Na marginesie wątku www.racjonalista.pl/forum.php/s,435836 pozwalam sobie na skomentowanie pewnych aspektów czasowości rzeczywistości przepuszczonych przez pryzmat ontologiczny trójkąta czas-pieniądz-kobieta. Otóż, jak już kilkakrotnie na tym forum pisałem a z tym zgadza się większość racjonalistów, dobrze jest uściślić niektóre relacje między rozpatrywanymi zjawiskami. O ile zakładam w tym wątku, że pojęcia "czas", "pieniądz" i "kobieta" są nam dane jako pewna naoczność niewymagająca definiowania (oczywiście jest to pewne uproszczenie konieczne dla stworzenia przejrzystego modelu), to interesuje nas to wszystko, co te pojęcia ze sobą łączy w spójny obraz, pozwalający na wyjaśnienie całego uniwersum obserwowanych zjawisk, które składają się na to, co nazywamy naszym doświadczeniem egzystencjalnym. Z pewnością bowiem dla każdego interesujące jest pytanie o rzeczywisty status niektórych pojęć w ich odniesieniu do obserwatora, jako że o rzeczach samych w sobie nie ma nam co marzyć. I tak stąd już tylko jeden krok prowadzi nas do pytania: czym, a może kim jest kobieta. Chcąc na to odpowiedzieć, trzeba sięgnąć po zaawansowaną metodologię matematyczną. Aby nie przedłużać wywodu w obawie, że nadmiar filozoficznej terminologii wtłoczony w niewielkie objętościowo ramy tego Forum może łatwo przeobrazić się w pseudonaukowy bełkot, przedstawiam oto notatkę z jednego z wykładów fizyki na uczelni amerykańskiej, która pomoże nam wyjść poza mglistą nieokreśloność nie dających się zwerbalizować koncepcji Autora tego wątku i rozpocząć rzeczową dyskusję:  |