Racjonalista - Strona głównaDo treści
Pesymizm profesora Smitha

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
08-11-2011 12:57Hodża (11172 punktów)Pesymizm profesora Smitha
Ocena 7 na 7
Profesor David Livingstone Smith w swojej poświęconej wojnie książce właśnie wydanej w Polsce ("Najbardziej niebezpieczne ze zwierząt")twierdzi, że człowiek nigdy nie przestanie czerpać przyjemności z wojowania. Ja bym w tym miejscu zwrócił uwagę na to, że nie istnieje zadowalająca definicja "człowieka", więc proponowałbym profesorowi ostrożniejsze sformułowanie: "niektórzy ludzie zawsze będą znajdowali przyjemność w walce i zabijaniu". To ważny temat.
   Nawiązuję w tym wątku do kwestii dyskusji, jakie się wywiązały w innym miejscu przy okazji rocznicy rewolucji październikowej, dotyczących marksizmu, realnego socjalizmu itd. Wielu uważa, że koncepcje Marksa (i zapewne wszystkich jego poprzedników proponujących jakieś wizje naprawy świata, z Jezusem włącznie) poległy na nieznajomości ludzkiej psychologii. Zakładały one, że wszyscy ludzie są "z natury" dobrzy, tylko zawsze istniało to "coś" - a to grzech pierworodny, a to niesprawiedliwość społeczna, a to brak własności środków produkcji - co sprawiało, że ich egzystencja była/jest taka marna. Wystarczy więc obmyć się podczas chrztu w nowej ideologii, a sprawy przyjmą szczęśliwy dla wszystkich obrót.
   Wydaje się jednak, że dopiero uświadomienie sobie zwierzęcości naszej natury, naszych biologicznych fundamentów istnienia otwiera drogę do zrozumienia, dlaczego i w jaki sposób te wszystkie (często bardzo szlachetne) porywy serca i intelektu były naiwne. Jednak nie mogę zaakceptować postawy, która - wskazując na źródło problemu, nie porusza, choćby marginalnie, ważnego dla całej ludzkości pytania, jak okiełznać tę bestię, która żyje w człowieku i każe mu definiować plemiona i zabijać "innych". Rozumiem, że dla przyrodnika to pole walki jest tylko miejscem obserwacji i opisu; dla humanisty powinno się stać to punktem wyjścia dla poszukiwania rozwiązania zadania "Znaleźć pokój na Ziemi".
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Matix (5786 punktów)
> poszukiwania rozwiązania
>zadania "Znaleźć pokój na Ziemi".

Zapytaj Piątkowskiego, on definitywnie wie najlepiej.
09-11-2011 15:48 
 Ocena 2 na 2
Piątkowski (5131 punktów)
Masz coś do mnie, to napisz na priva... a nazwiskiem se geby nie wycieraj, jak nie masz nic mądrzejszego do powiedzenia...
sinapis (1725 punktów)
> Rozumiem, że dla przyrodnika to pole walki jest tylko miejscem
>obserwacji i opisu; dla humanisty powinno się stać to punktem wyjścia dla poszukiwania rozwiązania
>zadania "Znaleźć pokój na Ziemi".
>

Tylko że humaniści nie chcą się uczyć przyrody
08-11-2011 21:38 
 Ocena 3 na 3
Kurczewski (2471 punktów)
>Tylko że humaniści nie chcą się uczyć przyrody

Humaniści czy ci którzy zajmują się naukami humanistycznymi ? Bo humanista który nie chce się czegoś uczyć byłby, moim skromnym zdaniem, humanistą dość osobliwym.


erka.ovh.org/
hototogitsu.blogspot.com/
09-11-2011 07:51 
 Ocena 1 na 1
sinapis (1725 punktów)
>>Tylko że humaniści nie chcą się uczyć przyrody
>Humaniści czy ci którzy zajmują się naukami humanistycznymi ? Bo humanista który nie chce się czegoś uczyć byłby, moim skromnym zdaniem, humanistą dość osobliwym.

Wszak to sami spece od nauk humanistycznych mianowali się humanistami - więc przez grzeczność nie przeczę. A uczyć to oni się niezaprzeczalnie uczą, tylko że nie przyrody.
08-11-2011 21:51
 Ocena 10 na 10
diogenes (42753 punktów)
>jak okiełznać tę bestię, która żyje w człowieku...

To nie jest tak, że w człowieku żyje coś, co obce mu jest z natury, jakaś bestia, zwierzę. Takie stanowisko zakłada dualizm, którego źródła tkwią w Księdze Genesis: z jednej strony mamy złą materię (później przedstawiana w postaci bestii, a więc zwięrzecia), z drugiej zaś strony boskiego ducha, którego zadaniem jest ujarzmić szalejące w nas bydlę (emocje). Czego to już nie robiono, aby tego dokonać: filozofię, modlitwę, ascezę, medytację, rewolucję, zioła, leki.



Rozumność człowieka nie jest czymś zewnętrznym wobec jego zwierzęcej natury. To my jesteśmy ową bestią, która przeistacza się raz w człowieka, a raz w monstrum. Czy można mieć pretensje do morza, że jego tafla raz przypomina lustro, a raz budzi grozę?



Człowiek jest liną rozpiętą między zwierzęciem a nadczłowiekiem - napisał Nietzsche. Ów nadczłowiek to jednak jedynie nasze wyobrażenia, fantazje. Na dobrą sprawę ostał nam się jeno sznur, którego nie wiadomo, o co zaczepić.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Hodża (11172 punktów)
>>jak okiełznać tę bestię, która żyje w człowieku...
>To nie jest tak, że w człowieku żyje coś, co obce mu jest z natury, jakaś bestia, zwierzę. Takie stanowisko zakłada dualizm, którego źródła tkwią w Księdze Genesis: z jednej strony mamy złą materię (później przedstawiana w postaci bestii, a więc zwięrzecia), z drugiej zaś strony boskiego ducha, którego zadaniem jest ujarzmić szalejące w nas bydlę (emocje).

A jednak... kiedy obserwujemy fazy rozwoju ludzkiego płodu, odnajdujemy w nich wyraźne ślady ewolucyjnej przeszłości gatunku. Jest nawet teoria rekapitulacji postulująca powtarzanie przez ontogenezę historii filogenetycznej organizmu. A więc posiadamy część genów rybich, płazich, gadzich i niewątpliwie, chociaż samo to jeszcze nie jest podstawą do snucia daleko idących wniosków, w różnych indywiduach ekspresja różnych genów powoduje bardzo różne fenotypy, sposoby zachowania, polowania (każdy z nas jest jednak w jakimś stopniu drapieżnikiem - problem polega na obszarze, na którym poluje).
    O ile poprzedniczka genetyki, eugenika, doprowadziła do wulgaryzacji nauki i oddała ją na usługi zbrodni, to genetyka wespół z socjobiologią stanowi największy - moim zdaniem - przełom w historii gatunkowej człowieka. Teraz tego nie dostrzegamy, ale to się będzie ujawniać na przestrzeni dziesiątków lat, stuleci.

>Rozumność człowieka nie jest czymś zewnętrznym wobec jego zwierzęcej natury. To my jesteśmy ową bestią, która przeistacza się raz w człowieka, a raz w monstrum. Czy można mieć pretensje do morza, że jego tafla raz przypomina lustro, a raz budzi grozę?

Nie zgodzę się. Jest chyba ten moment, w którym złożoność organizmu w drodze ewolucji (również kulturowej, jak w przypadku człowieka) przekracza pewną "masę krytyczną", w której "ilość przechodzi w jakość". Konkretnie - wydaje mi się, że rzeczywiście obiektywnie istnieje coś takiego, jak "człowieczeństwo" a zaczyna się ono właśnie w momencie uświadomienia sobie naszej biologicznej natury i zwierzęcych korzeni. Zwierzę nie będzie nigdy w pełni świadome same siebie.

>Ów nadczłowiek to jednak jedynie nasze wyobrażenia, fantazje.

A po cóż "nadczłowiek", Nietzsche byłby bardziej godny uwagi, gdyby wyjaśnił dokładnie, czym jest sam człowiek a nie gmatwał sprawę definicjami, w których wszystkie człony zależą nawzajem od siebie i których treść rozpływa się w totalnym relatywizmie.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
09-11-2011 13:25 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>genetyka wespół z socjobiologią stanowi największy - moim zdaniem - przełom w historii gatunkowej człowieka.

Zgoda. To jedyna sensowna alternatywa dla kreacjonistycznych bredni.

>obiektywnie istnieje coś takiego, jak "człowieczeństwo" a zaczyna się ono właśnie w momencie uświadomienia sobie naszej biologicznej natury i zwierzęcych korzeni.

Czym jest owo uświadomienie? To przecież nic innego jak skierowanie uwagi na procesy związane z życiem, percepcją, emocjonalnością, rozumowania, na coś, co zwykło określać się mianem ludzkiego mikrokosmosu. Akt samoświadomości nie ma w sobie niczego spoza tego świata. To w kategoria poznawczych poszerzenie przedmiotu poznania o poznającego i działającego.

>Zwierzę nie będzie nigdy w pełni świadome same siebie.

Mam wątpliwości co do owego nigdy. Z jakiej racji zakładać że tylko ludzki przodek miał szczęście czy też pecha? Ewolucja trwa, a czas ma czas.

>Nietzsche byłby bardziej godny uwagi, gdyby wyjaśnił dokładnie, czym jest sam człowiek...

Nie ma czegoś takiego, jak sam człowiek. Człowiek określa się poprzez kontekst. Niektórzy akcentują bardziej przeszłość, inni - przyszłość (por. np. projekt w egzystencjalizmie). Nie da się pominąć myślenia w kategoriach sprzężeń zwrotnych. Owszem, na konkretnym poziomie staramy się unikać błędnego koła (np. w definiowaniu), ale zależności między systemem (np. człowiekiem) a środowiskiem nie sposób opisać w klasycznych kategoriach. Nietzsche jest bardziej nowoczesny niż niejeden współczesny intelektualista. Narracja jego Poza dobrem i złem przebiega całkowicie poza platońską i chrześcijańską duszą, poza fikcją, jak piszesz, samego człowieka.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Hodża (11172 punktów)
>>obiektywnie istnieje coś takiego, jak "człowieczeństwo" a zaczyna się ono właśnie w momencie uświadomienia sobie naszej biologicznej natury i zwierzęcych korzeni.
>Czym jest owo uświadomienie? To przecież nic innego jak skierowanie uwagi na procesy związane z życiem, percepcją, emocjonalnością, rozumowania, na coś, co zwykło określać się mianem ludzkiego mikrokosmosu. Akt samoświadomości nie ma w sobie niczego spoza tego świata.

Ja nie sugeruję tego, że świadomość ma jakąś duchową, niematerialną naturę. Być może jest to tylko moje złudzenie, ale samowiedza jest już czymś, co można według mnie dość precyzyjnie zdefiniować i użyć do wytyczenia granicy między człowiekiem a zwierzęciem. Natomiast samoświadomość nie, być może rzeczywiście szympansy czy jakieś inne gatunki posiadają ją w jakimś stopniu. Na pewno samoświadomość jest warunkiem koniecznym samowiedzy, ale niewystarczającym. (Używam tego słowa w znaczeniu obejmującym nie tylko świadomość sposobu funkcjonowania naszej psychiki, ale znacznie szerszym, obejmującym ogół materialnych uwarunkowań naszej egzystencji rozpoznanych i zbadanych przez naukę).

>>Zwierzę nie będzie nigdy w pełni świadome same siebie.
>Mam wątpliwości co do owego nigdy. Z jakiej racji zakładać że tylko ludzki przodek miał szczęście czy też pecha? Ewolucja trwa, a czas ma czas.

Zgoda. Nigdy nie mów nigdy.

>>Nietzsche byłby bardziej godny uwagi, gdyby wyjaśnił dokładnie, czym jest sam człowiek...
>Nie ma czegoś takiego, jak sam człowiek. Człowiek określa się poprzez kontekst. Niektórzy akcentują bardziej przeszłość, inni - przyszłość (por. np. projekt w egzystencjalizmie). Nie da się pominąć myślenia w kategoriach sprzężeń zwrotnych. Owszem, na konkretnym poziomie staramy się unikać błędnego koła (np. w definiowaniu), ale zależności między systemem (np. człowiekiem) a środowiskiem nie sposób opisać w klasycznych kategoriach.

Bardziej mi chodziło o to, że niepotrzebnie moim zdaniem wprowadził "nadczłowieka". Pomijam już nazistowskie echa tej koncepcji, ale to jest trochę tak, jakby definiować nosorożca jako stadium pośrednie między hipopotamem a jednorożcem.
Jeśli chodzi o mnie, to wrzucam tego rodzaju pomysłowe sformułowania filozofów do worka z napisem "retoryka". Na dobrą sprawę jest to bardzo praktyczna umiejętność dla oczyszczania tekstów filozoficznych z "machania rękami" autora na papierze.
Zauważyłem bowiem, że metafory są łatwym sposobem na zwrócenie uwagi i stworzenie pozoru zrozumiałości; nie chcę się zmagać z Platonem, ale jego słynna przypowieść o ludziach w jaskini jak mi się wydaje wprowadziła do kultury europejskiej głębokie przeświadczenie o niepoznawalności prawdy, co miało koniec końców niekorzystny wpływ na rozwój nauki i chyba przyczyniło się do umocnienia pozycji religii i dewaluowania zdolności poznawczych człowieka. A te są dużo większe, niż podejrzewał Platon. Ale to tylko taka dygresja odbiegająca trochę od tematu.

>Nietzsche jest bardziej nowoczesny niż niejeden współczesny intelektualista. Narracja jego Poza dobrem i złem przebiega całkowicie poza platońską i chrześcijańską duszą, poza fikcją, jak piszesz, samego człowieka.

Możliwe. Czasu, czasu potrzeba na te wszystkie ciekawe i wartościowe książki.



Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
09-11-2011 13:44 
 Ocena 2 na 2
kognitywista (3391 punktów)
>Jest chyba ten moment, w którym złożoność organizmu w drodze ewolucji (również kulturowej, jak w przypadku człowieka) przekracza pewną "masę krytyczną", w której "ilość przechodzi w jakość". Konkretnie - wydaje mi się, że rzeczywiście obiektywnie istnieje coś takiego, jak "człowieczeństwo" a zaczyna się ono właśnie w momencie uświadomienia sobie naszej biologicznej natury i zwierzęcych korzeni. Zwierzę nie będzie nigdy w pełni świadome same siebie.
Niewątpliwie człowiek uzyskał wgląd w swoją naturę w sposób niedostępny innym zwierzętom. Pytanie, co z tym teraz zrobi? Może wykorzystać dla społecznego pożytku, może zechcieć wykorzystać, ale nie być w stanie wolicjonalnie przezwyciężyć zwierzęcych instynktów ... może wreszcie cynicznie zignorować tę unikatową wiedzę dla osiągnięcia prywatnych korzyści.
Antropologia, będąc nauką opisową, nie da nam odpowiedzi, która nadal przynależy etyce, filozofii i częściowo może psychologii ... Dylematy moralne starożytnych Greków są nam nadal nieobce mimo niebywałych postępów antropologii i psychologii ewolucyjnej.
Natomiast w praktycznym wdrażaniu "pokoju na Ziemi" jakieś drobne postępy da się jednak zauważyć.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>jak okiełznać tę bestię

W Gazecie Wyborczej z 5-6 listopada jest fragment najnowszej książki prof. Stevena Pinkera - "The Better Angels of Our Nature: Why Violence Has Declined".

Krótki wniosek z tego artykułu (fragmentu) jest taki, że człowiek ma dwa oblicza, to lepsze i gorsze.

Pinker pisze: "Przemoc znika bo okoliczności historyczne coraz bardziej sprzyjają tej lepszej stronie."


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
09-11-2011 12:57 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Pinker pisze: "Przemoc znika bo okoliczności historyczne coraz bardziej sprzyjają tej lepszej stronie."

A te okoliczności historyczne to niby skąd się biorą? Opatrzność je zsyła? Czy ludzie je tworzą?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Hodża (11172 punktów)
>>Pinker pisze: "Przemoc znika bo okoliczności historyczne coraz bardziej sprzyjają tej lepszej stronie."
>A te okoliczności historyczne to niby skąd się biorą? Opatrzność je zsyła? Czy ludzie je tworzą?

Przesłanie płynące z reprodukcji Rembrandta na okładce - Opatrzność zsyła.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
09-11-2011 17:00 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>A te okoliczności historyczne to niby skąd się biorą? Opatrzność je zsyła? Czy ludzie je tworzą?

Działa to na zasadzie sprzężenia zwrotnego ujemnego.
Mniej okoliczności sprzyjających agresji - mniej agresji. A jak mniej agresji to pojawiają się okoliczności sprzyjające zmniejszeniu agresji.

Dobrze to widać na przykładzie ruchu ulicznego. Jak uprzejmym gestem przepuszczę oczekującego kierowcę w bocznej ulicy to i on potem jest bardziej przyjaźnie nastawiony aby innych przepuścić.
A jak go nie przepuszczę i jeszcze pokażę mu środkowy palec to i on potem (wkurwiony) innych nie przepuści na zasadzie "gdzie się pchasz chamie".

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Hodża (11172 punktów)
>
>A te okoliczności historyczne to niby skąd się biorą? Opatrzność je zsyła? Czy ludzie je tworzą?
>Działa to na zasadzie sprzężenia zwrotnego ujemnego.
>Mniej okoliczności sprzyjających agresji - mniej agresji. A jak mniej agresji to pojawiają się okoliczności sprzyjające zmniejszeniu agresji.

Jeśli to prawda, to można mieć nadzieję.A więc miejmy nadzieję, że są jakieś rzetelne badania to potwierdzające, ale wiedza potoczna wskazuje, że ludzie od dawna byli świadomi istnienia tego mechanizmu. To, że nie żyjemy dziś w raju wynika zapewne po części z tego powodu, że wielu wykorzystuje odwrotne zjawisko - jeśli istnieje sprzężenie zwrotne ujemne, to musi istnieć też dodatnie. A to się nazywa "spirala nienawiści" i znali ten mechanizm już Rzymianie, którzy znaleźli formułę rządzenia divide et impera realizowaną przy wykorzystaniu tego socjotechnicznego mechanizmu.

>Dobrze to widać na przykładzie ruchu ulicznego. Jak uprzejmym gestem przepuszczę oczekującego kierowcę w bocznej ulicy to i on potem jest bardziej przyjaźnie nastawiony aby innych przepuścić.
>A jak go nie przepuszczę i jeszcze pokażę mu środkowy palec to i on potem (wkurwiony) innych nie przepuści na zasadzie "gdzie się pchasz chamie".

Wiem, wiem! To działa! Czyli armaty!
Pozdrawiam.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
09-11-2011 19:08 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>To, że nie żyjemy dziś w raju

Krytykują książkę Pinkera jak się ją wpisze w Google.
Chociaż on sam twierdzi że: "... we may be living in the most peaceful time in our species's existence."

Ale jest to spojrzenie ogólne.
To tak jak z Polską. Na pewno jest to inny kraj niż był 30 lat temu, ale dla niektórych ludzi żyjących np. na Suwalszczyźnie niewiele się zmieniło.
Najwyżej przybył im telefon komórkowy i to wszystko.

Palestyńczycy pewnie by się z Pinkerem nie zgodzili a mieszkańcy Mauritiusa tak.
Chodzi o ogólny bilans światowy ,który wg. Pinkera jest dodatni.

Moja śp. babcia przeżyła dwie wojny światowe. Ja ,na szczęście, ani jednej.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Hodża (11172 punktów)
>Krytykują książkę Pinkera jak się ją wpisze w Google.
>Chociaż on sam twierdzi że: "... we may be living in the most peaceful time in our species's existence."
>Ale jest to spojrzenie ogólne.
>To tak jak z Polską. Na pewno jest to inny kraj niż był 30 lat temu, ale dla niektórych ludzi żyjących np. na Suwalszczyźnie niewiele się zmieniło.
>Najwyżej przybył im telefon komórkowy i to wszystko.

Nie tylko. Najbardziej podstawowa różnica, jaką dostrzegałem w stosunku do lat PRL (jeszcze przed okresem masowego wymieniania chodników na kostkę Bauma) jest wszechobecność różnych małych sklepików spożywczych po wsiach i osiedlach. Jednak obawiam się (a aktualnie przebywam w średnio-małym mieście) że to nie potrwa długo- mamy już tu z 10 sklepów wielkopowierzchniowych i jeszcze planowane jest jakieś centrum multimedialno-handlowe.

>Palestyńczycy pewnie by się z Pinkerem nie zgodzili a mieszkańcy Mauritiusa tak.
>Chodzi o ogólny bilans światowy ,który wg. Pinkera jest dodatni.

Bilans Europy minus Bałkany jest zdecydowanie dodatni. Im dalej od Europy, tym gorzej. Co tam dużo mówić, "nasza" kultura jest niedoskonała, ale bym jej nie zamienił na żadną inną.

>Moja śp. babcia przeżyła dwie wojny światowe. Ja ,na szczęście, ani jednej.

Też miałem taką babcię. Z pierwszej wojny wspominała, że Austriacy byli najgorsi, nikt tak nie potrafił ogołocić wsi z jedzenia. Jak poszperam w pamięci, wiele ciekawych jej opowieści sobie przypominam, widziała to i owo w czasie drugiej wojny i były to straszne obrazy.
   Miałem to szczęście jeszcze zdążyć poznać historie ludzi z pokolenia, którego większość osób w moim wieku nigdy nie miała szansy osobiście spotkać.
Pozdrawiam.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
10-11-2011 00:10 
 Ocena 2 na 2
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Nie tylko.

To prawda. Pamiętam jak wyjeżdżałam w latach 70 tych na Suwalszczyznę to wiozłam ze sobą trabantem całe zaopatrzenie. Mąkę,kaszę, cukier itp. Bo tam był jeden sklep oddalony o 4 km. do którego chyba ze dwa razy w tygodniu dowożono chleb.
Wódka oczywiście była non stop.
A dzisiaj w tym samym miejscu jest kilka sklepów zaopatrzonych w rarytasy o jakich wtedy można było pomarzyć.

Ale wtedy, we wsi gdzie mieszkałam, nie było światła. Gospodarze (i ja) urzędowali przy lampach naftowych. Gospodyni piekła własny chleb. Było tam pusto i dziko. To te okolice gdzie W.Leszczyński kręcił swój film "Żywot Mateusza" z Pieczką w roli tytułowej.

Dzisiaj w tej wiosce wyrosło małe miasteczko. Tłum ludzi, wrzaski do późna w nocy, albo do białego rana.
I o tamtych minionych czasach można tylko pomarzyć, kiedy wspaniały księżyc w pełni odbijał się w nieruchomej tafli jeziora, a cisza była taka, że słychać było cykanie naręcznego zegarka.
Bo wtedy były jeszcze zegarki na sprężynę. Jakiś Wastok czy inne radzieckie czasy.

Eh! Rozmarzyła się stara Grabowska!

> Im dalej od Europy, tym gorzej.

To zależy gdzie. W Australii można wytrzymać. Stany też nie miały na swoim terytorium wojny od dłuższego czasu. Na dużych połaciach Azji też jest raczej spokojnie.

A jeszcze co do tych warunków historycznych.
Weźmy taką wojnę narkotykową w Meksyku. Wystarczyło by, aby państwo przejęło kontrolę nad dystrybucją narkotyków, tak jak nad alkoholem, i ilu niepotrzebnych nieszczęść dałoby się uniknąć.
Prawdopodobnie nie umarło by tyle ludzi z przedawkowania co od kul w czasie ciągłych strzelanin.

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Hodża (11172 punktów)
>
>Nie tylko.
>To prawda. Pamiętam jak wyjeżdżałam w latach 70 tych na Suwalszczyznę to wiozłam ze sobą trabantem całe zaopatrzenie. Mąkę,kaszę, cukier itp. Bo tam był jeden sklep oddalony o 4 km. do którego chyba ze dwa razy w tygodniu dowożono chleb.
>Wódka oczywiście była non stop.

Pamiętam, kiedyś byłem z Rodzicami pod namiotami nad jeziorem. Upał był potworny, a my wybraliśmy się na wędrówkę "wśród lasów i pól". Pragnienie mnie zaczęło męczyć, więc wstąpiliśmy do GS-u. Oczywiście, nie było tam coca-coli ani "Kryniczanki", o, co to to nie. Musieliśmy zaopatrzyć się w wino owocowe krajowej produkcji. Rodzice, pomimo swojego zasadniczego stosunku do alkoholu musieli zaakceptować presję faktów i obaliliśmy wspólnie flaszkę pod przydrożną gruszą.
   Ale z tą wódką to różnie bywało... w okresie "Solidarności" pamiętam, przy monopolowym bywało naprawdę gorąco...

>A dzisiaj w tym samym miejscu jest kilka sklepów zaopatrzonych w rarytasy o jakich wtedy można było pomarzyć.

Kiedy jechało się na Mazury, pod namiot albo na rejs, trzeba było rzeczywiście wieźć prawie wszystko. Pamiętam, jaka atrakcją w czasach Gierka były pierwsze zupki w proszku (to była wtedy nowość) nie mówiąc już o tym, że wtedy na rynek weszło "pieczywo chrupkie", bardzo praktyczne na turystykę. Ale w okresie "karnawału Solidarności" przed wyjazdem stałem w kolejce pod kioskiem, do którego mieli dowieźć "Klubowe", żeby kupić kilka kartonów, bo przecież trzeba było tankować paliwo... a obsługa CPN-ów niechętnie uruchamiała dystrybutory bez "bakszyszu"... niby ten sam kraj, a jaka egzotyka, eh... wspominam to jakby to była co najmniej Turcja albo inna Gwatemala.

>Ale wtedy, we wsi gdzie mieszkałam, nie było światła. Gospodarze (i ja) urzędowali przy lampach naftowych. Gospodyni piekła własny chleb. Było tam pusto i dziko. To te okolice gdzie W.Leszczyński kręcił swój film "Żywot Mateusza" z Pieczką w roli tytułowej.

Jeszcze pamiętam zagrody na wsi, w których nie było światła, była polepa zamiast palet i piec chlebowy. Chleb był pieczony w chrzanowym liściu, pamiętam ten smak, okraszony miodem z pasieki. Teraz to wszystko zniknęło, a powiem, że u tych prostych ludzi przywiązanych szczerze do swojego miejsca na Ziemi była prawdziwa miłość do natury i tego swojego poletka, i kultura, i jakaś godność, której brakuje często dzisiejszym plastikowym produktom ery "efektywności".

>Dzisiaj w tej wiosce wyrosło małe miasteczko. Tłum ludzi, wrzaski do późna w nocy, albo do białego rana.
>I o tamtych minionych czasach można tylko pomarzyć, kiedy wspaniały księżyc w pełni odbijał się w nieruchomej tafli jeziora, a cisza była taka, że słychać było cykanie naręcznego zegarka.
>Bo wtedy były jeszcze zegarki na sprężynę. Jakiś Wastok czy inne radzieckie czasy.

Niewiele jest dziś miejsc, gdzie można posłuchać ciszy. Nawet lasy są permanentnie gwałcone przez ekobandytów na crossach i quadach.

>A jeszcze co do tych warunków historycznych.
>Weźmy taką wojnę narkotykową w Meksyku. Wystarczyło by, aby państwo przejęło kontrolę nad dystrybucją narkotyków, tak jak nad alkoholem, i ilu niepotrzebnych nieszczęść dałoby się uniknąć.

O, to utopia większa od komunizmu

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
10-11-2011 14:44 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>przy monopolowym bywało naprawdę gorąco...

To wtedy kiedy wódka była na kartki, albo od 13.
Ratunkiem w owym czasie były babcie prowadzące tzw. meliny , dorabiające sobie tym zbożnym dziełem do skromnej emeryturki.
Ówczesny prymas Glemp straszył je ekskomuniką, czy też odmową udzielenia rozgrzeszenia ,już nie pamiętam, za pokątny handel spirytualiami. Ale wtedy Głódź nie był jeszcze nawet biskupem bo by się chyba wstawił za babciami-meliniarkami.

> a obsługa CPN-ów niechętnie uruchamiała dystrybutory bez "bakszyszu".

Chodziło pewnie o to, że paliwo było na kartki, a żeby dostać więcej niż partia pozwalała trzeba było dać łapówkę. Nie można było też np. scedować kartek na kogoś innego, co było jawnym bezprawiem.
Ktoś kto nie korzystał z samochodu nie mógł dać swoich kartek komuś kto jeździł dużo.
Bo na kartkach były wpisane nry rejestracyjne samochodu i bodajże nawet marka.
Ja robiłam takie wygibasy, że podjeżdżałam fiatem znajomego staruszka, tankowałam do niego (do fiata, a nie staruszka) na jego kartki benzynę, a za rogiem za pomocą rurki i zasysania ustami ściągałam z jego baku benzynę do swojego kanistra.
Ile ja się opiłam wtedy tej benzyny!!!
Ludzie trzymali kanistry z benzyną na balkonach i co chwilę wybuchały groźne pożary jak sąsiad rzucił peta z okna piętro wyżej.

> u tych prostych ludzi przywiązanych szczerze do swojego miejsca na Ziemi była prawdziwa miłość do natury i tego swojego poletka, i kultura

Ja pamiętam, że tam na tej wsi wszystkie chłopy strasznie chlały i kłusowali ryby na prąd, na pęczki i sznury.
Jednego faceta to nigdy nie widziałam trzeźwego mimo , że jeździłam tam kilkanaście lat. Zawsze jak go spotykałam był nawalony.
I co? Może umarł na nerki, albo na wątrobę? Nie! Wpadł pod własny traktor który go przejachał na śmierć. A gość miał już po 60 tce.

> Niewiele jest dziś miejsc, gdzie można posłuchać ciszy.

Albo zobaczyć prawdziwą noc, taką co to się mówi, że choć oko wykol.
Przyroda jest zaśmiecona światłem.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Hodża (11172 punktów)
>Ratunkiem w owym czasie były babcie prowadzące tzw. meliny , dorabiające sobie tym zbożnym dziełem do skromnej emeryturki.
>Ówczesny prymas Glemp straszył je ekskomuniką, czy też odmową udzielenia rozgrzeszenia ,już nie pamiętam, za pokątny handel spirytualiami. Ale wtedy Głódź nie był jeszcze nawet biskupem bo by się chyba wstawił za babciami-meliniarkami.

To nie wpadł na pomysł pewnego proboszcza, który zapowiedział podczas sumy, że nazwiska meliniarzy zapisze "chińskim atramentem" i nawet za 300 lat potomni będą pamiętać o ich plugawym, robaczywym żywocie.

>> a obsługa CPN-ów niechętnie uruchamiała dystrybutory bez "bakszyszu".
>Chodziło pewnie o to, że paliwo było na kartki, a żeby dostać więcej niż partia pozwalała trzeba było dać łapówkę. Nie można było też np. scedować kartek na kogoś innego, co było jawnym bezprawiem.
>Ktoś kto nie korzystał z samochodu nie mógł dać swoich kartek komuś kto jeździł dużo.
>Bo na kartkach były wpisane nry rejestracyjne samochodu i bodajże nawet marka.

Tak, możliwe, nie prowadziłem jeszcze wtedy.

>Ja robiłam takie wygibasy, że podjeżdżałam fiatem znajomego staruszka, tankowałam do niego (do fiata, a nie staruszka) na jego kartki benzynę, a za rogiem za pomocą rurki i zasysania ustami ściągałam z jego baku benzynę do swojego kanistra.
>Ile ja się opiłam wtedy tej benzyny!!!

Przypominam sobie te sceny, a rurki do ciągnięcia paliwa stanowiły niezbędne wyposażenie samochodu oprócz apteczki czy lewara do podnoszenia samochodu.

>Ludzie trzymali kanistry z benzyną na balkonach i co chwilę wybuchały groźne pożary jak sąsiad rzucił peta z okna piętro wyżej.

He, he, kuzyn sobie w ten sposób wyremontował garaż, he.

>> u tych prostych ludzi przywiązanych szczerze do swojego miejsca na Ziemi była prawdziwa miłość do natury i tego swojego poletka, i kultura
>Ja pamiętam, że tam na tej wsi wszystkie chłopy strasznie chlały i kłusowali ryby na prąd, na pęczki i sznury.
>Jednego faceta to nigdy nie widziałam trzeźwego mimo , że jeździłam tam kilkanaście lat. Zawsze jak go spotykałam był nawalony.

Och, temat alkoholu to już osobny wątek. Zamilknę więc w tym miejscu przezornie.

>I co? Może umarł na nerki, albo na wątrobę? Nie! Wpadł pod własny traktor który go przejachał na śmierć. A gość miał już po 60 tce.
>> Niewiele jest dziś miejsc, gdzie można posłuchać ciszy.
>Albo zobaczyć prawdziwą noc, taką co to się mówi, że choć oko wykol.
>Przyroda jest zaśmiecona światłem.

To był zawsze w tamtych latach dla mnie największy szok - ile razy przyjeżdżałem na wieś na wakacje, musiałem przyzwyczajać się do tej ciemności w nocy (gdy nie było księżyca). Ale też nigdy od tamtej pory nie widziałem Drogi Mlecznej. To niesamowite wrażenie, patrzeć na naszą Galaktykę.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Piątkowski (5131 punktów)
"Ci, którzy "wyrzekają" się przemocy, mogą to czynić tylko dlatego, ze inni dopuszczają się przemocy w ich imieniu." - George Orwell
Hodża (11172 punktów)
>"Ci, którzy "wyrzekają" się przemocy, mogą to czynić tylko dlatego, ze inni dopuszczają się przemocy w ich imieniu." - George Orwell

Jest w tym dużo prawdy. Ale jest to stwierdzenie pewnego stanu rzeczy, tylko, że nic nie mówi o historycznych zmianach charakteru człowieka, a ten, jak by na to nie patrzeć, zmienił się z afrykańskiego drapieżnika na cywilizowanego pięknoducha przy komputerze czytającego mądre teksty filozofów (i użytkowników tego Forum, oczywiście ).


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
09-11-2011 20:28 
 Ocena 1 na 1
Piątkowski (5131 punktów)
doprawdy zmienił ? a może to sankcje prawne i służby publiczne w głównej mierze powodują to, że nie zabijamy się na ulicach...choć i tu są wyjątki, rozruchy w UK, krwawe rewolty w Libii itp... człowiek wcale tak daleko z tego drzewa nie odszedł...
09-11-2011 22:26 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>doprawdy zmienił ? a może to sankcje prawne i służby publiczne w głównej mierze powodują to, że nie zabijamy się na ulicach...choć i tu są wyjątki, rozruchy w UK, krwawe rewolty w Libii itp... człowiek wcale tak daleko z tego drzewa nie odszedł...

To nie sankcje prawne powodują złagodzenie obyczajów. W średniowiecznej Anglii w niektórych latach wykonywano ok. 70 000 wyroków przez powieszenie rocznie a i tak ludzie napadali, mordowali i gwałcili, gdyż nie mając domów ani jedzenia byli do tego przymuszeni biologiczną koniecznością (oczywiście, nie wszyscy, ale przeludnienie jest potwierdzonym naukowo czynnikiem wpływającym na przestępczość w tych latach). Od siebie dodam, że - w mojej opinii - ci, którzy zostali zepchnięci przez system społeczny na samo dno egzystencji i którym de facto odmawia się prawa do życia mają prawo grabić i dokonywać rozbojów dla utrzymania się przy życiu, a jest to prawo biologiczne, które mówi, że człowiek musi jeść, aby żyć.
   To poprawa warunków życia doprowadziła do tego, że człowiek w mniejszym stopniu poddany biologicznym koniecznościom również w mniejszym stopniu w swoim zachowaniu przejawia wcześniejsze ewolucyjnie cechy, do których zaliczyć należy również różne mechanizmy walki. Przestępczość jest zwyczajnie realizowaniem biologicznych potrzeb bez uwzględnienia struktury społecznej wyrażanej/tworzonej przez prawo.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
09-11-2011 22:36 
 Ocena 2 na 2
Piątkowski (5131 punktów)
Tylko czemu, gdy były zamieszki w Brytyjskich miastach, to okradano głównie sklepy z elektroniką, a nie z żywnością? Rozumiem, ze nowy iPhone, albo xBox zastępuje posiłek, niweluje głód i minimalizuje zapotrzebowanie organizmu na substancje odżywcze...
Hodża (11172 punktów)
>Tylko czemu, gdy były zamieszki w Brytyjskich miastach, to okradano głównie sklepy z elektroniką, a nie z żywnością? Rozumiem, ze nowy iPhone, albo xBox zastępuje posiłek, niweluje głód i minimalizuje zapotrzebowanie organizmu na substancje odżywcze...

Hm, dobre pytanie. Może i przestępczość, w miarę poprawy ogólnych warunków życia staje się mniej "siermiężna" (już nie zabójstwa dla żywności, tylko tłuczenie szyb dla najnowszego multimedialnego gadżetu).
   Nie usprawiedliwiam przestępczości w ogóle, tylko w tych szczególnych przypadkach, kiedy jest ona wyrazem desperacji. Nie jestem jednak kryminologiem ani znawcą psychologii, więc nie wiem, na ile takie podejście tyczy się rzeczywistości - bo przecież obserwuje się, że ci, którzy rzeczywiście znaleźli się "na dnie" zazwyczaj nie są jednostkami agresywnymi, zdolnymi do zbrodni i rzadko podnoszą głowę, by siłą dochodzić swojego prawa do istnienia.
   Podsumowując, świat jest cholernie niesprawiedliwy. Kościół nazywa to "porządkiem naturalnym".


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Piątkowski (5131 punktów)
Napisałeś:

"ci, którzy zostali zepchnięci przez system społeczny na samo dno egzystencji i którym de facto odmawia się prawa do życia mają prawo grabić i dokonywać rozbojów dla utrzymania się przy życiu, a jest to prawo biologiczne, które mówi, że człowiek musi jeść, aby żyć."

Ja uważam, że mam prawo bronić mojego zdrowia, życia i
dóbr materialnych przed takimi osobnikami, z użyciem broni włącznie.
Ja też poświęcam czas, umiejętności i swoje życie, aby uzyskać pewny poziom dobrobytu i nie widzę powodu, aby ktoś kto z własnej głupoty czy lenistwa nie osiągnął go, miał mi to odbierać. W UK najwięcje krzyczą o niesprawiedliwości ci którzy nie mieli ochoty skończyć nawet podrzędnej szkoły, edukację kończyli w wieku 16 lat i teraz mają pretensje do całego świata, że pracodawcy wolą zatrudniać emigrantów po szkołach, niż lokalny lub przyjezdny plebs, któremu najwygodniej żyje się na zasiłkach i żal zadek ściska, że ktoś kto ciężko pracuje ma troszkę wyższy poziom życia od nich...
Hodża (11172 punktów)
>Napisałeś:
>"ci, którzy zostali zepchnięci przez system społeczny na samo dno egzystencji i którym de facto odmawia się prawa do życia mają prawo grabić i dokonywać rozbojów dla utrzymania się przy życiu, a jest to prawo biologiczne, które mówi, że człowiek musi jeść, aby żyć."
>Ja uważam, że mam prawo bronić mojego zdrowia, życia i
> dóbr materialnych przed takimi osobnikami, z użyciem broni włącznie.

Tak. Wtedy wracamy do poziomu zwierząt, ale racja, też masz takie prawo.

>Ja też poświęcam czas, umiejętności i swoje życie, aby uzyskać pewny poziom dobrobytu i nie widzę powodu, aby ktoś kto z własnej głupoty czy lenistwa nie osiągnął go, miał mi to odbierać. W UK najwięcje krzyczą o niesprawiedliwości ci którzy nie mieli ochoty skończyć nawet podrzędnej szkoły, edukację kończyli w wieku 16 lat i teraz mają pretensje do całego świata, że pracodawcy wolą zatrudniać emigrantów po szkołach, niż lokalny lub przyjezdny plebs, któremu najwygodniej żyje się na zasiłkach i żal zadek ściska, że ktoś kto ciężko pracuje ma troszkę wyższy poziom życia od nich...

Pomijam tu ludzi, których nigdy nie brakuje, dla których największym bólem jest zawiść. Nie o tym mówię, ale o przypadkach, jakie bywały w historii, a których ostatnio w Europie prawie się nie spotyka - o pozbawieniu ludzi faktycznych możliwości zarabiania na życie. Rozważ przykład - jest lokaut w fabryce, ludzie idą na bruk, nie mają żadnych zasiłków, pomocy, nic, co najwyżej mogą iść do przytułku albo żebrać pod kościół. I co? Wszystko OK, trudno, sami są sobie winni, bo nie byli dość mądrzy, by skończyć prawo na Oxfordzie? Przecież to bzdura. Rewolucja socjalistyczna na tym polegała i to jest jej najcenniejszy z dobrych owoców, że uświadomiła każdemu członkowi społeczeństwa, że nie może mówić "nie jestem stróżem brata mego".


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Piątkowski (5131 punktów)
ale ja coś takiego przeżyłem i funkcjonuje bez uciekania się do grabieży czy zabijania w celu zdobywania dóbr konsumpcyjnych... w 2009 roku zlikwidowano kilka największych zakładów pracy w Doncaster, zostałem z około 1000 funtów na koncie, bez prawa do zasiłku... nie poszedłem okraść banku czy sklepu, tylko zarejestrowałem firmę i zacząłem działaność gospodarczą zgodną z moim wykształceniem, potem spotkałem mojego obecnego wspólnika i zajmujemy się, co prawda już zupełnie inną działalnością, ale nadal "po godzinach" serwisuje komputery i nadal mam zarejetrowaną tą "firmę". Jak widzisz, nie trzeba uciekać się do przestępstw, tylko ruszyć zadek, zakasać rękawy i zacząć pracowac najlepiej jak się potrafi... problem w tym, że każdy chce od życia dużo, nie oferując nic w zamian...a tylko inwestowanie w siebie (edukacja, treningi, szkolenia), odwaga, zdolność do podejmowania ryzyka i ciężka praca, prowadzą do sukcesu. Dlatego nie przyjmuje żadnego tłumaczenia, że ci ludzie byli zepchnięci na margines, oni sami doprowadzili do tego, że są marginesem i często używają tego, jak wytłumaczenia dla swojego karygodnego zachowania.
Hodża (11172 punktów)
>ale ja coś takiego przeżyłem

Może, chociaż wątpię, czy to było to samo - jak sam powiadasz, masz pewne kierunkowe wykształcenie dające Ci przewagę na rynku pracy. Zważ więc na to, że niemożliwością jest taki stan rzeczy, w którym wszyscy robotnicy będą mieli wykształcenie umożliwiające im "miękkie lądowanie" w wypadku zamknięcia zakładu - to po prostu jest niewykonalne. Dlatego m.in. istnieje system szkół przyzakładowych w Niemczech czy Japonii, by umożliwić ludziom wykształconym w określonym zawodzie zatrudnienie i dać im większą gwarancję stałości zatrudnienia.Jest to typowy przykład myślenia systemowego mającego na celu ograniczenie negatywnych zjawisk związanych z wolnym rynkiem.
    Nawet jednak, gdyby wszyscy pracownicy najemni posiadali wyjątkowe kwalifikacje i predyspozycje psychiczne (to też jest istotny element walki o miejsce na rynku pracy) do tego, by w przypadku utraty pracy móc podejmować samodzielną inicjatywę gospodarczą, to przecież z samej swojej natury rynek nie może się składać wyłącznie z przedsiębiorców - jego fundamentem zawsze będzie siła najemna. To bzdura, że da się zbudować wydajny ekonomicznie system na małych przedsiębiorstwach, firmach rodzinnych czy samozatrudnieniu. Pojemność rynku jest ograniczona i zawsze większość z tych ludzi będzie skazana na porażkę,zwłaszcza gdyby nagle masowo zapałali chęcią do sprawdzenia się w wolnorynkowej rywalizacji zakładając tysiące nowych firm.
    Dlatego też nie ma co wnioskować ze swojego , indywidualnego przypadku o całości, gdyż nie wszyscy są tak zdolni, inteligentni i sprytni po prostu, by im się powiodło prowadzenie własnej firmy a poza tym same reguły wolnego rynku mówią, że część musi zostać wyeliminowana, by zostały te najlepsze. Nie wszyscy mogą być najlepsi.
   A na marginesie - gratuluję swojego biznesu i szczerze życzę powodzenia.

> i funkcjonuje bez uciekania się do grabieży czy zabijania

Nie pisałem ani nie sugerowałem, że to jest rozwiązanie problemu bezrobocia. Mówiłem o historycznych przyczynach socjalizmu i radykalizmu w dochodzeniu swoich praw.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
10-11-2011 22:27 
 Ocena 1 na 1
Piątkowski (5131 punktów)
dlatego trzeba być elastycznym...gdy serwis przestał przynosić dochody, to zarobione pieniążki zostały zainwestowane w kolejną działalność... życie to nie bajka... i nie sądzę aby istniało takie coś jak miękkie lądowanie w przypadku utraty dobrze płatnej pracy, tym bardziej, że dużo wygodniej było iść na 8h do roboty, odbębnić swoje i wiedzieć, że kasa będzie co sobotę na koncie... to, że ktoś nie ma "predyspozycji" do prowadzenia własnej firmy, nie daje mu prawa do okradania innych... a szkoły mogą kończyć, w UK cały czas chcą kierować ludzi na kursy zawodowe, do szkół, tylko lenistwo przeszkadza w tym, aby coś osiągnąć... lepiej siedzieć z butelką cidra i sky tv oglądać, niż spędzić weekend w szkole na zajęciach czy praktyce w jakiejś firmie... i to jest powód, dlaczego sami skazują się na porażkę, lenistwo, głupota i wygodnictwo... rozdmuchany socjal i życie z zasiłków... a jak im się przykręca kurek z darmową kasą, za zbijanie bąków, to podnoszą łeb i gryzą rękę, która ich karmiła...
Kilka lat temu, zaginałem w weekendy do szkoły, od rana do wieczora, po to, by zyskać kolejny zawód, po to by w przyszłości, mieć większe pole manewru... skoro ja mogę, to inni też mogą, muszą tylko chcieć, tym bardziej, że pracowałem i miałem rodzinę na utrzymaniu i nie jestem członkiem MENS'y, tylko zwykłym gościem o przeciętnych predyspozycjach...
10-11-2011 20:48 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Tylko czemu, gdy były zamieszki w Brytyjskich miastach, to okradano głównie sklepy z elektroniką, a nie z żywnością? Rozumiem, ze nowy iPhone, albo xBox zastępuje posiłek, niweluje głód i minimalizuje zapotrzebowanie organizmu na substancje odżywcze...
Cóż, siła reklamy. Przecież wciąż nam się wmawia, że nie możemy się obejść bez tego, czy tamtego.
Czyli za te zamieszki odpowiedzialni są specjaliści od promocji , jak widać - skutecznej.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365