Już dawno nikogo na tym forum nie "odbrązawiano", czas więc wrócić do tej starej tradycji. Na pierwszy ogień postanowiłem wziąć "dobrego" zbójcę. Dlaczego właśnie jego? A bo akurat mój siostrzeniec uczy się na pamięć wiersza Powrót taty Mickiewicza. Występujący w tym wierszu herszt zbójców od lat robi za pozytywnego bohatera, który wysłuchawszy modłów dziatek swojej przyszłej ofiary doznał refleksji, pod wpływem której nastąpił u niego moralny przełom, wskutek którego odstąpił od spełnienia niecnego planu. Otóż nic podobnego. Ów zbójca był nie bardziej szlachetny niż ten góral z Poronina, o którym mówiono, że uratował życie Leninowi. - Powiedzcie baco, jak to było? - Ano tak. Drapię się na Nosala a kole mnie lezie jakiś cepr granią. Patrzę, Lenin. Wypisz wymaluj jak na cesarsko-królewskim liście gończym. Myślę, zepchnę go... No ale niby cemu, nic mi przecie nie zrobił. A Austriaki to też łobuzy... A niech sobie zyje, myślę. No i takem mu zycie uratował.Podobnie "szlachetnie" postąpił nasz zbójca. Jego "dobroć" polegała na tym, że nie pozabijał kupca i jego dziatek. Bo przecież koni, wozów i zrabowanego majątku nie oddał... Świadczy o tym następujące wers: Wtem "Stójcie, stójcie!" - krzyknie stary zbójca, I spędza bandę precz z drogi, A wypuściwszy i dzieci, i ojca, "Idźcie - rzekł - dalej bez trwogi".Co prawda w ostatnich słowach zbójca mówi: Kupcze, jedź w miasto, ja do lasu muszę;ale należy to złożyć na karb błędu drukarskiego, bowiem herszt zbójców, o ile nie był samobójcą, nie mógł tak powiedzieć. Takiej zmiany decyzji podwładni z pewnością nie puściliby mu płazem.  |