>O ile różnice między kreacjonizmem a ewolucjonizmem polegają (li tylko) na odmiennym sposobie opisu historii,
Pomijając kilka szczegółów można to przyjąć.
> o tyle obydwa te stanowiska wydają się przypisywać człowiekowi rolę wtórną - korzystamy z darów Bożych albo z darów Natury, stosujemy się do praw Bożych lub praw Ewolucji...
Dla osoby wierzącej będą to dary jakiegoś boga. Dla ateisty nie są to dary, a naturalna różnorodność, za którą nie ma co dziękować, bo po prostu jest.
>W obydwu przypadkach człowiek wykorzystuje jestestwa, których nie(!) stworzył,
A dlaczego przyjmować, że miałyby zostać przez kogoś stworzone? Po prostu rodzimy się, uzyskujemy świadomość i umieramy. Po drodze wykształca się nasza świadomość.
> podczas gdy ważnym obszarem ludzkiej cywilizacji wydaje się wytwarzanie i pielęgnowanie lub choćby świadome kontrolowanie dóbr przez tegoż człowieka pożądanych
Nasz mózg jest na tyle wielki i wyewoluował ku inteligentnemu systemowi przetrwania, że nic w tym dziwnego. Opisałeś cywilizację.
>Stąd przesłanka, że wypadałoby raczej wpierw tworzyć niż wpierw konsumować, a stąd wniosek o opozycji kreacji względem konsumpcji (prokreacja jest może pomiędzy))
No i doszliśmy do sedna. Pomijając fakt, że Ameryki nie odkryłeś, to może przybliżysz nieco celowość założenia tego wątku? Jestem ciekaw co chciałeś jeszcze oznajmić oprócz prawdy, że z pustego i Salomon nie naleje.
Pozdrawiam.
jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
|