Racjonalista - Strona głównaDo treści
Chrześcijaństwo to bardziej zaświatyzm niż teizm.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
13-01-2010 15:03Jacek Tabisz (30006 punktów)Chrześcijaństwo to bardziej zaświatyzm niż teizm.
Ocena 5 na 5
Tak uważam. W żadnej innej religii motyw życia po śmierci wyznawcy nie pełni aż tak centralnej funkcji. Msza święta nie jest teistycznym wychwalaniem boga, lecz odprawianiem misterium śmierci i zmartwychwstania. Dlatego, gdy zastanawiamy się nad definicją ateizmu, powinniśmy wziąć to pod uwagę. Wielu ludzi wyrosłych z tradycji chrześcijańskiej, będących chrześcijanami, lub nie, ma nieograniczone przywiązanie do idei zaświatów. Dlatego nie dziwne jest w tradycji Zachodniej żartowanie z Jezusa i biblijnych klechd. Czy też szokowanie kobietą przybitą do krzyża. Bo nie o to chodzi. NIe to jest najważniejsze. Najważniejsze są zaświaty.

Chrześcijaństwo jest największą światową religią. Ma 2 miliardy wyznawców. Największa konkurencja, islam, może się "pochwalić" połową tej liczby. Niektórzy się pocieszają, że z tych 2 miliardów ludzi część stanowią "ochrzczeni przypadkiem". Myślę, że przecenia się liczebność tej części, poza tym w każdej religii jest sporo osób słabo ortodoksyjnych. Na przykład wśród muzułmanów zamieszkałych w Szwajcarii praktykuje 12,5%.

W głównej światowej religii najważniejszy jest zatem eskapizm, zaświatyzm, nie zaś teizm. Warto o tym pamiętać gdy szukamy sojuszników w ludziach, którzy traktują postaci biblijne z przymróżeniem oka. To nic nie znaczy. Istotą chrześcijaństwa jest zmartwychwstanie. Nazwa "ateizm" jest tu myląca. Osoba wyrosła z tradycji zachodniej może być ateistą wierzącym w życie wieczne. Z uwagi na tą wiarę będzie ona mieć ortodoksyjne i niechętne postępowi oraz nauce podejście do rzeczywistości. Myślę, że należy stworzyć jakiś termin, gdzie obok ateizmu pojawia się informacja na temat nie uznawania wiary w zaświaty.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Ashaard (130 punktów)
To ja rzucę ciekawostką: jeszcze w III w. chrześcijanie wierzyli w rychłe zmartwychwstanie TU, NA ZIEMI. Nie były to żadne zaświaty, lecz zmiana porządku wszechrzeczy na Ziemi. Dopiero w wieku czwartym uległo to zmianie, razem z porzuceniem wyczekiwania rychłego końca świata.

A co do tematu - myślę, że słowo ateizm jest wystarczające - bez wiary w istoty nadprzyrodzone nie ma wiary w świat nadprzyrodzony.
13-01-2010 15:41 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
>A co do tematu - myślę, że słowo ateizm jest wystarczające - bez wiary w istoty nadprzyrodzone nie ma wiary w świat nadprzyrodzony.


Chciałbym, żeby tak rzeczywiście było, ale chyba jesteś nadmiernym optymistą... A historyjka o Jezusie (krzyż i te inne), oraz hasło "moje królestwo jest nie z tego świata" pokazują zapewne, że już od początku zaświatyzm miał się nieźle.
13-01-2010 16:26 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>"moje królestwo jest nie z tego świata"

Zauważ, że Jezus nie mówił o innym bycie. Chodziło jedynie o podział świata na ten i tamten, co rzecz jasna zakłada, że jeden i drugi mają ze sobą coś wspólnego (porównaj ten i tamten brzeg).

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
O co z kuszeniem przez szatana na pustyni?
Guzik (2020 punktów)
>Tak uważam. W żadnej innej religii motyw życia po śmierci wyznawcy nie pełni aż tak centralnej>funkcji.[...]
>należy stworzyć jakiś termin, gdzie obok ateizmu pojawia się informacja na temat nie uznawania wiary >w zaświaty.

Czy tym ludziom Zachodu, bo o nich mowa, tak źle na tym świecie, że czekają na szczęście w zaświatach? Wiele z tych osób, o których piszesz, wierzy w reinkarnację. Czy to też byłby zaświatyzm?
Jak nazwać ateistę, który wierzy w niebo? Nie wiem. Nieszczęśnik?
13-01-2010 15:46 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Reinkarnacja może być:

1. Metaforą obiegu materii w przyrodzie. (albo inną, starszą nazwą tego zjawiska, bo na Wschodzie też byli Demokryci i to jacy! )
2. Wiarą, iż twoja osobowość odradza się w innym ciele, zaś gdy stanie się wielkim guru, przypomni sobie wrażenie wszelkich wcielen - to też nazywam zaświatami.
3. Czymś pośrednim pomiędzy 1 a 2. Cóż - tylko 1 ma rację bytu.

Z reinkarnacją w sensie zaświatowym wiąże się dualistyczne dzielenie rzeczywistości na świat materialny i duchowy. Takie coś od zawsze jest w chrześcijaństwie i ludzie, którzy zafascynowni wschodem wierzą w taki dualizm bynajmniej nie porzucili głównego dogmatu chrześcijaństwa. Niektórzy nazywają nawet drogę duszy przez wcielenia "czyścem". Wśród teologów chrześcijańskich taka mechanika iścia do bozi nie wywołuje oburzenia, niektórzy z nią sympatyzują.

Nieszczęśnik - całkiem trafne spostrzeżenie, gdyż z tego mniej więcej czerpał egzystencjalizm . A teraz czerpie wiele innych nurtów "intelektualnych".
23-01-2010 11:59 
 Ocena 1 na 1
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>Wśród teologów chrześcijańskich taka mechanika iścia do bozi nie wywołuje oburzenia, ...
Nie mówi się "iścia" tylko "idzienia".
obcy gatunek (907 punktów)
Przytoczę mały fragment Twojej wypowiedzi:
"...Z uwagi na tą wiarę będzie ona mieć ortodoksyjne i niechętne postępowi oraz nauce podejście do rzeczywistości..."
Rozumiem, to jak będę sobie mówił, że w zaświatach będę palił papierosa i popijał kawę z rozkoszną istotą, to według Ciebie moje podejście będzie niechętne postępowi oraz nauce itd.? - jesteś tego pewien, co napisałeś? - Wobec tego stanowię wielkie zagrożenie, dla normalności, postępu, nauki itd.
Natomiast odnośnie tego, że chrześcijaństwo to bardziej zaświaty niż teizm, to tutaj jest kwestia indywidualnego podejścia, aczkolwiek zgadzam się z tym, że ważną istotą w religii jest kwestia życia wiecznego, bo ludzie chcą żyć, co w zasadzie jest zrozumiałe - marzenia czy nadzieje to też piękna rzecz - prawda?
Natomiast, ja akurat nie robię problemu z tego, że jak przysypie mnie ziemia, to zapanuje jedno wielkie NIC, bo nawet nie będę sobie z tego zdawał sprawy.
13-01-2010 23:50 
 Ocena 5 na 5
-jad- (18783 punktów)
>Natomiast, ja akurat nie robię problemu z tego, że jak przysypie mnie ziemia, to zapanuje jedno wielkie NIC, bo nawet nie będę sobie z tego zdawał sprawy.

Gorzej, że teraz sobie zdajesz. Teraz jest to jakiś problem, nie później i z tą myślą każdy człowiek musi sobie jakoś poradzić. Wybierając wiarę w zaświaty czy w inny sposób. Na przykład racjonalizując źródło naturalnego strachu.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
14-01-2010 01:23 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Masz rację Jadzie. Poza tym zaświatowcy bardzo nie lubią tych, którzy w trafny sposób podważają ich wiarę. Czasem woleli by, aby takich osób, które budzą zbyt wiele lęków i wątliwości opartych na urojonej pewności, nie było. Czasem starają się aby ich nie było.
14-01-2010 03:03 
 Ocena 5 na 5
-jad- (18783 punktów)
>Poza tym zaświatowcy bardzo nie lubią tych, którzy w trafny sposób podważają ich wiarę. Czasem woleli by, aby takich osób, które budzą zbyt wiele lęków i wątliwości opartych na urojonej pewności, nie było.

Trudno się dziwić. Nie po to sobie z takim wysiłkiem roją aby ktoś im to burzył. Ale chodzi mi teraz o ateistów. Uważam, że fakt iż nie wierzę w zaświaty a z wiary tej czasem sobie dworuję, nie obliguje mnie w żaden sposób do udawania, że nie boję się śmierci. Łatwo zaobserwować na forum przez wielu lansowany pogląd, że po śmierci nic nas już nie będzie obchodziło więc nie ma co trząść portkami. Uważam, że jest to dla nas (ateistów) w miarę komfortowy, bo noszący pozory wniosku racjonalnego sposób na poradzenie sobie z tym strachem.
Jak łatwo mieć śmierć w pogardzie wie ten, któremu nie spojrzała ona nigdy w oczy.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
14-01-2010 03:38 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mi spojrzała, widziałem też śmierć bliskim mi osób. Ale, paradoksalnie, nauczyłem się być szczery sam ze sobą dzięki temu. Pomyślałem:

"Tak już jest. Ale z drugiej strony, dzięki entropii wszechświata, dzięki temu, że wciąż giną i rodzą się organizmy które wyewoluowały na planecie Ziemia, wogóle istnieję. Robię to już wiele lat. A nie pięć minut. Mogę patrzeć na gwiazdy, wróble i kamienie. Mogę o nich myśleć, rozwiązywać zagadki i odkrywać na miarę możliwości, jakie staram się powiększać. Ci, których znałem i którzy umarli, też mieli to szczęście. Mogło ich wogóle nie być. Ale byli. W skończonym czasie istnienia można dokonać wiele - byli ludzie, którzy odkryli geny, obliczyli ruch planet, zauważyli związek czasu z przestrzenią. To piękne. Bo to rzeczywistość, piękniejsza od dyktowanych lękiem marzeń, tak jak kwiat jest piękniejszy od nieudolnego bazgrołu na zeszycie od religii."
14-01-2010 04:27 
 Ocena 6 na 6
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Jak łatwo mieć śmierć w pogardzie wie ten, któremu nie spojrzała ona nigdy w oczy.

No, no, no, Jadzie. Mnie zajrzała, nie raz. I im bardziej zaglądała... tym bardziej jej tam nie było


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Michał 'matragon' Worgacz (2557 punktów)
Zastanawiam się od wczoraj nad tym tematem ... i szczerze mówiąc,
nie do końca jestem zadowolony z zaproponowanego przez Jacka
termninu "zaświatyzm".

Tzn. językowo jest ładny i rzeczywiście oddaje intencje autora,
niemniej jednak moim skromnym zdaniem - to nie wiara w "zaświaty"
jest głównym problemem dogmatycznym - decydującym o byciu lub nie
byciu osobą wierzącą.

Potrafię wyobrazić sobie światopogląd całkowicie areligijny,
uznający wszelako - możliwość istnienia innych światów niż ten,
znany nam (z racji tego, że w nim tkwimy).

I mam tu na myśli - raczej podejście fantastyczno-naukowe,
niż parareligijne. Mogę zrozumieć czyjąś wizje, zakładającą istnienie
jakiejś formy "duszy - energii", która po śmierci ciała -
zostaje "wyeksportowana" w jakieś inne miejsce wszechświata, czasu ... itd.
Czy też "wnika" - jako forma energii, w inny podmiot we wszechświecie.
Oczywiście tracąc przy tym takie cechy jak osobowość, pamięć itd -
będące funkcjami (martwego w tym momencie) mózgu.

Abstrahuję w tym momencie od prawdziwości, czy prawdopodobieństwa
takich teorii, stwierdzam tylko - że mają one kompletnie niereligijne
podstawy.

Dla idei, opartych o chrześcijańskie tradycje religijne, zaproponowałbym
raczej określenie "nekroegzystencja", albowiem podstawowa różnica polega
na tym, że dotyczą one ciała. To ciało zmartwychwstaje, to w tym ciele ma
funkcjonować w dalszym ciągu dusza itd. (Stąd np.: tradycja grzebania zmarłych).

To jest ta właśnie wiara - która utwierdza wierzących w przekonaniu, że po
śmierci - dalej będą tymi "osobami" którymi są obecnie. Że nawet będąc tymczsowo
"tylko duszami" zachowają swój "kształt" ...

"Zaświaty" czy też "światy alternatywne", "inne światy" to dla mnie
raczej tematy z dziedziny science-fiction niż religii ...

To tyle - tak na szybko, z samego rana ...



NIL CARBORUNDUM ILLEGITIMO
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wydaje mi się, że termin "zaświatyzm" nie jest taki zły (samo zjawisko, owszem). Ludzie, którzy mówią o czymś, co w jakimś duchowym wymiarze, idzie istnieć dalej, są uwarunkowani religijnie. Owo istnienie bez ciała, rąk, a nawet krewnych to taki wybieg, który popełniają zaświatowcy nie mogący przyjąć mimo wszystko życia po śmierci z rękami, nogami i w otoczeniu krewnych.

Nie znajduję żadnej innej przyczyny, dla której sensowne by było rozpatrywanie innego wymiaru, który daje kontinuum impulsom nerwowym Homo sapiens po rozkładzie ich mózgów.

Natomiast hipoteza mówiąca o wielości wszechświatów może okazać się słuszna. Lecz nie oznacza ona absolutnie wędrówki ludzkich dusz (choćby nawet bardzo abstrakcyjnych) do innych wszechświatów. Tak jak czyjaś broda nie oznacza, że jest Jahwe . Przyjmując multiwszechświat nie można mówić o zaświatach, lecz o rozszerzeniu poznania zwykłej, materialnej rzeczywistości.
14-01-2010 08:54 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>No, no, no, Jadzie. Mnie zajrzała, nie raz. I im bardziej zaglądała... tym bardziej jej tam nie było

Zastanawiam się teraz w jakiej kolejności umieścić wyrazy współczucia i gratulacje.

Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
14-01-2010 12:07 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
>>No, no, no, Jadzie. Mnie zajrzała, nie raz. I im bardziej zaglądała... tym bardziej jej tam nie było
>Zastanawiam się teraz w jakiej kolejności umieścić wyrazy współczucia i gratulacje.

W żadnej. Udało mi się i tyle. Jakby mi się nie udało, też by nie było o czym mówić

Nie boję się, bo to naprawdę nie ma większego sensu. Umrzeć i tak się umrze, a jak się człowiek będzie przejmował,to sobie tylko schrzani resztę życia


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
14-01-2010 12:55 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Nie boję się, bo to naprawdę nie ma większego sensu. Umrzeć i tak się umrze, a jak się człowiek będzie przejmował,to sobie tylko schrzani resztę życia

Zgadzam się z tym oczywiście jeśli chodzi o codzienne rozmyślanie o śmierci. Jeśli twierdzisz jednak, że śmierci nie boisz się w ogóle, nawet wtedy, gdy zagląda w oczy, to wybacz ale nie wierzę. Taką postawę tłumaczy tylko stan kompletnej rezygnacji albo kompletnego świra. Ani jednego ani drugiego w Twej pisaninie nie dostrzegam.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
14-01-2010 13:22 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja tylko chciałbym zauważyć (a raczej uzupełnić ) że istnieją dwa rodzaje lęku przed śmiercią.

1. Racjonalny i wartościowy. Na przykład - "idę przez ulicę, jakiś samochód przyspieszył za bardzo, boję się i pospiesznie, niemal odruchowo schodzę z drogi."
2. Irracjonalny i bezwartościowy. Na przykład - "gdy byłem dzieckiem chodziłem na mszę, i choć nie jestem chrześcijaninem, wciąż boję się umrzeć na zawsze gdy umrę. Uważam, że przez to życie nie ma sensu (albo mam z mniejszą lub większą intensywnością takie wrażenie), chyba, że jednak istnieją zaświaty jakiegoś prawdziwego Jezusa (takiego niechrześcijańskiego), albo czyjeś inne."
14-01-2010 18:04 
 Ocena 8 na 8
Elka I Ponura (7473 punktów)
>>Nie boję się, bo to naprawdę nie ma większego sensu. Umrzeć i tak się umrze, a jak się człowiek będzie przejmował,to sobie tylko schrzani resztę życia
>Zgadzam się z tym oczywiście jeśli chodzi o codzienne rozmyślanie o śmierci. Jeśli twierdzisz jednak, że śmierci nie boisz się w ogóle, nawet wtedy, gdy zagląda w oczy, to wybacz ale nie wierzę. Taką postawę tłumaczy tylko stan kompletnej rezygnacji albo kompletnego świra. Ani jednego ani drugiego w Twej pisaninie nie dostrzegam.

O kurna, wydało się!!

Nie, serio, nie boję się. Tzn Jacek ma rację - zdaję sobie sprawę, że mogę wyjść jutro, w ramach zakupów na imprezę, zamyślić się nad rodzajem wina i zostać rozjechaną przez osiemnastokołowy bolid MPO.
Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem śmiertelna. I byłoby niezmiernie niemiło, gdyby mnie ten bolid rozmaślił, bo pewnie przyjaciele by cierpieli, Rodzice, Brat, jedzenia na imprezę by nie było komu zrobić.. Martwię się, kto by się zajął moimi rozpuszczonymi do granic możliwości Kotami. Ale nie boję się samej śmierci. Normalnie - przestaną mi działać najważniejsze organy (już teraz działają marnie, więc może to kwestia przyzwyczajenia?) i mnie nie będzie. Trochę mnie zastanawia - bo ten temat znam na wylot i wiem, że tym można się martwić - kwestia cierpienia, ale do tego też się da przyzwyczaić. Nadal boli, ale od bólu można się odciąć. Ja wprowadziłam podział między mną a moim organizmem - to pomaga w przewlekłych chorobach, potwornym bólu, rehabilitacji, brzydkich diagnozach, codziennych, upierdliwych i upokarzających dolegliwościach. Zaglądająca w oczy śmierć zawsze albo tak angażowała mi organizm, że się nad tym nie zastanawiałam, albo bałam się przyczyny śmierci (np tłukącego moją głową o ścianę zbója - ja to miałam w życiu przygody, ech...), a nie faktu śmierci. Może wygląda na to, że skupiam się na detalach, dla mnie to raczej kwestia priorytetów Bardziej boję się kierowców-debili niż tego, że zginę w wypadku. Przyczyna, nie skutek.

A tak w ogóle.. Śmierć? Jedna, prosta, łatwa do załatwienia rzecz, a do tego mam na nią w zasadzie mały wpływ (bo nie mam tendencji samobójczych). Życie jest cięższe Wolę się więc martwić życiem, a nie jakimiś duperelami. Promotora się boję. Napisania marnej pracy zaliczeniowej. Egzaminów. Czy mi banda nastolatków nie zniszczy czegoś w domu w trakcie imprezy, bo potrafią - oj, potrafią... Martwię się żywymi. Serdecznie polecam, znacznie bardziej satysfakcjonujące

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
14-01-2010 23:40 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Nie, serio, nie boję się.

Ok. W końcu Ty wiesz najlepiej.

Pozdrawiam.




Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ci, których życie wypełnione jest najpiękniejszą zawartością, najmniej boją się istoty życia, jaką jest początek, zawartość i kres. Ale mam nadzieję, że żywi też niekiedy stają się przyczyną twojego uśmiechu .
15-01-2010 02:23 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Ci, których życie wypełnione jest najpiękniejszą zawartością, najmniej boją się istoty życia, jaką jest początek, zawartość i kres. Ale mam nadzieję, że żywi też niekiedy stają się przyczyną twojego uśmiechu .

Kwestia znaczeniowa się wżarła - martwić się, czyli przejmować, zastanawiać się, brać pod uwagę...
Żywi często powodują, że się uśmiecham. Np właśnie przed chwilą zadzwonił mój przyjaciel, całkiem pewien, że znów nie śpię po nocach, więc pewnie chcę pogadać, a dawno tego nie robiliśmy. A w sypialni łóżko okupuje drugi przyjaciel - wpadł pomóc posprzątać przed imprezą, zrobiliśmy kolację i stwierdził, że zostanie, bo do pracy ma i tak bliżej, a tak zjemy sobie rano śniadanie - skoczy po bułki, żebym ja nie musiała rano drażnić sobie płuc mrozem (bo to mnie boli). W obu przypadkach - radość w czystej postaci


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Jacek Tabisz (30006 punktów)
15-01-2010 04:11 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>No to wkleję ci na rozgrzanie serca o poranku kilka indyjskich nagrań z Youtuba

Dziękuję! Ja się ostatnio zachwycam głównie tym I nie potrafię przestać


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oglądałaś cały film? Ja byłem na nim w Indiach, w dobrym kinie robi ogromne wrażenie. Moją ulubioną piosenką, gdzie tańczy Madhuri Dixit jest taka przed posągiem Sziwy z filmu "Koyla".
www.youtube.com/watch?v=6SwVx5wdN0Y
15-01-2010 15:00 
 Ocena 1 na 1
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Oglądałaś cały film? Ja byłem na nim w Indiach, w dobrym kinie robi ogromne wrażenie. Moją ulubioną piosenką, gdzie tańczy Madhuri Dixit jest taka przed posągiem Sziwy z filmu "Koyla".
>www.youtube.com/watch?v=6SwVx5wdN0Y

Oglądałam. "Show me Your Jalwa" też świetne (fragment z "tere palkhe, teri bindi, teri urdu, teri hindi" - rotfl!).
Nie, Koyla jest jednym z filmów wyjątkowo ciężko dostępnych w Polsce. Nie oglądałam... Ty mnie znów denerwujesz, no. Nie wiesz, że chorych nie wolno denerwować?

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
15-01-2010 22:54 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Koyla to brutalny film zemsty. Więc mniejsza szansa na wersję polską. Grał w nim też SRK . Nie denerwuj się, na pewno kiedyś go zobaczysz, może będzie zjazd racjonalistów, lub coś w tym stylu, to chętnie ci pożyczę .
diogenes (42753 punktów)
>Najważniejsze są zaświaty.

Najważniejsze jest życie wieczne. Miejsce nie gra żadnej roli.

>Ma 2 miliardy wyznawców.

Jak sądzisz, co jest ważniejsze dla statystycznego chrześcijanina: chrzest czy kilka z wielu tzw. dóbr doczesnych? Ludzi bardziej niż religia charakteryzuje samochód, w którym wożą swoje 4 litery. Opisywanie ludzi kategoriami przeszłości to grube nieporozumienie. Ważniejsze jest to, co robią tu i teraz, a nie to, co mówią. Wydaje nam się, że jest cos takiego, jak niezmienna istota chrześcijaństwa, która w niezmiennej postaci trwa w historii. To myślenie, które racjonaliści podzielają z moherami. Przeszłość to współczesna konstrukcja. Nie inaczej jest z bogiem chrześcijan.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
14-01-2010 01:26 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie wiem, czy mogę się zgodzić z tobą. Im więcej przeszłości (gdzie nie było budzącej wątliwości nauki, ani tych... ateistów ) tym więcej wiary w zaświaty. Skrajnym przypadkiem są amisze, chrześcijanie celowo żyjący nadal w XVIII wieku pod każdym względem. Ciekawe, dlaczego?
14-01-2010 13:11 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Im więcej przeszłości ...tym więcej wiary w zaświaty.

Przeszłość i przyszłość w istocie niczym się od zaświatów nie różni: podejrzewam, że te same partie mózgu roją o jednym i drugim.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
14-01-2010 13:17 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oczywiście, że mózg tworząc wrażenie samoświadomości w dużej mierze działa dzięki konfabulacjom. Ale warto szukać naukowych i obiektywnych racjonalizacji tego procesu. Przede wszystkim w sobie samym.
14-01-2010 14:54 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>mózg ... działa dzięki konfabulacjom.

Tworzy je czy na odwrót?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
15-01-2010 01:24 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mózg jest zbiorem komórek wyrosłym z przypadkowych mutacji generowanych przez dobór naturalny trwających przez 3,5 miliarda lat na planecie Ziemia. Natomiast wrażenie "ja", jakie ewokuje u Homo sapiens (i pewnie jakiejś grupy innych zwierząt) jest konfabulacją tegoż organu. Dość sprawną w rozmnażaniu się, jedzeniu i szukaniu miejsca na odpoczynek, natomiast pełną uproszczeń i konfabulacji jeśli chodzi o czynności wykraczające poza te wyżej wspomniane. Wystarczy pomyśleć "kim jestem" i od razu z neuronów tryskają poszarpane i niespójne legendy, w które wierzymy z przyjemnością, zalani narkotyczną biochemią spełnienia
15-01-2010 19:59 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>"ja" ... jest konfabulacją tegoż organu.

Bóg to pikuś wobec ego.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W jakimś sensie bóg i ego są najlepszymi kumplami.
Psyk (14071 punktów)
Dla mnie to zupełnie sztuczny podział. Mówisz po prostu o życiu pozagrobowym. To jest centralne pojęcie wielu religii jeśli nie wszystkich, bo przecież o to w tym chodzi. To jest to "coś" co jest bezpośrednim uzasadnieniem całej reszty. Niech wierni sami kształtują doktrynę. Z czego widać, że chrześcijaństwo opanowali sadyści a islam - pedofile.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Homer na przykład nie wierzył w życie pozagrobowe, a już z pewnością w jego wyższość nad życiem prawdziwym. Ale masz rację, zaświatyzm z pewnością jest mocną ostoją "miłości do boga" i raczej wypiera teizm, który bez zaświatyzmu nie istniałby zapewne, gdyby nie to, że w czasach Homera nie było wogóle nauki, więc każdy tworzył jak mu w sercu grało . Ale pojawiły się tu dyskusje na temat definicji ateizmu, ja zaś zauważyłem dokładnie to samo co ty - zaświatyzm, przynajmniej jeśli chodzi o chrześcijan i ich mutacje, to prawdziwy problem. Teizm jest przy tym drugorzędny. Teista bez zaświatów nie będzie za wszelką cenę trzymał się żadnych dogmatów. Bo po co? Albo stworzy sobie malowniczą istotę, której nie będzie chciał narzucać innym ludziom (tak jak Grecy Antyczni nie narzucali innym swoich wierzeń), albo stanie się mniej lub bardziej ateistą (tak jak wielu filozofów greckich).
jkl; (5859 punktów)
>W żadnej innej religii motyw życia po śmierci wyznawcy nie pełni aż tak centralnej
>funkcji

Boga wymyślono dla trzech rzeczy:
1. Zapewnienia dobrobytu wiernym
2. Pognębienia wrogów
3. Życia wiecznego.

W bogatych chrześcijańskich krajach Bóg do dobrobytu nie jest już potrzebny, a wrogowie zbyt abstrakcyjni by o nich myśleć.

Zostaje życie wieczne.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zostało jklu, bo po upadku Rzymu, do którego przyczyniła się "Jedynie Słuszna" (ale trzeba jeszcze poczekać na obiektywną historię ostatnich 200 lat Imperium Rzymskiego), a więc po owym upadku kraje chrześcijańskie były bardzo biedne. Natomiast do XVIII wieku spora część ich mieszkańców nie miała się najlepiej. W Turcji Otomańskiej, czy w Indiach prawa chłopa do ziemi były większe, jego niezależność również. A w epoce feudalnej większość mieszkańców danego państwa to byli rolnicy...

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365