 |
Jak rozwiązać wszelkie problemy. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 31-03-2009 14:12 | Qwerkat (60 punktów) | Jak rozwiązać wszelkie problemy.
5 na 5 | Wszyscy wiemy, że umrzemy. Jeśli to już wiemy to dlaczego pozwalamy na rodzenie następnych pokoleń? Po co pakujemy następnych w tę ziemską rzeczywistość? Po co następni mają wszystko powtarzać od narodzin do umierania? Czy nie lepiej by było darowanie wszystkim tego ziemskiego etapu istnienia? Przenieśmy wszelkie istnienie do rzeczywistości docelowej (tej po śmierci), a zlikwidujemy wszelkie problemy, całe zło tego świata i cały syzyfowy wysiłek wkładany w przetrwanie dla przetrwania. Nikt już nie będzie musiał bać się śmierci ani złego losu. Nie potrzeba do tego czarodziejskiej różdżki wystarczy tylko ludzka wola. Wystarczyłoby, aby każdy człowiek rodził tylko po jednym dziecku i po jakimś czasie nie pozostanie tutaj nikogo. Nasz świat dla wielu jest rajem, ale niestety bardzo często dla innych jest piekłem. Warto zniszczyć każde piekło. Czy ludzkość jest do tego zdolna? Czy potrafimy zadbać o przyszłość następnych pokoleń? Czy nie byłoby lepiej, aby następni rodzili się już po drugiej stronie? Jeśli po śmierci nic nie ma to czy nie lepiej by było darować następnym pokoleniom bezsensowne krótkotrwałe zaistnienie? Te słowa są jak walenie głową w niezniszczalny mur ludzkich schematów myślenia, ale zawsze to więcej niż nic. Tak sobie patrzę z perspektywy... na co mi to było, wolałbym się nie narodzić, ale nikt wcześniej o tym nie pomyślał. A może my pomyślimy o następnych? Ciekawe ilu ludzi ma podobne spostrzeżenia?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
6 na 6 | zolv (1640 punktów) | > [...] Tak sobie patrzę z perspektywy... na co mi to było, wolałbym się nie narodzić, [...] Ciekawe ilu ludzi ma podobne spostrzeżenia?
Emo?
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję"
|
|
 | -1 na 1 siarkofrut (2125 punktów) (zablokowany) | en.wikipedia.org/wiki/EmoPoczytaj sobie i przestań grzeszyć ignorancją.
"Nigdy się nie spełniamy. Jesteśmy dwiema otchłaniami - studnią wpatrzoną w niebo."
|
|
|  | ollikm (2038 punktów) (zablokowany) | |
|
| |  | 1 na 1 siarkofrut (2125 punktów) (zablokowany) | www.encyclopediadramatica.com/EmoI kto ma lepsze encyklopedie, co?  Chciałem jedynie zauważyć, że nazwanie Qwerkata "emo" było niczym nieuzasadnione (i potencjalnie obraźliwe).
"Nigdy się nie spełniamy. Jesteśmy dwiema otchłaniami - studnią wpatrzoną w niebo."
|
|
| | |  | | Madman (7811 punktów) | >Chciałem jedynie zauważyć, że nazwanie Qwerkata "emo" było niczym nieuzasadnione (i potencjalnie obraźliwe). A nie pomyślałeś, że "Emo" mogło być odpowiedzią na pytanie: "Ciekawe ilu ludzi ma podobne spostrzeżenia?"
|
|
| | | |  | siarkofrut (2125 punktów) (zablokowany) | >>Chciałem jedynie zauważyć, że nazwanie Qwerkata "emo" było niczym nieuzasadnione (i potencjalnie obraźliwe). >A nie pomyślałeś, że "Emo" mogło być odpowiedzią na pytanie: "Ciekawe ilu ludzi ma podobne spostrzeżenia?"
Pomyślałem. Mogło, pewnie było. Jest to jednoznaczne z przyrównaniem autora wątku do członków tejże subkultury (jeśli można tak nazwać tę grupę), co jest w moim mniemaniu obraźliwe.
|
|
7 na 7 | Fizyk (17637 punktów) | > Czy nie lepiej by było darowanie wszystkim tego ziemskiego etapu istnienia?
Nie lepiej: nie będzie innego. Carpe diem.
|
|
11 na 11 | lotrek (14275 punktów) | > Wszyscy wiemy, że umrzemy. Jeśli to już wiemy to dlaczego pozwalamy na rodzenie następnych pokoleń?By przetrwać jako gatunek, mamy zakodowany instynkt samozachowawczy, który zmusza nas do przekazywania naszych genów następnym pokoleniom. Jest to silniejsze od nas...dlaczego? Bo "na początku była chuć"...wyjaśnia Stasiu Przybyszewski 
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
6 na 6 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | Tak sobie patrzę z perspektywy... na co mi to było, wolałbym się nie narodzić, ale >nikt wcześniej o tym nie pomyślał. A może my pomyślimy o następnych? Ciekawe ilu ludzi ma podobne >spostrzeżenia? >
Sadząc po tym że populacja naszej planety ciągle rośnie, nie tak wielu.
Możesz dać dobry przykład - nie rozmnażaj się. Wyjdzie to na dobre ludzkości, dość już na tej ziemi smutasów.
"Wizards don't believe in gods in the same way that most people don't find it necessary to believe in, say, tables." Terry Pratchett "Reaper Man"
|
|
 | | Qwerkat (60 punktów) | Niestety tak to właśnie się odbywa. Dla większości jestem tylko smutasem, ale ja wiem, że będą następni podobni do mnie i myślę właśnie o nich. Ty urodzisz następnych ludzi, a oni następnych i wśród nich będą kolejne "smutasy" bo nie myślałeś perspektywicznie i może po prostu masz ich gdzieś bo dla ciebie pewnie to tylko "efekt uboczny" życia. Nawet wiem dlaczego tak jest - wynika to z tego, że nie doświadczyłeś tego jak bezlitosne może być cierpienie - ono zmienia poglądy. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. No cóż mamy czas więc może kiedyś też doświadczysz i zrozumiesz o co mi biega i skąd wzięły się moje poglądy oraz jakie mają znaczenie. Na razie wygrywa huć, może kiedyś zwycięży współczucie i logika...kto wie...warto przynajmniej rozmawiać to lepsze niż nic.
|
|
|  | 7 na 7 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Niestety tak to właśnie się odbywa. Dla większości jestem tylko smutasem, ale ja wiem, że będą następni podobni do mnie i myślę właśnie o nich. Ty urodzisz następnych ludzi,
A jak nie urodzę?
>Nawet wiem dlaczego tak jest - wynika to z tego, że nie doświadczyłeś tego jak bezlitosne może być cierpienie - ono zmienia poglądy. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. No cóż mamy czas więc może kiedyś też doświadczysz i zrozumiesz o co mi biega
Może fakt, że raptem 2 miesiące temu o mało nie umarłam i to kilka razy a lekarze wyciągnęli mnie "z trumny za nogi" (cytat z chirurga który operował mnie 11 razy w ciągu 3 tygodni) spowodował, że cieszę się każdym dniem, bo każdy wygrałam na loterii.
Może kiedyś zobaczysz jak cenne są te dni które nam zostały (oby nie było za późno, żebyś nie pluł sobie w siwa brodę "a tyle mogłem przeżyć zamiast biadolić") i jak wiele jest drobnych a bezcennych radości w życiu. Np. fakt że można odstawić jedną kulę, albo samemu się ubrać czy wstać z krzesła.
Ja nie oddałabym ani jednego dnia. I nikomu nie życzę żeby przechodził to co ja. Nawet smutasom.
"Wizards don't believe in gods in the same way that most people don't find it necessary to believe in, say, tables." Terry Pratchett "Reaper Man"
|
|
|  | 1 na 1 | Qwerkat (60 punktów) | Może zareagowałem zbyt ostro, ale chodziło mi tylko o zwrócenie uwagi na fakt, że nasza rzeczywistość potrafi być bezlitosna bo istnieje w niej cierpienie, a my ludzie posiadamy takie możliwości, inteligencję i technologię, że możemy to zmienić raz na zawsze. Gdyby to nie było możliwe to bym nie robił z siebie...smutasa. Wydaje się, że podstawową barierą jest strach przed śmiercią. Gdyby śmierć była czymś w rodzaju przejścia przez gwiezdne wrota to już dawno wszyscy bylibyśmy po drugiej stronie. Dla każdego byłoby to tak "straszne" jak przejście przez drzwi własnego domu. Myślę, że każdy miałby na tyle odwagi i współczucia, aby przejść przez takie drzwi dla dobra wszystkich...A może to prawda? Może śmierć to nasze gwiezdne wrota do nowej rzeczywistości, w której już wszyscy są oprócz nas bojaźliwych ludzi? Jest na to 50% szans bo po śmierci albo będziemy istnieć, albo nie. Potrafimy zaryzykować praktycznie niczym nie ryzykując? Nie? No to dalej tkwijmy w tej wspaniałej rzeczywistości i dalej podcierajmy sobie tyłki coraz wykwintniejszym papierem toaletowym...
|
|
| |  | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | >Może zareagowałem zbyt ostro, ale chodziło mi tylko o zwrócenie uwagi na fakt, że nasza rzeczywistość potrafi być bezlitosna bo istnieje w niej cierpienie, a my ludzie posiadamy takie możliwości, inteligencję i technologię, że możemy to zmienić raz na zawsze. Gdyby to nie było możliwe to bym nie robił z siebie...smutasa. Wydaje się, że podstawową barierą jest strach przed śmiercią. Gdyby śmierć była czymś w rodzaju przejścia przez gwiezdne wrota to już dawno wszyscy bylibyśmy po drugiej stronie. Dla każdego byłoby to tak "straszne" jak przejście przez drzwi własnego domu. Myślę, że każdy miałby na tyle odwagi i współczucia, aby przejść przez takie drzwi dla dobra wszystkich...A może to prawda? Może śmierć to nasze gwiezdne wrota do nowej rzeczywistości, w której już wszyscy są oprócz nas bojaźliwych ludzi? Jest na to 50% szans bo po śmierci albo będziemy istnieć, albo nie. Potrafimy zaryzykować praktycznie niczym nie ryzykując? Nie? No to dalej tkwijmy w tej wspaniałej rzeczywistości i dalej podcierajmy sobie tyłki coraz wykwintniejszym papierem toaletowym...
Ale mnie jest tu całkiem nieźle i nie mam ochoty na żadne gwiezdne wrota. A skąd ci się te 50% szans na życie po śmierci wzięło?
|
|
| | |  | 1 na 1 | Qwerkat (60 punktów) | Trochę luźnych myśli: Skąd 50% szans? Stąd, że po śmierci są tylko dwie możliwości: albo będziemy istnieć albo nie. Inaczej: albo jesteśmy tylko reakcją fizyczno-chemiczną materii albo oprócz materii jesteśmy jeszcze czymś "dodatkowym". Wiem, że kiedy człowiek umiera widzimy potem jego nieruchome ciało i na pierwszy rzut oka wydaje się, że to był tylko jakiś niesamowity mechanizm, który przestał działać. Jednak po dokładniejszym przyjrzeniu okazuje się, że nawet nie wiemy co to jest materia. Składa się ona z jakichś dziwnych elementów, które nawet ze sobą się nie stykają. Nie stykają się, ale w jakiś przedziwny sposób oddziałują na siebie - może za pomocą niewidzialnych sznureczków? A może materia to tylko bąbelki przestrzeni i to przestrzeń jest "prawdziwą" materią (w której rozchodzi się światło)? Jak się tak zastanowić to można się pogubić...Przykładowo jak miałaby wyglądać najmniejsza cząstka tej materii - z czego miałaby być zbudowana? A może najmniejsza cząsteczka materii to drganie przestrzeni? Inne pytania: czy był początek wszystkiego? Jeśli tak to co było wcześniej? nic? więc jak z nic mógł powstać początek? Po takich pytaniach człowiek zaczyna uświadamiać sobie, że tak naprawdę nic nie wie o rzeczywistości, w której się urodził. Nie wiemy nawet tego dlaczego jak się podskoczy to się spada? Jak to działa? Wiemy, że w mózgu pomiędzy komórkami nerwowymi płyną impulsy elektryczne, że być może to są nasze myśli. Impulsy można porównać do ruchu upadających kostek domina: jedna się przewraca i uderza w następną, ta następna w następną i tak "leci" impuls, tak "leci" reakcja, ale (!) jak wytłumaczyć fakt, że potrafimy odczuwać, doświadczać rzeczywistość? Przecież w jakiś sposób ODCZUWAMY ból, doświadczamy światła, dźwięków, smaków, zapachów. To jest doświadczenie. To nie jest tylko sam ruch domina. Ruch domina jest w kamerze - tam wszystko odbywa się automatycznie: pada światło na matrycę to wywołuje kolejną reakcję i dalej zostaje "zapisane" na filmie lub w pamięci. Jednak przecież kamera nie potrafi doświadczyć rzeczywistości...a może?  Elektron popycha drugi, ten drugi jeszcze następny, któryś z kolei wywołuje reakcję w komórce, ale co się zmienia? Zmienia się tylko układ innego domina, przeskakują tylko elektrony. W którym momencie następuje doświadczenie? W którym momencie pojawia się świadomość? Czy świadomość to tylko ruch niezliczonej ilości elektronów, które nawet ze sobą się nie stykają? Trudno sobie to wyobrazić bo wtedy znaczyłoby to, że każda materia odczuwa rzeczywistość, ponieważ w każdej materii jest jakiś ruch elektronów. Jeśli wiemy tyle co nic to właściwie nic nie wiemy, a jeśli nic nie wiemy to wszystko jest możliwe...(stąd 50 % szans) Jeśli wszystko jest możliwe to możliwe jest nawet to, że DNA to tylko taki elegancki pancerzyk na świadomość, taka niesamowita nakładka, która oddziela nas od prawdziwej rzeczywistości. A może DNA to obcy, który przed miliardami lat wszedł w symbiozę z czymś czym jesteśmy naprawdę. Sam sobie wymyśl co jest możliwe.  Jeszcze trzy przykłady co jest możliwe(heh): Może jesteśmy w jakimś akwarium, w specjalnej pułapce, z której mogą wyjść tylko istoty o odpowiednim poziomie inteligencji i współczucia, takie które potrafią same sobie poradzić i po prostu otworzyć tylne drzwiczki. Żeby wyjść z tej pułapki należy pomyśleć o dobru wszystkich istot, wszystkich które odczuwają. Kto robi to tylko i wyłącznie na własną rękę temu kasują pamięć i wkładają z powrotem do pułapki (i mamy reinkarnację heh). Kluczem do wyjścia z pułapki jest hasło: "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Czy potrafimy zatroszczyć się o wszystkie istoty jednocześnie? Może jesteśmy jak ślepiec, który od urodzenia nie widział światła i nie potrafi sobie wyobrazić jak ono wygląda, jak wyglądają kolory. Może jesteśmy jak ślepiec, który boi się nacisnąć przełącznika, a to tylko włącznik światła. Może jesteśmy jak byk na arenie. Wychodzimy na świat i nawet nikt nie zapytał się o zgodę. Na początku mamy w sobie mnóstwo energii wydaje się nam, że arena należy do nas. Przed nami ukazuje się wróg, instynkt każe nam atakować. Atakujemy...raz, drugi, trzeci... Wróg też się nie poddaje. Nic z tego nie rozumiemy, ale walczymy dalej do samego końca do ostatniego tchnienia... Z zewsząd słychać: takie jest życie, nie poddawaj się! nie daj się! chłopaki nie płaczą!... Jednak gdzieś w oddali słychać coś, coś jakby ole...ole...ole... Dlaczego byk postępuje wbrew logice? Dlaczego nie potrafi zauważyć, że jest tylko zabawką torreadora, że jego los jest już z góry ustalony? A czy my ludzie na pewno jesteśmy lepsi od byka. Przecież również mamy ograniczoną percepcję rzeczywistości. Można nawet podskoczyć i zaśpiewać, ale i tak wszyscy umrzemy. Żal ci nowego domu? Wysokiego wieżowca? Pieniędzy? Samochodu? Pięknych widoków? Wiatru we włosach? Zadaj sobie pytanie co możesz stracić, a co możesz zyskać? Czy rozwalenie na zawsze piekła na ziemi nie jest warte poświęcenia reszty twojego życia? Pomyśl ile rzeczy sobie i innym oszczędzisz: choroby, starość na nędznej emeryturze etc. Tych, których kochamy nie tracimy bo wszyscy przejdziemy tam razem, do nowego świata. A jeśli nic tam nie ma to i tak mała strata. A jeśli jednak coś jest? Czy nie byłoby to największe zwycięstwo ludzkości? ...Pstryk i już, i nastała światłość...czego sobie i innym życzę... P.S.: Niemożliwe? G. prawda. "Sięgaj tam gdzie wzrok nie sięga". P.S.2: Na pewno możemy liczyć na extra bonus: nigdy więcej podcierania tyłka. (heh)
|
|
| | | |  | | placownik (17853 punktów) |
Trwaj chwilo, jesteś piękna. I nie da się przeliczyć cię na procenty.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Qwerkat (60 punktów) | Chwilo litości...nie odpowiada...
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Qwerkat (60 punktów) | Poddaje się... Moje poglądy są jak kropla w oceanie ludzkich myśli i dążeń. Jednak nie mam w sobie ulgi, że próbowałem, czuję że to było za mało... Powodzenia wszystkim życzę: "róbta co chceta"
|
|
| | | | | |  | | Qwerkat (60 punktów) |
P.S.: Jaki ślad można po sobie pozostawić? Pomniki, budowle, dzieła sztuki? Co może się równać z likwidacją zła jakim jest wszelkie cierpienie?
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | rudyment (3233 punktów) | >P.S.: Co może się równać z likwidacją zła jakim jest wszelkie cierpienie?
Likwidacja dobra, jakim jest wszelkie szczęście.
"Człowiek siądzie, pomyśli i wymyśli" (N. Dyzma)
|
|
| | | | | | | |  | | Qwerkat (60 punktów) | odpowiedź na samym dole
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Skąd 50% szans? Stąd, że po śmierci są tylko dwie możliwości: albo będziemy istnieć albo nie.
Nie uprawiaj agnostycznej propagandy... Jak się krowa mocno odbije, to przeskoczy księżyc. Albo nie przeskoczy, 50% szans.
Proponuję eksperyment - wytnij sobie kawał mózgu. Myślisz, że kiedy Ty się tu będziesz ślinił i robił pod siebie, ten wycięty kawałek "przeżyje swoją śmierć" i będzie sobie funkcjonował gdzieś na jakimś tajemniczym pozamaterialnym poziomie? Nie chciałbym Cię (bardziej) dołować, ale prywatnie wyceniam takie prawdopodobieństwo dużo niżej niż 50%.
> Tych, których kochamy nie tracimy bo wszyscy przejdziemy tam razem, do nowego świata. A jeśli nic tam nie ma to i tak mała strata.
Mała strata to będzie, kiedy Ty się tam przeniesiesz. Ja się jeszcze nigdzie nie wybieram. Wybacz brutalność, ale czy ktoś Cię zatrzymuje?
Bez urazy, ale z punktu widzenia ewolucji jesteś ślepym zaułkiem. Miażdżąca większość z nas dostała od przodków geny, które od millenniów skutecznie realizują program "radosne rozmnażanie". Tobie trafiły się mutanty, które podpowiadają "rozmnażanie jest bez sensu". No pewnie że bez sensu - ale zgadnij które geny odniosą sukces reprodukcyjny?
|
|
| | | | |  | | Qwerkat (60 punktów) | odpowiedź na dole
|
|
| | | | |  | | darlove (2804 punktów) | >No pewnie że bez sensu - ale zgadnij które geny odniosą sukces reprodukcyjny?
Hehehe... Synku, a co to ma za znaczenie, ktore geny? De facto, smierc Wszechswiata jest nieunikniona, a Ziemi nie bedzie jeszcze szybciej. Myslisz, ze gatunek ludzki przetrwa smierc termiczna Kosmosu? Zaprawde, wielka wiara Twa musi byc. A poza tym... Twoje geny to nie Ty i Twoja swiadomosc. No i co z tego, ze pozostawisz tutaj po sobie jedno, dwa... nawet setki pokolen? To i tak wszystko w koncu szlag trafi!
To, ze czlowiek w ogole cos robi i widzi w tym jaki taki sens wynika tylko z tego, ze "nicnierobienie" jest jeszcze bardziej bez sensu, jesli jest w tym wszystkim jakikolwiek sens. Osobiscie uwazam, ze nie ma sensu w skali makro, choc mozna - ba! - nawet trzeba dla zdrowia psychicznego doszukiwac sie sensu w dzialaniach w skali mikro... Osobiscie jestem rowniez zdania, ze jedynie rozumowanie, matematyka, dedukcja jest jedyna rzecza, ktora ma jaka taka wartosc na tym swiecie. Oczywiscie, sa takie rzeczy jak uczucia, uniesienia, cala ta spoleczna otoczka, cala ta gra, ktora czlowiek na codzien uprawia, ale w gruncie rzeczy to wszystko jest tak bardzo ulotne, ze po chwili cala "magia" pryska i... okazuje sie, ze jedyne, co masz, to mysl i mozliwosc poznawania, badania, odkrywania cudow w swiecie idei... Wiem, ze to troche 'czarno' wyglada, ale co poradze? Inni maja bogow, dla ktorych zyja w nadziei, ze ci ostatni im wynagrodza trudy zycia zyciem wiecznym. Hm... rozumiem ich. Kiedys sam wierzylem. I wiesz, powiem tak. Gdyby to byla prawda, to bylbym pierwszym, ktory by sie cieszyl i chwalil boga...
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
|
|
| | | | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | >> No pewnie że bez sensu - ale zgadnij które geny odniosą sukces reprodukcyjny? > Hehehe... Synku, a co to ma za znaczenie, ktore geny?
Kluczowe, Tatusiu. Kolega Qwerkat postulował tu jakiś "autogenocyd" gatunku ludzkiego. Ja mu tylko zasugerowałem, że z genetycznego punktu widzenia szanse są marne.
> Myslisz, ze gatunek ludzki przetrwa smierc termiczna Kosmosu?
Przebóg, czy ja mówiłem coś takiego?!
> Zaprawde, wielka wiara Twa musi byc.
Ha, jestem równie urażony, jak rozbawiony.
> No i co z tego, ze pozostawisz tutaj po sobie jedno, dwa... nawet setki pokolen? > To i tak wszystko w koncu szlag trafi!
No przecież napisałem, że dla mnie to też bez sensu. I po cóż do mnie ta cała tyrada, nie pojmuję doprawdy.
> Kiedys sam wierzylem. I wiesz, powiem tak. > Gdyby to byla prawda, to bylbym pierwszym, ktory by sie cieszyl i chwalil boga...
Gdyby to była prawda, należałoby uczciwie bozi wygarnąć, że sporo w Dziele Stworzenia niedoróbek, prowizorki i fuszerki. Żeby nie powiedzieć: złej woli. Naciągana trójczyna, boziu, nie ma się z czego cieszyć ani czym chwalić.
|
|
| |  | 4 na 4 | qF3r (0 punktów) | > Może zareagowałem zbyt ostro, ale chodziło mi tylko o zwrócenie uwagi na fakt, że nasza rzeczywistość potrafi być bezlitosna bo istnieje w niej cierpienie, a my ludzie posiadamy takie możliwości, inteligencję i technologię, że możemy to zmienić raz na zawsze.No ba, pewnie że potrafi. Ale potrafi być też bardzo przyjemna  > Gdyby śmierć była czymś w rodzaju przejścia przez gwiezdne wrota to już dawno wszyscy bylibyśmy po drugiej stronie."...Gdyby ryby głos też miały Kaktusy na dłoniach by wyrastały Gdyby po Ziemi stąpały ideały Biały byłby czarny A czarny biały..." > Może śmierć to nasze gwiezdne wrota do nowej rzeczywistości, w której już wszyscy są oprócz nas bojaźliwych ludzi? Jest na to 50% szans bo po śmierci albo będziemy istnieć, albo nie. Potrafimy zaryzykować praktycznie niczym nie ryzykując? Nie? No to dalej tkwijmy w tej wspaniałej rzeczywistości i dalej podcierajmy sobie tyłki coraz wykwintniejszym papierem toaletowym...Szkopuł w tym "może" właśnie, na temat tego czy istnieje jakaś inna rzeczywistość i jaka ta rzeczywistość jest możemy sobie tylko pofantazjować. Mi tam się nie spieszy do zamieniania konkretu na "nie wiadomo czy i nie wiadomo co". Dla czegoś takiego nie zaryzykuje choćby najmniejszej przyjemności. Wolę sobie tkwić i pracować uparcie nad maksymalnym uprzyjemnieniem tkwienia
|
|
| | |  | | Qwerkat (60 punktów) | odpowiedź na samym dole
|
|
3 na 3 | jad11 (18783 punktów) | >Wystarczyłoby, aby każdy człowiek rodził tylko po jednym dziecku i po jakimś czasie nie pozostanie tutaj nikogo. Chyba każda kobieta, bo ja rodzić nie zamierzam. Po co rodzić po jednym skoro można od razu nie rodzić wcale?
>Nasz świat dla wielu jest rajem, ale niestety bardzo często dla innych jest piekłem. Warto zniszczyć każde piekło. Nawet jeśli dla niektórych jest rajem ?
>Ciekawe ilu ludzi ma podobne >spostrzeżenia? Faktycznie- ciekawe.
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
|
|
2 na 2 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Ciekawe ilu ludzi ma podobne spostrzeżenia?
Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,
A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.
I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,
I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie...
Mówili o niej: "Łka, więc jest!" - I nic innego nie mówili,
I przeżegnali cały świat - i świat zadumał się w tej chwili...
Porwali młoty w twardą dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem?
"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" -
Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze.
Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił!
Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił!
Łamią się piersi, trzeszczy kość, próchnieją dłonie, twarze bledną...
I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczystą mieli jedną!
Lecz cienie zmarłych - Boże mój! - nie wypuściły młotów z dłoni!
I tylko inny płynie czas - i tylko młot inaczej dzwoni...
I dzwoni w przód! I dzwoni wspak! I wzwyż za każdym grzmi nawrotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto tu jest cieniem, a kto młotem?
"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" -
Tak, waląc w mur, dwunasty cień do jedenastu innych rzecze.
Lecz cieniom zbrakło nagle sił, a cień się mrokom nie opiera!
I powymarły jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera...
I nigdy dość, i nigdy tak, jak pragnie tego ów, co kona!...
I znikła treść - i zginął ślad - i powieść o nich już skończona!
Lecz dzielne młoty - Boże mój - mdłej nie poddały się żałobie!
I same przez się biły w mur, huczały śpiżem same w sobie!
Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem!
I nie wiedziała ślepa noc, czym bywa młot, gdy nie jest młotem?
"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" -
Tak, waląc w mur, dwunasty młot do jedenastu innych rzecze.
I runął mur, tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny!
Lecz poza murem - nic i nic! Ni żywej duszy, ni Dziewczyny!
Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu!
Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było oprócz głosu!
Nic - tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!
Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?
Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów,
Potężne młoty legły w rząd, na znak spełnionych godnie trudów.
I była zgroza nagłych cisz. I była próżnia w całym niebie!
A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?
.
|
|
 | 2 na 2 | Jurek (430 punktów) | Bolesław Leśmian - "Dziewczyna".
|
|
3 na 3 | MichaQ (1056 punktów) | I kolejna osoba, która postrzega ludzką egzystencje jako pasmo udręk, a z tego banalnego faktu, że ludzie umierają, robi katastrofę większą niż wszystkie masowe wymierania gatunków na Ziemi jaki miały miejsce razem wzięte. Umrzemy. Ciężko w to wątpić. Ale co z tego? Na razie nigdzie się nie wybieram, a ponieważ nie mam pojęcia, kiedy szlag mnie trafi, nie mam zamiaru suszyć sobie głowy takimi bzdurami. Jeśli ktoś ma problem z sensem życia, bo zbyt ciężko jest mu podnosić się rano z łóżka, a do tego dokłada się niska pensja, zawody miłosne i cykliczne łamanie w krzyżu, to polecam poczytać sobie kolejno stoików, pisma Nietzschego oraz posłuchać "Always look on the bright side of life" Monty Pythona; następnie to wszystko przemyśleć i skończyć z tym myśleniem, jakby to Nietzsche ujął, w kategoriach niewolniczych.
|
|
| bockxer (1165 punktów) |
Nic nowego. Schwytany przez Midasa satyr zwierzył mu pewną mądrość. Według Arystotelesa brzmiała ona tak: "Największym szczęściem człowieka jest się nie urodzić, a gdy się urodził - zaraz umrzeć."
|
|
 | | Qwerkat (60 punktów) | >Nic nowego. Schwytany przez Midasa satyr zwierzył mu pewną mądrość. Według Arystotelesa brzmiała ona tak: " Największym szczęściem człowieka jest się nie urodzić, a gdy się urodził - zaraz umrzeć ." >
W tym jednym zdaniu Arystotelesa zawarłeś sens mojego potoku słów. (heh)
Dodam jeszcze drugie zdanie (nie wiem kogo): " Lepiej zapobiegać niż leczyć " i mamy komplet.
I co? I nic, zawsze tak było... jesteśmy baranami i tyle.
Na razie...
|
|
|  | 1 na 1 | bockxer (1165 punktów) | Przy okazji, ten mający swoje lata animowany klip fińskiego Lodger'a powinien Ci pasować. Mam nadzieję, że jesteś pełnoletni bo to od lat 18 koti.mbnet.fi/reagan/lodger/ilove.htmlJakby link nie działał to szukaj Lodger - I love death. PS Moje dawne powiedzenie -"szkoda życia na to życie"- pasuje do tego jak ulał.
|
|
| |  | | Qwerkat (60 punktów) | Nie ma czego komentować, wszystko jasne...
|
|
1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > (...) dlaczego pozwalamy na rodzenie następnych pokoleń? > Po co pakujemy następnych w tę ziemską rzeczywistość? > Po co następni mają wszystko powtarzać od narodzin do umierania?
Podejrzewam, że ma to związek z funkcjonowaniem systemu emerytalnego.
|
|
2 na 2 | Autografka (10638 punktów) | > Wszyscy wiemy, że umrzemy. Jeśli to już wiemy to dlaczego pozwalamy na rodzenie następnych >pokoleń? Po co pakujemy następnych w tę ziemską rzeczywistość? Po co następni mają wszystko >powtarzać od narodzin do umierania? Czy nie lepiej by było darowanie wszystkim tego ziemskiego etapu >istnienia? > Przenieśmy wszelkie istnienie do rzeczywistości docelowej (tej po śmierci), a zlikwidujemy >wszelkie problemy, całe zło tego świata i cały syzyfowy wysiłek wkładany w przetrwanie dla >przetrwania. Nikt już nie będzie musiał bać się śmierci ani złego losu. Nie potrzeba do tego >czarodziejskiej różdżki wystarczy tylko ludzka wola. Wystarczyłoby, aby każdy człowiek rodził tylko >po jednym dziecku i po jakimś czasie nie pozostanie tutaj nikogo. Nasz świat dla wielu jest rajem, >ale niestety bardzo często dla innych jest piekłem. Warto zniszczyć każde piekło. > Czy ludzkość jest do tego zdolna? Czy potrafimy zadbać o przyszłość następnych pokoleń? Czy nie >byłoby lepiej, aby następni rodzili się już po drugiej stronie? Jeśli po śmierci nic nie ma to czy >nie lepiej by było darować następnym pokoleniom bezsensowne krótkotrwałe zaistnienie? > Te słowa są jak walenie głową w niezniszczalny mur ludzkich schematów myślenia, ale zawsze to >więcej niż nic. Tak sobie patrzę z perspektywy... na co mi to było, wolałbym się nie narodzić, ale >nikt wcześniej o tym nie pomyślał. A może my pomyślimy o następnych? Ciekawe ilu ludzi ma podobne >spostrzeżenia? > Niestety, nic nie wskazuje na to, że jest jakakolwiek druga strona. W takim razie, jeżeli nie żyjesz tu i teraz - nie żyjesz nigdzie, nigdy Cię nie było i nie będzie. Życie jest więc sensem samym w sobie, bo jeżeli go brak, to nie ma nic, również sensu. Jeżeli żyjesz, masz co najmniej szansę.
|
|
 | | Qwerkat (60 punktów) |
Globalne harakiri to wersja "na kozaka". Łagodna wersja to dążenie do tego, aby mieć maksymalnie jedno dziecko.
Nie wymagam od nikogo ascezy - przecież są środki antykoncepcyjne.
Czy to, aż tak wielkie poświęcenie posiadanie tylko jednego dziecka? Pomyśl co można dzięki takiemu "poświęceniu" osiągnąć.
Jeśli ktoś się nie narodzi to nie żałuje tego, że się nie narodził.
Dla mnie takie podejście jest racjonalne, myślę że to ma sens.
|
|
|  | 3 na 3 | Autografka (10638 punktów) | >Globalne harakiri to wersja "na kozaka". Łagodna wersja to dążenie do tego, aby mieć maksymalnie jedno dziecko. >Nie wymagam od nikogo ascezy - przecież są środki antykoncepcyjne. >Czy to, aż tak wielkie poświęcenie posiadanie tylko jednego dziecka? >Pomyśl co można dzięki takiemu "poświęceniu" osiągnąć. >Jeśli ktoś się nie narodzi to nie żałuje tego, że się nie narodził. >Dla mnie takie podejście jest racjonalne, myślę że to ma sens.
Nie o mnie i o moją ascezę chodzi. Chodzi o istnienie bądź nie. Jak rozumiem pytasz po co istnieć. Po wszystko. Bo jeżeli nie istniejesz, to nie masz nic, a właściwie masz nic (a tak naprawde, jeżeli nie istniejesz to nie masz) Żadnej szansy na cokolwiek. To właśnie życie i istnienie jest wyznacznikiem czegokolwiek i zarazem wszystkiego. Bez istnienia nie ma o czym mówić - bo nie ma o czym.
|
|
|  | 1 na 1 | elfya (50 punktów) | bardzo rozumiem. Ciebie i Twój przekaz. też mam ten '' 'parszywy' 'gen' '', odpowiedzialny za głębokie poznanie - i co za tym idzie - głęboki ból istnienia. Zbyt dobra wyobraźnia, analiza i zrozumienie.. czasami wydaje mi się że pan Budda właśnie na tej zasadzie dostąpił oświecenia, empatii absolutnej.. i topiąc swoje ego - a co za tym idzie - między innymi chęć przekazania swoich genów , opuścił to materialne ''piekło'' , pozostawiając życie życiu takiemu jakie jest ,wiecznej prokreacji i destrukcji.. a ducha wyrywał z klątwy subiektywnego doświadczenia i nieustających potrzeb czyli cierpienia. (ciekawe co się z nim stało po tym oświeceniu; ) ..a czasami wydaje mi się że jest magiczne piękno w życiu człowieka , w tworzeniu piękna , w uczeniu dzieci szczęścia.. że energia kreatywna we wszelkich przejawach egzystencji jest czymś niesamowitym i życie potrafi być cudownym darem. I że warto rozwijać atrybuty ''dane'' człowiekowi.. warto odpowiednio ukierunkować rozwój i dążyć do polepszenia życia.. ale znając ludzkość jako masę i większość ludzi z osobna - trudno uwierzyć w perspektywę uzdrowienia. wszędzie tylko presja , ignorancja , chaos. żadnej nadziei. za dużo bodźców i coraz mniej motywacji.. kult ego. nie ma gdzie sie schować. nie ma z kim się nie czuć samotnym. tylko pośpiech i absurd. brak kontemplacji nad istotą rzeczy czegokolwiek. masakra. paranoja. piekło. ale w głowie pozostają ideały.
Oglądałeś film ''Baraka'' ? Jeśli nie - obejrzyj koniecznie.; )
|
|
| |  | | Qwerkat (60 punktów) | Postaram się oglądnąć...
|
|
| | |  | | elfya (50 punktów) | byle skutecznie
|
|
| | | |  | | elfya (50 punktów) | ..i tak jesteśmy bezsilni wobec tej ''powszechnej woli zaistnienia''- życie i tak będzie trwać , wiesz ? dlatego lepiej odnaleźć harmonię (presja odnalezienia harmonii..?) i pogodzić się z obowiązkiem egzystencji, bo inaczej cierpienie będzie się tylko pogłębiać i zaostrzać.. człowiek nabawi się depresji , nerwicy , od tego jeszcze raka , bliscy przez to dostaną depresji , nerwicy i w konsekwencji raka.. skoro już się zaistniało, to lepiej mieć szacunek do życia. w przeciwnym razie życie nie będzie miało szacunku do nas.. lepiej pracować nad dobrym nastawieniem, dostrzeganiem plusów i tworzeniem nowych.. energia się mnoży - dobra i zła.. dlatego lepiej gromadzić myślami i czynami pozytywną energię.. by wnętrze i otoczenie stawało się coraz czystsze, jaśniejsze i piękniejsze.. myślę że po to właśnie żyjemy. mamy wielkie predyspozycje. kwestia ukierunkowania. świat jest w tej chwili chory , dlatego my też jesteśmy.. ale nadal wierzę że jest to choroba uleczalna. wierzę, że w zdrowym świecie życie jest boską wartością. chyba trzeba zacząć od siebie , choć to niewyobrażalnie trudne.. choć to wydaje się nie mieć sensu.. powoli zmieniać rzeczywistość. poza tym mając za sobą spełnione życie lepiej się umiera , jak sądzę ; )
|
|
| | | | |  | | Qwerkat (60 punktów) | >..i tak jesteśmy bezsilni wobec tej ''powszechnej woli zaistnienia''- życie i tak będzie trwać
Rozumiem...to jak kopanie się z koniem. Jednak...traktuję to trochę jak obowiązek, dlatego że koncepcje niewyartykułowane nie istnieją. Mi wystarczyło niewiele doświadczeń, ale na tyle dużo abym zrozumiał i wyciągnął wnioski na całe życie.
Lepiej chociaż podtrzymywać koncepcje niż uznać, że nic z tego nie będzie, bo wtedy nie ma nawet najmniejszej szansy. Na świecie są mądrzy ludzie, więc jakaś szansa istnieje.
Oglądnąłem film... Cóż mam to chyba w wyobraźni ten cały "ruch". Kipiące życie w rozmaitych formach, obyczajach, wierzeniach, schematach myślenia... Jeden się rodzi, drugi akurat kona. Tu pokój tam wojna. Jeden zajada się snickersem inny dostaje akurat śmiertelny cios maczetą...a jeszcze dalej wszechświat... Czym różnimy się od kurczaków? Kurczaki też odczuwają rzeczywistość, mają oczy, więc widzą, mają uszy, słyszą, mają zmysł węchu itd... są troszkę mniej kumate. Gdyby urwać kurczakowi łapę to będzie odczuwał taki sam ból jak człowiek, któremu urwie się nogę. Nie ma dużej różnicy. Podstawowym celem kurczaka jest minimalizowanie nieprzyjemności i maksymalizowanie przyjemności. Kiedy odczuwa nieprzyjemność jest źle, kiedy odczuwa przyjemność jest dobrze. Strach przed śmiercią też można zaliczyć do nieprzyjemności. Kurczak balansując tak pomiędzy przyjemnością i nieprzyjemnością trwa, czyli żyje... My ludzie robimy dokładnie to samo tylko, że posiadając więcej inteligencji i dar przewidywania potrafimy w bardziej wyrafinowany sposób dążyć do przyjemności i unikać nieprzyjemności. Potrafimy wykorzystywać do tego celu wyrafinowane technologie, rozmaite nauki i techniki. Potrafimy wykorzystywać inne istoty. Potrafimy w mniej lub bardziej wyrafinowany sposób wykorzystywać jeden drugiego, tutaj skutecznym narzędziem są np. pieniądze. Potrafimy walczyć "o swoje" prowadząc krwawe lub bezkrwawe wojny. Wszystko po to, aby w ostatecznym rozrachunku mieć do dyspozycji jak najwięcej przyjemności i jak najmniej nieprzyjemności.
Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie ogromny koszt jaki trzeba zapłacić za istnienie życia w tej formie...
A może jednak rajem utraconym jest nieistnienie? Czy można w ogóle istnieć w nieskończoność? Czy ktoś może sobie coś takiego wyobrazić? Trylion trylionów lat razy trylion trylionów lat razy trylion trylionów lat...i powtarzaj tak przez trylion trylionów lat razy trylion trylionów lat, a to dopiero jedna sekunda kosmiczna z tryliona trylionów lat kosmicznych itd... Przypuśćmy, że po śmierci nic nie ma... Pstryk i cię nie ma. Czy nie byłby to idealny raj? Nawet nie wiesz, że już nie istniejesz. Super totalna gruba kreska...
No dobra chyba mam dość...jak się tak trochę pomyśli to można dostać jobla... na razie...aha a co będzie jak jednak będziemy dalej istnieć w nieskończoność? Zanudzimy się na amen? Może będziemy grać sobie w ekstremalne gry i...cóż może właśnie w jednej takiej grze właśnie uczestniczymy, a nazywa się: życie, czyli kuku na muniu...
|
|
| Balita (68 punktów) | > Wszyscy wiemy, że umrzemy. Jeśli to już wiemy to dlaczego pozwalamy na rodzenie następnych >pokoleń? Po co pakujemy następnych w tę ziemską rzeczywistość? Po co następni mają wszystko >powtarzać od narodzin do umierania? Czy nie lepiej by było darowanie wszystkim tego ziemskiego etapu >istnienia? > Przenieśmy wszelkie istnienie do rzeczywistości docelowej (tej po śmierci), a zlikwidujemy >wszelkie problemy, całe zło tego świata i cały syzyfowy wysiłek wkładany w przetrwanie dla >przetrwania. Nikt już nie będzie musiał bać się śmierci ani złego losu. Nie potrzeba do tego >czarodziejskiej różdżki wystarczy tylko ludzka wola. Wystarczyłoby, aby każdy człowiek rodził tylko >po jednym dziecku i po jakimś czasie nie pozostanie tutaj nikogo. Nasz świat dla wielu jest rajem, >ale niestety bardzo często dla innych jest piekłem. Warto zniszczyć każde piekło. > Czy ludzkość jest do tego zdolna? Czy potrafimy zadbać o przyszłość następnych pokoleń? Czy nie >byłoby lepiej, aby następni rodzili się już po drugiej stronie? Jeśli po śmierci nic nie ma to czy >nie lepiej by było darować następnym pokoleniom bezsensowne krótkotrwałe zaistnienie? > Te słowa są jak walenie głową w niezniszczalny mur ludzkich schematów myślenia, ale zawsze to >więcej niż nic. Tak sobie patrzę z perspektywy... na co mi to było, wolałbym się nie narodzić, ale >nikt wcześniej o tym nie pomyślał. A może my pomyślimy o następnych? Ciekawe ilu ludzi ma podobne >spostrzeżenia? Ja znowuż uważam,że życie jest czymś Najważniejszym !!! Nie mogę pojąć ,dlaczego człowiek akceptuje,godzi się z śmiercią?...Dlaczego cały wysiłek ludzki - psychiczny,materialny,...idzie w kierunku mniej ważnych spraw niż ŻyCIE BEZ ŚMIERCI???...A to, że TAK BYŁO i JEST, to znaczy ..,że MUSI TAK BYĆ???... >
|
|
2 na 2 | metsys (1088 punktów) | >więcej niż nic. Tak sobie patrzę z perspektywy... na co mi to było, wolałbym się nie narodzić, ale >nikt wcześniej o tym nie pomyślał. A może my pomyślimy o następnych? Ciekawe ilu ludzi ma podobne >spostrzeżenia?
Gdy jestem z dziewczyną. Kocham się z nią. Czujemy swoją skórę, ciepło, słyszymy westchnienia. Ze swojej twarzy odgarniam jej opadające, bezładne włosy. Trzymamy w uścisku swoje dłonie. Widzę i czuję całe jej ciało i osobę. Misterium piękna i przyjemności, jakie zafundowała nam ewolucja, i które pielęgnujemy wyobraźnią.
Co jednak się dzieje, gdy w obraz tego aktu wniknie anatomiczna analiza prokreacji? Ja szkielet obleczony tkanką miękką, oblepiony krwistymi mięśniami, z różnymi narządami wewnętrznymi pulsującymi w rytmie utrzymania tego stwora przy życiu, zbliżam się do innego kośćca z mięsistą masą oblepioną pajęczyną naczyń krwionośnych i wypełnionymi jelitami, no i muszę jeszcze włożyć kawałek siebie w tego twora! A tfu! Impotencja- sam sobie zaaplikowałbym niemoc.
Uważam, że stajesz się impotentem życiowym.
Pozdrawiam i życzę powrotu do natury (normalności).
jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
|
|
 | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | > Co jednak się dzieje, gdy w obraz tego aktu wniknie anatomiczna analiza prokreacji?> Ja szkielet obleczony tkanką miękką, oblepiony krwistymi mięśniami, z różnymi narządami wewnętrznymi pulsującymi w rytmie utrzymania tego stwora przy życiu, zbliżam się do innego kośćca z mięsistą masą oblepioną pajęczyną naczyń krwionośnych i wypełnionymi jelitami, no i muszę jeszcze włożyć kawałek siebie w tego twora! A tfu!> Impotencja- sam sobie zaaplikowałbym niemoc.> Uważam, że stajesz się impotentem życiowym.Z ostatecznym wnioskiem się zgadzam. Co wcześniejszego... Anatomia i fizjologia człowieka też są na swój sposób piękne- to wszechświat sam w sobie- sieć pulsujących naczyń krwionośnych, rozległa siatka nerwów, sploty mięśni... A jeśli spojrzeć głębiej, na strukturę tkanek i komórek... Obrazy niesamowitej urody. Człowiek jest fascynujący  Choć to zapewne kwestia gustu
|
|
 | | Qwerkat (60 punktów) | Nie wiem co ci odpowiedzieć...heh. Każdy z nas żyje w innej rzeczywistości. Rzeczywistości własnego umysłu i doznań. Twój świat jest szczęśliwy - i tyle, a właściwie aż tyle. Patrzysz na świat właśnie z takiego punktu widzenia i wydaje ci się, że wszyscy tak mają. Jesteś zdrowy fizycznie i psychicznie, masz w sobie energię do życia. To tacy jak ty tworzą nowe życie, ponieważ z optymizmem patrzysz "do przodu" i stworzenie nowego życia będzie dla ciebie czymś pięknym, czymś niesamowitym co doda ci jeszcze więcej energii. Jednak w naszej rzeczywistości są dwie strony medalu. Twoje dziecko wcale nie musi urodzić się zdrowe albo wcale nie musi być szczęśliwe, zresztą ty sam również możesz ulec, np. wypadkowi samochodowemu i zostaniesz sparaliżowany na resztę swojego życia. Gwarantuje ci, że zmienisz wtedy zdanie o naszej "ziemskiej" rzeczywistości i chociaż błagałbyś o eutanazję nikt ci wtedy nie pomoże bo inni nie zrozumieją twojej sytuacji. Nie chce być jakimś totalnym pesymistą i nikomu nie życzę źle, ale zwracam tylko uwagę na jeden fakt: nasza rzeczywistość choć dla większości jest szczęśliwa to dla niektórych jest piekłem. Moje pytanie jest takie: co byś zrobił gdybyś wiedział wcześniej, że twoje dzieci będą bliźniakami, z których dziewczynka urodzi się ze straszną nieuleczalną chorobą, a synek zupełnie zdrowy z szansami na szczęśliwe życie? Ja wychodzę z założenia, że lepiej nie urodzić tych dzieci dla dobra chorej dziewczynki... Czy to jest jakaś abstrakcja? Nie, to wszystko jest realne, to jest nasza rzeczywistość... Mamy w sobie ogromne narzędzie: to w naszych rękach jest decyzja czy ktoś się narodzi czy nie. Ktoś kto się nie narodził nie żałuje tego, że się nie narodził.....
|
|
|  | 2 na 2 | metsys (1088 punktów) | >Nie wiem co ci odpowiedzieć... >Jednak w naszej rzeczywistości są dwie strony medalu.
Wiesz co? Podtrzymuje swoje wcześniejsze zdanie o Twoim podejściu do życia. Pracuję w szpitalu. Na co dzień spotykam ludzi, którym los nie oszczędził ciosów. Stwardnienie rozsiane u 24 letniej dziewczyny od 4 miesięcy bezwolnej, roczne dziecko urodzone przez 15 letnią dziewczynę, która tak naprawdę go nie chciała więc brała wszystko co miała pod ręką (śliczna dziewczynka urodziła się z genetycznymi zmianami np. różne długości kończyn, po 6 palców, dysfunkcje narządów wewnętrznych itp.), chłopak po wypadku potrafi tylko rozmawiać i to w sposób zrozumiały jedynie dla wtajemniczonych. Wiesz jak wygląda człowiek u kresu życia, który boi się umierać? Starzec wyniszczony przez nowotwór nie potrafi pogodzić się ze śmiercią, bo się boi. Boi się życia po śmierci, szczególnie, gdy prowadził je nie do końca zgodnie ze swoim sumieniem. Przed oczyma ma karę... Mogę mnożyć przypadki, o których człowiek żyjący w świecie nie związanym bezpośrednio z medycyna nie ma pojęcia, a który wskazuje na okropności życia, a właściwie jego niedoskonałości i cierpienia. Można popaść w traumę (niektórzy tak mają), albo przyjąć wszystko tak jak leci, czyli zrozumieć nieuchronność przemijania i pogodzić się z cząstkowością swojego świata. Wewnętrzny spokój daje mi nie jakaś wiara w bogów, idee, ale świadomość piękna zawartego między narodzinami i umieraniem. Dla mnie wartością jest życie. Dziewczyna, o której wspomniałem (stwardnienie) potrafi się uśmiechać, marzyć, choć nigdy nie będzie zdrowa i nie połączy się więcej z chłopakiem, którego kiedyś miała tylko dla siebie. Jednak ona żyje. Jeśli będą koło niej ludzie wnoszący to życie swoją osobowością, to dodadzą jej sił by przetrwać jak najdłużej. Najgorszą rzeczą jest współczucie, przez co okazuje się swoją wyższość.
Nadal myślę, że jesteś wypalonym i zgorzkniałym emocjonalnie dzieckiem. Pozdrawiam.
jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
|
|
| |  | | Qwerkat (60 punktów) | Na epitety mógłbym odpowiedzieć podobnymi, ale fazę kogucika mam już chyba za sobą. To nie ma sensu, po prostu nie rozumiemy się. Mamy inny bagaż doświadczeń i jak sądzę stąd niezrozumienie... Żeby było jasne: ja chcę dobrze dla wszystkich istot, a nie źle. Trzeba "obadać" sprawę, omówić z innymi i przemyśleć kontr-argumenty. Nikt nie jest nieomylny, może jestem w błędzie, a co jeśli jednak mam rację? Pomyśl, może coś w tym jest. Czy mamy zgadzać się na świat taki jaki jest czy lepiej próbować coś z tym zrobić? Czy mamy jak barany ładować do tego świata następnych? Czy nie lepiej urodzić ich w lepszym świecie? Mamy możliwości. Mamy wybór... To tylko koncepcja, ale czy nie warto się nad tym zastanowić?
|
|
| | |  | | Qwerkat (60 punktów) | P.S.: Zastanów się nad tym starcem, który się boi śmierci - dlaczego wszyscy musimy przejść to samo? Starość, strach, cierpienie... ten świat nie jest idealny
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) | >P.S.: Zastanów się nad tym starcem, który się boi śmierci - dlaczego wszyscy musimy przejść to samo? Starość, strach, cierpienie... ten świat nie jest idealny Ale jedyny, jaki mamy. Możemy go zmienić, ale nie opuścić i zamienić na inny. Nieważne, w jaki sposób - czy przez gwiezdne wrota, czy przez bramy raju. Jedne i drugie drzwi to fatamorgana. Dlatego to, co proponujesz, to rodzaj ucieczki. "Niech się następne dzieci nie rodzą, to szybciej wymrzemy i będzie lepiej". A ja pytam - dla kogo? Bo raczej nie dla nas.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | metsys (1088 punktów) | >P.S.: Zastanów się nad tym starcem, który się boi śmierci - dlaczego wszyscy musimy przejść to samo? Starość, strach, cierpienie... ten świat nie jest idealny >
Przepraszam za epitety. Nie chciałem urazić, a pokazać swój osąd. Doskonale zrozumiałem Twój przekaz, ale chciałem pokazać, że niekoniecznie życie musi wydawać się bezsensowne. Cel. Cel jest środkiem. Każde pokolenie jest nowe, posiada większą wiedzę i możliwości. Dla mnie ostatecznym celem jest umozliwienie trwania w wieczności i możliwości ciągłego poznawania. Kiedyś uda się uzyskać nieśmiertelność umysłu, a co za tym idzie, nie jest bezcelowe trwanie gatunku ludzkiego. Nasi potomkowie będą żeglarzami wszechświata żyjącymi wiecznie. Stanie się to kiedyś, a na razie jest, jak jest. Z pewnością nie zapomną o swojej przeszłości, czyli o nas, niedoskonałych istotach, które trwając w samozaparciu prokreacji i życia doprowadziły do powstania ludzi wszechwiecznych. Każdy z nas dokłada małą cegiełkę do ostatecznego wyniku tworząc społeczeństwo idące do przodu i bazujące na zdobywaniu wiedzy od pokoleń. Gdybyśmy przerwali ten łańcuch, nie byłoby niczego. Zabrakłoby piękna i siły, która stałaby się naturalną konsekwencją naszej wiedzy, nauki, lat doświadczeń. Przed naszymi dziećmi, wnukami i pra pra.... jest wspaniała mozliwość poznania podobnych nam istot, odkrywania świata. Dlaczego mielibyśmy pozbawić siebie tego piękna? Człowiek dopiero zaczyna szukać. Być może fakt unicestwienia ludzkości jest dla niektórych wyjściem. Jednak prosty schemat rodzę się i umieram więc po co się w ogóle rodzę, jest szalenie egoistyczny i egocentryczny. Wyewoluowaliśmy do poziomu istot myślących abstrakcyjnie dzięki postawie społecznej. Każdy człowiek jest istotą społeczną. Funkcjonujemy w zbiorowościach. Te zbiorowości są najważniejszym aspektem człowieczeństwa. Jesteśmy ludzkością, a nie człowiekiem. Takie jest moje zdanie.
jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
|
|
| | | | |  | | Qwerkat (60 punktów) | Witam... Także rozumiem twój punkt widzenia... Jednak nie sądzę, aby życie w nieskończoność w naszej "materialnej" rzeczywistości było możliwe. Jeśli masz do dyspozycji nieskończoną ilość czasu to natrafisz po drodze na nieskończenie wiele śmiertelnych wypadków. Będziesz miał możliwość nieskończenie wiele razy zachłysnąć się śmiertelnie własną śliną nie mówiąc już o poważniejszych "zagrożeniach". Żeglując po wszechświecie co masz do odkrycia? Następne gwiazdy i planety podobne do układu słonecznego. Wszystko to samo tylko w innych wariantach. Będziemy zdobywać te planety, zaludniać je i na końcu będą prawie identyczne do naszej ziemi z budowlami, miastami, wieżowcami, pubami, hierarchią społeczną itp. Może odkryjemy nowe cywilizacje, ale... czy dziś ludziom nie spowszedniała świadomość lądowania na księżycu? Ludzie szybko się do tego przyzwyczaili i szybko przyzwyczają się do innych cywilizacji jeśli takie istnieją. Czy można ludziom odebrać potencjalne "przygody" , które na nich czekają? -To zależy od decyzji wyboru: czy ważniejsze są nowe doświadczenia i przygody, czy ważniejsza jest likwidacja wszelkiego cierpienia. Nie jestem totalnym pesymistą. Jestem totalnie zszokowany i zadziwiony rzeczywistością bo... Istniejemy! Ja Istnieje, ty istniejesz, istnieje jakaś rzeczywistość!...Hm...Brak słów do opisania mojego zdziwienia. Rozglądasz się wokół...toczy się życie: wszyscy próbują jakoś zaspokoić swoje potrzeby używając do tego różnych sposobów. Zadajesz pytanie: o co tutaj właściwie chodzi? Jeden odpowie: tylko Bóg to wie. Inny: za dużo nie myśl, zostaw myślenie koniom bo mają większe łby. Jeszcze inny: carpe diem brachu. Następny: nie mam czasu na takie pierdoły... Okazuje się, że tak naprawdę nikt nie wie o co tutaj chodzi. Czy nie jest to szokujące? Tyle na świecie różnych mądrali, którzy popisują się swoją inteligencją, czasami drwiąc z pozostałych, a nikt z nich nie jest w stanie udzielić odpowiedzi... To jest prawdziwa masakra! Trzeba chociaż spróbować zastanowić się i wyciągnąć jakieś wnioski z otaczającej nas rzeczywistości. Ja mam takie jakie mam i okazuje się, że nie są odosobnione co widać po pozytywach jakie tutaj otrzymałem za wypowiedź na tym forum. P.S.1: Dla mnie ta rzeczywistość, w której istnieje to za mało. Logika podpowiada mi, że jest możliwe coś więcej. Intuicja mówi, że jest coś więcej, ale aby to osiągnąć trzeba spełnić warunek: pochylić się nad wspólnym losem i razem się wyzwolić. P.S.2: Może jestem tylko wariatem(jednym z wielu), ale jeśli tak to nie oburzajcie się, nie oceniajcie, nie kręćcie nosami bo to wy sami mnie stworzyliście... P.S.3: Jeśli ktoś się nie urodził to nie może być pechowcem...bo go nie ma i nigdy nie było
|
|
| | | | | |  | | metsys (1088 punktów) | > Okazuje się, że tak naprawdę nikt nie wie o co tutaj chodzi. Czy nie jest to szokujące? Tyle na świecie różnych mądrali, którzy popisują się swoją inteligencją, czasami drwiąc z pozostałych, a nikt z nich nie jest w stanie udzielić odpowiedzi... To jest prawdziwa masakra!Amen. > P.S.1: Dla mnie ta rzeczywistość, w której istnieje to za mało. Logika podpowiada mi, że jest możliwe coś więcej. Intuicja mówi, że jest coś więcej, ale aby to osiągnąć trzeba spełnić warunek: pochylić się nad wspólnym losem i razem się wyzwolić.Zrozumiałem wszystko za wyjątkiem pochylenia nad losem i wyzwolenia. Możesz bliżej? Aha. No i jeszcze jakimi danymi podpiera się Twoja logika? > P.S.2: Może jestem tylko wariatem(jednym z wielu), ale jeśli tak to nie oburzajcie się, nie oceniajcie, nie kręćcie nosami bo to wy sami mnie stworzyliście...No nie zwalaj winy na nas!  > P.S.3: Jeśli ktoś się nie urodził to nie może być pechowcem...bo go nie ma i nigdy nie było  Ale mógł...
jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
|
|
| | | | | | |  | | Qwerkat (60 punktów) | Z tą intuicją to trochę przesadziłem...
Jeśli chodzi o zwalanie winy... no a kto ponosi odpowiedzialność za to, że urodzi się wariat czy ktoś genetycznie upośledzony itd? Przypadek? Przecież to my mamy wpływ na przyszłość następnych i dobrze o tym wiemy. Rodzimy następnych bo mamy nadzieję, że nam się uda, że nasze dziecko będzie zdrowe itd.
Zresztą chyba tak naprawdę chodzi o strach przed śmiercią - to on nas paraliżuje. Przejście "na drugą stronę" technicznie jest bardzo łatwe i nie wymagające żadnego wysiłku, więc po co ludzkość miałaby się tak wysilać walcząc o przetrwanie i ponosząc ogromne koszty w postaci chorób(itd) skoro można wszystko zrobić prościej - wręcz banalnie. Gdyby strachu nie było to dziś bylibyśmy "po drugiej stronie" i po kłopocie.
Na razie...
|
|
| | | | | | | |  | | metsys (1088 punktów) |
>Jeśli chodzi o zwalanie winy... no a kto ponosi odpowiedzialność za to, że urodzi się wariat czy ktoś genetycznie upośledzony itd? Przypadek?
Pytanie z góry nakreśla odpowiedź. Dlaczego niby mamy mówić o odpowiedzialności? Rodzi się ktoś i tyle. Kształtny, czy bez, to nie istotne. Po prostu się rodzi. Różne czynniki na to wpływają, ale fakt jest jeden. Kolej rzeczy.
>Przejście "na drugą stronę" technicznie jest bardzo łatwe i nie wymagające żadnego wysiłku, więc po co ludzkość miałaby się tak wysilać walcząc o przetrwanie i ponosząc ogromne koszty w postaci chorób(itd) skoro można wszystko zrobić prościej - wręcz banalnie. Gdyby strachu nie było to dziś bylibyśmy "po drugiej stronie" i po kłopocie. >Na razie...
W gruncie rzeczy masz rację traktując o nieistotności życia, bytu, istnienia czegokolwiek. Niestety możemy podpierać się na razie wąskim rozumieniem świata, choć nieporównanie większym niż np. ludzie 1000 lat temu. Możliwe, że w przyszłości uda nam się znaleźć wytłumaczenie naszego istnienia i świata. Może dla tego właśnie chcemy jednak żyć i rozmnażać się, by kiedyś odkryć odpowiedź i zrozumieć? Wtedy pewnie będziemy potrafili coś, czego teraz nawet nie umiemy sobie wyobrazić.
Może właśnie dla takiego celu warto jednak płodzić następnych myślących ludzi, którzy będą zgłębiać wszystko wokół? Dajmy im możliwość wznoszenia się na co raz wyższe poziomy wiedzy. W którymś momencie uda się człowiekowi znaleźć klucz do zrozumienia. Być może już to po części wiemy? A co, jeśli wszystko najzwyczajniej się odbywa? Odbywa się i będzie odbywać. To proces, który nie ma sensu, a zachodzi bo zachodzi? Możliwe, że będziemy mogli na niego wpływać, ale to dopiero nastąpi.
jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
|
|
4 na 4 | Vytautas (4394 punktów) | > Wszyscy wiemy, że umrzemy. Jeśli to już wiemy to dlaczego pozwalamy na rodzenie następnych >pokoleń? Po co pakujemy następnych w tę ziemską rzeczywistość? Po co następni mają wszystko >powtarzać od narodzin do umierania? Czy nie lepiej by było darowanie wszystkim tego ziemskiego etapu >istnienia? Hitlerowcy wymyślili ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej, a Ty ostateczne rozwiązanie kwestii ludzkiej. Nie gratuluję, bo to wtórny pomysł.
> Przenieśmy wszelkie istnienie do rzeczywistości docelowej (tej po śmierci), a zlikwidujemy >wszelkie problemy, całe zło tego świata i cały syzyfowy wysiłek wkładany w przetrwanie dla >przetrwania. Nikt już nie będzie musiał bać się śmierci ani złego losu. Nie potrzeba do tego >czarodziejskiej różdżki wystarczy tylko ludzka wola. Wystarczyłoby, aby każdy człowiek rodził tylko >po jednym dziecku i po jakimś czasie nie pozostanie tutaj nikogo. Nasz świat dla wielu jest rajem, >ale niestety bardzo często dla innych jest piekłem. Warto zniszczyć każde piekło. Nikt tak skutecznie nie zamienia świata w piekło, jak ci, którzy chcą na nim zbudować raj. >
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|