 |
To szkodliwe promieniowanie... Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 09-10-2011 11:23 | KarolG (2892 punktów) | To szkodliwe promieniowanie... | Podczas ciszy wyborczej, spoza polityki wyłoniły się różne dziwne newsy. Onetowo uraczyło nas groźnie brzmiącym tytułem: "Telefony komórkowe wywołują groźną chorobę". Straszne rzeczy... tylko jakim sposobem te wredne komórki wywołują raka mózgu u dzieci? Jak dotychczas jedynym pewnym "szkodliwym" efektem używania komórek było grzanie się ucha. Ale może czegoś nie wiem. Czy znacie jakiś mechanizm, który mógłby uzasadnić obawy kanadyjskich (i nie tylko) rodziców? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | |
|
 | 2 na 2 | KarolG (2892 punktów) | > Jeden za, jeden przeciw.Dzięki. Głos przeciw szkodliwości dosyć jednoznaczny (ale to nie rozstrzyga). Za to głos za dosyć mętny, chociaż ponoć pani Davis przedstawiła jakieś wyniki badań. Niestety nie ma żadnych odniesień. Cytat:But DNA is damaged indirectly by cell phone transmissions, according to Davis. Within cells, she said, "There are alterations of fundamental processes by pulsed signals from cell phones." For instance, exposure can trigger production of harmful production of oxygenating free-radical molecules. Davis presented research showing that radiofrequency electromagnetic radiation does indeed damage DNA.
Experiments also find evidence for disruptions to the cell cycle, through which cells divide and grow, and a decrease in the ability of cells to repair DNA, Davis said. Może ma rację i faktycznie tak jest, ale jak to się dzieje? W jaki sposób impulsy mikrofalowe powodują produkcję wolnych rodników i dlaczego impulsy krótszych fal (np świetlne) tego nie powodują. Mało konkretów. Trochę to brzmi jak dmuchanie na zimne.
Thank God, I'm an atheist
|
|
1 na 1 bask (466 punktów) (zablokowany) |
Telefony komórkowe może i nie wywołują groźnych schorzeń - chociaż na ostateczne konstatacje wypadałoby poczekać jeszcze kilkadziesiat lat, bo negatywny efekt może się dopiero ujawnić po dłuższym okresie bycia wyeksponowanym na telefon komórkowy - natomiast wieże telefonii komórkowej(i nie tylko jej) generują elektrosmog, na który jakaś cześc ludzkiej populacji jest najpewniej uczulona, reagując na niego bólami głowy, migreną, problemami z błędnikiem itp. W USA ludzie tacy uciekają w Appallachy, gdzie jest obszar wolny od elektrosmogu, bo mnóstwo tam radarów szpiegowskich i podobnej aparatury należącej do NASA, więc urządzeń emitujących promieniowanie magnetyczne jest tam niewiele aby nie zakłócać pracy infrastruktury czuwającej nad bezpieczeństwem kraju. W skrajnych przypadkach, ludzie którzy muszą funkcjonować poza Apallachami, tak bardzo są dotknięci alergią na ów elektrosmog, iż czują się w miarę dobrze i normalnie przebywając w tak zwanych klatkach Faradaya. Tak więc problem jest chyba rzeczywisty, nie z gatunku hochsztaplerstwa i pseudonauki.
|
|
 | 1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | >(...) natomiast wieże telefonii komórkowej(i nie tylko jej) generują elektrosmog, na który jakaś cześc ludzkiej populacji jest najpewniej uczulona, (....)
Oczywiście tylko ta część, która nie korzysta z telefonów komórkowych.
W wypadku bowiem całej reszty, o ile nie przesiadują bezpośrednio na maszcie, narażenie od telefonu przy uchu jest znacznie większe. Natężenie pola maleje bowiem z grubsza rzecz biorąc z kwadratem odległości od źródła. Oznacza to, że telefon o mocy nadajnika 1.2W (zdaje się blisko normatywnych maksimów w skrajnych warunkach) w odległości 10cm od mózgownicy odpowiada 12kW mocy nadajnika na maszcie w odległości ledwie 10m.
Mimo to jednak... no cóż, zawsze byłem zdania, że należą mi się opłaty od tych wszystkich drani, którzy przez moje szlachetne ciało przesyłają swoje durne programy TV, dane czy paplaniny.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
|  | 1 na 1 | Paweł Pietrasz (13 punktów) | Skąd informacja o maksymalnej mocy 1,2W? Wszędzie piszą, że maksymalna moc podczas rozmowy to 2W, które jest zmniejszane do minimalnego potrzebnego poziomu, natomiast ze względu na użycie szczelin czasowych średnia moc jest mniejsza niż 0,25W. Nie wiem jak podczas nawiązywania połączenia.
|
|
| |  | | sztejkat (4743 punktów) | Z tak zwanych "materiałów ogólnie dostępnych". Nigdzie nie napisałem, że jest to maksimum dopuszczalnej mocy ani, że jest to moc typowa. Wartość znajduje się, jak podajesz, mniej więcej w środku podanych zakresów mocy i tak czy siak przeliczać się będzie w identycznej proporcji - z watów na kilowaty.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
 | 4 na 4 | Fizyk (17637 punktów) | > W skrajnych przypadkach, ludzie którzy muszą funkcjonować poza Apallachami, tak bardzo są dotknięci alergią na ów elektrosmog, iż czują się w miarę dobrze i normalnie przebywając w tak zwanych klatkach Faradaya. Tak więc problem jest chyba rzeczywisty, nie z gatunku hochsztaplerstwa i pseudonauki.Obawiam się, że to urojony problem pseudonaukowy. www.csicop.org/si/show/growing_hysteria/
|
|
 | 1 na 1 | KarolG (2892 punktów) | >natomiast wieże telefonii komórkowej(i nie tylko jej) generują elektrosmog, na który jakaś cześc ludzkiej populacji jest najpewniej uczulona, reagując na niego bólami głowy, migreną, problemami z błędnikiem itp. Poczekaj, a skąd oni wiedzą, że to akurat z powodu elektrosmogu mają migreny, a nie np. z powodu jeżdżących non-stop pod oknem samochodów? Znasz jakieś badania? >W USA ludzie tacy uciekają w Appallachy, gdzie jest obszar wolny od elektrosmogu, bo mnóstwo tam radarów szpiegowskich i podobnej aparatury należącej do NASA, więc urządzeń emitujących promieniowanie magnetyczne jest tam niewiele aby nie zakłócać pracy infrastruktury czuwającej nad bezpieczeństwem kraju. No i oczywiście wszystkie działające tam radary są pasywne? > W skrajnych przypadkach, ludzie którzy muszą funkcjonować poza Apallachami, tak bardzo są dotknięci alergią na ów elektrosmog, iż czują się w miarę dobrze i normalnie przebywając w tak zwanych klatkach Faradaya. Szczerze mówiąc nie słyszałem o ludziach żyjących w klatkach Faradaya (jakiś link?). A jak wychodzą z domu?
Thank God, I'm an atheist
|
|
|  | bask (466 punktów) (zablokowany) | Kilka dni temu był na ten temat wcale sążnisty artykuł w BBC. W tej chwili nie mam do niego linka ale postaram się go odnależć i przesłać Panu. W tym artykule było też o klatce Faradaya. Nie mam pojęcia co to dokładnie jest, a zwłaszzca jak to działa - jestem humanistą z wykształcenia. W każdym razie w takich klatkach osoby te przebywają gdy nie muszą prowadzić aktywności życiowej, na przykład śpią tam.
|
|
| |  | | KarolG (2892 punktów) | Humanista czy nie, zawsze można sprawdzić (np. w Wikipedii). Klatka Faradaya to po prostu ekran chroniący przed promieniowaniem elektromagnetycznym. Dla fal o znacznej długości może być wykonany z drucianej siatki, ale oczka muszą być znacznie mniejsze niż długość fali (Dla GSM 1900 to ok. 15cm). Innymi słowy dom takiego człowieka (razem z oknami) powinien być obłożony siatką metalową o oczkach wielkości kilku centymetrów. Nie wiem jak Ty byś się czuł w takim pomieszczeniu, ale ja raczej wpadłbym w depresję. Jak znajdziesz ten artykuł z BBC, to chętnie przeczytam. Ja za to znalazłem coś takiego www.opoka.org.pl/varia/internet/szkodliwe.html 
Thank God, I'm an atheist
|
|
| | |  | 1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | > (...) powinien być obłożony siatką metalową o oczkach wielkości kilku centymetrów. (...)Niestety rzeczywistość nie jest tak piękna jak teoria. W praktyce bowiem cholernie ciężko jest zaekranować pomieszczenie tak, by łączność GSM była niemożliwa, a byle niewielka szpara wystarcza by sygnał, a wraz z nim szkodliwe zakłócenie wdarło się do środka. Można przecież dodzwonić się z piwnicy w bloku, mimo przecież ewidentnej masy gęstego zbrojenia, tyciusieńkich okienek i multum wilgotnego gruntu i betonu. Oczywiście nie z każdej piwnicy i nie w każdym budynku. A także czasem - i w otwartym terenie. Ot, uroki elektromagnetyzmu. Siatkę na ścianach można ukryć pod tynkiem. Można, choć drogie to paskudnie, zamówić szyby z wtopioną ledwo widoczną siatką czy też pokrytych warstwą przewodzącą ( pierwszy strzał w google: www.visionteksystems.co.uk/emiclareglass.htm ). Tyle, że wszystko to trzeba starannie połączyć, bez szczelin i przerw elektrycznych dłuższych niż to co podajesz. A to oznacza problem ram okiennych, wentylacji, uszczelnień i multum innych rzeczy. Jednak można powiedzieć, że da się zrobić ładny i szczelny elektromagnetycznie budynek. Kwestia kasy. Ostatecznie jednak, jeśli więc ktoś naprawdę dąży do usunięcia ze swego życia pól elektromagnetycznych wysokiej częstotliwości może się okazać, że nawet zamieszkanie w stalowym pudle nie jest wystarczające. Miałem przyjemność badać tak zwaną kompatybilność elektromagnetyczną urządzeń w zakresie częstotliwości radiowych i rzec mogę tyle - teoretyczna długość szczeliny to bajki dla grzecznych tranzystorów. Byle szpara i rezonanse do spółki z efektami nieliniowymi i tak zakłócą co trzeba. Wrażliwcom zostaje więc jedynie zamieszkać pod wodą. Hm... mając wybór: mieszkać w klatce czy w bańce na dnie jeziora wybrałbym zdecydowanie to drugie. Pewne wskazówki w tej sprawie może dać: en.wikipedia.org/wiki/TEMPEST oraz en.wikiped(*)magnetic_Compatibility_SocietyPozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
| | | |  | 1 na 1 | KarolG (2892 punktów) | Jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Dzięki za te wyjaśnienia  > Wrażliwcom zostaje więc jedynie zamieszkać pod wodą. Hm... mając wybór: mieszkać w klatce czy w bańce na dnie jeziora wybrałbym zdecydowanie to drugie.Sam się przekonałem się, że nawet w kabinie pod pokładem statku zdarza się złapać sygnał, a to chyba najdoskonalsza klatka Faradaya w jakiej byłem. Hmmm, a może do zęzy zejść 
Thank God, I'm an atheist
|
|
| | |  | 1 na 1 bask (466 punktów) (zablokowany) | |
|
| | | |  | 2 na 2 | KarolG (2892 punktów) | > Znalazłem sygnalizowany artykuł w BBC. Pod spodem jest link do niego:> www.bbc.co.uk/news/world-us-canada-14887428Mam mieszane uczucia. Wokół nas jest wiele osób, które twierdzą różne rzeczy. Najbardziej znanym przykładem jest "problem" żył wodnych. Są ludzie, którzy twierdzą, że źle się czują gdy śpią "na żyle", a różdżkarze wypełniają niszę biznesową i robią na tym kasę. W to że pani Fox mogła pozbyć się bólu głowy po prostu wyłączając telewizor całkowicie wierzę. Niestety nie uzasadnia to twierdzenia, że to promieniowanie elektromagnetyczne powodowało u niej ból głowy. Równie dobrze mógł być za to odpowiedzialna niska częstotliwość odświeżania obrazu, co męczyło wzrok tej pani, a następnie powodowało ból głowy. Wprawdzie telewizory 100Hz pojawiły się na rynku z 15 lat temu, ale kto wie co ta pani miała w domu  Oczywiście, telewizory kineskopowe emitowały promieniowanie rentgenowskie (w niskim natężeniu), co do którego jest pełna zgoda, że jest szkodliwe, jednak żeby się go pozbyć wystarczy przestać oglądać telewizję (zalecam, naprawdę poprawia jakość życia  ) albo kupić telewizor LCD albo plazmę. Nie trzeba od razu w Apallachy... Wróćmy jednak do tematu. (Mowa była o komórkach, a tu się okazuje, że niektóre z tych osób nie akceptują elektryczności w ogóle, co mi wygląda raczej na przypadek dla psychiatry.  ) Oczywiście pani Shou była w okropnej sytuacji, ale to pojedynczy przypadek i należałoby dopiero zbadać o co chodzi. Jedynie wspomniany eksperyment dra Marino, coś mógłby do sprawy wnosić. Jednak opis w artykule jest tak enigmatyczny, że trudno na jego podstawie cokolwiek powiedzieć. Jedynie podano czas trwania "impulsów" jakby to akurat było najważniejsze. Bardziej mnie interesuje, gdzie były metalowe blaszki, jaka była częstotliwość i napięcie, czy pomierzono rzeczywiste natężenie pola e-m tam gdzie ta pani miała głowę itd. itp (nie wspominając już o tym, że badanie powinno być podwójnie ślepe). Jak będę miał chwilę to postaram się znaleźć jakąś informację dotyczącą tych badań. Tak czy siak, dolegliwości opisane w artykule dotyczą bólu głowy i złego samopoczucia, a Kanadyjczycy mówią o raku. To jednak trochę inny kaliber.
Thank God, I'm an atheist
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Alicja Duda (25557 punktów) | > Tak czy siak, dolegliwości opisane w artykule dotyczą bólu głowy i złego samopoczucia, a Kanadyjczycy mówią o raku. To jednak trochę inny kaliber.Bóle głowy i złe samopoczucie przy oglądaniu telewizji miałam, aż do momentu kiedy sprawiłam sobie okulary. Ból głowy zniknął ale złe samopoczucie zostało i niestety do zaistnienia tego złego samopoczucia wystarczy mi przeczytać program TV. 
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| Marcuch (664 punktów) | >Czy znacie jakiś mechanizm, który mógłby uzasadnić obawy kanadyjskich (i nie tylko) rodziców?
Mechanizm jest taki, że intensywne promieniowanie elektromagnetyczne może powodować uszkodzenia DNA w komórkach mózgowych - z pewnym prawdopodobieństwem. Komórki nowotworu są usuwane przez system immunologiczny z wydajnością spadająca wraz z wiekiem. W tej chwili telefony komórkowe sklasyfikowano w Polsce jako "prawdopodobnie rakotwórcze". Jest aktualnie konferencja w Łodzi na ten temat. Oczywiśce dziennikarze przesadzają, bo z tego żyją, ale niewykluczone, że telefony sa niezdrowe.
|
|
 | 1 na 1 | KarolG (2892 punktów) | Nic nie jest wykluczone, ale prawdopodobieństwo to nie mechanizm. Możesz mi wytłumaczyć jak to się dzieje, że promieniowanie mikrofalowe powoduje uszkodzenia DNA, a światło widzialne nie. Energia fotonu światła widzialnego jest 6 rzędów wielkości wyższa niż dla mikrofal, więc światła w moim samochodzie powinny zabijać wszystko co się rusza...
Thank God, I'm an atheist
|
|
|  | | sztejkat (4743 punktów) | Tak na marginesie. W Polsce podstawowym źródłem informacji na temat stanu bieżącego i wymagań dla sprzętu typu radiowego jest urząd zwany obecnie Urządem Kontroli Elektronicznej www.uke.gov.pl/ Znajduje się tam wiele informacji pozwalających wniknąć nawet laikowi w świat "kompatybilności elektromagnetycznej", czyli wzajemnej interakcji urządzeń elektrycznych oraz ich oddziaływania na środowisko. Jeśli zaś idzie o mechanizm.... Nie chodzi tylko o energię kwantów. Ujmując elektromagnetyzm korpuskularnie można rzec, że emitując jakąś tam moc emitujemy strumień kwantów, każdy o jakoś tam określonej energii. Mamy więc i "ilość" i "jakość". To co piszesz więc jest prawdziwym w sensie "jakości", a więc energii unoszonej przez każdy z kwantów, jednak już nie musi być prawdą, gdy mówimy o ich ilości, a więc całościowym strumieniu przechodzącym przez napromieniany obiekt. Gdy kwant przenika przez obiekt wchodzi weń w jakąś reakcję. Poziom tej reakcji zależy jednak ściśle od cech charakterystycznych materiału i energii kwantu. Na przykład światło widzialne przechodzi przez szybę okienną. Ultrafiolet nie. Fale radiowe tak. Bliska podczerwień tak. Daleka - nie. Promieniowanie X w stopniu zależnym od energii. I tak dalej, i tak dalej. Im lepiej promieniowanie przechodzi przez obiekt, tym mniej z nim oddziałuje ( pomijając emisje wtórne, np. fotoluminescencję, przesunięcie barwy itp. pozorujące brak interakcji ). Funkcja reprezentująca procent pochłaniania w funkcji energii nie jest trywialna - są pasma zupełnie przepuszczane, pasma prawie zupełnie nieprzepuszczalne. Rezonanse, nieciągłości i temu podobne zjawiska. W wypadku mikrofal w kuchence mikrofalowej wykorzystane jest akurat wyjątkowo silne pochłanianie określonej energii kwantów przez cząsteczki wody. I właśnie bliskość tego efektu do pasma telefonii komórkowej może być podstawowym źródłem zagrożenia, prowadzącym do podejrzenia, że stosunkowo niewielka całkowita moc jest w znacznym stopniu pochłaniana w niewielkich objętościach pewnych związków chemicznych, których pasmo szczególnie intensywnego pochłaniania wypada w częstotliwości używanej w telefonii komórkowej. Szczególnie niekorzystny układ zachodzi, gdy mamy do czynienia ze związkiem chemicznym szczególnie wrażliwym na określoną częstotliwość (energię kwantów) umieszczonym w pojemniku, który z kolei jest dla tej częstotliwości niemalże przezroczysty. Gdyby więc wskazano taki związek chemiczny w ludzkim ciele i wskazano, że dla tej częstotliwości pochłanianie w otaczającej go tkance jest śladowe, wówczas prawdą byłoby, że telefony są szkodliwe. Rzekłbym nawet - uprawnionym byłoby mówienie o bardzo dużej szkodliwości. Scharakteryzowanie związków chemicznych czy chociażby ludzkiego DNA pod tym względem nie wymaga moim zdaniem ani umiejętności godnych nagrody Nobla ani super kosztownej aparatury, dziwią mnie więc ciągle kontrowersyjne i niejednoznaczne wyniki badań. Wybacz słownictwo, ale branża w której siedzę to nie energie rzędu pasm widzialnych czy radiowych ale znacznie wyższe. Stąd owe lapsusy w sensie "strumień" i "napromienienie" niezbyt pasujące do języka elektromagnetyzmu.
Tomasz Sztejka
|
|
| |  | 2 na 2 | KarolG (2892 punktów) | > Tak na marginesie.> W Polsce podstawowym źródłem informacji na temat stanu bieżącego i wymagań dla sprzętu typu radiowego jest urząd zwany obecnie Urządem Kontroli Elektronicznej www.uke.gov.pl/ Znajduje się tam wiele informacji pozwalających wniknąć nawet laikowi w świat "kompatybilności elektromagnetycznej", czyli wzajemnej interakcji urządzeń elektrycznych oraz ich oddziaływania na środowisko.Dzięki za to  > Jeśli zaś idzie o mechanizm....Tylko, że tak naprawdę nie chodzi tu o pochłanianie. Jeżeli promieniowanie komórki potrafiłoby spowodować raka mózgu (czyli spowodowałoby zmiany w DNA komórek mózgu), to tym bardziej powinno być niebezpieczne dla ucha. Skóra ucha bezpośrednio dotyka komórki, a jak ktoś się uprze to i anteny. Jakoś nikt nie krzyczy, że od gadania przez komórkę można dostać raka skóry. Ciągle tylko o tym mózgu, pewnie dlatego, że to straszniej brzmi. Zdaję sobie sprawę, że jakość i ilość mają znaczenie, ale znowu posłużę się przykładem światła. Zwykłe światło, dajmy na to niebieskie, ma energię fotonów o wiele większą niż mikrofale. Zanim foton dotrze do czopka musi się przekopać przez ileś warstw komórek nerwowych, które aż proszą się o uszkodzenie DNA. Mamy więc komórki nerwowe w materiale przeźroczystym dla danej długości fali i ciągle jeszcze oczy szeroko otwarte. Czy ktoś się martwi, że dostanie raka od patrzenia w niebo? > Scharakteryzowanie związków chemicznych czy chociażby ludzkiego DNA pod tym względem nie wymaga moim zdaniem ani umiejętności godnych nagrody Nobla ani super kosztownej aparatury, dziwią mnie więc ciągle kontrowersyjne i niejednoznaczne wyniki badań.Zgadzam się. A wyniki są jednoznaczne. Brak dowodów szkodliwości.
Thank God, I'm an atheist
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|