Racjonalista - Strona głównaDo treści
Zamiast chłopa "troki od kaleson"...

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
09-11-2008 11:56JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)Zamiast chłopa "troki od kaleson"...
Ocena 7 na 7
Moja córka, błądząc po Internecie znalazła taki oto "kwiatek": www.mezczyznidlarodziny.com/
Nie będę tworzył eseju na ten temat. "Poczytajta se same" .Do grona rozmaitych wszechpolaków, homofobów, nawiedzonych moralistów czy speców od medycyny alternatywnej (wysublimowana forma szamanizmu) doszła kategoria sfrustrowanych "babofobów" o nader konserwatywnym charakterze. Tacy wielbiciele Św. Pawła z Tarsu.
A myślałem, ze już nic mnie nie zdziwi.
Pozdrawiam wszystkie Feministki i Kobiety, pozdrawiam tzw. "prawdziwych" czyli normalnych facetów, którzy nie muszą walczyć o swoją męskość (po prostu ją mają).
JATO
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

jarcio (1198 punktów)
Czarno biały świat, typowy dla myślenia w ramach dialektyki komunistycznej, w którym "my" zawsze jesteśmy dobrzy a "oni" zawsze źli, jest w gruncie rzeczy błędny, prostacki i w ogóle nie nadaje się do dyskusji. Niemniej jednak założyłeś ciekawy temat, który dotyka nowego zjawiska typowego dla dzisiejszego świata Zachodu. Warto się nad tym symptomem kulturowym zastanowić nieco głębiej bowiem nie da się zamknąć tego zjawiska tylko w jednej grupie społeczeństwa i skwitować stwierdzeniem typu iż "to te debile od homofobów i wszechpolaków znowu coś wymyśliły".

Wojna płci dzisiaj, jest faktem choć skala tego zjawiska, jak się wydaje, nie jest na tyle duża by stać się czymś dominującym. Jak sądzę powstanie tego zjawiska ma wiele wspólnego z instytucją państwa opiekuńczego przed zakusami którego ostrzegano już w XIX wieku. A ostrzegał Tocqueville, Erich Fromm (to taki lewicowiec z którego obserwacji warto się zapoznać - w żadnym wypadku nie był to lewak), Orwell, Wells jak i szereg innych pisarzy, politologów czy historyków. Wojna płci może się kojarzyć z ideologią równości bowiem w przypadku braku prymatu, przynajmniej w przekonaniu ideologicznym, zawsze pojawia się walka o dominacje - kultura nie znosi stanu stałego i jest w ciągłym ruchu.

Nie znam przypadków z historii kiedy to społeczeństwa doświadczały w jakimkolwiek stopniu wojny płci. Z pewnością było to spowodowane jednoznacznym prymatem mężczyzn nad kobietami w najważniejszych sferach życia - no a jak jest prymat to trudno mówić o wojnie. Jednakże w XIX wieku w wyniku przemian gospodarczych i rozwoju technologicznego (a nie w wyniku feminizmu, jak się powszechnie uważa) przed kobietami otworzyła się szansa by szerzej zaistnieć w społeczeństwie. Gospodarka kapitalistyczna podniosła standard życia umożliwiając kobietom, na skalę nigdy przedtem nie spotykaną, zdobycie zapasu finansowego dającego pewną niezależność w niektórych dziedzinach życia. No, a skoro zmienił się ustrój gospodarczy w stopniu tak gwałtowym, że wyprzedził życie jednego pokolenia to zaistniała potrzeba na powstanie ideologii, która przyspieszyłaby proces dostosowania mentalnego społeczeństw do zaistniałych zmian (i tutaj pojawiła się rola dla feminizmu, między innymi). Tylko jak się wydaje ta ideologia (swoista nadbudowa) zaczyna żyć własnym życiem i co niektórym rozum przesłaniać propagując ideę wszechrówności najbardziej tam, gdzie jej nie ma. I tak, o ile o egalityzmie w XIX wieku pisano jako o równości wobec prawa to dzisiaj te pojęcie, w dyskursie publicznym rozumie się już tylko jako równość w potencjale ludzkiego działania. O ile we Francji dawniej domami tolerancji nazywano burdele na określenie czegoś co jest niedobre, ale coś co z rozmaitych powodów należy znosić o tyle dzisiaj to słowo wyznacza maksimum moralności. O ile dawniej wolność gospodarcza oznaczała postawienie czegokolwiek na własnej działce czy robienie z własnym majątkiem czego się chce to dzisiaj jednak majątek pojmuje się "solidarnie".

Idea wszerówności ma realne przełożenie na reakcje społeczeństwa, które to coraz częściej zaczyna odczuwać iż jest ciemiężone przez "drugą stronę". I też nie ma się czemu dziwić skoro państwo jednym oferuje mniej, innym więcej, a coraz mniej w tym wszystkim zależy od umowy społecznej. No a jak coraz mniej zależy od umowy społecznej to też coraz rzadziej jesteśmy w stanie się porozumieć i mamy tendencje by załatwiać szereg spraw drogą administracyjną. Nadmiar ingerencji państwa w decyzje ludzi obniża zaufanie społeczne, a podnosi poziom uległości i zależności od państwa. Głoszenie feminizmu w XXI wieku należy do tej samej kategorii co publikowanie manifestów autorstwa tego zrzeszenia "mężczyźni dla rodziny". Zarówno w tym pierwszym przypadku jak i drugim obarczanie drugiej strony winą pojawia się w kontekście jakichś działań państwa. Oba te przypadki świadczą o symptomach choroby na jaką cierpi cywilizacja zachodnia.
Ysobeth nha Ana (291 punktów)
>Moja córka, błądząc po Internecie znalazła taki oto "kwiatek":
>www.mezczyznidlarodziny.com/

Jak rany "Realny przymus korzystania z usług prostytucyjnych, lub realny przymus zachowań homoseksualnych." Jacyż biedni, biedni faceci, za łeb ich te straszne feministki zaganiają do burdeli albo nakazują j...ć się między sobą

Trzy czwarte podstron zresztą jest w trakcie przygotowywania, strasznie się śpieszyli z wypuszczeniem chociaż Manifestu

>Pozdrawiam wszystkie Feministki i Kobiety, pozdrawiam tzw. "prawdziwych" czyli normalnych facetów,
>którzy nie muszą walczyć o swoją męskość (po prostu ją mają).
>JATO

Na szczęście znam wielu prawdziwych facetów, w zgodzie z powyższym określeniem, a - również na szczęście - żadnego, który rzuciłby się łapczywie na powyższą stronkę, znajdując na niej wytłumaczenie źródeł swoich frustracji
LEGION. (3161 punktów)
A ja odpowiem krótko i długo zarazem: 'Jak ludzie dobierają się w pary' wywiad z prof. Pawłowskim.


Prawo jest jak płot - żmija zawsze się prześliźnie, tygrys zawsze przeskoczy, tylko bydło stoi i czeka.
sztejkat (4743 punktów)
Uwielbiam takie strony!

Serio, serce rośnie, że są ludzie duuuuużo bardziej powaleni ode mnie

Jednak ton strony tonem, ale niektóre poruszane kwestie po obraniu z charakterystycznej oprawy są warte rozważenia.

Tu, parę wyrwanych cytatów:

Cytat:
Jest oczywiste, że atrybuty, jakimi dysponuje kobieta posiadają niezwykle silną moc oddziaływania na psychikę mężczyzny, gdyż bezpośrednio oddziaływują na sferę jego życiowych motywacji i są podstawą budowy sensu życia tego mężczyzny.


Cytat:

Żadna bowiem kobieta nie jest zainteresowana, by pozbawiać się potencjału jaki tkwi w jej seksualności,


Cytat:
To nie alkoholizm jest przyczyną rozpadu rodziny, tylko rozpad rodziny jest przyczyną alkoholizmu


Cytat:

3. Rodzina to:
A) - Jeden organizm, najwspanialsza twierdza, kumulacja i magazyn energii.
B) - Miejsce agresywnej wymiany handlowej.


Swoją drogą ciekawe, ile frustracji, zawiedzonej miłości, niepowodzeń, lęków, nieudolności i ukrytych frustracji seksualnych musiało stać się udziałem twórców strony.

Panowie, serdeczne wyrazy współczucia.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
lotrek (14275 punktów)
Hej bagnet na broń...

jedynym wyjściem dla mężczyzny jest walka o wierną i oddaną kobietę nawet wówczas, gdy obecna cywilizacja nie daje żadnych szans, by te zabiegi się powiodły


Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
10-11-2008 09:44 
 Ocena 3 na 3
lotrek (14275 punktów)
To się w "palenie mieści", co sfrustrowani mężczyźni-impotenci potrafią wymyślić. Bo normalny facet bez względu na orientacje seksualną czegoś takiego by nie stworzył.
Cytat:

Panowie !!! polityka, homo-feministycznego lobby dowodzi, iż granicą upodlenia współczesnego mężczyzny nie jest burdel, ale pederastia, zoofilia czy inne tego typu modne obecnie "trendy" Jest to zresztą zgodne z założeniami wojny, która rozgrywa się obecnie na terenie Europy i całego świata.


Ileż histerii jest w tym apelu i co za kuriozalne określenie - lobby homo-feministyczne . Ciekawe gdzie i u kogo będą lobbować.
Może to ktoś napisał dla "jaj", by mieć "radochę" ze świętego oburzenia facetów? Jakaś testująca nas i czekająca na naszą reakcje antyfeministka, coś w stylu naszej eks bożenki


Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
10-11-2008 11:04 
 Ocena 6 na 6
Zulka (2198 punktów)
>Hej bagnet na broń...
>jedynym wyjściem dla mężczyzny jest walka o wierną i oddaną kobietę nawet wówczas, gdy obecna cywilizacja nie daje żadnych szans, by te zabiegi się powiodły

Eeee tam od razu walka
Nie wszyscy faceci lubią "kobiety zainteresowane pojedynczo"...
Ludzie mają różnie - niektórzy wolą tort z przyjacielem

Na marginesie - fajna stronka - dała mi wiele wiele radości
Obawiam się tylko, że autor jest po jakimś poważnym urazie. Może jakaś zła kobieta upuściła mu na głowę coś ciężkiego


"Największą chlubą nie jest to, aby się nigdy nie potknąć, ale to, aby po każdym upadku dźwignąć się i stanąć na nogi."
marzenka (546 punktów)
Oj biedni Ci faceci teraz...

Kiedyś wystarczyło w ryja dać i spokój w domu był!
W głowach się tym babom poprzewracało, zamiast dzieci bawić i dom sprzątać. To im się pracy i uczyć zachciewa.

No i w dodatku jeszcze pyskuje - jak to mój mąż mawia
Rutkiewicz (1290 punktów)
>"W ten sposób kobieta i mężczyzna zostają zantagonizowani, rodzina traci sens a zdolności reprodukcyjne społeczeństwa zostają zablokowane."

Choć nie udaje im się wydedukować przyczyny, to jednak trafiają w sedno. Dzisiaj tak to właśnie wygląda, i choć wyglądało tak zawsze, to nigdy wcześniej nie było przedmiotem zbiorowego interesu korporacji, które parcelują rynki, aby je ostatecznie zmonopolizować, czy chociażby organizacji opiniotwórczych, w których interesie jest takie rozdrabnianie grup wyborczych. Nie mówię, że do tego doprowadzono - jak mówiłem: tak było zawsze - ale nie da się ukryć, że ktoś na tym korzysta, konserwuje i pogłębia.
Z drugiej strony, rozumiem frustrację tamtych panów - znaleźć dziś kobietę, która będzie wierna, przede wszystkich psychicznie, i lojalna w tym sensie, że nie będzie co i rusz wystawiać faceta na rozmaite próby wytrzymałościowo-sprawnościowe, w znaczeniu to ekonomicznym, to oddaniowym, jest zaiste trudno. Niemniej jednak, tak też było zawsze. Więc ostatecznie okazuje się, że panowie kontestują rzeczywistość, ponieważ dała im do tego możliwość demokracja i pluralizm, który tak tępią, projektując nań, tak naprawdę, swoją wewnętrzną miękkość, nijakość i nieumiejętność zatrzymania przy sobie kobiety, czy też długotrwałego poszukiwania odpowiedniej wybranki. Wyobrażam sobie bowiem, że ten, tak przez nich opluwany, system rynku towarzysko-seksualnego - który niewątpliwie istnieje i ma się dobrze, bo należy doń większość (mówię o swoim środowisku, studenckim) - był przez nich testowany i nie zaspokoił ich potrzeb. Zapomnieli, że kiedyś nie tak wyglądało poszukiwanie wiernej i lojalnej żony, że kobietę trzeba najpierw poznać, a nie "wyrwać", albo odnaleźć przez ogłoszenie matrymonialne i liczyć, że ta - choćby miała najlepsze intencje - od razu będzie im prać skarpetki.

Ironię gdzie wstawić, każdy wie.

Pozdrawiam

PS. Postanowiłem to jednak rozwinąć. Dla mnie lojalność i wierność małżeńska - bardzo ważne - to jednak co innego, coś więcej niż seksualna wyłączność i pranie skarpetek. Rzecz w tym, że owa wyłączność jest właściwie tylko skutkiem wierności i lojalności, a skarpetki można sobie prać samemu. Panowie zaś - najwidoczniej przedwcześnie pozostawieni sobie przez matki (albo zbyt późno) - pragną do domu właśnie takiego agregatu, który zrobi kanapki i upierze. Strugają adonisów, a tak naprawdę - co już pisałem - są wewnętrznie miękcy i nieporadni życiowo.
Mimo, iż wiele osób ma mnie za ekstremistę, ponieważ chcę przywrócenia wysokiego statusu moralnego cnotom małżeńskim i szerokiego zrozumienia tego, że małżeństwo jest jednak aktem autonomicznej woli a nie strąceniem w Sarte'ański Tartar, to jednak uznaję równą pozycję obu osób w małżeństwie - ba! nawet i przed nim. Dlatego Ci biedni bezdzietni ojcowie mocno mnie irytują.
sztejkat (4743 punktów)
>(...) Zapomnieli, że kiedyś nie tak wyglądało poszukiwanie wiernej i lojalnej żony (...)

No. Że się ją kupowało. Albo rodzice wybierali. To miałeś na myśli?

Tomasz Sztejka
Rutkiewicz (1290 punktów)
>No. Że się ją kupowało. Albo rodzice wybierali. To miałeś na myśli?
Fakt, zapomniałem o tym i wyidealizowałem przez to przeszłość. Miałem na myśli długotrwałe starania i potrzebę konsekwencji i niezłomności, które stoją w jaskrawej opozycji do dzisiejszego chodzenia na łatwiznę.
23-11-2008 08:33 
 Ocena 2 na 2
(Alicja)Duda (25557 punktów)

> Miałem na myśli długotrwałe starania i potrzebę konsekwencji i niezłomności, które stoją w jaskrawej opozycji do dzisiejszego chodzenia na łatwiznę.
Długotrwałe starania?
Z tego co zdążyłam zauważyć obecnie pary "starają się" bardzo długo. Czasem decydują się na ślub dopiero wtedy gdy ich dzieci idą do szkoły.
Czy to dobrze czy źle nie mam zupełnie pojęcia. Zmienia się i podejście do małżeństwa i do wspólnego życia przed ślubem.
A czy ze ślubem czy bez na trwałość związku tez nie ma to wpływu.
Długotrwałe starania przed zawarciem związku też niczego nie gwarantują.
Człowiek się rozwija i zmienia całe życie.
Związek który na początku był dobry niekoniecznie jest taki po 15-20 latach.
Więc zamiast zatruwać sobie życie lepiej się rozstać.
Pozdrawiam
23-11-2008 13:35 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
Myślę, że odwołując się do przeszłości kolega powinien też zwrócić uwagę na przeciętny wiek nowożeńców i średnią długość życia ówczesnych.

Może wówczas okaże się, że długotrwałe zabiegi były jak najbardziej zasadne, bo dzięki nim żenili się 18-to latkowie a nie 14-letnie dzieciaki. Wszystko pod czujnym okiem 45-letnich starców. A 18+20 lat pożycia daje 38. Nie czas było naówczas do grobu się szykować miast do ponownej żeniaczki?

:P

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
23-11-2008 13:48 
 Ocena 2 na 2
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Długotrwałe starania? Z tego co zdążyłam zauważyć obecnie pary "starają się" bardzo długo. Czasem decydują się na ślub dopiero wtedy gdy ich dzieci idą do szkoły. Czy to dobrze czy źle nie mam zupełnie pojęcia. Zmienia się i podejście do małżeństwa i do wspólnego życia przed ślubem. A czy ze ślubem czy bez na trwałość związku tez nie ma to wpływu.
Mnie chodziło o to, że kiedyś facet musiał się przyłożyć, a kobieta raczej biernie recenzowała jego starania. Nie wartościuję tej sytuacji, tylko zwracam uwagę, że skoro tamci panowie - ci z rzeczonej strony - tak bardzo chcą powrotu starego, to zamiast kontestować rzeczywistość dyskotekową i to, że nie mogą "wyrwać" na "dysce" "laski" na "nawijkę", co następuje: "czy zechcesz być mi żoną, urodzić dzieci, i prać skarpetki", tylko się przyłożyć.
Była kiedyś taka kreskówka, w jednym z odcinków której trener strofował dzieciaki na wuefie w słowy: "chłopcy, wy się oszczędzacie". I dokładnie taki komentarz - życzliwy - mogę wyrazić wobec zjawiska prezentowanego na owej stronie. Nie jestem zdania, że kobieta powinna przybiec skamląc, z gatkami w zębach. To jest oszczędzanie się. A wyobrażam sobie, że można się bardziej wysilić, i wykrzesać z siebie coś dobrego. Mówiąc o staraniach mam na myśli zabiegi jednej osoby, wobec drugiej, co do której ma podejrzenia, że również jest zainteresowana.

>Związek który na początku był dobry niekoniecznie jest taki po 15-20 latach. Więc zamiast zatruwać sobie życie lepiej się rozstać.
Ja jestem kantystą, proszę Pani, i mnie to nie przekonuje. To też jest oszczędzanie się. Podjęło się pewne zobowiązania (czy wobec Boga, czy wobec siebie, to bez różnicy) i trzeba ich dopełnić. "Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz", jedno, że trzeba to zrozumieć i naprawić, a przede wszystkim, rzetelnie pracować nad sobą od pierwszego dnia. Dziś się uważa, że miłość spada z nieba i trzeba tylko długo szukać osoby, która już w momencie poznania będzie odpowiednia, idealna. Niestety, nie ma takich osób i wszystko, co można zrobić, to pracować nad sobą z niezłomnym postanowieniem chęci ulepszania się tak, aby spotkać się pośrodku. Jeśli tego, że jest się razem, choćby nie wiadomo co, to żadna praca nie ma sensu, bo w każdym punkcie można stwierdzić, że "zbytnio się różnimy".

Pozdrawiam
23-11-2008 14:35 
 Ocena 1 na 1
(Alicja)Duda (25557 punktów)
No cóż czas nas rozsądzi. Życzę Ci byś to ty miał rację.
Pozdrawiam.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365