Racjonalista - Strona głównaDo treści
czas

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
14-07-2011 00:19streptomyces (32 punktów)czas
Ocena 3 na 3
Witam

Ostatnio przeglądałem trochę literatury dotyczącej bozonu higgsa, i zaczął mnie nurtować problem czasu, tak więc w ksiażcę "Boska Cząstka" Leon Lederman pisze we wstępie " Na samym początku była próżnia dziwny rodzaj pustki, nicość nie zawierająca przestrzeni, CZASU... I na tym zakończę. Wyjaśniając natomiast pojęcie czasu pod względem naukowym to: "skalarna wielkość fizyczna określająca kolejność zdarzeń oraz odstępy między zdarzeniami zachodzącymi w tym samym miejscu". Pytanie, które mi się nasunęło to, czy rzeczywiście nie było tam czasu skoro występowała kolejność zdarzeń, dochodzi do małego zaburzenia równowagi i powstaje wielki wybuch jedno następuje po drugim czy to nie jest już czas (od jednego zdarzenia do drugiego)? Wydaję mi się, że w niezaburzonym stanie trwajacym w nieskończoność można było by mówić, że nie posiada czasu. Jeśli będzie ktoś potrafił odpowiedzieć na to pytanie będę wdzięczny.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Scarabaeus (2198 punktów)

>Pytanie, które mi się nasunęło to, czy rzeczywiście nie było tam czasu skoro występowała kolejność
>zdarzeń, dochodzi do małego zaburzenia równowagi i powstaje wielki wybuch jedno następuje po drugim

Był taki czas gdy nie było czasu. Gdy doszło do "kolejności zdarzeń" to to właśnie stało się czasem i powstał wielki wybuch i tak powstała przestrzeń.

>Wydaję mi się, że w niezaburzonym stanie trwajacym w nieskończoność można było by mówić, że nie posiada czasu.

Nie ma znaczenia czy "niezaburzony stan" trwa nieskończoność czy ułamek sekundy. Czas wtedy nie istnieje. Pojawia się on dopiero gdy "stan" przestaje być niezaburzony.
zachaj (5239 punktów)
Zacząłem czytać "Wielki Projekt" Hawkinga i Mlodinowa. Z pewnością temat czasu przed Wielkim Wybuchem będzie tam poruszony.

Osobiście sądzę, że czas przed tym doniosłym wydarzeniem mógł istnieć. Nie wyznaczały go wydarzenia w znanej nam materii i energii, a w jakiejś jej egzotycznej bardziej uniwersalnej formie.

Ps. Wracam do lektury to może się dowiem czegoś nowego. A jakby ktoś nie wiedział to jest już polskie tłumaczenie tej książki. Sprawdzałem kilka miesięcy temu i nie było. Teraz jak zobaczyłem w księgarni to do razu kupiłem, dorwałem ostatnią z pułki. Schodzą jak świeże bułeczki.
astrotaurus (12445 punktów)
Rzeczywiście czas bez czasu jest ciekawy.
Zmiana wynikająca z niezmienności, zaburzenie z niezaburzenia.
Bóg z Nieboga, Światłość z Nieświatłości...

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Marudek (208 punktów)
>Pytanie, które mi się nasunęło to, czy rzeczywiście nie było tam czasu skoro występowała kolejność
>zdarzeń, dochodzi do małego zaburzenia równowagi i powstaje wielki wybuch jedno następuje po drugim
>czy to nie jest już czas (od jednego zdarzenia do drugiego)? Wydaję mi się, że w niezaburzonym
>stanie trwajacym w nieskończoność można było by mówić, że nie posiada czasu. Jeśli będzie ktoś
>potrafił odpowiedzieć na to pytanie będę wdzięczny.
Już sama możliwość zmiany oznacza istnienie czasu. Filozofii nie zastąpisz matematyką. Jeżeli jednak próbujesz to pamiętaj o słowach wstępu Leona Ledermana:
Kiedy czytasz lub słyszysz coś na temat narodzin Wszechświata, bądź pewny, drogi Czytelniku, że autor zmyśla.
Matix (5786 punktów)
>" Na samym początku była
>próżnia dziwny rodzaj pustki, nicość nie zawierająca przestrzeni, CZASU... I na tym zakończę.

Heh... a mnie zawsze denerwują te wszystkie dywagacje tęgich głów na temat wszechświata, czasu, wielkiego wybuchu itd. Mówią tak jakby to wiedzieli, tak jakby to było pewne, a tak naprawdę gówno wiedzą. Jedyne co wiemy to efekt Dopplera, w skali globalnej wszystko się oddala, tyle. Niby skąd oni wiedzą, że kiedyś nie było czasu? Moim zdaniem to już samo w sobie jest idiotyzmem, najbardziej jednak wnerwia ta ich pewność siebie, którą można wyczuć w tonie ich mowy. (Hawking i reszta "geniuszy")
14-07-2011 20:09 
 Ocena 5 na 5
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
A mnie wnerwiają dywagacje tępych głów na tematy, o których gówno wiedzą, za to traktują mądrzejszych od siebie z tą pogardą charakterystyczną dla idioty, któremu się zdaje, że wszystkie rozumy pozjadał.


Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
15-07-2011 11:53 
 Ocena 1 na 1
streptomyces (32 punktów)
>>" Na samym początku była
>>próżnia dziwny rodzaj pustki, nicość nie zawierająca przestrzeni, CZASU... I na tym zakończę.
>Heh... a mnie zawsze denerwują te wszystkie dywagacje tęgich głów na temat wszechświata, czasu, wielkiego wybuchu itd. Mówią tak jakby to wiedzieli, tak jakby to było pewne, a tak naprawdę gówno wiedzą. Jedyne co wiemy to efekt Dopplera, w skali globalnej wszystko się oddala, tyle. Niby skąd oni wiedzą, że kiedyś nie było czasu? Moim zdaniem to już samo w sobie jest idiotyzmem, najbardziej jednak wnerwia ta ich pewność siebie, którą można wyczuć w tonie ich mowy. (Hawking i reszta "geniuszy")

Myślę, że nie powinieneś się denerwować to fizyka teoretyczna a tu można puścić wodzę fantazji. Może jeśli obalisz ich teorię obalisz ich pewność siebie
Marek Matejewski (3695 punktów)
>...nicość nie zawierająca przestrzeni, CZASU...

Zanim się urodziliśmy nie doświadczaliśmy ani czasu ani przestrzeni. Czasoprzestrzeń jest również niewykrywalna podczas snu. Odpowiedz sobie sam czy potrafiłeś doświadczyć czasoprzestrzeni zanim się urodziłeś? Albo czy potrafisz to zrobić gdy śpisz? Albo gdy leżysz na stole operacyjnymi i jesteś pod wpływem działania anestetyków?

Oczywiście potrafisz zarejestrować pewien upływ czasu po przebudzeniu, ale nie potrafisz rejestrować jego bezpośredniego upływania.

Sen jest tym samym dla świadomości czym czarna dziura dla wszechświata - czyli obszarem gdzie czasoprzestrzeń nie obowiązuje. Tym samym braku istnienia czasu wcale nie musisz szukać przed wielkim wybuchem.
legfrdfc (51 punktów)
Doskonała odpowiedź, nie tylko na pytanie, czy może coś istnieć poza naszą świadomością, takie podejście ułatwia zrozumienie świadomości atomu, będącego jednocześnie wszechświatem.
astrotaurus (12445 punktów)

>Zanim się urodziliśmy nie doświadczaliśmy ani czasu ani przestrzeni.
Nasze osobiste relacje ze światem to pewnie że fascynujący i rozległy temat, ale czas to takie bydlę, że nie bardzo przejmuje się kto konkretnie i jakimi narzędziami go mierzy czy nie mierzy tylko sobie płynie w sposób sobie właściwy. Byle był jakikolwiek punkt odniesienia, wobec którego następuje zmiana.
I myślę, że temu Twoja wypowiedź nie jest odpowiedzią na pytanie Autora (i moje, i nie tylko moje wątpliwości), bo nie idzie o nasze doświadczanie upływu czasu, i że droga do takiej odpowiedzi wiedzie raczej przez dywagacje zachaja i przytoczony przez Marudka cytat z Ledermana.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Marek Matejewski (3695 punktów)
>czas to takie bydlę, że nie bardzo przejmuje się kto konkretnie i jakimi narzędziami go mierzy czy nie mierzy tylko sobie płynie w sposób sobie właściwy. Byle był jakikolwiek punkt odniesienia, wobec którego następuje zmiana.

Szczególna teoria względności Einsteina mówi nam, że pomiar wartości poszczególnych parametrów zależy od obserwatora. Jeśli będę szedł z ostatniego wagonu pociągu do pierwszego z prędkością 5 km/h to Ty stojąc obok torów zmierzysz prędkość mojego ruchu inaczej - dla Ciebie będzie to np. 95 km/h (zakładając, że pociąg porusza się z prędkością 90 km/h). Tymczasem ktoś w innym układzie planetarnym powie, że zarówno Ty jak i ja mkniemy dookoła Słońca z prędkością 107208 km/h.

Tak samo z upływem czasu - jego pomiar zależy od obserwatora. Gdy nie istnieje obserwator to czas też nie istnieje. Nie ma czegoś takiego jak absolutny czas niezależny od obserwatora! Tak samo jak nie istnieje prędkość gdy nie istnieje obserwator, który mógłby ją dla czegokolwiek mierzyć. Właśnie o tym pisze Hawking w "Wielkim Projekcie".
astrotaurus (12445 punktów)

>Tak samo z upływem czasu - jego pomiar zależy od obserwatora. Gdy nie istnieje obserwator to czas też nie istnieje.
Nie przypisuj zdarzeniom, a zwłaszcza ludziom mocy magicznych.
Gdy nie istnieje obserwator to czas też nie istnieje dla tego nieistniejącego obserwatora, no bo i jak? Ale jeśli jakikolwiek obserwator (punkt odniesienia , czy raczej dowolne zdarzenie, skoro czas jest jednym z wymiarów czasoprzestrzeni) istnieje to czy jest żywy czy martwy, czy umie mierzyć czas czy nie umie to już nie takie ważne.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Gdy nie istnieje obserwator to czas też nie istnieje dla tego nieistniejącego obserwatora, no bo i jak?

No i jest dokładnie tak jak napisałeś. Potwierdza to też słowa Einsteina, które przywołałem wcześniej, że nie istnieje czas absolutny. Jeśli ktoś ogląda czyjeś zwłoki to czas oczywiście nie przestał nagle istnieć. Obserwator zwłok go rejestruje bo istnieje. Zwłoki też istnieją - ale tylko dla obserwatora a nie dla właściciela tegoż ciała. Po śmierci nie stwierdzisz istnienia swoich zwłok (chyba, że wierzysz w jakieś cuda).

Możesz myśleć, że po śmierci gdzieś tam będą sobie krążyć atomy, z których byłeś zbudowany - ale okazję do takich przemyśleń masz dopóki istniejesz (w sensie świadomości). Gdy stracisz swoją świadomość nie będziesz mógł stwierdzić istnienia tych atomów. Są one wytłumaczeniem rzeczywistości dla osób, które posiadają swoją świadomość w czasie własnego istnienia. Co miałoby się bowiem stać z tymi zwłokami albo szczątkami? Miałyby się stać "nierzeczywiste"? Natychmiast zniknąć z czasoprzestrzeni? To by naruszyło wszelkie znane prawa i wykluczało sensowne wyjaśnienie naszego istnienia.

Istnieć to inaczej mieć świadomość. Oczywiście rzeczy nieświadome też istnieją - ale w naszej świadomości. Bez własnej świadomości nie byłoby zupełnie nic. Pomyślisz sobie - drzewo nie myśli ale przecież istnieje. Ale to Ty tak twierdzisz ponieważ masz świadomość. Drzewo samo dla siebie nigdy nie zaistnieje.

Pozdrawiam...

14-08-2011 00:39 
 Ocena 1 na 1
confessus (324 punktów)
>Istnieć to inaczej mieć świadomość.

To, co piszesz, ociera się o skrajny subiektywizm - jeśli nie ma świadomości, to nie ma czasu, nie ma przestrzeni, w ogóle nie ma Wszechświata. Do chwili przeczytania tego tekstu nie wiedziałeś o moim istnieniu, a mimo to ja istniałem i to od wielu, wielu lat. Fizyka nie interesuje się problemem "istnienia dla siebie", fizyka na swoje potrzeby modeluje świat tworząc abstrakty odpowiadające obiektywnie istniejącym rzeczom. Fizyk nie jest zanurzony w świecie i nie przeżywa razem z tym światem swojego jestestwa, fizyk jest poza-ponad światem w charakterze myśliciela, zbieracza danych i konstruktora modeli matematycznych.

A czas i przestrzeń istnieją niezależnie od świadomości kogokolwiek. Niezależnie od tego, jak Ty przeżywasz rozciągłość przestrzeni i upływ czasu. I jak przeżywasz własne przeżywanie.

>Nie ma czegoś takiego jak absolutny czas niezależny od obserwatora

Takie "psychologizowanie" powoduje, że opacznie rozumiesz myśl Einsteina i innych propagatorów STW. A im chodziło o to, że nie istnieje wspólny czas dla wszystkich układów inercjalnych. Taki wspólny czas nazywa się właśnie czasem absolutnym. Jego nieistnienie wynika stąd, że nie można zsynchronizować zegarów będących we względnym ruchu.

Jeśli nawet przy opisywaniu zjawisk fizycznych w publikacjach lub podręcznikach pojawiają się określenia "obserwator", to nie należy ich rozumieć dosłownie jako kogoś żywego, mrugającego oczyma i bacznie śledzącego to zjawisko. To tylko metafora. Obserwatorem może być każde techniczne urządzenie zdolne do pomiaru odległości względem siebie, do określania swojej własnej orientacji w przestrzeni (wektory kierunku) i do pomiaru czasu. I oczywiście zdolne do rejestrowania określonych zdarzeń (mechanicznie, elektrycznie itd).
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Do chwili przeczytania tego tekstu nie wiedziałeś o moim istnieniu, a mimo to ja istniałem i to od wielu, wielu lat.

I tu się mylisz. Dopóki nie napisałeś tego tekstu to nie istniałeś tylko nawet o tym nie wiesz bo jesteś częścią mojej świadomości.

Tak samo jak ja nie istniałem w Twojej rzeczywistości. Bo świadomości się nie łączą ze sobą - to dlatego nie znamy swoich wzajemnych myśli. Zaistniałem dopiero w chwili, w której byłeś po raz pierwszy w stanie zarejestrować moje istnienie. Historia (zarówno w rozumieniu przeszłości, teraźniejszości i przyszłości) powstaje na skutek obserwacji. Widzę, że pomijasz w swoim rozumowaniu kwantowe teorie Feynmana.

"To nie historia tworzy nas, to raczej my, obserwując, powołujemy ją do życia." - Hawking nie pozostawia suchej nitki na Twoich argumentach.

>opacznie rozumiesz myśl Einsteina i innych propagatorów STW. A im chodziło o to, że nie istnieje wspólny czas dla wszystkich układów inercjalnych. Taki wspólny czas nazywa się właśnie czasem absolutnym.

Tu przyznam Ci rację. Einstein rzeczywiście tak to rozumiał. Moja wcześniejsza wypowiedź nie była konsekwentna. Zauważ jednak, że Hawking obecnie rozwija tą koncepcję próbując zunifikować klasyczne teorie z teoriami kwantowymi. Obecnie patrzy się na to zupełnie inaczej.

Wszechświat nie ma jednej, jakiejś magicznej, niezależnej od obserwatora i obiektywnej historii.

Pozdrawiam...
14-08-2011 20:13 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Wszechświat nie ma jednej, jakiejś magicznej, niezależnej od obserwatora i obiektywnej historii.
Ma. Tylko z braku historyka nikt jej nie opisze.

Nie wierzysz? Poczytaj o formowaniu się układów gwiezdnych. Żadnej świadomości w nich nie było. A wcześniej nie było we wszechświecie innych atomów niż wodoru - zanim zapaliła się pierwsza gwiazda.
I co Ty na to? Niewiele zapewne. Przecież nie wiesz nawet, czym jest świadomość. Buddyści mówią, że złudzeniem. Katolicy nic nie mówią konkretnego. Naukowcy ją badają, ale nie mają ostatecznych odpowiedzi. Za to ty wiesz lepiej od wszystkich. Zadziwiające.

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
Marek Matejewski (3695 punktów)
>>Wszechświat nie ma jednej, jakiejś magicznej, niezależnej od obserwatora i obiektywnej historii.
>Ma. Tylko z braku historyka nikt jej nie opisze.

Powyższe zdanie było cytatem prof. Hawkinga - przepraszam za brak cudzysłowu. Jeśli masz zdanie odrębne to zawsze masz prawo je zaprezentować i próbować uargumentować - ale pamiętaj, że takich geniuszy jak Hawking nie urodziło się zbyt wielu.

Układy gwiezdne powstały dopiero w Twojej świadomości, a nie odwrotnie. Co nie zmienia faktu, że bez tych układów nie istniałbyś. Właśnie w tym kierunku zmierza "teoria wszystkiego" - można to nazwać swego rodzaju sprzężeniem zwrotnym. Taka dwustronna kreacja jest zdaniem prof. Hawkinga kluczem do opracowania tak bardzo poszukiwanej przez niego "teorii wszystkiego".

Tak samo to nie atomy wodoru zapaliły pierwszą gwiazdę tylko pierwsza gwiazda wykreowała te atomy jak swój budulec. Brzmi jak science-fiction, ale to bardzo poważny przedmiot badań.
Zauważ, że historię wszechświata poznajesz wstecz - tzn. zrozumienie każdego zdarzenia późniejszego (w tradycyjnym rozumieniu) pozwala poznać istotę i charakter zdarzeń wcześniejszych. Następca kreuje poprzednika. To kompletnie obala naszego poczucie związku przyczynowo-skutkowego - ale taka właśnie jest współczesna fizyka.

Jednak żeby poważnie rozwinąć ten temat trzeba przywołać podstawy fizyki kwantowej, a ja fizykiem nie jestem więc zapraszam do lektury - na początek Feynman, Hawking i Weinberg.

Pozdrawiam...
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Ech, a wyobraź sobie, że za parę miliardów lat we wszechświecie nie będzie żadnej świadomej istoty - jest to prawdopodobny scenariusz. Wtedy wszystkie te rozważania o "ważności świadomości" będą o kant doopy rozbić.

Nie mówiąc, że uciekłeś od kwestii, czym jest świadomość. Fundamentalnej zresztą dla postawionych tez.

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Ech, a wyobraź sobie, że za parę miliardów lat we wszechświecie nie będzie żadnej świadomej istoty - jest to prawdopodobny scenariusz. Wtedy wszystkie te rozważania o "ważności świadomości" będą o kant doopy rozbić.

Nie będzie żadnej świadomej istoty? Bo nastąpi koniec świata? Albo koniec wszechświata? Za dużo Apokalipsy wg św. Jana się naczytałeś.

Wszechświat nigdy się nie skończy w sensie do którego ciągle powracasz - czyli, że istnieje jakiś niezależny od obserwatora obiektywny wszechświat. Każdy wszechświat jest nierozerwalnie związany z konkretną świadomością. Świadomość wygasa jednocześnie z wszechświatem, który stanowi dla niej rzeczywistość.

Wizja końca - np. kolapsu, jako jedna z wersji końca wszechświata jest tylko wytłumaczeniem rzeczywistości, której "domaga się" świadomość. Ona "chce" znać najmniejsze różnice między istnieniem i nieistnieniem i poszukuje punktu przejściowego - to naturalny proces który uzasadnia właściwie wszystko. Dlatego buduje sobie wizję. Świadomość dla swojego istnienia wymaga osadzenia samej siebie w jakiejś konkretnej rzeczywistości. Ta rzeczywistość powstaje na bieżąco i ma charakter ekspansywny. Stanowi zbiór odpowiedzi na zbiór pytań. Jak Twoja świadomość zaczyna swój byt to Twoja rzeczywistość się rozrasta. Skupiając się wyłącznie na wzroku - najpierw widzisz tylko swoją mamę, potem jakieś pomieszczenie, po jakimś czasie siebie samego, aż kiedyś zaczynasz dostrzegać galaktyki. Informację o tych ostatnich możesz uzyskać np. od innych osób, które pozornie wydają Ci się świadome, ale w rzeczywistości są one częścią Twojej własnej świadomości.

To właśnie dlatego powstają wszechświaty, powstawały i będą powstawać. Po uwzględnieniu warunku braku brzegu Hawking obliczył liczbę wszechświatów na 10500 - liczba tak gigantyczna, że w uproszczeniu można uznać, że jest to właściwie nieskończoność.

Zauważ, że aby wyjaśnić dlaczego istnieje raczej coś niż nic trzeba zrezygnować z pokusy szukania związku przyczynowo-skutkowego. Gdyż w przeciwnym razie bez względu na to jak bardzo rozrośnie się Twoja rzeczywistość dalej będziesz stawiał pytanie o przyczynę czegoś co ostatnio wzbogaciło Twoją świadomość.

Dlatego to świadomość jest przyczyną istnienia wszechświata i materii w nim się znajdującej a dokładnie ta sama materia jest przyczyną istnienia świadomości - przyczyny te wzajemnie się znoszą i następuje koniec poszukiwań. Pozostają tylko kwantowe fluktuacje i nieskończenie wiele historii zgodnie z tym co udowodnił Feynman bazując na zasadzie nieoznaczoności Heisenberga.

Pozdrawiam...
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Omg, powinieneś czasem przeczytać, co napisałeś i zastanowić się później.

Ja dziękuję za dyskusję. Mieszanie Feynmana sprawia, że tracę szacunek.
Piszesz coś - podeprzyj linkiem, artykułem lub inną formą źródła. Być może okaże się, że inni inaczej rozumieją artykuł niż Ty.
Co do Hawkinga, czytałem artykuły na jego stronie - jakoś skupiał się na innych sprawach, niż podnoszone przez Ciebie.

Aha, na koniec - nie widzimy swojej mamy, galaktyk, ani samych siebie. Widzimy fotony.

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
confessus (324 punktów)
>Dopóki nie napisałeś tego tekstu to nie istniałeś

Chciałbym dopytać, czy po przeczytaniu pierwszego mojego tekstu zaistniałem w Twojej świadomości na dobre, czy też może w międzyczasie przestałem istnieć i ponownie zaistniałem teraz, gdy to czytasz?

>świadomości się nie łączą ze sobą

Owszem, same się nie łączą. Potrzebują słów, spojrzeń, warknięć, dotyku. Takie sygnały pozwalają każdej świadomości (idąc Twoim tokiem myślenia) odtworzyć to, co jest "na zewnątrz". Pozwalają na doskonalenie strategii niezbędnej do własnego trwania. A bywa, że inna świadomość jest lustrem, w którym można się przejrzeć, takie przeglądanie się konstytuuje własną tożsamość.

>To nie historia tworzy nas, to raczej my, obserwując, powołujemy ją do życia

Jeśli masz na myśli książki z wyrazem "historia" w tytule, jeśli masz na myśli słowa tworzące zdania, które niosą jakąś fabułę opowiadającą o zdarzeniach przeszłych lub przyszłych, jeśli masz na myśli fabułę, która snując się sprawia, że czujemy się pewniej i bezpieczniej tylko z tego powodu, iż ubraliśmy świat w słowa i wzory, no więc jeśli to wszystko masz na myśli, to się zgadzam i z Tobą i - a jakże - z Hawkingiem.
Tyle że świat nie przejmuje się, czy ktoś o nim coś napisze, czy go ktoś obserwuje i czy obserwując będzie zdolny do jakichś refleksji. A jeśli już taki ktoś się znajdzie to jego zmartwienie, co zauważy, jak to coś nazwie i jak to powiąże z innymi już zauważonymi i nazwanymi rzeczami. Tak, w tym sensie to my tworzymy historię.

setarkos (10757 punktów)
>Istnieć to inaczej mieć świadomość.
Sformułowanie Berkeley'a: "Istnieć znaczy być postrzeganym" jest chyba trafniejsze (choć ogólniejsze). W szczególności świadomość własnego ograniczenia czasowego zdaje się wtórna - wpierw się dostrzega cudzą skończoność.

> Oczywiście rzeczy nieświadome też istnieją - ale w naszej świadomości. Bez własnej świadomości nie byłoby zupełnie nic.
Nie sposób się zgodzić z takim stwierdzeniem. Nie "zupełnie nic" lecz nie wiadomo co. Powstanie świadomości kreuje tylko nazwy czy modele zdatne do uświadomienia, ale nie wytwarza np. przedludzkiej fizyczności poprzez sam moment 'duchowego olśnienia'.

> Pomyślisz sobie - drzewo nie myśli ale przecież istnieje. Ale to Ty tak twierdzisz ponieważ masz świadomość.
Jednakowoż trudno twierdzić, żeś (lub ktokolwiek) autorem podstaw biologii roślin. Należy przypuszczać, że drzewa są pomimo myśli i w razie wyłączenia świadomości nie znikają automatycznie.
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Sformułowanie Berkeley'a: "Istnieć znaczy być postrzeganym" jest chyba trafniejsze (choć ogólniejsze). W szczególności świadomość własnego ograniczenia czasowego zdaje się wtórna - wpierw się dostrzega cudzą skończoność.

Trochę się zagalopowałem w tym całym wątku, ale spróbuję nieco obronić kartezjański punkt widzenia. Berkeley ma oczywiście na swój sposób rację - mój przykład z drzewem dosyć dobrze pasuje do Jego słynnej sentencji.
Jednak "bycie postrzeganym" pozwala na uświadomienie istnienia tylko w pewnych przedziałach czasowych. Pojawia się mnóstwo sytuacji, gdy dana rzecz nie będzie w żaden sposób obserwowana (albo idąc za empirystami "doświadczana") - można jeszcze dyskutować kto lub co może mieć status obserwatora. W ten sposób dochodzimy do wniosku, że żadna z rzeczy nie istnieje w sposób ciągły bo nie możemy tego nieustannie potwierdzać.

Natomiast kartezjańskie cogito ergo sum daje pewien komfort ciągłości w stosunku do jednego przedmiotu rzeczywistości - do siebie samego. Można w każdej chwili zaświadczyć o swoim własnym istnieniu. Sprawa się nieco komplikuje, gdy mamy dopiero po kilka miesięcy albo gdy zostaną po nas rozkładające się zwłoki. Tutaj znowu punkt dla Berkeley'a.

Ostatecznym triumfem Kartezjusza byłaby sytuacja gdyby ktoś kiedyś udowodnił, że 1 świadomość = 1 wszechświat.

>Jednakowoż trudno twierdzić, żeś (lub ktokolwiek) autorem podstaw biologii roślin. Należy przypuszczać, że drzewa są pomimo myśli i w razie wyłączenia świadomości nie znikają automatycznie.

Tak może się pozornie wydawać. Hawking powiedziałby, że jeśli czegoś w danej chwili nie obserwujesz to nie masz podstaw do opisywania konkretnego stanu tej rzeczy. Drzewo, którego nie widzisz jest jednocześnie kwitnącą jabłonią i jabłonią z dojrzałymi owocami albo po prostu zostało wycięte przez drwala. W sytuacji braku obserwacji zachodzą wszystkie możliwe warianty.
Marek Matejewski (3695 punktów)
>...Pytanie, które mi się nasunęło to, czy rzeczywiście nie było tam czasu skoro występowała kolejność zdarzeń, dochodzi do małego zaburzenia równowagi i powstaje wielki wybuch jedno następuje po drugim czy to nie jest już czas (od jednego zdarzenia do drugiego)?

Jeszcze jedna rzecz przyszła mi na myśl w związku z Twoimi wątpliwościami.
Zastanawiasz się czy przed wielkim wybuchem istniał czas.

W "momencie" gdy nastąpił wielki wybuch czas nie istniał. Nie istniał on również przez jakąś ulotną "chwilę" po wielkim wybuchu. Dopiero w fazie inflacji wszechświata jeden z jedenastu wymiarów przestrzennych uległ deformacji i stał się wymiarem czasowym, gdy we wszechświecie wyłonił się pierwszy obiekt, który przestał podlegać prawom fizyki kwantowej. Do tego "momentu" czas zachowywał się jak dodatkowy kierunek w przestrzeni.

Słowa w cudzysłowie trudno zastąpić czymś co nie będzie się kojarzyć z czasem co powoduje trudności przy próbie wyobrażenia sobie tego stanu.

Pozdrawiam...
malenstwo 24 (0 punktów)
(zablokowany)
Usunięte przez moderatora

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365