Racjonalista - Strona głównaDo treści
Strach przed zależnością od kogoś - jak sobie z tym poradzić

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
21-06-2013 13:21poszukuję (3 punktów)Strach przed zależnością od kogoś - jak sobie z tym poradzić
Ocena 2 na 2
Witam, jestem nowa na forum i trafiam tu zupełnie przypadkiem po tym jak zaczęłam mieć (ponownie już w życiu) wielkie wątpliwości na temat Boga i wszystkiego co z tym związane. Mam 34 lat, wychowana zostałam przez fanatycznie religijnie mamuśkę (a wcale przy tym nie dobrą osobę). Jakoś na studiach zwątpiłam zupełnie i przestałam praktykować po czym prawie po 10 latach, w ciągu ostatnich kilku miesięcy przeżyłam coś na kształt "cudownego nawrócenia". Poszłam raz do kościoła i poczułam się tak poruszona kazaniem, że poszłam znów za tydzień i znowu, potem do spowiedzi, do komunii, czułam się jakbym dostąpiła jakiejś wielkiej łaski, odczuwałam wzruszenie na mszy i podczas modlitw, itp. Nie na długo. Przypadkiem jakimś zajrzałam na to forum i zwątpienie znowu zostało zasiane w moim umyśle, przede wszystkim z powodu niemożności zrozumienia sensu cierpienia na tym świecie i nieumiejętności pogodzenia cierpienia z ideą dobrego i opiekującego się każdym człowiekiem Boga.

Ale do rzeczy. Ponieważ ostatnio trochę chorowałam (na coś poważniejszego niż przeziębienie) zaczęłam się panicznie bać przyszłości i zależności od kogoś w razie gdyby zdarzyła mi się choroba uniemożliwiająca samodzielne funkcjonowanie. Jetem w związku ale coraz częściej zastanawiam się czy aby nie trwam w nim głównie z powodu strachu przed pozostaniem samą w chorobie albo, co gorsza, dostaniem się pod opiekę toksycznej matki, czego psychicznie nie przeżyłabym i jawi mi się to jako najgorsze, co mnie może spotkać. Kiedy byłam wierząca nie miałam z tym problemu bo "poleć wszystkie troski Jezusowi, on się Tobą zaopiekuje). Ale teraz w moim okresie wielkiego zwątpienia znowu przeżywam katusze.

Zdaję sobie sprawę, że to temat bardziej na jakieś psychologiczne forum ale może ktoś życzliwy wesprze...Jak nie bać się przyszłości, choroby, uzależnienia od czyjejś opieki? To naprawdę zaczęło spędzać mi sen z powiek
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

vifix (2315 punktów)
>Zdaję sobie sprawę, że to temat bardziej na jakieś psychologiczne forum ale może ktoś życzliwy
>wesprze...Jak nie bać się przyszłości, choroby, uzależnienia od czyjejś opieki? To naprawdę zaczęło
>spędzać mi sen z powiek

Bardzo trudno jest kogoś pocieszyć zwłaszcza gdy nie chcę się kłamać. Generalnie w takich sytuacjach wypada powiedzieć, abyś się nie martwiła, bo wszystko będzie dobrze, ale... skąd do licha mam wiedzieć, czy wszystko będzie dobrze.

Niestety nikt nie mam wpływu na to jakich ma rodziców i niewiele da się w tej kwestii zmienić. Co innego partner, którego sama wybierasz. Tutaj nie ma chyba dobrych rad, ponieważ z jednej strony powinienem powiedzieć Ci abyś poszukała sobie szczęścia gdzie indziej (bo, jak się domyślam, nie czujesz się szczęśliwa) ale z drugiej nikt nie daje Ci gwarancji, że inne życie będzie lepsze od poprzedniego. Jednak otaczanie się ludźmi, którzy nie dają ci poczucia bycia szczęśliwą, również nie wydaje się dobrym pomysłem.
Religia jest oczywiście jakimś rozwiązaniem, ale to w sumie taki narkotyk, który pomoże Ci zamaskować problemy, ale one wciąż tam, w realnym życiu będą.
Ja bym Ci poradził aby pokonać własna nieśmiałość (jeżeli jesteś nieśmiała) i poznawać dużo różnych ludzi, ponieważ jest duża szansa, że trafisz na ciekawe osoby, które bardzo Ci pomogą i będą wspierać w trudnych momentach.

Tymczasem warto zająć się tym co Cię pasjonuje i nie myśleć o problemach. Widzę, że interesujesz się turystyką więc być może to jest właściwa droga dla Ciebie.

Głowa do góry i patrz z optymizmem na przyszłość. Jesteś młoda i jeszcze wiele przed Tobą
wozieee (274 punktów)
Zebranie dużej ilości gotówki i znalezienie rozumnej, przedsiębiorczej i empatycznej osoby do zarządzania nimi w razie choroby/niedomagania.
knx90 (664 punktów)
Jako informatyk odpowiem w ten sposób - gdybym ja był chory przewlekle, i gdybym miał świadomość, pokładałbym ją w lekarzach, sprzęcie - ogółem, nauce, która potrafi "dokonywać cudów", w myśl zasady - ja opiekowałem się tobą, sprzęcie, teraz ty uratuj mi życie.

Oczywiście pół żartem pół serio ostatnie zdanie, ale lekka podprogowość nie zaszkodzi. Dla chorego "nadzieja" nie jest imho pejoratywnym określeniem.
wozieee (274 punktów)
Chciałem prosić wszystkich minusujących moją wypowiedź o uzasadnienie swojego stanowiska.
panTeista (6808 punktów)
>Ponieważ ostatnio trochę chorowałam (na coś poważniejszego niż przeziębienie)
>zaczęłam się panicznie bać przyszłości i zależności od kogoś w razie gdyby zdarzyła mi się choroba uniemożliwiająca samodzielne funkcjonowanie.
>Jak nie bać się przyszłości, choroby, uzależnienia od czyjejś opieki?

Spróbuj podejść do tego pragmatycznie i przypominaj sobie codziennie: "zdrowie w przyszłości w dużej części zależy od losu i strach nas przed losem nie uchroni. Co ma być to będzie".
Może pomocne dla Ciebie byłyby rady zawarte w książce:
Dale Carnegie - JAK PRZESTAĆ SIĘ MARTWIĆ I ZACZĄĆ ŻYĆ

>Jetem w związku ale coraz częściej zastanawiam się czy aby nie trwam w nim głównie z powodu strachu przed pozostaniem samą w chorobie albo, co gorsza,
>dostaniem się pod opiekę toksycznej matki, czego psychicznie nie przeżyłabym i jawi mi się to jako najgorsze, co mnie może spotkać.

Staraj się o znajomości z życzliwymi ludźmi, może niektóre z nich z czasem przekształcą się w przyjaźnie. Dobre relacje poprawiają samopoczucie.

>Kiedy byłam wierząca nie miałam z tym problemu bo "poleć wszystkie
>troski Jezusowi, on się Tobą zaopiekuje).

Wielu głęboko wierzących dotykają ciężkie choroby i Jezus nie robi nic aby im pomóc. Szkoda czasu i energii na mrzonki o pomocy Jezusa, lepiej zwrócić się w stronę ludzi, skierować energię na budowanie relacji.

Pozdrawiam
Maitrea Budda


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
Damian Orzeszek (281 punktów)
Zawsze można pójść do psychologa. Tylko trzeba uważać na oszustów, najlepiej poradź się lekarza rodzinnego czy zna jakiś psychologów(prawdziwych).

Istnieje dużo zagrożen, gdybyśmy zajmowali się wszystkimi to nie wyszli byśmy z domu( chociaż w domu też może być niebezpiecznie). Najlepiej zajmować się tymi na które ma się większy wpływ.

Najlepiej mieć jak najwięcej przyjaciół, męża(łatwo powiedzieć).

Najlepiej też zastanowić się nad swoim sensem życia.

www.youtube.com/watch?v=ogKQjHOVyzA polecam też taki filmik.

Dobrze też zadawać sobie po kolei pytania i prowadzić rozumowanie na temat tej sytuacji - może coś z tego wyjdzie - rozwiązanie.

Np:. Dlaczego boję się przyszłości itd.? Ponieważ utracę swój poziom życia, będę cierpiała. Nie będę mogła robić tego co zawsze robiłam. W przyszłości może być coś co przerwie to co trwa teraz w moim życiu.
Ale znów wiadomo, że każdego życie się zakonczy lub może zacząć się czas cierpien.
Ale znów to jest powód dla którego: należy cieszyć się swoim sensem życia i swoim działaniem, tyle ile można. Lub należy wykonać swój ważny cel, zdążyć przed koncem.
Czyli możliwość przyszłego cierpienia lub śmierci determinuje nas do intensywnego działania teraz. itd. itd.

Nie znam dokładnie twojej sytuacji, pokazałem Ci przykładowe rozumowanie. Radzę Ci prowadzić je, aż do czegoś dojdziesz ( do rozwiązania).

Próbowałbym też rozmawiać z matką.
rafal7 (138 punktów)
Naprawdę sądzisz, że forum internetowe rozwiąże Twoje problemy egzystencjalne?... Nie lepiej porozmawiać z kimś bliskim, do kogo masz zaufanie?
22-06-2013 00:22 
 Ocena 1 na 1
Paul Figura. (1368 punktów)
>Naprawdę sądzisz, że forum internetowe rozwiąże Twoje problemy egzystencjalne?... Nie lepiej porozmawiać z kimś bliskim, do kogo masz zaufanie?
>

Czasami obcy człowiek potrafi zastąpić rodzinę w końcu nikt jej sobie nie wybiera.

22-06-2013 07:01 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6808 punktów)
>Naprawdę sądzisz, że forum internetowe rozwiąże Twoje problemy egzystencjalne?... Nie lepiej porozmawiać z kimś bliskim, do kogo masz zaufanie?

Wtedy kiedy pisze wyłącza się strach.
Pewnie że lepiej ale przez internet też można zawrzeć znajomość.
Czasem lepiej rozmawia się anonimowo.


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
Grey (2102 punktów)
Przede wszystkim, nie napisałaś, na ile uzasadnione są Twoje obawy o utratę samodzielności i po jakim czasie mogłoby to nastąpić. Nie odniosę się więc do tego tematu.
A jak sobie radzić ze strachem?
Podejść do tego pozytywnie. Strach jest czymś normalnym. Tak są skonstruowane nasze mózgi, że odczuwamy strach.
Jeśli się boisz, to po prostu się bój. I rób, co możesz, żeby poprawić sytuację.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Zdaję sobie sprawę, że to temat bardziej na jakieś psychologiczne forum ale może ktoś życzliwy
>wesprze...Jak nie bać się przyszłości, choroby, uzależnienia od czyjejś opieki? To naprawdę zaczęło
>spędzać mi sen z powiek

Strach przed chorobą i cierpieniem jest uzasadniony. Jeżeli w takiej sytuacji możesz liczyć na opiekę i leczenie, to bardzo dobrze. Niewiele więcej można oczekiwać. W przypadku cierpienia którego nie uśmierzają żadne leki przeciwbólowe jestem zwolennikiem eutanazji.
Niezależnie od tego ile i czy będziesz chorować, to Twój problem zakończy się wraz ze śmiercią. Wtedy nie będzie cierpienia, ani niczego. Będziesz odczuwać dokładnie to samo, co kiedy Cię jeszcze nie było. Czyli zupełnie nic, bo Cię już nie będzie. I każdego z nas czeka dokładnie to samo. Niektórzy sobie po prostu przed śmiercią trochę postękają z bólu, a inni umrą nagle. Niezły wybór, co?
Fizyk (17637 punktów)
> Kiedy byłam wierząca nie miałam z tym problemu bo "poleć wszystkie troski Jezusowi, on się Tobą zaopiekuje).

Problemu też nie ma jak się jest niewierzącym bo...

> Jak nie bać się przyszłości, choroby, uzależnienia od czyjejś opieki?

... nie warto się bać czegoś na co nie ma się wpływu, np. choroby. Zresztą tyle jest tych różnych chorób, że od samego czytania o nich można się rozchorować. Nie warto martwić się na zapas. A na modły do Jezusa też nie warto tracić czasu, bo jak przychodzi co do czego to okazuje się być głuchym.

Carpe diem.
Paolo Monstro (6146 punktów)
Są 3 rozwiązania:
1 wyparcie ( nic mi się nie stanie, mnie to nie dotyczy, nie ma tematu)
2 oszukanie się (de facto równoważne wyparciu - Jezus mnie ocali, to co mi się przytrafia ma głębszy sens ...)
3 akceptacja ( trudno, jest to możliwe, być może trzeba się ubezpieczyć/przygotować...)
Akceptacja jest najtrudniejsza i nie każdego na to stać ale nie niepokoi Cię podświadomość, która "wie", że coś jednak nie gra. Wybór należy do Ciebie - trudna sytuacja jest zawsze trudna niezależnie od sposobu radzenia sobie z nią.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365