Jak w każdej bajce, najpierw będzie dedykacja, morał zaś na końcu.
Dedykuję: kilku pleciugom z wątku o zdrajcy Kuklińskim, i nie tylko z tego, którym prawda pomieszała się z bajką do tego stopnia, że zapomnieli, jak należy opowiadać prawdziwe bajki.
Za paru niewielkimi i jedną większą rzeczką, za wielu łagodnymi pagórkami żył sobie bogacz o nazwisku, powiedzmy, Grundig (nazwisko jest zmyślone, bo inaczej byłby to reportaż, nie bajka). Ten bogacz Grundig wytwarzał cudowne radia i magnetofony, ale nie był szczęśliwy. Do szczęścia brakowało mu złota i drogich kamieni, lubował się bowiem w nich wielce. Pewnego razu pojechał w odwiedziny do potężnego władcy na wschodzie i zobaczył, że ta kraina pełna jest złota i drogich kamieni w ilości wprost nieprzebranej. Zawiść poczęła przeżerać serce bogacza Grundiga.
Wiedział, że za swoje wyroby może dostać wiele skarbów ze wschodu, lecz to go nie zadowalało. Jego wyroby zbyt były drogie, jego robotnicy żądali zbyt wiele za swą pracę i bogacz Grundig nie mógł nabyć tyle skarbów, ile by chciała jego dusza. A potężny władca ze wschodu również miał kłopoty. Grundig podarował mu nieco ze swych cudownych wyrobów i władca zapragnął mieć ich bardzo dużo. Niestety, nie mógł wykupić ich zbyt wiele, gdyż wtedy zabrakłoby mu skarbów na inne zachcianki.
Wtedy pojawił się wielki czarownik nazwiskiem Doradca Ekonomiczny, który za ciężką kasę zapoznał bogacza Grundiga z pomysłem, jak osiągnąć cel i jeszcze zarobić na tym. Za taką samą kasę Doradca Ekonomiczny zdradził swój plan także potężnemu władcy wschodu, który rozradowany zgodził się nań z ochotą.
Doradca Ekonomiczny pojechał następnie do niedużego kraju, który leżał pomiędzy krajem bogacza Grundiga i krajem władcy wschodu. Książę tego kraju wysłuchał go najchętniej. Pan bogacz Grundig - mówił księciu Doradca - wybuduje u ciebie fabrykę swoich wyrobów, które będziesz trzaskał, niby piekarz bułki. Za tę fabrykę i zgodę na ich wyrób, przez dziesięć lat będziesz połowę produkcji wysyłał władcy wschodu, drugą połowę sprzedać możesz, komu tylko chcesz, ale z tej połowy też przez dziesięć lat spłacisz panu Grundigowi kwotę odpowiednią do wartości wyrobów. I jeszcze pozostanie ci wiele pieniędzy na twoje własne wydatki. Książę pomyślał, porachował, w czym pomogli mu jego właśni czarodzieje - i chętnie się zgodził.
Interes został ubity i wszyscy byli zadowoleni, ponieważ władca wschodu dostawał wielką ilość wyrobów bogacza Grundiga, bogacz Grundig dostawał wielkie ilości złota i drogich kamieni. Książę zaś niedużego kraju też był zadowolony, gdyż dumny był ze swych nowoczesnych wyrobów oraz tego, że fabryka przynosi mu wprawdzie nie nazbyt wielki, lecz jednak cenny dochód.
Niezadowoleni byli tylko robotnicy w kraju Księcia. Ale nimi nikt się specjalnie przejmować nie miał zamiaru.
Trzeba tu dodać, że podobny interes, za poduszczeniem czarodziejskiego Doradcy Ekonomicznego, załatwili sobie w kraju Księcia także inni bogacze: od samochodów, rowerów, od farb, od pięknych materiałów, od stali i aluminium, od bardzo wielu bardzo rozmaitych rzeczy.
I tak upłynęło wiele, wiele wody nawet w najmniejszych rzeczkach.
W końcu robotnicy Księcia zbuntowali się. Zechcieli mieć więcej pieniędzy, mieszkać w tak pięknych domach, jak robotnicy bogacza Grundiga. Zaczęli robić strajki, płatać psikusy. Wiedzieli, że ogromne ilości wyrobów wciąż wędrują do potężnego władcy wschodu, znienawidzili go więc okropnie. Policzyli dokładnie, ile im zabrał wyrobów, nie płacąc za nie wcale. Mieli na to dowody.
W końcu doszło do tego, że wynajęli własnego czarnoksiężnika, Doradcę Ekonomicznego, który za ciężką kasę zdradził im sposób na to, by mogli się uwolnić od wschodniego władcy. Ale robotnicy nie byli do końca uczciwi, poskąpili wypłaty na całość dobrej rady. Uważali, że wystarczy połowa.
A czarnoksiężnik pozostałą połowę dostał z naddatkiem od bogacza Grundiga oraz innych bogaczy za to, by robotnikom Księcia nie zdradzał wszystkiego. I czarnoksiężnik nie zdradził.
Co było dalej, to już inna bajka. A morał? Przecież się morał należy!
Kto jak kto, ale ja morałów nie prawię. .
|