Tak, to JA - jako wszechmogący, nieśmiertelny i wszystko wiedzący inżynier mający i do dyspozycji wieczność i nieograniczone środki skonstruowałem sobie nanoroboty mniejsze od bakterii. Całym światem jest dla nich obiekt wielkości ziarenka piasku. Wyposażyłem je w dosyć sprawne, świadome siebie umysły. Obserwuję je sobie, patrzę na nie od tysięcy lat. Podziwiam jak się rozwijają, podsłuchuję, czytam im w myślach, z nudów robię im psikusy chociaż i tak wiem jak to wszystko się skończy bo jestem też wszechwiedzący. Czasami trochę to frustrujące bo nic nie jest mnie w stanie zaskoczyć, ale cóż mogę na to poradzić... Właściwie to mogę, bo przecież jestem wszechmogący... mniejsza z tym.
Trochę nudno jak wszystko jest takie doskonałe. Nic się nie dzieje, wszyscy są szczęśliwi. Musiałem to jakoś urozmaicić, wymyśliłem więc grę - taką z nagrodami i karami. Jako że moja inteligencja jest nieskończona to reguły też są nieskończenie inteligentne. Dałem kliku osobnikom wiedzę o mnie, kazałem im to spisać i rozpowszechnić wśród reszty. Trochę matoły pozmieniały treść, ale to może nawet lepiej. Chciałem żeby wszyscy dowiedzieli się, że cały ich świat i ich samych zrobiłem JA jakiś czas temu - są pomniejszoną kopią mnie, ale nie mają moich magicznych mocy. Niech wiedzą że jestem najpotężniejszą istotą, że muszą mi być posłuszni i co bardzo ważne - muszą wierzyć że istnieję - to najważniejsze.
Powstała księga - jest ekstremalnie nieprawdopodobna, nielogiczna i pełna błędów. Taka miała być. Im więcej bzdur tym lepiej. To sprawiło, że wygrać jest trudniej. Niech sobie to tłumaczą jak chcą i dopisują co chcą, nie zależy mi. Rozrzuciłem po ich świecie dowody na to że opis ten jest błędny, niech się głowią. Nie dałem i nie dam im też żadnego dowodu na to że to prawda - nie byłoby przecież zabawy. Jeśli ktoś będzie wierzył w spisane przez mnie słowa, będzie postępował, a nawet myślał jak ja tego chcę ten wygra i po śmierci jego umysł przetransferuję do miejsca wiecznego urlopu w ciepłych krajach. Ale jeśli nie to zamiast tego pójdzie do niewyobrażalnie okropnego miejsca na czas nieskończony. To chyba uczciwy układ, w końcu i tak to JA jestem miłością. Moje zasady są niemożliwe do spełnienia, ale jakie to ma znaczenie, w końcu to JA decyduję czy je spełnili. Bym zapomniał, dziś umarły 164892 istotki, zaraz muszę je osądzić.
Zapłodniłem jednego osobnika w bardzo śmieszny sposób, urodziłem się wśród nich. Łamałem ustalone wcześniej przeze mnie prawa fizyki żeby mnie podziwiali. Potem skłoniłem ich żeby mnie zabili. Powiedziałem, że to dla nich tak cierpię i mają być mi wdzięczni na wieki. W ten sposób uratowałem ich od grzechu, który sam wymyśliłem i na który ich wcześniej skazałem, jestem genialny. Po śmierci ożywiłem się, było super. Nigdy nie zapomnę twarzy tych którzy to zobaczyli. To jest dla mnie bardzo ważne żeby mnie wielbili, nie wiem dlaczego, już tak mam.
Lepiej nie mogłem tego wymyślić. Wszystko jest tak jak chciałem. Informacja o mojej dobroci i niesamowitym wyczynie rozchodzi się po świecie. Czasami czynię wielkie cuda. Ukazuję się psychicznie chorym, leczę choroby, które sam stworzyłem. W końcu jestem wszechmogący i mogę robić takie rzeczy.
Niektóre istoty wymyśliły sobie że to nie ja jestem ich stwórcą, a kto inny, to śmiesznie. Niech walczą ze sobą, zobaczymy kto wygra. Banda kretynów. Wprowadziłem tym wszystkich trochę zamieszania, ale co tam, chociaż jest ciekawie. Mogę na to patrzeć godzinami. Chyba nigdy mi się to nie znudzi... |