Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ciężko ateiście

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
24-03-2013 20:56Matix (5786 punktów)Ciężko ateiście
Ocena 16 na 18
A jeszcze jak lubi popatrzeć w niebo to już w ogóle dziwak. Kolejną urodziwą laseczkę poznałem ostatnio i oczywiście po bliższym zaznajomieniu widzę, że znowu nic z tego. Nigdy nie uważałem się za specjalnie inteligentnego, ani mędrca, wręcz przeciwnie czuję jak wiele nie wiem. W zasadzie czuję, że jestem głupi, ale odrzuca mnie od pewnych osób kiedy słyszę z ich ust "po grzyba ci to?" (mój Newton). Tłumacząc, że takie mam zainteresowania, lubię astronomię, widzę zawsze zdziwienie, a potem pogardę. Mam swoje gronko znajomych którzy mnie dobrze znają, pewnego razu nie wytrzymałem na imprezie i komuś nowemu odpowiadając po co takie zainteresowania jednym tchem wymieniłem "dla tego samego co: Newton, Kepler, Einstein, Galileusz, Euler, Laplace, Gauss, Poincare, Hubble i wielu k**** innych mądrzejszych od ciebie". Na szczęście kolega rozluźnił atmosferę przepowiadając mi przyszłość w NASA. No więc chyba jednak to jest COŚ skoro te wszystkie główki się tym zajmowały. Mniejsza z tym (choć nadal ciężko by mi było z kobietą nie rozumiejącą, że to JEST istotne), gorzej, że kolejna okazała się niedzielną katoliczką. Chociaż potrafię się delikatnie wykręcić z niechodzenia do ich świętej budowli to jednak po prostu nie potrafiłbym co dzień być z taką kobietą. Więc cały czas mając na uwadze to jak głupi się czuję to nadal widziałbym pod tym pięknym ciałkiem przepaść intelektualną. Ech... jak to możliwe, że ludzie mają taką amplitudę wartościowania zagadnień życiowych? Ja np. nie rozumiem jak można się zamartwiać czy udało się kupić ziemniaki dobre czy średnie, jakie to ma znaczenie? Znaczenie mają postępy w budowie JWST, znaczenie ma rozwój grafenu, znaczenie ma poznanie zagadek Wszechświata, tego jak powstał, jak działa i dokąd zmierza, a nie jakaś za słona zupa do jasnej cholerki, czy pójście do kościółka w niedzielę.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

24-03-2013 21:17
 Ocena 12 na 12
worek kości (2937 punktów)
>Kolejną urodziwą laseczkę poznałem
>nie rozumiem jak można się zamartwiać czy udało się kupić ziemniaki dobre czy średnie, jakie to ma znaczenie?

Hmm, estetyczne, smakowe. Podkreślasz urodę babeczki, a kwestionujesz jakość ziemniaków. Jakieś to niekonsekwentne.

>Znaczenie mają postępy w budowie JWST, znaczenie ma rozwój grafenu, znaczenie ma poznanie zagadek Wszechświata, tego jak powstał, jak działa i dokąd zmierza, a nie jakaś za słona zupa do jasnej cholerki, czy pójście do kościółka w niedzielę.

Skąd ta wybiórczość? Dla Ciebie ważne jest to, co się dzieje w nauce, dla kogoś innego smaczna zupa. A najlepsze jest to, że jedno wcale drugiego nie wyklucza. Właściwie to nawet nie kumam o co chodzi w tym wątku.

bembergiem w berg
Matix (5786 punktów)
>Hmm, estetyczne, smakowe.

Nie pytałem które, tylko jakie. Jakie? Małe.
worek kości (2937 punktów)
>Nie pytałem które, tylko jakie. Jakie? Małe.

In your opinion. In your opinion!

bembergiem w berg
Hodża (11172 punktów)
>"dla tego
>samego co: Newton, Kepler, Einstein, Galileusz, Euler, Laplace, Gauss, Poincare, Hubble i wielu
>k**** innych mądrzejszych od ciebie".

No, w ten sposób żadnego towaru nie wyrwiesz. Nawet w Instytucie Fizyki PAN czy jak to się nazywa.

>Ja np. nie rozumiem jak można się zamartwiać czy udało się kupić ziemniaki
>dobre czy średnie, jakie to ma znaczenie? Znaczenie mają postępy w budowie JWST, znaczenie ma rozwój
>grafenu, znaczenie ma poznanie zagadek Wszechświata

WOW. Poznanie zagadek Wszechświata nie sprawi, że ziemniaki znajdą się w twojej kuchni a te, które ugotowałeś będą smaczne. Rzeczywistość jest smakiem Twojego życia w każdej przeżywanej chwili. Żyj.

Dziarmolić fizykę. Idź Drogą Środka.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-03-2013 22:37
 Ocena 14 na 14
Marek Matejewski (3695 punktów)
Doskonale kolegę rozumiem. Nawet Carl Sagan nie prędko znalazł swoją Ann Druyan - towarzyszkę życia, która z zamiłowaniem dzieliła z nim ponadprzeciętną fascynację nauką.

Ileż to razy słyszałem tekst "O czym Ty mówisz?", gdy zaledwie próbowałem rozpocząć jakąś ciekawą dyskusję. Najgorsze jest w tym wszystkim poczucie straty czasu. Przecież tak mało go mamy, żeby poznać wszystkie zagadki rzeczywistości, a tu ktoś proponuje wspólne obejrzenie "Kiepskich" na Polsacie... Nie potrzeba nic wypić, żeby mieć kaca w takich chwilach.
Tak przy okazji zauważyłem kiedyś zabawną zależność, że ogromny procent tych moich znajomych, których zaliczyłbym do mocno uzależnionych od religijnego narkotyku, są zarazem wielkimi fanami "Kiepskich".

>Na szczęście kolega rozluźnił atmosferę przepowiadając mi przyszłość w NASA.

Z przykrością zauważam jakieś postępujące zidiocenie w naszym społeczeństwie. Jeśli ktoś przepowiada komuś przyszłość w NASA, tylko dlatego, że ten potrafi rozpoznać konstelację Oriona na niebie albo zna prędkość światła, to tylko świadczy o przerażającym intelektualnym ubóstwie takiej osoby. To są przypadki spotykane przeze mnie codziennie. Idiota będzie drwić z rzeczywistości, która go otacza (nawet opisanej w podręcznikach na poziomie licealisty). Jednak gdy już się pojawi temat Bozi i Ty zapytasz rozmówcę "O czym Ty mówisz?", to w większości przypadków zderzysz się ze śmiertelną powagą pomieszaną z oburzeniem.
24-03-2013 22:48 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Ileż to razy słyszałem tekst "O czym Ty mówisz?", gdy zaledwie próbowałem rozpocząć jakąś ciekawą dyskusję. Najgorsze jest w tym wszystkim poczucie straty czasu. Przecież tak mało go mamy, żeby poznać wszystkie zagadki rzeczywistości, a tu ktoś proponuje wspólne obejrzenie "Kiepskich" na Polsacie... Nie potrzeba nic wypić, żeby mieć kaca w takich chwilach.
To czy dyskusja będzie ciekawa zależy od punktu widzenia. Kto powiedział, że musimy poznawać wszystkie zagadki rzeczywistości? Każdy ma inne zainteresowania, niekoniecznie związane z nauką.
>Tak przy okazji zauważyłem kiedyś zabawną zależność, że ogromny procent tych moich znajomych, których zaliczyłbym do mocno uzależnionych od religijnego narkotyku, są zarazem wielkimi fanami "Kiepskich".
Ciekawe. Choć z drugiej strony spotkałem całkiem sporo fanów "Kiepskich" będących katolikami jedynie z nazwy. Podejrzewam, że chodzi po prostu o popularność serialu wśród szerokiego grona odbiorców, nie zaś o to, że predyspozycje do jego oglądania mają osoby religijne.
>Z przykrością zauważam jakieś postępujące zidiocenie w naszym społeczeństwie. Jeśli ktoś przepowiada komuś przyszłość w NASA, tylko dlatego, że ten potrafi rozpoznać konstelację Oriona na niebie albo zna prędkość światła, to tylko świadczy o przerażającym intelektualnym ubóstwie takiej osoby. To są przypadki spotykane przeze mnie codziennie. Idiota będzie drwić z rzeczywistości, która go otacza (nawet opisanej w podręcznikach na poziomie licealisty). Jednak gdy już się pojawi temat Bozi i Ty zapytasz rozmówcę "O czym Ty mówisz?", to w większości przypadków zderzysz się ze śmiertelną powagą pomieszaną z oburzeniem.
Nie tylko idiota może kpić z otaczającej go rzeczywistości. Co do bozi, to cóż taka smutna prawda, że "wiedza" całkiem sporej ilości osób na niej się kończy.
25-03-2013 11:12 
 Ocena 3 na 3
mrSpock (2845 punktów)
>Doskonale kolegę rozumiem. Nawet Carl Sagan nie prędko znalazł swoją Ann Druyan - towarzyszkę życia, która z zamiłowaniem dzieliła z nim ponadprzeciętną fascynację nauką.
Uf mi się udało. Co prawda moja towarzyszka nie jest tak na 100% nie wierząca, ale dzięki mnie
jest sceptykiem i to kwestia czasu, kiedy odrzuci do końca wiarę.
>Ileż to razy słyszałem tekst "O czym Ty mówisz?", gdy zaledwie próbowałem rozpocząć jakąś ciekawą dyskusję. Najgorsze jest w tym wszystkim poczucie straty czasu. Przecież tak mało go mamy, żeby poznać wszystkie zagadki rzeczywistości, a tu ktoś proponuje wspólne obejrzenie "Kiepskich" na Polsacie... Nie potrzeba nic wypić, żeby mieć kaca w takich chwilach.
>Tak przy okazji zauważyłem kiedyś zabawną zależność, że ogromny procent tych moich znajomych, których zaliczyłbym do mocno uzależnionych od religijnego narkotyku, są zarazem wielkimi fanami "Kiepskich".
Ja już w swojej pracy nie staram się zaczynać takich dyskusji. Raz kolega zaczął mówić o pokrewieństwie ludzi i badaniach genetycznych. Wtrąciłem się i zacząłem mówić o komórkach mitochondrialnych. Nie wiedzieli o czym mówię.
Teraz naszą zagadką rzeczywistości jest to czy dostaniemy umowy na następny miesiąc.

>Z przykrością zauważam jakieś postępujące zidiocenie w naszym społeczeństwie. Jeśli ktoś przepowiada komuś przyszłość w NASA, tylko dlatego, że ten potrafi rozpoznać konstelację Oriona na niebie albo zna prędkość światła, to tylko świadczy o przerażającym intelektualnym ubóstwie takiej osoby. To są przypadki spotykane przeze mnie codziennie. Idiota będzie drwić z rzeczywistości, która go otacza (nawet opisanej w podręcznikach na poziomie licealisty). Jednak gdy już się pojawi temat Bozi i Ty zapytasz rozmówcę "O czym Ty mówisz?", to w większości przypadków zderzysz się ze śmiertelną powagą pomieszaną z oburzeniem.
>
Albo przyszłość w genetyce, bo zna takie trudne słowo jak komórki mitochondrialne.
Ludzie mający inne zainteresowania jak d...y motory piłka nożna Pudzian i opijanie się piwskiem co piątek
są traktowani protekcjonalnie. A temat bozi hm... Kiedyś tłumaczyłem znajomym w co wierzyli Wikingowie
Mormoni czy jehowi. Były salwy śmiechu. Ale jak powiedziałem "a co powiecie na religię gdzie: ojciec jest swoim własnym synem i skazuje samego siebie na śmierć aby mógł zmartwychwstać po 3 dniach"?
To już nie było śmieszne. Mało tego często spotykam się z wrogością z tego powodu, że jestem ateistą
Vytautas (4394 punktów)
>Tak przy okazji zauważyłem kiedyś zabawną zależność, że ogromny procent tych moich znajomych, których zaliczyłbym do mocno uzależnionych od religijnego narkotyku, są zarazem wielkimi fanami "Kiepskich".
   Dziwne, od religii uzależniony nie jestem, a "Kiepskich" uważam za doskonałą satyrę na to, co widzę dookoła i bardzo cenię ten serial. Tak właśnie, jak bohaterowie tego serialu myślą i zachowują się wyborcy wybrańców ludu pełniących u nas władzę. Tak właśnie wyglądają obywatele naszego Klechistanu.
04-04-2013 09:57 
 Ocena 2 na 2
Irracja (4721 punktów)
>>Tak przy okazji zauważyłem kiedyś zabawną zależność, że ogromny procent tych moich znajomych, których zaliczyłbym do mocno uzależnionych od religijnego narkotyku, są zarazem wielkimi fanami "Kiepskich".
>   Dziwne, od religii uzależniony nie jestem, a "Kiepskich" uważam za doskonałą satyrę na to, co widzę dookoła i bardzo cenię ten serial. Tak właśnie, jak bohaterowie tego serialu myślą i zachowują się wyborcy wybrańców ludu pełniących u nas władzę. Tak właśnie wyglądają obywatele naszego Klechistanu.

    ... niektórzy widzą w tym satyrę, niektórzy "rzeczywistość" która potwierdza, że "jednak nie są tak całkiem zidiociali", a więc mogą nadal żyć zadowoleni z tego jak żyją. Tych drugich jest zdecydowana większość, niestety...

... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
Tomasz Trzaskowski (375 punktów)
To już nie chodzi nawet o interesowanie się wielkimi sprawami, które mają znaczenie na świecie, nie każdy musi. Ja widzę po ludziach, że większości brak jakichkolwiek konkretnych zainteresowań. Nawet akwarystyka albo szydełkowanie, cokolwiek!

Kilka miesięcy temu szukałem pracownika do swojego działu, akurat kobiety. To miała być młoda osoba. Na prawie 200 CV w mniej niż 10 było coś ponad - muzyka, wizaż, fotomodeling. O muzyce pewnie wiedziały pewnie tyle, że gra.
Analogicznie u facetów trójca - motoryzacja, komputery i sport. W sensie samochody są ładne i jeżdżą, patrzę na promocje laptopów nie dla idiotów i czasem obejrzę mecz.

Na pytanie "po co ci to?" najlepiej odpowiedzieć pytaniem - a czy ty masz jakiekolwiek zainteresowania? Czy starasz się rozwijać z własnej woli w dowolnej dziedzinie? Jak nie to w takim razie co robisz całymi dniami poza bezmyślną egzystencją?

Totalnie nie rozumiem jak można szczęśliwie żyć nie rozwijając się.

Z babą bez żadnych zainteresowań na pewno nie wytrzymał. Akurat mi się trafiła taka, która ma, a do tego nie widzi nic dziwnego w moich, a nawet niektóre lubi. No, w większości - parę dni temu postanowiłem w ramach kaprysu, że kupię sobie łuk sportowy i nauczę się strzelać. Po co? Kobiety nigdy nie zrozumieją dużych chłopców i ich zabawek
24-03-2013 23:50 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
>No, w większości - parę dni temu postanowiłem w ramach kaprysu, że kupię sobie łuk sportowy i nauczę się strzelać. Po co? Kobiety nigdy nie zrozumieją dużych chłopców i ich zabawek

Drobna korekta. Łuk jest znakomitą niezależnie od płci zabawką.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
Tomasz Trzaskowski (375 punktów)
>Drobna korekta. Łuk jest znakomitą niezależnie od płci zabawką.

Oczywiście, że tak. Bawię się też w paintball, i wielu koleżankom sprawiał ogromną frajdę, a wymaga to od nich większego zacięcia niż od faceta, ponieważ nawet rosłe chłopy potrafią zawyć z bólu, jak się dobrze kulka przyjmie

Nie zmienia to jednak faktu, że jest to raczej "męski" sport.
25-03-2013 08:17 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>Nie zmienia to jednak faktu, że jest to raczej "męski" sport.
Bzdura. Nie ma sportów "męskich", bo to automatycznie zakładałoby istnienie sportów "żeńskich", a to też bzdura by była. Sport to sport, a uprawiają go ludzie. Jako bywalec Racjonalisty.pl powinieneś takie rzeczy wiedzieć.
25-03-2013 11:26 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Bzdura. Nie ma sportów "męskich", bo to automatycznie zakładałoby istnienie sportów "żeńskich", a to też bzdura by była.

Och. To jedynie dyskurs zdominowany przez mężczyzn sprawia, że niektóre czynności nie są nazywane "sportem". Trzeba było widzieć moja babcię robiącą na drutach. Albo wyszywającą haft richelieu. Albo krzyżykowy. Albo obrębiającą serwety. Idącą po oblodzonej, kamienistej ścieżce z dwoma wiadrami wody. Mogę długo wymieniać.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
25-03-2013 13:47 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>Trzeba było widzieć moja babcię robiącą na drutach.
>wyszywającą haft richelieu
>krzyżykowy
>obrębiającą serwety
>Idącą po oblodzonej, kamienistej ścieżce z dwoma wiadrami wody
Ufff... Dla mnie to wszystko są sporty ekstremalne. Zwłaszcza haft...
25-03-2013 13:02 
 Ocena 1 na 1
Tomasz Trzaskowski (375 punktów)
>>Nie zmienia to jednak faktu, że jest to raczej "męski" sport.
>Bzdura. Nie ma sportów "męskich", bo to automatycznie zakładałoby istnienie sportów "żeńskich", a to też bzdura by była. Sport to sport, a uprawiają go ludzie. Jako bywalec Racjonalisty.pl powinieneś takie rzeczy wiedzieć.

Zależy jak się rozumie sformułowanie "męski". Jeśli jako sport, który mogą uprawiać tylko i wyłącznie mężczyźni - nie ma takich. Jeśli chodzi o sporty przytłaczająco zdominowane przez mężczyzn - jest ich cała masa.
25-03-2013 16:33 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Bzdura. Nie ma sportów "męskich", bo to automatycznie zakładałoby istnienie sportów "żeńskich", a to też bzdura by była.

Masz rację, lecz ja nie chcę oglądać faceta robiącego pokaz gimnastyczny ze wstążką

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
26-03-2013 07:32 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Masz rację, lecz ja nie chcę oglądać faceta robiącego pokaz gimnastyczny ze wstążką

I nie zobaczysz Mężczyźni wykorzystują tylko skakankę i maczugi
25-03-2013 09:12 
 Ocena 13 na 13
liliac (147340 punktów)
>Nie zmienia to jednak faktu, że jest to raczej "męski" sport.

Yhm. Od samej mitycznej Artemidy począwszy


"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
25-03-2013 10:34 
 Ocena 1 na 1
Reshca (2854 punktów)
>Nie zmienia to jednak faktu, że jest to raczej "męski" sport.

Mi się wydaje, że kolega forumowicz po prostu nieszczęśliwie sformułował to zdanie, także nie linczujmy go jeszcze za to . Mam wrażenie, że chodziło bardziej o to, że jest to po prostu sport bardziej popularny wśród mężczyzn, a nie o to, że kobiety się do niego nie nadają.
Chyba, że się mylę ...
25-03-2013 10:43 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>Mam wrażenie, że chodziło bardziej o to, że jest to po prostu sport bardziej popularny wśród mężczyzn
Może i jest, ale jedyne dwa polskie medale olimpijskie w łucznictwie (srebrny indywidualnie i brązowy drużynowo) zdobyły właśnie kobiety.
>nie o to, że kobiety się do niego nie nadają.
Mam nadzieję, bo powyższy fakt zadałby kłam takiemu twierdzeniu.
25-03-2013 12:08 
 Ocena 3 na 3
Reshca (2854 punktów)
>Może i jest, ale jedyne dwa polskie medale olimpijskie w łucznictwie (srebrny indywidualnie i brązowy drużynowo) zdobyły właśnie kobiety.

Owszem, bo po prostu były najlepsze . Fakt, że jakiś sport jest popularniejszy wśród mężczyzn nie znaczy, że tylko mężczyźni będą w nim zdobywać medale. Piszę jakby trochę z własnego doświadczenia. Przez 7 lat trenowałam różne sztuki walki i na treningach kobiety były zdecydowaną mniejszością. Ale te, które się utrzymały były mocnymi zawodnikami . Nie było nas mało, bo to za trudny sport, ale było nas mało, bo nie każda kobieta ekscytuje się na myśl o poobijanych kostkach .
25-03-2013 12:53 
 Ocena 1 na 1
Tomasz Trzaskowski (375 punktów)
>>Mam wrażenie, że chodziło bardziej o to, że jest to po prostu sport bardziej popularny wśród mężczyzn

Dokładnie o to chodzi, i nie było to niefortunne sformułowanie.

>Może i jest, ale jedyne dwa polskie medale olimpijskie w łucznictwie (srebrny indywidualnie i brązowy drużynowo) zdobyły właśnie kobiety.
>>nie o to, że kobiety się do niego nie nadają.
>Mam nadzieję, bo powyższy fakt zadałby kłam takiemu twierdzeniu.

Nikt nigdy nie stwierdził, że kobiety się do tego nie nadają, ani że nie mogą tego robić i być w tym dobre.

Po prostu jak zapytam statystyczną kobietę, czy ma ochotę postrzelać z łuku, iść do lasu ubrudzić się i zadawać sobie ból dla zabawy, albo prać się po gębach, to puknie się w czoło i mnie przy okazji pewnie też.

Szukajcie dalej dyskryminacji na siłę...
facet (344 punktów)
>Nie zmienia to jednak faktu, że jest to raczej "męski" sport.
Trzaskowski, widać że ty tu nowy jesteś
Politpoprawność!!! I żadne mi tu 'raczej' ani cudzysłów!
25-03-2013 16:28 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Drobna korekta. Łuk jest znakomitą niezależnie od płci zabawką.

Ha! W zeszłym roku kupiłem łuk. W tym roku córka już sama wymyśliła, gdzie i jak zorganizuje kawał pola z górką i porządne tarcze


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
25-03-2013 15:50 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>To już nie chodzi nawet o interesowanie się wielkimi sprawami, które mają znaczenie na świecie, nie każdy musi. Ja widzę po ludziach, że większości brak jakichkolwiek konkretnych zainteresowań. Nawet akwarystyka albo szydełkowanie, cokolwiek!
Nieuprawnione stwierdzenie. W skali światowej w całej Polsce mieszka znikoma liczba ludzi. Rozumiem jednak, że chodzi o osoby, które spotykasz. Sądzę jednak, że jakieś zainteresowania mają, nawet jeśli to tylko TV czy choćby osiedlowe plotki.
>Kilka miesięcy temu szukałem pracownika do swojego działu, akurat kobiety. To miała być młoda osoba. Na prawie 200 CV w mniej niż 10 było coś ponad - muzyka, wizaż, fotomodeling. O muzyce pewnie wiedziały pewnie tyle, że gra.
Co w tym złego? Nie wiem jak konkretnie brzmiała Twoja oferta, ale być może wpisywały tam to, co w ich mniemaniu miało ułatwić im zdobycie pracy. Poza tym skąd wiesz jak wyglądała ich wiedza o muzyce?
>Analogicznie u facetów trójca - motoryzacja, komputery i sport. W sensie samochody są ładne i jeżdżą, patrzę na promocje laptopów nie dla idiotów i czasem obejrzę mecz.
Okazyjne oglądanie choćby meczów to również pewna forma zainteresowania. Co do motoryzacji, to moje zainteresowanie samochodami wygląda podobnie: niektóre mi się podobają, ale ponadto już nic mnie nie obchodzi. Nie widzę w tym nic złego.
>Na pytanie "po co ci to?" najlepiej odpowiedzieć pytaniem - a czy ty masz jakiekolwiek zainteresowania? Czy starasz się rozwijać z własnej woli w dowolnej dziedzinie? Jak nie to w takim razie co robisz całymi dniami poza bezmyślną egzystencją?
Moim zdaniem lepiej odpowiedzieć szczerze. W końcu rozmówca po coś się pyta. Udzielając mu odpowiedzi być może nawet zainteresujemy go tematem.
>Totalnie nie rozumiem jak można szczęśliwie żyć nie rozwijając się.
Sam fakt egzystencji nas rozwija, chociażby przez sumowanie się codziennych doświadczeń.
>Z babą bez żadnych zainteresowań na pewno nie wytrzymał.
Wątpię aby byli ludzie bez żadnych zainteresowań. Ich hobby mogą się nam wydawać nieistotne, możemy je też uważać za stratę czasu, ale to działa w obie strony.
25-03-2013 16:55 
 Ocena 1 na 1
Tomasz Trzaskowski (375 punktów)
Co do motoryzacji, to moje zainteresowanie samochodami wygląda podobnie: niektóre mi się podobają, ale ponadto już nic mnie nie obchodzi. Nie widzę w tym nic złego.

Nie ma w tym nic złego, ale czy to można nazwać "zainteresowaniem motoryzacją"?

Czy jak ktoś zobaczył jeden obraz i stwierdził, że mu się podoba to można nazwać sztukę jego hobby?

Czy jeśli ktoś codziennie gotuje, to można powiedzieć, że gotowanie to jego pasja?

Zależy jak kto rozumie pojęcie "zainteresowania".
25-03-2013 17:03 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Nie ma w tym nic złego, ale czy to można nazwać "zainteresowaniem motoryzacją"
Po części. Bardzo to powierzchowne zainteresowanie, i do tego raczej nie motoryzacją a wyglądem poszczególnych samochodów.
>Czy jak ktoś zobaczył jeden obraz i stwierdził, że mu się podoba to można nazwać sztukę jego hobby?
Hobby nie, ale sztuką - czy raczej małym jej wycinkiem - jest już zainteresowany.
>Czy jeśli ktoś codziennie gotuje, to można powiedzieć, że gotowanie to jego pasja?
Być może. Zależy czy robi to tylko z obowiązku, czy również dla przyjemności.
>Zależy jak kto rozumie pojęcie "zainteresowania".
Owszem.
Reshca (2854 punktów)
Rozumiem co chcesz powiedzieć. Ja akurat miałam to wielkie szczęście, że urodziłam się w rodzinie inteligentnej i oczytanej, a także często trafiam na takich ludzi. Owszem, w szkole czy później w pracy różne sytuacje się zdarzały. Kiedy chodziłam do podstawówki, modą wśród dziewczynek stało się zbieranie karteczek z kolorowych notesików. Dla mnie ciekawsze wtedy było chodzenie po parkach i lasach i zbieranie liści z drzew do zielnika. Co oczywiście spotkało się ze zrozumieniem tylko ze strony rodziny, w szkole byłam przedmiotem kpin . Przez całą swoją edukację miałam różne pomysły. Począwszy od zielników, poprzez jakieś zagadki matematyczne, czy zeszyty wyklejone artykułami dotyczącymi kosmosu (nadal je mam!), na "dokonaniach" artystycznych kończąc (rysunek, rzeźba, gra na keyboardzie). I dla mnie to było normalne. I nie rozumiałam kompletnie kiedy na wakacjach ciocie biadoliły jak bardzo muszę się nudzić, że siedzę i czytam godzinami książki. Wtedy zazwyczaj zaczynał się horror w postaci podsyłanych mi przez owe ciocie młodych kawalerów, którzy mieli mi uprzyjemnić czas, a ja byłam jeszcze bardziej zirytowana. Nie dość, że nie mogłam doczytać książki to jeszcze musiałam wynudzić się na takich spotkaniach. Nie było absolutnie żadnego tematu, żadnego punktu zaczepienia, a wydawało mi się, że z powodu dość obszernych zainteresowań coś musi się trafić. Kończyło się tak, że i młodzieńcowi było głupio a i ja miałam wyrzuty sumienia, że komuś zmarnowałam czas.
Teraz na szczęście jest inaczej. Z rodziną dyskutuję w zasadzie o wszystkim, tak samo jak z moim towarzyszem życiowym. Część zainteresowań jest wspólnych, część się różni. I prócz rozmów o przyziemnych sprawach często mamy coś w stylu tego żartobliwego memu o ekstremistach ateistycznych: "Hey, let's go drink microbrews and talk about OUTER SPACE!" Przyjaciół i znajomych też dobieram takich, z którymi mam o czym rozmawiać. Zupełnie nie wyobrażam sobie życia spędzonego na dyskusji o nowych odcieniach różu do policzków czy o tym, która znana gwiazda znowu prowadziła samochód w stanie nietrzeźwym.
tabrek (67 punktów)
>A jeszcze jak lubi popatrzeć w niebo to już w ogóle dziwak. Kolejną urodziwą laseczkę poznałem
> (...)

Też jestem za otwarciem nowego działu na forum pt. "Towarzyskie".


25-03-2013 13:37 
 0 na 2
DeeDee (822 punktów)
>>A jeszcze jak lubi popatrzeć w niebo to już w ogóle dziwak. Kolejną urodziwą laseczkę poznałem
>> (...)
>Też jestem za otwarciem nowego działu na forum pt. "Towarzyskie".
>
>

haha , może portal powinien od razu rozważyć założenie biura matrymonialnego?

Ja tu widzę dużą niszę i dobry pomysł na alternatywne źródło finansowania

W razie pomyślnego zeswatania obie strony powinny być zadowolone

Szczęśliwa para może też skorzystać z ceremonii humanistycznej w promocyjnej cenie

hmm wyszedł prawie biznes plan!

03-04-2013 15:03 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>>>A jeszcze jak lubi popatrzeć w niebo to już w ogóle dziwak. Kolejną urodziwą laseczkę poznałem
>>Też jestem za otwarciem nowego działu na forum pt. "Towarzyskie".
>haha , może portal powinien od razu rozważyć założenie biura matrymonialnego?
   Ano, właśnie, urodziwe laseczki poznaje się po to, żeby się z nimi żenić. Nie uwierzyłeś księdzu, kiedy Ci mówił, że Bóg stworzył człowieka, ale uwierzyłeś, że szczęście polega na płodzeniu dzieci po ślubie.
DeeDee (822 punktów)

>>haha , może portal powinien od razu rozważyć założenie biura matrymonialnego?
>   Ano, właśnie, urodziwe laseczki poznaje się po to, żeby się z nimi żenić. Nie uwierzyłeś księdzu, kiedy Ci mówił, że Bóg stworzył człowieka, ale uwierzyłeś, że szczęście polega na płodzeniu dzieci po ślubie.

eh? u talking to me?

ale o co kaman?
03-04-2013 15:58 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>>>haha , może portal powinien od razu rozważyć założenie biura matrymonialnego?
>>   Ano, właśnie, urodziwe laseczki poznaje się po to, żeby się z nimi żenić. Nie uwierzyłeś księdzu, kiedy Ci mówił, że Bóg stworzył człowieka, ale uwierzyłeś, że szczęście polega na płodzeniu dzieci po ślubie.
>eh? u talking to me?
>ale o co kaman?
   O to, że biuro matrymonialne jest potrzebne po to, żeby po bożemu zawrzeć ślub przed ołtarzem, a nie po to, żeby się umówić na bara-bara.
DeeDee (822 punktów)
>
>   O to, że biuro matrymonialne jest potrzebne po to, żeby po bożemu zawrzeć ślub przed ołtarzem, a nie po to, żeby się umówić na bara-bara.

serio?? dasz źródła tej rewelacji?

Mod:
Pisz, proszę, poprawnie.
03-04-2013 16:30 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>>>   O to, że biuro matrymonialne jest potrzebne po to, żeby po bożemu zawrzeć ślub przed ołtarzem, a nie po to, żeby się umówić na bara-bara.
>serio?? dasz źródła tej rewelacji?
   Matrimonium to małżeństwo po łacinie. Źródło -- każdy słownik łacińsko-polski, albo "Słownik wyrazów obcych" pana Kopalińskiego.
DeeDee (822 punktów)
Znam znaczenie słowa matrymonialny we wszystkich przypadkach, natomiast w moim poprzednim poście odniosłam się do twojego stwierdzenia, że biuro matrymonialne JEST POTRZEBNE aby zawrzeć (po bożemu ) związek małżeński.

Otóż wcale NIE JEST POTRZEBNE, o czym poświadczyć mogą miliony par małżeńskich na całym świecie, którym nie było potrzebne do sformalizowania związku, natomiast MOŻE BYĆ pomocne, z dużym naciskiem na MOŻE

P.S. Może spróbuj wyrażać się precyzyjniej - twój pierwszy wpis pod moim postem to zupełny bełkot, zupełnie nie wiem dlaczego kierowany do mnie .. w dodatku nawet nie zadałeś sobie trudu, aby sprawdzić w metryczce płeć osoby, do której się zwracasz

Irracja (4721 punktów)
>>Więc cały czas mając na uwadze to jak głupi się czuję to nadal widziałbym pod tym pięknym ciałkiem przepaść intelektualną. Ech... jak to możliwe, że ludzie mają taką amplitudę wartościowania zagadnień życiowych? Ja np. nie rozumiem jak można się zamartwiać czy udało się kupić ziemniaki dobre czy średnie, jakie to ma znaczenie? Znaczenie mają postępy w budowie JWST, znaczenie ma rozwój grafenu, znaczenie ma poznanie zagadek Wszechświata, tego jak powstał, jak działa i dokąd zmierza, a nie jakaś za słona zupa do jasnej cholerki, czy pójście do kościółka w niedzielę.

    ... owóż szanowny kolego, to wszystko ma znaczenie, o czym się jeszcze kolega przekona w życiu. Jednakoż prawdziwie mądry człowiek wie również kiedy i dlaczego te problemy mają znaczenie, tak by nie przysłoniło to innych kwestii życiowych. Wie że problem ziemniaków jest ważny przy zakupach i wyborze potrawy jaką z nich chcemy przyrządzić. Wie też, że problem postępu w budowie JWST może być ważny choćby dla zaspokojenia własnych, czy cudzych zainteresowań. Zainteresowania to bardzo ważna część naszego życia...
    ... masz rację unikając niektórych osób, zwłaszcza tych które obrażają Cię brakiem szacunku dla Twoich zainteresowań i poczucia wartości zagadnień które Cię interesują (vide: "widzę zawsze zdziwienie, a potem pogardę"). Choć z drugiej strony, czy tak bardzo odstajesz od ich sposobu myślenia? Pewnie sam miałbyś ochotę zadać im pytanie "po grzyba ci to" myślenie o ziemniakach...

    ... pozdrawiam, życząc owocnego rozmyślania...


... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
oportunista (1711 punktów)
Tak sobie myślę, mimo pozornej skromności, masz mocno wybujałe EGO. Pasjonowanie się tematami, którymi zajmowali się wielcy myśliciele, wcale nie sadza Cię na wyższej grzędzie. Tu nie o chęci lecz o efekt chodzi. Obnoszenie się fałszywą skromnością, wyłazi, z tych kilku skreślonych przez Ciebie słów, niczym słoma z butów, na kilometr.
Masz także problem z nawiązywaniem poprawnych relacji z płcią przeciwną. Dziewczynę trzeba zdobyć, ująć, poznać i się nią zachwycić. Jakże trzeba być cynicznym i małostkowym, by mierzyć inteligencję przekonaniami i wiarą. Cóż Tobie po tajemnicach świata gdy zupa niesmaczna, bajzel w domu i w głowie. Panienka na prawdę ma dożo szczęścia, żeś nie zawrócił jej w głowie.
Ateiście rzeczywiście jest ciężko, to fakt. Pierwszy problem pojawia się przy skutecznej próbie samookreślenia, rzadko potrafimy ateizm właściwie wpisać we własną osobowość, zachowując konsekwencję. Drugi problem polega na tym, ze wydaje się nam, że zapisujemy się do ekskluzywnego pozytywnie klubu, tymczasem marginalizujemy się do wąskiej, przeciętnej intelektualnie grupy.
Poszukaj sobie głupiutkiej dziewczyny, może doceni twoje talenty i smaczną zupę ugotuje. Z mądrymi to różnie bywa, mogą być bardzo dociekliwe i nieprzyjemne, a i zupkę za słoną, możesz mieć zagwarantowaną codziennie.
25-03-2013 17:04 
 Ocena 2 na 2
rysiek (4593 punktów)
>Tak sobie myślę, mimo pozornej skromności, masz mocno wybujałe EGO. Pasjonowanie się tematami, którymi zajmowali się wielcy myśliciele, wcale nie sadza Cię na wyższej grzędzie. Tu nie o chęci lecz o efekt chodzi. Obnoszenie się fałszywą skromnością, wyłazi, z tych kilku skreślonych przez Ciebie słów, niczym słoma z butów, na kilometr.

Chyba znów ateista Matix "ma ciężko" z (nie?)ateistą oportunista. Nie rozumiem jak doszedłeś do cytowanego powyżej wniosku. Matix w omawianym fragmencie po prostu opisuje jak bronił swoich zainteresowań przed pogardliwym, deprecjonującym je traktowaniem, przedstawiając sławnych współtowarzyszy w zainteresowaniach. Nie widzę tam nigdzie aby przypisywał sobie porównywalne do nich osiągnięcia.

>(...) Pierwszy problem pojawia się przy skutecznej próbie samookreślenia, rzadko potrafimy ateizm właściwie wpisać we własną osobowość, zachowując konsekwencję.

Na czym opierasz ten pogląd?

>Drugi problem polega na tym, ze wydaje się nam, że zapisujemy się do ekskluzywnego pozytywnie klubu, tymczasem marginalizujemy się do wąskiej, przeciętnej intelektualnie grupy.

Wąskiej owszem, można by powiedzieć jak inne elitarne grupy. Ale dalszy ciąg Twojego wywodu znów trudno uznać za opinię uzasadnioną.

Do innych bardziej osobistych uwag pod adresem Matixa się nie odniosę.
nm123 (423 punktów)
Właściwie, to każdy ma ciężko. Arab może trafić np na niewierną i będzie ją musiał ukamienować... Katolik w końcu też może trafić na ateistkę. Jeżeli ktoś się nie myje, też jest to pewnym problemem, mimo iż tyczy się to rzeczy przyziemnych. Ktoś jest znowu biedny, drugi zaś bogaty ;D. Wszystko jest problemem, ale i zaletą. Tak samo jest z zainteresowaniami. Niemożliwe jest aby wszyscy się zachwycali jednym i tym samym. Niektórym łatwiej przychodzą znajomości, drugim trudniej. Faktem jest, że w relacjach towarzyskich ludzie muszą się wzajemnie zrozumieć oraz mieć wspólne tematy, bo inaczej co to za przyjaźń nie mówiąc o miłości.
25-03-2013 21:34 
 Ocena 3 na 3
wozieee (274 punktów)
>Właściwie, to każdy ma ciężko. Arab może trafić np na niewierną i będzie ją musiał ukamienować... Katolik w końcu też może trafić na ateistkę. Jeżeli ktoś się nie myje, też jest to pewnym problemem, mimo iż tyczy się to rzeczy przyziemnych. Ktoś jest znowu biedny, drugi zaś bogaty ;D. Wszystko jest problemem, ale i zaletą. Tak samo jest z zainteresowaniami. Niemożliwe jest aby wszyscy się zachwycali jednym i tym samym. Niektórym łatwiej przychodzą znajomości, drugim trudniej. Faktem jest, że w relacjach towarzyskich ludzie muszą się wzajemnie zrozumieć oraz mieć wspólne tematy, bo inaczej co to za przyjaźń nie mówiąc o miłości.
Nie wszystko jest relatywne, tak jak to przedstawiasz. Nie mycie się, nie sprzątanie domu miesiącami czy nie przeczytanie paru książek rocznie jest WADĄ. I nie wiem jak chciałbyś z tym polemizować. Nie mycie się przez długi okres czasu uniemożliwia bezpośrednia interakcję. Nie przeczytanie paru książek, artykułów rocznie uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie w tak skomplikowanym świecie w jaki żyjemy.
nm123 (423 punktów)
Oczywiście zgadzam się z tobą w 100%. Zgadzam się że lepiej czytać, niż nie czytać. Tak samo lepiej być mądry, niż głupim ;D Jestem wrogiem relatywizmu. Jednak sądzę , że po prostu każdy na coś narzeka i każda cecha powoduje różne relacje z otoczeniem. Babciom Rydzyka też jest w Polsce ciężko, bo wiadomo nikt nie szanuje ich umiarkowanych poglądów...
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>Kolejną urodziwą laseczkę poznałem ostatnio i oczywiście po bliższym zaznajomieniu widzę, że znowu nic z tego.<<
Jeśli nie chcesz płodzić głupawych blondynek, albo kibiców jakiegoś Ruchu, Legii, czy Śląska, to musisz uzbroić się w cierpliwość. Na imprezach zwracaj uwagę na te, które same na siebie uwagi nie zwracają. Życzę powodzenia.
Vytautas (4394 punktów)
>>>Kolejną urodziwą laseczkę poznałem ostatnio i oczywiście po bliższym zaznajomieniu widzę, że znowu nic z tego.<<
>Jeśli nie chcesz płodzić głupawych blondynek, albo kibiców jakiegoś Ruchu, Legii, czy Śląska, to musisz uzbroić się w cierpliwość. Na imprezach zwracaj uwagę na te, które same na siebie uwagi nie zwracają. Życzę powodzenia.
   Albo lepiej -- żeby poznać dziewczynę do rzeczy, idź do czytelni bibliotecznej, a nie na 'imprezę'.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365