„Zagapiła się i wpuściła Intercity na zły tor”. Artykuł pod tym tytułem znalazłem dzisiaj na portalu gazeta.pl
wiadomosci(*)ila_Intercity_na_zly_tor.html. Tak się składa, że przez parę lat pracowałem w biurze inżynierskim, którego specjalnością było opracowywanie projektów automatyki sterowania ruchem kolejowym. W zakresie automatyki kolejowej, jak i przemysłowej opracowałem kilkanaście projektów. Jestem też absolwentem Technikum Kolejowego - wydział automatyki sterowania ruchem kolejowym. Problematyką tą zajmowałem się też jako inżynier.
Po przeczytaniu wyżej wskazanego artykułu, niestety mam wrażenie, że wyrok przez „niezależną” komisję PKP oraz pod jej wpływem, przez media został wydany na dyżurną ruchu, która „wpuściła” pociąg na tor zajęty przez stojący pociąg osobowy.
Celowo zwracam uwagę na słowo „wpuściła”, ponieważ prawidłowo działające urządzenia automatyki nie pozwalają tak po prostu dyżurnemu „wpuścić” pociągu na zajęty tor. Pod jednym warunkiem - muszą działać!
Mam daleko idące wątpliwości czy te urządzenia działały, a co za tym idzie, czy dyżurna ruchu nie była zmuszona do pracowania na uszkodzonym sprzęcie i do „ręcznego” sterowania ruchem - z pominięciem nie działających systemów automatyki. Jeśli tak było, a mam prawo przypuszczać, w oparciu o informacje o stanie technicznym naszej kolei, że tak właśnie było, to winną wypadku nie była dyżurna, ale jej bezpośredni i wyżsi przełożeni. Oczywiście „niezależna” komisja PKP nie ośmieli się tego stwierdzić w obawie o swoje stołki... Tym bardziej, że „niezależna” komisja jest zależna od kierownictwa kolei i nigdy nie pozwoli sobie go zaatakować.
Moje wątpliwości są tym większe, że bardzo duży nacisk w mediach postawiono na problem pijanej dróżniczki. Mało kto jednak zwraca uwagę, że dróżniczka wpadła przy okazji wypadku - nie miała nic z nim wspólnego. W mediach jest to jednak tak podawane, że czytelnicy i widzowie mają wrażenie, że pijana była właśnie kobieta, która „wpuściła” pociąg IC na zajęty tor.
Myślę, że dyżurna zostanie po cichu skazana, być może „na zawiasach”, a prawdziwie winni tego wypadkowi - przełożeni dyżurnej, dalej spokojnie będą zaniedbywać swoje obowiązki, wprowadzając zagrożenie wystąpienia kolejnej katastrofy w ruchu lądowym. Źle mówię myślę, jestem przekonany, że zostanie skazana. Zostanie skazana dla ratowania przełożonych oraz dlatego, że najzwyczajniej w świecie nie będzie jej stać na dobrego prawnika, któremu będzie się chciało wyciągnąć te ciemne sprawy i wojować z potężnym PKP. Zostanie też skazana bo sędziemu nawet do głowy nie przyjdzie, że przez „niezależną” komisję PKP oraz przez prokuratora, któremu nie będzie się chciało dociekać sedna, zostanie wprowadzony w błąd.
Wniosek jest jeden - tylko bogaci lub ewentualne znawcy danego tematu mogą liczyć na sprawiedliwy wyrok w podobnych sprawach. Tyle tylko, że ani jedni, ani drudzy nie są przecież dyżurnymi ruchu.
Myślę, że dobrze byłoby tej kobiecie pomóc, nie wiem tylko w jaki sposób do niej dotrzeć i skąd wziąć sztab ludzi i trochę kasy, żeby jej zagwarantować sprawiedliwy proces. W tych okolicznościach na sprawiedliwy proces liczyć nie może.