Witam, mam takie pytanie. W wielu książkach i artukułach (np. Michio Kaku, ale nie tylko) mówi się o
hiperprzestrzeni, która składa się z 11 wymiarów. Na wikipedii są nazwy
brył 4,5,6,idt-wymiarowych. I właśnie zastanawia mnie pewna rzecz, a
mianowicie:
Gdy mówimy o świecie 4-wymiarowym (zakładamy tu, że 4 wymiar jest wymiarem
przestrzennym) używamy analogii z dwuwymiarowym światem płaszczaków, i
trójwymiarowym światem ludzi.
Na wiele stronach piszą, jak to płaszczak widzi, porusza się, je, pracuje,
itp. Wiem, że to tylko takie porównanie, ale czy prawidłowe? Przecież nawet
jeśli taki płaszczak będzie jedynie tworem umysłowym lub matematycznym, to
on przecież NIE MOŻE NIC widzieć - jak można widzieć linię ZEROWEJ
grubości?
Chyba wszyscy są zgodni, że NIKT nie jest w stanie wyobrazić sobie
przestrzeni czterowymiarowej. Ja uważam, że nikt nie jest w stanie
wyobrazić sobie przestrzeni dwuwymiarowej. Przecież różne przedmioty widzimy dzięki
temu, że odbija się od nich światło. Jak światło mogłoby się odbić od
linii, której grubość wynosi zero? Żeby jednak płaszczaki widziały siebie
nawzajem, muszą mieć "co widzieć".
Wiem, że płaszczaki to tylko twór umysłowy, jednak są strony, na których
wymienia się, ca płaszczaki mogłyby robić, w jaki sposób jeść, itp. Nie
rozumiem tego.
Wydaje mi się, że nawet atom jest obiektem trójwymiarowym, każda cząstka ma
chyba jakiś rozmiar. Więc z czego miałyby być zbudowane płaszczaki?
Na zakończenie zacytuję jeszcze ciekawy fragment z książki "Akademia cudów"
Adam Sznaper...
"My, trójwymiarowi, chodząc po ziemi rzucamy na nią dwuwymiarowy cień,
który nic nie wie o naszym istnieniu. Można sobie wyobrazić i taką wersję:
my sami jesteśmy jedynie trójwymiarową projekcją wymiaru wyższego rzędu. A
może jesteśmy jeszcze zgoła kimś innym, a projekcją taką są zjawy
dostrzegane przez ludzi obdarzonych zdolnościami parapsychicznymi? Odpowiednikiem trójwymiarowych cieni mogą być postacie, które zwykliśmy
nazywać zjawami lub duchami. Byłoby to więc zjawisko trójwymiarowe lecz o
konsystencji cieni i o możliwościach przenikania przez materią, co my w
naszej niewiedzy nazywamy cudami albo szalbierstwem, lub w ogóle przeczymy
możliwości istnienia takich zjawisk."
I o tym, że wszystko ma grubość:
"Ciekawe z ilu wymiarów składa się świat i ile projekcji rzuca w niższe wymiary podobnie, jak my rzucamy cienie lub puszczamy lusterkiem "zajączki"? A może nasz trójwymiarowy świat stanowi raptem najniższy szczebel możliwego do pomyślenia bytu materialnego i drugi wymiar jest fikcją podobnie jak hipotetyczny punkt jednowymiarowy? Nam się wydaje, że rzucane przez nas cienie i "zajączki" nie mają trzeci ego wymiaru, sądzę jednak, że jest to błędne mniemanie, bo w pierwszym przypadku ujmujemy fotonów światła, zaś w drugim ich przydajemy. Dlatego pomiędzy cieniem a "zajączkiem" musi istnieć różnica grubości, choć dla nas, ze względu na ułomność aparatury pomiarowej, niemierzalna. Przecież obszar (strefa) cienia, to przestrzeń pozbawiona pewnej ilości fotonów, a więc, biorąc logicznie, jego grubość winna być w jakimś sensie ujemna. Tak czy owak, dwuwymiarowość cienia jest fikcją. Może ta rzekoma grubość cienia jest jego właściwością parapsychiczną, jakimś wtargnięciem w trzeci wymiar - podobnie jak w naszym przypadku częściowym wtargnięciem w czwarty wymiar są zjawiska telepatii, psycho(tele)kinezy? Są to zagadnienia, które warto by dokładnie przemyśleć, gdyby nie fakt, że życie jest takie krótkie."
Co o tym wszytkim myślicie? Wiem, że mogłem popełnić jakiś prosty bład, czegoś nie doczytać, czegoś nie zrozumieć, itp. Jeśli tak się stało, to proszę o wasze wyjaśnienia. Jak do cholery może istnieć linia zerowej grubości...
|