Ostatnio dopadł mnie nastrój sprzyjający snuciu refleksji na temat katolickiego Raju. Po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nie chciałabym do niego trafić. Podążając myśleniem radykalnych katolików, ich systemem wartości, kogo w nim można spotkać? Fanatyków (wszelkiego rodzaju krzyżowców, ewangelizatorów, może nawet pana Niewiadomskiego, którego po egzekucji uczyniono lokalnym męczennikiem?), całą hordę ludzi grzeszących na lewo i prawo, którzy jednak przed śmiercią poddali się zmywającemu wszelkie grzechy obrządkowi spowiedzi, może nawet do tego jeszcze zapisali "Oblubienicy Chrystusa" część majątku traktując go jako jedno ze swoich dzieci do czego głośno nawoływano już w czasach starożytnych? Obserwując nasze lokalne radykalne środowiska niebo jawi mi się jako miejsce, w którym nieznanym jest termin "tolerancji" (który w nowoczesnych krajach uchodzi już za przeżytek i zastępowane jest po prostu "równouprawnieniem"), w którym na każdym kroku natknąć się można na gromady antysemitów i katofaszystów. Poza tym wszechogarniająca konserwa i przesadny tradycjonalizm hamowałby rozwój oświaty i kultury nie zatwierdzonej przez Papę. Co w piekle? Nietzsche, Wolter, wszyscy ludzie, którzy odważyli się myśleć samodzielnie, nieskrępowany niczym rozwój myśli filozoficznej, szeroko rozumianej nauki. Może przesadzam, ale tak to widzę. Moje refleksje rozbudziły we mnie wenę do zilustrowania ich za pomocą grafiki. Zajęła mi trochę czasu, całe biurko zalałam tuszem kreślarskim, ale jestem z niej zadowolona. Nadałam jej tytuł "Bramy Niebios":  |