 |
Odpowiedź na komentarze... Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 27-08-2009 21:46 | cymek_88 (13 punktów) | Odpowiedź na komentarze...
2 na 6 | ... www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,6752Zawiązał się nam mały offtop na temat "naukowości" Biblii na przykładzie opisu stworzenia świata. Jeśli pozwolicie to dorzucę swoje trzy grosze. Po pierwsze: Biblia to nie jest książka od fizyki czy geografii. Możecie się sprzeczać czy na temat tego czy autor natchniony wiedział jak funkcjonuje świat pod względem fizyki czy nie ale to nie ma sensu bo to nie jest celem tego tekstu. Bereszit bara Elohim et hasamim weet ha arec... tak brzmią pierwsze słowa Bibli w oryginale... na początku stworzył Bóg niebo i ziemię... Pamiętam komentarz prof. Chrostowskiego do tego tekstu: "to jest swoiste credo", i ma racje nie ma znaczenia czy autor tekstu znal prawa fizyki, chodziło o wyrażenie samego faktu istnienia oraz samego stwórcy, o wierę w Stworzyciela nieba i ziemi? Mamy dziś teorię wielkiego wybuchu ale co było przed nim? Gwiazdy powstały przed drzewkami na ziemi ale pytanie skąd się wzięły gwiazdy? Prof. Sir Arnold Wolfendale kiedy mówił o początkach wszechświata mówił że niewykluczone iż za tym ułamkiem sekundy kiedy nastąpił wielki wybuch i rozpoczęło się rozszerzanie wszechświata mogła stać jakaś istota ponad czasowa, bo czas powstał podczas wielkiego wybuchu czyli raczej nie było go wcześniej. Na koniec: istnieje w teologii biblijnej takie stwierdzenie jak: Boża pedagogia. Pismo Święte nie spadło z nieba, jego autorem jest Bóg oraz człowiek ponieważ to do niego są kierowane te słowa... autor natchniony opisał świat tak jak go rozumiał bo Bóg nie miał na celu uczyć go prawa fizyki ale tego że świat powstał z miłości i że człowiek jest "bardzo dobry". To tyle offtopu. Pozdrawiam, Cymek Do administratora: przepraszam jeśli w złym miejscu umieściłem wątek i proszę o ewentualne przeniesienie (od niedawna jestem na forum), dziękuje. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 | marcus (876 punktów) | Odp: Odpowiedz na komentarze... | > Bereszit bara Elohim et hasamim weet ha arec... tak brzmią pierwsze słowa Bibli w oryginale... na> początku stworzył Bóg niebo i ziemię...> Pamiętam komentarz prof. Chrostowskiego do tego tekstu: "to jest swoiste credo", i ma racje nie ma> znaczenia czy autor tekstu znal prawa fizyki, chodziło o wyrażenie samego faktu istnienia oraz> samego stwórcy, o wierę w Stworzyciela nieba i ziemi?To, czy zwrot "Bereszit bara Elohim et hashamayim ve'et ha'arets" powinien być tłumaczony jako "Na początku stworzył Bóg[...]" czy jako "Na początku stworzyli bogowie[...]" jest kwestią sporną, i choć wielu biblistów uważa, że użycie czasowników w trzeciej osobie liczby pojedynczej zaraz po słowie Elohim (który jest właśnie liczbą mnogą od słowa Eloah) przesądza sprawę, to wciąż pozostaje to w sferze dyskusji. Pozdrawiam, marcus. czarnanowina.xn.plwww.niflheim.fora.pl
|
|
 | 5 na 7 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > "Bereszit bara Elohim et hashamayim ve'et ha'arets"
Podoba mi się ten "BareShit" - jakże lapidarne streszczenie całości już na samym początku!
|
|
11 na 13 | lotrek (14275 punktów) |
>Mamy dziś teorię wielkiego wybuchu ale co było przed nim? Jeśli nawet nic nie wiemy na ten temat, to czyż jest to dostateczny powód, by wymyślać jakiegoś boga? O którym wiemy tylko to, że ludzie go wymyślili, by jakoś uzasadnić swoje istnienie, swoją bezradność wobec niezrozumiałych zjawisk. Taki bóg zapchajdziura jest dobry na wszystko.
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
 | 3 na 5 | cymek_88 (13 punktów) | >Jeśli nawet nic nie wiemy na ten temat, to czyż jest to dostateczny powód, by wymyślać jakiegoś boga? O którym wiemy tylko to, że ludzie go wymyślili, by jakoś uzasadnić swoje istnienie, swoją bezradność wobec niezrozumiałych zjawisk. >Taki bóg zapchajdziura jest dobry na wszystko. > Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
Owszem, nie jest to żaden dowód na istnienie Boga (ewentualnie jakaś poszlaka...) ale to nie miał być żaden dowód... chodziło mi tylko o pokazanie bezcelowości szukania w Biblii czegoś czego tam nie ma...
A co do uzasadnienia istnienia Boga to chyba św. Augustyn powiedział dla wierzącego mam milion argumentów na istnienia Boga dla niewierzącego nie mam nic... I tyle... to Twoja sprawa czy wierzysz czy nie ja "nie przyszedłem Pana nawracać"
|
|
|  | 8 na 8 | placownik (17853 punktów) |
>chodziło mi tylko o pokazanie bezcelowości szukania w Biblii czegoś czego tam nie ma...
Nie byłoby głupie, gdybyś się z tym swoim przesłaniem przeleciał po stronach kreacjonistów. To tak na początek.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 1 na 1 | Beatus (2528 punktów) |
> Nie byłoby głupie, gdybyś się z tym swoim przesłaniem przeleciał po stronach kreacjonistów. To tak na początek.
A gdzie się podział uprzejmy, logiczny i wyważony placownik? "Zżarłeś placownika!"
|
|
| | |  | | placownik (17853 punktów) |
>> Nie byłoby głupie, gdybyś się z tym swoim przesłaniem przeleciał po stronach kreacjonistów. To tak na początek. >A gdzie się podział uprzejmy, logiczny i wyważony placownik? "Zżarłeś placownika!"
Sądzisz, że kreacjoniści mogliby poczuć się urażeni?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Beatus (2528 punktów) | > Sądzisz, że kreacjoniści mogliby poczuć się urażeni? Zależy jak zażarci. > Pozdrawiam I ja pozdrawiam
|
|
|  | 4 na 4 | lotrek (14275 punktów) | > chodziło mi tylko o pokazanie bezcelowości szukania w Biblii czegoś czego tam nie ma...Akurat to wiemy....ale mógłbyś tę "dobrą nowinę" głosić wśród Świadków Jehowy, czy innych czcicieli Pisma  > A co do uzasadnienia istnienia Boga to chyba św. Augustyn powiedział dla wierzącego mam milion argumentów na istnienia Boga dla niewierzącego nie mam nic...Wierzącemu wystarczy wiara....wiedza już niekoniecznie. > I tyle... to Twoja sprawa czy wierzysz czy nie ja "nie przyszedłem Pana nawracać""A Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie"......i co? Napisać można wszystko, niech gawiedź się cieszy.
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
|  | 1 na 1 | checkmate (1197 punktów) | >A co do uzasadnienia istnienia Boga to chyba św. Augustyn powiedział dla wierzącego mam milion argumentów na istnienia Boga dla niewierzącego nie mam nic... Dla wierzacego, że firmy dbają o jego potrzeby mam milion argumentów, dla niewierzącego.....mam coś, co go przekona. (Z podręcznika dla akwizytorów).
Elemele dutki...
|
|
| |  | | Ania... (14138 punktów) | Dla wierzacego, że ZUS i NFZ dbają o jego potrzeby mam milion argumentów, dla niewierzącego...
|
|
|  | 3 na 3 | Ania... (14138 punktów) |
>Owszem, nie jest to żaden dowód na istnienie Boga (ewentualnie jakaś poszlaka...) ale to nie miał być żaden dowód... chodziło mi tylko o pokazanie bezcelowości szukania w Biblii czegoś czego tam nie ma... Poszlaka marna. Kiedyś nie wiedzieliśmy jak to się dzieje, że ludzie zarażają się cholerą. Skoro nie wiedzieli tego, to była to poszlaka na istnienie boga i jego udział w tym procesie?
|
|
4 na 4 | Lifer (116 punktów) | > Mamy dziś teorię wielkiego wybuchu ale co było przed nim? Gwiazdy powstały przed drzewkami na ziemi> ale pytanie skąd się wzięły gwiazdy? Prof. Sir Arnold Wolfendale kiedy mówił o początkach> wszechświata mówił że niewykluczone iż za tym ułamkiem sekundy kiedy nastąpił wielki wybuch i> rozpoczęło się rozszerzanie wszechświata mogła stać jakaś istota ponad czasowa, bo czas powstał> podczas wielkiego wybuchu czyli raczej nie było go wcześniej.Przed 0 mamy -1, przed -1 znajdziemy i -2. Chcesz wymieniać dalej czy zrozumiesz, że nigdy się nie dowiesz co było przed stworzeniem świata. Chyba, że Bóg zstąpi na ziemię i światłością swych słów oświadczy nam - grzesznikom, że przed stworzeniem był on, tyle że po ciemku. I będzie to oświadczał każdemu nowo narodzonemu grzesznikowi. Żeby i oni nie mieli wątpliwości.  > Pismo Święte nie> spadło z nieba, jego autorem jest Bóg oraz człowiek ponieważ to do niego są kierowane te słowa...Autorem jest Bóg? A to Ci dopiero. To już trochę nudne. No przepraszam, ale ile można. ; )
in riff we trust.
|
|
 | 3 na 3 | cymek_88 (13 punktów) | >Przed 0 mamy -1, przed -1 znajdziemy i -2. Chcesz wymieniać dalej czy zrozumiesz, że nigdy się nie dowiesz co było przed stworzeniem świata. Chyba, że Bóg zstąpi na ziemię i światłością swych słów oświadczy nam - grzesznikom, że przed stworzeniem był on, tyle że po ciemku. I będzie to oświadczał każdemu nowo narodzonemu grzesznikowi. Żeby i oni nie mieli wątpliwości. >Autorem jest Bóg? A to Ci dopiero. >To już trochę nudne. No przepraszam, ale ile można. ; )
Kiedy przyszedłem na ten portal miałem wrażenie że będę mógł porozmawiać z ludźmi mającymi inne poglądy od moich, ale chyba z Twojej strony pozostaje tylko ignorancja. Dla twojej wiadomości gdyby było 0 -1 -2 itd. Tzn. że byłoby coś co buddyści nazywają oddechem Sziwy (prof. Kępa mówił kiedyś o tym na swoim wykładzie) czyli świat który byłby taki jak nasz ale w przeciwieństwie do naszego nie rozszerzałby się tylko kurczył. Co do tego że nigdy się nie dowiem co było przed wielkim wybuchem to też nie jest takie pewne, dzisiejsze prace nad zderzaniem się atomów może za kilka, kilkadziesiąt lat dadzą jakieś odpowiedzi. A co do autorstwa Boga i człowieka... ja w to wierzę... nie chcesz nie czytaj... póki co mam do tego prawo. I na koniec może najpierw poczytaj w odniesieniu do czego jest wątek a dopiero później się wypowiedz. Dzięki i pozdrawiam.
|
|
|  | 7 na 7 | Madman (7811 punktów) | >Co do tego że nigdy się nie dowiem co było przed wielkim wybuchem to też nie jest takie pewne, dzisiejsze prace nad zderzaniem się atomów może za kilka, kilkadziesiąt lat dadzą jakieś odpowiedzi. A dlaczego przed Wielkim Wybuchem akurat musi być COŚ? Mamy bardzo przyziemne pojęcie na temat czasu i przestrzeni - pragmatyczne, ale przeszkadzające w rozumieniu teorii fizycznych. A może wcześniej nie było czasu? Można próbować spoglądać wstecz, badając dzieje od wielkiego wybuchu. Można też iść na południe. Tylko jak długo? Gdy staniesz na biegunie, czy można iść dalej na południe? A może i przestrzeń oraz materia to zupełnie coś innego niż mówią nam codzienne doświadczenia? Cząsteczki o spinie 1/2, antymateria i inne cuda wykraczają poza wyobraźnię przeciętnego człowieka. Poza tym istnieją pewne granice poznania. Wynikają one między innymi z teorii nieoznaczoności. Być może uda nam się kiedyś rozszyfrować Wszechświat, może i nie... Ale obie opcje są ekscytujące.
|
|
|  | 4 na 4 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) |
>Dla twojej wiadomości gdyby było 0 -1 -2 itd. Tzn. że byłoby coś co buddyści nazywają oddechem Sziwy (prof. Kępa mówił kiedyś o tym na swoim wykładzie) czyli świat który byłby taki jak nasz ale w przeciwieństwie do naszego nie rozszerzałby się tylko kurczył.
I byłoby to logicznie niesprzeczne, więc w czym problem?
>Co do tego że nigdy się nie dowiem co było przed wielkim wybuchem to też nie jest takie pewne, dzisiejsze prace nad zderzaniem się atomów może za kilka, kilkadziesiąt lat dadzą jakieś odpowiedzi.
Ale za to Ty zdajesz się popadać w sprzeczność z tym, co pisałeś w pierwszym poście.
>A co do autorstwa Boga i człowieka... ja w to wierzę... nie chcesz nie czytaj... póki co mam do tego prawo.
Masz prawo, ale szkoda Twojego czasu. Argument "ja w to wierzę" to bzdet i tak też jest na tym forum traktowany - i inaczej nie będzie.
Pozdrawiam.
|
|
|  | 1 na 1 | oportunista (1711 punktów) | Kochany na tym forum, aż roi się od humanistów, zawłaszczyli sobie racjonalizm i jak to jest w ich zwyczaju wszystko gmatwają. Wojenka podjazdowa między umysłami ścisłymi a humanistami przypomina mi relacje damsko męskie, niełatwe a dogadać się trzeba. Każdy próbuje tutaj nagiąć drugiego pod siebie, taki tam folklor. Na temat do powiedzenia mam tyko; 1/ jeśli Bóg jest, Pismo Święte napisał człowiek z bożą pomocą, logiczne. 2/ jeśli Boga nie ma, Pismo Święte napisał człowiek sam, miał w tym jakiś interes.
|
|
| |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) |
>Na temat do powiedzenia mam tyko; >1/ jeśli Bóg jest, Pismo Święte napisał człowiek z bożą pomocą, logiczne. >2/ jeśli Boga nie ma, Pismo Święte napisał człowiek sam, miał w tym jakiś interes. A kilka innych opcji? 3/ Bóg jest, ale ma w nosie całą ludzkość 4/ Bóg jest i podyktował inną księgę, albo nie podyktował żadnej, za to sekunduje innej religii? 5/ Bóg jest, ale nie cierpi religii i ceni sobie racjonalizm? Dlaczego takie możliwości wyeliminowałeś?
|
|
| | |  | | oportunista (1711 punktów) | Twoje wersje są pochodnymi moich, a nie za bardzo chce mi się na ten temat rozpisywać. Jeśli Bóg jest to bez względu na jego stosunek do nas, wszystko cokolwiek zrobimy będzie pochodną jego istnienia, jesteśmy wtenczas tylko konsekwencją jego istnienia.
|
|
| |  | 1 na 1 | Beatus (2528 punktów) | 3/ Czy Bóg jest, czy go nie ma, mogą istnieć archetypy - też niedowodliwe, ale ja w nie wierzę
|
|
3 na 3 | Grzegorz (5685 punktów) | Odp: Odpowiedź na komentarze... | >Po pierwsze: Biblia to nie jest książka od fizyki czy geografii. Co do tego panuje na forum chyba całkowita zgoda
>Możecie się sprzeczać czy na temat tego czy autor natchniony wiedział jak funkcjonuje świat pod względem fizyki Możemy się sprzeczać? Jak to? A ja naiwnie myślałem że z tekstu dość jasno wynika że autor natchniony o fizyce nie ma pojęcia.
>Mamy dziś teorię wielkiego wybuchu ale co było przed nim? Tak na marginesie to zdaje się że przed wielkim wybuchem cokolwiek trudno mówić o czasie, więc również pytanie "co było przed nim" jest niezbyt precyzyjnie sformułowane. Tak czy siak, bardziej uczciwa i logiczna jest odpowiedź typu "nie wiem" niż "nie wiem, więc musiała być to sprawa boska, a więc Bóg istnieje, ma trzy osoby, 10 przykazań, a na swojego namiestnika powołał B16". Co prawda nie powiedziałeś tego wyraźnie, ale z reszty Twojego postu wygląda że raczej skłaniasz się ku drugiej odpowiedzi...
|
|
10 na 10 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) |
> Po pierwsze: Biblia to nie jest książka od fizyki czy geografii.Oj, nie jest, nie jest  . Biblia to w ogóle nie jest książka od niczego. Chyba, że "od czapki".  > Możecie się sprzeczaćFaktycznie, od jakiegoś czasu nie palą już za to na stosie... > na temat tego czy autor natchniony wiedział jak funkcjonuje świat pod względem fizyki czy nie ale to nie ma> sensuPewnie, że nie ma, toteż nikt się nie sprzecza. Nie wiedział. > bo to nie jest celem tego tekstu.A co jest, że z ciekawości spytam? > Bereszit bara Elohim et hasamim weet ha arec... tak brzmią pierwsze słowa Bibli w oryginale... na> początku stworzył Bóg niebo i ziemię...> Pamiętam komentarz prof. Chrostowskiego do tego tekstu: "to jest swoiste credo"W biblii wszystko jest "swoiste", dzięki czemu można jej przypisywać przesłania jakie tylko dusza zapragnie. > i ma racje nie ma> znaczenia czy autor tekstu znal prawa fizyki, chodziło o wyrażenie samego faktu istnieniaBez biblii, powiadasz, nie mielibyśmy szans zorientować się, że cokolwiek istnieje? > oraz> samego stwórcy, o wierę w Stworzyciela nieba i ziemi?No, to wyraził.  A w następnym punkcie dzisiejszego programu dziw nad dziwy - kobieta z brodą i połykacz ognia!  > Mamy dziś teorię wielkiego wybuchu ale co było przed nim?Jest na ten temat przynajmniej kilkanaście teorii, ale o wiele za wcześnie coś stanowczo orzekać. Dodajmy, że słowo "przed" należy tu rozumieć metaforycznie tylko. > Gwiazdy powstały przed drzewkami na ziemi> ale pytanie skąd się wzięły gwiazdy?Z zapadających się grawitacyjnie obłoków pierwotnego wodoru i helu - elementarne, drogi Watsonie. > Prof. Sir Arnold Wolfendale kiedy mówił o początkach> wszechświata mówił że niewykluczone iż za tym ułamkiem sekundy kiedy nastąpił wielki wybuch i> rozpoczęło się rozszerzanie wszechświata mogła stać jakaś istota ponad czasowa, bo czas powstał> podczas wielkiego wybuchu czyli raczej nie było go wcześniej.Twe sformułowanie jest cokolwiek absurdalne, bo pojęcie "wcześniej" nie ma sensu, gdy nie ma czasu. Ale czas istniał i przed wielkim wybuchem ( w tzw. erze Plancka, tyle, że w innej formie - jako coś w rodzaju jeszcze jednego wymiaru przestrzeni ). > Pismo Święte nie> spadło z nieba,A to się ksiądz katecheta zdziwi... . > jego autorem jest BógTego musiałbyś dopiero dowieść. > oraz człowiekNiejeden!  > ponieważ????? > to do niego są kierowane te słowa...Podobnie jak i słowa książki kucharskiej... . > autor natchniony opisał świat tak jak go rozumiałNie wątpię!  > bo Bóg nie miał na celu uczyć go prawa fizyki ale> tego że świat powstał z miłości i że człowiek jest "bardzo dobry".Po lekturze opowieści o grzechu pierworodnym, potopie, Sodomie, plagach egipskich etc., etc.... czuję się raczej słabo przekonany...
|
|
4 na 4 | niekatolik (99 punktów) | > >... www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,6752Biblia to jest tytuł, pisze się wielką literą z zasady, nawet bez szczególnego szacunku. Bóg pisany wielką literą jest równoważny imieniu, również z zasady wielka litera, małą literą jest to ogólniejsze pojęcie nie odnoszące się do konkretnego przypadku. @kde: > a skąd piszący biblię wiedział, że na początku nie widać było z ziemi gwiazd?To właśnie wskazuje na objawienie od Boga, bo napisał to wbrew intuicyjnemu przekonaniu, wbrew wiedzy jaką sam mógł posiadać, wbrew wiedzy, jaką posiadał praktycznie każdy ówczesny człowiek, rolnik, że rośliny potrzebują światła Słońca, poglądu na który powołują się też ateiści, kiedy podważają opis stworzenia, choć mija się on z prawdą, o ile uwzględni się mniej oczywiste naukowe fakty. Ogłaszając coś takiego bez dowodu swojej racji autor narażał się na pośmiewisko, a chyba nie tego chcieliby kapłani szukający autorytetu, władzy i bogactwa? Bóg nie jest wyjaśnieniem początku i istnienia wszechświata, ale poprawność opisu istniejącego, kiedy nie było jeszcze nauki, fizyki, jest dowodem, że istnieje Bóg, który wie i wyjaśnia. @cymek_88 Celem Biblii oczywiście nie jest nauczanie fizyki ani biologii, ale o Bogu i wychowywanie do właściwego postępowania według Jego Zasad. Natomiast jeśli przyjmuje się, że Bóg jest nieomylny, to wynika z tego oczekiwanie, że przekazuje On prawdę na temat rzeczywistości, jeśli dostrzegasz błędy w treści objawień, to nie możesz ich zignorować, należy zbadać sprawę i wyjaśnić, bo od tego zależy sens wiary, jeśli wątpliwa sprawa okaże się prawdziwa, potwierdza to wiarę w Boga, jeśli zaś okaże się błędna, wtedy masz dowód, że autor słów oszukiwał. Jeśli twierdzisz, że tekst jest tylko historyjką mającą wykreować Boga-stwórcę, to postulujesz ignorację wobec dowodów, zarówno za jak i przeciw wierze religijnej. Takie spłycanie religii jest bardzo wygodne dla oszustów, dla których nieistotne jest w co faktycznie się wierzy, byle czcić i płacić... Natomiast jeśli szczerze wierzysz w Boga, którego uważasz za prawdziwego, to powinieneś chyba chcieć się do Niego zbliżyć, a zatem poznać i zrozumieć to, co ma do przekazania, w tym również objawienia na temat stworzenia świata. To oznacza, że fizyka, biologia i inne nauki stają się elementem religii! Możesz sobie domniemywać co było przed wielkim wybuchem, zmyślać również, natomiast najrozsądniejsza opcja, jedyna która nie wymaga zmian całej fizyki to taka, że przed tym wszechświatem był poprzedni i tak w nieskończoność, tylko wtedy nigdy nie pojawi się konieczność tworzenia czegoś z niczego, naruszenia zasady zachowania energii. Informacja, że koniec jest początkiem również znajduje się w Biblii, w Apokalipsie, gdzie koniec tego świata jest jednoczesnym początkiem następnego, nowego, co po raz kolejny świadczy za istnieniem Boga, który to objawił. Czyż racjonaliści, nie postulują przyjmowania najprostrzego sensownego rozwiazania? Np. Dawkins własnie dlatego głosi ewolucyjne wszechświaty potomne zamiast Boga, pomija jednak to, że z poprzedniego wszechświata może pochodzić twórca czy może formator obecnego... Żadne prace prowadzone w obecnych warunkach nie dadzą odpowiedzi na temat tego, co było przed i mogło spowodować wielki wybuch, z prostego powodu, że opierają się na skutkach tego wybuchu i w wykreowanych w wybuchu warunkach, możemy zatem doświadczalnie poznawiać i opisywać zjawiska w granicach naszej fizyki, wszystko inne można nazwać religią albo abstrakcją i to zostaje kwestią wiary. Nauka opisuje zacodzące procesy, na podstawie stanu potrafi przewidzieć poprzedni lub kolejny, ale opiera się to na założeniu, że zasady zmian są znane, zaburzenie porządku nie opisywalne obecnie działającymi funkcjami jest poza zasięgiem. @lotrek Na jakiej podsatwie wiesz, że ludzie wymyślili Boga? Jeśli nie masz uzasadnienia na temat każdej religii i każdego bóstwa, a uogólniasz, to w wielu przypadkach jest to sprawa Twojej wiary, podbnie jak moją wiarą jest to, że Bóg wymyślił i stworył ludzi. Są owszem bożki zmyślone przez ludzi, każdy zrobiony z kamienia i drewna, mający kształ człowieka czy innego zwierzęcia takim niewątpliwie jest, bożek określony cechami ograniczonymi przez ludzkie postrzeganie to wymysł, ale to nie znaczy, że nie ma Boga, który storzył ludzi. Wiedza musi opierać się na dowodach, bez nich to zawsze jest wiara, nie ważne czy w Boga, czy w to, że żadnych nie ma. @marcus "Elohim" jest słowem tego samego typu co "naród" czy "nożyczki", określa jednego Boga, który jest zbiorowością, ale nie trójcą ani żadne takie, tylko wszystko razem. "A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich." (1 Kor 15,28)
|
|
 | 3 na 3 | M.M.M (1158 punktów) |
> Natomiast jeśli przyjmuje się, że Bóg jest nieomylny,> to wynika z tego oczekiwanie, że przekazuje On prawdę na temat rzeczywistości,> jeśli dostrzegasz błędy w treści objawień, to nie możesz ich zignorować,> należy zbadać sprawę i wyjaśnić, bo od tego zależy sens wiary,> jeśli wątpliwa sprawa okaże się prawdziwa, potwierdza to wiarę w Boga,> jeśli zaś okaże się błędna, wtedy masz dowód, że autor słów oszukiwał.To lubię! Kiedy wszystko jest ok, to Bóg istnieje. Ale kiedy Biblia nie pasuje do rzeczywistości, to autor (rozumiem - człowiek) oszukuje! Z taką logiką nie da się wygrać
|
|
|  | 2 na 2 | niekatolik (99 punktów) | > To lubię! Kiedy wszystko jest ok, to Bóg istnieje. Ale kiedy Biblia nie pasuje do rzeczywistości, to autor (rozumiem - człowiek) oszukuje! Z taką logiką nie da się wygrać  A jaka jest Twoja logika? Sam postulujesz, że błędy objawienia świadczą, że dane bóstwo jest zmyślone, więc tak samo jak ja uważasz, że to człowiek wtedy oszukuje... Jeśli ktoś napisał coś, co jest merytorycznie bez zarzutu, zgadzasz się z tym, ale nie przypisuje osiągnięcia sobie, a Bogu, to czemu chcesz mu wmówić, że jest inaczej? Uznajesz referaty o ewolucji, kiedy nie ma nich mowy o Bogu, a jak jest, kiedy ktoś napisze to samo, ale twierdząc, że ewolucja to narzędzie Boga? Jedyne sprawa, z którą się wtedy nie zgadzasz, nie ma żadnego znaczenia merytorycznego, nie zmienia mechanizmów, a tylko zawiera w sobie nieco inny system wartości, przyjmujesz taki tekst, czy odrzucasz?
|
|
| |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Uznajesz referaty o ewolucji, kiedy nie ma nich mowy o Bogu,> a jak jest, kiedy ktoś napisze to samo, ale twierdząc, że to narzędzie Boga?W tym miejscu wkracza niejaki Doctor Invincibilis i jego bardzo przydatne Narzędzie.
|
|
| | |  | 3 na 3 | niekatolik (99 punktów) | > W tym miejscu wkracza niejaki Doctor Invincibilis i jego bardzo przydatne Narzędzie.Oczywiście prostszym rozwiązaniem jest to, że istnieją miliardy wszechświatów, które tworzą potomstwo i ewoluują, aby wśród tych miliardów nieudanych wszechświatów mogł powstac ten w którym żyjemy jak i wiele innych, podobnych. niż takie, które mówi, że jest tylko jeden wszechświat, ktory (jak sama nazwa wskazuje) zawiera wszystko co jest, a ten wszechświat istnieje kolejno wiele razy i jest kształtowany przez Boga z poprzedniej instancji, który odtwarza udany porządek lub nawet go ulepsza... Gdzie jest więcej nadmiaru? Miliardy zbędnych wszechświatów, czy wciąż ten sam Jeden Bóg z jednego poprzedniego? Jeśli zakładasz, że czas jest liniowy, to to oczywiście nic nie wyjaśnia, ale tak jak idąc wciąż na zachód, wrócisz do początku ze wschodu, czas może być zapętlony, co też jest najprostszym rozwiązaniem, aby wszystko istniało nie naruszając nigdy zasady zachowania energii. Wolisz ekstremalne nieprawdopodobieństwo przypadkowej ewolucji życia, a zatem znowu miliardy przypadkow, w których nic nie wyszło, czy pewność, że ewolucja zadziała tak jak powinna, bo jest zaplanowana? Gdzie jest mniej zbędnych elementów? PS. Ockham był teologiem wierzącym w Biblijnego Boga, chrześcijaninem; Kościół uznał go za heretyka i ekskomunikował, ale to nie zmienia jego wiary, przecież Kościół Rzymskokatolicki sam Boga podważa gdzie tylko mu to wygodne i opłacalne...
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Gdzie jest więcej nadmiaru? > Miliardy zbędnych wszechświatów, czy wciąż ten sam Jeden Bóg z jednego poprzedniego?
"Zbędnych?" - a to chyba tylko z punktu widzenia Planu Zbawienia. Mam w ręku jabłko - czy założenie, że na świecie istnieją inne jabłka jest bardziej nadmiarowe niż to, że stworzyła je dla mnie Wszechmocna Inteligencja?
> Wolisz ekstremalne nieprawdopodobieństwo przypadkowej ewolucji życia, > a zatem znowu miliardy przypadkow, w których nic nie wyszło
Słowo "przypadkowa" w stosunku do ewolucji jest tylko częściowo uprawnione, zapominasz o sile kumulacji przystosowań.
> (...) czy pewność, że ewolucja zadziała tak jak powinna, bo jest zaplanowana?
Gdyby zadziałała "tak jak powinna" nie miałbym ślepej plamki, tylko porządną inżynierską robotę w oku.
> Gdzie jest mniej zbędnych elementów?
Gdybyś jeszcze nie zgadł - po tej stronie, gdzie nie postuluje się istnienia bytów omnipotentnych, omniscjentnych, a już szczególnie omnibenewolentnych.
> PS. Ockham był teologiem wierzącym w Biblijnego Boga, chrześcijaninem;
Sąd zapewne policzy mu to jako okoliczność łagodzącą, zmieniając klasyfikację czynu na "nieumyślne spowodowanie śmierci bytu transcendentnego".
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | niekatolik (99 punktów) | >"Zbędnych?" - a to chyba tylko z punktu widzenia Planu Zbawienia. >Mam w ręku jabłko - czy założenie, że na świecie istnieją inne jabłka jest bardziej nadmiarowe niż to, że stworzyła je dla mnie Wszechmocna Inteligencja?
Porównanie do jabłek jest nieadekwatne do sprawy, po pierwsze jabłka są rzeczywiste i mamy pewność, że istnieją; po drugie są elementem większej całości i odziałują na inne, są potrzebne wielokrotnie i tobie i innym. Jabłka są częścią świata, a wszechświaty czego są częścią? Czegoś więcej niż wszystko? Wszechświaty stanowią tylko teoretyczne, fikcyjne obejście skrajnego nieprawdopodobiestwa, z założenia są niekompatybilne i rozdzielne od innych.
W przeciwieństwie do innych galaktyk istniejących w ramach tego samego wszechświata, gdzie obowiązuja te same prawa fizyki, i z którymi normalnie oddziałujemy, z innymi wszechświatami, które z natury są zupełnie inne nie można się komunikować, nie można zbadać ich empirycznie, a zatem są równie (nie)udowadnialne jak Bóg, tyle, że oczekuje się, że jest ich znacznie więcej niż Boga. Jeśli skomunikujesz się z "innym wszechświatem", to uznasz go elementem tego, bo okaże się, że jest związany z naszym przez odkryty sposób oddziaływań, problem wtedy się tylko powiekszy, coś innego, większego, uznasz za "wszechświat", co wtedy z prawami natury wszechświata, które kształtują jego "cześci", gdzie odbywa się ich (tych praw) ewolucja? Dlaczego są takie, a nie inne?
Ale wolisz wierzyć w fikcję naukową, zmyślone wzory i prawa traktujesz jako dogmaty. To też jest religia, ale taka bez Boga.
Inne wszechświaty są zbędne, bo nie mają żadnego znaczenia dla tego wszechświata.
>Słowo "przypadkowa" w stosunku do ewolucji jest tylko częściowo uprawnione, zapominasz o sile kumulacji przystosowań.
W odniesieniu do życia ewolucja jest kształtowana przez czynniki środowiska zewnętrznego, zatem istnieje w niej preferencja na to, co do środowiska pasuje najlepiej, ale "wszechświat" z definicji jest wszystkim, co w nim istnieje i oddziałuje, zatem może kształtować wyłącznie sam siebie, bez konkurencji z innymi, w takim układzie nie zapewnisz kierunku ewolucji i preferencji na prawa natury formujące życie, a co najwyżej na takie, ktore zapewniają rozmnażanie, np. powstawanie czarnych dziur, jeśli czarne dziury nie są skorelowane z życiem, to ewolucja do życia jest przypadkowa, jeśli natomiast życie ułatwia rozmażanie wszechświata, to ma na nie wpływ, jest świadoma i czynna ingerencja w ulepszanie praw natury - boskość.
>Gdyby zadziałała "tak jak powinna" nie miałbym ślepej plamki, tylko porządną inżynierską robotę w oku.
Pomijasz jednak to, że naturalna ewolucja człowieka jest przeszłością... Zamieniliśmy ją na uwarunkowaną naszą moralnością, naszymi zasadami.
Dzisiaj ludzie sami rozwijają sobie raka skóry w solariach, a partnerów dopiera się na podstawie pieniędzy i sztucznych feromonów, wady można ukryć operacją plastyczną, a choroby powierzchownie leczyć zewnętrzmi lekami, np. podając insulinę cukrzykowi zapewniasz mu normalne funkcjonowanie, choć jest chory; wadliwe geny zostają i przekazują się dzieciom, mnożą się degradując populację, to nie ma związku z rasą, narodowością, ani przekonaniami, ale wady są, to niepodważalne, nauczyliśmy się z tym żyć, może tak być, ale to jest nasz wybór, tak jak i konsekwencje.
Być może biologiczna idealność człowieka istniała dawno temu, ale wadliwy gen został silnie rozpropagowany, np. pochodząc od kogoś ważnego, kto mógł zapewnić sobie współżycie niezależnie od doboru naturalngo. Dzisiaj ewolucja nie preferuje biologicznego ulepszenia, ale aspekty społeczne.
Być może postępując zgodnie z Zasadami ustanowionymi przez Boga uniknelibyśmy szkodliwych elementów środowiska i rozwijali sie lepiej, ale większość z Bożego Prawa została zignorowana i odrzucona, np. owłosienie wyraźnie chroni przed promieniowaniem UV, widać po stopniu opalania, ciało jest owłosione tylko częściowo, tam gdzie jest najbardziej wrażliwe, Biblia mówi, żeby się nie golić, jest w tym jakiś sens, ale niezbyt praktykowany. Ludzie wolą sobie zrobić krzywdę, bo to niby lepiej wygląda.
>Gdybyś jeszcze nie zgadł - po tej stronie, gdzie nie postuluje się istnienia bytów omnipotentnych, omniscjentnych, a już szczególnie omnibenewolentnych.
Dlaczego? Nieudowodniony boski byt przeszkadza Ci bardziej, niż nieprzeliczalna ilość nieudowiadnialnych innych wszechświatów?
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | M.M.M (1158 punktów) | > Jeśli skomunikujesz się z "innym wszechświatem", to uznasz go elementem tego,> bo okaże się, że jest związany z naszym przez odkryty sposób oddziaływań,> problem wtedy się tylko powiekszy, coś innego, większego, uznasz za "wszechświat",> co wtedy z prawami natury wszechświata, które kształtują jego "cześci",> gdzie odbywa się ich (tych praw) ewolucja? Dlaczego są takie, a nie inne?> Ale wolisz wierzyć w fikcję naukową, zmyślone wzory i prawa traktujesz jako dogmaty.> To też jest religia, ale taka bez Boga.Trudno rozmawiać z partnerem, który nie odrobił zadania domowego... Nie ma kwestii "wiary" w naukę. Przyjmuję, że hipotezy dotyczące rzeczywistości są prawdziwe jeżeli istnieją dowody na ich potwierdzenie. Bądź uznaję je za możliwe tak długo, jak skutecznie wyjaśniają rzeczywistość i znaleziono ma dowodów, że są błedne. Nic w tym dogmatycznego, stała gotowość do krytycznego spojrzenia  Hipoteza istnienia Boga, podobnie jak hipoteza flogistonu, eteru, krasnoludków powodujących kiśnięcie mleka nie posiada dowodów na swoją prawdziwość, a wspomniana już dziś Brzytwa właściwie wykorzystana powoduje, że istnienie Bytu Nadrzędnego dla wyjaśnienia zawiłości wrzechświata staje się niepotrzebne. Co do reszty wywodu, to nie rozumiem w końcu czy to Bóg czy ewolucja decyduje o tym jak ludzkość wygląda dziś. Niby boskie prawa miały, wedłg mojego interlokutora, prowadzić człowieka do szczęśliwości, ale ta wstrętna cywilizacja wszysko zepsuła. Nawet ewolucję zepsuła... No comprende nada
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | niekatolik (99 punktów) | > Trudno rozmawiać z partnerem, który nie odrobił zadania domowego...To czy odrobił się okaże... > Nie ma kwestii "wiary" w naukę.> Przyjmuję, że hipotezy dotyczące rzeczywistości są prawdziwe jeżeli istnieją dowody na ich potwierdzenie. Bądź uznaję je za możliwe tak długo, jak skutecznie wyjaśniają rzeczywistość i znaleziono ma dowodów, że są błedne. Nic w tym dogmatycznego, stała gotowość do krytycznego spojrzenia  Jeśli teoria dotyczy rzeczywistych zjawisk zachodzących w przyrodzie, to istotnie nie ma wiary, robi się doświadczenie i rezultat jest rozstrzygający, empirycznie da się potwierdzić, czy to prawda czy nie, to pewna wiedza. Problem polega na tym, że "inne wszechświaty" są z definicji niemierzalne, bo znajdują się poza naszą fizycznością, mają swoje inne prawa natury, teoria która ich dotyczy jest czystą abstrakcją i przedmiotem wiary, dogmatem, który przyjmuje się traktując naukę jako pewnik, dlatego, że liczby się zgadzają, bez sprawdzania sensu. W matematyce jest takie coś jak symbol nieoznaczony, np. 0*nieskończoność, ogólnie nie wiadomo ile to jest, ale dla konkretnych funkcji można sprawdzić, obliczenia statystyczne wykazały, że szanse na samoczynne, przypadkowe powstanie życia są bardzo małe, praktycznie 0, więc posłużono się symbolem nieoznaczonym, wymyślono nieweryfikowalne założenie, poznawalące pomnożyć szanse przez nieskończoność, bo przecież nie wiadomo ile tych innych wszechświatów może być, tak, żeby pokazać, że samoczynne powstanie życia jest pewne nawet bez Boga. To się niczym nie różni od religijnej wiary w Boga, poza tym, że wymaga nieskończoność razy więcej wszechświata i energii, niż uznanie, że wszechświat działa według zaplanowanych zasad. Boga można jakoś sprawdzić weryfikując zgodność obajwień np. z historią, a wielu wszechświatów się nie da, chyba że okażą się częśćią naszego, co potwierdzi, że coś więcej było, ale jedncześnie wykluczy, że było tym czego oczekiwano. > Hipoteza istnienia Boga, podobnie jak hipoteza flogistonu, eteru, krasnoludków powodujących kiśnięcie mleka nie posiada dowodów na swoją prawdziwość, a wspomniana już dziś Brzytwa właściwie wykorzystana powoduje, że istnienie Bytu Nadrzędnego dla wyjaśnienia zawiłości wrzechświata staje się niepotrzebne.Jeśli traktujesz Boga jako alternatywne wyjaśnienie zjwisk fizycznych, to to istotnie jest bez sensu, zjawiska nie zachodzą dlatego, ze Bóg pstryka palcami, dla mnie Bóg nie jest żadnym wyjaśnieniem dla niczego, twierdzę natomiast, że wie jak działają prawa natury i posługuje się nimi, zaprojektował je tak, żeby wszystko działało właściwie, z tego względu wszelkie wyjaśnienia pozostają domeną nauki, z tym, że wiara religijna ułatwia kierowanie się we właściwą stronę. > Co do reszty wywodu, to nie rozumiem w końcu czy to Bóg czy ewolucja decyduje o tym jak ludzkość wygląda dziś.A dlaczego to musi być alternatywa wykluczająca? Bóg nie tworzył po kolei "ręcznie" całego świata, jest na tyle sprytny, że zrobił narzędzie, które wykonało to za Niego, tym narzędziem jest ewolucja, która tworzyła kolejne gatunki według planu. W Biblii jest przykład ewolucji na temat ludzkiego życia, które nie ograniczyło się do 120 lat, kiedy Bóg o tym powiedział, ale zaczęło się wtedy stopniowo skracać, a potem oscylować wokół tej wartości. > Niby boskie prawa miały, wedłg mojego interlokutora, prowadzić człowieka do szczęśliwości, ale ta wstrętna cywilizacja wszysko zepsuła. Nawet ewolucję zepsuła... No comprende nada  Nie tyle zepsuła, co zmieniła cele. Dobre jest to, że nie eliminuje się ludzi ze względu na upośledzenie, że mogą normalnie żyć, trochę gorsze to, że nasze życie coraz bardziej zależy od sztucznych czynników, bo naturalne zdolności organizów degenerują i ciała stają się nieporadne. Żeby nie ulegać iluzji: średnia długość życia w społeczeństwie rośnie dzieki medycynie, BHP, itp, jednak maksymalna długość życia jednostki spada, bo wady genetyczne się kumulują. Mogliśmy zrealizować naszą ewolucję korzystniej, niestety cała historia pokazuje, że uczymy się na błedach.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | catseye (1381 punktów) | >Problem polega na tym, że "inne wszechświaty" są z definicji niemierzalne, >bo znajdują się poza naszą fizycznością, mają swoje inne prawa natury, >teoria która ich dotyczy jest czystą abstrakcją i przedmiotem wiary, >dogmatem, który przyjmuje się traktując naukę jako pewnik, >dlatego, że liczby się zgadzają, bez sprawdzania sensu. Będę niezmiernie wdzięczny za informację, kto i kiedy ogłosił, że hipoteza wieloświata (czyli zbioru wszechświatów) jest dogmatem. Tudzież za wyliczenie tych teorii naukowych, które są dla kogokolwiek dogmatem lub przedmiotem czyjejkolwiek wiary. Błagam na klęczkach o odrobinę samokrytycyzmu i niewypowiadanie się w autorytatywny sposób o rzeczach, o których ma się pojęcie bardzo mętne albo zgoła żadne.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | niekatolik (99 punktów) | >Będę niezmiernie wdzięczny za informację, kto i kiedy ogłosił, że hipoteza wieloświata (czyli zbioru wszechświatów) jest dogmatem. >Tudzież za wyliczenie tych teorii naukowych, które są dla kogokolwiek dogmatem lub przedmiotem czyjejkolwiek wiary.
To trzeba użyć takich słów, żeby ogłosić dogmat? Nie wystarczy powołując się na autorytet swojego tytułu (profesora, doktora...) podać teorii, którą pozostaje do przyjęcia bez dowodu?
Jak się chce manipulować, to trzeba używać wiarygodnego języka, a nie pojęć, które już na wstępie budzą wątpliwości, religią manipuluje się powołując się na autorytet Boga, nawet jak się Go neguje, tak jak Kościół Rzymskokatolicki podważa wszystkie przykazania w Imię Boga, nauką można manipulować stosując nieuprawnione założenia i trochę matematyki... Słyszałeś kiedyś o "dowodzie przez zagranie na ambicji" (czy jakoś tak), na końcu wywodu dodaje się pytanie "Nie rozumiecie tego?" i co głupsi słuchacze zgadzają się ze wszystkim, żeby nie wyjść na idiotów.
>Błagam na klęczkach o odrobinę samokrytycyzmu i niewypowiadanie się w autorytatywny sposób o rzeczach, >o których ma się pojęcie bardzo mętne albo zgoła żadne.
Jeśli się myle, to mi to udowodnij, co to za autorytet i co to za mądrość, kiedy mówi się tylko "wstrzymaj sie i nie gadaj"? Takim jezykiem posłgują się szerzący dogmaty, zakazują podważania, bo wiedzą, że nie udowodnią swojej racji.
Jeśli ktoś wie co mówi, to jest gotowy ma polemikę.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Porównanie do jabłek jest nieadekwatne do sprawy,> po pierwsze jabłka są rzeczywiste i mamy pewność, że istniejąPisałem o sytuacji, gdy mam w ręku jeden egzemplarz i nie wiem nic o istnieniu innych. Analogię do wszechświata podtrzymuję i uważam za uprawnioną. > Ale wolisz wierzyć w fikcję naukową, zmyślone wzory i prawa traktujesz jako dogmaty.A skąd nagle taka mocna supozycja? Nie dalej jak wczoraj tłumaczyłem to w innym wątku, żeby się nie powtarzać wklejam link. > Pomijasz jednak to, że naturalna ewolucja człowieka jest przeszłością...> Zamieniliśmy ją na uwarunkowaną naszą moralnością, naszymi zasadami.Chyba mam liberalniejszą definicję tego co "naturalne", nie widzę istotnej zmiany. > Nieudowodniony boski byt przeszkadza Ci bardziej,> niż nieprzeliczalna ilość nieudowiadnialnych innych wszechświatów?Postulat, że "gdzieśtam" istnieje inny wszechświat wymaga zaledwie intelektualnego odpowiednika operacji "kopiuj/wklej". Postulat, że istnieje Bóg wymaga znacznie więcej. Hipoteza nie staje się "ekonomiczna" dlatego, że "Bóg" to tylko trzy literki.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | niekatolik (99 punktów) | > Pisałem o sytuacji, gdy mam w ręku jeden egzemplarz i nie wiem nic o istnieniu innych.> Analogię do wszechświata podtrzymuję i uważam za uprawnioną.fałsz => fałsz = prawda "Jeśli Berlin jest stolicą Angli, to Polski także" fałsz => prawda = prawda "Jeśli Berlin jest stolicą Angli, to Polski Warszawa" prawda => prawda = prawda "Jeśli Berlin jest stolicą Niemiec, to Polski Warszawa" prawda => fałsz = fałsz "Jeśli Berlin jest stolicą Niemiec, to Polski też" Jeśli z fałszu wynika fałsz, to logicznie jest to prawda, natomiast oznacza to sensowność rozumowania, a nie treści. Zakładając, że nie wiesz o istnieniu innych jabłek, niezależnie od tego co z tego wynika to prawda logiczna, nawet jeśli treść wywodu jest bezsensowna. I jeszcze zestawiając teorię o jabłkach i wszechświatach: Jabłka pochodzą z drzew, skąd pochodzą wszechświaty? Istnienie drzewa możesz wyjaśnić, a "nadwszechświata"? > > Ale wolisz wierzyć w fikcję naukową, zmyślone wzory i prawa traktujesz jako dogmaty.> A skąd nagle taka mocna supozycja?> Nie dalej jak wczoraj tłumaczyłem to w innym wątku, żeby się nie powtarzać wklejam link.To pochwal się jakiej weryfikacji poddałeś teorię multiwszechświatów, bo chyba nie bronisz jej bez racjonalnego sprawdzenia i potwierdzenia? Musisz mieć przekonanie, że jest prawdziwa... A może wystarcza Ci, że sprzyja anty-teizmowi? > Chyba mam liberalniejszą definicję tego co "naturalne", nie widzę istotnej zmiany.Syntetyczne substancje otrzymane w laboratorium są oczywiście naturalne, rzeczywiście powinienem wyrazić to raczej jako "czysto biologiczne", choć może nie ma na to dość precyzyjnego określenia. > Postulat, że "gdzieśtam" istnieje inny wszechświat wymaga zaledwie intelektualnego odpowiednika operacji "kopiuj/wklej".Jeśli zakładasz, że wszechświat jest w twoim umyśle, to może i tak, taka idea realizowana w teorii dokładnie tyle wymaga, niestety w rzeczywistości, co zdaje się Ci umykać, wymaga znacznie więcej wszystkiego: przestrzenii, energii... > Postulat, że istnieje Bóg wymaga znacznie więcej. Hipoteza nie staje się "ekonomiczna" dlatego, że "Bóg" to tylko trzy literki.Słowo "wszechświat" to też kilka literek, łatwo pomyśleć o tym wiele razy, ale pomyśleć precyzyjnie o rzeczywistej budowie większego białka już trudniej, a to tak mało w porównaniu nawet z jednym wszechświatem... A realizacja tego, to już całkiem... Bóg jest bardziej ekonomiczny, bo wcale nie musi być zewnętrzny, wystarczy wpływ jaki wywarł na wszechświat, powiedzmy na wielki kolaps, mógł istnieć wcześniej, zaplanować wszystko by działo się samo, łącznie z objawieniami, mógł też się odtworzyć po wielkim wybuchu, który zawsze jest kolapsem, bo nie może powstać z niczego.
|
|
| | | | | | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Jeśli z fałszu wynika fałsz, to logicznie jest to prawda,Dziękuję za wykład, choć niepotrzebnie się fatygowałeś, cośtam mi ze szkół zostało w pamięci. > Zakładając, że nie wiesz o istnieniu innych jabłek,> niezależnie od tego co z tego wynika to prawda logiczna,To jest dzielenie włosa na czworo, nic z tego nie wynika i nie ma sensu tego drążyć - ale dlaczego u licha założyłeś, że zdanie "nie wiem o istnieniu innych jabłek" jest fałszem? W moim eksperymencie myślowym to jest prawda wprost z założenia. Jeżeli jednak taka sytuacja jest dla Ciebie zbyt abstrakcyjna, zmieńmy ją na równoważną "mieszkam sobie na wyspie i nic nie wiem o istnieniu innych wysp". > Jabłka pochodzą z drzew, skąd pochodzą wszechświaty?> Istnienie drzewa możesz wyjaśnić, a "nadwszechświata"?Mając w ręku jedno jabłko i zero wiedzy o innych, nie wiem skąd pochodzi. Jeżeli (jak pisałem wyżej) to zbyt abstrakcyjne - zatem "skąd pochodzą wyspy?" > To pochwal się jakiej weryfikacji poddałeś teorię multiwszechświatów,> bo chyba nie bronisz jej bez racjonalnego sprawdzenia i potwierdzenia?Jest niesprzeczna logicznie i nie słyszałem, żeby spece od fizyki ją wyśmiali. Bynajmniej nie twierdzę, że "tak jest i już". Po prostu Autor wątku zasugerował, że Bóg stoi za Wielkim Wybuchem - więc z automatu podrzuciłem alternatywne hipotezy, żeby się nie wydawało, że nie ma innych możliwości. > A może wystarcza Ci, że sprzyja anty-teizmowi?Hipoteza, że za wszystko odpowiedzialne są krasnoludki też sprzyja antyteizmowi, a jednak jakoś mnie nie satysfakcjonuje intelektualnie. > Jeśli zakładasz, że wszechświat jest w twoim umyśle, to może i tak,> taka idea realizowana w teorii dokładnie tyle wymaga,> niestety w rzeczywistości, co zdaje się Ci umykać,> wymaga znacznie więcej wszystkiego: przestrzenii, energii...> Słowo "wszechświat" to też kilka literek, łatwo pomyśleć o tym wiele razy,> ale pomyśleć precyzyjnie o rzeczywistej budowie większego białka już trudniej,> a to tak mało w porównaniu nawet z jednym wszechświatem...> A realizacja tego, to już całkiem...Rzeczywiście, przyznaję Ci rację, coś takiego jest zbyt złożone i nieprawdopodobne by istnieć. Lecz cóż to widzę za oknem? > Krasnoludki są bardziej ekonomiczne, bo wcale nie muszą być zewnętrzne,> wystarczy wpływ jaki wywarły na wszechświat, powiedzmy na wielki kolaps,> mogły istnieć wcześniej, zaplanować wszystko by działo się samo,> łącznie z objawieniami, mogły też się odtworzyć po wielkim wybuchu,> który zawsze jest kolapsem, bo nie może powstać z niczego.Wybacz, że odrobinę przeredagowałem Twoje słowa. Ciekawi mnie wielce, czy nadal będziesz ich bronił i dlaczego nie?
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | niekatolik (99 punktów) | > To jest dzielenie włosa na czworo, nic z tego nie wynika i nie ma sensu tego drążyć - ale dlaczego u licha założyłeś, że zdanie "nie wiem o istnieniu innych jabłek" jest fałszem? W moim eksperymencie myślowym to jest prawda wprost z założenia.W eksperymencie myślowym możesz przyjąć dowolne założenia, nawet nieprawdziwe i uznać je za prawdę według własnego uznania, ale na ich podstawie możesz dowodzić jedynie sensowności rozumowania, jeśli to twoje rozumowanie ma odnosić się do rzeczywistości, to założenia muszą być rzeczywiste, inaczej dobrze myślisz na zły temat. > Jeżeli jednak taka sytuacja jest dla Ciebie zbyt abstrakcyjna, zmieńmy ją na równoważną "mieszkam sobie na wyspie i nic nie wiem o istnieniu innych wysp".Jeśli masz ograniczony pogląd na temat tego czym jest świat, to to wcale nie oznacza, że światów jest więcej i jest coś nadrzędnego, ale z czasem przekonasz się, że świat to coś większego. Znasz jedną wyspę i nie wiesz o istnieniu innych, bo oddziela je morze, ale morze też jest elementem świata... Ze wieloma "wszechświatami" jest to samo, każdy z nich jest jak wyspa, a morze uniemożliwia zbadanie tego, co jest poza twoim zasięgiem, ale jeśli przedostaniemy sie przez to morze, to to oznacza, że ono jest elementem wszechświata, a nie izolacją między nimi, a zatem jest tylko jeden większy wszechświat, a nie wiele małych. > Mając w ręku jedno jabłko i zero wiedzy o innych, nie wiem skąd pochodzi.> Jeżeli (jak pisałem wyżej) to zbyt abstrakcyjne - zatem "skąd pochodzą wyspy?"Właśnie o to chodzi, że to jest abstrakcyjne tak samo jak wiara religijna, akceptujesz jedą czysto teoretyczną, nieudowadnialną empirycznie abstrakcję, a odrzucasz inne? > Jest niesprzeczna logiczniePrzedstawiłem wcześniej zupełnie nieprawdziwe zdanie, które również nie jest sprzeczne logicznie. Pokazałem też jak można samym tylko odpowiednio dobranym założeniem zrobić z (nie)prawdopodobieństwa wynoszącego praktycznie 0, pewny fakt z szansą 1, matematycznie wszystko jest w porządku, ale jak to się ma do rzeczywistości? > i nie słyszałem, żeby spece od fizyki ją wyśmiali.Kiedyś ruch planet opisywano przy pomocy epicykli, na początku założono, że planety krążą po okręgach, ale wtedy przewidywania ich położenia się nie sprawdzały, żeby poprawić obliczenia założono, że planeta okrąża punkt, który krąży po orbicie, i tak dodawano te punkty i orbity, okręgi krążyły po okręgach wokół niczego, a obliczenia po czasie itak się ciągle nie zgadzały, błąd się kumulował, wtedy ktoś wpadł na pomysł, żeby zamiast kopiowania i komplikowania problemu okręgami, zamienić okręgi na elipsę, obliczenia się uprościły, a błędy wyeliminowano. Podobnie było tez z problemem widma promieniowania ciała doskonale czarnego, był jeden wzór dla długich fal i inny dla krótkich (względem maksimum natężenia), ale mimo wymyślania coraz to bardziej złożonych funkcji nie dało się ich połączyć, aż Planck dopisał "-1" w mianowniku wzoru dla długich fal i wszystko wyszło. Nauka działa tak, że wzory dopasowuje się do pomiarów, to nie zawsze wychodzi łatwo i szybko, często pojawiają się komplikacje i błędy, ale w koncu zwykle okazuje się, że rozwiązanie jest bardzo proste. Wymyślanie mnóstwa dodatkowych wymiarów matematycznie ma sens, założenie, że są tak małe, że nie da się ich zmierzyć również wydaje się logiczne, problem polega na tym, że na ten sam temat przyjmuje się różne załozenia na różne przypadki, jedne wymiary są nieskończone (bardzo duże), a inne niezauważanie małe... a to jest wybitnie nienaukowe, bo zamiast odkrywać prawa natury, zmyśla się wyjątki. Historia fizyki pokazuje, że jeszcze trochę czasu minie, zanim problem dojrzeje i fizycy odkryją to proste, prawdziwe rozwiązanie, póki co mogą myląc się być w pełni przekonani o swojej racji. > Bynajmniej nie twierdzę, że "tak jest i już". Po prostu Autor wątku zasugerował, że Bóg stoi za Wielkim Wybuchem - więc z automatu podrzuciłem alternatywne hipotezy, żeby się nie wydawało, że nie ma innych możliwości.Nie chodzi o to, że je przedstawiłeś, nie ma problemu w tym, żeby mówić o teoriach, z którymi się nie zgadzasz, istotne jest to, że broniąc tych teorii, powinieneś być przekonany o ich słuszności, jeśli wierzysz (przepraszam, wiesz), że są prawdziwe, to gdzie są dowody? Jak możesz walczyć przeciw wierze, kiedy sam wierzysz w teorie bez dowodu? > Hipoteza, że za wszystko odpowiedzialne są krasnoludki też sprzyja antyteizmowi, a jednak jakoś mnie nie satysfakcjonuje intelektualnie.Hipoteza, że za wszystko odpowiedzialne są krasnoludki to jest hipoteza teistyczna, tylko że wierzysz w coś innego, równie ludzkiego i osobowego jak większość pogańskich bożków. Właśnie dlatego, że postrzegasz teizm z tego punktu widzenia, uważasz to za bezsensowne. Taki rodzaj teizmu jest bezsensowny równiez dla mnie, wierzę w zupełnie inny. > Rzeczywiście, przyznaję Ci rację, coś takiego jest zbyt złożone i nieprawdopodobne by istnieć.> Lecz cóż to widzę za oknem?Nikt nie zaprzecza temu, o czym wiemy, że jest, chciałem tylko pokazać, że idea skopiowania wszechświata jest prosta, w praktyce to zupełnie inna sprawa. > Wybacz, że odrobinę przeredagowałem Twoje słowa.> Ciekawi mnie wielce, czy nadal będziesz ich bronił i dlaczego nie?  Nie będę bronił krasnoludków, bo wiara w małe niewidzialne ludziki jest dla mnie równie absurdalna co dla Ciebie, tyle, że Ty boskość postrzegasz jedynie z punktu widzenia znanej tobie żałosnej religii, takiej jak głosi Kościół Rzymskokatolicki i jego pusta, czysto kultowa interpretacja, ja mam inną definicję Boga, o której już w tym wątku pisałem.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > > Jest niesprzeczna logicznie (...)> Przedstawiłem wcześniej zupełnie nieprawdziwe zdanie,> które również nie jest sprzeczne logicznie.Niesprzeczne logicznie, ale bez żadnej "mocy objaśniającej" cokolwiek. Przedstawiłeś też Boga, którego standardowe atrybuty są co prawda sprzeczne logicznie, ale za to moc objaśniająca - ho, ho! > Nauka działa tak, że wzory dopasowuje się do pomiarów,> to nie zawsze wychodzi łatwo i szybko, często pojawiają się komplikacje i błędy,> ale w koncu zwykle okazuje się, że rozwiązanie jest bardzo proste.Nieprawdziwe uogólnienie, na dodatek manipulacja. Przemycasz sugestię, że Projektant Praw Natury bawi się z naukowcami w zgadywanki. Rozwiązania nie są proste. Te prostsze łatwiej zapadają w pamięć - to wszystko. > Historia fizyki pokazuje, że jeszcze trochę czasu minie,> zanim problem dojrzeje i fizycy odkryją to proste, prawdziwe rozwiązanie,> póki co mogą myląc się być w pełni przekonani o swojej racji.Historia pokazuje, że odkryją tylko kolejne, lepsze przybliżenia. Jak również, że "pełne przekonanie o swojej racji" szybko prowadzi do śmieszności. > istotne jest to, że broniąc tych teorii, powinieneś być przekonany o ich słuszności,> jeśli wierzysz (przepraszam, wiesz), że są prawdziwe, to gdzie są dowody?"Przekonanie o słuszności" hipotezy występuje tylko na polu religii. Im więcej testów hipoteza przechodzi, tym większe prawdopodobieństwo, że dobrze opisuje rzeczywistość. Natomiast w wielu przypadkach szybko daje się wstępnie oddzielić hipotezy bezsensowne od tych rokujących. > Jak możesz walczyć przeciw wierze, kiedy sam wierzysz w teorie bez dowodu?Ja w NIC nie wierzę - i bardzo proszę mnie już więcej nie obrażać takimi insynuacjami. > Hipoteza, że za wszystko odpowiedzialne są krasnoludki> to jest hipoteza teistyczna, tylko że wierzysz w coś innegoTu racja, źle dobrałem przykład. Nie jest to hipoteza antyteistyczna, lecz "antyTeistyczna"  > chciałem tylko pokazać, że idea skopiowania wszechświata jest prosta,> w praktyce to zupełnie inna sprawa.Ja nie proszę Cię o "fizyczne skopiowanie" wszechświata, tylko o rozważenie myśli, że gdzieś poza granicami dostępnej dla nas czasoprzestrzeni może sobie istnieć jakaś inna forma uporządkowania energii. Czy założenie, że cała dostępna - gdziekolwiek! - energia znajduje się tylko w naszej rozszerzającej się bańce, nie należy przypadkiem do tego samego rodzaju nieuprawnionych antropocentryzmów co: "jesteśmy jedyną inteligencją we wszechświecie" i "człowiek - korona stworzenia"? > ja mam inną definicję Boga, o której już w tym wątku pisałemWidzę to tak: albo utożsamiasz Boga z otaczającym Cię światem i tzw. prawami natury (i wówczas jesteś deistą popełniającym "semantyczne nadużycie"); albo uważasz że Bóg ograniczył się do Projektu i później już nie interweniował (i tu ciach Go Brzytwą); albo utrzymujesz, że "boskie interwencje" są faktem - ale tu wypadałoby je wskazać i udowodnić, że są istotnie różne od przypadkowości.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | niekatolik (99 punktów) | >Niesprzeczne logicznie, ale bez żadnej "mocy objaśniającej" cokolwiek.
Wybacz, teraz zaserwuję bardziej objaśniające...
"Zakładając, że istnieje wiele innych wszechświatów, samoczynne powstanie życia w naszym wszechświecie jest pewne. Badania przeprowadzone na reprezentatywnej próbie 40 doktorów fizyki wykazały, że 80% z nich dopuszcza teoretyczne istnieje więcej niż jednego wszechświata".
"Zakładając, że Kraków jest stolicą Polski, ludzie pierdzą, aby zachęcić partnerów seksualnych zapachem uprzedznio zjedzonej kiełbasy. Badania przeprowadzone na reprezentatywnej próbie 5 dorosłych osób wykazały, że 73,5% ludzi uważa zapach kiełbasianego bąka za przyjmeny."
Widzisz jakąś różnicę?
>Przedstawiłeś też Boga, którego standardowe atrybuty są co prawda sprzeczne logicznie, ale za to moc objaśniająca - ho, ho!
Jak narazie jedyna sprzeczność logiczna, jaką próbujesz mi wmówić, to porównywanie Boga do krasnoludka, choć wyjasniałem już zupełnie różną naturę tych pojęć.
Powiedzmy polski rząd jest świadomy i zdolny do podejmowania pewnych działań, ale nie istnieje fizyczny byt, który jest polskim rządem, a jedynie ministrowie, którzy są jego członkami. Uznajesz istnienie polskiego rządu? Z Bogiem jest tak samo.
>Nieprawdziwe uogólnienie, na dodatek manipulacja. >Przemycasz sugestię, że Projektant Praw Natury bawi się z naukowcami w zgadywanki.
Czemu zgadywanki? Podam ci liste 100 punktów pomiarowych, a Ty mi podaj funkcje, jaka przez nie przechodzi, albo przynajmniej najlepiej przybliża taką funkcje...
Dzisiaj są dostępne metody numryczne, komputer coś Ci wygeneruje sensownego, ale 100 lat temu, jak nie miałeś funkcji do analitycznego rozwiązania, to trzeba było najpierw odgadnąć jaka ma podobny wykres...
>Rozwiązania nie są proste. Te prostsze łatwiej zapadają w pamięć - to wszystko.
Różne rzeczy są dla różnych ludzi proste, porównując 10 zagnieżdzonych w sobie ruchów po okręgu do 1 elipsy, wychodzi na to, że prawdziwe okazało się (relatywnie) proste rozwiązanie.
>Historia pokazuje, że odkryją tylko kolejne, lepsze przybliżenia.
A co, spodziewasz się, że dopasowując tylko makroskopowe średnie i to jeszcze ograniczone dokładnością przyrządów pomiarowych otrzymasz wzory pozwalające liczyć precyzyjnie każdą cząstkę we wszechświecie?
To oczywiste, że tylko przybliżenia, chodzi o to, że są one na tyle dobre, że błąd obliczeń nie narasta w czasie i można je stosować bez modyfikacji, w przeciwieństwie do innych błędnych przybliżeń, które co trochę trzeba dopasować.
>Jak również, że "pełne przekonanie o swojej racji" szybko prowadzi do śmieszności. >"Przekonanie o słuszności" hipotezy występuje tylko na polu religii.
Przekonania religijne również podlegają weryfikacji. Np. na temat daty i trasy Wyjścia z Egiptu jest mnóstwo teorii, które postają na podstawie interpretacji tekstu i/lub faktów archeologicznych, choć niektórzy rzeczywiście wierzą dogmatycznie w jakąś z nich. To jest kwestia tego, jaką religię kto praktykuje.
>Im więcej testów hipoteza przechodzi, tym większe prawdopodobieństwo, że dobrze opisuje rzeczywistość. >Natomiast w wielu przypadkach szybko daje się wstępnie oddzielić hipotezy bezsensowne od tych rokujących.
Jakie rzeczywiste (nie teoretyczne) testy przeszła hipoteza o wielu wszechświatach, bo jakoś nie mogę się tego od Ciebie dowiedzieć?
>Ja w NIC nie wierzę - i bardzo proszę mnie już więcej nie obrażać takimi insynuacjami.
Kwestia terminologii. Uznajesz prawdziwość nie sprawdzonej doświadczalnie teorii - to samo co wiara.
>Ja nie proszę Cię o "fizyczne skopiowanie" wszechświata, tylko o rozważenie myśli, że gdzieś poza granicami dostępnej dla nas czasoprzestrzeni może sobie istnieć jakaś inna forma uporządkowania energii. Czy założenie, że cała dostępna - gdziekolwiek! - energia znajduje się tylko w naszej rozszerzającej się bańce, nie należy przypadkiem do tego samego rodzaju nieuprawnionych antropocentryzmów co: "jesteśmy jedyną inteligencją we wszechświecie" i "człowiek - korona stworzenia"?
Cały czas rozważamy myśl na ten temat...
Wszechświat, to cała dostępna energia, prawa natury odnoszą się do wszechświata, jeśli badamy możliwość powstania życia według tych praw, to w całym wszechświecie, w całym wszechświecie określamy równiez czemu są takie, a nie inne.
Wiele razy już napisałem, że jeśli jest coś więcej niż bańka, to bańka nie jest wszechświatem, ale tylko jego częścią, nazwijmy ją w tej sytuacji mega gromadą galaktyk, oprócz której mogą w ramach wszechświata istnieć jeszcze inne.
Przekonanie, że jest coś poza światem jest religijne, kto wymyślił "zaświaty"? Według niektórych wierzeń tam również istnieje życie, według niektórych wierzeń można się z nimi komunikować, a weług innych są zupełnie poza zasięgiem naszej rzeczywistości...
Wbrew pozorom Biblia mówi, że po śmierci jest nicość, aż do nastąpienia kolejnego świata w miejsce naszego.
A co do nie-jedynej inteliencji we wszechświecie i "korony stworzenia", to w Biblii są jeszcze aniołowie, którzy stoją wyżej od ludzi.
>Widzę to tak: albo utożsamiasz Boga z otaczającym Cię światem i tzw. prawami natury (i wówczas jesteś deistą popełniającym "semantyczne nadużycie"); albo uważasz że Bóg ograniczył się do Projektu i później już nie interweniował (i tu ciach Go Brzytwą); albo utrzymujesz, że "boskie interwencje" są faktem - ale tu wypadałoby je wskazać i udowodnić, że są istotnie różne od przypadkowości.
Podałem np. przykład przejścia przez Morze Czerwone, przewidzenie tsunami i zaplanowanie akcji jest niemożliwe wobec obecnej wiedzy, więc jeśli wydarzyło się ponad 3500 lat temu, wymagało pomocy od Boga, a Egipskie źródła z przełomu XVII i XVIII dynastii, choć nie mówią o tym dosłowie, wskazują, że coś tego typu miało miejsce: Stela Burzy; wypędzenie Hyksosów. Każdy opisał historię po swojemu, ale plagi i wyjście Hebrajczyków z Egiptu są faktem.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > "Zakładając, że istnieje wiele innych wszechświatów,> samoczynne powstanie życia w naszym wszechświecie jest pewne.To zdanie ma wielką moc wyjaśniającą bardzo kontrowersyjną kwestię, czyli prawdopodobieństwo spontanicznej abiogenezy. > "Zakładając, że Kraków jest stolicą Polski, ludzie pierdzą,> aby zachęcić partnerów seksualnych zapachem uprzedznio zjedzonej kiełbasy....to nie ma. > > Przedstawiłeś też Boga, którego standardowe atrybuty są co prawda sprzeczne logicznie (...)> Jak narazie jedyna sprzeczność logiczna, jaką próbujesz mi wmówić, to porównywanie Boga do krasnoludka, choć wyjasniałem już zupełnie różną naturę tych pojęć."Standardowy Bóg" wyposażony jest w sprzeczną logicznie wszechmoc i wszechwiedzę. Jeżeli Twój Bóg jest inny, podaj jakie ma atrybuty, żebyśmy wiedzieli o kim rozmawiamy. A czy ma naturę różną od krasnoludka, to się dopiero okaże - nie przesądzałbym z góry. > Uznajesz istnienie polskiego rządu? Z Bogiem jest tak samo.Zdaje się, że zaprzeczyłeś idei "boga osobowego" - czyli wychodzi, że jesteś deistą. Tylko po co nazywać wszechświat Bogiem? Ciachu-ciachu brzytewką. > Jakie rzeczywiste (nie teoretyczne) testy przeszła hipoteza o wielu wszechświatach, bo jakoś nie mogę się tego od Ciebie dowiedzieć?Test niesprzeczności logicznej, test ekonomiczności hipotezy, oraz test mocy objaśniającej. Chyba nie spodziewasz się ekspedycji w głąb czarnej dziury? Trzeba się pogodzić, że są bariery nieprzekraczalne, jak np. stożek światła. Lub przekraczalne wyłącznie w jedną stronę: czarna dziura, śmierć. > Uznajesz prawdziwość nie sprawdzonej doświadczalnie teorii - to samo co wiara.To byłaby wiara, na szczęście niczego takiego nie twierdziłem. Od "wydaje mi się to sensowne" do "uznania prawdziwości" daleka droga. > Wiele razy już napisałem, że jeśli jest coś więcej niż bańka,> to bańka nie jest wszechświatem, ale tylko jego częścią (...)Żeby nie kłócić się o słówka, trzymajmy się raczej obowiązującej terminologii. Bańka to wszechświat, wszystko co poza bańką to wieloświat (multiversum). > Przekonanie, że jest coś poza światem jest religijneNie jest, dopóki nie ustawisz tam złotego tronu, chórów anielskich - i nie zaczniesz sprzedawać biletów. > Podałem np. przykład przejścia przez Morze Czerwone,> przewidzenie tsunami i zaplanowanie akcji jest niemożliwe wobec obecnej wiedzy,> więc jeśli wydarzyło się ponad 3500 lat temu, wymagało pomocy od BogaDoctor Invincibilis mówi: "szukaj najprostszych wyjaśnień". Mieli dość czasu, żeby pójść dookoła, lub poczekać na większą suszę. Po co od razu do tego Boga mieszać? (retoryczne, wiem po co)A zwróćmy jeszcze uwagę, że Bóg otworzył im drogę przez morze tylko po to, żeby mogli zrobić krwawe jatki w Kanaan - o czym opowiada moja ulubiona Księga Jozuego.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | niekatolik (99 punktów) | > > "Zakładając, że istnieje wiele innych wszechświatów,> > samoczynne powstanie życia w naszym wszechświecie jest pewne.> To zdanie ma wielką moc wyjaśniającą bardzo kontrowersyjną kwestię, czyli prawdopodobieństwo spontanicznej abiogenezy.To zdanie ma wielką moc zakłamania rzeczywistego (nie)prawdopodobieństwa spontanicznego powstania życia w naszym wszechświecie, poprzez nie poparte empiryczną wiedzą mnożenie przez nieskończoność opierając się na nieudowadnialnym zmyślonym założeniu, podczas gdy w rzeczywistych dowodach zakładać można tylko fakty. > > "Zakładając, że Kraków jest stolicą Polski, ludzie pierdzą,> > aby zachęcić partnerów seksualnych zapachem uprzedznio zjedzonej kiełbasy.> ...to nie ma.Natomiast to zdanie wyjaśnia istotne zagadnienie znaczenia pierdzenia w prokreacji opierając się na założeniu, które jest powszechnie znanym faktem historycznym i w pewnych kręgach kulturowych (całe zdanie) było i jest prawdą nie tylko logicznie, ale i faktycznie. Inaczej mówiąc drugie zdanie jest sensowniejsze i prawdziwsze od pierwszego. > "Standardowy Bóg" wyposażony jest w sprzeczną logicznie wszechmoc i wszechwiedzę. Jeżeli Twój Bóg jest inny, podaj jakie ma atrybuty, żebyśmy wiedzieli o kim rozmawiamy.A na czym polega sprzeczność wszechwiedzy i wszechmocy? Wszechwiedza, to wiedza o wszystkim co było, jest i co się stanie, oznacza, że Bóg zna wszystkie konsekwencje tego co postanowił. Wszechmoc, to zdolność zrobienia wszystkiego, co jest możliwe i dozwole, jeśli Bóg sobie czegoś zabroni, to jest wszechmocny nie mogąc tego zrobić, bo wciąż może wszystko, co jest możliwe do zrobienia. Ani wszechwiedza ani wszechmoc nie obejmują zjawisk, które są czysto teoretyczne, tak jak wszechświat nie zawiera różowych jednorożców z silnikami rakietowymi zamiast nóg, choć możesz sobie wyobrazić taką bzdurę. > Zdaje się, że zaprzeczyłeś idei "boga osobowego" - czyli wychodzi, że jesteś deistą.A twierdziłem, że Bóg jest osobowy? Bo wydaje mi się, że mówiłem tylko o świadomości i zdolności do działania, podałem też cytat z Pisma Świętego: "aby Bóg był wszystkim we wszystkich", podobnie jak polski rząd, Bóg jest manifestacją jedności zbiorowości. > Tylko po co nazywać wszechświat Bogiem? Ciachu-ciachu brzytewką.Po to, żeby z człowieka nie robić egocentrcznego władcy rzeczywistości, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że jest ważniejszy od innych, nie ważne jak jest się bogatym i wpływowym, zawsze jest coś ważniejszego, co przypomina, żeby wspólnotę, innych ludzi traktować sprawiedliwie, a nie przedmiotowo. > Test niesprzeczności logicznej, test ekonomiczności hipotezy, oraz test mocy objaśniającej.Pytałem o rzeczywiste testy, a Ty wciaż podajesz same narzędzia teoretyczne. Argumenty historyczne na temat Boga są w rzeczywistości fizycznej prawdziwsze. > Chyba nie spodziewasz się ekspedycji w głąb czarnej dziury? Trzeba się pogodzić, że są bariery nieprzekraczalne, jak np. stożek światła. Lub przekraczalne wyłącznie w jedną stronę: czarna dziura, śmierć.I w ten sposób ogłaszasz naukowy dogmat: teorię, którą należy uznać bez dowodu. Biblia mówi, że Stwórcę poznaje się przez Jego dzieła, dzieła są, wszechświatów nie ma. > Żeby nie kłócić się o słówka, trzymajmy się raczej obowiązującej terminologii. Bańka to wszechświat,Pierwsze zdanie tej definicji mówi dokładnie to, co ja, że wszechświat to wszystko, co istnieje. > wszystko co poza bańką to wieloświat (multiversum).Ta definicja również zaczyna się bardzo uczciwie, słowem "idea". > > Przekonanie, że jest coś poza światem jest religijne> Nie jest, dopóki nie ustawisz tam złotego tronu, chórów anielskich - i nie zaczniesz sprzedawać biletów.Zakładasz więc, że w innych wszechświatach nie ma podobnego do naszego, bo jeśli jest choć jeden, to to się tam znajduje, tak samo jak na Ziemi. A może jednak Twoje przekonania (według tego co sam napisałeś) są religijne? > Doctor Invincibilis mówi: "szukaj najprostszych wyjaśnień".> Mieli dość czasu, żeby pójść dookoła, lub poczekać na większą suszę.Najprostsze rozwiązanie jest takie, że wszystkie okoliczności miały miejsce, w tym samym czasie było i wyjście i tsunami "otwierajace" morze, po co kombinować nad innymi opcjami, skoro fakty potwierdzają relację? > Po co od razu do tego Boga mieszać? (retoryczne, wiem po co)A zwróćmy jeszcze uwagę, że Bóg otworzył im drogę przez morze tylko po to, żeby mogli zrobić krwawe jatki w Kanaan - o czym opowiada moja ulubiona Księga Jozuego.To poczytaj uważnie, że krwawe jatki dotyczyły tych, ktorzy sami robili gorsze, jak Bóg pozwolił zabić, to to była sprawiedliwa kara za morderstwa, ofiary z ludzi, itp. zwróć też uwagę, że względem innych narodów nie pozwalał robić krzywdy, np. Edomitów. Żydzi próbowali negocjować, walczyli tylko z tymi, którzy sami ich zaatakowali, nie atakowani nie walczyli, a wybierali inną, okrężną drogę. Tak samo ludzie krytykują sprawę zniszczenia Sodomy, że Bóg zabił tylu ludzi... Tylko że tam wcześniej jest mowa o zarzutach przeciw niegodziwości mieszkańców, jest mowa o sądzie i że miasto zostałoby ocalone ze względu na 10 sprawidliwych, których tam nie było.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > To zdanie ma wielką moc zakłamania rzeczywistego (nie)prawdopodobieństwa > spontanicznego powstania życia w naszym wszechświecie
Boli, że upada argument o niskim prawdopodobieństwie, co? Rozumiem, ale nie współczuję.
> poprzez nie poparte empiryczną wiedzą mnożenie przez nieskończoność > opierając się na nieudowadnialnym zmyślonym założeniu,
(Być może) nieudowadnialnym, wciąż jednak prawdopodobniejszym od Boga.
> A na czym polega sprzeczność wszechwiedzy i wszechmocy?
A to akurat elementarne, Watsonie. Bóg, który wie wszystko o przyszłości, nie może zmienić zdania (ergo, nie jest wszechmocny). Dodatkową konsekwencją wszechwiedzy jest przykre ograniczenie, iż właściwie może robić tylko to, o czym wcześniej wiedział, że zrobi. Pełny determinizm, zero spontanu. Nie wiem jak Bóg, ja bym umarł z nudów.
> A twierdziłem, że Bóg jest osobowy?
Aha. Wszechmocny, wszechwiedzący i nieosobowy, wszystko jasne.
>> Tylko po co nazywać wszechświat Bogiem? Ciachu-ciachu brzytewką. > Po to, żeby z człowieka nie robić egocentrcznego władcy rzeczywistości
Egocentrycznego władcę to robią z człowieka systemy religijne, postulujące że jesteśmy oczkiem w głowie jakiegoś Stwórcy Wszechrzeczy. Z drugiej strony masz teorię multiversum, zgodnie z którą jesteśmy nic nieznaczącym chaotycznym zaburzeniem na zadupiu jakiegoś nic nieznaczącego puchnącego bąbla.
> (...) żeby wspólnotę, innych ludzi traktować sprawiedliwie, a nie przedmiotowo.
Zainteresuj się może, jak większość Świętych Ksiąg religii traktuje kobiety i wolnomyślicieli, to nie będziesz pisał takich farmazonów. Jeżeli istnieje jakaś korelacja między Bogiem a etyką, to chyba tylko ujemna.
>> Trzeba się pogodzić, że są bariery nieprzekraczalne (...) > I w ten sposób ogłaszasz naukowy dogmat: teorię, którą należy uznać bez dowodu.
Ależ żaden dogmat - niecierpliwie czekam na Twoją relację z Drugiej Strony.
> Biblia mówi, że Stwórcę poznaje się przez Jego dzieła, dzieła są
...tylko nie wiadomo czyje.
> wszechświatów nie ma.
Chciejstwo dogmatyczne.
>> Nie jest, dopóki nie ustawisz tam złotego tronu, chórów anielskich - i nie zaczniesz sprzedawać biletów. > Zakładasz więc, że w innych wszechświatach nie ma podobnego do naszego
Niby dlaczego miałoby nie być podobnego do naszego? Równie dobrze któryś/wiele/wszystkie mogą mieć taką samą fizykę, nie widzę problemu.
> bo jeśli jest choć jeden, to to się tam znajduje, tak samo jak na Ziemi.
Złoty tron i chóry anielskie? Na Ziemi? No, pojechałeś teraz...
> To poczytaj uważnie, że krwawe jatki dotyczyły tych, ktorzy sami robili gorsze
Tę historię - jak zwykle - napisali zwycięzcy.
> jak Bóg pozwolił zabić, to to była sprawiedliwa kara za morderstwa, ofiary z ludzi, itp.
Ciekawe za pomocą jakiego mechanizmu nieosobowy Bóg na coś pozwala? Czy może interpretujemy po fakcie, że "skoro się zdarzyło, to pozwolił"?
> Żydzi próbowali negocjować
"Moglibyście sobie gdzieś pójść, bo wiecie, Jahwe obiecał nam waszą ziemię?"
> Tak samo ludzie krytykują sprawę zniszczenia Sodomy (...) miasto zostałoby ocalone ze względu na 10 sprawidliwych, których tam nie było.
Czyli: jest dziesięciu, jest OK - ale jak jest tylko dziewięciu, to sorry? Mów mi jeszcze o bożej sprawiedliwości, może wreszcie sam zauważysz problem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >Boli, że upada argument o niskim prawdopodobieństwie, co? >Rozumiem, ale nie współczuję.
Dlaczego?
Prawdopodobieństwo jest niskie tylko wtedy, gdy zakłada się, że życie powstało samoczynnie i przypadkowo... Wiele wszechświatów zwiększa teoretyczną szansę kreując dodatkowe losowania i przyjmuje, że żyjemy w takiej wersji, w której akurat się udało, a istnieje niemal nieskończoność zbędnych, nieudanych wszechświatów.
Ja zamiast tego przyjmuję, że życie jest zaplanowane i pewne, nie muszę przy tym kreować absolutnie nic, ponieważ powstanie życia jest skutkiem życia, które istniało i ewoluowało wcześniej oraz zapętlenia czasu, dla mnie Bóg jest naturalnym i integralnym elementem istniejącego wszechświata, a nie widzimy go, tak samo jak nie widzimy pozaziemskiego życia, którego istnienie jest statystycznie pewne wobec życia na Ziemi i jednorodnej struktury wszechświata, gdzie musi powstawać tak samo jak tu.
Teoretyczne inne wszechświaty teoretycznie zwiększają szansę przypadku, która jest tak mała, że praktycznie nieprawdopodobna.
>(Być może) nieudowadnialnym, wciąż jednak prawdopodobniejszym od Boga.
Dlaczego prawdopodobniejszym? Jakieś wyliczenia sugerujące, że nieskończoność wszechświatów jest pewniejsze niż to, że jakieś inteligentne życie istniało wcześniej niż życie na Ziemi i ludzie?
Z podstawowych praw fizyki, z zasady zachowania energii, wynika, że jeśli wszechświat jest, to coś musiało być zawsze, a zatem przed wielkim wybuchem musiało być tyle samo co po, a wtedy życie z poprzedniej instancji tego samego wszechświata mogło mieć wpływ na kształt naszego wszechświata i nas.
>A to akurat elementarne, Watsonie. Bóg, który wie wszystko o przyszłości, nie może zmienić zdania (ergo, nie jest wszechmocny). Dodatkową konsekwencją wszechwiedzy jest przykre ograniczenie, iż właściwie może robić tylko to, o czym wcześniej wiedział, że zrobi. Pełny determinizm, zero spontanu. Nie wiem jak Bóg, ja bym umarł z nudów.
Wyjaśniłem już, że wszechwiedza, to nie wiedza o wszystkim co można wymyślić, ale wiedza o wszystkim co można wiedzieć, podobnie wszechmoc to nie moc czynienia wszelkich absurdów, ale możliwość zrobienia wszystkiego, co możliwe, tak samo jak wszechświat zawiera wszystko to co jest, ale nie to, czego nie ma, np. zjawisk sprzecznych z obiektywnymi prawami fizyki.
Jeśli zakładasz, że Bóg zamierza zmieniać zdanie, to kreujesz problem, tylko widzisz, Bóg objawił, że nie zamierza, np. w Ewangelii Mateusza 5,17-20. znacznie wcześniej niż pojawił się ten problem, już go nie bylo.
Jeśli Bóg po potopie oznajmił, że nie zrobi go więcej, to spowodował, że nie może zrobić potopu, że to niemożliwe, a wciąż jest wszechmocy, bo może zrobić wszystko, co możliwe pozostaje.
>Aha. Wszechmocny, wszechwiedzący i nieosobowy, wszystko jasne.
Tak samo jak polski rząd, tylko lepiej. Rząd posiada pewne uprawnienia ("moce", zdolności), oraz wiedzę (informacje), ale nie jest osobą, a tym wszystkim dysponują jego członkowie, jak dla mnie wszystko jasne.
>Egocentrycznego władcę to robią z człowieka systemy religijne, postulujące że jesteśmy oczkiem w głowie jakiegoś Stwórcy Wszechrzeczy. Z drugiej strony masz teorię multiversum, zgodnie z którą jesteśmy nic nieznaczącym chaotycznym zaburzeniem na zadupiu jakiegoś nic nieznaczącego puchnącego bąbla.
To, że ogólnie uważasz ludzkość za nic nie znaczącą jeszcze na nic nie wpływa, bo masz swobodę bycia nikim, albo traktowania (tylko) innych jako nic, miejsce na ego pozostaje.
>Zainteresuj się może, jak większość Świętych Ksiąg religii traktuje kobiety i wolnomyślicieli, to nie będziesz pisał takich farmazonów. Jeżeli istnieje jakaś korelacja między Bogiem a etyką, to chyba tylko ujemna.
Z tego co zauważyłem, to Biblia odpowiedzialność kładzie na mężczyzn, aby kobiety miały zapewnione bezpieczeństwo i opiekię, konieczną dla rozwoju rodziny. Kultury tradycyjne się rozwijają, a wyzwolona wymiera mimo "sukcesu". A kobiety świadomie nawracające się np. na islam pokazują, że to nie musi być ograniczenie, a spełnienie.
>Ależ żaden dogmat - niecierpliwie czekam na Twoją relację z Drugiej Strony.
Wciąż nie przedstawiłeś żadnego dowodu za wszechświatami poza słowami teorii, ja o Bogu też mam słowa Pisma Świętego, taka sama klasa dowodu, a do tego jeszcze zgodność historyczną - moje dowody są lepsze, bo Ty nie podałeś żadnych rzeczywistych faktów za wszechświatami.
>Chciejstwo dogmatyczne.
Wszechświat to z definicji wszystko co istnieje. Możesz to dzielić na części i opisywać po kawałku, ale nie da się nic dodać. Twierdzisz, że oprócz wszystkiego istniej jeszcze wiele innego?
>Złoty tron i chóry anielskie? Na Ziemi? No, pojechałeś teraz...
Złote trony miało już kilku władców, np. Tutenchamon, papież, a chóry anielskie na jasełkach kiedyś widziałem.
Ale nie bądźmy antropocentryczni, Ziemia to nie cały (nasz) wszechświat, jest mnóstwo innych planet, gdzie może być bardziej rozwinięte życie.
>Tę historię - jak zwykle - napisali zwycięzcy.
Ci zwycięzcy bardzo lubią pisać klątwy przeciw sobie, potępiać swoich królów i kapłanów, którzy mieliby z tego korzystać. Mało obiektywni są, za to mistrzowie pozytywnej propagandy.
>Ciekawe za pomocą jakiego mechanizmu nieosobowy Bóg na coś pozwala? >Czy może interpretujemy po fakcie, że "skoro się zdarzyło, to pozwolił"?
A na jakiej podstawie prognozujesz, np. że będzie burza, czekasz aż ktoś Ci powie, czy umiesz to rozpoznać? A ten kto to mówi?? Da się?
>"Moglibyście sobie gdzieś pójść, bo wiecie, Jahwe obiecał nam waszą ziemię?"
Żydzi pytali o pokojowe przejście, a teren zajmowali, kiedy byli zmuszeni do walki, taka historia jest podana jako słuszne postępowanie, uważasz, że to złe?
>Czyli: jest dziesięciu, jest OK - ale jak jest tylko dziewięciu, to sorry?
Takie negocjacje prowadził też Abraham, a liczba wciąż się zmniejszała, a fakty z tej historii są takie, że sprawiedliwi ludzie zostali ewakuowani, a kara dotyczyła tylko przestępców
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > (...) powstanie życia jest skutkiem życia, > które istniało i ewoluowało wcześniej oraz zapętlenia czasu
O ile dobrze pojmuję Twoją koncepcję, Bóg wyewoluował aż do osiągnięcia umiejętności podróżowania w czasie (w tym nietrywialnym sensie...) - a następnie cofnął się i zapoczątkował życie i ewolucję, której sam jest produktem.
Fascynujące, ale obawiam się, że przedawkowałeś Terminatora.
Jeżeli nie masz problemu z paradoksami generowanymi przez odrzucenie zasady przyczynowości - to jest to właśnie dobra charakterystyka "myślenia magicznego", o którym już pisałem.
Jeżeli kiedykolwiek zaobserwujemy, że "skutki" wyprzedzają "przyczyny" - będzie to prowadziło do naturalnego wniosku, iż obserwowany przez nas świat jest symulacją, kierowaną przez kogoś z zewnątrz, mającego możliwość zatrzymywania, przewijania i wprowadzania zmian. Naturalnym będzie także założenie, iż ów "świat ponad naszym" (a przynajmniej ten najwyższy w hierarchii, jeżeli byłoby ich więcej) - ma już "prawidłową" strzałkę czasu, bez paradoksów.
Jak powstało życie w tym "świecie zewnętrznym"? - tego Twoja teoria nie wyjaśnia.
> Jeśli Bóg po potopie oznajmił, że nie zrobi go więcej, > to spowodował, że nie może zrobić potopu, że to niemożliwe, > a wciąż jest wszechmocy, bo może zrobić wszystko, co możliwe pozostaje.
Rozumiem, ale przy takiej definicji ja jestem równie wszechmocny. Mogę zrobić wszystko - no chyba że oznajmię, że czegoś nie zrobię.
> Z tego co zauważyłem, to Biblia odpowiedzialność kładzie na mężczyzn, > aby kobiety miały zapewnione bezpieczeństwo i opiekię
Podobnie jak krowy, kozy i świnie.
> A kobiety świadomie nawracające się np. na islam pokazują, > że to nie musi być ograniczenie, a spełnienie.
Jaka jest skala tego zjawiska?
Bo wiesz, są też kobiety, które robią takie rzeczy że nie uwierzysz. Bywa, że uczestniczą w tym różne zwierzątka. I też można się tam doszukać jakiejś formy spełnienia.
> ja o Bogu też mam słowa Pisma Świętego, taka sama klasa dowodu, > a do tego jeszcze zgodność historyczną - moje dowody są lepsze,
Te fragmenty "O krasnoludkach i Sierotce Marysi", które mówią o pasaniu gąsek i trudnej doli wiejskiego dziecka, również są bez zarzutu.
> Wszechświat to z definicji wszystko co istnieje
To stara definicja. Jak będziesz się jej trzymał, to się nie dogadasz z ludźmi. Aczkolwiek staram się pisać "bąbel" i "multiwersum", mam nadzieję że rozróżnienie jest czytelne.
> sprawiedliwi ludzie zostali ewakuowani, a kara dotyczyła tylko przestępców
Mam inne wyobrażenie o "sprawiedliwej karze" niż główny bohater Biblii. Trudno nam będzie się tu dogadać, bo Ty go najwyraźniej lubisz, a ja nie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >O ile dobrze pojmuję Twoją koncepcję, Bóg wyewoluował aż do osiągnięcia umiejętności podróżowania w czasie (w tym nietrywialnym sensie...) - a następnie cofnął się i zapoczątkował życie i ewolucję, której sam jest produktem. >Fascynujące, ale obawiam się, że przedawkowałeś Terminatora.
Źle pojmujesz.
Znam paradoks dziadka, on nie dotyczy tej sytuacji, bo nie ma tutaj żadnego cofania się w czasie.
Jesteś ograniczony koncepcją liniowego czasu, który jest liczony od wartości początkowej (od 0) tylko do przodu (do nieskończoności), gdzie każda kolejna chwila jest późniejsza i inna od poprzedniej.
Ja natomiast dopuszczam i zakładam, że czas jest zapętlony, okresowy, a zatem pomimo tego, że postępuje tylko do przodu, co jakiś czas trafia do początku, lub w miejce równoważne początkowi.
To jest tak, jakbyś w biegunowym układzie współrzędnych zwiększał kąt, jak dojdziesz do 2 pi, to jesteś w tym samym miejscu co 0, zwiększasz dalej, 4 pi to znowu jest 0, można tak w nieskończoność.
Stoisz sobie gdziekolwiek na Ziemi, wybierasz kierunek, idziesz prosto po powierzchni, powiedzmy na wschód, pomimo tego, że się nie cofasz, wracasz z zachodu do początku.
>Jeżeli nie masz problemu z paradoksami generowanymi przez odrzucenie zasady przyczynowości - to jest to właśnie dobra charakterystyka "myślenia magicznego", o którym już pisałem.
Zasada przyczynowości obowiązuje, ale istnienie paradoksów zależy od założeń dotyczących kształtu rzeczywistości.
>Jeżeli kiedykolwiek zaobserwujemy, że "skutki" wyprzedzają "przyczyny" - będzie to prowadziło do naturalnego wniosku, iż obserwowany przez nas świat jest symulacją, kierowaną przez kogoś z zewnątrz, mającego możliwość zatrzymywania, przewijania i wprowadzania zmian. Naturalnym będzie także założenie, iż ów "świat ponad naszym" (a przynajmniej ten najwyższy w hierarchii, jeżeli byłoby ich więcej) - ma już "prawidłową" strzałkę czasu, bez paradoksów.
Nie ma zewnątrz i nie ma wyprzedzania, jest pętla, najprostsza opcja.
>Jak powstało życie w tym "świecie zewnętrznym"? - tego Twoja teoria nie wyjaśnia.
Żadna teoria zakładająca "początek czasu" nie wyjaśnia, skąd wziął się jakikolwiek wszechświat, w szczególności ten najbardziej nadrzędny, pierwszy, który tworzy potomne.
To jak powstało życie jest względem tego problemem podrzędnym i wtórnym.
Jedynie koncepcja zapętlonego czasu gwarantuje to, że zawsze było i nie ma początku, a zatem nie ma problemu kreacji do wyjaśnienia i naruszenia zasad zachowania.
>Rozumiem, ale przy takiej definicji ja jestem równie wszechmocny. >Mogę zrobić wszystko - no chyba że oznajmię, że czegoś nie zrobię.
Nie, bo wtedy ja wciąż będę mógł to zrobić, a Ty nie, zatem istnieją możlwiości które są wykonalne, a poza Twoim zasiegiem. Tymczasem na tej planecie i w tej instancji wszechświata (do wielkiego kolapsu) ponowny potop jest nieosiągalny dla nikogo.
>Jaka jest skala tego zjawiska?
Obecnie niewielka, ale przyrost naturalny przedstawicieli kultur wyzwolonych, jak europejska, jest obecnie zbyt niski, aby te kultury przetrwały, nie ma się co dziwić, skoro ludzie wybierają kariery, seks dla przyjemności i zabezpieczenia, które mają chronić przed "wpadką".
Natomiast według wszelkich prognoz kraje europejskie w niezbyt długiej perspektywie staną się republikami islamskimi... Oni może i nie są tacy bogaci, ale ich dzieci wezmą to, co "wyzwoleni" zarabiają.
>Bo wiesz, są też kobiety, które robią takie rzeczy że nie uwierzysz. Bywa, że uczestniczą w tym różne zwierzątka. I też można się tam doszukać jakiejś formy spełnienia.
Róznica polega na tym, ze takie formy spełnienia nie zapewniają ani osobistego przetrwania, ani utrwalenia pamięci o sobie i swoich przekonaniach.
>Te fragmenty "O krasnoludkach i Sierotce Marysi", które mówią o pasaniu gąsek i trudnej doli wiejskiego dziecka, również są bez zarzutu.
Oczywiście, że tak. Natomiast to, że tekst traktuje o fizyce nie czyni z niego opisu rzeczywistości, istotą konwencji science-fiction jest postulowany rozwój nauki i teorie na ten temat, i chociaż może być tak, że fabularna teoria nie budzi zarzutów, wcale nie jest prawdą.
>To stara definicja. Jak będziesz się jej trzymał, to się nie dogadasz z ludźmi.
Ty wszechświatem nazywasz "bąbel" i twierdzisz, ze są inne, ja twierdze, że jeśli są inne "bąble", to są tylko częściami wszechświata, którym w tej sytuacji trzeba nadać bardziej adekwatne określenia, tak jak kiedyś lądy nazwano kontynentami, bo (całym) światem być przestały. a wszechświatem jest tylko wszystko razem, wszystko co istnieje.
Dla mnie definicja wszechświata jest bezwzględna, a ewolucji ulega ludzkie praktyczne postrzeganie tego, co ona wyraża.
Ty natomiast antropocentrycznie określasz czym jest (nasz) wszechświat, i dopuszczasz istnienie innych równie ograniczonych.
Powiedz mi co z tego, że opiszesz prawa natury dla konkretnych "wszechświatów", co z zasadami panujacymi w tym nadrzędnym "multi(wszech)świecie"? Tak samo trzeba je poznać i opisać, a skoro multiświat okaże się co do natury tym samym co wszechświat, tylko większym, to po co inna nazwa? Czy pojęcia nie powinny oddawać istoty sprawy?
>Aczkolwiek staram się pisać "bąbel" i "multiwersum", mam nadzieję że rozróżnienie jest czytelne.
Zdecydowanie lepiej oddaje istotę sprawy, niż nazywanie wszechświatem jakiegoś fragmentu wszystkiego.
>Mam inne wyobrażenie o "sprawiedliwej karze" niż główny bohater Biblii. >Trudno nam będzie się tu dogadać, bo Ty go najwyraźniej lubisz, a ja nie.
Przykład?
Ja uważam karę śmierci za sprawidliwą, ponieważ przestępstwa nie mogą się opłacać, jeśli w ramach kary zapłacisz mniej niż zyskałeś robiąc źle, to dla niektórych ludzi to może być zachęcające.
Przestępca za karę powinien dostać co najmniej to, co sam wykonał, chyba, że przed osądzeniem i skazaniem naprawił całą szkodę w sposób satysfakcjonujący dla poszkodowanych (z uwzględnieniem oceny niezawisłego sądu), (ale nie tylko kapłanów/przekupnych sędziów).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Ja natomiast dopuszczam i zakładam, że czas jest zapętlony, okresowy, > a zatem pomimo tego, że postępuje tylko do przodu, > co jakiś czas trafia do początku, lub w miejce równoważne początkowi.
Nieistotne, czy Bóg się "cofnie w czasie", czy poczeka aż pętla się obróci, czy też się przespaceruje po jakiejś innej koncepcji wielowymiarowego czasu - chwila, do której trafi po takiej wycieczce, nie będzie "tą samą" ani "równoważną" chwilą. A to z powodu Jego tam obecności, której wcześniej nie było.
No chyba że Bóg jest zawsze i wszędzie - ale jednak ekonomiczniejszą teorią jest, że zawsze i wszędzie jest "jakaś forma energii". Nietrudny rachunek - energia jest prosta, Bóg nie (bo składa się z energii + Atrybuty). Możesz oczywiście utożsamić Boga z tą energią, ale zrezygnuj proszę z inteligencji i celowości działania.
>> Mogę zrobić wszystko - no chyba że oznajmię, że czegoś nie zrobię. > Nie, bo wtedy ja wciąż będę mógł to zrobić, a Ty nie, > zatem istnieją możlwiości które są wykonalne, a poza Twoim zasiegiem.
Oznajmiam, że daję Ci wolną wolę i możesz robić co Ci się tylko uda.
> Tymczasem na tej planecie i w tej instancji wszechświata (do wielkiego kolapsu) > ponowny potop jest nieosiągalny dla nikogo.
Nieuprawniony dogmat. Przy okazji - jak to godzisz z koncepcją pętli czasowej? Ach, tylko "do wielkiego kolapsu". A potem znowu będziemy odgrywać ten sam teatrzyk? Jakoś nie satysfakcjonuje mnie to intelektualnie, ale pewnie Bóg ma inne standardy.
> Natomiast według wszelkich prognoz kraje europejskie > w niezbyt długiej perspektywie staną się republikami islamskimi... > Oni może i nie są tacy bogaci, ale ich dzieci wezmą to, co "wyzwoleni" zarabiają.
Nie jest to najlepszy argument na korzyść religii. Nawet jeżeli to nieuchronne - to nie znaczy że "godne, sprawiedliwe i słuszne". Choć może "zbawienne".
>> Mam inne wyobrażenie o "sprawiedliwej karze" niż główny bohater Biblii. > Przykład?
Dzieci, które zginęły w Potopie.
> Ja uważam karę śmierci za sprawidliwą, > ponieważ przestępstwa nie mogą się opłacać
Tu się nie różnimy. Czekam jednak na opis przestępstw popełnionych przez wzmiankowane wyżej dzieci.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >Nieistotne, czy Bóg się "cofnie w czasie", czy poczeka aż pętla się obróci, czy też się przespaceruje po jakiejś innej koncepcji wielowymiarowego czasu - chwila, do której trafi po takiej wycieczce, nie będzie "tą samą" ani "równoważną" chwilą. A to z powodu Jego tam obecności, której wcześniej nie było.
Właśnie, że istotne!
Jeśli cofasz się w ciągu przyczynowo-skutkowym, przemieszczasz się po nim w kierunku przeciwnym do wyznaczonego, to pojawia się w nim wyróżniony punkt, do którego możesz dotrzeć dwa razy jednocześnie, do przodu i wstecznie, a co ważniejsze z którego wychodzą dwa odgałęzienia: jedno, które już dla Ciebie sie wydarzyło; i drugie, które ma przez Ciebie się wydarzyć. Jeśli te 2 wersje są różne, to się wzajemnie wykluczają, a przecież jednocześnie obie muszą się wydarzyć, musisz i nie możesz wybrać jednocześnie, skutki są nierozstrzygalne, tutaj ciąg traci spójność i to jest paradoks.
Natomiast pętla nie ma żadnych obiektywnie wyróżnionych punktów, do każdego z nich wchodzisz tylko raz (jednocześnie) i tylko raz wychodzisz, ciąg jest spójny i nie ma konfliktów do rozstrzygnięcia, Bóg z końca pojawił się na początku, bo własnie tak miał tam trafić, a nie dlatego, że wyrwał się z ciągu, żeby wrócić, Jego obecność tam jest skutkiem, a nie anomalią; jeśli nie robi to różnicy w ciągu, to nie ma paradosku.
Jeśli podejmujesz alternatywne możliwe decyzje, to to ma miejsce w innych instacjach, następujących kolejno po sobie, bo pętla może trwać równie dobrze tyle co jeden kolaps, co dowolnie dużo następujacych po sobie, Zależnie od jakości decyzji jej skutki będą odczuwalne długo, nawet w kolejnych generacjach wszechświata, albo szybko zanikną, tak działa ewolucja.
Myśle, że wyjaśniłem problem tego paradoksu, jeśli masz dalsze wątpliwości, to chętnie odpowiem, ale Ty wyjaśnij mi inny paradoks: skąd wziął się na początku pierwszy wszechświat? Bo jeśli istniał zawsze, to zawsze jest dość czasu, by Bóg już wcześniej zdążył powstać i wpływać na kolejne, jeśli zaś miał początek, to narusza to prawa fizyki.
>No chyba że Bóg jest zawsze i wszędzie - ale jednak ekonomiczniejszą teorią jest, że zawsze i wszędzie jest "jakaś forma energii". Nietrudny rachunek - energia jest prosta, Bóg nie (bo składa się z energii + Atrybuty). Możesz oczywiście utożsamić Boga z tą energią, ale zrezygnuj proszę z inteligencji i celowości działania.
Czy twoja ręka jest świadoma? A noga? Decyzje podejmowane są w mózgu, a pomimo tego jako świadomego określa się całego człowieka.
Nasze ciała składają się z cząstek, ktore już wielokrotnie były i jeszcze będą składnikami Ziemi, litosfery, atmosfery, obojętne. Uprawnionym jest zatem twierdenie, że ludzkość jest elementem Ziemi, i tym samym, że Ziemia jest inteligentna i działa celowo.
Wybuchy wulkanów, tsunami i burze tropikalne wciąż nas zaskakują i wyraźnie nam szkodzą, ale kwestią czasu jest ich przewidywanie i sensowne wykorzystanie ich potencjału, tak jak to ma miejsce np. z regulacją rzek.
Idąć tą drogą cały wszechświat się "uświadamia".
>Nieuprawniony dogmat.
Jakieś koncepcje skąd wiąć około 3-4x więcej wody na Ziemi? Przypuszczam, że w litosferze (pod ziemią) jest jej dość, obliczyłem kiedyś, że 0,086% masy Ziemi by wystarczyło, natomiast musiałbyś rozkopać całą planetę, żeby ją wydobyć, ale jeśli rozwalisz planetę, to nie będzie co zalewać.
>Przy okazji - jak to godzisz z koncepcją pętli czasowej? Ach, tylko "do wielkiego kolapsu". A potem znowu będziemy odgrywać ten sam teatrzyk? Jakoś nie satysfakcjonuje mnie to intelektualnie, ale pewnie Bóg ma inne standardy.
Niekoniecznie odrazu, może się wydarzyć kolejno wiele innych wersji, ale w końcu powróci i ta obecna.
>Nie jest to najlepszy argument na korzyść religii.
Teoria ewolucji przez dobór naturalny mówi, że najlepsze rozwiązania trwają i się rozwijają, a gorsze giną.
Najlepsze nie jest ani najmądrzejsze, ani najsilniejsze, tylko to, które najlepiej się rozwija w środowisku, a zatem w tym temacie wydające najskuteczniejsze potomstwo. Jeśli ludzie wybierają antykoncepcję i aborcje tylko po to, żeby się dobrze bawić bez konsekwencji, to sami swoją najlepszość przekreślają.
Najmądrzejsze jest wybranie najlepszego rozwiązania.
Oczywiście nie chodzi tylko o to, żeby mieć dużo dzieci, ale żeby oprócz tego wychować je tak, żeby umiały utrzymać i wychować swoje dzieci właściwie.
>Nawet jeżeli to nieuchronne - to nie znaczy że "godne, sprawiedliwe i słuszne". Choć może "zbawienne".
Jeśli uznajesz w ewolucję, to czemu uważasz, że lepsza jest opcja, która jest wymierajaca?
>Dzieci, które zginęły w Potopie.
Dzieci, które są dość duże, by być samodzielne, są już zapewne wychowane i doświadczone w tym, co rodzice-przestępcy robią aby się utrzymać, inaczej nie byłyby za bardzo samodzielne. Natomiast dzieci, które samodzielne nie są, itak by sobie bez rodziców nie poradziły. W chwili potopu Noe miał 600 lat i 3 dorosłych, żonatych synów, którzy jednak nie mieli własnych dzieci, za to potem dość sporo. Być może w czasie poprzedzajacym potop trwała epidemia choroby powodującej niepłodność, albo ludzie nie chcieli dzieci i tak jak obecnie preferowali np. homoseksualizm.
A żeby nie mieć wątpliwości, czy oczekujesz sprawidliwego wyroku, czy może raczej stronniczego przeciw Bogu, zapytam Ciebie:
Gdybyś miał fermę kur chorych na ptasią grypę, to co, niech żyją aż wymrą same i jeszcze trochę pozarażają? A gdybyś miał psa, konia, świadome zwierzę-przyjaciela, które zachorowało na wściekliznę, to uśpiłbyś czy nie? A to jego wina, czy nie?
A gdybyś miał martwicę ręki i trzeba by amputować, pozbyłbyś się kawałka siebie, żeby przetrwać? A nowotwór części mózgu?
Dobrze jest wybaczać i dobrze jest dawać szansę na poprawę, ale kiedy szans na poprawę już nie ma, trzeba chronić tych, którzy jeszcze nie są zepsuci.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Natomiast pętla nie ma żadnych obiektywnie wyróżnionych punktów, > do każdego z nich wchodzisz tylko raz (jednocześnie) i tylko raz wychodzisz, > ciąg jest spójny i nie ma konfliktów do rozstrzygnięcia, > Bóg z końca pojawił się na początku, bo własnie tak miał tam trafić, > a nie dlatego, że wyrwał się z ciągu, żeby wrócić, > Jego obecność tam jest skutkiem, a nie anomalią; > jeśli nie robi to różnicy w ciągu, to nie ma paradosku. > Jeśli podejmujesz alternatywne możliwe decyzje, > to to ma miejsce w innych instacjach, następujących kolejno po sobie, > bo pętla może trwać równie dobrze tyle co jeden kolaps, > co dowolnie dużo następujacych po sobie
Zdajesz sobie sprawę, że potrzebujesz cykliczności Wybuch-Kolaps, żeby utrzymać swoją teorię pętli czasu? To dlatego nie lubisz multiwersum, bo Ci się materia rozłazi bezładnie i raczej nie ma widoków, że się znowu skupi i będziesz mógł zaczynać teatrzyk od nowa? Zdaje się, że koncepcja śmierci termicznej wszechświata też Cię nie urządza, co?
Chciejstwo z Twej pętli wystaje, niekatoliku. A jakież konsekwencje: full determinizm, wszystko ustawione, zero wolnej woli, nawet Bóg jako marionetka. Pozwolisz, że - przy braku możliwości weryfikacji - z powodów czysto estetycznych będę się nadal skłaniał ku teoriom dopuszczającym pewną losowość.
> Zależnie od jakości decyzji jej skutki będą odczuwalne długo, > nawet w kolejnych generacjach wszechświata, albo szybko zanikną
Może i odczuwalne, ale na pewno nie prognozowalne. Kolaps to jest dość twardy reset, jak zdobędziesz wiedzę, co zmienić w naszej "instancji" cyklu, żeby osiągnąć pożądany efekt w kolejnej? A może Bóg - ha, ha - przeżyje Kolaps?
> ale Ty wyjaśnij mi inny paradoks: > skąd wziął się na początku pierwszy wszechświat?
Nie ma początku, jest wieczna "energia". Raczej Coś niż Nic.
> Bo jeśli istniał zawsze, to zawsze jest dość czasu, > by Bóg już wcześniej zdążył powstać i wpływać na kolejne
Jak u licha Bóg przeżyje Kolaps?
> Jeśli uznajesz w ewolucję, to czemu uważasz, > że lepsza jest opcja, która jest wymierajaca?
Rozumiem prawo dżungli, co nie znaczy że sam tak postępuję.
Tak, zabicie (genów) wszystkich wrogów jest skuteczną strategią ewolucyjną. Nie, nie pochwalam takiego zachowania.
>> Dzieci, które zginęły w Potopie.
> Dzieci, które są dość duże, by być samodzielne, > są już zapewne wychowane i doświadczone w tym, > co rodzice-przestępcy robią aby się utrzymać, > inaczej nie byłyby za bardzo samodzielne. > Natomiast dzieci, które samodzielne nie są, > itak by sobie bez rodziców nie poradziły.
Dziękuję za te wyjaśnienia, które wiele mi o Tobie powiedziały. Nie drążmy już tej kwestii, szkoda czasu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >Zdajesz sobie sprawę, że potrzebujesz cykliczności Wybuch-Kolaps, żeby utrzymać swoją teorię pętli czasu? To dlatego nie lubisz multiwersum, bo Ci się materia rozłazi bezładnie i raczej nie ma widoków, że się znowu skupi i będziesz mógł zaczynać teatrzyk od nowa? Zdaje się, że koncepcja śmierci termicznej wszechświata też Cię nie urządza, co?
Zdaję sobie sprawę. Ta teoria przynajmniej nie ma problemu z naruszeniem zasady zachowania energii, zawsze jest tyle samo i wiadomo skąd.
Natomiast Ty odmawiasz udzielenia mi (uzasadnionej) odpowiedzi skąd wziął się pierwszy, nadrzędny wszechświat, z którego materia mogłaby się rozpraszać.
A niby czemu miałaby nastąpić śmierć termiczna? Jak wszechświat się rozszerza, to stygnie, jak sprężą, to się grzeje, normalna termodynamika, to jest zamknięty obieg, energia się nie traci, conajwyżej zmienia chwilowo formę.
Najpierw brakuje Ci energii na początku, a teraz chcesz ją zgubić? Gdzie u Ciebie elementarne prawa fizyki?
>Chciejstwo z Twej pętli wystaje, niekatoliku. A jakież konsekwencje: full determinizm, wszystko ustawione, zero wolnej woli, nawet Bóg jako marionetka. Pozwolisz, że - przy braku możliwości weryfikacji - z powodów czysto estetycznych będę się nadal skłaniał ku teoriom dopuszczającym pewną losowość.
W tym miejscu chciałbym poznać naukową opinię: Czy myśli determinują procesy chemiczne w mózgu, czy procesy chemiczne w mózgu determinują myśli? Świat jest projekcją idei, czy idee są generowane przez fizyczny świat? Mówiłes coś o antropocentryzmie, więc wszechświat jest dla nas, czy jesteśmy jego małą częścią?
Wolna wola jest, ale jest kwestią perspektywy, ograniczenia, własnych celów i systemu wartości. I wola, to nie przypadkowość, ale zdolność podejmowania własnych decyzji, a ten proces też ma swoje zasady.
A co to jest według Ciebie losowość? Np. wybór kul w loterii? To jest tylko pseudo-losowe, za mało danych, żeby przeprowadzić symulację. Determinizm jest faktem obiektywnym, ludzkie postrzeganie jest subiektywne, to cała losowość i wolna wola.
Nie zauważyłem też, żeby zachodziły zjawiska, jakie musiałyby wynikać z losowości, np. nie powstaje znikąd nowa materia, jeśli już, to pochodzi z ustalonych źródeł, przynajmniej w zasięgu empirycznego poznania; ani nie znika coś, co już istnieje, tylko zamienia się na inną formę energii. Wszechświat jest zbyt stabilny i uporządkowany, jak na losowość, daje się opisać prawami.
>Może i odczuwalne, ale na pewno nie prognozowalne. Kolaps to jest dość twardy reset, jak zdobędziesz wiedzę, co zmienić w naszej "instancji" cyklu, żeby osiągnąć pożądany efekt w kolejnej? A może Bóg - ha, ha - przeżyje Kolaps?
Potrafisz symulować zderzenie 2 kulek? Obliczyć co z nimi sie stanie? A 5? A 10? A 10^100?
Ilość nie zmienia natury, a tylko trudność dokładnego określenia. Kolaps to nie reset, dalej są przyczyny i skutki, ale trudniejsze do przewidzenia. Chaos to komplikacja, a nie losowość.
Wybuch jest nieprzewidywalny? A stosuje się je jako metodą kontrolowanego wyburzania, można tak precyzyjnie zaplanować, że spełni oczekiwania.
W komputerze reset to utrata informacji, bo uwalniasz ich energię na zewnątrz, ale w odniesieniu do wszechświata nie ma gdzie, jest tylko zmiana formy.
>Nie ma początku, jest wieczna "energia". Raczej Coś niż Nic.
Czyli od nieskończenie długo istnieje coś, co działa tak, że rozprasza się w nicość? W jaki sposób jeszcze istniejemy? Nie minęło dość czasu na rozproszenie?
Patrząc na to praktycznie: - albo wszystko istnieje określony czas, ale wtedy skąd się wzięło? - albo coś wyzwoliło nagły początek działania z nieskończonego istnienia pasywnego, ale co? - albo wszechświat działa w sposób stabilny i powtarza się przez cały czas, a wtedy funkcjonowanie jest pewne na zawsze.
>Jak u licha Bóg przeżyje Kolaps?
A po co? Wystarczy uwarunkowanie kolapsu tak, żeby przesłać pewne informacje i wytworzyć kopię.
Wybuchy dają się planować.
>Rozumiem prawo dżungli, co nie znaczy że sam tak postępuję. >Tak, zabicie (genów) wszystkich wrogów jest skuteczną strategią ewolucyjną.
Nie zauważyłem, żeby muzułmanie "podbijający" Europę robili to stosując siłę i wymuszając cokolwiek. Właśnie "islamscy terroryści" szkodą ich sprawie. Sukces osiągają ci, co sprzedają kebaby i płodzą dzieci żyjąc pokojowo, dążąc to rozsądnych celów, zamiast gromadzenia więcej pieniędzy niż potrzebują i mogą wydać. Jak już będzie ich dość dużo, demokrtycznie wprowadzą szariat.
Pomyśl, czy to jest tak, że oni wygrywają, czy raczej tak, że to zachód przegrywa? Bo oni wcale nie walczą, robią swoje i tyle, a ludzie "wyzwoleni" sami się poddają!
>Dziękuję za te wyjaśnienia, które wiele mi o Tobie powiedziały. >Nie drążmy już tej kwestii, szkoda czasu.
A odpowiedzi na moje pytania? Fajnie oceniać czyjąś etykę, nie poddając tej samej krytyce własnej.
Ja odpowiedziałem na pytanie, liczę na to, że Ty swojej ukrywać nie musisz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > skąd wziął się pierwszy, nadrzędny wszechświat, > z którego materia mogłaby się rozpraszać.
Akwinatą zapachniało. Dlaczego musiał być jakoś wyróżniony Początek? Każdy wszechświat został wypluty przez czarną dziurę wszechświata-przodka. Z pętlą czasu nie masz problemu, a tu jakiś widzisz?
> A niby czemu miałaby nastąpić śmierć termiczna? > Jak wszechświat się rozszerza, to stygnie, > jak sprężą, to się grzeje, normalna termodynamika,
Żadnym ekspertem od kosmologii nie jestem, ale o ile się orientuję to nadejście "fazy sprężania" jest tylko hipotezą. Równie dobrze energia naszego wszechświata może się rozproszyć aż do stanu "śmierci cieplnej".
> Najpierw brakuje Ci energii na początku, > a teraz chcesz ją zgubić?
Przypominam, że nie rozmawiamy o Początku. O energii za chwilkę.
> Gdzie u Ciebie elementarne prawa fizyki?
Opisują świat za oknem i raczej rzadko uwzględniają nieskończoność, o której tu sobie gdybamy.
> W tym miejscu chciałbym poznać naukową opinię: > Czy myśli determinują procesy chemiczne w mózgu, > czy procesy chemiczne w mózgu determinują myśli?
A skąd to dualistyczne rozróżnienie? Myśli to procesy chemiczne w mózgu.
> Świat jest projekcją idei, > czy idee są generowane przez fizyczny świat?
Świat jest i już, a idee tworzymy w naszych fizycznych umysłach.
> więc wszechświat jest dla nas, > czy jesteśmy jego małą częścią?
Co to znaczy "dla nas"? Nieuprawniona teleologia.
> Wolna wola (...) przypadkowość (...) losowość (...) determinizm
Nieweryfikowalne. Ale złudzenie wolnej woli jest rewelacyjne, nieprawdaż? W Twojej "pętli czasowej" natomiast nie ma nawet złudzeń - za jakiś czas będziemy prowadzić tę samą rozmowę, co do przecinka. Nie kupuję takiej wizji i to nie tylko z powodów estetycznych.
Wiesz, jaki mam problem z Twoją "pętlą"? Gdyby nasze teorie porównać do much, to moja krąży sobie po pokoju bez żadnej prognozowalnej regularności, natomiast Twoja porusza się po ściśle określonym, zamkniętym torze. Wyróżniłeś ten tor z continuum możliwości i jakoś nie widzę dostatecznego argumentu, który by za tym przemawiał.
>> Może i odczuwalne, ale na pewno nie prognozowalne.
> Potrafisz symulować zderzenie 2 kulek?
Symulować - tak. Powiedzieć, gdzie te kulki znajda się po zderzeniu - oczywiście, że nie potrafię. W pewnych szczególnych okolicznościach mogą się nie zderzyć, tylko przeniknąć nawzajem. Lub wyparować.
Mogę tylko policzyć model, który jednak obarczony będzie jakimś błędem.
> Kolaps to nie reset, dalej są przyczyny i skutki, > ale trudniejsze do przewidzenia.
...a tu właśnie na błędy nie ma miejsca. Prognozowanie w skali wszechświata wymaga (poza modelem) wiedzy o tym (co tam aktualnie jest najmniejsze?...) jak się każda strunka skręca. Nie wyewoluuje taki byt, który by to mógł pomierzyć - zresztą Heisenberg się kłania. "Pełną informację" o stanie wszechświata posiada tylko sam wszechświat, ale nic z tego nie wynika.
> Wybuch jest nieprzewidywalny? > A stosuje się je jako metodą kontrolowanego wyburzania > (...) uwarunkowanie kolapsu tak, żeby przesłać pewne informacje > Wybuchy dają się planować.
Wybuch obserwujemy z zewnątrz i możemy sobie poeksperymentować. Kolaps zgniecie Ciebie i Twoją informację praktycznie do punktu i nie obejrzysz sobie tego z bezpiecznej odległości.
>> Nie ma początku, jest wieczna "energia". Raczej Coś niż Nic.
> Czyli od nieskończenie długo istnieje coś, > co działa tak, że rozprasza się w nicość? > W jaki sposób jeszcze istniejemy? > Nie minęło dość czasu na rozproszenie?
Skoro patrząc w przeszłość możemy pomyśleć o "nieskończonej ilości czasu", to dlaczego nie o "nieskończonej ilości energii"? Nie mam z tym problemu.
> Sukces osiągają ci, co sprzedają kebaby > Jak już będzie ich dość dużo, demokrtycznie wprowadzą szariat.
Nie jestem fanem ustroju na "de". To, że "lepszy pieniądz jest wypierany przez gorszy" także nie jest odkryciem nowym.
> Fajnie oceniać czyjąś etykę, > nie poddając tej samej krytyce własnej.
Nie traktuję ludzkich dzieci jak kur, psów i koni - dlatego nie uznałem za stosowne dyskutować na tym poziomie. Idea odpowiedzialności zbiorowej jest dla mnie ohydna. Twoje spekulacje o tym, że "być może przed potopem ludzie nie chcieli dzieci i tak jak obecnie preferowali np. homoseksualizm" zdradzają pewien typ moralności, którego nie chcę dotykać, bo brzydko pachnie. Chciałeś odpowiedzi - proszę.
Bóg Starego Testamentu jest prymitywnym okrutnikiem bez cienia empatii. Nie przewiduje, wymaga ślepego posłuszeństwa i bezlitośnie karze za sprzeciw. Dokładnie takiego wyobrażenia bóstwa można oczekiwać po autorach tych niezbyt mądrych bajeczek, co jest silnym argumentem za ich ziemskim pochodzeniem. Nie bardzo chce mi się o tym gadać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >Akwinatą zapachniało. Dlaczego musiał być jakoś wyróżniony Początek?
Nie musiał, równie dobrze może być pętla.
Jeśli jednak pętli nie ma, a wszechświat dąży w 1 kierunku, to w pewnym momencie jest koniec, rozproszenie, śmierć termiczna, sam to wymieniłeś, a zatem życie jest możliwe przez ograniczony czas, istniejemy, więc ograniczony czas jeszcze nie minął, wszechświat nie istnieje od zawsze, więc skąd się wziął?
>Każdy wszechświat został wypluty przez czarną dziurę wszechświata-przodka.
Przenosisz problem poziom wyżej, ale to nic nie tłumaczy. To jest unik od odpowiedzi na pytanie. Tworzysz kolejny (nadrzędny) proces we wszechświecie, ale nie odpowiadasz skąd i dlaczego jest cały wszechświat.
>Z pętlą czasu nie masz problemu, a tu jakiś widzisz?
Pętla nie potrzebuje wciąż czegoś większego, co ją wytworzy, jest w niej cały czas tyle samo wszystkiego i nie ma początku, a nawet nieskończony czas jest ograniczony okresowością.
Wypluwanie przez czarne dziury wymaga coraz większego coraz wcześniej, każdy wcześniejszy wszechświat musi mieścić te czarne dziury i swoje potomstwo, potrzeba nieskończoność wszystkiego albo początek czasu, pierwszy wszechświat.
>Żadnym ekspertem od kosmologii nie jestem, ale o ile się orientuję to nadejście "fazy sprężania" jest tylko hipotezą. Równie dobrze energia naszego wszechświata może się rozproszyć aż do stanu "śmierci cieplnej".
Ta kosmologia odnosi się tylko do naszego bąbla, który miał początek. Początek wszystkiego narusza zasady zachowania.
>Opisują świat za oknem i raczej rzadko uwzględniają nieskończoność, o której tu sobie gdybamy.
Zatem nieskończoność nie jest przedmiotem nauki, ale wiary, skoro nie odnoszą się do niej prawa fizyki empirycznej.
>A skąd to dualistyczne rozróżnienie? Myśli to procesy chemiczne w mózgu. >Świat jest i już, a idee tworzymy w naszych fizycznych umysłach.
Dokładnie tak, a to świadczy o tym, że myśli są fizycznie uwarunkowane, myślisz co chcesz, ale chcesz to, co natura pozwala.
>Co to znaczy "dla nas"? Nieuprawniona teleologia.
Czy masz we wszechświecie pełną swobodę, czy możesz tylko to, co wszechświat Ci umożliwi?
>Nieweryfikowalne. Ale złudzenie wolnej woli jest rewelacyjne, nieprawdaż?
To nie złudzenie, tylko perspektywa.
>W Twojej "pętli czasowej" natomiast nie ma nawet złudzeń - za jakiś czas będziemy prowadzić tę samą rozmowę, co do przecinka. Nie kupuję takiej wizji i to nie tylko z powodów estetycznych.
Jakie dane wejściowe, taki wybór.
>Wiesz, jaki mam problem z Twoją "pętlą"? Gdyby nasze teorie porównać do much, to moja krąży sobie po pokoju bez żadnej prognozowalnej regularności, natomiast Twoja porusza się po ściśle określonym, zamkniętym torze. Wyróżniłeś ten tor z continuum możliwości i jakoś nie widzę dostatecznego argumentu, który by za tym przemawiał.
Mucha nie krąży bez żadnej regularności po pokoju, ale leci za feromonem żeby się rozmnażać, albo za innym zapachem czy ciepłem, żeby się najeść, nazywasz to losowym, czy nieregularnym, bo nie znasz reguł, co wcale nie znaczy, że one nie istnieją.
>Symulować - tak. Powiedzieć, gdzie te kulki znajda się po zderzeniu - oczywiście, że nie potrafię. W pewnych szczególnych okolicznościach mogą się nie zderzyć, tylko przeniknąć nawzajem. Lub wyparować. >Mogę tylko policzyć model, który jednak obarczony będzie jakimś błędem.
Okoliczności są danymi wejściowymi do symulacji. Jak symulujesz, to je znasz; jak nie znasz, to losujesz. Możesz wylosować sobie dane wyjściowe, potrafisz zasymulować ich efekt? Z całą pewnością powiesz gdzie polecą kulki, kiedy znasz parametry, bez tego np. gra w bilarda nie miała by sensu. Błąd dotyczy danych wejściowych, dokładości reprezentacji liczb lub uproszczeń.
>...a tu właśnie na błędy nie ma miejsca. Prognozowanie w skali wszechświata wymaga (poza modelem) wiedzy o tym (co tam aktualnie jest najmniejsze?...) jak się każda strunka skręca. Nie wyewoluuje taki byt, który by to mógł pomierzyć - zresztą Heisenberg się kłania. "Pełną informację" o stanie wszechświata posiada tylko sam wszechświat, ale nic z tego nie wynika. >Wybuch obserwujemy z zewnątrz i możemy sobie poeksperymentować. Kolaps zgniecie Ciebie i Twoją informację praktycznie do punktu i nie obejrzysz sobie tego z bezpiecznej odległości.
Poeksperymentuj sobie z komercyjnym wyburzaniem, jak masz 1 rzeczywistą próbę i musi sie udać, wszechświat jest jednorodny i izotropowy, pomiar małej części, taki w laboratorium, można uogólnić w takiej skali jak potrzeba.
Planując wybuch nie symulujesz po atomach, ale znając makroskopowe skutki.
Jak dobrze ułożysz, to zgniecie tak jak zaplanowałeś i wyjdzie co zaplanowałeś.
>Skoro patrząc w przeszłość możemy pomyśleć o "nieskończonej ilości czasu", to dlaczego nie o "nieskończonej ilości energii"? Nie mam z tym problemu.
Dlatego, że nieskończony czas jest ograniczony przez okresowość, a energia nie.
Nigdzie nie obserwujemy efektów nieskończonej energii, nagłych kreacji, wszystko dzieje się zachowując tylko to co jest (ograniczone).
>Nie traktuję ludzkich dzieci jak kur, psów i koni - dlatego nie uznałem za stosowne dyskutować na tym poziomie. Idea odpowiedzialności zbiorowej jest dla mnie ohydna.
Ja też nie, i ja bym tak ludzi nie osądził, nie jestem od nikogo ważniejszy, by to zrobić. Ale nie jestem antropocentryczny, mogą istnieć byty, dla których jesteśmy jak kury czy inne zwierzęta dla nas.
>Bóg Starego Testamentu jest prymitywnym okrutnikiem bez cienia empatii.
Akceptujesz ludzką moralność wobec zwierząt? Uważasz, że jesteśmy wyższą, ważniejszą formą życia? Jesz mięso?
Szczerość...
>Nie przewiduje, wymaga ślepego posłuszeństwa i bezlitośnie karze za sprzeciw.
Jako wierzący mam ogromną swobodę robienia tego co dobre, nie wolno mi tylko tego, co szkodzi mi lub komuś innemu, i tylko za to Bóg zezwala karać.
Tworzenie innych bożków nie szkodzi Bogu, ale jest metodą oszustwa i wyzysku innych ludzi, dlatego ze względu na dobro ludzi jest zakaz
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > istniejemy, więc ograniczony czas jeszcze nie minął, > wszechświat nie istnieje od zawsze, więc skąd się wziął?
Powtórzę za teorią multiversum: "został wypluty przez czarną dziurę wszechświata-przodka". Część jego energii/materii "zjadły" czarne dziury, być może dając początek nowym wszechświatom, a reszta może się rozproszyć bez Kolapsu.
> Przenosisz problem poziom wyżej, ale to nic nie tłumaczy. > To jest unik od odpowiedzi na pytanie. > (...) nie odpowiadasz skąd i dlaczego jest cały wszechświat.
A co jest przed n-tą instancją wszechświata w Twojej pętli czasu? Instancja n-1. Taki to już kłopot z nieskończonym czasem, że na Twoje pytanie nie da się odpowiedzieć. Możesz się z tym pogodzić lub szukać Boga, który (pozornie) ukoi Twoją potrzebę przyczynowości.
> Wypluwanie przez czarne dziury > wymaga coraz większego coraz wcześniej > (...) potrzeba nieskończoność wszystkiego
Ale to chyba rozsądne założenie, że do dyspozycji jest "nieskończoność wszystkiego"? Gdyby się natrafiło na jakąś ścianę, to dopiero byłaby podstawa do spekulacji: "a skąd ta ściana?", "a dlaczego akurat tutaj?", "a kto ją postawił?".
Luźna koncepcja na szybko: jest sobie (zawsze) nieskończona przestrzeń, zawierająca jakieśtam niezerowe "stężenie" energii. Ta energia sobie pływa swobodnie tu i tam, a gdzie się jej akurat zbierze więcej, tam pączkuje jakaś forma organizacyjna - np. nasz wszechświat. Ekonomiczne i eleganckie.
> Zatem nieskończoność nie jest przedmiotem nauki, ale wiary, > skoro nie odnoszą się do niej prawa fizyki empirycznej.
Fizyka może opisywać nasz bąbel, to co poza nim jest w sferze spekulacji. Wbrew jednak obiegowej opinii - nie każda spekulacja jest tu równie uprawniona.
> Mucha nie krąży bez żadnej regularności po pokoju (...) > nazywasz to losowym, czy nieregularnym, bo nie znasz reguł, > co wcale nie znaczy, że one nie istnieją.
Reguły "statystyczne" pozostają regułami - nie mówię, że moja mucha może robić wszystko (niech np. lata ze stałą prędkością), ale coś tam jednak od niej zależy. Twoja zaś jest ubezwłasnowolnionym automatem.
Ujmijmy rzecz tak: ja nie mam intelektualnego problemu z determinizmem rozumianym tak, że - używając programistycznej paraboli - istnieje gdzieś tablica liczb pseudolosowych i za każdym razem, gdy wydaje mi się, że zaszło zjawisko losowe, to tak naprawdę było tylko odczytanie kolejnej liczby z tablicy. Problem mam jedynie z tym, że utrzymujesz iż po skończonym czasie, w jakiejś kolejnej instancji wszechświata będziemy "jechać" po dokładnie tej samej tablicy wartości. Przykro mi - rachunek prawdopodobieństwa mówi "nie". To jest miejsce, w którym Twojej "pętli" się nie da utrzymać bez dodatkowych założeń.
> Poeksperymentuj sobie z komercyjnym wyburzaniem, > jak masz 1 rzeczywistą próbę i musi sie udać
...i nie, przenoszenie informacji przez Kolaps nie uważam za dobre wyjaśnienie. Przy wyburzaniu mogę sobie nawet zbudować bliźniaczy budynek na pustyni i tam zrobić próbę. Jak sobie wyobrażasz testy przenoszenia informacji przez Kolaps? Bóg może sobie wrzucać galaktyki do czarnej dziury, ale i tak za cholerę nie zobaczy, jak to wpływa na "drugą stronę".
> Nigdzie nie obserwujemy efektów > nieskończonej energii, nagłych kreacji, > wszystko dzieje się zachowując > tylko to co jest (ograniczone).
Bo obserwujemy tylko nasz ograniczony bąbel, to chyba jasne.
> Akceptujesz ludzką moralność wobec zwierząt? > Uważasz, że jesteśmy wyższą, ważniejszą formą życia? > Jesz mięso?
Przynajmniej nie każę owieczkom śpiewać hymnu "człowiek jest mym pasterzem i nie brak mi niczego". Zapewniam Cię również, że kiedy tylko świnia oznajmi, że rezygnuje z koryta i wybiera wolność w lesie - nie będę jej zatrzymywał.
> nie wolno mi tylko tego, co szkodzi mi lub komuś innemu, > i tylko za to Bóg zezwala karać.
Nie zgadzam się fundamentalnie. Szkodzenie sobie jest moim "świętym" prawem. Jeżeli potrzebujesz tatusia w niebie, który lepiej wie, co dla Ciebie dobre - jesteś po prostu niedojrzały. Jak większość ludzi, niestety.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >>Mam w ręku jabłko - czy założenie, że na świecie istnieją inne jabłka jest bardziej nadmiarowe niż to, że stworzyła je dla mnie Wszechmocna Inteligencja? >Porównanie do jabłek jest nieadekwatne do sprawy, po pierwsze jabłka są rzeczywiste i mamy pewność, że istnieją Co zrobisz z tym argumentem, gdy dowiesz się, że istnieją inne wszechświaty poza naszym?
>po drugie są elementem większej całości i odziałują na inne, są potrzebne wielokrotnie i tobie i innym. A skąd wiesz, że nasz wszechświat nie jest elementem większej całości? I zastanów się czy przypadkiem wszechświat nie jest bardziej potrzebny tobie i innym niż jabłko.
>Jabłka są częścią świata, a wszechświaty czego są częścią? Czegoś więcej niż wszystko? A skąd wiesz, że nasz wszechświat jest jedyny, że nie istnieją inne, będące częściami "nadwszechświata"? Może nasz wszechświat, to nie "wszystko"?
>Wszechświaty stanowią tylko teoretyczne, fikcyjne obejście skrajnego nieprawdopodobiestwa Mianowicie jakiego?
>z założenia są niekompatybilne i rozdzielne od innych. Co to znaczy "niekompatybilne wszechświaty", skąd wiesz, że takie są, co to znaczy, że są "rozdzielne" i skąd to wiesz?
Czy twój Bóg nie jest przypadkiem niekompatybilny i rozdzielny, skoro istnieje poza wszechświatem?
>W przeciwieństwie do innych galaktyk istniejących w ramach tego samego wszechświata, gdzie obowiązuja te same prawa fizyki, i z którymi normalnie oddziałujemy, z innymi wszechświatami, które z natury są zupełnie inne nie można się komunikować, nie można zbadać ich empirycznie, a zatem są równie (nie)udowadnialne jak Bóg, tyle, że oczekuje się, że jest ich znacznie więcej niż Boga. Stałość praw fizyki, stałość "stałych fizycznych" wcale nie jest rzeczą pewną. Istnieją teorie, że w naszym wszechświecie te "stałe" ulegały zmianie.
Postulowanie istnienia "nadwszechświata" zawierającego różne wszechświaty zasadniczo różni się od postulowania istnienia Boga. Po pierwsze tym, że "nadwszechświat" składa się z wszechświatów, a nie że istnieje poza nimi, po drugie tym, że nikt nie twierdzi, iż "nadwszechświat" świadomie i celowo stwarza wszechświaty.
>Jeśli skomunikujesz się z "innym wszechświatem", to uznasz go elementem tego, bo okaże się, że jest związany z naszym przez odkryty sposób oddziaływań Czyli że jeśli polecę samolotem z Sydney do Waszyngtonu, to będzie znaczyło, iż Ameryka Północna jest częścią Australii, czy może raczej będzie to oznaczało, że oba kontynenty są częściami większej całości - Ziemi?
>problem wtedy się tylko powiekszy, coś innego, większego, uznasz za "wszechświat", co wtedy z prawami natury wszechświata, które kształtują jego "cześci", gdzie odbywa się ich (tych praw) ewolucja? Jaki masz problem z przyjęciem do wiadomości, że oprócz Australii istnieje Ameryka Północna oraz inne kontynenty?
>Dlaczego są takie, a nie inne? Bo takimi je stworzył Bóg. Prawda, że to wszystko wyjaśnia?
>Ale wolisz wierzyć w fikcję naukową, zmyślone wzory i prawa traktujesz jako dogmaty. >To też jest religia, ale taka bez Boga. Zauważ, że właśnie oświadczyłeś, iż religia jest fikcją, zmyśleniem i zbiorem dogmatów...
>Inne wszechświaty są zbędne, bo nie mają żadnego znaczenia dla tego wszechświata. Może byś jakąś książkę popularnonaukową przeczytał zanim zaczniesz się mądrzyć? Może zapoznałbyś się z naukowymi teoriami postulującymi istnienie wielu wszechświatów zanim zaczniesz popisywać się swoją ignorancją?
Komentowanie reszty twoich wywodów buńczucznego ignoranta pozwolę sobie darować, bo nie mam zamiaru kręcić się z tobą w kółko.
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >Co zrobisz z tym argumentem, gdy dowiesz się, że istnieją inne wszechświaty poza naszym? >A skąd wiesz, że nasz wszechświat jest jedyny, że nie istnieją inne, będące częściami "nadwszechświata"? >Może nasz wszechświat, to nie "wszystko"? >Co to znaczy "niekompatybilne wszechświaty", skąd wiesz, że takie są, co to znaczy, że są "rozdzielne" i skąd to wiesz?
Jeśli dowiem się, że istnieją inne wszechświaty, to okaże się, ze wcale nie są inne, bo są częścią naszego, wynika to z tego, że nasz wszechświat zawiera wszystko, z czym może oddziaływać, wszystko co istnieje, to definicja pojęcia i słowa "wszechświat".
Jeśli okaże się, że jest coś więcej niż to, co teraz nazywamy "wszechświatem", to wedle definicji to coś wiecej będzie tym wszechświatem, nie "nadwszechświatem" i trzeba będzie dochodzić dlaczego prawa natury tego czegoś większego są takie a nie inne, a nie cieszyć się tylko z praw natury naszego kawałka, podobnie jak z problemem Boga, który na końcu jednego formuje z niego następny, nie daje to żadnego wyjaśnienia, tylko odwleka problem nieco dalej: wyżej lub wcześniej, jedynym absolutnym rozwiązaniem jest zapętlenie czasu, koniec = początek, kiedy to Bóg, który jest swoim własnym tworem (ewolucji wszechświata), sam Siebie kreuje.
Niekompatybilne wszechświaty oznaczają, że nie istnieje możliwość oddziaływania między niby, bo prawa są tak różne. Nie tylko inne pod względem współczynników, ale zupełnie inne zasady.
Jeśli istnieją inne wszechświaty, to tylko takie, których nie da się odkryć, z którymi nie da się komunikować, taka idea jest zatem zupełnie nienaukowa i zbędna z naszego punktu widzenia.
>Czy twój Bóg nie jest przypadkiem niekompatybilny i rozdzielny, skoro istnieje poza wszechświatem?
A z czego wywnioskowałeś taki pogląd? Nie widze powodów, aby Bóg istniał poza wszechświatem, ani tego, żeby jego wszechmoc przekraczała prawa natury, Bóg jest częścią (albo świadomością całości) wszechświata, a może wszystko to, co jest możliwe i to jest definicja wszechmocy, a wcale nie dowolne wyobrażenia. Jeśli Bóg sam sobie czegoś zakazał, to nie może tego zrobić i wciąż jest wszechmocny.
>Stałość praw fizyki, stałość "stałych fizycznych" wcale nie jest rzeczą pewną. Istnieją teorie, że w naszym wszechświecie te "stałe" ulegały zmianie.
Owszem, mogą istnieć prawa nadrzędne, które modyfikują te, które znamy, ale ostateczne zasady muszą być stałe, a podporządkowane im zmiany ciągłe, żeby efekty były określone, obliczalne, całkowalne.
>Postulowanie istnienia "nadwszechświata" zawierającego różne wszechświaty zasadniczo różni się od postulowania istnienia Boga. Po pierwsze tym, że "nadwszechświat" składa się z wszechświatów, a nie że istnieje poza nimi, po drugie tym, że nikt nie twierdzi, iż "nadwszechświat" świadomie i celowo stwarza wszechświaty.
Jeśli mówie, że stworzyłem program komputerowy, to mam na myśli to, że on powstał z niczego, czy to, że wykorzystałem dostępne mi narzędzia?
Podobnie Bóg nie stworzył wszechświata z niczego, ale na końcu jednego zadbał o to, żeby kolejny ukształtował się według Jego Woli.
Powtórzę jeszcze raz, "nadwszechświat" nieczego nie wyjaśnia, przenosi tylko problem wyjaśnienia nieco wyżej, na abstrakcyjny poziom poza zasięg empirycznego poznania, ten efekt nie różni się niczym od religijnej kreacji, natomiast zaletą religii z Biblii są dalsze wyjaśnienia pochodzące z okresu, kiedy nauki nie była tym zainteresowana.
>Czyli że jeśli polecę samolotem z Sydney do Waszyngtonu, to będzie znaczyło, iż Ameryka Północna jest częścią Australii, czy może raczej będzie to oznaczało, że oba kontynenty są częściami większej całości - Ziemi? >Jaki masz problem z przyjęciem do wiadomości, że oprócz Australii istnieje Ameryka Północna oraz inne kontynenty?
Kiedyś prymitywni ludzie światem nazywali las wokół swojej jaskini, potem swoje miasto i kawałek pola, potem państwo, w którym mieszkali, a potem znany ląd z kawałkiem morza w pobliżu brzegów, aż okazało się, że świat jest kształtem podobny do kuli.
Możesz jak prymitywni ludzie wszechświatem nazywać różne kawałki, albo zdać sobie sprawę, że jest nim tylko całość, a kawałki nazwać inaczej, np. galaktykami czy planetami, zależy na jakim jesteś poziomie rozwoju cywilizacyjnego.
Masz problem z rozróżnieniem czym różni się fragment od wszystkiego?
>Zauważ, że właśnie oświadczyłeś, iż religia jest fikcją, zmyśleniem i zbiorem dogmatów...
Owszem, jest mnóstwo religii, które właśnie tym są, każda, która mówi, że jej bożek wypluł morze, wykichał powietrze, a ląd stworzył... może to sobie daruję.
Natomiast tej oceny nie można uogólniać, dlatego że jakaś religia z wielu może okazać się sensowna. Bo przebiciu się przez różnice językowe i archaiczne frazeologizmy można zrozumieć, że to co autor napisał jest jednak prawdą.
>Może byś jakąś książkę popularnonaukową przeczytał zanim zaczniesz się mądrzyć? Może zapoznałbyś się z naukowymi teoriami postulującymi istnienie wielu wszechświatów zanim zaczniesz popisywać się swoją ignorancją?
A może jednak mniej popularną, a bardziej naukową?
Jak nauka dotyczy rzeczywistości, to jest bardzo godna uwagi, jeśli zaś wdaje się w teorie, które mają tylko uzasadnić wykluczenie Boga, to to przestaje być racjonalne i szkoda zachodu, niestety są naukowcy, którzy autorytet marnują na anty-teistyczną walkę, a ludzie ulegają tytułowi profesora, tak samo jak inni biskupom.
Dobrze, że powiedziałeś "teoriami", teraz uświadom sobie jeszcze, że teoria to jeszcze nie prawda, najpierw trzeba ją zweryfikować i potwierdzić. "Teoria Grawitacji Newtona" przez 200 lat uchodziła za prawdę, a potem okazała się tylko dobrym przybliżeniem, odkryto relatywistykę.
|
|
| | | | | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > > Ale wolisz wierzyć w fikcję naukową, zmyślone wzory i prawa traktujesz jako dogmaty.> > To też jest religia, ale taka bez Boga.> Zauważ, że właśnie oświadczyłeś, iż religia jest fikcją, zmyśleniem i zbiorem dogmatów...Szach i mat! Punkt dla kulki
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) |
> >Gdyby zadziałała "tak jak powinna" nie miałbym ślepej plamki, tylko porządną inżynierską robotę w oku.> Pomijasz jednak to, że naturalna ewolucja człowieka jest przeszłością...> Być może biologiczna idealność człowieka istniała dawno temu,> ale wadliwy gen został silnie rozpropagowany, np. pochodząc od kogoś ważnego,> kto mógł zapewnić sobie współżycie niezależnie od doboru naturalngo.> Dzisiaj ewolucja nie preferuje biologicznego ulepszenia, ale aspekty społeczne.Wiesz co to jest plamka ślepa i skąd się wzięła? Chyba nie - ta cecha budowy siatkówki jest znacznie starsza od gatunku ludzkiego. Odwrócenie komórek siatkówki sprzyjało ochronie fotoreceptorów i było faworyzowane, problem doprowadzenia nerwów rozwiązuje właśnie plamka ślepa. W światopoglądzie podobnym do twojego nie ma sensu pytanie ani o powstanie plamki ślepej, ani o przyczynach jej przetrwania w selekcji. W zasadzie to istnienie plamki slepej wyjaśnione byłoby tylko u ludzi. > np. owłosienie wyraźnie chroni przed promieniowaniem UV, widać po stopniu opalania,> ciało jest owłosione tylko częściowo, tam gdzie jest najbardziej wrażliwe,> Biblia mówi, żeby się nie golić, jest w tym jakiś sens, ale niezbyt praktykowany.Wiesz jakie części ciała są najbardziej narażone na nowotwory skóry? Miejsca z rguły nie golone (no, chyba że damskie łydki)
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >Wiesz co to jest plamka ślepa i skąd się wzięła? Chyba nie - ta cecha budowy siatkówki jest znacznie starsza od gatunku ludzkiego. Odwrócenie komórek siatkówki sprzyjało ochronie fotoreceptorów i było faworyzowane, problem doprowadzenia nerwów rozwiązuje właśnie plamka ślepa. W światopoglądzie podobnym do twojego nie ma sensu pytanie ani o powstanie plamki ślepej, ani o przyczynach jej przetrwania w selekcji. W zasadzie to istnienie plamki slepej wyjaśnione byłoby tylko u ludzi.
Ale masz zastrzeżenie do mnie, czy do racjonalisty-ateisty, który nazwał to błędem?
Nie ukrywam, że biologiem nie jestem, szczegółowej wiedzy na ten temat nie mam, dlatego odniosłem się ogólnie do sprawy "wad" ewolucji.
Natomiast określanie czy coś jest przydatne czy nie ogólnie jest bez sensu, bo nie jest to sprawa obiektywna, a zależy od warunków, np. kolor skóry, jasna skóra w Afryce to wada, większe szkody promieniowania, za to w Europie się opłaca, łatwiej wytworzyć witaminę D3. Myśle, że pokazuje to też z wyjaśnienie społeczne, że preferencje doboru przeszły z biologii na majątek.
>Wiesz jakie części ciała są najbardziej narażone na nowotwory skóry? Miejsca z rguły nie golone (no, chyba że damskie łydki)
Właśnie dlatego powinny zostać nieogolone, żeby zachować ochronę dawaną przez włosy, jak ogolisz, to podatność wzrasta,
Ale jest jeszcze inny efekt, fotoaktywacja testosteronu dodatkowa do tej przez enzymy, za dużo hormonu powoduje szkodliwe efekty tam, gdzie normalnie jest pożyteczny, np. łysienie zamiast porostu włosów czy przerost prostaty. Dziwi Cię to, że mężczyźni są zwykle bardziej zarośnięci od kobiet? Mnie nie... Gdyby włosy były jednakowo zbędne dla obu płci, to w obu by zagineły, a jednak ewolucja zachowała je liczniej u meżczyzn.
To oczywiste, że organizm potrafi się adaptować jeśli jest stale wystawiany na jakieś czynniki, to z czasem mniej mu szkodzą, skóra ciemnieje pod wpływem promieniowania z jakiegoś powodu, ale trzeba mieć świadomość, że to umniejsza (nie likwiduje) szkody, a nie tylko upiększa.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | >> Wiesz co to jest plamka ślepa i skąd się wzięła? Chyba nie - ta cecha budowy siatkówki jest znacznie starsza od gatunku ludzkiego. Odwrócenie komórek siatkówki sprzyjało ochronie fotoreceptorów i było faworyzowane, problem doprowadzenia nerwów rozwiązuje właśnie plamka ślepa.
> Ale masz zastrzeżenie do mnie, > czy do racjonalisty-ateisty, który nazwał to błędem?
A owszem, nazwał błędem (w sensie inżynierskim) i opinię podtrzymuje.
Oczywiście rozumiem mechanizm ewolucyjny, który wybierał "lokalnie najkorzystniejszą drogę", budując mi oko - ale rzecz w tym, że u wielu gatunków ewolucja poszła inaczej i teraz mają oczy bez tego "inżynierskiego dziwadła".
Problem polega na tym, że jeżeli postulujesz iż ewolucją kieruje jakiś potężny intelekt - to chyba mamy prawo oczekiwać, że będzie nią kierował porządnie. Jaki jest pożytek z Projektanta-Partacza?
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | niekatolik (99 punktów) | >Oczywiście rozumiem mechanizm ewolucyjny, który wybierał "lokalnie najkorzystniejszą drogę", budując mi oko - ale rzecz w tym, że u wielu gatunków ewolucja poszła inaczej i teraz mają oczy bez tego "inżynierskiego dziwadła". >Problem polega na tym, że jeżeli postulujesz iż ewolucją kieruje jakiś potężny intelekt - to chyba mamy prawo oczekiwać, że będzie nią kierował porządnie. Jaki jest pożytek z Projektanta-Partacza?
Gdyby Bóg chciał zrobić idealną maszynkę, to bylibyśmy bezwolnymi robotami wykonującymi zadaną pracę, natomiast istotnym elementem jest to, że mamy się uczyć i rozwijać, żeby w końcu umieć świadomie dokonywać właściwego wyboru.
Problemy są tym, co stymuluje do zrobienia czegoś, co je naprawi. Mózg jakoś nauczył się łączyć obraz z obu oczu, aby uzupełnić luki...
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | Taak... Gdyby Bóg chciał, żeby wszystko sprawiało wrażenie, jakby działo się zupełnie samo, bez Jego udziału - to właśnie tak by to wyglądało.
Jeżeli nie zapala Ci się tutaj czerwona lampka - to pozostaje mi tylko zadumać się nad dzielącymi nas różnicami.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >Taak... Gdyby Bóg chciał, żeby wszystko sprawiało wrażenie, jakby działo się zupełnie samo, bez Jego udziału - to właśnie tak by to wyglądało.
Owszem, o ile czytałeś Biblię zapewne wiesz, że istotą przedstawionej tam religii jest przestrzeganie Prawa. Jeśli Bóg ma wyrażać wszystko to co idealne, to powinien również idealnie przestrzegać swoich własnych Zasad, a zatem działanie Boga powinno być nieodróżnialne, tożsame z prawami natury, to jest tylko kwestia tego czy chcesz to widzieć, czy nie.
>Jeżeli nie zapala Ci się tutaj czerwona lampka - to pozostaje mi tylko zadumać się nad dzielącymi nas różnicami.
Ale co konkretnie Ci się nie podoba? Jeśli obaj szanujemy i uznajemy naukę, a różnimy sie jedynie tym, że ja w Boga wierzę, a Ty nie, to w czym problem? Na co obiektywnie to wpływa?
Nasze zasady moralne i postępowanie mogą się różnić, ale skoro postulujesz wolność poglądów, to co masz przeciwko? To, że wierzę w Boga nie czyni mnie niewolnikiem instytucji religijnych, też jestem przeciwnikiem obłudnego kleru, a preferuję sprawiedliwe postepowanie.
>Pozdrawiam.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | Wybacz, znowu muszę zastosować moje ulubione podstawienie:
> działanie krasnoludków powinno być nieodróżnialne, tożsame z prawami natury, > to jest tylko kwestia tego czy chcesz to widzieć, czy nie.
Zmieniając jeden byt, którego istnienia ani nieistnienia nie sposób dowieść, na inny - w żaden sposób nie zmieniłem wartości Twojej wypowiedzi. "To jest tylko kwestia tego, czy chcesz widzieć" elfy, dobre wróżki czy inne aniołki.
Różnica między nami jest różnicą pomiędzy zgodą a brakiem zgody na myślenie magiczne. Ja prawa natury i ogólnie "rzeczywistość zastaną" przyjmuję jak jest, a Ty do całkiem sprawnie funkcjonującego mechanizmu postulujesz byty, które mają oliwić jego trybiki. Daleki jestem od zabraniania Ci wierzyć sobie w co tylko masz ochotę - ale będę podkreślał, że myślisz w sposób niezgodny z paradygmatem naukowym.
> ale skoro postulujesz wolność poglądów, to co masz przeciwko?
Wolność tak - ale równość już nie.
Ujmijmy rzecz tak: jesteś prezesem wielkiej korporacji. Robisz świetne interesy, masz łeb na karku i do tego jesteś wspaniałym człowiekiem, mężem, ojcem i kumplem. Ale kiedy zobaczę, że (choćby tylko w zaciszu swojego gabinetu!) jedząc obiad rzucasz łyżkę strawy dla krasnoludków, to mam prawo do oceny takiego zachowania jako dalekiego od racjonalności.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >Zmieniając jeden byt, którego istnienia ani nieistnienia nie sposób dowieść, na inny - w żaden sposób nie zmieniłem wartości Twojej wypowiedzi. "To jest tylko kwestia tego, czy chcesz widzieć" elfy, dobre wróżki czy inne aniołki.
A może inne wszechświaty, których istnienia również nie sposób dowieść?
>Różnica między nami jest różnicą pomiędzy zgodą a brakiem zgody na myślenie magiczne.
A co rozumiesz przez magiczne?
Wielokrotnie już napiałem, że Bóg jest zobowiązany do przestrzegania praw natury, bo inaczej nie byłby idealnym przykładem wypełniania Jego Prawa.
>Ja prawa natury i ogólnie "rzeczywistość zastaną" przyjmuję jak jest, a Ty do całkiem sprawnie funkcjonującego mechanizmu postulujesz byty, które mają oliwić jego trybiki.
Mój Bóg nie jest alternatywą wyjaśniającą funkcjonowanie różnych zjawisk, one tak jak według Ciebie działają według praw odkrywanych przez naukę, mój Bóg nie jest bardziej nadmiarowy, niż Twoje inne wszechświaty, nie jest również mniej udowadnialny od nich.
>Daleki jestem od zabraniania Ci wierzyć sobie w co tylko masz ochotę - ale będę podkreślał, że myślisz w sposób niezgodny z paradygmatem naukowym.
Nie bardziej niż Ty. Ja na temat Boga mam realne potwierdzajace przesłanki historyczne pochodzące z innych źrodeł traktujących o tym samym, co Biblia, jak kroniki, listy, tablice, stelle, ruiny i inne wykopaliska, często pochodzące od ludzi będących w opozycji do autorów Pisma Świętego. Jakie masz (nie tylko teoretyczne) przesłanki za innymi wszechświatami?
>Wolność tak - ale równość już nie. >Ujmijmy rzecz tak: jesteś prezesem wielkiej korporacji. Robisz świetne interesy, masz łeb na karku i do tego jesteś wspaniałym człowiekiem, mężem, ojcem i kumplem. Ale kiedy zobaczę, że (choćby tylko w zaciszu swojego gabinetu!) jedząc obiad rzucasz łyżkę strawy dla krasnoludków, to mam prawo do oceny takiego zachowania jako dalekiego od racjonalności.
Owszem. Ludzie zgubili sens składania ofiar... Bóg wcale nie pragnie, ani nie potrzebuje smrodu palonego mięsa! To ludzie potzebują ofiar. Istotą ofiary jest to, żeby podzielić się posiłkiem, dar złożony w świątyni należało tam upiec i spożyć razem z biednymi. Nowy Testament wprost pomoc charytatywną, jałmużnę, nazywa ofiarą.
W Biblii znajdziesz dość liczne przypomnienia na ten temat, a także mniej wyraziste fragmenty mówiące o wspólnej radości ze święta i co ważniejsze również takie, które potępiają kapłanów zawłaszczających dary.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > mój Bóg nie jest bardziej nadmiarowy, niż Twoje inne wszechświaty,> nie jest również mniej udowadnialny od nich.Nie moje wszechświaty, tylko Smolina. Jeżeli naprawdę dostawienie obok istniejącego klocka drugiego (i kolejnych) jest dla ciebie równie nadmiarowe, jak istnienie jakiejś kosmicznej inteligencji - to jest pomiędzy naszymi sposobami myślenia trudna do przebycia przepaść. Mogę Ci ewentualnie jeszcze zacytować klasyka w tym temacie: R. Dawkins, 'Bóg urojony':Podstawowa różnica między oczywistą rozrzutnością Hipotezy Boga a pozorną rozrzutnością hipotezy multiwersum tkwi w prawdopodobieństwie. Wieloświat, przy całym swym nadmiarze, pozostaje prosty, Bóg natomiast (czy jakikolwiek inteligentny, zdolny do podejmowania decyzji i kalkulacji byt) jest, statystycznie rzecz biorąc, zdarzeniem równie nieprawdopodobnym, jak zjawiska czy procesy, których istnienie jego obecność miałaby wyjaśniać. W modelu multiwersum szokować nas może liczba wszechświatów, ale każdy z nich jest przecież dość prostą konsekwencją podstawowych praw, żaden nie jest nieprawdopodobny - tego samego absolutnie nie da się powiedzieć o jakiejkolwiek inteligencji. Zastanów się nad tym dłużej (odrzucając antropocentryzmy!) a dojdziesz do wniosku, że to nie na hipotezie wieloświata ciąży onus probandi - przeciwnie, to tezę iż "wszystko" znajduje się wyłącznie w naszym bąblu, wypadałoby uzasadniać. > Ja na temat Boga mam realne potwierdzajace przesłanki historyczne> pochodzące z innych źrodeł traktujących o tym samym, co BibliaBiblia jest utworem na tyle obszernym i tak długo tworzonym, że z pewnością opisuje (także) wydarzenia historyczne. Ich potwierdzenie w żadnym razie nie jest jednak potwierdzeniem boskich interwencji w historię. Kiedy takie znajdziesz, nie omieszkaj się podzielić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | > Jeżeli naprawdę dostawienie obok istniejącego klocka drugiego (i kolejnych) jest dla ciebie równie nadmiarowe, jak istnienie jakiejś kosmicznej inteligencji - to jest pomiędzy naszymi sposobami myślenia trudna do przebycia przepaść.My jesteśmy przykładem kosmicznej inteligencji, która istnieje, Bóg nie jest nadmiarowy, bo nie istnieje gdzieś poza wszechświatem, ale we wszechświecie czy poprzez wszechświat. Ja nie muszę dodawać niczego do tego, o czym wiem, że już jest, wystarczy, że to zauważę, natomiast teoria wieloświatów wymaga zewnętrznych kopii, i to bardzo wielu. > Mogę Ci ewentualnie jeszcze zacytować klasyka w tym temacie:> R. Dawkins, 'Bóg urojony':(...) Czytałem Dawkinsa. Facet robi propagandę opierając ogólne sądy na szczególnych przypadkach, opisuje Boga, który jest taki, jak głosi Kościół Rzymskokatolicki, i nie wiem czy przez własne niedopatrzenie czy celowo ograniczone rozumowanie. Np. pisząc o "niebiańskim haku" (czy czymś takim), wyraźnie zakłada, że czas jest liniowy, więc musi budować od początku do końca, to jest koncepcja ograniczona przez ludzkie (liniowe) postreganie czasu, ja dopuszczam (zakładam) możliwość, ze czas jest zapętlony, a ten dźwig buduje fabrykę, w której następnie powstanie, kolejność jest bez znaczenia, nie ma początku ani końca i nigdy nie trzeba naruszać zasady zachowania energii, najprostsza opcja zgodna ze wszystkimi prawami fizyki. Podobnie mówiąc o wszechświatach potomnych twierdzi, ze poprzez potomstwo i ewolucję w końcu powstanie taki, w którym naturalnie będzie mogło samoistnie powstać życie, ale już nie chce mu się (do)powiedzieć, że to życie jak się rozwinie będzie mogło manipulując czarnymi dziurami wpływać na kolejne pokolenia, stając się świadomym, inteligentnym i aktywnie działającym (osobowym?) bogiem, a to nawet więcej, niż teista jak ja twierdzi. Jego dowody są logiczne i sensowne, ale z każdego można zrobić dowód za istnieniem Boga, wystarczy pójść krok dalej. > Zastanów się nad tym dłużej (odrzucając antropocentryzmy!) a dojdziesz do wniosku, że to nie na hipotezie wieloświata ciąży onus probandi - przeciwnie, to tezę iż "wszystko" znajduje się wyłącznie w naszym bąblu, wypadałoby uzasadniać.Już dość dużo razy pisałem, że wszechświat to nie bąbęl, bąbel jest tylko antropocentrycznym praktycznym uproszczeniem, bo nie wiemy czy i co istnieje oprócz tego, ograniczamy definicję do wiedzy, natomiast jeśli jest coś poza bąblem, to praktyczna interpretacja się zmieni, a nie trzeba będzie tworzyć nowe słowo. Tak samo było ze "światem", który z kawalka lasu, a potem pola zamieniał się stopniowo najpierw w kontynenty, a potem w planetę "Ziemia". Myśle, że kiedyś słowa "świat" i "wszechświat" staną się tożsame, jak już bedziemy swoodnie podróżować miedzy układami planetarnymi. > Biblia jest utworem na tyle obszernym i tak długo tworzonym, że z pewnością opisuje (także) wydarzenia historyczne. Ich potwierdzenie w żadnym razie nie jest jednak potwierdzeniem boskich interwencji w historię. Kiedy takie znajdziesz, nie omieszkaj się podzielić.Nie chodzi tylko o królów, bitwy i inne czysto historyczne fakty, ale o to, że część z nich przekracza możliwość samych ludzi, cuda wprawdzie są zupełnie naturalnymi zjawiskami, ale rzadkimi i nieprzewidywalnymi.
|
|
| | | | | | | | | |  | | spray (5875 punktów) | >>Problem polega na tym, że jeżeli postulujesz iż ewolucją kieruje jakiś potężny intelekt - to chyba mamy prawo oczekiwać, że będzie nią kierował porządnie. Jaki jest pożytek z Projektanta-Partacza? Bingo !
>Gdyby Bóg chciał zrobić idealną maszynkę, >to bylibyśmy bezwolnymi robotami wykonującymi zadaną pracę, Z definicji - nie wolno mowic, co Bog chcial. To jest herezja.
>natomiast istotnym elementem jest to, że mamy się uczyć i rozwijać, >żeby w końcu umieć świadomie dokonywać właściwego wyboru. Ladnie. Ale gdzie logika i etyka w tworzeniu istot, ktore droga uczenia sie i rozwoju , bladzenia, cierpienia zadawanego sobie i innym, maja sie dopiero nauczyc wlasciwych wyborow ? To jakas zabawa Boga ze stworzeniem ? Przeciez wiekszosc z nas nigdy nie osiaga zdolnosci dokonywania wlasciwych wyborow. Wobec tego : albo Bog nie umial stworzyc istot, ktore od razu spelnialyby stawiane im wymagania, albo jest pieprzonym psychopata, ktory znajduje ucieche w dreczeniu przez siebie stworzonego. A jak go za zywota nie dopadnie, to po smierci cielesnej obiecuje przesladowanie wieczne. To jest wlasnie maszynka ! I to maszynka idealna co do funkcji, i calkiem do dupy co do sprawnosci. Taki projektant, to partacz lub zboczeniec.
>Problemy są tym, co stymuluje do zrobienia czegoś, co je naprawi. >Mózg jakoś nauczył się łączyć obraz z obu oczu, aby uzupełnić luki... Mozg nauczyl sie o wiele wiecej. Np. nauczyl sie nie zaprzatac swiadomosci wiekszoscia procesow oceny stanu otoczenia i wybierania optymalnych reakcji. Ale ... chyba na poczatku , moze nawet wtedy, gdy jeszcze nie byl mozgiem, nauczyl sie znajdowac zwiazki przyczynowo - skutkowe i nazwal je czasem. Nauczyl sie panowania nad wymiarem, ktory byl najtrudniejszy do kontrolowania w celu przetrwania. I znowu prowizorka !
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >Z definicji - nie wolno mowic, co Bog chcial. To jest herezja.
"A on rzekł do nich: «Oto, co Pan chciał wam powiedzieć: Dniem świętym spoczynku, szabatem poświęconym dla Pana, jest dzień jutrzejszy. Upieczcie, co chcecie upiec, i ugotujcie, co chcecie ugotować. Wszystko zaś, co wam zbywa, odłóżcie na dzień następny»." (Wj 16,23)
Widać, że jednak można, przynajmniej w religii opierajacej się na Biblii (kiedy oznajmia się to, co jest zgodne z treścią objawień). Pozatym ja wcale tego nie powiedziałem, tylko rozważałem teoretyczną możliwość.
>Ladnie. Ale gdzie logika i etyka w tworzeniu istot, ktore droga uczenia sie i rozwoju , bladzenia, cierpienia zadawanego sobie i innym, maja sie dopiero nauczyc wlasciwych wyborow ?
Będąc pozbawionym możliwości błędnego wyboru, nie masz żadnego, pozostaje tylko możliwość zrobienia tego, co idealne. Celem jest to, żeby zrozumieć błąd i chcieć tylko ideału.
Znajomość i doświadczenie tego co złe jest konieczne, aby docenić dobro, inaczej wszystko jest nijakie, nie ma punktu odniesienia, podstawy do rozróżnienia i decyzji.
>To jakas zabawa Boga ze stworzeniem ? Przeciez wiekszosc z nas nigdy nie osiaga zdolnosci dokonywania wlasciwych wyborow. Wobec tego : albo Bog nie umial stworzyc istot, ktore od razu spelnialyby stawiane im wymagania, albo jest pieprzonym psychopata, ktory znajduje ucieche w dreczeniu przez siebie stworzonego. A jak go za zywota nie dopadnie, to po smierci cielesnej obiecuje przesladowanie wieczne.
Ostatecznym celem Boga jest stworzenie samego Siebie, widocznie jest to jedyna możliwa droga, aby ludzie dojrzeli do wspólodpowiedzialności za decyzje jakie trzeba (będzie) podjąć.
>To jest wlasnie maszynka ! I to maszynka idealna co do funkcji, i calkiem do dupy co do sprawnosci.
A kiedy jest idealna sprawność? Kiedy świat jest piękny i komfortowy, dostarcza wszystkiego czego potrzeba i nic nie trzeba robić? W takich warunkach zatraca się poczucie obowiązku i umiejętności.
Widziałeś kiedyś takie rozpieszczone dziecko, któremu nigdy niczego nie odmówiono i niczego mu nie brakowało, które mogło szastać pieniędzmi nie troszcząc się o to skąd je weźmie? Po co taki człowiek ma się o cokolwiek starać, przecież zatrudni innych, żeby na niego pracowali...
Kiedyś ludzie musieli pamiętać wszystko co było istotne, dzisiaj nawet nie musisz wiedzieć, gdzie to jest napisane, wyszukiwarka wystarczy, kiedyś ludzie musieli liczyć w pamięci, albo ostatecznie pisemnie, dzisiaj operacje na liczbach robi kalkulator, niektórzy nawet jednocyfrowe liczby mnożą urządzeniem!
Jeśli okoliczności są zbyt sprawne, to organizm własnej sprawności nie potrzebuje.
Maszynka jest idealna, jak ludzie mają dość problemów, aby się rozwijać, nie ma z niej żadnego pożytku w wiecznym błogostanie.
Katolicka idea raju, który polega na nic nie robieniu jest fałszywa, w Biblii Bóg od początku tworzy człowieka do dbania o ogród, istotne jest to, że ta praca powinna dawać satysfakcję.
>Taki projektant, to partacz lub zboczeniec.
Albo ma świadomość tego, co wynika z Jego decyzji.
>Mozg nauczyl sie o wiele wiecej. Np. nauczyl sie nie zaprzatac swiadomosci wiekszoscia procesow oceny stanu otoczenia i wybierania optymalnych reakcji.
W związku z tym nie możesz np. przyspieszyć tętna zanim zaczniesz biegać, ale dopiero jak organizmowi zacznie brakować tlenu to się stanie, dlatego reakcje metaboliczne zachodzą niewłaściwie, a Ty się męczysz, gdybyś mógł to świadomie kontrolować, byłoby lepiej, gorzej, że takie narzędzie pozwalałoby też wyłączyć serce i mógłbyś się zabić. Jeszcze jesteśmy zbyt nieodpowiedzialni na takie możliwości...
>Ale ... chyba na poczatku , moze nawet wtedy, gdy jeszcze nie byl mozgiem, nauczyl sie znajdowac zwiazki przyczynowo - skutkowe i nazwal je czasem.
Czas nie odnosi się tylko do ludzkiego postrzegania rzeczywistości, ale do wszystkich procesów we wszechświacie, nie związanych z życiem też, związki pryczynowo-skutkowe i czas to nie implikacja, to równowazność. nasze istnienie jest dopasowane do tego co istnieje, wcale nie kreujemy świata własną świadomością, conajwyżej manipulujemy nim w pewnych granicach.
Nie można tworzyć z niczego, można kształtować to co jest. Z naszej perspektywy czas jest raczej bezwzględy, nawet jak płynie czasami nieco szybciej lub wolniej, to nic to dla nas nie zmienia.
>Nauczyl sie panowania nad wymiarem, ktory byl najtrudniejszy do kontrolowania w celu przetrwania.
Nie przypominam sobie, żeby ludzie umięli panować nad czasem, jak narazie płyniemy z prądem i tyle.
>I znowu prowizorka !
Ja jednak twierdzę, że zaprojektowany mechanizm, wygenerowany w naturalnym, stopniowym, ewolucyjnym procesie produckji.
|
|
| | | | | | | |  | | Ania... (14138 punktów) |
>Ale masz zastrzeżenie do mnie, >czy do racjonalisty-ateisty, który nazwał to błędem? Do ciebie. Ewolucyjnie plamka ślepa jest w pełni uzasadniona, wynika wręcz z ewolucji oka. Zakładając ID nie jestem w stanie zrozumieć po co by projektant się w to bawił.
>>Wiesz jakie części ciała są najbardziej narażone na nowotwory skóry? Miejsca z rguły nie golone (no, chyba że damskie łydki) >Właśnie dlatego powinny zostać nieogolone, >żeby zachować ochronę dawaną przez włosy, >jak ogolisz, to podatność wzrasta, A to ciekawe - masz na to jakieś dane? Bo pierwsze słyszę. >Ale jest jeszcze inny efekt, fotoaktywacja testosteronu dodatkowa do tej przez enzymy, >za dużo hormonu powoduje szkodliwe efekty tam, gdzie normalnie jest pożyteczny, >np. łysienie zamiast porostu włosów czy przerost prostaty. Poproszę jeszcze coś o fotoaktywacji testosteronu.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >Do ciebie. Ewolucyjnie plamka ślepa jest w pełni uzasadniona, wynika wręcz z ewolucji oka. Zakładając ID nie jestem w stanie zrozumieć po co by projektant się w to bawił.
Kreacja czy Projekt nie musi oznaczać, że Bóg bawił się ręcznie każdym detalem, ja wcale nie twierdzę, że tak robił, jestem ewolucjonistycznym kreacjonistą. Są cele, które były do osiągnięcia i narzędzia, którymi miały być zrealizowane. Ewolucja jest narzędziem realizacji projektu, to co się udało, spełnia wymagania, a detal, jak pokazują lata skutecznego użytkowania, jest mało istotny dla sprawy.
>A to ciekawe - masz na to jakieś dane? Bo pierwsze słyszę.
Że co, że jasna skóra jest bardziej podatna na promieniowanie UV niż ciemna? Potrzebujesz jakieś liczby na temat poziomu melaniny, czy to oczywiste?
Jak nie masz włosów, to równomiernie i stopniowo, powoli, opalasz skórę w miarę jak rośnie natężenie promieniowania, np. między zimą a latem i wystawiając się na Słońce.
Jeśli masz włosy, to zakryta skóra nie ciemnieje, nagle je ogolisz, to skóra, która się pod nimi znajdowała, jest wyraźnie jasniejsza od tej niezakrytej, bo nie była stymulowana do ściemienia, a zatem przynajmniej na początku przepuszcza więcej UV i jest bardziej podatna.
>Poproszę jeszcze coś o fotoaktywacji testosteronu.
Testosteron jest produkowany w postaci nieaktywnej i uruchamiany przez enzym 5-alfa-reduktazy w komórkach docelowych, ten sposób zapewnia właściwe tempo aktywacji i działania hormonu. Ale katalizowanie reakcji do DHT może się odbyć równie dobrze przez UV, a wtedy działa za szybko powodując szkodliwe efekty uboczne. Przecież nie ma znaczenia w jakiej formie dostarczasz energię do reakcji, byle któryś z reagentów mógł ją przyjąć, w tym przypadku wodór.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Ania... (14138 punktów) | >Kreacja czy Projekt nie musi oznaczać, że Bóg bawił się ręcznie każdym detalem, >ja wcale nie twierdzę, że tak robił, jestem ewolucjonistycznym kreacjonistą. >Są cele, które były do osiągnięcia i narzędzia, którymi miały być zrealizowane. >Ewolucja jest narzędziem realizacji projektu, to co się udało, spełnia wymagania, >a detal, jak pokazują lata skutecznego użytkowania, jest mało istotny dla sprawy. Czyli co, bóg uruchomił sobie system i poszedł na urlop? A w którym momencie i jak zadziałał? >>A to ciekawe - masz na to jakieś dane? Bo pierwsze słyszę. >Że co, że jasna skóra jest bardziej podatna na promieniowanie UV niż ciemna? To oczywiste. Pytam dokładnie o związek golenia nóg z podatnością na nowotwór skóry - o tym napisałeś. >Jak nie masz włosów, to równomiernie i stopniowo, powoli, >opalasz skórę w miarę jak rośnie natężenie promieniowania, >np. między zimą a latem i wystawiając się na Słońce. >Jeśli masz włosy, to zakryta skóra nie ciemnieje, >nagle je ogolisz, to skóra, która się pod nimi znajdowała, >jest wyraźnie jasniejsza od tej niezakrytej, >bo nie była stymulowana do ściemienia, >a zatem przynajmniej na początku przepuszcza >więcej UV i jest bardziej podatna. Eeee - a jeśli golisz się regularnie i codziennie? >>Poproszę jeszcze coś o fotoaktywacji testosteronu. >Testosteron jest produkowany w postaci nieaktywnej >i uruchamiany przez enzym 5-alfa-reduktazy w komórkach docelowych, >ten sposób zapewnia właściwe tempo aktywacji i działania hormonu. >Ale katalizowanie reakcji do DHT może się odbyć równie dobrze przez UV, >a wtedy działa za szybko powodując szkodliwe efekty uboczne. >Przecież nie ma znaczenia w jakiej formie dostarczasz energię do reakcji, >byle któryś z reagentów mógł ją przyjąć, w tym przypadku wodór. Masz na to jakąś literaturę?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >To oczywiste. Pytam dokładnie o związek golenia nóg z podatnością na nowotwór >Eeee - a jeśli golisz się regularnie i codziennie?
Jak golisz się codziennie, to tak jakbyś wcale nie miała włosów, skóra może stopniowo się adaptować do wzrostu natezenia promieniowania. Problem jest jak nagle wystwisz zbyt jasną skórę na zbyt mocne promieniowanie, a tak jest jak się zgoli poważniejszy, gęsty zarost.
>Masz na to jakąś literaturę?
O znaczeniu i aktywności biologicznej testosteronu i DHT? Publikacje na ten temat są powszechne.
Czy o reakcji testosteron + wodór -> DHT z udziałem UV? Nie pamiętam gdzie o tym czytałem.
Jest to dość wąskie zagadnienie jak na niezależną pracę, raczej przykład jaki może pojawić w opracowaniu innych zagadnień, pozatym opiera się na elementarnych mechanizmach, pojedyncze atomy wodoru to dobry przykład wolnych rodników, które akurat mogą brać udział w tej reakcji, a UV dostarcza energię do rozerwania wiązania cząsteczki H2, pełniąc rolę równoważną do enzymu czy innego katalizatora.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Ania... (14138 punktów) | > >To oczywiste. Pytam dokładnie o związek golenia nóg z podatnością na nowotwór> >Eeee - a jeśli golisz się regularnie i codziennie?> Jak golisz się codziennie, to tak jakbyś wcale nie miała włosów,> skóra może stopniowo się adaptować do wzrostu natezenia promieniowania.> Problem jest jak nagle wystwisz zbyt jasną skórę na zbyt mocne promieniowanie,> a tak jest jak się zgoli poważniejszy, gęsty zarost.No, ale temat pojawił się odnośnie "robienia sobie krzywdy przez golenie nóg"  Chyba troszkę niefortunnie się tutaj dogadujemy. > >Masz na to jakąś literaturę?> O znaczeniu i aktywności biologicznej testosteronu i DHT?W znaczeniu fotoaktywacji! Aktywacja enzymatyczna nie jest dla mnie niespodzianką, proszę się o tę fotoaktywację!
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | > No, ale temat pojawił się odnośnie "robienia sobie krzywdy przez golenie nóg" > Chyba troszkę niefortunnie się tutaj dogadujemy."Przez golenie nóg" jest dopowiedzeniem. Napisałem, że są szkodliwe efekty golenia, miałem na myśli raczej męską perspektywę, raczej ze względu na poniższą sprawę. > W znaczeniu fotoaktywacji! Aktywacja enzymatyczna nie jest dla mnie niespodzianką, proszę się o tą fotoaktywację!To jest to samo zjawsko co fotosynteza cukru w chloroplastach czy produkcja witaminy D3 w skórze. Do przeprowadzenia rekacji brakuje energii, np. do rozerwania wiązań jednego z reagentów; która jest dostarczana przez promieniowanie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Ania... (14138 punktów) | >Napisałem, że są szkodliwe efekty golenia, >miałem na myśli raczej męską perspektywę, >raczej ze względu na poniższą sprawę. Oki, już wiem. >>W znaczeniu fotoaktywacji! Aktywacja enzymatyczna nie jest dla mnie niespodzianką, proszę się o tą fotoaktywację! >To jest to samo zjawsko >co fotosynteza cukru w chloroplastach >czy produkcja witaminy D3 w skórze. >Do przeprowadzenia rekacji brakuje energii, >np. do rozerwania wiązań jednego z reagentów; >która jest dostarczana przez promieniowanie. No widzisz, to dla mnie nie jest oczywiste. W chloroplastach energia słoneczna aktywuje tylko jeden z rodzajów związków, dalsze reakcje są już niezależne od obecności światła. Do syntezy cukru droga jest od tego miejsca baaardzo daleka. O witaminie D3 wiadomo, i to jedyny przykład jaki znam. Dziwi mnie, że nie mówi się o testosteronie wcale, skoro to taki ciekawy przykład. Można by leczyć niedobory fosfatazy słoneczkiem! Ale właśnie nic nie słychać, co budzi moje wątpliwości i pytania
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >No widzisz, to dla mnie nie jest oczywiste. W chloroplastach energia słoneczna aktywuje tylko jeden z rodzajów związków, dalsze reakcje są już niezależne od obecności światła. Do syntezy cukru droga jest od tego miejsca baaardzo daleka.
To są szczegóły na temat przebiegu procesu, a nie istoty sprawy. Chemiczne wnioski, a nie fizyczne przyczyny.
Celem produckji cukru jest związanie energii w postaci chemicznej, którą można przechowywać i używać według potrzeb.
Jeśli chcesz związać jakąś energię, to trzeba ją napierw dostarczyć.
Katalizator pozwala przeprowadzić reakcję w kilku mniejszych krokach, aktywując ją mniejszymi dawkami energii, np. podczerwienią (ciepłem) zamiast ultrafioletu; jeśli zamiast tego masz dość energii, by zrobić to w 1 kroku, efekt może być ten sam.
DHT ma więcej energii niż testosteron, przemiana jest reakcją endoenergetyczną.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Ania... (14138 punktów) | >>No widzisz, to dla mnie nie jest oczywiste. W chloroplastach energia słoneczna aktywuje tylko jeden z rodzajów związków, dalsze reakcje są już niezależne od obecności światła. Do syntezy cukru droga jest od tego miejsca baaardzo daleka. >To są szczegóły na temat przebiegu procesu, >a nie istoty sprawy. >Chemiczne wnioski, a nie fizyczne przyczyny. Och - chemia i fizyka są ze sobą ściśle powiązane. Fakt, że jakaś reakcja przebiega tak, a nie inaczej nie oznacza z marszu, że każda może tak samo przebiegać. Reaktywność pod wpływem światła to bardzo szczególna cecha. Jeszcze raz powtórzę - znam taką reakcję u człowieka, dotyczy prowitaminy D3 i to jedyne o czym słyszałam. Skoro innych witamin tak nie przekształcamy, to jednak nie jest to chyba oczywiste, że wszystko może tak reagować. >Celem produckji cukru
>Jeśli chcesz związać jakąś energię, >to trzeba ją napierw dostarczyć. Zgadza się, roślinki bazują na innej specyficznej reakcji (znamy kilka rodzajów cząsteczek należących do grupy chlorofili), ale zwierzęta jej nie znają i radzą sobie zjadając pokarm, a więc gotowe związki organiczne, które następnie utleniają. Wiązanie energii słonecznej nie jest więc aż takie proste, skoro nie robimy tego i nie odżywiamy się nim. >Katalizator pozwala przeprowadzić reakcję >w kilku mniejszych krokach, >aktywując ją mniejszymi dawkami energii, >np. podczerwienią (ciepłem) zamiast ultrafioletu; Hmm... z tego co wiem chlorofile reagują na pasmo widzialne i to wybrane widma. Nie wiem jak prowitamina D3. Ale reakcje te nie wymagają już z tego co wiem katalizatora. Nie wiem po co ci tutaj analiza roli katalizatora. >jeśli zamiast tego masz dość energii, >by zrobić to w 1 kroku, efekt może być ten sam. W pewnym sensie tak, ale jak to się ma do reaktywności przy świetle? >DHT ma więcej energii niż testosteron, >przemiana jest reakcją endoenergetyczną. DHT ma nieco więcej energii, skoro jest uwodorowany, ale to nie to zapewnia jego większą reaktywność. Jako tzw. androgen działa po prostu na inne receptory i jest znacznie łatwiej wyczuwalny przez komórki. Hormony nie są źródłem energii więc ich stopień zredukowania nie ma znaczenia z punktu widzenia energetycznego. Fakt, że akurat uwodornienie aktywuje testosteron jest w sumie przypadkowy. Prekursor insuliny wymaga przecięcia łańcucha i dopiero wtedy zaczyna działać. Przykładów jest wiele. Zapytam wprost - masz na to jakieś źródło, czy strzeliłeś to sobie po prostu?
|
|
| | | |  | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | >Oczywiście prostszym rozwiązaniem jest to, że istnieją miliardy wszechświatów, które tworzą potomstwo i ewoluują, aby wśród tych miliardów nieudanych wszechświatów mogł powstać ten w którym żyjemy jak i wiele innych, podobnych. >niż takie, które mówi, >że jest tylko jeden wszechświat, ktory (jak sama nazwa wskazuje) zawiera wszystko co jest,a ten wszechświat istnieje kolejno wiele razy i jest kształtowany przez Boga z poprzedniej instancji, który odtwarza udany porządek lub nawet go ulepsza...
Tak właśnie zostaje się agnostykiem- skoro nic nie wiadomo, to wszystko jest możliwe i równie prawdopodobne- łącznie z istnieniem Boga. Ale czy naprawdę obie teorie- ta z Bogiem i ta bez- są równorzędne?
Czy uważasz że równie prawdopodobne i o równej wartości są stwierdzenia: "Wszechświat został stworzony przez Boga" i "Wszechświat został stworzony przez jednookiego krasnoluda w czerwonych butach"?
Przecież w sytuacji całkowitej niewiedzy trzeba je uznać za jednakowo prawdopodobne! Ale wierzący w konieczność stwórcy jakoś się do tego nie palą. Mają świadomość (a może podświadomość) że element ludzkiej wyobraźni jest tu aż nazbyt widoczny.
Niestety, w "Bogu", też jest widoczny, dlatego właśnie skłaniam się ku koncepcjom jego obecności pozbawionym. Pomysł, że Wszechświat stworzyła wielka myśląca istota jest bardzo... przyziemny.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >Tak właśnie zostaje się agnostykiem- skoro nic nie wiadomo, to wszystko jest możliwe i równie prawdopodobne- łącznie z istnieniem Boga.
O sprawie rozstrzyga sie na podstawie dowodów, jeśli nie ma pewnych, to czasami są jeszcze jakieś poszlaki, według mnie Biblia zawiera poszlaki za istnieniem Boga.
>Ale czy naprawdę obie teorie- ta z Bogiem i ta bez- są równorzędne? >Czy uważasz że równie prawdopodobne i o równej wartości są stwierdzenia: > "Wszechświat został stworzony przez Boga" >i >"Wszechświat został stworzony przez jednookiego krasnoluda w czerwonych butach"? >Przecież w sytuacji całkowitej niewiedzy trzeba je uznać za jednakowo prawdopodobne!
Zdecydowanie te poglądy nie są równorzędne. To co czci się w Częstochowie owszem mozna porównać z krasnoludem, to równie fikcyjne, ludzkie, ograniczone i martwe, natomiast Bóg, którego uznaję jest zupełnie innej natury.
>Ale wierzący w konieczność stwórcy jakoś się do tego nie palą. Mają świadomość (a może podświadomość) że element ludzkiej wyobraźni jest tu aż nazbyt widoczny. >Niestety, w "Bogu", też jest widoczny, dlatego właśnie skłaniam się ku koncepcjom jego obecności pozbawionym. >Pomysł, że Wszechświat stworzyła wielka myśląca istota jest bardzo... przyziemny.
Pomysł, że wszechświat zmienia się według pewnych zasad w sposób świadomy jest moim zdaniem bardzo prawdziwy, wystarczy spojrzeć jak Ziemia zmienia się pod wpływem ludzi i ekstrapolować to na milion razy dłużej.
>Rzecz w tym, że Biblia jest historyjką kreującą zarówno Boga, jak i wszystkie dowody "za". Wybacz, ale jest dość naiwnym uważać za objawione coś co samo o sobie mówi, że jest objawione i właśnie dlatego, że tak mówi.
Biblia nie kreuje dowodów sama w sobie, dowodem jest naukowe potwierdzenie biblijnych faktów, zestawienie treści Księgi z historią, np. na temat Exodusu.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | M.M.M (1158 punktów) |
> To co czci się w Częstochowie owszem mozna porównać z krasnoludem,> to równie fikcyjne, ludzkie, ograniczone i martwe,> natomiast Bóg, którego uznaję jest zupełnie innej natury.Ma dłuższą brodę od krasnoluda?  > Pomysł, że wszechświat zmienia się według pewnych zasad w sposób świadomy> jest moim zdaniem bardzo prawdziwy,> wystarczy spojrzeć jak Ziemia zmienia się pod wpływem ludzi> i ekstrapolować to na milion razy dłużej.To ludzie są świadomi w Twoim przykładzie a nie wszechświat, więc niczego taka ekstrapolacja nie dowodzi. > >Rzecz w tym, że Biblia jest historyjką kreującą zarówno Boga, jak i wszystkie dowody "za". Wybacz, ale jest dość naiwnym uważać za objawione coś co samo o sobie mówi, że jest objawione i właśnie dlatego, że tak mówi.> Biblia nie kreuje dowodów sama w sobie,> dowodem jest naukowe potwierdzenie biblijnych faktów,> zestawienie treści Księgi z historią, np. na temat Exodusu.Fakty opisane w Biblii to dowody na historyczność ksiąg a nie na istnienie Boga. Jedyne czego się dowiadujemy, to że ludzcy autorzy biblijni pisali o swoim własnym świecie. I o wymyślonych przez siebie oraz przodków (patrz 'Gilgamesz', etc)"krasnoludach"
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >To ludzie są świadomi w Twoim przykładzie a nie wszechświat, więc niczego taka ekstrapolacja nie dowodzi.
A czy ludzie są zewnętrzni wobec wszechświata, czy są jego cześcią? Jeśli uzyskamy kiedyś taki wpływ na wszechświat, jaki dziś mamy na Ziemię, to można powiedzieć, że wszechświat kształtuje się w sposób świadomy.
>Fakty opisane w Biblii to dowody na historyczność ksiąg a nie na istnienie Boga.
Znasz naukowca, który dzisiaj potrafiłby przewidzieć tsunami, choćby na tyle dokładnie, żeby udało się ewakuować zagrożony obszar? A sądzisz, że pasterz ponad 3500 lat temu mógł je twórczo wykorzystać? O przejściu przez Morze Czerwone mówię, tylko nazwę nadano później nie temu morzu, właściwym akwenem jest Jezioro Manzala, taka zatoka mierzejowa Morza Śródziemnego, nazwa dlatego, że spłynęły tam z Nilu substancje, które wcześniej uznano za krew. Natomiast właściwy czas pokrywa się z wybuchem wulkanu Thera, przełom XVII i XVIII dynastii faraonów w Egipcie.
>Jedyne czego się dowiadujemy, to że ludzcy autorzy biblijni pisali o swoim własnym świecie. I o wymyślonych przez siebie oraz przodków (patrz 'Gilgamesz', etc)"krasnoludach"
Zakładając, że Biblia mówi prawdę, to potop dotyczył wszystkich ludzi. Księgę Rodzaju pisano prawie 1000 lat po potopie, więc wcale nie dziwi mnie, że istnieją inne, starsze relacje i to na całym świecie.
Zgadzam się z Tobą, że gdybym miał wierzyć w "krasnoluda", to bym nie wierzył, natomiast dla mnie Bóg jest czymś nie do porównania z takimi wynalazkami, pisałem już wcześniej, że "Elohim" jest jak "naród", uważam, że Bóg jest świadomy, ale nie jest osobą...
|
|
| | | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | >wszechświat kształtuje się w sposób świadomy. Gatunki kształtuje ewolucja, skały erozja... żadnej świadomości. Ze wszechświatem jest tak samo. On po prostu nie potrzebuje świadomości.
>Zakładając, że Biblia mówi prawdę, to potop dotyczył wszystkich ludzi. Z badań osadów wynika, że dotyczył doliny Tygrysu i Eufratu, co zresztą dla zamieszkujących go wówczas ludzi faktycznie było "całym światem". Natomiast opowieść o Noem jest już co najwyżej mocno podkolorowaną anegdotą o wieśniaku któremu jako jedynemu ze wsi udało się uratować z paroma kozami, lub coś w tym rodzaju. Za "poszlakę istnienia Boga" bym tego nie uznała.
Poza tym z jednej strony twierdzisz, że teorię Boga-stwórcy uprawdopodobnia Biblia, a z drugiej, że nie wierzysz w Boga czczonego w Częstochowie. Jeśli masz własnego Boga, nie powołuj się na Biblię. A jeśli nie możesz powołać się na Biblię, to wszystkie cechy jakie Bóg posiada, to te, które sam mu nadałeś.
>uważam, że Bóg jest świadomy, ale nie jest osobą... Interesujące. A czy Bóg jest żywy?
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | >Gatunki kształtuje ewolucja, skały erozja... żadnej świadomości. >Ze wszechświatem jest tak samo. On po prostu nie potrzebuje świadomości.
Roboty w fabrykach automatycznie, nieświadomie robią to co do nich należy, ale zostały wcześniej świadomie do tego zaprogramowane... Ludzie tylko chodzą po fabryce i sprawdzają, czy nic się nie zepsuło.
W laboratorium reakcje chemiczne też zachodzą samoczynnie, ale najpierw świadomie umieszczono właściwe reagenty w zbiorniku... W razie jakiegoś błędu można coś dodać, aby reakcja działała dalej.
Podobnie działa wszechświat z Bogiem, wszystko dzieje się samo, naturalnie, a czasami żeby coś poprawić pojawia się objawienie.
>Z badań osadów wynika, że dotyczył doliny Tygrysu i Eufratu, co zresztą dla zamieszkujących go wówczas ludzi faktycznie było "całym światem".
Gdyby zbadać tereny wokół Missisipi, to wyszłoby, że dotyczył Missisipi, a gdyby zbadać wokół Amazonki, to okazałoby się, że Amazonki, a gdyby nad Nilem, to możnaby stwierdzić, że Nilu, i to co roku!
Tylko że takie coś wcale nie jest na temat, bo osady rzeczne mogą dotyczyć tylko wylewów rzek, nie wystarczy zmieszać gleby z wodą, żeby zrobił się osad, potrzeba jeszcze dość czasu w takim środowisku, by gleba się właściwe uformowała, inaczej błoto wyschnie i będzie taką samą glebą, jak było wcześniej.
Powodzie związane z wylewami rzek dostarczają gotowego materiału, ale gdy np. El Nino powoduje ulewy w Ameryce Południowej, w Andach są tam powodzie i błotne lawiny, ale żadnych takich osadów nie wykryjesz, bo nie ma rzek, jak woda wyschnie efekt osuwiska jest porównywalny z trzęsieniem ziemi, które również występują na tym obszarze.
Ani biblijna relacja, ani inne pochodzące z regionu, jak większość na świecie, nie mówią o wylewach rzek, ale o deszczu, który padał wszędzie.
>Natomiast opowieść o Noem jest już co najwyżej mocno podkolorowaną anegdotą o wieśniaku któremu jako jedynemu ze wsi udało się uratować z paroma kozami, lub coś w tym rodzaju. Za "poszlakę istnienia Boga" bym tego nie uznała.
Istotne jest raczej to, że relacje o potopie, nie pochodzą tylko z Bliskiego Wschodu, ale występują na całym świecie, również w kulturach górskich i pustynnych, gdzie o wielkie powodzie raczej trudno.
>Poza tym z jednej strony twierdzisz, że teorię Boga-stwórcy uprawdopodobnia Biblia, a z drugiej, że nie wierzysz w Boga czczonego w Częstochowie. >Jeśli masz własnego Boga, nie powołuj się na Biblię. >A jeśli nie możesz powołać się na Biblię, to wszystkie cechy jakie Bóg posiada, to te, które sam mu nadałeś.
A dlaczego zakładasz, że to w Częstochowie słusznie się na Niego powołują, a ja nie? Całe Pierwsze Przykazanie Dekalogu, numerując po katolicku mówi:
"Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał bogów innych oprócz Mnie. Nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko, lub w wodzie poniżej ziemi. Nie będziesz oddawał im pokłonu ani służył. Bo Ja jestem Pan, Bóg twój, Bóg zazdrosny, karzący nieprawość ojców na synach w trzecim i w czwartym pokoleniu - tych, którzy Mnie nienawidzą, a który okazuje łaskę w tysiącznym pokoleniu tym, którzy Mnie miłują i strzegą moich przykazań." (Pwt 5,6-10)
To raczej oni bezprawnie się powołują na Biblię, negując podstwowe zasady religii... Co więcej jak porównasz "Wielką Nierządnicę" z 17 rozdziału Apokalipsy z biskupami i kardynałami - 100% zgodności.
Nie wystarczy wołać "Jezus" i "Chwalmy Pana", żeby być chrześcijaniem. Kościół Rzymskokatolicki nazywając siebie chrześcijaństwem i powołując się na Biblię szkaluje chrześcijaństwo i zniechęca do Biblii swoimi pustymi obrzędami i oszustwem, nic dziwnego, że ludzie stają się przez to niechętni religii...
Kościół Rzymskokatolicki jest zły, to (całe) chrześcijaństo też? Kościół Rzymskokatolicki to nie chrześcijaństwo, tylko się za nie podaje.
Ja też umiem podchodzić do religii sceptycznie, tylko że nie myślę stereotypowo i nie uogólniam jednej oceny na wszystko, ale oceniam tylko to, co jest przedmiotem badań i weryfikacji.
>Interesujące. >A czy Bóg jest żywy?
To zależy, czy w sensie biologicznym, jako procesy chemiczne w organizmie - nie; czy jako możliwość postrzegania i działania - wtedy tak.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | catseye (1381 punktów) | >O sprawie rozstrzyga sie na podstawie dowodów, >jeśli nie ma pewnych, to czasami są jeszcze jakieś poszlaki, >według mnie Biblia zawiera poszlaki za istnieniem Boga. Tylko Biblia? A na przykład Księga Mormona nie? Przecież nieposzlakowani obywatele USA złożyli na piśmie oświadczenia, że widzieli złote tablice przekazane Josephowi Smithowi przez anioła Moroni. Jeśli dobrze pamiętam, było ich aż 11.
|
|
 | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | >Jeśli twierdzisz, że tekst jest tylko historyjką mającą wykreować Boga-stwórcę, >to postulujesz ignorację wobec dowodów, zarówno za jak i przeciw wierze religijnej.
Rzecz w tym, że Biblia jest historyjką kreującą zarówno Boga, jak i wszystkie dowody "za". Wybacz, ale jest dość naiwnym uważać za objawione coś co samo o sobie mówi, że jest objawione i właśnie dlatego, że tak mówi.
|
|
 | 3 na 3 | lotrek (14275 punktów) |
> @lotrek> Na jakiej podsatwie wiesz, że ludzie wymyślili Boga?> Jeśli nie masz uzasadnienia na temat każdej religii i każdego bóstwa, a uogólniasz,> to w wielu przypadkach jest to sprawa Twojej wiary,> podbnie jak moją wiarą jest to, że Bóg wymyślił i stworył ludzi.> Są owszem bożki zmyślone przez ludzi, każdy zrobiony z kamienia i drewna,> mający kształ człowieka czy innego zwierzęcia takim niewątpliwie jest,> bożek określony cechami ograniczonymi przez ludzkie postrzeganie to wymysł,> ale to nie znaczy, że nie ma Boga, który storzył ludzi. Ludzie wymyślili nie tylko bogów....ale też ortografię. Zostaw na razie Biblię w spokoju i weź się za to dzieło: 
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
|  | 3 na 3 | niekatolik (99 punktów) | > Ludzie wymyślili nie tylko bogów....ale też ortografię. Zostaw na razie Biblię w spokoju i weź się za to dzieło:
Rozumiem, że teraz wyszukasz wszystkie literówki w postach innych forumowiczów, również tych racjonalistów-ateistów i przypomnisz im, żeby się poprawili, bo raczej nie napisałeś tego tylko do mnie z braku lepszych zarzutów?
Gdyby to były jakieś poważne błędy ortograficzne to bym zrozumiał, ale kilka brakujących literek, nie mających znaczenia dla zrozumienia słów? Przy dłuższych wypowiedziach to się zdarza, a nie zawsze jest czas sprawdzić...
|
|
 | 1 na 1 | spray (5875 punktów) | (...) > Na jakiej podsatwie wiesz, że ludzie wymyślili Boga?To na Tobie spoczywa obowiazek przedstawienia dowodu ! Lotrek mowi, ze czegos prawdopodobnie nie ma. Ty mowisz, ze na pewno jest. > Jeśli nie masz uzasadnienia na temat każdej religii i każdego bóstwa, a uogólniasz,> to w wielu przypadkach jest to sprawa Twojej wiary,To wszystko, co piszesz, jest kwestia wiary. I tu wlasnie tkwi problem, ktorego nie potrafisz zrozumiec. > podbnie jak moją wiarą jest to, że Bóg wymyślił i stworył ludzi.To sie jakos, k***a, nie postaral...  > "A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu,> który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich."> (1 Kor 15,28)> No, piekna perspektywa. Z TAKIM Bogiem. Jak to mowia ? Lepiej z madrym zgubic, niz z glupim znalezc.
|
|
|  | 1 na 1 | niekatolik (99 punktów) | > To na Tobie spoczywa obowiazek przedstawienia dowodu !> Lotrek mowi, ze czegos prawdopodobnie nie ma. Ty mowisz, ze na pewno jest.Oczywiście masz rację. Problemem jest wytłumaczenie powstania życia we wszechświecie. Ja twierdzę, że jest stworzone przez Boga i pewne z samej swojej natury, ktoś inny, że spontaniczne, ale prawdopodobieństwo tego jest ekstremalnie małe, nawet w wybitnie wyidealizowanych warunkach dające się tylko ładnie zapisać, ale nie wyrażalne w żaden fizyczny sposób, za mała złożoność wszechświata... Ktoś inny postuluje zatem dodatkowe wszechświaty wykraczajace poza naszą fizykę, aby to prawdopodobieństwo urealnić, dać szansę spełnienia oczekiwań. Ja zakładam istnienie Boga, którego fizycznej obceności nie da się pokazać, ktoś inny alternatywnych wszechświatów, ktore również są fizycznie niemierzalne. Ja jako dowód istnienia Boga przestawiam treść Biblii weryfikowalną historycznie, ktoś inny o innych wszechświatach ma tylko teorie i wyliczenia, same słowa. Czy podchodzisz do obu rozwiązań problemu powstania życia równie racjnonalnie, a zatem od obu wersji wymagasz tej samej jakości dowodów, czy też wobec religii jesteś bardziej sceptyczy, a naciąganą teorię fizyczną przyjmujesz z radością? Bo oprócz tego, że naciągana fizyka ma przyjmniejsze konsekwencje, nie trzeba przejmować się ani Bogiem, ani Jego Prawem, nic nie stoi za tym, żeby ją uznać bardziej niż religię. Problem polega na tym, czy oczekujesz jakości, czy braku wymagań. > To wszystko, co piszesz, jest kwestia wiary.> I tu wlasnie tkwi problem, ktorego nie potrafisz zrozumiec.Ja przynajmniej wiarę nazywam po imieniu, a są tu i tacy, którzy nie wierzą, tylko mają przekonania równoważne wierze, uznają niepotwierdzoną empirycznie teorię za wiarygodną, a wydawało mi się, że to właśnie doświadczenie odróżnia wiarę od wiedzy. > To sie jakos, k***a, nie postaral...  Skoro uważasz, że jesteś nieudany, to Twoja sprawa, ja nie narzekam.
|
|
3 na 3 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > niewykluczone iż za tym ułamkiem sekundy kiedy nastąpił wielki wybuch > i rozpoczęło się rozszerzanie wszechświata mogła stać jakaś istota ponad czasowa
Pierwsza, niezbyt wyrafinowana, ale narzucająca się od razu koncepcja: wszechświat rozszerza się i kurczy cyklicznie, czyli rozprężanie-sprężanie-wybuch ad mortem usrandum.
Druga, ciekawsza (autorstwa Lee Smolina): czarne dziury zasysają materię i wypluwają ją gdzieś w innych wymiarach, dając początek nowym wszechświatom "potomnym", być może "dziedziczącym" część praw fizyki "po tatusiu".
Mądre to czy nie, prawdziwe czy od prawdy odległe - na pewno jednak sensowniejsze niż chowanie Bozi za Big Bangiem.
> Na koniec: istnieje w teologii biblijnej takie stwierdzenie jak: Boża pedagogia. > Pismo Święte nie spadło z nieba, jego autorem jest Bóg oraz człowiek (...)
Czego uczy nas Stary Testament? - Nowy na razie pomińmy - nurtuje mnie to pytanie od dawna. Według mnie im szybciej się Kościół od tego steku metafor odetnie, tym dla niego lepiej. Ale ja pewnie jakąś ważną naukę o człowieku przeoczyłem, dlatego proszę bardzo o wskazanie palcem wartości.
|
|
 | 1 na 1 | spray (5875 punktów) | >> niewykluczone iż za tym ułamkiem sekundy kiedy nastąpił wielki wybuch >> i rozpoczęło się rozszerzanie wszechświata mogła stać jakaś istota ponad czasowa >Pierwsza, niezbyt wyrafinowana, ale narzucająca się od razu koncepcja: wszechświat rozszerza się i kurczy cyklicznie, czyli rozprężanie-sprężanie-wybuch ad mortem usrandum. >Druga, ciekawsza (autorstwa Lee Smolina): czarne dziury zasysają materię i wypluwają ją gdzieś w innych wymiarach, dając początek nowym wszechświatom "potomnym", być może "dziedziczącym" część praw fizyki "po tatusiu". >Mądre to czy nie, prawdziwe czy od prawdy odległe - na pewno jednak sensowniejsze niż chowanie Bozi za Big Bangiem. Alez wlasnie kompletnie bez sensu ! Bo to tylko perpetuum mobile w wymiarze kosmicznym. A niby skad perpetuum mobile? Zasada dzialania nic nie mowi o puszczeniu machiny w ruch. Czyli : ciagle jestesmy w Erze Plancka.
>> Na koniec: istnieje w teologii biblijnej takie stwierdzenie jak: Boża pedagogia. >> Pismo Święte nie spadło z nieba, jego autorem jest Bóg oraz człowiek (...) >Czego uczy nas Stary Testament? - Nowy na razie pomińmy - nurtuje mnie to pytanie od dawna. >Według mnie im szybciej się Kościół od tego steku metafor odetnie, tym dla niego lepiej. >Ale ja pewnie jakąś ważną naukę o człowieku przeoczyłem, dlatego proszę bardzo o wskazanie palcem wartości. > Teologia biblijna wlasnie po to istnieje, zeby boza pedagogie uprawiac. Podstawowym zalozeniem teologii bozej jest udowodnienie , ze PismoSwiete spadlo z nieba, najpierw w rece wybranych autorow zastepczych. Przeoczyles cala nauke o czlowieku, wiec zanim ktos Ci cokolwiek polaze palcem, uzupelnij braki. Nauka o czlowieku nazywa sie antropologia. Szukaj. Bo jak nie, to dupe spiore i uczyc kaze !
|
|
5 na 5 | Slayerized (691 punktów) | >Po pierwsze: Biblia to nie jest książka od fizyki czy geografii... czy autor natchniony wiedział jak funkcjonuje świat...
I na tym polega problem. Każda niezgodność biblii z wiedzą naukową powoduje obniżenie wiarygodności całego tekstu. Skoro ten tekst jest natchniony przez wszechwiedzące bóstwo to dlaczego od pierwszych słów jest błędne? Fakt, że obraz stworzenia wszechświata jest nieprawdziwy równie dobrze może oznaczać, że cała reszta jest równie wiarygodna, lub ewentualnie, że fragmenty tego tekstu nie są natchnione tylko zmyślone.
>Mamy dziś teorię wielkiego wybuchu ale co było przed nim?
Jak sam dalej stwierdzasz, nie ma czegoś takiego jak "przed wielki wybuchem".
>autor natchniony opisał świat tak jak go rozumiał bo Bóg nie miał na celu uczyć go prawa fizyki ale tego że świat powstał z miłości i że człowiek jest "bardzo dobry".
Czyli książka jest zmyślona przez autora piszącego, ale tekst przekazuje intencje istoty wyższej.
Więc skąd wiadomo które części są zmyślone, a które nie, tym bardziej że tekstów jest o wiele więcej niż zawiera biblia. Skoro nie wiemy to znaczy, że osoby żyjące zgodnie z biblią mogą żyć wbrew woli boga, czyli ta książka to taka zmyłka niebieskiego tatusia.
A tak poważnie. Tego typu stwierdzenia jakie przedstawiłeś są marną próbą odwrócenia uwagi i zbagatelizowania faktów, które podważają wiarygodność pisma. Kościół odszedł jakiś czas temu od literalnego czytania słów biblii nie dlatego, że odkrył jej prawdziwe przesłanie tylko dlatego żeby nie wychodzić na totalnego debila.
Z czasem wycofywać się będzie coraz bardziej, bo z ewidentnymi dowodami ciężko dyskutować, a udawanie że ich nie ma jest dobre na krótką metę. Oczywiście istnieją takie miejsca jak USA gdzie kongresmenem jest osoba, która uważa że świat powstał 6000lat temu + 7 dni, ale to tylko kwestia czasu. Prostym przykładem są odłamy powstałe po reformacji i bardziej współcześnie z których niektóre idą w stronę totalnego konserwatyzmu i absolutnego braku kontaktu z rzeczywistością, a tym samym stają się pośmiewiskiem, a inne się niezwykle liberalizują. To się nazywa walka o klienta.
|
|
1 na 1 | Kowalska (14008 punktów) | >Jeśli pozwolicie to dorzucę swoje trzy grosze.
Włala. Że tak z obcego języka pojadę.
>Po pierwsze: Biblia to nie jest książka od fizyki czy geografii.
Ale jest od Pana od geografii i fizyki. Rozumiemy się?
>Możecie się sprzeczać czy na temat tego czy autor natchniony wiedział jak funkcjonuje świat pod względem fizyki czy nie ale to nie ma sensu bo to nie jest celem tego tekstu.
Ja nie zamierzam. Po pijaku też nigdy nie dyskutuję z prawami fizyki.
>Bereszit bara Elohim et hasamim weet ha arec... tak brzmią pierwsze słowa Bibli w oryginale... na >początku stworzył Bóg niebo i ziemię...
Tu mnie się cuś nie zgadza. A kosmos był gdzie?
>Mamy dziś teorię wielkiego wybuchu ale co było przed nim? Gwiazdy powstały przed drzewkami na ziemi >ale pytanie skąd się wzięły gwiazdy? Prof. Sir Arnold Wolfendale kiedy mówił o początkach >wszechświata mówił że niewykluczone iż za tym ułamkiem sekundy kiedy nastąpił wielki wybuch i >rozpoczęło się rozszerzanie wszechświata mogła stać jakaś istota ponad czasowa, bo czas powstał >podczas wielkiego wybuchu czyli raczej nie było go wcześniej.
Widzisz, też Cię zastanawia gdzie się podział kosmos. Sir Arnold jak sądzę ma na myśli wybuch mojej Matki na działce 15 sierpnia. Wtedy się wszystko zaczęło. Według sir Arnolda, ofkors.
|
|
 | 1 na 1 | spray (5875 punktów) | >>Jeśli pozwolicie to dorzucę swoje trzy grosze. > Włala. Że tak z obcego języka pojadę. Pisze sie : wuala, nieuku ty !
>>Po pierwsze: Biblia to nie jest książka od fizyki czy geografii. > Ale jest od Pana od geografii i fizyki. Rozumiemy się? Oooo... nie tylko, nie tylko ! Na poczatku bylo Slowo, a Slowo bylo u Ojca Dyrektora i Bogiem bylo Slowo. A wszystkie ksiazki ze slow pochodza, czyli - od Ojca Dyrektora. Rozumiemy sie?
>>Możecie się sprzeczać czy na temat tego czy autor natchniony wiedział jak funkcjonuje świat pod względem fizyki czy nie ale to nie ma sensu bo to nie jest celem tego tekstu. > Ja nie zamierzam. Po pijaku też nigdy nie dyskutuję z prawami fizyki. Na trzezwo tez nie nalezy. A takze na czczo i po jedzeniu.
>>Bereszit bara Elohim et hasamim weet ha arec... tak brzmią pierwsze słowa Bibli w oryginale... na >>początku stworzył Bóg niebo i ziemię... >Tu mnie się cuś nie zgadza. A kosmos był gdzie? Jeszcze go nie bylo ? Czy byl zakryty, a potem go odkryto ?
>>Mamy dziś teorię wielkiego wybuchu ale co było przed nim? Gwiazdy powstały przed drzewkami na ziemi >>ale pytanie skąd się wzięły gwiazdy? Prof. Sir Arnold Wolfendale kiedy mówił o początkach >>wszechświata mówił że niewykluczone iż za tym ułamkiem sekundy kiedy nastąpił wielki wybuch i >>rozpoczęło się rozszerzanie wszechświata mogła stać jakaś istota ponad czasowa, bo czas powstał >>podczas wielkiego wybuchu czyli raczej nie było go wcześniej. A co to jest ulamek sekundy wczesniej, jesli wczesniej nie bylo nawet wczesniej ? Ulamek sekundy , czy wiecznosc, zadna roznica. Nie bylo nawet przestrzeni, wiec jesli jaks istota, to kiedy i gdzie? Aaaa.... Tajemnica? I tylko Ojciec Dyrektor ja zna ?
>>Widzisz, też Cię zastanawia gdzie się podział kosmos. Sir Arnold jak sądzę ma na myśli wybuch mojej Matki na działce 15 sierpnia. Wtedy się wszystko zaczęło. Według sir Arnolda, ofkors. 15.08. juz bylo cos, a przynajmniej Matka i Dzialka, wiec chyba nie o ten wybuch chodzi, bo gdyby o ten chodzilo, to 14.08. nie moglo byc nic, a bylo 14.08., wiec juz tez musialo cos byc. Ot, na przyklad 13.08. i Sir Arnold. Zapewne tez Matka i Dzialka, chocby po to, zeby wybuchnac dzien pozniej.. I nie ma zadnego sensownego wytlumaczenia, czemu Matka nie wybuchla 14.08. o godzinie 16.46. Albo z samego rana. Alez ten swiat skomplikowany !
|
|
1 na 1 kanik (3636 punktów) (zablokowany) | Autorem biblii jest człowiek, a raczej grupa ludzi. Teksty te powstawały w różnym czasie i spisane były przez różnych ludzi. Jej pierwszy kształt określił papież Ireneusz, który to wybrał to co wybrał z wielkiej ilości dostępnych mu tekstów.
W biblii nie ma żadnej naukowości i jedyne badania sensowne jakie można robić to poszukiwanie zbieżności pomiędzy faktami historycznymi, a opowieściami z biblii. Ciekawy cykl w przystępnej formie na National Geographic pt Tajemnice biblii. Z punktu widzenie historycznego biblia generalnie to stek bzdur. Nie była tu nawet rozpatrywana czy faktycznie istniał ktoś taki jak Jezus, bo na to nie ma dowodu, tylko czy faktycznie pewne zdarzenia opisane w biblii mogły zaistnieć w tamtych realiach, jak chociażby pytanie Piłata tłumu o to czy uwolnić Jezusa czy nie. Nie ma historycznego potwierdzenia takiej tradycji i nie do pomyślenia było aby namiestnik Rzymu pytał się Żydów co zrobić z więźniem. Doszli nawet do wniosku, że w ogóle kimś takim jak Jezus(a był to zwykły wieśniak z nizin społecznych) to by się Piłat nie zajmował, miał ważniejsze sprawy na głowie.
|
|
1 na 1 | elfir (1058 punktów) | >mówił że niewykluczone iż za tym ułamkiem sekundy kiedy nastąpił wielki wybuch i >rozpoczęło się rozszerzanie wszechświata mogła stać jakaś istota ponad czasowa,
Trochę mały wkład w istnienie wszechświata - zachwianie równowagi - jak na istotę, którą posądza się, że dała nam prawa moralne, słucha modlitw i oczekuje czci. Nie sadzisz?
>ale >tego że świat powstał z miłości i że człowiek jest "bardzo dobry".
W całym ST nie ma o tym mowy. To jest daleko idąca interpretacja. Ukochanego świata się nie niszczy tylko dlatego, że jego synowie figlują z poddanymi. Jak dla mnie należałoby ukarać synów, a nie całą ludzkość. Dlatego sorry, ale nie widzę tu miłości, tylko wyrachowanie jakiegoś maniaka.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|