Dzisiaj w kościele na mszy dziecięcej objawiła mi się tragedia, na którą byłem, przyznaję, jak dotąd ślepy. Może dlatego, że słabo uważałem w kościele.
Otóż kapłan, odczytawszy Ewangelię rozpoczął prawić naukę. Przedział wieku audytorium 5-9 lat, podobnie przedział ilorazu elokwencji kapłana. Ale do rzeczy. Było o owieczkach i pasterzu. Wiemy już przeto, kto grał pasterza, a kto słodkie baranki. Wiemy, kto został przywódcą (nieistotne jak głupim).
I dalej(parafrazuję)
Pasterz : Jakie powinnyście być, owieczki?!
Jaś: Posłuszne wobec dorosłych. Wszystkich.
P

po pół minuty wysiłku umysłowego) Hola! Pan Jezus mówił, że do zagrody przyjdą złodzieje. To wszystkich, czy nie. Nie, nie! Nie powinnyście SŁUCHAĆ wszystkich. (Dopowiadam dla mniej bystrych - słuchajcie tylko pasterza, głównie, i rodziców.)
Nie wiem, jaki był kontekst słowa słucham w ustach Pasterza, ale nie zabrzmiało to zbyt dobrze. Dodam, że słowo SŁUCHAĆ zacytowałem.
W parafii, w której mieszkam jest zwyczaj gromadzenia się dzieci wokół ołtarza na "Ojcze (Chrzestny - polecam) Nasz". Przez pierwsze miesiące obowiązywały regularne walki o miejsce przy Pasterzu, dosłownie.
Muszę przyznać, że nie doceniałem jak cwani są ci czarni, jak oni to mają zaplanowane. Goebbels by im mógł pozazdrościć. Szczególnie co się tyczy dzieci, ja nawet byłem ministrantem i do dziś nie wiem jak mi się udało. Straszna to machina.
Więc podsumowując: Największym grzechem rodziców (jednym z największych - nie łapmy się za słowa) jest ochrzczenie, obrzezanie, nurzanie w Gangesie itp. dziecka. Bzdurą, wykrzyczeć chcę, jest teza, jakoby religia przyczyniała się do bogactwa naszej czy innej kultury czy cywilizacji, bo taka kultura istnieje, ale ma piasek za fundament. Bo taka cywilizacja zabija 50 mln ludzi w konflikcie zbrojnym bez mrugnięcia okiem, cywilizacja, o której się mówi chrześcijańska. Bo ona, do k***y nędzy, nie kształtuje człowieka, tylko jego pozór(mówiąc o poglądach).
Nie moralność tylko jej złudzenie. Bo nie pozwala pytać o wszystko, myśleć o wszystkim. Zaprzecza człowieczej naturze, zwierzęciu w człowieku, brzydocie człowieka.
Uważam, że człowiek dla siebie samego może być twórcą, może płonąć, wybuchać i gasnąć, dawać źródło dla wielkich rzeczy na swoją miarę. A religia, związane z nią wychowanie, odrzuca ten potencjał, ogranicza go do jedzenia wafelków, koszernego mięsa, czy czołobitności. Ta woda wsiąka w piasek, nie szuka koryta.
Antyklerykalizm - tak, antyateizm - tak, nienawiść - tak, złość - tak. Bez wrogów szczeźniemy.
Skończę w żartobliwym tonie. "Kapłana zwalcza się nie argumentami, lecz więzieniem" - F. Nietzsche (podpowiedź - "kapłan" to tutaj niekoniecznie osoba), łebski gość, zresztą powyżej też samoistnie trochę go wplotłem.
Bij, zabij!!, bo nijak inaczej.