 |
Świat bez religii abrahamowych Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 26-01-2010 11:33 | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | Świat bez religii abrahamowych
6 na 6 | Czy myśleliście kiedyś jakby rozwój świata, a raczej dla uproszczenia Europu i basenu morza Śródziemnego, gdyby nie zwyciężyła wiara chrześcijańska a co za tym idzie z dużym prawdopodobieństwem nie powstał by Islam? Mam swój pogląd na te sprawy, którym z chęcią się podzielę w dyskusji ale żeby nie tworzyć artykułu postawię na początek pytania i moje tezy: 1. Jak wyglądałyby systemy polityczne? - moja teza: zamiast głównego konfliktu monarchia królewska - republika mielibyśmy konflikt dyktatura populistyczna - republika/demokracja 2. Jaka byłaby struktura społeczna? - zakładam wyższy poziom praw wolnych obywateli przy zachowaniu jakiś form niewolnictwa 3. Jak wyglądałby rozwój naukowo-techniczny? - byłby o wiele szybszy i bogatszy (XX wiek mielibyśmy pewnie w XVII wieku albo i wcześniej???) 4. Struktura polityczna Europy - szersze granice kulturowe europy (afryka północna i bliski wschód) - Imperium Rzymskie zastępują wcześniej lub później (temat na osobną dyskusję czy wcześniej czy później) państwa narodowe 5. Konflikty - główny konflikt pomiędzy dyktaturami a republikami/demokracjami - konflikty pomiędzy państwami narodowymi - brak większych konfliktów religijnych??? 6. Religia i wartości - pluralizm i tolerancja religijna (oczywiście mówię o głównej tendencji) wynikająca z wielości różnych religii i wyznań - przewagę mają religie wschodnie o charakterze monolatrii - humanitaryzm byłby na podobnym jak dziś poziomie ale miałby mniej religijną genezę - możliwe byłyby (szczególnie w dyktaturach) bardzo niehumanitarne systemy wartości (podobne do "naszego" hitleryzmu lub stalinizmu) Zasadność pytania. Oczywiści można zarzucić temu pytaniu, że wszelka odpowiedź jest nieweryfikowalna więc cała dyskusja jest głupotą. Proszę potraktować to jednak jako zabawę. Nie lubiących się bawić nie zapraszam  Prawdopodobieństwo Prawdopodobieństwo zaistnienia takiej ewentualności jest bardzo duże. Chrześcijaństwo narodziło się z judaizmu, która była wówczas religią peryferyjną nie tylko w znaczeniu geograficznym i społecznym (religia zamknięta) jak i, jako jedyny dogmatyczny monoteizm, światopoglądowym (wiem, że jest to uproszczenie). W dodatku gdyby nie Paweł z Tarsu (człowiek który nigdy nie spotkał Jezusa a jedynie przelotnie Piotra apostoła) nigdy nie dotarła by do szerszego forum odbiorców. Nie wspomnę, że gdyby nie Konstantyn Wielki i jego żądza niepodzielnej władzy (Nicea 325) chrześcijaństwo nie stałoby się jednorodną religią państwową. Te kilka wybiórczych faktów pozwala mi sądzić, że chrześcijańska Europa nie jest czymś oczywistym i można się bawić w domysły typu "co by było gdyby". | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Czy myśleliście kiedyś jakby rozwój świata, a raczej dla uproszczenia Europu i basenu morza >Śródziemnego, gdyby nie zwyciężyła wiara chrześcijańska a co za tym idzie z dużym >prawdopodobieństwem nie powstał by Islam?
Może trochę OT Kiedyś dawno temu wpadł mi w ręce fragment książki, nie pamiętam autora ani tytułu, to był chyba przedruk w Fantastyce.
Rzecz działa się w średniowieczu na ziemiach polskich, ale z założeniem (na ile pamiętam), że - chrześcijaństwo nie zdobyło popularności z Cesarstwie Rzymskim, dalej egzystowały obol siebie panteony rzymskie, greckie egipskie etc - Imperium Rzymskie się nie rozpadło, sięgnęło po ziemie Słowiańskie i dalej na północ
I teraz - czy komuś się to z czymś kojarzy? Co to mogła być za powieść?
"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
|
|
 | |
 | -2 na 2 Alhamdu_lillah _سورة (9 punktów) (zablokowany) | Zazwyczaj nie rozmawiam z kobietami lecz na myśl przychodzi mi cykl Zbigniewa Nienackiego:"Ja Dago" o synu olbrzyma i ludzkiej kobiety. Bohater rządzi w państwie mniej więcej w rejonach polski,łupi Rzymian i plemiona nordyckie.
|
|
|  | 2 na 2 | Smith (10069 punktów) | >Zazwyczaj nie rozmawiam z kobietami To wiesz co potraktuj wszystkich tutaj piszących jak kobiety. >lecz na myśl przychodzi mi cykl Zbigniewa Nienackiego:"Ja Dago" o synu olbrzyma i ludzkiej kobiety. Bohater rządzi w państwie mniej więcej w rejonach polski,łupi Rzymian i plemiona nordyckie. No to jak cały cykl na myśl Ci wszedł to nic dziwnego, że na rozsądek miejsca zabrakło.
|
|
2 na 2 | Grimar (1210 punktów) | Ciężko tak dywagować, ale uważam że wielkiej rewolucji by nie było, zostały by religie pogańskie, albo utworzyła by się jakaś uniwersalna religia. Nie sądzę, iż brak religii chrześcijańskiej przyczyniłby się do większej wolności; trzeba pamiętać, ze przemoc i ucisk nie wyrasta prosto z religii, lecz z jej "twórczego" wykorzystania dla partykularnych, propagandowych celów. Krucjaty nie są logiczną konsekwencją religii, tak jak stalinowska czystka nie jest logiczną konsekwencją ateizmu.
|
|
 | 2 na 2 | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | > Krucjaty nie są logiczną konsekwencją religii, tak jak stalinowska czystka nie jest logiczną konsekwencją ateizmu.Słuszna uwaga. Niemniej jednak pewne archetypy kulturowe, które powstały na bazie religii monoteistycznych (w przypadku chrześcijaństwa mówię o tym "ponicejskim") zmieniły obraz świata. Popatrzmy na afrykę północną i bliski wschód sprzed narzucenia chrześcijaństwa (Św. Cyryl z Aleksandrii)a później Islamu i toż to była oaza wolności i tolerancji oraz mekka  nauki.
|
|
|  | | dnak (1340 punktów) | > toż to była oaza wolności i tolerancji oraz mekka nauki.Ciężko się nie zgodzić. Była to też scena dla okresu brutalnych i nieustannych wojen religijnych, które przewalały się tam praktycznie rokrocznie. Każde miasto miało swoją religię, każdy zawód rzemieślniczy wyznawał coś innego i radosne mordowanie nie ustawało.
|
|
| |  | | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | > >toż to była oaza wolności i tolerancji oraz mekka nauki.> Ciężko się nie zgodzić. Była to też scena dla okresu brutalnych i nieustannych wojen religijnych, które przewalały się tam praktycznie rokrocznie. Każde miasto miało swoją religię, każdy zawód rzemieślniczy wyznawał coś innego i radosne mordowanie nie ustawało.O jakim okresie historycznym mówisz? Czytałem co nieco o Aleksandrii pierwszych wieków naszej ery i do czasów narzucania chrześcijaństwa była to ponoć oaza nauki... a ta zwykle nie rozkwita w czasach wojen.
|
|
| | |  | | dnak (1340 punktów) | >O jakim okresie historycznym mówisz? Czytałem co nieco o Aleksandrii pierwszych wieków naszej ery i do czasów narzucania chrześcijaństwa była to ponoć oaza nauki... a ta zwykle nie rozkwita w czasach wojen.
To wszystko zależy. Czasami pod wyrażeniem 'wojna reliijna' kryje się więcej, niż stos, bo prócz fizycznej walki wiążą się z ogromnym fermentem intelektualnym. Wojny religijne starożytnego Wschodu były dość brutalne, ponieważ wiązały się z walką wpływów perskich i rzymskich na danym terenie, ale większość terenów nie była objęta wojną.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Krucjaty są logiczną konsekwencją religii chrześcijańskiej. U politeistów krucjata nie ma sensu. W tej sprawie poczytaj moje poprzednie wątki. Zapraszam.
|
|
|  | 1 na 1 | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | > Krucjaty są logiczną konsekwencją religii chrześcijańskiej. U politeistów krucjata nie ma sensu.Zakładam, że przedmówca uznał krucjaty jako wojny o charakterze polityczno-ekonomicznym okryte płaszczykiem religii. W takim i tylko takim rozumieniu można uznać, że takie wojny miały miejsce i rację bytu również w religiach politeistycznych - przy czym zamiast pogan mieliśmy barbarzyńców czczących demony. Ale racja jest - moim zdaniem - po Twojej stronie. To co rozumiemy przez krucjaty sensu stricto nie mogłoby mieć miejsca w innych systemach religijnych, pewnie tak samo jak nowożytne wojny religijne. > W tej sprawie poczytaj moje poprzednie wątki. Zapraszam.Sporo tego  Który?
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | O zaświatyzmie, o źródle nie lepszym od kontynuacji
|
|
|  | | dnak (1340 punktów) | >Krucjaty są logiczną konsekwencją religii chrześcijańskiej. U politeistów krucjata nie ma sensu. W tej sprawie poczytaj moje poprzednie wątki. Zapraszam.
Krucjaty nie są konsekwencją religii chrześcijańskiej, a napięć wywołanych na styku dwóch różnych kręgów cywilizacyjnych. Krucjata w założeniu niczym nie różniła się od świeckich wojen, służyła narzuceniu przeciwnikowi swojej zwierzchności politycznej, zdobyciu wpływów i zabezpieczeniu własnych interesów. Krucjata do Ziemi Świętej niczym nie różniła się od wypraw krzyżowych np. Kazimierza Wielkiego na Tatarów i Litwinów w latach '40 XIV wieku. Aby zdobyć i zabezpieczyć sobie władzę na terytoriach innego kręgu cywilizacyjnego prowadzono szeroko zakrojoną akcję zbrojną i chrystianizacyjną. Jako, że element obcy (nie respektujący/nie znający europejskich praw, wyznający inne wartości) teoretycznie stanowił zagrożenie dla wszystkich krajów chrześcijańskich tego obszaru krucjata była sposobem, aby zjednoczyć często wrogich sobie nawzajem władców chrześcijańskich dla zapewnienia bezpieczeństwa zaplecza.
U politeistów krucjata ma sens, bo wprowadzenie nowej religii to nie tylko wierzenia, ale cały system społeczno-gospodarczy. Przyjęcie chrześcijaństwa to nie tylko wyciosanie krzyżyków i powieszenie na nich półnagiego, zakrwawionego Żyda, ale przede wszystkim introdukcja nowych form ustrojowych. Dobrym, bo bliskim przykładem może być chrystianizacja Litwy, która polegała przecież na nadawaniu pogańskim i prawosławnym bojarom praw szlachty polskiej, kiedy ci zgodzili się przejść na chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo rozumiane nie jako konieczność odmawiania paciorka co wieczór, a zaakceptowanie europejskiego modelu feudalnego, podziału terytorialnego opartego na systemie diecezji i parafii oraz systemu wartości i protokołu dyplomatycznego. Przy okazji rozbicie starego systemu władzy i pozbawienie wpływów starych elit, które były zagrożeniem dla nowych władców na danym terenie (co ładnie widać np. na przykładzie reakcji pogańskiej w Polsce Mieszka II i Kazimierza Odnowiciela, czy powstania Słowian połabskich w 983).
Poganie robili więc dokładnie to samo, co można zaprezentować znów na bliskim, polskim przykładzie. Podboje plemienia Polan śledzi się szukając śladów spalonych grodów i opuszczonych wsi, ponieważ każda zdobycz terytorialna wiązała się z koniecznością wyplenienia starych form społecznych, aby utrzymać władzę. To, że nad tymi wyprawami nie powiewał krzyż, ani prawdopodobnie symbol jakiegokolwiek innego bóstwa, bądź panteonu bóstw niczego nie dowodzi, ponieważ religia jest tylko jedną z wielu ideologii, którymi można się posłużyć dla usprawiedliwiania swoich działań na arenie polityki zarówno wewnętrznej jak i zewnętrznej. W swoim założeniu marsz Armii Czerwonej na pomoc komunistycznemu jeszcze Berlinowi w 1920 niczym nie różnił się od wspólnych krucjat cesarza i Bolesława Chrobrego na Słowian połabskich - był próbą zdobycia dominacji na danym terenie poprzez wprowadzenie tam własnych form ustrojowych i wciągnięcie tego obszaru w swój krąg cywilizacyjny.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie każda religia mówi, że bóg był człowiekiem, który pokazał się określonym ludziom w określonym czasie historycznym i kazał im coś robić. Nie każda religia jest misyjna. Krucjaty są specjalnością chrześcijan, na co wskazuje historia.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) | > Krucjaty są specjalnością chrześcijan, na co wskazuje historia.I nazwa
|
|
| | |  | | dnak (1340 punktów) | >Nie każda religia mówi, że bóg był człowiekiem, który pokazał się określonym ludziom w określonym czasie historycznym i kazał im coś robić. Nie każda religia jest misyjna. Krucjaty są specjalnością chrześcijan, na co wskazuje historia.
Tak, nie każda. Ale jaki to ma związek z tym, co napisałem, a przede wszystkim: z tematem? Nie chodzi o doktrynę religijną i całą jej teologię, a o to, co z nią robi człowiek, a tutaj interpretacja jest dowolna. Nie ma znaczenia jaką ludzie wyznają religię, ich interpretacja zawsze zależy od czynników obiektywnych. Biedni i głupi podburzeni przez zachłannych przyjmą agresywną, mesjanistyczną wersję religii. Bogate społeczeństwa mieszczańskie będą interpretowały przepisy religie w sposób pozwalający im na bogacenie się i życie w pokoju.
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale są religie z góry mesjanistyczne, takie jak chrześcijaństwo i szyicka wersja islamu i wtedy bogaci płacą na misjonarzy i nawracanie księgą, ogniem i mieczem. Nie dotyczy to buddystów, politeistów, konfucjanistów etc. Chrześcijaństwo i islam szyicki są najbardziej zachęcającymi do wojen religiami, mesjanizm oznacza wyjątkowość wobec innych ludzi. Tych ostatnich należy usunąć lub nawrócić. Politeiści przeważnie nie uważali, iż inni wierzą źle.
|
|
| | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Ale są religie z góry mesjanistyczne, takie jak chrześcijaństwo i szyicka wersja islamu i wtedy bogaci płacą na misjonarzy i nawracanie księgą, ogniem i mieczem. Nie dotyczy to buddystów, politeistów, konfucjanistów etc. Chrześcijaństwo i islam szyicki są najbardziej zachęcającymi do wojen religiami, mesjanizm oznacza wyjątkowość wobec innych ludzi. Tych ostatnich należy usunąć lub nawrócić. Politeiści przeważnie nie uważali, iż inni wierzą źle.
Jak już mówiłem: nie mają znaczenia spory doktrynalne. Jesli spotkasz agresywną społeczność nastawioną na podeboje to jest duża szansa, że będa wyzwali jakąś formę religii, która będzie usprawiedliwiała w jakikolwiek sposób podbój. Ty dalej patrzysz na zasadzie: agresywna religia, więc ludzie są agresywni, kiedy wg. mnie to działa w drugą stronę i religia staje się agresywna na skutek zapotrzebowania społecznego. Wynika to z takiej mojej prostej obserwacji: społeczności wyznający tę samą religię mogą być albo spokojni, albo agresywni, ale lud agresywny nie przyjmie pokojowej religii.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Wiktor Trojanowski (385 punktów) |
> Jak już mówiłem: nie mają znaczenia spory doktrynalne. Jesli spotkasz agresywną społeczność nastawioną na podeboje to jest duża szansa, że będa wyzwali jakąś formę religii, która będzie usprawiedliwiała w jakikolwiek sposób podbój.> Ty dalej patrzysz na zasadzie: agresywna religia, więc ludzie są agresywni, kiedy wg. mnie to działa w drugą stronę i religia staje się agresywna na skutek zapotrzebowania społecznego. Wynika to z takiej mojej prostej obserwacji: społeczności wyznający tę samą religię mogą być albo spokojni, albo agresywni, ale lud agresywny nie przyjmie pokojowej religii.> A wspominani wielkorotnie Rzymianie lub jeszcze bardziej Mongołowie? Ciężko o bardziej agresywne nacje a pierwsza wykazywała się ogromną tolerancją religijną, zachowując jednak przez cały okres republiki silną wiarę w starych bogów a druga z wymienionych tolerowała i chłoneła wszystkie religiie na swojej drodze (w Karakorum były świątynie bodajrze wszystkich najważniejszych religii łącznie z pewnym wydanie chrześcijaństwa) i choć głowy usypywali w piramidy to nie ze względu na wiarę a z założenia, że strach jest najlepszym gwarantem posłuszeństwa. Dziś króciutko
|
|
| | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >A wspominani wielkorotnie Rzymianie lub jeszcze bardziej Mongołowie? Ciężko o bardziej agresywne nacje a pierwsza wykazywała się ogromną tolerancją religijną, zachowując jednak przez cały okres republiki silną wiarę w starych bogów a druga z wymienionych tolerowała i chłoneła wszystkie religiie na swojej drodze (w Karakorum były świątynie bodajrze wszystkich najważniejszych religii łącznie z pewnym wydanie chrześcijaństwa) i choć głowy usypywali w piramidy to nie ze względu na wiarę a z założenia, że strach jest najlepszym gwarantem posłuszeństwa.
Ale żadna z tych nacji nie posiadała własnego rozwiniętego systemu religijnego. Rzymianie aż do 'kradzieży' wierzeń greckich praktykowali proste wróżby i magię, czyli bardzo zdecentralizowane systemy wierzeń, które nie są w stanie wykształcić doktryny religijnej. Nie było więc mowy o jakichkolwiek prześladowaniach religijnych, bo któż by to miał robić? Wioskowy wróżbita mający kilkudziesięciu-kilkuset zwolenników? Po przejęciu wierzeń greckich nie było wcale lepiej, ponieważ każde miasto, każda dzielnica, czasami każdy dom miał osobnego opiekuna, a poza podziałem terytorialnym był też podział społeczny - do innego boga modlili się karczmarze, do innego żołnierze. Wierzenia miały więc charakter lokalny, siatka świątyń i kapłanów była gęsta, ale w żaden sposób nie była silna i zdolna do działania. Nie można jednak mówić tutaj o tolerancji jako o czynniku zmniejszającym społeczne tarcia, ponieważ problem leżał gdzie indziej, niż religia, a ważne jest zrozumienie religijności Rzymian dla uniknięcia Błędów w dyskusji. Dla ówczesnych ludzi nie było podziału pomiędzy świeckim, a metafizycznym światem - każda codzienna czynność miała taki sam wymiar fizyczny jak i duchowy. Religia była serią rytuałów wykonywanych przy codziennych czynnościach i nie była od nich w żaden sposób oderwana. Nie modlono się przed posiłkiem, bo posiłek sam w sobie z całą jego otoczką był aktem rytualnym. Kładąc się spać wykonywano jakiś konkretny gest mający odpędzić złe duchy w śnie, ale duchy te nie były wcale mniej realne, niż siennik, na którym się kładło - były tak samo ważną i prawdziwą częścią świata. To, co dziś nazwiemy religią było ściśle powiązane z np. polityką. I tak: wchodząc na obrady senatu trzeba było wykonać jakąś rytualną czynność, rozpoczęcie obrad wiązało się z jakąś ofiarą i, co będę podkreślał, nie było najmniejszej różnicy jakościowej pomiędzy czynnością o charakterze religijnym i tą, którą dziś nazwiemy świecką. Nie było więc mowy o wojnie religijnej rozumianej w takim znaczeniu, w jakim znamy ją z czasów krucjat, bo nikt nie wyróżniał religii z codziennego życia. Podział na życie doczesne i pozagrobowe to dziecko dużo późniejszych czasów, a my - wychowani w kulturze europejskiej - mamy je tak głęboko zakorzenione, że nie potrafimy wyobrazić sobie, że ktoś nie oddzielał od siebie tych dwóch sfer.
Jak widzisz - Rzym nie miał instrumentów niezbędnych do prowadzenia religijnych czystek, ale za to z wielką lubością prowadził czystki innego rodzaju - wycinanie w pień całych miast za opór, prewencyjne przesiedlanie prowincji, sprzedaż całych państw w niewolę nie było niczym nadzwyczajnym. Jestem więc bardzo skory do polemiki z opiniami o tolerancji w IR, ponieważ kategoria ta nie była znana ówczesnym ludziom. Nie jestem pewien jak sprawa ma się z Mongołami, ale opisane powyżej magiczne myślenie jest wspólne dla pierwotnych, prostych organizacji społecznych.
Co do ekspansywności kościoła: już to gdzieś w tym wątku pisałem: Kościół wyrzynał ludzi tam, gdzie nie chcieli podporządkować się jego hierarchii, nie doktrynie. Całe kościoły, całe egzotyczne czasami wyznania uznawały zwierzchność papieża, zawierały pewne umowy ograniczające potencjał buntu, wyznaczały biskupa i obiecywały płacić dziesięcinę, świętopietrze i szereg innych powinności i tym samym kupowały sobie wolność wyznania. Oczywiście - występowały przypadki rżnięcia obcych dla samego rżnięcia (np. hiszpańscy i portugalscy marrani), ale wydaje mi się, że były one pojedyncze, a ich historia jest na ogół bardzo skomplikowana i niejasna.
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Jak widzisz - Rzym nie miał instrumentów niezbędnych do prowadzenia religijnych czystek, ale za to z wielką lubością prowadził czystki innego rodzaju - wycinanie w pień całych miast za opór, prewencyjne przesiedlanie prowincji, sprzedaż całych państw w niewolę nie było niczym nadzwyczajnym. Jestem więc bardzo skory do polemiki z opiniami o tolerancji w IR, ponieważ kategoria ta nie była znana ówczesnym ludziom. Nie jestem pewien jak sprawa ma się z Mongołami, ale opisane powyżej magiczne myślenie jest wspólne dla pierwotnych, prostych organizacji społecznych. Rzym nie był pierwotną i prostą organizacją społeczną już od III w.p.n.e. conajmniej. Czy średniowieczne, albo nawet i barokowe państwa europejskie były bardziej złożone - nie sądzę. Owszem, zdarzały się Rzymianom liczne akty barbarzyństwa, ale byli też w stanie wypłacić odszkodowanie pokrzywdzonemu państwu (na przykład Syrakuzy) i skazać swojego dowódcę/polityka za złowrogie akty wobec bezprawnie zaatakowanego obcego państwa. Takie coś nie zdarzało się w chrześcijańskiej Europie. Obcy = diabeł. Cytat:Co do ekspansywności kościoła: już to gdzieś w tym wątku pisałem: Kościół wyrzynał ludzi tam, gdzie nie chcieli podporządkować się jego hierarchii, nie doktrynie. Całe kościoły, całe egzotyczne czasami wyznania uznawały zwierzchność papieża, zawierały pewne umowy ograniczające potencjał buntu, wyznaczały biskupa i obiecywały płacić dziesięcinę, świętopietrze i szereg innych powinności i tym samym kupowały sobie wolność wyznania. Oczywiście - występowały przypadki rżnięcia obcych dla samego rżnięcia (np. hiszpańscy i portugalscy marrani), ale wydaje mi się, że były one pojedyncze, a ich historia jest na ogół bardzo skomplikowana i niejasna. To nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości. Inkwizycja badała zgodność doktrynalną w brutalny sposób. Szanowanie hierarchii bynajmniej nie starczało. Nie można było sobie kupić "wolności wyznania" nic takiego nie istniało. Fanatyzm katolicki przyczynił się do wygnania i wybicia wszystkich Żydów, Arabów i osób arabopodobnych ze zdobytych w Hiszpanii terenów Andaluzjii. Katalończycy zaprotestowali, gdyż wyganiano i masakrowano najlepszych rolników i inżynierów (irygacja na tych terenach była niezwykle jak na owe czasy nowoczesna, dzięki dziedzictwu Kalifatu). Kościół nie dopuścił, aby nieczyści pozostali mimo ogromnych korzyści materialnych z tego płynących. Wiara była ważniejsza od życia, ekonomii i władzy świeckiej. Znam dobrze historię Hiszpanii. Można powiedzieć, że to wczesne europejskie imperium zniszczyła wszechwładza kościoła. Habsburgowie władający tym potężnym państwem nieraz nie mieli nic do powiedzenia i żyli niemal w nędzy. Często nie stać ich było na normalny obiad. Drugą po kościele siłą byli grandowie, lecz inkwizycja mogła w każdej chwili usunąć każdego z nich.
|
|
| | | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Rzym nie był pierwotną i prostą organizacją społeczną już od III w.p.n.e. conajmniej. Czy średniowieczne, albo nawet i barokowe państwa europejskie były bardziej złożone - nie sądzę. Owszem, zdarzały się Rzymianom liczne akty barbarzyństwa, ale byli też w stanie wypłacić odszkodowanie pokrzywdzonemu państwu (na przykład Syrakuzy) i skazać swojego dowódcę/polityka za złowrogie akty wobec bezprawnie zaatakowanego obcego państwa. Takie coś nie zdarzało się w chrześcijańskiej Europie. Obcy = diabeł.
Przez przypadek w poperzednim poście użyłem słowa 'społeczne' w kontekście, w którym mogło się to odnosić zarówno do Rzymian jak i Mongołów, kiedy chciałem określić jedynie kwestie mongolskie. Chodziło oczywiscie o prymitywizm wierzeń rzymskich i ich organizacji religijnej, a nie prymitywne formy organizacji społecznej. Co do ostatnich zdań: zaprotestuję. W 1247 Innocenty IV zabronił oskarżania Żydów o mordy rytualne po konsultacjach z talmudystami i rabinami, którzy udowodnili mu, że Tora zabrania korzystania z krwi. Klemens VI w 1348 wydał bullę, w której zakazywał oskarżania Żydów o zatruwanie studni i powodowanie czarnej śmierci. To dowodzi tego, o czym piszę: nie obcy był diabłem, bo obcy byli bardzo czesto chronieni (Chazarowie, Tatarzy, chrześcijanie obrządku greckiego, muzułmańscy kupcy). Diałbami byli buntownicy, którzy niegdyś znajdowali się na łonie kościoła katolickiego.
>To nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości. Inkwizycja badała zgodność doktrynalną w brutalny sposób. Szanowanie hierarchii bynajmniej nie starczało. Nie można było sobie kupić "wolności wyznania" nic takiego nie istniało. Fanatyzm katolicki przyczynił się do wygnania i wybicia wszystkich Żydów, Arabów i osób arabopodobnych ze zdobytych w Hiszpanii terenów Andaluzjii. Katalończycy zaprotestowali, gdyż wyganiano i masakrowano najlepszych rolników i inżynierów (irygacja na tych terenach była niezwykle jak na owe czasy nowoczesna, dzięki dziedzictwu Kalifatu). Kościół nie dopuścił, aby nieczyści pozostali mimo ogromnych korzyści materialnych z tego płynących. Wiara była ważniejsza od życia, ekonomii i władzy świeckiej. Znam dobrze historię Hiszpanii. Można powiedzieć, że to wczesne europejskie imperium zniszczyła wszechwładza kościoła. Habsburgowie władający tym potężnym państwem nieraz nie mieli nic do powiedzenia i żyli niemal w nędzy. Często nie stać ich było na normalny obiad. Drugą po kościele siłą byli grandowie, lecz inkwizycja mogła w każdej chwili usunąć każdego z nich.
Piszesz o wygnaniu Żydów z Hiszpanii w roku 1492 jakby to był jednorazowy akt nietolerancji Inkwizycji, ale to nie było wydarzenie zawieszone w próżni, bo występi antyżydowskie na terenie półwyspu iberyjskiego miały miejsce już od XIV wieku. Poza tym wypędzenia Żydów były czymś normalnym dla Europy tamtego okresu - lata 1290, 1394, 1421 widziały wypędzenia ludności żydowskiej z Anglii, Francji i Austrii, wiek XV i XVI to wypędzenia z terenów habsburskich i Luksemburgów. Nie wynikało to z religijnego antysemityzmu, a zwykłych procesów ekonomicznych i społecznych - Żydzi byli praktycznie w każdym państwie Europy traktowani jako servi camerae - słudzy skarbu - i cieszyli się dzięki temu osobistą opieką króla/księcia. Mieli specjalne przywileje, które kłuły w oczy chrześcijan, ale władcy zawsze potzrebowali pieniędzy, więc musieli dać Żydom ogromne prawa, żeby ci mogli je dla nich zarabiać. Dzierżawili cła i myta, byli zwolnieni z opłat za handel międzynarodowy i posiadali wiele innych praw niedostępnych zwykłym ludziom. Zrozumiałe, że budziło to straszne tarcia w społeczeństwie i tarcia te w końcu skutkowały ekspulsjami. To nie przypadek, że pierwsze mają miejsce właśnie w XII-XIII wieku, kiedy pojawia się autochtoniczny wielki handel, kiedy kupieckie (bankowe) fortuny zbijają chrześcijanie - żydzi przestawali być potrzebni, a stawali się problemem.
Co do Habsburgów: Maksymilian I umierał zrozpaczony, że nie udało mu się odtworzyć Imperium Rzymskiego, czyli w ówczesnych warunkach najbardziej konserwatwnej filozofii politycznej odwołującej się do sytuacji społecznej i politycznej sprzed kilku wieków. Jego jedynym oparciem w tamtych warunkach był kościół, ponieważ pozostali potencjalni sojusznicy (Rzeczpospolita, Czechy, Węgry, Francja, Anglia, Niderlandy) zmierzali w tym czasie do czegoś zupełnie innego tj. zrzucenia z siebie tradycyjnej, feudalnej zwierzchności cesarza i przestasowania układu sił w Nowej Europie. Kosciół nie był tutaj więc siłą sprawczą, a narzędziem i ideologią linii politycznej władcy, który odwoływał się do konserwatywnych wartości pragnąć przywrócić dawną wielkość jego pogrążonego w głębokim kryzycie państwa.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Naprawdę, Habsburgowie Hiszpańscy wykrwawili swój kraj walcząc głównie z protestantami. Ich celem było ukrócenie owej "herezji". Przez to tracili wpływy i zaufanie poddanych w Środkowej Europie. Znane są przecież przypadki zrażania sobie lojalnych w każdym innym względzie jak wiara lenników.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >Naprawdę, Habsburgowie Hiszpańscy wykrwawili swój kraj walcząc głównie z protestantami. Ich celem było ukrócenie owej "herezji". Przez to tracili wpływy i zaufanie poddanych w Środkowej Europie. Znane są przecież przypadki zrażania sobie lojalnych w każdym innym względzie jak wiara lenników.
Tylko zadaj sobie pytanie: czemu Habsburgowie Hiszpańscy walczyli z protestantami? Ich historia zaczyna się dopiero w roku 1555, kiedy Karol V abdykował i oddał władzę swoim dzieciom: Filipowi II i Ferdynandowi, ponieważ niemożliwe było dalsze godzenie interesów państwa tak od siebie różnego. Ale wracając do kwestii walki z protestantami: protestanci, z którymi walczył w tym czasie Filip II znajdowali się tak naprawdę w dwóch miejscach. Jedni byli Anglikami, a drudzy mieszkańcami Niderlandów. Jedni byli zaciekłymi wrogami Hiszpanii na morzu i w koloniach, a drudzy byli najbogatszą prowincją Europy, która to prowincja próbowała uszczuplić dominium hiszpańskie poprzez zdobycie niepodległości (i całkiem nieźle jej szło). Walka z protestantyzmem nie miała podłoża religijnego, a polityczne. Żeby móc dalej kontynuować dyskusję trzeba zrozumieć czym był protestantyzm w tamtych czasach, bo to ważne dla zrozumienia zachodzących wtedy procesów. Protestantyzm, pomijając sprawy dogmatyczne, był ruchem postępowym, którego głównym celem było zrzucenie ram feudalizmu i zmiana tradycyjnych stosunków społecznych. Bardzo dobrze widać to, kiedy spojrzy się które państwa stały się protestanckimi, bo okazuje się, że były to kraje, w których do głosu dochodziło protokapitalistyczne kupiectwo, średnia i drobna szlachta i czynszowi chłopi. Dlatego momentalnie luteranami i kalwinami stali się mieszkańcy północnych Niemiec, Niderlandów, Szwajcarzy z bogatych, miejskich kantonów. W krajach, które protestantyzmu nie przyjęły obserwujemy tę samą tendencję - nawet w Polsce, gdzie elity średniej i drobnej szlachty skupione dookoła ruchu egzekucyjnego były protestantami. Habsburgowie nie walczyli więc z protestantami jako innowiercami, a buntownikami. Protestantyzm godził w podstawę władzy królów i cesarzy, ponieważ chciał odebrać im zaplecze polityczne (wielkie możnowładztwo) i legitymizację władzy. Dobrym przykładem będzie Anglia, ponieważ aż do czasów purytan tamtejszy protestancki (anglikański) kościół nie zmienił ani doktryny religijnej ani organizacji i hierarchii kościelnej - jego głównym założeniem było oderwanie się od zwierzchności papieża (a tym samym nominalnej, de iure, cesarza rzymskiego). Zero celów religijnych, a tylko polityczne. Celem Habsburgów hiszpańskich nie było więc ukrócenie herezji, a odzyskanie dawnego stanu posiadania i przywrócenie dawnych stosunków, w których to dawnych stosunkach Hiszpania miała pozycję dominującą w Europie (co skończyło się w latach '80 XVI wieku po przegranej Wielkiej Armady i pokoju w Arras), a wszyscy musieli liczyć się z jej interesami. Walka z protestantami nie była wojną religijną sensu stricte, a jedynie zmaganiem się ze sobą dwóch ogromnych stronnictw, które czesto znajdowały sojusznika w obozie religii przeciwnej. "Arcykatolicka" Francja była od zawsze stronniczką protestantów na arenie międzynarodowej, a przeciwniczką reformacji we własnych granicach, ponieważ miała sprzeczne intresy z Hiszpanią (była więc w obozie reformacyjnym), ale nie chciała sobie pozwolić na wewnętrzny wstrząs, jakim byłaby zmiana religii.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) | >Naprawdę, Habsburgowie Hiszpańscy wykrwawili swój kraj walcząc głównie z protestantami. Ich celem było ukrócenie owej "herezji". Nie, Dnak ma rację. Walka miała tło polityczne. Dominacja na morzach i w koloniach z jednej strony (Anglia) i bogactwo - porty, kontakty handlowe - z drugiej (Niderlandy). Religia miała znaczenie wybitnie drugorzędne.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Poczytaj biografie Habsburgów Hiszpańskich
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | > Poczytaj biografie Habsburgów Hiszpańskich  Trochę czytałam, aczkolwiek niezbyt szczegółowo, bo jak wiesz, nieco innym okresem dziejów się interesuję. Fakt, że byli gorliwymi katolikami (wszak to spadkobiercy Królów Katolickich Izabeli i Ferdynanda, więc jak mogło być inaczej), niemniej byli też politykami - może przede wszystkim politykami. Wierzę, że całym sercem zwalczali protestantyzm z pobudek wzniośle religijnych, ale z Anglią mimo wszystko walczyli o panowanie na morzu, a Niderlandów nie chcieli wypuścić z łap nie z powodu chęci nawrócenia przebrzydłych heretyków...  Kolonie amerykańskie też trzymali zębami i pazurami niekoniecznie z czystej chęci nawrócenia indiańskich duszyczek, o nie - raczej z czystego zysku. Żarliwa wiara jedynie pastuszków gnała na krucjaty, nigdy tych krucjat przywódców
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Habsburgowie mieli minimalną kontrolę nad koloniami w Amerykach. Szalały tam kler i szlachta. Nie wymyślam sobie tego. Habsburgowie przyjmowali tylko petycje, które nie raz nie dochodziły za życia tego, kto je składał.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >Habsburgowie mieli minimalną kontrolę nad koloniami w Amerykach. Szalały tam kler i szlachta. Nie wymyślam sobie tego. Habsburgowie przyjmowali tylko petycje, które nie raz nie dochodziły za życia tego, kto je składał.
Czekaj, pogubiłem się już. To w końcu Habsburgowie byli fanatyczni, czy ich poddani w Ameryce? Bo ruszyłeś dwa osobne wątki, które - jak sam zaznaczyłeś - są od siebie odcięte. Mało to, dyskusję zaczałeś od wojen z protestantami i jako dowód swoich racji przytaczasz... Amerykę. Szaleństwa w Ameryce wiążą się z tym, że było to terytorium skolonizowane (chociaż lepszym słowem będzie: kolonizowane), na którym bezwzględną większość stanowili autochtoni, którzy nie byli przychylnie nastawieni do przybyszów. Chrzest to nie tylko akt religijny, ale również włączenie ludności lokalnej pod kuratelę kościoła. Pozwalało to prowadzić dokładne spisy ludności, a przede wszystkim odrywało ją od starego kultu i rozrywało dawną organizację państwową i plemienną, która mogła stanowić bardzo poważne zagrożenie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Te spisy ludności nie wyglądały najlepiej. W przeciągu 30 lat zginęło ponad 90% Indian. Ciała wrzucano do dołów z wapnem. Habsburgowie upomnieli się o Indian, przez co ze statusu "zwierzę" i "pomiot szatana" niedobitkowie zostali włączeni do kategorii "niedojrzały sługa wierzących". W związku z tym w Amerykach do XIX wieku wszystkie książki poza Biblią i katechizmami były zakazane.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | > Poczytaj biografie Habsburgów Hiszpańskich  Ja mam troszkę lepszy pomysł, ponieważ nie mam pod ręką żadnej dobrej, syntetycznej pracy: przedstaw - nawet w punktach - wątki, które wg Ciebie podważają ocenę sytuacji moją i Meretseger. Samo odsyłanie do lektur bez zaznaczenia, co sprzecznego z naszym zdaniem w nich znajdziemy to nie kontrargument, a unik.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Poproszę o chwilę czasu.
|
|
| |  | 3 na 3 | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | Nie do końca mnie przekonuje Twoja argumentacja. Jak już gdzieś tu pisałem nie można zapominać o dodatkowym "dopalaczu", który daje wiara, którą wszak wyznaje prawdziwie ogromna większość "bożych wojowników" (tylko wiara daje taką pewność swoich racji). To ten dopalacz daje impuls do działań których zwykła, z natury rzeczy bardziej racjonalna władza świecka raczej by się nie podjęła. Masz rację, że zawsze, pod różnymi pozorami propagowano własne systemy polityczne i kulturowe. Że najeźdźcy pod pozorem chrystianizacji (czy mardukizacji  ) osiągali swoje cele gospodarcze czy polityczne - ale to wszystko nie uzasadnia ruchu którym były krucjaty (przynajmniej pierwsze i dziecięca). W ich przypadku wątki irracjonalne miały jednak, jak mi się zdaje, niezaprzeczalny i nieprzeliczalny wpływ. Pozwolę sobie na dalekie porównania by uzasadnić powyższą tezę. Inaczej zdobywał Aleksander Wielki, który wszak shelienizował w dużej mierze bliski wschód a jednocześnie przyjął znaczną część wyznawanych tam wartości. Inaczej zdobywali Rzymianie, którzy najczęściej w poszanowaniu (bardzo pragmatycznym) mieli obce religie i często wpuszczali obcych bogów do swojego panteonu (o ile się nie wkurzyli tak jak na Kartagińczyków lub religia nie była sprzeczna z systemem tak jak chrześcijańska). A inaczej zdobywali krzyżowcy, którzy ogniem i mieczem wymuszali swój "way of life" będąc przekonanymi, że jest jedynym z możliwych (choć i tu widać w niektórych, rzadkich wypadkach chęć integracji z podbitą kulturą).
|
|
| | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | To ja jeszcze swoje trzy grosze dołożę. Senuseret III z XII dynastii był jednym z najsławniejszych faraonów-wojowników i jednym z najlepszych administratorów państwa. Pominę wojny w Azji (prawdziwe) i bajędy Herodota o podboju Scytów i Traków, skupiając się wyłącznie na Nubii. Senuseret podbił ziemie Nubijczyków aż po Sudan, wprowadzając egipskie porządki i budując warownie, strzegące nilowych katarakt. Statki nubijskie nie miały prawa przekraczać 2 katarakty. Nubijczycy oczywiście stawiali opór, walki były długie i krwawe. Podbity kraj zorganizowano na sposób egipski, egipskich interesów pilnowały wojska egipskie i najemnicy Medżai, z których składały się patrole pustynne. Jednego tylko Senuseret nie ruszył - miejscowych wierzeń. W Semnie istniał kult lokalnego bóstwa o imieniu Dedun. O wiele później nawet Totmes III zbudował mu tam świątynię (Senuseretowi zresztą też). Podboje Egipcjan miały charakter wyłącznie polityczny, chodziło tylko o terytoria, które stanowiły rodzaj ochronnej otuliny ziem rdzennie egipskich. Bogowie nubijscy, libijscy, azjatyccy mogli spać spokojnie, byli bezpieczni - ich wyznawcy także, o ile uznali zwierzchność polityczną Egiptu. Żydzi, chrześcijanie, a do pewnego stopnia także muzułmanie nie byli tacy sympatyczni. Na długo przed cesarzem Karolem V wynaleźli zasadę cuius regio, eius religio. Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Żydzi, chrześcijanie, a do pewnego stopnia także muzułmanie nie byli tacy sympatyczni. Na długo przed cesarzem Karolem V wynaleźli zasadę cuius regio, eius religio.
Bo nie chodziło o religię jako taką, a o zwierzchność wobec instytucji religijnych. Chrzescijaństwo, które wprowadzano w Polsce nijak się miało do tego, co miał głosić Jezus, ale takze różniło się od tego lansowanego przez papiestwo i cesarza. Nawet organizacja nie odpowiadała do końca tym formom, które istniały w cesarstwie, przecież Jordan był biskupem misyjnym - takie stanowisko nie istniało aż do 965/966 w papiestwie. Mało to, organizacja była bardzo łagodna w kwestiach doktrynalnych. Na tyle łagodna, że pozwolono dalej obchodzić pogańskie święta i zaadoptowano wiele pogańskich obyczajów. Posiadamy dokumenty świadczące o tym, że plebanowie w XV wieku (a przynajmniej z tego okresu jest ostatni, który widziałem - tych z XVI po prostu nie miałem okazji przejrzeć) pozywali przed sąd kościelny ludzi za czary. Nie jednak, tak jak się spodziewasz prawdopodobnie, żeby tę osobe spalić na stosie, a dlatego, że wierzył że przez to jego krowy mogą przestać dawać mleko i domagał się zadośćuczynienia.
Trzeba więc zawsze umieć odróżnić od siebie walkę z opozycją rozumianą w sposób świecki od konfliktów doktrynalnych. Spalenie heretyka może służyć zarówno jako przykład zacietrzewienia jakiegoś duchownego, ale równie dobrze (i tak jest wg mnie na ogół) jako konflikt miedzy dwoma świeckimi ludźmi o wpływy i władzę.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie rozumiem, czemu wybielasz fanatyzm chrześcijański. Wiara w czary nie była sprzeczna z chrześcijaństwem, bo przecież masz je w Biblii. Zarówno w Nowym, jak i w Starym Testamentach. Zazwyczaj za czary prześladowano, ale w stosunkowo tolerancyjnych państwach, takich jak Polska, tak nie było. O fanatyzmie religii mówią kwestie dotyczące Husytów i Katarów. Zapewniam cię, że całkowita dezorganizacja tych heretyckich państw, sprowadzenie wiodących regionów Europy do długotrwałej roli zaścianków mało miało wspólnego z władzą świecką. Miało za to wiele wspólnego z głównonurtowymi wyznawcami Jezusa i jego nauczaniem. "Kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie".
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | w-o-w-o (692 punktów) | Fanatyzm jest uniwersalny. Występuje gdy człowiek ma silne ciągoty do obrony swoich przekonań, wiary, pragnień, marzeń...Zagwarantujesz, że wszechwładza ateizmu nie doprowadzi do represji, które dotkną ludzi wierzących ? O czym mogą świadczyć tak liczne tu wyzwiska pod adresem ludzi wyznających jakąkolwiek wiarę w nadprzyrodzone "coś", to nagminne stawianie się ponad ludzi wyznających inne wartości ?
"Kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie". Prawda ?
Spotykam wielu ludzi, rozmawiam i widzę, że zdecydowana większość z nich wierzy w coś co można nazwać bogiem. Oni tego potrzebują, a ateizm chce im to zabrać ( tak to odbierają ). A co proponuje w zamian ? Czy ateizm ma jakieś pocieszenie dla tych ludzi ? Dla tych biedaków, głodujących, ciułających każdy grosz, chorych i wszystkich tych, którzy odczuwają trudy życia ? Wierzący myśli sobie tak : teraz jest mi źle, ale jak umrę i będę dobry, albo jak wysadzę się w powietrze w synagodze to odnajdę RAJ - WIELKIE SZCZĘŚCIE !
Ateizm wygra gdy zapanuje ogólnoświatowy ład i dobrobyt - wszyscy odrzuceni poza margines, dotknięci trudem życia potrzebują opium. Tylko ogólnodostępne szczęście może ich wyleczyć z nałogu.
Elitaryzm....Tym nigdy do niczego nie dojdziecie....
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Naprawdę, aż tak wiele wyzwisk tu znajdujesz wowo? Masz oczywiście rację, że i ateiści mogliby siłą wymuszać jakieś rzeczy na teistycznych mniejszościach. Jest jednak drobna różnica - aby być ateistą, trzeba weryfikować swoje sądy w oparciu o rzeczywistość. A rzeczywistość nie wskazuje na to, że ludzie pochlapani kropidłem są lepsi od ludzi opasanych nitką, lub z uciętym napletkiem. I o tym każdy ateista powinien pamiętać. Ktoś może być teistą, a jednocześnie być wspaniałym człowiekiem. To tylko jego pogląd, błąd poznawczy, może nawet intelektualne lenistwo. Ale ma do tego prawo, dopóki nie narzuca tego innym. Ja nie czuję potrzeby narzucania komukolwiek ateizmu. Moim głównym przeciwniekiem są dilerzy zaświatów. Osoby, które sprzedają innym antyczne pomysły na zaświaty i żyją z tego. Ich zyskiem są nie tylko pieniądze (i nawet nie zawsze), lecz budowanie własnej pewności bazujacej na omamianiu innych, oraz autorytetu sprawiającego, iż widząc zapatrzone w siebie oczy kapłan/misjonarz ma wrażenie, iż mówi coś szlachetnego i robi coś dobrego.
Zaświaty to narkotyk. Pomyśl. Mamy to jedno życie. Tę jedną Ziemię, ten jeden czas. I ktoś chce nam wmówić, że są one nieważne, gdyż prawdziwe życie zaczyna się potem. To potworne oszustwo i zapewniam cię, że nie daje ono nadzieji. Naprawdę biedni ludzie bardzo często nie wierzą w żadne zaświaty. Żyją dniem, starają się zdobyć następny. O ile nie umierają z głodu, są niekiedy dużo szczęśliwsi od żyjacych z wygodnym niezadowoleniem metafizycznych wypatrywaczy. Gdy rozmawiałem podczas górskich wędrówek z chłopami z Rumunii, Ukrainy, czy dzikich terenów Polski czasem spotykałem zadowolonych starych ludzi, którzy otoczeni swoimy wnukami mawiali "przeżyłem(łam) już swoje i teraz mogę umrzeć". To byli szczęśliwi ludzie, których życie się dopełniło. W najprostszy, ale też głęboko i wspaniale zrozumiany sposób.
|
|
| | | | | | | |  | | w-o-w-o (692 punktów) | > Naprawdę, aż tak wiele wyzwisk tu znajdujesz wowo?Naprawdę. Ostatni przykład : > O, qurwa, jak ja się powtarzam...  > w-o-w-o!!! Chcesz w ryj?> Naprawdę biedni ludzie bardzo często nie wierzą w żadne zaświaty.Nie zgodzę się. Mam inne spostrzeżenia w tej materii. > Żyją dniem, starają się zdobyć następny.Owszem. Ale często pragną wsparcia. Państwo często go nie daje, a głosiciele "prawd" przynajmniej karmią ich dobrym słowem. Hedonizm i elitaryzm to moim zdaniem najwięksi wrogowie ateizmu.
|
|
| | | | | | | | |  | | Wiktor Trojanowski (385 punktów) |
>Hedonizm i elitaryzm to moim zdaniem najwięksi wrogowie ateizmu.
Dlaczego? Uzasadnij proszę bo mnie zżera ciekawość.
|
|
| | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Naprawdę biedni ludzie bardzo często nie wierzą w żadne zaświaty. Żyją dniem, starają się zdobyć następny.
Czym uzasadnisz to zdanie? Ja mam w zanadrzu serię powstań, krwawych tumultów i rewolucji, a najkrwawsze z nich były spowodowane przez ludzi biednych i głodnych - oni są najbardziej podatni na mesjanizm i ekstremizm, ponieważ nie mają nic do stracenia. Społeczeństwa bogate są na ogół wstrzemięźliwe, ponieważ one żyją i bogacą się dzięki stabilności. Ta sama stabilność cementuje biedę już biednych.
|
|
| | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Fanatyzm jest uniwersalny. Występuje gdy człowiek ma silne ciągoty do obrony swoich przekonań, wiary, pragnień, marzeń...Zagwarantujesz, że wszechwładza ateizmu nie doprowadzi do represji, które dotkną ludzi wierzących ? O czym mogą świadczyć tak liczne tu wyzwiska pod adresem ludzi wyznających jakąkolwiek wiarę w nadprzyrodzone "coś", to nagminne stawianie się ponad ludzi wyznających inne wartości ? >"Kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie". Prawda ? >Spotykam wielu ludzi, rozmawiam i widzę, że zdecydowana większość z nich wierzy w coś co można nazwać bogiem. Oni tego potrzebują, a ateizm chce im to zabrać ( tak to odbierają ). A co proponuje w zamian ? Czy ateizm ma jakieś pocieszenie dla tych ludzi ? Dla tych biedaków, głodujących, ciułających każdy grosz, chorych i wszystkich tych, którzy odczuwają trudy życia ? Wierzący myśli sobie tak : teraz jest mi źle, ale jak umrę i będę dobry, albo jak wysadzę się w powietrze w synagodze to odnajdę RAJ - WIELKIE SZCZĘŚCIE ! >Ateizm wygra gdy zapanuje ogólnoświatowy ład i dobrobyt - wszyscy odrzuceni poza margines, dotknięci trudem życia potrzebują opium. Tylko ogólnodostępne szczęście może ich wyleczyć z nałogu. >Elitaryzm....Tym nigdy do niczego nie dojdziecie....
To jest dokładnie to, o czym piszę. Na tym forum już bardzo wiele razy spotkałem się z dziwnym paradoskem, kiedy ludzie szukali odstrutki na fanatyzm chrzescijański w fanatyźmie ateistycznym utożsamiając fanatyzm nie z pewną postawą wobec innych ludzi, a jakąś organizacją społeczną. Fanatykami byli więc inkwizytorzy, naziści, ale już nie komuniści wysyłający księży do Gułagów, czy ludzie dla których odtrutką na Holocaust byłoby wrzucenie do komór gazowych 6 mln Niemców.
|
|
| | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Nie rozumiem, czemu wybielasz fanatyzm chrześcijański. Wiara w czary nie była sprzeczna z chrześcijaństwem, bo przecież masz je w Biblii. Zarówno w Nowym, jak i w Starym Testamentach.
Znowu się pogubiłem... Mówimy o doktrynach chrzescijańskich, czy tym, co jest w Biblii? To dwie zupełnie odmienne od siebie kwestie, których mieszanie ze sobą doprowadzi nie do dyskusji, a steku bzdur. Kosciół nigdy nie przesladował za sprzeciwianie się słowu Biblii, ponieważ sam bardzo czesto interpretował ją w sposób bardzo sprzeczny. Wszelkiego rodzaju represje stosowane były jedynie, kiedy sprzeciwiano się wobec oficjalnej doktryny kościoła, która to doktryna na ogół opierała się na słowie bożym.
>O fanatyzmie religii mówią kwestie dotyczące Husytów i Katarów. Zapewniam cię, że całkowita dezorganizacja tych heretyckich państw, sprowadzenie wiodących regionów Europy do długotrwałej roli zaścianków mało miało wspólnego z władzą świecką. Miało za to wiele wspólnego z głównonurtowymi wyznawcami Jezusa i jego nauczaniem. "Kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie".
Nie? Bo ja byłem przekonany, że tak. Husyci zostali pobici przez Zygmunta Luksemburskiego i Albrechta Habsburga, ponieważ dążyli do elekcji najpierw Wielkiego Księcia Witolda, potem Zygmunta Korybutowicza, następnie Kazimierza Jagiellończyka, a w końcu Władysława Jagiellończyka. Jak nie trudno zauważyć interes był sprzeczny nie na gruncie religii, a interesów dynastycznych świeckich władców, którzy byli ze sobą bardzo blisko spokrewnieni, a prawa do tronów były tak zagmatwane, że występowały do nich rzesze pretendentów. A sprowadzenie królestwa czeskiego do roli zaścianka to dopiero rok 1620, kiedy Czesi (po raz kolejny zresztą) próbowali wyrwać swoje państwo spod kurateli Habsburgów z opłakanym skutkiem. Znowu - nie było tu czynnika religijnego, bo protestanccy Czesi byli przecież po kryjomu wspierani przez katolickie państwa Europy z Francją na czele.
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale przyznaj choć Husytom znaczenie religijnego odkurzacza...
|
|
| | |  | | dnak (1340 punktów) | > Nie do końca mnie przekonuje Twoja argumentacja. Jak już gdzieś tu pisałem nie można zapominać o dodatkowym "dopalaczu", który daje wiara, którą wszak wyznaje prawdziwie ogromna większość "bożych wojowników" (tylko wiara daje taką pewność swoich racji). To ten dopalacz daje impuls do działań których zwykła, z natury rzeczy bardziej racjonalna władza świecka raczej by się nie podjęła. Masz rację, że zawsze, pod różnymi pozorami propagowano własne systemy polityczne i kulturowe. Że najeźdźcy pod pozorem chrystianizacji (czy mardukizacji ) osiągali swoje cele gospodarcze czy polityczne - ale to wszystko nie uzasadnia ruchu którym były krucjaty (przynajmniej pierwsze i dziecięca). W ich przypadku wątki irracjonalne miały jednak, jak mi się zdaje, niezaprzeczalny i nieprzeliczalny wpływ.> Pozwolę sobie na dalekie porównania by uzasadnić powyższą tezę. Inaczej zdobywał Aleksander Wielki, który wszak shelienizował w dużej mierze bliski wschód a jednocześnie przyjął znaczną część wyznawanych tam wartości. Inaczej zdobywali Rzymianie, którzy najczęściej w poszanowaniu (bardzo pragmatycznym) mieli obce religie i często wpuszczali obcych bogów do swojego panteonu (o ile się nie wkurzyli tak jak na Kartagińczyków lub religia nie była sprzeczna z systemem tak jak chrześcijańska). A inaczej zdobywali krzyżowcy, którzy ogniem i mieczem wymuszali swój "way of life" będąc przekonanymi, że jest jedynym z możliwych (choć i tu widać w niektórych, rzadkich wypadkach chęć integracji z podbitą kulturą).Dziecięca jest akurat do wytłumaczenia przy pomocy tego, o czym pisałem i co zawsze podkreślam: ludzie biedni i niewyksztalceni są bardzo podatni na wszelkiego rodzaju idee mesjanistyczne. O ile pojawia się tutaj rzeczywiście element religijny, którego nijak nie da się wytłumaczyć, a który ma ogromne znaczenie dla opisywanych faktów to nie uznawałbym go za podstawę problemu. Przecież biedota, przeludnienie nie zostały spowodowane przez religię. Krucjaty dziecięce, które tak naprawde były pielgrzymkami wiejskiej biedoty, dla której nie pozostało zbyt wiele ziemi do podziału były więc w skali społecznej formą rozładowania przeludnienia. Ludzie poszli szukać dla siebie lepszego miejsca na Ziemi, a to że indywidualnie wierzyli w jakieś pierdoły to zupełnie inna kwestia. Wielu ludzi dziś i wtedy wierzyło w te same głupoty, ale nie wszyscy poszli - pomijając pojedyncze wypadki na krucjatę dziecięcą wyruszyli biedni wieśniacy, którzy nie mieli juz czego szukać w swoich stronach. Bo inne były warunki w tamtym okresie. Jest różnica pomiędzy podbojem, a kolonizacją. Ten pierwszy ma na celu czerpanie korzyści z podbitych ziem na zasadach, które tam panują, a drugi na wprowadzenie całkowicie nowych stosunków społecznych i gospodarczych zgodnych z wizją metropolii. O ile sam nie do końca zgadzam się z tezą, że krucjaty były pierwszym ruchem kolonizacyjnym przeludnionej Europy to jednak pewne elementy tej teorii pasują do układanki. Ważny też był fakt, że Krzyżowcy udawali się na wrogi teren w zupełnie innych okolicznościach. Mieli przeciwko sobie nie setki drobnych wyznań i miliny sprzecznych interesów, a bardzo silną religię państwową przeżywającą swój złoty wiek. Dodatkowym czynnikiem jest konkurencja - handel lewantyński był zmonopolizowany przez kupców arabskich, trzeba było konkurencję wygryźć, a była ona zbyt silnie zakorzeniona na danym terenie, zeby zrobić to pokojowymi metodami. Nie chcę oczywiście przeczyć, że zapał religijny nie miał znaczenia, broń boże. Bronię tylko tezy, że jakakolwiek religia w tym miejscu - czy to monoteistyczna, czy politeistyczna, a nawet świecka ideologia doprowadziłaby do tego samego typu zachowań. Oznacza to nie tyle, że nie miała wpływu na zachowania ludzi, a to, że zachowania, które prowokowała miały racjonalne podstawy, które potrzebowały nadbudówki w usprawiedliwieniu w uczuciach religijnych. Co do Aleksandra: poczytaj sobie o miastach, które zakładał. Prawie zawsze zbudowane były albo na gruzach ośrodka, który istniał tam wcześniej, albo bardzo niedaleko tradycjnych osad, które również zrównano z ziemią, żeby nie stanowiły konkurencji i źródeł opozycji.
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Co do Aleksandra: poczytaj sobie o miastach, które zakładał. Prawie zawsze zbudowane były albo na gruzach ośrodka, który istniał tam wcześniej, albo bardzo niedaleko tradycjnych osad, które również zrównano z ziemią, żeby nie stanowiły konkurencji i źródeł opozycji. Po zdobyciu Persji w armii Aleksandra służyli Persowie. Sam Aleksander uległ ich kulturze. Bóstwa Perskie i różne elementy perskich wierzeń stały się popularne w Basenie Morza Środziemnego i dopiero chrześcijanie podczas rzezi pogan i manicheistów w IV i V wiekach usunęli ich osłabiając w niewyobrażalny sposób Imperium Rzymskie (zginęły wtedy miliony ludzi, inni żyli w terrorze, niekiedy przyjmując Germanów jak wyzwolicieli). Do upadku Imperium Rzymskiego doprowadziła w dużej mierze (całkiem możliwe, że największej) wprowadzona przez chrześcijan teokracja. Fakt ten jest starannie pomijany przez wielu historyków. Teokracja ma mało wspólnego z władzą świecką. Zarządcami prowincji byli biskupi, między innymi św. Augustyn. Poczytaj sobie jego pisma, był to gorąco wierzący chrześcijanin. Zabił wielu politeistów, którzy nie chcieli przyjąć "Jedynie Słusznej". Św. Augustyn nie odchodził oczywiście od nauk Jezusa. Realizował je. Nie zabijał swoich, wiedział też, że królestwo jest nie z tego świata, zatem stabilność zarządzanej przez niego prowincji była o wiele ważniejsza dla niego od "spraw duchowych".
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >Po zdobyciu Persji w armii Aleksandra służyli Persowie. Sam Aleksander uległ ich kulturze. Bóstwa Perskie i różne elementy perskich wierzeń stały się popularne w Basenie Morza Środziemnego i dopiero chrześcijanie podczas rzezi pogan i manicheistów w IV i V wiekach usunęli ich osłabiając w niewyobrażalny sposób Imperium Rzymskie (zginęły wtedy miliony ludzi, inni żyli w terrorze, niekiedy przyjmując Germanów jak wyzwolicieli).
Skaczesz pomiędzy wątkami... A to, że Aleksander przyjął kulture perską tylko potwierdza to, co pisałem: nie ma znaczenia co kto wyznaje, bo zawsze jest zdolny do tego samego typu zachowań, a morderstwa na masową skalę zawsze są czynem świeckim, niezależnie od usprawiedliwiającej je ideologii, która może być religią. Mimo przyjęcia zwyczajów perskich świetne miasta Aleksandra były budowane na gruzach starych miast. Podkresla to tylko fakt, że nie czynnik religijny był źródłem mordu, a próba utrzymania zdobyczy.
>Teokracja ma mało wspólnego z władzą świecką. Zarządcami prowincji byli biskupi, między innymi św. Augustyn. Poczytaj sobie jego pisma, był to gorąco wierzący chrześcijanin. Zabił wielu politeistów, którzy nie chcieli przyjąć "Jedynie Słusznej".
W jaki sposób godzisz powyższą wypowiedź z jej kontynuacją, którą cytuję poniżej?
>zatem stabilność zarządzanej przez niego prowincji była o wiele ważniejsza dla niego od "spraw duchowych".
Hola, hola. Z tego, co rozumiem stabilność prowincji jest rzeczą wybitnie świecką. Jeśli więc wspomniany św. Augustyn najbardziej dbał o zapewnienie spokoju w swojej domenie to z definicji był władcą świeckim, nieprawdaż? Bo to oznacza, że jego głównym celem było pozbycie się elementów zaburzających społeczny mir, a nie innowierców. Potencjalnego wichrzyciela poznawało się właśnie po religii. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach identyfikacja swój-obcy odbywała się głównie na podstawie religii, gdyż nie wytworzyła się jeszcze przynależność narodowa. Kryterium etniczne i językowe również nie zawsze było dobre, z powodu wysokiej mobilności ludów zamieszkujących IR. Germanowie byli, w zależności od strony barykady poganami katolikami, arianami lub innymi. Religia była więc ważniejsza od pochodzenia przy identyfikacji plemion, które przeszły granicę, ponieważ ona wskazywała na ich przynależnośc ideologiczną.
Nie można powiedzieć, ze teokracja nie ma nic wspólnego z władzą świecką, bo teokracja to właśnie władza świecka sprawowana przez duchownych. Zarządzanie ziemią to definicja władzy świeckiej (świeckiej = nad światem/dla świata), jakim cudem więc można nie sprawować władzy świeckiej będąć panem ziemi? A co dopiero sprawując polityczną władzę w państwie?
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Chrześcijanie usuwając politeistów w późnym antyku pozbawili się wiernych i lojalnych urzędników państwowych, części wojska, zburzyli niejedno miasto. Aleksander był politeistą. W Egipcie szukał na przykład potwierdzenia dla siebie boskości (czyli rangi herosa). Wówczas przykładowo Amona uważano za Zeusa, w Indiach Sziwę za Dionizosa (i/lub) Posejdona. Persowie zdaniem Greków czczili ogień (czyli Hefajstosa), oraz Słońce (czyli Apolla). Politeista mógł zmieniać zwyczaje, lecz bogów nie porzucał. Tak jak zwracali uwagę historycy greccy i rzymscy - "prawie wszystkie plemiona barbarzyńskie czczą Słońce (Heliosa lub Apolla), Księżyc (Artemidę), święte drzewa i rzeki"
|
|
|  | | pavvel (8272 punktów) | A co powiesz w tym kontekście o islamie?
|
|
| |  | | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | >A co powiesz w tym kontekście o islamie?
Z mojego punktu widzenia nie ma jakiś dramatycznych różnić między islamem a chrześcijaństwem dlatego w zagajeniu mówie o religiach abrahamowych. Jedyna różnica obecnie jest taka, że chrześcijaństwo jest w odwrocie a islam w ponownym rozkwicie.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zdarzali się cesarze Rzymu pochodzenia arabskiego. Sądzę, że Islam nigdy by nie zaistniał, zaś Arabowie byliby naszymi sąsiadami o podobnym systemie wartości. Całkiem możliwe, że przedmuzułmańska poezja arabska, niesamowicie piękna, rozkwitła by bujniej i do grona naszych wielkich poetów, takich jak Owidiusz, czy Horacy, dołączyłby też Umr - ul - Qays piszący po łacinie. Toby dopiero było. Oczywiście Mekka dla Rzymian byłaby jednym ze świętych politeistycznych miejsc, zaś dla ateistów (których już w XIII wieku byłoby wielu, więcej niż dziś) byłaby ciekawym miejscem turystycznym. Sądzę, że Półwysep Arabski stałby się częścią Rzymu, zaś zamieszkiwałoby go też sporo Hindusów prowadzących z nami handel. Daktyle z Medyny, wielkie i pyszne, byłyby już od średniowiecza składnikiem wielu rzymskich deserów. W Armii Rzymskiej byłyby oddziały pustynne zasilane przez beduinów. Mahomet nie stałby się prorokiem, lecz lokalnym władcą, a może nawet senatorem rzymskim. Nigdy by nie pomyślał o monoteizmie. Żyłby szczęśliwiej.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | Dodam tylko, że Islam był zainspirowany chrześcijaństwem i stanowił dla niego niebawem naturalną przeciwwagę a "chwilę" późnej najpotężniejszą konkurencję.
Co ciekawe (od razu powiem, że kompletnie się na tym nie znam) Islam błyskawicznie rozprzestrzenił się na terytoriach wcześniej chrześcijańskich (Afryka północna, bliski wschód - Egipt był w pierwszych wiekach fortecą chrześcijaństwa) mogę gdybać, że był to skutek zmęczenia chrześcijaństwem?
Może ktoś wie coś o tym procesie?
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Chrześcijaństwo na terenach bizantyjskich było w tych czasach wyjątkowo fanatyczne, zaś na ludzi nałożone były ogromne podatki. Wszystko wskazuje na to, że wiele grup obywateli Bizancjum wolało muzułmanów. Po przejściu pod władanie pierwszych kalifów rozkwitła myśl chrześcijańska, gdyż wcześniej każde odejście od ortodoksji było brutalnie karane.
|
|
1 na 1 | marcus (876 punktów) | No i kolejny co twierdzi że religia to "największe zuo świata" i wszyscy przez nią zginiemy... Jeśliby nie byłoby religii "abrahamowych" to ich miejsce zajmowałyby teraz inne, wcale nie lepsze. Dopiero teraz, kiedy naukowcy potrafią wyjaśnić bardzo wiele zjawisk, które kiedyś tłumaczono wpływem sił nadprzyrodzonych, ludzie przekonują się, że religia po prostu nie jest im do niczego potrzebna. Wniosek: religia nie jest ani zła, ani dobra, jest najzwyczajniej przestarzała.
Pozdrawiam, marcus.
|
|
 | 1 na 1 | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | > No i kolejny co twierdzi że religia to "największe zuo świata" i wszyscy przez nią zginiemy... Jeśliby nie byłoby religii "abrahamowych" to ich miejsce zajmowałyby teraz inne, wcale nie lepsze. Dopiero teraz, kiedy naukowcy potrafią wyjaśnić bardzo wiele zjawisk, które kiedyś tłumaczono wpływem sił nadprzyrodzonych, ludzie przekonują się, że religia po prostu nie jest im do niczego potrzebna. >Wniosek: religia nie jest ani zła, ani dobra, jest najzwyczajniej przestarzała. >Pozdrawiam, marcus.
Kolego - czy ty tu gdzieś widzisz jakieś sądy wartościujące? Weź przeczytaj i dopiero komentuj.
|
|
3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Fajny wątek. Plus. Myślę, że świat bez religii Abrahamowych mógłby być lepszy, choć zoroastrianizm mógłby być również groźny ze swoim manicheizmem, ale gdyby nie pokonał letniego politeizmu Rzymian byłoby raczej lepiej i mniej ludzi by zginęło przez te 2000 lat, mniej byłoby odzieranych ze skóry, łamanych kołem itp. Cytat:Jak wyglądałyby systemy polityczne? - moja teza: zamiast głównego konfliktu monarchia królewska - republika mielibyśmy konflikt dyktatura populistyczna - republika/demokracja To jest całkiem możliwe. Cytat:Jaka byłaby struktura społeczna? - zakładam wyższy poziom praw wolnych obywateli przy zachowaniu jakiś form niewolnictwa Politeistyczny Rzym powoli rezygnował z niewolnictwa, włączał też coraz szersze kręgi mieszkańców imperium w obręb swoich obywateli. Tymczasem feudalne chrześcijaństwo przywróciło niewolnictwo na niespotykaną od czasów Starożytniej Grecji skalę. Chłop w czasach średniowiecznych i nowożytnych miał dużo, dużo gorszy status niż niewolnik rzymski. Chłopi przez większość epoki chrześcijańskiej stanowili ponad 90% wszystkich mieszkańców Europy. Cytat:Jak wyglądałby rozwój naukowo-techniczny? - byłby o wiele szybszy i bogatszy (XX wiek mielibyśmy pewnie w XVII wieku albo i wcześniej???) Rzymianie mieli swoje faktorie handlowe w Indiach, zaś Hindusi świątynie w Rzymie. Zero i algebra mogłyby dojść wcześniej do Rzymu, niż to się stało poprzez cywilizację arabską. Rzymianie nie mieli smykałki do matematyki, ale w ich imperium żyli Grecy, którym tego nie można zarzucić. Zatem algerbra (serce matematyki) nosiłaby nazwę odsanskrycką, lub grecką. Używalibyśmy cyfr odindyjskich, lub opartych na znakach greckich. Już w czasach aleksandryjskich robiono zabawkowe maszynki parowe i różne złożone mechanizmy. Cytat:Struktura polityczna Europy - szersze granice kulturowe europy (afryka północna i bliski wschód) - Imperium Rzymskie zastępują wcześniej lub później (temat na osobną dyskusję czy wcześniej czy później) państwa narodowe Niekoniecznie. Nacjonalizmy mają silny związek z religią chrześcijańską i żydowską. Tymczasem Rzym odchodził od nacjonalizmu do kosmopolityzmu. Przypuszczam, że gdyby nie nieszczęście Konstantyna, mówilibyśmy wszyscy po łacinie, która nie przeżyłaby upadku w stronę języków romańskich. Murzyni byliby codziennością już od wczesnego średniowiecza, jazz istniałby już w VII wieku  . Persowie byliby naszym najgorszym wrogiem, najprawdopodobniej włączylibyśmy ich w końcu do Pax Romana, lub podzielilibbyśmy się nimi z bliskimi kulturowo Hindusami (obyczaje Rzymian i Hindusów były zaskakująco podobne, dla obydwu nacji obyczaje Greków wydawały się bardziej obce). Cytat:Konflikty - główny konflikt pomiędzy dyktaturami a republikami/demokracjami - konflikty pomiędzy państwami narodowymi - brak większych konfliktów religijnych??? Nie byłoby konfliktów religijnych - politeizm zakładał, że każdy ma swoich bogów, nie był to problem. Natomiast byłby silny nacisk na przestrzeganie świąt państwowych. Już w XV wieku bylibyśmy ateistami kochającymi twórczość Wergiliusza i Homera, przywiązanymi do świąt państwowych. Każdy, nawet szympans, mógłby być u nas szychą, byleby obchodził Dzień Śmierci Juliusza Cezara, dzień Koronacji Augusta itp. Naszymi bohaterami, "świętymi" byliby wielcy mężowie stanu. Mielibyśmy wszędzie ich świątynie, będące de facto muzeami historii ojczystej. Cytat:Religia i wartości - pluralizm i tolerancja religijna (oczywiście mówię o głównej tendencji) wynikająca z wielości różnych religii i wyznań - przewagę mają religie wschodnie o charakterze monolatrii - humanitaryzm byłby na podobnym jak dziś poziomie ale miałby mniej religijną genezę - możliwe byłyby (szczególnie w dyktaturach) bardzo niehumanitarne systemy wartości (podobne do "naszego" hitleryzmu lub stalinizmu) Rzymianie byli otwarci na nowinki ze wschodzu. Owidiusz i Wergiliusz pisali o reinkarnacji, Owidiusz zalecał wegetarianizm. Myślę, że szybko zrezygnowalibyśmy z amfiteatrów z lwami i zaczęlibyśmy tworzyć rezerwaty przyrody. Modny byłby buddyzm, ale bardziej w odmianie filozoficznej, niż Tybetańskiej. Już w XIII wieku mielibyśmy ogromną ilość towarów z Indii i Chin. Nasza sztuka czerpałaby nie tylko od Greków, ale również ze źródeł wschodnich i daleko wschodnich. Wśród ważnych osób w naszym kraju byliby imigranci z Chin i Indii. Również w Chinach i Indiach byłoby sporo Rzymian. Całkiem możliwe, że stabilność Imperium Rzymskiego pomogłaby osiągnąć szybszą dynamikę rozwoju naszym sąsiadom (Chińczykom i Hindusom). Po odkryciu Ameryk nie wyrżnęlibyśmy Majów, Azteków i Inków. W obręb naszej kultury weszłyby ich osiągnięcia, AMeryki nigdy nie stałyby się zeuropeizowane. Naszym naturalnym terenem ekspansji byłaby Afryka, Azja Mniejsza, Iran, oraz Północna Europa. Najprawdopodobniej wspieralibyśmy tworzenie państw buforowych wiernych Rzymowi, które dobrowolnie stawałyby się po jakimś czasie częścią Rzymu (tak jak było to już z późnymi państwami Hellenistycznymi). Ważne miasta znajdowałyby się w Italii, Hiszpanii, na Bałkanach, w Egipcie. Ciężko się domyśleć, gdzie rozwinęłyby się najważniejsze miasta na terenach Germańskich i Słowiańskich.
|
|
 | 1 na 1 | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | Dzięki za wzięcie uwagi w zabawie! Mam zaledwie dwie wątpliwości do Twojej wizji: - Pierwsza fundamentalna: dlaczego uznajesz, że Imperium Romanum przetrwałoby kryzys? W sumie można uznać, że wspólna religia do której dążył Konstantyn i jego następcy szczególnie Justynian była próbą ratowania jedności (okropną ale jednak mającą znamiona racjonalności).
- Druga drobna: dlaczego zakładasz tak łagodny przebieg podbicia Ameryk? Uważam, że nawet gdyby spełniły się wszystkie elementy Twojej wizji, kultury mezoamerykańskie były tak derastycznie odmienne, że nie obeszło by się bez przemocy (poza tym swoje zrobiły też przywleczone choroby ale to inny aspekt). Czy zakładasz, że poziom tolerancji byłby aż tak wysoki?
Poza tymi dwoma pod większością mogę się z przyjemnością podpisać.
|
|
|  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Histora nie jest obiektywna. Ale wychodzi na to, że w wyniku prześladowań chrześcijan zginęło kilkanaście tysięcy osób, natomiast rewanż dotyczył zbużenia wszystkich świątyń politeistycznych i wyrżnięcia milionów osób. Jeden z pierwszych wielkich historyków Gibbons wysnuł tezę, że główną przyczyną upadku Rzymu było chrześcijaństwo. Oznaczało ono również brak złamania etosu państwa, prawa państwowego etc. Ale przede wszystkim masakrę wielu, być może większości Rzymian którzy to państwo współtworzyli. Dlatego zakładam. Nie znamy jeszcze historii po Konstantynie. Może to brzmi szokująco, ale cała masa zbrodni jest starannie pomijana przez ogromną większość historyków. Politeiści byli przywiązani do swoich bogów i różnych odmian rytuału. W Hinduizmie w zasadzie nic z dawnych wierzeń nie zanikło. Stawały się mniej popularne, ale trwały. W Indiach istnieje prawdziwe muzeum religijności  . Sprawienie, aby nie przetrwał żaden politeista wymaga Holocaustu. I coś takiego miało miejsce, zaś osobnicy typu św. Augustyn byli jednymi z największych zbrodniarzy (prowincjami w owych czasach zarządzali biskupi). Przemoc w kontaktach Rzymsko - Azteckich miałaby miejsce, ale nie sądzę, aby bez chrześcijańskiego fanatyzmu Rzymianie mogli i chcieli zniszczyć tamtą cywilizację. Myślę, że po jakimś okresie walk mielibyśmy w Rzymie świątynie dla turystów i emigrantów z państw Amerykańskich. Religijna ekstatyczność była w Rzymie zawsze zakazana, więc żadne wielkie ofiary z ludzi nie mogłyby się w owych świątyniach odbywać, zresztą przesadnie krwawy opis amerykańskich wierzeń jest w dużej mierze dziełem inkwizycji i Kościoła.
|
|
| |  | | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | Zadałem to pytanie innemu forumowiczowi ale pozwolę sobie zadać je ponownie Tobie.
Dlaczego to chrześcijańska europa, zdegenerowana, zapóźniona cywilizacyjnie jednak ostatecznie zwyciężyła bardziej światłą konkurencję? Czy wynikało to tylko z kryzysu konkurentów czy może chrześcijaństwo dało to "coś" i co to było?
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Chrześcijaństwo nie oferowało żadnych wyjaśnień rzeczywistości. Jednocześnie było bardzo brutalne. To mogło tworzyć opozycję, która doprowadziła do rozwoju nauki. Jednocześnie chrześcijaństwo zakładało, że inni są automatycznie niemal zwierzyną łowną, którą można zabijać i zdradzać. Politeiści odczuwali innych jako ludzi, może gorszych, ale nie zasługujących z góry na masakrę, czy rzucanie słów na wiatr. Zatem brutalizm chrześcijaństwa mógł rzeczywiście wpłynąć na rozwój naszej cywilizacji, ale dopiero po długim czasie stagnacji.
Drugie wyjaśnienie polega na tym, że jednak Rzymianie i Grecy osiągnęli tak wiele, że nawet po całkowitym upadku ich cywilizacji starczyło tylko dziedzictwo, aby znów z tego kiedyś wykiełkowała cywilizacja. Nie trudno zauważyć, że dwa przełomowe momenty dla porzymskich europejczyków - renesans i oświecenie, oznaczały silny powrót do rzymsko - greckich korzeni. Dlatego myślę, że raczej to wyjaśnienie należy brać pod uwagę.
|
|
| | | |  | | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | Dodał, a raczej rozwinąłbym, jeszcze wątek większej dynamiki nieustannie walczących a zatem będących w stałej mobilizacji europejskich państwek (mówię "państewek" bo jeśli porównać je z imperiami wschodu to taka nazwa jest w pełni uprawniona). Dla odmiany dynamika największych imperiów wschodu była dużo mniejsza a arabowie przeżyli we wczesnym średniowieczu kryzys z którego się chyba do dziś nie podnieśli (można zresztą winić o to ich religię abrahamową). Chińczycy po zjednoczeniu (221 p.n.e) raczej umacniali państwo bez ekspansji (przykład muru czy zawróconej Wielkiej Armady, która gdyby dopłynęła do Europy... długa dyskusja) a w końcu popadli w kryzys, we właściwym dla Europy momencie (na marginesie czytałem gdzieś, że jeszcze w XVIII wieku Chiny produkowały 75% światowego pkb). Podobnie imperia mongolskie (a więc w pewnym momencie również Chiny i północ Indii) skupiając się na utrzymaniu status quo popadły w kryzys (ale tu nie mam się za specjalistę). Z tego powyższego - to znaczy brutalnej dynamiki - wyrosła być może pragmatyczność europejczyków, czyli przede wszystkim umiejętność praktycznego wykorzystywania wiedzy i wynalazków. Udoskonalenie metalurgii, upowszechnienie słowa drukowanego (na przekór cenzurze  ), samodzielność i zuchwałość odkrywców itp. itd. Przepraszam za potężne uproszczenia.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Siłą rzeczy ten temat to gra szalonych uproszczeń. Ale - Rzymianie byli bardzo pragmatyczni i chyba dopiero w polityce współczesnej powróciliśmy do ich pragmatyzmu. Poza tym Indie bardzo przypominały Europę - mnóstwo państw, różnych kulturowo i etnicznie. Indie to w dużej mierze taka zjednoczona Europa. Jest pewien kanon, do którego niekiedy nawiązują ludy skrajnie egzotyczne (tak jak u nas Węgrzy i Finowie) i są podziały na wielkie, kulturotwórcze grupy - Indoeuropejczycy, Drawidowie etc. Pytanie, czy bez okrucieństw abrahamowych monoteizmów Rzym zachowałby dynamikę, a nie spoczął na idyllicznych laurach, jak Chiny, czy Imperium Otomańskie...? Sądzę, że ciekawość świata, protonaukowe podejście do świata zapewniłyby Rzymianom potrzebną dynamikę, którą w dużej mierze po nich dziedziczymy. Chrześcijaństwo nie ma w sobie żadnych elementów wychowaczych. Nie pokazuje jak funkcjonuje świat, jak należy go odkrywać. To tylko wiara w zaświaty. Tak naprawdę chrześcijanie wszystko, co robili poza religią, starali się robić po rzymsku. Przetrwały nawet mity, bo chrześcijaństwo nie oferowało żadnych ciekawych fabuł, poza "wierz, nie pytaj".
|
|
1 na 1 | rudyment (3233 punktów) | >Czy myśleliście kiedyś jakby rozwój świata, a raczej dla uproszczenia Europu i basenu morza >Śródziemnego, gdyby nie zwyciężyła wiara chrześcijańska a co za tym idzie z dużym >prawdopodobieństwem nie powstał by Islam?
Nic by się nie zmieniło poza symbolami, o których obecność w miejscach publicznych aktualnie się kłócimy.
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >gdyby nie zwyciężyła wiara chrześcijańska...
Gdyby zwyciężyła, bylibyśmy po wsze czasy w średniowieczu.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Była zwycięska do niedawna, XVII wiek pod wieloma względami był gorszy od średniowiecza. Inkwizyjca działała pełną parą, było mnóstwo wojen religijnych, polowano na czarownice. Chłop miał jeszcze mniejsze prawa niż w XIV wieku. Pod wieloma względami mieliśmy 14 wieków przerwy od człowieczeństwa i prób poznania świata. A sporo średniowiecza wróciło pod rządami Franco na przykład i może jeszcze wrócić tutaj, albo do USA. Od czasów Rewolucji Francuskiej chrześcijaństwo zaczęło ponosić porażki, ale jeszcze nie przegrało. Jeśli chodzi o światopogląd większości obywateli UE i USA nadal jest zwycięskie.
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Od czasów Rewolucji Francuskiej chrześcijaństwo zaczęło ponosić porażki, ale jeszcze nie przegrało. Jeśli chodzi o światopogląd większości obywateli UE i USA nadal jest zwycięskie.
Myślę, że to grube nieporozumienie. Zakładasz, że jest coś takiego, jak chrześcijaństwo, które zmienia swoje akcydentalne cechy na przestrzeni dziejów, będąc na tyle tożsamym bytem, by wciąż określać go tym samym pojęciem. W ramach takiego podejścia można np. traktować papieża jako następcę Jezusa na ziemi, nie dostrzegając tego, czym faktycznie jest Jezus mobile i ruch, który go kreuje. Myślę, że chrześcijaństwa już definitywnie nie ma, ale z różnych powodów nie chcemy przyjąć tego do wiadomości. Nie tylko bóg umarł, ale jego wierni też. Tylko wciąż żyją słowa, którym opisujemy te zwłoki. Puste słowa.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | | dnak (1340 punktów) | >Myślę, że to grube nieporozumienie. Zakładasz, że jest coś takiego, jak chrześcijaństwo, które zmienia swoje akcydentalne cechy na przestrzeni dziejów, będąc na tyle tożsamym bytem, by wciąż określać go tym samym pojęciem. W ramach takiego podejścia można np. traktować papieża jako następcę Jezusa na ziemi, nie dostrzegając tego, czym faktycznie jest Jezus mobile i ruch, który go kreuje. Myślę, że chrześcijaństwa już definitywnie nie ma, ale z różnych powodów nie chcemy przyjąć tego do wiadomości. Nie tylko bóg umarł, ale jego wierni też. Tylko wciąż żyją słowa, którym opisujemy te zwłoki. Puste słowa.
Wydaje mi się, że 'chrześcijaństwa nie ma' to za mocne wyrażenie. Chrzescijaństwo jest, ale inne niż to pierwotne i inne niż to sprzed 500 lat. Nie można powiedzieć, że 'prawdziwej Polski już nie ma', bo w przeciągu 1000 lat zmienił się ustrój, a Polacy wyglądają, mówią i zachowują się inaczej niż ich praszczurowie. Zmieniły się formy kultu, zmieniło się rozumienie wiary i dogmaty, ale założenie pozostaje takie same i pewne fundamenty są wspólne z pierwotnymi wierzeniami chrześcijańskimi (a przynajmniej nominalnie, bo dzisiejsza interpretacja Jezusa nijak się ma do tej jeszcze sprzed trzech-czterech wieków, ale brand pozostał), a religia dalej spełnia podobne funkcje.
|
|
| | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Wydaje mi się, że 'chrześcijaństwa nie ma' to za mocne wyrażenie. Chrzescijaństwo jest, ale inne niż to pierwotne i inne niż to sprzed 500 lat.
Rozumując w ten sposób można by powiedzieć, że człowiek to wciąż małpa, tylko że inna niż ta sprzed iluś tam lat. Posługując się takimi kategoriami jak chrześcijaństwo nie odnosimy sie do rzeczywistych procesów i wartości, które funkcjonuja obecnie. Nie rozumiem, dlaczego kategorie wzięte z lamusa miałyby opisywać faktyczne zjawiska. Co do chrześcijaństwa: ważniejszą kategorią opisu jest to, jakie człowiek tankuje paliwo, niż to, czy został dokonany nad nim obrzęd chrztu.
>...dzisiejsza interpretacja Jezusa nijak się ma do tej jeszcze sprzed trzech-czterech wieków...
Oczywiście. Chrześcijaństwo to ewoluująca herezja.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | |  | | dnak (1340 punktów) | >Posługując się takimi kategoriami jak chrześcijaństwo nie odnosimy sie do rzeczywistych procesów i wartości, które funkcjonuja obecnie.
Nie rozumiem. Czyli mówiąc o chrześcijaństwie nie mogę mieć na myśli współczesnego mi jego wyrazu? Zanim odpowiem dalej na posta chciałbym się upewnić, czy dobrze odczytałem zawarta w Twoim poście myśl, bo inaczej mogę się wygłupić.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Czyli mówiąc o chrześcijaństwie nie mogę mieć na myśli współczesnego mi jego wyrazu?
Możesz, ale wtedy trzeba przyjąć też konsekwencje takiego stanowiska. Jeśli waza spadnie na podłogę, to możesz leżące jej czerepy też nazwać aktualnym wyrazem wazy, definiując ją poprzez platońską ideę wazy. Ktoś zapyta: Co to? A ty odpowiesz: rozbita waza, chociaż z wazą nie ma to nic wspólnego (spróbuj nalać do niej zupy). To właśnie są konsekwencje substancjalistycznego ujęcia rzeczywistości, również historycznej. Nawet gdyby papież ogłosił bankructwo firmy zwanej kościołem, to historycy będą dalej pisać historię chrześcijaństwa bez chrześcijaństwa. Trzeba też wziąć pod uwagę charakter definiowania i ewoluowania tworów tak rozległych jak formacje religijne. Zawsze jest to sprawa arbitralna, umowna, a więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby współczesnego człowieka opisywać raczej przez ilość skonsumowanej przez niego ropy, a nie święconej wody, czy też przez czas spędzony przed przekaziorami. Mamy nawet chrześcijańskie partie. Są one w takim stopniu chrześcijańskie, w jakim Angela Merkel jest matką Jezusa. Religijność nie jest moim zdaniem egzystencjalną cechą opisującą człowieka. Krzyż zwodzi nas na manowce.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | >Możesz, ale wtedy trzeba przyjąć też konsekwencje takiego stanowiska. Jeśli waza spadnie na podłogę, to możesz leżące jej czerepy też nazwać aktualnym wyrazem wazy, definiując ją poprzez platońską ideę wazy. Ktoś zapyta: Co to? A ty odpowiesz: rozbita waza, chociaż z wazą nie ma to nic wspólnego (spróbuj nalać do niej zupy). To właśnie są konsekwencje substancjalistycznego ujęcia rzeczywistości, również historycznej. Nawet gdyby papież ogłosił bankructwo firmy zwanej kościołem, to historycy będą dalej pisać historię chrześcijaństwa bez chrześcijaństwa. Trzeba też wziąć pod uwagę charakter definiowania i ewoluowania tworów tak rozległych jak formacje religijne. Zawsze jest to sprawa arbitralna, umowna, a więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby współczesnego człowieka opisywać raczej przez ilość skonsumowanej przez niego ropy, a nie święconej wody, czy też przez czas spędzony przed przekaziorami. Mamy nawet chrześcijańskie partie. Są one w takim stopniu chrześcijańskie, w jakim Angela Merkel jest matką Jezusa. Religijność nie jest moim zdaniem egzystencjalną cechą opisującą człowieka. Krzyż zwodzi nas na manowce.
Bardzo mi się podoba argumentacja z wazą, bo na jej przykładzie można w świetny sposób odwrócić to, co mówisz. Wyobraźmy sobie wazę, która ma ogromne znaczenie dla rodziny - jest w niej od pokoleń, od samego króla otrzymał ją jakiś sławny praszczur. W pewnym momencie na skutek oddziaływania promieni słonecznych piękna polichromia na wazie wyblakła i oddano wazę do renowacji. Z zabiegów wróciła lekko odmieniona, ponieważ konserwator nie miał identycznych kolorów, poza tym postanowiono dla lepszego zachowania szczegółów pokryć naczynie warstwą lakieru. Według twojej teorii waza przestaje być wazą wspomnianego praszczura wręczoną przez króla, ponieważ nie jest już z nią identyczna. Cóż z tego, że to dalej ten sam materiał, cóż z tego, że waza ma dalej takie samo znaczenie dla posiadających ją ludzi (a to chyba najważniejsze - stosunek do przedmiotu)? A rozbita waza nie jest już wazą - jest rozbitą wazą, tworzy się zupełnie nowa kategoria jakościowa. Wawel wciąż jest Wawelem mimo dziesiątek przebudów i rekonstrukcji, które przeszedł.
Na podobnej zasadzie: III Rzeczpospolita wciąż jest III Rzeczpospolitą chociaż upłyneło tyle lat i tyle się zmieniło od ustanowienia ustroju naszego państwa po raz pierwszy. Polak dalej pozostaje Polakiem, chociaż na przestrzeni ostatnich 10 lat zmieniła się świadomość narodowa i jej profil.
Chrześcijaństwo katolickie zachowało ciągłość przez te kilkanaście wieków, więc mówimy o nim jako o jednym tworze, który czasami otrzymuje dodatkowe określenia jak np. 'czasów reformacji', 'epoki nowożytnej' itp. jeśli potrzebne to jest dla zaznaczenia jakiegoś ważnego faktu, np. omawiając prawo kanoniczne. Jednak kiedy mówimy np. o procencie katolików w populacji europejskiej na przestrzeni wieków nie musimy dodawać żadnych dodatkowych wartości do wyrażenia 'chrzescijaństwo', ponieważ samo w sobie określa dość precyzyjnie zakres zagadnienia, tj. to ile ludzi identyfikuje się z filozofią chrześcijańską. Nie ma znaczenia, czy papieżem jest Grzegorz Wielki, czy Pius XII, nie ma znaczenia czy komunia jest pod postacią opłatka, czy chleba, ponieważ odnosimy się do indywidualnych odczuć religijnych ludzi i ich samoidentyfikacji.
|
|
| | | | | | |  | | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | > >Wątek wazy  Ale ja się zastanawiam cały czas co by było gdyby waza nie powstała  I zakładam, że wlewalibyśmy naszą zupę już od dawna do jakiś praktycznych, choć nieozdobnych naczyń śmiejąc się lub podziwiając w sposób naukowo-estetyczny takie ludy (być może tylko Żydów), które dalej jedzą zupę z niepraktycznej, niezdrowej, zapleśniałej wazy. Na marginesie - sądzę, że obecnie już jesteśmy na takim etapie, że wazę trzymamy na honorowym miejscu bo wypada i w ogóle, ale tylko szalony wujo Stasio albo jakieś mało rezolutne dzieci mogą wpaśćna to by zjeść z niej zupę... ku ogólnej konsternacji rzecz jasna. PS. KOCHAM SYMBOLE...nie trzeba się tak opisać by wyrazić to co się ma na myśli
|
|
| | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | > Ale ja się zastanawiam cały czas co by było gdyby waza nie powstała I zakładam, że wlewalibyśmy naszą zupę już od dawna do jakiś praktycznych, choć nieozdobnych naczyń śmiejąc się lub podziwiając w sposób naukowo-estetyczny takie ludy (być może tylko Żydów), które dalej jedzą zupę z niepraktycznej, niezdrowej, zapleśniałej wazy.> Na marginesie - sądzę, że obecnie już jesteśmy na takim etapie, że wazę trzymamy na honorowym miejscu bo wypada i w ogóle, ale tylko szalony wujo Stasio albo jakieś mało rezolutne dzieci mogą wpaśćna to by zjeść z niej zupę... ku ogólnej konsternacji rzecz jasna.> PS. KOCHAM SYMBOLE...nie trzeba się tak opisać by wyrazić to co się ma na myśli  Po raz kolejny - podoba mi się watek wazy, ponieważ znowu podkresla to, o czym mówię. Nie ma znaczenia, czy to, z czego jesz zupę nazwiesz wazą, miską, kubkiem, czy talerzem - zawsze spełnia tę samą funkcję, zawsze jako artykuł pierwszej potrzeby będzie wytwarzane na masową skalę z materiału o dobrym stosunku ceny do jakości z wychyleniem w stronę niskiej ceny. Przekładając to na naszą dyskusję: katolicyzm i papiestwo nie jest celem samym w sobie, a jedynie odpowiedzią na potrzeby ludzi i w tych samych warunkach przy innym przebiegu historii prawdopodobnie powstałaby doktryna i organizacja religijna bardzo podobna do katolickiej (trzeba pamiętać początki katolicyzmu jako religii/ideologii państwowej jedynego w pewnym momencie tworu państwowego w Europie). A co do etapu, na którym jesteśmy pozwolę sobie na połączenie wątku metaforycznego i realistycznego: od dłuższego już czasu zdobiona waza - podobnie jak kościół - jest wyciągana już tylko w niedzielę przy okazji świątecznego, rodzinnego obiadu. Stanowi jednak bardzo ważny element życia rodzinnego, ponieważ swiadczy o tym, że ludzie z tej rodziny mogą być tak wielcy, że sam król da im garnki. Może być też elementem motywującym do pewnych działań i symbolem wyznawanych przez rodzinę wartości (np. wspomniany przodek wazę zdobył dzięki niesłychanemu męstwu i niespotykanej uczciwości). I podobnie w naszych czasach działa kościół - nieważne jak bardzo nie podoba się to ludziom, ich system wartości jest systemem judeochrześcijańskim wykształconym nie tylko, ale głównie na gruncie filozofii chrześcijańskiej i w okolicznościach, które świat chrzescijański wytworzył. Oczywiście że współczesna nam, rozwijająca się od oświecenia etyka ma charakter świecki (św. Tomasz raczej nie mówił zbyt wiele o Prawach Człowieka i Obywatela), ale mimo tego jej korzenie sięgają do uznawanych dziś za barbarzyńskie i zacofane traktatów myślicieli Kościoła.
|
|
| | | | | | | | |  | | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | Pierwszy raz przy poważnej dyskusji popłakałem się ze śmiechu. Bez żadnej złośliwości rzecz jasna. > Nie ma znaczenia, czy to, z czego jesz zupę nazwiesz wazą, miską, kubkiem, czy talerzem - zawsze spełnia tę samą funkcję,Co do funkcji wazy nie mam wątpliwości (szerzej w wątku www.racjonalista.pl/forum.php/s,291646) - w jakiegoś powodu wolimy jeść z niefunkcjonalnych naczyń. Ciekawi mnie dlaczego jednak wybór padł na tak nietypowe naczynie jakim jest waza. Jasne, że "katolicyzm i papiestwo nie jest celem samym w sobie" ale są silnie uwarunkowane przypadkowym zwycięstwem dziwacznej wazy nad, na przykład poręcznym kubkiem (na marginesie - przypomina mi się scena z "Żywotu Braiana" Monty Pythona gdzie część idzie za tykwą a część za sandałem proroka). Przyznasz, że łatwiej się na codzień posługiwać kubkiem niż wazą. Inaczej ujmując (dobrze że piszę na klawiaturze bo bym już miał rozmazany atrament od łez) - jeść niewątpliwie trzeba lecz wybrany typ zastawy determinuje sposób konsumpcji. Co do drugiej części "od dłuższego już czasu zdobiona waza - podobnie jak kościół - jest wyciągana już tylko w niedzielę przy okazji świątecznego, rodzinnego obiadu." mogę się pierwszy raz w pełni podpisać pod twoimi tezami. ps. jak to dyskusje abstrakcyjne zbliżają poglądy pps. poczułem się przez chwilę jak w Akademii platońskiej "ludzie z tej rodziny mogą być tak wielcy, że sam król da im garnki" - będę pielęgnował to stwierdzenie
|
|
| | | | | | | | | |  | | dnak (1340 punktów) | >silnie uwarunkowane przypadkowym zwycięstwem dziwacznej wazy nad, na przykład poręcznym kubkiem (na marginesie - przypomina mi się scena z "Żywotu Braiana" Monty Pythona gdzie część idzie za tykwą a część za sandałem proroka).
A, widzisz! Już widzę skąd się wziął konflikt: waza w przeciwieństwie do kubka nie służy do szybkiego zjedzenia odgrzanego w mikofalówce rosołu przed monitorem komputera. Waza służy do uświetnienia rodzinnego, świątecznego i wyjątkowego posiłku, wprowadza hierarchię do stołu (zupę rozlewa pani domu, posiłek otrzymuje się w pewnej określonej kolejności), podkreśla rodzinną tradycję i porządek świata. Waza po raz kolejny staje się doskonałą analogią działań Kościoła - on również jest ostoją tradycji, również staje się centrum naszego życia raz na jakiś czas w dni świąteczne i podobnie jak ta przypominająca o porządku świata waza - stara się ułożyć nasze życie w sposób sielski, pomagając nam rozwiązać życiowe problemy (jak waza).
>Przyznasz, że łatwiej się na codzień posługiwać kubkiem niż wazą. Inaczej ujmując (dobrze że piszę na klawiaturze bo bym już miał rozmazany atrament od łez) - jeść niewątpliwie trzeba lecz wybrany typ zastawy determinuje sposób konsumpcji.
Dokładnie! Plebejski kubek na dni powszednie, odgrzewana pomidorówa z ryżem instant na zaspokojenie głodu po ciężkim dniu pracy, a na czas wolny od doczesnych zmartwień - dostojna waza (która, jak już ustaliliśmy, rozwiązuje wszystkie problemy naszego bytu).
|
|
 | | Wiktor Trojanowski (385 punktów) |
>Gdyby zwyciężyła, bylibyśmy po wsze czasy w średniowieczu.
Myślę, że ta myśl załatwia ogromną większość moich przemyśleń.
Niemniej jednak mam jedną zagwozdkę - dlaczego to chrześcijańska Europa, zdegenerowana, zapóźniona cywilizacyjnie jednak ostatecznie zwyciężyła bardziej światłą konkurencję? Czy wynikało to tylko z kryzysu konkurentów czy może chrześcijaństwo dało to "coś" i co to było?
|
|
|  | | dnak (1340 punktów) | >Niemniej jednak mam jedną zagwozdkę - dlaczego to chrześcijańska Europa, zdegenerowana, zapóźniona cywilizacyjnie jednak ostatecznie zwyciężyła bardziej światłą konkurencję? Czy wynikało to tylko z kryzysu konkurentów czy może chrześcijaństwo dało to "coś" i co to było?
Wynika to z tego, że ta chrzescijańska Europa tak naprawdę nigdy nie została poddana despotycznej, teokratycznej władzy. Narzeka się na papieży i instytucję kościoła, ale przecież nigdy nie zyskał on absolutnej władzy w Europie i od XI-XIII wieku był traktowany czysto instrumentalnie przez europejskich władców (co ironiczne - to właśnie okres największej świetności tej intytucji). Pewnie, toczono wojny w imię wiary i na polecenie papieża, ale tylko wtedy, kiedy akurat chciało się tę wojnę toczyć. A kiedy papież się nie zgadzał to podbijało mu się Rzym, a czasami wybierało własnego, przybocznego ojca świętego. Albo porywało tego prawdziwego, opcji było tyle, na ile pozwalała bujna wyobraźnia władców.
Trzeba więc odmitologizować średniowiecze, opinie o zacofaniu spowodowanym działaniami kościoła są często po prostu konfabulacją lub ogromnym uproszczeniem (a przez to z założenia przekłamaniem).
Średniowiecze nie zaczęło się po upadku Imperium Romanum, bo ostatnie wieki panowania cesarzy noszą już symptomy wielkiego kryzysu społecznego i gospodarczego, który ujawnił się z całą siłą w V-VIII w n.e. i z którego Europa powoli zaczęła podnosić się od czasów Karolińskich, aby osiągnąć rozkwit na niesamowitą skalę w wiekach XIII i XIV.
|
|
|  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Czy wynikało to tylko z kryzysu konkurentów czy może chrześcijaństwo dało to "coś" i co to było?
Agresja?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| finerbijk (17282 punktów) | Nie wszędzie dominowały te religie. Weźmy Amerykę prekolumbijską, czy był tam raj na Ziemi? Majowie przy jednym święcie potrafili złożyć w ofierze do 10-15 tysięcy ofiar wyrywając im serce na żywca (albo na okocim, nie pamiętam dokładnie).
Religia była próbą zmiany człowieka na lepsze. Niestety nieudaną. Jedynie co sprytniejsi szybko dostrzegli, że można na tym świetnie zarobić i dobrze się urządzić.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tylko pytanie kto relacjonował o tych krwawych ofiarach? Owszem, były, ale też należy pamiętać, że podczas bitwy wrogów ogłuszano i zabijano ich później. Niezbyt miłe, ale de facto były to ofiary z pola bitwy, których nigdy nie brakowało.
Ale nawet, gdyby Aztekowie byli rzeczywiście tak krwawi jak mówią o tym tendencyjne źródła, to i tak byłoby dużo mniej krwawo bez chrześcijan.
|
|
|  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | > Niezbyt miłe, ale de facto były to ofiary z pola bitwy, których nigdy nie brakowało.
No nie tylko, a te słynne mecze piłkarskie, kiedy przegrana drużyna była zarzynana jak wieprze to świecka tradycja? To jest wyższy poziom kultury?
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zwycięzcy byli najpewniej składani w ofierze. Nie jest to niższy poziom kultury od tej, jaką zaprezentowała w Ameryce katolicka Hiszpania.
|
|
| | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >Zwycięzcy byli najpewniej składani w ofierze. Nie jest to niższy poziom kultury od tej, jaką zaprezentowała w Ameryce katolicka Hiszpania.
Jak już to raczej zwyciężeni. A poziom faktycznie nie jest niższy, ani wyższy. Czyli może kwestia nie zasadza się w religii, ale naturze człowieka.
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Właśnie wcale niekoniecznie zwyciężeni.
|
|
| | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Właśnie wcale niekoniecznie zwyciężeni.
No jak niekoniecznie to już kompletny absurd.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Przypuszcza się, że dla niektórych bycie złożonym w ofierze było zaszczytem. Zachowała się opowieść o generale innego indiańskiego ludu, z którym walczyli Aztecy. Był na tyle znakomity, że po ogłuszeniu go i przetransportowaniu do stolicy, Aztekowie stwierdzą, iż lepiej by było, aby dowodził ich armią, niż by został złożony w ofierze. Generał zgodził się, pod warunkiem, że po wojnie złożą go jednak w ofierze, gdyż uważał to za zaszczyt, prawo, powinność religiją itp. Nie wiem, na ile to prawda, gdyż opowieści indian mogły zostać zmienione, ale może tak było. Bynajmniej mnie to jakoś nie wzrusza - to wręcz gorzej - taka pobożność nad życie. Ale zdarza się.
|
|
1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Poruszonych kwestii jest bardzo dużo. Nie zdołałem ich przemyśleć w tak krótkim czasie. Pójdę więc na łatwiznę.
Barbarzyńcy wygrali. Rozwalili Imperia 'Rzymskie'. Ani to wina chrześcijaństwa, ani zasługa. Kultura łacińska podbiła dużą część Europy. W sumie już po upadku macierzystej państwowości. Są to tereny, z których wyrosła rewolucja techniczna i kultura europejska. Kwestia sporna, to myśl, że one 'musiały' być kluczowe bez względu na ideologiczne mody. Dopiero gdyby to ustalić mógłbym się spierać, czy chrześcijanstwo bardziej pomogło czy zaszkodziło.
Pozdrawiam
<p>Zastanów się, czy swoim powyższym postem nie uraziłeś moich uczuć religijnych. Jestem ateistą- czczę Święty Spokój.
|
|
| dnak (1340 punktów) | >3. Jak wyglądałby rozwój naukowo-techniczny? >- byłby o wiele szybszy i bogatszy
Skąd przeświadczenie o tym, że postęp byłby szybszy, gdybyśmy zatrzymali się na antycznych formach religijnych si społecznych? Antyk przez 2000 lat nie niósł ze sobą żadnych postępów technologicznych, od wynalezienia żelaza nastąpił zastój w rzemiośle i rolnictwie, jedynie okres rzymski przyniósł pewien postęp w dziedzinie architektury, ale nie były to czynniki wyzwalające gwałtowny rozwój społeczno-gospodarczy. Narzeka się na średniowiecze jako czas ciemnoty, ale prawda jest taka, że to średniowiecze przyniosło rewolucję w rolnictwie (wcześniej przez ponad 2000 lat używano drewnianego pługu) wdrażając trójpolówkę, chomąto, czy żelazny pług do codziennego użytku i skokowo zwiększając efektywność prac rzemieślniczych i rolniczych poprzez masowe zastosowanie kół wodnych. Poza tym żadne starożytne państwo nie wprowadziło powszechnego systemu szkolnictwa podstawowego i wyższego - to znowu domena średniowiecznej Europy. Przykłady można mnożyć w nieskończoność, ponieważ powszechne mniemanie o tzw. wiekach średnich jest przekłamane przez nasze pojmowanie renesansu - epoki, która zasłynęła rozwojem nauki i sztuki, ale nie wprowadziła żadnych innowacji do gospodarki. Przecież średniowieczne formy gospodarowania i produkcji przetrwały niemalże nienaruszone aż do XVI-XVII wieku, kiedy zostały częściowo wyparte przez zdobycze okresu baroku.
>4. Struktura polityczna Europy >- szersze granice kulturowe europy (afryka północna i bliski wschód) >- Imperium Rzymskie zastępują wcześniej lub później (temat na osobną dyskusję czy wcześniej czy >później) państwa narodowe
Znowu przekłamanie - gloryfikacja Imperium Rzymskiego, w momencie w którym to polityka tegoż tworu doprowadziła do tzw. ciemnych wieków, które zaczynają się nie (jak się powszechnie uważa) po 476 roku, a już w okolicach II-III w n.e.
>5. Konflikty >- główny konflikt pomiędzy dyktaturami a republikami/demokracjami >- konflikty pomiędzy państwami narodowymi
Zastanawia mnie skąd wzięło się twoje przeświadczenie o powstaniu państw narodowych w pierwszych wiekach naszej ery...
>6. Religia i wartości >- pluralizm i tolerancja religijna (oczywiście mówię o głównej tendencji) wynikająca z wielości >różnych religii i wyznań >- przewagę mają religie wschodnie o charakterze monolatrii >- humanitaryzm byłby na podobnym jak dziś poziomie ale miałby mniej religijną genezę
Fajnie jest wyobrażać sobie świat rzymskiej tolerancji religijnej, w momencie w którym powinno się mieć przed oczami pewne bardzo niemiłe zabiegi mające na celu oswojenie ludzi z dzikimi zwierzętami z rodziny kotowatych ku uciesze publiczności. Kolejna rzecz: skąd pomysł humanitaryzmu? Represje stosowane przez rzymian były jednymi z najokrutniejszych, jakie kiedykolwiek stosowane były przez administrację państwową, nie było tam miejsca na żadne postawy, które mogły doprowadzić do humanitarnego traktowania kogokolwiek w dzisiejszych rozumieniu tego słowa.
>Nie wspomnę, że gdyby >nie Konstantyn Wielki i jego żądza niepodzielnej władzy (Nicea 325) chrześcijaństwo nie stałoby się >jednorodną religią państwową.
ja to widzę zupełnie inaczej: Kontantyn Wielki nie faworyzował chrześcijaństwa, bo lubił chrzescijan, zrobił to, bo w pewnych konkretnych warunkach potrzebował pewnej konkretnej ideologii dla osiągnięcia dalekosiężnych politycznych celów. gdyby akurat nie trafiło na chrześcijaństwo, a inną religię o podobnym potencjale to jej losy prawdopodobnie potoczyłyby się podobnie. Ludzie uderzając w religię popełniają jeden zaadniczy błąd odbierając sobie argumenty, a dając je przeciwnikom: zorganizowana religia nie jest niczym szczególnym, nie jest tworem nadanym przez jakiegoś boga, a jedynie organizacją społeczną, która jest wynikiem konkretnych dążeń ludzi. Jakiekolwiek zakazy i nakazy wydawane przez prominentów np. kościoła niczym nie różniły się od dekretów książąt i służyły dokładnie temu samemu. Kościół nie powstrzymywał nauki, jak się powszechnie uważa. Każdy nietolerancyjny dekret, każdy heretyk na stosie to nie celowy plan pozbawienia ludzkości szansy na rozwój, a próba zachowania swoich wpływów przez konkretny podmiot polityki międzynarodowej w konkretnych politycznych warunkach. Trzeba przecież zwrócic uwagę, że nie każdy myśliciel był od razu palony na stosie, a aż do czasów oświecenia uniwersytety podlegały papiestwu i kształciły wielu ludzi nauki, w tym ścisłej. Jako kontrprzykład może posłużyć polityka wielu europejskich władców, którzy w XVIII wydawali dekrety brutalnie karzące każdego, kto ośmieli się przywieźć do kraju jakąś przemysłową maszynę. Nie wynikało to z chęci powstrzymania postępu, a jedynie zachowania własnego panowania: nowe środki produkcji pozbawiają wpływów stare kręgi elity gospodarczej, na której na ogół opierali się władcy w tym okresie tzn. patrycjatu miejskiego.
W ten sam sposób działa polityka papieska, a dokładniej: każdej zorganizowanej religii, bo taka rleigia jest tylko pewną formą sprawowania świeckiej władzy. Bardzo ważne jest więc, żeby w próbie racjonalnego podejścia do spraw religijnych nie przeholować i nie uznać wyjątkowości jakiegokolwiek kościoła, co bardzo czesto się zdarza na tym forum. Żeby walczyć z papieżem robi się z niego nie zwykłego króla, którym jest, a pomazańca bożego obdarzonego magiczną mocą zmieniania rzeczywistości. Religia jest tylko wypadkową dążeń społecznych, kiedy stara religia nie odpowiada tymże dążeniom - wypada z gry, czego doskonałym przykładem są wojny religijne i próby uwolnienia spod papieskiej kurateli setek ruchów relijnych na przestrzeni wieków. A potem nowe, postępowe ruchy same stawały się represyjne dla jeszcze nowszych. Katolicyzm papieski przestał odpowiadać dążeniom ludności? Wytaczało się armaty i próbowano uwolnić spod świeckiej władzy Rzymu. Przykładów nie trzeba szukac daleko, bo cały XVI wiek to ciąg takich prób wywołanych racjonalnymi przesł
|
|
 | 1 na 1 | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | Dzięki za uzasadniony wątek opozycyjny. > postępW dziedzinie metalurgii (ogólnie technologii militarnych) postęp był faktycznie duży - co przełożyło się zapewne na rolnictwo. Budowano dużo lepsze trebuszety (fizyka praktyczna ale z tego co wiem bez podbudowy teoretycznej), kuto znakomitą stal (Celtowie w czasach IR też kuli znakomitą stal). Przyznasz jednak, że w sferach takich jak matematyka, kosmologia czy ogólniej filozofia przyrody (a tu mam się za jako takiego speca) panował niemal 100% zastój. Trochę lepiej było w naukach społecznych a już bardzo mocno stali w angelologii i apologiach świętych. Szlag trafił też mnóstwo wynalazków praktycznych (cement, akwedukty itd. itp.). Oczywiście elita naukowa, pochowana do XII - XIII wieku niemal tylko i wyłącznie w klasztorach, znała (dzięki Arabom zresztą) opracowania Ptolemeusza, neoplatończyków, Arystotelesa ale jedyne co robiono to "zachowywano wiedzę". Bacon, Kopernik później Bruno czyli empiryści i teoretycy ci którzy próbowali dołożyć coś rzeczowego od siebie natrafiali na ogromny opór (dlaczego wymieniam uczonych z tak późnego okresu? ponieważ wcześniej poza kilkoma ogólnymi ideami <ockham> nic przełomowego nie nastąpiło). Postęp teoretyczny, który dał nam nowożytną rewolucję naukową to okres kiedy kościół nie mógł już zatkać ust wolnomyslicieli (lub ich zesmażyć) - a co nastąpiło (ukłon w Twoją stronę), dzięki wynalazkowi średniowiecza prasie drukarskiem. > >4. Struktura polityczna Europy> Znowu przekłamanie - gloryfikacja Imperium Rzymskiego, w momencie w którym to polityka tegoż tworu doprowadziła do tzw. ciemnych wieków, które zaczynają się nie (jak się powszechnie uważa) po 476 roku, a już w okolicach II-III w n.e.Po pierwsze w mojej wypowiedzi nie ma gloryfikacji! Staram się być rzeczowy. Po drugie zakładam, że Imperium/a rozpadły by się, aczkolwiek ciekawą odwrotną argumentacje zaprezentował w tej dyskusji Jacek Tabisz. Zgodzę się, że Imperium było w kryzysie z którego raczej nie mogło się podnieść i kryzys ten dotknął wszystkich obszarów społecznych (ekonomia, nauka itd.). Niemniej jednak gdyby nie chrześcijańskie "całopalenie" średniowiecze odziedziczyłoby z pierwszej ręki ogromną ilość wiedzy teoretycznej i praktycznej zarówno w formie pisanej jak i "zasobów ludzkich". A tak to podając przykłady pierwsze z brzegu poszarpano Hypatię, przegnano uczonych Akademii, zjarano wszystko co nie znajdowało się w kanonie. Później trzeba to było brać od Arabów. > >5. Konflikty> Zastanawia mnie skąd wzięło się twoje przeświadczenie o powstaniu państw narodowych w pierwszych wiekach naszej ery...A kto tu mówi o pierwszych wiekach?  Generalnie ja uznałem, że Imperium upada a zastępują go państwa (republiki i dyktatury o różnych formach), które nabierają podobnie jak to miało miejsce w prawdziwym świecie charakteru narodowego (powoli!). > >6. Religia i wartości> >- pluralizm i tolerancja religijna (oczywiście mówię o głównej tendencji) wynikająca z wielości> >różnych religii i wyznań> >- przewagę mają religie wschodnie o charakterze monolatriiKotowate nijak się miały do tolerancji religijnej  A dlaczego? Ponieważ chrześcijanie występowali przeciw cesarzowi co było zbrodnią. Generalnie w IR każdy mógł wierzyć w co mu się podobało (oczywiści patrycjusze musieli czcić rzymskich bogów jeśli chcieli być na topie) pod warunkiem, że wiara nie sprzeciwiała się cesarzowi. Popatrz na tolerowanych (choć niespecjalnie lubianych) w IR Żydów a zrozumiesz o co mi chodzi. > Kolejna rzecz: skąd pomysł humanitaryzmu? Represje stosowane przez rzymian były jednymi z najokrutniejszych, jakie kiedykolwiek stosowane były przez administrację państwową, nie było tam miejsca na żadne postawy, które mogły doprowadzić do humanitarnego traktowania kogokolwiek w dzisiejszych rozumieniu tego słowa.IR było jednym z najokrutniejszych imperiów w historii. Przebił je chyba dopiero koleś ze stepów Mongolii i jego następcy. Dużo bym mógł na przykład napisać o okrucieństwach cesarza Justyniana... sarkazm jeśli byś sie nie spostrzegł  A tak na serio to ponieważ nie jestem ekspertem odsyłam ponownie do wypowiedzi Jacka Tabisza. > >Nie wspomnę, że gdyby> >nie Konstantyn Wielki i jego żądza niepodzielnej władzy (Nicea 325) chrześcijaństwo nie stałoby się> >jednorodną religią państwową.> ja to widzę zupełnie inaczej:> Kontantyn Wielki nie faworyzował chrześcijaństwa, bo lubił chrzescijan, zrobił to, bo w pewnych konkretnych warunkach potrzebował pewnej konkretnej ideologii dla osiągnięcia dalekosiężnych politycznych celów.W STU PROCENTACH prawda! W pełni się zgadzam z tym że Konstantyn był cynicznym politykiem, który wykorzystał najbardziej dynamicznie rozwijającą się wiarę w Imperium. Wykorzystał i do końca zdeprawował. To zresztą napisałem w zagajeniu. > Ludzie uderzając w religię popełniają jeden zaadniczy błąd odbierając sobie argumenty, a dając je przeciwnikom: zorganizowana religia nie jest niczym szczególnym, nie jest tworem nadanym przez jakiegoś boga, a jedynie organizacją społeczną.W dużej mierze masz rację ale zapominasz albo celowo (doktrynalnie?) pomijasz jeden dość powszechny fakt - ogromna większość ludzi w organizacji religijnej swoją świecką władzę postrzega jednak przez pryzmat wiary (boskiego objawienia)... a to bardzo dużo zmienia. Jak dużo mógłbym pisać pewnie godzinami ale to świetny temat na osobną dyskusję. Więc w jednym zdaniu i ogromnym uproszczniu: władza świecka jakkolwiek być może równie albo nawet bardziej brutalna w działaniu to na ogół pozbawiona jest czynników czysto irracjonalnych w które obfituje władza religijna (książe nie zabije cię jeśi będziesz go słuchał i płacił podatki, biskup spali cię nawet jeśli będziesz go słuchał w kwestiach świeckich, płacił podatki ale będziesz miał inny światopogląd). ps. jutro zaczne nowy wątek o różnicach miedzy władzą świecką a religijną. Zapraszam
|
|
|  | | dnak (1340 punktów) | > W dziedzinie metalurgiiCo do metalurgii: ważny jest nie sam fakt, że potrafiono wykonać jakieś przedmioty ze stali, bądź wykuć ją w sposób do dziś niepowtarzalny. Chodzi o powszechne rozpowszechnienie się żelaza, nawet niskiej jakości. Rolnik w VII wieku rył ciężkie gleby niziny europejskiej drewnianym patykiem, tak samo jak Sumerowie kilka tysięcy lat wcześniej, dwieście lat później do tej samej roboty zatrudniony był koń (to ważne! nie muł) ciągnący żelazny pług po podzielonym na trzy części polu. Nie sam wynalazek uświetnia epokę i czyni postęp, a jego wdrożenie. Maszyna parowa była znana już na przełomie er, ale nie mówimy o rewolucji przemysłowej Dioklecjana. > (dlaczego wymieniam uczonych z tak późnego okresu? ponieważ wcześniej poza kilkoma ogólnymi ideami <ockham> nic przełomowego nie nastąpiło)Nastąpiło to tak późno, bo dopiero w XII-XIII wieku pojawiły się obiektywne warunki pozalające na rozwój nauk teoretycznych. Nikt nie będzie rozważał dzieł filozofów, kiedy nie będzie miał czego wrzucić do garnka. Dlaczego ruchy ascetyczne pojawiły się dopiero w X-XIw? Ponieważ wcześniej nie było czego sobie odmawiać w skali społecznej, dopiero kiedy ludzie nabrali tłuszczu mogli docenić wagę czyjegoś fizycznego zamartwiania się - za czasów ich dziadów każdy był ascetą. Właśnie dlatego jestem daleko od zwalania całej winy na kościół - oburza mnie przypisywanie tak wielkiej, magicznej roli instytucji papiestwa, zwłaszcza, że nigdy nie miało ono realnej władzy na terenach innych niż Italia, a i to nie zawsze. Nie było tak, że w XIV-XVw papież nagle utracił wpływy i z jaskiń wyskoczyli myśliciele, którzy zobaczyli, że już wolno wyrażać swoje opinie. Wolność reformacji, próby wyrwania się spod kurateli biskupa Rzymu husytów, cały ruch devotio moderna - wszystko to potrzebowało bazy w postaci powolnej odbudowy ram życia intelektualnego Europy, ponieważ tak jak Grecy przez 1000 lat zbierali się do rozkwitu klasycznych Aten po zerwaniu z tradycją mykeńską i minojską tak Europejczycy musieli poświęcić wiele pokoleń ludzi myślących magicznie, żeby wykształcić w końcu myślicieli Oświecenia. Przykład grecki jest też o tyle dobry, że podobnie jak renesans zaczął nawiązywać (acz z wielkim przymrużeniem oka, co widzimy dopiero dziś) do IR tak Grecy wytworzyli podobnie zmitologizowane wyobrażenie o czasach herosów. > Niemniej jednak gdyby nie chrześcijańskie "całopalenie" średniowiecze odziedziczyłoby z pierwszej ręki ogromną ilość wiedzy teoretycznej i praktycznej zarówno w formie pisanej jak i "zasobów ludzkich".Ale papiery palił nie kościół, a ludzie. Niewykształcona biedota zawsze jest podatna na ruchy ekstremistyczne i ma ciągoty do nietolerancji i zacietrzewienia (popatrz sobie na społeczność wspierająca RM: to wszystko sfrustrowani, biedni i niewykształceni ludzie oraz elita zakompleksionych dupków żerujących na negatywnych emocjach i tęskotą do dobrych czasów), a IR doprowadziło do tego, że praktycznie tylko ta klasa społeczna pozostała na całym kontynencie. Nie jestem skłonny do zwalania winy na instytucję, która robiła tylko tyle, ile mogła i nic więcej (a kiedy jej działania nie odpowiadały opinii publicznej to buntowała się ona przeciwko opresji, co widać po mnożących się 'herezjach'). > Imperium upada a zastępują go państwa (republiki i dyktatury o różnych formach)No właśnie, tego nie rozumiem  Przecież to, co opisujesz to mniej-więcej to, co stało się w rzeczywistości. Nie widzę szansy na powstanie republik, ponieważ nie miały gdzie powstać, w zachodnim IR po IVw mieliśmy tak naprawdę trzy grupy: nieliczna arystokrację, podlegającą intensywnej pauperyzacji ludność wiejską i pasożytniczych mieszczan. > W dużej mierze masz rację ale zapominasz albo celowo (doktrynalnie?) pomijasz jeden dość powszechny fakt - ogromna większość ludzi w organizacji religijnej swoją świecką władzę postrzega jednak przez pryzmat wiary (boskiego objawienia)...Rzeczywiście, troszeczkę przesadzam nazywając religię tylko ideologią, choć to troszkę odmienna para kaloszy z powodu emocji ludzkich, do których religia się odwołuję, ale jednak pewne prawidła pozostają niezmienne: kiedy ludziom nie podoba się władza - nieważne czym się legitymizująca - buntują się przeciwko niej. Papiestwo dzierżyło ogromną władzę i autorytet, ale było przez większość czasu traktowane instrumentalnie - samo nie miało siły na aktywność działalność polityczną, ale było wygodnym forum do kontaktów międzynarodowych i mogło przechylać szalę zwycięstwa. Porównałbym je do Ligii Narodów - siły o pewnym znaczeniu militarnym i politycznym, która jednak sama w sobie nie istnieje i potrzebuje (dość chwiejnej na ogół) siatki sojuszy, żeby móc cokolwiek znaczyć.
|
|
| |  | 1 na 1 | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | Z częścią tez jestem się w stanie zgodzić ponieważ cała zabawa jest ściśle teoretyczna lecz mam kilka zastrzeżeń. Żeby się nie powtarzać czepiam się tylko Twoich stwierdzeń. > Co do metalurgii:Można przytoczyć ten sam argument, którym wspierasz tezę, że filozofia musiała nabrać siły a myśliciele musieli się wykszatałcić. Podobnie było z metalurgią i trójpolówką - pierwsza musiała się rozpowszechnić a na drugą musiał ktoś wpaść i tu zgodzę się, że system nie miał tak wielkiego znaczenia. Aczkolwiek jestem przekonany, że gdyby nie zrobiono "całopalania" to dryf wynalazków byłby znacznie szybszy. Masz natomiast zupełną rację, że wynalazki (vide maszyna parowa) muszą trafić na odpowiedni poziom rozwoju by móc być wcielone w praktyce ale pamietaj, że średniowieczni myśliciele katoliccy opierając się na dogmatach religijnych oburzali się okularami, za bałwochwalstwo uznawali pomysły o maszynach latających i namietnie palili astronomów praktyków. > Właśnie dlatego jestem daleko od zwalania całej winy na kościół - oburza mnie przypisywanie tak wielkiej, magicznej roli instytucji papiestwa, zwłaszcza, że nigdy nie miało ono realnej władzy na terenach innych niż Italia, a i to nie zawsze.Papiestwo było potęgą średniowiecznej Europy! Zapominasz chyba o wiekowej walce o dominum mundi między papiestwem a cesarstwem. To o czymś świadczy. Potęgą nie opierającą się na mieczu (choć i armię miało) lecz na legitymizacji władzy świeckich królów, którego to prawa przez setki lat nikt nie śmiał podważać (pierwszy chyba zrobł to Henryk VIII?). Pamietaj, że husyci - których wspominasz - którzy podskoczyli papiestwu ciężko za to zapłacili. Dopiero niemiecka i angielska reformacja przełamała absolutną dominację papiestwa w sferze dyplomatycznej i legitymizacyjnej ale zauważ, że obalanie katolicyzmu nie było drogą usłaną rożami. A na marginesie nie zarzucaj mi proszę, że nadaję papiestwu czy religii jakąś magiczną moc... broń cie panie boże  Była to instytucja polityczna żerująca na wierze, choć zapewne w dużym stopniu owo żerowanie wynikało z głębokich przekanań. > Ale papiery palił nie kościół, a ludzie.Jest na racjonaliście fajny artykuł jak to ci ludzie podburzeni przez biskupów niszczyli pogan. Zauważ, że bez przekonania o własnej racji, który zawdzięcza się wierze w jednego, jedynego boga nie byłoby tych pogromów a przynajmniej nie w tej skali. > >Imperium upada a zastępują go państwa (republiki i dyktatury o różnych formach)> No właśnie, tego nie rozumiem  Monarchie istniały "od zawsze" - i istniałyby rówież gdyby nie zwyciężyło chrześcijaństwo. Założyłem jednak, że w świecie bez tej przemiłej religii większą szansę miałyby różnego rodzaju bardziej demokratyczne formy władzy ponieważ poganie/najdźdźcy takie raczej mieli - nawet królowie byli u nich często wybierani. Oczywiści nie znaczy to że królestwa by nie istniały - zapewne miałyby tylko inną, może mniej feudalną formę i dlatego nazwałem je dyktaturami (przy tym się nie będę mocno upierał bo to faktycznie gdybologia). > Przecież to, co opisujesz to mniej-więcej to, co stało się w rzeczywistości. Nie widzę szansy na powstanie republik, ponieważ nie miały gdzie powstać, w zachodnim IR po IVw mieliśmy tak naprawdę trzy grupy: nieliczna arystokrację, podlegającą intensywnej pauperyzacji ludność wiejską i pasożytniczych mieszczan.Tak pod koniec cesarstwa miasta (zerwanie wymiany handlowej i gospodarki towarowo-pieniężnej) mocno podupałby a ludność się speuperyzowała. Być może w tych warunkach system feudalny był jedyną alternatywą. Nie wykluczam tego. > Papiestwo - Porównałbym je do Ligii Narodów - siły o pewnym znaczeniu militarnym i politycznym, która jednak sama w sobie nie istnieje i potrzebuje (dość chwiejnej na ogół) siatki sojuszy, żeby móc cokolwiek znaczyć.Jak napisałem wyżej papiestwo było do czasu reformacji potęgą (w którą oczywiście mieszali się królowie i cesarze świeccy) jednak było niekwestionowanym na zachodzie (kto kwestionował płonął vide katarzy i inne ruchy zniesione wewnętrznymi krucjatami) symbolem chrześcijaństwa i gwarantem legitymizacji władzy i nawet cesarze musieli się z nim liczyć (Cannossa). Jeszcze większą potęgę miał kościół (zauważ że nie papiestwo) w pierwszych wiekach państwowego chrześcijaństawa, które to wieki zaważyły w dużym stopniu na tym co nazywam nieco eufemistycznie "całopaleniem" osiągnięć starożytności.
|
|
| | |  | | dnak (1340 punktów) | > Można przytoczyć ten sam argument, którym wspierasz tezę, że filozofia musiała nabrać siły a myśliciele musieli się wykszatałcić. Podobnie było z metalurgią i trójpolówką - pierwsza musiała się rozpowszechnić a na drugą musiał ktoś wpaść i tu zgodzę się, że system nie miał tak wielkiego znaczenia. Aczkolwiek jestem przekonany, że gdyby nie zrobiono "całopalania" to dryf wynalazków byłby znacznie szybszy.W wypadku filozofii mamy w wiekach V-VIII do czynienia z gwałtownym zerwaniem ciągłości nauki. Nie ma tego trendu, jeśli chodzi o rolnictwo, bo ludzie nie przestali w tym okresie jeść. Nastąpił jedynie rozpad starych form gospodarowania i wytworzenie się nowych, bo o to głównie chodzi - nie było mowy o postępie w rolnictwie w IR, bo nikomu nie zależało na poprawie sposobów produkcji. Wielcy latyfundyści mieli gdzieś inwestycje w produkcję, a ci, którym mogło na niej zależeć (wolni chłopki dziedzicznie posiadający ziemię) albo nie istnieli, albo byli zbyt słabi i zbyt rozproszeni. Trójpolówkę i żelazny pług wprowadzono dlatego, żeby indywidualnie zwiększać plony, a żeby to robić musiał nastąpić rozpad tej struktury, która zabetonowała zacofanie w rolnictwie - Imperium Rzymskie, które opierało się całe właśnie na latyfundystach i latyfundiach. Odwracamy więc to,c o powiedziałeś: rozpad IR nie spowolnił rozwój, a dopiero go umożliwił. Ciężar gospodarczy powoli zaczął przenosić się na północ Europy, gdzie gleby były inne niż na południu, a przede wszystkim inna była organizacja społeczna: najpierw wspólna plemienna własność, która wyewoluowała w indywidualne posiadanie ziemi przez rodziny chłopskie. Ludzie ci pracując na własny rachunek mieli motywację do poprawy swoich warunków bytowych, kilkaset lat wcześniej byliby biednymi robotnikiami najemnymi o półniewolniczym statusie bez żadnych perspektyw na poprawę sytuacji. Podobny trend obserwujemy przecież w od XVII wieku w Polsce - pańszczyźniany chłop nie inwestował w innowacje, a szlachcic ziemski nie widział potrzeby zmiany sposobów gospodarowania. > Papiestwo było potęgą średniowiecznej Europy!Było, ale nie samo w sobie, a na skutek powiązań sojuszniczych. Wspominając o konfliktach XI-XIII wieku zapominasz o jednym: Grzegorz VII w końcu przegrał. Nie miał on siły w walce przeciwko Henrykowi IV, przecież cały episkopat niemiecki stanął murem za cesarzem. Ogłoszenie ekskomuniki przez Grzegorza nie było samo w sobie groźne dla Henryka, była ona jedynie iskrą, która wyzwoliła powstanie panów niemieckich, którzy od dawna już mieli sprzeczne z królem konflikty. Trzeba pamiętac, że Rzesza X-XIw była jeszcze silnie centralizowana, ale przy okazji widziała więcej przewrotów i wojen domowych, niż inne państwa tego okresu. Skoro już jesteśmy przy konflikcie o inwestyturę: obóz gregoriański otrzymał wsparcie od Bolesława II Śmiałego, ale tylko dlatego, ze Bolesław szukał dla siebie korony królewskiej, której nie mógł spodziewać się od cesarza. Poparcie papiestwa było więc czysto instrumentalne - tak jak w większości innych przypadków. > Pamietaj, że husyci - których wspominasz - którzy podskoczyli papiestwu ciężko za to zapłacili.Dokładnie. Ale znowu: nie przez papieża, a Habsburgów, Luksemburgów, Hohenzollernów i Jegiellonów, którzy szukali dla siebie sposobu na zdobycie korony czeskiej. Przecież to wojny husyckie doprowadziły ostatecznie do dynastycznego przetasowania, które miało miejsce w XV wieku. Zwróć uwagę, ze poparcie lub sprzeciw wobec husytów nie miały nic wspólnego z obecnym stanowiskiem papieża, a sytuacją polityczną w regionie. Zawsze przeciwny był Zygmunt Luksemburski, który na zwyciestwie husytów mógł tylko stracić, a okresowo wspierała ich dynastia Jagiellonów, która dwukrotnie otrzymywała od taborytów tron. Wojny husycie nie były do końca wojnami religijnymi - były to pierwsze próby Czechów do odzyskania niezależności pod panowaniem lokalnej dynastii, a kiedy to nie wyszło - próba wyrwania się z Habsbursko-Luksemburskiej dominacji nad rejonem. Husytyzm był jednak tym, co było potrzebne nowemu ruchowi - ideologią, pod którą można się było zjednoczyć do walki. > A na marginesie nie zarzucaj mi proszę, że nadaję papiestwu czy religii jakąś magiczną moc... broń cie panie boże  Oczywiście, rozmawiam z Toba, ale czasami wtrącam coś bezosobowo, co nie odnosi się do ciebie  C.D.N
|
|
| | |  | | dnak (1340 punktów) |
>Jest na racjonaliście fajny artykuł jak to ci ludzie podburzeni przez biskupów niszczyli pogan. Zauważ, że bez przekonania o własnej racji, który zawdzięcza się wierze w jednego, jedynego boga nie byłoby tych pogromów a przynajmniej nie w tej skali.
O ile rzeczywiście w skali mikro podburzenia takie miały charakter walki religijnej pojedynczych fanatyków, to skala makro pokazuje już coś innego: zawsze za każdą walką ideologiczną stoja racjonalne, na ogół ekonomiczne przyczyny. Zresztą czasami nawet te zdarzenia mikro są czysto pragmatyczne: pogromy Żydów, do których dochodziło w Polsce w średniowieczu występowały zawsze tam, gdzie ludzie przestawali być wypłacalni wobec żydowskich lichwiarzy. Oczywiście, podpalając żydowski dom nienawidzili Żydów za ich żydostwo, ale nienawiść ta wynikała głównie z tego, że musieli im płacić odsetki, cła i myta i inne dzierżawione przez nich swiadczenia. Budowany sprzeciw wobec ekonomicznej dominacji przejawiał się właśnie jako uczucia religijne.
>Założyłem jednak, że w świecie bez tej przemiłej religii większą szansę miałyby różnego rodzaju bardziej demokratyczne formy władzy ponieważ poganie/najdźdźcy takie raczej mieli - nawet królowie byli u nich często wybierani.
Ale 'monarchistyczny' charakter chrześcijaństwa jest wynikiem układów feudalnych, a nie na odwrót. To, że chrześcijanie składaja łapki do pacierza to wynik przejęcia do modliwty symboli feudalnych, a nie na odwrót. Bóg-król to również efekt istnienia monarchii w strukturach plemiennych Germanów, królowie potrzebowali usankcjonowania swojej władzy, więc biskupi wymyślili, że Dżehołwa bedzie nosił na głowie koronę. Dziedziczność panowania to znowu nie efekt ochrzczenia - to efekt ewolucji ustroju społecznego. Aklamacja wszystkich członków plemienia była możliwa tylko w pierwszych etepach jej istnienia, kiedy formy gospodarowania były proste, a obszar panowania niewielki. Rozwój państwa wymagał jednak centralizacji, rozwoju administracji i bardzo skomplikowanego podziału pracy i ról społecznych - to było czynnikiem tworzącym monarchie, nie jakiś bóg. Chrzescijaństwo przyjmowały już okrzepnięte organizacje państwowe, nie luźne plemiona. Chlodwig, państwo Ostro- i Wuzygotów, Ruś, Polska - wszystkie te przykłady wskazują na to, że przyjecie chrzescijaństwa nie wprowadziło monarchię, a pozwoliło ją ustabilizować. Przykład Litwy jest dobry, żeby ukazać co działo się bez wspólnej państwowej ideologii - tam książąt i władców plemiennych było na pęczki, a władza centralna nie istniała, ale nie zaprowadzono tam demokracji - rozbicie powodwało tylk i wyłacznie nieustanne wojny. W fazie plemiennej, nie ma mowy o szerokiej świadomości społecznej i rozumieniu funkcjonowania państwa (jak sama nazwa wskazuje - faza plemienna, kiedy nie istnieją inne mechanizmy identyfikacji), więc nie może powstać republika - może tylko pozostać nisko zorganizowane plemie.
>Tak pod koniec cesarstwa miasta (zerwanie wymiany handlowej i gospodarki towarowo-pieniężnej) mocno podupałby a ludność się speuperyzowała. Być może w tych warunkach system feudalny był jedyną alternatywą. Nie wykluczam tego.
Ja zawsze wychodzę z takiego założenia: skoro na przestrzeni dziejów coś się stało to dopóki nie zostanie mi udowodnione, ze to dziejowy błąd bedę uznawał, że to najlepsze, co mogło się stać. Właśnie dlatego, że o ile ludzie indywidualnie mogą podejmować głupie decyzje to w skali społecznej jest tyle mechanizów samoregulacji i kontroli, że pojawia się pewnego rodzaju determinizm dziejowy w miejsce przypadkowości.
>Jak napisałem wyżej papiestwo było do czasu reformacji potęgą (w którą oczywiście mieszali się królowie i cesarze świeccy) jednak było niekwestionowanym na zachodzie (kto kwestionował płonął vide katarzy i inne ruchy zniesione wewnętrznymi krucjatami) symbolem chrześcijaństwa i gwarantem legitymizacji władzy i nawet cesarze musieli się z nim liczyć (Cannossa).
Jestem troszkę skonfundowany. Najpierw mówisz, że papiestwo pozostawało niekewstionowane, a potem podajesz przykład Canossy... Aż do pewnego momentu nie można oddzielać spraw Cesarstwa (Rzeszy) i Papiestwa. Przecież do XI-XII wieku Rzym był stolica Rzeszy (zwanej czesto Niemcami...), a katolicyzm był religią państwową tj. ideologią władzy (tej jednej, konkretnej - króla rzymskiego). Oznaczało to, że np. w IX stolica papiestwa mógł sobie być Rzym, ale tak naprawdę była ona tam, gdzie w danym momencie był Karol Wielki, bo to on był jedyną siłą, która była w stanie zapewnić papiestwu przetrwanie. Pokonanie katarów i innych heretyków na południu Francji związane było nie z tym, że nie podobali się papieżowi. Ich koniec spowdowany był tym, że nie podobali się francuskiemu królowi, który widział w nich nie tylko ruch, który nie pozwala mu ciągnąć podatków z tego dość bogatego obszaru, a czynnik destabilizujący całe państwo. Katolicyzm znowu - był tylko religią państwową służącą za spoiwo różniących się bardzo czesto ziem. Pod tym wzgledem nie różnił się np. od komunizmu, czy ideologii rewolucyjnej Francji, które miały dokładnie ten sam cel i były w ten sam sposób utrzymywane przy panowaniu.
>Jeszcze większą potęgę miał kościół (zauważ że nie papiestwo) w pierwszych wiekach państwowego chrześcijaństawa, które to wieki zaważyły w dużym stopniu na tym co nazywam nieco eufemistycznie "całopaleniem" osiągnięć starożytności.
To, co napisałem powyżej. Potegę miał nie kościół, a jego obrońca. Kosciół w pierwszych wiekach służył temu, kto akurat sprawował kontrolę nad Rzymem i zgodnie z wolą tej osoby musiał modyfikowac swoje sprawy doktrynalne, jeśli te mogły uderzac w panującego, bądź panujący widział szanse dla siebie w zmianie doktryny. Właśnie tym nawiązuję do początku wypowiedzi: system feudalny dososował do siebie chrzescijaństwo.
|
|
| | | |  | | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | Fajna dyskusja... aż chyba będę się musiał przygotować do odparcia argumentów historycznych  Natomiast myślę, że tak naprawdę różnimy się diametralnie jednym obszarze - Ty nie uznajesz jak mi się zdaje roli emocji i działań irracjonalnych w sferze społeczno-politycznej, podczas gdy ja uznaje, że mają one bardzo duże (nie zasadnicze ale "tylko" bardzo duże) znaczenie. Z tej diametralnej różnicy wynika większość naszych opozycyjnych interpretacji tych samych faktów. Ty pewnie zawsze będziesz na nie patrzył pod kątem "czyjegoś przemyślanego interesu" natomiast ja postrzegam historię również jako dzieło przypadków i czysto irracjonalnych zachowań społecznych. Zapewne równie ciężko będzie mi przekonać Ciebie jak i na odwrót. Patrząc na wysokim poziomie abstrakcji idea, że wszystko ma racjonalny wymiar zakrawa mi trochę na teorię spisku. Moim zdaniem gdyby nie przypadki (oczywiście w dużej mierze determinowane sytuacją a raczej wpadające na dobry grunt historyczny) nie mialibyśmy... tak pierwsze z brzegu: ani podbojów Aleksandra Wielkiego, ani religii chrześcijańskiej, ani reformacji angielskiej (w sumie najbardziej przemyślany logicznie przypadek z tej krótkiej listy), ani hitleryzmu itp. itd. Wszystkie te kwestie zawdzięczamy przypadkowi i czynnikom irracjonalnym w które bohaterowie wierzyli nie mącąc sobie głowy logiką. Dodam, że takie przypadku powodują, że losy świata toczą się zupełnie inaczej.
|
|
| | | | |  | | dnak (1340 punktów) | > Fajna dyskusja... aż chyba będę się musiał przygotować do odparcia argumentów historycznych  Też się całkiem nieźle bawię  > Natomiast myślę, że tak naprawdę różnimy się diametralnie jednym obszarze - Ty nie uznajesz jak mi się zdaje roli emocji i działań irracjonalnych w sferze społeczno-politycznej, podczas gdy ja uznaje, że mają one bardzo duże (nie zasadnicze ale "tylko" bardzo duże) znaczenie.Dokładnie. Wg. mnie zanim jakakolwiek decyzja jakiegokolwiek szaleńca wejdzie w życie musi przejść przez sito decyzji ludzi, którzy mogą na tym stracić i którzy z tego powodu się nie zgodzą na pewne decyzje. Przykładem mogą być np. polskie przywileje - Władysław Jagiełło decydując się na wojnę przeciwko Krzyżakom w 1422 nie wziął pod uwagę tego, że rycerstwo wielkopolskie nie chce walczyć. Jego, jakkolwiek słuszna, decyzja mogła zostać storpedowana przez niechętną wojnie szlachtę, na której się opierał. Podobne przykłady na przestrzeni dziejów mają miejsce bardzo często - jakiś władca podejmował jakąś decyzję, a w książkach historycznych znajdujemy jej opis zaczynający się od 'niespodziewanie...', 'wbrew oczekiwaniom...', 'mimo wstępnego poparcia...' itd. > Ty pewnie zawsze będziesz na nie patrzył pod kątem "czyjegoś przemyślanego interesu" natomiast ja postrzegam historię również jako dzieło przypadków i czysto irracjonalnych zachowań społecznych.Właśnie chodzi o to, że nie zawsze coś musi być przemyślane, a często na decyzje o znaczeniu międzynarodowym wpływa przypadek (np. kurier złamał nogę i list X nie dotarł do osoby Y, a lit ten miał zaważyć o decyzji), ale i tak muszą wystąpić pewne okoliczności, żeby przypadek ten miał szansę się ziścić. Wojny nie wybuchały dlatego, że ktoś coś powiedział albo ktoś się zdenerwował. Obraźliwe słowa mogły co prawda wywołać wojnę, tj. być jej bezpośrednią przyczyną, tak samo jak gniew, ale bez już istniejącego napięcia społecznego nic by się nie stało. Przykładowo: polska reprezentacja wielokrotnie przegrała mecz np. z Niemcami, czy Czechami, ale jeszcze ani razu z tego powodu polskie wojska nie przekroczyły Odry. Przykład jest skrajnie przesadzony i leko humorystyczny, ale pokazuje to, o czym mówię. Przypadek, emocje (mecz futbolowy) nie wpłyną na bieg dziejów, jeśli nie istniały już wcześniej warunki, które mogły pozwolić na tego typu zdarzenia. Nie chodzi w tym wszystkim o to, że wszystko co się dzieje jest racjonalne i przemyślane. Chodzi tylko o to, że szereg abstrakcji i przypadków jest tak samo katalizatorem jak i inhibitorem zdarzeń. Im wyżej w drabinie społecznej tym więcej niewiadomych pojawia się na drodze decyzji, a więc w grę wchodzi statystyka. Tutaj pojawiają się tendencje społeczne, o których mówię. Im więcej ludzi popiera dane wydarzenie tym mniej przypadkowych zjawisk negatywnych powinno się pojawić (jak mówię - powinno, bo przecież może się okazać, że wszyscy najwieksi zwolennicy będą mieli w danym dniu L4 i nie uda im się w jakikolwiek wspomóc).
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | Niestety dziś króciutko - Postacie takie jak Aleksander Wielki, Paweł z Tarsu, Konfucjusz, Tamerlan, Hitler wskazują według mnie jasno, że historia może potoczyć się zupełnie innym torem ze względu na wpływ działań jednej osoby. Jeśli popatrzysz na te postaci to zobaczysz, że często są to działania których nie da się w żaden logiczny sposób uzasadnić i choć żadna z tych postaci nie zdziałała by nic gdyby nie warunki to - patrząc z drugiej strony - gdyby nie te postaci to zastane warunki nie dałyby tak spektakularnych efektów.
Drugi koronny argument - gdyby historia przebiegała w sposób racjonalny to nie byłoby większych problemów z w miarę dokładnym przewidzeniem przyszłości a jest wręcz przeciwnie! Wszystkie dłuższe niż dekada przewidywania są tylko marną futurologią, nawet jeśli są bardzo ogólnikowe i abstrakcyjne. I niestety tak było zawsze - również w czasach gdy sprawy szły bardzo powoli.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | dnak (1340 punktów) | > Niestety dziś króciutko - Postacie takie jak Aleksander Wielki, Paweł z Tarsu, Konfucjusz, Tamerlan, Hitler wskazują według mnie jasno, że historia może potoczyć się zupełnie innym torem ze względu na wpływ działań jednej osoby. Jeśli popatrzysz na te postaci to zobaczysz, że często są to działania których nie da się w żaden logiczny sposób uzasadnić i choć żadna z tych postaci nie zdziałała by nic gdyby nie warunki to - patrząc z drugiej strony - gdyby nie te postaci to zastane warunki nie dałyby tak spektakularnych efektów.> Drugi koronny argument - gdyby historia przebiegała w sposób racjonalny to nie byłoby większych problemów z w miarę dokładnym przewidzeniem przyszłości a jest wręcz przeciwnie! Wszystkie dłuższe niż dekada przewidywania są tylko marną futurologią, nawet jeśli są bardzo ogólnikowe i abstrakcyjne. I niestety tak było zawsze - również w czasach gdy sprawy szły bardzo powoli.Ja również krótko, bo 3 minuty temu powinienem był wyjść na tramwaj  Hitler nie doszedł do władzy w próżni, żeby osoba taka jak on mogła dojść do władzy musiały zaistnieć pewne bardzo konkretne okoliczności - bieda lat dwudziestych, upokorzenie po traktacie wersalskim. Wykresy popularności NSDAP dość dokładnie pokrywają się z wykresami przedstawiającymi bezrobocie, czy pauperyzację społeczeństwa. Hitler nie był szczególny pod żadnym względem, ludzie w tamtym czasie po prostu potrzebowali silnej jednostki i zastąpić Hitlera mogłoby szereg ludzi np. z jego otoczenia (bądź niegdysiejszych politycznych koalicjantów). Byc może zajęłoby to miesiąc-rok dłużej, ale ktoś charyzmatyczny na pewno by się pojawił, bo ludzie szukali w przywódcach charyzmy. Z innej bajki: to samo tyczy się Lutra - nie był ani jakoś bardzo przebojowy, ani jego poglądy nie były jakimkolwiek novum, bo większość z jego tez występowała już sto lat wcześniej u husytów. Po prostu w momencie, w którym przybijał swoje tezy na swoje drzwi więcej ludzi chciało uwolnienia się spod dyktatu sił konserwatywnych reprezentowanych przez kosciół. Można powiedziec: facet miał szczęście, to przypadek i mieć rację - dla niego to był przypadek, łut szczęscia. Ale reformacja to nie Luter, on tylko popłynął na nurcie, który dojrzewał już od dwustu lat - sam niczego nie wywołał. Co do drugiego koronnego argumentu: nie mówię, że historia jest racjonalna. Za dużo czynników (nawet zewnętrznych) wpływa na jakąkolwike decyzję, żeby odpowiednio przewidywac pewne wydarzenia, sytuacja się cały czas zmienia. To tak, jak z teorią chaosu - nie powiesz, że jest nieracjonalna tylko dlatego, że czasami przeinacza najbardziej prawdopodobny (niemalże pewny!) wynik. Po prostu ludzkiemu rozumowi umyka bardzo wiele czynników, które wpływają na wynik. Może się okazać, że na wynik wyborów w 40-milionowym narodzie wpłynie to, że jeden człowiek pięć tysięcy kilometrów dalej wywróci się na chodniku uruchamiając nieprzewidzianą nieskończoną ilość zdarzeń, które ostatecznie doprowadzą do upadku rządzącej partii w państwie, o którym nawet nie słyszał. Teoretycznie prawdopodobne, ale na drodze do takiego rozwiązania stoi nieskończoność innych zdarzeń, które mają dokładnie taki sam (czyli niemal zerowy) wpływ na świat dookoła.
|
|
| | | | | | | |  | | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | Sumując. Do pełnego konsensusu zapewne nie dojdziemy bo znów mi się cisną na usta (a raczej na palce) kontrargumenty  . Zapewne - skoro możemy tak silnie obstawać przy tak biegunowych poglądach i popierać je rozsądnymi argumentami - prawda musi leżeć gdzieś po środku a nasz spór zmienia się w spór doktrynalny z definicji nierozwiązywalny. Dzięki za odmienne spojrzenie!ps. czytałeś "wątek wazy" (swoją drogą nieźle kolega pojechał) więc wiesz jakie jest moje końcowe "amen" albo "howgh" jak mawiali indianie
|
|
| Konowal (6291 punktów) | >można się bawić w domysły typu "co by było gdyby".
"gdybologia stosowana" jeżeli stosuje się ją do więcej niż jednego wydarzenia jest z lekka bez sensu gdyż każda odpowiedź jest prawdopodobna
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
 | | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | > >można się bawić w domysły typu "co by było gdyby".> "gdybologia stosowana" jeżeli stosuje się ją do więcej niż jednego wydarzenia jest z lekka bez sensu gdyż każda odpowiedź jest prawdopodobnaRoku pańskiego 478 w na rzymskim Forum ląduje desant Azteków w długich łodziach balonowych... itd. itd. Więc może "nie każda"
|
|
|  | | Konowal (6291 punktów) | > >>można się bawić w domysły typu "co by było gdyby".> >"gdybologia stosowana" jeżeli stosuje się ją do więcej niż jednego wydarzenia jest z lekka bez sensu gdyż każda odpowiedź jest prawdopodobna> Roku pańskiego 478 w na rzymskim Forum ląduje desant Azteków w długich łodziach balonowych... itd. itd.> Więc może "nie każda"  > a co nie mógłby czy jak ?
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
Alhamdu_lillah _سورة (9 punktów) (zablokowany) | >3. Jak wyglądałby rozwój naukowo-techniczny?
Na niskim poziomie. kalifaty arabskie oraz Cesarstwo Bizantyjskie "były najwyżej cywilizacyjnie rozwiniętymi obszarami świata" jak mówi Wikipedia.
|
|
 | 3 na 3 | Smith (10069 punktów) | > >3. Jak wyglądałby rozwój naukowo-techniczny?> Na niskim poziomie.Nie równaj wszystkiego do siebie. > kalifaty arabskie oraz Cesarstwo Bizantyjskie "były najwyżej cywilizacyjnie rozwiniętymi obszarami świata" jak mówi Wikipedia.Co nową świętą księgę znalazłeś? To zajrzyj tutaj i oddaj się kontemplacji najlepiej z pokłonami dla swej przenikliwości.  To może się ulituje i objawi.
|
|
 | | Wiktor Trojanowski (385 punktów) | >>3. Jak wyglądałby rozwój naukowo-techniczny? >Na niskim poziomie. >kalifaty arabskie oraz Cesarstwo Bizantyjskie "były najwyżej cywilizacyjnie rozwiniętymi obszarami świata" jak mówi Wikipedia.
Zauważ, że cesarstwo i Islam były spatkobiercami kultury antycznej a my zastanawiamy się co by było gdyby nie zapanowała religia chrześcijańska i cała europa mogłaby czerpać z tej kultury. Więc "niski poziom" jest raczej nieuzasadniony.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Po za tym były Chiny i Indie, w tym okresie bardziej cywilizowane od Bizancjum. Histora Bizancjum to historia zmierzchu z krótkimi wzlotami. Bizancjum było bladym cieniem augustowskiego Rzymu. Hagia Sophia jest imponująca, ale wznieśli ją architekcji ormiańscy. Armenia była wtedy samodzielnym państwem. Też niosła w sobie dziedzictwo rzymskie, zaś chrześcijaństwo zatarło jej dawniejszą historię. Architekcji swoje umiejętności zawdzięczali też Persom, drugim obok Rzymian mistrzom od kopuł w owych czasach.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|