Racjonalista - Strona głównaDo treści
Odczuwanie "potrzeby boga"

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
22-01-2010 16:04Wiktor Trojanowski (385 punktów)Odczuwanie "potrzeby boga"
Ocena 1 na 1
Od dawien dawna nurtuje mnie pytanie: czy mój ateizm wynika bardziej z wiedzy i świadomości czy z braku (lub raczej znikomości) religijnych potrzeb transcendentalnych.

W kwestii samych potrzeb religijnych, co do których powszechności nie muszę chyba nikogo przekonywać, to jak zapewne wiecie odpowiada za nie (przynajmniej w większości) kilka obszarów mózgu, które pobudzane magnetycznie ( badania Michaela Persingera) lub chemicznie (badania dr Petera Bruggera ale też można spróbować samemu na przykład stosując dostępną w sklepach z tzw. dopalaczami Szałwię Wieszczą)wywołują min. poczucie obecności boga.

Zatem moje pytanie dotyczy tego czy u Was - zacni forumowicze - ateizm ma bardziej podłoże racjonalne czy wynika raczej z wrodzonego (lub nie wyuczonego) braku (lub znikomości) religijnych potrzeb transcendentalnych. Bardzo mnie interesuje która z tych przyczyn jest bardziej powszechna. A może ktoś zna inne przyczyny?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

22-01-2010 18:06
 Ocena 14 na 14
marek milczewski (2335 punktów)

>Zatem moje pytanie dotyczy tego czy u Was - zacni forumowicze - ateizm ma bardziej podłoże
>racjonalne czy wynika raczej z wrodzonego (lub nie wyuczonego) braku (lub znikomości) religijnych
>potrzeb transcendentalnych. Bardzo mnie interesuje która z tych przyczyn jest bardziej powszechna. A
>może ktoś zna inne przyczyny?

Odpowiem za siebie. Mnie mój ateizm kompletnie nie zajmuje. Mam go głęboko w dupie.
Podobnie jak jestem ateistą, jestem apokerzystą, agraczemkomputerowym, ascrabblistą, askoczkiemspadochronowym i azajobem, który jest sensem życia dla bardzo wielu ludzi.
I co, mam o tych wszystkich "a..." myśleć i dociekać, dlaczego nie ja? Co jest przyczyną, że czarodziejka nie dotknęła mnie różdżką i nie szaleję na punkcie tego, czy owego?
Znam lepsze powody na miłe spędzenie czasu.

pozdrawiam marek


dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mój ateizm wynika z zamiłowania do rzeczywistości. Nie lubię się na ten temat okłamywać. A gdy już się nie okłamuję - jest bardzo przyjemnie. Zamiast walić głową w ścianę mogę popatrzeć na liście i gwiazdy, posłuchać śpiewu żab i skowronków, poczytać ciekawe książki (zamiast bełkotu Augustynów, Tomaszów i inszych), a nawet czasem samemu coś wymyśleć i być z tego zadowolonym. Ateizm to sama przyjemność.
22-01-2010 21:35 
 Ocena 8 na 8
lotrek (14275 punktów)
>Ateizm to sama przyjemność.
I święty spokój....nie dręczę się wizją piekła, którym straszą funkcjonariusze pana Boga, nie muszę klepać bezmyślnie paciorków a w niedziele słuchać kazań jakiegoś nawiedzonego klechy, który często zamiast namawiać do "miłości bliźniego", nawołuję do nietolerancji, antysemityzmu i na dodatek każe mi wierzyć we wszystkie, bezdyskusyjne wymysły papieży...zwane dogmatami. Mam im wierzyć bezkrytycznie, bo oni wiedzą lepiej i mają monopol na tą wiedzę. A przecież wiem, że ich wiedza nie ma podstaw naukowych, empirycznych....wynika tylko z wiary...o ile ją posiadają. Pewnie i ateiści zdarzają się w śród nich a agnostyków to pewnie jest bez liku.

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
23-01-2010 03:08 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Tak Lotreku. Ja jedynie zawsze podkreślam, że najgorszy jest ten kościół w głowach, jednych i drugich, księży i ich wiernych. Gdy ktoś sam się oszukuje książką sprzed 2000 lat, nie spojrzy nigdy na to, co go otacza. To rodzi korupcję (u kapłanów i wiernych) , poczucie wyższości i przemoc.

Dlatego to, czy ktoś praktykuje czy nie, nie jest moim zdaniem aż tak ważne. Najważniejsze jest używanie własnego umysłu do sprawdzania pozornie atrakcyjnych informacji, zwłaszcza tych natury ogólnej.

Od kiedy religie monoteistyczne zaczęły podkreślać zasadę wiary i płynącej z niej łaski, w zasadzie postawiły na agnostycyzm. Aby zagrzewać serca potrzeba teatru (w islamie, chrześcijaństwie, judaizmie, w politeizmie trochę mniej). Aby był teatr, potrzeba dramatu. Ciągłej rozterki, szukania wiary, czekania na wiarę, etc. Ten teatr plus zaświaty są dużo ważniejsze od wymyślonych Jezusów.
23-01-2010 05:14 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)
>Aby zagrzewać serca potrzeba teatru (w islamie, chrześcijaństwie, judaizmie, w politeizmie trochę mniej). Aby był teatr, potrzeba dramatu. Ciągłej rozterki, szukania wiary, czekania na wiarę, etc. Ten teatr plus zaświaty są dużo ważniejsze od wymyślonych Jezusów.
Masz rację i za udział w spektaklu karzą sobie jeszcze słono płacić. Tylko Świadkowie Jehowy jakoś sobie radzą bez tego "cyrku", w ich praktykach religijnych nie ma "spektaklu". Oni naprawdę wierzą w tą starą księgę....zupełnie irracjonalnie, co budzi mój niechętny podziw.

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
23-01-2010 08:44 
 Ocena 5 na 5
Adrian Sadura (0 punktów)
Dlaczego podziw. Spotykają się na zebraniach dwa, trzy razy w tygodniu. Przyprowadzają swoje dzieci kiedy te jeszcze jeszcze mają parę tygodni. Do tego wspólne głoszenie, wspólne spędzanie czasu. Nie ma co podziwiać. Nawet ich niewątpliwe zalety wynikają z tego, iż tak pisze biblia, a każdy chce przeżyć armagedon i żyć wiecznie w raju. Nie ma tu miejsca na samodzielną rozkminę ani na nutę chociażby humanizmu. Instynkt stadny + samozachowawczy, tudzież ochocze poddawanie się tresurze niemyślenia i przyjmowanie wszystkiego co Strażnica powie za prawdę absolutną.

Amen
24-01-2010 11:50 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)
>Dlaczego podziw.
Podziw, bo oni naprawdę wierzą...w porównaniu do takich katolików, którzy wierzą wybiórczą, mało kto z nich wierzy w piekło i ze swojej religii biorą to co im akurat pasuję, często wierzy bo tej akurat religii został wychowany i nie zastanawia się nad jej sensem. Moim zdaniem wiara powinna być taka, jak u ŚJ....znam ich trochę, są wybitnie irytujący ze swoją bezrefleksyjnością i odpornością na jakąkolwiek logikę.
Napisałem "niechętny", bo nie ma w tym nic budującego.

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
23-01-2010 14:58 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Chrześcijaństwo nigdy nie było religią, która próbuje wyjaśnić rzeczywistość. Stąd wiara w wiarę. Gdy bardzo dawno temu jacyś politeiści sądzili, że chmura jest bogiem (jednym z) i zsyła deszcz, starali się co najwyżej podlizać chmurze w sprawie deszczu. Idea zaświatów była im obca, albo wysoce nieatrakcyjna. Dlatego nie wierzyli w wiarę. Były chmury - boginie i próby sprowadzenia deszczu. Najzabawniejsi byli chińscy taoiści (też politeizm). Mieli na przykład boga rzeki, ze świątynią i posągiem. Gdy rzeka wylała, bóg bywał aresztowany. Mali domowi bogowie (czyli posążki) nieraz bywali poniewierani (z obskikiwaniem włącznie) za zdradę. Tam gdzie brakowało wyjaśnienia, pojawiał się symbol, na którym można było wyładować swoją frustrację... Oczywiście po kilkunastu wyładowaniach mało kto chciał trzymać w więzieniu, czy w domu skompromitowany symbol.

Religia staje się szczególnie groźnym potworem, gdy idea zaświatów zaczyna przerastać życie i rzeczywistość. Wtedy już nie posąg ląduje w więzieniu, ale ludzie. Zaświatowego bóstwa nie da się obsikać, zaś weryfikacja przychodzi po śmierci, czyli nigdy.
Kali (195 punktów)
(zablokowany)

Ja swego czasu interesowałem się różnymi religiami, poszukiwałem boga i do dzisiaj lubie popatrzeć na wierzących, poczytać ich ksiązki ale wiem, ze często ta ich szczęśliwość,której im nawet czasami zazdroszczę jest okupiona ciągłym poczuciem winy i strachem przed grzechem, i w związku z tym nie widzę nic złego w okazjonalnym pobudzeniu sobie pewnych obszarów mózgu...
Pozdrawiam
skaa (60 punktów)
zakładasz, że wszyscy forumowicze to ateiści...
czy to forum tylko dla ateistów? a ja myślałam, że dla racjonalistów....
co ja tu robię? ale fajnie się czyta....
pozdr.
23-01-2010 15:37 
 Ocena 4 na 4
zachaj (5239 punktów)
>zakładasz, że wszyscy forumowicze to ateiści...
>czy to forum tylko dla ateistów? a ja myślałam, że dla racjonalistów....
>co ja tu robię? ale fajnie się czyta....

Poczytasz jeszcze trochę to będziesz ateistą
skaa (60 punktów)
>>zakładasz, że wszyscy forumowicze to ateiści...
>>czy to forum tylko dla ateistów? a ja myślałam, że dla racjonalistów....
>>co ja tu robię? ale fajnie się czyta....
>Poczytasz jeszcze trochę to będziesz ateistą
>
nie myślę, aby tak się stało... choć mam wielki szacunek do ateistów i wszystkich ...- istów - do tych, którzy wierzą, lub nie wierzą świadomie, i nie ma nic bardziej fascynującego, niż choć trochę zobaczyć, jak inni widzą świat... pozdrawiam
25-01-2010 20:20 
 Ocena 1 na 1
zachaj (5239 punktów)
Tak to się zaczyna : szacunek i ciekawość - a ciekawość to pierwszy stopień do piekła , pamiętaj : "Błogosławiony ten który nie zobaczył a uwierzył " Kościół bardzo skrzętnie ukrywa swoje nieścisłości , ateiści pokazują ,że król jest nagi. Zagłębiając się , czytając racjonalistę zaczniesz zauważać pewne sprzeczności. Myślę , że jesteś osobą inteligentną i dlatego szybko zobaczysz jak niesamowicie nieprawdopodobna jest wiara w boga.

Dlatego twierdzę , że prędzej czy później przełom nastąpi i będziesz musiał sam sobie odpowiedzieć czy naprawdę wierzysz.
26-01-2010 00:27 
 Ocena 1 na 1
skaa (60 punktów)
>Tak to się zaczyna : szacunek i ciekawość - a ciekawość to pierwszy stopień do piekła ,

eee tam, od razu do piekła

pamiętaj : "Błogosławiony ten który nie zobaczył a uwierzył "

oczywiście, że tak... właściwie jak się widzi, to już nie wiara, ale wiedza...

Kościół bardzo skrzętnie ukrywa swoje nieścisłości , ateiści pokazują ,że król jest nagi. Zagłębiając się , czytając racjonalistę zaczniesz zauważać pewne sprzeczności. Myślę , że jesteś osobą inteligentną i dlatego szybko zobaczysz jak niesamowicie nieprawdopodobna jest wiara w boga.
>Dlatego twierdzę , że prędzej czy później przełom nastąpi i będziesz musiał sam sobie odpowiedzieć czy naprawdę wierzysz.

pożyjemy, zobaczymy - ale myślę, że wiem w co i dlaczego wierzę, i mam nadzieję, że naprawdę... wiara lub jej brak to nie tylko kwestie argumentów - w pewnym momencie kończą się - i to każdej stronie przyznasz, że ciagle nie wiemy zbyt wiele o otaczającym nas świecie i nas samych, i na niektóre pytanie po prostu nie potrafimy odpowiedzieć, możemy tylko spekulować i tu nikt nikomu nie może udowodnić swoich racji - a jeśli rozmowa przeradza sie w pyskówkę - to wtedy chyba nie ma sensu rozmawiać....
pozdr.
26-01-2010 15:42 
 Ocena 1 na 1
zachaj (5239 punktów)

>pożyjemy, zobaczymy - ale myślę, że wiem w co i dlaczego wierzę, i mam nadzieję, że naprawdę... wiara lub jej brak to nie tylko kwestie argumentów - w pewnym momencie kończą się - i to każdej stronie przyznasz, że ciagle nie wiemy zbyt wiele o otaczającym nas świecie i nas samych, i na niektóre pytanie po prostu nie potrafimy odpowiedzieć, możemy tylko spekulować

Czyli Ty traktujesz boga jak zapchaj dziurę , tam gdzie mamy znaki zapytania i luki w wiedzy , umieszczasz boga. To nie jest dobre rozwiązanie , bo to jest pójście na łatwiznę. Lepiej zagłębiać się w otchłań tychże luk , bo tą są nisze które czekają na niebogobojnych śmiałków pragnących zapisać się w historii nauki i rozwiązać zagadki.
27-01-2010 11:25 
 0 na 2
skaa (60 punktów)

>Czyli Ty traktujesz boga jak zapchaj dziurę , tam gdzie mamy znaki zapytania i luki w wiedzy , umieszczasz boga. To nie jest dobre rozwiązanie , bo to jest pójście na łatwiznę. Lepiej zagłębiać się w otchłań tychże luk , bo tą są nisze które czekają na niebogobojnych śmiałków pragnących zapisać się w historii nauki i rozwiązać zagadki.

patrzac z drugiej strony - ale wielu "zapchajdziurą" jest ateizm... ale myślę, że nie o zapychanie dziur chodzi... a zagłebac się w luki itp - lubie i czynię pozdr.
zachaj (5239 punktów)

>patrzac z drugiej strony - ale wielu "zapchajdziurą" jest ateizm... ale myślę, że nie o zapychanie dziur chodzi... a zagłebac się w luki itp - lubie i czynię pozdr.

Właśnie ateizm pozwala zagłębić się bardziej. Ale skoro tobie wiara niczego nie blokuje , nie widzę przeszkód abyś dalej wierzy. pozdrawiam
29-01-2010 13:19 
 Ocena 1 na 1
Michał 'matragon' Worgacz (2557 punktów)
>patrząc z drugiej strony - dla wielu "zapchajdziurą" jest ateizm... ale myślę,
>że nie o zapychanie dziur chodzi... a zagłębiać się w luki itp - lubię i czynię pozdr.>
>Właśnie ateizm pozwala zagłębić się bardziej. Ale skoro tobie wiara niczego nie blokuje ,
>nie widzę przeszkód abyś dalej wierzył. pozdrawiam >

Pamiętając wszelako że :



IMAGiNE ALL THE PEOPLE ...
zachaj (5239 punktów)
to fakt
Wiktor Trojanowski (385 punktów)
>zakładasz, że wszyscy forumowicze to ateiści...
>czy to forum tylko dla ateistów? a ja myślałam, że dla racjonalistów....
>co ja tu robię? ale fajnie się czyta....
>pozdr.
Pytanie było do ateistów. Nawet nie do agnostyków.
Smith (10069 punktów)
> A może ktoś zna inne przyczyny?
Zbędna werbalizacja i tworzenie formy z własnej niewiedzy, nijak nie sprawi, że będę wiedział.
rudyment (3233 punktów)
>Zatem moje pytanie dotyczy tego czy u Was - zacni forumowicze - ateizm ma bardziej podłoże
>racjonalne czy wynika raczej z wrodzonego (lub nie wyuczonego) braku (lub znikomości) religijnych
>potrzeb transcendentalnych. Bardzo mnie interesuje która z tych przyczyn jest bardziej powszechna. A
>może ktoś zna inne przyczyny?

Podejrzewam, że w każdziutkim przypadku prawdziwa jest odpowiedź druga.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
Wiktor Trojanowski (385 punktów)
>>Zatem moje pytanie dotyczy tego czy u Was - zacni forumowicze - ateizm ma bardziej podłoże
>>racjonalne czy wynika raczej z wrodzonego (lub nie wyuczonego) braku (lub znikomości) religijnych
>>potrzeb transcendentalnych. Bardzo mnie interesuje która z tych przyczyn jest bardziej powszechna. A
>>może ktoś zna inne przyczyny?
>Podejrzewam, że w każdziutkim przypadku prawdziwa jest odpowiedź druga.
>
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów


Szczerzę wątpię (starałem się zadać pytanie niestronniczo ale jestem stronniczy) - a na poparcie taki empiryczny przykład: czym wyższy ogólny poziom wiedzy w społeczeństwie tym większy poziom ateizmu. Gdyby to była tylko kwestia braku potrzeb religijnych pewnie ateiści występowali by równomiernie w każdym społeczeństwie i każdej grupie społecznej.
rudyment (3233 punktów)
>Szczerzę wątpię (starałem się zadać pytanie niestronniczo ale jestem stronniczy) - a na poparcie taki empiryczny przykład: czym wyższy ogólny poziom wiedzy w społeczeństwie tym większy poziom ateizmu. Gdyby to była tylko kwestia braku potrzeb religijnych pewnie ateiści występowali by równomiernie w każdym społeczeństwie i każdej grupie społecznej.

Sądzę, że tak właśnie jest - tylko że deklarowanie przekonań odmiennych od ogólnie przyjętych w większości społeczeństw jest na tyle ryzykowne, iż tylko nieliczni ośmielają się takie deklaracje czynić.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
Wiktor Trojanowski (385 punktów)

>Sądzę, że tak właśnie jest - tylko że deklarowanie przekonań odmiennych od ogólnie przyjętych w większości społeczeństw jest na tyle ryzykowne, iż tylko nieliczni ośmielają się takie deklaracje czynić.
>
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów


Też racja. Pewnie byłeby to temat na osobną dyskusję... ho ile byłoby osobistych zwirzeń
Scorp (5381 punktów)
>Zatem moje pytanie dotyczy tego czy u Was - zacni forumowicze - ateizm ma bardziej podłoże
>racjonalne czy wynika raczej z wrodzonego (lub nie wyuczonego) braku (lub znikomości) religijnych
>potrzeb transcendentalnych. Bardzo mnie interesuje która z tych przyczyn jest bardziej powszechna. A
>może ktoś zna inne przyczyny?

Dobre pytanie, ale czy możliwa jest nietrywialna odpowiedź?

U jednych domyślalibyśmy się większego wpływu logiki, u innych mniejszej wrażliwości na te kwestie. Czym zmierzyć, co miało większy wpływ? Deklaracje zapytanych są subiektywne i nieweryfikowalne. Co jest bardziej powszechne? Wynikiem ankiety będzie tylko wynik z gatunku "średnie wydaje mi się".

Jeżeli chodzi o inne przyczyny: spotkałem się z taką, którą można by określić jaki "niemożność zaakceptowania w osobistym systemie emocjonalnym tego co mówi i wymaga religia". Jest to sytuacja przeciwna do Twojej przyczyny drugiej, przeciwieństwo obojętności, nadmiar wrażliwości, powodujący odrzucenie religijności z przyczyn emocjonalnych, a nie logicznych.
-
Wiktor Trojanowski (385 punktów)
>>Zatem moje pytanie dotyczy tego czy u Was - zacni forumowicze - ateizm ma bardziej podłoże
>>racjonalne czy wynika raczej z wrodzonego (lub nie wyuczonego) braku (lub znikomości) religijnych
>>potrzeb transcendentalnych. Bardzo mnie interesuje która z tych przyczyn jest bardziej powszechna. A
>>może ktoś zna inne przyczyny?
>Dobre pytanie, ale czy możliwa jest nietrywialna odpowiedź?
>U jednych domyślalibyśmy się większego wpływu logiki, u innych mniejszej wrażliwości na te kwestie. Czym zmierzyć, co miało większy wpływ? Deklaracje zapytanych są subiektywne i nieweryfikowalne. Co jest bardziej powszechne? Wynikiem ankiety będzie tylko wynik z gatunku "średnie wydaje mi się".
>Jeżeli chodzi o inne przyczyny: spotkałem się z taką, którą można by określić jaki "niemożność zaakceptowania w osobistym systemie emocjonalnym tego co mówi i wymaga religia". Jest to sytuacja przeciwna do Twojej przyczyny drugiej, przeciwieństwo obojętności, nadmiar wrażliwości, powodujący odrzucenie religijności z przyczyn emocjonalnych, a nie logicznych.
>-

Dziękuję za rzeczową odpowiedź i za bardzo ciekawą "trzecią przyczynę".
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Od dawien dawna nurtuje mnie pytanie: czy mój ateizm wynika bardziej z wiedzy i świadomości czy z
>braku (lub raczej znikomości) religijnych potrzeb transcendentalnych.

W moim przypadku: czuję się jak były alkoholik, który czuje misję powiedzenia innym alkoholikom, że świat bez wódki jest piękniejszy.
Jeszcze dwa lata temu byłem namiętnym katolikiem głęboko wierzącym, nie z wychowania, ale z wyboru, świadomie myślącym, świetnie znającym i interpretującym Ewangelie - znam i szanuję takich księży, mało znam takich zwykłych ludzi...

Jednak gdy zacząłem głębiej interesować się historią Kościoła, dokładniej czytać Biblię (Stary Testament), porównywać różne systemy religijne, czytać Dawkinsa - to było jak kubeł zimnej wody. Układanka rozsypała się, a klocki przestały do siebie pasować.

Ateizm mój jest więc z wyboru i powiększenia wiedzy i świadomości.
Jednocześnie ZNIKŁA poprzednio odczuwana potrzeba przeżyć religijnych. Zupełnie mi jej nie brakuje, nie tęsknię za nią, chociaż doskonale pamiętam te uczucia i uniesienia.

To nie jest podobne do uczucia nałogowca po rzuceniu nałogu, kiedy sięgnięcie po kieliszek lub papierosa jest tuż za cienką ścianką silnej woli.
To raczej jak odczucie człowieka, który całe życie nosił silne okulary, a teraz laserowo skorygował sobie wzrok. Nie brakuje mu szkieł kontaktowych ani okularów na nosie i nie odczuwa straty, tylko cieszy sie tym, co odzyskał.
zachaj (5239 punktów)

>W moim przypadku: czuję się jak były alkoholik, który czuje misję powiedzenia innym alkoholikom, że świat bez wódki jest piękniejszy.

Dobre !

Tylko Ty możesz wiedzieć jak naprawdę straszna jest wiara bo głęboko wierzyłeś. Reszta wiernych powinna brać z Ciebie przykład.

>Jednak gdy zacząłem głębiej interesować się historią Kościoła, dokładniej czytać Biblię (Stary Testament), porównywać różne systemy religijne, czytać Dawkinsa - to było jak kubeł zimnej wody. Układanka rozsypała się, a klocki przestały do siebie pasować.

Dokładanie , to dla takich jak Ty jest szok. Wszystkie te napuszone słowa , głębokie teksty , świętości tracą sens i znaczenie. Ale później jest lepiej , otwierasz nowe drzwi w umyśle i okazuje się , że jesteś dopiero na początku swojej drogi.

>Ateizm mój jest więc z wyboru i powiększenia wiedzy i świadomości.
>Jednocześnie ZNIKŁA poprzednio odczuwana potrzeba przeżyć religijnych. Zupełnie mi jej nie brakuje, nie tęsknię za nią, chociaż doskonale pamiętam te uczucia i uniesienia.

To potwierdza argument , że tak naprawdę nigdy ich nie potrzebowałeś. Doskonale je zapamiętasz jako stratę czasu.

>To nie jest podobne do uczucia nałogowca po rzuceniu nałogu, kiedy sięgnięcie po kieliszek lub papierosa jest tuż za cienką ścianką silnej woli.
>To raczej jak odczucie człowieka, który całe życie nosił silne okulary, a teraz laserowo skorygował sobie wzrok. Nie brakuje mu szkieł kontaktowych ani okularów na nosie i nie odczuwa straty, tylko cieszy się tym, co odzyskał.

Alkoholikiem jest się do końca życia. Światopogląd ewoluuje całe życie , więc porównanie do szkieł kontaktowych było bardziej trafne.
23-01-2010 16:07 
 Ocena 4 na 4
zachaj (5239 punktów)
Ale nie martw się , niektórzy wierzą w to :

23-01-2010 22:03 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>Ale nie martw się , niektórzy wierzą w to :
W goryla?
zachaj (5239 punktów)
>>Ale nie martw się , niektórzy wierzą w to :
>W goryla?

Czy to Ci wygląda na goryla ??!! TO WIELKA STOPA !!!

Jedno z najsłynniejszych zdjęć Wielkiej Stopy. Podobno do tej pory nie ustalono czym ta istota tak naprawdę jest.

www.youtub(*)?v=IJjUt2sXo5o&feature=related
23-01-2010 22:43 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Wprawdzie zdjęcie nieco rozmazane, ale najbardziej ze wszystkich istot na świecie ta istota przypomina mi goryla. Więc mówisz, że to Sasquatch?
>Jedno z najsłynniejszych zdjęć Wielkiej Stopy.
Jak nic, filmik nakręcono w Halloween...
24-01-2010 08:07 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)
>Więc mówisz, że to Sasquatch?

Pewnie, że Sasquatch. Tylko, że mu za dużą dziurę na oczy zrobili i białe z pod kostiumu widać.
Przy wyraźniejszym zdjęciu byłoby widać lepiej, więc siłą rzeczy fotka musiała na jakości stracić.
24-01-2010 00:07 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Ale nie martw się , niektórzy wierzą w to :
>
Wiedziałem, że znów się ktoś do wujka Zbycha przypierdoli... .
24-01-2010 00:23 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Wiedziałem, że znów się ktoś do wujka Zbycha przypierdoli... .

    "Wejście Moda II"


<
23-01-2010 22:36 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Jeszcze dwa lata temu byłem namiętnym katolikiem głęboko wierzącym

Dziękujemy za to świadectwo - jak mawiają po drugiej stronie barykady.

> Jednocześnie ZNIKŁA poprzednio odczuwana potrzeba przeżyć religijnych. (...)
> To nie jest podobne do uczucia nałogowca po rzuceniu nałogu, kiedy sięgnięcie
> po kieliszek lub papierosa jest tuż za cienką ścianką silnej woli.

To akurat nie dziwi. Mógłbym jeszcze zrozumieć jakiś nawrót "potrzeby wspólnoty", ale sama potrzeba religii - po rozumowym jej odrzuceniu - już raczej nie wraca. Musiałbyś chyba "zapomnieć" całą wiedzę o tym jak powstają religie, dlaczego trwają i jakie mają "argumenty" na poparcie swoich tez. Bez mocnego uderzenia w głowę nie widzę szans na powrót do nałogu.
Wiktor Trojanowski (385 punktów)
>>Od dawien dawna nurtuje mnie pytanie: czy mój ateizm wynika bardziej z wiedzy i świadomości czy z
>>braku (lub raczej znikomości) religijnych potrzeb transcendentalnych.
>W moim przypadku: czuję się jak były alkoholik, który czuje misję powiedzenia innym alkoholikom, że świat bez wódki jest piękniejszy.
>Jeszcze dwa lata temu byłem namiętnym katolikiem głęboko wierzącym, nie z wychowania, ale z wyboru, świadomie myślącym, świetnie znającym i interpretującym Ewangelie - znam i szanuję takich księży, mało znam takich zwykłych ludzi...
>Jednak gdy zacząłem głębiej interesować się historią Kościoła, dokładniej czytać Biblię (Stary Testament), porównywać różne systemy religijne, czytać Dawkinsa - to było jak kubeł zimnej wody. Układanka rozsypała się, a klocki przestały do siebie pasować.
>Ateizm mój jest więc z wyboru i powiększenia wiedzy i świadomości.
>Jednocześnie ZNIKŁA poprzednio odczuwana potrzeba przeżyć religijnych. Zupełnie mi jej nie brakuje, nie tęsknię za nią, chociaż doskonale pamiętam te uczucia i uniesienia.
>To nie jest podobne do uczucia nałogowca po rzuceniu nałogu, kiedy sięgnięcie po kieliszek lub papierosa jest tuż za cienką ścianką silnej woli.
>To raczej jak odczucie człowieka, który całe życie nosił silne okulary, a teraz laserowo skorygował sobie wzrok. Nie brakuje mu szkieł kontaktowych ani okularów na nosie i nie odczuwa straty, tylko cieszy sie tym, co odzyskał.

Ciekawe... na marginesie mój brat przeżył dokładnie to samo. Byliśmy wychowywani mniej więcej tak samo, choć na brata większy wpływ miała babcia i choroba i tak się porobiło, że brat miał okres bardzo silnej wiary dość mocno podbudowanej wiedzą (choć był wtedy nastolatkiem), kres oczywiście skończył się wielkim krachem gdy brat osiągnął "pewien etap intelektualny" ale to zapewne wynikało w dużej mierze ze środowiska (brak religijnego wychowania w domu, brat wówczas antyklerykał). Jednak dzięki bratu i później jeszcze dzięki jednemu wykształconemu księdzu udało mi się zrozumieć i zaakceptować drugą stronę (wcześniej miałem wierzących za niepełnosprawnych intelektualnie... stare czasy).
Grimar (1210 punktów)

>W kwestii samych potrzeb religijnych, co do których powszechności nie muszę chyba nikogo
>przekonywać, to jak zapewne wiecie odpowiada za nie (przynajmniej w większości) kilka obszarów
>mózgu, które pobudzane magnetycznie ( badania Michaela Persingera) lub chemicznie (badania dr Petera
>Bruggera ale też można spróbować samemu na przykład stosując dostępną w sklepach z tzw. dopalaczami
>Szałwię Wieszczą)wywołują min. poczucie obecności boga.

Sugerujesz, że wyniki tych badań udowadniają, że NA PEWNO Boga nie ma? Jeśli tak, to polecam rozróżnić formę odbioru przedmiotu od samego przedmiotu. Nie twierdzę, iż to dowodzi, ze Bóg jest (piszę to na wszelki wypadek, żeby nie posypał się zaraz stos bojowych postów), ale nie dowodzi, że go nie ma.

Bo zauważ, że idąc tym tropem łatwo dojść do solipsyzmu: gdy przeanalizujesz budowę oka, w jaki sposób powstają na nim obrazy itd, to czy stwierdzisz, iż przedmiot tych obrazów nie istnieje, bo pokazałaś jak się tworzą? Co innego forma spostrzeżenia a spostrzegany przedmiot.

Nie udowodnimy nieistnienia Boga, tak samo jak nie udowodnimy, że nie istnieją niewidzialne wróżki, czy niewidzialne skrzaty. To nie kwestia wiedzy, lecz przyjęcia pewnych postaw - niektórzy przyjmują modus zdroworozsądkowy i wierzą w niego, podobnie jak wierzący wierzą w transcendencję. przecież nikt z nas nie ma dowodu na istnienie zewnętrznego, fizycznego świata (bo dysponuje tylko wrażeniami), ale mocno w to wierzy.
23-01-2010 22:01 
 Ocena 1 na 1
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>Sugerujesz, że wyniki tych badań udowadniają, że NA PEWNO Boga nie ma?

Drogi Grimarze, przecież ta dyskusja toczy się na zupełnie inny temat... Nikt nikomu tu niczego nie udowadnia - ani istnienia, ani nieistnienia Boga. Chodzi o psychologiczne i racjonalne motywy, jakie skłaniają ateistów do przyjęcia takiej a nie innej postawy wobec sacrum.

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"A może twój Bóg by chciał, byś go chwalił przed innymi Bogami?" S. Lec
23-01-2010 22:19 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> przecież nikt z nas nie ma dowodu na istnienie zewnętrznego, fizycznego świata (bo dysponuje tylko wrażeniami)

Jeśli nie "twarda" rzeczywistość, to co? Sen, symulacja? Udowodnij, albo giń od Brzytwy.
23-01-2010 23:03 
 Ocena 1 na 1
Grimar (1210 punktów)
>> przecież nikt z nas nie ma dowodu na istnienie zewnętrznego, fizycznego świata (bo dysponuje tylko wrażeniami)
>Jeśli nie "twarda" rzeczywistość, to co? Sen, symulacja? Udowodnij, albo giń od Brzytwy.
>
Wierze równie mocna jak ty, że istnieje "twarda" rzeczywistość. Problem polega na tym, że nie da się tego udowodnić i tyle. A Brzytwa Ockhama nie ma tu nic do rzeczy, a nawet uderza w "realistę": Może istniejesz tylko Ty i Twoje wrażenia. Po co tu jeszcze wkładać niedookreśloną materię? Nie ma co mnożyć bytów. Pytasz się, co może być jeśli nie twarda rzeczywoistość? Odpowiedź: skąd mogę wiedzieć?
23-01-2010 23:56 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Brzytwa Ockhama nie ma tu nic do rzeczy, a nawet uderza w "realistę".

Błąd, symulacja tworzona przez jaźń solipsysty jest nieodróżnialna od "twardej rzeczywistości". Sama jaźń solipsysty jest tu zaś elementem nadmiarowym, który jak najbardziej pod Brzytwę podpada.
Sylwek (15472 punktów)

>Błąd, symulacja tworzona przez jaźń solipsysty jest nieodróżnialna od "twardej rzeczywistości". Sama jaźń solipsysty jest tu zaś elementem nadmiarowym, który jak najbardziej pod Brzytwę podpada.

Co najwyżej - można przyjąć, że równie łatwo uciąć jaźń solipsysty jak twardą rzeczywistość.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
Grimar (1210 punktów)
>> Brzytwa Ockhama nie ma tu nic do rzeczy, a nawet uderza w "realistę".
>Błąd, symulacja tworzona przez jaźń solipsysty jest nieodróżnialna od "twardej rzeczywistości". Sama jaźń solipsysty jest tu zaś elementem nadmiarowym, który jak najbardziej pod Brzytwę podpada.
>
jeśli symulacja (wrażenia, w tym również wrażenie jaźni) wyczerpuje całą rzeczywistość i jest z nią tożsama, to rzeczywistość obejmuje tylko treść podmiotu, więc odcina się tzw. "twardą rzeczywistość", która rzekomo ma być przedmiotem aktów, noumenem, materią itd.
Wiktor Trojanowski (385 punktów)

>Bo zauważ, że idąc tym tropem łatwo dojść do solipsyzmu: gdy przeanalizujesz budowę oka, w jaki sposób powstają na nim obrazy itd, to czy stwierdzisz, iż przedmiot tych obrazów nie istnieje, bo pokazałaś jak się tworzą? Co innego forma spostrzeżenia a spostrzegany przedmiot.
>Nie udowodnimy nieistnienia Boga, tak samo jak nie udowodnimy, że nie istnieją niewidzialne wróżki, czy niewidzialne skrzaty. To nie kwestia wiedzy, lecz przyjęcia pewnych postaw - niektórzy przyjmują modus zdroworozsądkowy i wierzą w niego, podobnie jak wierzący wierzą w transcendencję. przecież nikt z nas nie ma dowodu na istnienie zewnętrznego, fizycznego świata (bo dysponuje tylko wrażeniami), ale mocno w to wierzy.

Napisałem to w wyraźnym kontekście - nie brałem na warsztat "istnienia boga" a odczuwanie potrzeby boga. Jedno z drugim jest nieco związane ale to jednak inna para kaloszy. Nasz mózg jest ewolucyjnie zdeterminowany do tego by odczuwać potrzeby transcendentalne , które zwykle przybierają postać "wiary". I w tym kontekście pytam o to czy takie potrzeby trzeba "zwalczyć wiedzą" czy też w niektórych wypadkach one, z jakiś przyczyn, nie biorą góry nad rozsądkiem, czyli są dość słabe.

Ponieważ powyżej padło słowo rozsądek to też od razu nadmienię, że za "nierozsądne" uważam wiarę w np. Jahwe jak i w wiarę w jakikolwiek nadrzędną inteligencję czy świadome primus mobili... ale to mój prywatny pogląd poza głównym kontekstem.
Scorp (5381 punktów)
>>W kwestii samych potrzeb religijnych,

>Sugerujesz, że wyniki tych badań udowadniają, że NA PEWNO Boga nie ma?

Nie wydaje się, żeby Twój rozmówca to sugerował, on tylko tłumaczy powstanie potrzeb religijnych przyczynami fizycznymi albo chemicznymi, co oczywiście jest błędem.

>Bo zauważ, że idąc tym tropem łatwo dojść do solipsyzmu: gdy przeanalizujesz budowę oka, w jaki sposób powstają na nim obrazy itd, to czy stwierdzisz, iż przedmiot tych obrazów nie istnieje, bo pokazałaś jak się tworzą?

Akurat nie. Idąc tym tropem, ale nie poprzestając na budowie oka, dojdzie się poprzez ciąg oddziaływań fizycznych do przyczyny samej, czyli tego przedmiotu materialnego, który widzimy. Oczywiście pozostaje ta niedogodność logiczna, że oko możemy badać cudze, a wrażenia własne, ale podobieństwo między oczami ludzi jest wystarczająco mocne, żeby można ją zignorować.

>Nie udowodnimy nieistnienia Boga, tak samo jak nie udowodnimy, że nie istnieją niewidzialne wróżki, czy niewidzialne skrzaty.

Chyba jednak da się udowodnić nieistnienie Boga, tylko nie pamiętam, w którym wątku zamieściłem ten dowód... Ale to było tu, na Racjonaliście.

> przecież nikt z nas nie ma dowodu na istnienie zewnętrznego, fizycznego świata (bo dysponuje tylko wrażeniami), ale mocno w to wierzy.

Załatwilismy to przyjęciem paradygmatu, który jak dotychczas sprawdza się doskonale.
-
Rotor (179 punktów)
- Mój ateizm jest wynikiem typowego wszystkim ludziom wrodzonego racjonalizmu życiowego i jednocześnie braku, nietypowej już, wyrodzonej potrzeby karmienia się transcendentnym mi religianckim kąkolem i plewami. Do normalnego życia tradycyjnie wystarcza mi zwykłe ziarno i witaminy itp. prawdziwie boskie wartości.
Wiktor Trojanowski (385 punktów)
>- Mój ateizm jest wynikiem typowego wszystkim ludziom wrodzonego racjonalizmu życiowego i jednocześnie braku, nietypowej już, wyrodzonej potrzeby karmienia się transcendentnym mi religianckim kąkolem i plewami. Do normalnego życia tradycyjnie wystarcza mi zwykłe ziarno i witaminy itp. prawdziwie boskie wartości.

Jakżeż bliska mi jest Twoja filozofia
Grey (2102 punktów)

czy u Was ateizm ma bardziej podłoże
>racjonalne czy wynika raczej z wrodzonego (lub nie wyuczonego) braku (lub znikomości) religijnych
U mnie racjonalne. Mam duże potrzeby religijne. Często medytuję ale wiem ,że to, czego wtedy doświadczm pochodzi z mojego umysłu lub podświadomości a nie od jakichś istot nadprzyrodzonych. Medytacja często działa lepiej, niż środki halucynogenne. Zapewniam
Elka I Ponura (7473 punktów)
>badania dr Petera
>Bruggera ale też można spróbować samemu na przykład stosując dostępną w sklepach z tzw. dopalaczami
>Szałwię Wieszczą)wywołują min. poczucie obecności boga.

Zaproponowałam dwójce kumpli:
- ...powoduje poczucie obecności boga!
- Którego?
- Czy ja wiem? Jak się popatrzy na inne eksperymenty, to u wierzących odpowiedniego do wiary, a u niewierzących podobno UFO albo.. no, taki kosmos. Jednoczenie się ze wszechświatem itp.
- (obaj, z niedowierzaniem) Acha...
- No, weźmiemy, zobaczymy, co kto zobaczy!
- Ja zobaczę boga UFO...

A poważnie: potrzeby duchowe to ja rozumiem. Chodzę pod ich wpływem do teatru, kina, czytam prozę i poezję. Co to są potrzeby transcendentalne?


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
24-01-2010 04:16 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Potrzeby transcendentalne to zaświatyzm. Jakiś Homo sapiens wyobraża sobie, że jest ważniejszy i bardziej trwały niż wszechświat, bo na przykład dwa tysiące lat temu ktoś uzdrowił trędowatego (przynajmniej tak mówili)
24-01-2010 06:42 
 Ocena 3 na 3
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Potrzeby transcendentalne to zaświatyzm. Jakiś Homo sapiens wyobraża sobie, że jest ważniejszy i bardziej trwały niż wszechświat, bo na przykład dwa tysiące lat temu ktoś uzdrowił trędowatego (przynajmniej tak mówili)

Acha. A nie, to nie posiadam. Nigdy nie posiadałam.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
24-01-2010 14:39 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jest się czym pochwalić . Ja też nie narzekam
Wiktor Trojanowski (385 punktów)
>>badania dr Petera
>>Bruggera ale też można spróbować samemu na przykład stosując dostępną w sklepach z tzw. dopalaczami
>>Szałwię Wieszczą)wywołują min. poczucie obecności boga.
>Zaproponowałam dwójce kumpli:
>- ...powoduje poczucie obecności boga!
>- Którego?
>- Czy ja wiem? Jak się popatrzy na inne eksperymenty, to u wierzących odpowiedniego do wiary, a u niewierzących podobno UFO albo.. no, taki kosmos. Jednoczenie się ze wszechświatem itp.
>- (obaj, z niedowierzaniem) Acha...
>- No, weźmiemy, zobaczymy, co kto zobaczy!
>- Ja zobaczę boga UFO...
>A poważnie: potrzeby duchowe to ja rozumiem. Chodzę pod ich wpływem do teatru, kina, czytam prozę i poezję. Co to są potrzeby transcendentalne?
>
Atheism is a non-prophet organization.

>George Carlin

He he he... zastanawiałem się czy ktoś podchwyci ten wątek. Ja miałem bogów azteckich... oczywiście to tylko najbliższa interpretacja.

A potrzeby transcendentalne to coś trochę bardziej zawiłego niż potrzeby artystyczne (choć można je wyrażać poprzez sztukę). Myślę, że wystarczy jak przeczytasz hasło na wikipedii
25-01-2010 11:28 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>He he he... zastanawiałem się czy ktoś podchwyci ten wątek. Ja miałem bogów azteckich... oczywiście to tylko najbliższa interpretacja.
>A potrzeby transcendentalne to coś trochę bardziej zawiłego niż potrzeby artystyczne (choć można je wyrażać poprzez sztukę). Myślę, że wystarczy jak przeczytasz hasło na wikipedii

Myślę, że się rozpędziłeś. Potrzeby fizjologiczne - rzecz prosta. Jem, piję, wydalam, oddycham, bo mam takowe. Potrzeby duchowe - czyli właśnie te zaspokajające wyższe zapotrzebowania. Na zadumę, spojrzenie na siebie w inny sposób, słynne katharsis, wzruszenie etc. Ja wiem, że niektórzy chodzą po to do świątyń, ja wolę teatr.

Acha, wikipedia nie ma takiego hasła. Przy poszukiwaniu zwrotu "potrzeby transcendentalne", żeby było śmiesznie, jako pierwszy wyskakuje ten wątek. Następne Folia Philosophica, issue: 27 / 2009, ale nie ma tam potrzeb t., a "nastawienie transcendentalne" i "potrzeby badawcze". A zaraz potem eioba.pl z artykułem o fobiach. Nie znalazłam wzmiankowanego pojęcia. Przykro mi, file not found


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Wiktor Trojanowski (385 punktów)
>Myślę, że się rozpędziłeś. Potrzeby fizjologiczne - rzecz prosta. Jem, piję, wydalam, oddycham, bo mam takowe. Potrzeby duchowe - czyli właśnie te zaspokajające wyższe zapotrzebowania. Na zadumę, spojrzenie na siebie w inny sposób, słynne katharsis, wzruszenie etc. Ja wiem, że niektórzy chodzą po to do świątyń, ja wolę teatr.
>Acha, wikipedia nie ma takiego hasła. Przy poszukiwaniu zwrotu "potrzeby transcendentalne", żeby było śmiesznie, jako pierwszy wyskakuje ten wątek. Następne Folia Philosophica, issue: 27 / 2009, ale nie ma tam potrzeb t., a "nastawienie transcendentalne" i "potrzeby badawcze". A zaraz potem eioba.pl z artykułem o fobiach. Nie znalazłam wzmiankowanego pojęcia. Przykro mi, file not found

A propos potrzeb to szerzej odpowiedziałem w innym miejscu dyskusji więc cytuje (ta argumentacja dotyczy tego, że takie potrzeby istnieją): Pierwszy argument jest wręcz prostacki: potrzeby religijne istnieją ponieważ każda społeczność historyczna je wykształcała. Również obecnie przeszło 90% ludzkości "wierzy" w swoje "coś" - od ubóstwionego Buddy, poprzez Jahwe w różnych odsłonach, po UFO.
Istniej teoria, że wiara w siły wyższe wzięła się z samej konstrukcji mózgu zdeterminowanej na związki logiczne. Czytałem taki przykład (niestety nie pamiętam źródła i nieco też go przebudowuje): 1. szeleszczenie w krzakach = zagrożenie jakimś drapieżnikiem (jest skutek musi być przyczyna - ten który dostrzega przyczyny ma większe szanse przeżyć, więc dobór naturalny faworyzuje "domyślających się" ); 2 grzmot = coś tam się kryje - więc wnioskujemy, że też musi być jakaś przyczyna a ponieważ nie wiemy nic o energii chmur, za to znamy relacje panujące na ziemi więc zaczynamy się "domyślać na wzór i podobieństwo" tego co znamy. I tak (w skrócie) można uzasadnić to że potrzeby religijne wynikają z charakterystyki naszego mózgu.

Jest jeszcze teoria (znów cholera nie pamiętam autorów) mówiąca, że elementy mózgu jak i elementy kulturowe (ewolucja kulturowa) odpowiedzialne za wiarę sprzyjają identyfikacji z grupą (wystarczy się rozejrzeć żeby zgodzić się z tą tezą) a w grupie łatwiej przeżyć niż samodzielnie (szczególnie w dużej i silnej grupie) więc są w sposób naturalny faworyzowane w procesie ewolucji naturalnej i kulturowej.

Z powyższych wnoszę, że potrzeby religijne istnieją, są powszechne i uzasadnione (do ostatniego słowa dopisałbym "były").


Linki do definicji transcendencji:
pl.wikipedia.org/wiki/Transcendencja_(religia) - lichutko opisane
pl.wikipedia.org/wiki/Transcendencja_(filozofia) - troszkę lepiej
25-01-2010 13:28 
 Ocena 3 na 3
Elka I Ponura (7473 punktów)
Znów się rozpędzasz. Czytam wątek, wiem, co pisałeś. Jeśli dobrze kojarzę, teorie te można przejrzeć w ostatnim dodatku Polityki pt Religie Świata. Znam, wiem, o co w tych teoriach chodzi. A z tym drapieżnikiem to było tak, że skoro zauważenie tygrysa na podstawie dziwnego kształtu w krzakach przynosiło wymierne efekty (przetrwanie) w 6 przypadkach na 10, to zaczęliśmy zauważać różne inne rzeczy na takiej samej zasadzie - niby czegoś nie ma, ale może być, bo mamy jakieś takie przeczucie. Fascynujący mechanizm. Ja, owszem, często słyszę, że mam paranoję (prawda, mam), ale nie aż taką!

Po prostu nie widzę związku fundowania sobie sztucznego źródła bezpieczeństwa z jakąś nową kategorią potrzeb. Religia bywała potrzebna - aby scalić plemię, aby umotywować wojnę, aby trzymać grupę ludzi w posłuchu. Ostatnio powoli przechodzi w sferę potrzeb li i jedynie duchowych, czyli tego, bez czego da się żyć (na zasadzie: bez jedzenia umrę - jeśli pozbawi się mnie możliwości chodzenia do kina, niekoniecznie), nie jest konieczne, nie jest obowiązkowe.

Ponadto. Potrzeba transcendentalna, czyli jaka? Potrzeba wierzenia w jakąś religię? Jeśli tak - był już gdzieś taki wątek. Nie widzę powodu, żeby rozmawiać o tym samym, ale pod inną etykietką.

> Linki do definicji transcendencji:
>pl.wikipedia.org/wiki/Transcendencja_(religia) - lichutko opisane
>pl.wikipedia.org/wiki/Transcendencja_(filozofia) - troszkę lepiej

Wiem, co to jest transcendencja. Miałam na studiach rok filozofii, dziękuję bardzo. Nie wiedziałam, co to są te postulowane przez Ciebie "potrzeby transcendentalne". Ale już się nie przejmuj, rozwiązaliśmy z Jackiem tę kwestię


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Wiktor Trojanowski (385 punktów)
>Po prostu nie widzę związku fundowania sobie sztucznego źródła bezpieczeństwa z jakąś nową kategorią potrzeb.

A w sumie to o czym dyskutujemy? Rozumiem, że nie zgadzasz się ze mną, że istnieje powszechna (no powiedzmy 90% osobników Homo sapiens) potrzeba wiary w "coś wyższego" (żeby unikać wielce uczonego słowa transcendencja)?

Z mojego punktu widzenia takie "fundowania sobie sztucznego źródła bezpieczeństwa" też jest irracjonalne. I z tego wnoszę, że - nawiązując do głównego wątku i mojego pytania - w Twoim wypadku ateizm wynika z braku potrzeb w tym zakresie (znów bez słowa transcendencja )

Sumując mam wrażenie, że łapiemy się za słówka odbiegając od meritum zagadnienia, które odwracając nieco punkt widzenia mogło by brzemić: dlaczego większość wierzy w boga? czy dlatego że brak im wiedzy i rozsądku? czy dlatego że mają bardzo rozbudzone to proboskie libido? (żeby uniknąć wiadomego słowa)

ps. nie czytałem dodatku do Polityki ale może panowie i panie z tej zacnej gazety czytali te same opracowania
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Sumując mam wrażenie, że łapiemy się za słówka odbiegając od meritum zagadnienia, które odwracając nieco punkt widzenia mogło by brzemić: dlaczego większość wierzy w boga? czy dlatego że brak im wiedzy i rozsądku? czy dlatego że mają bardzo rozbudzone to proboskie libido? (żeby uniknąć wiadomego słowa)

Szukasz podstaw dominującego stopnia zmanipulowania w kwestii wiary w cokolwiek ponad-super-naturalnego? To zacofanie (w różnym stopniu), wyżej wymieniona potrzeba bezpieczeństwa, względnie czysta głupota nie wystarczą? Ja wiem, że rzucanie wierzącym w twarz, że ich wiara wynika ze słabości ich charakteru jest bardzo niepoprawne, ale czasem (szczerze mówiąc) mam wrażenie, że to główny powód...

>ps. nie czytałem dodatku do Polityki ale może panowie i panie z tej zacnej gazety czytali te same opracowania

Serdecznie polecam. Bardzo przyjemne, sensowne zestawienie dobrych artykułów.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Krzysztof Pawlik (178 punktów)
Cóż, mnie jednak trzeba przekonać o powszechności potrzeby religii (lub boga, lub transcendencośtam). Właściwie nie chodzi o powszechność - uważam, że takie potrzeby nie istnieją. (Ciężar dowodu spoczywa na Tobie, jak zapewne wiesz)

Wyewoluowaliśmy za to posiadając wiele innych potrzeb: przynależności do grupy, akceptacji, statusu społecznego, przyjemności, jedzenia, uprawiania seksu, itp itd... Religie (teoria Kirkpatricka) realizują wiele z tych i innych potrzeb. Każda religia w innym zakresie, zaspokajając różne potrzeby, inne często 'głodząc'. Każdy człowiek, ze swoją indywidualną hierarchią potrzeb - zależnie od struktury osobowości i od sytuacji życiowej - odnajduje w religii co innego. Dodatkowo może zmieniać swój światopogląd na bardziej odpowiadający jego potrzebom. Dochodzi oczywiście element racjonalny, często w konflikcie z potrzebami.

Z tego wszystkiego wypływa niesamowita ilość możliwych ścieżek wędrowania od wiary religijnej do ateizmu i na odwrót. Podsumowując, opowiadam się za ostatnią z proponowanych przez ciebie opcji: inne przyczyny.

U mnie było w skrócie tak: byłem bardzo religijny (wychowanie) ale jednocześnie bardzo ciekawski (potrzeba wiedzy też jest wrodzona). Bałem się również popełnienia błędu (niska samoocena - a mamy potrzebę dobrze myśleć o sobie). Więc jak już w coś wierzyłem i ogłaszałem światu, to chciałem być pewien, że mam racje. No ale jak zacząłem drążyć... sami wiecie. W końcu rozum zwyciężył.

Bóg chrześcijański zaspokaja m.in. potrzebę bezpieczeństwa i bliskości (ten miłujący rodzic, do którego zawsze można się zwrócić). Coś, co normalnie powinni nam dawać ludzie. Więc kiedy przestałem wierzyć, zacząłem bardziej cenić relacje z ludźmi. To tyle - w duuużym skrócie i uogólnieniu.
Wiktor Trojanowski (385 punktów)
>Cóż, mnie jednak trzeba przekonać o powszechności potrzeby religii (lub boga, lub transcendencośtam). Właściwie nie chodzi o powszechność - uważam, że takie potrzeby nie istnieją. (Ciężar dowodu spoczywa na Tobie, jak zapewne wiesz)

Pierwszy argument jest wręcz prostacki: potrzeby religijne istnieją ponieważ każda społeczność historyczna je wykształcała. Również obecnie przeszło 90% ludzkości "wierzy" w swoje "coś" - od ubóstwionego Buddy, poprzez Jahwe w różnych odsłonach, po UFO.
Istniej teoria, że wiara w siły wyższe wzięła się z samej konstrukcji mózgu zdeterminowanej na związki logiczne. Czytałem taki przykład (niestety nie pamiętam źródła i nieco też go przebudowuje): 1. szeleszczenie w krzakach = zagrożenie jakimś drapieżnikiem (jest skutek musi być przyczyna - ten który dostrzega przyczyny ma większe szanse przeżyć, więc dobór naturalny faworyzuje "domyślających się" ); 2 grzmot = coś tam się kryje - więc wnioskujemy, że też musi być jakaś przyczyna a ponieważ nie wiemy nic o energii chmur, za to znamy relacje panujące na ziemi więc zaczynamy się "domyślać na wzór i podobieństwo" tego co znamy. I tak (w skrócie) można uzasadnić to że potrzeby religijne wynikają z charakterystyki naszego mózgu.

Jest jeszcze teoria (znów cholera nie pamiętam autorów) mówiąca, że elementy mózgu jak i elementy kulturowe (ewolucja kulturowa) odpowiedzialne za wiarę sprzyjają identyfikacji z grupą (wystarczy się rozejrzeć żeby zgodzić się z tą tezą) a w grupie łatwiej przeżyć niż samodzielnie (szczególnie w dużej i silnej grupie) więc są w sposób naturalny faworyzowane w procesie ewolucji naturalnej i kulturowej.

Z powyższych wnoszę, że potrzeby religijne istnieją, są powszechne i uzasadnione (do ostatniego słowa dopisałbym "były").

Czy spełniłem ciężar dowodu ?
Krzysztof Pawlik (178 punktów)
>Czy spełniłem ciężar dowodu ?

Postarałeś się Teraz moja kolej.
>potrzeby religijne istnieją ponieważ każda społeczność historyczna je wykształcała.
Ehmm... Wykształca potrzeby? Jeśli społeczność wykształca potrzebę religii, to rodząc się jej nie masz.

Chyba że masz na myśli religię - potrzeby religijne istnieją, bo każda społeczność ma religię. Tak, to zgrabny argument, dosyć częsty. Ale opiera się na błędnym założeniu, że jeśli coś jest powszechne, to jest wrodzone, lub mamy potrzebę tego, lub wrodzoną potrzebę. Piłka nożna jest prawie tak powszechna jak religia. Czy mamy potrzebę gry w piłkę? Powszechniejszy jest sport generalnie. Czy mamy potrzebę sportu? Jest ona gdzieś w naszych genach? Mamy potrzebę ruchu i potrzebę walczenia o lepszy status (konkurowanie). Ale nie sportu.
Coś może być powszechne, dlatego że jest efektem ubocznym działania innych, wrodzonych mechanizmów. Przykłady które później podajesz (szelesty i grzmoty) doskonale to ilustrują. To wrodzone mechanizmy (ale NIE potrzeby!), dzięki którym religia może istnieć (jest wiele innych - mechanizmów poznawczych jak i wrodzonych potrzeb, których efektem ubocznym jest religijność gatunku ludzkiego)

Religia sprzyja identyfikacji z grupą. Zgadzam się. To też dobry argument. Ale można uznać, że to tylko zyski z religii. Ogień dał nam wiele, np. możliwość spożywania większej ilości pokarmów. Czy mamy potrzebę ognia? Nie, ale mamy potrzebę jedzenia. Trzeba czegoś więcej, aby udowodnić, że istnieje odrębna od innych potrzeba religii. Teoria mówiąca, że religia jest tylko przypadkowym efektem ubocznym działania innych potrzeb wyjaśnia wszystko bez tworzenia nowych bytów. To oczywiście nie jest dowód . Sprawa jest złożona, jest o czym dyskutować. Ech, skończę już bo artykuł się z tego robi...

Piszesz do Elki (z której argumentacją nt. potrzeb się zgadzam) że być może mówicie o tym samym. Być może. Co rozumiesz przez potrzeby? Czy wyróżniasz rodzaje potrzeb? (twoje wypowiedzi sugerują mi, że masz na myśli coś co jest wrodzone. Czy tak?). Ja rozumiem potrzeby jako pewną charakterystykę organizmu, który musi mieć 'coś' dla własnego dobrostanu psychofizjologicznego. Bez tego 'czegoś', odczuwany jest dyskomfort, pojawia się motywacja do. (nie chce mi się teraz grzebać po podręcznikach za definicją, kot mi leży na brzuchu Możemy mówić o potrzebach wynikających z naszej biologi (o tej grupie tutaj dyskutuję), ale też o potrzebach wyuczonych.
Wiktor Trojanowski (385 punktów)

Super! - dzięki za odpowiedź.
Faktycznie słowo "potrzeba" zostało być może niewłaściwie użyte. Nie do końca zgodnie z jego definicją psychologiczną, raczej w codzienym rozumieniu... mea culpa. Zastanawiam się jakim słowem lepiej byłoby ten stan zobrazować aby też nie przesadzić z naukowym slangiem (bo transcendencja się nie spodobała ).

Niemniej jednak pozwolę sobie troszkę powiercić dalej. Pierwsza wątpliwość to wyspecjalizowane obszary mózgu "służące" do doznań religijnych. Zostało udowodnione, że istnieją (i dają się sztucznie pobudzić) i celowo podałem to w zagajeniu dyskusji. Nie mamy takich "wyspecjalizowanych" obszarów do afirmacji piłki nożnej - w jej przypadku bodźce pobudzają obszary standardowo odpowiedzialne za emocje (zresztą te same są również pobudzane w trakcie odczuwania uczuć religijnych).

Druga wątpliwość. Piszesz, i jest w tym wiele słuszności, że coś co niefortunnie nazwałem "potrzebą boga" (zwróć jednak uwagę, że potraktowałem to cudzysłowiem) nie wynika z "biologicznej konieczności", nie jest "potrzebą" w tym sensie, że nie wywołuje uczucia dyskonfortu. Zakładasz, że gdyby w środowisku nie było bodźców kulturowych typowa jednostka nie wytworzyła by Tego (żeby nie używać zwrotu "potrzeba boga"). I tu mam poważną wątpliwość - sądzę (niestety brak mi dowodów - poza tymi powszechnie dostępnymi a nie spotkałem nigdy społeczności bez jakiejś religii), że bazując na innych potrzebach (tych definicyjnych - patrz piramida Maslowa) w przypadku braku danych naukowych o konstrukcji świata ludzka ciekawość i domyśność zawsze stworzy sobie "coś wyższego", choćby bożka piorunów. Brak wiedzy o tym jak się sprawy mają, jaki jest początek wszystkiego i jaki jest sens istnienia u większości inteligentnych jednostek wywołuje jednak uczucie dyskonfortu. Oczywiście można się doszukiwać genezy tego właśnie w innych potrzebach a nie w czymś wrodzonym, ale gdybyśmy chcieli szukać pierwotnych uzasadnień dla wszystkich typowych zachowań człowieka pewnie doszlibyśmy w dedukcji do oddziaływań fundamentalnych w fizycje

Na koniec. Jako zdeklarowany ateista wolałbym bezrefleksyjnie uznać teorię mówiącą o religii jako produkcie ubocznym. Ba uważam, że w dużej mierze prawdziwie opisuje ona rzeczywistość. Jednak nie mogę zamknąć oczu na kilka podanych wyżej i wcześniej wątpliwości.
oportunista (1711 punktów)
Każda postawa religijna czy światopoglądowa wynika z wiary w coś lub komuś. Wydaje mi się, że zdolność uwierzenia w coś czy komuś postawiła nas jako gatunek na szczycie drabiny ewolucyjnej. Dzięki tej opcji potrafimy się uczyć od innych, samemu nie doświadczając. Oszustwo i kłamstwo jest produktem ubocznym -deprecjonuje to zjawisko- jednak bilans strat i zysków dla gatunku jest zdecydowanie dodatni. Brak gotowości do akceptowania zdarzeń na "wiarę" jest w pewnym sensie ułomnością, podobnie sprawy się mają z refleksją. Każdy z nas jest inny, jednego mamy więcej drugiego mniej, jednych łatwo oszukać, inni we wszystkim dopatrują się dziur. Sam w kwestiach religijnych posiadam wystarczająco bogatą wyobraźnie, aby produkować wizje nie gorsze od proponowanych przez np. KK, dlatego nie odczuwam wielkiej potrzeby wewnętrznej posiłkowania się nimi. Nie rajcują mnie także ateistyczne-materialistyczne wizje, decyduje o tym zamiłowanie do kulturowości i tradycji, we wspólnym rodzinnym świętowaniu odnajduję sposób na tworzenie więzi, wszak jesteśmy stworzeniami stadnymi.
laszka (296 punktów)
>Zatem moje pytanie dotyczy tego czy u Was - zacni forumowicze - ateizm ma bardziej podłoże
>racjonalne czy wynika raczej z wrodzonego (lub nie wyuczonego) braku (lub znikomości) religijnych
>potrzeb transcendentalnych. Bardzo mnie interesuje która z tych przyczyn jest bardziej powszechna.

Ja osobiście jestem pozbawiona religijności wszelkiej. I nie zawracam sobie głowy czymś tak przyziemnym jak wiara w Boga
Illahimالشباك (61 punktów)
(zablokowany)
>W kwestii samych potrzeb religijnych, co do których powszechności nie muszę chyba >nikogo przekonywać, to jak zapewne wiecie odpowiada za nie (przynajmniej w >większości) kilka obszarów mózgu, które pobudzane magnetycznie ( badania Michaela >Persingera) lub chemicznie

Osoby niewierzące nie muszą sobie niczego pobudzać by wierzyć.Z twojej wypowiedzi wynika że ateiści nie mają potrzeb religijnych z powodu nieaktywności pewnych partii mózgu.
>A może ktoś zna inne przyczyny?

W Islamie ateista to kufr oznaczający: Subhanahu wa Ta'ala-
czyli brak wiary w Allaha niezależnie od tego, czy związane jest to z zaparciem, czy nie, z wątpliwościami, podejrzeniami, niechęcią, zazdrością, arogancją lub podążaniem za pragnieniami, które odwodzą od naśladownictwa, przestrzegania treści posłania Proroka. Niewiara osoby, która się wypiera (wiary w Allaha, Wysłanników Allaha i ostatniego Wysłannika - Muhammada) jest gorsza od innychUczeni muzułmańscy wyróżnili dwa rodzaje niewiary, większą i mniejszą niewiarę.

Większa niewiara- apostazja; jej przejawem są:

- wyparcie się: Cytat:
[Koran 29:68] [cytat]{A kto jest bardziej niesprawiedliwy od tego, kto wymyśla kłamstwa (przeciwko Allahowi), lub ten, kto za kłamstwo uznał prawdę, kiedy ona do niego przyszła? Czyż nie ma w Piekle (Gehennie) mieszkania dla niewiernych?}

[/cytat]
- świadoma arogancja, bunt, sprzeciw: Cytat:
[Koran 2:34] {A kiedy powiedzieliśmy do aniołów: ‚Oddajcie pokłon Adamowi', oni oddali pokłon, z wyjątkiem Iblisa. On odmówił, wbił się w pychę.}


- wątpliwości, zwątpienie: Cytat:
[Koran 18:35-38] {Wszedł do swojego ogrodu (Jdannatahu) i wyrządzając sobie samemu niesprawiedliwość powiedział: "Nie sądzę, żeby to kiedykolwiek zginęło; i nie wierzę, że nadejdzie Godzina. A jeśli zostanę sprowadzony do mego Pana, to znajdę z pewnością coś lepszego, w zamian za to, aniżeli ten ogród". I powiedział mu towarzysz, rozmawiając z nim: "Czy nie wierzysz w Tego, Który stworzył cię z prochu, następnie z kropli spermy, a potem dał ci postać człowieka? Lecz co do mnie... On jest moim Rabb (Jedynym Panem), i nie dodaję memu Panu żadnego współtowarzysza".}


- awersja, niechęć: Cytat:
[Koran 46:3] {Lecz ci, którzy nie wierzą, odwracają się od tego, do czego są nawoływani.}


- hipokryzja: Cytat:
[Koran 63:3] {Albowiem oni uwierzyli, a potem stali się niewiernymi. Pieczęć została nałożona na ich serca i oni nie pojmują.}


Mniejsza niewiara lub niewiara związana z praktyką nie jest apostazją i dotyczy grzechów określonych w Koranie i sunnie jako kufr, aczkolwiek nie osiągających poziomu większej niewiary; można określić go jako niedowiarstwo, niepełną wiarę. Jest nim np.:

- niewdzięczność za błogosławieństwa Allaha: Cytat:
[Koran 16:112] {I Allah przytacza jako podobieństwo pewne miasto bezpieczne i spokojne. Otrzymywało ono obfite zaopatrzenie ze wszystkich stron, lecz nie uznawało dobrodziejstwa Allaha.}


- walka muzułmanów z innymi muzułmanami, o czym nauczają hadisy Proroka (pokój i błogosławieństwo Allaha z nim): Cytat:
"Poniżanie (obrażanie) muzułmanina jest aktem nieposłuszeństwa, zaś zwalczanie go jest niewiarą". "Nie odwracajcie się po mnie, jak niewierni, zabijając się nawzajem"
. [Buchari, Muslim]

Składanie przysiąg na stworzenie, a nie na Allaha. Prorok (pokój i błogosławieństwo Allaha z nim) powiedział: Cytat:
"Ten, kto przysięga na innych, a nie na Allaha, dopuszcza się niewiary lub politeizmu". [Tirmidhi]

Większa niewiara jest apostazją i anuluje dobre uczynki; mniejsza niewiara nie jest apostazją ani nie anuluje dobrych uczynków, lecz umniejsza je i skazuje tego, kto go popełnia na karę. Większa niewiara skazuje tego, kto go popełnia na wieczność w Piekle. Osoba, która dopuszcza się mniejszej niewiary, jeśli znajdzie się w Piekle - nie pozostanie w nim na wieczność. Być może Allah wybaczy jej i nie wejdzie ona w ogóle do Piekła.

Tyle o ateiźmie moja religia
pozdrawiam pięknie
04-02-2010 10:29 
 Ocena 1 na 1
Wiktor Trojanowski (385 punktów)
Pytanie co ma twoja odpowiedź do pytania skierowanego do ateistów? To że Islam ma jakieś tam podziały niewierzących jest dla mnie równie oczywiste co irracjonalne. Gdybyś napisał mi po prostu, że twoja wiara wynika z jakiś tam zapisów gościa sprzed prawie półtora tysiąca lat i ich późniejszych interpretacji (o racjonalności czego wogóle nie chce mi się pisać) to przynajmniej wiedziałbym, że w mojej teorii na której bazuje pytanie tego wątku, wynika ona z programowej niewiedzy (albo pseudo-wiedzy kamuflującej rzeczywistość) i zapewne z wyjątkowej aktywności tych ośrodków mózgu, które u mnie są nakierowane na inne bodźce (filozofia, sztuka) a u Ciebie zajmują się odczuwaniem satysfakcji z tej pseud-wiedzy.

Pozdrawiam
Rotor (179 punktów)
- O przyczynach mojego ateizmu (jednej z setek ogólnie ludzkich cech) już napisałem. Teraz chcę dodać o znanych mi różnych innych jego przyczynach (czy raczej innych jeszcze wyjaśnieniach jego przyczyn):

- Wg słownika języka polskiego: przyczyną ateizmu jest posiadanie poglądu zaprzeczającego istnieniu Boga.
- Wg Wikipedii: przyczyną ateizmu jest brak wiary w istnienie bóstw.
- Wg religiantów maści dowolnej: przyczyną ateizmu jest jakaś dziwnie podejrzana wrogość wobec Boga, a przy tym też najprawdopodobniej sympatyzowanie z Szatanem.
- Wg teologii prawdosławnej: przyczyną ateizmu jest posiadanie duchowego zdrowia kultowego i zdolności racjonalnego niepodejmowania jałowego zajmowania się niepoważnymi imaginacjami niepoważnych ludzi o nadprzyrodzenie niepoważnych bóstwach - jakoby autentycznymi i poważnymi o tym prawdami.
- Wg wierzących teistów typu moherowego itp.: ateizm wynika z niechodzenia do kościoła, niesłuchania co ksiądz mówił na kazaniu i z życia jak zwierzęta.
- Wg nauki społecznej Kościoła papieskiego: ateizm wynika z ludzkiej głupoty w nieposłuszności jedynie jego słusznym naukom o marności istnienia ludzi bożego stworzenia, i ze skłonności do uczuć nihilistycznych wobec tych nauk.

- Istnieje wiele wyjaśnień istoty ateizmu. - Zastanowiło mnie przy tym takie coś: chyba jednak nie ma i nie było na świecie ludzi religijnie wierzących, którzy by wierzyli we wszystko, co jest im do wierzenia podawane. Czyli, nie we wszystko wierząc, są w tej mierze ateistami... Ciekawi i mnie np. która z powyższych, czy może jeszcze innych, przyczyn ateizmu powszechnego jest najczęstrza?...
.
Wiktor Trojanowski (385 punktów)
Poniżej zupełnie swobodne myśli. Nie poparte jakąkolwiek analizą choćby pseudo-naukową.

>- Wg słownika języka polskiego: przyczyną ateizmu jest posiadanie poglądu zaprzeczającego istnieniu Boga.
Stawiał bym że jest to przyczyna najczęstsza wśród ludzi o najwyższym poziomie obeznania z "tematem"

>- Wg Wikipedii: przyczyną ateizmu jest brak wiary w istnienie bóstw.
To mi nieco pachnie agnostycyzmem lecz zapewne jest definicją pasującą do większości ludzi przyznających się do ateizmu.

>- Wg religiantów maści dowolnej: przyczyną ateizmu jest jakaś dziwnie podejrzana wrogość wobec Boga, a przy tym też najprawdopodobniej sympatyzowanie z Szatanem.
Znikomy ułamek ateistów "początkujących" a być może jakiś nizbyt wysoki odsetek wśród "ateistów" głęboko badających temat (ateistów już w cudzysłowiu bo wszelki kult jakichkolwiek duchów, nawet jeśli mają one znaczenie czysto symboliczne zajeżdża mi teizmem) odpowiada pewnie tej definicji faktycznie sympatyzując z ideą symbolicznego Szatana.

>- Wg teologii prawdosławnej: przyczyną ateizmu jest posiadanie duchowego zdrowia kultowego i zdolności racjonalnego niepodejmowania jałowego zajmowania się niepoważnymi imaginacjami niepoważnych ludzi o nadprzyrodzenie niepoważnych bóstwach - jakoby autentycznymi i poważnymi o tym prawdami.
Pierwsze słyszę - ale już pogłębiam więdzę. Mogę jednak z góry orzec, że ja nie mieszczę się w tej definicji a to z tego powodu, że poświęcam mnóstwo czasu na najczęściej "jałowe zajmowanie się niepoważnymi imaginacjami niepoważnych ludzi o nadprzyrodzenie niepoważnych bóstwach" choć tylko hobbystycznie

>- Wg wierzących teistów typu moherowego itp.: ateizm wynika z niechodzenia do kościoła, niesłuchania co ksiądz mówił na kazaniu i z życia jak zwierzęta.
Obawiam się, że większość "ateistów" podpada niestety pod tą formułę

>- Wg nauki społecznej Kościoła papieskiego: ateizm wynika z ludzkiej głupoty w nieposłuszności jedynie jego słusznym naukom o marności istnienia ludzi bożego stworzenia, i ze skłonności do uczuć nihilistycznych wobec tych nauk.
Vide powyższa wypowiedź na temat Islamu pana o wybuchowo brzmiącym nicku i analogicznych poglądach oraz moja cięta riposta , która niestety pozostała bez odpowiedzi.

>- Istnieje wiele wyjaśnień istoty ateizmu. - Zastanowiło mnie przy tym takie coś: chyba jednak nie ma i nie było na świecie ludzi religijnie wierzących, którzy by wierzyli we wszystko, co jest im do wierzenia podawane. Czyli, nie we wszystko wierząc, są w tej mierze ateistami...
NIE! - ateizm według mnie jest świadomością tego, że ta cała bajka jest do (cenzura)! Albo jesteś ateistą i odwalasz wszystko (nawet jeśli z dwuznacznie moralnych przyczyn do tego się nie przyznajesz publicznie i dla szczęścia kogośtam czasem pójdziesz do kościółka) albo jesteś tylko mniej lub bardziej zakłamanym lub niepewnym prawdy teistą. Z powyższego wnoszę, że ateistą w skrajnych przypadkach może być ksiądz, który przyjrzał na oczy a dla zachowania fachu ściemnia, tak samo jak teistą może być wojujący komunista ukradkiem modlący się o swą "nieśmiertelną duszę". Oczywiście abstrahuje od moralnej strony tych wyborów .
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Od dawien dawna nurtuje mnie pytanie: czy mój ateizm wynika bardziej z wiedzy i świadomości czy z
>braku (lub raczej znikomości) religijnych potrzeb transcendentalnych.

Mój ateizm wynika z instynktu prawości, z wrodzonej szlachetności, z umiejętności odróżniania dobra od zła... mówiąc krótko - ma podłoże etyczne. Nie zaprzeczam potrzebom transcendentalnym, jednak stanowczo zaprzeczam wpływowi wiedzy i świadomości. Ateistą zostałem około 9 roku życia, gdy byłem jeszcze naprawdę bardzo głupi, a świadomość moja w zasadzie nie wykraczała poza zdolność zapamiętywania i świadomego odtwarzania tego co pamiętam.

Zanim przystąpiłem do I Komunii, byłem już zdeklarowanym ateistą, dzięki temu moja religijna matka nie zapisała mnie do dalszych klas. Przypuszczam, że bała się szykan, jakie nieuchronnie mój niewyparzony język ściągał na mnie - i tak dość mieli ze mną problemów szkolnych. Jednak nadal musiałem chodzić z mamą co niedzielę do kościoła.

Ateistą zostałem pod wpływem kilku zdarzeń, które dzisiaj oceniam w kategoriach szoku moralnego. Przekonałem się, że światem rządzi kłamstwo, że ludzie są niesprawiedliwi, że krzywda nie znajduje zadośćuczynienia, że religijni uczą obłudy... Z początku dotarło do mnie tylko to, że Bóg musi być zły i głupi. Kłóciłem się z rodzicami, próbując im na swój dziecinny sposób udowodnić, że taki musi być, bo tyle krzywdy i niesprawiedliwości wytwarza swoją wszechmocą, bo pozwala księżom jawnie czynić zło w imię Boże (jak oni traktowali uczniów!). I w pewnym momencie olśniło mnie, że to są bajki, jak ze św. Mikołajem i duchami. Nagle zrozumiałem, że nie ma aniołów stróżów, nie ma Boga, nie ma Piekła, nie ma dusz... nikt się nie boi wiecznego potępienia, bo człowiek nie ma w środku ducha, który mógłby cierpieć po śmierci.

Najbardziej wtedy mnie szokowało, że nikt się nie boi grzeszyć (bredni o spowiedzi i odpuszczaniu grzechów nie rozumiałem). Widziałem jak na dłoni, że dorośli czują się bezkarni, czynią zło na co dzień, a nam - dzieciom - kłamią w żywe oczy, że trzeba postępować dobrze, bo inaczej będziemy się smażyć w Piekle. Dziesięć kłamliwych przykazań dla frajerów, siedem grzechów głównych dla cwanych księży, którym wszystko wolno... .

Dzisiaj bym powiedział, że instynktownie zadziałała w moim umyśle brzytwa Okhama. Myśl, żeby zaliczyć religie do świata kłamstw i baśni, sprawiła, że wszystko stało się jasne i proste. Święte księgi napisali cwaniacy, żeby ogłupić frajerów i przerobić ich na owieczki. Tysiące pytań (jak to możliwe, że...?!) bez odpowiedzi nagle przestało dręczyć mój umysł.

Dopiero wiele lat później zauważyłem, że łatwiej jest ateiście uczyć się w szkole ze zrozumieniem. Szczególnie nauki przyrodnicze nie wchodzą religijnym do głowy, gdyż wiara w mity religijne nie pozwala religijnym ułożyć sobie w głowie wiedzy o Wszechświecie, o życiu, o psychice, o prawach fizyki... jednak nigdy nie interesowało mnie, jak religijni układają sobie te sprawy w główkach, jakich pokrętnych sposobów używają, żeby pogodzić naukę z religią. Intelektualne "dowody" na istnienie lub nieistnienie Boga nigdy mnie nie interesowały.

Czym skorupka za młodu... Dzisiaj na starość mój ateizm wciąż jest taki sam - wciąż w religii widzę źródło zła i demoralizacji, obłuda wciąż jest taka sama, cwani grzesznicy pokroju Jankowskiego czy Rydzyka żerują na głupocie swoich wyznawców a cwani dyskutanci usiłują odwracać naszą uwagę od zła przy pomocy pseudointelektualnych dyskusji w rodzaju prób udowadniania, że nie można udowodnić ani istnienia ani nieistnienia Boga. Zamiast skupić się na zwalczaniu zła, dajemy się wciągać funkcjonariuszom kultu w niekończące się dyskusje o nieistnieniu Boga.

Potrzeby transcendentalne zaspokajam, wyobrażając sobie funkcje falowe w przestrzeni Hilberta, albo wielką superunifikację oddziaływań w postaci tao, albo mój organizm symbiotyczny (jako fenotyp rozszerzony) sterowany przez geny bakterii rządzących światem - religie są dobre dla prostaczków ubogich duchem, mających potrzeby transcendentalne słabiutko rozwinięte.

doku

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365