Ze wszystkich zwierząt jeden człowiek umie się śmiać, choć on właśnie ma najmniej powodów. (E.Hemingway)
Jak widać już wtedy pisarze zdawali sobie sprawę z naszego ewolucyjnego pochodzenia.
Częstym powodem mistycznego zachwytu nad światem (doszukującego się inteligentnego projektu na starcie lub w ewolucji) jest spostrzeżenie, że organizm człowieka, a zwłaszcza jego mózg,
nie mógł powstać w drodze kolejnych przypadków od materii nieożywionej.
Skoro potrafimy myśleć o tak abstrakcyjnych i "wzniosłych" rzeczach.
Tymczasem ta "droga kolejnych przypadków" została niedawno znakomicie wytłumaczona.
I okazało się, że jesteśmy nadal - w pewnym sensie - "organizmem JEDNOKOMÓRKOWYM".
Sprawę tę tłumaczy odkryte zjawisko "kontekstowego różnicowania się komórek".
Okazuje się, że podczas rozwoju zarodkowego (ale nie tylko) komórka podczas podziału
tworzy dwie potomne o takiej specyfice jaka jest lokalnie potrzebna nie dlatego,
że funkcjonuje jakiś "cud" tylko dlatego, że w takim środowisku w jakim aktualnie się znajduje
akurat tak przebiegają procesy podziałowe z racji aktualnych jej cech.
Za "cechami" stoją - rzecz jasna - geny (jądra, mitochondriów).
To samo dzieje się na starcie. Zarodek ludzki gdy składa się z kilku komórek ma wszystkie jednakowe.
Z czasem te, które są schowane wewnątrz zaczynają tworzyć - podczas podziałow, z racji innego otoczenia - nieco inne pokolenie następców, niż te, które sa wystawione na środowisko zewnętrzne. Z kolei, w pewnym momencie, z powodu rozrostu komórek w środku, dochodzi do pęknięcia w przypadkowym miejscu tkanki zewnętrznej.
W miejscu tego pęknięcia powstaje nowa sytuacja. Ze środowiskiem zewnętrznym zaczynają się stykać
potomkowie komórek, które żyły już w izolacji od niego. One na taką sytuacje reagują inaczej
podczas kolejnego podziału.
Czyli obok kontekstu miejsca dochodzi tu kontekst przeszłości rodowej danej komórki.
I pojawia się (w miejscu owego pęknięcia) cenna asymetria - czyli podział embriona na "tył-przód", itd.
Inaczej pozostalibyśmy kulą

Podobnie dzieje się dalej: Cześciowo już zróżnicowana komórka "ala-mięśniowa" może ostatecznie
podczas podziału zaowocować "dzieckiem" klasycznie mięśniowym lub ścięgnowym
ale nie (dajmy na to) siatkówki oka.
Co ciekawe dokładnie to samo działo się w przeszłości tylko proces zatrzymywał na wcześniejszym etapie.
Dlatego predyspozycja do różnej od wyjściowej komórki potomnej (zależnej od kontekstu w chwili podziału)
zaistaniała już wtedy gdy organizmom klasycznie jednokomórkowym opłaciło się pozostawać (po podziele)
w grupie - dla łatwiejszego przeżycia.
Dlatego też embrion ludzki jest na pewnych etapach podobny do naszych przodków (miewa ogon, "małpie owłosienie" itp).
Wracając do początków.
Swego czasu przypadkowa mutacja nieco zmodyfikowała jakiś gen i dwie komórki po podziale
nie wykazywały już tendencji do rozdzielenia się! Tak powstał pierwszy "wielokomórkowy" organizm.
Podsumowując.
W sensie realnym (praktycznym) człowiek jest "kolonią komórek jednokomórkowego organizmu".
Dlatego właśnie jest to wyjatkowo proste, zrozumiałe i możliwe do osiągnięcia w drodze przypadkowych
mutacji i selekcji w ciągu AŻ! kilku miliardów lat.
p.s.
Opracowane między innymi na bazie kilku artykułów w "Świat Nauki"