Racjonalista - Strona głównaDo treści
Lew, trener człowieka

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
01-10-2011 22:04Hodża (11172 punktów)Lew, trener człowieka
Ocena 3 na 3
Może damian1301 będzie miał mi za złe, że trochę "podbieram" mu temat o ewolucji inteligencji, ale od pewnego czasu nosiłem się z zamiarem zaprezentowania tu pewnej kontrowersyjnej tezy.
   Zastanawia mnie bowiem, dlaczego lwy nie wytępiły australopiteka? Czy dlatego, że:
- austral umiał się wspinać na drzewa (ale lwy często są cierpliwe i czekają, poza tym na sawannie drzew jest niewiele),
- czy opracował jakąś technikę obrony (nie mając opanowanego ognia),
- czy znał jeszcze jakiś inny sprytny sposób umożliwiający mu przetrwanie.

Dla mnie jest to największa zagadka początków człowieka.
   Stawiam tezę, że umiejętność przetrwania wobec zagrożenia ze strony lwa była głównym motorem rozwoju inteligencji człowieka.

P.S.Dodam, że pomimo apeli Human Rights Watch człowiek do dziś nie został wykreślony z listy produktów zdrowej żywności gatunku Panthera leo.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Scarabaeus (2198 punktów)
>   Stawiam tezę, że umiejętność przetrwania wobec zagrożenia ze strony lwa była głównym motorem
>rozwoju inteligencji człowieka.

Innym zwierzętom udało się przetrwać, mimo zagrożenia ze strony lwa nie rozwijając inteligencji.
Hodża (11172 punktów)
>Innym zwierzętom udało się przetrwać, mimo zagrożenia ze strony lwa nie rozwijając inteligencji.

Wszystkie one posiadały fizyczne przewagi umożliwiające skuteczną obronę: albo szybkość, albo rogi, silne kopyta, masę, zdolność do maskowania się itd. itp. Praczłowiek natomiast jest "celem idealnym" i z pewnością zostałby skonsumowany do ostatniego egzemplarza zanim kotki powróciłyby do swoich tradycyjnych posiłków z antylop i gazeli.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
02-10-2011 14:28 
 Ocena 1 na 1
Scarabaeus (2198 punktów)
> Praczłowiek natomiast jest "celem idealnym" i z pewnością zostałby skonsumowany do ostatniego egzemplarza zanim kotki powróciłyby do swoich tradycyjnych posiłków z antylop i gazeli.

Gdyby faktycznie tak było, to praczłowiek nie pojawiłby się w ogólne. Zostałby pożarty przez pra lwy lub inne drapieżniki nim zaczęła ewoluować u niego inteligencja. Sama zaś inteligencja przeciw lwom jest bardzo słabą obroną. Inaczej pojawiałaby się w naturze częściej.
Inteligencja, taka jak u człowieka, to raczej bardziej jakiś błąd, wada genetyczna. Bardzo nietypowa choroba umysłowa.
Hodża (11172 punktów)
>Zostałby pożarty przez pra lwy lub inne drapieżniki nim zaczęła ewoluować u niego inteligencja. Sama zaś inteligencja przeciw lwom jest bardzo słabą obroną. Inaczej pojawiałaby się w naturze częściej.

Moja hipoteza polega na tym, że lwy (niedawno oglądałem dość duży dokument w NatGeoWild o tych mordercach) wykształciły dość rozwinięte współdziałanie podczas polowań, które obejmuje nawet naganianie ofiar w pułapkę. To, co zostało stworzone przez ewolucję jako rozwinięty instynkt znalazło przeciwwagę w postaci rozwiniętych zdolności obserwacji i przewidywania, które nie są tylko własnością naczelnych, bo przecież i antylopy również "opanowały" rozmaite umiejętności sygnalizacji i współdziałania zwiększające ich szanse w starciu z wrogiem, jednak w przypadku naczelnych pozbawionych przewagi liczebnej (raczej nie wydaje mi się, by występowali równie masowo jak kopytne), fizycznej za to z dość już dobrze rozwiniętym mózgiem w stosunku do masy ciała zaistniały warunki sprzyjające maksymalnemu wykorzystaniu tego organu.

>Inteligencja, taka jak u człowieka, to raczej bardziej jakiś błąd, wada genetyczna. Bardzo nietypowa choroba umysłowa.

Obstaję jednak przy twierdzeniu, że inteligencja jest naturalną bronią.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
02-10-2011 21:56 
 Ocena 1 na 1
Scarabaeus (2198 punktów)
Gdyby działał dobór grupowy to można by próbować uzasadnić tę tezę. Musi jednak to działać na zasadzie jednostki. Ta inteligentniejsza musi mieć większe szanse przeżycia a nawet nie tyle przeżycia co pozostawienia większej ilości potomstwa niż osobnik sprawniejszy fizycznie.

Gdyby samo istnienie drapieżnika polującego stadnie powodowało ewolucje inteligencji u ofiary, to byłoby to zjawisko powszechne.

Nawet obecnie ewolucja nie preferuje osobników inteligentniejszych. Niezależnie czy jest to wysoko rozwinięta cywilizacja czy dzikie plemię zaginione w buszu.
To co pchnęło praczłowieka w ewolucji, moim zdaniem, musiało być czymś bardzo nietypowym. Raczej warunki niesamowitego dobrobytu, brak drapieżników nadmiar żywności i tym podobne byłyby bardziej sprzyjającymi warunkami dla ewolucji inteligencji.

Istnieje sporo zwierząt, w tym naczelnych, które można uznać za całkiem inteligentne. I inteligencja na ich poziomie jest wystarczająco wysoka by odnieść sukces. Człowiek to trochę tak jakby pojawiło się zwierzę potrafiące uciekać z szybkością 500km/h i to na długim dystansie. Tyko po to by uciec przed lwem. Nasz inteligencja pozwala nie tylko uciec drapieżnikowi, ale i schwytać go czy wytresować.

Bardziej podoba mi się moja wersja z chorobą umysłową. Coś ja shizofrenia (nie znam się na tego typu schorzeniach.) ważne by mogła być przekazywana genetycznie. Na skutek wady pojawiła się świadomość. Praczłowiek mógł gadać sam do siebie. Szukał podobnych do siebie i dawało mu to przewagę nad innymi członkami stada.
02-10-2011 22:54 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Gdyby działał dobór grupowy to można by próbować uzasadnić tę tezę. Musi jednak to działać na zasadzie jednostki. Ta inteligentniejsza musi mieć większe szanse przeżycia a nawet nie tyle przeżycia co pozostawienia większej ilości potomstwa niż osobnik sprawniejszy fizycznie.
>Gdyby samo istnienie drapieżnika polującego stadnie powodowało ewolucje inteligencji u ofiary, to byłoby to zjawisko powszechne.

Rzecz w tym, że inteligencja istnieje u zwierząt w różnym stopniu, ponoć nawet stwierdzono, że niektóre ptaki posiadają zdolność liczenia w zakresie do 4 (u kruków ponoć do 9), ale inteligencja taka, jak w przypadku człowieka nie mogła się rozwinąć bez zdolności manipulacyjnych. Mówiąc inaczej, ptaki nie posiadły zdolności artykułowanej mowy, gdyż wystarczająco dobrze latają i posługują się dziobem, antylopy na tyle dobrze biegają, że to też im w niczym by już nie pomogło, natomiast praczłowiek ani nie biegał wystarczająco szybko, ani nie posiadał innych fizycznych przewag czyniących go dominującym drapieżnikiem, posiadał tylko umiejętność posługiwania się prymitywnymi narzędziami i formowania stad: to musiało sprzyjać rozwinięciu się zdolności komunikacyjnych, ale także zdolności do przewidywania zagrożeń.

>Nawet obecnie ewolucja nie preferuje osobników inteligentniejszych. Niezależnie czy jest to wysoko rozwinięta cywilizacja czy dzikie plemię zaginione w buszu.

Nie wiem, jak jest obecnie, ale w czasach, o których mówimy, zapewne inteligentniejszy osobnik był naśladowany z pożytkiem dla całej populacji, więc z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy zakładać, że również i jego geny miały większe szanse na rozprzestrzenienie.

>To co pchnęło praczłowieka w ewolucji, moim zdaniem, musiało być czymś bardzo nietypowym. Raczej warunki niesamowitego dobrobytu, brak drapieżników nadmiar żywności i tym podobne byłyby bardziej sprzyjającymi warunkami dla ewolucji inteligencji.

Zgadzam się całkowicie. Musiał zaistnieć jakiś intensywnie działający czynnik selekcyjny, który sprawił, że australopitek był niewątpliwie dużo inteligentniejszy od innych współczesnych jemu naczelnych.

>Istnieje sporo zwierząt, w tym naczelnych, które można uznać za całkiem inteligentne. I inteligencja na ich poziomie jest wystarczająco wysoka by odnieść sukces. Człowiek to trochę tak jakby pojawiło się zwierzę potrafiące uciekać z szybkością 500km/h i to na długim dystansie. Tyko po to by uciec przed lwem. Nasz inteligencja pozwala nie tylko uciec drapieżnikowi, ale i schwytać go czy wytresować.

Nasza - tak, ale czy australopiteka? To są ryzykowne spekulacje, to tak, jakby powiedzieć, że mit o Ikarze jest prawdziwy, bo przecież wszyscy widzimy, że latają samoloty a 2 czy 3 tysiące lat w ewolucji gatunku to mało znaczący okres czasu. Tymczasem ewolucja systemu nerwowego może najwyraźniej w odpowiednich warunkach przebiegać bardzo szybko.

>Bardziej podoba mi się moja wersja z chorobą umysłową. Coś ja shizofrenia (nie znam się na tego typu schorzeniach.) ważne by mogła być przekazywana genetycznie. Na skutek wady pojawiła się świadomość. Praczłowiek mógł gadać sam do siebie. Szukał podobnych do siebie i dawało mu to przewagę nad innymi członkami stada.

Na pewno nie było to chorobą, gdyż z definicji choroba oznacza dysfunkcjonalność. Może lepsze byłoby po prostu określenie tego mutacją. Ale wtedy już blisko nam do rozważań typu "czy przypadkiem nie jest to miejsce na ingerencję jakiejś nieznanej siły, która tym aktem stworzyła człowieka?". Ja widzę w tym ewolucyjnym procesie żelazną konsekwencję, reguły prostej gry.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>   Zastanawia mnie bowiem, dlaczego lwy nie wytępiły australopiteka? Czy dlatego, że:
>- austral umiał się wspinać na drzewa (ale lwy często są cierpliwe i czekają, poza tym na sawannie
>drzew jest niewiele),
-Wszystkie dzisiejsze ofiary lwów też żyją, przetrwały. To nawet nie jest w "interesie" lwa, aby całkowicie wytępić swoje ofiary. Liczba ofiar się zmniejsza, liczba drapieżników też, wtedy ofiary "odżyją" i tak w kółko. To sprzężenia zwrotne. Dopiero człowiek potrafił wytępić całe gatunki zabijając masowo, w sposób zorganizowany, nie dając czasu na odrodzenie się liczebności populacji.

"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
Hodża (11172 punktów)
>>   Zastanawia mnie bowiem, dlaczego lwy nie wytępiły australopiteka? Czy dlatego, że:
>>- austral umiał się wspinać na drzewa (ale lwy często są cierpliwe i czekają, poza tym na sawannie
>>drzew jest niewiele),
>-Wszystkie dzisiejsze ofiary lwów też żyją, przetrwały. To nawet nie jest w "interesie" lwa, aby całkowicie wytępić swoje ofiary. Liczba ofiar się zmniejsza, liczba drapieżników też, wtedy ofiary "odżyją" i tak w kółko. To sprzężenia zwrotne.

Astralopiteki wobec tego musiały się nieźle uwijać w czasie kopulacji.



Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
02-10-2011 23:18 
 Ocena 2 na 2
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>>-Wszystkie dzisiejsze ofiary lwów też żyją, przetrwały. To nawet nie jest w "interesie" lwa, aby całkowicie wytępić swoje ofiary. Liczba ofiar się zmniejsza, liczba drapieżników też, wtedy ofiary "odżyją" i tak w kółko. To sprzężenia zwrotne.
>Astralopiteki wobec tego musiały się nieźle uwijać w czasie kopulacji.
>
-Większe ssaki nie stawiają raczej na dużą rozrodczość, ale na jakość ochrony młodych. Oczywiście mózg jest w tym bardzo pomocny i mogło to mieć wpływ na selekcję ówczesnych hominidów, a przecież nie same lwy były ich wrogami. Najlepszą obroną było i jest przebywanie w dużych grupach. Do dziś przecież żyją różne plemiona (już homo sapiens) wśród wielkich drapieżników.

"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
03-10-2011 10:46 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>-Większe ssaki nie stawiają raczej na dużą rozrodczość, ale na jakość ochrony młodych. Oczywiście mózg jest w tym bardzo pomocny i mogło to mieć wpływ na selekcję ówczesnych hominidów, a przecież nie same lwy były ich wrogami. Najlepszą obroną było i jest przebywanie w dużych grupach. Do dziś przecież żyją różne plemiona (już homo sapiens) wśród wielkich drapieżników.

Też nad tym się zastanawiałem, przecież istnieją (istniały) plemiona żyjące współcześnie w typowo sawannowym środowisku, dzielące swoje rewiry z lwami. Interesujące jest to, w jaki sposób zabezpieczają się przed nimi. Ciekawi mnie też to - a jest to już wiedza bardziej z etnografii, czy np. Masajowie polowali na lwy czy inne drapieżniki. Nie słyszałem o tym, ale chyba tak - o wiele ciekawsze dla mnie byłoby poznanie tego, w jaki sposób sto lat temu, zanim upowszechniła się broń palna (oraz prawo zakazujące polowania na zagrożone gatunki) "prymitywne" plemiona zwalczały zagrożenia, które stwarzało sąsiedztwo drapieżników.
   Tak czy inaczej, australopiteki musiały znać już bardzo skuteczne patenty na bądź to odstraszanie, albo i zabijanie dużych kotów. Ale sami też od czasu do czasu będąc przez nich jedzonymi, musieli nauczyć się zdolności przewidywania i ostrożności, lwy z pewnością były czynnikiem selekcyjnym eliminującym te jednostki, które nie potrafiły zastosować w praktyce całej wiedzy zdobytej w praktyce przez poprzednie pokolenia, a to oznacza, że wiedza ta musiała narastać, co stanowi jeszcze jeden warunek środowiskowy sprzyjający rozwojowi intelektu, pamięci, zdolności językowych.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
plodzien (7378 punktów)
> Dla mnie jest to największa zagadka początków człowieka. >

Zagadkę przetrwania australopiteka dość jasno tłumaczy odnoszący się co prawda do innych czasów okrzyk Henryka Sienkiewicza: "kupą tu, waszmościowie, kupą!"

Australopiteki najczęściej chodziły w dużych kupach i można sobie wyobrazić ten grad kamieni rzucanych w stronę lwa, a podnoszony na jego widok wrzask (koty nie lubią wysokich dźwięków) z pewnością przewyższał ryk siedmiu samurajów Kurosawy.

To co się lew miał użerać z wariatami. Jak nie ucapił pojedynczego osobnika - wolał na antylopę się przyczaić.
02-10-2011 10:40 
 Ocena 3 na 3
Hodża (11172 punktów)
>To co się lew miał użerać z wariatami. Jak nie ucapił pojedynczego osobnika - wolał na antylopę się przyczaić.

Myślałem nad tym, ale lwy też polują w grupach i to na dużo większe stada. Ale może rzeczywiście trop jest słuszny - odpowiednie częstotliwości dźwięków potrafią skutecznie odstraszać zwierzęta, może to potrafił.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Stawiam tezę, że umiejętność przetrwania wobec zagrożenia ze strony lwa była głównym motorem rozwoju inteligencji człowieka.
Co ci odwaliło z tym lwem? O wiele więcej ludzi ginie po spotkaniu z hipciem, że o grypie nie wspomnę.


Ten człowiek zamiast rozumu ma dwukapuścian grochu we łbie. (Internet)
02-10-2011 10:42 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Co ci odwaliło z tym lwem? O wiele więcej ludzi ginie po spotkaniu z hipciem, że o grypie nie wspomnę.

Ale hipcie nie polują na ludzi. Po prostu wydaje mi się dziwne, że Australopitek wyszedł na sawannę bez żadnej adaptacji umożliwiającej mu skuteczną obronę przed drapieżnikami. musiał mieć już jakąś zdolność obrony, inaczej nie można tego wytłumaczyć.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
02-10-2011 12:08 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>musiał mieć już jakąś zdolność obrony
Miał. Kije, kamienie i przeraźliwy chóralny wrzask.
Gorsze od lwów były lamparty.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-10-2011 17:09 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>musiał mieć już jakąś zdolność obrony
>Miał. Kije, kamienie i przeraźliwy chóralny wrzask.
>Gorsze od lwów były lamparty.

Oczywiście, nie tylko lwy zagrażały praczłowiekowi, zwłaszcza, że lew "współczesny" ma "dopiero" ok. miliona lat; jednak nie jestem przekonany, czy krzyki, kije a nawet kamienie (chociaż te ostatnie zapewne najbardziej) byłyby w stanie skutecznie bronić stado przed zmasowanym atakiem kilku wygłodniałych drapieżników - przecież antylopy gnu czy inne zwierzęta kopytne również wydają dość przeraźliwe dźwięki. Tak czy siak, australopiteki na pewno notorycznie były zabijane przez drapieżne koty a to, że się utrzymały w tym środowisku musiało mieć związek z szybko postępującym dostosowaniem do tego zagrożenia.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
02-10-2011 17:21 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
Oczywiście, że były zabijane, nawet są tego dowody z Afryki południowej, gdzie znaleziono szczątki australopiteków ze śladami zębów dinofelisa. To był taki duży, wymarły niespełna milion lat temu kotek szablastozębny z podrodziny machairodonów, trochę mniejszy od lamparta.
Przypuszczam, że praludzie zaczęli stosować taktykę "ząb za ząb", czyli zabijali te koty. Chyba można je było jeść. Więc się jedli nawzajem, a że opieka nad potomstwem lepiej się wykształciła u Homo, więc to oni wygrali ten wyścig, a nie dinofelis.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-10-2011 19:02 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Przypuszczam, że praludzie zaczęli stosować taktykę "ząb za ząb", czyli zabijali te koty. Chyba można je było jeść. Więc się jedli nawzajem, a że opieka nad potomstwem lepiej się wykształciła u Homo, więc to oni wygrali ten wyścig, a nie dinofelis.

Nie przekonuje mnie to. Kilka lat temu na sobie osobiście odczułem to, jak bardzo agresywne potrafią być zwierzęta dużo mniejsze od lampartów, kiedy zaatakowała mnie sfora psów w środku miasta. Okazało się, że w ruderze przy ulicy swoje młode miała suka, która koniec końców zostawiła mi ślad wszystkich swoich zębów w łydce (weterynarz wytłumaczył mi, że nie dość, że była głodna to jeszcze rozdrażniona wejściem w jej rewir). Widziałem też kiedyś sytuację, w której grupa bezpańskich psów zaatakowała chłopca; odstąpiły w momencie, kiedy zauważyły mnie. W zeszłym roku w łódzkiem została zagryziona kobieta w wieku ok. 60 lat - cały dramat rozegrał się bez świadków. Kilkakrotnie zauważyłem to, jak bardzo ośmielone są zwierzęta wtedy, kiedy mają do czynienia z pojedynczym człowiekiem i jak szybko rezygnują z ataku, kiedy zauważają inną osobę. Na pewno musiała funkcjonować pewna skuteczna formacja stada, które było zdolne się obronić. Ale to nie mogło działać w nocy a koty są nocnymi łowcami. Nie sądzę, by australopitek mógł się równać pod względem zdolności widzenia nocnego z kotami, nie mówiąc już o zdolności do kamuflażu i skradania się. Nie wierzę, by praczłowiek przetrwał w otwartej sawannie bez ognia.
   Zatem możliwości są tylko dwie: albo już australopitek znał ogień (ale nie ma żadnych po temu przesłanek), albo... jego habitat był nieco inny. Może były to formacje skalne, które zapewniały mu możliwości ucieczki i ochrony przed drapieżnikami oraz możliwość obserwacji większego terenu i ostrzegania z większej odległości.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
03-10-2011 09:26 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>   Zatem możliwości są tylko dwie: albo już australopitek znał ogień (ale nie ma żadnych po temu przesłanek)
Zależy, jak rozumieć słowo "znał". Być może używał gdzieś od 2-1,8 mln lat temu, ale z pewnością jeszcze nie umiał rozpalić i podtrzymać. Za to jest wielce prawdopodobne, że już się go nie bał, jak inne zwierzęta.
>albo... jego habitat był nieco inny.
Oczywiście. Na sawannie tylko polował. Na pewno tam nie spał ani nie wychowywał potomstwa. Wykorzystywał jaskinie, które dawały bardzo dobre schronienie. Jedno z ważniejszych stanowisk australopiteka to Sterkfontein, zespół wapiennych jaskiń. Malapa, Swartkrans, Wielka Jaskinia Kromdraai, Koobi Fora, Taung, okolice jeziora Turkana - wszędzie są skalne formacje z "dziurami", gdzie można się było schować.
Człowiek współczesny jest zwierzęciem, że się tak wyrażę, zdegenerowanym. Jest "łysy" na całym ciele, więc nie wytrzymuje zmian temperatury, nie ma kłów ani pazurów. W spotkaniu z drapieżnikiem, na przykład dużym psem albo całym ich stadem, że już nie wspomnę o tygrysie bengalskim, jest bezradny. Australopitek był nieco inny. Właściwie sam był po części drapieżnikiem. Nie wiem, co on widział w nocy, ale założę się, że więcej niż Ty i ja razem wzięci. Był o wiele inteligentniejszy od antylopy, więc nie musiał bezmyślnie uciekać przed siebie, znał lepsze sposoby wymknięcia się wielkiemu drapieżnikowi, a nawet "oddania" mu. A kocie mięso podobno nieźle smakowało

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
03-10-2011 10:34 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Być może używał gdzieś od 2-1,8 mln lat temu, ale z pewnością jeszcze nie umiał rozpalić i podtrzymać. Za to jest wielce prawdopodobne, że już się go nie bał, jak inne zwierzęta.

To rzeczywiście może wyznaczać tę cezurę przejścia do "nowej jakości".

>>albo... jego habitat był nieco inny.
>Oczywiście. Na sawannie tylko polował. Na pewno tam nie spał ani nie wychowywał potomstwa. Wykorzystywał jaskinie, które dawały bardzo dobre schronienie. Jedno z ważniejszych stanowisk australopiteka to Sterkfontein, zespół wapiennych jaskiń. Malapa, Swartkrans, Wielka Jaskinia Kromdraai, Koobi Fora, Taung, okolice jeziora Turkana - wszędzie są skalne formacje z "dziurami", gdzie można się było schować.

To by wiele wyjaśniało. Właściwie moje wątpliwości, które uprościłem do tytułu tego wątku sprowadzają się do próby odpowiedzi na pytanie, co ośmieliło australopiteka do wejścia w rewir innych, potężniejszych drapieżników. Obraz, jaki wyłania mi się z tej dyskusji jest taki:
   Australopitek aktywnie poszukiwał schronienia i jaskinie były wykorzystywane przez niego właśnie ze względu na umiejętność rozpoznania w nich funkcji ochronnych. Znaczyłoby to, że w początkowym okresie, na tym etapie, kiedy przodkowie australopiteków "zeszli z drzewa", najprawdopodobniej pozostawał w okresie przejściowym zwierzęciem leśno - stepowym, umiejącym połączyć zalety ochrony, jaką dawał las z korzyściami wynikającymi z zapuszczania się na sawannę.
   A zapuszczał się na sawannę tylko dlatego, że nauczył się zabijać za pomocą narzędzi. Jakich - ja bym jednak obstawiał narzędzia drewniane, jako że zdolność chwytna była z pewnością wcześniejsza od umiejętności rzucania, to banał.
Stąd więc wyłania nam się obraz sprytnego skrytobójcy, potrafiącego uciekać do upatrzonych kryjówek, zapamiętywać to, gdzie i jakie zwierzęta w jaki sposób można upolować i - co równie ważne - potrafiącego doskonale przekazywać te umiejętności (na początku pewnie drogą naśladownictwa) swojemu potomstwu. Wniosek stąd jest taki, że droga do człowieczeństwa zaczęła się w momencie, kiedy przodkowie australopiteków nauczyli się aktywnie polować w grupie. To był ten punkt przełomowy, który ośmielił ich do konfrontowania się nawet z przodkami lwów.

>Australopitek był nieco inny. Właściwie sam był po części drapieżnikiem. Nie wiem, co on widział w nocy, ale założę się, że więcej niż Ty i ja razem wzięci. Był o wiele inteligentniejszy od antylopy, więc nie musiał bezmyślnie uciekać przed siebie, znał lepsze sposoby wymknięcia się wielkiemu drapieżnikowi, a nawet "oddania" mu.

Podsumowując - istny James Bond sawanny i to bez znajomości gry wstępnej


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
02-10-2011 17:27 
 Ocena 1 na 1
Arłukowicz (3162 punktów)
>>musiał mieć już jakąś zdolność obrony
>Miał. Kije, kamienie i przeraźliwy chóralny wrzask.

A wg. mnie, to on ( ów pitek ) najnormalniej tym pra-lwom nie smakował
02-10-2011 12:22 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Australopitek wyszedł na sawannę bez żadnej adaptacji

Australopitek to już właśnie była do sawanny adaptacja. Na sawannę wyszedł - niedobrowolnie zresztą - jakiś jego przodek. Wyszedł bez adaptacji, bo niby gdzie się miał do sawanny zaadaptować? W dżungli?


Ubald Ś. Biskup. Dwóch ślepych oświecił, trzeciemu wyperswadował, aby ciemnym był dla uniknienia obrazy Bożej przez oczy. Przeciw czartom potężny Patron (xiądz Benedykt Chmielowski, dziekan rohatyński, firlejowski, podkamieniecki pasterz)
02-10-2011 12:40 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Na sawannie szybko się musiał przystosować, jak go dinofelis pogonił

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-10-2011 17:12 
 Ocena 3 na 3
Hodża (11172 punktów)
>Na sawannie szybko się musiał przystosować, jak go dinofelis pogonił

I nie tylko. Współczesny przykład:
www.youtub(*)next=1&list=PL2680550E9B87D963

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
i.czaplicka (5782 punktów)
Grzimek uwazal likaony za najskuteczniejsze afrykanskie drapiezniki. Inteligentne, umieja wspolpracowac, poluja w stadzie, wytrzymale.
Lew jest kiepskim mysliwym, zwlaszcza, jezeli uwzglednic jego rozmiary. Jezeli nie zlapie ofiary na kilkudziesieciu metrach, musi odpuscic.
Grzimek pisal tez, ze na sredniej klasy koniu mozna dogonic dowolne afrykanskie zwierze- im nie jest potrzebna ucieczka na dystansie kilku kilometrow.
Prosze o wybaczenie, nie mam sily wklejac tylu polskich liter.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Prawdopodobna odpowiedź:
pl.wikipedia.org/wiki/Mangusta_pręgowana

Życie w miarę inteligentnym stadzie ma swoje korzyści.

Pozdrawiam

Rzeczywistość to coś, co nie znika, kiedy przestaje się w to wierzyć.
P.K.Dick
Fizyk (17637 punktów)
> Zastanawia mnie bowiem, dlaczego lwy nie wytępiły australopiteka?

Bo nauczył się celnie rzucać kamieniami. www.evolution-of-man.info/combined.htm

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365