Racjonalista - Strona głównaDo treści
Po co jest naprawdę Unia Europejska?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
04-05-2009 22:45Bożydar (2279 punktów)Po co jest naprawdę Unia Europejska?
Ocena 3 na 9
Temat raczej spotykany u skrajnych nacjonalistów i innych eorofobów, ale też uważam, że godny jest zastanowienia się. Nie jestem eurofobem, uważam, że Unia ma na nas pozytywny wpływ, ale tylko z powodu poziomu etycznego, jaki reprezentują polscy urzędnicy i parlamentarzyści. Te wolności, które uzyskaliśmy, są oczywiste, ale mogliśmy je sobie zafundować sami prowadząc negocjacje.
Oficjalne uzasadnienie jest chyba dość mętne. Tyle dobrodziejstwa spadającego na niedorozwiniętych i prowadzenie za rączkę w świetlaną przyszłość.
Nie rozumiem do końca, co skłania państwa takie jak Polska do pędu w kierunku unii kosztem własnej suwerenności. Dużo większe pieniądze niż te, które chwilowo z unii otrzymujemy są marnowane, dług publiczny i tak ciągle rośnie, coś w tym wszystkim nie gra.

Jak uważacie jakie są motywacje starych członków Unii dla przyjęcia nowych, skoro powoduje to widoczny spadek ich poziomu życia?

Czemu taka normalnie bardzo ksenofobiczna Polska, rzuca się jak na rozkaz w objęcia Europy, nie zastanawiając się tak naprawdę do końca nad wszystkimi konsekwencjami tego?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

finerbijk (17282 punktów)
Bo już się tak przyzwyczailiśmy żyć w jakimś "sojuzie", że bez tego nie potrafimy. Niech myślą za nas starsi i mądrzejsi.
Bożydar (2279 punktów)
>Bo już się tak przyzwyczailiśmy żyć w jakimś "sojuzie", że bez tego nie potrafimy. Niech myślą za nas starsi i mądrzejsi.

Polak , Ukrainiec uważa się za najmądrzejszego, Polska nie kieruje się w innych prawach rozsądkiem, dlatego powątpiewam w tę motywację.
Może jest coś innego, czego nie widać na pierwzsy rzut oka?
Satyr (4285 punktów)

>Nie rozumiem do końca, co skłania państwa takie jak Polska do pędu w kierunku unii kosztem własnej suwerenności.
Zapewne posadki w Parlamencie Europejskim. Do tego ślepa wiara niektórych z nich, że centralnie sterowany twór jest lekarstwem na wszelkie problemy. Jak dla mnie, to stopień politycznej integracji nie powinien się już zwiększać - absurdem jest dla mnie pomysł ustalania w Brukseli np. podatków, jakie mają płacić Polacy. Natomiast powinny się rozpocząć reformy, szczególnie liberalizacja gospodarki. W przyszłym roku kilkanaście krajów UE przekroczy 3% deficytu budżetowego. Wedle traktatu z Maastricht powinni wylecieć ze strefy Euro (chodzi o tych, którzy w niej są). Eurosocjaliści postulują, żeby zmienić ten próg, ale oczywiście pomysł leczenia gospodarki przez przesuwanie norm dopuszczalnych defektów to pomysł idiotyczny. Czas na reformy, mam nadzieję, że polski rząd, do spółki z czeskim, odegrają ważną role w naprawieniu UE.

>Jak uważacie jakie są motywacje starych członków Unii dla przyjęcia nowych, skoro powoduje to widoczny spadek ich poziomu życia?
Mają nadzieję, że uczynią z państw wschodniej Europy rynek zbytu. Innym powodem jest, jak już wspominałem, złudna wiara w to, że biurokracja może stworzyć ludziom dobrobyt.
05-05-2009 08:58 
 Ocena 2 na 2
Bożydar (2279 punktów)
Zastanawiam się, czy nie chodzi niestety o zniszczenie konkurencji między państwami. Niedługo raje podatkowe będą wzięte na cel.
Liss (2003 punktów)
>>Nie rozumiem do końca, co skłania państwa takie jak Polska do pędu w kierunku unii kosztem własnej suwerenności.
>Zapewne posadki w Parlamencie Europejskim.
To tylko dla niektórych atut ,wybranych .

> Jak dla mnie, to stopień politycznej integracji nie powinien się już zwiększać - absurdem jest dla mnie pomysł ustalania w Brukseli np. podatków, jakie mają płacić Polacy.
A Ja uważam ,wręcz przeciwnie - jestem za jednym federalnym państwem europejskim ,z autonomią nie tyle dziś istniejących członków UE - ale regionów tych państw .
>Natomiast powinny się rozpocząć reformy, szczególnie liberalizacja gospodarki.
Istnienie UE nie zaprzecza temu .
>>Jak uważacie jakie są motywacje starych członków Unii dla przyjęcia nowych, skoro powoduje to widoczny spadek ich poziomu życia?
>Mają nadzieję, że uczynią z państw wschodniej Europy rynek zbytu.
Bez UE by tego nie dokonali ? Zresztą co z tego ? I tak tu nie wiele jest ,było i będzie .
Poza tym za ileś tam lat nie będzie znaczenia ,czy jesteś z Polski ,Francji czy Turcji .
12-05-2009 14:25 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>Mają nadzieję, że uczynią z państw wschodniej Europy rynek zbytu. Innym powodem jest, jak już wspominałem, złudna wiara w to, że biurokracja może stworzyć ludziom dobrobyt.
>
   Straszenie tym, że ktoś z nas zrobi rynek zbytu słyszałem nieraz i to w różnych kontekstach i sytuacjach. Ciągle nie rozumiem, dlaczego to ma być groźba.
   Jeśli mamy być dla kogoś dobrym rynkiem zbytu, musimy mieć czym płacić za to, co chcą nam sprzedać. Gromada nędzarzy nie jest dobrym rynkiem zbytu, chyba że na ziemniaki i kaszankę. Ja chcę, żeby Polska była dla Unii dobrym rynkiem zbytu, chcę mieć dużo pieniędzy, żeby móc kupować.
TheNut (81 punktów)
>Temat raczej spotykany u skrajnych nacjonalistów i innych eorofobów,
Faktycznie...
>Jak uważacie jakie są motywacje starych członków Unii dla przyjęcia nowych, skoro powoduje to
>widoczny spadek ich poziomu życia?
Czy rozszerzenie UE faktycznie spowodowało(powoduje) spadek poziomu życia w krajach starej Unii?
05-05-2009 09:25 
 Ocena 3 na 3
Bożydar (2279 punktów)

>Czy rozszerzenie UE faktycznie spowodowało(powoduje) spadek poziomu życia w krajach starej Unii?


Dobre pytanie. Oni uważają, że tak i to bardzo. Oficjalnie to nic podobnego.
Tak naprawdę to trudno powiedzieć co jest przyczyną i czy jest tak faktycznie, bo te informacje nie są chyba łatwo dostępne.

Odczuwalny spadek jakości życia jest znaczny. Od momentu samozlikwidowania się straszaka w postaci komunizmu, nie ma potrzeby wysilania się dla własnych obywateli.
Wynalezienie i hodowanie nowego straszaka, którym został terroryzm, spowodowało liczne ograniczenia i bezdenne uzasadnienie dla ponoszenia kosztów funkcjonowania państwa, bez obawy wzrostu nastrojów proterrorystycznych.

Paradoksalnie, socjalizm odniósł ogromne zwycięstwo po upadku komunizmu i nie ma to jakiegokolwiek związku z jego rzekomą humanitarnością.

Socjalizm jest na razie doskonałym źródłem dochodu i legitymacją dla pozbawiania obywateli owoców ich pracy, pod sztandarami wzniosłych akceptowalnych haseł.

Degrengolada moralna i postępująca deprawacja, zbiorą swoje żniwo później, ale kto się tym przejmuje. Rozwój i tak przebiegał zawsze od rewolucji do wojny i od wojny do rewolucji, do których na razie jest daleko.
05-05-2009 21:25 
 Ocena 2 na 2
R. Grochala (970 punktów)
>Wynalezienie i hodowanie nowego straszaka, którym został terroryzm, spowodowało liczne ograniczenia i bezdenne uzasadnienie dla ponoszenia kosztów funkcjonowania państwa, bez obawy wzrostu nastrojów proterrorystycznych.

Nie tylko terroryzm jest straszakiem. W celu poparcia stopniowego ograniczania wolności, wymyśla się inne katastrofalne zagrożenia, na przykład piractwo. W imię jego zwalczania, państwa chcą wprowadzać przepisy nakazujące gromadzenie odwiedzanych przez nas witryn, a także analizę tychże historii w celu odnalezienie piratów. Będzie narzędzie to i w niedługim czasie pojawi się ktoś kto je skutecznie nadużyje. Oczywiście pod pozorem kolejnej bajeczki.

"Nie robi różnicy, czy O'Brien jest przyjacielem czy wrogiem. Z O'Brienem można rozmawiać. Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym." G. Orwell, "Rok 1984"
05-05-2009 21:57 
 Ocena 2 na 2
Bożydar (2279 punktów)
Masz racje co do piractwa.

Pedofilia i pornografia dziecięca są jeszcze lepszym pretekstem do inwigilacji. To są idealne, społecznie akceptowane motywacje, usprawiedliwiające wszystko.

Nie uwierzę, że ktoś trzymający łapska na przyciskach odpalających rakiety nuklearne, przejmuje się szczerze czyimś losem.
05-05-2009 23:45 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Pedofilia i pornografia dziecięca są jeszcze lepszym pretekstem do inwigilacji.

Zaskakują proporcje między zdarzeniami tego typu, a zasięgiem prawnych regulacji: złapią szajkę bandziorów, a ustawa ma dotyczyć wszystkich. Taki zalatujący totalitaryzmem "wszelki wypadek", domniemanie, że każdy jeśli już nie jest pedofilem czy piratem, to będzie nim jutro.
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>Jak uważacie jakie są motywacje starych członków Unii dla przyjęcia nowych, skoro powoduje to widoczny spadek ich poziomu życia?
Wstępowałeś gdzieś kiedyś?
Bożydar (2279 punktów)
>>Jak uważacie jakie są motywacje starych członków Unii dla przyjęcia nowych, skoro powoduje to widoczny spadek ich poziomu życia?
>Wstępowałeś gdzieś kiedyś?
>
To rządy mają tę motywacje, to zawsze była inicjatywa odgórna, od początku Unii i podobnie chyba jest w Polsce.
Ludzie są zadowolenie z wolności jakie niesie Unia, ale te wolności zostały przygotowane specjalnie dla wpłynięcia na opinię publiczną, a nie wynikają z szczerych przyjaznych ludziom intencji.
Na zachodzie Europy, wrogość państwa do obywatela nie jest aż tak widoczna na każdym kroku, jak w Polsce, ale też nie da się jej nie zauważyć, co nasuwa podejrzenie co do ogólnej motywacji działania.
05-05-2009 19:19 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>te wolności zostały przygotowane specjalnie dla wpłynięcia na opinię publiczną, a nie wynikają z szczerych przyjaznych ludziom intencji...

Każda przynęta spowija hak. (Budda)
W tej chwili w Europie mamy fazę brania.
Bożydar (2279 punktów)
Ciekawe czym kierują się ludzie oceniając negatywnie moją wypowiedź, nie czytają do końca o co chodzi, sugerując się wątkiem? Czyżby racjonaliści też byli podatni na manipulację? Może ktoś uzasadni własną negatywną ocenę?
05-05-2009 18:12 
 Ocena 3 na 3
Satyr (4285 punktów)

Jest tu paru takich, którzy wyglądają jakby byli zaprogramowani na "minusowanie" pewnych treści. Raczej nie licz na to, że uzasadnią swoje oceny.
05-05-2009 18:38 
 Ocena 1 na 1
Bożydar (2279 punktów)
>Jest tu paru takich, którzy wyglądają jakby byli zaprogramowani na "minusowanie" pewnych treści. Raczej nie licz na to, że uzasadnią swoje oceny.
>


Masz rację też już to zauważyłem, powiem więcej specjalnie tak nazwałem wątek, żeby sprawdzić uczulenie na pewne sformułowania. To też ciekawe, że niechęć do UE kojarzona jest z nacjonalizmem, chyba tzw. wartościami chrześcijańskimi itp.

A Unia ma nie tylko zalety, najgorsza jej wada, że się trudniej przed nią schować.
05-05-2009 22:16 
 Ocena 2 na 2
pike70 (214 punktów)

>A Unia ma nie tylko zalety, najgorsza jej wada, że się trudniej przed nią schować.

Najgorsza wada Unii, to deficyt demokracji, bo jak zauważył któryś z polityków, gdyby Unia chciała się do Unii dostać, z tego właśnie powodu (deficytu demokracji) zostałaby odrzucona.
06-05-2009 13:49 
 Ocena 1 na 1
Bożydar (2279 punktów)
Demokracja wszędzie jest pozorna i sterowana różnymi metodami. Moja wypowiedź była troche ironiczna.
Skoro na taki potężny twór nie ma się wpływu, to potrzeba kryjówki nasuwa się sama, a tu problem.
12-05-2009 14:42 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>Najgorsza wada Unii, to deficyt demokracji, bo jak zauważył któryś z polityków, gdyby Unia chciała się do Unii dostać, z tego właśnie powodu (deficytu demokracji) zostałaby odrzucona.
>
   Objaśnij mi, skąd u Ciebie ten zachwyt dla demokracji. Czy Ty nie rozumiesz, że demokracja jest właściwie dominacją demagogów? W starożytnych Atenach demokratycznie władzę absolutną objął swego czasu niejaki Alcybiades, cynik, karierowicz i intrygant. Gdyby w Polsce zapanowała demokracja, władza wpadłaby w łapy Rydzyka, bo właśnie nim zachwyca się większość polskiego społeczeństwa.
   Aby cokolwiek robić dobrze, trzeba znać się na tym, co się robi. Rządzić też powinni ci, którzy się na tym znają, czyli biurokraci. Straszysz mnie biurokratami, ale ja się ich nie boję. Boję się dyletantów, których do władzy wyniosła demokracja.
pike70 (214 punktów)

>   Objaśnij mi, skąd u Ciebie ten zachwyt dla demokracji.

Z jednego zdania, które napisałem wysnuwasz bardzo daleko idące wnioski bez upoważnienia, wynikającego z treści wypowiedzi. Ale rzeczywiście uważam, że choć system ten jest niedoskonały, to póki co najlepszy, zwłaszcza, gdybyśmy mieli więcej demokracji bezpośredniej, a także, w demokracji parlamentarnej okręgi jednomandatowe, albo lepiej mieszane.

>    Czy Ty nie rozumiesz, że demokracja jest właściwie dominacją demagogów? W starożytnych Atenach demokratycznie władzę absolutną objął swego czasu niejaki Alcybiades, cynik, karierowicz i intrygant.

Widzisz, osobiście uważam, że najważniejsza jest edukacja, ale nastawiona na pogłębianie indywidualnych cech i myślenie niezależne. Nie uważam, aby demokracja była bardziej demagogiczna niż monarchia, za to cenię ją za poszanowanie praw mniejszości. Przynajmniej w demokracji modelowej. W Polsce o demokracji trudno mówić, bo my jamy jakąś chimerę demokratyczno-socjalistyczno-feudalną.

>    Gdyby w Polsce zapanowała demokracja, władza wpadłaby w łapy Rydzyka, bo właśnie nim zachwyca się większość polskiego społeczeństwa.

Przesadzasz. Większość jak pokazały ostatnie wybory zachwyca się PO.

>   Aby cokolwiek robić dobrze, trzeba znać się na tym, co się robi. Rządzić też powinni ci, którzy się na tym znają, czyli biurokraci.

A jak chcesz ich wyłonić do sprawowania władzy, jak chcesz ich rozliczać i kontrolować, by nie przekraczali swoich uprawnień?

>    Straszysz mnie biurokratami, ale ja się ich nie boję. Boję się dyletantów, których do władzy wyniosła demokracja.

Ja Cię niczym nie straszę, bój się czego chcesz. Ja wierzę, że mądre, czyli wyedukowane społeczeństwo potrafi wybrać do sprawowanie władzy ludzi odpowiedzialnych, ale aby to mogło nastąpić powinny zaistnieć poważne zmiany systemowe, nie tylko w formie sprawowania rządów, ale idące daleko w systemie edukacji, podziału dóbr, sprawiedliwości, czy bankowości. Zasadniczo potrzebujemy pokojowej rewolucji, czy może ewolucji, ale nie spodziewałbym się, że zagwarantują Ci to biurokraci.
diogenes (42753 punktów)
>Czyżby racjonaliści też byli podatni na manipulację?

Ależ oczywiście. Zwłaszcza na manipulacje rozumu.
diogenes (42753 punktów)
>Jak uważacie jakie są motywacje starych członków Unii dla przyjęcia nowych...

W teście wyboru podkreśliłbym interes.
Unia to rodzaj kapitalistycznej inwestycji: jeśli zacznie przynosić straty, to pryśnie jak mydlana bańka.
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
> ale mogliśmy je sobie zafundować sami prowadząc negocjacje.
>
Z kim? z Putinem? a może z Watykanem?
>
>Jak uważacie jakie są motywacje starych członków Unii dla przyjęcia nowych, skoro powoduje to
>widoczny spadek ich poziomu życia?
>
Bo tam żyją sami kanibale i są zainteresowani pożarciem 38 milionow Polaków.
Kiedy już nas pożrą to i przytyją i poprawi im się poziom zycia.
Bożydar (2279 punktów)
wolności mogliśmy sobie zafundować sami prowadząc negocjacje.

Z kim? z Putinem? a może z Watykanem?


Wyobraź sobie że tak, grając sprytnie, tak jak robią to Rosjanie można by coś uzyskać.
Ujadaniem kanapowego pieska i lizaniem dupci natomiast, bardzo niewiele można osiągnąć, co widać.
Putin jest zabójcą, papież oszustem, ale taki jest świat. Układając się z bandytami, nie akceptujesz automatycznie tego co oni robią, chociaż to śliski grunt.
Zwyczajnie nie ma wyboru, zawsze tak było. Swiatem w końcu rządzą bandyci.
Głąbiński (3538 punktów)
Po przeczytaniu postu wstępnego i kilku dalszych jestem przerażony powszechną ignorancją, o której świadczy również umieszczenie tego tematu w dziale poświęconym filozofii. Po prostu trudno zdecydować, jak wytłumaczyć, o co chodzi, gdy należy zaczynać od abecadła? Może trochę historii:
W średniowieczu europejskie miasta były gospodarczo niezależne, wymiana dóbr odbywała się praktycznie wewnątrz obszaru ograniczonego odległością od centrum jednego dnia podróży. Trzeźwo myślący ludzie zdawali sobie sprawę z tego, że różnorodność walut, ceł i praw uniemożliwia rozwój handlu, bez którego nie można poprawić warunków bytowania. Wiedzieli również, że np. na zamożność Krakowa dodatni wpływ ma nie tylko stan dróg w jego otoczeniu, lecz również warunki podróżowania w większych od niego odległościach - powiedzmy z Wrocławia do Brzegu i że dla umożliwienia należytego funkcjonowania tych i podobnych udogodnień cywilizacyjnych należy zrezygnować z iluzyjnej suwerenności i poddać jednaj władzy cały kraj.
Tak było w czasach, gdy wykonywana prymitywnymi środkami wymiana dóbr, informacji i ludzi miała na warunki bytowania wpływ ograniczony - ilościowo i obszarowo. W chwili obecnej, gdy dla wytworzenie jednego, koniecznego dla egzystencji na poziomie cywilizacji współczesnej, urządzenia, muszą współdziałać zakłady wydobycia i obróbki surowców, wytwarzania podzespołów, finansowania oraz opracowania technologii rozrzucone po całym globie, zależność dobrobytu od najszerzej pojmowanej jednolitości obszaru obejmującego tą wymianę została spotęgowana tak, że stała się czynnikiem decydującym. Wystarczy przypomnieć perturbacje powstałe, gdy uległa zmniejszeniu rola dolara jako pieniądza światowego, wskazać niemożność rozwiązania problemu zanieczyszczenia powietrza, wyczerpywania zasobów naturalnych itp..
Wiadomo, że ze względu na różnice obyczajów, rozwoju i innych czynników, ustanowienie rządu światowego jest niemożliwe. Nie mniej działania ujednolicające następują pod presją konieczności, wręcz spontanicznie. Są to ONZ, WTO, międzynarodowe koncerny, różne umowy multilateralne itp.. W tym procesie, wobec braku rządu ustalającego porządek, realny wpływ na los całości (a więc i swój własny) mają tylko organizmy posiadające znaczącą siłę ekonomiczną, militarną i ludnościową (rozumianą jako potencjał intelektualny). Kraje takie jak Niemcy czy Anglia zrozumiały, że same, bez związania się w całość dysponującą możliwie dużymi zasobami w tych trzech wymienionych dziedzinach, nie będą zdolne utrzymać swego wysokiego poziomu konsumpcji. Fakt, że w Polsce, której możliwości "suwerennego" zadbania o byt swoich obywateli są w porównaniu z ww. minimalne, większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że udział w unii, jeśli chcemy poprawy naszego życia, jest po prostu koniecznością, bardzo niepokoi.
Z lektury tego wątku, oprócz niezrozumienia opisanej konieczności jednoczenia, widoczny jest również brak podstawowych wiadomości o tym, jak aktualnie wygląda mechanizm powstawania decyzji w UE, jakie są jego wady i jakim sposobem można te niedostatki usuwać, ale już i tak powstał spory elaborat, więc mmoże innym razem.

Stach M. G.
06-05-2009 14:56 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Kraje takie jak Niemcy czy Anglia zrozumiały, że same, bez związania się w całość ...nie będą zdolne utrzymać swego wysokiego poziomu konsumpcji.

Hymnem Europy powinien być hymn do golonki z piwem
śpiewany w bawarskim narzeczu. Europa poszukuje swojej tożsamości. Czy jest nim Wielkie Żarcie?

06-05-2009 17:10 
 Ocena 1 na 1
Bożydar (2279 punktów)
Z lektury tego wątku, oprócz niezrozumienia opisanej konieczności jednoczenia, widoczny jest również brak podstawowych wiadomości o tym, jak aktualnie wygląda mechanizm powstawania decyzji w UE, jakie są jego wady i jakim sposobem można te niedostatki usuwać

Faktycznie nie wiem jak określano właściwą krzywiznę ogórka i nie bardzo chcę wiedzieć.
Nie chcę też znać powodów dla których Finowie zaproponowali wprowadzenie łaciny jako jedynego języka urzędowego Unii Europejskiej( to bardzo dobry pomysł).
Wiem tylko, że Unia w obecnej formie nie jest komukolwiek potrzebna poza biurokratami i że wszystkie te prawa które unia daje, można by wynegocjować.
Wystarczyło tylko dać to co oczywiste, tzn. znieść granice gospodarcze, unifikować prawa i standardy, tak żeby kraje mogły swobodnie konkurować ze sobą, zamiast produkować eurokrację.
Wiem że trudno zmusić ludzi do współdziałania, wiem że wszystko ma swoją cenę i że pewnie bez rzucania przynęty by się nie udało.
Pozostaję jednak sceptyczny, co do przytoczonych przez przedmówcę oficjalnych akademickich argumentów, które jakby ignorowały rolę polityki i były trochę wyjęte z fikcyjnej rzeczywistości.
Może dlatego ten temat jest w filozofii, ponieważ ekonomia długo jeszcze chyba nie będzie nauką.
Głąbiński (3538 punktów)
>Może dlatego ten temat jest w filozofii, ponieważ ekonomia długo jeszcze chyba nie będzie nauką.
A jest filozofią? Zaś co do nauki: ciekawi mnie, czy status naukowości przyznajesz metereologii, wulkanologii, czy etnografii, a jeśli tak, to jakie podasz racjonalne powody tak odmiennego potraktowania ekonomii?


Stach M. G.
Liss (2003 punktów)
> Z lektury tego wątku, oprócz niezrozumienia opisanej konieczności jednoczenia, widoczny jest również brak podstawowych wiadomości o tym, jak aktualnie wygląda mechanizm powstawania decyzji w UE, jakie są jego wady i jakim sposobem można te niedostatki usuwać
>Faktycznie nie wiem jak określano właściwą krzywiznę ogórka i nie bardzo chcę wiedzieć.
Wycofano się z tego pomysłu ,a co do tzw. dziwnych pomysłów UE jak np. sprawa oscypka ,to myśle że unijni biurokraci dostrzegają zagrozenie nowymi epidemiami jak ptasia czy świńska grypa ,a zdaje się te są wynikiem braku higieny - a unia woli dmuchać na zimne .
>Nie chcę też znać powodów dla których Finowie zaproponowali wprowadzenie łaciny jako jedynego języka urzędowego Unii Europejskiej( to bardzo dobry pomysł).
Oni się zdaje uczą tego języka w szkołach średnich ,gdzieś tak czytałem -ale pewny nie jestem .
>Wiem tylko, że Unia w obecnej formie nie jest komukolwiek potrzebna poza biurokratami i że wszystkie te prawa które unia daje, można by wynegocjować.
Pewnie tak ,ale jak będzie konstytucja to wiele sie zmieni .
>Wystarczyło tylko dać to co oczywiste, tzn. znieść granice gospodarcze, unifikować prawa i standardy, tak żeby kraje mogły swobodnie konkurować ze sobą, zamiast produkować eurokrację.
I coś takiego prawie jest ,może nie jest to wspaniałe ,ale jest .
08-05-2009 16:52 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>Faktycznie nie wiem jak określano właściwą krzywiznę ogórka i nie bardzo chcę wiedzieć.
To zdanie wykorzystam jako pretekst do przypomnienia kilku spraw, bez uwzględnienia których zrozumienie zalet i wad unii jest niemożliwe, oraz do namówienia czytelników do poznawania rzeczywistej postaci tej organizacji.
Wskazany idiotyczny przepis dotyczący ogórków (a podobnych, powstających w identyczny sposób było wiele) jest wynikiem nacisku lobby dążącego do uprzywilejowania drobnej (zwłaszcza w skali Europy) grupy frnacuskich hodowców warzyw. Jak to się stało, że garstka kombinatorów mogła narzxucić swoją wolę milionom? Otóż jest to wynik tego, że decyzje powstają nie jako wola większości i nie w parlamencie wybieranym demokratycznie, lecz w Radzie Komisarzy mianowanych przez rządy przy wymaganej jednomyślności (teoretycznie chodzi o "suwerenność" każdego kraju, a praktycznie - o suwerenność grupy urzędników sprawujących tam w danej chwili władzę). W takiej sytuacji wystarczy, że któreś krajowe lobby uzyska możliwość wywarcia nacisku na przedstawiciela rządu (w tym wypadku fracuskiego) i ten, zagrożony odwołaniem z funkcji zdolny jest wymusić na radzie najbardziej absurdale ustępstwa. Po prostu komisarze stwierdzają: "wprawdzie przedłożona propozycja jest idiotyczna, ale jej autor działa pod przymusem, jeśli mu nie ustąpimy, zablokuje inne istotne uchwały, a gdyby nam "odpuścił", to zostanie odwołany i poza stratą czasu narażamy się na to, że przyślą nam kogoś z jeszcze gorszymi pomysłami".
Skąd wiadomo, że system wladzy zależnej od poparcia większościowego jest na tego rodzaju nieprawidłowości bardziej odporny? Ano, po pierwsze dowodzi tego historia. Nie jest bowiem przypadkiem, że władców absolutnych zastąpiły najpierw monarchie konstytucyjne, a następnie parlamentaryzm (na jakiej podstawie przewiduję, że dodatkowo w PE należy się spodziewać większego racjonalizmu niż w polskim sejmie, to osobne zagadnienie). Po drugie łatwo można się przekonać, że w demokracji reprezentanci interesów grupowych są wzajemnie skłóceni, a ci, którzy kierują się przesłankami rozumnymi są do współpracy i kompromisów bardziej skłonni. I tak np. w Parlamencie Europejskim trudno sobie wyobrazić, by awanturnicy w rodzaju Samoobrony, lub ksenofobicznie patriotyczni PiS-owcy zdolni byli do nawiązania trwałej współpracy z podobnymi sobie grupami istniejącymi w innych krajach. Praktyka pokazuje, że tego rodzaju partje, o ile potrafią jednoczyć się w sprzeciwie, to - dopatrując się wszędzie wrogów i spisków - do konstruktywnej pracy nie są zdolne. Posłowie nieobciążeni bagażem przesądów nacjonalistycznych i religijnych takich przeszkód dla osiągnięcia większości głosów nie mają.

Stach M. G.
Kostanakis (14 punktów)
witam wszystkich w pierwszym poście.

dla mnie, osobiście, główną korzyścią płynącą z Unii Europejskiej jest stopniowe wymazywanie ze zbiorowej świadomości pojęcia "narodu", które to przynosiło wielkie szkody w ostatnich kilku wiekach. taki był chyba też zamysł "ojców" Wspólnoty Europejskiej. to tyle, jak chodzi o idee.
rozważając natomiast sprawy bardziej przyziemne, jak np. korzyści finansowe, niestety nie dzieje się najlepiej. unijna biurokracja zjada jakieś niewyobrażalne kwoty, ponadto blokuje wolny rynek przepisami o krzywiźnie ogórka.
moim zdaniem więc optymalnym rozwiązaniem byłoby podtrzymanie paneuropejskich idei, w nowej, bardziej samorządowej i bardziej wolnościowej formie.
07-05-2009 23:43 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
>
>rozważając natomiast sprawy bardziej przyziemne, jak np. korzyści finansowe, niestety nie dzieje się najlepiej. unijna biurokracja zjada jakieś niewyobrażalne kwoty, ponadto blokuje wolny rynek przepisami o krzywiźnie ogórka.
>moim zdaniem więc optymalnym rozwiązaniem byłoby podtrzymanie paneuropejskich idei, w nowej, bardziej samorządowej i bardziej wolnościowej formie.
>
Ten ogórek to już legenda. Ale to nie jakaś metafizyczna UNIA, tylko konkretni biurokraci z konkretnych krajów wymyślali takie głupoty. I może być tak nadal, jeśli do Parlamentu unijnego pójdą Sobecka, Giertych, Czarnecki, Ziętek (ten zadymiarz z Solidarności 80)i inni tak wybitni specjaliści i mężowie stanu. A chyba pójdą, bo co najwyżej 1/5 Polaków wybiera się na wybory.
W Polsce też wybraliśmy sobie bliźniaków na wodzów. Sami. W wolnych wyborach. Może nie wydawali dekretów o krzywiźnie ogórków, ale nabroili strasznie. Będziemy mieli taką Polskę i taką Unię, jakie sobie sami ukształtujemy. Chyba, że .....zostaniemy w domu i będziemy narzekać. Także na tym forum, w tym wątku.
14-05-2009 16:35 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Będziemy mieli taką Polskę i taką Unię, jakie sobie sami ukształtujemy. Chyba, że .....zostaniemy w domu i będziemy narzekać. Także na tym forum, w tym wątku.

Każdy ustrój ma swoich kapłanów: ministranci UE wierzą we wszechmoc demokracji.
Każdy system ma swojego Gödla: prędzej czy później pojawiają się w nim nierozstrzygalne problemy, które go zdestabilizują, zniszczą. Zbiorowa wola nie jest lepsza, skoro indywidualne jej przejawy są irracjonalne. Żadne wybory w domu wariatów nie poprawią losu pacjentów. To, co piszę, nie ma nic wspólnego z narzekaniem.
Głąbiński (3538 punktów)
>... korzyścią płynącą z Unii Europejskiej jest stopniowe wymazywanie ze zbiorowej świadomości pojęcia "narodu", które to przynosiło wielkie szkody w ostatnich kilku wiekach.
Przesada: nie wymazywanie, lecz sprowadzenie do rozsądnych granic, tego, co sfanatyzowani nacjonaliści uważają za wartość nadrzędną. To takie wyobrażenie narodu jako - bez mała - bóstwa prowadzi do nienawiści, fałszywego wyobrażenia jakoby patriotyzm był sprzeczny z solidaryzmem europejskim czy ogólnoludzkim. Jak więź rodzinna i miłość swojego kraju nie tylko nie są sprzeczne, lecz wzajemnie się wmacniają, tak jest też z odczuwaniem i praktykowaniem wspólnot wyższego stopnia organizacji.

Stach M. G.
11-05-2009 18:58 
 Ocena 1 na 1
mancziz (1830 punktów)
>Przesada: nie wymazywanie, lecz sprowadzenie do rozsądnych granic, tego, co sfanatyzowani nacjonaliści uważają za wartość nadrzędną. To takie wyobrażenie narodu jako - bez mała - bóstwa prowadzi do nienawiści, fałszywego wyobrażenia jakoby patriotyzm był sprzeczny z solidaryzmem europejskim czy ogólnoludzkim. Jak więź rodzinna i miłość swojego kraju nie tylko nie są sprzeczne, lecz wzajemnie się wmacniają, tak jest też z odczuwaniem i praktykowaniem wspólnot wyższego stopnia organizacji.

Myślę, że w rzeczywistości europejscy politycy anty-nacjonaliści są tak naprawdę euro-nacjonalistami. Proponują po prostu przeniesienie ciężaru władzy na wyższy poziom. Obecna UE, wraz z propozycjami ustanowienia jej konstytucji itp. to tak naprawdę próba stworzenia jednego wielkiego państwa, któremu to pomysłowi bije się pokłony (czym to jest, jak nie nacjonalizmem z "wyższej półki" ?). To nie jest i nie będzie unia niepodległych państw, tak jak np. ZSRR nią nie był. Trudno też UE porównywać do USA, bo jeszcze trochę i państwa członkowskie Unii będą miały mniej swobody niż poszczególne stany w USA (częściowo to się już spełniło). Uważam, że nie można oceniać UE w oderwaniu od tego czym jest w istocie - biurokratycznym (po)tworem, mrzonką europejskich socjalistów o nowym pięknym świecie, gdzie "wolny rynek", interwencjonizm, protekcjonizm itp. pięknie razem "współgrają" coby wszystkim, nieważne o jakich poglądach było lepiej. Jeden wielki euro-populizm napędzany starą jak ludzki świat namiętnością - miłością do władzy.
12-05-2009 13:32 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
Ponieważ wszystkie pozostałe fantazje zawarte w tym postcie zostały już w uprzednio napisanych postach wyjaśnione, ograniczam się do jednego zdania:
>Trudno też UE porównywać do USA, bo jeszcze trochę i państwa członkowskie Unii będą miały mniej swobody niż poszczególne stany w USA (częściowo to się już spełniło).
Żaden ze stanów nie prowadzi własnej polityki zagranicznej, nie ma własnej armii, zorganizowanej na "swój" sposób administracji itd. Czy mógłbyś podać w jakiej to dziedzinie ta "swoboda" jest większa w USA niż w UE?

Stach M. G.
13-05-2009 02:20 
 Ocena 1 na 1
mancziz (1830 punktów)
>Ponieważ wszystkie pozostałe fantazje zawarte w tym postcie zostały już w uprzednio napisanych postach wyjaśnione (...)

Czy mam rozumieć, że popierasz ideę państwa opiekuńczego ? Jeśli tak, to całkowicie się z tym nie zgadzam i za fantazję uznałbym raczej wiarę w to, że nadmuchana biurokracja nie przeszkadza ludziom w poprawianiu warunków ich życia. Tyle jest przykładów z historii i istniejących obecnie, że czasami nie potrafię pojąć dlaczego ludzie myślący racjonalnie są przeciwni wolnemu rynkowi.

>(...) ograniczam się do jednego zdania:
>>Trudno też UE porównywać do USA, bo jeszcze trochę i państwa członkowskie Unii będą miały mniej swobody niż poszczególne stany w USA (częściowo to się już spełniło).
>Żaden ze stanów nie prowadzi własnej polityki zagranicznej, nie ma własnej armii, zorganizowanej na "swój" sposób administracji itd. Czy mógłbyś podać w jakiej to dziedzinie ta "swoboda" jest większa w USA niż w UE?

Nie rozumiem co ma do rzeczy to, że poszczególne stany nie mają własnej armii czy polityki zagranicznej. Co do tej swobody :

retirementliving.com/RLtaxes.html

Szybki przykład - w UE stawka VAT nie może być niższa od 15%, w USA niektóre stany w ogóle nie mają tego podatku. Pozdrawiam.
Głąbiński (3538 punktów)
>>Ponieważ wszystkie pozostałe fantazje zawarte w tym postcie zostały już w uprzednio napisanych postach wyjaśnione (...)
>Czy mam rozumieć, że popierasz ideę państwa opiekuńczego ?
We wspomnianych wyjaśnieniach nie pisałem o wadach i zaletach jakiegokolwiek systemu, lecz przypomniałem fakty, które przeczą twojej argumentacji. Jakiekolwiek ma kto przekonania, jeśli przeczy rzeczywistości, jego dowodzenia są bez wartości.
...
>Nie rozumiem co ma do rzeczy ...
Twierdzenie, że kraje nie wykazujące się tak istotną niezależnością, jaką daje posiadanie armii i swobody w kształtowaniu polityki zagranicznej można uznać za bardziej niezależne od dysponujących tymi przywilejami, oparte na tej podstawie, że są uprawnione do modyfikowania niektórych szczegółów prawa podatkowego, jest dziwactwem. Cokolwiek byś jeszcze wymyślił, jest niepodważalną prawdą, że zależność stanów od władz federalnych jest dużo większa niż to mamy w UE, a zarazem jeżeli ten stan będzie nadal trwał, szans na dorównanie gospodarce amerykańskiej nie będziemy mieli.
Jeszcze jeśli chodzi o porównanie zależności od władz centralnych, to wystarczy wspomnieć, jaką wagę przywiązuje się do wyborów federalnych w stanach, a jaką do obsadzania stanowisk we władzach unii.

Stach M. G.
13-05-2009 14:23 
 Ocena 1 na 1
mancziz (1830 punktów)
>>Czy mam rozumieć, że popierasz ideę państwa opiekuńczego ?
>We wspomnianych wyjaśnieniach nie pisałem o wadach i zaletach jakiegokolwiek systemu, lecz przypomniałem fakty, które przeczą twojej argumentacji. Jakiekolwiek ma kto przekonania, jeśli przeczy rzeczywistości, jego dowodzenia są bez wartości.

Podałeś fakty, które analizujesz w całkowitym oderwaniu od ekonomicznego tła, o czym napisałem w odpowiedzi na Twój inny post. I to jest właśnie oderwana od rzeczywistości analiza.

>Twierdzenie, że kraje nie wykazujące się tak istotną niezależnością, jaką daje posiadanie armii i swobody w kształtowaniu polityki zagranicznej można uznać za bardziej niezależne od dysponujących tymi przywilejami, oparte na tej podstawie, że są uprawnione do modyfikowania niektórych szczegółów prawa podatkowego, jest dziwactwem.

Prosiłeś o przykład to go podałem. Poza tym wciąż potwierdzasz to co już napisałem, że organizacja gospodarki nie ma jakoby znaczenia z punktu widzenia stosunków międzynarodowych. To jest całkowita nieprawda a tego typu poglądy są wyjątkowo szkodliwe.

>Cokolwiek byś jeszcze wymyślił, jest niepodważalną prawdą, że zależność stanów od władz federalnych jest dużo większa niż to mamy w UE, a zarazem jeżeli ten stan będzie nadal trwał, szans na dorównanie gospodarce amerykańskiej nie będziemy mieli.

Przecież napisałem, że UE zmierza w tym kierunku - do stworzenia mniejszej niezależności gospodarczej (podatki) między państwami członkowskimi niż ma to miejsce pomiędzy poszczególnymi stanami w USA. Niedawno padały zresztą propozycje (m.in. z ust bodajże pana Sarkozy) co do ujednolicania stawek różnych podatków w ramach UE. Ale czy Ty naprawdę, naprawdę myślisz, że szansą na dorównanie gospodarce USA jest twór, jakim chce się stać UE ? Że centralizacja gospodarki europejskiej pod przywództwem lewicy ma nam jakoś w tym pomóc ? Że USA są prężne gospodarczo bo są bardziej scentralizowane ? Jeśli tak, to proponuję bliższe zapoznanie się chociażby z podstawami ekonomii.

>Jeszcze jeśli chodzi o porównanie zależności od władz centralnych, to wystarczy wspomnieć, jaką wagę przywiązuje się do wyborów federalnych w stanach, a jaką do obsadzania stanowisk we władzach unii.

Podałeś dowód na to, że społeczeństwo amerykańskie jest po prostu bardziej odpowiedzialne. Co ma się nijak do argumentacji na rzecz socjalistycznej UE.
Głąbiński (3538 punktów)
>>>Czy mam rozumieć, że popierasz ideę państwa opiekuńczego ?
>>We wspomnianych wyjaśnieniach nie pisałem o wadach i zaletach jakiegokolwiek systemu, ...
>Podałeś fakty, które analizujesz w całkowitym oderwaniu od ekonomicznego tła, ...
Poprzednio doszukałeś się w moich postach "popierania" czegośtam, teraz coś jnnego. Czy mógłbyś przytoczyć moje zdania, z których wyciągnąłeś takie wnioski?
>>Twierdzenie, że kraje nie wykazujące się tak istotną niezależnością, jaką daje posiadanie armii i swobody w kształtowaniu polityki zagranicznej można uznać za bardziej niezależne od dysponujących tymi przywilejami, oparte na tej podstawie, że są uprawnione do modyfikowania niektórych szczegółów prawa podatkowego, jest dziwactwem.
>... potwierdzasz to co już napisałem, że organizacja gospodarki nie ma jakoby znaczenia z punktu widzenia stosunków międzynarodowych.
Gdzie w cytowanym moim zdaniu dopatrzyłeś się takiego stwierdzenia?
>... UE ... centralizacja gospodarki europejskiej pod przywództwem lewicy ... socjalistycznej UE.
Bez komentarza


Stach M. G.
15-05-2009 00:18 
 Ocena 1 na 1
mancziz (1830 punktów)
>>>>Czy mam rozumieć, że popierasz ideę państwa opiekuńczego ?
>>>We wspomnianych wyjaśnieniach nie pisałem o wadach i zaletach jakiegokolwiek systemu, ...
>>Podałeś fakty, które analizujesz w całkowitym oderwaniu od ekonomicznego tła, ...
>Poprzednio doszukałeś się w moich postach "popierania" czegośtam, teraz coś jnnego. Czy mógłbyś przytoczyć moje zdania, z których wyciągnąłeś takie wnioski?

Ok, spróbuję inaczej opisać to co wyraźnie w tej wymianie zdań wg mnie widać. Pytam Cię o Twój stosunek do konkretnego systemu gospodarczego. Ty odpisujesz, że podałeś wyjaśnienia nie związane z takim czy innym systemem. Wtedy piszę, że twoja analiza tych faktów nie bierze pod uwagę rzeczy wyjątkowo wg mnie ważnej - wpływu systemu gospodarczego wprowadzonego przez władze w poszczególnych krajach na rozwój późniejszych stosunków pomiędzy tymi krajami. I to jest właśnie analiza oderwana w dużym stopniu od rzeczywistości. Może Ty analizujesz wszystko od końca ? Jeśli patrzysz na same fakty to na podstawie jakich kryteriów wybierasz takie a nie inne wyjaśnienia ?

>>>Twierdzenie, że kraje nie wykazujące się tak istotną niezależnością, jaką daje posiadanie armii i swobody w kształtowaniu polityki zagranicznej można uznać za bardziej niezależne od dysponujących tymi przywilejami, oparte na tej podstawie, że są uprawnione do modyfikowania niektórych szczegółów prawa podatkowego, jest dziwactwem.
>>... potwierdzasz to co już napisałem, że organizacja gospodarki nie ma jakoby znaczenia z punktu widzenia stosunków międzynarodowych.
>Gdzie w cytowanym moim zdaniu dopatrzyłeś się takiego stwierdzenia?

Stwierdziłem brak uwzględnienia w Twoich wyjaśnieniach organizacji gospodarki. Poważny brak. Przykład z podatkami to tylko przykład, ale przykład wyjęty z koncepcji systemu gospodarczego, którą to koncepcję trzeba uwzględniać w każdym historycznym kontekście.

>>... UE ... centralizacja gospodarki europejskiej pod przywództwem lewicy ... socjalistycznej UE.
>Bez komentarza

Hehe na podstawie naszej dotychczasowej rozmowy zaryzykowałbym i powiedział, że po pierwsze nie rozumiesz czym w samej swojej istocie jest szeroko rozumiany socjalizm i jak wpłynął np. na współczesne idee polityczne w Europie zachodniej. Po drugie, w kontekście historii Europy zdajesz się wogóle nie widzieć związku pomiędzy polityką wewnętrzną krajów a ich polityką zagraniczną, ich wzajemnej relacji, prawdziwych źródeł wielu konfliktów itp. Napisz może jak rozumiesz socjalizm i jak, jeśli wogóle, uwzględniasz np. wewnętrzną politykę gospodarczą państw w swojej wizji matuszki Łunii
Głąbiński (3538 punktów)
>... Pytam Cię o Twój stosunek do konkretnego systemu gospodarczego.
Co rozumiesz przez "system gospodarczy"? Domyślam się, że nie chodzi o ustrój (np. monarchia konstytucyjna, liberalizm parlamentarny zwany upraszczająco kapitalizmem, marksistowsko-leninowski socjalizm, dyktatura faszystowska itd.). Mowa jest o s. "gospodarczym", czyli nie masz na myśli przejściowej formy rządów w systemie parlamentarnym (labourzyści - konserwatyści itp. w innych poza WB krajach). Z niektórych zdań można wnioskować, że ten termin oznacza dla ciebie stopnia uzależnienia gospodarki od państwa, który np. w labourzystowskiej (socjaliści) W.B. był znacznie niższy niż jest w rządzonej przez PO Polsce.
>... twoja analiza ... nie bierze pod uwagę ... wpływu systemu gospodarczego wprowadzonego przez władze w poszczególnych krajach na rozwój późniejszych stosunków pomiędzy tymi krajami.
??? Czy mógłbyś objaśnić na przykładzie (wymienić dwa państwa, charakterystykę ich "wzajemnych stosunków" i nazwać przyczynę ukształtowania tych "ws")
...
>... nie rozumiesz czym w samej swojej istocie jest szeroko rozumiany socjalizm i jak wpłynął np. na współczesne idee polityczne w Europie zachodniej. ...
W istocie nie rozumiem i proszę o oświecenie mnie, lub o podanie źródeł dostępnych przez Internet. Jeśli wybierzesz pierwszą możliwość, logicznie rzecz biorąc wymaga to założenia nowego wątku. Czekam z niecierpliwością.

Stach M. G.
10-05-2009 15:21 
 Ocena 2 na 2
Głąbiński (3538 punktów)
>rozważając natomiast sprawy bardziej przyziemne, jak np. korzyści finansowe, niestety nie dzieje się najlepiej. unijna biurokracja zjada jakieś niewyobrażalne kwoty, ponadto blokuje wolny rynek przepisami o krzywiźnie ogórka.
>moim zdaniem więc optymalnym rozwiązaniem byłoby podtrzymanie paneuropejskich idei, w nowej, bardziej samorządowej i bardziej wolnościowej formie.
Same przesądy - niestety rozpowszechnione i z uporem przez demagogów powtarzane. Tak więc, o ile rzeczywiście biurokracja unijna jest nadmiernie rozbudowana, to wydatki na nią (i także na dotacje, składki itp.) stanowią znikomą kwotę wobec ogromnych oszczędności uzyskanych przez zniesienie granic, ceł, ujednolicenie przepisów regulujących wymianę handlową, informacji, swobodę podróżowania i ostatnio przez wspólną walutę. Unia finansowo opłaca się nawet w obecnej bardzo ułomnej postaci! opłaca się wszystkim jej członkom bez wyjątku!
Z kolei co do tej "samorządowości", to nikt nie wyobraża sobie UE inaczej niż ujednolicenie i poddanie wspólnemu zarządowi tylko tych dziedzin, które nie są możliwe do objęcia w ramach pojedyńczego kraju. Są to ochrona wód i atmosfery, gospodarka zasobami surowcowymi, wymiana handlowa, finanse, komunikacja, obronnośc i stosunki m-narodowe. W każdej z tych dziedzin suwerenność pojedyńczego kraju, nawet tak potężnego jak Niemcy czy Wielka Brytania jest fikcją. Podział uprawnień między rządem UE i rządami poszczególnych członków powinien przypominać - jak to zauważył kanik (dwa posty niżej) - USA, federalizm landów niemieckich lub kantonów szwajcarskich. Szczególnine dopatrywanie się - jak to czynią nasi demagogowie - zmniejszenia w ramach wspólnoty suwerenności dysponowania krajową gospodarką jest w przypadku małego kraju podwójnym nieporozumieniem: nie tylko bowiem uprawnienia unijne dotyczą tylko tych aspektów zarządzania, które praktycznie od początku XX wieku są w ponad 50% kontrolowane przez czynniki ponadnarodowe, to jeszcze faktycznie nasze wpływy wzrastają. Jest tak dzięki temu, że co prawda niektóre decyzje dotyczące naszego skromnego potencjału zostają poddane władzy, w której udział naszych przedstawicieli nie jest całkowity, ale za to uzyskujemy równoprawny wpływ na potężne przemysły Niemiec, Francji. Tak więc "tracimy" trochę, ale "zyskujemy" wiele.


Stach M. G.
mancziz (1830 punktów)
>Same przesądy - niestety rozpowszechnione i z uporem przez demagogów powtarzane. Tak więc, o ile rzeczywiście biurokracja unijna jest nadmiernie rozbudowana, to wydatki na nią (i także na dotacje, składki itp.) stanowią znikomą kwotę wobec ogromnych oszczędności uzyskanych przez zniesienie granic, ceł, ujednolicenie przepisów regulujących wymianę handlową, informacji, swobodę podróżowania i ostatnio przez wspólną walutę. Unia finansowo opłaca się nawet w obecnej bardzo ułomnej postaci! opłaca się wszystkim jej członkom bez wyjątku!

Wyjątkowo się z tym nie zgadzam. To niestety całkowita nieprawda, że wydatki na europejską biurokrację to nic w porównaniu z korzyściami płynącym z otwarcia granic. Wręcz przeciwnie, to właśnie ta biurokracja zabija wolny rynek. Całe to otwarcie granic itp. to tylko kosmetyka, mająca ukryć to czym UE tak naprawdę jest (lub do czego przynajmniej zmierza) - jednym wielkim państwem opiekuńczym. Otwarcie granic między socjalistycznym gospodarkami to stworzenie po prostu wewnętrznie niepodzielonego skansenu socjalizmu. Czy zdaje Pan sobie sprawę z tego, jak olbrzymie kwoty w rzeczywistości ta biurokracja pochłania ? I to jest właśnie największa ściema z tą całą UE - wmawianie ludziom, że do wyboru mają albo pakiet "otwarte granice, otwarte rynki itp" + cała wisząca nad tym biurokracja (wszystkie idiotyczne dyrektywy, kwoty produkcyjne i inne lewicowe wynalazki) albo całkowita izolacja. Czysta demagogia. Do istnienia wolnorynkowych stosunków między europejskimi państwami wystarczą konkretne, tylko i wyłącznie wolnorynkowe traktaty. Nie trzeba do tego dorzucać całego, sprzecznego z ideą wolnego rynku interwencjonizmu. Zupełnie do niczego niepotrzebne są twory typu PE itp. Ani to konieczne do gospodarczej współpracy, ani wskazane.
12-05-2009 14:10 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
Interwencjonizm nie jest produktem unii - był praktykowany w każdym kraju przed jego wstąpieniem do wspólnoty. Wygląda na to, że wg ciebie Polska jako kraj niezrzeszony miała by szansę na to, by jakiś dyktator objął władzę w sposób nie zakłócony przez inne państwa (na podobieństwo usunięcia Heidera w Austrii) i stłumił żądania palących opony itp. zwolenników interwencjonizmu (obawiam się, że bez pewnej ilości "solidnych" obozów koncentracyjnych jest to u nas niemożliwe), a wtedy nastałaby era dobrobytu. Jeśli znasz jakieś inne sposoby wmówienia naszym rodakom (lepiej wszystkim Europrjczykom), że nieograniczony wolny rynek jest rozwiązaniem korzystnym, podziel się swoją wiedzą, a doprowadzimy do tego, że parlamenty (polski lub europejski - zależnie od stopnia integracji) zmienią prawa narzucające dzialania "opiekuńcze".

Stach M. G.
mancziz (1830 punktów)
>Interwencjonizm nie jest produktem unii - był praktykowany w każdym kraju przed jego wstąpieniem do wspólnoty.

To prawda, był praktykowany w tych krajach a obecnie jest wzmacniany właśnie poprzez unijne dyrektywy. Nie widzę absolutnie żadnej potrzeby istnienia np. Parlamentu Europejskiego czy Rady UE - Unia doskonale by się bez nich mogła obyć, jednocześnie mając otwarte granice itp. (proszę spojrzeć jak wygląda np. NAFTA).

>Wygląda na to, że wg ciebie Polska jako kraj niezrzeszony miała by szansę na to, by jakiś dyktator objął władzę w sposób nie zakłócony przez inne państwa (na podobieństwo usunięcia Heidera w Austrii) i stłumił żądania palących opony itp. zwolenników interwencjonizmu (obawiam się, że bez pewnej ilości "solidnych" obozów koncentracyjnych jest to u nas niemożliwe), a wtedy nastałaby era dobrobytu.

Przecież nic takiego nie napisałem. Chodzi mi o to, że nie potrzeba UE w obecnej postaci (prawie super-państwo), aby podpisywać traktaty i współpracować, aby w razie zagrożenia uzyskać pomoc itp. Nie trzeba też w sumie być członkiem obecnej UE, aby sobie w Europie radzić (vide Szwajcaria), tylko trzeba być społeczeństwem odpowiedzialnym. A to, że nie jesteśmy to zupełnie inna bajka. Za to nasze wyjątkowo nieszczęśliwe położenie geopolityczne to chyba jedyny sensowny argument za uczestnictwem w UE. Mi chodziło nie o to, że za wszelką cenę mamy unikać unii jak ognia tylko o to, że stwierdzenia typu "Dzięki obecnej UE zyskujemy tyle gospodarczo, że ho ho" są po prostu nieprawdziwe. UE jest jaka jest a ja nazywam rzeczy po imieniu.

>Jeśli znasz jakieś inne sposoby wmówienia naszym rodakom (lepiej wszystkim Europrjczykom), że nieograniczony wolny rynek jest rozwiązaniem korzystnym, podziel się swoją wiedzą, a doprowadzimy do tego, że parlamenty (polski lub europejski - zależnie od stopnia integracji) zmienią prawa narzucające dzialania "opiekuńcze".

Naprawdę nie widzisz innych sposobów niż ten, który tak ironicznie przedstawiłeś ? To może inny przykład - zdecydowana większość Polaków to katolicy, dlatego wszelkie próby walki z religią w tym kraju są tak samo bez sensu jak walka z eurosocjalizmem. Dlatego powinniśmy pójść katolikom na rękę i się ich posłuchać. Mimo to walka ludzi myślących racjonalnie z zabobonami trwa. I tak samo powinniśmy walczyć z tym, czym UE jest obecnie. Nawet jak założymy, że obecność w UE daje nam jako takie bezpieczeństwo w Europie, nie znaczy że mamy na unię bezkrytycznie patrzeć. Ale szczerze mówiąc nie jestem pewien jakie masz poglądy odnośnie wolnego rynku. Popierasz go czy wolisz państwową opiekę ?
Głąbiński (3538 punktów)
>(Interwencjonizm) ... obecnie jest wzmacniany właśnie poprzez unijne dyrektywy.
Wciąż, z uporem, wmawiasz sobie i innym, że UE w przeciwieństwie do małego odosobnionego kraju ma wpisane jakieś konkretne ukierunkowanie polityczne czy ekonomiczne. Nie pojmujesz tego, że - bez różnicy - zarówno unia jak i każdy kraik ma dwie możliwości: albo porządek zostanie w niej (w nim) ustawiony zgodnie z wolą większości obywateli, albo uczyni to dyktator, przy tym o ile w dużym i zóżnicowanym organizmie trudno wyobrazić sobie realność tej drugiej możliwości, to np. w suwerennej Polsce, jak dowiodła tego historia, jest to prawdopodobne. Jeśli wykluczyć przemoc, pozostaje tylko jedna możliwość uzyskania wpływu na formę rządów: przekonać większość obywateli (bez różnicy UE czy Polski) do słuszności swojej racji.
Zastanów się trochę nad sensem tego, co napisałem, przecież moje przekonania nic do tego nie mają. To jest rzeczywistość niezależna zarówno od tego, co każdy z nas sobie myśli i od tego, jak zorganizowana jest Europa. Twoje przekonanie, że jakieś inne czynniki określają ustrój unii, a inne poszczególnego kraju jest dziwactwem! A już szczególnie osobliwe jest twoje wyobrażenie, że uzyskania społecznego konsensusu na racjonalne zarządzanie krajem jest większe prawdopodobieństwo w zanarchizowanej Polsce, niż w całej Europie.
>Nie widzę absolutnie żadnej potrzeby istnienia np. Parlamentu Europejskiego czy Rady UE
Kropotkin byłby zachwycony. W takim razie jaką rację bytu ma polski sejm, czy sejmiki wojewódzkie? A Kongres USA? Czym takim różni się zarządzanie krajem, województwem, czy zjednoczeniem stanów z jednej i UE z drugiej strony, że tam zgromadzenia przedstawicieli mają sens, a w unii nie?
>proszę spojrzeć jak wygląda np. NAFTA.
Patrzę i cóż? USA i Kanada mają się tak samo dobrze jak i bez tej organizacji, a Meksyk już od lat tonie w długach i problemach społecznych. Czy wiesz o tym, jak wyglądają zasieki na granicy M. i stanów? Marzy ci się coś takiego u nas?
>...nie potrzeba UE w obecnej postaci (prawie super-państwo), aby podpisywać traktaty i współpracować, aby w razie zagrożenia uzyskać pomoc itp.
O tym ile są warte (1) traktaty i (2) współpraca suwerennych państw, mieliśmy możność przekonać się: co do (1) w 1939 roku, co zaś dotyczy (2) to zainteresuj się historią wyniszczających gospodarkę wojen celnych, przykładów dyskryminacji obcokrajowców przybywających z "zaprzyjaźnionych" państw, wzjemnego szkodzenia sobie na forum międzynarodowym (szczególnie bogate są w tym zakresie dzieje wzajemnych stosunków Francji i Anglii) itd.
Człowieku! Żyjesz w świecie fantazji bez pojęcia o tym, jak wygląda świat realny!

Stach M. G.
mancziz (1830 punktów)
>Wciąż, z uporem, wmawiasz sobie i innym, że UE w przeciwieństwie do małego odosobnionego kraju ma wpisane jakieś konkretne ukierunkowanie polityczne czy ekonomiczne.

Jeśli nie zauważasz, jakie przynajmniej gospodarcze ukierunkowanie ma UE to naprawdę brak mi słów. Jeśli czegokolwiek miała nauczyć nas historia gospodarcza ostatnich 100 lat to właśnie tego, jak skompromitowanym systemem jest ten, który np. obecnie istnieje w unii. Tak więc proszę nie wmawiaj mi, że czarne jest białe.

>Jeśli wykluczyć przemoc, pozostaje tylko jedna możliwość uzyskania wpływu na formę rządów: przekonać większość obywateli (bez różnicy UE czy Polski) do słuszności swojej racji.

Co to ma do faktu, że UE to socjalistyczny twór, który w obecnej postaci długo nie pociągnie ?

>A już szczególnie osobliwe jest twoje wyobrażenie, że uzyskania społecznego konsensusu na racjonalne zarządzanie krajem jest większe prawdopodobieństwo w zanarchizowanej Polsce, niż w całej Europie.

Już wiem chyba o co Ci chodzi, ale popraw mnie jeśli się mylę. Ty myślisz, że europejscy politycy (i euro-obywatele) w jakiś sposób są bardziej odpowiedzialni i racjonalni od Polaków. Że prędzej w UE zawita zdrowy rozsądek. Jeśli tak to bez urazy, ale to dość naiwny pogląd świadczący właśnie o braku zrozumienia czym UE jest obecnie i w stronę czego ewoluuje. Poza tym Ty naprawdę zdajesz się wierzyć w to, że to właśnie istnienie jednego europejskiego państwa opiekuńczego jest sposobem na brak konfliktów w Europie a nie wolny rynek. No w ZSRR też nie było większych konfliktów między "republikami"

>>Nie widzę absolutnie żadnej potrzeby istnienia np. Parlamentu Europejskiego czy Rady UE
>Kropotkin byłby zachwycony. W takim razie jaką rację bytu ma polski sejm, czy sejmiki wojewódzkie? A Kongres USA? Czym takim różni się zarządzanie krajem, województwem, czy zjednoczeniem stanów z jednej i UE z drugiej strony, że tam zgromadzenia przedstawicieli mają sens, a w unii nie?

Znowu to samo - jeśli jest sens istnienia Polski i jej instytucji to tym bardziej super-państwa europejskiego. Idąc tym tokiem rozumowania najlepiej byłoby stworzyć jedno ogólnoświatowe hiper-państwo, w którym oświecona lewica robiłaby wszystkim dobrze. Twoje reductio ad absurdum do anarchii świadczy o braku zrozumienia o czym piszę. I jeśli już porównujemy unie różnych państw, to patrzmy na UE vs NAFTA a nie UE vs USA.

>>proszę spojrzeć jak wygląda np. NAFTA.
>Patrzę i cóż? USA i Kanada mają się tak samo dobrze jak i bez tej organizacji, a Meksyk już od lat tonie w długach i problemach społecznych. Czy wiesz o tym, jak wyglądają zasieki na granicy M. i stanów? Marzy ci się coś takiego u nas?

Hehe gospodarkę Meksyku rozwalili socjaliści, więc podałeś świetny argument za wolnym rynkiem. Uczestnictwo w NAFTA pomogło trochę temu nieszczęsnemu krajowi, no ale spustoszenie wywołane lewicowym podejściem do gospodarki jeszcze długo będzie tam widać. I dlatego ludzie wciąż uciekają stamtąd do USA, uciekają od socjalizmu tak jak uciekali za komuny u nas. Poza tym wciąż zdajesz się myśleć, że Europa tak "fajnie" rozwija się gospodarczo bo ma właśnie postać scentralizowanego gospodarczo tworu "opiekującego się" swoimi obywatelami poprzez interwencjonizm. Czy mogę zapytać skąd czerpałeś swoją ekonomiczną wiedzę ?

>O tym ile są warte (1) traktaty i (2) współpraca suwerennych państw, mieliśmy możność przekonać się: co do (1) w 1939 roku, co zaś dotyczy (2) to zainteresuj się historią wyniszczających gospodarkę wojen celnych, przykładów dyskryminacji obcokrajowców przybywających z "zaprzyjaźnionych" państw, wzjemnego szkodzenia sobie na forum międzynarodowym (szczególnie bogate są w tym zakresie dzieje wzajemnych stosunków Francji i Anglii) itd.

Widzę, że nie potrafisz odróżnić np. europejskiego merkantylizmu (o tym piszesz) od np. będącego reakcją na takie właśnie praktyki kapitalizmu. Patrzysz na wydarzenia w Europie w całkowitym oderwaniu od gospodarczego tła. To właśnie brak wolnego rynku powoduje konflikty, co częściowo potwierdziłeś tym co napisałeś. Twoja krytyka (1) i (2) ma się nijak do tego, co tak naprawdę prowadziło do wojen w Europie. Podobnie "gwarancję pokoju" przedstawiali "wielcy" przywódcy jak np. Stalin.

>Człowieku! Żyjesz w świecie fantazji bez pojęcia o tym, jak wygląda świat realny!

Nie gniewaj się, ale myślę że jest dokładnie odwrotnie.
Głąbiński (3538 punktów)
>... faktu, że UE to socjalistyczny twór, ... naiwny pogląd świadczący właśnie o braku zrozumienia czym UE jest obecnie i w stronę czego ewoluuje. ... wierzyć w to, że to właśnie istnienie jednego europejskiego państwa opiekuńczego jest sposobem na brak konfliktów ... w ZSRR też nie było większych konfliktów między "republikami"
Idea fix na p-kcie UE=socjalizm+ZSRR.
>>Patrzę i cóż? USA i Kanada mają się tak samo dobrze jak i bez tej organizacji, a Meksyk już od lat tonie w długach i problemach społecznych. Czy wiesz o tym, jak wyglądają zasieki na granicy M. i stanów? Marzy ci się coś takiego u nas?
>... gospodarkę Meksyku rozwalili socjaliści, ... spustoszenie wywołane lewicowym podejściem do gospodarki jeszcze długo będzie tam widać. I dlatego ludzie wciąż uciekają stamtąd do USA, uciekają od socjalizmu ...
Jw. Proponuję, byś założył wątek, w którym wyłożyłbyś swój uzasadniony danymi pogląd na "socjalistyczną" istotę UE (i ew. Meksyku). Bez wyjaśnień ta wszechobecność jakiegoś "socjalizmu" ma pozór wyłącznie twojej fantazji.
>>O tym ile są warte (1) traktaty i (2) współpraca suwerennych państw, mieliśmy możność przekonać się: co do (1) w 1939 roku, co zaś dotyczy (2) to zainteresuj się historią wyniszczających gospodarkę wojen celnych, przykładów dyskryminacji obcokrajowców przybywających z "zaprzyjaźnionych" państw, wzjemnego szkodzenia sobie na forum międzynarodowym (szczególnie bogate są w tym zakresie dzieje wzajemnych stosunków Francji i Anglii) itd.
>Widzę, że nie potrafisz odróżnić np. europejskiego merkantylizmu (o tym piszesz) od np. będącego reakcją na takie właśnie praktyki kapitalizmu ... Podobnie "gwarancję pokoju" przedstawiali "wielcy" przywódcy jak np. Stalin.
Czy z cynizmu Stalina ma wynikać, że gwarancje udzielone przez mocarstwa zachodnioeuropejskie w 39 zostały dochowane? a dowodzenie przez XVII-wiecznych teoretyków merkantylizmu potrzeby ceł przywozowych ma świadczyć o tym, że między suwerennymi państwami wymiana handlowa odbywała się rónie efektywnie jak w UE? W poprzednim postcie twierdziłeś, że zamiast organizacji unijnej wystarczą nam umowy bilateralne, ja zaś na podstawie przykładów z niedawnej przeszłości dowodzę przeciwnej racji. Chodzi o fakty, a nie o to, czy można się w nich dopatrzyć jakiś analogi do wyczynów Stalina czy do XVII-wiecznych teorii. Po prostu: albo znasz jakieś fakty świadczące o tym, że współpraca suwerennych państw może być bardziej efektywna niż w warunkach unii, albo nic takiego nie jest obu nam wiadome.
A merkantylizm był teorią realizowania polityki gospodarczej, stosowaną w początkowej fazie formowania stosunków kapitalistycznych. Niektóre postulaty merkantylistów były odrzucone przez nieco później kształtujący się liberalizm, kapitalizm zaś powstawał przy akompaniamencie sporów między teoretykami nie tylko tych dwu wymienionych koncepcji.

Stach M. G.
Liss (2003 punktów)

.
>Nie rozumiem do końca, co skłania państwa takie jak Polska do pędu w kierunku unii kosztem własnej
>suwerenności.
Polska jest małym państwem i biednym ,a do tego położonym w strategicznym miejscu - i albo połączymy siły z silniejszym ,albo oni znajdą inny sposób by zrobić porządek .
>Dużo większe pieniądze niż te, które chwilowo z unii otrzymujemy są marnowane, dług
>publiczny i tak ciągle rośnie, coś w tym wszystkim nie gra.
>Jak uważacie jakie są motywacje starych członków Unii dla przyjęcia nowych, skoro powoduje to
>widoczny spadek ich poziomu życia?
Jeśli chodzi o uwczesne RFN ,to wiara że eksport uratuje wzrost gospodarczy .
>Czemu taka normalnie bardzo ksenofobiczna Polska, rzuca się jak na rozkaz w objęcia Europy, nie
>zastanawiając się tak naprawdę do końca nad wszystkimi konsekwencjami tego?
Może nie jest wcale taka ksenofobiczna ,myśle że większość Polaków to urodzeni partyzanci .
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Nie sądzę aby spadał poziom życia starych członków, a po prostu w grupie raźniej i bezpieczniej. Im więcej państw należy do jakiejś grupy tym stabilniejsza i spokojniejsza Europa. Poza tym kwestia konkurencji z Chinami, USA, Indiami i Japonią.

Mi tam generalnie podoba się idea UE ale na zasadzie swobodnego przepływu ludzi i kapitału. Przecież miło jest sobie wsiąść w auto i pojechać bez problemu do Hiszpanii czy też Portugalii czy gdzie kto chce. Lub też w ogóle się osiedlić np w Hiszpanii, bo komuś tam się podoba.

Ja bym widział UE coś na wzór USA czy chociażby Niemiec, gdzie landy mają własne parlamenty i dość dużą swobodę. Taki twór federacyjny.
sztejkat (4743 punktów)
>Jak uważacie jakie są motywacje starych członków Unii dla przyjęcia nowych (...)

Paradoksalnie - nie spadek poziomu życia, a utrzymanie poziomu niesprawnej gospodarki.

Żeby interes się kręcił musi być klient. Gdy rynek zbliża się do poziomu nasycenia klienci stają się wybredni, a i produkcja musi spaść, bo przecież nie wypełnia się już wielkiej luki w rynku, a jedynie uzupełnia naturalne ubytki. Do tego rozbuchana produkcja okresu dynamicznego rozwoju jest zwykle niezbyt sprawna - klienci kupują dużo to i byle co też da im się wcisnąć. To kryzys i nasycenie rynku wymusza zmianę jakości.

Kraje starej unii europejskiej stanęły przed tą granicą - nasycenie rynku i średnio sprawna gospodarka.

Najlepszym dla nich rozwiązaniem było znalezienie nowych rynków zbytu. Otwarcie Unii na Polskę oznaczało też bowiem nie tylko otwarcie rynku UE na polskie towary (a szczerze - nasza gospodarka do ekspansywnych nie należała) ale przede wszystkim otwarcie Polski na towary z UE.

Przyjęcie nowych, ubogich (to ważne!) krajów do UE to przyjęcie dużych, głodnych rynków zbytu. Status członka UE zobowiązuje do zapewnienia swobodnego obrotu towarów. A w którą stronę będą płynąć towary: od zacofanego, goniącego Europę producenta czy też z rozwiniętej Europy na rynek nowego członka?

A jeśli nowi członkowie są zbyt biedni by zapłacić europejskie ceny za napływające towary? Cóż, dla politycznego spokoju, utrzymania produkcji i zatrudnienia opłaca się dać im pieniądze - w formie dopłat i innych tego rodzaju pozornych gratisów.

Jest to oczywiście polityka krótkowzroczna. Równie krótkowzroczna jak dotowanie rolnictwa, dzisiejsze dopłaty dla banków itp.

Ja osobiście z wejścia do UE spodziewałem się jednego zysku: miałem głupią nadzieję, że doświadczone demokracje UE zmuszą polską politykę do posprzątania naszego lokalnego bałaganu. Stało się jednak inaczej: UE stało się uniwersalną wymówką na głupotę: "bo unia kazała". Zwykle jest to g** prawda.

Zaś co do ujednolicania przepisów, norm itp. - stara prawda mówi: jeśli coś jest dobre do wszystkiego to jest... do niczego. W UE są różne narodowe tradycje, różne struktury społeczeństw. Nie da się do tego zaaplikować jednego rozwiązania.

Ceną zaś ujednolicenia gospodarki jest moim zdaniem większe ryzyko: w dobie otwartych gospodarek lokalnych przepływ towarów odbywa się i tak w miarę sprawnie. Jeśli lokalne prawa utrudniają ruch towarów, w prost i dość szybko odbija się to na lokalnej gospodarce. Jeśli następuje krach, to mamy do czynienia z serią lokalnych załamań. Jeśli zaś krach dopadnie zjednoczony rynek UE.... to łupnie tak, że się nie pozbieramy.

Gospodarcza UE - czy też dawne EWG - proszę bardzo. Politycznie jednak uważam, że wielkich korzyści z UE nie mamy. Czy na prawdę będąc poza UE byliśmy poza rynkiem europejskim? Nie sądzę. Wchodząc do UE, weszliśmy jako słaby między silnych i zobowiązaliśmy się do przestrzegania pewnych ZASAD. Zasad, ustalanych przez UE, w której, co oczywiste, prawa ustalają silni a nie słabi. Jak w każdej organizacji.

Dochodzą do tego rażące asymetrie - atomowa Francja narzuca węglowej Polsce limity CO2. Autobahny mówią stop Rospudzie. Inna potęga gospodarcza dopłaca do chwiejących się banków nie zająknąwszy się ani słowem o polskich stoczniach - a przecież i tu i tam upada niesprawne przedsiębiorstwo które pociągnie za sobą wielu kontrahentów.

Oczywiście winna nie jest UE - winniśmy sobie sami.

To żaden wstyd być zrobionym w balona przez wiele bardziej doświadczonych od siebie.

Pozdrawiam
Tomasz Sztejka


Tomasz Sztejka
Głąbiński (3538 punktów)
>Najlepszym dla nich rozwiązaniem było znalezienie nowych rynków zbytu. Otwarcie Unii na Polskę oznaczało też bowiem nie tylko otwarcie rynku UE na polskie towary (a szczerze - nasza gospodarka do ekspansywnych nie należała) ale przede wszystkim otwarcie Polski na towary z UE.
>Przyjęcie nowych, ubogich (to ważne!) krajów do UE to przyjęcie dużych, głodnych rynków zbytu. Status członka UE zobowiązuje do zapewnienia swobodnego obrotu towarów. A w którą stronę będą płynąć towary: od zacofanego, goniącego Europę producenta czy też z rozwiniętej Europy na rynek nowego członka?
W tych zdaniach jest trochę sensu, jednak widoczne jest, że nie rozumiesz szczególnie tego, że na wymianie, czyli handlu korzystają obie strony. Bez wymiany cywilizacja nie jest możliwa. Jedynie w stanie absolutnego prymitywu każdy ma tylko to, co sam wytworzył. Dotyczy to zarówno osób jak i państw. Korzyści są mniejsze, gdy wymiana jest nierównoprawna, jak to często zdarza się w kontaktach suwerennych państw, które stosują różne formy dyskryminowania obcych (cła, podwójne opodatkowywanie, utrudnienia administracyjne itd.). Oczywiście straty są ponoszone przez obu partnerów, jednak więcej traci słabszy, jak to było przed 1939 rokiem w wymianie m. Polską, Francją, W. Brytanią i (szczególnie drastyczny przykład!) z Niemcami. Takie praktyki wewnątrz jednego organizmu państwowego są skutecznie ograniczane.
>A jeśli nowi członkowie są zbyt biedni by zapłacić europejskie ceny za napływające towary? Cóż, dla politycznego spokoju, utrzymania produkcji i zatrudnienia opłaca się dać im pieniądze - w formie dopłat i innych tego rodzaju pozornych gratisów.
Na czym ma polegać ta "pozorność" - czy otrzymujemy jakieś bezwartościowe pieniądze?
>... Jeśli zaś krach dopadnie zjednoczony rynek UE.... to łupnie tak, że się nie pozbieramy.
Trochę tu masz racji. Np., gdy w 1928 roku mieliśmy światowy kryzys, to polski chłop, nie mając za co kupić butów i nowej uprzęży, zaorał pole na bosaka i pługiem ciągnionym przez szkapę na postronku i ostatecznie coś tam wyrosło, a obecnie, gdy nie dostanie kredytu na paliwo, nawozy i kwalifikowane ziarno, może być tragedia. A najbardziej odporne na kryzys są pozbawione kontaktu ze światem plemiona zaszyte w niedostępnej dżungli.
>... Francja narzuca węglowej Polsce limity CO2.
Nie Francja - jest to decyzja wszystkich krajów poza Chinami i może jakimiś egzotycznymi państewkami. Jak uchowałeś się nie znając tak dokładnie omówionej przez media sprawy?
>Autobahny mówią stop Rospudzie.
Takie bezprawie zdarzało się i bez unii. Np. w193?r. gdy okazało się, że kolejka linowa na Kasprowy Wierch przynosi dochody, chciano zwielokrotnić sukces, bo przecież górom nic by się nie stało, ale rząd nie pozwolił.
>Inna potęga gospodarcza dopłaca do chwiejących się banków nie zająknąwszy się ani słowem o polskich stoczniach
Różnica: do stoczni rząd dopłacał stale mimo protestów i monitów unii, a jednocześnie związki zawodowe blokowały wszelkie próby usprawnienia zarządzania.
Itd. - w sumie kompletny brak znajomości tematu.

Stach M. G.
sztejkat (4743 punktów)
>>(...)
>W tych zdaniach jest trochę sensu,(...) że na wymianie, czyli handlu korzystają obie strony.(...)

Prawda.

Asymetria wymiany nie jest jednak jedynie wynikiem regulacji rynku przez państwa - w oczywisty sposób wynika ona z innych, że tak powiem, profili produkcyjnych państw. Dobrym przykładem tego jest, niedawno poważnie wstrzymywany przez UE, import chińskiej odzieży. Chiny, nastawione na produkcję hiper-masową i posiadające naówczas niezwykle niskie koszty pracy, były idealnie sprofilowane do zalewania rynków innych krajów. W tym UE. Tutaj unia zachowała się tak, jak dawniej każde dawne państwo z osobna - wprowadzając restrykcje w obrocie towaru celem ochrony lokalnych, mniej sprawnych producentów kosztem dostawców spoza UE.

Masz rację, że globalnie patrząc na restrykcjach w obrocie, nieważne w jakiej formie prowadzonych, tracą obie strony. Haczyk tkwi w tym, że straty ostatecznie są rozkładane w miarę równomiernie po obu stronach - państwa mogą przecież odpowiadać restrykcjami na restrykcje itp.

Przykładem tego, co dzieje się gdy takich sztucznych barier nie ma są graniczące z Polską landy NRD. Wyludnione, pozbawione zdolności produkcyjnych. Tu zupełnie otwarty ruch towarów, ludności i produkcji spowodował bardzo duże przemieszczenie środków. W ramach jednego państwa (prawa, narodu, tradycji) jest to do przełknięcia. Jednak UE pozostaje ligą rozłącznych państw, która zdecydowanie nie dopuści do tego, by na przykład 75% Polaków przeniosło się za granicę. Sorry - dla nich to za dużo. Dla nas zresztą też.

W efekcie swobodny przepływ towarów może spowodować raptowny spadek zdolności produkcyjnych w tych nowych w unii krajach, których producenci są nieco mniej sprawni od starej UE. UE sprytnie ograniczyła w pierwszych latach swobodny przepływ ludności (pracowników), dzięki czemu kraje starej UE mogły spokojnie przyduszać konkurencją przemysł nowych członków bez obawy o zawirowania na własnym rynku pracy.

Może, ale nie musi. Tak jak regulacja przepływu środków może być narzędziem wspomnianej przez Ciebie wojny gospodarczej, ale nie musi.

A tak na marginesie - czy UE to NA PRAWDĘ wolny obrót towarów? Patrz na przykład cukier.

>(...)Na czym ma polegać ta "pozorność" - czy otrzymujemy jakieś bezwartościowe pieniądze?

Po pierwsze - najpierw wrzucamy do wspólnej kasy, by potem coś z niej wyjąć. Ale ok, można mówić tu o jakimś bilansie. Pomijając sprawność przetwarzania i to, że nikt nie daje nic za darmo.

Pozorność dofinansowań polega na tym, że w sposób sztuczny podnoszą one konkurencyjność dofinansowanego. Nie są to środki, które pozyskał w ramach działalności rynkowej, lecz działań na płaszczyźnie biurokratycznej. Fajnym przykładem jak skutecznie dopłaty pomagają firmom są polskie stocznie. I polskie rolnictwo, które od momentu wprowadzenia dopłat dostało prawdziwego kopa - mamy multum wysoko-sprawnych gospodarstw, nadwyżki żywności itp.

Mówi się też sporo o "inwestycjach zagranicznych" w Polsce. To i dobrze, i nie dobrze. Inwestor przynosi pieniądze, i buduje na przykład fabrykę. Niby jest nowocześnie itp. Niestety nie do końca to prawda - obca inwestycja wnosi mniej
wiedzy w przemysł niż zakup licencji. Z kolei licencja wnosi mniej wiedzy, niż własne, nawet gorsze, opracowania.

Przyjmując inwestycje można nadgonić PKB, ale nie nadgoni się luki technologicznej. Kupując licencje można nadgonić technologię, ale nie nadgoni się wiedzy.

To trochę tak jak z dawaniem ryby i wędki. Owszem, bardzoś głodny - bierz rybę. Jeśli jednak masz co jeść - mądry weźmie wędkę. A jeszcze lepiej - nauczy się jak ją zrobić i sam ją zrobi.

>>... Francja narzuca węglowej Polsce limity CO2.
>Nie Francja - jest to decyzja wszystkich krajów poza Chinami i może jakimiś egzotycznymi państewkami. Jak uchowałeś się nie znając tak dokładnie omówionej przez media sprawy?

Nie mam TV ani radia.

Fracja atomem stoi, i w kwestii węgla może naciskać ile chce bez obaw, że naruszy własny rynek. Ciekawe, jak by się zachowali na to co MY możemy wymagać - wycofanie energii atomowej

Jesteś pewny że USA przyjmą limity CO2?

>>Autobahny mówią stop Rospudzie.
>Takie bezprawie zdarzało się i bez unii. (....)

Chciałem tu podkreślić: Niemcy wybudowali już to co chcieli tam gdzie chcieli przed unią. My musimy TERAZ o to samo pytać o zgodę.

>>Inna potęga gospodarcza dopłaca do chwiejących się banków nie zająknąwszy się ani słowem o polskich stoczniach
>Różnica: do stoczni rząd dopłacał stale mimo protestów i monitów unii, a jednocześnie związki zawodowe blokowały wszelkie próby usprawnienia zarządzania.

Przepraszam, ale wydaje mi się, że związki zawodowe są poważnie demonizowane. To znaczy, i owszem burzą się. Tyle mogą. Reszta, to, w wypadku przedsiębiorstwa, ja wiem, pół-państwowego to kwestia polityki. Związki zawodowe mają prawo krzyczeć, demonstrować itp. Jednak ostatecznie to właściciel podejmuje decyzje i jedyne kryterium jakie go wiąże w kontaktach ze związkami to zgodność z prawem pracy i prawem cywilnym. Żaden związek, którego członkowie nie są współwłaścicielami firmy, nie może podejmować decyzji.

Dwa, unia to nie magiczne ciało które protestuje - to mimo wszystko układ rządów wielu różnych państw, w którym każde państwo ma własne interesy. Logicznie rzecz biorąc można przypuszczać, że protestowały te części unii, które miały w tym interes. W momencie, gdy mają interes w dopłacaniu dużo większych pieniędzy - nie protestują. Ciekawi mnie, czy nasz rząd zechce oprotestować te dotacje, jako nieuczciwą konkurencję i niesymetryczne traktowanie przedsiębiorstw.

I wreszcie trzy - banki nie popadły w kłopoty bez winy - gospodarka oparta na handlu marzeniami nie może się utrzymać. Różnica między niesprawnym bankiem a niesprawną stocznią jest jedynie taka, że bank obraca pieniędzmi a stocznia PRODUKUJE statki. Który z tych biznesów wytwarza RZECZYWISTĄ wartość dodaną? Jako materialista powiem: stocznia.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
14-05-2009 14:39 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>... wstrzymywany przez UE, import chińskiej odzieży. ... ochrony lokalnych, mniej sprawnych producentów
Sprawa nie jest tak oczywista, chodzi bowiem również o to, że "sprawność" przedsiębiorstw Dalekiego Wschodu polega w wielu wypadkach na drastycznym, sprzecznym z ustaleniami ONZ wyzysku przeradzającym się w niewolnictwo.
>... państwa mogą przecież odpowiadać restrykcjami na restrykcje itp.
Sęk w tym, że słabszy kraj ma możliwości bardzo małe.
>... czy UE to NA PRAWDĘ wolny obrót towarów?
Idealna wolność ekonomiczna istnieje tylko w teorii radykalnego liberalizmu. Przybliżony (ograniczenia dot. substancji bioaktywnych, praw autorskich itd.) stan mamy jedynie w niektóych egzotycznych krajach, np. w tzw. rajach podatkowych.
>Jesteś pewny że USA przyjmą limity CO2?
Rząd USA jest w szczególnej sytuacji; społeczeństwo domaga się ochrony środowiska, a mające tam większą niż u nas swobodę działania lobby przemysłowe wymusza uwzględnianie swoich, sprzecznych z tym interesów. W rezultacie polityka tego supermocarstwa jest w tej kwestii niespójna. Nic nie zapowiada, by nastąpiło w niej coś więcej niż półgębkiem wyrażane deklaracje.
>... Niemcy wybudowali już to co chcieli tam gdzie chcieli przed unią. My musimy TERAZ o to samo pytać o zgodę.
Musimy, ponieważ sami chcieliśmy, by dolina Rospudy była uznana za ścisły rezerwat. Ta decyzja naszych władz nie była wymuszona przez obcy rząd czy coś podobnego, a UE domaga się jedynie konsekwentnego jej realizowania.
>... ostatecznie to właściciel podejmuje decyzje i jedyne kryterium jakie go wiąże w kontaktach ze związkami to zgodność z prawem pracy i prawem cywilnym. ...
Nie tak dawno temu zdarzyło się, że mogliśmy w TV oglądać dyrektora stoczni szczecińskiej pobitego przez związkowców. Zakłócające porządek publiczny rozróby to też nie są działania "zgodne z prawem pracy i prawem cywilnym", a na decyzje wpływ mają niezaprzeczalny.
>... Ciekawi mnie, czy nasz rząd zechce oprotestować te dotacje, ...
Jeśli chodzi o sprawę CO2, to rząd działał i osiągnął sporo (szczegóły w prasie).
>... banki nie popadły w kłopoty bez winy ...
Dwie uwagi:
1. W gospodarce sprawa winy jest drugorzędna. Głównie chodzi o to, by wytypować takie działania, które dają największą szansę powodzenia finansowego. Pchanie pieniędzy w nasze stocznie, jak pokazuje doświadczenie, tego warunku nie spełniało.
2. Niezależnie od tego, że kwestia winy jest sprawą drugorzędną, należy przypomnieć, że winna jest także Komisja Europejska czyli rządy, których przedstawiciele ją tworzą. W imię swobody działalności nie wprowadzono nadzoru nad bankami, które ostro rywalizując, każdy w obawie "zostania w tyle", podejmowały coraz większe ryzyko. A działo się tak mimo zapowiadającego katastrofę kryzysu finasowego, który miał miejsce kilka lat temu na Dalekim Wschodzie. Z kolei UE może tłumaczyć się tym, że zakładając cugle swoim bankom spowodowała by ich straty na rzecz finasjery USA, gdzie panowała zupełna swoboda itd., gdyż są na świecie jeszcze inne potęgi. Obecnie trwają negocjacje w sprawie ogólnoświatowego uporządkowania przepływów pieniędzy, m. in. politycy chcą dobrać się do skóry tzw. rajom podatkowym. Wszyscy są zgodni co do tego, że bez przyjęcia nowych, globalnie obowiązujących zasad, kryzysy będą się powtarzały, ale co wymyślą? Należy doprowadzić do tego, by tak jak chcieli Fenicjanie, pieniądz był środkiem wymiany, a nie spekulacji oderwanej od handlu i działań inwestycyjnych. Przypuszczam, że rozwiązanie idealne polegające na zachowaniu wolności gospodarczej przy całkowitym wykluczeniu "pustych" operacji finansowych jest nieosiągalne. W takim razie pozostaje szukanie jakiegoś kompromisu.

Stach M. G.
sztejkat (4743 punktów)
Czyli, podsumowując, na podstawie Twoich wypowiedzi:
1. UE nie oferuje rzeczywistej swobody gospodarczej, jedynie ściśle koncesjonowany wariant;
2. Nie tylko "egzotyczne państwa i może Chiny" krzywo patrzą na limity CO2;

Z pozostałymi wnioskami też się zgodzę.

Dla mnie UE to i zysk i straty. Na wszystkich frontach. Co do ostatecznego bilansu - nie jestem pewien.

Jestem jednak pewien, że władze "starej" unii podejmując decyzje o jej rozszerzeniu nie kierowały się altruizmem a raczej zwykłym rachunkiem zysków i strat, zarówno ekonomicznych jak i politycznych.

Podobnie, jak nasze władze.

Jednym jednak co mnie niepokoi jest to, że w przeciwieństwie do władyków dawnej UE nasi są stosunkowo słabo "umoczeni"- że tak powiem - w dużym biznesie. W efekcie decyzje naszych rządców mają na uwadze bardziej rachunek polityczny, niż ekonomiczny. W końcu bliższa koszula ciału, co nie?

Stąd mam wątpliwości, czy ekonomicznie, w szerszym sensie, nie tylko wyrażanym w € czy $, UE nam się opłaca.

Wracając do tematu wątku: "Po co jest naprawdę Unia Europejska?"

Cóż, bo komuś się opłaca. Na pewno UE opłacało się tym, którzy kontynuowali jej EWG'owskie korzenie. I na pewno opłaca się tym, którzy żyją ze sprawowania władzy.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
Głąbiński (3538 punktów)
>1. UE nie oferuje rzeczywistej swobody gospodarczej, jedynie ściśle koncesjonowany wariant;
Błąd! Już to gdzieś, w jakimś postcie tłumaczyłem: żadna organizacja z założenia demokratyczna nie "oferuje" ani jakiejś "sg", ani nic podobnego, lecz jedynie daje możność swoim "udziałowcom" możliwość dokonywania w tej sprawie wyboru zgodnego z wolą większości. UE w swojej obecnej formie jest obarczona poważną wadą, którą jest ograniczenie kompetencji wyłonionego w tzw. pięcioprzymiotnikowych wyborach parlamentu. W chwili obecnej decydujący głos ma Komsja Europejska - twór, którego skład jest ustalany nie przez społeczeństwo, lecz przez administracje poszczególnych państw. Na dodatek w komsji obowiązuje jednomyślność (formalnie chodzi w tym o "suwerenność" państw, w rzeczywistości owa "suwerenność" dotyczy urzędników państwowych, co stanowi istotną różnicę), która jest odpowiedzialna za nieracjomnalne przerosty administracyjne. Gdyby zlikwidować KE i jej (bardzo w stosunku do rządów krajowych ograniczone) kompetencje przekazać nadzorowanemu przez parlament rządowi, nonsensowne ustalenia zostałyby usunięte zgodnie z wolą większości obywateli.
>Dla mnie UE to i zysk i straty. Na wszystkich frontach. Co do ostatecznego bilansu - nie jestem pewien.
Sceptycyzm godny najwyższej pochwały. Należy jednak pamiętać, że składające się na ten bilan oceny winny być oparte nie o jakieś "prawdy oczywiste", lecz o racjonalną kalkulację.
>Jestem jednak pewien, że władze "starej" unii podejmując decyzje o jej rozszerzeniu nie kierowały się altruizmem a raczej zwykłym rachunkiem zysków i strat, zarówno ekonomicznych jak i politycznych.
Wyraźnie traktujesz "altruizm" jako czynnik o podstawowym znaczeniu w polityce, co stanowi przykład "prawdy oczywistej", a raczej przesądu. Potwierdzają to inne twoje zdania:
>...w przeciwieństwie do władyków dawnej UE nasi są stosunkowo słabo "umoczeni"- że tak powiem - w dużym biznesie. ... Na pewno UE opłacało się tym, którzy kontynuowali jej EWG'owskie korzenie. I na pewno opłaca się tym, którzy żyją ze sprawowania władzy.
w których przebija demagogiczne przekonanie o tym, że korzyść osobista i interes społeczny są sprzeczne. Ze względu na powszechność tego poglądu należało by założyć osobny wątek pt. np. "polityka, moralność, egoizm". Teraz przypomnę tylko, że Wielki Inkwizytor Torquemada był umartwiającym się ascetą bez reszty oddanym altruistycznej idei "zbawienia" wszystkich ludzi, a Stalin i Hitler żyli stosunkowo skromnie całkowicie poświęcając się szczęściu - jeden ludzkości, drugi Niemców. Z kolei zaś wielu z tych, którym kraje obszaru północnoatlantyckiego zawdzięczają swój dobrobyt, np. twórcy XVI-wiecznych potężnych kompanii handlowych, czy przedsiębiorcy, którzy w XIX w. zbudowali sieć kolejową USA, byli w znakomitej większości bezwzględnymi łajdakami. Nie mam zamiaru dowodzić, że działalność polityczna i ekonomiczna wymaga nieuczciwości. Chodzi mi o to, że niezależnie od tego, że fikcją jest rozpoznanie, czy ktoś jest, czy nie jest altruistą, cecha ta nie może być kryterium oceny działalności publicznej.

Stach M. G.
sztejkat (4743 punktów)
>>1. UE nie oferuje rzeczywistej swobody gospodarczej, jedynie ściśle koncesjonowany wariant;
>Błąd! Już to gdzieś, w jakimś postcie tłumaczyłem: żadna organizacja z założenia demokratyczna nie "oferuje" ani jakiejś "sg" (...)

Czyli jednak nie oferuje

>Wyraźnie traktujesz "altruizm" jako czynnik o podstawowym znaczeniu w polityce, co stanowi przykład "prawdy oczywistej", a raczej przesądu. Potwierdzają to inne twoje zdania (...)
>w których przebija demagogiczne przekonanie o tym, że korzyść osobista i interes społeczny są sprzeczne.

Czyli, jak to zwykle bywa gdy język niezbyt sprawny nie chce powiedzieć co pomyśli głowa, przebija się coś, czego nie ma. Zwróć uwagę - jak napisałem, niepokoi mnie to, że nie są dość mocno "umoczeni" w biznesie, a to dlatego, że będąc zwierzętami czysto politycznymi, nie będą mieli własnego interesu w działaniach, nazwijmy to pro-ekonomicznych. Zamiast tego skupią się na działaniach pro-politycznych.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
Bożydar (2279 punktów)
UE stało się uniwersalną wymówką na głupotę: "bo unia kazała". Zwykle jest to gowno prawda.

Dokladnie tak.

Unia obnazyla tylko nasze zdeprawowanie i najwyrazniej dopasowuje sie do sredniej, ktora Polska obnizyla.
Głąbiński (3538 punktów)
>Unia obnazyla tylko nasze zdeprawowanie i najwyrazniej dopasowuje sie do sredniej, ktora Polska obnizyla.
Nie podając uzasadnienie wypowiedzianego sądu zdradzasz, że uważasz go za "prawdę oczywistą", co na forum z nazwy dedykowanym racjonalności jest bez sensu. Takie stwierdzenie jest typowym trollem. Przecież jeżeli wszyscy są przekonani o jego słuszności, to po kie licho powtarzasz to, co ogólnie jest wiadome? A jeżeli chcesz przekonać będących odmiennego zdania, to pomijając argumentację trafisz tylko do bezmyślnych konsumentów demagogicznej agitacji. Zarazem próba uzasadnienia swojego sądu jest kontrolą: jeżeli w którymś momencie zwątpię o sile swojej argumentacji, jest to sygnał ostrzegawczy umożliwiający sprostowanie błędu, którego w pierwszej redakcji tekstu nie byłem świadomy.
A konkretnie: jakim sposobem unia coś "obnażyła"? O jakim piszesz "naszym zdeprawowaniu" i kto to są my? Na czym polega "dopasowanie się" unii? Czy chodzi o poziom rzeczowości decyzji Komisji Europejskiej, obrad Parlamentu Europejskiego, czy coś innego? nb. jeśli chodzi o te dwie wymienione instytucje, to nie widzę, by pod wpływem dokooptowania Polski, czy ew. grupy państw obejmującą nasz kraj ich działanie w zauważalny sposób uległo zmianie możliwej do określenia jako "dopasowanie się do średniej".
Niezależnie od tych wątpliwości muszę stwierdzić, że moje (inni może tego nie odczuwają i wówczas to zastrzeżenie należy zlekceważyć) pojęcie racjonalności buntuje się przeciw wygłaszaniu na tym forum zdania, które wskazując jakąś wadę porządku społecznego, nie poddaje żadnego impulsu dla poszukiwania środków poprawy, wyraża tylko frustrację, jest bezproduktywnym biadoleniem. Czy może sugerujesz celowość wystąpienia z unii, albo potrzebę leczenia tej jakiejś "deprawacji", lub coś innego?

Stach M. G.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365