Racjonalista - Strona głównaDo treści
Terroryzm antynaukowy pod wezwaniem Kaczyńskiego

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
24-08-2011 02:10Mariusz Agnosiewicz (moderator)Terroryzm antynaukowy pod wezwaniem Kaczyńskiego
Ocena 13 na 13
W jednym z ostatnich swoich wątków zasygnalizowałem, że Europol w swoim ostatnim raporcie rocznym o zagrożeniu terrorystycznym w Europie, zauważa rosnące zjawisko ekoterroryzmu i lewackiego terroryzmu antynaukowego.

W ostatnim "Nature" jest artykuł fizyka, który dostał bombę od organizacji anarchistycznej w Meksyku, która, w obawie przed sztuczną inteligencją, zaczyna atakować naukowców zajmujących się nanotechnologią. Grupa ma powiązania z podobnymi organizacjami w Hiszpanii, Francji i Chile. Mniej od niego szczęścia miał jego brat-informatyk, który również dostał taką domowej roboty bombę.
Polecam wspomniany tekst: Stand up against the anti-technology terrorists
Jak komuś nie chce się rejestrować na Nature, to może ewentualnie tutaj poczytać nieco więcej: "Individuals Tending To Savagery" Anti-Technology Group Sent Bomb To Monterrey Technological Institute Professsors.
Polscy radykalni anarchiści opublikowali tłumaczenie "uzasadnienia" nadawców owych bomb:
www.raf.la.org.pl/component/content/article/34-ogolne/
819-meksykwybuchowa-paczka-dla-szefa-oddziau-inynierii-nanotechnologii-14042011
(kto chce czytać, poskłada sobie link z dwóch linijek)

Wprawdzie grupa ta powołuje się na idee Teda Kaczyńskiego, ale w gruncie rzeczy uważam, że tego rodzaju radykalne lewackie oszołomstwo tworzy nasza kultura popularna, która na eksploatowaniu naszych lęków rozkręciła wielomilionowy biznes. W pierwszym rzędzie winne jest kino i Hollywood. Oglądałem bardzo wiele filmów, które podejmowały temat rozwoju naukowego i - pi razy drzwi - uważam, że jakieś 95% tych filmów to straszenie rozwojem naukowym i wymyślanie wszystkich możliwych negatywnych konsekwencji rozwoju nauki. Mało który producent czy reżyser zainteresowany jest szansami jakie daje rozwój nauki (pomijam tutaj filmy biograficzno-historyczne, bo te jako odnoszące się do faktów częściej pokazują dobrą twarz nauki, ale to nie one kształtują mentalność przeciętnego konsumenta kinematografii), a mogliby sięgnąć np. do Kurzweila. Tej luki nic innego nie zapełnia. Cała reszta kultury popularnej też najczęściej raczej straszy nauką niż pisze o niej w kategoriach szansy czy nadziei.

Może udałoby nam się wyłuskać filmy fabularne (nie dokumenty), które pokazują jasną twarz nauki. Kto jest w stanie wymienić jakieś wartościowe tytuły?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Appenzeller (3118 punktów)
>Może udałoby nam się wyłuskać filmy fabularne (nie dokumenty), które pokazują jasną twarz nauki.
>Kto jest w stanie wymienić jakieś wartościowe tytuły?
"Kontakt" z Jodie Foster?
Masz rację z tym Hollywoodem, ale chętnie sięgnę dalej w przeszłość. Już Verne, przy całym jego szacunku dla osiągnięć nauki, pokazał postać szalonego naukowca (500 mln hinduskiej księżniczki). A jeszcze Mary Shelley z jej szalonym Frankensteinem. Skąd przyszło im do głowy, że naukowcy muszą świrować w taki sposób i być tak groźnymi dla otoczenia? Ja osobiście uważam, że świrów należy szukać całkiem gdzie indziej, a naukowcy (no, może nie teolodzy) to całkiem trzeźwy ludek zdający sobie dość nieźle sprawę z możliwych konsekwecji tego, co robią.
Ale legenda żyje w świecie i takie brednie szwajcarskiego hotelarza Daenikena były sławne i zostały sfilmowane, za to o opowieściach Hoimara von Ditfurtha nikt już chyba nie pamięta.


Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Co do kina z Hollywood zgadzam się. Jako przykład sztandarowy głupot wbił mi się film "Piekielna głębia" z Samuelem L. Jacksonem. Jak go oglądałem, to myślałem, że Watykan sponsorował produkcję i zamówił część dialogów.

Filmy pronaukowe i popularne?
Chyba trzeba się cofnąć do "Odysei kosmicznej 2001" Kubrika z 1968 roku.
Z mniej znanych filmów "Odwieczny wróg" na podstawie książki Koontza.

Tak trochę z boku tematu - za to w telewizji są teraz popularne seriale typu CSI:skąśtam i trafia się czasem rodzynek typu "Doktor House". Są to pozycje wychwalające część nauki (aż do przegięcia w CSIjach często).

Pozdrawiam

Miłość bez wzajemności?
Wystarczy spojrzeć na pokolenia Polaków i ich afekt do piłki nożnej!
24-08-2011 10:14 
 Ocena 1 na 1
KarolG (2892 punktów)
Co to jest CSI?
W telewizji oglądam tylko MiniMini


Thank God, I'm an atheist
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Co to jest CSI?
Skrót od Crime Scene Investigation, czyli mniej więcej oddział do badania śladów zbrodni.

Pozdrawiam

Miłość bez wzajemności?
Wystarczy spojrzeć na pokolenia Polaków i ich afekt do piłki nożnej!
24-08-2011 13:41 
 Ocena 2 na 2
plodzien (7378 punktów)
> Tak trochę z boku tematu - za to w telewizji są teraz popularne seriale typu CSI:skąśtam i trafia się czasem rodzynek typu "Doktor House". Są to pozycje wychwalające część nauki (aż do przegięcia w CSIjach często). >

Dlaczego Sceptymucho do "przegięcia?"
Dla mnie to pouczający serial o tym - jak pasjonująca i skuteczna może być droga dojścia do przestępcy - jeśli tylko zechce się i umie korzystać z logicznego rozumowania i z różnych dziedzin nauki.
W Polsce inaczej. Jedynym śledczym posługującym się logicznym rozumowaniem w namierzaniu przestępcy jest ojciec Mateusz, ale to i tak wystarcza pomimo, że nie posiada żadnego laboratorium, gdzie mógłby badać ślady biologiczno-chemiczne czy mechanoskopijne. Tylko on wyciąga prawidłowe wnioski z wyników sekcji zwłok, które przedstawi mu tuman-patolog i głupkowaty policjant.
Z innych tego typu filmów o tryumfalnym wykorzystaniu nauk w kryminalistyce - był niedawno cały cykl (chyba) na Discovery.
Myślący człowiek wyciągnie z nich wniosek, że praktycznie zawsze pozostawia się jakieś ślady. A część niewykrytych przestępstw to skutek braku sandomierskiego księdza.

>
Miłość bez wzajemności? >

> Wystarczy spojrzeć na pokolenia Polaków i ich afekt do piłki nożnej! >
A propos
Wczoraj około pierwszej w nocy w końcu "wpadłem" na to, ze był jakiś mecz. W bloku obok ryczeli tak głośno: "Wisełka!!!!!!!", że myślałem, że wygrali z kimś co najmniej 20:1 (do jednego, bo po południu był jeden okrzyk: k...............rwa!)
Aż tu rano w kawie czy herbacie dowiedziałem sie, że patałachy przegrały z jakimś Cyprem.
I po co to było tak ryczeć?
24-08-2011 13:55 
 Ocena 1 na 1
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Dla mnie to pouczający serial o tym - jak pasjonująca i skuteczna może być droga dojścia do przestępcy - jeśli tylko zechce się i umie korzystać z logicznego rozumowania i z różnych dziedzin nauki.

Jest też niejako przeciwieństwo tego serialu: Breaking Bad, który zdaje się ma być emitowany także w polskiej kablówce. Serial pokazuje potęgę chemii (i jest w nim wiele sztuczek i ciekawostek chemicznych). Tyle że wszystko w służbie przestępcy
24-08-2011 14:09 
 Ocena 1 na 1
plodzien (7378 punktów)
> Serial pokazuje potęgę chemii (i jest w nim wiele sztuczek i ciekawostek chemicznych). Tyle że wszystko w służbie przestępcy >

Nie "omieszkam" jak już będzie. Z chemii zawsze miałem trójkę i lubię (jestem w stanie pojąć) tylko historię chemii. Mam starą książkę o tym tytule. Czasem "odkrycia" naukowe ocierały się o kryminał (jak to np. Lavoisier przy obiedzie "podwędził" Priestleyowi badania nad tlenem.)
Pozdrawiam
24-08-2011 22:13 
 Ocena 3 na 3
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)

>Mam starą książkę o tym tytule. Czasem "odkrycia" naukowe ocierały się o kryminał (jak to np. Lavoisier przy obiedzie "podwędził" Priestleyowi badania nad tlenem.)
Dobrze, że o tym wspomniałeś.
Trzeba sobie bowiem uświadomić, że obok szalonego (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) Einsteina można postawić szalonego dr Mengele. Ludzie są pełni słabości i fakt, że ktoś jest naukowcem nie czyni z niego automatycznie herosa postępu.
27-08-2011 18:57 
 Ocena 2 na 2
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
> Czasem "odkrycia" naukowe ocierały się o kryminał (jak to np. Lavoisier przy obiedzie "podwędził" Priestleyowi badania nad tlenem.)

Ludzie różniący się stopniem rozwoju umysłowego mają podobne instynkty, namiętności i uczucia. W życiu uczuciowym: w wierze, polityce, moralności, uczuciach, antypatiach, upodobaniach itd. Najwybitniejsze jednostki rzadko kiedy wznoszą się ponad poziom, na którym stoją jednostki przeciętne. Miedzy wielkim matematykiem a jego szewcem może istnieć olbrzymia różnica co do rozwoju umysłowego, ale ich charaktery albo nie różnią się, albo różnią się nieznacznie.

Le Bon-Psychologia tłumu

Psycholog Józef Kozielecki, który zawodowo zajmował się badaniem osiągnięć naukowców, wielkich myślicieli i nieprzeciętnych jednostek w ogóle, napisał ciekawą książkę- "Smutek spełnionych baśni". Przedstawił w niej nieco ironiczny portret naukowców. Nie można powiedzieć, że jest to portret namalowany w ciemnych, negatywnych barwach (co podkreśla w przedmowie do tej książki Stanisław Lem). Nie jest to także kpina. I wreszcie nie jest to także proza takiej jakiej wielu by sobie życzyło, czyli nie przedstawia jasnej strony uczonej twarzy. Jest to portret, który w karykaturalny sposób wyolbrzymia prawdę.
Takich właśnie filmów życzyłbym sobie zamiast hollyułudy. Takie powieści pisał Lem. Kilka z nich sfilmowano. Ale czy można je zaliczyć w poczet tych prezentujących jasną twarz nauki? Czy jasna twarz bez cienia goryczy i ludzkich wad może być prawdziwa?
26-08-2011 22:24 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
Serial ten gorąco polecam ale zbyt wielu tych sztuczek i ciekawostek nie pamiętam. Jak dla mnie, jest to bardzo dobra obyczajówka a chemia tutaj, to raczej drugorzędna sprawa.

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
24-08-2011 14:42 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>> Tak trochę z boku tematu - za to w telewizji są teraz popularne seriale typu CSI:skąśtam i trafia się czasem rodzynek typu "Doktor House". Są to pozycje wychwalające część nauki (aż do przegięcia w CSIjach często).
>Dlaczego Sceptymucho do "przegięcia?"
Bo czasami powiększają obraz z kamery przemysłowej, aż prawie widać krój ubrania. Przeszukiwanie bookowanych biletów lotniczych (na różnych lotniskach) według pięciu kryteriów, to tylko wciśnięcie entera. Szczęśliwie nauczyli się ostatnio, że do testów DNA nie jest potrzebny włos, a włos z cebulką. Sama szybkość robienia testów DNA to oddzielny problem (i nie są to testy porównawcze!).
>Dla mnie to pouczający serial o tym - jak pasjonująca i skuteczna może być droga dojścia do przestępcy - jeśli tylko zechce się i umie korzystać z logicznego rozumowania i z różnych dziedzin nauki.
Też je oglądam (nie zawsze, bo ogólnie mało oglądam telewizję) i cenię wyżej od mnóstwa filmów idących w tym samym czasie. Minusy, czy też niedociągnięcia, które opisałem wyżej nie psują mi zabawy aż tak bardzo.

>W Polsce inaczej. Jedynym śledczym posługującym się logicznym rozumowaniem w namierzaniu przestępcy jest ojciec Mateusz, ale to i tak wystarcza pomimo, że nie posiada żadnego laboratorium, gdzie mógłby badać ślady biologiczno-chemiczne czy mechanoskopijne. Tylko on wyciąga prawidłowe wnioski z wyników sekcji zwłok, które przedstawi mu tuman-patolog i głupkowaty policjant.
Zdarzyło mi się obejrzeć jeden odcinek "ojca Mateusza" i nie byłem w stanie uwierzyć, że ten serial ma jakąkolwiek oglądalność. Dla mnie to była szmira pierwszej wody. Dosłownie nic pozytywnego w nim nie znalazłem.

>>
Miłość bez wzajemności?

>> Wystarczy spojrzeć na pokolenia Polaków i ich afekt do piłki nożnej!
>A propos
>Wczoraj około pierwszej w nocy w końcu "wpadłem" na to, ze był jakiś mecz. W bloku obok ryczeli tak głośno: "Wisełka!!!!!!!", że myślałem, że wygrali z kimś co najmniej 20:1 (do jednego, bo po południu był jeden okrzyk: k...............rwa!)
>Aż tu rano w kawie czy herbacie dowiedziałem sie, że patałachy przegrały z jakimś Cyprem.
Akurat pisałem o tym meczu. Tyle kasy i trudu wkłada się w piłkę nożną na poziomie klubów ekstraklasy, a efektów nie ma. Doprowadziło mnie to do myśli, że kibice i PZPN są masochistami (PZPN to chyba sadomasochistami). Tym bardziej, że za rok będzie totalna porażka, z tego, co dziś widać - to o naszej reprezentacji.
Czy tylko ja to widzę?

Pozdrawiam

Miłość bez wzajemności?
Wystarczy spojrzeć na pokolenia Polaków i ich afekt do piłki nożnej!
24-08-2011 15:16 
 Ocena 5 na 5
plodzien (7378 punktów)
> Bo czasami powiększają obraz z kamery przemysłowej, aż prawie widać krój ubrania. Przeszukiwanie bookowanych biletów lotniczych (na różnych lotniskach) według pięciu kryteriów, to tylko wciśnięcie entera. Szczęśliwie nauczyli się ostatnio, że do testów DNA nie jest potrzebny włos, a włos z cebulką. Sama szybkość robienia testów DNA to oddzielny problem (i nie są to testy porównawcze!). >
Konsultant przysnął, albo za mało mu zapłacili.
O tych szczegółach wiesz Ty, niektórzy nie, ale i tak dużo z niego wyniosą.
ps.
Też sie uśmiecham, gdy oglądam jeźdzców konnicy trojańskiej - trzymających stopy w strzemionach, które Hińczycy wymyślili ponad 1000 lat później, ale to drobne nieścisłości nieprzeszkadzające dowiedzieć się, że Achilles to mógł miotnąć włócznią z siłą i precyzją pershinga.
Pozdrawiam
25-08-2011 01:54 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
> Hińczycy

GAAAAAAAAAAAH! Dochtórko, ratujcież!!! *pada zemdlona*

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
plodzien (7378 punktów)
>> Hińczycy >
> GAAAAAAAAAAAH! Dochtórko, ratujcież!!! *pada zemdlona* >

No. Klawiaturą zdarza mi się napisać coś, co nigdy nie miałoby miejsca przy pisaniu ręką. Kiedyś napisałem "óstawa".
Ania... (14138 punktów)
>> Tak trochę z boku tematu - za to w telewizji są teraz popularne seriale typu CSI:skąśtam i trafia się czasem rodzynek typu "Doktor House". Są to pozycje wychwalające część nauki (aż do przegięcia w CSIjach często). >Dlaczego Sceptymucho do "przegięcia?"
>Dla mnie to pouczający serial o tym - jak pasjonująca i skuteczna może być droga dojścia do przestępcy - jeśli tylko zechce się i umie korzystać z logicznego rozumowania i z różnych dziedzin nauki.
Tyle, że jest nieprawdziwy. No, może to za dużo powiedziane, ale przesadzony.
Robią analizę odbicia twarzy w kałuży pomarszczonej wiatrem i łapią przestępcę (raz zrobili tak z kałużą krwi!), a to tak nie działa. Szczególnie śmiesznie jest, jak potem przychodzi klient do firmy zajmującej się CCTV i chce taką kamerę, co obejmuje całe podwórko, a zarazem da zbliżenie na tarczę zegarka przechodzącego gościa. Co prawda wprowadzane są nowe kamery o znacznie wyższej rozdzielczości, ale i te nie mogą przekroczyć pewnych technik.
Trudno mi ocenić pozostałe pokazywane triki.

BTW - skoro wiem, to widać - oglądam
25-08-2011 13:04 
 Ocena 1 na 1
nikzoz (209 punktów)
(zablokowany)
W "Dwóch i pół" pokazali jak dobiera się obsadę do CSI i samo CSI tez pokazali. Dość trafnie.
25-08-2011 13:20 
 Ocena 1 na 1
Przemek J. (3008 punktów)
A pamiętasz może, w którym sezonie lub jeszcze lepiej odcinku?
Bo nie widziałem całego serialu, a mnie zaintrygowałeś.
25-08-2011 17:55 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>>Dla mnie to pouczający serial o tym - jak pasjonująca i skuteczna może być droga dojścia do przestępcy - jeśli tylko zechce się i umie korzystać z logicznego rozumowania i z różnych dziedzin nauki.
>Tyle, że jest nieprawdziwy. No, może to za dużo powiedziane, ale przesadzony.

To zupełnie jak z "Housem"
Ania... (14138 punktów)
>>>Dla mnie to pouczający serial o tym - jak pasjonująca i skuteczna może być droga dojścia do przestępcy - jeśli tylko zechce się i umie korzystać z logicznego rozumowania i z różnych dziedzin nauki.
>>Tyle, że jest nieprawdziwy. No, może to za dużo powiedziane, ale przesadzony.
>To zupełnie jak z "Housem"
Trudno mi ocenić House'a tak dobrze jak Ty możesz
Chociaż słyszałam, że ogólnie nie jest w nim źle z faktami, problem dotyczy raczej procedury, że szafują drogimi badaniami, wyniki mają w godzinę, niezależnie od badania itd.
-jad- (18783 punktów)
>To zupełnie jak z "Housem"

Kto ogląda "House'a" dla wątku medycznego Mnóstwo jest tego typu seriali, od których oglądania wszystko mnie boli. House jest tylko jeden.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
27-08-2011 00:08 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>>To zupełnie jak z "Housem"
>Kto ogląda "House'a" dla wątku medycznego

Nie mam pojęcia

>Mnóstwo jest tego typu seriali

I wszystkie nudne.

>House jest tylko jeden.

27-08-2011 00:13 
 Ocena 1 na 1
fiedorek.t (5805 punktów)
>>>To zupełnie jak z "Housem"
>>Kto ogląda "House'a" dla wątku medycznego
>Nie mam pojęcia
>>Mnóstwo jest tego typu seriali
>I wszystkie nudne.
>>House jest tylko jeden.
>
Ach, ta solidarność lekarska
25-08-2011 16:23 
 Ocena 1 na 1
processor (235 punktów)
Dla mnie jednym z lepszych filmów był "Andromeda znaczy śmierć" - z 1971 roku.

W tamtych czasach to było coś

Remake z 2008 roku to już niestety nie to samo.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Czytałem książkę. Wiem, że film był nie tak dawno temu w tv, ale jakoś tak wyszło, że nie oglądałem.

Pozdrawiam

Miłość bez wzajemności?
Wystarczy spojrzeć na pokolenia Polaków i ich afekt do piłki nożnej!
25-08-2011 18:35 
 Ocena 2 na 2
processor (235 punktów)
>Czytałem książkę. Wiem, że film był nie tak dawno temu w tv, ale jakoś tak wyszło, że nie oglądałem.

Jeśli remake - to nie ma co żałować, a wersja z 1971 - no cóż pewnie też wymaga przymrużenia oka przy oglądaniu. Choć sam pomysł energo-lubnej bakterii nie najgorszy.

W tym filmie po raz pierwszy widziałem działanie ultramikrotomu, czy proces przygotowania preparatu do mikroskopii elektronowej - wrażenie było duże. Bylem wtedy dzieckiem a o kalkulatorze kieszonkowym nikt nawet nie marzył.

Pozdrawiam.
27-08-2011 00:49 
 Ocena 1 na 1
fiedorek.t (5805 punktów)
>Dla mnie jednym z lepszych filmów był "Andromeda znaczy śmierć" - z 1971 roku.
>W tamtych czasach to było coś
>Remake z 2008 roku to już niestety nie to samo.
>
A co Pan sądzi o "Saturn 3"? Moim zdaniem to taka współczesna, jeśli film z lat 80-tych można tak nazwać, wersja Frankensteina. Nasunęły mi się również pierwsze dwie części "Alien". O to samo chciałbym też zapytać Sceptymuchę jeśli przeczyta ten wpis.
Pozdrawiam.
27-08-2011 01:49 
 Ocena 1 na 1
processor (235 punktów)
>A co Pan sądzi o "Saturn 3"? Moim zdaniem to taka współczesna, jeśli film z lat 80-tych można tak nazwać, wersja Frankensteina. Nasunęły mi się również pierwsze dwie części "Alien". O to samo chciałbym też zapytać Sceptymuchę jeśli przeczyta ten wpis.

Saturna nie oglądałem, ale podobno nie ma co żałować. AlienI jeszcze znośny, każdy następny to... no cóż po prostu sequel.

Z wiekiem robię się coraz bardziej wymagający, a wcale nie chodzi mi o efekty specjalne. Moim zdaniem w dobrym SF potrzebna jest po pierwsze jakaś wizja, jakaś myśl przewodnia wokół której zbudowana jest fabuła filmu. Niestety w dzisiejszych czasach myślenia coraz mniej efektów generowanych komputerowo coraz więcej. 3D dobiło mnie zupełnie. Myślę że oddałbym nawet kolor za dobrą obsadę, mistrzowską grę i oczywiście scenariusz. Po to mam wyobraźnię żebym mógł sobie dogenerować brakujące szczególiki. Prawdziwy artysta nie potrzebuje nieskończonych środków wyrazu do stworzenia dzieła. Chowanie się za techniką charakteryzuje rzemieślników, nie artystów.

A pomysły ? Weźmy takiego Avatara w 3D. Świat fantasy mnie po prostu odrzuca. Tysiąc razy lepszy był moim zdaniem nawet Król Lew. Bajka, ale trzymająca się realiów i co chyba najważniejsze pozostawiała miłe wspomnienia. Muzyka - super.

Wracając do Aliena, irytowało mnie dość tendencyjne ogłupianie męskich członków załogi, kwas żrący wszystko z wyjątkiem organizmu Obcego i to w tempie wprost niewyobrażalnym i co ciekawe kawas ten praktycznie się nie zużywał przepalając prawie cały statek na wylot (jedna trochę większa kropla!). Sam Obcy ślinił się w tak, że po godzinie odwodniłby się śmiertelnie. A najlepsze było to, że z formy przejściowej do dorosłego potężnego osobnika przechodził w bardzo krótkim czasie bez zachowania bilansu energetycznego. Nie wiem czym się odżywiał, ale z przetrawienia jednego członka załogi zabrakło by mu i tak pokarmu na zbudowanie masy mięśniowej.

Statek w którym w Alien_I znaleziono jaja Obcego wyglądał jak wnętrze wieloryba. Prawie żadnej płaszczyzny czy ostrej krawędzi, wszystko obłe jakby stworzone w drodze ewolucji. Więc jeśli to miał być statek kosmiczny, to wyszły im zwłoki kosmicznego rekina - chyba żeby wyglądało bardziej niesamowicie.

Mógłbym pewnie tak bez końca.

Pozdrawiam.
fiedorek.t (5805 punktów)
>Saturna nie oglądałem, ale podobno nie ma co żałować.

Oglądałem w kinie, jeszcze jak w mojej mieścinie było i zafascynowała mnie wizja, a może możliwość stworzenia sztucznej inteligencji, która w pewien sposób odpowiadała naszej ludzkiej. W ten ułomny sposób. Złość, zazdrość, chęć niszczenia. Ale wtedy dzieckiem jeszcze byłem.

>Z wiekiem robię się coraz bardziej wymagający, a wcale nie chodzi mi o efekty specjalne. Moim zdaniem w dobrym SF potrzebna jest po pierwsze jakaś wizja, jakaś myśl przewodnia wokół której zbudowana jest fabuła filmu. Niestety w dzisiejszych czasach myślenia coraz mniej efektów generowanych komputerowo coraz więcej. 3D dobiło mnie zupełnie. Myślę że oddałbym nawet kolor za dobrą obsadę, mistrzowską grę i oczywiście scenariusz. Po to mam wyobraźnię żebym mógł sobie dogenerować brakujące szczególiki. Prawdziwy artysta nie potrzebuje nieskończonych środków wyrazu do stworzenia dzieła. Chowanie się za techniką charakteryzuje rzemieślników, nie artystów.

Zgadzam się w stu procentach!

>A pomysły ? Weźmy takiego Avatara w 3D. Świat fantasy mnie po prostu odrzuca. Tysiąc razy lepszy był moim zdaniem nawet Król Lew. Bajka, ale trzymająca się realiów i co chyba najważniejsze pozostawiała miłe wspomnienia. Muzyka - super.
Swiat fantasy, jest zdolny działać na naszą wyobraznię jedynie za pomocą książek. To takie moje prywatne zdanie.

>Wracając do Aliena, irytowało mnie dość tendencyjne ogłupianie męskich członków załogi, kwas żrący wszystko z wyjątkiem organizmu Obcego i to w tempie wprost niewyobrażalnym i co ciekawe kawas ten praktycznie się nie zużywał przepalając prawie cały statek na wylot (jedna trochę większa kropla!). Sam Obcy ślinił się w tak, że po godzinie odwodniłby się śmiertelnie. A najlepsze było to, że z formy przejściowej do dorosłego potężnego osobnika przechodził w bardzo krótkim czasie bez zachowania bilansu energetycznego. Nie wiem czym się odżywiał, ale z przetrawienia jednego członka załogi zabrakło by mu i tak pokarmu na zbudowanie masy mięśniowej.
>Statek w którym w Alien_I znaleziono jaja Obcego wyglądał jak wnętrze wieloryba. Prawie żadnej płaszczyzny czy ostrej krawędzi, wszystko obłe jakby stworzone w drodze ewolucji. Więc jeśli to miał być statek kosmiczny, to wyszły im zwłoki kosmicznego rekina - chyba żeby wyglądało bardziej niesamowicie.
>Mógłbym pewnie tak bez końca.
I właśnie o to mi chodziło, o Pańskie zdanie. Trochę inne niż moje, jednak co do pewnych szczegółów identyczne.
Swoją drogą, że też nikt nie zapytał o książki
diogenes (42753 punktów)
>Cała reszta kultury popularnej też najczęściej raczej straszy nauką niż pisze o niej w kategoriach szansy czy nadziei.

Nauka i związana z nią technika jest warunkiem koniecznym cywilizacji. Lęki jakie wywołuje nauka są tak stare jak ona sama. Nie przeceniałbym aktów wrogości wobec nauki w skali makro, chociaż faktycznie pojedyncze akty terroryzmu antynaukowego mogą być groźne dla niektórych naukowców. Wciąż brakuje programów popularyzujących naukowe podejście do świata, a zwłaszcza życia ludzkiego. Fundusze na naukę powinny obejmować również wydatki na jej upowszechnianie. W Polsce jest to kłopotliwe, albowiem nauka jest postrzegana jako konkurencja religijnego światopoglądu.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
24-08-2011 13:34 
 Ocena 2 na 2
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Nie przeceniałbym aktów wrogości wobec nauki w skali makro, chociaż faktycznie pojedyncze akty terroryzmu antynaukowego mogą być groźne dla niektórych naukowców.

Ale w terroryzmie nie o to przecież chodzi, aby wybić jak najwięcej, lecz aby odpowiednio wystraszyć. Indywidualne akty terroru są groźne, bo psychologicznie mają wymiar makro. I dostrzega to Europol. Zresztą też nie wiadomo, jak to będzie ewoluować. Tendencja jest niepokojąca.
24-08-2011 13:57 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Ale w terroryzmie nie o to przecież chodzi, aby wybić jak najwięcej, lecz aby odpowiednio wystraszyć.

Co znaczy odpowiednio?
Poziom lęku naszego życia osiągnął poziom, który - powiedzmy - 50 lat temu określany był poziomem zimnej wojny. Możemy zginąć w wypadku samochodowym, lotniczym, możemy być otruci towarami z supermarketu, zastrzeleni podczas takiej czy innej imprezy, możemy stracić pracę, kredytową płynność, itd. Szlag może nas trafić za każdym węgłem.

>Indywidualne akty terroru są groźne, bo psychologicznie mają wymiar makro.

Droga od psychologii do działania jest bardzo daleka. Ludzie uczą się żyć z coraz większym poziomem lęku. Psy rozszarpują na poboczu pechowców, ale karawana jedzie dalej.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
-jad- (18783 punktów)
>Szlag może nas trafić za każdym węgłem.

Niby każdy o tym wie ale nikt nie bierze tego poważnie. Dopóki nie zachoruje, nie weźmie udziału w wypadku albo w sąsiedztwie nie wybuchnie bomba.

>Psy rozszarpują na poboczu pechowców, ale karawana jedzie dalej.

Zawsze tak było.

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
CHOLEWA (4176 punktów)
>>Może udałoby nam się wyłuskać filmy fabularne (nie dokumenty), które pokazują jasną twarz nauki.
>Kto jest w stanie wymienić jakieś wartościowe tytuły?
>

Podczas lektury Pańskiego tekstu, wspomniałem serial wyświetlany w TV w okresie PRL o Pasteurze. O konsekwencjach pozytywnch w nauce i praktyce uważam, ze nie trzeba pisać.

CHOLEWA
24-08-2011 13:29 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Trzeba, trzeba... Kultura masowa i sztuka motywują odbiorców. Póki co są motywowani do tego iż "dobrze jest w coś wierzyć" i "rozwój technologii i nauki jest arogancki i niebezpieczny, dehumanizuje". Ludzie, którzy to oglądają mają dzieci. Niektóre z tych dzieci, wspierane przez rodziców, mogłyby stać się świetnymi naukowcami. Czy rodzice motywowani negatywnie wesprą swoje dzieci w początkach kariery naukowca? Ta kariera często zaczyna się w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Dziecko jest wtedy podatne na wpływy i wymaga wsparcia rodziny.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To samo - straszenie nauką, a nie radość płynąca z jej rozwoju - dominuje też chyba w kulturze wysokiej. O muzyce klasycznej piszę na stronie głównej forum.
Przemek J. (3008 punktów)
Może nie do końca wpasuję się w zaproponowany temat, bo nie będzie o filmie tylko o serialu, w dodatku rysunkowym i nie pochwala on nauki ale mówi o jej ludzkim (pingwinim) obliczu.

Od jakiegoś czasu, dzięki mojej córce, jestem fanem "Pingwinów z Madagaskaru". Naprawdę bardzo fajna i mądra bajka dla dzieci, tylko trzeba umieć ją oglądać (rozmawiać z dziećmi na jej temat). W odcinkach poruszane są różne problemy społeczne i pełna jej analiza to temat na niezły artykuł. Już sam pełen opis bohaterów w odniesieniu do stereotypów różnych postaw (wojskowy, naukowiec, szalony osiłek, uczuciowy ciamajda - a to tylko 4 pingwiny, do tego dochodzą lemury i cała reszta zwierzyńca) to temat na dobrą pracę magisterską.

Moje ulubione odcinki to ten o popcornie i aparacie fotograficznym. Genialny obraz niemożności podjęcia dialogu pomiędzy teistami i racjonalistami. Ostatnie zdanie Juliana (stereotypowy monarcha - despota i teista) nadal mnie bawi, pomimo że widziałem już z dziesięć powtórek.

O nauce bardzo fajny jest odcinek, gdy Kowalski (pingwin naukowiec) tworzy maszynę do szukania partnera do prawdziwej miłości. Zabawnie pokazane jak pingwinia (ludzka) interpretacja niweczy osiągnięcia nauki. Niestety (dla powiązania bajki z tym wątkiem) zazwyczaj odkrycia Kowalskiego są szkodliwe dla otoczenia. Zawsze jest to wynikiem jakiegoś głupiego błędu lub fałszywej interpretacji. Nie wiem czy jest to pochwała nauki dla innych oglądających. Dla mnie i moich dzieci na pewno jest to świetna okazji do dyskusji o absurdach i osiągnięciach naukowych i oczywiście wspólnego spędzenia czasu.

Jak to w serialu bywają odcinki lepsze i gorsze. Niestety są też odcinki, które straszą szaleństwem naukowców.

Po chwili przemyślenia, przypomniał mi się tytuł dobrze obchodzący się z nauką:
"Powrót do przyszłości".
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
Kino hollywoodzkie (i kultura masowa w ogóle) bierze sobie za temat wszystko co niesie ze sobą potencjalne zagrożenie.
Cóż dziwnego w tym, że ludzie boją się potworów Frankensteina?
26-08-2011 23:37 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Kino hollywoodzkie (i kultura masowa w ogóle) bierze sobie za temat wszystko co niesie ze sobą potencjalne zagrożenie.

To prawda. Szkoda, że ludzie biorą sobie te najczęściej wyssane z palca historyjki do serca.
Boją się nie dlatego, że są ku temu jakieś racjonalne przesłanki ale na wszelki wypadek. A co by było gdyby faktycznie GMO powodowało nieodwracalne zmiany w ludzkim DNA, sztuczna inteligencja zawładnęła światem albo gdyby ktoś sprowadził miliony niezniszczalnych pszczół czy ożywił dinozaury. Kto mi zagwarantuje, że to niemożliwe.

Niedawno wpadł mi w oczy Unthinkable (Bez reguł). Film bardzo na czasie.
Terrorysta jest w naszych rękach, jego wina jest bezsporna ale dylematem moralnym pozostaje- jak daleko możemy się posunąć aby wydobyć od niego informacje, bronić siebie. Czy można go torturować? Czy można w końcu torturować jego niewinnych bliskich, po to by ocalić miliony innych?
Podczas oglądania filmu odpowiedź jest niemal oczywista- można i należy.
Film mi się podobał ale obawiam się, że podobny wniosek (można i należy) ugruntowuje on u całej rzeszy widzów a rzeczywistość rzadko kiedy bywa równie jednoznaczna, jak w tym filmie.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
27-08-2011 00:45Nie na temat 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Podczas oglądania filmu odpowiedź jest niemal oczywista- można i należy.
Nie przepadam za oczywistościami. Nie przepadam za oczywistościami gidzie białe jest białe a czarne jest czarne jak w Gwiezdnych Wojnach (wyjątkiem są oczywiście opowieści mityczne, mitologizujące stawiające coś w wyłącznie jasnym świetle nie w jakim celu ,np. propagandowym, ale z jakiegoś powodu).
Dlatego stawiam na filmy takie jak Pi Darrena Aronofsky'iego czy Imię róży.
IllusiveMan (2786 punktów)
Jak spojrzałem na sam tytuł wątku to nie byłem zdziwiony, ale potem jak doczytałem że to nie chodzi o tego Kaczyńskiego to już trochę się zawiodłem bo chciałem rzucić kilka pikantnych słówek w jego stronę .;]

A co do filmów to 100% racji. Widzowie lubią oglądać jak jeden muskularny i przystojny bohater z piękną kobietą u boku pokonuje szalonego naukowca bądź chciwą korporację, która korzysta z najnowszej technologi by zdominować/zniszczyć świat bądź zarobić na wykorzystywaniu ludzi. A przyczyna jest taka że większość ludzi nie rozumie nauki i dobroci płynącej z jej rozwoju i takie są tego skutki w realnym świecie - nanotechnologia , gmo, in vitro, atom itp.
Weźmy na przykład taki film jak Eagle Eye, który jasno pokazał widzą co się stanie jak sztuczna inteligencja będzie mogła podejmować decyzję i będzie miała dostęp do sieci.
Albo dobrym przykładem będzie niedawna premiera nowej Planety Małp, a chodzi mi o to, że wiele osób po premierze współczuło ludziom, którzy zginęli podczas rewolucji małp. Dobry przykład rasizmu gatunkowego.

A co do filmów, które pokazują naukę w dobrym świetle to będzie ciężko, ale na pewno wspomniany wyżej Kontakt (jeden z moich ulubionych), Raport Mniejszości(tutaj było dobrze pokazane, że dzięki technologii świat jest lepszy, a zawinił człowiek a nie technika), albo Sunshine(naukowcy jako jedyna nadziej ziemi), a z klasyki to oczywiście Odyseja 2001 i 2010 (szkoda że nie sfilmowali dwóch kolejnych części),a z kina animowanego to oczywiście Walle (ludzie nabrudzili, ale dzięki technologii mogą posprzątać swój bałagan - no i oczywiście jak można nie lubić tego filmu).

For a long time now, I thought I was just a survivor, but I'm not. I'm the winner. That's who I am.
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Albo dobrym przykładem będzie niedawna premiera nowej Planety Małp, a chodzi mi o to, że wiele osób po premierze współczuło ludziom, którzy zginęli podczas rewolucji małp. Dobry przykład rasizmu gatunkowego.

Nowa Planeta Małp jest tutaj dwuznaczna, bo nie tyle pokazuje zagrożenie dla ludzkości przez naukę, co staje się czynnikiem emancypacji źle traktowanych zwierząt. Nauka jest więc tutaj co najmniej zniuansowana.
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
Co do hollywoodzkich filmów, to zgadzam się w 100%. Pamiętam, że seans nowej wersji "Dnia w którym zatrzymała się Ziemia" zakończyłem w stanie skrajnego zdenerwowania. Po pierwsze kompletnie zmasakrowano zamysł, który stał u podstaw oryginalnej produkcji sprzed lat, po drugie antywojenne przesłanie zamieniono na niestrawną, antynaukową, lewacką, zieloną papkę. O ile w oryginale źródłem zagrożenia, które starali się zwalczyć kosmici była agresywna ludzka natura i skłonność do prowadzenia nieustannych wojen, to w nowej wersji źródłem wszelkiego zła okazała się być technika, odrywająca człowieka od życia "zgodnie z naturą". Anarchoprymitywizm w całej okazałości.

Przypominam sobie nawet taki klasyczny serial jak "The Outer Limits" - całkiem przyzwoita, klimatyczna produkcja SF z lat dziewięćdziesiątych. Twórcy i tak nie mogli się powstrzymać przed szerzeniem strachu przed nowymi technologiami. Co chwilę był odcinek zrobiony wg schematu: Genialny naukowiec opracowuje przełomową technologią --> Wbrew początkowym zamysłom urządzenie okazuje się być skrajnie niebezpieczne --> Ktoś (albo wręcz cała ludzkość) płaci wysoką cenę za ciekawość i dobre chęci uczonego. Muszę oddać scenarzystom sprawiedliwość - było także sporo odcinków opartych na pesymistycznych prognozach co do przyszłości ludzkości, ale tych negatywnych było po prostu za mało.
25-08-2011 13:06 
 Ocena 1 na 1
nikzoz (209 punktów)
(zablokowany)
antynaukową, lewacką papkę
Acha. To Lewica jest antynaukowa.
Dziękuję, nie mam pytań.
25-08-2011 17:08 
 Ocena 2 na 2
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>antynaukową, lewacką papkę
>Acha. To Lewica jest antynaukowa.

Twoim zdaniem anarchoprymitywisci albo "ekolodzy" protestujacy pod zielonym sztandarem przeciwko budowie kazdej kolejnej elektrowni atomowej, GMO, irradiacji zywnosci itp., to przedstawiciele nurtow prawicowych? Dziekuje, nie mam pytan. Antynaukowych (niebezpiecznych) dziwakow spotkasz po obydwu stronach sceny politycznej - raz beda to chrzescijanscy fundamentalisci negujacy teorie ewolucji i domagajacy sie zakazu badan nad komorkami macierzystymi, innym razem radykalni "ekolodzy" dla ktorych cywilizacja techniczna jest zrodlem wszelkiego zla.
Celowo napisalem "lewactwo" a nie "lewica".

Poza tym ten podzial jest sztuczny i nie odzwierciedla rzeczywistosci. Sam, bedac libertarianinem jestem notorycznie szufladkowany jako "prawicowiec" przez "lewa" strone (ze wzgledu na liberalne, kapitalistyczne poglady na gospodarke) oraz jako "lewicowiec" przez tych z "prawej" (kwestie co do swobod obywatelskich, braku ingerencji panstwa w kwestie osobistego zycia jednostki, rozdzialu panstwa od religii itp.).
liliac (147340 punktów)
>Może udałoby nam się wyłuskać filmy fabularne (nie dokumenty), które pokazują jasną twarz nauki.

"Star Trek"?
25-08-2011 01:48 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
"Outbreak" Petersena.

I House MD, w ramach dłuższych ćwiczeń. Mówimy oczywiście o (w przenośni) twarzy House'a i (dosłownie) Trzynastki...

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>"Outbreak" Petersena.

"Numbers"
Serial chyba nie puszczany w Polsce. Ogólnie - młody genialny matematyk pomaga FBI i policji w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych, używając zaawansowanej matematyki, statystyki i innych cudów.
Wciąga i intryguje - w połowie pierwszego sezonu zapałałam nagłą chęcią przypomnienia sobie co to są układy równań linowych i rachunek macierzowy żeby lepiej rozumieć, co oni tam liczą. Co to meridiana i rozkład t-Sudenta okazało się, że pamiętałam!

A na rozweselenie "The Big Bang Theory".

"I prefer my universe stringy not loopy"
25-08-2011 11:39 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>"Outbreak" Petersena.
>"Numbers"
>Serial chyba nie puszczany w Polsce.
Puszczany - właśnie leci na polsacie.
Ma tytuł "Wzór".
25-08-2011 13:18 
 Ocena 1 na 1
Przemek J. (3008 punktów)
O ile seriale typu CSI, Wzór, House, Lie to me, NCIS, Kości itp., pomimo że są naciągane to faktycznie pokazują korzystne strony zdobyczy nauki, o tyle seriale typ IT Crowd, Big Bang Theory to już inna liga. Dla mnie są dużo lepszą rozrywką niż te pierwsze, ale niestety nie polepszają wizerunku nauki i naukowców. Skupiają się na mózgowcach i wyśmiewają stereotypy z nimi związane. Pomimo, że mają wysoką oglądalność, zawierają treści, które dla sporej rzeszy je oglądających są nieuchwytne bądź niezrozumiałe, za to wszyscy chętnie śmieją się ułomności geniuszy.
25-08-2011 11:47 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>Może udałoby nam się wyłuskać filmy fabularne (nie dokumenty), które pokazują jasną twarz nauki.
Ja obejrzałam całą serię "Lie to me" po naszemu "Maga kłamstwa", przedstawiający pracę zespołu dr Cala Lightmana, który analizuje gesty i mimikę osób, podejrzewanych o kłamstwa. Chodzi też o tzw. mikroekspresje.
Cal Lightman to postać stworzona na wzór oryginału Paula Ekmana, który faktycznie pracuje w tym temacie, właśnie czytam jego książkę, bardzo ciekawa.

"Mental" to serial o kontrowersyjnym psychiatrze, coś jak dr House, tylko uśmiechnięty (co nie znaczy że wszystko mu się układa). Polecam, szczególnie, że w pierwszym odcinku paraduje na golasa po izbie przyjęć Trudno mi zweryfikować merytoryczną stronę serialu, ale podobał mi się.

"Kości" to serial totalnie wydumany, ale nakręcony na podstawie książek faktycznej anatomopatolog, Kethy Reichs, czytuję te książki aby szlifować angielski (ale są i polskie tłumaczenia) bo zasób słów ma niesamowity. Zakładam, że opisywane metody i techniki są wiarygodne, skoro to coś jak dr G, tylko pisząca

Nie polecam "Eleventh hour", bo ogólnie niemożliwe bzdury pokazują, chyba, że ktoś świadomie traktuje je jako bajeczki. Tak samo "Misja epidemia", gdzie pokazują wirusy pod świetlnym mikroskopem! lekarze mogą lepiej odnieść się do treści merytorycznych, ale takie błędy mnie drażnią.
25-08-2011 15:07 
 Ocena 1 na 1
Przemek J. (3008 punktów)
>Star Trek.

Jak dla mnie zdecydowanie nie. W wielu odcinkach było straszenie nauką (w kilku jej pochwała, ale tych pamiętam znacznie mniej), złymi naukowcami, destrukcyjnymi wynalazkami itd. A pojawienie się cywilizacji Borg to przecież cyber-horror.

Już lepszy obraz nauki wyłania się z serialu Star Gate - Universe, bo tam tylko są źli naukowcy (jeden główny bohater) i to nie cały czas, bo bohaterowie tego serialu nie są czarno-biali. Oglądanie tego serialu traktowałem raczej jako lekcje angielskiego, niż jako wartościową rozrywkę, więc może go nie doceniłem, ale teraz po chwili zastanowienia wydaje mi się, że to całkiem dobre kino sf (oczywiście nie pozbawione błędów i naiwności) pokazujące naukę z dobrej strony.
AMI1 (230 punktów)Odp:
>Terroryzm antynaukowy pod wezwaniem Kaczyńskiego

Tytuł wątku trąca polską polityką.
Jeżeli w tytule wymieniamy nazwisko, należałoby dodać imię i zachować oryginalną pisownię KACZYNSKI.
Ten człowiek jest Amerykaninem i w chwili urodzenia tak wpisano jego nazwisko - N a nie ń.
Jeżeli to nie będzie przestrzegane, to ktoś inny zacznie przytaczać powiedzenia Donalda (kaczora).
Ag-nes (2295 punktów)Odp: Terroryzm antynaukowy pod wezwaniem Kaczyńskiego
>Może udałoby nam się wyłuskać filmy fabularne (nie dokumenty), które pokazują jasną twarz nauki.
>Kto jest w stanie wymienić jakieś wartościowe tytuły?
A Indiana Jones? Zyskała archeologia.
A McGyver? Z jakich on tarapatów wychodził wykorzystując prawa fizyki i reakcje chemiczne.
25-08-2011 14:50 
 Ocena 1 na 1
Przemek J. (3008 punktów)
Nie jestem pewnie czy faktycznie Indiana zrobił tyle dobrego do archeologii, bo kiedyś czytałem, że mieli problem z tego powodu. Co prawda przybyło kandydatów na studia, ale głównie takich, którym się wydawało, że archeologia to wyjazdy i przygoda. Z tego powodu problemy z dostaniem się miały osoby z powołaniem i po kilku semestrach na salach wykładowych były pustki a w kolejce tłum. Teraz już nie pamiętam czy to tylko anegdota czy prawda. Na pewno Ford poprawił wizerunek archeologów, ale w takim razie mamy jeszcze Gwiezdne Wrota i pewnie wiele innych filmów podobnego sortu.

McGyver faktycznie plus za propagację fizyki, chemii i w ogóle inżynierii. Szkoda, że tak mało realistyczny.
27-08-2011 02:17 
 Ocena 2 na 2
processor (235 punktów)
>McGyver faktycznie plus za propagację fizyki, chemii i w ogóle inżynierii. Szkoda, że tak mało realistyczny.

Jeśli McGyver coś propagował to chyba totalną głupotę. On by pewnie z gumy do życia, sznurka i starego kontenera na śmiecie zbudował prom kosmiczny.
W którymś odcinku pokazał nawet spawanie elektryczne (akumulator + gwóźdź). Każdy kto choć raz próbował zajarzyć łuk elektryczny kiepską elektrodą wie jakie to "łatwe". Większość jego pomysłów było do zrealizowania tylko w teorii (i to kiepskiej). Dlatego moim zdaniem McGyver bardziej ogłupiał niż uczył.
27-08-2011 16:14 
 Ocena 1 na 1
Przemek J. (3008 punktów)
Z McGayverem mam ten problem, że tak naprawdę nigdy go nie oglądałem. Znam go tylko z opowiadań rówieśników i "Pogromców mitów". I to właśnie z opowiadań kolegów z podwórka wiem, że serial mocno oddziaływał na młodzież i zachęcał ją do nauki (nie do uczenia się, tylko do zainteresowania nauką). Pytanie założyciela wątku było o filmy pokazujące jasną twarz nauki. Pomimo iż McGayver jest ogłupiający i nieprawdziwy to pokazuje jasną twarz nauki. Oczywiście jego niski poziom merytoryczny dyskwalifikuje go już w drugim kryterium: film wartościowy.
29-08-2011 09:45 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Wartość naukowa poczynań McGyvera była oczywiście zerowa, ale jako film zachęcający dzieciaki do zainteresowania nauką spełnił swoją rolę na zasadzie "patrzcie, z jakich tarapatów można wyjść, znając fizykę i chemię". Po wydorośleniu dzieciaki rozumiały, że te sposoby są psu na budę, bo z drabiny, sznurka, latarki i foliowego worka na śmieci nie da się zbudować samolotu, ale znajomość fizyki i chemii została i to chyba najważniejsze.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
29-08-2011 10:53 
 Ocena 2 na 2
processor (235 punktów)
>Po wydorośleniu dzieciaki rozumiały, że te sposoby są psu na budę, bo z drabiny, sznurka, latarki i foliowego worka na śmieci nie da się zbudować samolotu, ale znajomość fizyki i chemii została i to chyba najważniejsze.

   Ale nadal pozostaje pytanie czy to musiała być "naukowa chała"? Zamiast 30'tu odcinków opartych w 80% na naukowo-technicznej fikcji, można było po konsultacjach zrobić 6 odcinków prawie bez skazy. Dzieci byłyby zadowolone, a nawet bardziej spragnione wiedzy bo "nadmiar słodyczy powoduje tylko próchnice", zaś bardziej oświecony odbiorca nie rzucałby niewybrednymi epitetami w kierunku szklanego okienka.

   Podobne odczucia mam oglądając serial "Pogromcy mitów". Kilka odcinków było dość sensownych, ale większość jest dosłownie anty-naukowa. Dwóch jełopów preferuje metody empiryczne tam gdzie wystarczy sięgnąć do elementarza, aby uzyskać definitywną odpowiedź na stawiane pytanie czy "zjawisko X to prawda, czy mit".
   Jako przykład - stawiamy pytanie czy można jadąc rowerem max 50 km/h przeskoczyć kanion o szerokości 200 metrów. Dzieciak w pierwszej klasie liceum (a może nawet wcześniej) powinien znać pojęcie rzutu ukośnego i bez problemów wyliczyć że się nie da. Zaś "Pogromcy" oczywiście preferują zajęcie miejsca na siodełku roweru (tylko musi mieć prędkościomierz) i jazda.
   Poprawia to oczywiście statystyki wykształcenia przez "selekcję empirycznych idiotów", ale to dość kosztowna i tragiczna metoda. A co gorsze, mówi dzieciakowi że nie warto uczyć się głupich i nie ciekawych wzorów, jak to samo uzyskasz fajnie się bawiąc.

A dzisiaj drogie dzieci sprawdzimy czy jest napięcie w gniazdku za pomocą dwóch gwoździ i języka.

29-08-2011 11:27 
 Ocena 3 na 3
Przemek J. (3008 punktów)
Odpowiedź jest prosta: bo to się sprzedaje (tego widzowie szukają).

Już nieco bardziej komplikuje się próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak bardzo popularna była "Sonda" a nikt nie chce (nie umie?) tworzyć takich programów?

W wielkim uproszczeniu (bo nie tego dotyczy wątek) wskazał bym to co jest przyczyną wielu aktualnych problemów społecznych: lenistwo (zwłaszcza to umysłowe) i brak dobrego systemu kształcenia (czyli takiego, który zaszczepi chęć do uczenia się lub przynajmniej pokaże korzyści z logicznego myślenia).

A żeby nie było zupełnie OT. Wątek chyba raczej dotyczy wyboru pośród tego co mamy (znów to cholerne mniejsze zło), a nie tworzenia przepisu na idealny film (program) chwalący naukę i metody naukowe.
jasenka (1863 punktów)
>Może udałoby nam się wyłuskać filmy fabularne (nie dokumenty), które pokazują jasną twarz nauki.
>Kto jest w stanie wymienić jakieś wartościowe tytuły?


Niekoniecznie nawet muszą być to filmy o stereotypowych naukowcach, którzy w laboratorium siedzą, nie jedzą, ich żony wiszą na telefonie, a oni nic, tylko odkrywają. Dla mnie filmy typu "Agora", gdzie jest widzimy problem ocalenia wiedzy i spuścizny starożytnych przed zaślepionymi fundamentalistami religijnymi jest takim pozytywnym przykładem. Także "Piękny umysł", gdzie z kolei głód nauki i zdyscyplinowany analityczny mózg zwycięża chorobę psychiczną. Nic to, że są to filmy mocno oryginalne postaci fabularyzujące. I nic to, że to kultura masowa - zawsze uważałam, że to niedoceniona przez snobów wielka potęga, dzięki której można przemycić madrzejsze przesłania.
finerbijk (17282 punktów)
>W pierwszym rzędzie winne jest kino i Hollywood.
Internet jest chyba tak samo, jak nie bardziej nawet, winny w tej kwestii. Fikcję filmową przebijają lęki rozmaitych "dobrze poinformowanych" użytkowników, którzy na różnych forach i portalach sieją z dużym zapałem i zaangażowaniem informacje o takich potwornych zagrożeniach, jak chemtrailsy, sztuczne epidemie, totalna inwigilacja, implanty, kontrola umysłów i co tylko wyobraźnia zdoła wymyślić.
Źli naukowcy na usługach niecnych rządów i demonicznych korporacji mają kombinować dniami i nocami, jak tu się jeszcze dobrać do szarego obywatela.

Począwszy od lat 60-tych ubiegłego wieku w nauce pokładano wielkie nadzieje na rozwiązanie wszelkich problemów świata, co dało wyraz w rosnącej popularności science fiction. Do nowego stulecia głód i wojny na świecie miały należeć do przeszłości, a każdy miał unosić się na prywatnym latadełku antygrawitacyjnym pozdrawiając innych w pokoju podczas przemieżania rajskich ogrodów nowego świata (będąc obowiązkowo ubranym w obcisły strój z folii aluminiowej). Poszło jak widzimy w trochę w innym kierunku i niektórzy może poczuli się zawiedzeni. Jednak mam nadzieję, że szaleńcy wyobrażający sobie, iż przemocą powstrzymają postęp chyba nie są częstym zjawiskiem.
DEMONICON (4893 punktów)
Głupota obie strony nawiedza.
To, że po jednej, prawej, prawdziwej stronie występuje podobno częściej, wcale nie oznacza, że po lewej istnieć nie może, a nawet proporcje odwrócić się mogą.

Pozdrawiam
Wojciech Hawryluk (784 punktów)
Dosyć kontrowersyjnym, ale ciekawym filmem, w którym wygrywa myślenie racjonalne jest "Birth" z Nicole Kidman.
-jad- (18783 punktów)
>Może udałoby nam się wyłuskać filmy fabularne (nie dokumenty), które pokazują jasną twarz nauki.
>Kto jest w stanie wymienić jakieś wartościowe tytuły?

Pomysłowy Dobromir.

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
Celecrin (6386 punktów)
Cześć
Mam kłopot ze znalezieniem odpowiedniej kategorii filmów. "Jasna twarz nauki" czyli generalnie filmy przedstawiające naukę w dobrym świetle?
W tej kategorii zupełna porażka w tym wątku.
"House MD"? Dlaczego, bo jest ateista? Mało to innych seriali medycznych?
"Grey's anatomy" pokazujący wręcz "anatomicznie" prace chirurgów.
"HR" swego czasu bijący rekordy oglądalności. I inne...

Dałem plusa liliac za "Star Trek", ale nie wiem czy uważasz ten film za wartościowy i nie wiem czy film ten przedstawia "naukę w dobrym świetle. Dałem plusa za to, jaka role spełnił ten film, a liliac chyba to czuje albo wie. Po prostu był natchnieniem dla wielu inżynierów, techników, fizyków NASA (naprawdę!) w wyborze kariery.

Mam swoje propozycje, z tym ze znów nie wiem czy pokazuje ten film jasna czy ludzka twarz nauki. To "Beatiful Mind" , "Piękny umysł" film z Russel Crowe o genialnym matematyku (John Forbes Nash), laureacie nagrody Nobla. nauka jednak jest tam na drugim planie...
Oczywiście "Kontakt" z Judie Foster.
28-08-2011 17:27 
 Ocena 2 na 2
processor (235 punktów)
>Dałem plusa liliac za "Star Trek", ale nie wiem czy uważasz ten film za wartościowy i nie wiem czy film ten przedstawia "naukę w dobrym świetle.

To już lepszy byłby moim zdanie Apollo-13. Choć i tak z naukowo-technicznego punktu widzenia to nic nadzwyczajnego. Moim zdaniem ponad 99% mieszkańców naszej planety nie ma pojęcia czym napędzana była (w sensie paliwowym) rakieta nośna SaturnV. Zaryzykuję stwierdzenie że po obejrzeniu filmu 80% z oglądających nadal tego nie wie. Więc zadając im pytanie dlaczego doszło do wybuchu stwierdzą pewnie że "coś tam się zapaliło i wybuchło" ale dlaczego ?

Robiąc w myśli przegląd wszystkich filmów jakie w swym życiu widziałem, muszę ze smutkiem stwierdzić że nie pamiętam żadnego który mógłbym zaklasyfikować do propagatorów jasnej strony nauki
28-08-2011 21:26 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>"House MD"? Dlaczego, bo jest ateista?

Bynajmniej. Cenię go za wyrazistość, charyzmę, ciężki dowcip. Za kilka niegłupich rzeczy, które powiedział. House nie jest zresztą jedyną ciekawą postacią w tym serialu.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
29-08-2011 13:06 
 Ocena 2 na 2
processor (235 punktów)
Jednak po długim zastanowieniu myślę że coś mam. Cykl "Jak to jest zrobione". Co prawda nie pokazuje bezpośrednio czystej nauki, ale technologię wytwarzania znanych nam wszystkim i często używanych rzeczy, od spinaczy do bielizny, przez scyzoryki, kapelusze, komputery do silnika samochodowego włącznie. Ten cykl programów mogę śmiało polecić - żadnej ściemy czy głupoty - czysta praktyczna wiedza.
29-08-2011 14:44 
 Ocena 3 na 3
Przemek J. (3008 punktów)
Widzę, że lecimy OT, aż forum trzeszczy (w temacie inicjującym jest taka fraza: "filmy fabularne (nie dokumenty)").

Co do zaproponowanej serii, przecież to taki rodzaj opery mydlanej. Procesy produkcji pokazywane są pobieżnie, w ogóle nie porusza się w cyklu zagadnień naukowych. Gdy nie przeszkadza to zachowaniu tajemnicy produkcji lub ujawnieniu jakiś patentów przybliżane są technologie, ale po obejrzeniu kilku odcinków, gdy już się poznało różne technologie - nuda. W programie nie pada pytanie, które mogło by zasadniczo wypłynąć na uznanie go za propagatora nauki: dlaczego tak to powstało?

Jest jakaś inna seria podobna do niej (chyba "Jak to powstało"), która zahacza o aspekty naukowe (chemia, fizyka) w procesie produkcyjnym i w cyklu powstawania linii produkcyjnych. Widziałem, tylko 2 odcinki późną nocą więc nie pamiętam tytułu i szczegółów i nie podejmuję się szerszej oceny.
Jacholek (5699 punktów)
A propos - dosc dawna ale wciaz aktualna kwestia antynaukowych plotek zwiazanych z uruchomieniem LHC:
www.univer(*)-destroy-the-earth/#more-88480
28-08-2011 23:50 
 Ocena 1 na 1
processor (235 punktów)
Całe szczęście że artykuł nie został przetłumaczony na język polski.

Gdyby to przeczytał zespół Maciarewicza, mogłoby to wywołać efekt stampedo w szeregach PIS'u.
Przemek J. (3008 punktów)
Ponieważ temat nam trochę zamarł, a tych filmów pokazujących jasną twarz nauki wymieniliśmy naprawdę niewiele, to pozwolę sobie dodać jeszcze kilka tytułów. Niestety w większości nie będą to tytuły wartościowe, a wiele wręcz żenująca.

Dzień Niepodległości, Armagedon i wszystkie inne katastroficzne im podobne. Pokazują jasną twarz nauki i zazwyczaj również naukowców bohaterów (desperatów). Oczywiście merytorycznie jest tak sobie lub fatalnie, ale przynajmniej czasem ładnie i efektownie. Jako że to mega produkcje z dużymi budżetami, czasem dodatkowo dostajemy dobre aktorstwo, muzykę, spektakularne efekty specjalne.

Jest też cała masa produkcji chyba sponsorowanych lub z, w jakiś inny sposób narzuconą, tematyką. Moje podejrzenie o to, że są to filmy na zlecenie, wynika z tego, że są made in Hollywood, dla młodzieży, bez polotu, z marnym scenariuszem i aktorami, ale wszyscy naukowcy są dobrzy, bohaterscy i na początku filmy nijacy lub wręcz upodleni przez otoczenie. Tytułów nie wymienię, bo nie pamiętam, wiem że są bo czasem dzieci to próbowały oglądać "z braku laku" a ja nijako przy okazji. Do tej samej kategorii zaliczyłbym też 2012, Pojutrze, The Core (Jądro) choć raczej w tym przypadku sponsorem jest dorosły widz masowy, który przyjdzie do kina, a nie jakaś instytucja czy fundacja mająca na celu reklamę amerykańskiego systemu szkolnictwa.

Skoro nie pojawiają się nowe tytuły to jeszcze na koniec pozwolę sobie na pytanie: rzeczywiście jest tego tak niewiele? Czy może raczej za wysoko postawiona poprzeczka lub my (udzielający się w tym wątku) tak niewiele oglądamy?
03-09-2011 01:54 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Skoro nie pojawiają się nowe tytuły to jeszcze na koniec pozwolę sobie na pytanie: rzeczywiście jest tego tak niewiele? Czy może raczej za wysoko postawiona poprzeczka lub my (udzielający się w tym wątku) tak niewiele oglądamy?
Jakie kryteria musi spełnić film by można go uznać za przedstawiający jasną twarz nauki?
03-09-2011 11:51 
 Ocena 1 na 1
Przemek J. (3008 punktów)
To raczej pytanie do założyciela wątku

Niby dyskusja w dziale nauka, ale tak naprawdę trochę sobie gdybamy, bo zamiast ścisłej definicji Mariusz napisał wprowadzenie do swojego pytania, które ma nijako naprowadzić na to co jest w pytaniu zawarte. Dopuszcza to pewną dowolność w interpretacji "jasnej strony nauki", ale to chyba tylko rozszerza nam zakres potencjalnych filmów do zakwalifikowania.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365