szachistów, informatyków itd, bo zainteresujecie dzieci właśnie tymi sprawami.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | |  | 2 na 2 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >O biologicznym znaczeniu mogliśmy sobie pogadać parę tyś lat temu
Nie wierzysz w Darwina?
> gdy do zdobycia pożywienia potrzebna była siła fizyczna. W chwili obecnej na kwestie kto może wychowywać dziecko nie ma wpływu biologia, a kwestie społeczne. Adopcje niemowląt pokazują, że dziedziczenie genów wcale nie jest decydujące w interakcji rodzic - dziecko. Dwie rączki i mózg wystarczają by poradzić sobie z opieką nad dzieckiem. Drodzy panowie ja na prawdę nie wierzę w waszą ułomność
Widzę, że na racjonalne argumenty czas minął - tak, mamy laktację po urodzeniu dziecka, tylko ją sprytnie ukrywamy, żeby wykręcić się od karmienia.
Ja feministki szanuję także za to, że argumentują racjonalnie
doku
|
|
| | | |  | 3 na 3 | awitu (7627 punktów) | >>O biologicznym znaczeniu mogliśmy sobie pogadać parę tyś lat temu >Nie wierzysz w Darwina?
Taki pan istniał, i stworzył teorię którą ja uznaję za prawdziwą. Jednakże na nasze życie nie ma wpływu jedynie genetyka, ale także socjalizacja.
>Widzę, że na racjonalne argumenty czas minął - tak, mamy laktację po urodzeniu dziecka, tylko ją sprytnie ukrywamy, żeby wykręcić się od karmienia. >Ja feministki szanuję także za to, że argumentują racjonalnie
A ja rozmówców za to, że posiadają wiedzę na dany temat i potrafią ją wykorzystać. Słyszałeś kiedyś o odciąganiu pokarmu? O tym że mleko matki może być przechowywane i to długi czas? Dodaj do tego jeszcze art. 187 kodeksu pracy i masz gotowe rozwiązania problemu braku laktacji u mężczyzn.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | |  | 1 na 3 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >gotowe rozwiązania problemu braku laktacji u mężczyzn.
To nie jest problem, to natura.
Spróbuję sobie wyobrazić takie nowoczesne małżeństwo idealne wg ideału Niefeministycznego Ruchu Kobiet Ściągających. Matka ściąga sobie pokarm, żeby ojciec mógł zastąpić ją w roli matki i przekonać się, jak to fajnie być kobietą, a rok później ojciec ściąga sobie nasienie, żeby żona mogła sobie sama wstrzyknąć plemniki ze strzykawki, aby zastąpić męża w roli męża i przekonać się, jak to fajnie być mężczyzną.
A teraz już poważnie. Zapewniam Cię, żadna rozsądna feministka nie pozwoli mężowi odebrać sobie roli karmicielki dziecka. Wizja kobiet dojonych przez tyranów, którzy chcą swoje niewolnice pozbawić ich więzi z dzieckiem, jest wizją koszmarną, ale niestety spójną z wizją kobiet zmuszanych do pracy w męskich zawodach. Baba wydojona... więc do roboty! A tatuś nakarmi malutkiego dzidziusia, bo tatuś bardzo dzidziusia kocha.
doku
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | awitu (7627 punktów) | >A teraz już poważnie. Zapewniam Cię, żadna rozsądna feministka nie pozwoli mężowi odebrać sobie roli karmicielki dziecka. Wizja kobiet dojonych przez tyranów, którzy chcą swoje niewolnice pozbawić ich więzi z dzieckiem, jest wizją koszmarną, ale niestety spójną z wizją kobiet zmuszanych do pracy w męskich zawodach. Baba wydojona... więc do roboty! A tatuś nakarmi malutkiego dzidziusia, bo tatuś bardzo dzidziusia kocha.
Więc mało znasz kobiet, a tym bardziej feministek. Odciąganie pokarmu u pracujących matek jest powszechne. Zajrzyj do lodówek w dużych firmach gdzie pracują kobiety.
A siedzenie w stereotypie który, Deirde English nazwała "lękiem, że ruch feministyczny wyzwoli najpierw mężczyzn" jest tylko kwestią tego jak głęboko ugrzęzłeś w swoich wyobrażeniach. Od tego stereotypu feministki zaczęły odchodzić już w latach 80tych. gdy zaczęto mówić o roli rodzicielstwa a nie tylko macierzyństwa. Pojawiły się wśród feministek żądania rozwiązań takich, jak urlopy rodzicielskie, prawo do opieki nad dzieckiem dla obojga rodziców itp.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > prawo do opieki nad dzieckiem dla obojga rodziców itp.
Ale nie prawo do odciągania pokarmu. To już nie jest feminizm, ale degreadacja kobiety do roli dojnej krowy.
>Zajrzyj do lodówek w dużych firmach gdzie pracują kobiety
Naprawdę nie rozumiesz, że kobieta zmuszona przez firmę do odciągania pokarmu, której nie wolno normalnie nakarmić dziecka, bo ją z pracy wyrzucą, to jest zaprzeczenie feminizmu?! Podajesz przykład firmy, która zgnoiła kobiety, i nie przechodzi Cię ciarka po grzbiecie ze zgrozy?
Feministki walczą o to, żeby mogły spokojnie karmić dzieci piersią, bez obawy, że będą za to szykanowane przez pracodawcę.
Spróbuj argumentować mniej impulsywnie... więcej refleksji... bo coraz bardziej wrogie kobietom stają się Twoje argumenty. Twoja wirtualna płeć na tym forum nie daje Ci mandatu pisać absurdów na temat dfeminizmu.
doku
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | awitu (7627 punktów) |
>Ale nie prawo do odciągania pokarmu. To już nie jest feminizm, ale degreadacja kobiety do roli dojnej krowy.
Po tym tekście powinnam zakończyć rozmowę. Jeszcze raz mówię zapoznaj się z tematem, zanim zaczniesz kogoś obrażać.
>Naprawdę nie rozumiesz, że kobieta zmuszona przez firmę do odciągania pokarmu, której nie wolno normalnie nakarmić dziecka, bo ją z pracy wyrzucą, to jest zaprzeczenie feminizmu?! Podajesz przykład firmy, która zgnoiła kobiety, i nie przechodzi Cię ciarka po grzbiecie ze zgrozy?
A którą forma zmusza kobietę do odciągania pokarmu? Jakoś nie zauważyłam żeby którąkolwiek z moich koleżanek do tego zmuszano. Kobiety robią to z kilku przyczyn, nie tylko dlatego że to tatuś, babcia czy niania siedzi z dzieckiem w domu. Może poczytaj o tym o czym masz zamiar dyskutować.
>Feministki walczą o to, żeby mogły spokojnie karmić dzieci piersią, bez obawy, że będą za to szykanowane przez pracodawcę.
By temu zapobiegać istnieje artykuł 187 kodeksu pracy. Kobieta ma prawo wybrać jak chce karmić swoje dziecko. Twoje przekonania mają tu najmniejsze znaczenie.
>Spróbuj argumentować mniej impulsywnie... więcej refleksji... bo coraz bardziej wrogie kobietom stają się Twoje argumenty.
Moje argumenty są Tylko moje, choć prostuję Twoje błędy merytoryczne. Jeśli chcesz dyskutować o feminizmie może zapoznaj się raczej z jego historią, postulatami zamiast wmawiać kobietom z jakimi problemami borykają się w życiu i do czego dążą. Bo wychodzą później takie kwiatki jak Stalin ojcem europejskiego feminizmu.... Niestety Twojej antylewicowej fobii nie wyleczę, musisz się sam z nią borykać.
>Twoja wirtualna płeć na tym forum nie daje Ci mandatu pisać absurdów na temat dfeminizmu.
Moja płeć mimo wszystko nie jest wirtualna, za to Twoje pojęcie o feminizmie i problemach kobiet są niestety znikome. Feminizm nie ogranicza się do poglądów reprezentowanych przez "nowy feminizm" powstały na gruncie nauki kościoła, ani nie sprowadza się do poglądów prawicowych mężczyzn, które ty reprezentujesz.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jeśli chcesz dyskutować o feminizmie może zapoznaj się raczej z jego historią
Nie bądź śmieszna - po tym, jak dałem Ci wstępny wykład na temat historii feminizmu i w ogóle ruchów kobiecych, bo nie znałaś podstaw, teraz próbujesz mnie obrażać, bo moje poglądy są bardziej feministyczne niż Twoje?
>"nowy feminizm" powstały na gruncie nauki kościoła
Tego też nie potrafię inaczej zinterpretować niż próba obrażenia mnie. Jeżeli poczułaś się niemiło, bo wcześniej nie wiedziałaś, że Stalin kierował całym ruchem kobiecym w Europie, to nie jest wystarczający powód, żeby się na mnie odgrywać. Fakty historyczne są po prostu faktami, trzeba się z nimi pogodzić.
Feminizm w wydaniu amerykańskim stał się wzorcem dla ruchów kobiecych w Europie, a przynajmniej dla działaczek kierujących się dobrymi intencjami, które po upadku ZSRR mogły bezpiecznie porzucić ideały traktorzystki, sztucznego karmnienia, socjalizacji przez żłobki, sztucznych parytetów i innych antyfeministycznych absurdów socjalizmu.
Aby być teraz feministką, nie wystarczy obrażać mężczyzn. Musisz zajrzeć w głąb swego serca i odpowiedzieć sobie na proste pytanie: "Czy kobietę, która całe swoje dotychczasowe życie przepracowała jako matka i gospodyni domowa, szanujesz tak samo, jak kobietę interesu, która zrobiła karierę naukową i nie ma jeszcze dzieci?". Potem zadaj sobie pytanie jeszcze prostsze: "Czy obie zasługują na taką samą emeryturę?". Nie uciekniesz od tych pytań, próbując mnie obrażać. Próby te są zresztą nieskuteczne, ponieważ ja jednakowo szanuję obie panie i dałbym obu jednakową emeryturę, gdybym był władcą - takie są podstawy oświeconego feminizmu.
doku
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | awitu (7627 punktów) | > >Jeśli chcesz dyskutować o feminizmie może zapoznaj się raczej z jego historią> Nie bądź śmieszna - po tym, jak dałem Ci wstępny wykład na temat historii feminizmu i w ogóle ruchów kobiecych, bo nie znałaś podstaw, teraz próbujesz mnie obrażać, bo moje poglądy są bardziej feministyczne niż Twoje?Moje? Ja jestem kobietą, żadną działającą feministką, ale rozmawiamy o feminizmie. Dałeś mi wykład "historia feminizmu made in dokowski" która ma się nijak do rzeczywistości. Już kilka krotnie Ci powtarzałam, że jeśli próbujesz analizować zjawiska społeczne, historyczne przez pryzmat swoich poglądów politycznych wypaczasz je. > >"nowy feminizm" powstały na gruncie nauki kościoła> Tego też nie potrafię inaczej zinterpretować niż próba obrażenia mnie. Jeżeli poczułaś się niemiło, bo wcześniej nie wiedziałaś, że Stalin kierował całym ruchem kobiecym w Europie, to nie jest wystarczający powód, żeby się na mnie odgrywać. Fakty historyczne są po prostu faktami, trzeba się z nimi pogodzić.Możesz traktować jak chcesz, Twoja wola, przecież nie zabronię Ci interpretować moich słów jak chcesz. Przeanalizujmy fakty, jak sam napisałeś one są ważne. Poproszę o źródło z jakiego zaczerpnąłeś swoje wiadomości o tym że powojenny ruch feministyczny w Europie był kierowany przez Stalina. Zapoznam się i się wypowiem, w żadnym ze źródeł nie spotkałam się z tak radykalnym stwierdzeniem. Zrozum także, że ani Twoje stwierdzenie, ani nawet sytuacja gdyby to był fakt historyczny, a nie jedynie interpretacja nie ma nic do moich odczuć. To część mężczyzn nazywa mnie feministką, ja uważam się za feministkę tylko w takim stopniu jakim jest nią każda kobieta. Włączam się w działania rożnych organizacji kobiecych, ale nie jestem działaczką feministyczną. Moje poglądy są tylko moje. Jednakże gdy piszę, że feministki coś postulują, czegoś się domagają, czerpię wiedzę z rożnych źródeł, od książek politologicznych, historycznych po biuletyny ruchów feministycznych, a także od moich znajomych które w tych ruchach działają. Dokowski już powinieneś wiedzieć, że ja mam gdzieś odgrywanie się, jak chcę się odegrać to na pewno nie poprzez nazwanie kogoś jakimś obraźliwym słowem. Jeśli już kiedyś przyjdzie mi do głowy chęć odegrania się, to za lepszą metodę uznaję mocniejsze argumenty bo to daje wymierny efekt. Co ma być tym obrażaniem? Stwierdzenie, że Twoje poglądy są zbieżne z poglądami "nowego feminizmu" ? Zamieszczam tu link, specjalnie wybrałam takie źródło, a nie żadną ze stron feministycznych, ani kościelnych, by uciec od ewentualnych interpretacji przez te światopoglądy. A skoro masz poglądy prawicowe to wydaje mi się, że ten link uznasz za w miarę obiektywny, choć moim zdaniem jest ciut zbyt prokatolicki, ale jako ateista spokojnie oddzielisz cała tą "bożą" sferę od "ludzkiej": "Porządna feministka Sarah Palin"Oczywiście nie zarzucam Ci wszelkich powiązań z wiarą, mówię jedynie o podejściu do kwestii czym powinien się zajmować feminizm i że powinien się skupiać na problemach kobiet - matek. > Feminizm w wydaniu amerykańskim stał się wzorcem dla ruchów kobiecych w Europie, a przynajmniej dla działaczek kierujących się dobrymi intencjami, które po upadku ZSRR mogły bezpiecznie porzucić ideały traktorzystki, sztucznego karmnienia, socjalizacji przez żłobki, sztucznych parytetów i innych antyfeministycznych absurdów socjalizmu.Zobacz co robisz, nie mówisz o historii a dokonujesz oceny poprzez pryzmat swoich poglądów politycznych. USA = "dobre intencje", reszta świata to nie USA więc wpływ ZSRR = kobieta na traktorze. > Aby być teraz feministką, nie wystarczy obrażać mężczyzn.A w którym miejscu ja obraziłam mężczyzn? > Musisz zajrzeć w głąb swego serca i odpowiedzieć sobie na proste pytanie: "Czy kobietę, która całe swoje dotychczasowe życie przepracowała jako matka i gospodyni domowa, szanujesz tak samo, jak kobietę interesu, która zrobiła karierę naukową i nie ma jeszcze dzieci?". Potem zadaj sobie pytanie jeszcze prostsze: "Czy obie zasługują na taką samą emeryturę?". Nie uciekniesz od tych pytań, próbując mnie obrażać.Jeśli chodzi o pytania i proces myślowy to chyba odpowiedniejszy będzie jednak mózg. I na to pytanie już Ci odpowiedziałam w jednym z poprzednich postów. Skoro przeoczyłeś nie moja wina. > Próby te są zresztą nieskuteczne, ponieważ ja jednakowo szanuję obie panie i dałbym obu jednakową emeryturę, gdybym był władcą - takie są podstawy oświeconego feminizmu.Dokowski, a ja przyznałabym im emeryturę na jaką zapracowały, bo nie można mówić o identycznych emeryturach dla np: - profesor fizyki; - dla pracownicy zakładów odzieżowych; - dla kobiety, która urodziła trójkę dzieci, dobrze je wychowała i wykształciła ważyła dużo wysiłku by jej rodzina dobrze funkcjonowała; - kobiecie która urodziła trójkę dzieci, nie przejmowała się ich edukacją, zaniedbała je i spędzała swoje życie na plotkach i oglądaniu telenowel. Nie byłoby to sprawiedliwe. I wcale nie mówię, że tej która poświęciła swe życie na dobre wychowanie dzieci przyznałabym niższą emeryturę lub wcale. Kwestia ile i jakiej pracy te kobiety wniosły, i to pracy ogólnie także tej w domu. Chodzi tylko, o nakład pracy jaki włożyły w wykonywaną działalność oraz jej jakość.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Poproszę o źródło z jakiego zaczerpnąłeś swoje wiadomości o tym że powojenny ruch feministyczny w Europie
Nie było takiego ruchu w ogóle - to był ruch kobiecy. Niestety nie pamiętam już nazwy - Federacja Socjalistycznych Ruchów Kobiecych, czy coś takiego, miała swoją siedzibę w Paryżu, z pewnością samej uda Ci się znaleźć odpowiednie źródła, mnie nie interesuje zgłębianie tego tematu.
> moim zdaniem jest ciut zbyt prokatolicki, ale jako ateista spokojnie oddzielisz
Nie mam zamiaru zglębiać żadnych "ciut zbyt katolickich" tekstów. Moje poglądy są prostą pochodną ewolucjonizmu, są zaprzeczeniem zarówno katolickiego jak też lewicowego, socjologicznego patrzenia na człowieka. Ponieważ uważam się za przedstawiciela gatunku małp oświeconych, odbieram za obraźliwe porównywanie moich poglądów do poglądów religijnych ciemniaków, wierzących w jakąś nadprzyrodzoną duszę czy inne mroczne głębie swojej ułomnej psychiki. Żadne wykręty nie pomnogą - jeżeli ktoś podczas dyskusji zaerzuca ateiście religijne poglądy, to tym samym mówi mu, że uważa go za snoba, który tylko udaje ateistę, żeby móc zaliczać się do osób oświeconych.
Znałem wiele osób z "naszych" kręgów towarzyskich, które udawały ateistów, żeby wkręcić się do "lepszych" sfer życia studenckiego i towarzyskiego, które truchlały ze strachu, gdy żartowaliśmy sobie z Boga i jego mocy karzącej i w ogóle z Jego zdolności kierowania kogokolwiek do Piekła lub choćby Czyśćca - a potem ten wstyd, gdy brali ślub kościelny... to naprawdę żałosne postacie, na które nie potrafię patrzeć "spokojnie" jako ateista, ani nie mogę "spokojnie" przyjąć traktowanie mnie podczas dyskusji jak takich ludzi.
>Zobacz co robisz, nie mówisz o historii a dokonujesz oceny poprzez pryzmat swoich poglądów politycznych. USA = "dobre intencje", reszta świata to nie USA więc wpływ ZSRR = kobieta na traktorze.
Ale tak było - to nie w USA wymyślono ideał feministki na traktorze.
A dobre intencje feministek w USA najlepiej obrazują te działaczki, które we współpracy z policjantkami i położnikami zajmują się ukrywaniem kobiet i ich dzieci przed prawem, załatwiają im nową tożsamość i nie pozwalają ich mężom - damskim bokserom - dochodzić swoich praw do dzieci.
>Jeśli chodzi o pytania i proces myślowy to chyba odpowiedniejszy będzie jednak mózg.
Mózg Ci mówi, żeby je szanować jednakowo. Ale część Twojej argumentacji, szczególnie ta część agresywna, w której czujesz się obrażona, gdy ja chcę dać kobietom prawo i warunki do naturalnego karmnienia dziecka, żeby nie musiały odciągać pokarmu, sprawia takie wrażenie, jakbyś w głębi serca gardziła kobietą, która wybrała rolę matki, karmicielki i opiekunki, zamiast ambitnie ruszyć do męskiego wyścigu szczurów.
Podobna w tonie jest argumentacja islamskich niewolnic, które wierzą w Mahometa i "z radością i z własnego wolnego wyboru" służą swojemu panu i władcy - też obrażają się za to, że im współczujemy. Ale i my wiemy i one też wiedzą, że nasze współczucie wcale ich nie obraża. I my wiemy i one wiedzą, że gdy uda nam się wyrwać je z tej niewoli i zapewnić bezpieczeństwo, wtedy one otwarcie okażą nam swoją wdzięczność za uwolnienie z łap islamskich oprawców. Czy wiesz, że jednym z najważniejszych celów ruchu feministycznego jest wyzwolenie islamskich kobiet?
Ja współczuję kobiecie, która nie może karmić dziecka piersią i musi odciągać dla niego pokarm, i nie zmyli mnie taka arumentacja, i nie zbijesz mnie z pantałyku swoimi insynuacjami. Każda kobieta, która szczęśliwie karmi dziecko własną piersią, powie Ci, że mam rację, szczególnie jeśli nie mogła z jakichś powodów karmić swojego pierwszego dziecka. Może jesteś osobą jeszcze zbyt młodą, stąd ta Twoja wiara, ze kobiety same chcą odciągać pokarm. Porozmawiaj z karmiącymi matkami i popytaj, co czują podczas karmienia piersią. Człowik wolny nigdy nie wybierze kontaktu z mechaniczną dojarką i z własnej woli nie zrezygnuje z tej więzi emocjonalnej, z tych uczuć, jakie towarzyszą karmieniu. To, że kobiety muszą pracować aż tak, że muszą odciągać pokarm, że nie mogą zrobić sobie przerwy na karmienie - jest ciężką patologią patriarchatu, jest gwałtem na ludzkiej naturze, odbierającym godność kobiecie i matce. Człowiek zdolny do współczucia nie może brać poważnie argumentacji mówiącej o rzekomym wolnym wyborze zniewolenia. I w tym tkwi sedno poglądów feministycznych - że kobiety od niemowlęcia wychowywane przez patriarchat na niewolnice tracą umiejętność jasnego postrzegania swojej pozycji w społecznej hierarchii - często wspierają patriarchat myśląc, że robią to z "własnego wyboru"
>- profesor fizyki; >- dla pracownicy zakładów odzieżowych; >- dla kobiety, która urodziła trójkę dzieci, dobrze je wychowała i wykształciła ważyła dużo wysiłku by jej rodzina dobrze funkcjonowała; >- kobiecie która urodziła trójkę dzieci, nie przejmowała się ich edukacją, zaniedbała je i spędzała swoje życie na plotkach i oglądaniu telenowel. >Nie byłoby to sprawiedliwe. I wcale nie mówię, że tej która poświęciła swe życie na dobre wychowanie dzieci przyznałabym niższą emeryturę lub wcale. Kwestia ile i jakiej pracy te kobiety wniosły, i to pracy ogólnie także tej w domu. Chodzi tylko, o nakład pracy jaki włożyły w wykonywaną działalność oraz jej jakość.
Nareszcie pełna zgoda. Połączmy więc siły w walce o sprawiedliwe wynagrodzenia i zapomnijmy o naszych różnicach poglądów. To jest podstawa definicji "dobra" i "zła" - dobro wybiera współpracę i zgodę, jeśli znajduje ku temu podstawy, zło wybiera walkę, jeśli ma do niej powód. Ponieważ feminizm jest z definicji dobrem, więc nie atakujmy się już dłużej.
doku
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | sztejkat (4743 punktów) | Jesteś niesamowity, kolego.
Zadziwiający, zdumiewający i w ogóle.
Szczerze podziwiam tych, którzy odważają się wymienić z Tobą więcej niż parę wypowiedzi.
A tak na marginesie - kobiecie jest do twarzy we flaneli, dżinsach i na traktorze.
Tomasz Sztejka
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >A tak na marginesie - kobiecie jest do twarzy we flaneli, dżinsach i na traktorze.
Ale górne guziki koszuli muszą być rozpięte
doku
|
|
| |  | 5 na 5 | jkl; (5859 punktów) |
>Noszenie ciąży, rodzenie i karmienie, to nie są rzeczy, które można lekceważyć. To są czynności i zajęcia, które kobiecie zabierają czas, uwagę i energię. A trzeba to jeszcze pomnożyć przez liczbę dzieci. >Z biologicznego punktu widzenia są to jeszcze bardziej odmienne role. Ojciec daje dziecku tylko niewielki ułamek genów, niemal wszystkie symbionty dziecko dziedziczy po matce - rola matki jest więc wielokrotnie ważniejsza niż rola ojca.
Dziecko ma połowę genów matki i połowę ojca. Co to za herezje o ułamkach? I jakie symbionty? Bakterie jelitowe? To ma być argument za wyższością roli matki?
W momencie gdy kobieta donosi, urodzi i wykarmi, co specjalnie długo nie trwa, role matki i ojca są tak samo ważne. To, do kogo płaczące dziecko biegnie się przytulić, zależy od tego, kto z nim spędza więcej czasu, a nie płci tej osoby.
Pomijając chlubne wyjątki, mężczyznom zwyczajnie nie chce się zajmować dziećmi, zwłaszcza małymi, wymagającymi całodobowej obsługi. Brzydzą się zasikanych pieluch, ufajdanych koszulek i śpioszków, które trzeba wyprać i wyprasować i całej masy różnych nieciekawych czynności. Jeśli jest jedynym żywicielem rodziny, to ma problem z głowy i brak wyrzutów sumienia. A jeśli nie jest, a do grzebania w pampersach się nie pali?
Argument pierwszy: "Tak Pan Bóg przykazał" Znaczy się, siła wyższa, nie on, zdecydowała, gdzie miejsce kobiety.
Argument drugi: "Tak was stworzyła natura" Jak wyżej...
Argument trzeci, a właściwie manipulacja: "Jesteście ważniejsze, lepsze, zdolniejsze, więc dla ogólnego dobra powinnyście się tym zajmować" Ogólnego, a jakże... Niektóre panie słyszą to także przy myciu okien.
Nie ma żadnych, nadprzyrodzonych, biologicznych i psychologicznych powodów, by ciężar opieki nad dzieckiem spoczywał głownie na kobiecie, i to ona powinna rezygnować z samorealizacji. Po prostu dla panów tak wygodniej.
|
|
| | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Dziecko ma połowę genów matki i połowę ojca. Co to za herezje o ułamkach? I jakie symbionty? Bakterie jelitowe?
To tylko przykład. Jesteśmy organizmami symbiotycznymi - z tego punktu widzenia ojciec nic nie wnosi.
doku
|
|
| | | |  | 4 na 4 | jkl; (5859 punktów) | > To tylko przykład. Jesteśmy organizmami symbiotycznymi - z tego punktu widzenia ojciec nic nie wnosi.Po matce dziedziczymy mitochondria komórkowe, ale trudno mówić, że jesteśmy z nimi w symbiozie. Zostaje więc jedynie flora bakteryjna, zresztą takową posiadają wszystkie ssaki... Na zaszczytne miano symbionta zasługują bardziej porosty niż człowiek, ale bez sensu się o to spierać. Poza tym, skoro biologicznie ojciec wnosi mniej niż matka, to jest to argument za tym, by po urodzeniu dziecka nadrobił te "straty" większym wkładem w wychowanie...
|
|
| | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Poza tym, skoro biologicznie ojciec wnosi mniej niż matka, to jest to argument za tym, by po urodzeniu dziecka nadrobił te "straty" większym wkładem w wychowanie...
Religie, wojny, bandytyzm... takie są skutki wychowywania dzieci przez ojców
doku
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | jkl; (5859 punktów) | >Religie, wojny, bandytyzm... takie są skutki wychowywania dzieci przez ojców
OK, przekonałeś mnie. Precz z ojcami, wiwat dzieworództwo!
|
|
| | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Precz z ojcami, wiwat dzieworództwo!
Nie zrozumiałeś mnie. Dla mnie wzorem, choć nie ideałem, jest kultura bonobo. Ojcowie nie powinni wiedzieć, czyje dzieci są ich, ale powinni dostarczać plemników i rozkoszy kobietom.
doku
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 | jkl; (5859 punktów) | > Ojcowie nie powinni wiedzieć, czyje dzieci są ich, ale powinni dostarczać plemników i rozkoszy kobietom.Chrzanić plemniki, wystarczy rozkosz.
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | awitu (7627 punktów) |
> Chrzanić plemniki, wystarczy rozkosz.  hahaha tylko wiesz, do tego nie koniecznie potrzebny jest facet 
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > >Ojcowie nie powinni wiedzieć, czyje dzieci są ich, ale powinni dostarczać plemników i rozkoszy kobietom.> Chrzanić plemniki, wystarczy rozkosz. >Chrzanić plemniki, chrzanić rozkosz, wystarczy chrzanić
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > >>Ojcowie nie powinni wiedzieć, czyje dzieci są ich, ale powinni dostarczać plemników i rozkoszy kobietom.> >Chrzanić plemniki, wystarczy rozkosz. >Chrzanić plemniki, chrzanić rozkosz, wystarczy chrzanić Chrzanić? Nie pieprz Piotrze wieprza pieprzem...
|
|
5 na 5 | Beata (Nowak) (459 punktów) | > Dzisiaj, powoli zapominamy o komunie, i naszych pań nikt już nie zachęca. Nie musi. Same, nie >przymuszane przez nikogo, robią wszystko, aby udowodnić, że mogą (i chcą?) robić to samo co panowie. >Co więcej, w swych staraniach idą znacznie dalej. Nie chcą robić tego, czego panowie robić >nie mogą. Nie chcą rodzić dzieci, doprowadzając ideę równouprawnienia do tragicznego >absurdu.
To, że niektóre kobiety nie chcą rodzić dzieci to nie wynik walki o równouprawnienie i skrajnego feminizmu. Wystarczy obejrzeć niektóre polskie porodówki (jeśli nie większość) i popytać kobiety, które tam rodziły, żeby wiedzieć co jest przyczyną. Jestem feministką i swoje dziecko chciałabym urodzić w godnych warunkach, o to też staram się walczyć mimo, że nie jest to pokazywane/opisywane w mediach. Chcę sama wybrać pozycję, która będzie najwygodniejsza podczas porodu dla mnie, a nie dla położnej czy lekarza. Nie chcę rodzić na ogólnej porodówce z kilkoma innymi kobietami obok, leżeć na obskurnym łóżku pozostawiona sama sobie. Nierzadko zdarzają się kpiący i wrzeszczący na rodzącą czy młodą matkę lekarze/położne. Poza tym w naszym kraju liczy się tylko to, żeby kobieta rodziła a to co się z nią i jej dzieckiem stanie po porodzie, czy będą mieć za co się utrzymać nikogo już nie obchodzi. To i nasze "polskie standardy opieki okołoporodowej" przyczyniają się do decyzji wielu kobiet, że nie chcą rodzić nawet mimo tego, że mogą . I walczą o to, żeby było inaczej, tyle że nie na wiecach w Warszawie, ale w swoim lokalnym środowisku.
|
|
 | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
> Jestem feministką i swoje dziecko chciałabym urodzić w godnych warunkach, o to też staram się walczyć mimo, że nie jest to pokazywane/opisywane w mediach. W niczym nie ujmując Twojej aktywności i zaangażowaniu ośmielam się przypomnieć, że to właśnie media, a dokładniej Gazeta Wyborcza, były inicjatorem akcji "Rodzić po ludzku". Dopiero spektakularny sukces tej akcji stał się zachętą do powołania fundacji o tej samej nazwie. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | > Nie chcą rodzić dzieci, doprowadzając ideę równouprawnienia do tragicznego> absurdu.Mhm, zaciskają pięści i uda. Podobno najbardziej zatwardziałe feministki w tajemnicy próbują zapuszczać brody byleby tylko być jak niedościgniony męski ideał  A bardziej serio- większość kobiet jak najbardziej chce mieć dzieci, tyle że nie dużo. Najczęściej jedno, dwoje. Czemu? Nie wydaje mi się, by chodziło tu wyłącznie o sprawy materialno-organizacyjne. Podejrzewam, że większość kobiet nie zdecydowałoby się na rodzenie co roku dzieci nawet mając wielki dom, zastęp wykwalifikowanych niań dyspozycyjnych całą dobę i zapewnione porody w znieczuleniu ogólnym. Dzieci się ma, bo to jest bardzo głęboka, silna potrzeba. Ale tę potrzebę w zupełności może zaspokoić nawet jedno dziecko. Gdzieś od któregoś potomka z kolei (którego to już kwestia indywidualna, ale najczęściej już trzeciego) koszty zaczynają przeważać nad zyskami. Dziecko to nie tylko radość ale i obciążenie. Ilość obciążeń wzrasta z każdym kolejnym dzieckiem. "Ilość miłości" nie, bo już jedno może dać maksimum.
|
|
2 na 2 | lotrek (14275 punktów) | >Same, nie >przymuszane przez nikogo, robią wszystko, aby udowodnić, że mogą (i chcą?) robić to samo co panowie.
Widać to szczególnie w sporcie, panie podnoszące ciężary, czy w boksie. Jeżeli mają taką ochotę, to nie mam nic przeciwko temu, co nie znaczy, że nie razi to mojego poczucia estetyki. Chociaż panie "tłukące się" w budyniu są bardzo zabawne. Nigdzie nie mogę znaleźć informacji dlaczego jeszcze nie uprawiają skoków narciarskich? Ani dlaczego w innym sporcie, w szachach jest podział na płcie - przecież nie chodzi o przewagę fizyczną - walczy intelekt.
Nie chcą rodzić dzieci, doprowadzając ideę równouprawnienia do tragicznego >absurdu.
Tutaj jednak, pomimo deklaracji słownych, w większości przypadków instynkt samozachowawczy po pewnym czasie daje znać o sobie i mimo wszystko decydują się na urodzenie jakiego "ślicznego bobaska" a czasem i dwóch. My też w młodości deklarujemy niechęć do małżeństwa a potem "wpadamy jak śliwka w g...". Natura górą!
|
|
 | 4 na 4 | jkl; (5859 punktów) | >>Same, nie >>przymuszane przez nikogo, robią wszystko, aby udowodnić, że mogą (i chcą?) robić to samo co panowie. Do Ciebie i innych zgadzających się z tym zdaniem- Kobiety robiąc to samo co mężczyźni niczego i nikomu nie udowadniają, po prostu to robią! Pewnie lubią. Tak trudno to zrozumieć?
|
|
| Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
> Dzisiaj powoli zapominamy o komunie, i naszych pań nikt już nie zachęca. Nie musi. Same, nie przymuszane przez nikogo, robią wszystko (...) Co więcej, w swych staraniach idą znacznie dalej.
Dawno już stwierdziłem, że po upadku komuny wiele spraw i rzeczy załatwiliśmy w komunistycznym duchu, nawet go twórczo rozwijając. Nie bez podstaw ten śmieszny facet z muszką twierdzi, że eurosocjalizm zaprowadzi nas do większego szczęścia, aniżeli komunizm... .
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|