Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nowy system szkolnictwa.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
11-12-2011 17:27wafelos (517 punktów)Nowy system szkolnictwa.
Ocena 4 na 4
Witam, jak wielu z nas wie za niedługo mają być wprowadzone zmiany w szkolnictwie a mianowicie fakultety. Jak myślicie czy to dobra zmiana? Wielu nauczycieli straci prace, bo bądźmy szczerzy, mało kto niestety lubi fizykę czy chemie.Nawet jeśli nie zwolnienie to redukcja godzin. Osobiście uważam że za bardzo chcemy się upodobnić do zachodu. Non stop ostatnio obniżany zostaje poziom nauczania. Użytkownicy forum w średnim wieku widzą iż poziom nauki spada łeb na szyje jak porównają ich dawny poziom edukacji z dzisiejszym.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

coreless (16088 punktów)

O jakim poziomie szkolnictwa mówisz? Szkoły ponadgimnazjalne?
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>mało kto niestety lubi fizykę czy chemie
Lecz zapytajmy się dlaczego?
Czy to są jakieś nadzwyczajne przedmioty, o niezwykłym stopniu złożoności, niedostępne przeciętnemu umysłowi. NIE!
Być może są tylko nieatrakcyjnie, źle, mętnie i niewspółcześnie wykładane.
Każdy przedmiot można zarżnąć. I polska szkoła to w większości robi.
Już Gombrowicz opisał to w Ferdydurke.
Przy dzisiejszym ogromie wiedzy fakultety mają sens, bo wszystkiego opanować nie sposób, więc lepiej wybrać to co naprawdę pociaga i interesuje.
A sprawą szkoły jest zabezpieczyć taką ofertę i taki poziom aby ludzie mieli problem co wybrać na zasdzie wierszyka Fredry:
"Osiołkowi w żłoby dano,
W jeden owies, w drugi siano.
Uchem strzyże, głową kręci
I to pachnie, i to nęci."


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
-jad- (18783 punktów)
>Jak myślicie czy to dobra zmiana? Wielu nauczycieli straci prace, bo bądźmy szczerzy,

Szkoła jest dla uczniów i sprawę należy rozpatrywać od tej strony, bo pracę ciągle ktoś traci. Gdyby sama czyjaś praca miała być priorytetem, to można by płacić każdemu za robienie czegokolwiek. 5zł za 20 przysiadów na ten przykład.

Gdyby miało to działać tak jak w marzeniach, to wydaje mi się to zmianą na lepsze. Ludzkość posiadła już taki ogrom wiedzy, że jednemu człowiekowi nie sposób całej jej pojąć, zrozumieć i zapamiętać więc próba kształtowania jednostki w konkretnym kierunku wydaje mi się sensownym posunięciem. Nie oznacza to, że nie pochwalam wszechstronności, ale dla tej najlepiej jeśli jest dobrowolna.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
neurosurgery (2484 punktów)
>Witam, jak wielu z nas wie za niedługo mają być wprowadzone zmiany w szkolnictwie a mianowicie fakultety. Jak myślicie czy to dobra zmiana?

Bezpowrotnie minęły czasy w których człowiek mógł posiąść całą wiedzę współczesnego sobie świata. Wszystko zmierza w kierunku specjalizacji, więc i my nie stawajmy temu na drodze. Wolę zadowolonego ucznia, który uczy się tego co chce, niż zlewającego system, niezadowolonego z narzuconych obowiązków, człowieka. Wszyscy przecież wiemy, że jak ktoś jest do wszystkiego, to jest do niczego.

>Wielu nauczycieli straci prace, bo bądźmy szczerzy, mało kto niestety lubi fizykę czy chemie.

I o to chodzi! Niech pracują w małych grupach ci, których dany przedmiot interesuje. W trzydziestoosobowej klasie licealnej o profilu humanistycznym, znajdzie się może jedna osoba, która chce się czegoś na fizyce nauczyć. Po co stwarzać pozory, że po trzech latach nauki młodzi humaniści potrafią odróżnić drogę od przemieszczenia?

>Osobiście uważam że za bardzo chcemy się upodobnić do zachodu. Non stop ostatnio obniżany zostaje poziom nauczania.

My w tej chwili nie mamy z czego obniżać. Przyjmowanie do liceów wszystkich jak leci, żeby tylko nabór był, zbiera swoje żniwo. O uczelniach z zachodu to my możemy na razie pomarzyć. Zamiast laboratoriów i pomocy naukowych mamy kościoły i cudowną święconą wodę.

>Użytkownicy forum w średnim wieku widzą iż poziom nauki spada łeb na szyje jak porównają ich dawny poziom edukacji z dzisiejszym.

Porządny nauczyciel - porządnie nauczone. Problem tkwi głównie w kadrach. Nowa matura zrobiła swoje. Dzisiaj "na nauczyciela" idą ci, którym się nie powiodło w czasie rekrutacji na wymarzone studia. True story.


Nie chcę wierzyć. Chcę WIEDZIEĆ.
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
>Witam, jak wielu z nas wie za niedługo mają być wprowadzone zmiany w szkolnictwie a mianowicie fakultety.
>

Mówi się, że jak nie można lepiej, to trzeba inaczej. Jak dotychczas zmiany w szkolnictwie nie przynosiły poprawy jego poziomu. Byłem na VI Kongresie Obywatelskim
"Jaki rozwój, jaka edukacja w XXI wieku - wielkie przewartościowanie". Blisko 1500 uczestników mogło debatować w jednej z 8 sesji tematycznych. Ich moderatorzy złożyli sprawozdanie na zebraniu plenarnym. Diagnoza była jednolita i tragiczna: edukacja, ta szkolna i ta wyższa jest w głębokiej zapaści.
Nie wystarczą już drobne zmiany, trzeba radykalnie przebudować oba systemy. Nie jestem ekspertem od edukacji, ale ośmielam się sformułować jeden postulat: szkoły mają nauczyć uczenia się przez całe życie.
Już bardzo dawno temu skończyłem Politechnikę i nigdy nie pracowałem w wyuczonym zawodzie. W zasadzie tylko jedna bezcenna umiejętność przydawała mi się w każdym z moich bardzo licznych miejsc pracy. Na mojej "polibudzie" nauczono mnie samodzielnego, analitycznego, logicznego myślenia.
13-12-2011 23:25 
 Ocena 1 na 1
KarolG (2892 punktów)
>Już bardzo dawno temu skończyłem Politechnikę i nigdy nie pracowałem w wyuczonym zawodzie. W zasadzie tylko jedna bezcenna umiejętność przydawała mi się w każdym z moich bardzo licznych miejsc pracy. Na mojej "polibudzie" nauczono mnie samodzielnego, analitycznego, logicznego myślenia.

Ja pracuję w zawodzie, ale właściwie to samo mogę powiedzieć. Polibuda nauczyła mnie myślenia i samodzielnego uczenia się . Co ciekawe, widzę dziś, że większość tych, którzy byli dobrzy na studiach radzi sobie całkiem dobrze w pracy zawodowej. W dodatku w ogromnej większości przypadków to właściwie zawód wyuczony. Ci którzy byli słabi, albo leniwi radzą sobie gorzej. Wyjątkiem są tzw. cwaniaki, ale tacy ludzie są i radzą sobie zawsze i wszędzie (wbrew pozorom jest ich mało).
Oczywiście trudno na podstawie obserwacji kolegów ze studiów uogólniać, ale mam wrażenie, że w przypadku dobrej koniunktury widać efekty (wtedy jeszcze) w miarę dobrej dobrej edukacji.

Thank God, I'm an atheist
Selanos (12869 punktów)
Ech, a ja prawdopodobnie za kilka lat będę nauczycielem, dołuj dalej panie Wafelos, dołuj dalej

Fakultety fakultetami, ale mnie ciekawi inna sprawa. Jak to się stało, że mimo 12 lat nauki angielskiego w szkole, właściwie nic się w tej szkole nie nauczyłem? Studiuje teraz Angielski i z przerażeniem odkrywam swoje braki w wykształceniu. Cóż, tak to jest, jak ktoś uczył się samemu:/

Dlaczego tak się działo? Bo jeden z moich nauczycieli to był niedouczony idiota, który znał język gorzej, niż ja i wielu moich znajomych w podstawówce. Inny, w gimnazjum, uczył nas tego, co powinniśmy wiedzieć w podstawówce, a w liceum, na profilu rozszerzonym, większość ludzi w klasie, miała problem z odmianą "to be". Mimo tego, że nauczyciel był naprawdę wspaniały (poświęcił sporo własnego czasu na przygotowanie mnie do matury), klasa nawet po trzech latach nie potrafiła odmienić tego cholernego "to be", a nauczyciel, chcąc nie chcąc, musiał się dostosować do poziomu klasy. Dlaczego? Bo po reformie edukacji namnożyło się liceów, poznikały zawodówki i w tych liceach brakuje uczniów. Więc dyrektorzy, aby szkoła miała pieniądze, zrobią wszystko, żeby tych uczniów jakoś przepchnąć do następnej klasy.

O problemach polskiej edukacji mógłbym napisać długi esej, na całej rolce papieru toaletowego, czcionką "5", a to i tak nie byłoby wszystko.
13-12-2011 19:03 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Bo jeden z moich nauczycieli to był niedouczony idiota, który znał język gorzej, niż ja i wielu moich znajomych w podstawówce. Inny, w gimnazjum, uczył nas tego, co powinniśmy wiedzieć w podstawówce, a w liceum, na profilu rozszerzonym, większość ludzi w klasie, miała problem z odmianą "to be". Mimo tego, że nauczyciel był naprawdę wspaniały (poświęcił sporo własnego czasu na przygotowanie mnie do matury), klasa nawet po trzech latach nie potrafiła odmienić tego cholernego "to be", a nauczyciel, chcąc nie chcąc, musiał się dostosować do poziomu klasy.

Taka nauka to żadna nauka. W moich szkołach było praktycznie tak samo. Co rok uczyłem się tego samego od nowa a w szkole średniej natknąłem się na dwóch nauczycieli, którzy mogliby się uczyć ode mnie. Na maturze ustnej znalazłem dwa błędy gramatyczne w pytaniach układanych przez tych nauczycieli...Śmiać się czy płakać?
Trzeba tu zaznaczyć, że nie jestem żadnym geniuszem i sam mam wiele braków.

>Studiuje teraz Angielski i z przerażeniem odkrywam swoje braki w wykształceniu. Cóż, tak to jest, jak ktoś uczył się samemu:/

W związku z powyższym, tak chyba nie jest najgorzej.

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
11-01-2012 08:35 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
U mnie w podstawówce nauczycielka j. angielskiego sepleniła. Nie potrafiła nawet po polsku wymówić jednego słowa poprawnie, a brała się za nauczanie wymowy angielskiej. Absurd.

Angielskiego zacząłem się uczyć sam. To były czasy, kiedy jeszcze nikt nie tłumaczył gier komputerowych, więc siedziałem ze słownikiem i się uczyłem siłą rzeczy.

Niemiecki i rosyjski natomiast nic a nic mnie nie interesował, w związku z czym nie potrafię wydukać w tych językach ani słowa, mimo iż uczyłem się ich pięć lat. A angielskiego, gdybym sam się nie uczył, też bym za dobrze nie opanował.
Meretseger (61860 punktów)
Wszechstronność powinna być wpojona na etapie podstawowo-gimnazjalnym. Tymczasem to nauczanie właśnie leży. O biologii czy fizyce nie powiem, bo się nie znam, ale widzę sposób nauczania historii. Jest to zbiór oderwanych faktów, ustawionych mniej więcej w kolejności chronologicznej, oddzielnie świat, oddzielnie Polska, jakby z innej planety była, nic ze sobą się nie łączy i nie sposób tego zapamiętać, choć powtarza się to samo dwa razy - najpierw w podstawówce, a potem w gimnazjum. Co gorsza, uczeń po wyjściu z gimnazjum nie wie, gdzie szukać informacji na dany temat. Nic dziwnego, że po czymś takim psy się wiesza na "naukach humanistycznych". Historia to proces ciągły, jedno z drugiego wynika, ale nie w podręcznikach szkolnych. Może czas to zmienić?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
13-12-2011 14:25 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Wszechstronność powinna być wpojona na etapie podstawowo-gimnazjalnym.<

Do "wpajania wszechstronności" dodałbym jeszcze "wpajenie umiejętności".
W dzisiejszym świecie wszechobecnej informacji, wiedzy, źródeł i powszechności do nich dostępu - traci na znaczeniu "wkuwanie do głowy", a zyskuje właśnie szeroko rozumiana "umiejętność":
wyszukiwania informacji, czytania ze zrozumieniem, konfrontacji źródeł, seceptycznego myślenia - wpojenie tych umiejętności IMO daje wiedzę, pozwaljacą "znaleźć się" w dzisiejszym ...jutrzejszym świecie.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
-jad- (18783 punktów)
> Wszechstronność powinna być wpojona na etapie podstawowo-gimnazjalnym.
>O biologii czy fizyce nie powiem, bo się nie znam

Dobre



Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
13-12-2011 20:11 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>> Wszechstronność powinna być wpojona na etapie podstawowo-gimnazjalnym.
>>O biologii czy fizyce nie powiem, bo się nie znamDobre

Z kontekstu wypowiedzi Meretseger wynika, że chodzi o "nieznajomość" sposobów nauczania czyli metody i zakresu materiału, a nie o wiedzę stricte o biologii czy fizyce.
I w tym kontekście Jej wstrzemięźliwość jest uzasadniona.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
13-12-2011 20:30 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Z kontekstu wypowiedzi Meretseger wynika, że chodzi o "nieznajomość" sposobów nauczania czyli metody i zakresu materiału, a nie o wiedzę stricte o biologii czy fizyce.

Oczywiście, że o to chodzi. Ja tylko po koleżeńsku zaczepiam


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
13-12-2011 23:29 
 Ocena 2 na 2
KarolG (2892 punktów)
No tak, nick zobowiązuje.


Thank God, I'm an atheist
14-12-2011 11:40 
 Ocena 1 na 1
donDarek (2 punktów)
A jak podoba wam się pomysł aby uczyć historii starożytnej w podstawówce, średniowiecza w gimnazjum a historii najnowszej w liceum?
14-12-2011 12:14 
 Ocena 4 na 4
Gosia (9452 punktów)
>A jak podoba wam się pomysł aby uczyć historii starożytnej w podstawówce, średniowiecza w gimnazjum a historii najnowszej w liceum?

Nie podoba się. 33% Polaków ( to nieco ponad 12 000 000) wiedziałoby kim był Juliusz Cezar, ale nie miałoby pojęcia kim był Jan Paweł II.
ZGROZA!
DyktaFon (9281 punktów)
>Witam, jak wielu z nas wie za niedługo mają być wprowadzone zmiany w szkolnictwie a mianowicie

Zmiany mogą być, moim zdaniem, wprowadzane dowolnie. I tak niewiele to zmieni. Kluczem w nauczaniu jest nauczyciel. A do tego zawodu idą ludzie, którzy nie widzą swojej przyszłości w niczym innym... czyli raczej nie orły. Różne pląsy w szkolnictwie to tylko dla dania pracy kolejnym rzeszom pracowników oświaty...

>fakultety. Jak myślicie czy to dobra zmiana? Wielu nauczycieli straci prace, bo bądźmy szczerzy,
>mało kto niestety lubi fizykę czy chemie.Nawet jeśli nie zwolnienie to redukcja godzin.

Może to zdopinguje nauczycieli do podniesienia swoich umiejętności zawodowych? Zostaną ci najlepsi, których uczniowie będą cenić i od których coś się dowiedzą...

> Osobiście
>uważam że za bardzo chcemy się upodobnić do zachodu. Non stop ostatnio obniżany zostaje poziom
>nauczania. Użytkownicy forum w średnim wieku widzą iż poziom nauki spada łeb na szyje jak porównają
>ich dawny poziom edukacji z dzisiejszym.

Tego się nie da porównać. Poziom teoretycznie wzrósł (bo wiedza poczyniła postępy w ostatnich latach w ogóle nieporównywalne z dawnymi laty...), ale w praktyce postęp w samym procesie nauczania nawet nie został na dawnym poziomie. Nie jest to wyłącznie wina szkolnictwa. Całe społeczeństwo się zmieniło.
01-01-2012 16:54 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
>(...)Zostaną ci najlepsi, których uczniowie będą cenić (...)

Owszem

>(...)i od których coś się dowiedzą... (....)

A to już nie koniecznie.

Czego bowiem od szkoły oczekują uczniowie?

Jeśli chcieć zrobić ze szkolnictwa "wolny rynek", wówczas należy sobie jasno powiedzieć: szkoła będzie taka, jaką ją będą chcieli widzieć klienci. Teoretycznie klientami są rodzice. W praktyce ich "klientowanie" odbywa się poprzez uczniów. Czego zaś chcą uczniowie?

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
01-01-2012 17:35 
 Ocena-1 na 1
perun (8610 punktów)

>Jeśli chcieć zrobić ze szkolnictwa "wolny rynek", wówczas należy sobie jasno powiedzieć: szkoła będzie taka, jaką ją będą chcieli widzieć klienci. Teoretycznie klientami są rodzice. W praktyce ich "klientowanie" odbywa się poprzez uczniów. Czego zaś chcą uczniowie?
Poważnie dla swojego dziecka rodzic chce żle? Oczywiście lepiej wie urzędnik od Ciebie co jest dobre dla Twojego dziecka. Jeśli tak to współczuje Twojemu dziecku.
Jeśli uważasz, ze Ty jako rodzic nie wiesz co jest dobre dla Twojego dziecka to ok.
Ale nie pisz, że ja jestem takim kretynem, jak Ci co przedkładają urzędnika nad siebie.
Nie wszyscy klienci to idioci, którzy lubią płacić za buble.

Ci, którzy zrzekają się nieodłącznej człowiekowi wolności, w celu uzyskania krótkotrwałej odrobiny bezpieczeństwa, ani na jedno, ani na drugie nie zasługują. George Washington
01-01-2012 20:34 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
>Poważnie dla swojego dziecka rodzic chce źle?

Pewnie nie. Choć diabli ich tam wiedzą. Jednak to nie rodzic chodzi do szkoły, a dzieciak. Rodzic ze szkołą ma kontakt jedynie na wywiadówkach, imprezach okolicznościowych, na drodze korespondencji i przez to, co mu słodkie maleństwo przekaże. Śmiem więc sugerować, że to chęci dzieci mogą mieć większy wpływ na "wolnorynkowe szkolnictwo" niż chęci rodziców.

>Ale nie pisz, że ja jestem takim kretynem, (...)

Słuszna uwaga. Ciekawym jednak skąd się ona wzięła?

> Nie wszyscy klienci to idioci, którzy lubią płacić za buble.

Jest dla nich nawet taki specjalny market: "Nie dla idiotów". Fakt, że zazwyczaj go omijam, a jeśli już wchodzę, to z sercem na ramieniu, że mnie zaraz ochrona obskoczy zapewne wiele wyjaśnia

A tak serio: to czego według Ciebie chcą uczniowie?

Zresztą, gdyby nawet decydowali rodzice - a mało to takich, którzy uważają, że szkoła daje jeno papier? Że najważniejsze, by dziecko uzyskało taki a nie inny kwit, a wiedza, jak praktyka wskazuje, i tak na nic się nie przyda?

W najlepszym razie, moim zdaniem, wolny rynek w szkolnictwie prowadzi do powstania całych łańcuchów edukacji (przedszkole-szkoła-itd...) o różnych celach i różnej jakości. I wówczas ok - wiadomo, gdzie ci tylko maleństwo przetrzymają do popołudnia by nie brykało i wiadomo, gdzie nabędzie wiedzę i ciekawość świata. Niestety, by takie zróżnicowanie było możliwe musi to być prawdziwie wolny rynek a nie pseudo mechanizm w ramach ściśle regulowanego szkolnictwa. Takie pseudo miksy próbuje się co i raz wprowadzać w służbie zdrowia i co z tego wychodzi - każdy widzi.

Pozdrawiam,

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
01-01-2012 21:13 
 Ocena-1 na 1
perun (8610 punktów)

>Pewnie nie. Choć diabli ich tam wiedzą. Jednak to nie rodzic chodzi do szkoły, a dzieciak. Rodzic ze szkołą ma kontakt jedynie na wywiadówkach, imprezach okolicznościowych, na drodze korespondencji i przez to, co mu słodkie maleństwo przekaże. Śmiem więc sugerować, że to chęci dzieci mogą mieć większy wpływ na "wolnorynkowe szkolnictwo" niż chęci rodziców.
A co mają się interesować swoimi dziećmi jak państwo to robi za nich, a poza tym -jako myślący ludzie- wiedzą, że i tak nie mają żadnego wpływu na to w jakiej szkole i kto uczy ich dzieci.
Dla mnie ważne jest dobro mojego dziecka, a nie jego chęci jednak. Dlatego zmuszam go mimo jego niechęci do wielu rzeczy. W Szwecji za takie zmuszanie pewnie odebraliby mi dzieciaka, ale .. tam mają faszyzm.

>>Ale nie pisz, że ja jestem takim kretynem, (...)
>Słuszna uwaga. Ciekawym jednak skąd się ona wzięła?
Zakładasz, ze rodziców nie interesuje dobro ich dzieci. Stąd się wziełą owa uwaga.

>> Nie wszyscy klienci to idioci, którzy lubią płacić za buble.
>Jest dla nich nawet taki specjalny market: "Nie dla idiotów". Fakt, że zazwyczaj go omijam, a jeśli już wchodzę, to z sercem na ramieniu, że mnie zaraz ochrona obskoczy zapewne wiele wyjaśnia
Noo, Ale jak ktos jest idiotą to mimo najszczerszych chęci mędrca z niego na siłę nie zrobisz. Więc nadal będę pisał, żeby ludzie sami jednak za siebie decydowali, a nie państwo.

>A tak serio: to czego według Ciebie chcą uczniowie?
Różnie, zależy od ucznia. Jeden chce wiedzy, inny nie chce niczego. Nikogo nie zmusisz do nauki. ten co chce się uczyć, uczy się. Ten kto nie chcę sie uczyć przełązi z klasy do klasy, a jak skończy szkołe i tak nie ma żadnej wiedzy. Ino papierek, ze ukończył 8 klas.

>Zresztą, gdyby nawet decydowali rodzice - a mało to takich, którzy uważają, że szkoła daje jeno papier? Że najważniejsze, by dziecko uzyskało taki a nie inny kwit, a wiedza, jak praktyka wskazuje, i tak na nic się nie przyda?
Widzisz, nic się nie stanie. Mnie kiedyś rodzice zmusili do nauki zawodu którego nie chciałem się uczyć. Mam świstek, ze jestem technik budowlany, ale ani dnia nie pracowałem w tym zawodzie. 4 lata zmarnowane i taki tego efekt jest.
Ludzie nie są tępi. Nikt lepiej od rodziców nie zna jego dziecka. Rodzice mogą mylic się czasem, ale urzędnik myli się zawsze.

>W najlepszym razie, moim zdaniem, wolny rynek w szkolnictwie prowadzi do powstania całych łańcuchów edukacji (przedszkole-szkoła-itd...) o różnych celach i różnej jakości.
I świetnie. O to chodzi. O różnorodność. Co teraz masz za przyjemność rozmawiajac np; z kolegą z innej szkoły na temat historii, jeśli uczą cię wg tego samego wzoru.
SAame zalety by były. Teraz mamy uczniów indoktrynowanych a nie uczonych.
Równość nie jest dobra.

>I wówczas ok - wiadomo, gdzie ci tylko maleństwo przetrzymają do popołudnia by nie brykało i wiadomo, gdzie nabędzie wiedzę i ciekawość świata. Niestety, by takie zróżnicowanie było możliwe musi to być prawdziwie wolny rynek a nie pseudo mechanizm w ramach ściśle regulowanego szkolnictwa. Takie pseudo miksy próbuje się co i raz wprowadzać w służbie zdrowia i co z tego wychodzi - każdy widzi.
Dokładnie. Musi być prawdziwie wolny rynek, a nie jego imitacja jak teraz. Wolność to podstawa rozwoju każdego społeczeństwa. Socjaliści sie jednak nie potrafią uczyć mimo pobierania nauk (pewnie nie mimo, a dzieki) bezpłatnej heh nauce. Kontrolowana gospodarka Chin była niczym, wolna w parę lat stałą się potegą.

Ci, którzy zrzekają się nieodłącznej człowiekowi wolności, w celu uzyskania krótkotrwałej odrobiny bezpieczeństwa, ani na jedno, ani na drugie nie zasługują. George Washington
01-01-2012 21:50 
 Ocena 3 na 3
sztejkat (4743 punktów)
Ok. To teraz złóżmy to sobie wszystko do kupy:

1.Obowiązkowe państwowe szkolnictwo, według ściśle określonych programów.
2.Nierozważny system fakultatywny, w którym, załóżmy, niezbędnym do promocji jest - wzorem amerykańskim - uzyskanie pewnej liczby punktów. Plus pewne, siłą rzeczy okrojone ze względu na konieczność pozostawienia swobody wyboru, minimum programowe.

Teraz dodajmy "(...)A co mają się interesować swoimi dziećmi(...)", "(...)Jeden chce wiedzy, inny nie chce niczego.(...)" i tak dalej.

Załóżmy też, że system fakultatywny doprowadzi do pewnego rodzaju konkurencji i "rynku" wewnątrz szkolnego. To jest sytuacji, w której nauczyciele mający najmniej uczniów tracą pracę. Oznacza to, że ci co chcą mieć za co jeść będą dążyć do przyciągnięcia największej ilości uczniów.

Z punktu 1 wiemy, że szkoły tak naprawdę niezbyt się od siebie różnią. Z budowy szkolnictwa wiemy też, że miarą sukcesu jest wynik na PAŃSTWOWEJ maturze tudzież wyniki innych pośrednich egzaminów. Równych we wszystkich szkołach.

Wiemy więc, że rynku międzyszkolnego nie ma. Albo inaczej - jest, ale miarą jakości produktu jest odniesienie do równych egzaminów i na dodatkową "wartość dodaną" nie ma tu w ocenie miejsca.

Jak na takim rynku osiąga się zwycięstwo? Jak zwykle, na sposób łatwy i sposób trudny. Sposób trudny polega na uczeniu, uczeniu i jeszcze raz uczeniu. Myślenia, wiedzy, umiejętności, dociekliwości. Sposób łatwy - na uczeniu przechodzenia do następnej klasy i zdawania egzaminów.

Śmiem więc twierdzić, że na rynku wewnątrz szkolnym wygrają dwie grupy nauczycieli - ci, którzy najlepiej przygotują do równych wszędzie egzaminów i ci, którzy najlepiej będą przepychać z klasy do klasy. Patrząc na popularność lekcji religii i motywacje ateistów weń uczestniczących odważę się podejrzewać, że jednym z głównych wygranych będą katecheci.

Nie przeczę - system fakultatywny ma pewien powab. Oznacza jednak konieczność podjęcia decyzji co do dalszej drogi życia już na bardzo wczesnym etapie. To raz. Dwa, osoby mniej pewne swoich umiejętności mogą, kierując się obawą, wybrać drogę łatwą zamiast tej, która je najbardziej nęci i w której najlepiej by się czuły.

Sam nie wiem.... Wydaje mi się jednak, że lepszym byłoby silne promowanie kół zainteresowań. No, ale na to potrzebne są dodatkowe pieniądze i dodatkowa pasja. A lepszych statystyk na egzaminach się przez to nie osiągnie...

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
perun (8610 punktów)

>Śmiem więc twierdzić, że na rynku wewnątrz szkolnym wygrają dwie grupy nauczycieli - ci, którzy najlepiej przygotują do równych wszędzie egzaminów i ci, którzy najlepiej będą przepychać z klasy do klasy. Patrząc na popularność lekcji religii i motywacje ateistów weń uczestniczących odważę się podejrzewać, że jednym z głównych wygranych będą katecheci.
Widzisz, gdybyś miał płacić katechecie nawet będąc katolikiem, to zastanowiłbyś się czy warto wydawać swoją kasę na katechetę, jeśli sam moge dzieciaka nauczyć swojej religii i jej zasad.
Jeśli ktos jednak chciałby płacić... płaciłby ze swojej kasy na owego katechetę.Ale znowu ; na co socjaliści by psioczyli?
Równe wszędzie egzaminy to nadal równośc i kontrola.
Sam pomyśl, czy matura zdana w dobrej szkole, jest równa maturze zdanej w szkolę słabej. Papierek o niczym nie świadczy dzisiaj. Ale świadczyłby tak jak dzisiaj świadczy papier z prywatnego Yale.

PS Dzisiaj szkolnictwo prywatne w pl szkołach to mit. Uczą tego co narzuca im sie z góry, kontroluje przen MEN itd . Racje miała liliac pisząc, że w PL szkoły prywatne przeważnie zapewniają tylko zdobycie papierka za kasę. Tyle, że to kulawa prywatność.
Problem jest w całym systemie po prostu.

Ci, którzy zrzekają się nieodłącznej człowiekowi wolności, w celu uzyskania krótkotrwałej odrobiny bezpieczeństwa, ani na jedno, ani na drugie nie zasługują. George Washington
01-01-2012 22:19 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
>PS Dzisiaj szkolnictwo prywatne w pl szkołach to mit. Uczą tego co narzuca im sie z góry, kontroluje przen MEN itd . Racje miała liliac pisząc, że w PL szkoły prywatne przeważnie zapewniają tylko zdobycie papierka za kasę. Tyle, że to kulawa prywatność.
>Problem jest w całym systemie po prostu.

nie dostrzegasz, albo udajesz ze nie dostrzegasz, albo kłamiesz w żywe oczy, że jest inaczej niż, że przeważająca (przedmiotowo istotna) większość gospodarki wolnokonkurencyjnej kapitalistycznej, szczególnie w obecnym modelu neoliberalnym polega na dostarczeniu konsumentowi produktu jak najtańszego i tym samym o jakości jak najgorszej, jaka będzie akceptowalna (prawo to wydedukował już kilkaset lat temu, choćby Kopernik - o wypieraniu lepszego przez gorsze)

problem leży w systemie , ale chodzi o system kapitalizmu neoliberalnego, który z natury nawet nie może przynosić skutków, jakie rożni bajarze ekonomiści opowiadają, że przynosić będzie; i prywatne szkolnictwo niczym się tu nie wyróżnia: powstaje zatem tylko jedno racjonalne pytanie - w jakich dziedzinach życia godzimy się na postępujące obniżanie jakości (do minimalnie akceptowalnego poziomu), a w jakich na tę jakość stawiamy za cenę wyższych niewątpliwie kosztów

ps. poza tym o jakiej jakości byśmy tu w ogóle mówili, jak przeważająca większość klientów podpisywała by ("w promocyjnych cenach") umowy długookresowe na czas całej nauki, bez opcji wcześniejszego ekonomicznie opłacalnego wypowiedzenia
perun (8610 punktów)
Masz ciekawe poglądy musze przyznać. Socjalizm jest lepszy od wolności, bo szkoły w tym systemie uczą na równym, czyli byle jakim poziomie.
Nie zamierzam burzyć Ci światopoglądu. Chcę tylko zauważyć, ze to socjalistyczna Europa upada, a nie kapitalistyczne Chiny.

Ci, którzy zrzekają się nieodłącznej człowiekowi wolności, w celu uzyskania krótkotrwałej odrobiny bezpieczeństwa, ani na jedno, ani na drugie nie zasługują. George Washington
01-01-2012 21:32 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>>Ale nie pisz, że ja jestem takim kretynem, (...)

a ja to moge powiedziec z cala stanowczoscia: wiara w dobrze dzialajaca calkowicie wolnorynkowa edukacje dzieci i mlodziezy na poziomie podstawowym to kretynizm czystej postaci; przerabiany np. w Europie przez setki lat sredniowiecza; w swoim zyciu spotkalem tylko jedna osobe, ktora w cos takiego wierzy(la) i byl to ksiadz

ps. poglady takie szokuja najbardziej, ze pojawiaja sie w kraju, ktory szczycic sie powinien na calym swiecie utworzeniem i dzialalnoscia jednej z pierwszych Komisji Edukacji Narodowej, ; tak to oznacza, ze postepujacy i niewatpliwy upadek polskiego szkolnictwa i nauki jest juz niestety znaczny, jak zauwaza autor watku
Frank Holman (5897 punktów)
>Jeśli chcieć zrobić ze szkolnictwa "wolny rynek", wówczas należy sobie jasno powiedzieć: szkoła będzie taka, jaką ją będą chcieli widzieć klienci.

jest to moim zdaniem bzdura do kwadratu, albowiem szkola (jako calosc etapu nauki dzieci i mlodziezy) to nie periodyczne zakupy powtarzalnych towarow, gdzie mozna skutecznie podejmowac i wymuszac racjonalne decyzje rynkowe
lecz dlugookresowa inwestycja z taka iloscia zmiennych, ze wylacznie (co udowodnila historia) poki co tylko demokratyczny system polityczny zapewnia chocby dazenie do racjonalnosci i slusznosci
01-01-2012 22:02 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>(...)jest to moim zdaniem bzdura do kwadratu,(...)

Ja tam nie wiem.... a po co ateiści chodzą na lekcje religii?

Nie raz i nie dwa zadawałem im tutaj to pytanie. Dla stopni, dla średniej. Im gorszy nauczyciel religii tym lepiej. Nie ważne co uczy, bo przecież religię mają oni głęboko gdzieś, byle stawiał dobre oceny. Najlepiej za nic.

Jest więc towar i jest klient. Towarem jest ocena, wynik średniej, wynik egzaminu. To są towary krótko terminowe kupowane przez uczniów. Jeśli więc wprowadzi się wewnątrz-szkolną konkurencję między nauczycielami to te towary będą przedmiotem obrotu.

Masz rację oczywiście, że w długim terminie, patrząc z perspektywy człowieka dorosłego, i towar i kryteria wyboru wyglądają zupełnie inaczej. Chociaż zdaniem:

>(...)bowiem szkola (...) to nie periodyczne zakupy powtarzalnych towarow, gdzie mozna skutecznie podejmowac i wymuszac racjonalne decyzje rynkowe.(...)

wydajesz się sugerować, że nie jest możliwym racjonalny wybór szkoły dla dziecka. A może masz na myśli raczej kształtowanie systemu edukacji jako całości?

Szczerze mówiąc niezbyt wiele rozumiem z tego co piszesz. Jakąż bzdurą jest to, że JEŻELI zrobić ze szkolnictwa wolny rynek TO będzie one takie jak chcą klienci? Przecież nie ma innej możliwość. JEŻELI szkolnictwo będzie wolnorynkowe to wolny rynek, z definicji wręcz, będzie decydował o jego kształcie. A przecież prawo wyboru przedmiotu i nauczyciela jest pewnym elementem wolnego rynku.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365