 |
Prawo wlasnosci intelektualnej nie istnieje? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 06-04-2011 14:33 | Buraczek (7572 punktów) | Prawo wlasnosci intelektualnej nie istnieje? | W czelusciach internetu ktos skierowal mnie do takiego oto dziela: www.youtube.com/watch?v=Br1clyQ00hgTam jest taka moja drobna dyskusja z autorem wiec moj poglad jest juz przedstawiony. Natomiast zastanawiam sie nad tym jak widzicie sytuacje w ktorej wlasnosc intelektualna nie istnieje/nie podlega ochronie. Przypuscmy ze mamy taki scenariusz: ~10 lat temu zniknely wszelkie przepisy dotyczace praw autorskich itp. Jak ma wygladac swiat dzisiaj? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | spellbinder (8577 punktów) | >~10 lat temu zniknely wszelkie przepisy dotyczace praw autorskich itp. Jak ma wygladac swiat >dzisiaj?
Zasadniczo w tzw. "dawnych czasach" człowiek miał nieco inna motywację do działania. Dziś jak człowiek coś wymyśli, napisze, czy zaśpiewa, to wydaje mu się, że od razu powinien za to dostać masę forsy, powinien zaspokoić wszystkie swoje potrzeby, a radość z wykonywania danej czynności zanika.
Spójrzmy na to jak wyglądają dziś programy wyłapujące talenty - nierzadko odrzucenie przez jury kończy się jakimiś łzami zawodu, jakieś marzenia legną w gruzach. Już nie jest tak, że człowiek idzie tam zaśpiewać, bo po prostu lubi śpiewać i fajnie jest wystąpić przed publicznością. Dziś musi być w tym wszystkim perspektywa majątkowa.
Dlatego też zniesienie praw autorskich na pierwszy rzut oka wydaje się być fikcją i czymś, co zniszczyłoby kulturę.
W rzeczywistości - tak mi się wydaje - zostaliby tylko ci najlepsi, ci nie tworzący dla forsy, a z potrzeby wewnętrznej. Ci, którzy faktycznie mają coś do powiedzenia.
Jednocześnie, dzięki dalszemu rozwojowi Internetu, padłaby w zasadzie cała instytucja pasożytniczych wydawców. Wydawca nie mógł by już sobie zastrzegać praw do czegoś, nikt by nie chciał kupować jego produktu - czytaj, padłby.
Z drugiej strony sam twórca miałby szanse zarobić pieniądze na zasadzie "co łaska". Jeśli komuś się treść podoba, to zapłaci. Bo tu cały stosunek jednego człowieka do drugiego jest inny - odbiorca nie jest zmuszony do wywalenia kasy na bubel (w jego odczuciu). Zgniłego pomidora czy zepsutą konserwę możesz oddać do sklepu i odzyskać pieniądze. Badziewnego filmu czy gry komputerowej już nie. Mimo, że producent nawet na samym opakowaniu opisuje rzeczy, którzy w grze po prostu NIE MA.
Byłem kiedyś w Londynie, jako dzieciak, na takiej "wycieczce" śladami Kuby ROzpruwacza. Ileś osób zebrało przy stacji metra pod tower, o określonej godzinie przyszedł facio prowadzący i zaczął oprowadzanie po okolicy. Najlepsze w tym wszystkim było właśnie to, że nie było żadnych biletów. Idzie tyle osób ile się zebrało, nikt nie płaci, jeśli nie uzna, że było warto. A facet opowiadał genialnie, słuchało się go z zapartym tchem. Dlatego po zakończonym "obchodzie" nie było nawet jednej osoby, która nie chciałaby uiścić "podziękowania" za mile spędzony czas.
Bez zmuszania do zapłaty.
Wydaje się, że z literaturą jest inaczej, bo tu nie ma żadnego kontaktu z osobą udostępniającą swoje treści. Otóż nie. Da się to rozwiązać.
Książkę ściągasz z neta, owszem, ale w końcu ten net zapewnia również nieograniczoną możliwość płatności. "Jeśli ci się podobało, zapłać tam dwa, trzy złote na to konto paypal", albo "wyślij sms-a". Bez płacenia haraczu nie wiadomo ilu osobom po drodze.
Dzięki internetowi sam odbiorca może zadecydować, czy dana powieść jest dobra. Bez klękania przed jakimiś "recenzentami", "redaktorami" i całym tym ścierwem, które nie zna się na rzeczy i liczy tylko na jak najlepsze zyski.
Podobnie było np. z powieścią Metro 2033, która sama w sobie może zbyt odkrywcza nie jest, ale zdobyła serca czytelników - właśnie poprzez "wydanie" w Internecie. Autor jednak chciał być opublikowany na papierze, bo wciąż mamy takie podejście, że co wydrukowane to lepsze, no chciał. Odniósł, można powiedzieć, spektakularny sukces. A gdyby zechciał zainwestować odrobinę czasu w uruchomienie jakiejś zabawnej mikropłatności... nie potrzebowałby żadnego wydawnictwa, a zarobiłby taką samą forsę.
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Z drugiej strony sam twórca miałby szanse zarobić pieniądze na zasadzie "co łaska". Jeśli komuś się treść podoba, to zapłaci.Często bywam w Krakowie, na Floriańskiej , Szewskiej, w Rynku często widywałem utalentowanych absolwentów konserwatoriów, których talent wzlatywał w powietrze na tle ciżby miejskiej i po krótkim locie spadał do kapelusza jak raniona kawka zamieniona jakimś czarem w garść zaśniedziałych miedziaków. I sam tak czasem zarabiałem. To nie jest to, co tygryski lubią najbardziej
|
|
|  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | > I sam tak czasem zarabiałem.> To nie jest to, co tygryski lubią najbardziej  Nie jest dlatego, że taki artysta wydaje się być społeczeństwu niepełny, nieprofesjonalny. Dziś, żeby być uważanym za wartościowego, trzeba mieć za sobą managera, wydawnictwo, krytyków, a gubi się sens tego, co jest najważniejsze - samej sztuki.
|
|
| |  | | Hodża (11172 punktów) | > >I sam tak czasem zarabiałem.> >To nie jest to, co tygryski lubią najbardziej  > Nie jest dlatego, że taki artysta wydaje się być społeczeństwu niepełny, nieprofesjonalny.> Dziś, żeby być uważanym za wartościowego, trzeba mieć za sobą managera, wydawnictwo, krytyków, a gubi się sens tego, co jest najważniejsze - samej sztuki.Właśnie. Nie jestem wielkim znawcą sztuki, ale czasami zaglądam do galerii, no i pod mury koło Bramy Floriańskiej gdzie handluje się obrazami. Potrafię odróżnić - nawet naiwny, by nie powiedzieć kiczowaty obraz, ale stworzony dla niego samego od profesjonalnego produktu wykonanego "zgodnie z zasadami sztuki" - dla pieniędzy. Wielka sztuka, która powstawała nawet przy okazji utrzymania siebie i rodziny, była wielka, bo pomimo tego, że artysta na niej zarabiał, nie robił tego ze względu na pieniądze, ale dla niej samej.
|
|
| | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
> Wielka sztuka, która powstawała nawet przy okazji utrzymania siebie i rodziny, była wielka, bo pomimo tego, że artysta na niej zarabiał, nie robił tego ze względu na pieniądze, ale dla niej samej.
Powiedz to Mozartowi, Bachowi, Michałowi Aniołowi itd...
Oni robili to jednak przede wszystkim by zarobić i przy okazji zrealizować jakieś pasje, intuicje, artystyczne wglądy - tylko dlatego, że znaleźli się chętni za nie płacić.
|
|
| | | |  | | Hodża (11172 punktów) | > > Wielka sztuka, która powstawała nawet przy okazji utrzymania siebie i rodziny, była wielka, bo pomimo tego, że artysta na niej zarabiał, nie robił tego ze względu na pieniądze, ale dla niej samej.> Powiedz to Mozartowi, Bachowi, Michałowi Aniołowi itd...> Oni robili to jednak przede wszystkim by zarobić i przy okazji zrealizować jakieś pasje, intuicje, artystyczne wglądy - tylko dlatego, że znaleźli się chętni za nie płacić.Zgoda, przecież mówię  Ale śledząc losy tychże, wczytując się w ich biografie, są one zawsze naznaczone cierpieniem, udręką i ekstazą płynącą z obcowania z Pięknem, a z całą pewnością każdy z nich mógłby całkiem dobrze żyć chałturząc nie poświęcając się tak dla sztuki. Oni wszyscy spalili się w tym twórczym ogniu i chwała im za to. Dodam, że - większość z dzieł Mozarta, Bacha, Beethovena nie powstała na zamówienie. Oni żyli tą swoją pasją bez reszty. G.F. Haendel, który próbował połączyć muzykę z automanagementem poniósł porażkę. Wydaje się to być nieomal regułą, że ci wszyscy prawdziwie genialni twórcy jakoś nie pasowali do tego najlepszego podobno ze światów. W materii twórczości jak w żadnej innej dziedzinie życia prawdziwe wydają się słowa, że nie można dwóm paniom służyć: Sztuce i Mamonie.
|
|
| | | |  | | spellbinder (8577 punktów) | > Powiedz to Mozartowi, Bachowi, Michałowi Aniołowi itd...Powiedz to Kafce. > Oni robili to jednak przede wszystkim by zarobić i przy okazji zrealizować jakieś pasje, intuicje, artystyczne wglądy - tylko dlatego, że znaleźli się chętni za nie płacić.Ale też nikt nie liczył na jakieś nie wiadomo jakie kokosy
|
|
| sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >Jak ma wygladac swiat dzisiaj? Strasznie - pisarz nie mógłby się utrzymać z pisania książek, muzyk z tworzenia muzyki. Umarłby pęd do produkowania coraz lepszych komputerów, bo nie byłoby konkurencji.
Z drugiej strony spadłyby znacznie ceny produktów, które już są na rynku.
Byłoby jak z rozmrażaczem wd 40, który nie jest opatentowany, a działa. Takie produkty, które pozwoliłyby się sprzedawać, a były trudne do rozszyfrowania ich procesu produkcyjnego, rozwijałyby się.
Pozdrawiam
Karp żyje, więc ma prawo do życia! Nie naruszajcie tego prawa!
|
|
 | | Buraczek (7572 punktów) | >Byłoby jak z rozmrażaczem wd 40, który nie jest opatentowany, a działa. Takie produkty, które pozwoliłyby się sprzedawać, a były trudne do rozszyfrowania ich procesu produkcyjnego, rozwijałyby się.
Akurat mam WD40 przed soba. Jest to znak zastrzezony. Wiec do naszej utopijnej wizji musimy dopisac to ze od tych przykladowych 10 lat kazdy moze produkowac/sprzedawac produkt o takiej samej nazwie i podobnym dzialaniu.
|
|
|  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Może znak wd40 jest zastrzeżony, ale sam środek nie jest opatentowany. Czyli nie masz przepisu, jak wykonać wd40.
Pozdrawiam
Karp żyje, więc ma prawo do życia! Nie naruszajcie tego prawa!
|
|
| |  | | Buraczek (7572 punktów) | >Może znak wd40 jest zastrzeżony, ale sam środek nie jest opatentowany. >Czyli nie masz przepisu, jak wykonać wd40. >Pozdrawiam
Co nie zmienia faktu ze mozesz w takim samym opakowaniu na tej samej polce wstawic zwykly olejek bez silikonu. Oczywiscie w naszym utopijnym scenariuszu.
|
|
| | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | No nie wiem. Chyba pochodzenie produktu trzeba byłoby wskazać. Jak nazwa bylaby ta sama, to by się ludzie nauczyli rozpoznawać po czym innym produkty.
Pozdrawiam
Karp żyje, więc ma prawo do życia! Nie naruszajcie tego prawa!
|
|
 | | Sylwek (15472 punktów) | >>Jak ma wygladac swiat dzisiaj? >Strasznie - pisarz nie mógłby się utrzymać z pisania książek, muzyk z tworzenia muzyki.
E tam.
>Umarłby pęd do produkowania coraz lepszych komputerów, bo nie byłoby konkurencji.
uhuhu, wątpię.
|
|
| sztejkat (4743 punktów) | Własność intelektualna objawia się w chwili obecnej na polach: - szeroko rozumianej sztuki; - wzorców użytkowych; - oprogramowania; - patentów; - opracowań naukowych(!); - publikacji i opracowań. Ideą własności intelektualnej było zabezpieczenie Twórcy możliwości zwrotu nakładów poniesionych na wytworzenie utworu. Przy czym założono, w zasadzie słusznie, że wytworzenie utworu wymaga poniesienia znacznie większych nakładów niż jego powielenie. Dziś jednak sytuacja odbiega znacznie od założeń. Po pierwsze własność intelektualna jest dziś ZBYWALNA. Oznacza to, że posiadacz PRAW do danego "utworu" NIE musi być osobą, która faktycznie go stworzyła. Nie musi być też osobą fizyczną - może być osobą prawną. Oznacza to, że ochrona własności intelektualnej chroni Twórcę jedynie pośrednio - zasadniczo chroniąc jego prawo do sprzedania tej własności innym. Wszelka późniejsza ochrona praw jest ochroną praw wyłączności powielania nabytych przez byt z procesem tworzenia wiele wspólnego nie mającym. Po drugie kwestią sporną, szczególnie dziś, gdy na świecie są miliony twórców, pozostają: - kwestia oryginalności - co jest utworem pierwszym a co utworem wzorowanym? - kwestia innowacyjności w patentach - co jest czymś nowym, w sensie idei, a co czymś co w sposób naturalny wynika z pojawiających się potrzeb i możliwości? - wreszcie: CO jest utworem i KTO jest Twórcą?! W świetle prawa i rozsądku ja, Ty i wszyscy wypowiadający się na tym forum są AUTORAMI. Nasze wypowiedzi są CHRONIONE prawem autorskim. Posiadają często istotną wartość intelektualną i wymagały włożenia istotnej pracy. Podobnie prace publikowane na takich serwisach jak np. www.deviantart.com, www.flicker.com, www.sourceforge.net itp. (*) I tu pojawia się kolejny problem: ILOŚĆ. Pojedynczy serwis przechowujący fotografie zawiera kilkadziesiąt milionów pozycji. Urzędy patentowe zliczają patenty rocznie w dziesiątkach jeśli nie setkach tysięcy. Setki tysięcy patentów "znamiennych tym, że lampka jest czerwona". Serio. W ramach obowiązków czytam zgłoszenia patentowe i większość z nich albo jest oczywista (to jest wymaga lekkiego przysiądnięcia fałdów i tyle) albo w sposób oczywisty wynika z dostępnych technologii i zadań jakie postawiono przed konstruktorami zawartych w nich "innowacji". Zdarzają się też patenty "puste" o tak skonstruowanych zastrzeżeniach, że praktycznie niczego nie chronią oraz patenty-molochy używające tak górnolotnych stwierdzeń, że obejmują niemalże wszystko. A patenty na oprogramowanie... ech.... ręce i nogi opadają. Ilość chronionych pozycji idzie więc w dziesiątki milionów i przyrasta w tempie równie niesamowitym. A jednocześnie cały czas mamy prawo skonstruowane według czasów, gdy Twórcami byli ci, których wydawały uznane wydawnictwa, a wnioski patentowe składali ci, którzy rzeczywiście wymyślili coś odkrywczego i chcieli to produkować. Wszystko licząc w góra tysiącach pozycji rocznie. Z takiego podejścia wyłonił się ZAIKS, Repropol, Kopipol i inne organizacje "masowego zarządzania prawami autorskimi". Wiecie, że w każdej ryzie papieru jest opłata na rzecz tych instytucji? W każdej pustej płycie CD? W każdej pamięci masowej, twardym dysku? Teoretycznie organizacje te powinny pobierać opłaty za korzystanie z utworów i dystrybuować je autorom. Kto z Was, szanowni Autorzy, otrzymał swoją działkę? Jeszcze większa zgroza ogrania, gdy zda się sobie sprawę, że prawa autorskie obowiązują także w wypadku prac naukowych! Czystym szaleństwem jest z kolei uznawanie norm za przedmiot podległy prawu autorskiemu. Podsumowując: Moim zdaniem, jeżeli prawo własności intelektualnej będzie utrzymywane w tak restrykcyjnej formie jak dziś to zdechniemy. Zamiast pracować i tworzyć udławimy się sprawdzaniem, czy posiadamy do wszystkiego stosowne prawa. Setki tysięcy pozycji do sprawdzenia, a przybywać ich będzie szybciej niż damy radę czytać! Mówi się, że żyjemy w "społeczeństwie informacyjnym". Że to informacja "rządzi". Kluczem do sukcesu jest dostęp do wiedzy. Edukacja, rozwój nauki. Jeżeli prawo się nie zmieni, rzeczywiście informacja będzie rządzić - a konkretnie Ci, którzy zaopatrzą się w słuszny zestaw praw autorskich, pakiety patentów i prawo do reglamentowania informacji. Informacji, czyli w ostatecznym rachunku - wiedzy. Do takiej sytuacji, by transfer wiedzy podlegał ograniczeniom nie można dopuścić!(*) Teoretycznie racjonalista.pl powinien w regulaminie posiadać zastrzeżenie, że autorzy udzielają twórcom serwisu niewyłącznej i niezbywalnej licencji na przetwarzanie, powielanie i publiczne odtwarzanie zamieszczanych na forum utworów. Tego rodzaju zastrzeżenia znajdują się na większości serwisów opartych o tzw. "user generated content". Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|