Mogę mówić jedynie o swoich, nieco ponad półtorarocznych doświadczeniach (3 miesiące temu w hospicjum zmarł mój ojciec). Na terenie Warszawy nie wiem jak przedstawia się sytuacja, choć szpital, z którego ojciec trafił do hospicjum oferował pomoc również w umieszczeniu go w jednej ze stołecznych placówek. Ze względu na odległość wybraliśmy Łomżę.
Specyfiką placówek hospicyjnych stacjonarnych i opieki domowej jest to, że przez obecność duchownych i wystrój religia tam jest. Mieszkamy w Polsce. Człowiek, który musi odwiedzać taką placówkę (czego nikomu nie życzę), naprawdę nie ma ochoty na spory światopoglądowe z personelem. Było mi wszystko jedno czy na ścianach wisi 10 czy 20 najświętszych panienek. Z drugiej strony, wielki szacunek dla ludzi, którzy zajmują się chorymi. Obcowanie na co dzień z tragediami rodzin i śmiercią podopiecznych jest brzemieniem psychicznym, które zrozumieć mogą ci, którzy sami tego doświadczyli. Kończąc - zakonnik, który duchowo opiekował się chorymi (oprócz psychologa), pytał czy podopieczny życzy sobie jego posługi. Delikatnie i z szacunkiem dla decyzji.
|