Problem w tym, że nieklęcznikowych można pewnie policzyć na kilku palcach

Nawet, jeśli teraz jest ich więcej, to po wyborach, tak jak zawsze, znikną pod sukienkami

Być może na Sejm rzucono jakąś biskupią klątwę? Pamiętacie, jak Tusk się nagle żenił w Kościele? Jak za swoich poprzednich rządów SLD głaskało purpurowych? To na pewno magia..
A tak na poważnie. Rozdzielenie państwa od kościoła będzie trudne, moim zdaniem. Ponieważ, samemu państwu (jego decydentom) specjalnie chyba na tym nie zależy. Jak wiadomo jesteśmy bardzo bogatym kraje, dla którego kilka miliardów - 10,5, czy 2, nieistotne - tu czy tam nie robi różnicy

Stać nas na zabawę w magię!
Odnośnie do "przyczyn", to wydaję mi się, że oprócz pewnego "złudzenia", a mianowicie tego, że politycy myślą, iż biskupi mają jakąś realną władzę nad swymi poddanymi i ich głosami - nad częścią zapewne mają, ale tę część w większości zgarnął już PiS. Zatem, oprócz tego złudzenia, powodem "odwiecznych" konszachtów polityków z kuriami, episkopatami i innymi musi, moim zdaniem, być to, że ci czarni i purpurowi, to często majętni ludzie lub instytucje. Słowem, musi za tym stać biznes! Nie wierzę

, że to (tylko) strach przed gniewem Zeusa

;
- raczej nie doszukuję się spisków, a teorie spiskowe traktuję jako rozrywkę godną filmów made in USA, ale kiedy prezydent miasta sprzedaje biskupowi ziemię za bezcen, po czym ten biskup sprzedaje tę ziemię hipermarketowi po cenie rynkowej... no to sorka, ale ciężko mi uwierzyć w to, że ten urzędnik nie oczekuje jakichś profitów z tej transakcji... Że to wszystko tak z dobroci serca i katolickiej solidarności wynika...

Wiem, że nie muszę tu nikomu tego powtarzać, ale powtórzę:
Być może, a niemal

na pewno, byłoby prościej i przejrzyściej, gdyby Kościół nie dostawał z budżetu ani grosza, tylko polegał na darowiznach, także tych z części odprowadzanego podatku, np. 1%, 2%. Jestem za 1%

Jestem również niemal przekonany, że z czasem, jeśli nie od razu, wierni wymogliby na kościelnych uczestnictwo/kontrolę nad wydawaniem tych pieniędzy - taka "kontrola" istnieje chyba u ewangelików(?). Nie pamiętam dokładnie, ale wydaję mi się, że tak mają. Poza tym, ich pastor ogłasza na mszy, ile w danym miesiące (albo w roku, nie pamiętam

, pardon) wpłynęło $ - na co poszły konkretne sumy; naprawa dachu tyle i tyle zł, nowe ławki... etc.
Można? Można!
A gdyby Kościół, (już po odcięciu od państwowego koryta), nie zgodził się na takie "zbliżenie" wiernych i ich wgląd w swoje/ich finanse, to przypuszczam, że po niedługim czasie musiałby sobie wiernych sprowadzać np. z Afryki.
Jak się raz ludzi przyzwyczai i nauczy, że mają kontrolę nad swoimi pieniędzmi, to z tej kontroli łatwo nie zrezygnują. Jeśli przekażą Kościołowi część z podaktu + to, co dają "na tacę", czyli dla większości pieniądze bardziej realne niż te z budżetu, (to w domyśle większości oznacza "pieniądze niczyje"), a Kościół nie będzie chciał ujawnić, co z tymi ICH pieniędzmi robi, to zrodzi się w ludziach naturalne podejrzenie:
"Acha. Robią przekręty/kradną moje pieniądze! Co, to nie! Idę do ewangelików, a więc; wypisuję się z Kościoła i zapisuję do innego, by moje pieniądze płynęły tam, gdzie widzę, co się z nimi dzieje".
Albo:
"Chromolę wszystkie kościoły. Wolę te ciężko wypracowane pieniądze, które idą na podatek przekazać na rzecz domu dziecka, jakieś fundacji, partii...".
Chyba zgodzicie się ze mną, że tędy droga. Musiałby się znaleźć polityk, który przedstawił sprawę racjonalnie, rzeczowo i spokojnie, który nie dałby się "epitetować" jako antyklerykał, satanista etc. Obawiam się, że Palikot może tu być "spalony" z racji swojego image'u - nieistotne w tym momencie, czy zasłużył sobie na taki a nie inny wizerunek - i nikt oprócz już nastawionych antyklerykalnie nawet go nie wysłucha. O Napieralskim szkoda gadać, to bo to chodzące pustogłowie...
Rzecz w tym, by pokazać ludziom o co chodzi - nikt nie chce atakować Kościoła, a jedynie zwiększyć kontrolę ludzi (także wierzących) nad ich pieniędzmi. Poza tym finanse Kościoła były by bardziej przjrzyste - jestem także za tym by kościoły ewidencjonowały pieniądze z datków i z tacy, jak równość to równość do diaska!
Wydaję mi się, że z tego rodzaju argumentacją zgodzą się nie tylko zadeklarowani antyklerykałowie, ale i wielu, jeśli nie większość, "zwykłych" wiernych - bo niemal wszyscy wierzący, nawet ci bardzo pro-kościelni i "głęboko" wierzący psioczą na księży i Kościół, na ich bogactwo, na przepych, na arogancję, zdzierstwo - opłaty za śłluby, komunie etc. Wydaję mi się, że gdyby wierni dostali do ręki taki anonimowy mechanizm swojego rodzaju "kontroli", to by się nie oparli takim zmianom