Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ślub jednostronny

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
08-05-2011 10:00Gołębiewski (850 punktów)Ślub jednostronny
Ocena 1 na 5
No cóż, za parę miesięcy czeka mnie przyspieszony ślub kościelny

Wstępnie rozmawialiśmy z narzeczoną z proboszczem, powiedział, że udzieli ślubu ze względu na stronę wierzącą.

Oczywiście nie obyło się bez prób nawrócenie mnie za pomocą głupawych argumentów: "powiedz mi, że kobieta którą kochasz i siedzi obok ciebie jest z przypadku", "wszystko ma swoją przyczynę, a Bóg jest praprzyczyną" i takie tam...

No więc z chęcią poczytałbym o waszych doświadczeniach ze ślubami jednostronnymi.

Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

adamzwawy (969 punktów)
Witam.
U mnie przeszło bez bólu jeżeli chodzi o księdza.
Nie miał nic przeciwko.
Na prośbę żony uczęszczałem na nauki.
A przysięga , dla mnie była zmieniona, nie musiałem przysięgać na jakieś świętości, tylko żonie
No i to było dwanaście lat temu...
Miałem o dziwo delikatne naciski ze strony rodziny...ale postawiłem na swoim.
Pozdrawiam.
08-05-2011 12:17
 Ocena 11 na 11
Piotr Felstau (492 punktów)
>No cóż, za parę miesięcy czeka mnie przyspieszony ślub kościelny

Co następne? Przyspieszony chrzest dzieci? Przyspieszona pierwsza komunia?
Rozumiem bierne uczestniczenie w katolickich czarach, aby nie sprawić przykrości bliskim, typu pogrzeb itp Ale aktywne uczestniczenie w własnym ślubie kościelnym to według mnie porażka. Dałeś palec, potem wyrwą ci rękę a na końcu stracisz głowę i rozum...
08-05-2011 12:36 
 0 na 2
Gołębiewski (850 punktów)
>>No cóż, za parę miesięcy czeka mnie przyspieszony ślub kościelny
>Co następne? Przyspieszony chrzest dzieci? Przyspieszona pierwsza komunia?
>Rozumiem bierne uczestniczenie w katolickich czarach, aby nie sprawić przykrości bliskim, typu pogrzeb itp Ale aktywne uczestniczenie w własnym ślubie kościelnym to według mnie porażka. Dałeś palec, potem wyrwą ci rękę a na końcu stracisz głowę i rozum...
>

Rozumiem, ale jestem w sytuacji z ograniczonym polem wyborem i cieszę się, że mam opcje, która stanowi swojego rodzaju kompromis.
08-05-2011 13:25 
 Ocena 3 na 3
Piotr Felstau (492 punktów)
>Rozumiem, ale jestem w sytuacji z ograniczonym polem wyborem i cieszę się, że mam opcje, która stanowi swojego rodzaju kompromis.
>
To dopiero początek, sam musisz ocenić sytuacje i przewidzieć jak daleko możesz pójść na kompromis. Tylko wiedz że Ty będziesz gotowy na ustępstwa a wyznawcy jedynej słusznej wiary brak kompromisów mają wpisany w swoją religię.
08-05-2011 14:10 
 0 na 2
zachaj (5239 punktów)
>To dopiero początek, sam musisz ocenić sytuacje i przewidzieć jak daleko możesz pójść na kompromis. ...

Ateiści dzielą się na dwie grupy, tych wojujących i tych nie. Sam już dawno powiedziałem rodzicom, że ślubu kościelnego nie będzie, żadnego.
08-05-2011 14:24 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
>Ateiści dzielą się na dwie grupy, tych wojujących i tych nie.

Powiedziałabym raczej - na tych konsekwentnych i tych nie. Taki ślub oznacza przecież także m.in. zgodę na wychowanie religijne dziecka, prawda?
08-05-2011 15:30 
 Ocena 2 na 4
zachaj (5239 punktów)

>... Taki ślub oznacza przecież także m.in. zgodę na wychowanie religijne dziecka, prawda?

Chyba tak. Ale kto będzie miał większy wpływ na dziecko? Kościół czy ojciec? Ten konflikt jest nieunikniony jak ktoś się godzi na jakieś kościelne ceremonie. Poprzez nasilenie antyklerykalizmu, kościół kładzie szczególny nacisk na takie aspekty jak późniejsze wychowanie w wierze. Wchodzi się w relacje z tą instytucją i nagle ona zaczyna interesować się Twoimi dziećmi.

Ciekawe czy "kompromis" autora wątku nie przyniesie mu kiedyś problemów. Tego nie możemy być pewni, jednak taka możliwość istnieje.
08-05-2011 15:40 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>Ale kto będzie miał większy wpływ na dziecko? Kościół czy ojciec?

Nie tyle Kościół czy ojciec, ile matka (plus rodzina) czy ojciec.

>Ten konflikt jest nieunikniony jak ktoś się godzi na jakieś kościelne ceremonie.

Otóż to.

>Wchodzi się w relacje z tą instytucją i nagle ona zaczyna interesować się Twoimi dziećmi.(...)
>Ciekawe czy "kompromis" autora wątku nie przyniesie mu kiedyś problemów. Tego nie możemy być pewni, jednak taka możliwość istnieje.

Wydaje mi się nawet, że jest bardzo prawdopodobna. Chodziło mi właśnie o to, by podkreślić, że do powstania problemu nie jest potrzebny ateizm "wojujący" - wystarczy ateizm choć trochę konsekwentny.

Ale - oczywiście - jest to kwestia wielce indywidualna, zależna chociażby od zaangażowania organizacyjnego przyszłej małżonki i jej rodziny.
08-05-2011 15:57 
 Ocena 3 na 3
zachaj (5239 punktów)

>Ale - oczywiście - jest to kwestia wielce indywidualna, zależna chociażby od zaangażowania organizacyjnego przyszłej małżonki i jej rodziny.

Zależy również od tego czy ktoś chce zmierzyć się z tym problemem teraz czy później. Ale co się odwlecze...
08-05-2011 15:43 
 Ocena 5 na 5
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Powiedziałabym raczej - na tych konsekwentnych i tych nie. Taki ślub oznacza przecież także m.in. zgodę na wychowanie religijne dziecka, prawda?

Przynajmniej teoretycznie - nie.

Ślub kościelny wymaga dość dużej dozy formalności.

Narzeczeni muszą wypełnić co najmniej czterostronicowy arkusz, w którym deklarują czy byli już w związku małżeńskim, czy posiadają potomstwo oraz określić też między innymi czy zgadzają się na wychowywanie dzieci zgodnie z doktryną katolicką.

Pozostaje tu duże pole do wyboru. Można wpisać tak, można wpisać nie, nie wiem albo nawet np. córki zgodnie z religią matki, synowie zgodnie z przekonaniami ojca.

Taki dokument w przypadku małżeństwa osoby wierzącej z niewierzącą wędruje później do biskupa i biskup musi wyrazić zgodę na zawarcie takiego małżeństwa.

Przynajmniej zgodnie z prawem kanonicznym strona niewierząca nie musi godzić się na wychowywanie dzieci zgodnie z wiarą katolicką. Jednakże - tak/nie małżeństwu mówi biskup. Chyba tam nawet jest rubryka, że strona zgadza się na ochrzczenie dzieci. Jak ktoś poszuka to najdzie w internecie.

Ten dokument często służy później do kościelnego unieważniania małżeństw, jeśli okaże się np., że któraś strona skłamała.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
10-05-2011 16:21 
 Ocena 1 na 1
Makowa (14 punktów)
Z obserwacji życia wynika, że na taki szantaż można (jest zdroworozsądkowo moralne) obłudnie ustąpić, a potem jak dziecko zacznie mieć te 9..kilkanaście lat po prostu świecić dobrym przykladem "oświecajacym". Jeszcze nie widziałam rodziny co by (zwykle ojciec niestety) ateista nie spowodował ateizmu dziecka. I całe szczęście! Że nie widziałam. To dobrze wróży

Tylko takie ustępstwo ma sens jeśli nie masz wątpliwości co do partnera (jeśli poza tym defektem mądrości jest super). Bo co do komporomisów to co za dużo to niezdrowo. W szczególności musi być wiadome, że w łóżku jest OK
08-05-2011 14:26 
 Ocena 11 na 11
Piotr Felstau (492 punktów)
>Ateiści dzielą się na dwie grupy, tych wojujących i tych nie.

Dla wielu wierzących samo powiedzenie "nie" jest już przejawem wojowniczości.
- nie chcesz ślubu kościelnego - jesteś wojującym ateistą ...
08-05-2011 15:34 
 Ocena 3 na 3
zachaj (5239 punktów)

>Dla wielu wierzących samo powiedzenie "nie" jest już przejawem wojowniczości.
>- nie chcesz ślubu kościelnego - jesteś wojującym ateistą ...

Zgadzam się. Większość ludzi na forum można łatwo zaklasyfikować jako "wojujących". Ważne jest też aby wiedzieć, że tych "niewojujących" są miliony.
10-05-2011 08:46 
 Ocena 1 na 1
Ray31 (694 punktów)
>Rozumiem, ale jestem w sytuacji z ograniczonym polem wyborem i cieszę się, że mam opcje, która stanowi swojego rodzaju kompromis.
>
Zgadzam się niestety z przedmówcami-z tymi ludźmi nie da się zawierać kompromisów. Gdy ustąpisz teraz będziesz musiał ustępować ich zawsze-znam to z własnego doświadczenia. Kosztowało mnie to ostatecznie rozwód (moja niewiara okazała się ostatecznie jedną z przyczyn dla mojej eks-Żony). Dałem najpierw palec-tak jak Ty... A później chcieli mi wyrwać rękę razem z barkiem i łopatką. Niestety-sposób myślenia ludzi wierzących jest bardzo prosty-skoro ustępujesz raz to godzisz się na ustępstwa w przyszłości (np. w kwestii chrztu i katolickiego wychowania dzieci). To co Ty nazywasz kompromisem stanowi nie kompromis, ale jego pozór (który Ty chcesz postrzegać jako rzeczywisty kompromis bo "zaślepia" Cię miłość do twojej wybranki). Pozdrawiam.
08-05-2011 12:42 
 Ocena 2 na 2
maruda (5550 punktów)
>Co następne?
Nie wszyscy prowadzą w małżeństwie wojny, nie wszystkich da się oceniać jednakową miarą. Daj człowiekowi uczyć się na własnych błędach, skoro chce. Nic nie jest stałe, kto powiedział, że on, albo jego wybranka się nie zmieni przekonań. Gołębiewski postanowił, jak postanowił to on będzie ponosił wszelkie konsekwencje tej decyzji. Ślub to stres, nie bij go bardziej, proszę.
08-05-2011 12:52 
 Ocena 4 na 4
Piotr Felstau (492 punktów)
Aj, nikogo nie biję ;p
To pytania jakie powinien sam sobie zadać, bo sam będzie ponosił konsekwencje swojego wyboru.
Przy okazji wyraziłem swoje zdanie na ten temat, w końcu po coś pojawił się ten wątek, chyba nie po to aby pocieszyć kolegę gdy skacze do nieznanej wody na głowę ;p
08-05-2011 12:45 
 Ocena 10 na 10
DEmonizer (4893 punktów)

>Co następne? Przyspieszony chrzest dzieci? Przyspieszona pierwsza komunia?

Może tak, może nie ...

>Rozumiem bierne uczestniczenie w katolickich czarach, aby nie sprawić przykrości bliskim, typu pogrzeb itp Ale aktywne uczestniczenie w własnym ślubie kościelnym to według mnie porażka.

Ja uczestniczyłem czynnie w swoim ślubie kościelnym, żona mnie o to prosiła. Przysięga była nie zmieniana. Kaplan był świadom mojego ateizmu. Żonie potem powiedział, że źle się czuł udzielając nam ślubu pod przysięgą boską. Uznał ten kapłan, że mocno zgrzeszył, bo przyczynił się do kłamstwa. Ja mu powiedziałem stanowczo przed ślubem, że nie wierze w te duperele, ale mogę odbębnić cyrk religijny, jeśli żona czuje taką potrzebę. Głównie proboszczowi zależało na pieniądzach, nawet kosztem duszy swego współpracownika pasterskiego. Śmiech. Ciekawe jak teraz z tym żyje ten młody ksiądz.
Strasznie nie było, a nawet zabawnie ... Eh te religijne sumienia.

A po trzech latach mogę powiedzieć, że żona już dwa lata nie chodzi do kościoła, choć z konserwatywnej rodziny pochodzi, boga ma w dupie.

I dzieciak miłości boskiej nie poczuje ...

Tyle z tej szopki pozostało.

Dzieje się samo i po rozsądnym torze, na przeciw marzeniom otocznia.

Cóż chrzest zmieni, cóż zmieni komunia, jeśli dzieciaka się bezreligijnie wychowuje?
Nic.
Ot kolejne parę godzin głupoty.
Liczy się to, co jest między osobami.
Relacje: mężczyzna-kobieta, rodzice-dzieci, dialogi rodzinne, to jest życie.
Bóg zdechł nawet bez walki z teatrem sakralnym.

> Dałeś palec, potem wyrwą ci rękę a na końcu stracisz głowę i rozum...

Może masz jakieś zdolności jasnowidzenia? To trochę tak, jakbyś ocenił z góry tą osobę jako kompletnie słabą. Jeśli podasz rękę wierzącemu, to zarazisz się wiarą? Cóż za silny ateizm. Mesjański koniec świata nie nastąpi ...

Pozdrawiam
08-05-2011 13:13 
 Ocena 9 na 9
Piotr Felstau (492 punktów)
>>Co następne? Przyspieszony chrzest dzieci? Przyspieszona pierwsza komunia?
>Może tak, może nie ...

Mam trochę doświadczeń w tym zakresie, bo ślub to nie tylko żona ale i cała jej rodzina opętana wiarą w jedynego słusznego i prawdziwego boga, z którą trzeba się szarpać przy byle okazji. Żona i dzieci zmuszone do udziału w tej przepychance wiary z nie wiarą, często ponoszą jej największe i najdotkliwsze konsekwencje ...

Nie oceniam tylko pytam czy zdaje sobie sprawę że to dopiero początek kompromisów. Nie mam na celu nikogo urazić tymi pytaniami. Tak jak napisałem wyżej - przy okazji wyraziłem swoje zdanie na ten temat, w końcu po coś pojawił się ten wątek, chyba nie po to aby pocieszyć kolegę gdy skacze do nieznanej wody na głowę ;p
08-05-2011 13:22 
 Ocena 2 na 2
DEmonizer (4893 punktów)

>Nie oceniam tylko pytam czy zdaje sobie sprawę że to dopiero początek kompromisów. Nie mam na celu nikogo urazić tymi pytaniami. Tak jak napisałem wyżej - przy okazji wyraziłem swoje zdanie na ten temat, w końcu po coś pojawił się ten wątek, chyba nie po to aby pocieszyć kolegę gdy skacze do nieznanej wody na głowę ;p

Rozumiem. Czas pokaże ...

Pozdrawiam
orchidea78 (385 punktów)Znowu ten Kościół!
Wszędzie go pełno!
Lepiej unikać sytuacji zmuszających nas do konfrontacji z klerem.
A gdy nie ma innego wyjścia by dojść do celu,to zacisnąć zęby.
Czasami realizacja marzeń, wymaga poświęceń.
AdamGr (3037 punktów)Odp: Znowu ten Kościół!
Bój się konfrontacji z fanatykami, kler to w większości banda tchórzy, jak przychodzi do konkretów światopoglądowych i dyskusji to sami spieprzają.
Ich rzeczywista "moc" jest przereklamowana od wieków.
I nie trzeba wcale zaciskac zębów, wystarczy jak to mówią zwyczajnie "olać".
orchidea78 (385 punktów)Znowu ten Kościół!
Usunięte przez moderatora
spellbinder (8577 punktów)Odp: Ślub jednostronny
Tak widzę, czytając różne tutaj odpowiedzi, że hormony jednak mają na ludzi gigantyczny wpływ. Sam również - choć do żadnych ślubów nie dochodziło, bo sama instytucja ślubu jest przeze mnie odrzucana - byłem kiedyś w sytuacji związania się z osobą wierzącą... i do tego praktykującą, razem z modleniem się do aniołków przed snem i odwracaniem Jezuska, żeby nie patrzył wiadomo kiedy.

Ale młody byłem i głupi.

To były, jak sobie przypominam teraz, istne katusze. Byliśmy razem pięć lat, ale odseparowałem się od jej rodziców, zupełnie nie utrzymywałem z nimi kontaktu. Były nawet naciski na sformalizowanie ślubu, laska mnie naciskła zawczasu na bierzmowanie, podkreślała jakie to dla niej ważne, ale na szczęście nie jestem człowiekiem, który się daje szantażować i związek, że tak powiem, osiągnął nieunikniony koniec.

A później, bogatszy o te doświadczenia, szukałem już tylko ateistek. Bardzo ułatwia funkcjonowanie taki wspólny światopogląd. Odpada kwestia poświęcenia, kompromisów, przyszłych kłopotów, jeśli jakieś dziecko cudownym sposobem się pokaże:P
08-05-2011 13:42
 Ocena 16 na 16
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>No więc z chęcią poczytałbym o waszych doświadczeniach ze ślubami jednostronnymi.
Szanowny Panie, ślub to tylko kościelne pozwolenie na prywatne p...nie.
Ważną jest umowa (czasem nie tylko bez papierka, ale nawet bez słów), którą Pan zawiera z drugą osobą. Trzeba być przeświadczonym, że pomimo różnic chce Pan spędzić z nią całe życie. Że jest Pan przeświadczony, iż różnice światopoglądowe pomiędzy Wami tego życia Wam nie zdemolują.
Gdy tak jest, to może Pan księdza i cały obrządek mieć w "wielkim poważaniu".

To WY jesteście tu najważniejsi!

Pozdrawiam.

@@@
.
08-05-2011 21:08 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Ameryki to nie odkryłeś. Sam KK twierdzi, że ślub jest sakramentem, którego udzielają sobie nawzajem małżonkowie, ksiądz to tylko "potwierdza przed Bogiem".


Za egzegezę poza eklezją auto-da-fe (graffiti - Wrocław pl. Nankiera 1986)
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>No więc z chęcią poczytałbym o waszych doświadczeniach ze ślubami jednostronnymi.
Z tego co wiem to ślubu udzielają sobie małżonkowie.
A katabas jest jedynie świadkiem.
Katabas żadnego ślubu nie udziela, bo to nie on wiąże.
Quod ergo Deus coniunxit homo non separet.
Dlatego Elton John też ma ślub!

Wszystko ma swój początek i koniec.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>No więc z chęcią poczytałbym o waszych doświadczeniach ze ślubami jednostronnymi.

Mój stan cywilny nie zmienił się od urodzenia, a ze względu na młody wiek to bywałem tylko na ślubach pociotków, więc nie mam żadnych takich doświadczeń.

Ciekawi mnie jak u Pana wyglądało składanie przedślubnej deklaracji? Tzn. czy zgodził się Pan na chrzczenie dzieci i wychowywanie zgodnie z wiarą katolicką, a jeśli nie to czy ksiądz robił jakieś problemy z tym związane?

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
08-05-2011 20:54
 Ocena 17 na 17
Elka I Ponura (7473 punktów)
>No więc z chęcią poczytałbym o waszych doświadczeniach ze ślubami jednostronnymi.

Powiem Ci tak: ze względu na poziom indoktrynacji i/lub przyzwyczajenia do kościelnych szopek jestem singielką. Raz obudziłam się odpowiednio szybko, zanim doszło do kupowania czegokolwiek. Wystarczyła jedna rozmowa z przyszłą-niedoszłą teściową i zapowiedź prezentu ślubnego (złocona Matka Boska do sypialni) oraz zachwyt tymże pomysłem przyszłego-niedoszłego.

Raz - trochę później. Wszystko było ładnie, tolerancyjnie i słodko do momentu, kiedy Mężczyzna Życia usiadł i przedstawił mi plan: w ramach ślubu jego rodzina zniesie moje "odrębne zeznania", ale na wesele (oprócz 100 innych osób) ma być zaproszony ksiądz, dzieci (jakie, kwa, dzieci?!) mają być ochrzczone, po komunii i bierzmowane. W domu będą wisieć krzyże. Bo inaczej jego wiara dozna uszczerbku. W ramach klarowności: od początku poważnego związku wiadomo było, że jestem ateistką, dzieci nie wchodzą w rachubę, a mieszkanie jest moje (przed-związkowe, na akcie własności jestem tylko ja i wyraźnie zaznaczałam, że tak zostanie, bo będzie intercyza) i neutralne jak Szwajcaria, co jeszcze-nie-narzeczonemu się podobało. Nagle, razem z pierścionkiem i planami dat zawarcia związku, optyka się lubemu zmieniła. Pod wpływem rodziny i rzeczonego księdza. Dominikanina, nb.

Zaznaczam, że tak nie musi być zawsze (powszechnie wiadomo, że mam pecha rozmiarów galaktyki...), ale poważnie się zastanów i poważnie, naprawdę poważnie, porozmawiaj z kobietą, z którą masz się (w miarę) stale związać. Bardzo wyraźnie, bez owijania w bawełnę i półsłówek, powiedz na co nie jesteś w stanie się zgodzić. Pamiętaj wcześniej się nad tym solidnie zastanowić. Bo później będzie jak w tym cytowanym gdzieś tu ostatnio temacie z jakiegoś religijnego forum: lasencja mdleje z wrażenia, że wzięła ślub z ateistą, czemu on jej na złość je szynkę w post, czemu nie chce się modlić w wigilię, chyba specjalnie ją obraża! Co mu szkodzi się pomodlić! Będziesz miał klasycznie religijny płacz i zgrzytanie zębów, jak możesz takie strasznie rzeczy robić, jak możesz. Chyba, że dojdziesz do wniosku, że takie podwójne życie Ci nie przeszkadza i możesz żyć nadzieją, że ukochanej wiara przejdzie razem z urodzeniem dziecka. No i będzie w stanie się postawić swojej rodzinie (swoją drogą - co na to Twoja?).

Wiązanie się z kimś aktywnie wierzącym to zawsze hazard, bo samo wiązanie się w ogóle jest rzeczą trudną, jak każdy kompromis między dwójką ludzi. W momencie, kiedy w kwestie kompromisu wchodzą rzeczy tak dramatycznie odmienne, ze spaceru po parku robi się nagle półmaraton w Brazylii. Przez mniej poważne różnice związki się rozpadają - ostatnio po sześciu latach rozpadło się znajome małżeństwo weganina z mięsożerną kobietą. On nie mógł już wytrzymać patrzenia na mięso w lodówce i karmienia ich Kota jedzeniem zawierającym mięso (swoją drogą: WTF?!), a ona miała dość słuchania, jakkolwiek delikatnych ale upierdliwie nawracających, argumentów za zmianą jadłospisu. I tak dobrze, że teraz, bo zaczynali planować dziecko..

Słowem: nic bez poważnego przemyślenia, nic bez poważnych rozmów. Zawsze możecie sobie zapisać swoją własną umowę przedślubną - nikt nie mówi o zatrudnianiu notariusza, ale niech będzie na piśmie, żeby potem nie było "nic takiego nie mówiłam/em, wymyślasz sobie coś!"

Na pocieszenie - z byłym narzeczonym nadal się blisko przyjaźnię. No i mam całkiem ładną sztukę biżuterii do dyspozycji

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
08-05-2011 21:40 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Mądrze piszesz, ale skąd wiesz, że narzeczona autora wątku jest fanatycznie wierzącą? Przecież z wypowiedzi "Głąbińskiego" wynika tylko tyle, że jedna ze stron jego związku jest wierzącą - nawet nie wiemy na pewno, że tą stroną jest ona, a nie on.

Ja od ponad 10 lat jestem w związku z katoliczką, taką typowo polską, czyli biorącą udział w mszy każdej niedzieli i w każde święto kościelne, wierzącej w istnienie Czyśćca, spowiadającej się z grzechu współżycia bez kościelnego ślubu (może już przestała, nie wiem, nie pytam), łykającej tabletki antykoncepcyjne, uwielbiającej noszenie miniówek w dodatku bardzo wydekoltowanych, opalającej się topless tam, gdzie to dozwolone i bez problemu akceptującej fakt, że nasz związek nigdy nie zostanie przypieczętowany ślubem.
Tak więc widzisz - różne są rodzaje "wierzenia", może narzeczona "Głąbińskiego" jest taką samą katoliczką jak moja pani?



Za egzegezę poza eklezją auto-da-fe (graffiti - Wrocław pl. Nankiera 1986)
08-05-2011 23:26 
 Ocena 6 na 6
Elka I Ponura (7473 punktów)
Właśnie po to napisałam o moim galaktycznym pechu i ogólnie o problemach w związku "mieszanym" nie tylko ze względu na wiarę

Nie zakładam, że fanatyzm jest kluczowy, aby uniemożliwić związek, tak samo jak nie zakładam, że związek wierzący-niewierzący jest kompletnie niemożliwy. Po prostu z moich obserwacji wynika, że to może być trudne, utrzymać równowagę i spokój w takim związku. Nie niemożliwe, ale trudne. Jasne, że łatwiej jest, kiedy oboje ludzi w związku to typy otwarte, tolerancyjne, "oświecone" i wyrozumiałe do granic możliwości. Jasne, że łatwiej jest, jeśli z ateist/k/ą wiąże się klasyczny wierzący-niepraktykujący albo, jak piszesz, przypadek katolika nowoczesnego, traktującego wiarę i jej przejawy jako rzecz prywatną.

Jaka by ta partnerka nie była w swojej wierze i tak uważam, że poważna, konkretna rozmowa przed ślubem zaradzi wielu przyszłym problemom


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
AdamGr (3037 punktów)
Swięte słowa droga koleżanko.

Silna wiara religijna ze wszystkimi konsekwencjami wyznawania i celebrowania, dodatkowo wsparta z morza ,lądu i powietrza przez familiję strony vs ateizm lub luźne podejście do takiego zaangażowania to... przegrana długoletnia wojna.
A pojawienie się dziecka to raczej zapalenie lontu, ponieważ po latach strona niezaangażowana widząc indoktrynacje wcale nie chce sprawiać swojej latorośli takiej szkółki, widząc efekty.Bo za jakie grzechy i w imie czego i czyich poglądów? Wszak nie swoich młodych.
To dopiero wówczas zaczyna się prawdziwa bonanza,a nie jej koniec.

Ja mam radę taką (raczej sprawdzone) : jeżeli już ma dojśc do takiego połaczenia śwatopoglądów to jak najdalej od rodziny wspierajacej, pilnującej, podglądającej,wtykającej swój nos i uwagi ect itd.
Niestety tak to w życiu bywa że pierwsza minę to rodzina zakłada jeśli jest zbyt blisko i ma okazje.
Jak to mówią "żenisz się z rodziną", również.
Ale jeśli jest daleko, to cóż....tak bywa w życiu, tym razem spokojnym i poukładanym
Da sie wszystko dopasować , kwestia czasu i porozumienia, byleby ktoś piachu w tryby nie sypał co chwila.
09-05-2011 08:38 
 Ocena 1 na 1
Appenzeller (3118 punktów)
>Przez mniej poważne różnice związki się rozpadają
Święte słowa Waszej Królewskiej Mości. Ale z tego wynika również wniosek przeciwny. Skoro mniej poważne różnice i tak do rozpadu wystarczają, to może skala różnic nie gra takiej roli. Duża nie zaszkodzi, a pójdzie o to, kto wyprowadza psa.
A co do meritum - ja prywatnie bym na to nie poszedł: moja trzecia żona świadkiem. Ale to chyba za każdym razem dzieje się inaczej.


Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
09-05-2011 21:15 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Święte słowa Waszej Królewskiej Mości. Ale z tego wynika również wniosek przeciwny. Skoro mniej poważne różnice i tak do rozpadu wystarczają, to może skala różnic nie gra takiej roli. Duża nie zaszkodzi, a pójdzie o to, kto wyprowadza psa.

Ależ niezmiehnie mi miło, mhój Dhogi!

Nie przypominam sobie związku rozpadającego się ze względu na dyskusję o wyższości zmywarek nad myciem ręcznym czy kwestiami posiadania zwierząt. Wręcz przeciwnie - znam wieloletni szczęśliwy związek psiary z uczuleniowcem. Za to związki rozpadające się przez kwestie światopoglądowe widuję ciągle. Zaznaczam, że nie uważam ich za niemożliwe, ale wybitnie trudne - jak najbardziej.

>A co do meritum - ja prywatnie bym na to nie poszedł: moja trzecia żona świadkiem. Ale to chyba za każdym razem dzieje się inaczej.

Witam w klubie. Nie wiem, czemu się w ogóle szłam na taki układ po pierwszym przejściu, szczerze mówiąc. Prawdopodobnie to moje twierdzenie z pierwszego posta ma tu duże znaczenie


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
09-05-2011 22:37 
 Ocena 2 na 2
Appenzeller (3118 punktów)
>Nie przypominam sobie związku rozpadającego się ze względu na dyskusję o wyższości zmywarek nad myciem ręcznym czy kwestiami posiadania zwierząt. Wręcz przeciwnie - znam wieloletni szczęśliwy związek psiary z uczuleniowcem. Za to związki rozpadające się przez kwestie światopoglądowe widuję ciągle. Zaznaczam, że nie uważam ich za niemożliwe, ale wybitnie trudne - jak najbardziej.
A to mamy różne doświadczenia. Ja wręcz przeciwnie - stykałem się z wszelkimi innymi kwestiami poza światopoglądowymi. Od znudzenia, przez zdrady, zakochania, obrzydzenia, alkohol. Nie mam zaś wśród znajomych przypadku światopoglądowego. Co ciekawe, uważam te różnice za ważne, ale istotnie z cudzych opowiadań, a nie z bliskiej znajomości rzeczy. Zawsze miałem szczęście. Pewnie na drugie mam Kandyd.

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
10-05-2011 01:21 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>A to mamy różne doświadczenia. Ja wręcz przeciwnie - stykałem się z wszelkimi innymi kwestiami poza światopoglądowymi. Od znudzenia, przez zdrady, zakochania, obrzydzenia, alkohol. Nie mam zaś wśród znajomych przypadku światopoglądowego.

Takie zwykłe rozejścia to ja też znam, nie zwracam uwagi. Norma. Chodzi mi raczej o spektakularne rozejścia z dramą na całą rodzinę i znajomych. Ani jedna się nie zdarzyła przez wymieniane przez Ciebie powody - ot, ludzie do siebie nie pasują, rozchodzą się, znajdują kogoś nowego. Te światopoglądowe zazwyczaj miały reperkusje, trwały miesiącami, odbywały się wojny podjazdowe na znajomych i ich maile, etc. W jednym przypadku została nawet publicznie ujawniona prywatna kolekcja zdjęć pornograficznych pary, poszło na noże i pozwy sądowe. Brazylijska telenowela, powiadam. Ani jedna para "mocno zróżnicowana" nie wyszła poza ten schemat.

>Co ciekawe, uważam te różnice za ważne, ale istotnie z cudzych opowiadań, a nie z bliskiej znajomości rzeczy. Zawsze miałem szczęście. Pewnie na drugie mam Kandyd.

Zielenieję i dziko zazdroszczę


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
09-05-2011 23:29 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
Tak sobie myślę, sprowokowany tym postem (czy raczej tą wypowiedzią, żeby nie było niedomówień), że chyba prędzej bym się związał z Matką Teresą, niż z wegetarianką.

Cholera, trzeba mieć jakieś priotytety.
10-05-2011 01:21 
 Ocena 3 na 3
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Tak sobie myślę, sprowokowany tym postem (czy raczej tą wypowiedzią, żeby nie było niedomówień), że chyba prędzej bym się związał z Matką Teresą, niż z wegetarianką.
>Cholera, trzeba mieć jakieś priorytety.

Obawiam się, że ja też z wegetarianinem (o matko, a są jeszcze przecież weganie!) długo bym nie wytrzymała, biorąc pod uwagę moją miłość do kuchni z zawartością młodej polędwicy wołowej, kurczaka, kaszanki i jagnięciny. I nie zapominajmy o dobrze wysmażonym boczku...


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Ray31 (694 punktów)
>>Tak sobie myślę, sprowokowany tym postem (czy raczej tą wypowiedzią, żeby nie było niedomówień), że chyba prędzej bym się związał z Matką Teresą, niż z wegetarianką.
>>Cholera, trzeba mieć jakieś priorytety.
>Obawiam się, że ja też z wegetarianinem (o matko, a są jeszcze przecież weganie!) długo bym nie wytrzymała, biorąc pod uwagę moją miłość do kuchni z zawartością młodej polędwicy wołowej, kurczaka, kaszanki i jagnięciny. I nie zapominajmy o dobrze wysmażonym boczku...
>
Atheism is a non-prophet organization.

>George Carlin

Ja po moich doświadczeniach też jestem za związkiem z ateistką Niemniej wydaje mi się, że przy osobach tolerancyjnych i widzących w drugiej osobie przede wszystkim człowieka, a nie katolika lub ateistę (ale zaznaczam-musi to być obustronne) takie związki mieszane światopoglądowo są możliwe. Niemniej wszystko może zmienić pojawienie się dziecka (wtedy najczęściej osoba wierząca doznaje oświecenia i zamienia się w krzyżowca broniącego jedynej słusznej wiary-szczególnie pod naciskiem swojej rodziny).
Pozdrawiam.
10-05-2011 10:53 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Ja po moich doświadczeniach też jestem za związkiem z ateistką [..] takie związki mieszane światopoglądowo są możliwe.

Dokładnie tak napisałam i uważam - to się da, ale najłatwiejsze to nie jest.

>Niemniej wszystko może zmienić pojawienie się dziecka (wtedy najczęściej osoba wierząca doznaje oświecenia i zamienia się w krzyżowca broniącego jedynej słusznej wiary-szczególnie pod naciskiem swojej rodziny).

Ja znam niewierzącą parę, która i tak posłała syna na religię i do komunii - bo wiedziała, że rodzina będzie mędzić. No i bali się, jak na dziecko będzie patrzyć szkoła. Trochę śmieszne, jak dla mnie.

>Pozdrawiam.

Nawzajem i przypominam o wycinaniu sygnaturek (zgodnie z regulaminem)


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
10-05-2011 11:02 
 Ocena 1 na 1
Ray31 (694 punktów)
>>Ja po moich doświadczeniach też jestem za związkiem z ateistką [..] takie związki mieszane światopoglądowo są możliwe.
>Dokładnie tak napisałam i uważam - to się da, ale najłatwiejsze to nie jest.

Tak... zdecydowanie łatwiej jest gdy para jest w tej kwestii "jednomyślna".

>>Niemniej wszystko może zmienić pojawienie się dziecka (wtedy najczęściej osoba wierząca doznaje oświecenia i zamienia się w krzyżowca broniącego jedynej słusznej wiary-szczególnie pod naciskiem swojej rodziny).
>Ja znam niewierzącą parę, która i tak posłała syna na religię i do komunii - bo wiedziała, że rodzina będzie mędzić. No i bali się, jak na dziecko będzie patrzyć szkoła. Trochę śmieszne, jak dla mnie.

Jak dla mnie to objaw hipokryzji i obawy przed ostracyzmem w jednym. Moja eks-Żona argumentowała to właśnie w podobny sposób"jak na dziecko będzie patrzeć szkoła" (i rówieśnicy). Odpowiedziałem Jej, że ciekawe wartości dziecku chce wpajać-oportunizm od niemowlęctwa.
Pozdrawiam również
10-05-2011 13:17 
 Ocena 2 na 2
Alicja Duda (25557 punktów)
>Jak dla mnie to objaw hipokryzji i obawy przed ostracyzmem w jednym. Moja eks-Żona argumentowała to właśnie w podobny sposób"jak na dziecko będzie patrzeć szkoła" (i rówieśnicy). Odpowiedziałem Jej, że ciekawe wartości dziecku chce wpajać-oportunizm od niemowlęctwa.
Jest to niestety realne spojrzenie na życie w państwie wyznaniowym.
Mój wnuk idzie w tym roku do przedszkola, rodzice są niewierzący oboje. Po przemyśleniu wszystkich za i przeciw, postanowili zapisać dziecko na religię, która w tym przedszkolu ma miejsce. A ponieważ mój wnuk nie jest ochrzczony zastanawiają się nad możliwością ochrzczenia u ewangelików ( większa tolerancja dla innowierców niż dla ateistów).

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
10-05-2011 13:31 
 Ocena 3 na 3
Ray31 (694 punktów)
>>Jak dla mnie to objaw hipokryzji i obawy przed ostracyzmem w jednym. Moja eks-Żona argumentowała to właśnie w podobny sposób"jak na dziecko będzie patrzeć szkoła" (i rówieśnicy). Odpowiedziałem Jej, że ciekawe wartości dziecku chce wpajać-oportunizm od niemowlęctwa.
>Jest to niestety realne spojrzenie na życie w państwie wyznaniowym.
>Mój wnuk idzie w tym roku do przedszkola, rodzice są niewierzący oboje. Po przemyśleniu wszystkich za i przeciw, postanowili zapisać dziecko na religię, która w tym przedszkolu ma miejsce. A ponieważ mój wnuk nie jest ochrzczony zastanawiają się nad możliwością ochrzczenia u ewangelików ( większa tolerancja dla innowierców niż dla ateistów).

Mimo to uczymy dzieci oportunizmu na zasadzie: "jeżeli wszyscy mówią głupoty to Ty też mów bo inaczej będziesz się wyróżniał" albo "jeżeli wszyscy kradną to Ty też kradnij bo będziesz się wyróżniał" i "nie mów tego co myślisz tylko to co chcą słyszeć inni". Obrzydliwe. i jakże wychowawcze. I później się dziwić, że ten kraj wygląda jak wygląda, i że mamy polityków wiernopoddańczych kościołowi. Swoją drogą-moja Przyjaciółka ma dwoje dzieci, które przestały uczęszczać na religię z własnej woli i jakoś nie potraciły przyjaciół i kolegów z tego powodu. I nagle nie mają problemów z nauką-wręcz przeciwnie-należą do najlepszych uczni w swojej klasie. Tak więc z tymi obawami jest jak z większością obaw: są one przesadzone w stosunku do rzeczywistości. Wystarczy się przekonać. I powiedzieć "Nie!".
11-05-2011 18:18 
 Ocena 3 na 3
Alicja Duda (25557 punktów)
>Mimo to uczymy dzieci oportunizmu na zasadzie: "jeżeli wszyscy mówią głupoty to Ty też mów bo inaczej będziesz się wyróżniał" albo "jeżeli wszyscy kradną to Ty też kradnij bo będziesz się wyróżniał" i "nie mów tego co myślisz tylko to co chcą słyszeć inni". Obrzydliwe. i jakże wychowawcze. I później się dziwić, że ten kraj wygląda jak wygląda......,
I narazisz 3-latka na szykany ze strony katechetki, dzieci i może wychowawczyń przedszkolnych.
Wierzący to on nie będzie, ale przynajmniej nie nabawi się wstrętu do przedszkola bo rodzice pracują i do przedszkola iść musi a religia jest prowadzona w takim czasie, że nijak go od tego uchronić.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
31-05-2011 11:12 
 Ocena 1 na 1
Learning to fly (99 punktów)
Heeh widzę, że masz podobne przeżycia .. ja właśnie jestem na etapie rozważania, czy taki ślub ma w ogóle sens ...
Jak już ktoś tu pisał - chciałam dać palec, a jeszcze przed ślubem zażyczono sobie prawie całej ręki ... nagle jestem przyczyną całego zła, wszystkie problemy są po mojej stronie, a ja przecież tak łatwo mogę je rozwiązać zmieniając wiarę ....
(Na marginesie, w teorii należę do innego kościoła, ale w praktyce jestem osobą niewierzącą, a przynajmniej nie w to, co kościoły owe głoszą)
I że cholera, 2 razy dałam się nabrać na związek z katolikiem, niby na początku obaj byli tacy że niby to tylko z tradycji,że rodzina, że oni to tam średnio wierzą, ale koniec końcem okazywało się, że jednak moja postawa jest nie do zaakceptowania ...
No i zostałam na lodzie ... teraz to mi chyba tylko biuro matrymonialne zostało bo wszędzie wkoło katolicy albo niby pseudo katolicy, których wiara się w najmniej spodziewanym momencie mocno uaktywnia ... ehhh życie
farmer (22440 punktów)

>No więc z chęcią poczytałbym o waszych doświadczeniach ze ślubami jednostronnymi.

Kiedyś też chciałem mieć ślub kościelny.....ale mi przeszło, wziąłem tylko cywilny. Jakoś z czasem wszystko się rozwlekło i teraz nie ma już presji( a jeśli takowa jest to mam to gdzieś) z strony otoczenia.

Ale ślub to "pikuś". Za chwilę komunia....coś co spędza mi sen z powiek. Bo to już nie moje życie a życie człowieczka który będzie musiał stawić czoła "miłości bliźniego" do kogoś kto myśli inaczej.
diogenes (42753 punktów)
>udzieli ślubu ze względu na stronę wierzącą.

A czy ta strona wierząca ma drugą stronę? Może z tą stroną będzie się łatwiej dogadać?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Kowalska (14008 punktów)
   Przepraszam, ja tylko na chwilę, w kwestii formalnej. Można?

Otóż ja mam pytanie. Ślub jednostronny? Czyli znaczy się jeden z narzeczonych poślubi sam siebie?

   Szalenie ciekawa koncepcja, szalenie..... A ile możliwości daje takie rozwiązanie!

EDIT: To by znaczyło, że wszystkie zakonnice są mężatkami, bo są poślubione Bogu.

Szalenie ciekawa koncepcja.... Szalenie....


"Historia przyznała rację papieżowi. Afryka doznała jedzenia."
Gołębiewski (850 punktów)
EDIT: Kowalska - wiadomo o co chodzi, czepianie się sformułowań. - No comment.

Serdecznie dziękuje za wszystkim za podzielenie się swoimi doświadczeniami w owym zakresie.
Wszystko przeczytałem, ale nie sposób mi się do wszystkiego odnieść.

Co do wypowiedzi bojowych ateistów, to jedna bitwa przegrana nie decyduje o losach wojny
Poza tym ślub jednostronny uważam za remis.

Szybko zamieszkamy w swoim małym M, a przyszła żona nie jest bardzo wierząca.
Tak więc po przeprowadzce wpływ rodziców znacznie spadnie, więc nie przewiduje częstych konfliktów na tle wiary.

Najważniejsze chyba to, że kochamy się nawzajem i wybaczamy sobie błędy.

Co do kwestii formalnych, to na razie wytypowaliśmy 3 sale weselne, do końca tygodnia wybierzemy 1, oraz ustaliliśmy datę ślubu na koniec lipca. Także zapisaliśmy się na weekendowy kurs przedmałżeński, zapewne ciekawych rzeczy się dowiem.

Papierologia kościelna i urzędowa jeszcze przed nami.
10-05-2011 07:48 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Najważniejsze chyba to, że kochamy się nawzajem i wybaczamy sobie błędy.
I to jest najważniejsze. Myślę, że dzięki temu dojdziecie do porozumienia i życie upłynie Wam bezkonfliktowo.
Czego z całego serca Wam życzę.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
10-05-2011 11:01 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Wszystko przeczytałem, ale nie sposób mi się do wszystkiego odnieść.
>Co do wypowiedzi bojowych ateistów, to jedna bitwa przegrana nie decyduje o losach wojny

Nie bardzo rozumiem, gdzie widzisz tą "przegraną bitwę" (że ten ślub?). Widzę, że muszę przejrzeć cały wątek, bo "bojowości" nie widziałam.
Ad rem.

>Najważniejsze chyba to, że kochamy się nawzajem i wybaczamy sobie błędy.

Bardzo fajnie. Pamiętajcie też zastanowić się, z czym trudno wam będzie się pogodzić i co może być niewybaczalne. To się przydaje nawet najbardziej "homogenicznym" parom


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
10-05-2011 11:09 
 Ocena 1 na 1
Ray31 (694 punktów)
>>Najważniejsze chyba to, że kochamy się nawzajem i wybaczamy sobie błędy.
>Bardzo fajnie. Pamiętajcie też zastanowić się, z czym trudno wam będzie się pogodzić i co może być niewybaczalne. To się przydaje nawet najbardziej "homogenicznym" parom

Popieram Przedmówczynię. Żeniąc się miałem bardzo podejście i podobny optymizm jak Założyciel Wątku Jednak jak się okazało - miłość to w takich sytuacjach za mało... W ogniu swojej wiary Moja eks-Małżonka spaliła swoją miłość do mnie. A patrzenie na zasadzie: "jakoś to będzie bo się kochamy" jest szalenie krótkowzroczne (i to nie tylko w kwestii światopoglądowej, ale w każdej innej także-szczególnie w tych istotnych dla związku dwojga osób np. kwestia posiadania potomstwa, podejście do kwestii życia erotycznego itp.)
Learning to fly (99 punktów)

>No więc z chęcią poczytałbym o waszych doświadczeniach ze ślubami jednostronnymi.
>

Otóż moje doświadczenie jest takie, że najprawdopodobniej mój ślub będzie odwołany.
Miał to być w sumie nie jednostronny ślub a mieszany, ponieważ jestem w teorii członkiem innego kościoła i tylko na potrzeby tego ślubu miałam "udawać" wierzącą. Więc chciałam dać i tak więcej niż Ty.
Okazało się, że to za mało. Okazało się, że jednak jestem wielkim problemem. Że jego rodzina jakoś nie może się z tym wszystkim pogodzić. Usilnie namawiano mnie na zmianę kościoła, na moje tłumaczenia, że tego zrobić nie chcę, było wielkie zdziwienie "przecież Tobie i tak nie zależy na żadnym kościele, to czemu nie możesz tego zrobić? Nie wystarczały tłumaczenia, że nie chcę, bo mam takie a nie inne przekonania i nie będę udawała kogoś, kim nie jestem, i wcale nie jest tak, że oba kościoły mam w d.., bo do tego mojego mam jednak jakiś sentyment. Z dwojga złego, jeśli mam gdzieś być zapisana, wolę tam. Ale do rodziny mego niedoszłego męża to nie docierało.
Kiedy wydawało mi się, że jakoś już poukładaliśmy te sprawy okazało się, że proboszcz ma co chwilę jakiś problem. Na siłę wyszukuje dupereli, byle tylko utrudnić ten ślub. Moje podejrzenia są takie, że pewnie liczy na grubą kopertę za "ciężką pracę przy trudnym ślubie". Niestety, mój niedoszły małżonek skapitulował i oznajmił mi, że jeśli ten ślub się nie uda, nie będziemy mogli ze sobą być.
Zostałam upokorzona jak nigdy w życiu. Bo okazuje się, że jestem/byłam dla niego nikim.
Takie są moje doświadczenia. Nigdy więcej związku z katolikiem ........... niech mnie buk chroni


p.s. Nie macie wrażenia, że kobiety mają bardziej przewalone w tych kwestiach? Częściej od nich oczekuje się dostosowania .. albo często, jak tu zresztą w wątku czytam, nawet jeśli mąż pójdzie na kompromis w pewnych kwestiach i tak kobieta w końcu przejmuje chociaż częściowo poglądy męża (w tym przypadku ateistyczne). Mam wrażenie, jakby mężczyznom było więcej "wolno", że nawet jeśli to oni są stroną niekatolicką jakoś łatwiej rodzinie to przełknąć .. a może to tylko moje mylne wrażenie?
31-05-2011 16:24 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>Nie macie wrażenia, że kobiety mają bardziej przewalone w tych kwestiach?

Tylko jeśli na to pozwalają. Na szczęście już nie muszą.

>Częściej od nich oczekuje się dostosowania

Tak jakby mogło to być dla mnie istotne, że ktoś ode mnie oczekuje dostosowywania się

>albo często, jak tu zresztą w wątku czytam, nawet jeśli mąż pójdzie na kompromis w pewnych kwestiach i tak kobieta w końcu przejmuje chociaż częściowo poglądy męża

Iiii. Gadanie. Statystyk na to nie mają chyba

>Mam wrażenie, jakby mężczyznom było więcej "wolno"

Taka tradycja - niektóre osoby użyłyby słowa "patriarchalna" Ale nikt już nie może cię zmusić, byś za nią podążała. To kwestia tego raczej czy ważniejsze są dla ciebie własne potrzeby, czy tzw. oczekiwania społeczne.

PS
Nie wydaje ci się, że po takim wstępie perspektywa dłuższego pożycia z "niedoszłym" - niezależnie od tego, w jaki sposób załatwicie ślubną kwestię - wygląda i tak marnie? Przecież problem rozmaitych tradycyjnych przejawów religijności powróci niechybnie jeszcze wielokrotnie
Learning to fly (99 punktów)
>>Nie macie wrażenia, że kobiety mają bardziej przewalone w tych kwestiach?
>Tylko jeśli na to pozwalają. Na szczęście już nie muszą.

Gdybym o tym nie wiedziała, szykowałabym się potulnie do 100% katolickiego ślubu ...
Jednak nie zmienia to faktu, że jest większa presja w stosunku do kobiet, być może to tylko moje subiektywne odczucia.

>>Częściej od nich oczekuje się dostosowania
>Tak jakby mogło to być dla mnie istotne, że ktoś ode mnie oczekuje dostosowywania się

Życie na tym polega, że dwoje ludzi w mniejszym bądź większym stopniu dostosowują się do siebie. Kwestia na ile jesteśmy w stanie to zrobić. I niemiło jest, gdy od jednej strony oczekuje się więcej poświęcenia. A ponieważ jesteśmy tylko ludźmi czasem można się zbyt późno zorientować, że ktoś chce więcej i więcej. W sumie fakt, moja wina, naiwna byłam.

>>albo często, jak tu zresztą w wątku czytam, nawet jeśli mąż pójdzie na kompromis w pewnych kwestiach i tak kobieta w końcu przejmuje chociaż częściowo poglądy męża
>Iiii. Gadanie. Statystyk na to nie mają chyba

Nie mają. dlatego piszę, że to moje odczucia.

>>Mam wrażenie, jakby mężczyznom było więcej "wolno"
>Taka tradycja - niektóre osoby użyłyby słowa "patriarchalna" Ale nikt już nie może cię zmusić, byś za nią podążała. To kwestia tego raczej czy ważniejsze są dla ciebie własne potrzeby, czy tzw. oczekiwania społeczne.

Na szczęście nikt nie może mnie zmusić. Z tego się cieszę. I dlatego też rozważam odwołanie tego wszystkiego. Ślubu raczej nie będzie. Piszę "raczej", bo sprawa dla mnie jest świeża, nie jest mi łatwo podjąć taką decyzję. Bo jednak nie bez powodu chciałam z tym człowiekiem być - uczucia robią swoje.
Ale prawda, że uczucie to czasem za mało ... przynajmniej dla niego ...

>PS
>Nie wydaje ci się, że po takim wstępie perspektywa dłuższego pożycia z "niedoszłym" - niezależnie od tego, w jaki sposób załatwicie ślubną kwestię - wygląda i tak marnie? Przecież problem rozmaitych tradycyjnych przejawów religijności powróci niechybnie jeszcze wielokrotnie
>

Właśnie dlatego rozważam to wszystko. Muszę się zastanowić, co będzie dla mnie lepsze. Z czegoś muszę zrezygnować. Tak czy siak będzie mi trudno. To chyba jest zrozumiałe ....
01-06-2011 13:45 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>Jednak nie zmienia to faktu, że jest większa presja w stosunku do kobiet

Nigdzie nie sugerowałam, jakoby było inaczej. Owszem - jest większa presja w tym względzie wobec kobiet, albowiem w naszym kochanym-wciąż-jeszcze-mocno-patriarchalnym społeczeństwie uległość, skłonność do ustępstw i łagodzenia konfliktów, dbałość o spokój ogniska domowego (za wszelką cenę) tudzież inne tego typu cudactwa są nader często cechami, których oczekuje się od przedstawicielek płci żeńskiej. Jest to IMHO naganne, niemądre, niewłaściwe, ale jest też niestety powszechne.

>>Tak jakby mogło to być dla mnie istotne, że ktoś ode mnie oczekuje dostosowywania się
>Życie na tym polega, że dwoje ludzi w mniejszym bądź większym stopniu dostosowują się do siebie. Kwestia na ile jesteśmy w stanie to zrobić.

Ależ oczywiście - ale mówimy tu o umowie pomiędzy dwojgiem ludzi. Jeśli jedno z nich upiera się, by w umowę mieszać resztę społeczeństwa, ja wysiadam, bo opinia większości społeczeństwa nieszczególnie mnie interesuje. Inna sprawa, że warto znaleźć partnera, który będzie miał o opinii społeczeństwa podobne mniemanie, inaczej zawarcie satysfakcjonującej umowy może okazać się niemożliwe. Rzecz priorytetów.

>I niemiło jest, gdy od jednej strony oczekuje się więcej poświęcenia.

To już kwestia twojego podejścia - w moim przypadku to prowadzioby do szybkiego zerwania negocjacji. Ty - oczywiście - możesz mieć inny próg tolerancji.

>A ponieważ jesteśmy tylko ludźmi czasem można się zbyt późno zorientować, że ktoś chce więcej i więcej.

Ależ oczywiście - nie traktuj mojej wypowiedzi jako ataku na siebie - po prostu na twoje rozważania - było, nie było - osobiste, odpowiadam własnymi
Mnie właściwie fascynuje koncepcja trwałego związku pomiędzy osobami z diametralnie przecież różnymi światopoglądami - kwestia religijności/jej braku i sprawa podejścia do ról płciowych (ie właśnie te odmienne względem kobiety oczekiwania) są czymś, co mnie osobiście trudno byłoby pominąć/zignorować/znieść na dłuższą metę. Można to tak łatwo przeoczyć?

>>>albo często, jak tu zresztą w wątku czytam, nawet jeśli mąż pójdzie na kompromis w pewnych kwestiach i tak kobieta w końcu przejmuje chociaż częściowo poglądy męża
>>Iiii. Gadanie. Statystyk na to nie mają chyba
>Nie mają. dlatego piszę, że to moje odczucia.

Aaa. To spokojnie - przy ostatnio tu przytaczanym podczas podobnej rozmowy o niedopasowaniu religijnym pary przykładzie pani katoliczka z forum religijnego martwiła się przeciwnej natury przypadkiem (jej religijny znajomy wskutek małżeństwa z ateistką mocno stracił na religijności), różnie więc bywa Pytanie czy warto się szarpać.
Learning to fly (99 punktów)
>>I niemiło jest, gdy od jednej strony oczekuje się więcej poświęcenia.
>To już kwestia twojego podejścia - w moim przypadku to prowadzioby do szybkiego zerwania negocjacji. Ty - oczywiście - możesz mieć inny próg tolerancji.
I zapewne mam. Ale jednak granice jakieś też. Na szczęście

>Mnie właściwie fascynuje koncepcja trwałego związku pomiędzy osobami z diametralnie przecież różnymi światopoglądami - kwestia religijności/jej braku i sprawa podejścia do ról płciowych (ie właśnie te odmienne względem kobiety oczekiwania) są czymś, co mnie osobiście trudno byłoby pominąć/zignorować/znieść na dłuższą metę. Można to tak łatwo przeoczyć?

Hmmm to może jest kwestia naiwności ja widocznie byłam zbyt naiwna i za mało myślałam o konsekwencjach takiej sytuacji.
Ponieważ ja jestem tolerancyjna myślałam sobie, że skoro mi to wisi co kto wyznaje, byle się ze mną dogadał, to mogę się spodziewać tego samego i jakoś to będzie a i chęci do dogadania się niby były. Potem jakoś dziwnie wyparowały ...

>Aaa. To spokojnie - przy ostatnio tu przytaczanym podczas podobnej rozmowy o niedopasowaniu religijnym pary przykładzie pani katoliczka z forum religijnego martwiła się przeciwnej natury przypadkiem (jej religijny znajomy wskutek małżeństwa z ateistką mocno stracił na religijności), różnie więc bywa Pytanie czy warto się szarpać.

A to bardzo pocieszający przykład szkoda,że to nie mój przypadek

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365