 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 18-02-2009 20:57 | Aleksander Głowacki (1725 punktów) | Tolerancja w praktyce
3 na 3 | Tolerancja - wszyscy o niej mówią i ponoć wszyscy uważający się za inteligentnych ludzi twierdzą, że są tolerancyjni. Chciałbym podzielić się z szanownymi forumowiczami wynikami rozmowy z pewnym tolerancyjnym(?) człowiekiem i zapytać czy faktycznie na to miano zasługuje. Otóż niedawno podjąłem dyskusję bardzo religijną osobą, która stwierdziła, że nigdy by nie dopuściła do tego, aby w jego domu ktokolwiek (w domyśle chodziło o starsze dzieci lub lokatorów) spotykała się z osobą tej samej płci (mogłoby przecież dojść do przypadkowego stosunku). Osoba ta jednak twierdzi, że homoseksualistów toleruje: nie ściga ich, nie prześladuje, nie jest za zaostrzeniem prawa, jednak na swoim terenie (domu lub mieszkaniu) do takich zachowań nie dopuści - jednym słowem homoseksualizm tak, ale jak najdalej ode mnie. Ewentualny potomek - nie reformowany homoseksualista byłby skazany na natychmiastową eksmisję. Człowiek ten uważa również, że próby przeforsowania na siłę zachowań homoseksualnych jego domu byłyby próbą narzucenia mu innego światopoglądu. Zadałem, więc pytanie, czym jego sposób myślenia różni się od światopoglądu wyznawanego przez ekstremistów religijnych, którzy owszem, akceptują inne światopoglądy, ale poza granicami terytoriami, nad którym mają władzę - fanatycznie islamiści tolerują zachowanie sprzeczne z ich religią, ale poza ich "świętą ziemią". Kontynuując ten sam watek myślowy zadałem również pytanie, co by zrobił gdyby jego władza nie ograniczała się do 100m kwadratowych jego mieszkania, ale powiedzmy do wioski/województwa/kraju; czy też by wygonił ze swojego terytorium homoseksualistów? (dzisiaj wiadomo nie jest to możliwe - sołtys/wojewoda nie ma takiej władzy ale 200 lat temu mogłoby dojść do takiej sytuacji). Co sądzicie o tej analogii? Dyskusja ta, chociaż toczyła się wokół homoseksualizmu (jako głównego przykładu) miała charakter stricte religijny i jej motywem przewodnim był problem: czy osoba religijna może narzucić swoim domownikom określone zachowania (lub ich zakazać), które wynikają z jej wiary religijnej, a nie z prawa świeckiego. Sam uważam następująco - tolerować zachowania niezgodne z naszym światopoglądem poza naszym domem to żadna sztuka. Każdy toleruje Murzynów w Afryce i homoseksualistów uprawiających miłość w ciemnych piwnicach. Problem pojawia się wtedy, gdy homoseksualistą okaże się syn a córka przyprowadzi ciemnoskórego narzeczonego - wtedy ta tolerancja gdzieś znika. Uważam, że tolerować należy wszystkie zachowania, które nie są sprzeczne z prawem oraz nie stanowią zagrożenia dla zdrowia lub życia. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 4 | jad11 (18783 punktów) | Cytat: która stwierdziła, że nigdy by nie >dopuściła do tego, aby w jego domu ktokolwiek (w domyśle chodziło o starsze dzieci lub lokatorów) >spotykała się z osobą tej samej płci (mogłoby przecież dojść do przypadkowego stosunku). Jak może dojść do przypadkowego stosunku? Cytat:> Uważam, że tolerować należy wszystkie >zachowania, które nie są sprzeczne z prawem oraz nie stanowią zagrożenia dla zdrowia lub życia. Jestem gotów tolerować różne zachowania niestanowiące zagrożenia dla zdrowia lub życia postronnych jednak nie wszystkie w moim domu. Potrafię sobie wyobrazić takie, które by mnie raziły choć nie wyrządzają krzywdy.
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
|
|
 | | Aleksander Głowacki (1725 punktów) | >Jak może dojść do przypadkowego stosunku?
Dwóch młodych ludzi się spotyka w celach towarzyskich ale kiedy hormony szaleją różne rzeczy mogą się zdarzyć. To miałem na myśli-niby nic nie plaowałi a jednak się stało.
>Jestem gotów tolerować różne zachowania niestanowiące zagrożenia dla zdrowia lub życia postronnych jednak nie wszystkie w moim domu. Potrafię sobie wyobrazić takie, które by mnie raziły choć nie wyrządzają krzywdy.
np..?
|
|
|  | 1 na 1 | jad11 (18783 punktów) |
>>Jestem gotów tolerować różne zachowania niestanowiące zagrożenia dla zdrowia lub życia postronnych jednak nie wszystkie w moim domu. Potrafię sobie wyobrazić takie, które by mnie raziły choć nie wyrządzają krzywdy. >np..?
Np. dłubanie w nosie i zjadanie zdobytych tą metodą znalezisk. Nie zakazuję tego nikomu jednak kogoś, kto to robi wolałbym nie gościć w domu a jeśli już bym gościł to stanowczo bym żądał aby nie robił tego w moim domu, w mojej obecności.
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
|
|
| |  | | Aleksander Głowacki (1725 punktów) | >Np. dłubanie w nosie i zjadanie zdobytych tą metodą znalezisk. Nie zakazuję tego nikomu jednak kogoś, kto to robi wolałbym nie gościć w domu a jeśli już bym gościł to stanowczo bym żądał aby nie robił tego w moim domu, w mojej obecności.
Mi do głowy przyszło jeszcze pierdzenie i bekanie. Tylko czy to stanowi podstawę do wywalenia syna/córki z domu? Podobnie zresztą jak homoseksualizm lub inne pseudowartości głoszone przez religię np. odmowa pójścia do kościoła. Niepotrzebnie wspomniełam o "lokatorze" - darujny go sobie i skupmy się na prawie dorosłych lub "świeżo" dorosłych dzieciach)
|
|
| | |  | 1 na 1 | jad11 (18783 punktów) | Cytat:>>Np. dłubanie w nosie i zjadanie zdobytych tą metodą znalezisk. Nie zakazuję tego nikomu jednak kogoś, kto to robi wolałbym nie gościć w domu a jeśli już bym gościł to stanowczo bym żądał aby nie robił tego w moim domu, w mojej obecności. >Mi do głowy przyszło jeszcze pierdzenie i bekanie. Mi też, jednak to nie to samo. Pierdzenie i bekanie to coś co człowiek po prostu musi robić; zjadanie kóz- nie. Co więcej pierdzenie i bekanie jest czasem poza naszą kontrolą więc tym bardziej nie można kogoś za to potępiać mimo, że razi. No i skoro już musimy to własny dom jest najbardziej odpowiednim miejscem żeby się solidnie wypierdzieć i wybekać. Cytat:Tylko czy to stanowi podstawę do wywalenia syna/córki z domu? Podobnie zresztą jak homoseksualizm lub inne pseudowartości głoszone przez religię np. odmowa pójścia do kościoła. Oczywiście, że nie. W ogóle granica naszej tolerancji przebiega (a przynajmniej powinna przebiegać) zupełnie gdzie indziej dla własnych dzieci niż dla przypadkowych gości. To naturalne, że dzieciom wolno znacznie więcej i nie wyrzucę córki z domu nawet jeśli zacznie zjadać kozy  Trudno przychodzi mi wyobrazić sobie powód, dla którego mógłbym wyrzucić dziecko z domu.
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
|
|
|  | 3 na 3 | Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów) |
> >Jestem gotów tolerować różne zachowania niestanowiące zagrożenia dla zdrowia lub życia postronnych jednak nie wszystkie w moim domu. Potrafię sobie wyobrazić takie, które by mnie raziły choć nie wyrządzają krzywdy.> np..?niekontrolowana defekacja, niszczenie wyposażenia, zostawianie resztek po imprezie, plucie na podłogę, rozwieszanie plakatów rasistowskich, używanie moich kosmetyków i przyborów higienicznych, otwieranie okien kiedy jest zimno  Oczywiście wiekszośc tych spraw to kwestia dogadania się i negocjacji. Poza plakatami. Bo rasisty w domy bym miec nie chciała, nawet, gdyby to było moje potomstwo.
postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
|
|
1 na 1 | stary (143 punktów) | > Chciałbym podzielić się z szanownymi forumowiczami wynikami rozmowy z pewnymtolerancyjnym(?) Ja też próbowałem rozmawiać i słucham naszych mediów. Mój ogląd sytuacji kilka lat temu wyglądał tak: Jacy jesteśmy - nietolerancja Mam znajomych wielu, tak jak wszyscy ludzie, każdy w coś tam wierzy, coś buduje w trudzie, modli się do Boga, słucha kapelana lub się w pracy gubi, denerwuje z rana. Coś tłumaczy żonie, zaś mężowi żona, plany nie wychodzą, kasa roztrwoniona. Czasem trochę lepiej, czasem gryzie bieda, każdy ma receptę komu biedę sprzeda. To jest oczywiste ktoś winny być musi, że go brak pieniędzy całe życie dusi. Tak, to żyd niecnota, wszystkim mąci w głowie, w rządzie siedzi, w sądzie, prawdy ci nie powie. Grabi oszukuje, ojczyznę marnuje, panu Bogu szkodzi, niech odpokutuje. Polska dla Polaków, a nie innowierców, dajmy im popalić aż wyskoczą z kierpców. Murzyni to głupcy, o guza się proszą. Co u nas szukają? Dzieci tylko straszą. Wyrzućmy ich z kraju prosto do Afryki. Tam ich miejsce brudne. Niech tam pasą byki. Żółci czy czerwoni, z arabami razem, czego tu szukają? Nie będą tu z nami w klocki se pogrywać zatraceńcy wszawi. Wypędzimy równo, Polska pięść ich zdławi. I tak dywagują przekonani święcie, że tym kraj naprawią, że im lepiej będzie. Myśl tę podsycają, wielcy katolicy. Kto myśli inaczej z wiarą się nie liczy! Robimy lustrację, Es-Be rozliczymy. Listę zdrajców naszych zaraz wywiesimy. Winny czy nie winny - jeszcze sąd nie zbadał - Wszyscy winni, teczki mają - esbek gadał. Esbek działał z prawa, zmuszać jego rola. Ofiara zdradziła, z esbekiem gadała, więc ją oskarżymy, ktoś winny być musi. Nic nie przekazała? - Lustrator wymusi. Duch nietolerancji sieją politycy. Bójcie się już prawa, kłamstwa przeciwnicy. I kozłów ofiarnych szukają wokoło, kto ich nie popiera temu nie wesoło. Prawo, konstytucja, to zbędne okowy, Konstytucyjny Trybunał - stare głowy. Zmienimy go szybko. My jesteśmy prawem. My to naprawimy, my znamy się na tem. Marsze gejów, praw obrońców - zakażemy. Ktoś tam w Europie mruczy? Pokażemy jak się sądzi szybko głupich pomyleńców. Oni też się boją swoich odszczepieńców.. Pytałem znajomych czy wierzą w te bajki, co głoszą przy piwie, w żałosne przechwałki. No cóż, wielu. Wielu chętnie by skopało jakiegoś czarnucha, gdyby to się dało. Po co? Za co? Coś uszkodził? Co ci zrobił? Nic. Dla samej frajdy mordę bym mu obił. No a gdyby oddał?! A mnie za co oddał? Ja tu gospodarzem. Ja tu się wychował. No cóż, serce boli. Wielu naszych ludzi z kraju wyjechało, dla kasy się trudzi w Anglii, Francji, w Niemczech a nawet w Iranie. Gdy tam też są głupcy, co się z nimi stanie? Może bym zrozumiał, bo to ludzkie fobie. Ale czemu Boga w to mieszają sobie Księża , politycy, także prości ludzie. Wszak On miłosierdzie nakazuje wszędzie. Przykazania Boże - dla wiernych natchnienie - Nie znaczą zbyt wiele, dla tych co sumienie zżarła żądza władzy, sławy bez honoru, każda podłość cnotą, zdrada bez oporu. 2006
|
|
1 na 1 | Satyr (4285 punktów) |
> Zadałem, więc pytanie, czym jego sposób myślenia różni się od światopoglądu wyznawanego przez> ekstremistów religijnych, którzy owszem, akceptują inne światopoglądy, ale poza granicami> terytoriami, nad którym mają władzę - fanatycznie islamiści tolerują zachowanie sprzeczne z ich> religią, ale poza ich "świętą ziemią".No i mają do tego prawo. Jeśli społeczeństwo islamskie jest właścicielem określonego terytorium, to może tam sobie ustalać zasady. Proste i logiczne. > Kontynuując ten sam watek myślowy zadałem również pytanie, co> by zrobił gdyby jego władza nie ograniczała się do 100m kwadratowych jego mieszkania, ale powiedzmy> do wioski/województwa/kraju; czy też by wygonił ze swojego terytorium homoseksualistów?Jeśli wioska/województwo/kraj byłby jego prywatną własnością, to jasne że mógłby. I nic nikomu do tego, co człowiek robi ze swoją własnością. Inna sprawa, że to raczej niemożliwe, żeby cały kraj był prywatną własnością. > (dzisiaj> wiadomo nie jest to możliwe - sołtys/wojewoda nie ma takiej władzy ale 200 lat temu mogłoby dojść do> takiej sytuacji).Sołtys ani wojewoda nie jest właścicielem terytorium, nad którym trzyma władzę, lecz urzędnikiem państwowym, i to społeczeństwo ustala, jak ów urzędnik ma działać. Sołtys i wojewoda to nie osoby prywatne. > Co sądzicie o tej analogii?Kulawa w wielu miejscach, bo urzędnik państwowy nie jest właścicielem terytorium, na którym działa. > Dyskusja ta, chociaż toczyła się wokół homoseksualizmu (jako głównego przykładu) miała charakter> stricte religijny i jej motywem przewodnim był problem: czy osoba religijna może narzucić swoim> domownikom określone zachowania (lub ich zakazać), które wynikają z jej wiary religijnej, a nie z> prawa świeckiego.Jeśli jest właścicielem domu, to może w nim ustalać zasady. To proste. Jak domownicy mają inne zdanie, to niech się przeprowadzą do domu, którego oni są właścicielami. > Uważam, że tolerować należy wszystkie> zachowania, które nie są sprzeczne z prawem oraz nie stanowią zagrożenia dla zdrowia lub życia.I stosuj ową zasadę we własnym domu, a domy innych ludzi zostaw łaskawie w spokoju  Na koniec: osobiście nie miałbym nic przeciwko np. homoseksualistom w moim domu. Ale to moja sprawa, i nie zamierzam swoich preferencji narzucać innym ludziom. Jak ktoś we własnym domu nie chce takich ludzi, to wolna wola. Któż ma prawo narzucać innym sposób prowadzenia ich własnego domu? Czyżby Autor powyższego posta chciał wyrazić opinię, że jak ktoś ma ochotę żyć inaczej niż preferuje Autor, to należy wprowadzić pewne zapisy prawne, które pozwolą aparatowi represji ustawić wszystkich "panów domu" tak, jak to Autor uważa za stosowne? Pozdrawiam!
|
|
 | 1 na 1 | Aleksander Głowacki (1725 punktów) | >Jeśli wioska/województwo/kraj byłby jego prywatną własnością, to jasne że mógłby. I nic nikomu do tego, co człowiek robi ze swoją własnością. Inna sprawa, że to raczej niemożliwe, żeby cały kraj był prywatną własnością. >Sołtys ani wojewoda nie jest właścicielem terytorium, nad którym trzyma władzę, lecz urzędnikiem państwowym, i to społeczeństwo ustala, jak ów urzędnik ma działać. Sołtys i wojewoda to nie osoby prywatne. Kulawa w wielu miejscach, bo urzędnik państwowy nie jest właścicielem terytorium, na którym działa.
Zaznaczyłem że przecież, że nie chodzi o współczesnych wojewodów ect. tylko tych przed wielu lat (jak np księcia wojewodę J. Wiśniowieckiego w dodatku jaśnie oświeconego). Chodzi o tu po prostu o władzę absolutną nad danym terytorium - kiedyś żyli ludzie co taką władzę posiadali, dzisiaj na szczeście jest ich znacznie mniej ale mimo wszystko są.
>Jeśli jest właścicielem domu, to może w nim ustalać zasady. To proste. Jak domownicy mają inne zdanie, to niech się przeprowadzą do domu, którego oni są właścicielami. >Na koniec: osobiście nie miałbym nic przeciwko np. homoseksualistom w moim domu. Ale to moja sprawa, i nie zamierzam swoich preferencji narzucać innym ludziom. Jak ktoś we własnym domu nie chce takich ludzi, to wolna wola. Któż ma prawo narzucać innym sposób prowadzenia ich własnego domu?
No właśnie - wiem że można zrobić coś takiego - wywalić takiego dewianta z chaty - tylko zachodzi pytanie czy to jest tolerancja?
>Czyżby Autor powyższego posta chciał wyrazić opinię, że jak ktoś ma ochotę żyć inaczej niż preferuje Autor, to należy wprowadzić pewne zapisy prawne, które pozwolą aparatowi represji ustawić wszystkich "panów domu" tak, jak to Autor uważa za stosowne?
Nie chodzi mi o zmianę przepisów. Tylko po prostu o ocenę całej przedstawionej tu sytuacji - czyli czy traktowanie w ten sposób syna/córkę (nie potrzebnie wstawiłem tam "lokatora") to tolerancja.
|
|
|  | 3 na 3 | Satyr (4285 punktów) |
>No właśnie - wiem że można zrobić coś takiego - wywalić takiego dewianta z chaty - tylko zachodzi pytanie czy to jest tolerancja? Nie jest. Osobiście nie pochwalam takich decyzji, i w ogóle człowiek, który nie akceptuje własnych dzieci, bo są np. homo, nie jest godzien naśladowania. Zwróć proszę jednak uwagę, że w życiu codziennym dyskryminacja jest na porządku dziennym. Skoro teraz czytasz Racjonalistę, to znaczy, że dyskryminujesz inne portale w tym momencie, bo uważasz je za niewarte czytania w tej chwili. To samo jest w życiu rodzinnym - założę się, że nie zaakceptował byś wszystkich zachowań domowników, mimo, że nie były by szkodliwe dla innych - niektóre mogły by Ci się nie podobać, i próbowałbyś przekonać domowników, że warto zmienić te zachowania. Jednak trzeba podkreślić, że jest różnica między delikatnym zwróceniem uwagi na dane zachowanie, próbą perswazji w dialogu, a np. gniewem, czy wręcz siłowym oporem.
Pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 1 | a.szubert (411 punktów) | Tolerancja ma różne znaczenia.
Toleruję coś tam, choć tego nie popieram. A w najbliższym otoczeniu, np. w moim domu sobie tego nie życzę.
Jestem tolerancyjny, to znaczy akceptuję wszystkie inności i dziwności bez jakichkolwiek zastrzeżeń.
W tym drugim znaczeniu przypomina mi "tolerancja" zbyt daleko posuniętą pobłażliwość.
Apostołowie "tolerancji" (w drugim znaczeniu) okrzyknęli ją jako szczyt humanitaryzmu, światłości i człowieczeństwa. Ludzi zgłaszających zastrzeżenia wobec tak pojętej "tolerancji" nazywają "ciemnogrodem" i podobnymi epitetami.
Zastanawia mnie jedna rzecz. Owi głosiciele tolerancji wykazują krańcowy brak tolerancji wobec osób - ich zdaniem -"nietolerancyjnych". A przecież powinni tych nietolerancyjnych także tolerować.
A ja... wolę być ciemnogrodem, niż tolerować na przykład chamstwo, wulgaryzm, brak wychowania i parę innych brzydkich rzeczy.
|
|
 | | Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów) | Co do zasady się zgadzam: mój dom jes MÓJ i mam prawo ustalać w nim takie reguły, jakie mi odpowiadają. I wyrzucic z niego każdego, kto ich nie przestrzega. Co do szczegółu: akurat za homoseksualizm nikogo bym z mojego domu nie wyrzucała. Chyba, żeby zaczął uprawiać seks w moim salonie na moich oczach. Ale tak samo zareagowałabym wobec hetero  Bo nie rodzaj seksu (homo - czy hetero -) by mnie raził, tylko nachalność w demonstrowaniu.
postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
|
|
1 na 1 | Tronicki (280 punktów) | Toleruje coś w ostateczności gdy nie ma sposobu na wyeliminowanie tego określonego zjawiska, np tolerujemy to że dzieci gdy są małe plują jedzeniem usprawiedliwiamy to ich wiekiem. Tolerujemy to że obcokrajowcy nie rozumieją naszych zwyczajów i kaleczą nasz język, ze względu na to że są gośćmi, jednak tolerowanie określonych zjawisk nie oznacza zgody na ich występowania, i tak w miare dorastania dziecka będziemy dla jego kaprysów mniej tolerancyjni tak i dla imigrantów którzy nie chcą sie dostosować do panujących zasad tolerancja będzie maleć. Zasadniczo nie uważam tolerancji za jakaś specjalną wartość, jest to pewne minimum które powinien posiadać każdy człowiek po to aby móc z kimś innym podyskutować. Ale robienie z tego jakieś nowej religii mnie razi. OSoba z którą rozmawiał autor jest osobą tolerancyjną, ponieważ TOLERUJE określone zjawiska ale nie uważa je za dobre i dlatego chroni je i swoją rodzinę przed nimi. Tolerancja to nie akceptacja, to znoszenie i przetrzymywanie czegoś co nam nie odpowiada lub nam sie nie podoba, a nikt przecież nie będzie się katował całe życie. A dom to własność właściciela i nikt nie ma prawa narzucać mu siła jakichkolwiek postulatów, jedni będą u siebie w domu robić homoseksualne orgie a inni będą zabraniać nawet męskiego uścisku dłoni, jedni jak i drudzy nie mają prawa zabraniać/narzucać sobie swojego stylu życia, mogą sie co najwyżej tolerować. > akurat za homoseksualizm nikogo bym z mojego domu nie wyrzucałaJa bym wyrzucił tylko mężczyzn, nad kobietami bym sie zastanowił, zależy czy ładne by były
|
|
1 na 1 | Marcin R. (621 punktów) | >Uważam, że tolerować należy wszystkie >zachowania, które nie są sprzeczne z prawem oraz nie stanowią zagrożenia dla zdrowia lub życia.
Autorze tych słów, zastanawiam się czy w swoim życiu naprawdę jesteś tak tolerancyjny jak to przedstawiasz nam. Papier (w tym przypadku forum) przyjmie wszystko. Tak jak poprzednik, uważam, że nie ma sensu robić z tolerancji religii ani jednej z wyższych wartości. Z resztą sam nie napisałeś czym jest dla Ciebie tolerancja tak naprawdę. Co to słowo oznacza dla Ciebie?
Czterdziestoletni żonaty męzczyzna jeśli flirtuje z moją nastoletnią córką (co nie jest jeszcze przestępstwem, nie zagraża póki co jej zyciu i zdrowiu) nie ma czego szukać pod moim dachem - wylatuje na bruk. Jesteśmy ludzmi, nie musimy WSZYSTKIEGO akceptować. Oczywiście, że trzeba przemyśleć, nie postępować pochopnie itd itp ale nie dajmy się zwariować.
Pozdraiwam
|
|
3 na 3 | glingor (640 punktów) | Tolerancja jest przereklamowana.
Tolerancja każdej osoby ma indywidualne granice. Nawet ludzie którzy twierdzą, że wszystko im wisi mają swoje granice.
Ja osobiście nie uważam się za osobę tolerancyjną według twojej definicji gdyż: Nie jestem w stanie tolerować wszystkiego co jest zgodne z prawem. Ze względu na niedoskonałość prawa. Nie potrafię tolerować bezdennej głupoty czy hipokryzji. I, ignorując aspekt zdrowotny, nie toleruję smrodu papierosów oraz innych form "pierdzenia" ludziom w twarz własnymi nałogami. Religie, zabobony, "tradycje", mody, manie plotkowania, ekscytację z gadania o śmierci znajomych czy też wypadkach z wiadomości też traktuje jak nałogi/zwyczaje i jestem je w stanie tolerować, o ile nikt nimi nikomu głowy nie zawraca.
Po to umiemy mówić żeby móc zadawać pytania: czy mogę z tobą porozmawiać o? czy mogę przy tobie zapalić ? czy masz coś przeciwko żeby się ochrzcić jak skończysz 18 lat? czy masz ochotę porozmawiać o tragedii w której zginęło 3 osoby? czy obchodzisz imieniny? czy chcesz usłyszeć jak okłamałam, lekarza żeby dostać zwolnienie? itp.
pozdrawiam
Wszyscy chcą żyć po śmierci, a nikt nie chce żyć przed poczęciem
|
|
| Rutkiewicz (1290 punktów) | >czy osoba religijna może narzucić swoim domownikom określone zachowania (lub ich zakazać), które wynikają z jej wiary religijnej, a nie z prawa świeckiego.
Jeśli jest to jej dom (własnościowy) lub pokrywa koszty mieszkania i mediów w całości, to jej dom staje się jej twierdzą i może sobie zażyczyć, aby przybyli wkładali na siebie jutowe worki. Powiem więcej, nie tylko nie pozwalałbym dziecku przyjmować partnera tej samej płci, ale też i odmiennej, o ile nie miałoby własnego pokoju. Są też natomiast i tacy, których mierzi myśl o tym tylko, że jego dziecko uprawia seks za ścianą - tak jak większość dzieci mierzi myśl przeciwna - i dziecko, jako osoba przebywająca pod opieką, a nie współwłaściciel, musi się z tym liczyć. Tak jak ktoś może uważać za obrzydliwe rasistowskie plakaty, albo "muzykę" techno, tak też ktoś może mieć za takie plamy spermy na prześcieradle, albo zapach, który się unosi po stosunku. I trzeba być dla takich ludzi tolerancyjnym, jeśli się uważa, że najważniejsze jest posiadanie wolności negatywnej.
>tolerować zachowania niezgodne z naszym światopoglądem poza naszym domem to żadna sztuka. Każdy toleruje Murzynów w Afryce i homoseksualistów uprawiających miłość w ciemnych piwnicach. Problem pojawia się wtedy, gdy homoseksualistą okaże się syn a córka przyprowadzi ciemnoskórego narzeczonego - wtedy ta tolerancja gdzieś znika. Uważam, że tolerować należy wszystkie zachowania, które nie są sprzeczne z prawem oraz nie stanowią zagrożenia dla zdrowia lub życia.
I to jest Pana święte prawo, tylko że Pan myli tolerancję z akceptacją. To, że coś toleruję i nie reaguję na to w miejscach publicznych nie nakłada na mnie obowiązku akceptacji tego samego u mnie w domu; tak jak nie nakłada na mnie obowiązku podania komuś ręki, pochwalenia jego modelu życia, przyjścia na jego spektakl, czy wygłoszenia publicznie głosu poparcia. Tolerancja w negatywnym liberalizmie dotyczy dyskursu publicznego a nie życia prywatnego. Tolerancja, tak w ogóle, oznacza tyle, co "znieść", "zcierpieć", a nie "zaakceptować"; innymi słowy: "zamknąć się, odwrócić głowę i pójść dalej", tak jak toleruje się tych "Indian" pod stacją metra Centrum, albo panów z harmoszkami. Inaczej nikt nie mógłby realizować swojego modelu życia, ponieważ ciągle musiałby chodzić na ustępstwa wobec innych w ramach wolności wewnętrznej, a nikogo nie można przymuszać w ramach tej wolności. Co więcej, uchybienia, z punktu widzenia jakiejkolwiek etyki, w tej sferze są adiaforalne.
Nie można wywyższać, zgodnie z tą logiką, ani jednego, ani drugiego. Sytuacja jest patowa a rozwiązaniem nazwisko na umowie/akcie własności. Starałem się pisać w duchu liberalizmu, choć sam tego poglądu nie żywię - tłumaczę tym ewentualne błędy w rozumowaniu.
Pozdrawiam
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|