 |
Abadonna i jego artykuł na temat idealizmu subiektywnego. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-07-2009 22:36 | palyk (12 punktów) | Abadonna i jego artykuł na temat idealizmu subiektywnego.
1 na 3 | Piszę na forum z powodu ograniczeń dotyczących ilości znaków w komentarzach (taka chyba jest idea forum).
Tu już nie chodzi o spór idealistów z realistami, czy rozważania o zasadność tez stawianych przez filozofów XVIII w., ale o jakość uprawiania filozofii. Z filozofią jest już taki problem, że mówić o niej może każdy. Nie trzeba tu znać zaawansowanych teorii fizycznych, czy chemicznych; o życiu może dyskutować każdy. Oczywiście, to wielka zaleta filozofii. Ale zarazem jej przekleństwo. Mawia się, że każdy ma "swoją własną filozofię". I słusznie, bo jako rozumne istoty zadajemy sobie "te trudne" pytania i, chcąc - nie chcąc, jakoś na nie odpowiadamy. Ale to tylko jedna strona medalu. Bo filozofia funkcjonuje również jako dyscyplina naukowa. Wielu mądrych ludzi pisze niezliczone prace (o różnej wartości naukowej), czyta dzieła najwybitniejszych filozofów, jakich zna historia, poznaje różne spojrzenia na poszczególne tematy. Od tego momentu analiza treści filozoficznych wchodzi na zupełnie inny poziom: zaawansowanej terminologii, skrajnej dokładności języka, doskonałej znajomości historii i umiejętności osadzenia danych poglądów w konkretnej rzeczywistości społecznej. Krótko mówiąc: tu dopiero zaczyna się prawdziwa zabawa, gdzie odkrywamy przydatność wiedzy zdobytej na zajęciach z logiki, czy metodologii (nie mówiąc już o klasycznych gałęziach filozofii, jak ontologia, epistemologia, etc.). Czy twierdzę, że filozofia jest dziedziną elitarną? Tak - jak każda nauka od pewnego poziomu. Różnica polega na tym, że o filozofii mówić może każdy (chociażby z punku widzenia mądrości ludowych - taki skrajny przykład), co do nauk ścisłych ma się więcej obaw, bo łatwiej jest z siebie zrobić głupka, jeśli nie zna się dokładnie tematu, a wokół sami specjaliści. Ściema nie przejdzie. Wypowiadając się na tematy filozoficzne nie można rzucać co rusz określeń, takich jak "fałszywy system filozoficzny" i inne bez dokładnego ich definiowania (dlatego genialne są tu przypisy - wstawiamy taki i już czytelnik wie, na czyje poglądy się powołujemy; polecam, wygodna sprawa). Brzmi to może mądrze, ale tylko brzmi, bo znaczenie cały czas kryje się w - uwaga, mądre określenie! - cieniu semantycznym. Dlatego rozważania filozoficzne przetykane co rusz barwnymi opisami (do jasnej ciasnej - będącymi szantażem emocjonalnym), przedstawione kulawym językiem (mam tu oczywiście na myśli przemyślenia filozoficzne), pełne przekłamań (Berkeley - ważne! - nie był solipsystą, albo ja i moi wykładowcy historii filozofii nowożytnej wszyscy jesteśmy skończonymi głupkami - choć to możliwe, oczywiście) i banałów („Boga nie ma… Nie zmarnuj żadnego dnia więcej… Nie odpuszczaj sobie… Zrób wszystko, co możesz… Wszystko, co w Twojej mocy… Nie istnieje inna alternatywa… Czyń dobro… I nie czyń zła...” - no litości!) są skuteczne jedynie na poziomie właśnie "mądrości ludowych" i nie mają nic wspólnego z rzetelną analizą poglądów filozofia, czy koncepcji filozoficznej. Dlatego uważam, że tekst Autora jest słaby. Jego wartość objawia się jedynie w warstwie budowania emocji i opisywania wyjątkowych sytuacji, jakich świadkiem był Autor. A czym nie jest? Nie jest polemiką z poglądami Berkeley'a, nie jest też polemiką z solipsyzmem – do podjęcia tej walki ewidentnie zabrakło Autorowi narzędzi. Filozofia jest nauką specyficzną - jako jedyna sama sobie obiera metodologię i podejmuje najszersze z możliwych tematyk. Dlatego też często mówi się o filozofach, że bujają w obłokach. Prawda, bujają, ale jest to bujanie pełne rozwagi i pomyślunku, oparte na logice, krytyce, świadome ograniczeń, jakie stawia przed nami nasza natura. Łatwo jest się przy takim bujaniu rozhuśtać za bardzo i przez to pogubić. Bo bujać trzeba się naukowo - zgodnie z zasadami sztuki. A nie tańczyć jak Autor we - wspomnianych prędzej - butach filozofa o cztery numery za dużych. I proszę mi tu nie pisać, że Nietzsche przecież nie stosował dokładnej terminologii, a Kierkegaard czy Levinas... - to geniusze i prekursorzy, dlatego to my badamy ich poglądy, a nie oni nasze. "Taki mądry, to niech sam coś napisze" - może ktoś skomentuje. A nie napiszę, bo nie potrafię i nie chcę nikogo wprowadzić w błąd swoją niewiedzą. Filozofii popularnonaukowej uprawiać nie zamierzam.
Pozdrawiam. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 3 | Autografka (10638 punktów) |
> Dlatego uważam, że tekst Autora jest słaby. Jego wartość objawia się jedynie w warstwie budowania> emocji i opisywania wyjątkowych sytuacji, jakich świadkiem był Autor. A czym nie jest? Nie jest> polemiką z poglądami Berkeley'a, nie jest też polemiką z solipsyzmem - do podjęcia tej walki> ewidentnie zabrakło Autorowi narzędzi.Pytanie, zadawane notorycznie uczniom w szkołach - "Co poeta miał na myśli"?  Czy postanowił sobie: "O! Teraz napiszę esej polemizujący z poglądami Berkeley'a!" ? Chyba raczej nie o to chodziło. A warstwa emocjonalna (sam to po części przyznajesz) jest jest bardzo wyrazista. I chyba większość czytelników tą swoją wyrazistością ujęła (mnie również). Autor pisał o swoim widzeniu świata i swojego miejsca w świecie. A banalne wg Ciebie końcowe przesłanie? Było proste, szczere (tak ufam) i piękne. Co do Berkeley'a nie wypowiem się, bo też nie jestem filozofem. W każdym razie tekst sprawił na mnie duże wrażenie. Abadonno!  Pisz więcej.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
 | 1 na 1 | palyk (12 punktów) | > Pytanie, zadawane notorycznie uczniom w szkołach - "Co poeta miał na myśli"?  > Czy postanowił sobie: "O! Teraz napiszę esej polemizujący z poglądami Berkeley'a!" ? Chyba raczej nie o to chodziło.Chyba jednak o to. Tak Autor reklamował swój tekst: Z przyczyn zawodowych, nie mogę napisać nic dłuższgo teraz.... Dlatego proszę o kilka godzin cierpliwości - bardzo chętnie odpowiem zarówno Adamowi jak i Pięknie... Tylko dziś wieczorem... Adamie: Wyjaśnię dlaczego mylisz się sugerując mi ateistyczną bigoterię, wyjaśnię skąd się wywodzi empirym, metodologia badań naukowych itp, a także przytoczę dowód na istnienie materii... Pięknie: Bardzo chętnie rozwinę punkt 2, aby w pełni było wiadomym o czym piszę, a także punkt 3 i 4 i 5 także... Wszystkim nam dobrze zrobi kilka zdań o Arystotelesie i o Komitecie Badań Naukowych.... Po więcej odsyłam: www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,6605Poza tym, jak ktoś pisze w tytule swojej pracy o polemice z subiektywnym idealizmem, to chyba chodzi o polemikę z idealizmem subiektywnym.
|
|
|  | | Autografka (10638 punktów) |
> Poza tym, jak ktoś pisze w tytule swojej pracy o polemice z subiektywnym idealizmem, to chyba chodzi o polemikę z idealizmem subiektywnym.Owszem, tylko ja mam wrażenie, że "szatkujesz" ten tekst niczym ci mieszczanie z wiersza Tuwima swoje życie.  Zarzucasz mu emocjonalny szantaż, banalizowanie i merytoryczne niedociągnięcia, a mógłbyś się pokusić o bardziej holistyczne do niego podejście. Dla mnie przesłanie jest jasne i rzeczywiście jest polemiką z idealizmem subiektywnym (lecz ten ostatni odbieram tu jedynie jako tło, pretekst do przedstawienia meritum). Tekst traktuje o tym, że są rzeczy ważne, zasadnicze (że może aż banalne), przy których taki subiektywny idealizm (choć niewątpliwie interesujący) traci znaczenie. Ale wcale nie wykluczam, że Abadonna, czytając to, zrywa boki. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| |  | | palyk (12 punktów) | >Tekst traktuje o tym, że są rzeczy ważne, zasadnicze (że może aż banalne), przy >których taki subiektywny idealizm (choć niewątpliwie interesujący) traci znaczenie.
Wyobrażam sobie, że na chwilę przed śmiercią wiele rzeczy nagle traci znaczenie. Ale takim argumentem chyba jeszcze nikt żadnej koncepcji filozoficznej nie obalił.
|
|
| | |  | | Autografka (10638 punktów) | >>Tekst traktuje o tym, że są rzeczy ważne, zasadnicze (że może aż banalne), przy >których taki subiektywny idealizm (choć niewątpliwie interesujący) traci znaczenie. >Wyobrażam sobie, że na chwilę przed śmiercią wiele rzeczy nagle traci znaczenie. Ale takim argumentem chyba jeszcze nikt żadnej koncepcji filozoficznej nie obalił.
Zapewne traci znaczenie większość rzeczy, a może nawet wszystkie. Weź pod uwagę, że my (a na pewno ja), nie stykamy się ze śmiercią zbyt często. Co innego autor tekstu - to powoduje, że zapewne inaczej postrzega istotność poszczególnych elementów rzeczywistości. Może to on ma rację. A może nie. Ale raczej ma, bo śmierć kończy życie, a życie jest warunkiem wszystkiego, nawet koncepcji filozoficznych.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | |  | | palyk (12 punktów) | >>Wyobrażam sobie, że na chwilę przed śmiercią wiele rzeczy nagle traci znaczenie. Ale takim argumentem chyba jeszcze nikt żadnej koncepcji filozoficznej nie obalił. >Zapewne traci znaczenie większość rzeczy, a może nawet wszystkie. Weź pod uwagę, że my (a na pewno ja), nie stykamy się ze śmiercią zbyt często. Co innego autor tekstu - to powoduje, że zapewne inaczej postrzega istotność poszczególnych elementów rzeczywistości. Może to on ma rację. A może nie. Ale raczej ma, bo śmierć kończy życie, a życie jest warunkiem wszystkiego, nawet koncepcji filozoficznych.
Czyli Abadonna ma rację, bo często styka się ze śmiercią, co oznacza, że inaczej postrzega istotność poszczególnych elementów rzeczywistości, a śmierć oznacza koniec życia, a bez życia nie ma koncepcji filozoficznych.
Interesujące. Wybacz, ale to cały komentarz, na jaki mnie stać.
Albo nie, coś jeszcze dopowiem: nie uważam, żeby częstotliwość oglądania czyjejś śmierci uwiarygadniała czyjekolwiek poglądy filozoficzne (choć oczywiście takie doświadczenia mocno wpływają na poglądy - świetnym przykładem jest tutaj G. Radbruch i jego przejście od pozytywizmu prawniczego do stanowiska bliskiego szkole prawa natury).
Ale zapewne wyśmiałabyś, Autografko, osobę, która powiedziałby Ci, że widząc masę śmierci i cierpienia doszła do wniosku, że tam u góry musi być ktoś, kto by wynagradzał pośmiertnie osoby dobre, które zginęły tragicznie.
|
|
| | | | |  | | Autografka (10638 punktów) |
> Czyli Abadonna ma rację, bo często styka się ze śmiercią, co oznacza, że inaczej postrzega istotność poszczególnych elementów rzeczywistości, a śmierć oznacza koniec życia, a bez życia nie ma koncepcji filozoficznych.> Interesujące. Wybacz, ale to cały komentarz, na jaki mnie stać.Powiedziałbym raczej, że ma swoją rację, wynikającą z własnej percepcji rzeczywistości. I myślę też, że zaprzeczanie istnieniu tych różnic postrzegania "zaciemnia" (o ile nie uniemożliwia) ocenę czyjejś wizji świata (w tym przypadku Abadonny). Wiem, że skupiasz się nie na tym akurat aspekcie jego tekstu i pewnie masz w tym swoją rację.  Ale nie uważam, żeby było zasadne osądzanie czyichś poglądów bez zwrócenia uwagi na "realność", w której jest umiejscowiony. Mogę się jednak mylić. Jak już wspomniałam, nie jestem specjalistką w dziedzinie filozofii, więc nie dziwi mnie, że komentarz na jaki Cię stać, ma mi to uzmysłowić. Nie musi. Sama o tym wiem. > Albo nie, coś jeszcze dopowiem: nie uważam, żeby częstotliwość oglądania czyjejś śmierci uwiarygadniała czyjekolwiek poglądy filozoficzne (choć oczywiście takie doświadczenia mocno wpływają na poglądy - świetnym przykładem jest tutaj G. Radbruch i jego przejście od pozytywizmu prawniczego do stanowiska bliskiego szkole prawa natury).> Ale zapewne wyśmiałabyś, Autografko, osobę, która powiedziałby Ci, że widząc masę śmierci i cierpienia doszła do wniosku, że tam u góry musi być ktoś, kto by wynagradzał pośmiertnie osoby dobre, które zginęły tragicznie.Wyśmiać? Nie. Nie wyśmiałabym, ponieważ wiem, że w obliczu trwogi, różne wytłumaczenia tego, co się zdarza, wywołują u ludzi pocieszenie - a człowiek jest dla mnie najważniejszy (niezależnie od tego ile razy napiszesz tu "no litości!", jaki to banał).
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| placownik (17853 punktów) |
Piękny tekst. Zadzierżysty. Z ogniem. Ale całkowicie chybiony. Kompletnie nie czujesz Abadonny. A nie powinno to być trudne. Przecież pisze: Abadonna:Moja subiektywna polemika jest subiektywna, czyli nie jest obiektywna, więc jest nienaukowa. Tak samo jak Subiektywny Idealizm, czy Spirytualizm. Tylko że ja wiem, że mój tekst to bazująca na doświadczeniu opinia. I wiem, że nie przestrzegam naukowej dyscypliny, choć pełno w mych słowach cytatów. I dlatego nie wyróżniałem i nie dołączyłem piśmiennictwa. > Filozofii popularnonaukowej uprawiać nie zamierzam. Może nie potrafisz? To wcale niełatwe, a do tego niewdzięczne zajęcie. Choć, czy ja wiem, czy niewdzięczne? Sprawić, aby ktoś taki jak Abadonna poczuł smak filozofii i uznał absurdalność przezwyciężania solipsyzmu środkami farmaceutycznymi, chyba mogłoby być satysfakcjonujące. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
 | | rudyment (3233 punktów) | > Sprawić, aby ktoś taki jak Abadonna poczuł smak filozofii i uznał absurdalność przezwyciężania solipsyzmu środkami farmaceutycznymi, chyba mogłoby być satysfakcjonujące.
Nie takie to może absurdalne, gdy solipsysta zechce ułudą twojej głowy wbijać ułudę gwoździa?
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
 | | palyk (12 punktów) | > Piękny tekst. Zadzierżysty. Z ogniem. Ale całkowicie chybiony. Kompletnie nie czujesz Abadonny.Ja odnoszę wrażenie, że Abadonna kompletnie nie czuje filozofii. > A nie powinno to być trudne. Przecież pisze:> Abadonna:Moja subiektywna polemika jest subiektywna, czyli nie jest obiektywna, więc jest nienaukowa. Tak samo jak Subiektywny Idealizm, czy Spirytualizm. Tylko że ja wiem, że mój tekst to bazująca na doświadczeniu opinia. I wiem, że nie przestrzegam naukowej dyscypliny, choć pełno w mych słowach cytatów. I dlatego nie wyróżniałem i nie dołączyłem piśmiennictwa. Tak, wygodne. Możliwości są dwie: 1) To chwyt retoryczny (klasyczny powiedziałbym, Demostenes fantastycznie posługiwał się nim w swoich mowach). 2) To nie jest chwyt retoryczny, co oznacza, że Autor sam sobie strzela gola takim stwierdzeniem. Bazuję jedynie na doświadczeniu, nie przestrzegam dyscypliny naukowej, strzelam cytatami na lewo i prawo nie powołując się na nikogo konkretnego, ale co tam - jak będę pisał z pewnością siebie i opowiem kilka wzruszających historii, to na pewno nikt tego nie zauważy. > >Filozofii popularnonaukowej uprawiać nie zamierzam.> Może nie potrafisz? To wcale niełatwe, a do tego niewdzięczne zajęcie. Choć, czy ja wiem, czy niewdzięczne? Sprawić, aby ktoś taki jak Abadonna poczuł smak filozofii i uznał absurdalność przezwyciężania solipsyzmu środkami farmaceutycznymi, chyba mogłoby być satysfakcjonujące.Faktycznie chyba nie potrafię. Takich co potrafią jest chyba najmniej.
|
|
3 na 3 | rudyment (3233 punktów) | "Ja bardzo przepraszam, ale ja nie wierzę, żeby pisanie takich mądrych, głębokich książek o szczęściu i moralności, które pisał lord Russell, mogło jedną muchę uratować przez wyrwaniem skrzydełek." (Lem "Wizja lokalna") Do reszty wywodu mecenasa Finkelsteina odsyłam tamże, do części "W drodze". Może to ułatwi zrozumienie pretensji, jakie szary człowiek ma do filozofii.
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|