Racjonalista - Strona głównaDo treści
Mama mi się radykalizuje

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
02-04-2013 20:12Joanna. (19 punktów)Mama mi się radykalizuje
Ocena 7 na 7
W sumie sama nie wiem, dlaczego piszę ten wątek. Czytam to forum od jakiegoś czasu, ale nie dając znaków życia. Jednak ostatnio poziom mojej desperacji i bezradności wywołany zachowaniem mojej szanownej mamusi, przekroczył pewien poziom.
Mojej mamie ostatnio odbija. Dosłownie robi się z niej fundamentalista religijny. Może jednak zacznę od początku. Moja mama jest katoliczką. Pochodzi z bardzo religijnej rodziny i zawsze była osobą, że to tak ujmę "uduchowioną". Po prostu interesowała się bardzo takimi aspektami, ale przy tym nie była jakoś ograniczona, właściwie horyzonty miała całkiem szerokie. Ciekawiła ją tylko nie własna religia, ale i wiele innych, bardzo lubiła czytać o buddystach, reinkarnacji, lubiła też Danikena i dyskutować ze mną o tym, jakie są "dowody" na to, że może ludzi stworzyli kosmici albo pomagali im na jakimś etapie - wszystko z dystansem i bardziej teoretycznie, ale i tak niesamowicie mnie bawiło, że umie to godzić z koncepcją katolickiego Boga . Mnie religijność przeszła, gdy miałam jakieś trzynaście lat, szybko zaczęłam też patrzeć na świat bardziej sceptycznie, więc nie byłam dla niej odpowiednią osobą do tego rodzaju dyskusji, bo strasznie szybko się frustrowała rozmowami ze mną. Tak czy inaczej, chodzi mi po prostu o to, że nie była jakoś strasznie "cięta" w kwestiach religii, dało się z nią normalnie pogadać. Jedyne, do czego mnie zmuszała do chodzenie do kościoła i chyba wszystko zaczęło się jakoś, gdy miałam siedemnaście lat i w końcu się zbuntowałam. Była straszna awantura (wcześniej parę razy groziła, że wyrzuci mnie z domu, jak przestanę chodzić do kościoła, ale to takie bredzenie), wyżywała się na mnie co chwila, efekt był taki, że przeprowadziłam się na dwa dni do babci (od strony ojca, oczywiście ), ona się opamiętała, zadzwoniła, wróciłam do domu i jak mi się wydawało, te kwestie miałam już z głowy.
Ale od tamtej pory, chociaż nie byłam już zmuszana do uczestniczenia w mszach, moja mama bardzo się zmieniła. Najpierw zaczęło się od rozmów... Niby nic, ale jak mówiłam, zawsze dało się z nią pogadać. Ona strasznie lubiła dyskusje, czytała mi czasem fragmenty książek, szukałyśmy razem na ten temat informacji... Później, to wyglądało mniej więcej tak: zaczynało się od jakiegoś tekstu w telewizji, czy czegoś, co gdzieś przeczytała, co inicjowało rozmowę na tematy religijne; wchodziła do mojego pokoju, wygłaszała swoją płomienną przemowę, nie dając mi właściwie dojść do słowa; gdy kończyła, ja próbowałam kontrargumentować, ona dosłownie zatykała uszy i robiła coś w stylu "blablabla". Czasem patrzyłam na nią tak, jakby jej odbiło, bo tak to też wyglądało. Często mówiła, że będzie leciał jakiś film w telewizji o religii czy cudach albo, że ona czytała jakąś książkę, co neguje ewolucję i że ja mam ją przeczytać, albo książkę o reinkarnacji, albo o czymś tam... Mam dużo swoich obowiązków i często po prostu jej mówiłam, że nie. Wtedy ona z triumfem twierdziła: "No tak! Boisz się weryfikować swoje poglądy!". Ona tymczasem, choć wcześniej nie miała tego w zwyczaju, przełączała natychmiast, gdy w telewizji mówiono krytycznie o Kościele, gdy pojawiali się politycy antyklerykalni, zaczynała ich obrażać (choć wcześniej tego nie robiła), teraz na święta rozbawiła mnie do łez, bo przełączyła jakiś kabaret tylko dlatego, że pojawili się tam księża! Wcześniej nie miała z tym problemu. Śmiała się, żartowała, broniła Kościoła, ale nie do przesady, potrafiła przyznać, że dzieje się w nim źle, teraz w ogóle coś takiego nie przejdzie jej przez usta. Wszyscy tylko kłamią, ośmieszają jej religię, a ja to już w ogóle... Ostatnio gadałam sobie z ojcem i jakoś tak od słowa do słowa, wyszedł nam ot taki tam, głupawy, suchy tekst o wiadomych skłonnościach księży. Jak ona to usłyszała, zrobiła mi kolosalną awanturę. Byłam zszokowana, bo to było raptem jedno zdanie! Ona suszyła mi głowę cały dzień, później jeszcze jakiś czas później wypominała mi, jak to ośmieszam jej religię. Przestała też czytać książki, które wcześniej ją interesowały. Pamiętam, jak dyskutowałam z nią o tym, co powiedział Cejrowski (jej ulubieniec) na temat buddyzmu. Mówiłam, że wcześniej bardzo lubiła o tym czytać i rozmawiać, ekscytowało ją to, a w czasie naszej rozmowy, bez cienia zastanowienia przyznała mu rację.
Wiem, że żaden z Was mi nie pomoże, szanowni Racjonaliści, ale jestem na studiach i jeszcze przez parę lat, będę z nią mieszkała, więc chciałabym, żeby nasze życie pod jednym dachem było w miarę jak najbardziej spokojne. Mam zresztą młodszego brata, na którego ma bardzo duży wpływ i mam wrażenie, że jak tak dalej pójdzie, to wyrośnie z niego katolicki talib, bo zaczyna czasem rzucać podobnymi tekstami, jak i ona. W dodatku oboje zaczynają mnie traktować tak, jakbym spiskowała przeciwko ich wierze i potajemnie zamierzała "nawrócić" ich na ateizm . Macie jakiś pomysł, jak złagodzić sytuację i co jest przyczyną jej zachowania? Starzeje się? Robi się "moherowa" czy po prostu coraz bardziej się boi "tego, co będzie później"? Rozmawiałam z nią parę razy, ale bez żadnego rezultatu. Naprawdę nie mam pojęcia, co z tym robić.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

meercat (934 punktów)
(zablokowany)
>Macie jakiś pomysł, jak złagodzić sytuację i co jest przyczyną jej zachowania?

Moim zdaniem przyczyną jest ucieczka. Z tego, co zaobserwowałam, ludzie uciekają na różne sposoby, przeważnie w uzależnienia, ale także w sposoby myślenia. Jeśli Twoja mama jest przewrażliwiona na tym punkcie, histeryczna, zaślepiona to znaczy, że w jej życiu wydarzyło się coś, co powoduje u niej poczucie winy i wstydu. I jej "zaangażowanie" religijne jest przykrywką pod którą sączy się otwarta rana.
Jeśli człowiek ma jakieś niezałatwione kwestie sumienia, jeśli ma wyrzuty sumienia, poczucie winy, wstydu, to aktywność takiej osoby nigdy nie będzie źródłem dobra i harmonii, tylko zawsze konfliktu. Innymi słowy Twoja mama z jakiegoś powodu odrzuciła sama siebie i teraz, reprezentując taką postawę, pragnie odrzucenia z zewnątrz. To też jest rodzaj narkotyku. Spójrz na środowisko Radia Maryja.

Jak złagodzić? Miłością i bezwarunkową, naprawdę bezwarunkową akceptacją. Tuleniem fizycznym i psychicznym. Krytyka będzie dodatkowo syciła poczucie odrzucenia u Twojej mamy i pogorszy sytuację. Nie ma możliwości, abyś pomogła mamie atakując ją.
02-04-2013 22:19 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>>Moim zdaniem przyczyną jest ucieczka... Jeśli Twoja mama jest przewrażliwiona na tym punkcie, histeryczna, zaślepiona to znaczy, że w jej życiu wydarzyło się coś, co powoduje u niej poczucie winy i wstydu...

    ... Meercat, do tej pory masz rację. Ale dalej się mylisz. Tym zdarzeniem które powoduje poczucie winy i wstydu jest niechodzenie córki do kościoła. Podejrzenie, że sama mama przyczyniła się do ateizmu córki. Ludzie religijni często są dość liberalni wobec ateizmu i dyskusji na tematy religijne, dopóki ten problem nie dotyczy ich najbliższych. Wtedy stają się ortodoksami, jak w przypadku naszej młodej koleżanki. Tutaj nic nie pomoże, oprócz ponownego praktykowania religijnego córki. Wiem, bo sam mam podobną sytuację. Radzę sobie, bo cały czas mówię, że nie chcę być takim hipokrytą jak reszta rodziny. I jako przykłady podaję co mama sama zaznała od "religijnej rodzinki", co ja sam od nich zaznałem. A ja mam co wskazywać, podczas gdy dziewczyna ma raptem 20 lat więc jej doświadczenia są nikłe. Wskazywanie "hipokryzji religijnej" na przykładach innych (znajomych, czy obcych) ludzi niewiele da. Jej mama potraktuje to jako niezasadne "kłamstwo i ataki na Boga". Ma dziewczyna "twardy orzech do zgryzienia". Mama pewnie uspokoi się dopiero gdy córka weźmie ślub kościelny (najlepiej konkordatowy) i ochrzci wnuki (choć jeżeli pozostanie ateistką, to będzie to duża hipokryzją) . Ale do dawnych dyskusji pewnie już nie wróci. Zwłaszcza jeżeli mówiła z księżmi na ten temat. Ci będą stale odsysać w niej winę, bo to "dobra broń przecie córce która chce być ateistką"...

    ... pozdrawiam...

... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
03-04-2013 00:12 
 Ocena 1 na 1
meercat (934 punktów)
(zablokowany)

Jednak całe doświadczenie mówi mi, że dogmatyzm w jakiejkolwiek postaci, bezwzględność w jakiejkolwiek postaci, jest ucieczką od własnego problemu, od własnej krzywdy. Jest zemstą za własną krzywdę. Znów odwołam się do środowiska Radia Maryja. Na pewno miałaś też okazję obserwować ich zawziętość, zaciekłość. Stawiam, że są to ludzie skrzywdzeni i pogrążeni w poczuciu winy i wstydu. Są tak zawstydzeni swoją winą - zawsze chcieli uchodzić za lepszych niż są - że posuwają się do agresji.
Irracja (4721 punktów)
>Jednak całe doświadczenie mówi mi, że dogmatyzm w jakiejkolwiek postaci, bezwzględność w jakiejkolwiek postaci, jest ucieczką od własnego problemu, od własnej krzywdy. Jest zemstą za własną krzywdę. Znów odwołam się do środowiska Radia Maryja. Na pewno miałaś też okazję obserwować ich zawziętość, zaciekłość. Stawiam, że są to ludzie skrzywdzeni i pogrążeni w poczuciu winy i wstydu. Są tak zawstydzeni swoją winą - zawsze chcieli uchodzić za lepszych niż są - że posuwają się do agresji.

    ... w pewnym sensie masz rację a Twoje obserwacje są poprawne. Jednak jest to postawa narzucona przez wiele wieków "religijnej indoktrynacji". Zdecydowana wiekszość religii (a zwłaszcza KRK) preferują pogląd, że "wszystko co dobre nas spotyka jest zasługą Boga, religii, kościoła i innych ludzi - zaś wszystko co złe nas spotyka jest wynikiem naszych osobistych grzechów". To jest ideologia niewolnicza, nie dziw się więc takim postawom i zachowaniom ludzkim. W sumie o to im chodzi, abyś zawsze czuła się winna sprzeciwu wobec religii, nawet jeśli ewidentnie Cię krzywdzi. Łatwiej takimi rządzić, według własnego "widzimisię"...

    ... pozdrawiam...

... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
03-04-2013 00:15 
 Ocena 3 na 3
Joanna. (19 punktów)
Zastanawiam się nad tym, co napisaliście. Być może rzeczywiście w tym tkwi przyczyna. Moja mama, podczas tych bardzo rzadkich, bo wyjątkowo spokojnych rozmów napomykała, że żałuję, że naciskała na mnie z wiarą, bo to przez nią jestem ateistką. Mówiłam jej nie raz, że wcale tak nie jest, bo jak wspominałam, ona wcześniej nie miała tak twardego stanowiska w sprawach Kościoła i religii w ogóle. Właściwie nawet wtedy, gdy zrezygnowałam z chodzenia do kościoła, mówiła mi, żebym znalazła sobie wyznanie, które mi odpowiada i tak spróbowała "szukać swojej drogi". Wszystko rzeczywiście zaczęło się na dobre sypać kiedy jej powiedziałam, że nie zamierzam tego robić, bo nie wierzę w Boga. Najwyraźniej, jej zdaniem, "swojej drogi" bez wyższego bytu, znaleźć nie można.
A co do małżeństwa - nie uspokoi się, bo takowego nie będzie . Z tym musiała się pogodzić i pogodziła się już jakiś czas temu, dzieci również się nie spodziewa, nie będę się wdawać w szczegóły, ale może i to ma jakiś wpływ na jej, momentami, dosłownie histeryczne reakcje.
Tak czy inaczej, najbardziej martwi mnie to, że pewne jej teksty i zachowania powtarza mój brat. To mnie niepokoi. Ma dopiero jedenaście lat, wiadomo jak to jest w tym wieku, też jeszcze będzie miał dużo czasu na swoje przemyślenia i wnioski, ale czasem jak go słyszę, mam ochotę złapać się za głowę. Poza tym, on strasznie się wycwanił, i teraz ilekroć ktoś ma do niego o coś pretensje, to rzuca tekstem: "A mamo, a ona mi zabrania wierzyć w Boga/chodzić do Kościoła". To jest absurdalne, bo oczywiście nic takiego nie ma miejsca, ale natychmiast zaczyna się kłótnia i moja mama zaczyna mnie ochrzaniać za coś, czego nie zrobiłam. Nawet, jak już wie, że nic takiego nie miało miejsca, to ochrzania mnie dalej, chyba dla zasady.
I... Niestety wpływ księży również zauważyłam. Trudno mi nie odczuwać wobec nich niechęci, jak czasem przychodzi, po spowiedzi i opowiada swoje rewelacje, co tam jej ksiądz powiedział i tak dalej. Normalnie krew mnie zalewa, tym bardziej, że pamiętam wydarzenie sprzed kilku lat, po którym (za namową księdza) zmieniła nagle zdanie co do czegoś bardzo istotnego w naszym życiu i moim zdaniem popełniła duży błąd.
Irracja (4721 punktów)
>>A co do małżeństwa - nie uspokoi się, bo takowego nie będzie . Z tym musiała się pogodzić i pogodziła się już jakiś czas temu, dzieci również się nie spodziewa, nie będę się wdawać w szczegóły, ale może i to ma jakiś wpływ na jej, momentami, dosłownie histeryczne reakcje.

    ... aaa, to zmienia postać rzeczy. Zakładam (nie wiem czy słusznie, ale do takiego założenia będę się odnosił), że to efekt Twoich wyborów, a nie "zrządzeń losu". To może być podstawowy czynnik - to co napisałem poprzednio jest tylko efektem i przesuwa się na drugie miejsce. Nauki religijne, jak i cała dotychczasowa filozofia społeczeństwa widzi mężczyznę/kobietę (zwłaszcza kobietę) głównie jako ojca/matkę. A ta sytuacja pozbawia Twoją mamę wnuków. Prawdopodobnie Twoja mama widzi winę tej sytuacji w tym, że "za mało religijnie Cię wychowała" - w czym pewnie podtrzymują ją księża. Dlatego przeszła na "pozycje ortodoksyjne", dlatego zaczęła "bardziej religijnie" wychowywać Twojego brata. Myślę, że nie pogodziła się z tym - dlatego tak bardzo walczy o Twoją religijność. Sądzę, że Twoja mama narazie tylko odłożyła ten problem "ad acta" - bo jesteś młoda, bo masz jeszcze czas, bo uczysz się i studiujesz, bo zmadrzejesz, bo dużo się może zmienić, etc. Ale za jakieś 5-7 lat ta sprawa powróci "na wokandę" (i wtedy będziesz miała trudniej, niż dziś) - zwłaszcza sprawa dzieci, bo sprawa małżenstwa to już, w obecnym świecie jest troche inaczej spostrzegana, nawet przez katolików. Choć pewnie będzie wolała rozwódkę, niż pannę z dzieckiem - zawsze to jakoś lepiej wygląda, no i można całą winę "zwalić" na mężczyznę. W końcu jako kobieta i matka, a zwłaszcza jako jej dziecko, powinnaś być bez skazy - taka społeczna sztampa, która dużo bróździ w poprawnym ułożeniu partnerstwa, o wyborze innej drogi już nie wspomnę...

    ... co do obecnej sytuacji, to jest pewne wyjście - choć pewnie też zaraz ktoś mnie tutaj skrytykuje za taką propozycję. Owóż, wobec mamy i rodziny, przejdź na "pozycję agnostyczną", sam tak postepuję z mamą i rodziną. Co do "Boga" unikaj zdecydowanych postaw. Kiedyś zamieściłem na swoim profilu (inny, bo literacki portal) taką myśl...
Cytat:

... naj­wiek­szym prob­le­mem "wiary w Bo­ga" jest otaczający "świat"...
... za dużo na nim zła i niegodzi­wości by wie­rzyć w "Boga"...
... lecz i za dużo dob­ra i nadzieii by o "Nim"... zapominać...

    ... myślę, że pomoże Ci to zrozumieć jak rozmawiać, a w zasadzie unikać takich rozmów z mamą o "Bogu"...

    ... co do mszy i modlitwy, to zacytuj jej ten fragment Biblii (Ew. Mateusza 6:5-7)
Cytat:

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani.

    ... resztę sama wymyśl i dopowiedz. W końcu, z tego cytatu wynika, ze modlitwa to prywatna spraw, a nie "pokazówka". Reszta to Twoja sprawa...

    ... co do świąt, to zawsze podkreślaj ich wartość rodzinną, unikaj dyskusji o wartościach religijnych...

    ... co do kleru to zacytuj jej ten fragment (Ew. Mateusza 20:26-28; powtórzone w Ew. Marka 10:43-45)
Cytat:

Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć...

    ... przepych, żądza władzy, pedofilia, etc - to wszystko Cię zraża do religii. Taką postawę przyjmij, raczej opartą o "deklerykalizm", niż o "antyklerykalizm"...

    ... suma sumarum, mówię mamie, że nie interesuje mnie religia, lecz to by być dobrym człowiekiem, by "godnie i pożądnie żyć tu i teraz", a reszty dowiem się gdy przyjdzie czas (w domyśle, po śmierci). To zdaje egzamin, z mamą nie kłócę się, choć czasami to ona podejmuje jakieś dyskusje. No i nie mam też dużych problemów z resztą "towarzystwa", nawet z tymi radykalnymi. "To moje życie, i ja za nie odpowiem" - tak najczęściej staram sie uciąć dyskusję. A reszta, z kim się spotykam, co robię i co myślę to już "inna bajka"...

    ... poradzisz sobie...

    ... pozdrawiam, i miłego dnia życzę...


... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
Joanna. (19 punktów)
Nie jestem pewna, czy mojej mamie zależy tak konkretnie na tym, żebym rzeczywiście wyszła za mąż. Co śmieszniejsze, kiedy jeszcze do kościoła chodziłam, twierdziła nawet, że jak nie chcę ślubu kościelnego czy ślubu w ogóle to okej, żebym tylko była szczęśliwa (i broń Boże nie była lesbijką, bo Jezusie, co babcia na to powie ). Teraz oczywiście jej stanowisko w tej kwestii również się zmieniło (ślub przed Bogiem to świętość!), ale jak mówiłam, pogodziła się z faktem, że ode mnie wnuków się nie doczeka.

Sęk właśnie w tym, że jej zachowanie nie zmieniło się jedynie w stosunku do mnie. Mam wrażenie, że ona nagle zmieniła swój światopogląd. Pomijając nawet kwestie jej dawnych zainteresowań i dzisiejszego nastawienia do nich... Patrzę, jak ona ocenia ludzi. Kiedyś nie miała problemu z tym, że ktoś jest po rozwodzie, czy ktoś tam ma kochankę, w ogóle nie ingerowała w takie sprawy, bo co ją to obchodziło. Teraz przychodzi i opowiada, jak to jakaś tam baba sypia z Arabem, a tamta znowu ma tylu kochasi, a ta zdradza męża, a ten jest chyba "pedałem", a ten znów jest taki i owaki... Normalnie czasem wierzyć mi się nie chce. Wiem, że są ludzie, którzy uwielbiają tego rodzaju plotki, ale ona nigdy taka nie była. Ma w ogóle takie pełne agresji reakcje. Nigdy nie lubiła się z naszą sąsiadką, ale nie zdarzyło się wcześniej, żeby ją określiła jakimś obelżywym słowem, a ostatnio ta stała na balkonie, a moja mamusia, całkiem głośno, przy otwartym oknie, wyraziła swoją opinię o niej . No i dochodzi do tego rasizm. Uwielbiała książki podróżnicze, nigdy nie miała takich poglądów, a teraz coraz częściej wygłasza takie kwestie, jak jej własna matka...

Moja mama dobrze wie, że modlitwa to prywatna sprawa, do tego mnie nie namawiała . Za to chodzenie do kościoła... Oj, to mniej prywatne! Sąsiedzi patrzą, no i w ogóle, jak tu do rodziny na jakieś święto przyjechać i tak ze wstydem mówić, że wszyscy byli w kościele, ale ja nie...

Postawa agnostyczna odpada . Od tego zaczynałam właściwie. I ona strasznie się bulwersowała, krzyczała na mnie, że nie mogę siedzieć okrakiem na barykadzie, że mam jasno powiedzieć, albo wierzę, albo nie wierzę, a nie tak, nie wiadomo co . To nie poskutkuje, nie w tym przypadku.

Dziękuję za porady .
03-04-2013 13:56 
 Ocena 5 na 7
Meretseger (61860 punktów)
A nie jesteś przypadkiem dorosła? Pisałaś, że studiujesz.
Jeśli tak Ci przeszkadza zachowanie mamy, to może warto pomyśleć o wyfrunięciu z gniazda. Pracę jakąś znaleźć, choćby jako kelnerka czy przy roznoszeniu ulotek. Tysiące młodych ludzi tak żyje, jeśli nie mogą lub nie chcą otrzymać pomocy od rodziców. Lekko nie będzie, ale za to cicho i spokojnie. Pomyśl o tym.
Grey (2102 punktów)
> może warto pomyśleć o wyfrunięciu z gniazda.

A dlaczego miałaby się wyprowadzać?
Mieszka u siebie, jest zameldowana. To takie dziwne, że oczekuje od współlokatorów normalnego zachowania?
04-04-2013 08:00 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>A dlaczego miałaby się wyprowadzać?
Bo to naturalna kolej rzeczy, że dorosłe dzieci opuszczają dom rodzinny i zamieszkują gdzie indziej. Jedne wcześniej, inne później, ale na ogół w okolicach 25 roku życia już się chce być "na swoim". Nie wiem, ile masz lat, ale przypuszczam, że nieco więcej niż 18. Można wiedzieć, gdzie mieszkasz?
>Mieszka u siebie, jest zameldowana.
Każde dziecko mieszka "u siebie" i jest zameldowane. Może tak mieszkać i do późnej starości, czemu nie.
>To takie dziwne, że oczekuje od współlokatorów normalnego zachowania?
Dziwne - nie. Tylko zależy, co każdy z współlokatorów uważa za "normalne zachowanie".
Joanna. (19 punktów)
Mam dziewiętnaście lat, mieszkam w lubuskim. Nie planuję wyprowadzać się z mieszkania przed ukończeniem studiów i właściwie nie o taki rodzaj "porady" mi chodzi, bo to, że się wkrótce wyprowadzę to bardzo dobrze wiem. Ja chciałabym wiedzieć, jak "unormować" swoje stosunki z mamą, najbardziej jak to możliwe. Jej zachowanie zdecydowanie nie jest normalne, biorąc pod uwagę to, jak zachowywała się wcześniej. To nie jest tak, że zupełnie sobie z tym nie radzę czy jestem dręczona - nie, nie. Jestem właściwie przyzwyczajona do takich 'radykalizmów', bo jak wspominałam, jej rodzina, czyli moi dziadkowie z jej strony, mają bardzo radykalne podejście, Kościół, Smoleńsk, zamach i w ogóle spisek z każdej strony, a ja sobie z tym dobrze radzę (no, mimo kłótni). Ale jak mówiłam, ona taka nigdy nie była. To jakaś zmiana, która wystąpiła u niej nagle i nie potrafię dostrzec konkretnej przyczyny.
05-04-2013 07:34 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>To jakaś zmiana, która wystąpiła u niej nagle i nie potrafię dostrzec konkretnej przyczyny.
Prawdopodobnie jest to ostra forma reakcji na Twoją deklarację ateizmu. Mama się zradykalizowała, bo nagłe zderzenie z obcym jej światopoglądem pod jej własnym dachem wywołało u niej coś w rodzaju szoku. Nie może się pogodzić z tym, że "nie wyszło" jej wychowanie córki. Też tak kiedyś miałam, ale w odmianie łagodnej. Mama szybko przyjęła do wiadomości, że udało jej się wychować samodzielnie myślącą, rozumną córkę i skończyło się namawianie, by przemyśleć sprawę i narzekanie typu "gdzie popełniłam błąd". Otóż nigdzie, wprost przeciwnie.
W całej sytuacji widzę tylko jeden sposób - nie dyskutuj z mamą. Okazuj je życzliwość, miłość, pomagaj, ile zdołasz (nie tylko w pracach domowych); musi wiedzieć, że jesteś po jej stronie pomimo różnic w podejściu do wiary. Prawdopodobnie i tak to robisz. Trzymaj się swojego światopoglądu stanowczo, ale dyskretnie. Czas zrobi swoje i mama się w końcu przekona, że córka-ateistka wcale nie jest złą córką, jej samej udało się wychować dobrego i mądrego człowieka. No, a skoro radzisz sobie z resztą rodziny (faktycznie, trudna familia), to i z mamą sobie poradzisz.
Wyprowadzać się oczywiście wcale nie musisz, to była tylko jedna z możliwych opcji, ale rzeczywiście to może jeszcze być za wcześnie.
Powodzenia!
Grey (2102 punktów)
Nie wdając się w niepotrzebne dyskusje napiszę tylko tyle:
W dzisiejszych czasach proponowanie komuś, kto nie ma pracy, żeby się wyprowadził z domu to nie jest dobra rada.
Poza tym - matka Joanny ma najwidoczniej jakieś problemy psychiczne i zostawianie jej samej z tymi problemami też nie jest szczytem dorosłości.
05-04-2013 07:41 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)

>W dzisiejszych czasach proponowanie komuś, kto nie ma pracy, żeby się wyprowadził z domu to nie jest dobra rada.
Zupełnie niepotrzebnie się czepiasz. To jedna z możliwości, a nie ma obowiązku z takiej rady korzystać.
>Poza tym - matka Joanny ma najwidoczniej jakieś problemy psychiczne
Nie przesadzaj. Nie ma. To są problemy emocjonalne, które można rozwiązać bez pomocy specjalistów.
>zostawianie jej samej z tymi problemami też nie jest szczytem dorosłości.
Abstrahując od tej konkretnej sytuacji, czasem wyprowadzka dobrze robi. "Co z oczu, to z serca", mówiąc inaczej, gdy druga osoba konfliktu usuwa się z pola widzenia, następuje opadnięcie emocji. No, ale w tym przypadku nie wchodzi w grę.
03-04-2013 15:36 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
    ... to tylko propozycja oparta na moich własnych doświadczeniach. Decyzja i tak należy do Ciebie - nikt życia za Ciebie nie przeżyje...

    ... to że zmieniła się nie tylko wobec Ciebie, ale i wobec wszystkiego, to naturalne. Większość ludzi dobrze wie, że same słowa nie pomogą - trzeba przykładów. No i może nie tylko siebie obwinia, lecz i innych - stąd ta zwiększona agresja i nietolerancja wobec otoczenia. "No bo gdyby nie było grzeszników, to czy miałabyś skąd brać przykład który doprowadził Cię do ateizmu?" To też dość typowy schemat myślowy ludzi których dotyka problem ateizmu w rodzinie. Twoja mama nie tylko siebie obwinia, ale i całe otoczenie. Taki mały plus dla niej - wiekszość dostrzegałaby winę tylko w innych, nigdy w sobie...

    ... tak się złożyło, że kiedy wszyscy i wszystko zawiodło moja mamę - i religia i maż i reszta ludzi - miałem już kilkanaście lat więc zostałem jej najlepszym powiernikiem (byłem najstarszy z dzieci). Dlatego mogę dużo więcej powiedzieć o swojej mamie - no, ale to moja mama, nie Twoja. Twoja może zachować się inaczej. W tym samym wieku zacząłem odchodzić od kościoła i mnie też uczyła, że nie powinno się siedzieć na barykadzie. Że powinienem dązyc do jasno określonego pogladu. Ale cały czas miałem wrażenie, że jednak chce bym "zszedł z barykady" na konkretną stronę, tę z "Bogiem" i kościołem. I kilka lat później okazało się, że miałem rację. Ale jest coś ciekawszego w tym. Im dłużej trwałem w swoich pogladach, tym bardziej była zadowolona z tego mojego "siedzenia na barykadzie". Nie wiem czy zdaje sobie sprawę, że to jest miraż stworzony dla niej - ale chyba bardzo jej zależy bym jednak "siedział na tej barykadzie". Zawsze daje jej to nadzieje, że "jej syn nie zostanie całkowicie potępiony". Ateizm, i zwiazane z tym "potępienie wieczne" (jak wierzy) jest trudne do zaakceptowania przez "kochajace serce religijnej matki". Zobaczysz co przyniesie przyszłość, ale może... kiedyś i taka koncepcja będzie przydatna...

    ... pozdrawiam... nic więcej nie wymyślę...


... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
Ratatoskr (4439 punktów)
>Macie jakiś pomysł, jak złagodzić
>sytuację i co jest przyczyną jej zachowania? Starzeje się? Robi się "moherowa" czy po prostu coraz
>bardziej się boi "tego, co będzie później"? Rozmawiałam z nią parę razy, ale bez żadnego rezultatu.
>Naprawdę nie mam pojęcia, co z tym robić.

Nie da się. Możesz być tylko konsekwentna.

Moją matkę chyba trochę otrzeźwiło, jak na każde jej nawracanie i wzywanie Ducha Świętego do oświecenia mnie, zaczęłam wzywać Latającego Potwora Spagetti. A ściślej to chyba incydent, kiedy w ramach wyganiania ze mnie diabła wylała na mnie cały słoik wody święconej, na co ja w rewanżu obrzuciłam ją makaronem z serem (akurat jadłam, nie zmyślam).

Ale to było już lata całe po mojej wyprowadzce z domu. W czasach gdy mieszkałyśmy pod jednym dachem było dokładnie jak u ciebie i przez lata całe mać nie chciała sobie odpuścić ewangelizowania mnie.
03-04-2013 00:18 
 Ocena 2 na 2
Joanna. (19 punktów)
Moja mama raczej Ducha Świętego nie wzywa. Tylko powtarza, że się za mnie będzie modlić, że to jest mój bunt i mi przejdzie, ale chyba sama przestaje w to wierzyć i może stąd też po części jej wściekłość. Staram się nie być dla niej zbyt uciążliwa i TEGO tematu raczej nie poruszam, ale czasem coś usłyszy... Raz weszła akurat jak czytałam coś na forum, zobaczyła tytuł tematu, załamała ręce i rzuciła: "Co ci ten Kościół zrobił?! Czy ty jesteś normalna?! Ty masz jakąś obsesję!" - ot, i wyszła obrażona. Boli mnie to głównie dlatego, że pamiętam jaka była wcześniej i ciężko mi zrozumieć tą zmianę.
03-04-2013 10:46 
 Ocena 2 na 2
Ratatoskr (4439 punktów)
>Boli mnie to głównie dlatego, że pamiętam jaka była wcześniej i ciężko mi zrozumieć tą zmianę.

"Pociesz się", że ona ma pewnie dokładnie tak samo, tylko w drugą stronę
Joanna. (19 punktów)
>>Boli mnie to głównie dlatego, że pamiętam jaka była wcześniej i ciężko mi zrozumieć tą zmianę.
>"Pociesz się", że ona ma pewnie dokładnie tak samo, tylko w drugą stronę

Nie, nie . Ja nawet będąc oficjalnie katolikiem czy chodząc do kościoła, prezentowałam takie poglądy jak teraz, więc ona miała czas się do nich przyzwyczaić. Różnica jest taka, że kiedyś udawało nam się o tym normalnie rozmawiać, a teraz to jest jakaś masakra.
05-04-2013 16:17 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No to, jak jest masakra, to nie rozmawiaj. Oducz sie tego, zapomnij o tym, że kiedyś mogłyście tak rozmawiać i skup wasze relacje na innych kwestiach. Jesteś młodziutka, więc zaskoczona i zdziwiona radykalną zmianą. Ale tak bywa. Życie. A tak w ogóle, to bywa gorzej, znacznie gorzej, kiedy ludzie pod jednym dachem zaczynają się zwalczać z powodu powstających różnic i stopniowej radykalizacji postaw. Bo nie mogą sobie odpuścić. Pogódź sie z utratą tej jednej kwestii, by ochronić inne. Unikaj tematu, jak mama go będzie inicjować. Ludzie się zmieniają, najbliżsi też. Skup się na tym, co łączy, a nie na tym, co dzieli, bo to się zdarza. Często.
03-04-2013 20:24 
 Ocena 1 na 1
Grey (2102 punktów)
>Tylko powtarza, że się za mnie będzie modlić, że to jest mój bunt i mi przejdzie,

O, właśnie. Powiedz jej, żeby się modliła, że chcesz się nawrócić i niech się modli o łaskę wiary dla Ciebie. Wytłumacz jej, że Bóg nie każdemu daje tak samo, ale taka pobożna matka na pewno coś wymodli dla córki.
Nie żartuję - moja rodzina do tej pory się za mnie modli, a ja mam spokój.
vifix (2315 punktów)
Generalnie łatwo nie masz
Sam się zastanawiam, czy byłoby gorzej gdyby chciała Cię wysłuchać a Twoje logiczne argumenty i tak by do niej nie przemówiły, czy gdyby nie chciała nawet Cię wysłuchać.
Ja Ci proponuje abyś co jakiś czas podchodziło do niej i spokojnym tonem głosu mówiła, że to co ona robi bardzo Cię rani i czujesz się nieszczęśliwa z jej powodu. Być może takie słowa wypowiedziane kilka/kilknaście razy w momencie, gdy jest spokojna i nie krzyczycie na siebie dadzą jakiś rezultat i zapragnie zaprzestać ranienia swojej córki.
Myślę również sobie, że może uważa Cię za osobę niedojrzałą z powodu Twojego radykalnego stanowiska wobec ślubu. Masz dwadzieścia parę lat i w takim wieku mówić, iż nigdy się nie zdecyduje na małżeństwo jest, w mojej ocenie, przejawem naiwności, ponieważ wszystko jest możliwe i za parę lat możesz zmienić zdanie. Być może to jest powód dla którego mama uważa Cię za "nienormalną" i tak silnie naciska na nawrócenie (katolikom zazwyczaj chrześcijaństwo wiąże się z wartościami rodzinnymi).

O brata też bym się specjalnie nie martwił. Jeżeli jest inteligentny to radykalizm matki w pewnym wieku mu przejdzie a jeżeli nie jest to już nic nie poradzisz bo w końcu każdy rodzić może wychowywać dzieci po swojemu. Ty jedynie możesz w "świadomym wieku" wytłumaczyć mu swój punkt widzenia a on będzie miał prawo zrobić z tym co zechcę.
Będąc dzieckiem też mocno wierzyłem (sam, bez presji ze strony rodziców) i jakoś mi przeszło
03-04-2013 10:53 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Ja Ci proponuje abyś co jakiś czas podchodziło do niej i spokojnym tonem głosu mówiła, że to co ona robi bardzo Cię rani i czujesz się nieszczęśliwa z jej powodu.

Nie znam lepszego sposobu, żeby kogoś wk....ć maksymalnie . Spokojnym tonem powtarzać, jacy to się czujemy skrzywdzeni z czyjegoś powodu.
Druga osoba wtedy zwykle reaguje podobnym zarzutem, ale nie wykluczone, że już mniej spokojnym tonem.
Pierwsza zasada, jeśli chcemy nawiązać jakiś delikatny dialog - nie krytykować i nie próbować wywoływać poczucia winy.
vifix (2315 punktów)
>Nie znam lepszego sposobu, żeby kogoś wk....ć maksymalnie . Spokojnym tonem powtarzać, jacy to się czujemy skrzywdzeni z czyjegoś powodu.

Ja nie znam jej matki dlatego daje propozycje, która wg mnie może okazać się skuteczna. Może się również okazać mało skuteczna tak jak, każda inna propozycja w tym temacie. Fakt, że Ciebie lub Twoich bliskich takie coś wku.... nie oznacza, że innych musi.

>Druga osoba wtedy zwykle reaguje podobnym zarzutem, ale nie wykluczone, że już mniej spokojnym tonem.

Jasne, istnieje takie ryzyko ale, moim zdaniem, warto spróbować tym bardziej, że autorka ma ograniczoną ilość opcji i wiele metod, jak zakładam, już wypróbowała.

>Pierwsza zasada, jeśli chcemy nawiązać jakiś delikatny dialog - nie krytykować i nie próbować wywoływać poczucia winy.

Twoja zasada w tym momencie nie ma racji bytu, bo autorka próbowała nawiązać dialog przedstawiając, jak domniemywam, rzeczowe argumenty.
03-04-2013 12:00
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)

>Naprawdę nie mam pojęcia, co z tym robić.
Chyba nic się nie da zrobić. Najwyżej możesz spróbować takiej metody: wysłuchać spokojnie "kazania", po czym nie polemizować, tylko odpowiedzieć "ja też cię kocham, mamo" i wrócić do swojego zajęcia. Przetestowane na dwóch osobach. Poskutkowało. Niestety, nie daję żadnej gwarancji, że poskutkuje w przypadku Twojej mamy.
tabrek (67 punktów)
>(...) Często mówiła,
>że będzie leciał jakiś film w telewizji o religii czy cudach albo, że ona czytała jakąś książkę, co
>neguje ewolucję i że ja mam ją przeczytać, albo książkę o reinkarnacji, albo o czymś tam... Mam dużo
>swoich obowiązków i często po prostu jej mówiłam, że nie. Wtedy ona z triumfem twierdziła: "No tak!
>Boisz się weryfikować swoje poglądy!". (...)

Odmawianie to faktycznie wystawianie się na taki zarzut.
Dużą lepszą metodą jest spokojne wysłuchanie propozycji i odpowiedzenie: "bardzo chętnie przeczytam/oglądnę/whatever, jeśli najpierw Ty przeczytasz/oglądniesz/... [tu jakaś pozycja krytykująca Kościół/religię; z książek np. "Bóg urojony", z filmów jakiś dokument dotyczący pedofilii w Krk. - na jutubie i gdzie indziej jest tego trochę]". Proponuj pozycje o podobnej długości, co proponowane. Artykuł za artykuł (na racjonaliście wybór jest ogromny), książkę za książkę, film za film.

Bardzo skuteczna metoda; jeśli odmówi (a pewnie tak zrobi), to raczej Ci nie zarzuci strachu przed weryfikacją poglądów, bo można będzie zarzucić jej to samo.

Pozdrawiam i powodzenia.
Joanna. (19 punktów)
Bynajmniej . Zawsze tak mówię prawie. "Okej, przeczytam, ale obejrzyj ze mną...". Jej reakcja jest natychmiastowa, że nie i już, i ona nie dostrzega w tym hipokryzji, że zarzuca mi "strach przed weryfikacją poglądów", choć sama robi to samo. Nie obawiam się w żaden sposób weryfikować swoich poglądów, ale naprawdę nie widzę sensu w czytaniu pierdół. Parę podsuniętych przez nią pozycji już czytałam, w stylu dowodów na jakieś potępione dusze i tak dalej. Nawet pokazując jej później, na jakich wątłych podstawach się to wszystko opiera, nie uzyskuję żadnego rezultatu, bo ona kwituje to pełnym obruszenia: "Oczywiście!" i zaraz wyskakuje: "Ale tego już nie umiesz udowodnić! A tamtego jeszcze nie przeczytałaś! A powinnaś obejrzeć to!"

Nie da się spokojnie .
05-04-2013 07:50 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
No, to się nie da inaczej, jak "dobrze, przeczytam"/"dobrze, obejrzę" i nie wdawać się w polemiki na argumenty. Oczywiście ani czytać, ani oglądać nie musisz, bo "nie masz czasu, musisz się uczyć, gdzieś wychodzisz" - jakiś powód nieczytania zawsze się znajdzie, najlepiej związany ze studiami, to nie będzie krytykowany. Prawdopodobnie jest tak, że im bardziej się opierasz próbom ewangelizacji, tym bardziej mama naciska. Przestań się zatem czynnie opierać, tylko puszczaj mimo uszu i mów jej, że ją kochasz.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365