 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 12-10-2011 17:50 | Marek Matejewski (3695 punktów) | 108 miliardów ludzi
4 na 4 | Za niecałe 3 tygodnie ludzkość pokona kolejną, wielką barierę. 31 października 2011 roku będzie datą szczególną. ONZ umownie przyjmuje, że w przybliżeniu właśnie tego dnia populacja naszej planety przekroczy próg 7 miliardów mieszkańców. Całkowita liczba ludzi, którzy kiedykolwiek zamieszkiwali naszą planetę wynosi wg obliczeń Carla Hauba (zaktualizowane ostatnio dane uwzględniają pierwszą połowę 2011 r.) 108 miliardów istnień. Dużo? Mniej więcej tyle ile bakterii znajdziemy w dużej doniczce wypełnionej ziemią ogrodową. Natomiast ludzie, którzy żyją obecnie za Ziemi stanowią około 6% ludzi jacy kiedykolwiek się urodzili. Carl Haub wykonał obliczenia przyjmując za moment początkowy rok 50.000 p.n.e. gdy rozpoczynał się paleolit górny. To wówczas pojawiły się neoantropy odpowiadające zarówno pod względem budowy fizycznej jak i potencjalnych możliwości umysłowych człowiekowi współczesnemu. Tymczasem ostatnio głośno zrobiło się o doktorze Aubrey'u de Grey, który szacuje, że już wkrótce długość ludzkiego życia uda się wydłużyć do 1000 lat. W internecie można znaleźć sporo informacji na Jego temat. Uważa on, że być może już nawet urodziła się osoba, która dożyje tak imponującego wieku, a na pewno urodzi się w ciągu najbliższych 25 lat. Gdyby śmiałe tezy de Grey'a okazały się prawdą i proces starzenia zostałby znacząco zatrzymany to główną przyczyną śmierci staną się wypadki komunikacyjne, morderstwa i samobójstwa. Pozostanie już tylko zrealizować scenariusz rodem z serialu Battlestar Galactica, gdzie w przypadku gdy już śmierć z jakiegoś powodu nastąpi, świadomość i pamięć zostanie przeniesiona do identycznego, nowego ciała. Ludzkość od dawna dąży do spełnienia snu o nieśmiertelności. Być może kiedyś będziemy mogli powiedzieć, że 108 miliardów ludzi nie jest liczbą tych, którzy kiedykolwiek się urodzili... ale liczbą tych, którzy kiedykolwiek zmarli. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| coreless (16088 punktów) |
Jakiegoż to szaleństwa ludzie nie zrobią z lęku przed śmiercią... Tomy można by o tym napisać.
|
|
 | 1 na 1 | Marek Matejewski (3695 punktów) | > Jakiegoż to szaleństwa ludzie nie zrobią z lęku przed śmiercią... Tomy można by o tym napisać.Myślisz, że wydłużanie życia jest przykładem takiego szaleństwa? Z mojej strony uważam, że dłuższe życie może uratować tą planetę przed przeludnieniem, jeżeli rodzice wydadzą na świat np. trójkę dzieci raz na tysiąc lat to przyrost ludności będzie niższy niż gdyby w ciągu tego tysiąca lat miało się pojawić kilkadziesiąt pokoleń. Oczywiście to przy założeniu, że poszczególne etapy życia wydłużą się w sposób proporcjonalny. Jeszcze istotniejsza zaleta polega na tym, że wydłużanie długości życia, to chyba jeden z ważnych sposobów na uniknięcie regresu intelektualnego naszej cywilizacji. Współczesny człowiek co prawda jest w stanie nauczyć się o wiele więcej niż nasi przodkowie. Jest jednak druga strona medalu. Człowiek jest w stanie obecnie ogarnąć coraz mniejszy ułamek całkowitej wiedzy nieustannie gromadzonej przez całą ludzkość. Jeśli człowiek żyjący np. 5000 lat temu potrafił nauczyć się np. 10% wszystkich rzeczy jakie były wówczas ludziom znane. Tak współcześnie każdy z nas może sobie przyswoić w ciągu całego życia co najwyżej 0,00001% (tu nawet trudno powiedzieć ile tych zer ma być) całkowitej wiedzy jaką posiada ludzkość. Wydłużanie długości życia może być tu jedną z kilku ważnych odpowiedzi na inflację wiedzy. Choć tempo wzrostu tej wydaje się z kolei tak wielkie, że sama długość życia tu nie pomoże. Konieczne będą również nowe metody zdobywania tej wiedzy i nowe metody jej zapamiętywania. W przeciwnym razie ludzie w przyszłości staną się idiotami mimo, że będą posiadać większą wiedzę od nas. Zagubią się w swoim własnym świecie. Dziś połowa Europejczyków posiada telefon komórkowy, a można się założyć, że liczba osób które potrafią wytłumaczyć jak on działa jest tak znikoma, że właściwie nikt tego nie wie. Mało kto ma pojęcie, że do konstrukcji takiego aparatu komórkowego trzeba wykorzystać grubo ponad 30 różnych pierwiastków i że nie byłoby żadnej telefonii komórkowej gdyby nie wysiłek 7 różnych noblistów. Zaczynamy żyć w świecie gotowych, mocno złożonych produktów i nasza wiedza o nich jest właściwie żadna. A jeśli chodzi o prawdopodobieństwo scenariusza, który rysuje nam dr Aubrey de Grey to z pewnością bardzo trudno się wypowiedzieć laikowi. Dla porównaniu warto jednak zwrócić uwagę na krzywą wzrostu populacji na świecie. Jeśli liczba ludności w ciągu zaledwie ostatniego stulecia gwałtownie eksplodowała i wielokrotnie się powiększyła to dlaczego inne osiągnięcia nauki nie miałyby doprowadzić do równie gwałtownego wzrostu długości życia? Wydaje się trudniejsze... ale może to tylko brak zaufania dla ludzkiego intelektu.
|
|
|  | 1 na 1 | sinapis (1725 punktów) | > A jeśli chodzi o prawdopodobieństwo scenariusza, który rysuje nam dr Aubrey de Grey to z pewnością bardzo trudno się wypowiedzieć laikowi. Dla porównaniu warto jednak zwrócić uwagę na krzywą wzrostu populacji na świecie. Jeśli liczba ludności w ciągu zaledwie ostatniego stulecia gwałtownie eksplodowała i wielokrotnie się powiększyła to dlaczego inne osiągnięcia nauki nie miałyby doprowadzić do równie gwałtownego wzrostu długości życia?Takie bardzo trudne to nie jest nawet dla laika. Liczba ludności na świecie wzrosła dzięki dwóm przyczynom: spadku śmiertelności dzieci (głównie) i przedłużeniu ludzkiego życia (w mniejszym stopniu). Oba ten zjawiska z kolei wynikają z jednej przyczyny: poprawy warunków zdrowotnych i materialnych. Dzięki niej to nie umieramy już wskutek chorób zakaźnych i z głodu, nawet gdy się już zestarzejemy tak, że sami nie potrafimy nawet moczu trzymać. na razie wiec zbytnim optymista nie jestem - poczekam, aż pan dr opublikuje wyniki nadań na myszach. Ale on wyraźnie potrzebuje pieniędzy już teraz...
|
|
|  | 2 na 2 | Przemek J. (3008 punktów) | Trochę zbyt optymistycznie podszedłeś do tematu. Wydłużenie życia ludzkiego nie jest jednoznaczne ze wzrostem jego zdolności intelektualnych, śmiem nawet twierdzić, że wręcz przeciwnie. Im dłużej będziemy żyć, tym więcej czasu dostaniemy, na możliwość zapoznania się z szerszym zakresem zagadnień, ale bez dodatkowych zabiegów nie będziemy w stanie więcej zapamiętać. Z natury jesteśmy leniwi, więc może się okazać, że skoro mamy do zagospodarowania większy (prawie nieskończony z aktualnej perspektywy ludzkiego życia) okres czasowy, to chętniej będziemy popadali w hedonizm, itd. itd. Literatura SF jest pełna opisów różnych zagrożeń, które wiążą się z wydłużeniem ludzkiego życia, nauka zna wiele mechanizmów, które uprzykrzą nam długie życie.
Nie pamiętam czyje to zdanie, ale na dzień dzisiejszy wydaje mi się ono bardzo celne: jeśli wyeliminować wszystkie inne przyczyny zgonu, to umieralibyśmy na raka, gdyby i z nim sobie poradzić, to zabijał by nas Altzhaimer. Od siebie zapytam, która nasza ułomność jest następna w kolejce?
|
|
| |  | 1 na 1 | Marek Matejewski (3695 punktów) | >Trochę zbyt optymistycznie podszedłeś do tematu. Wydłużenie życia ludzkiego nie jest jednoznaczne ze wzrostem jego zdolności intelektualnych, śmiem nawet twierdzić, że wręcz przeciwnie.
Zgoda. Samo wydłużanie życie to za mało. Konieczne będzie stosowanie doskonalszych technik pamięciowych. W grę będzie zapewne wchodzić cybernetyka.
Zakładając, że nasza pamięć stanie się doskonalsza, wydłużenie czasu życia otworzy nam drogę do wielu nowych odkryć naukowych i skonstruowania niezwykle zaawansowanych technologicznie rzeczy. Zauważ, że gdy współcześnie jakiś genialny fizyk czy chemik w końcu zdobędzie wystarczająco dużą wiedzę żeby zacząć wprowadzać innowacyjne rozwiązania, nagle uświadamia sobie, że już czas umierać. Starożytna nauka nie miała tego problemu, natomiast dziś nie można właściwie niczego odkryć ignorując i nie zapoznając się szczegółowo z wcześniejszymi odkryciami - a na to potrzeba mnóstwo czasu.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Przemek J. (3008 punktów) | Ale sama poprawa pamięci, to nie wszystko. Trochę, a nawet bardzo, spłyciłem sens swojej wypowiedzi rzucając dwoma przykładami, a chodziło mi o to, że już obecnie nauka rozpoznała wiele problemów, które stają się tym ważniejsze, im dłużej zechcemy żyć. Najważniejszy, pod tym względem, że najbardziej pospolity i nadal nie rozwiązany, to wszelakiego rodzaju nowotwory. Im dłużej ludzie żyją, tym więcej się ich ujawnia, a być może postają coraz to nowe związane ze zmieniającym się środowiskiem, w którym żyjemy.
Jak zapanujemy nad tymi mutacjami, będziemy musieli uporać się ze skracającymi się łańcuchami DNA (nie pamiętam dokładnie, ale chyba chodzi o sekwencje niekodujące, które wraz z wiekiem się skracają, aż do momentu, gdy nie mogą bardziej, co powoduje jakieś negatywne skutki). Pytanie, jakie jeszcze problemy się ujawnią? O którym obecnie nie wiemy, bo żyjemy zbyt krótko by się ujawniły. A to tylko jedna z dróg do śmierci, ta powiązana z odnawianiem się komórek, które są stosunkowo krótkowieczne.
Następne w kolejce są problemy z umieraniem mózgu i ten przeze mnie wspomniany. Jak już się uda zatrzymać to umieranie, to jeszcze trzeba będzie zastanowić się nad jego odradzaniem, bo wraz z wiekiem dochodzi do różnych zjawisk, które dopiero zaczynamy odkrywać, a objawiają się one nie tylko zanikiem pamięci, ale również np. słabnącą motywacją. Nie jestem zbyt oczytany w tej dziedzinie, więc niewiele mam tu do napisania, ale zgaduję, że wraz z dożywaniem do wieku starczego coraz większej liczby ludzi, będzie się dowiadywać o kolejnych przypadłościach do zbadania, definiowania i "wyleczenia" (nie wiem czy to jeszcze będzie leczenie, czy już kreacja).
Jak już uporamy się ze znaczną liczbą problemów, które nazwał bym technicznymi, to zostaje nam cała gama problemów psychicznych. Psychika wielu ludzi nie wytrzymuje tak długiej eksploatacji. Już nawet 80 lat sporej gamy ludzi, który tego wieku dożyli, to za wiele i sobie nie radzą. Możemy optymistycznie założyć, że znaczna część tych problemów to pochodna defektów technicznych i zniknie, ale czy szybko poradzimy sobie z pozostałymi? Czy jesteśmy w stanie zgadywać jak się zmieni ludzkie myślenia, gdy nagle czas dostępny jednemu osobnikowi wydłuży się do 100 lat (taka będzie średnia życia), a co gdy to będzie 500 lub 1000 lat? Jak będzie się musiało zmienić społeczeństwo, wyobrażasz sobie 500 lat z jednym partnerem? Pewnie będą sposoby na chemiczne przedłużenie uczuć, które podobno słabną z wiekiem, ale czy wtedy to będą dalej te same uczucia, czy już tylko działanie prochów?
W wątkach pobocznych pojawia się ciekawy pomysł, że może będzie możliwy transfer osobowości (a może świadomości wraz z pamięcią) do jakiś sztucznych nośników. Osobiście wątpię by faktycznie było to możliwe prędzej niż za kilkaset lat. A nawet wtedy pozostanie aktualnym pytanie, na ile takie sztuczne ciało musi być podobne do prawdziwego (na ile musi oddawać zachodzące w nim procesy, czyli jakie bodźce dochodzące do mózgu należy odwzorować), żeby taka osobowość zachowała spójność i była nadal tą samą co przed transferem. W ścieżkę badań umysłu dopiero wkraczamy i pomimo ogromnego postępu, jaki się dokonał w ostatnich latach, nadal jest to pierwszy krok na drodze powstania. Gdy będziemy tak bardzo zaawansowani jak w przypadku szczegółów określonych przeze mnie jako techniczne, to możemy zacząć szukać narzędzi, które pozwolą nam odpowiedzieć na te pytania.
|
|
|  | | zachaj (5239 punktów) | >>Jakiegoż to szaleństwa ludzie nie zrobią z lęku przed śmiercią... Tomy można by o tym napisać. >Myślisz, że wydłużanie życia jest przykładem takiego szaleństwa? >Z mojej strony uważam, że dłuższe życie może uratować tą planetę przed przeludnieniem, jeżeli rodzice wydadzą na świat np. trójkę dzieci raz na tysiąc lat
Paradoksalnie takie zjawisko może być śmiertelnie niebezpieczne dla naszego gatunku. Nie zapominajmy, mimo ,że nie widzimy ewolucji na co dzień, ona postępuje. Mam tu na myśli selekcję naturalną. Oczywiście ograniczyliśmy jej zasięg ale nie do końca. Jedną sprawą jest naturalne eliminowanie wadliwych mutacji poprzez śmierć ich nosicieli. Śmiertelność wśród płodów, noworodków i dzieci jest o wiele mniejsza niż kiedyś, jednak w dalszym ciągu istnieje. Drugą sprawą jest ewolucja patogennych mikroorganizmów i kształt naszej odporności na nie.
Także wizja 1000 letniej egzystencji połączona z niewielką liczbą potomków może być daleko niekorzystna dla gatunku. To może doprowadzić do martwego punktu. Chyba, że świadomość przenieść na komputer ale czy będzie to jeszcze człowiek?
A propos przeniesienia świadomości przypomina mi się problem z teleportacją. Aby kogoś przenieść z punktu A do punktu B ,na początku trzeba zniszczyć oryginał danej osoby, a następnie identycznie odtworzyć wszystkie kwantowe oddziaływania w innym miejscu. Ale czy to będzie ta sama osoba? Czy po prostu istota posiadająca kopie wszystkich połączeń?
|
|
| |  | 1 na 1 | Mateusz (879 punktów) | >A propos przeniesienia świadomości przypomina mi się problem z teleportacją. Aby kogoś przenieść z punktu A do punktu B ,na początku trzeba zniszczyć oryginał danej osoby, a następnie identycznie odtworzyć wszystkie kwantowe oddziaływania w innym miejscu. Ale czy to będzie ta sama osoba? Czy po prostu istota posiadająca kopie wszystkich połączeń?
Po pierwsze silenie się na zgodność kwantową jest niepotrzebne. Zbitek materii, jakim jest niezaprzeczalnie człowiek, bezustannie zmienia swoje konfiguracje. Nie trzeba wcale schodzić do kwantów, ażeby do stwierdzić.
Gdyby założyć, że zgodność materiału i energii definiuje ludzkie jestestwo, jako subiektywnie przeżywane przez osobę x, mały zaś defekt czynił odrębną osobę y, to co raz gdy naciskam kolejny klawisz, by to napisać, jestem inną osobą. Wówczas oczywiście problem z teleportacją przestaje być ważny.
Druga sprawa, natury technicznej powiedzmy, po co niszczyć oryginał? Czy jeżeli jeden z egzemplarzy umrze będzie to miało wpływ na duplikat w pokoju obok? Dusza przepłynie przez ściany?
Tego typu rozważania prowadzą do jednego, moim zdaniem, konstruktywnego wniosku - nasze przekonanie o spójności i trwałości własnego ja ma charakter zupełnie iluzoryczny. To zaś, że jesteśmy do niego tak przywiązani i nawet logika do nas nie przemawia w tych sprawach, dostatecznie usprawiedliwione jest, jak sądzę, ewolucyjnie.
Pozdrawiam
|
|
| | |  | 1 na 1 | zachaj (5239 punktów) | >Po pierwsze silenie się na zgodność kwantową jest niepotrzebne. Zbitek materii, jakim jest niezaprzeczalnie człowiek, bezustannie zmienia swoje konfiguracje. Nie trzeba wcale schodzić do kwantów, ażeby do stwierdzić.
Pozwolę sobie się nie zgodzić. Owszem konfiguracje kwantowe są zmienne, jednak ich emanacja w postaci człowieka jest bardzo trwała i niezmienna. Zasady w świecie kwantów pozwalają na różne dziwne zachowania, jednak jedne są bardziej prawdopodobne, inne mniej. Nie zamienisz się nagle w kamień bo takie prawdopodobieństwo istnieje. Najbardziej prawdopodobne jest to, że zostaniesz w dalszym ciągu człowiekiem. Także aby odtworzyć kogoś w innym miejscu trzeba znaleźć najbardziej prawdopodobną konfigurację go tworzącą.
>Gdyby założyć, że zgodność materiału i energii definiuje ludzkie jestestwo, jako subiektywnie przeżywane przez osobę x, mały zaś defekt czynił odrębną osobę y, to co raz gdy naciskam kolejny klawisz, by to napisać, jestem inną osobą. Wówczas oczywiście problem z teleportacją przestaje być ważny.
Rozumiem Twój punkt widzenia. Jakaś część Ciebie zmienia się cały czas ale na przykład większa część mózgu, mam na myśli połączenia nerwowe, pozostają niezmienne. Niektóre struktury mózgu są bardzo trwałe i posiadamy je już w czasie narodzin. Tak samo unikalną własnością jest kod DNA.
>Druga sprawa, natury technicznej powiedzmy, po co niszczyć oryginał? Czy jeżeli jeden z egzemplarzy umrze będzie to miało wpływ na duplikat w pokoju obok? Dusza przepłynie przez ściany?
Oczywiście, że nie. Ale wtedy nie będzie to teleportacja, a raczej duplikacja.
>Tego typu rozważania prowadzą do jednego, moim zdaniem, konstruktywnego wniosku - nasze przekonanie o spójności i trwałości własnego ja ma charakter zupełnie iluzoryczny. To zaś, że jesteśmy do niego tak przywiązani i nawet logika do nas nie przemawia w tych sprawach, dostatecznie usprawiedliwione jest, jak sądzę, ewolucyjnie.
Zgadzam się. Zagłębiają się w pojęcia świata kwantowego można dojść do wniosku, że żyjemy w "matriksie" jednak nie jest to filmowa fikcja a nasze jedyne życie.
Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | Mateusz (879 punktów) | >Nie zamienisz się nagle w kamień bo takie prawdopodobieństwo istnieje. Najbardziej prawdopodobne jest to, że zostaniesz w dalszym ciągu człowiekiem. Także aby odtworzyć kogoś w innym miejscu trzeba znaleźć najbardziej prawdopodobną konfigurację go tworzącą.
Poker. Mam trzy asy i parkę króli. Postępuję nierozważnie, wymieniam króla...a tu kareta.
>Jakaś część Ciebie zmienia się cały czas ale na przykład większa część mózgu, mam na myśli połączenia nerwowe, pozostają niezmienne. Niektóre struktury mózgu są bardzo trwałe i posiadamy je już w czasie narodzin. Tak samo unikalną własnością jest kod DNA.
Podkreślasz ciągłość funkcjonowania elementów sieci neuronowej i niezmienność informacji DNA. Co jednak stałoby się gdybym umarł, natomiast wyposażony w najnowsze zdobyczne techniki i dokładną wiedzę na temat bioinżynierii, doktor Frankenstein przywrócił mnie do życia? Oczywiście, podczas mojej niebytności, w mojej głowie nic się nie tliło, żadne rozbłyski etc. Byłem martwy. Co ze mną po przebudzeniu, będę samym sobą, czy inną osobą przekonaną oczywiście, że jest mną (właściwie sobą) sprzed zgonu?
Co stanowi o mnie? Materia, konfiguracja tejże, a może ciągłość czasoprzestrzenna? Uważam, że próba szukania jakichś nieusuwalnych kotwic, czynników róźnicujących mnie subiektywne od mojej kopii jest bezzasadna. Łatwiejszym wytłumaczeniem jest zaproponowana przeze mnie chwilowość samoświadmości.
>>Druga sprawa, natury technicznej powiedzmy, po co niszczyć oryginał? Czy jeżeli jeden z egzemplarzy umrze będzie to miało wpływ na duplikat w pokoju obok? Dusza przepłynie przez ściany? >Oczywiście, że nie. Ale wtedy nie będzie to teleportacja, a raczej duplikacja.
Sprawa umowna. Wątpie by ktoś dał się przeteleportować, wiedzac że w rzeczywistosci nigdzie się nie przeniesie, a tylko powstanie gdzieś jego duplikat, a on sam zostanie uśmiercony w imię definicji.
|
|
3 na 3 bask (466 punktów) (zablokowany) | Problem tylko w tym, iż owo wydłużanie życia nie będzie dotyczyło wszystkich ludzi. Najpewniej zostanie zmonopolizowanie przez najbogatszych i najsilniejszych. I do szeregu nierówności już obecnie istniejących na tym świecie dojdzie kolejna, bardzo dotkliwa. Proszę pamiętać, iż śmierć jest jest panią bardzo sprawiedliwą, upomina się o każdego bez względu na jego ziemski status(polecam obrazy w kościołach z cyklu dance makabre). To w jakimś sensie jedyna pewna sprawiedliwość. Znaczne wydłużenie życia stępiłoby trochę jej egalitarną kosę. Ja wiem czy warto?
|
|
 | | baszarteg (2319 punktów) | Podział na śmiertelnych i nieśmiertelnych oznaczał by koniec cywilizacji (na pewno w kształcie który znamy)W dalszej perspektywie skutkowało by to jak sądzę powrót do archetypowego podziału na "bogów" i ludzi (z tą drobną różnicą że w przypadku tych "bogów" stwierdzenie jestem ateistą więc problem mnie nie dotyczy , mogło by nie wystarczyć  Podobne zagadnienie fajnie zostało opisane w świetnej książce "Pan światła" R.Zelaznego albo w "Oczy Heisenberga"F.Herberta Czy nieśmiertelność będzie możliwa ? Myślę że względna (a za taką z naszej perspektywy należało by uznać nawet marne 1000 lat  prędzej czy później tak . Ewolucja nie zwykła dawać tego rodzaju prezentów .Myślę że jakaś tam przyszła inżynieria genetyczna ,też pewnie będzie musiała jakoś zapłacić za podobne pomysły. Dla tego w obawie przed spodziewanym przeludnieniem zacząłem sobie majstrować w domu "Sfere Dysona " (na razie w mniejszej skali,ot całkiem tycią z papier-mache  no ale od czegoś trzeba w końcu zacząć .
|
|
1 na 1 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >Carl Haub wykonał obliczenia przyjmując za moment początkowy rok 50.000 p.n.e. gdy rozpoczynał się >paleolit górny. To wówczas pojawiły się neoantropy odpowiadające zarówno pod względem budowy >fizycznej jak i potencjalnych możliwości umysłowych człowiekowi współczesnemu. -No właśnie tego typu daty szukałem kiedyś w wątku o naszej erze. Czyli mamy obecnie rok 52011.
>Battlestar Galactica, gdzie w przypadku gdy już śmierć z jakiegoś powodu nastąpi, świadomość i >pamięć zostanie przeniesiona do identycznego, nowego ciała. -Zawsze myślałem, że to mój pomysł. Pozostaje problem wyhodowania ciała z czystym mózgiem bez pamięci i świadomości, inaczej będzie to morderstwo.
"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
|
|
 | | Marek Matejewski (3695 punktów) | >-No właśnie tego typu daty szukałem kiedyś w wątku o naszej erze. Czyli mamy obecnie rok 52011.
Carl Haub stanął tu przed poważnym wyzwaniem. Pojęcie "gatunku" jest dosyć umowne - wynika z tego, że w czasie naszego krótkiego życia zauważamy wiele różnic u żywych organizmów i tworzymy sobie praktyczną klasyfikację. Jednak cała ta systematyka sypie się w chwili, gdy zaczynamy się cofać w czasie i próbujemy wykonać badania statystyczne. Carl Haub musiał arbitralnie wybrać jakąś datę początkową, która zamknęła zbiór elementów będących przedmiotem wyliczeń.
Inni statystycy zaproponowaliby pewnie inne daty w zależności od tego czy zdecydowaliby się uwzględnić tylko homo sapiens fossilis, a może także któregoś z archaicznych typów homo sapiens takich jak: homo neanderthalensis, homo rhodesiensis, homo heidelbergensis czy homo antecessor a może nawet pokusiliby się o doliczenie homo ergaster?
Nie istnieją przecież precyzyjne daty początku i końca występowania wymienionych gatunków. Wszystkie które gdziekolwiek znajdziemy są tylko propozycjami i w różnych źródłach różnią się od siebie. I chyba dobrze, że nikt nie próbuje na siłę ustalać sztywnych dat, gdyż teoria ewolucji uczy nas, że taka próba będzie zawsze tylko i wyłącznie czymś umownym. Ciągłość życia jest faktem i szukając naszych przodków, których chcielibyśmy zliczyć (cóż to by musiała być za liczba) dotrzemy do chwili gdy życie nie istniało.
|
|
 | | facet (344 punktów) |
> -Zawsze myślałem, że to mój pomysł. Pozostaje problem wyhodowania ciała z czystym mózgiem bez pamięci i świadomości, inaczej będzie to morderstwo.A po jaką cholerę do ciała z mózgiem? Ciała z mózgiem, które mogą chorować, starzeją się i śmierdzą? Lepiej może do jakiejś elektronicznej kopii takiego mózgu. Tam można porobić kopie zapasowe na wypadek jakiegoś wypadku, rozbudować coś, upgrade' owac, wprowadzić tyle danych ile się chce a i nawet jakiś seks wirtualny zorganizować
|
|
|  | KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > A po jaką cholerę do ciała z mózgiem? Ciała z mózgiem, które mogą chorować, starzeją się i śmierdzą? Lepiej może do jakiejś elektronicznej kopii takiego mózgu. Tam można porobić kopie zapasowe na wypadek jakiegoś wypadku, rozbudować coś, upgrade' owac, wprowadzić tyle danych ile się chce a i nawet jakiś seks wirtualny zorganizować  -Tak, wiem, kopia, ale żeby potem ją można było wgrać w nowy, młody, zdrowy organizm. Wirtualne uciechy cielesne? e...to nie to samo 
"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
|
|
2 na 2 ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Wszystkich zwolenników "jak najdłuższego życia" zachęcam do osobistych odwiedzin odziałów gieratrycznych szpitali, zakładów opieki paliatywnej i hospicjów, aby zrozumieli, że współczesna medycyna nie wydłuża czasu życia, jedynie odwleka moment śmierci. Coraz więcej ludzi nie obawia się tego, że lekarze nie będą ich chcieli leczyć, lecz tego, że nie pozwolą im godnie umrzeć! A zamiast środków przeciwbólowych serwuje się nieumarłym (bo trudno ich stan nazwać życiem) zapewnienie, że ich cierpienie jest miłe Bogu i Jemu powinno być ofiarowane...
|
|
 | 1 na 1 | Marek Matejewski (3695 punktów) | Roztaczanie wizji, że na 1000 lat życia będzie się składać 50 żywych lat i 950 lat żałosnej wegetacji raczej nikogo nie zachęciłoby do poddania się terapii genowej. Dr. de Grey wyobraża to sobie na szczęście zupełnie inaczej. Cały proces wydłużania życia ma przede wszystkim opierać się na eliminacji negatywnych objawów starzenia tak aby cały proces starzenia został de facto poważnie spowolniony albo wręcz zahamowany. Myślę, że trzeba do tego podejść sceptycznie, ale nie pesymistycznie.
|
|
|  | | Przemek J. (3008 punktów) | I takie podejście to rozumiem, ale nadal uważam, że te 25 lat dzielące nas od pierwszego tysiąclatka to przesadzony optymizm. Ale to tyko moje przypuszczenia, mogę założyć dr. De Grey, jako ekspert w dziedzinie ma lepszą wiedzę na ten temat i jego szacowanie jest lepsze, choć zgaduję, że nie dla mnie, bo nawet jeśli dożyję powstania tego tysiąclatka, raczej nie dożyję czasów gdy będzie to (takie przedłużenie życia) dostępne dla takich przeciętniaków jak ja. Na pewno nie w formie, jaka gwarantowałaby nie tylko wegetację ale prawdziwe dalsze życie.
|
|
|  | 1 na 1 ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Zgadzam się, że byłoby pięknie, gdyby wydłużyć młodość, a skrócić starość, ale taka opcja, to już nie tylko fantasy, ale i problem moralny (żyjemy sobie, np.400 lat w zdrowiu i pełni sił, aż tu nagle - do piachu?  ) Więc, gdy postulujemy przedłużanie młodości, musimy się pogodzić z faktem, że i starość będzie dłuższa.... Może ten problem rozwiąże upowszechnienie eutanazji?
|
|
| |  | | Marek Matejewski (3695 punktów) | >Więc, gdy postulujemy przedłużanie młodości, musimy się pogodzić z faktem, że i starość będzie dłuższa....
Dokładnie, starość będzie dłuższa. Pytanie brzmi co rozumiesz przez starość? Bo jeśli kojarzy Ci się z chorobami stawów, niewydolnością wątroby i sztuczną szczęką to zwróć uwagę, że de Grey wyobraża to sobie inaczej. Starość będzie po prostu ostatnim etapem życia, ale mniej bolesnym niż doświadczamy tego obecnie. W opinii de Grey'a ludzkość znajdzie w międzyczasie mnóstwo sposobów na nieinwazyjne i efektywne poprawianie sprawności organizmu oraz likwidację bólu.
Myślę, że nie ma nawet sensu rozważać słuszności wydłużania życia. Perspektywa ta jest tak bardzo kusząca, że gdy tylko pojawią się możliwości wielu naukowców na całym świecie będzie realizować podobne projekty nawet wbrew potencjalnym zakazom.
|
|
| | |  | ratus (4786 punktów) (zablokowany) |
>Myślę, że nie ma nawet sensu rozważać słuszności wydłużania życia. Perspektywa ta jest tak bardzo kusząca, że gdy tylko pojawią się możliwości wielu naukowców na całym świecie będzie realizować podobne projekty nawet wbrew potencjalnym zakazom. >
Motyw bardzo długiego, a nawet nieskończonego życia (nieśmiertelności) był i jest kanwą wielu dzieł literackich i filozoficznych. Zdecydowana większość z nich zawiera konkluzję, że tak naprawdę ludzie nie chcą żyć wiecznie (bardzo długo), tyle że boją się umierania.... Z całą pewnością, rzecz nie jest do rozstrzygnięcia w naszej dyskusji.
IMO, teza de Grey'a (jak i jego osoba) to populistyczny humbug, naiwny i nieadekwatny do współczesnej wiedzy medycznej i fizycznej. Tacy "naukowcy" co i rusz wypuszczają wieści, a to o zimnej syntezie termojądrowej, a to o lekarstwie na raka i.t.d...
|
|
| Twister (1 punktów) | > planety przekroczy próg 7 miliardów mieszkańców.> Całkowita liczba ludzi, którzy kiedykolwiek zamieszkiwali naszą planetę wynosi> wg obliczeń Carla> Hauba (zaktualizowane ostatnio dane uwzględniają pierwszą połowę 2011 r.) 108 miliardów> istnień. Dużo? Mniej więcej tyle ile bakterii znajdziemy w dużej doniczce wypełnionej ziemią> ogrodową. Natomiast ludzie, którzy żyją obecnie za Ziemi stanowią około 6% ludzi jacy kiedykolwiek> się urodzili.Skąd taka liczba? Sądziłem że nie więcej niż 20 miliardów, uwzględniając że przez wieki liczba ludności była bardzo mała.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|