 |
Jak radzicie sobie z prokrastynacją? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 26-12-2012 01:55 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Jak radzicie sobie z prokrastynacją?
10 na 10 | Czy tutejsi racjonaliści miewają problemy z prokrastynacją? Jeśli ktoś ma podobny problem to najpewniej dotyczy on studentów i pokolenia, które dorastało z internetem. A może się mylę i starsze roczniki też mają problem z odwlekaniem rzeczy? Mam wrażenie, że to choroba cywilizacyjna, która mnie również dopadła. Np. teraz zakładam temat o prokrastynacji, odwlekając tym samym pracę, która mi się nagromadziła na jeszcze późniejszy moment. Jak sięgnę pamięcią wstecz, przez wszystkie lata mojej edukacji sumienność nie była jakoś specjalnie punktowana, a wręcz przeciwnie. Nawet na studiach większość moich prowadzących odwleka wszystko na ostatnią chwilę. Pamiętam jednego prowadzącego, który kazał sobie regularnie oddawać projekty przez cały semestr, a później dwa dni przed terminem wystawienia ocen siedział od rana do wieczora i sprawdzał te wszystkie projekty. Jak pracować nad zmianą takiego przyzwyczajenia? Może ktoś ma w tym doświadczenie? Samo racjonalne zrozumienie problemu oczywiście nie wystarcza. Co z tego że wiem, żeby nie odkładać rzeczy na ostatnią chwilę, skoro w praktyce i tak to robię? Bardzo chciałbym się wyzbyć tego nawyku. To trochę jak obgryzanie paznokci albo palenie papierosów (ale to mnie na szczęście nie dotyczy). Zachęcam do dyskusji. Poza radami równie mile widziane są wszelkie przemyślenia na ten temat. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
7 na 7 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | Zwlekanie czasem jest dobre. Kiedy czegoś nie robisz, to jest duża szansa, że ktoś to zrobi za Ciebie.
|
|
 | 4 na 4 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Znam to ze studiów. Z reguły projekty robi się w dwie osoby. Najczęściej jedna osoba po prostu się obija, a druga robi, bo wie że pierwsza nie zabierze się do roboty. Niestety to nie jest fajne jak się jest po drugiej stronie. Dlatego nie uważam tego za dobrą postawę życiową 
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
12 na 12 | Fizyk (17637 punktów) | > Czy tutejsi racjonaliści miewają problemy z prokrastynacją?Kto ich nie ma? > Jeśli ktoś ma podobny problem to najpewniej dotyczy on studentów i pokolenia, które dorastało z internetem. A może się mylę i starsze roczniki też mają problem z odwlekaniem rzeczy?Zapewniam Cię, że ta przypadłość niezbyt zależy od wieku. > Jak pracować nad zmianą takiego przyzwyczajenia?Wbrew skomplikowanej psychologii opisanej w powyższym linku, moim zdaniem przyczyna prokrastynacji jest prosta: jak czegoś nie lubimy robić, to tego nie robimy. Z mojego doświadczenia, najtrudniej jest się za niewdzięczną robotę zabrać - jak się już zabierze, to potem już idzie nieźle. Jak się więc zabrać? Należy sobie znaleźć jakiś mały, łatwy wycinek większej roboty, najlepiej szybko przynoszący mierzalny wynik: napisanie wstępu do projektu, posprzątanie jednej szuflady, pomalowanie jednych drzwi, itp. I najlepiej zrobić to jak będziesz miał więcej czasu - tak na wszelki wypadek, gdyby przyszła Ci ochota kontynuować.
|
|
7 na 7 | Selanos (12869 punktów) | > Czy tutejsi racjonaliści miewają problemy z> prokrastynacją?Tak, miewam z tym problem. Najzabawniejsze jest to, że rozwiązanie tego problemu również odkładam na później. A tak właściwie to najzwyczajniej w świecie nie chcę mi się rozwiązywać tego problemu. Let it be, że tak rzeknę  > Mam wrażenie, że to choroba cywilizacyjna, która mnie również dopadła. Np. teraz zakładam temat o> prokrastynacji, odwlekając tym samym pracę, która mi się nagromadziła na jeszcze późniejszy moment.Ale przynajmniej robi Pan coś pożytecznego. Za każdym razem przed kolokwium, kiedy to jako grzeczny i wzorowy student powinienem się uczyć, z jakiegoś powodu znajduje inne zajęcia. Słuchanie muzyki, niekoniecznie ciekawa książka, spacer z psem, drzemka... Oczywiście skutkuje to dwoma nieprzespanymi nocami przed kolosem, bo zdrowy rozsądek wraca w ostatniej chwili... To strasznie niezdrowe, te nieprzespane noce. Po uczeniu się słownictwa miałem koszmary w których w kółko powtarzałem te przeklęte wyrazy i ich tłumaczenia... A na kolokwium wyglądałem jak zombie, pan profesor szczerze się o mnie martwił.  I tak w kółko. > Jak pracować nad zmianą takiego przyzwyczajenia? Może ktoś ma w tym doświadczenie?> Samo racjonalne zrozumienie problemu oczywiście nie wystarcza. Co z tego że wiem, żeby nie odkładać> rzeczy na ostatnią chwilę, skoro w praktyce i tak to robię? Bardzo chciałbym się wyzbyć tego nawyku.W moim przypadku pomaga przeniesienie się do miejsca z daleka od komputera. Komputer to straszny odwracacz uwagi. Dostarcza mi możliwości słuchania muzyki, czytania książek (chociaż nie lubię ich w wersji elektronicznej), gazet, racjonalisty.pl... To pomaga krótkoterminowo, kiedy mam do wykonania jakieś wybitnie ważne zadanie którego nie mogę zostawić na ostatnią chwilę. Moja znajoma zwykła układać sobie plan: co koniecznie musi zrobić w dany dzień. Twierdziła, że kiedy miała to spisane na kartce papieru i położone gdzieś na widoku, to nie odkładała wszystkiego na później. Cóż, wierzę jej. Ona zawsze chodzi wyspana...
|
|
4 na 6 | Vytautas (4394 punktów) | Morgen, morgen, nur nicht heute, so sagen nur faulen Leute. Lenistwo, to lenistwo, po co je mądrze nazywać?
|
|
 | 4 na 4 | martok (1115 punktów) |
> Morgen, morgen, nur nicht heute, so sagen nur faulen Leute. Lenistwo, to lenistwo, po co je mądrze nazywać? Skłaniałbym się do podobnej opinii. Traktowanie każdej skazy charakteru jako choroby to szkodliwa przesada. Wydaje mi się, że przyczyna tej tendencji jest następująca. Na rynek wkraczają wielkie ilości nowych, dyplomowanych psychologów. Znaczny ich odsetek chce się zajmować terapią. Lecz odsetek ludzi z dotąd zbadanymi i nazwanymi zaburzeniami jest stały i nie wzrasta. To grozi bezrobociem wśród psychoterapeutów. Trzeba więc koniecznie odkryć nowe zaburzenia, takie jak nerwica szkolna, fobia śniadaniowa, zakupoholizm albo prokrastynacja. To poważne choroby. Dawniej co prawda w pięć minut leczyło się je pasem, ale było to bardzo nieprofesjonalnie i metodę tę słusznie zarzucono. Dziś owe schorzenia leczy się fachowo - za pomocą wielomiesięcznych sesji psychoterapeutycznych, zwykle refundowanych przez NFZ. A ponieważ daje to zatrudnienie psychologom, więc wszyscy są zadowoleni: Cytat:Seksoholizm, pracoholizm i zakupoholizm - z tych uzależnień będzie można się od marca [2012] leczyć za darmo w 26 placówkach w Polsce. Zdobyły one ponad 1,7 mln zł na leczenie. [29.II.2012;gazeta.pl] Mam za to wątpliwości co do przytoczonego przez Ciebie przysłowia. Ja je znam w odmianie następującej: Morgen, morgen, nur nicht heute, sagen alle faulen Leute. Twoja wersja ma złamany rytm. Być może wchodziłaby ewentualnie w grę taka oto zmiana składni, dopuszczalna w mowie wiązanej: Morgen, morgen, nur nicht heute, sagen so nur faulen Leute. *
|
|
|  | | R. Karwat (50 punktów) | > Mam za to wątpliwości co do przytoczonego przez Ciebie przysłowia. Ja je znam w odmianie następującej: Morgen, morgen, nur nicht heute, sagen alle faulen Leute. Twoja wersja ma złamany rytm. Być może wchodziłaby ewentualnie w grę taka oto zmiana składni, dopuszczalna w mowie wiązanej: Morgen, morgen, nur nicht heute, sagen so nur faulen Leute.
Czy takie tłumaczenie jest poprawne: Jutro, jutro?A nie dzisiaj? Tak gadają tylko leniwi?
Pozdrawiam Rafał Karwat
Panie Boże daj mi głupotę i ślepotę,<br /> Bo mnie od tego szlag trafia<br />A jeszcze okazać by się mogło <br >że istniejesz...
|
|
| |  | 1 na 1 | martok (1115 punktów) |
>Czy takie tłumaczenie jest poprawne: >Jutro, jutro?A nie dzisiaj? Tak gadają tylko leniwi? >Pozdrawiam
Tak, taka właśnie jest treść tego przysłowia w wersji podanej przez Vytautasa. W wersji, którą ja znałem, byłoby to raczej: Jutro, jutro, byle nie dziś - mówią wszyscy leniwi ludzie.
Pozdrawiam wzajemnie - M *
|
|
| | |  | 4 na 4 | setarkos (10757 punktów) | > Jutro, jutro, byle nie dziś - mówią wszyscy leniwi ludzie. Podobno któryś ze świętych modlił się w taki sposób: "Boże, obdarz mnie cnotą wstrzemięźliwości seksualnej, ale jeszcze nie teraz".
|
|
| | | |  | 1 na 1 | martok (1115 punktów) |
>> Jutro, jutro, byle nie dziś - mówią wszyscy leniwi ludzie. >Podobno któryś ze świętych modlił się w taki sposób: >"Boże, obdarz mnie cnotą wstrzemięźliwości seksualnej, ale jeszcze nie teraz".
No właśnie - cnotę czystości też odkładał do jutra... *
|
|
| | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | > >> Jutro, jutro, byle nie dziś - mówią wszyscy leniwi ludzie.> >Podobno któryś ze świętych modlił się w taki sposób:> >"Boże, obdarz mnie cnotą wstrzemięźliwości seksualnej, ale jeszcze nie teraz".> No właśnie - cnotę czystości też odkładał do jutra...Jest lepsze nasze prawdziwie polskie powiedzenie. Roboty nie przerobisz, wódki nie przepijesz, baby nie przegadasz. (To w wersji light  )
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | martok (1115 punktów) |
> Jest lepsze nasze prawdziwie polskie powiedzenie. Roboty nie przerobisz, wódki nie przepijesz, baby nie przegadasz. (To w wersji light ) Jest też inne, chyba jeszcze bardziej à propos: Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni wolnego. *
|
|
| |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >Czy takie tłumaczenie jest poprawne: >Jutro, jutro?A nie dzisiaj? Tak gadają tylko leniwi? Jawohl, das ist ja ganz richtig übergesetzt.
|
|
 | | Sithras (11 punktów) | Do tego można dorzucić "Jeder Anfang ist schwer"
|
|
5 na 5 | Scorp (5381 punktów) | >Jak pracować nad zmianą takiego przyzwyczajenia? Może ktoś ma w tym doświadczenie?
Ja mam dwa sposoby. Jeden polega na tym, że podkręcam sobie motywację. Wmawiam sobie, że to co muszę jest ważne i fajne. Drugi to taki, żeby zacząć mimochodem. Nie frontalnym atakiem, z przełamywaniem siebie, tylko tak od niechcenia, przypadkiem. A potem zadanie, nawet najbardziej nieciekawe, wciąga. -
|
|
3 na 3 | Kaśka Melissa Silmarien (710 punktów) | Chyba większość osób pasuje do tego opisu w jakimś stopniu.
Mi pomogła świadomość, że są rzeczy, które same się nie zrobią. Czasem konsekwencje zawalonych spraw były dość przykre i dawały nauczkę. Nigdy też nie lubiłam być wyręczana przez kogokolwiek w czymkolwiek, lubię uczucie samowystarczalności i niezależności.
Nieodkładania na później zaczęłam uczyć się na studiach. Szybko okazało się, że sprawy zaniedbane szybko się nawarstwiają i później niemożliwe jest ogarnięcie wszystkiego w krótkim czasie, bo zwyczajnie doba jest za krótka. Później, jak już skończyłam edukację, założyłam rodzinę i poszłam do pracy, szybko okazało się, że tak naprawdę to zapieprzam codziennie na dwa etaty, płacą mi tylko za jeden, a czas dla siebie mam tylko w nocy. Powiedziałam sobie, że pieprzę takie życie, dom to ma być azyl i miejsce wypoczynku, a nie obóz pracy przymusowej.
Trzeba sobie ustalić priorytety. Robić natychmiast tylko te rzeczy, które tego wymagają. Przy innych należy sobie zadać pytanie jakie mogą być możliwe konsekwencje odłożenia na później czy zaniechania, czy możesz sobie na to pozwolić. To oczywiście nie zawsze się udaje. Czasem człowiek jest zwyczajnie wypompowany fizycznie lub psychicznie i ma wszystko gdzieś, liczy się tylko chwila świętego spokoju. Ale trzeba próbować, po jakimś czasie jak się wpadnie w rutynę upierdliwe zajęcia przestaną być upierdliwe, będą wykonywane z automatu.
Porównanie z rzucaniem palenia czy obgryzania paznokci jest całkiem trafne. Obie te rzeczy mam za sobą i obie wymagały zawzięcia się. Przy czym stopniowe "odstawianie" jest bez sensu, bo nie wychodzi. Trzeba uciąć od razu i twardo się tego trzymać. To samo jest z naszym codziennym kieracikiem. Najpierw ustalić co jest najważniejsze i tego się trzymać.
|
|
1 na 1 ratus (4786 punktów) (zablokowany) |
"Lenistwo to nie grzech, to luksus!"
/ ? /
|
|
2 na 2 | farmer (22440 punktów) |
Ja ostatnio mierząc się z tym problemem wymyśliłem sobie metodę którą aplikuje sobie siłowo.
Staram się mieć np książki ludzi którzy żyli dawno temu. Np Platona. Na okrągło jakieś 2500 lat wstecz o ile się nie mylę. Następny krok to zadaję sobie pytanie czy ówcześni ludzie nie zadawali sobie pytania o to jak będzie wyglądał świat za 2000 lat. Następnie uzmysławiam sobie że żyję już 2500 lat po nich. I że za 2000 lat też ktoś postawi sobie podobne pytanie. Wówczas dociera do mnie jak mało mam czasu. Że moje jutro to może być już dla kogoś 2000 lat temu. Choć jeszcze borykam się z tym problemem to na dzień dobry wyrzuciłem z słownika słowo JUTRO i NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ. Przestałem czekać np na wiosnę, sobotę, wolne itd. Zadania do wykonania będą miały wówczas inną wagę. Oczywiście nie da się całkowicie odrzucić umiejscowienia pewnych zdarzeń w czasie przyszłym. Ale wg mnie klucz do sukcesu tkwi w zrozumieniu "chwili".
|
|
10 na 10 | lukaszewicz (5674 punktów) |
Jak radzicie sobie z prokrastynacją?
Rozwikłanie tego problemu odłożyłem na później.
|
|
| Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Co z tego że wiem, żeby nie odkładać rzeczy na ostatnią chwilę, skoro w praktyce i tak to robię? << Co to znaczy "wiem"? To nie jest obiektywna wiedza, to jest coś, co ktoś inny próbuje nam narzucać. Tak jak i różne obowiązki, których jemu samemu nie chce się robić. Jeśli chcę coś zrobić, to robię i nie ma problemu, a jeśli czegoś nie chcę robić, to dlaczego tego nie odłożyć na później, skoro doświadczenie mi mówi, że często tego w ogóle zrobić nie trzeba, jeśli się poczekało kilka dni? No, chyba że ktoś się boi, że zostanie opieprzony, że czegoś nie tyle że nie zrobił, ale że nie zrobił tego od razu. Po co odkładać na jutro to, co możesz zrobić pojutrze? Oraz: najpierw przyjemność, później obowiązek, bo mogło by ci czasu zabraknąć na przyjemności. A jak komuś się takie podejście nie podoba, to: ora et labora czyli: módl się i pracuj, a garb ci sam wyrośnie.
|
|
4 na 4 | Ratatoskr (4439 punktów) | > A może się mylę i starsze roczniki też mają problem z odwlekaniem rzeczy?Wszyscy chyba to mają, albo przez to przechodzili. Radykalnie pomogło mi to, że zaczęłam robić dla kasy rzeczy, które sama sobie wybieram, które lubię i które mnie kręcą zamiast tego, co robiłam przedtem z musu i bez chęci. Metoda nie będzie raczej działać na studia jako takie, bo tu wielkiego wyboru nie ma (chyba, że generalnie na poziomie wyboru samych studiów, co też może być niegłupim posunięciem). Następną rzeczą, która mi pomogła była www.krysti(*)09/11/macierz-eisenhowera.htmlBardzo pomaga połapać się w całości zadań i odkryć, że część z tego, co wydaje nam się diablo pilne nie jest nam tak naprawdę do niczego potrzebne, że inni od nas tego ew. chcą, a my wcale nie musimy. Uporządkowanie zadań wg. tej macierzy pomaga przejść z etapu "gaszenia pożarów" do etapu racjonalnego gospodarowania czasem i zasobami, i podnosi ogólny dobrostan. Ogólny dobrostan natomiast w ogólności pomaga spiąć się w tych momentach, kiedy faktycznie trzeba się spiąć i popracować. Bowiem, jak żyjemy ciągle w stresie, to dodanie do tego kolejnego wysiłku może być taką kroplą, która przelewa czarę naszej tolerancji, dobija nas emocjonalnie i w efekcie włączamy na kilka godzin np. jakąś gierkę, żeby się uspokoić i odstresować. p.s. Był czas, kiedy miałam z prokrastynacją straszliwy problem. Po zastosowaniu powyższego podejścia obecnie problem jest marginalny i dotyczy czasem jakichś drobiazgów, które mi wypadną, nie zaś zasadniczego meritum spraw, którymi się zajmuję. www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
|
|
| sinapis (1725 punktów) | > Poza radami równie mile widziane są wszelkie przemyślenia na ten temat.Możliwość prokrastynacji to objaw dobrobytu. Nasi przodkowie nie mogli sobie na nią pozwolić, my już tak.
|
|
4 na 4 | plodzien (7378 punktów) | To zjawisko towarzyszy człowiekowi od przysłowiowego zarania, chociaż w niektórych częściach świata - jest jakby częstsze. Po nadpobudliwym nad wyraz Bolesławie Szczodrym nastąpił brat jego Władysław zwany Hermanem, który miał tę skłonność nasiloną do tego stopnia, że nie tylko sprawy państwowe odkładał na "jutro", ale wierzył Sieciechowi, że nawet w alkowie da się zrobić później to - co trzeba było zrobić zaraz. Późniejsi Piaści znowuż kilkakrotnie mając okazję odzyskania Śląska - tak z tym zwlekali, że pomysł ostatecznie przeznaczono do realizacji Armii Czerwonej. Podobnie z uchwalaniem podatków u końca (dosłownie) I Rzeczpospolitej i z wykorzystywaniem wygranych bitew. Historia II Rzeczpospolitej to wprost eksplozja prokrastrynacji. Odnosi się wrażenie, że wszystko co najważniejsze: reforma rolna, konieczność uszczuplenia znaczenia politycznego kościoła, obronność kraju - planowo odłożona została na przełom lat czterdziestych/pięćdziesiątych - kiedy to wszystkie te sprawy same by się z pewnością ułożyły. Współcześnie - dobrze jest poczytać sobie program tuskowego rządu i podliczyć co zostało zrobione. A jak sobie z nią radzić? Tutaj jest program walki: fiszkoteka(*)/24-jak-pokonac-prokrastynacjetylko że po co walczyć... Fajnie tak poleżeć aż samo sie ułoży..
|
|
1 na 3 | Damian Orzeszek (281 punktów) | W święta zamierzałem uczyć się na olimpiadę fizyczną, ale najpierw oczywiście trzeba sobie przerwę przed wysiłkiem zrobić, więc włączyłem telewizor. Po jakiś 10 min natrafiłem na program w którym wypowiadała się studentka. Wysłała ok. 40 CV do różnych pracodawców, była na kilku rozmowach kwalifikacyjnych, ale nic z tego w Polsce nie wyszło. Znajomi zachęcili ją do wyjazdu za granicę. Znalazła pracę w Holandii -opiekowanie się starszą panią. Poszedłem robić zadanka.
|
|
1 na 1 Adaś MiaŁczyński (1403 punktów) (zablokowany) | Batem. Wszystkie "choroby woli", także nałogi, to są rzekome choroby. Są one nielogiczne, bo nie ma kryterium pozwalające diagnozować. Ja z łatwością mogę symulować uzależnienie od ćpania, palenia, picia, albo chorobliwe niebranie się za robotę. Ale motywacja siłowa zawsze będzie działać cuda, zamknięty w ciupie bez fajek czy wódki nie umiera, tylko żyje nie paląc czy nie pijąc, zmuszony perspektywą manta do wstania z wyra, zawsze wstaje, chyba, że ma fizyczną lub światopoglądową przeszkodę.
|
|
 | 3 na 3 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Nie wydaje mi się, żeby była to najlepsza motywacja. Jest to bez wątpienia pewna droga do osiągnięcia zamierzonego celu, ale z marnym skutkiem.
Bez wątpienia są też lepsze sposoby motywowania pracowników, niż przysłowiowy bat. Chociażby premiowanie, czy wprowadzenie współzawodnictwa.
Zgadzam się że uzależnienie do pewnego stopnia można symulować. Są jednak pewne objawy które jednoznacznie świadczą o uzależnieniu od alkoholu. Objawy są nie tylko psychiczne ale również fizyczne. Tak samo np. nierobienie może osiągać stany patologiczne.
Ostatecznie np. wstający z powodu perspektywy manta, nie wstaje bo chce. Celem motywacji powinno być przekonanie np. pracownika do efektywnej pracy. Pracownik bojąc się przykrych konsekwencji, będzie robił wszystko żeby uniknąć konsekwencji, a nie pracować wydajniej. W ten sposób cel zamierzony nie zostaje osiągnięty.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
|  | 1 na 1 Adaś MiaŁczyński (1403 punktów) (zablokowany) | >Bez wątpienia są też lepsze sposoby motywowania pracowników, niż przysłowiowy bat. Chociażby premiowanie, czy wprowadzenie współzawodnictwa. Nie było mowy o pracownikach, prokrastynacja to nie jest problem pracownika, tylko jak rozumiem woli, sytuacja "gdy się nie chce chcieć". Sprzeczność w sumie. Ale jak się komuś nie chce, to najefektywniejszy jest bat (kij). Bat jest tani, dostępny i nie dewaluuje się, bo skórę ma się jedną. A nagrody z różnych powodów nie każdy łaknie.
>Są jednak pewne objawy które jednoznacznie świadczą o uzależnieniu od alkoholu. Objawy są nie tylko psychiczne ale również fizyczne. Pewnie myślisz o objawach nadużywania alkoholu, ale tych mogę się nabawić pijąc bez popadania w uzależnienie. Jeśli będę się regularnie z premedytacją upijał, to choćbym nawet nie wpadł w tzw. nałóg, będę miał objawy wyniszczenia alkoholem jak alkoholik. Nie istnieje nic takiego jak "objawy uzależnienia".
>Ostatecznie np. wstający z powodu perspektywy manta, nie wstaje bo chce. Chce nie oberwać, ale chce. Problem, że nie chce pracować? Ale ten, który "chce przcować" też nie chce, tylko sam sobie daje cięgi psychiczne, zwane motywacją.
>Pracownik bojąc się przykrych konsekwencji, będzie robił wszystko żeby uniknąć konsekwencji, a nie pracować wydajniej. W ten sposób cel zamierzony nie zostaje osiągnięty. Problem skutecznego kontrolowania pracownika, to nie jest problem prokrastynacji, pracownik najmuje się do pracy z zamiarem zarobienia pieniędzy, więc samym podjęciem pracy realizuje własny cel. A co do uzależnienia dochodów pracownika od efektów pracy, to optymalne jest stosowanie nie samej marchewki, lecz kija i marchewki.
|
|
 | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >Batem. Wszystkie "choroby woli", także nałogi, to są rzekome choroby. Wystarczy sprawić sobie bat, by się nim w razie niedostatku woli biczować? Jeśli to ma być metoda, to czy nie wpada się z kolei w nałóg batożenia?
|
|
|  | Adaś MiaŁczyński (1403 punktów) (zablokowany) | > >Batem. Wszystkie "choroby woli", także nałogi, to są rzekome choroby.> Wystarczy sprawić sobie bat, by się nim w razie niedostatku woli biczować?"Niedostatek woli" - a to dobre! Nie ma czegoś takiego. No bo ile woli i jak mierzonej miałoby być normą? > Jeśli to ma być metoda, to czy nie wpada się z kolei w nałóg batożenia?Coraz więcej naszych zachowań jesteśmy gotowi nazywać "nałogami", a skoro nałogowo nie tylko pijemy, palimy i leniuchujemy, to możemy się i nałogowo batożyć. Całkiem niedawno w tv pokazywano program o kobiecie pono nałogowo jadającej piankę, ale nie taką z dyrektorskich kolan, tylko piankę tapicerską z wersalki. Wszystkie irracjonalne pojęcia w końcu się dewaluują. Wiara w nałogi przeczy logice, ale jest komuś na rękę, stąd ma wielu wyznawców. Z niepokojem czytam, że gdzieś tam buduje się dla tych bzdur "naukowe podstawy".
|
|
| |  | | setarkos (10757 punktów) | >"Niedostatek woli" - a to dobre! Równie dobre jak "choroba woli" - bo po czym poznać chorobę bez normy zdrowia?
|
|
| | |  | Adaś MiaŁczyński (1403 punktów) (zablokowany) | >>"Niedostatek woli" - a to dobre! >Równie dobre jak "choroba woli" - bo po czym poznać chorobę bez normy zdrowia? Normy zdrowia mamy: tętno, ciśnienie, temperatura, morfologia, anatomia - prawie wszystko do wyrażenia liczbami.
|
|
1 na 1 | Grey (2102 punktów) | Niedawno dowiedziałem się, że odkładanie na później jest największym pożeraczem czasu, przy którym telewizja i gry komputerowe to pikuś. Musiałem przyznać, że w moim przypadku to prawda. Gdy widzę u siebie reakcję odkładania na później, myślę sobie "szkoda czasu". Do tego trzeba jeszcze dołożyć trochę wysiłku woli. (Ale naprawdę trochę) To zwykle pomaga.
|
|
1 na 1 | Damian Orzeszek (281 punktów) | Trochę stary ten wątek. Jeśli jest ktoś zainteresowany to znalazłem krótki film dzięki któremu jak sądzę możecie poradzić sobie z tą przypadłością, problemem; zmniejszyć jego oddziaływanie. www.ted.co(*)es_a_healthy_take_on_time.html
|
|
-1 na 1 | reason (20 punktów) |
> Poza radami równie mile widziane są wszelkie przemyślenia na ten temat. Czekam aż mnie najdzie natchnienie by coś zrobić. Aż jakaś siła pchnie mnie do wykonania pracy. Siła wyższa albo jakiś napad kompulsywny  Albo robię coś systematycznie tak, żeby nie odczuć, że to robię. Rzecz której nie lubię, albo która mnie w pierwszej chwili przerasta dzielę na mikroskopijne zadania.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|