Ja, osobiście, jak i zresztą nie tylko ja, cenię sobie u Wittgenstein'a za piękne eksperymenty myślowe, szczególnie w Dociekaniach i w ostatnich jego zapiskach O pewności. Uwidacznia on w nich coś, co udało mu się sformułować zaledwie jednak jako rzecz problematyczną. Zauważył problem - ale go nie rozwiązał. Dostrzegł jednak coś, czego nikt przed nim nie dostrzegał.
Dajmy na to taki jego eksperyment myślowy: dziecko szuka czegoś w szufladzie. Wysuwa szufladę i widzi, że wewnątrz nic nie ma. Wsuwa szufladę i za chwilę odsuwa ją z powrotem... Po co??? Aby sprawdzić czy w szufladzie nadal nic nie ma! Stwierdzając, że jednak nic nie ma, zasuwa ją z powrotem, po czym odsuwa znowuż itd. Wittgenstein zadał sobie pytanie: co jest z tym dzieckiem nie tak? ... Rzecz w tym iż z jakichś powodów dziecko uznało iż po ponownym odsunięciu szuflady przedmiot, którego poszukuje, może jednak się tam znajdować, chociaż nie znajdował się tam chwilę wcześniej. Czyżby spodziewało się cudu? To dziecko jest oczywiście wymysłem Wittgenstein'a. Normalne, chciałoby się powiedzieć, dziecko po pierwszym odsunięciu szuflady i stwierdzeniu iż tego, czego w niej szuka, po prostu nie ma, nie odsuwa szuflady z powrotem itd., ale zaczyna szukać gdzie indziej. O co więc chodziło Wittgenstein'owi w tym eksperymencie?
Mianowicie o pytanie, na które odpowiedzi poszukiwało i poszukuje nadal wielu przed nim, jak i po nim - można by nawet powiedzieć iż odpowiedź na to pytanie jest priorytetem każdego myśliciela od czasów Kartezjusza, jak i - w trochę innej formie jednak - od początku istnienia filozofii. To pytanie mniej więcej brzmi: co sprawia iż coś wydaje nam się logiczne, a coś nie. Przed Kartezjuszem było to po prostu pytanie o prawdę: teorię wyjaśniającą poszczególne aspekty rzeczywistości, jak i w końcu rzeczywistość jako całość. Po Kartezjuszu pytanie o prawdę zdominowało pytanie o to, czy instrument, którym się posługujemy pytając o prawdę, a więc ludzki umysł, jest w stanie tę prawdę pojąć, wyrazić itd. Znajdowano wiele powodów do tego, aby w to powątpiewać. Była to jednak jedynie sofistyka na modłę tej, którą uprawiali starożytni sceptycy. Zauważono wiele sprzeczności, paradoksów itd. W ten sposób ze szczególną pasją szachowano umysł ludzki przez kilka wieków (Lock, Berkeley, Hume) lecz do niczego to nie prowadziło. Filozofia zaczęła tracić na znaczeniu bo po prostu - paradoksalnie i nie - oddalała się od rzeczywistości.
Kant (o którym wspomniałeś) do takich sceptyków nie należał. Nie szachował jedynie swojego umysłu, ale próbował znaleźć jakieś wyjście. Czy mu się udało i dlaczego nie, to temat na traktat, a nie swobodną wypowiedź na forum. Osobiście nie szukałbym analogii między Kantem a Wittgensteinem, tak jak i między Wittgensteinem a jakimkolwiek filozofem i jego teoriami. Wittgenstein miał na tyle otwarty umysł iż sam od uprawiania analogii z powodzeniem uciekał. Rozwijał swoje myśli w sposób bardzo niezależny od innych filozofów. Ich teorie nie były mu oczywiście obce, ale jego refleksja - chcąc to wyrazić ściślej - była zależna bardziej od systemu pojęciowego robotników, niż zmanierowanego języka filozofów. Dlatego też wyraził on myśl - jako jeden z pierwszych również - iż w prostym języku, tym którym posługujemy się na co dzień, tkwią wszystkie odpowiedzi na nasze pytania, gdyż jest to język filtrowany przez miliony umysłów, język najbliższy prawdzie o rzeczywistości i jeśli pytanie o prawdę ma mieć jeszcze sens, to tylko poprzez to medium jakim on jest, można do niej dotrzeć.
Jego eksperyment myślowy z dzieckiem, o którym wspomniałem, najlepiej uwidacznia tę możliwość. Wittgenstein wytłumaczył wstępnie zachowanie normalnego dziecka, które jednak w taki absurdalny sposób się nie zachowuje - umową społeczną. Jest to jednak (i dla niego było również) nie wystarczające, a nawet błędne. Tłumacząc to umową społeczną musielibyśmy założyć iż istnieje możliwość iż w jakimś innym społeczeństwie logiczne byłoby zachowanie dziecka z jego eksperymentu. Do takiego wniosku jednak Wittgenstein się nie skłaniał. Nie potrafił jednak (według mnie zabrakło mu czasu - "O pewności" pisał tuż przed śmiercią) zbadać głębiej to zagadnienie. Poprzez jakiekolwiek analogie nie da się też tego zrobić.
|