 |
Religijny epizod w ewolucji świadomości jest regułą? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 06-09-2011 16:37 | Marek Matejewski (3695 punktów) | Religijny epizod w ewolucji świadomości jest regułą?
3 na 3 | Stawiam tezę, że samoświadomość jako produkt najbardziej rozwiniętego, inteligentnego życia, które może wyewoluować w różnych wszechświatach musi przejść "religijny epizod" na swojej ewolucyjnej drodze ku coraz większej doskonałości.
Skłaniam się ku twierdzeniu, że każda inteligentna istota (w sensie wielu pokoleń) wkraczająca na drogę samoświadomości nieuchronnie musi przebyć swoistą "erę religii". Religia jest najbardziej prymitywną, ale wydaje się, że bardzo naturalną, pierwszą próbą odpowiedzi na pytanie "Dlaczego istnieję?". I trudno wyobrazić sobie aby taki etap w ewolucji życia planet mógł zostać pominięty. Czy taka teza jest słuszna? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| zych (542 punktów) | >Czy taka teza jest słuszna? To tylko spekulacja czystej wody. Zwłaszcza, że brak jakiegokolwiek "materiału porównawczego".
|
|
 | | Marek Matejewski (3695 punktów) | >To tylko spekulacja czystej wody. Zwłaszcza, że brak jakiegokolwiek "materiału porównawczego".
Niestety materiału porównawczego póki co nie posiadamy bo nie znamy życia innego niż ziemskie. Jednak stawianie nawet takich hipotez może być motorem nauki. Chociaż na przekór temu co napisałem ten temat jako poważny przedmiot badań pewnie nigdy nie zaistnieje. Dlaczego?
Zawsze uważałem, że jeśli spotkamy jakąkolwiek wyżej rozwiniętą cywilizację to z pewnością nie będzie bojowo nastawiona w stylu "marsjanie atakują" i będzie zdolna żeby się z nami komunikować. Czym wyżej rozwinięta świadomość i większy zasób wiedzy tym większy powinien być racjonalizm i pogarda dla destrukcji. Tak samo jak wyższe powinny być zdolności komunikacyjne. Taka cywilizacja prawdopodobnie natychmiast mogłaby potwierdzić lub obalić moją tezę.
|
|
|  | | jark44 (619 punktów) | >>To tylko spekulacja czystej wody. Zwłaszcza, że brak jakiegokolwiek "materiału porównawczego". Myślę, że nie jest to spekulacja i mamy dowody na tezę istnienia "ery religii". Cywilizacje ludzkie rozwijały się często w zupełnym odseparowaniu od siebie. W każdej mimo wszystko był ten sam motyw - bogowie.
>Zawsze uważałem, że jeśli spotkamy jakąkolwiek wyżej rozwiniętą cywilizację to z pewnością nie będzie bojowo nastawiona w stylu "marsjanie atakują" i będzie zdolna żeby się z nami komunikować. Czym wyżej rozwinięta świadomość i większy zasób wiedzy tym większy powinien być racjonalizm i pogarda dla destrukcji. Tak samo jak wyższe powinny być zdolności komunikacyjne. Taka cywilizacja prawdopodobnie natychmiast mogłaby potwierdzić lub obalić moją tezę.
Jest to kłopotliwe stwierdzenie, bowiem potwierdzałoby, że prawa moralne, etyka mają charakter uniwersalny. Skąd przypuszczenie, że każda cywilizacja rozwija się tak samo i dochodzi do tych samych rozwiązań. Tu kreacjoniści stwierdziliby, że to dowód na istnienie praprzyczyny, czyli boga.
|
|
| |  | 1 na 1 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) |
> Myślę, że nie jest to spekulacja i mamy dowody na tezę istnienia "ery religii". Cywilizacje ludzkie rozwijały się często w zupełnym odseparowaniu od siebie. W każdej mimo wszystko był ten sam motyw - bogowie.Ok, przedstaw dowody. > >Zawsze uważałem, że jeśli spotkamy jakąkolwiek wyżej rozwiniętą cywilizację to z pewnością nie będzie bojowo nastawiona w stylu "marsjanie atakują" i będzie zdolna żeby się z nami komunikować. Czym wyżej rozwinięta świadomość i większy zasób wiedzy tym większy powinien być racjonalizm i pogarda dla destrukcji. Tak samo jak wyższe powinny być zdolności komunikacyjne. Taka cywilizacja prawdopodobnie natychmiast mogłaby potwierdzić lub obalić moją tezę.To wciąż tylko Twoje życzenia. Zauważ, że wrast ze wzrostem populacji rośnie i to wprost proporcjonalnie liczba oszołomów religijnych. Im więcej ludziów tym więcej oszołomstwa. Rynek życia wiecznego nigdy nie zazna kryzysu  > Jest to kłopotliwe stwierdzenie, bowiem potwierdzałoby, że prawa moralne, etyka mają charakter uniwersalny. Skąd przypuszczenie, że każda cywilizacja rozwija się tak samo i dochodzi do tych samych rozwiązań. Tu kreacjoniści stwierdziliby, że to dowód na istnienie praprzyczyny, czyli boga.Jesteś kreacjonistą? Potrafisz przyznać się do swoich poglądów, jak my potrafimy z głową podniesioną do góry, powiedzieć: jestem ateistą, jestem racjonalistą? >
|
|
| | |  | | jark44 (619 punktów) | Z kreacjonizmem mam tyle tylko wspólnego kiedy z kobietą spędzam noc. Nie oczekuj ode mnie na zawołanie deklaracji, bo po prostu Cię nie znam i tłumaczył nie będę. Jestem silnie związany ze środowiskiem tej strony i to powinno Ci wystarczyć.
Dowody są oczywiste. Sumerowie, Akadowie, Hetyci, ludy Urartu, Asyryjczycy, ludy Mitanni, semickie ludy półwyspu arabskiego, starożytny Egipt we wczesnych okresach, Grecy, gdy jeszcze nie zaludnili basenu M. ŚRÓDZIEMNEGO, odcięte od "świata" ludy słowiańskie, germańskie, celtyckie. No i wreszcie duże plemiona amerykańskie. Ni wchodzę na grunt Azji bo ona mnie nie interesuje. Chodzi o czasy kiedy kultury te rozwijały się niezależnie od siebie. To jest takie oczywiste.
|
|
| perun (8610 punktów) |
>Skłaniam się ku twierdzeniu, że każda inteligentna istota (w sensie wielu pokoleń) wkraczająca na >drogę samoświadomości nieuchronnie musi przebyć swoistą "erę religii". Religia jest najbardziej >prymitywną, ale wydaje się, że bardzo naturalną, pierwszą próbą odpowiedzi na pytanie "Dlaczego >istnieję?". I trudno wyobrazić sobie aby taki etap w ewolucji życia planet mógł zostać pominięty. >Czy taka teza jest słuszna? Trudno powiedzieć , ale jak na razie niezaobserwowano innych bogów poza ludzkimi . Niektóre zwierzęta mają chyba świadomość śmierci , ale jak na razie niezaobserwowano aby słonie klękały i modliły sie do Wielkiego Baobabu . To samo z delfinami - jak na razie nikt niezaobserował jak dziękują Wielkiemu Mzimu za pożywienie .... które zresztą same muszą złowić Trudno więc odpowiedzieć na pytanie czy Twoja teza jest słuszna.
|
|
 | 1 na 1 | Marek Matejewski (3695 punktów) | >Trudno powiedzieć , ale jak na razie niezaobserwowano innych bogów poza ludzkimi. Niektóre zwierzęta mają chyba świadomość śmierci , ale jak na razie niezaobserwowano aby słonie klękały i modliły sie do Wielkiego Baobabu (...)
Oczywiście moja teza może być najzwyczajniej błędna... ale... Nie mówię, że "religijność" musi się pojawić na samym początku ewolucji świadomości. Moim zdaniem pojawia się na etapie, który nazywamy pojawieniem się nie tyle świadomości co samoświadomości. Być może niektóre obecnie żyjące zwierzęta mają świadomość śmierci co nie zmienia faktu, że nie zadają sobie pytań w rodzaju "Dlaczego istnieję?" - to już wymaga wyewoluowania wysoko zaawansowanych mechanizmów komunikacyjnych - jak np. ludzka mowa.
Zalążki zwierzęcej świadomości trudno zestawiać z ludzką świadomością. Żaden zwierzak nie prędko dowie się, że jest zbudowany z atomów węgla i że np. w milionowym pokoleniu w linii bocznej jest Twoim i moim kuzynem.
Dlatego nie rozróżniałbym zwierząt i ludzi. Raczej patrzyłbym na to przez pryzmat "życia jako całości". Tzn. prędzej czy później któraś z żyjących na planecie istot jako "przedstawiciel życia tej planety", który na skutek pewnej określonej specjacji najdoskonalej się rozwinął wejdzie w "etap religijny". Tak się stało, że na planecie, którą nazywamy Ziemią tą istotą jest człowiek.
|
|
|  | 6 na 6 | perun (8610 punktów) | > Raczej patrzyłbym na to przez pryzmat "życia jako całości". Tzn. prędzej czy później któraś z żyjących na planecie istot jako "przedstawiciel życia tej planety", który na skutek pewnej określonej specjacji najdoskonalej się rozwinął wejdzie w "etap religijny". >Tak się stało, że na planecie, którą nazywamy Ziemią tą istotą jest człowiek. A tak , z tego punktu widzenia to co innego . Rzeczywiście kwestia pojawienia się samoświadomości i zadanie sobie pytania skąd tu sie wziąłem , dlaczego istnieje , dokąd zmierzam itp , mogą byc początkiem tworzenia się religijności . Choć moim zdaniem początków religijności trzeba szukać w śmierci i z tym z czym się wiąże ; z tęsknotą za bliskim zmarłym , z pytaniem czy to koniec , co dalej ... Pożniej niewątpiliwie z chęcią wytłumaczenia działania świata , natury. .. Dlatego pewnie w każdym społeczeństwie pojawiała się religijnośc , choc już nie w każdym idea boga . W większości przypadków wczesnej religijnosci ta religijnośc była oparta na kulcie przodków . Więc chyba można przyjąć teze , że z braku wiedzy , a z posiadania rozbudowanej ciekawosci ( a tym samym zadawania pytań , i próby szukania na nie odpowiedzi ) powstała religijnośc i jest raczej nieodłączną cześcią ,, życia jako całośći ,, jak to określiłeś .
|
|
| |  | | Marek Matejewski (3695 punktów) | Powinienem dookreślić zwrot "religijny epizod". Mam na myśli przede wszystkim wykształcenie się zachowań rytualnych - czyli chyba zgadzamy się w tej kwestii.
Jednak wydaje mi się, że prędzej czy później rytualizm musi skutkować pewną formą kultu. A czym bardziej rozwinięta świadomość i zasób posiadanej wiedzy tym więcej rodzi się pytań i jest większa presja na udzielanie odpowiedzi. Trudno znaleźć granicę między świadomością a jej brakiem. Gdy jednak przybierze ona wystarczająco rozbudowaną formę to presja i chęć zrozumienia rzeczywistości "od zaraz" mimo braku wiedzy musi generować fantastyczne wyjaśnienia - przez co rodzą się mitologie.
|
|
| | |  | 6 na 6 | perun (8610 punktów) | > Powinienem dookreślić zwrot "religijny epizod". Mam na myśli przede wszystkim wykształcenie się zachowań rytualnych - czyli chyba zgadzamy się w tej kwestii.Rytuały to już większa komplikacja religijności i myśle , że pierwotne rytuały miały związek z ewolucją a dokładnie z ewolucja społeczeństwa , do których to społecznych rytuałów z czasem doszły religijne , które póżniej przejeły i ,, ureligijniły ,, prawie całkowiecie > Jednak wydaje mi się, że prędzej czy później rytualizm musi skutkować pewną formą kultu. A czym bardziej rozwinięta świadomość i zasób posiadanej wiedzy tym więcej rodzi się pytań i jest większa presja na udzielanie odpowiedzi.Tez tak myśle > Trudno znaleźć granicę między świadomością a jej brakiem. Gdy jednak przybierze ona wystarczająco rozbudowaną formę to presja i chęć zrozumienia rzeczywistości "od zaraz" mimo braku wiedzy musi generować fantastyczne wyjaśnienia - przez co rodzą się mitologie.Tak , tylko trzeba dodać jeszcze ludzką wyobrażnie , sny , zwidy itp rzeczy wstępujące często z powodu głodu , pragnienia , czy też zjedzenia grzybków które były halucynogenne
|
|
| | | |  | | zupełna (2507 punktów) | > Tak , tylko trzeba dodać jeszcze ludzką wyobrażnie , sny , zwidy itp rzeczy wstępujące często z powodu głodu , pragnienia , czy też zjedzenia grzybków które były halucynogenne  Psylocybilki odłączyła bym od grona zwidów i wyobraźni  To jednak trochę inna waga.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | perun (8610 punktów) |
> Psylocybilki odłączyła bym od grona zwidów i wyobraźni To jednak trochę inna waga.> Chodziło mi o przypadkowe zjedzenie przez pierwotnych ludzi grzybków, roślin , wywołujących halucynacje . Zapewniam , że po takim dopalaczu można zobaczyć nie tylko boga ale nawet kilku na raz .  Myśle , że w ten sposób ( przez przypadek ) ludzie mogli doznawać pierwszych boskich objawień
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | zupełna (2507 punktów) | > Chodziło mi o przypadkowe zjedzenie przez pierwotnych ludzi grzybków, roślin , wywołujących halucynacje . Zapewniam , że po takim dopalaczu można zobaczyć nie tylko boga ale nawet kilku na raz .  >Myśle , że w ten sposób ( przez przypadek ) ludzie mogli doznawać pierwszych boskich objawień Coś w tym jest, ale z drugiej strony to ludzie musieli mieć strasznego farta żeby trafić w takiej masie roślin na te, które dają taki efekt. Jeszcze kwestia dużej odwagi tych jednostek , które zaryzykowały wszamanie czegoś czego nikt w społeczności przed nimi nie używał.
|
|
| | | | | | |  | | perun (8610 punktów) |
> Coś w tym jest, ale z drugiej strony to ludzie musieli mieć strasznego farta żeby trafić w takiej masie roślin na te, które dają taki efekt.Jak nic widać tu ,,palec boży ,,  > Jeszcze kwestia dużej odwagi tych jednostek , które zaryzykowały wszamanie czegoś czego nikt w społeczności przed nimi nie używał.> Do odważnych świat należy . Ja podziwiam tego mojego przodka , który pierwszy zszedł z drzewa , czego nikt przed nim nie robił
|
|
| | | | | | | | |  | | perun (8610 punktów) |
> Ostatnio nachodzą mnie myśli, że mój to musiał jednak przylecieć z innej galaktyki  > Widze , że jest Pani zwolenniczką hipotezy panspermii
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | zupełna (2507 punktów) | > Widze , że jest Pani zwolenniczką hipotezy panspermii  Zwolenniczka to może zbyt mocne słowo  Poważnie, to nie wykluczam akceptacji takiej możliwości .
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Ania... (14138 punktów) | > > Chodziło mi o przypadkowe zjedzenie przez pierwotnych ludzi grzybków, roślin , wywołujących halucynacje . Zapewniam , że po takim dopalaczu można zobaczyć nie tylko boga ale nawet kilku na raz .  >>Myśle , że w ten sposób ( przez przypadek ) ludzie mogli doznawać pierwszych boskich objawień > Coś w tym jest, ale z drugiej strony to ludzie musieli mieć strasznego farta żeby trafić w takiej masie roślin na te, które dają taki efekt.Niekoniecznie. Podobne efekty daje choćby sporysz, więc wystarczyło zjadać ziarna zbóż / mąkę / pieczywo.
|
|
 | 2 na 2 | sinapis (1725 punktów) | >Trudno powiedzieć , ale jak na razie niezaobserwowano innych bogów poza ludzkimi . Niektóre zwierzęta mają chyba świadomość śmierci , ale jak na razie niezaobserwowano aby słonie klękały i modliły sie do Wielkiego Baobabu . To samo z delfinami - jak na razie nikt niezaobserował jak dziękują Wielkiemu Mzimu za pożywienie .... które zresztą same muszą złowić >Trudno więc odpowiedzieć na pytanie czy Twoja teza jest słuszna.
Jane Goodall zaobserwowała u szympansów rytuały odprawiane podczas burzy lub u wodospadów, do złudzenia przypominające rytualne tańce prymitywnych plemion ludzkich. Nie wszystkie zachowania sloni czy delfinów dadzą się zinterpretować jako pokarmowe, lowieckie czy erotyczne. Tak więc zalecam tutaj ostrożność - często rzeczy nie widzimy, mimo że są.
|
|
|  | | perun (8610 punktów) |
>Jane Goodall zaobserwowała u szympansów rytuały odprawiane podczas burzy lub u wodospadów, do złudzenia przypominające rytualne tańce prymitywnych plemion ludzkich. Nie wszystkie zachowania sloni czy delfinów dadzą się zinterpretować jako pokarmowe, lowieckie czy erotyczne. Tak więc zalecam tutaj ostrożność - często rzeczy nie widzimy, mimo że są. Nieodmiawiam pewnych rytuałów zwierzętom , pewnie te najinteligentniejsze z nich mają świadomosć śmierci osobnika ze stada ( zaobserowano takie zachowania choćby u słoni ) i o tym pisałem . Raczej jednak trudno wyciągać z tego wnioski o zwierzęcych bogach i religii , a to miałem na myśli pisząc o baobabie
|
|
| |  | 6 na 6 | Menel de Lux (3111 punktów) | "Naukowcy zaobserwowali u szympansów zachowania parareligijne.
W czasie długiego, nieustającego deszczu zwierzaki owe chowają się ponieważ bardzo nie lubią moknąć. Jeżeli niekorzystna aura zbyt długo trwa, przewodnik stada wychodzi z ukrycia po czym zaczyna odprawiać dziwaczny rytuał:
strojąc poważne miny odgraża się niebu groźnie przy tym pohukując.
Często używa podczas tego rytuału kawału drąga którym wymachuje w stronę nieba.
A katole twierdzą że absolutnie nie pochodzą od małpy..."
|
|
| | |  | 1 na 1 | jasenka (1863 punktów) | >przewodnik stada wychodzi z ukrycia po czym zaczyna odprawiać dziwaczny rytuał: >strojąc poważne miny odgraża się niebu groźnie przy tym pohukując. Często używa podczas tego rytuału kawału drąga którym wymachuje w stronę nieba.>
Ciekawe zachowanie. Ale tak sobie myślę, że trudno przypisywać ten "rytuał" zachowaniu parareligijnemu. Przewodnik po prostu odtraszy deszcz, tak samo, jakby straszył nadchodzącego drapieżnika albo rywala. Trudno mu przypisywać abstrakcyjne wyobrażenie deszczu jako istoty myślącej czy boskiej.
>A katole twierdzą że absolutnie nie pochodzą od małpy..."[/i]
Ich to już nic nie przekona, skoro genetyka poległa nawet w zderzeniu z zabobonem.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Menel de Lux (3111 punktów) | > Przewodnik po prostu odtraszy deszcz, tak samo, jakby straszył nadchodzącego drapieżnika albo rywala. Trudno mu przypisywać abstrakcyjne wyobrażenie deszczu jako istoty myślącej czy boskiej.
Też tak sądzę, ale mimo wszystko pozostaje cień wątpliwośći:
dlaczego przewodnik nie reaguje od razu, czyżby znużony oczekiwaniem na koniec opadów jednak zakładał iż "coś" innego nimi steruje nie mającego nic wspólnego z padającymi kroplami ani tworzącymi się kałużami do ktorych nie ma żadnych pretensji?
|
|
| | | | |  | | jasenka (1863 punktów) | >dlaczego przewodnik nie reaguje od razu, czyżby znużony oczekiwaniem na koniec opadów jednak zakładał iż "coś" innego nimi steruje nie mającego nic wspólnego z padającymi kroplami ani tworzącymi się kałużami do ktorych nie ma żadnych pretensji?
Myślę, że to kwestia zniecierpliwienia i zmęczenia. Tak jak w przypadku grupki szympansów odpoczywających na łące. Jeden jest przez parę godzin zaczepiany przez młodego podrostka, stary nic nie robi przez długi czas, ale w końcu trzepnie go łapą, jak straci cierpliwość.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | perun (8610 punktów) |
>Myślę, że to kwestia zniecierpliwienia i zmęczenia. Tak jak w przypadku grupki szympansów odpoczywających na łące. Jeden jest przez parę godzin zaczepiany przez młodego podrostka, stary nic nie robi przez długi czas, ale w końcu trzepnie go łapą, jak straci cierpliwość. > No no , normalnie jak u nas w sejmie . Też pare lat temu posłowie z Jurkiem Markiem się zniecierpliwili suszą i zaczeli wykonywac rutualne tańce . Co prawda powódż stulecia przyszła rok pózniej , ale skutecznośc tych wygibasów jest niedopodważenia . ( może tylko za długo tańczyli i stąd nadmiar deszczu ) Marka Jurka tez stary samiec trzepnął łąpą jak stracił cierpliwośc i od tej pory Marek Jurek nie należy już do stada
|
|
| | | | | | |  | | Menel de Lux (3111 punktów) | Dobre, bardzo dobre!
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ewidentnie to jest protorytuał, bowiem szympans animuje deszcz. Większość zwierząt nie zakłada, iż deszcz można odstraszyć. Tylko skąd to masz?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | > Ewidentnie to jest protorytuał, bowiem szympans animuje deszcz. Większość zwierząt nie zakłada, iż deszcz można odstraszyć. Tylko skąd to masz?odkrywcy.p(*)adomosc.html?smg4sticaid=6d042Wykonują podobne sztuki na widok ognia, czyżby i nasza fascynacja ogniem nie była aż tak unikatowa, jak sądzimy?
|
|
| | | | | |  | | Menel de Lux (3111 punktów) | >Ewidentnie to jest protorytuał, bowiem szympans animuje deszcz. Większość zwierząt nie zakłada, iż deszcz można odstraszyć. Tylko skąd to masz?
Na jednym z forów obserwowałem na ten temat dyskusję. Były tam odnośniki do zródeł ale teraz nie mogę już tej dyskusji odnalezć, pózniej sam kiedyś rozwinąłem z tego wątek, na szczęście Ania mnie wyręczyła...
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Amai (3012 punktów) | >Ciekawe zachowanie. Ale tak sobie myślę, że trudno przypisywać ten "rytuał" zachowaniu parareligijnemu. Przewodnik po prostu odtraszy deszcz, tak samo, jakby straszył nadchodzącego drapieżnika albo rywala. Trudno mu przypisywać abstrakcyjne wyobrażenie deszczu jako istoty myślącej czy boskiej.
Boskiej nie. Myślącej tak (przynajmniej na poziomie małpy), jeśli oczekuje, że deszcz w jakiś sposób zareaguje na jego groźby. Możliwe, że z czasem, kiedy małpy stawałyby się inteligentniejsze, doszłyby do wniosku, że można "dogadać się" z deszczem z wyprzedzeniem, żeby nie zaczynał padać albo przynajmniej trochę się ograniczył, a stąd już blisko do wyobrażenia go sobie jako osoby. Podejrzewam, że początków religii należałoby szukać właśnie w takich zachowaniach. Później, wraz z rozwojem świadomości, proste gesty stają sie bardziej wyszukane, zmieniają się w tańce, zaklęcia... i tak dalej. Potem albo się pozostaje przy prostych szamańskich praktykach albo znajdują się jakieś cwaniaki, które wpadają na pomysł, żeby je lepiej (głównie dla siebie) zorganizować. Upraszczam oczywiście.
|
|
1 na 1 | jasenka (1863 punktów) | > Religia jest najbardziej prymitywną, ale wydaje się, że bardzo naturalną, pierwszą próbą odpowiedzi na pytanie "Dlaczegoistnieję?". I trudno wyobrazić sobie aby taki etap w ewolucji życia planet mógł zostać pominięty. >Czy taka teza jest słuszna?
Nie możemy porównać z innymi gatunkami, bo do tego potrzebne jest myślenie abstrakcyjne, które pojawiło się dopiero o Homo sapiens sapiens (poprzednie Homo nie miały tej zdolności rozwinietej). Ale - teza wydaje mi się bardzo prawdopodobna, ponieważ jest jeden fakt - religia rozwinęła się w plemionach izolowanych w tym samym czasie, co gdzie indziej (np. Australia, plemiona zamieszkujące dżungle, odkryte dopiero niedawno). Gdyby religia miała początek w jednym miejscu świata i się rozlała po planecie, można by było przypuszczać, że to wyjątkowy przypadek. Ale wiemy, że tak nie było, więc jakaś skłonność gatunku, który myśli abstrakcyjnie jest tu udowodniona.
|
|
 | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | > > Religia jest najbardziej prymitywną, ale wydaje się, że bardzo naturalną, pierwszą próbą odpowiedzi na pytanie "Dlaczegoistnieję?". I trudno wyobrazić sobie aby taki etap w ewolucji życia planet mógł zostać pominięty. >>Czy taka teza jest słuszna? >Nie możemy porównać z innymi gatunkami, bo do tego potrzebne jest myślenie abstrakcyjne, które pojawiło się dopiero o Homo sapiens sapiens (poprzednie Homo nie miały tej zdolności rozwinietej). A jednak teza dotyczy świadomości, a ta występuje u innych gatunków, więc jak najbardziej możemy i powinniśmy się z nimi porównywać. I nie - świadomość nie jest unikatową cechą naszego gatunku - skąd taki pomysł? Jest obserwowana nie tylko u naczelnych, chociaż głównie u nich.
>Ale - teza wydaje mi się bardzo prawdopodobna, ponieważ jest jeden fakt - religia rozwinęła się w plemionach izolowanych w tym samym czasie, co gdzie indziej (np. Australia, plemiona zamieszkujące dżungle, odkryte dopiero niedawno).Gdyby religia miała początek w jednym miejscu świata i się rozlała po planecie, można by było przypuszczać, że to wyjątkowy przypadek. Ale wiemy, że tak nie było, więc jakaś skłonność gatunku, który myśli abstrakcyjnie jest tu udowodniona. A to już inna sprawa. Możemy próbować zgadywać, co takiego w naszym umyśle spowodowało podatność na podobne brednie i podobne próby były podejmowane przez licznych badaczy. Prawdopodobnie wynika z rozwoju myślenia abstrakcyjnego i innych cech, chociaż podkreślam, że to nie jest tym, co określa słowo świadomość.
|
|
4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >Religijny epizod w ewolucji świadomości jest regułą?
Nie sądzę, aby ów religijny epizod w historii świadomości był rezultatem jakichś biologicznych konieczności.
Pojawienie się świadomości (antropogeneza) nie było związane z żadną religijną regułą. Religię uzasadniały zawsze stosunki społeczne i tworzenie świadomości w ramach kontrolowanego przez kastę kapłanów systemu idei. Koncepcje, które nie pasowały do tego obrazu, były zwalczane na różne sposoby. Religijny epizod w historii człowieka podobny jest do epizodu, jakim był np. ustrój niewolniczy. Mam pewne kłopoty ze zrozumieniem określenia ewolucji świadomości. Świadomość powstała w rezultacie ewolucji. Jej treść jest historyczna, ale czy forma (wybór między alternatywami w kontekście optymalizacji) również?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 2 na 2 | Marek Matejewski (3695 punktów) | >Religijny epizod w historii człowieka podobny jest do epizodu, jakim był np. ustrój niewolniczy.
Przyznam, że często zastanawiałem się nad istnieniem związku między niewolnictwem a religią. Jaki wpływ na ukształtowanie się np. chrześcijaństwa mógł mieć niewolniczy ustrój starożytnego Rzymu?
Po kilkunastoletniej kolaboracji Machabeuszy z Rzymem w 40 r. p.n.e. Idumejczyk (lud przez stulecia sąsiadujący z Żydami) o imieniu Herod został mianowany przez rzymski senat królem Judei. Tym samym Judea straciła swoją niezależność i stała się de facto nieoficjalną rzymską prowincją. W następnych latach Herod się rozbestwił i objął swoim władztwem wg dzisiejszego nazewnictwa nawet część Libanu, Jordanii i Syrii. Oktawian oddał mu pod panowanie nawet to co od Rzymu wyłudziła Kleopatra. Miejscowa ludność dostała się pod wpływy prawa rzymskiego i stała się de facto ofiarą okupacji.
Po śmierci króla Heroda (4 rok p.n.e.) ludność poczuła powiew wolności i zaczęła wszczynać anty-rzymskie zamieszki. Oktawian wysłał legata Warusa z jego syryjskim legionem do stłumienia buntu co oczywiście się udało. Po tej interwencji Judea stała się częścią rzymskiej prowincji Syrii. Od tego czasu była uważana za prowincję wyjątkowo buntowniczą i jedynym sposobem na utrzymanie jej w ryzach był szczególny ucisk mieszkańców i to religia mogła być istotnym źródłem pocieszenia dla mieszkańców okupowanych terenów. Lokalne powstania były na porządku dziennym. W tych okolicznościach mogły kiełkować historie, które z czasem zostały spisane w formie Nowego Testamentu. Przecież podobnie wyglądała choćby mickiewiczowska twórczość gdy Polska straciła suwerenność. Oczywiście trzeba brać pod uwagę wszelkie ludy zamieszkujące tamte tereny i okolice. Sytuacja Judejczyków, Samarytan, Filistynów, Fenicjan, Idumejczyków czy Nabatejczyków nie była jednakowa.
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Jaki wpływ na ukształtowanie się np. chrześcijaństwa mógł mieć niewolniczy ustrój starożytnego Rzymu?
Myślę, że relacja kapłan - wierny jest historyczną mutacją relacji pan - niewolnik. Zabawne jest również to, że stosunek kapłana do wiernych wyraża w chrześcijaństwie analogia do pasterza i trzody. W każdym przypadku podział jest wyraźny na tych, którzy wiedzą, którzy sprawują władzę (i potrafią zadbać o te przywileje), i tych, którzy padają na twarz.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
Christopher CJ Jozwiak (20202 punktów) (zablokowany) | > "Dlaczego istnieję?"
Dlaczego w ogóle coś istnieje ?
|
|
7 na 7 | Koraszewski (82900 punktów) | Zaprogramowane do konwersacji z ludźmi dwa roboty miały eksperymentalnie pogadać sobie ze sobą. Po niespełna minucie rozmowa zeszła na teologię. whyevoluti(*)com/2011/08/31/robot-theology/) A na poważnie, mam wrażenie, że kolizja między rozwiniętą świadomością, a brakiem wiedzy "musiała" zaowocować "duchowością". Religia jest moim zdaniem córką języka. W sytuacji gdy człowiek był zdolny do zadawania abstrakcyjnych pytań drugiemu człowiekowi, odpowiedzią na trudne pytania był "ten trzeci". Badania nad szympansami wydają się wskazywać, że nasza inteligencja społeczna wyprzedzała inteligencję techniczną, że jesteśmy zwierzęciem manipulującym. Kooperacja, manipulacja, język, plus bezmiar zjawisk trudnych do wytłumaczenia - trudno się dziwić, że nie ma społeczeństw bez religijnej tradycji. (Poza wszystkim strach był kapitałem do zagospodarowania.)
|
|
 | 1 na 1 | Marek Matejewski (3695 punktów) | Dokładnie o takiej samej kolizji myślę. Wydaje mi się, że każdorazowi "pionierzy samoświadomości" na konkretnych planetach (o ile istnieje pozaziemskie życie) muszą nieuchronnie wejść na ścieżkę religii. Oczywiście mogą nigdy nie osiągnąć tego etapu na skutek masowego wymierania czy jakiejś kosmicznej katastrofy.
Wydaje się, że pojawienie się wysoko rozwiniętej samoświadomości jest procesem dosyć gwałtownym co musi skutkować kolizją, o której Pan pisze. Musi za tym stać jakaś szczególna mutacja zwiększająca zdolność do nauki i poprawiająca pamięć. Istota zdolna do nauki sama napędza swoją ewolucję. Szympansy od milionów lat jak skakały po drzewach tak dalej skaczą. Tymczasem ludzi od pięściaków którymi rozbijali skorupki orzecha do lotu na Księżyc dzieli zaledwie kilkadziesiąt tysięcy lat. To pokazuje, że pojawienie się świadomości skutkuje bardzo szybkim tempem rozwoju cywilizacyjnego.
Religie we wczesnym etapie pojawienia się samoświadomości z pewnością pomagają taką cywilizację konstruować, jednak po pewnym czasie zaczynają być czynnikiem hamującym i stają się szkodliwe. Wydaje się, że religie tak jak są nieuchronne tak samo konieczna jest późniejsza rezygnacja z ich usług - co właściwie następuje w sposób naturalny.
|
|
4 na 4 | Anna Salman (16360 punktów) | >Skłaniam się ku twierdzeniu, że każda inteligentna istota (w sensie wielu pokoleń) wkraczająca na >drogę samoświadomości nieuchronnie musi przebyć swoistą "erę religii". Religia jest najbardziej >prymitywną, ale wydaje się, że bardzo naturalną, pierwszą próbą odpowiedzi na pytanie "Dlaczego >istnieję?". I trudno wyobrazić sobie aby taki etap w ewolucji życia planet mógł zostać pominięty. >Czy taka teza jest słuszna? Według M.Eliade to magia była tym pierwszym etapem nie tylko wyjaśniania świata ale poczucia "współsprawstwa", możliwości wpływu na różne zjawiska w świecie przyrody. Religia jest bardziej rozwiniętą formą, chociaż w mojej ocenie, raczej "organizacji życia społecznego", a nie znajdowania odpowiedzi egzystencjalnych. Przecież w religiach często najpierw pojawia się odpowiedź, a raczej nakaz postępowania (objawiony wybrańcom), a potem szuka się pytań. Nie wiem nawet, czy strach przed śmiercią nie został wykreowany przez religie. Członkowie pierwotnych cywilizacji jakoś sobie z tym radzili - obgotowywali kości przodków i nosili na szyi, czasem zjadali kawałki, często chowali obok domu. Żyli w z duchami przodków, jakby nie przyjmując do wiadomości ich odejścia. Chyba lepszy sposób, niż strach przed ogniem piekielnym.
|
|
 | 1 na 1 | perun (8610 punktów) |
>Według M.Eliade to magia była tym pierwszym etapem nie tylko wyjaśniania świata ale poczucia "współsprawstwa", możliwości wpływu na różne zjawiska w świecie przyrody. Religia jest bardziej rozwiniętą formą, chociaż w mojej ocenie, raczej "organizacji życia społecznego", a nie znajdowania odpowiedzi egzystencjalnych. Przecież w religiach często najpierw pojawia się odpowiedź, a raczej nakaz postępowania (objawiony wybrańcom), a potem szuka się pytań. Tak , ale w początkach tworzenia się religijności religia była mniej skomplikowana i byc może najpierw było pytanie dlaczego ktoś umarł a pózniej próba odpowiedzi Poza tym uważam , że jednak było odwrotnie - najpierw była ,, organizacja życia społecznego ,, a dopiero póżniej podporządkowała sobie tą organizacje religia i jej szamani dzięki ,, magi i obcowaniu z bogami ,, >Nie wiem nawet, czy strach przed śmiercią nie został wykreowany przez religie. Członkowie pierwotnych cywilizacji jakoś sobie z tym radzili - obgotowywali kości przodków i nosili na szyi, czasem zjadali kawałki, często chowali obok domu. Żyli w z duchami przodków, jakby nie przyjmując do wiadomości ich odejścia. Chyba lepszy sposób, niż strach przed ogniem piekielnym. > Pewnie starch przed śmiercią typu jaki znamy teraz został wykreowany przez religie i to szczególnie te monoteistyczne . ( np; u Vikingów , czy Spartan trudno mówić o strachu przed śmiercią ) Prawdpodobnie kult przodków to jedna z najwcześniejszych form religijności , raczej wcześniejsza niż kult płodności ( ale nie jestem pewien )
|
|
|  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Prawdpodobnie kult przodków to jedna z najwcześniejszych form religijności...
Być może u podstaw wyobrażeń o pośmiertnej egzystencji człowieka są marzenia senne.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | >>Prawdpodobnie kult przodków to jedna z najwcześniejszych form religijności... >Być może u podstaw wyobrażeń o pośmiertnej egzystencji człowieka są marzenia senne. Też lubię tę hipotezę. Ludzie zmarli wracają w nocy, gdzieś siedzą i odwiedzają nas! Widno żyją w innym świecie
|
|
| | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Ludzie zmarli wracają w nocy, gdzieś siedzą i odwiedzają nas! Widno żyją w innym świecie
Właśnie. Sen jako brama w zaświaty. Jeśli dorzucimy do tego niewiedzę na temat nerwowego podłoża pamięci i snu - mamy dusze w czystej postaci.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 3 na 3 | Anna Salman (16360 punktów) | >w początkach tworzenia się religijności religia była mniej skomplikowana i byc może najpierw było pytanie dlaczego ktoś umarł a pózniej próba odpowiedzi Podejrzewam, że śmierć była uznawana za kolejny etap przejścia. Chyba, że była tragiczna - przedwczesna.
>Poza tym uważam , że jednak było odwrotnie - najpierw była ,, organizacja życia społecznego ,, a dopiero póżniej podporządkowała sobie tą organizacje religia i jej szamani dzięki ,, magi i obcowaniu z bogami ,, Zapewne religie pojawiły się w odpowiedzi na konieczność uporządkowania coraz liczniejszych grup "osiadłych" z ich coraz bardziej skomplikowaną strukturą i hierarchią. Niewielkie, izolowane społeczności do dzisiaj preferują myślenie magiczne. Dla mnie religia to sfera polityki. Być może była to pierwotna odmiana mariażu "tiary i korony", czyli szamanów i wodzów / starszyzny plemiennej. Ale mogła to być inicjatywa własna przywódców.
>Prawdpodobnie kult przodków to jedna z najwcześniejszych form religijności , raczej wcześniejsza niż kult płodności ( ale nie jestem pewien ) Może tak być. Najpierw duchy żyjące po sąsiedzku, potem w zaświatach, aż wreszcie duch święty.
|
|
| |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | >>Poza tym uważam , że jednak było odwrotnie - najpierw była ,, organizacja życia społecznego ,, a dopiero póżniej podporządkowała sobie tą organizacje religia i jej szamani dzięki ,, magi i obcowaniu z bogami ,, >Zapewne religie pojawiły się w odpowiedzi na konieczność uporządkowania coraz liczniejszych grup "osiadłych" z ich coraz bardziej skomplikowaną strukturą i hierarchią.
Po odkryciach w Gobekli Tepe, uczeni raczej skłaniają się do odwrotnej kolejności. To nie religie powstawały w nowo powstałych osiedlach ludzkich, tylko osiedla powstawały w pobliżu miejsc kultu. Możliwe zresztą, że bywało i tak, i tak.
|
|
| | |  | 5 na 5 | Anna Salman (16360 punktów) | >>Zapewne religie pojawiły się w odpowiedzi na konieczność uporządkowania coraz liczniejszych grup "osiadłych" z ich coraz bardziej skomplikowaną strukturą i hierarchią. >Po odkryciach w Gobekli Tepe, uczeni raczej skłaniają się do odwrotnej kolejności. To nie religie powstawały w nowo powstałych osiedlach ludzkich, tylko osiedla powstawały w pobliżu miejsc kultu. Możliwe zresztą, że bywało i tak, i tak. Nie czytałam o tych odkryciach, więc pewnie nie powinnam się wypowiadać. Nie jestem też historykiem, ani archeologiem, ale mając na uwadze skłonność naszego gatunku do porządkowania przestrzeni można spekulować, że najbardziej pierwotnymi miejscami kultu były takie, które wzbudzały respekt / zaciekawienie, związane z naturalnym ukształtowaniem / zasobami terenu - jakieś wzniesienie na równinie, dziwne drzewa, skały itp. I tym miejscom przypisywano znaczenie magiczne. One tworzyły centrum tego lokalnego mikrokosmosu i wokół nich organizowano życie społeczne małych grup pierwotnych. Religia, rozumiana jako wysokozorganizowany porządek społeczny tworzyła własne miejsca kultu, często na miejscu dawniejszych. Tu można przywołać przykłady z naszego kraju, gdzie kościoły powstawały w miejscach kultów słowiańskich (Lednica, Św. Krzyż). I nadal te miejsca stanowiły centra, już nie tylko kultu, były ośrodkami szeroko pojętej kultury: administracji, handlu, obrony, edukacji itd. Przede wszystkim jednak miały stanowić wyraz potęgi i dominacji. Wokół świętych drzew, czy kamieni można było tańczyć, palić ogniska, oddawać im cześć. Ale nie były ani ośrodkami władzy, ani wyrazem dominacji tejże.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Rigoletto (3891 punktów) | >Nie czytałam o tych odkryciach, więc pewnie nie powinnam się wypowiadać. Nie jestem też historykiem, ani archeologiem, ale mając na uwadze skłonność naszego gatunku do porządkowania przestrzeni można spekulować, że najbardziej pierwotnymi miejscami kultu były takie, które wzbudzały respekt / zaciekawienie, związane z naturalnym ukształtowaniem / zasobami terenu - jakieś wzniesienie na równinie, dziwne drzewa, skały itp.
W Gobekli Tepe odkryto monumentalne sanktuarium z 9 tysiąclecia p.n.e., które powstało na etapie łowiecko-zbierackim, przed etapem powstania stałych osad ludzkich. Oznacza to, że kult religijny był starszy niż osiadły tryb życia. Dopiero potem w pobliżu tej światyni, ludzie zaczęli się osiedlać. Do tej pory uważano, że było na odwrót - najpierw ludzie osiedlali się i na bazie powstałych społeczności rolników, powstawały zorganizowane religie. Oznacza to w skrócie, jak napisał odkrywca kompleksu: "First came the temple, then the city."
|
|
| | | | |  | | Anna Salman (16360 punktów) | > W Gobekli Tepe odkryto monumentalne sanktuarium z 9 tysiąclecia p.n.e., które powstało na etapie łowiecko-zbierackim, przed etapem powstania stałych osad ludzkich. Oznacza to, że kult religijny był starszy niż osiadły tryb życia. Dopiero potem w pobliżu tej światyni, ludzie zaczęli się osiedlać. Do tej pory uważano, że było na odwrót - najpierw ludzie osiedlali się i na bazie powstałych społeczności rolników, powstawały zorganizowane religie. Ciekawe - poszukam na ten temat. >Oznacza to w skrócie, jak napisał odkrywca kompleksu: "First came the temple, then the city." Przypomina mi to Sikhów - oni najpierw podobno budują świątynię, a potem wokoło budują własne domy - tak mi się obiło o uszy (pewnie Jacek Tabisz by wiedział). Wynikać z tego jednak może, że istniały dwa sposoby organizacji świata ludzkiego, a raczej dwa kierunki. Tyle, że tamtejsza religia, a co za tym idzie kultura jakoś nie przetrwała, nawet w mitach, jak Atlantyda (chyba, bo jeszcze nie czytałam).
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Rigoletto (3891 punktów) | >Wynikać z tego jednak może, że istniały dwa sposoby organizacji świata ludzkiego, a raczej dwa kierunki. Tyle, że tamtejsza religia, a co za tym idzie kultura jakoś nie przetrwała, nawet w mitach, jak Atlantyda (chyba, bo jeszcze nie czytałam).
Przetrwała, pośrednio jest poprzedniczką naszej cywilizacji... Gobekli Tepe leży na terenie historycznej północnej Mezopotamii, w dzisiejszej południowo-wschodniej Turcji.
|
|
| | | | | | |  | | Anna Salman (16360 punktów) | > pośrednio jest poprzedniczką naszej cywilizacji... Gobekli Tepe leży na terenie historycznej północnej Mezopotamii, w dzisiejszej południowo-wschodniej Turcji. Tym bardziej poczytam. Jednak nie rezygnuję z tezy, że drugi kierunek rozwoju - religia, jako element organizacji porządku społecznego też istniał. Najlepszym przykładem jest judaizm - religia stworzona (podobno, też jedna z hipotez) w celu integracji narodu bez własnego kraju.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | >> pośrednio jest poprzedniczką naszej cywilizacji... Gobekli Tepe leży na terenie historycznej północnej Mezopotamii, w dzisiejszej południowo-wschodniej Turcji. >Tym bardziej poczytam. Jednak nie rezygnuję z tezy, że drugi kierunek rozwoju - religia, jako element organizacji porządku społecznego też istniał. Najlepszym przykładem jest judaizm - religia stworzona (podobno, też jedna z hipotez) w celu integracji narodu bez własnego kraju.
Trudno porównywać zjawiska zachodzące w kulturze Gobekli Tepe, z powstaniem judaizmu. Ten drugi powstał w czasach kiedy zaawansowana kultura rolnicza funkcjonowała już od wielu tysiącleci. Wykopaliska z Gobekli Tepe odpowiadają raczej na pytanie: "jak było na samym początku".
|
|
| | | | | | | | |  | | Anna Salman (16360 punktów) | >Trudno porównywać zjawiska zachodzące w kulturze Gobekli Tepe, z powstaniem judaizmu. Ten drugi powstał w czasach kiedy zaawansowana kultura rolnicza funkcjonowała już od wielu tysiącleci. Wykopaliska z Gobekli Tepe odpowiadają raczej na pytanie: "jak było na samym początku". Ale tych początków było chyba kilka, w różnych miejscach. Jedne zniknęły, inne ewoluowały, jeszcze inne zostały podbite / zmienione ...
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | >>Trudno porównywać zjawiska zachodzące w kulturze Gobekli Tepe, z powstaniem judaizmu. Ten drugi powstał w czasach kiedy zaawansowana kultura rolnicza funkcjonowała już od wielu tysiącleci. Wykopaliska z Gobekli Tepe odpowiadają raczej na pytanie: "jak było na samym początku". >Ale tych początków było chyba kilka, w różnych miejscach. Jedne zniknęły, inne ewoluowały, jeszcze inne zostały podbite / zmienione ...
Tak. Ale po raz pierwszy znaleziono dowód na to, że kult religijny poprzedzał osiadły tryb życia. Nie twierdzę, że nie jest możliwa odwrotna kolejność, ale nic starszego od tych obiektów, na razie nie odkryto. Dlatego przynajmniej na razie zmienia to dotychczasową optykę na powstanie cywilizacji.
|
|
|  | 2 na 2 | Rigoletto (3891 punktów) | >>>Pewnie starch przed śmiercią typu jaki znamy teraz został wykreowany przez religie i to szczególnie te monoteistyczne . ( np; u Vikingów , czy Spartan trudno mówić o strachu przed śmiercią )
Lęk przed śmiercią występował u ludzi wszystkich epok i występuje nadal. Zwróć uwagę, że jeden z pierwszych znanych dzieł literackich - Epos o Gligameszu, właśnie jest osnuty na wątku lęku przed śmiercią. A co do Wikingów, to też bali się śmierci, bo inaczej nie osładzali by jej sobie wizją pośmiertnych uczt w Walhalli.
|
|
| |  | 4 na 4 | perun (8610 punktów) |
>Lęk przed śmiercią występował u ludzi wszystkich epok i występuje nadal. Zwróć uwagę, że jeden z pierwszych znanych dzieł literackich - Epos o Gligameszu, właśnie jest osnuty na wątku lęku przed śmiercią. A co do Wikingów, to też bali się śmierci, bo inaczej nie osładzali by jej sobie wizją pośmiertnych uczt w Walhalli. To co innego . Dla wikingów śmierć byłą nieodłączną częścią zycia , śmierć od miecza była zaszczytem , jeśli bali się śmierci to tylko , w ich mniemaniu , haniebnej . Zauważ , że chrześcijanie też osładzają sobie śmierć wizją pośmiertnego życia wiecznego w raju , a mimo to widać , że boją sie spotkania z ,, bogiem który jest miłością ,, Starch towarzyszy człowiekowi w całym życiu i jak mawiał mój d-ca kompanii ,, tylko psychol nie czuje strachu ,, Jednak jest zdecydowana różnica miedzy strachem jaki odczuwali wikingowie a jaki odczuwają chrześcijanie . Można zastanawiać się jak jest z tym u muzułmanów
|
|
| | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | >>Lęk przed śmiercią występował u ludzi wszystkich epok i występuje nadal. Zwróć uwagę, że jeden z pierwszych znanych dzieł literackich - Epos o Gligameszu, właśnie jest osnuty na wątku lęku przed śmiercią. A co do Wikingów, to też bali się śmierci, bo inaczej nie osładzali by jej sobie wizją pośmiertnych uczt w Walhalli. >To co innego . Dla wikingów śmierć byłą nieodłączną częścią zycia ,
To tak jak u chrześcijan.
>śmierć od miecza była zaszczytem , jeśli bali się śmierci to tylko , w ich mniemaniu , haniebnej . >Zauważ , że chrześcijanie też osładzają sobie śmierć wizją pośmiertnego życia wiecznego w raju , a mimo to widać , że boją sie spotkania z ,, bogiem który jest miłością ,,
To tylko świadczy o tym, że nawet religia tak skonstruowana jak chrześcijaństwo, nie jest w stanie zniwelować naturalnego lęku przed śmiercią. Choć próbuje ten lęk zwalczyć.
>Starch towarzyszy człowiekowi w całym życiu i jak mawiał mój d-ca kompanii ,, tylko psychol nie czuje strachu ,, >Jednak jest zdecydowana różnica miedzy strachem jaki odczuwali wikingowie a jaki odczuwają chrześcijanie . Można zastanawiać się jak jest z tym u muzułmanów.
Nie możesz udowodnić, że strach wikingów przed śmiercią był odczuciem innym niż takowy lęk u chrześcijan. To są zupełnie subiektywne odczucia, których nie możemy zmierzyć.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | perun (8610 punktów) |
>To tak jak u chrześcijan. Nie zgodze się . Wiking , Spartiata , Samuraj , indiański wojownik - dla nich śmierć w odpowiednich okolicznosciach była celem życia . Dożycie starości nie było w tych społecznościach chwałą . Niewątpliwie wynikało to z ich filozofii zycia , ale śmierci nie traktowali w kategoriach strachu . Trudno mówić o strachu przed śmiercią w społecznosciach w których osobnik wolał sam siebie zabić niż złamać dane komuś słowo itp Jeśli nawet bali się śmierci , to znacznie bardziej bali się życia w hańbie . Tego u chrześcijan raczej nie znajdziesz
>To tylko świadczy o tym, że nawet religia tak skonstruowana jak chrześcijaństwo, nie jest w stanie zniwelować naturalnego lęku przed śmiercią. Choć próbuje ten lęk zwalczyć. Religia stworzona tak jak chrześcijaństwo nie niweluje strachu przed śmiercią ( ten strach właśnie niwelowała filozofia ww. )a wręcz wzmaga strach przed śmiercią .
>Nie możesz udowodnić, że strach wikingów przed śmiercią był odczuciem innym niż takowy lęk u chrześcijan. To są zupełnie subiektywne odczucia, których nie możemy zmierzyć. > Rzeczywiście udowodnić trudno . Ale myśle , że wikingowie odczuwali taki strach jak ja odczuwam przy skoku ze spadochronem . Boje się ale skaczę. Chrześcijanie też się boją, ale tak że nawet nie wejdą do samolotu. Juz sam lot samolotem napawa ich lękiem . Moge tylko wspierać się na żródłach pozostawionych przez innych opisujących ich stosunek do życia i śmierci i porównać to z opisami chrześcijan . Strach chrześcijan przed śmiercią rodzi sie już na poziome dziecka straszonego bogiem miłości którego trzeba się lękać i który ma wzbudzać w nich strach . No dobra , ale jako , że rzeczywiście nie potrafie udowodnić tej różnicy , przyznaje Ci racje . Nie da sie tej różnicy udowodnić .
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Amai (3012 punktów) | Wyprzedziłeś mnie. Trudno, teraz mogę tylko dać plusa.
>Nie zgodze się . Wiking , Spartiata , Samuraj , indiański wojownik - dla nich śmierć w odpowiednich okolicznosciach była celem życia . Dożycie starości nie było w tych społecznościach chwałą . Niewątpliwie wynikało to z ich filozofii zycia , ale śmierci nie traktowali w kategoriach starchu . Trudno mówić o starchu przed śmiercią w społecznosciach w których osobnik wołal sam siebie zabić niż złamać dane komuś słowo itp Jeśli nawet bali się śmierci , to znacznie bardziej bali się życia w hańbie . Tego u chrześcijan raczej nie znajdziesz
Kwestia priorytetów (poza innymi sprawami oczywiście). Dla wojowników honor i wierność swoim zasadom były ważniejsze niż życie - powiedziałabym, że liczyło się nie tyle utrzymanie się przy życiu, co jego jakość, szacunek dla samego siebie. Chrześcijanie to ludzie wychowani na posłusznych niewolników, którzy mają obowiązek uważać się za marnych grzeszników i przepraszać, że żyją, a o swoim życiu nie mają nawet prawa sami decydować. Gdzie tu miejsce na przejmowanie się ludzką godnością?
>>To tylko świadczy o tym, że nawet religia tak skonstruowana jak chrześcijaństwo, nie jest w stanie zniwelować naturalnego lęku przed śmiercią. Choć próbuje ten lęk zwalczyć. >Religia stworzona tak jak chrześcijaństwo nie niweluje strachu przed śmiercią ( ten strach właśnie niwelowała filozofia ww. )a wręcz wzmaga starch przed śmiercią .
Wzmaga strach przed wszystkim, przed czym tylko może. Razem z wiecznym poczuciem winy to idealny sposób, żeby kontrolować ludzi.
>>Nie możesz udowodnić, że strach wikingów przed śmiercią był odczuciem innym niż takowy lęk u chrześcijan. To są zupełnie subiektywne odczucia, których nie możemy zmierzyć. >Rzeczywiście udowodnić trudno .
Może i trudno, ale jeśli się trochę poczyta o innych kulturach (niekoniecznie naukowe opracowania, ale na przykład powieści pisane przez ludzi, którzy znają temat) i zrozumie inną mentalność, można wyciągnąć pewne całkiem sensowne wnioski. Z Twoimi się zgadzam, a parę razy miałam okazję się przekonać, że dobrze trafiam. Poza tym to oczywiste, że na odczuwanie lęku przed śmiercią (czy jakiegokolwiek innego) ma wpływ kultura, wychowanie. Inaczej będzie traktował śmierć człowiek, który przez całe życie widział, że inni się jej boją, a inaczej ktoś, kogo nauczono (albo kto sam się nauczył) traktować ją jak naturalną część życia.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | perun (8610 punktów) | > Wyprzedziłeś mnie. Trudno, teraz mogę tylko dać plusa.Przykro mi , że byłem zbyt szybki , cóż czasami facetom się to przytrafia  Bradzo mi miło za plusa. Nie będe ukrywał , że plusy od Pani cenie szczególnie > Kwestia priorytetów (poza innymi sprawami oczywiście). Dla wojowników honor i wierność swoim zasadom były ważniejsze niż życie - powiedziałabym, że liczyło się nie tyle utrzymanie się przy życiu, co jego jakość, szacunek dla samego siebie. Chrześcijanie to ludzie wychowani na posłusznych niewolników, którzy mają obowiązek uważać się za marnych grzeszników i przepraszać, że żyją, a o swoim życiu nie mają nawet prawa sami decydować. Gdzie tu miejsce na przejmowanie się ludzką godnością?Jak zwykle trafne uwagi . Dla chrześcijan ( jak wielokrotnie tutaj zaznaczają , ale nie tylko dla nich ) życie samo w sobie jest najwyższą wartością . Dla mnie to obca filozofia. > Wzmaga strach przed wszystkim, przed czym tylko może. Razem z wiecznym poczuciem winy to idealny sposób, żeby kontrolować ludzi.Dobry niewolnik to wystarszony niewolnik. > Może i trudno, ale jeśli się trochę poczyta o innych kulturach (niekoniecznie naukowe opracowania, ale na przykład powieści pisane przez ludzi, którzy znają temat) i zrozumie inną mentalność, można wyciągnąć pewne całkiem sensowne wnioski. Z Twoimi się zgadzam, a parę razy miałam okazję się przekonać, że dobrze trafiam. Poza tym to oczywiste, że na odczuwanie lęku przed śmiercią (czy jakiegokolwiek innego) ma wpływ kultura, wychowanie. Inaczej będzie traktował śmierć człowiek, który przez całe życie widział, że inni się jej boją, a inaczej ktoś, kogo nauczono (albo kto sam się nauczył) traktować ją jak naturalną część życia.Chyba dokładnie o to mi chodziło  ,, Śmierć uśmiecha się do wszystkich , trzeba umieć uśmiechnąć się do niej ,, ,, Gdy ja jestem nie ma śmierci , gdy jest śmierć nie ma mnie ,, ,, Nasze czyny za życia , brzmią echem w wieczności ,, ,, Jemy aby żyć , nie żyjemy aby jeść ,, ,, Bać się śmierci jest tym samym , co mieć się za mądrego nim nie będąc,, Do mnie przemawiają te i im podobne cytaty . Śmierć nie w każdym musi budzić strach . Można ją zaakceptować tym bardziej , że nie można jej uniknąć ,, Obyś żył wiecznie Efialtesie ,, - jak widać nie dla wszystkich wieczne życie było wymarzoną nagrodą
|
|
| | | | | | |  | | Amai (3012 punktów) | > Nie będe ukrywał , że plusy od Pani cenie szczególnie A to bardzo mi miło. Tylko zlituj się i daj sobie spokój z tą "Panią"
|
|
| | | | | | | |  | | perun (8610 punktów) |
>A to bardzo mi miło. Tylko zlituj się i daj sobie spokój z tą "Panią" Bez litości zrobie to z przyjemnością Amai
|
|
| | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >>To tak jak u chrześcijan. >Nie zgodze się . Wiking , Spartiata , Samuraj , indiański wojownik - dla nich śmierć w odpowiednich okolicznosciach była celem życia . Dożycie starości nie było w tych społecznościach chwałą . Niewątpliwie wynikało to z ich filozofii zycia , ale śmierci nie traktowali w kategoriach strachu . Trudno mówić o strachu przed śmiercią w społecznosciach w których osobnik wolał sam siebie zabić niż złamać dane komuś słowo itp Jeśli nawet bali się śmierci , to znacznie bardziej bali się życia w hańbie . Tego u chrześcijan raczej nie znajdziesz
Mylisz wpływ etosu kastowego/klasowego z wpływem światopoglądu religijnego. Chrześcijański rycerz nie różnił się w swoim podejściu do śmierci, od samuraja, czy wojownika Wikingów. Tak samo jak chłop chrześcijański nie różnił się w tym względzie od chłopa japońskiego. Religia nie ma tu nic do rzeczy.
>>To tylko świadczy o tym, że nawet religia tak skonstruowana jak chrześcijaństwo, nie jest w stanie zniwelować naturalnego lęku przed śmiercią. Choć próbuje ten lęk zwalczyć. >Religia stworzona tak jak chrześcijaństwo nie niweluje strachu przed śmiercią ( ten strach właśnie niwelowała filozofia ww. )a wręcz wzmaga strach przed śmiercią .
To nonsens. Gdyby chrześcijaństwo było trudne psychologicznie do przyjęcia przez ludzi, nie zdobyłoby takiego zasięgu.
>>Nie możesz udowodnić, że strach wikingów przed śmiercią był odczuciem innym niż takowy lęk u chrześcijan. To są zupełnie subiektywne odczucia, których nie możemy zmierzyć. >> >Rzeczywiście udowodnić trudno . Ale myśle , że wikingowie odczuwali taki strach jak ja odczuwam przy skoku ze spadochronem . Boje się ale skaczę. Chrześcijanie też się boją, ale tak że nawet nie wejdą do samolotu. Juz sam lot samolotem napawa ich lękiem .
Bardzo się dziwię, że chcesz dyskutować na poziomie tak groteskowym. Czyżbyś uważał, że np. Maksymilian Kolbe, Witold Pilecki czy też tysiące Powstańców Warszawskich było tchórzami, którzy bali się śmierci?
>Moge tylko wspierać się na żródłach pozostawionych przez innych opisujących ich stosunek do życia i śmierci i porównać to z opisami chrześcijan . >Strach chrześcijan przed śmiercią rodzi sie już na poziome dziecka straszonego bogiem miłości którego trzeba się lękać i który ma wzbudzać w nich strach . >No dobra , ale jako , że rzeczywiście nie potrafie udowodnić tej różnicy , przyznaje Ci racje . Nie da sie tej różnicy udowodnić .
Bo jej nie ma. Założyłeś sobie pewną tezę, którą starasz się udowodnić za wszelką cenę. Ale pomyśl tylko kiedy był większy strach przed śmiercią, dawniej czy kiedyś? Dlaczego żołnierze holenderscy nie kiwnęli palcem aby uchronić cywili przed ich oprawcami? Dlaczego stchórzyli?
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | perun (8610 punktów) |
>Mylisz wpływ etosu kastowego/klasowego z wpływem światopoglądu religijnego. >Chrześcijański rycerz nie różnił się w swoim podejściu do śmierci, od samuraja, czy wojownika Wikingów. Tak samo jak chłop chrześcijański nie różnił się w tym względzie od chłopa japońskiego. Religia nie ma tu nic do rzeczy.
W tych społecznościach takie podejście do śmierci było nie tylko u wojowników , ale raczej w całej społecznosci , kobiet nie wyłączając i myśle ,że nie chodzi tu o kastowo/klasowe podziały a raczej o wpływ filozofii ( a więc i religii ) na kształtowanie człowieka. Chrześcijańki rycerz nie różnił sie od samuraja , a to dlatego , że rycerz z chrześcijaństwem miał tyle wspólnego co Korea Pół . z demokracją . Rycerskie zasady kształtowali greccy hoplici , rzymscy legioniści , wikingowie , słowiańscy wojowie itd , ale nie chrześcijaństwo . Po prostu wojownicy po przyjęciu chrześcijaństwa kultywowali zasady jakie przez wieki kształtowali ich pogańcy przodkowie . Niby co i skąd mogło wnieść do rycerskich zasad chrześcijaństwo wywodzące sie z rybackiego kółka obdartusów z Palestyny?
>To nonsens. Gdyby chrześcijaństwo było trudne psychologicznie do przyjęcia przez ludzi, nie zdobyłoby takiego zasięgu.
Było łatwe do przyjęcia przez niewolników , biedaków , ludzi którzy na ziemi nie potrafili niczego dokonać i liczyli , że w niebie dostaną to czego pragną . Po prostu szerzył o się wśród biedaków i wykluczonych ze społeczeństwa mamionych niebiańskim socjalem . Wśród wolnych ludzi było szerzone siłą miecza Rzymskiego Imperium .Gdyby nie Konstantyn i jego następcy raczej nie zdobyłoby takiego zasięgu .
>Bardzo się dziwię, że chcesz dyskutować na poziomie tak groteskowym. Czyżbyś uważał, że np. Maksymilian Kolbe, Witold Pilecki czy też tysiące Powstańców Warszawskich było tchórzami, którzy bali się śmierci?
Kolbe to wychowanek chrześcijaństwa dla którego cierpienie otwierało droge do raju .Potomek długiego ciągu chrześcijańskich męczenników nienawidzących życia , o mentalności masochisto-sadystycznej . Naśladowca Jezusa . Rotmistrz Pilecki i żołnierze to potomkowie rycerzy wychowywani na zasadach wypracowanych przez wojowników . Tak samo jak kapitan Raginis . Nie widze tu wpływu chrześcijaństwa , ale widze wpływ odwiecznych zasad wojowników . To , że byli chrześcijanami niczego nie zmiania . Chrześcijaństwo przejeło zasady rycerskie dodajac do tych zasad przymiotnik ,, chrześcijańkie,, . Ale jak pisałem trudno aby rycerz opierał się na zasadach chrześcijańskich .Niby jakie zasady dla wojowników można znależć w u cieśli , rybaka , człowieka uważającego się za poroka uczącego nadstawiania policzka do bicia i że nic nie zależy od człowieka, uczącego uległosći , poniżania siebie itd .itp.
>Bo jej nie ma. >Założyłeś sobie pewną tezę, którą starasz się udowodnić za wszelką cenę. Ale pomyśl tylko kiedy był większy strach przed śmiercią, dawniej czy kiedyś? Dlaczego żołnierze holenderscy nie kiwnęli palcem aby uchronić cywili przed ich oprawcami? Dlaczego stchórzyli? Nie staram się nic udowadniać za wszelką cene . Po prostu opisuje to co widze i to o czym czytałem i staram się wyciągac wnioski. A , że moje są inne niż Twoje ... Dlaczego stchórzyli Holendrzy w Bośni? Może dlatego , że nie wychowuje sie holenderskich żołnierzy dzisiaj wg zasad wojowników . Dziś moda jest na wychowywaniu ludzi w poszanowaniu swojego życia dla samego życia . ( Jem by żyć , żyje by jeść - parafrazując Sokratesa ) Walka , życie dla realizowania swoich idei dziś jest wyśmiewana i uważana za nieracjonalną . A może po prostu to byli prawdziwi chrześcijanie , którzy wzorowali się na swoich przodkach , którzy zamiast bronić Rzymu przed barbarzyńcami modlili sie do swojego boga o przyjście królestwa niebieskiego bo życie ziemskie ich nieinteresowało?
|
|
| | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > >Mylisz wpływ etosu kastowego/klasowego z wpływem światopoglądu religijnego.> >Chrześcijański rycerz nie różnił się w swoim podejściu do śmierci, od samuraja, czy wojownika Wikingów. Tak samo jak chłop chrześcijański nie różnił się w tym względzie od chłopa japońskiego. Religia nie ma tu nic do rzeczy.> W tych społecznościach takie podejście do śmierci było nie tylko u wojowników , ale raczej w całej społecznosci , kobiet nie wyłączając i myśle ,że nie chodzi tu o kastowo/klasowe podziały a raczej o wpływ filozofii ( a więc i religii ) na kształtowanie człowieka.Chyba nie znasz zbyt dobrze kultury Japonii. Obejrzyj sobie "Siedmiu samurajów" Kurosawy. Wątek różnicy w postrzeganiu świata przez samurajów i chłopów, różnica w ich etosie, jest bardzo istotnym elementem tego filmu. > Chrześcijańki rycerz nie różnił sie od samuraja , a to dlatego , że rycerz z chrześcijaństwem miał tyle wspólnego co Korea Pół . z demokracją . Rycerskie zasady kształtowali greccy hoplici , rzymscy legioniści , wikingowie , słowiańscy wojowie itd , ale nie chrześcijaństwo . Po prostu wojownicy po przyjęciu chrześcijaństwa kultywowali zasady jakie przez wieki kształtowali ich pogańcy przodkowie . Niby co i skąd mogło wnieść do rycerskich zasad chrześcijaństwo wywodzące sie z rybackiego kółka obdartusów z Palestyny?Twoje argumenty są takie: jeśli chrześcijańscy rycerze byli odważni to nie wynikało to z religii, jeśli samuraje byli odważni to dlatego, że nie byli chrześcijanami. To nie trzyma się kupy. Poza tym to ciekawe, że to właśnie tchórzliwi chrześcijanie podporządkowali sobie praktycznie cały świat. Z czego profity świat zachodni czerpie do dziś. > >To nonsens. Gdyby chrześcijaństwo było trudne psychologicznie do przyjęcia przez ludzi, nie zdobyłoby takiego zasięgu.> Było łatwe do przyjęcia przez niewolników , biedaków , ludzi którzy na ziemi nie potrafili niczego dokonać i liczyli , że w niebie dostaną to czego pragną . Po prostu szerzył o się wśród biedaków i wykluczonych ze społeczeństwa mamionych niebiańskim socjalem . Wśród wolnych ludzi było szerzone siłą miecza Rzymskiego Imperium .Gdyby nie Konstantyn i jego następcy raczej nie zdobyłoby takiego zasięgu.Oczywiście, bo chrześcijańscy władcy nie byli mięczakami, w przeciwieństwie do zapijaczonych słowiańskich władców plemiennych.  Nie zapomniaj, że we wczesnym średniowieczu Słowianin był synonimem niewolnika. Czego ślady mamy współcześnie w niektórych językach. > >Bardzo się dziwię, że chcesz dyskutować na poziomie tak groteskowym. Czyżbyś uważał, że np. Maksymilian Kolbe, Witold Pilecki czy też tysiące Powstańców Warszawskich było tchórzami, którzy bali się śmierci?> Kolbe to wychowanek chrześcijaństwa dla którego cierpienie otwierało droge do raju .Potomek długiego ciągu chrześcijańskich męczenników nienawidzących życia , o mentalności masochisto-sadystycznej . Naśladowca Jezusa .Bingo. Sam sobie zaprzeczyłeś. Skoro chrześcijaństwo w czystej formie oznacza pogardę dla życia, to logicznym jest, że w taki światopogląd nie może opierać sie na lęku przed śmiercią. > Rotmistrz Pilecki i żołnierze to potomkowie rycerzy wychowywani na zasadach wypracowanych przez wojowników .> Tak samo jak kapitan Raginis . Nie widze tu wpływu chrześcijaństwa , ale widze wpływ odwiecznych zasad wojowników . To , że byli chrześcijanami niczego nie zmiania . Chrześcijaństwo przejeło zasady rycerskie dodajac do tych zasad przymiotnik ,, chrześcijańkie,, . Ale jak pisałem trudno aby rycerz opierał się na zasadach chrześcijańskich .Niby jakie zasady dla wojowników można znależć w u cieśli , rybaka , człowieka uważającego się za poroka uczącego nadstawiania policzka do bicia i że nic nie zależy od człowieka, uczącego uległosći , poniżania siebie itd .itp.Skoro chrześcijanie wytępili pogan w całej Europie to znaczy, że ci poganie aż tak nie bali się śmierci, że nie chciało im się walczyć.  > >Bo jej nie ma.> >Założyłeś sobie pewną tezę, którą starasz się udowodnić za wszelką cenę. Ale pomyśl tylko kiedy był większy strach przed śmiercią, dawniej czy kiedyś? Dlaczego żołnierze holenderscy nie kiwnęli palcem aby uchronić cywili przed ich oprawcami? Dlaczego stchórzyli?> Nie staram się nic udowadniać za wszelką cene . Po prostu opisuje to co widze i to o czym czytałem i staram się wyciągac wnioski. A , że moje są inne niż Twoje ...> Dlaczego stchórzyli Holendrzy w Bośni? Może dlatego , że nie wychowuje sie holenderskich żołnierzy dzisiaj wg zasad wojowników . Dziś moda jest na wychowywaniu ludzi w poszanowaniu swojego życia dla samego życia . ( Jem by żyć , żyje by jeść - parafrazując Sokratesa )To chyba dobrze, że dzisiaj wychowuje się ludzi w szacunku do własnego życia? Ale z drugiej strony zapewne gdyby wskrzesić ich przodków z kalwińskiej armii Wilhelma Orańskiego, pewnie potrafili by walczyć. > Walka , życie dla realizowania swoich idei dziś jest wyśmiewana i uważana za nieracjonalną . A może po prostu to byli prawdziwi chrześcijanie , którzy wzorowali się na swoich przodkach , którzy zamiast bronić Rzymu przed barbarzyńcami modlili sie do swojego boga o przyjście królestwa niebieskiego bo życie ziemskie ich nieinteresowało?Po raz kolejny zaprzeczasz swojej własnej tezie, że chrześcijanie odczuwają wiekszy lęk przed śmiercią niż inni.  A co do bronienia chrześcijańskiego Rzymu, to jednak z poganami było kiepsko, skoro nigdy żadnej armi pogańskiej nie udało się go zdobyć...
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | perun (8610 punktów) |
> Chyba nie znasz zbyt dobrze kultury Japonii. Obejrzyj sobie "Siedmiu samurajów" Kurosawy. Wątek różnicy w postrzeganiu świata przez samurajów i chłopów, różnica w ich etosie, jest bardzo istotnym elementem tego filmu.Różnica w etosie między samurajem a japońskim chłopem jest mniej więcej taka jak między Spartiatą a helotą . niewolnik nie jest od myślenia. > Twoje argumenty są takie: jeśli chrześcijańscy rycerze byli odważni to nie wynikało to z religii, jeśli samuraje byli odważni to dlatego, że nie byli chrześcijanami. To nie trzyma się kupy.Moje argumenty są takie , że chrześcijański rycerz swój etos , honor , odwage, wywodził od wojowników a nie chrześcijańskich niewolników , rybaków i szalonych Żydów uważających się za boskich synów zrodzonych z dziewicy a wg Celsusa z żołnierza Panthery który bzyknął niezbyt cnotliwą Żydówke. ( no chyba , że ją zgwałcił ) > Poza tym to ciekawe, że to właśnie tchórzliwi chrześcijanie podporządkowali sobie praktycznie cały świat. Z czego profity świat zachodni czerpie do dziś.Na pewno chrześcijanie podbijając świat nie kierowali się zasadami , podobno założyciela chrześcijaństwa , Jezusa. Raczej wzorowali się na Rzymie i Aleksandrze Wielkim , który też podbił znany wtedy cały świat . Zauważ , że chrześcijańska filozofia prawie od samego początku ( w każdym razie od czasów Konstantyna ) musiała wspierać sie Platonem , Arystotelesem , ogólnie grecko-rzymską filozfią . Bo niby czym innym? Przecież nie mogła korzystać z chrześcijańkich idiotyzmów nakazujących nic nierobienie tylko czekanie na przyjście Jezusa . Po tym jak Konstantyn uczynił chrześcijaństwo religią państwową , przejeło dziedzictwo Rzymu . Nigdy nie słyszałem , żeby w wojskowych uczelniach wykładano taktyke walki wg Jezusa , za to do dzisiaj uczy sie tam o manewrze Hannibala pod Kannami. Tak samo jak nie uczą wojowników umierać jak Jezus , ale za wzór podają Leonidasa , którego naśladował kpt. Raginis pod Wizną i kpt.B.Zajączkowski w bitwie pod Zadwórzem 17.08.1920r. > Oczywiście, bo chrześcijańscy władcy nie byli mięczakami, w przeciwieństwie do zapijaczonych słowiańskich władców plemiennych. Nie zapomniaj, że we wczesnym średniowieczu Słowianin był synonimem niewolnika. Czego ślady mamy współcześnie w niektórych językach.Większośc wczesnośredniowiecznych władców chrześcijańskich było mięczakami leżących plackiem przed ,,ojcem świetym ,, Słowianin synoniemem niewolnika?  Mówisz o tym , że opanowali handel niewolnikami? czy od łacińskiego słowa oznaczającego niewolnika?. Dziwna teoria .Mnie bliższa jest ta wywodząca nazwe Słowian od słów - slovo , sloboda . Poza tym lud który panuje nad większością Europy , który walczy lub ginie ( Niklot np.) kochający wolność , walczący do śmierci i zwyciężajacy nie tylko chrześcijańskie krucjaty , ale stawiający skuteczny opór CRNN uważać za niewolników ... hmm  Zapijaczonych ? Niklot to zapijaczony władca plemienny ( pewnie za picie 100 lat temu jego potomkowie w Niemczech wystawili mu pomnik) Mieszko pewnie dlatego przyją chrześcijaństwo bo za dużo chlał . Pewnie wojowie którzy spalili Kopenhage tez musieli być na haju  Taaa powinni wzorowac się na papieżach , ot ci chrześcijanie to wzór cnót Widzisz powiedzenie Napoleona ,,....pijany jak Polak..,, nie miało pejoratywnego znaczenia . Tylko Słowianie potrafią jednego dnia upić sie, a na drugi dzień będąc całkowicie sprawni walczyć . Poza tym z twojej śmiesznej teorii wynika że Polak jako naród chrześcijański słynie z trzeżwośći > Bingo. Sam sobie zaprzeczyłeś. Skoro chrześcijaństwo w czystej formie oznacza pogardę dla życia, to logicznym jest, że w taki światopogląd nie może opierać sie na lęku przed śmiercią.Żadne bingo . Co jest wzniosłego w tym , że któś poświęca życie którego nienawidzi ? Łatwo rezygnowac z czegoś czego sie nie lubi . Kochać życie , czuć z niego radość , a mimo to oddać je w imie własnych wyznawanych wartości - taka postawa zasługuje na szacunek . > Skoro chrześcijanie wytępili pogan w całej Europie to znaczy, że ci poganie aż tak nie bali się śmierci, że nie chciało im się walczyć.  Nie wytępili . Nikektórzy przeżyli . W każdym razie przeżyły i mają się dobrze pogańskie idee . To chrześcijaństwo umiera . Chrześcijanie wytępili pogan siła Rzymskiego Imperium . Juz o tym pisałem . Poza tym gdyby poganie się bali poddali by sie bez walki , a nie zgineli w walce. Chrześcijanie to zwyciestwo zawdzięczają Rzymowi i jego organizacji , a nie sobie , nie wiem z czego się tu cieszysz. > To chyba dobrze, że dzisiaj wychowuje się ludzi w szacunku do własnego życia? Ale z drugiej strony zapewne gdyby wskrzesić ich przodków z kalwińskiej armii Wilhelma Orańskiego, pewnie potrafili by walczyć.Zapytaj te tysiące zamordowanych Bośniaków czy to dla nich dobrze , że żołnierzy wychowuje się dzisiaj w szacunku do własnego życia , kosztem życia tych których mieli bronić . > Po raz kolejny zaprzeczasz swojej własnej tezie, że chrześcijanie odczuwają wiekszy lęk przed śmiercią niż inni.  Niby gdzie? > A co do bronienia chrześcijańskiego Rzymu, to jednak z poganami było kiepsko, skoro nigdy żadnej armi pogańskiej nie udało się go zdobyć...> Rzeczywiście , nigdy żadnej pogańskiej armii nie udało zdobyć się Rzymu , póki bronili go rzymscy pogańcy legioniści . Kiepsko to było gdy Rzymu bronili chrześcijanie przed chrześcijanami . 80 tys chrześcijańskich Wandalów śmiagało po całym Cesarstwie Rzymskim jak chcieli i gdzie chcieli ( nie wyłączając Rzymu ).Więc nie wiem z czego się cieszysz i niby w którym miejscu wykazałeś przewage chrześcijańskich żołnierzy Jezusa nad żołnierzami Marsa?
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Chlodwig (10939 punktów) | >Większośc wczesnośredniowiecznych władców chrześcijańskich było mięczakami leżących plackiem przed ,,ojcem świetym ,, W znacznej mierze się z tobą zgadzam, ale tu trochę pojechałeś.
>stawiający skuteczny opór CRNN Tylko dlatego, że Cesarstwo nie było wstanie wykorzystać swego potencjału.
|
|
| | | | | | | | | |  | | perun (8610 punktów) | >>Większośc wczesnośredniowiecznych władców chrześcijańskich było mięczakami leżących plackiem przed ,,ojcem świetym ,, >W znacznej mierze się z tobą zgadzam, ale tu trochę pojechałeś. Ale tylko trochę >>stawiający skuteczny opór CRNN >Tylko dlatego, że Cesarstwo nie było wstanie wykorzystać swego potencjału. > Tak jak Słowianie nie byli wstanie wykorzystać własnego . Np; sprzymierzając państwo Mieszka z Wieletami i Obodorzycami . ( wiem wiem , przez ten handel niewolnikami niie mieliśmy dobrych stostunkó z Połabianami) Podbicie przez chrześcijan takiej organizacji byłoby już o wiele trudniejsze . Dopiero 200 lat po przyjęciu przez Polske chrztu ostatecznie zlikwidowano słowiańskie organizacje państwowe na zachód od Odry .
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > Tak jak Słowianie nie byli wstanie wykorzystać własnego . Np; sprzymierzając państwo Mieszka z Wieletami i Obodorzycami . ( wiem wiem , przez ten handel niewolnikami niie mieliśmy dobrych stostunkó z Połabianami) Podbicie przez chrześcijan takiej organizacji byłoby już o wiele trudniejsze . Dopiero 200 lat po przyjęciu przez Polske chrztu ostatecznie zlikwidowano słowiańskie organizacje państwowe na zachód od Odry .Nie należy zapominać, że o ile Słowianie Połabscy byli zdecydowanymi wrogami państwa polskiego, to Cesarstwo Niemieckie nie. Gdyby nie pomoc Niemców, Kazimierzowi Odnowicielowi nie udałoby się stłumić rewolty pogańskiej i przywrócić władzy Piastów w kraju. A jeśli chodzi o opór Wieletów i Obodrzytów, to Niemcy nigdy nie mieli priorytetu na podbój tych ziem i z Połabianami walczyły tylko wysunięte Marchie (to było mniej więcej tak jak z podbojem ziem Indian w Ameryce Północnej), natomiast Cesarstwo koncentrowało się na prestiżowym kierunku południowym. Zresztą zapewne wiesz, że SŁowianie Połabscy chętniej walczyli po stronie niemieckiej, niż polskiej. Dla państw słowiańskich w owym okresie, jedynym sposobem na przetrwanie było podporządkowanie się Cesarstwu lub (i) Papiestwu. Czesi zrobili to pierwsze, Polacy robili raz tak, raz tak. Wieleci i Obodrzyce tego nie pojęli, więc dlatego zamiast Roztoki jest Rostock.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | perun (8610 punktów) |
> Nie należy zapominać, że o ile Słowianie Połabscy byli zdecydowanymi wrogami państwa polskiego, to Cesarstwo Niemieckie nie. Gdyby nie pomoc Niemców, Kazimierzowi Odnowicielowi nie udałoby się stłumić rewolty pogańskiej i przywrócić władzy Piastów w krajuNie tylko Niemcy musieli pomagać w tłumieniu powstania Miecława. > A jeśli chodzi o opór Wieletów i Obodrzytów, to Niemcy nigdy nie mieli priorytetu na podbój tych ziem i z Połabianami walczyły tylko wysunięte Marchie (to było mniej więcej tak jak z podbojem ziem Indian w Ameryce Północnej), natomiast Cesarstwo koncentrowało się na prestiżowym kierunku południowym. Zresztą zapewne wiesz, że SŁowianie Połabscy chętniej walczyli po stronie niemieckiej, niż polskiej.Wiem . Jak pisałem Połabianie nie wybaczyli nam najazdów i brania niewolników. Było ich tylu , że Piastowie zakładali z chwytanych niewolników całe wsie w głebi kraju . > Dla państw słowiańskich w owym okresie, jedynym sposobem na przetrwanie było podporządkowanie się Cesarstwu lub (i) Papiestwu. Czesi zrobili to pierwsze, Polacy robili raz tak, raz tak. Wieleci i Obodrzyce tego nie pojęli, więc dlatego zamiast Roztoki jest Rostock.  Przyjęćie chrześcijaństwa nie ocaliłoby Połabian przed germanizacją i podbojem , tak samo jak nas nie ocaliło chrześcijaństwo tylko siła oręża . A o sile wczesnopiastowskiego państwa świadczy wygrana z Niemacami wojna w 972r , a póżniej 3 zwycieskie wojny Chrobrego z Niemcami i podbicie Łużyc , Słowacji , Czech , Moraw, wyprawa do Kijowa .No chyba , że uważąsz , ze to chrześćijańscy mnisi stworzyli siłe tego państwa a nie ,, zapijaczeni słowiańscy wła  dcy plemienni ,,
|
|
| | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > >Chyba nie znasz zbyt dobrze kultury Japonii. Obejrzyj sobie "Siedmiu samurajów" Kurosawy. Wątek różnicy w postrzeganiu świata przez samurajów i chłopów, różnica w ich etosie, jest bardzo istotnym elementem tego filmu.> Różnica w etosie między samurajem a japońskim chłopem jest mniej więcej taka jak między Spartiatą a helotą . niewolnik nie jest od myślenia.Czyli znowu przyznajesz, że Twoje twierdzenie o jednakowym podejściu do śmierci w całym społeczeństwie japońskim, było nieprzemyślane.  > >Twoje argumenty są takie: jeśli chrześcijańscy rycerze byli odważni to nie wynikało to z religii, jeśli samuraje byli odważni to dlatego, że nie byli chrześcijanami. To nie trzyma się kupy.> Moje argumenty są takie , że chrześcijański rycerz swój etos , honor , odwage, wywodził od wojowników a nie chrześcijańskich niewolników , rybaków i szalonych Żydów uważających się za boskich synów zrodzonych z dziewicy a wg Celsusa z żołnierza Panthery który bzyknął niezbyt cnotliwą Żydówke. ( no chyba , że ją zgwałcił )Chrześcijaństwo było po prostu atrakcyjne i dla rycerza i dla niewolnika. Dlatego stało się tak popularne. > >Poza tym to ciekawe, że to właśnie tchórzliwi chrześcijanie podporządkowali sobie praktycznie cały świat. Z czego profity świat zachodni czerpie do dziś.> Na pewno chrześcijanie podbijając świat nie kierowali się zasadami , podobno założyciela chrześcijaństwa , Jezusa. Raczej wzorowali się na Rzymie i Aleksandrze Wielkim , który też podbił znany wtedy cały świat .> Zauważ , że chrześcijańska filozofia prawie od samego początku ( w każdym razie od czasów Konstantyna ) musiała wspierać sie Platonem , Arystotelesem , ogólnie grecko-rzymską filozfią . Bo niby czym innym? Przecież nie mogła korzystać z chrześcijańkich idiotyzmów nakazujących nic nierobienie tylko czekanie na przyjście Jezusa .> Po tym jak Konstantyn uczynił chrześcijaństwo religią państwową , przejeło dziedzictwo Rzymu .Nic nowego nie odkryłeś - chrześcijaństwo jest syntezą wierzeń judaistycznych i antyku. > Nigdy nie słyszałem , żeby w wojskowych uczelniach wykładano taktyke walki wg Jezusa , za to do dzisiaj uczy sie tam o manewrze Hannibala pod Kannami. Tak samo jak nie uczą wojowników umierać jak Jezus , ale za wzór podają Leonidasa , którego naśladował kpt. Raginis pod Wizną i kpt.B.Zajączkowski w bitwie pod Zadwórzem 17.08.1920r.Jezus nie był wojownikiem. Ale w chrześcijaństwie jest również wiele wzorców niezłych zabijaków - Dawid, Jozue, Samson. > >Oczywiście, bo chrześcijańscy władcy nie byli mięczakami, w przeciwieństwie do zapijaczonych słowiańskich władców plemiennych. Nie zapomniaj, że we wczesnym średniowieczu Słowianin był synonimem niewolnika. Czego ślady mamy współcześnie w niektórych językach.> Większośc wczesnośredniowiecznych władców chrześcijańskich było mięczakami leżących plackiem przed ,,ojcem świetym ,,> Słowianin synoniemem niewolnika? Mówisz o tym , że opanowali handel niewolnikami? czy od łacińskiego słowa oznaczającego niewolnika?. Dziwna teoria .Mnie bliższa jest ta wywodząca nazwe Słowian od słów - slovo , sloboda .> Poza tym lud który panuje nad większością Europy , który walczy lub ginie ( Niklot np.) kochający wolność , walczący do śmierci i zwyciężajacy nie tylko chrześcijańskie krucjaty , ale stawiający skuteczny opór CRNN uważać za niewolników ... hmm  Po prostu w okresie Karolingów, tereny słowiańskie były mniej wiecej tym, czym w epoce nowożytnej była Afryka - miejscem pozyskiwania niewolników. Nie twierdzę, że Słowianie nie byli dzielni. Po prostu byli mniej dzielni od najeźdźców. Za Wiki: "Wtórnie nazwa ta [Sclavus - Słowianin] (ze względu na dużą liczbę słowiańskich brańców w Rzymie) została utożsamiona ze słowem "niewolnik"[11].Łaciński wyraz podstawowy sclavus znaczy 'niewolnik, jeniec wojenny', derywat sclavēnus oznacza 'pochodzący z rodu niewolników'. " Stąd np. w angielskim słowo "slave" -niewolnik, "Slav" - Słowianin. > Zapijaczonych ? Niklot to zapijaczony władca plemienny ( pewnie za picie 100 lat temu jego potomkowie w Niemczech wystawili mu pomnik) Mieszko pewnie dlatego przyją chrześcijaństwo bo za dużo chlał . Pewnie wojowie którzy spalili Kopenhage tez musieli być na haju  > Taaa powinni wzorowac się na papieżach , ot ci chrześcijanie to wzór cnót> Widzisz powiedzenie Napoleona ,,....pijany jak Polak..,, nie miało pejoratywnego znaczenia . Tylko Słowianie potrafią jednego dnia upić sie, a na drugi dzień będąc całkowicie sprawni walczyć .> Poza tym z twojej śmiesznej teorii wynika że Polak jako naród chrześcijański słynie z trzeżwośći  Nie porównywałem Konstantyna Wielkiego ze współczesnymi Polskami. > >Bingo. Sam sobie zaprzeczyłeś. Skoro chrześcijaństwo w czystej formie oznacza pogardę dla życia, to logicznym jest, że w taki światopogląd nie może opierać sie na lęku przed śmiercią.> Żadne bingo . Co jest wzniosłego w tym , że któś poświęca życie którego nienawidzi ?> Łatwo rezygnowac z czegoś czego sie nie lubi .> Kochać życie , czuć z niego radość , a mimo to oddać je w imie własnych wyznawanych wartości - taka postawa zasługuje na szacunek .Czyli przyznajesz, że chrześcijaństwo nie wywołuje większego strachu przed śmiercią niż inne religie. > >Skoro chrześcijanie wytępili pogan w całej Europie to znaczy, że ci poganie aż tak nie bali się śmierci, że nie chciało im się walczyć.  > Nie wytępili . Nikektórzy przeżyli . W każdym razie przeżyły i mają się dobrze pogańskie idee . To chrześcijaństwo umiera .Neopoganie? To folklor. > Chrześcijanie wytępili pogan siła Rzymskiego Imperium . Juz o tym pisałem . Poza tym gdyby poganie się bali poddali by sie bez walki , a nie zgineli w walce.Większość poddała się bez walki. Bo to właśnie elita ludów pogańskich, w pierwszej kolejności przyjmowała chrześcijaństwo. Tak było np. z dumnymi wojownikami Gotów czy Wandalów, którzy bez przymusu przyjęli nową religię.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | perun (8610 punktów) |
> Czyli znowu przyznajesz, że Twoje twierdzenie o jednakowym podejściu do śmierci w całym społeczeństwie japońskim, było nieprzemyślane.  Nie łapiesz . Aby przybliżyć Ci bardziej o co mi chodzi poczytaj o walkach na Okinawie w 45, nawet kobiety i dzieci wolały się zabić niż poddać i tym samym doznac hańby . To byli zwykli chłopi z Okinawy a nie samurajowie . Filozofia kształtuje podejście człowieka do życia i śmierci . > Chrześcijaństwo było po prostu atrakcyjne i dla rycerza i dla niewolnika. Dlatego stało się tak popularne.Dla Ciebie też jest atrakcyjne? > Nic nowego nie odkryłeś - chrześcijaństwo jest syntezą wierzeń judaistycznych i antyku. Tak bo chrześcijaństwo stworzył tak naprawde Konstantyn . > Jezus nie był wojownikiem. Ale w chrześcijaństwie jest również wiele wzorców niezłych zabijaków - Dawid, Jozue, Samson.Hmm załamaleś mnie . To ze sławnych pogańskich zabijaków wymienie Wyrwidęba , Wyrwigóre , i Smerfa Marude . Są tak samo historycznymi wojownikami jak Dawid , Samson i Jozue  A tak na marginesie wojownika chrześcijańskiego . Dzisiaj są chrześcijańsy sportowcy którzy uczestniczą w olimpiadach , ale nie znaczy to , że chrześćijaństwo ma coś wspólnego ze sportem i z olimpiadą . Ta sama relacja zachodzi miedzy wojownikiem i chrześcijaninem . > Po prostu w okresie Karolingów, tereny słowiańskie były mniej wiecej tym, czym w epoce nowożytnej była Afryka - miejscem pozyskiwania niewolników. Nie twierdzę, że Słowianie nie byli dzielni. Po prostu byli mniej dzielni od najeźdźców.Jakich najeżdzców? Przecież to Słowianie prowadzili i opanowali handel niewolnikami. > Za Wiki:> "Wtórnie nazwa ta [Sclavus - Słowianin] (ze względu na dużą liczbę słowiańskich brańców w Rzymie) została utożsamiona ze słowem "niewolnik"[11].Łaciński wyraz podstawowy sclavus znaczy 'niewolnik, jeniec wojenny', derywat sclavēnus oznacza 'pochodzący z rodu niewolników'. "> Stąd np. w angielskim słowo "slave".Za wiki przytoczyłeś jedną wersje dosyć starą i coraz mniej aktualną . Poza tym Słowianie przybyli nad granice Rzymu , gdy Rzym był już wspomnieniem . Wiec wiązanie łacińskiego słowa oznaczającego niewolnika ze Słowianami nie trzyma sie kupy jak widzisz. Chyba , że w łacinie słowo sclavus nie wystepowało przed V w ne. > Neopoganie? To folklor.Jak dla mnie folklorem jest obejrzenie prawdziwego chrześcijanina  Ale nie o neopoganach pisałem . Ostatni pogański król na tronie Polski to Jagiełło . Jak wiesz razem z poganami ( Litwinami ) pokonaliśmy wyprawe krzyżowa w 1410r  > Większość poddała się bez walki. Bo to właśnie elita ludów pogańskich, w pierwszej kolejności przyjmowała chrześcijaństwo. Tak było np. z dumnymi wojownikami Gotów czy Wandalów, którzy bez przymusu przyjęli nową religię.> Faktycznie , Mieszka nikt nie zmuszał . Tak samo jak nikt nie zmuszał kpt Protasiuka do lądowania w Smoleńsku  Mniej wiecej o to samo w tych dwóch przykładach chodzi
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > >Czyli znowu przyznajesz, że Twoje twierdzenie o jednakowym podejściu do śmierci w całym społeczeństwie japońskim, było nieprzemyślane.  > Nie łapiesz . Aby przybliżyć Ci bardziej o co mi chodzi poczytaj o walkach na Okinawie w 45, nawet kobiety i dzieci wolały się zabić niż poddać i tym samym doznac hańby . To byli zwykli chłopi z Okinawy a nie samurajowie . Filozofia kształtuje podejście człowieka do życia i śmierci .To Ty sobie poczytaj, czy te kobiety i dzieci zabijały się z własnej woli. > >Chrześcijaństwo było po prostu atrakcyjne i dla rycerza i dla niewolnika. Dlatego stało się tak popularne.> Dla Ciebie też jest atrakcyjne?Nie. Podobnie jak i inne religie. > >Nic nowego nie odkryłeś - chrześcijaństwo jest syntezą wierzeń judaistycznych i antyku.> Tak bo chrześcijaństwo stworzył tak naprawde Konstantyn .> >Jezus nie był wojownikiem. Ale w chrześcijaństwie jest również wiele wzorców niezłych zabijaków - Dawid, Jozue, Samson.> Hmm załamaleś mnie . To ze sławnych pogańskich zabijaków wymienie Wyrwidęba , Wyrwigóre , i Smerfa Marude . Są tak samo historycznymi wojownikami jak Dawid , Samson i Jozue  Mówię o wzorcach i archetypach. Chyba odróżniasz wzorzec od postaci historycznych. Gdybym miał wymieniać wielkich chrześciajńskich wodzów czy wojowników, od Karola Wielkiego do Jana III Sobieskiego i od Zawiszy Czarnego po Witolda Pileckiego, nie daloby się tego zmieścić w jednym poście. > A tak na marginesie wojownika chrześcijańskiego . Dzisiaj są chrześcijańsy sportowcy którzy uczestniczą w olimpiadach , ale nie znaczy to , że chrześćijaństwo ma coś wspólnego ze sportem i z olimpiadą . Ta sama relacja zachodzi miedzy wojownikiem i chrześcijaninem .Tak samo jak pomiędzy shintoizmem i samurajami, oraz kultem Zeusa i Spartiatami. > >Po prostu w okresie Karolingów, tereny słowiańskie były mniej wiecej tym, czym w epoce nowożytnej była Afryka - miejscem pozyskiwania niewolników. Nie twierdzę, że Słowianie nie byli dzielni. Po prostu byli mniej dzielni od najeźdźców.> Jakich najeżdzców? Przecież to Słowianie prowadzili i opanowali handel niewolnikami.No a kim to Słowianie niby handlowali? Awarami, którzy karmili nimi psy? > >Za Wiki:> >"Wtórnie nazwa ta [Sclavus - Słowianin] (ze względu na dużą liczbę słowiańskich brańców w Rzymie) została utożsamiona ze słowem "niewolnik"[11].Łaciński wyraz podstawowy sclavus znaczy 'niewolnik, jeniec wojenny', derywat sclavēnus oznacza 'pochodzący z rodu niewolników'. "> >Stąd np. w angielskim słowo "slave".> Za wiki przytoczyłeś jedną wersje dosyć starą i coraz mniej aktualną .> Poza tym Słowianie przybyli nad granice Rzymu , gdy Rzym był już wspomnieniem . Wiec wiązanie łacińskiego słowa oznaczającego niewolnika ze Słowianami nie trzyma sie kupy jak widzisz. Chyba , że w łacinie słowo sclavus nie wystepowało przed V w ne.Nie występowało. Pierwotnie określano niewolnika słowem - servus. > >Neopoganie? To folklor.> Jak dla mnie folklorem jest obejrzenie prawdziwego chrześcijanina Ale nie o neopoganach pisałem . Ostatni pogański król na tronie Polski to Jagiełło . Jak wiesz razem z poganami ( Litwinami ) pokonaliśmy wyprawe krzyżowa w 1410r  Odprawiając przedtem kilka mszy i po odśpiewaniu "Bogurodzicy".  > >Większość poddała się bez walki. Bo to właśnie elita ludów pogańskich, w pierwszej kolejności przyjmowała chrześcijaństwo. Tak było np. z dumnymi wojownikami Gotów czy Wandalów, którzy bez przymusu przyjęli nową religię.> >> Faktycznie , Mieszka nikt nie zmuszał . Tak samo jak nikt nie zmuszał kpt Protasiuka do lądowania w Smoleńsku Mniej wiecej o to samo w tych dwóch przykładach chodzi.Podaj źródło, że Gotów i Wandalów ktoś zmuszał do przyjęcia chrześcijaństwa. Nikt ich nie zmuszał, po prostu uznali, że to dla nich korzystne, ewentualnie (co już w większości przypadków jest mniej prawdopodobne) odczuwali autentyczną potrzebę zamiany religii pogańskiej na inną.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | perun (8610 punktów) |
> Mówię o wzorcach i archetypach. Chyba odróżniasz wzorzec od postaci historycznych. Gdybym miał wymieniać wielkich chrześciajńskich wodzów czy wojowników, od Karola Wielkiego do Jana III Sobieskiego i od Zawiszy Czarnego po Witolda Pileckiego, nie daloby się tego zmieścić w jednym poście.Ja tez o tym mówie ale jakoś nie chcesz zrozumieć . Pisałem , Pilecki , Zawisza , Sobieski wzorowali sie na legionistach , hoplitach , wojach , Leonidasie i rzymskich wodzach . Nie mogli wzorować się na chrześcijańskich wojownikach bo chrześcijański wojownik jest tak samo absurdanym powiedzeniem jak chrześcijański sportowiec. Co ma Olimpiada i sport wspólnego z chrześcijaństwem? Chrześcijaństwo tworzyło zasady panujące w sporcie? Przeciez to nonsens. Można wymieniać wielkich chrześcijańskich sportowców i będzie to tak samo prawdziwe jak wymienianie wielkich chrześcijańskich wodzów. Zasady sportowców tak jak i wojowników nie tworzyło żadne chrześcijaństwo bo gdy te zasady istniały nie było żadnego chrześcijaństwa . Jaśniej już nie potrafie wytłumaczyc o co mi chodzi , więc wywieszam biała flage . > Odprawiając przedtem kilka mszy i po odśpiewaniu "Bogurodzicy".  Powód odprawienia mszy przez Jagiełłe miał na celu opóznienie rozpoczęcia walki . Przecież wiesz. Bugurodzica skomponowana została na podstawie starosłowiańskiej pieśni i melodii . Poza tym wątpie , żeby Litwini modlili sie do dziewicy zamiast Perkuna. Zresztą o silnym wpływie pogańskiej tradycji nawet w PL wojskach można przeczytać nawet u Sienkiewicza i oglądając film , gdzie wojownicy o wschodzie słońca kłaniiają się Słońcu . Reszte tego tematu można zgłebić w poważnych opracowaniach na temat powierzchowości chrześcijańskiej wiary . Postępując wg wzorów chrześcijańskich powinni dać sie zabić jak Jezus i Kolbe , a nie walczyć  Pozdrawiam .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | fiedorek.t (5805 punktów) | > Poza tym wątpie , żeby Litwini modlili sie do dziewicy zamiast Perkuna.Tak po za tematem. Eh, ta skromność Perk... Perunie
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | perun (8610 punktów) |
> Tak po za tematem. Eh, ta skromność Perk... Perunie  > Nie ma ludzi bez wad fiedorek .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | fiedorek.t (5805 punktów) | > >Tak po za tematem. Eh, ta skromność Perk... Perunie  > >> Nie ma ludzi bez wad fiedorek .  Matko z córuchno co żeś ta modyfikacjów narobili Perunie. Ale co racja to racja. Muszę zmienić nick, bo czasami czuję się: po nazwisku to jak po pysku
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | perun (8610 punktów) |
> Matko z córuchno co żeś ta modyfikacjów narobili Perunie. Ale co racja to racja.> Muszę zmienić nick, bo czasami czuję się: po nazwisku to jak po pysku  > Wybacz . Na swoje usprawiedliwienie mam tylko póżną godzine . A że Twój nick kojarzy mi sie z rosyjskim Fiodorem....
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | > Ale już jestem tomek.  Przez małe t to tylko agent może być. Ty jesteś Tomek.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > >Mówię o wzorcach i archetypach. Chyba odróżniasz wzorzec od postaci historycznych. Gdybym miał wymieniać wielkich chrześciajńskich wodzów czy wojowników, od Karola Wielkiego do Jana III Sobieskiego i od Zawiszy Czarnego po Witolda Pileckiego, nie daloby się tego zmieścić w jednym poście.> Ja tez o tym mówie ale jakoś nie chcesz zrozumieć . Pisałem , Pilecki , Zawisza , Sobieski wzorowali sie na legionistach , hoplitach , wojach , Leonidasie i rzymskich wodzach . Nie mogli wzorować się na chrześcijańskich wojownikach bo chrześcijański wojownik jest tak samo absurdanym powiedzeniem jak chrześcijański sportowiec.Nie bierzesz pod uwagę przekonań wyżej wymienionych. Oni przecież uważali się za "chrześcijańskich". Co ma Olimpiada i sport wspólnego z chrześcijaństwem? Chrześcijaństwo tworzyło zasady panujące w sporcie? > Przeciez to nonsens. Można wymieniać wielkich chrześcijańskich sportowców i będzie to tak samo prawdziwe jak wymienianie wielkich chrześcijańskich wodzów. Zasady sportowców tak jak i wojowników nie tworzyło żadne chrześcijaństwo bo gdy te zasady istniały nie było żadnego chrześcijaństwa.Tak samo więc w przypadku japońskich samurajów, nie miała znaczenia ich religia, tylko przynależność do kasty wojowników i wzorowanie się na walecznych przodkach. > Jaśniej już nie potrafie wytłumaczyc o co mi chodzi , więc wywieszam biała flage.No cóż skoro się poddajesz... To zapewne wpływ genów tchórzliwych chrześcijańskich przodków.  > >Odprawiając przedtem kilka mszy i po odśpiewaniu "Bogurodzicy".  > Powód odprawienia mszy przez Jagiełłe miał na celu opóznienie rozpoczęcia walki . Przecież wiesz.> Bugurodzica skomponowana została na podstawie starosłowiańskiej pieśni i melodii.Jasne. Znalazłeś sosnową deskę z zapisem nutowym?  > Poza tym wątpie , żeby Litwini modlili sie do dziewicy zamiast Perkuna.> Zresztą o silnym wpływie pogańskiej tradycji nawet w PL wojskach można przeczytać nawet u Sienkiewicza i oglądając film , gdzie wojownicy o wschodzie słońca kłaniiają się Słońcu .Jest nawet taka pieśń "Kiedy ranne wstają zorze"  . > Reszte tego tematu można zgłebić w poważnych opracowaniach na temat powierzchowości chrześcijańskiej wiary.No to chyba dobrze, że jest powierzchowna? > Postępując wg wzorów chrześcijańskich powinni dać się zabić jak Jezus i Kolbe , a nie walczyć  Nie bez powodu ten cudak Gandhi mawiał, że chrześcijanie są ostatnimi ludźmi na świecie, którzy powinni nosić miano uczniów Jezusa...
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Chlodwig (10939 punktów) | >Bugurodzica skomponowana została na podstawie starosłowiańskiej pieśni i melodii . Jest gregorianką.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Chlodwig (10939 punktów) | > Jak wiesz razem z poganami ( Litwinami ) pokonaliśmy wyprawe krzyżowa w 1410r  I co z tego? Wojnę i tak przegraliśmy.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | perun (8610 punktów) | > >Jak wiesz razem z poganami ( Litwinami ) pokonaliśmy wyprawe krzyżowa w 1410r  > I co z tego? Wojnę i tak przegraliśmy.> Którą ? Wojne z 1409 r też przegraliśmy?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Chlodwig (10939 punktów) | > Którą ? Wojne z 1409 r też przegraliśmy? Ano tak.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | perun (8610 punktów) | > > Którą ? Wojne z 1409 r też przegraliśmy?> Ano tak.> A jest jakaś wojna , którą przez ostatnie 1000 lat wygraliśmy ?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Chlodwig (10939 punktów) | > >> Którą ? Wojne z 1409 r też przegraliśmy?> >Ano tak.> A jest jakaś wojna , którą przez ostatnie 1000 lat wygraliśmy ?  Wojna, w której ponosi się jedynie straty (straty - nie klęski), jest przegrana. A przecież: Cytat:"Rycerze i słudzy, i największe miasta kraju wszyscy zwrócili się na stronę króla i wyrzucali braci, którzy jeszcze pozostali, z domów i oddawali ich królowi, i przysięgali mu wszyscy poddaństwo i wierność."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > A jest jakaś wojna , którą przez ostatnie 1000 lat wygraliśmy ?  Wojnę polsko- ruską Masłowskiej?
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Chlodwig (10939 punktów) | >Twoje argumenty są takie: jeśli chrześcijańscy rycerze byli odważni to nie wynikało to z religii, jeśli samuraje byli odważni to dlatego, że nie byli chrześcijanami. To nie trzyma się kupy. Sama idea rycerza wywodzi się z tradycji germańskich pogan. Samurajski kodeks zawsze był ważniejszy od religii. Jakiejkolwiek.
>Nie zapomniaj, że we wczesnym średniowieczu Słowianin był synonimem niewolnika. Nie był.
|
|
| | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >>Twoje argumenty są takie: jeśli chrześcijańscy rycerze byli odważni to nie wynikało to z religii, jeśli samuraje byli odważni to dlatego, że nie byli chrześcijanami. To nie trzyma się kupy. >Sama idea rycerza wywodzi się z tradycji germańskich pogan.
Idea rycerza jest jak najbardziej chrześcijańska:
Za Wiki: "Regardless of the diverse written definitions of chivalry, the medieval knightly class was adept at the art of war, trained in fighting in armor, with horses, lances, swords and shields. Knights were taught to excel in the arms, to show courage, to be gallant, loyal and to swear off cowardice and baseness.[4]
Related to chivalry was the practice of heraldry and its elaborate rules of displaying coats of arms. When not fighting, chivalric knights typically resided in a castle or fortified house, while some knights lived in the courts of kings, dukes and other great lords. The skills of the knight carried over to peacetime activities such as the hunt and tournament.
Christianity had a modifying influence on the classical concept of heroism and virtue, nowadays identified with the virtues of chivalry.[5] The Peace and Truce of God in the 10th century was one such example, with limits placed on knights to protect and honor the weaker members of society and also help the church maintain peace. At the same time the church became more tolerant of war in the defense of faith, espousing theories of the just war; and liturgies were introduced which blessed a knight's sword, and a bath of chivalric purification.The first noted support for chivalric vocation, or the establishment of knightly class to ensure the sanctity and legitimacy of Christianity was written in 930 by Odo, abbot of Cluny in the Vita of St. Gerald of Aurillac, which argued that the sanctity of Christ and Christian doctrine can be demonstrated through the legitimate unsheathing of the "sword against the enemy." [6] In the 11th century the concept of a "knight of Christ" (miles Christi) gained currency in France, Spain and Italy.[4] These concepts of "religious chivalry" were further elaborated in the era of the Crusades, with the Crusades themselves often being seen as a chivalrous enterprise.[4] Their ideas of chivalry were also further influenced by Saladin, who was viewed as a chivalrous knight by medieval Christian writers."
>Samurajski kodeks zawsze był ważniejszy od religii. Jakiejkolwiek. >>Nie zapomniaj, że we wczesnym średniowieczu Słowianin był synonimem niewolnika. > Nie był.
Był, a przynajmniej wielu historyków tak uważa: "Wywód [nazwy Słowinie] od "słowa" zdecydowanie odrzucił Aleksander Brückner twierdząc, że źródłem są gr. sklavenoi i łac. sclavus, przy czym nazwą tą obejmowano tylko te plemiona słowiańskie, które graniczyły z ziemiami cesarstwa rzymskiego, co później objęło całą Słowiańszczyznę. Wtórnie nazwa ta (ze względu na dużą liczbę słowiańskich brańców w Rzymie) została utożsamiona ze słowem "niewolnik"[11]."
|
|
| | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | > > "Wywód [nazwy Słowinie] od "słowa" zdecydowanie odrzucił Aleksander Brückner twierdząc, że źródłem są gr. sklavenoi i łac. sclavus, przy czym nazwą tą obejmowano tylko te plemiona słowiańskie, które graniczyły z ziemiami cesarstwa rzymskiego, co później objęło całą Słowiańszczyznę. Wtórnie nazwa ta (ze względu na dużą liczbę słowiańskich brańców w Rzymie) została utożsamiona ze słowem "niewolnik"[11]."Ale zlituj się, gdzie Ty masz Słowian graniczących z Cesarstwem Rzymskim, chyba że Narodu Niemieckiego, to wtedy tak. Brückner to prahistoria powstała w czasach, gdy ludność kultury łużyckiej zwano "Prasłowianami". Bardzo pięknie pisał, ale te koncepcje, powstałe na początku XX wieku, odeszły do lamusa już bardzo dawno. Dopiero pod koniec V wieku pojawiają się na granicach Bizancjum, możliwe, że jakieś grupy przenikały do środkowej Europy już wcześniej gdzieś tam od strony poleskich bagien i stąd nazwa 
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > >>"Wywód [nazwy Słowinie] od "słowa" zdecydowanie odrzucił Aleksander Brückner twierdząc, że źródłem są gr. sklavenoi i łac. sclavus, przy czym nazwą tą obejmowano tylko te plemiona słowiańskie, które graniczyły z ziemiami cesarstwa rzymskiego, co później objęło całą Słowiańszczyznę. Wtórnie nazwa ta (ze względu na dużą liczbę słowiańskich brańców w Rzymie) została utożsamiona ze słowem "niewolnik"[11]."> Ale zlituj się, gdzie Ty masz Słowian graniczących z Cesarstwem Rzymskim, chyba że Narodu Niemieckiego, to wtedy tak. Brückner to prahistoria powstała w czasach, gdy ludność kultury łużyckiej zwano "Prasłowianami". Bardzo pięknie pisał, ale te koncepcje, powstałe na początku XX wieku, odeszły do lamusa już bardzo dawno. Dopiero pod koniec V wieku pojawiają się na granicach Bizancjum, możliwe, że jakieś grupy przenikały do środkowej Europy już wcześniej gdzieś tam od strony poleskich bagien i stąd nazwa  Wiesz przecież , że Bizatyjczycy nie mieli pojęcia w tamtych czasach o tym, że są Bizantyjczykami - Bizancjum było po prostu kontynuacją Rzymu. Bruckner to archaizm, ale ja piszę o początkach średniowiecza, a nie o V wieku (zresztą przez większość tego wieku istniało również Cesarstwo Zachodniorzymskie - czyż nie?).
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | >ja piszę o początkach średniowiecza, a nie o V wieku A to akurat jest to samo...
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > >ja piszę o początkach średniowiecza, a nie o V wieku> A to akurat jest to samo...Ja akurat skłaniam się do poglądu części historyków, aby Wieki Ciemne, uznać za epokę odrębną od Średniowiecza. Ale przyjmijmy, że chodzi o okres po V w. n.e. Tak więc wcale nie twierdzę, ze słowo "Słowianin" pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego niewolnika. Tylko, że łacińskie (chodzi o łacinę średniowieczną, bo w łacinie starożytnej mieliśmy słowo servus)słowo oznaczające niewolnika pochodzi od słowa sclabos (właśnie z greki), oznaczającego Słowianina. To pośrednio dowodzi o dużej liczbie niewolników słowiańskich, w okresie po V w. n.e i to właśnie w Bizancjum, czyli Cesarstwie Wschodniorzymskim (tak więc Bruckner pomimo, że miał inne intencje, to w sumie niewiele się pomylił  ).
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Chlodwig (10939 punktów) | > >>Twoje argumenty są takie: jeśli chrześcijańscy rycerze byli odważni to nie wynikało to z religii, jeśli samuraje byli odważni to dlatego, że nie byli chrześcijanami. To nie trzyma się kupy.> >Sama idea rycerza wywodzi się z tradycji germańskich pogan.> Idea rycerza jest jak najbardziej chrześcijańska Cytat:Władza atoli królów nie iest swobodna i bez granic: hetmani przykładem raczey i szacunkiem osobistey cnoty, niżeli roskazem w bitwach przywodzą. Karać, więzić, smagać, nikomu prócz kapłanom nie wolno. Takowe zaś kaźnie mniemaniem ich nie są z rozkazu wodza, lub iakiey zwierzchności ziemskiey. lecz iakby z woli Boga. którego przytomnym być w obozie wierzą, i obrazy pewne z proporcami zgaiow świętych idąc do potyczki wynoszą. Cytat:Upatrują oni we płci żeńskiey coś świętego i prorockiego Cytat:Żaden się nie pokaże bądź publicznie, bądź prywatnie bez broni: nikomu iednak nie wolno jej nosić, beż uznania zdolności od współobwatelów. Cdy wiek dośpieie, prowadzą młodzieńca do gromady, gdzie mu albo starszy powiatowy, albo ociec, lub krewny daie spisę i puklerz. Ta iest u nich męska szata, ta naypierwsza młodości chluba(...)Wreszcie po tym obrządku, zaraz idą w poczet doyrzalszego iuż, i z dawna ćwiczeńszego rycerstwa; Cytat:Gdy rzecz przy chodzi do bitwy, byłaby wielka zniewaga dla przodkuiącego ustąpić w męstwie towarzyszom, a tym przeciwnie, cnocie wodza nie wyrównać. Naysromotniejsza atoli i na cale życie obelżywa, zostać przy życiu, gdyby wódz na placu poległ. Zasłaniać go od szwanku, bronić, i wszystkie dzieła osobiste ku chwale jego kierować, maią za nayświętszy obowiązek. Wodzowie walczą za zwycięstwo, towarzysze za wodza. Cytat:Rodzay igrzysk maią tylko ieden, którym się we wszystkich zgromadzeniach bawią. Nadzy młodzieńcy czynią rozliczne skoki pomiędzy szermem szalic i ciskaniem oszczepów. Zwyczay takowych ćwiczeń przyniósł im pewne prawidła: a sztuka przydała piękność. Tacyt "Germania"
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >Tacyt "Germania"
No właśnie, etos rycerza średniowiecznego był syntezą etosu wojownika (niekoniecznie germańskiego) z etosem chrześcijańskim. Nie ma tu sprzeczności.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Chlodwig (10939 punktów) | >No właśnie, etos rycerza średniowiecznego był syntezą etosu wojownika (niekoniecznie germańskiego) Koniecznie. Powstał na zachodzie zdominowanym przez ludy germańskie.
>z etosem chrześcijańskim. Nie ma tu sprzeczności. Elementy chrześcijańskie są dodatkiem z XI, XIIw. Wtedy kk starał się istniejący już etos wtłoczyć w ramy chrześcijaństwa, co dało jakieś efekty w wiekach XIV i XV. Wiem, przytoczysz wyprawy krzyżowe, ale porównaj późnośredniowieczny - chrześcijański już - etos, z zachowaniem Krzyżowców.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Anna Salman (16360 punktów) | >jak mawiał mój d-ca kompanii ,, tylko psychol nie czuje strachu ,, Hej, akurat strachu przed śmiercią ja też nie czuję. A jestem prostą socjopatką, nie psycholem.
>Można zastanawiać się jak jest z tym u muzułmanów Chyba podobnie - do zamachów samobójczych wybiera się fanatyków (osoby zaburzone psychicznie) lub, w przypadku kobiet, osoby w ciężkiej depresji, po przejściach - o to akurat nietrudno w islamie. Czytałam kiedyś artykuł o kobiecie, która wyszukiwała samobójczynie, najpierw przeprowadzając wywiad w środowisku, która kobieta została: odrzucona przez rodzinę, pozbawiona środków do życia, straciła dzieci itd.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | perun (8610 punktów) |
>Hej, akurat strachu przed śmiercią ja też nie czuję. A jestem prostą socjopatką, nie psycholem. Cóż .. jeśli Pani twierdzi , że jest socjopatką .... Osbiście mam jednak wątpliwości co do tej socjopatii
>Chyba podobnie - do zamachów samobójczych wybiera się fanatyków (osoby zaburzone psychicznie) lub, w przypadku kobiet, osoby w ciężkiej depresji, po przejściach Z tym się zgodze
|
|
| | | |  | 7 na 7 | Gosia (9452 punktów) |
>Czytałam kiedyś artykuł o kobiecie, która wyszukiwała samobójczynie, najpierw przeprowadzając wywiad w środowisku, która kobieta została: odrzucona przez rodzinę, pozbawiona środków do życia, straciła dzieci itd.
Samira Ahmed Jassim nie tylko "wyszukiwała samobójczynie", ona je niejako "produkowała" zlecając gwałty na młodych kobietach, by potem przekonywać je jak dobra ciocia, ze jedynym sposobem ocalenia honoru rodziny jest spektakularne rozerwanie się na strzępy.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Anna Salman (16360 punktów) | Niektóre zasady społeczne wyrastające z podłoża religijnego po prostu przerastają moją wyobraźnię ...
|
|
 | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Religia jest bardziej rozwiniętą formą, chociaż w mojej ocenie, raczej "organizacji życia społecznego", a nie znajdowania odpowiedzi egzystencjalnych.
To chyba w tym kierunku należałoby badać zjawisko religii. A więc nie pod kątem prawdziwości/ fałszywości religijnych doktryn/ tez, ale raczej w kategoriach socjologii (systemów społecznych). Zdanie Bóg istnieje poza pewnym kontekstem społecznym nie znaczy (w sensie przedmiotowym) nic. To dlatego wraz ze zniknięciem kontekstu, znika i domniemany przedmiotowy sens religijnych wypowiedzi (np. Zeus istnieje).
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 2 na 2 | Anna Salman (16360 punktów) | >To chyba w tym kierunku należałoby badać zjawisko religii. A więc nie pod kątem prawdziwości/ fałszywości religijnych doktryn/ tez, ale raczej w kategoriach socjologii (systemów społecznych). I właśnie z takim podejściem nie mogę się tu odnaleźć. Sama wiara (czyli przekonanie) nie jest społecznie istotna dopóki nie przekłada się na określone postępowanie względem innych. A postępowanie (postawa społeczna) nie wynika z wiary / niewiary w istnienie jakiegoś boga, a jedynie z różnego rodzaju nakazów postępowania narzuconych przez kapłanów danej religii. Stąd taka różnorodność postaw w świecie chrześcijańskim. I stąd moje zdumienie, dlaczego katolicy są przekonani, że istnienie boga ma związek np. z celibatem księży. Ale to przedstawiciele hierarchii nakierowywują wszelkie dyskusje na teren teologiczny, bo tu czują się pewnie. Wiedzą, że to bełkot, ale to ich bełkot. Inni mogą się wycofać albo zginąć. Jak w komentarzu znalezionym kiedyś na jakimś forum. "Nigdy nie dyskutuj z idiotą. Najpierw cię sprowadzi do swojego poziomu, a następnie pokona doświadczeniem".
>Zdanie Bóg istnieje poza pewnym kontekstem społecznym nie znaczy (w sensie przedmiotowym) nic. 10/10 >To dlatego wraz ze zniknięciem kontekstu, znika i domniemany przedmiotowy sens religijnych wypowiedzi Gdybym była złośliwa napisałabym, że nawet w kontekście nie odnajduję sensu większości religijnych wypowiedzi, które do mnie docierają przez media oraz z powodu świetnej oprawy nagłośnieniowej pobliskiego kościoła.
> Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania. Czyli ... niepotrzebnie pisałam?
|
|
1 na 1 | sinapis (1725 punktów) | >Stawiam tezę, że samoświadomość jako produkt najbardziej rozwiniętego, inteligentnego życia, które >może wyewoluować w różnych wszechświatach musi przejść "religijny epizod" na swojej ewolucyjnej >drodze ku coraz większej doskonałości. Ewolucja nie idzie drogą ku żadnej doskonałości. >Skłaniam się ku twierdzeniu, że każda inteligentna istota (w sensie wielu pokoleń) wkraczająca na >drogę samoświadomości nieuchronnie musi przebyć swoistą "erę religii". Religia jest najbardziej >prymitywną, ale wydaje się, że bardzo naturalną, pierwszą próbą odpowiedzi na pytanie "Dlaczego >istnieję?". I trudno wyobrazić sobie aby taki etap w ewolucji życia planet mógł zostać pominięty. >Czy taka teza jest słuszna?
Tak, z tym że ten "epizod" trwa zawsze dokładnie tak długo, jak inteligentne istoty (w sensie wielu pokoleń) .Trudne do wyobrażenia jest, aby taka istota kiedys osiągnęła taki poziom wioedzy, by nic nie przyjmowac "na wiarę", nie ulegać autorytetom, przesądom i i nie uprawiać rytuałów.
|
|
 | 3 na 3 | Marek Matejewski (3695 punktów) | > Ewolucja nie idzie drogą ku żadnej doskonałości.Źle interpretujesz moją wypowiedź. Z tej interpretacji wynika, że ewolucja miałaby kreować jakiś absolut. Produktem ewolucji (biologicznej) są coraz bardziej złożone i bardziej skomplikowane struktury organiczne. Umownie możemy nazwać je coraz doskonalszymi bo chyba bardziej imponująca jest małpa niż jednokomórkowa bakteria. Proces jest uwarunkowany dostępnymi zasobami - jednak jeśli życie będzie zdolne do opuszczenia planety to kwestia dostępności zasobów nabierze nowego wymiaru. Może jednak nastąpić krach i całe to widowisko szlag trafi jeśli do głosu dojdzie ewolucja w szerszym znaczeniu a w szczególności czynniki pozabiologiczne takie jak np. zwiększona aktywność wulkaniczna, meteoryt, rozbłysk gamma itd. > Tak, z tym że ten "epizod" trwa zawsze dokładnie tak długo, jak inteligentne istoty (w sensie wielu pokoleń) .Trudne do wyobrażenia jest, aby taka istota kiedys osiągnęła taki poziom wioedzy, by nic nie przyjmowac "na wiarę", nie ulegać autorytetom, przesądom i i nie uprawiać rytuałów.A sam ulegasz przesądom i odprawiasz rytuały? Będę konsekwentnie twierdził, że ten epizod jest tylko etapem przejściowym. W dobie internetu czynnik irracjonalny systematycznie maleje. Dostrzegam dużą i budującą tendencję w młodym pokoleniu - coraz mniej jest osób bezkrytycznych. Coraz więcej jest natomiast takich, którzy np. pochodząc z głęboko religijnych środowisk wyzwalają się i zaczynają kierować się racjonalizmem (np. ja  ) Stosunek ludzi religijnych do racjonalnych będzie się jednostronnie zmieniał na korzyść tych drugich. To się dzieje na naszych oczach. Najprostszy przykład: W podstawówce 90% moich kolegów i koleżanek ze szkoły śmigało na rekolekcje bo katecheta i rodzice mówili, że tak trzeba. Obecnie w dorosłym życiu (mówię o pokoleniu z lat 80-tych) również można mówić o 90% - tyle, że tym razem procent ten odzwierciedla liczbę osób, która myśli racjonalnie i nie przywiązuje uwagi do religii. To efekt powszechnego dostępu do wiedzy. Gdybym żył w XV wieku a jedynym dostępnym źródłem wiedzy byłyby klasztorne manuskrypty i kazania z ambony to z całą pewnością każdy posiłek zaczynałbym od modlitwy.
|
|
2 na 2 | Scarabaeus (2198 punktów) | >Skłaniam się ku twierdzeniu, że każda inteligentna istota (w sensie wielu pokoleń) wkraczająca na >drogę samoświadomości nieuchronnie musi przebyć swoistą "erę religii". Religia jest najbardziej >prymitywną, ale wydaje się, że bardzo naturalną, pierwszą próbą odpowiedzi na pytanie "Dlaczego >istnieję?". I trudno wyobrazić sobie aby taki etap w ewolucji życia planet mógł zostać pominięty. >Czy taka teza jest słuszna?
Moim zdaniem zdecydowanie nie. Nawet ciężko byłoby obronić tę tezę odnosząc ją do człowieka. Błędem jest wrzucanie wszystkich zjawisk kulturowych do jednego worka zwanego religią. Bardzo często myli się niewiedzę lub błędne pojmowanie rzeczywistości z religijnością.
Gdyby Twoja teza była prawdziwa, to trzeba by założyć, że każdy człowiek dorastający w izolacji musiałby stworzyć sobie swoją własną religię i przynajmniej przez pewien okres życia być wierzącym.
Religia jest raczej jak pasożyt. Nie musi się pojawić. Lecz jednak gdy się już pojawi bardzo trudno jest się jej pozbyć.
|
|
 | 1 na 1 | Marek Matejewski (3695 punktów) | >Gdyby Twoja teza była prawdziwa, to trzeba by założyć, że każdy człowiek dorastający w izolacji musiałby stworzyć sobie swoją własną religię i przynajmniej przez pewien okres życia być wierzącym. >Religia jest raczej jak pasożyt. Nie musi się pojawić. Lecz jednak gdy się już pojawi bardzo trudno jest się jej pozbyć.
Dlaczego każdy człowiek? Zupełnie się z tym nie zgadzam. Nawet nie potrafimy określić jaka istota była człowiekiem a jaka nie? Czy jakiś dzikus biegający po afrykańskich stepach milion lat temu był jeszcze małpą czy już człowiekiem? Jedynym rozwiązaniem jest traktowanie życia jako ciągłości - gdzieś musi się pojawić ten pierwszy raz i nie znaczy to, że wszystkie pozostałe istoty, u których pojawiła się samoświadomość jak na rozkaz będą zachowywać się identycznie. Na konieczność zachowania ciągłości w myśleniu zwraca uwagę Dawkins i ten postulat będzie się stawał coraz bardziej popularny.
W izolacji? Absolutnie nie. Religia może wykiełkować tylko w kontekście społecznym - jest uwarunkowana ewolucją zdolności komunikacyjnych i korzystania z nich. Izolowana istota raczej nie byłaby zdolna do głębszych przemyśleń (musi iść za tym choćby znikoma wiedza) - poza tym nawet jeśli coś by sobie uroiła to taki "niedoszły pasożyt" nie miałby okazji stać się właściwym pasożytem - bo jak miałby znaleźć sobie następnych żywicieli? Musi istnieć komunikacja, żeby taki pasożyt mógł zarazić inny mózg. Memetyka jest zależna od zdolności komunikacyjnych. Był gdzieś o tym dobry wykład Daniela Dennetta.
Inną sprawą jest czy kogokolwiek do siebie przekona? Jeśli pojedyncza osoba, która sobie coś uroiła nie zarazi ani jednej innej osoby mimo posiadanych możliwości to pozostałbym przy terminie "osobiste urojenie" a nie mówił o "religii".
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Jedynym rozwiązaniem jest traktowanie życia jako ciągłości...
Nie, to nie jest jedyne rozwiązanie. Rozważa się też ewolucję emergentną, tzn. taką, w wyniku której powstają istotowo nowe jakości wykluczające ich redukcję do elementów prostszych. Taką jakością mogłaby być np. świadomość. Potoczne powiedzenie, że całość jest czymś więcej niż sumą części, wyraża z grubsza sedno problematyki emergencji. Owo więcej nie trzeba interpretować w kategoriach nadnaturalnych.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | 1 na 1 | Marek Matejewski (3695 punktów) | Emergencja to ciekawe zagadnienie. Najlepiej można to chyba zobrazować poprzez właściwości atomów. Dlaczego atom posiadający dwa protony ma inne właściwości od tego, który zbudowany jest z jednego protonu? To jest właśnie emergencja na najbardziej podstawowym poziomie.
Emergencja polega na związaniu elementów o tych samych właściwościach w taki sposób, że powstaje produkt o zupełnie nowych właściwościach. Chociaż dopuszcza się też koncepcję, wg której dwa elementy o różnych właściwościach tworzą trzeci o jeszcze zupełnie innych. Czy akurat świadomość jest efektem działania emergencji? Jeśli tak to byłaby ona dzieckiem wyjątkowej struktury powstałej z atomów budującej nasz mózg. To by oznaczało, że raczej nie ma żadnych etapów przejściowych, jakiejś śladowej świadomości, półświadomości, itp. jeśli ściśle zastosujemy definicję emergencji. A chyba obserwujemy jednak u naczelnych pewne namiastki świadomości. I mimo, że proces powstania świadomości wydaje się być gwałtowny to jednak rozciąga się w czasie, świadomość wydaje się być doskonalsza u kolejnych pokoleń. Choć może być tak, że pierwotna świadomość gdy już tylko się pojawi dalej napędza się już sama a wpływ na nią ma już niezliczony szereg czynników zewnętrznych.
Z drugiej strony pojawienie się świadomości może zależeć od doskonałości struktury tworzącej nową emergentną jakość. Jeśli nie wyewoluowała jeszcze wystarczająco i konstrukcja dopiero zbliża się do optymalnej formy to mogłaby się pojawić przynajmniej jakaś ograniczona świadomość. Można by mówić o czymś w rodzaju emergencji stopniowej.
Na koniec... >>Jedynym rozwiązaniem jest traktowanie życia jako ciągłości... >Nie, to nie jest jedyne rozwiązanie.
Czy aby na pewno emergencja przerywa ciągłość życia? To chyba tylko inne spojrzenie na całe zagadnienie. Pojawienie się emergentnej jakości wpisuje się przecież w scenariusz ewolucyjny.
|
|
2 na 2 | kadykianus (557 punktów) | >Czy taka teza jest słuszna? >
Słuszna. Poczucie zależności (od natury) i lęk (przed śmiercią) to podstawy wszystkich wierzeń religijnych. Cywilizacje bardzo rozwinięte religii nie mają, bo na wszystkie pytania odpowiada nauka i filozofia. Przynajmniej chciałbym, aby tak było. Zresztą, im bardziej zacofane społeczeństwo, tym silniejsze wierzenia religijne.
|
|
1 na 1 | ryszarddwieserce (42 punktów) | >Stawiam tezę, że samoświadomość jako produkt najbardziej rozwiniętego, inteligentnego życia, które >może wyewoluować w różnych wszechświatach musi przejść "religijny epizod" na swojej ewolucyjnej >drodze ku coraz większej doskonałości.
Samoświadomośc posiadają małpy i delfiny. Z tej hipotezy wynikałoby, że powinny podobnie do ludzi budować pomniki i miejsca kultu.
Dawkins twierdzi,że ewolucja nie ma wglądu w przyszłość - więc nie jest w stanie antycypować, że te a nie inne rozwiązania okażą się właściwe. Sugerujesz, że ewolucyjny czysty przypadek, we wszystkich wszechświatach poprowadzi poprzez religię?
Jeśli nawet, to do jakiej doskonałości prowadzi? Wiemy dokąd zmierzamy - jako cywilizacja/biosfera? Skąd przekonanie, że będzie to doskonalsze?
Z drugiej strony, dlaczego ewolucja tak zwlekała z cywilizacją naukową ? Dlaczego była tak okrutna, spokojnie ostatnie 3000lat mogła ominąć. Religia miała coś wytworzyć - pożywkę dla nauki? Rozumiem, plemiona pierwotne itp. Jednak już od Mojżesza, ba, Abrahama mogła wkroczyć na ścieżkę nauki...
|
|
 | 2 na 2 | Rigoletto (3891 punktów) | >Z drugiej strony, dlaczego ewolucja tak zwlekała z cywilizacją naukową ? Dlaczego była tak okrutna, spokojnie ostatnie 3000lat mogła ominąć. Religia miała coś wytworzyć - pożywkę dla nauki? Rozumiem, plemiona pierwotne itp. Jednak już od Mojżesza, ba, Abrahama mogła wkroczyć na ścieżkę nauki...
A kiedy Twoim zdaniem rozpoczeła się nauka? W XIX wieku?
|
|
|  | | ryszarddwieserce (42 punktów) | >A kiedy Twoim zdaniem rozpoczeła się nauka? W XIX wieku?
Nawet jeśli przyjmiemy, że w np. sumerze to nie mamy dowodów, że posługiwała się znaną nam metodologią.
Jeśli jednak przedstawisz mi dowody na istnienie współczesnej metodologii w sumerze zapytam - co to za metodologia, która czekała bez mała 5000lat na Voltę, Faraday'a, Kartezjusza, Newtona, Kopernika....
Zastanawiam się, po co ewolucja wytworzyła religię - jak sugeruje autor - skoro można było od razu pójść drogą nauki. Genetyka twierdzi że ewolucja - przynajmniej genetyczna - w znacznej mierze opiera się na błędach. Może religia to błąd ewolucji, który obecni tu na forum usilnie korygują. Trzeba jednak zadać pytanie - czy w podobnym świetle nie należy rozpatrywać nauki - jako błędu. Choć nie. Człowiek i nauka byli potrzebni ewolucji aby stworzyć odpowiednią ilość plastiku - bo naturalny(oparty na genetyce) aparat ewolucji nie był w stanie go wytworzyć.
To oczywiste, ewolucji chodzi o tworzywa sztuczne. Reszta, cała nasza cywilizacja, rozterki, radości, cierpienia i teorie dorabiane do tego, tysiące książek, miliony łez, setki godzin badań w laboratoriach, dyskusje na forach, to tylko rdza na trybach ewolucjii, mechanizm, który gdy wytworzy odpowiednią polichlorku-winylu zostanie odrzucony.
|
|
| |  | 3 na 3 | Rigoletto (3891 punktów) | >>A kiedy Twoim zdaniem rozpoczeła się nauka? W XIX wieku? >Nawet jeśli przyjmiemy, że w np. sumerze to nie mamy dowodów, że posługiwała się znaną nam metodologią. >Jeśli jednak przedstawisz mi dowody na istnienie współczesnej metodologii w sumerze zapytam - co to za metodologia, która czekała bez mała 5000lat na Voltę, Faraday'a, Kartezjusza, Newtona, Kopernika....
Już w starożytności posługiwano się myśleniem, jako metodą naukową. Piszesz jakby Kopernik nagle dostał olśnienia i zaczął stosować "współczesną" metodologię naukową. Hipoteza o kulistości Ziemi była znana już w starożytności, koncepcja atomu również.
>Zastanawiam się, po co ewolucja wytworzyła religię - jak sugeruje autor - skoro można było od razu pójść drogą nauki. Genetyka twierdzi że ewolucja - przynajmniej genetyczna - w znacznej mierze opiera się na błędach. Może religia to błąd ewolucji, który obecni tu na forum usilnie korygują. Trzeba jednak zadać pytanie - czy w podobnym świetle nie należy rozpatrywać nauki - jako błędu. Choć nie. Człowiek i nauka byli potrzebni ewolucji aby stworzyć odpowiednią ilość plastiku - bo naturalny(oparty na genetyce) aparat ewolucji nie był w stanie go wytworzyć. >To oczywiste, ewolucji chodzi o tworzywa sztuczne. Reszta, cała nasza cywilizacja, rozterki, radości, cierpienia i teorie dorabiane do tego, tysiące książek, miliony łez, setki godzin badań w laboratoriach, dyskusje na forach, to tylko rdza na trybach ewolucjii, mechanizm, który gdy wytworzy odpowiednią polichlorku-winylu zostanie odrzucony.
A moim zdaniem ewolucji zależało przede wszystkim na stworzeniu makaronu. Bo przecież na co ewolucji Włosi i pszenica durum.
|
|
 | | Marek Matejewski (3695 punktów) | >Samoświadomość posiadają małpy i delfiny. Z tej hipotezy wynikałoby, że powinny podobnie do ludzi budować pomniki i miejsca kultu.
Takie stwierdzenie to chyba jednak nadużycie. Czym i z czego delfiny mają budować te pomniki? Płetwami z wodorostów? Poza tym delfiny nie posiadają abstrakcyjnego myślenia.
>Dawkins twierdzi,że ewolucja nie ma wglądu w przyszłość - więc nie jest w stanie antycypować, że te a nie inne rozwiązania okażą się właściwe. Sugerujesz, że ewolucyjny czysty przypadek, we wszystkich wszechświatach poprowadzi poprzez religię?
Nie we wszystkich a tylko tych wszechświatach gdzie ewolucja doprowadzi do pojawienia się życia z pełną samoświadomością (ta delfinia i małpia mnie nie przekonuje).
Tak poza tym moja teza jest mocno spekulatywna i wyraźnie wybiega w przyszłość. Z pewnością każdy wolałby najpierw doczekać się w końcu odkrycia pozaziemskiego życia. Można się zastanawiać czy na jakiejś planecie mógłby istnieć religijny krzem zamiast religijnego węgla? Ale wydaje się, że wg najpopularniejszej definicji życia nic nie stoi na przeszkodzie.
|
|
|  | | Ania... (14138 punktów) | >>Dawkins twierdzi,że ewolucja nie ma wglądu w przyszłość - więc nie jest w stanie antycypować, że te a nie inne rozwiązania okażą się właściwe. Sugerujesz, że ewolucyjny czysty przypadek, we wszystkich wszechświatach poprowadzi poprzez religię? >Nie we wszystkich a tylko tych wszechświatach gdzie ewolucja doprowadzi do pojawienia się życia z pełną samoświadomością (ta delfinia i małpia mnie nie przekonuje). A jaka Cię przekona? I co rozumiesz przez samoświadomość? Bo jeżeli chodzi o świadomość własnego istnienia, rozumienie odrębności indywidualnej, wyrażanie stanów emocjonalnych, to kwalifikują się przynajmniej niektóre naczelne. Delfiny są nieco dyskusyjne i nie odważę się na ostateczne wnioski.
I pytanie - na jakiej podstawie nie jesteś przekonany?
|
|
| |  | | Marek Matejewski (3695 punktów) | Wszystko sprowadza się do tego czy uznajemy coś takiego jak "słaba świadomość", "ograniczona świadomość" itp. - jeśli wprowadzimy tego typu rozróżnienia to z pewnością naczelne posiadają jakiś rodzaj świadomości.
Jeśli jednak sprowadzimy wszystko do dwu-wariantowej alternatywy: albo świadomość jest albo jej nie ma to trochę trudno porównywać szympansa z człowiekiem.
Jeśli mam wybierać to przyznam Ci rację, że szympansy posiadają świadomość i dodam, że ten małpi rozumek po prostu jest jeszcze zbyt mało zaawansowany żeby wejść na etap religijny. Być może taki stan będzie trwać jeszcze tysiące lub miliony lat albo nawet ewolucja położy kres temu gatunkowi.
Czy człowiek kiedyś nie spróbuje na poważnie uczyć szympansów nowych technik komunikacyjnych żeby spróbować się porozumieć? Właśnie od stopnia rozbudowania tych technik (szczególne znaczenie może mieć mowa) zależy religijność.
Może także istnieć inny scenariusz... Całkiem możliwy wydaje się wariant, gdzie tylko pionierski gatunek na danej planecie będzie przechodził etap religijny. Pozostałe, które kiedyś osiągną wystarczający stopień świadomości prędzej zaczną zwracać uwagę na organizmy lepiej od siebie rozwinięte i tam zaczną się doszukiwać odpowiedzi na swoje pytania. W razie wątpliwości będą mogły otrzymywać odpowiedzi od tych lepiej rozwiniętych przez co same będą dalekie od snucia fantastycznych pomysłów. Taki scenariusz wymaga wykształcenia zaawansowanej umiejętności komunikacji międzygatunkowej. Jednak jeśli kiedyś na skutek ewolucji jakieś naczelne potrafiłyby mówić podobnie do ludzi to nie byłoby żadnych problemów - wszystko sprowadzałoby się do nauki kolejnego obcego języka.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | >Wszystko sprowadza się do tego czy uznajemy coś takiego jak "słaba świadomość", "ograniczona świadomość" itp. - jeśli wprowadzimy tego typu rozróżnienia to z pewnością naczelne posiadają jakiś rodzaj świadomości. >Jeśli jednak sprowadzimy wszystko do dwu-wariantowej alternatywy: albo świadomość jest albo jej nie ma to trochę trudno porównywać szympansa z człowiekiem. Nie sądzę, aby można było sprowadzić to do cech dyskretnych. Świadomość jest jak inteligencja, może być lepsza i gorsza. Może być szczątkowa i jako taka funkcjonuje w literaturze.
>Jeśli mam wybierać to przyznam Ci rację, że szympansy posiadają świadomość i dodam, że ten małpi rozumek po prostu jest jeszcze zbyt mało zaawansowany żeby wejść na etap religijny. Być może taki stan będzie trwać jeszcze tysiące lub miliony lat albo nawet ewolucja położy kres temu gatunkowi. Niekoniecznie. Inteligencja i świadomość nie są celem ewolucji, więc nie możemy oczekiwać, że określony gatunek będzie ją rozwijał. Może być opłacalne dla niego zrezygnować z niej. >Czy człowiek kiedyś nie spróbuje na poważnie uczyć szympansów nowych technik komunikacyjnych żeby spróbować się porozumieć? Właśnie od stopnia rozbudowania tych technik (szczególne znaczenie może mieć mowa) zależy religijność. Już się je uczy.Np. języka migowego. Ale to za krótkie eksperymenty, aby mogły mieć efekt ewolucyjny.
|
|
| | | |  | | Marek Matejewski (3695 punktów) | >Inteligencja i świadomość nie są celem ewolucji, więc nie możemy oczekiwać, że określony gatunek będzie ją rozwijał. Może być opłacalne dla niego zrezygnować z niej.
Słowo cel nie jest tu zbyt dobrym określeniem ponieważ ewolucja w ogóle nie posiada żadnego celu. Ale mniej więcej wiem co chciałaś powiedzieć.
Nasze ziemskie doświadczenie każe jednak twierdzić, że świadomość jest znakomitym ewolucyjnym narzędziem - świadczy o tym nasza dominacja na całej planecie. No chyba, że uznamy wyższość wszechobecnych bakterii, ale one po prostu są reliktami i potomkami prehistorycznych, najmniej skomplikowanych przedstawicieli życia, które ulegały skrajnie minimalnym mutacjom - widać taki stan rzeczy też był na swój sposób korzystny skorą do dziś nas te bakterie otaczają.
Myślę jednak, że ewolucyjna presja na powstawanie bardziej złożonych struktur jest wyraźna - a jej nasilenie zależy każdorazowo od wielkości dostępnych zasobów. To te zasoby determinują ewolucyjną presję. Oczywiście warunkiem jest istnienie odpowiedniego środowiska do biogenezy, żeby w ogóle coś się zaczęło dziać. Taka teza oczywiście prosi się o dowody porównawcze - ale jestem wprost pewny, że jeszcze doczekam się przed śmiercią odkrycia pozaziemskiego życia.
Ta świadomość może nam kiedyś umożliwić opuszczenie planety i podbój kosmosu co może znacznie zwiększyć szanse przetrwania gatunku - moim zdaniem ewolucja powinna faworyzować taką ścieżkę rozwoju. Przecież tu chodzi o przetrwanie. Oczywiście istnieje też opcja, że jakiś bezrozumny organizm również wybierze się w kosmos bazując na najprostszych nośnikach. Jednak świadome dążenie do celu (pomijam tu nasze rozważanie o wolnej woli) jest z pewnością bardziej efektywne niż czekanie na przypadkowe zjawiska fizyczne.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Ania... (14138 punktów) | >Nasze ziemskie doświadczenie każe jednak twierdzić, że świadomość jest znakomitym ewolucyjnym narzędziem - świadczy o tym nasza dominacja na całej planecie. No chyba, że uznamy wyższość wszechobecnych bakterii, ale one po prostu są reliktami i potomkami prehistorycznych, najmniej skomplikowanych przedstawicieli życia, które ulegały skrajnie minimalnym mutacjom - widać taki stan rzeczy też był na swój sposób korzystny skorą do dziś nas te bakterie otaczają. Tak, jednak przypadki, jakie musiały zaistnieć do jej wytworzenia są dość zagmatwane. W dodatku przez parę ładnych milionów lat nas nie było, a istniały inne organizmy dominujące, no i nasza kariera może okazać się stosunkowo krótka. Dlatego nie dzieliłabym skórki na niedźwiedziu.
>Myślę jednak, że ewolucyjna presja na powstawanie bardziej złożonych struktur jest wyraźna - a jej nasilenie zależy każdorazowo od wielkości dostępnych zasobów. To te zasoby determinują ewolucyjną presję. Tu znowu - zależy od trybu życia. Nie raz zdarzało się, że struktura się upraszczała, a skrajnie uproszczone organizmy bywają określane jako "skrajnie dostosowane". Jak tasiemiec taki. Albo prawdopodobnie wirusy, które straciły nawet rangę organizmu.
>Oczywiście warunkiem jest istnienie odpowiedniego środowiska do biogenezy, żeby w ogóle coś się zaczęło dziać. Taka teza oczywiście prosi się o dowody porównawcze - ale jestem wprost pewny, że jeszcze doczekam się przed śmiercią odkrycia pozaziemskiego życia. Tego nie jestem pewna, ale również zakładam, że prawdopodobnie takowe istnieje.
|
|
 | 1 na 1 | inveniam viam aut faciam (155 punktów) |
> Samoświadomość posiadają małpy i delfiny. Z tej hipotezy wynikałoby, że powinny > podobnie do ludzi budować pomniki i miejsca kultu.
Nie koniecznie. Samoświadomość, tak jak i inteligencja jest stopniowalna. Wobec czego możliwe jest, że i małpy i delfiny a nawet słonie i psy mogą mieć odczucia mistyczne, ale mogą one być demonstrowane skromniej. Proporcjonalnie do posiadanego języka. Nie tylko werbalnego, ale i mimicznego, motorycznego i dźwiękowego. Zamiast pomników - wycie do księżyca, małpie i delfinie rytuały opisywane wyżej i słoniowe płacze nad zmarłymi braćmi.
|
|
| inveniam viam aut faciam (155 punktów) | > Stawiam tezę, że samoświadomość jako produkt najbardziej rozwiniętego, inteligentnego życia, które> może wyewoluować w różnych wszechświatach musi przejść "religijny epizod" na swojej ewolucyjnej> drodze ku coraz większej doskonałości.> Skłaniam się ku twierdzeniu, że każda inteligentna istota (w sensie wielu pokoleń) wkraczająca na> drogę samoświadomości nieuchronnie musi przebyć swoistą "erę religii".Tak, zgoda. Zastanawiając się nad źródłem przeżyć mistycznych sięgnąć należy do kognitywistycznego wyjaśnienia poczucia samoświadomości. Jako kluczową cechę wskazać należy ponownie na najważniejszą motywację do odczuwania samoświadomości, czyli na instynkt "ciekawości", tzn. potrzebę eksplorowania środowiska (w tym własnych zasobów pamięciowych), zdobywania wiedzy, i przemożną potrzebę zrozumienia. Ta potrzeba, w przypadku niedostatku wiedzy, prowadzić musi do mistycznego objaśnienia świata. Czyli do przeżywania wzmiankowanej "ery religii". Jest to motywacja wyższego rzędu niż motywacja do zachowań inteligentnych, którą jest odczuwanie bólu. Mowa tu o uogólnionym bólu obejmującym wszelki dyskomfort lub niedostatek zasobów a także przyjemności (które w sensie matematycznym są po prostu ujemnym bólem). W publikacji mindconsci(*)1/01/09/samoswiadomosc-maszyn/ W.Galus tak opisał ten proces: " Dysponując modelami rzeczywistości dającymi poczucie zrozumienia własnej pozycji w środowisku i własnej odrębności tworzymy nowy zestaw pobudzeń komórek najwyższego rzędu odpowiadający wrażeniu świadomości. Oczywiście poczucie takie także może być zapisane w odrębnej "komórce świadomości", której stan pobudzenia w jakimś momencie czasowym, będzie nam przypominał, że jesteśmy świadomi. Swoboda wyboru tego momentu oraz pamięć o tym, że już taki sygnał odbieraliśmy będzie rejestrowana jako "trwałość bytu" i oczywiście zapisana w komórce "trwałości bytu". Czy szereg ten nie ma końca? Dla nas ludzi, już się prawdopodobnie kończy łańcuch abstrakcyjnych uogólnień. Jednakże dla istot od nas lotniejszych, dysponujących większym potencjałem intelektualnym, możliwe są wyższe stany kontemplacji świata. Poczucie "jedności ze światem", "nirwana" itd..
Ciekawość dostarcza umysłowi wciąż nowych wzorców, a umysł posiada potrzebę ich porównywania i uzgadniania. Ta potrzeba uzgodnienia nowych wzorców ze wzorcami przechowywanymi w pamięci jest immanentną cechą umysłu. Umysł nie może funkcjonować nie mogąc osiągnąć stanu zgodności, czyli rozumienia tworzonych przez siebie wzorców rzeczywistości. W celu osiągnięcia tego stanu gotów jest podejmować stały wysiłek poznawczy. Jeśli ten zaś wysiłek nie daje lub nie może dać rezultatu, umysł odczuwa dyskomfort, niepokój, strach a w skrajnych przypadkach panikę i inne emocje negatywne. Jeśli zgodność wzorców i zrozumienie zostanie osiągnięte, to umysł odczuwa emocje pozytywne. Jeśli umysł potrafi osiągnąć stan zrozumienia, że pełne zrozumienie rzeczywistości nie jest możliwe, to stara się stworzyć takie wyjaśnienie w postaci "modelu uzupełniającego" rzeczywistość, co obserwujemy jako ucieczkę do mistycyzmu, do wiedzy sztucznie wymyślonej. To jest droga do wierzeń i zabobonów.
Przedłużający się stan braku rozumienia napływających wzorców, dłuższe przebywanie w stanie lęku z tym związanym prowadzi do całego szeregu chorób psychicznych i stanów patologicznych znanych psychologii i psychiatrii.
Tak więc potrzeba rozumienia jest więc najbardziej podstawowym instynktem umysłu świadomego. Należy stwierdzić, że dla umysłu świadomego konieczność rozumienia jest najwyższym prawem. Jest to prawo, które wręcz go definiuje."
|
|
1 na 1 | lipschitz (1674 punktów) | Moje wnioski są podobne, ale powiedziałbym tak: organizm uwarunkowany przez naturę do walki o przetrwanie, w obliczu świadomości śmierci, zgodnie ze swoją naturą próbuje znaleźć sposób, aby przetrwać. Jedynym ratunkiem jest to, co może on sobie wyobrazić - wszystko inne nie działa - więc wyobraża sobie życie trwające po życiu. Tym według mnie jest religia - walką o byt.
|
|
 | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | >Moje wnioski są podobne, ale powiedziałbym tak: organizm uwarunkowany przez naturę do walki o przetrwanie, w obliczu świadomości śmierci, zgodnie ze swoją naturą próbuje znaleźć sposób, aby przetrwać. Jedynym ratunkiem jest to, co może on sobie wyobrazić - wszystko inne nie działa - więc wyobraża sobie życie trwające po życiu. Tym według mnie jest religia - walką o byt.
Chyba masz rację. W obliczu śmierci, jest to próba kontynuacji walki o byt. Próba zachowania równowagi psychicznej. Próba znalezienia sensu życia. Ale jest także konieczność wytłumaczenia "niewytłumaczalnego": cudów natury i cudów społecznych (czyli zjawisk bardzo rzadkich, które jednak czasami się zdarzają. To wszystko razem staramy się zracjonalizować obejmując ramami religii.
|
|
1 na 1 | confessus (324 punktów) | >każda inteligentna istota (w sensie wielu pokoleń) wkraczająca na drogę samoświadomości nieuchronnie musi przebyć swoistą "erę religii" Równie dobrze można twierdzić, że w każdym procesie powstawania życia trzeba przejść przez etap płazów.
Śmiem twierdzić, że w tej efektownej hipotezie tkwi jakiś błąd metodologiczny nie pozwalający na jakąkolwiek sensowną odpowiedź. Zderzają się tu dwa pojęcia. Jedno - bardzo ogólne - pojęcie życia i drugie (a właściwie dwa) - dość subtelne i szczegółowe - samoświadomość i religia.
Żadna ze stosowanych dziś definicji życia nie pozwala wywieść, że etapy ewolucji zaobserwowane tu na Ziemi są konieczne. Definicje te zostały stworzone w oparciu o obserwację tego, co dzieje sie teraz i (prawdopodobnie) działo kiedyś tu na Ziemi. Ale na razie nie jesteśmy pewni co do jakości żadnej z tych definicji; nie wiemy, czy uwzględnia wszystkie cechy a te uwzględnione czy są wszystkie konieczne (np. wymiana materii z otoczeniem albo rozmnażanie). Ale raczej jesteśmy pewni, że eksperyment zwany życiem przeprowadzony przez Naturę gdzie indziej wybierze daleką inną możliwość od tego przeprowadzonego na Ziemi. A możliwości tych jest praktycznie nieskończona ilość.
Z drugiej strony samoświadomość jest pojęciem z psychologii skrojonym do gatunku ludzkiego. Trochę niedookreślonym i bardzo nieśmiało stosowanym do innych gatunków niezbyt odległych ewolucyjnie od ludzkiego. Jeszcze bardziej subtelnym pojęciem jest religia rozmywająca się w całości zjawisk kulturowych, a próba zastosowania definicji religii choćby do żyjących na Ziemi gatunków innych niż ludzkie daje naprawdę komiczne rezultaty - to pojęcie po prostu 'nie działa' dla innych gatunków.
Próba ekstrapolowania szczegółowych zjawisk związanych z samoświadomością i religią na życie w ogóle przywodzi mi na myśl jeszcze jeden przykład: Ogólnie wiadomo, że twierdzenie Pitagorasa zachodzi w przestrzeni euklidesowej. Ty stawiasz tezę: twierdzenie Pitagorasa zachodzi we wszystkich przestrzeniach topologicznych. O ile można dyskutować, czy tw. Pitagorasa zachodzi/ nie zachodzi w pewnych przestrzeniach geometrycznych (chodzi o geometrie nieeuklidesowe), o tyle taka dyskusja na gruncie ogólnych przestrzeni topologicznych jest kompletnie bezprzedmiotowa. W nich nie tylko nie można rozstrzygnąć prawdziwości Twojej tezy, ale nie da się tej tezy wysłowić.
|
|
 | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | >>każda inteligentna istota (w sensie wielu pokoleń) wkraczająca na drogę samoświadomości nieuchronnie musi przebyć swoistą "erę religii" ... >Śmiem twierdzić, że w tej efektownej hipotezie tkwi jakiś błąd metodologiczny nie pozwalający na jakąkolwiek sensowną odpowiedź. Zderzają się tu dwa pojęcia. Jedno - bardzo ogólne - pojęcie życia i drugie (a właściwie dwa) - dość subtelne i szczegółowe - samoświadomość i religia....
Muszę bronić tezy autora wątku. My nie mówimy o życiu w ogóle. Zderzamy samoświadomość z wytworzeniem religii.
> Z drugiej strony samoświadomość jest pojęciem z psychologii skrojonym do gatunku ludzkiego. Trochę niedookreślonym i bardzo nieśmiało stosowanym do innych gatunków niezbyt odległych ewolucyjnie od ludzkiego. Jeszcze bardziej subtelnym pojęciem jest religia rozmywająca się w całości zjawisk kulturowych, a próba zastosowania definicji religii choćby do żyjących na Ziemi gatunków innych niż ludzkie daje naprawdę komiczne rezultaty - to pojęcie po prostu 'nie działa' dla innych gatunków.
To zbyt śmiałe stwierdzenie. I ograniczone do Ziemi. Autor rozpatruje wszystkie hipotetyczne gatunki posiadające samoświadomość. Także te hipotetyczne w kosmosie. Ciekawe jest, czy "kosmici" muszą posiadać własną religię. Czy religia jest konieczna dla funkcjonowania samoświadomej sieci neuronowej? Czy przyszłe samoświadome maszyny, też będą musiały odprawiać codzienne modły?
Otóż wydaje się, że tak. Świadczą o tym przytoczone przez mnie wyżej teksty Galusa. Samoświadomość powstaje, jeśli system obdarzony jest instynktem ciekawości, czyli nieusuwalnym dążeniem do poznania i zrozumienia otaczającego świata. Lecz jak pisałem wyżej, co się dzieje, gdy wyjaśnienie jest niemożliwe? Część systemów zadowoli się wyjaśnieniem w miarę racjonalnym typu: "nie wiem". Jednakże, jak pokazuje doświadczenie społeczne, część systemów może wybrać wyjaśnienie mistyczne. Dlaczego tak się dzieje? System odczuwa brak rozpoznania zgodności konfiguracji pobudzeń neuronowych z wypracowanym wcześniej w trakcie uczenia modelem środowiska jako dysharmonie. Instynkt ciekawości, czyli poznania jest konieczną motywacją do działania. Ta motywacja napędza działania pozytywne, jeśli potrzeba rozumienia bodźców jest zaspokojona.
Lecz dysharmonia, niemożność zrozumienia, budzi strach. Budzi negatywne emocje (mówi się, że boimy się nieznanego). Ten strach może być usunięty, poprzez wytworzenie mistycznego wyjaśnienia. "To dobre bogi sterują piorunami i burzami"."Nie boję się śmierci, bo czeka mnie lepsze życie w zaświatach". "Moje życie ma sens, żyję na chwałę bożą". Te wyjaśnienia usuwają strach przed nieznanym, przed absolutem, bezsensem życia w cierpieniu. Przywracają równowagę systemowi.
Być może jest to niezbędny czynnik dla stabilności samoświadomego systemu.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|