>Czy ludziom wierzącym w boga >łatwiej wcisnąć wiarę w dementi? >Oni i tak mają wyprany czajnik, więc wciśniesz im nawet guano w papierku
Dobrze prawicie. Religijni i wierzący wszystko, co płynie z telewizorni, biorą na poważnie. Ja na ten przykład swego czasu nałożyłam na siebie przeciwdeszczową pelerynę, która miała mi nadać nadludzkich mocy i wzorem Supermana chciałam wylecieć przez okno i ratować z opresji staruszkę nagabywaną o dwa złote na wino marki "Nadwiślańskie" przez osiedlowego pijaczynę. Niestety, wiara moja zderzyła się z rzeczywistością, a ja zderzyłam się z twardym gruntem. Szczęściem mieszkam na pierwszym piętrze i upadek zakończył się potrzaskaniem kości ogonowej, którą tylko Bóg jeden wie, po co mamy. Jako że wiara moja ogromna, nie na długo nabrałam dystansu do telewizyjnego przekazu, bo nie dalej jak dwa tygodnie później, udałam się na spacer i zobaczywszy wyjątkowo wysokie drzewo, chciałam się wspiąć na nie tak, jak to zrobił bohater pewnej kreskówki, a więc prostopadle do osi drzewa. Nabrałam rozpędu, zderzyłam się z drzewem i znów upadłszy na kość ogonową, potrzaskałam ją. Przyznam, że rozcierając bolące miejsce, przyszła mi do głowy taka refleksja, że może nie wszystko, co pokazują w telewizji, to prawda, ale zaraz odpędziłam te myśli, bo przecież ja wierząca jestem. Ale to nie wszystko, bo co rusz wprawia mnie w zdumienie, gdy w serialu emitowanym na jednym kanale występuje aktor, który w innym serialu zginął w wypadku samochodowym. No jak to jest możliwe? I do tego Żmijewski tu żonaty z Foremniak, a tu z Radwan. Doprawdy nie pojmuję tego.
A politykom to już wierzyć bardziej nie mogę. Jak mówią, że było tak a tak, to tak właśnie było. W końcu każda władza pochodzi od Boga, a On kłamać nie może. I jak syn Wałęsy miał pomroczność jasną, to na pewno ją miał, a tylko złośliwi mówią, że się ochlał gorzały. Zaś tatuś jego żadnym Bolkiem być nie może, bo przecież wszyscy wiedzą, że on Lech.
|