Racjonalista - Strona głównaDo treści
Zmuszanie do pójścia do bierzmowania.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
16-02-2009 15:41K.B. (36 punktów)Zmuszanie do pójścia do bierzmowania.
Ocena 11 na 11
Ostatnio powiedziałem mojej mamie, że nie wierzę w Boga i jestem ateistą. Przyjęła to jakoś, choć ona dalej sądzi, że po prostu poszukuję wiary. Ona sama nie jest praktykującą, lubi chodzić tylko na "ciekawe" msze z "interesującymi" księżami - jak ona to mówi. No ale mam 15 lat i czeka mnie bierzmowanie. Mimo tego iż nie wierzę i tego nie chce, mama zmusza mnie do pójścia, bo mówi, że mi się to w życiu przyda, że jej jeszcze podziękuje - po prostu żebym to wziął jako obowiązkową lekcję. Ja jestem jednak innego zdania - pójście na bierzmowanie byłoby wbrew mojemu sumieniu. Próbowałem to jej wytłumaczyć, jednak ona jest uparta i nie chce się ugiąć.

Zgodnie z Konstytucją RP, artykuł 53, ustawa 6 - mama nie ma prawa mnie zmuszać:
"Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. "

Co mam zrobić? Pomocy,
K.B.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Terebint (795 punktów)Odp: Zmuszanie na pójscie do bierzmowania.
Wydaje się, że Twoja mama traktuje Twoją deklarację ateizmu, jako objaw młodzieńczego bunt. To niedobrze. A do czego może się przydać bierzmowanie? Jedynie, co umożliwia to wzięcie katolickiego ślubu i zostania chrzestnym - a te sprawy ateistów chyba obchodzą, jakby najmniej.

Ja z mojej strony podziwiam Cię, że tak szybko dojrzałeś, bo 15-letni ateista to w pewnym sensie ewenement.

Mam nadzieję, że po prostu przekonasz mamę, dasz jej do zrozumienia, że jej upór jest dla Ciebie po prostu krzywdzący.
16-02-2009 17:02 
 Ocena 5 na 5
siarkofrut (2125 punktów)
(zablokowany)
Cytat:
15-letni ateista to w pewnym sensie ewenement.


Kupa prawda. Mnóstwo takich, tylko niektórym, niestety, przechodzi.

"Nigdy się nie spełniamy. Jesteśmy dwiema otchłaniami - studnią wpatrzoną w niebo."
16-02-2009 17:51 
 Ocena 4 na 4
jad11 (18783 punktów)
>Cytat:
15-letni ateista to w pewnym sensie ewenement.

>Kupa prawda. Mnóstwo takich, tylko niektórym, niestety, przechodzi.

A niektórym nie. 15 lat to chyba nie za mało aby człowiek racjonalnie rozumował. Nie sposób ustanowić granicy wieku, od jakiego można być świadomym ateistą.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
24-02-2009 17:38 
 Ocena 1 na 1
Tomek Bogusiak (170 punktów)
>>Cytat:
15-letni ateista to w pewnym sensie ewenement.

>>Kupa prawda. Mnóstwo takich, tylko niektórym, niestety, przechodzi.
>A niektórym nie. 15 lat to chyba nie za mało aby człowiek racjonalnie rozumował. Nie sposób ustanowić granicy wieku, od jakiego można być świadomym ateistą.

Wśród moich rówieśników niewielu świadomych w pełni ateistów. Więcej katolików, którzy mają religię głęboko zakorzenioną przez rodzinę, katolików, którzy są nimi, bo po prostu są oraz "ateistów" z lenistwa. Większość w ogóle to wszystko nie obchodzi.

Argumentem jest pewnie: "A co jak trafisz na dziewczynę, która będzie chciała ślubu kościelnego?" Tak, najpierw ślub, potem chrzest dzieci i kolejne pokolenie o wąskich horyzontach...
25-02-2009 01:39 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

Cytat:
Wśród moich rówieśników niewielu świadomych w pełni ateistów.


Ale co to właściwie oznacza - w pełni świadomy ateista? Gdzie przebiega granica między ateistą świadomym a świadomym nie do końca? Ja ustaliłem sobie taką subiektywną granicę między nieświadomym i świadomym. Ten nieświadomy nigdy nie był wychowywany w żadnej wierze. Urodził się ateistą i nim pozostał. A świadomy był wychowywany na wyznawcę ale trochę pomyślał i się nie dał wrobić. Nie należy przy tym domniemywać, że jeden jest mądrzejszy od drugiego tylko dlatego, że akurat nad tym myślał.

Cytat:
Argumentem jest pewnie: "A co jak trafisz na dziewczynę, która będzie chciała ślubu kościelnego?" Tak, najpierw ślub, potem chrzest dzieci i kolejne pokolenie o wąskich horyzontach...


To mi się zawsze podoba. Gdzie diabeł nie może tam babę pośle.
Może kolejne pokolenie rozszerzy swoje horyzonty, wielu odeszło od wiary wbrew rodzicom i sądzę, że będzie ich coraz więcej. W toku ewolucji społecznej ludzie będą odrzucali wiarę na rzecz innych dziedzin, którym swoją głupotą będą mogli wiernie służyć. Tak przewiduję.
Pozdrawiam.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
25-02-2009 17:53 
 Ocena 1 na 1
Tomek Bogusiak (170 punktów)
>Ale co to właściwie oznacza - w pełni świadomy ateista? Gdzie przebiega granica między ateistą świadomym a świadomym nie do końca? Ja ustaliłem sobie taką subiektywną granicę między nieświadomym i świadomym. Ten nieświadomy nigdy nie był wychowywany w żadnej wierze. Urodził się ateistą i nim pozostał. A świadomy był wychowywany na wyznawcę ale trochę pomyślał i się nie dał wrobić. Nie należy przy tym domniemywać, że jeden jest mądrzejszy od drugiego tylko dlatego, że akurat nad tym myślał.

Ja myślę w trochę inny sposób. Według mnie ateista świadomy zastanawia się czasami nad tym, dlaczego jest tym, kim jest. Ateista nieświadomy jest sobą bez zagłębiania się w jakiekolwiek rozważania.
jad11 (18783 punktów)

> Ja myślę w trochę inny sposób. Według mnie ateista świadomy zastanawia się czasami nad tym, dlaczego jest tym, kim jest. Ateista nieświadomy jest sobą bez zagłębiania się w jakiekolwiek rozważania.

To całkiem sensowne i chyba trochę podobne do mojego podziału.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
lukaszewicz (5674 punktów)

> Ja myślę w trochę inny sposób. Według mnie ateista świadomy zastanawia się czasami nad tym, dlaczego jest tym, kim jest. Ateista nieświadomy jest sobą bez zagłębiania się w jakiekolwiek rozważania.

Nad czym miałby się ateista zastanawiać:

Dlaczego nie wierzy w to czego niema?

Dlaczego nie ma tego w co nie wierzy?

Czy jeszcze jakoś innaczej?
jad11 (18783 punktów)

>Nad czym miałby się ateista zastanawiać:
>Dlaczego nie wierzy w to czego niema?
>Dlaczego nie ma tego w co nie wierzy?

Albo czy aby na pewno tego nie ma.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
lukaszewicz (5674 punktów)

>Albo czy aby na pewno tego nie ma.

Gdyby się nad tym zastanawiał byłby agnostykiem.
25-02-2009 19:57 
 Ocena 2 na 2
jad11 (18783 punktów)
>>Albo czy aby na pewno tego nie ma.
>Gdyby się nad tym zastanawiał byłby agnostykiem.

Albo ateistą gotowym ewentualnie zweryfikować swoje poglądy.

Za Wiki:

Cytat:
Słaby ateizm, zwany także negatywnym lub neutralnym ateizmem, pokrywający się częściowo z agnostycyzmem (który jest pojęciem szerszym niż słaby ateizm), oznacza brak wiary w egzystencję bogów bez kategorycznego przekonania o niemożliwości ich istnienia. Możemy wyodrębnić następujące formy 'słabego ateizmu':
-ateizm spowodowany brakiem dowodów na istnienie boga/bogów
-ateizm spowodowany strachem przed kategorycznym odrzuceniem idei boga lub bogów i zostawienie uchylonej swoistej "furtki", by w przyszłości do tej wiary można było wrócić.
Agnostycyzm jest pojęciem szerszym od słabego ateizmu ponieważ agnostykiem może być także teista. Teizm agnostyczny stwierdza, że niemożliwe jest poznanie boga ani dowiedzenie jego egzystencji (lub jej braku), ale zachowuje teistyczną wiarę. Kryterium odróżniającym słaby ateizm od agnostycyzmu jest więc odrzucenie wiary.
Potocznie słowo ateizm często używane jest w sensie zawężonym - bez słabego ateizmu, a słaby ateizm często jest mylony z agnostycyzmem. Jednak słaby ateizm i agnostycyzm nie są synonimami, choć niewierzący agnostyk jest ateistą.



"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
lukaszewicz (5674 punktów)
Mam 185 cm i jestem wysportowany.
Nie jestem słabym ateistą
25-02-2009 19:11 
 Ocena 4 na 4
Tomek Bogusiak (170 punktów)
>>Nad czym miałby się ateista zastanawiać:
>>Dlaczego nie wierzy w to czego niema?
>>Dlaczego nie ma tego w co nie wierzy?
>Albo czy aby na pewno tego nie ma.

Właśnie, dobrze się co jakiś czas upewnić tak na wszelki wypadek. Będąc ateistą, nie chcę upodobnić się do większości katolików i stać się dogmatykiem opornym na wszelkie argumenty. Nie znaczy to wcale, że nie jestem pewien swojego wyboru. Mam mimo wszystko świadomość, że mogę się mylić.
25-02-2009 20:26 
 Ocena 3 na 3
e.coli (338 punktów)

>Właśnie, dobrze się co jakiś czas upewnić tak na wszelki wypadek. Będąc ateistą, nie >chcę upodobnić się do większości katolików i stać się dogmatykiem opornym na wszelkie >argumenty. Nie znaczy to wcale, że nie jestem pewien swojego wyboru. Mam mimo >wszystko świadomość, że mogę się mylić.

Dokładnie. Będąc ateistą/racjonalistą muszę ciągle myśleć i weryfikować swe poglądy, konfrontować je. Prawie zawsze wychodzi na to, że są one słuszne. Jeżeli nie są, należy je zmienić, a nie dopasowywać do sytuacji. No i nie twierdzę, że mam monopol na prawdę.
Nie wyobrażam sobie siebie, gdybym nagle powiedział: "OK, jestem ateistą, wszystko wiem i przemyślałem, nie muszę już więcej używać mózgu". Przecież to byłoby gorsze niż ślepa wiara, prawda? To byłoby wręcz obrażanie rozumu.
25-02-2009 21:26 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)
> "OK, jestem ateistą, wszystko wiem i przemyślałem, nie muszę już więcej używać mózgu". Przecież to byłoby gorsze niż ślepa wiara, prawda? To byłoby wręcz obrażanie rozumu.

Można używać mózgu do innych celów niż niż kwestia istnienia bogów.
26-02-2009 19:47 
 Ocena 1 na 1
e.coli (338 punktów)

>Można używać mózgu do innych celów niż niż kwestia istnienia bogów.

Oczywiście. Nie chciałem tu nikogo obrazić. Jednakże są takie pytania, gdzie wiara włazi z buciorami i trzeba uzasadnić swoje stanowisko, znaleźć mocne argumenty.
Albo myśleć nad tym, czy wpajana "święta prawda" jest słuszna. Dotyczy choćby stosunku do antykoncepcji, homoseksualistów czy eutanazji. Jako ateista muszę to wszystko od nowa przemyśleć. "Chowałem" się w rodzinie "głęboko wierzącej": czyt. byłem pouczany o szkodliwości prezerwatyw (że co?) i zawodności środków antykoncepcyjnych, że to zabijanie człowieka etc., rodzina do homoseksualistów, ew. biseksualistów ma nastawienie, powiedzmy, "niezbyt przychylne".
A problemy tego typu się pojawiają ciągle. I ciągle się trzeba zastanawiać, co dyktuje humanizm i rozum. Co jest "sprzedawane" pod przykrywką wiary i kultury, a tak naprawdę jest złem, i odwrotnie: co jest zakazywane i uniemożliwiane (choćby presja społeczna) a złem wcale nie jest.
I tak w kółko Macieju, ciągle się trzeba zastanawiać... (czasem żałuję, że nie byłem sobie takim homo erectusem- miałbym być może mniej na głowie)
18-02-2009 11:51 
 Ocena 3 na 3
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Ja z mojej strony podziwiam Cię, że tak szybko dojrzałeś, bo 15-letni ateista to w pewnym sensie ewenement.
Ja zostałam w wieku przynajmniej 10 lat, tylko nie wiedziałam jak takie coś się nazywa
A teraz jestem w wieku osoby, która założyła temat i mam podobny problem. Może niżej przedstawię mój "sposób", jednak nie jest on ani łatwy, ani przyjemny...
Sledziu (1058 punktów)
Przede wszystkim musisz z mamą cały czas rozmawiać - wyłożyć jej obszernie przyczyny Twojej niewiary, pokazać, dlaczego niepodobna nazwać Twojego chwilowym przejawem młodzieńczego buntu i jak bardzo pójście do bierzmowania kłóciłoby się z Twoimi poglądami i poczuciem godności. Może nie będzie to aż tak trudne - 3 lata temu byłem w podobnej sytuacji, jednak zdeklarowałem się jako ateista już pod koniec podstawówki i gdy oświadczyłem, że z bierzmowania nici, nikt z rodziny nie dziwił się ani nie oponował. Kto wie, może Twoja mama również szybko zrozumie, że przymus jest bezzasadny?

Nawet, jeśliby miało stać się inaczej, to pamiętaj, że nie oznacza to Twojej porażki. Jak sam słusznie zauważyłeś, przyjmowanie sakramentów to kwestia Twojej własnej woli i nikt nie ma ani prawnej, ani fizycznej możliwości, by zmusić Cię do udziału w bierzmowaniu. Nikt nie złapie Cię za włosy i nie zaciągnie do kościoła - to chyba jasne.

Pozdrawiam.
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>Ostatnio powiedziałem mojej mamie, że nie wierzę w Boga i jestem ateistą. Przyjęła to jakoś, choć
>ona dalej sądzi, że po prostu poszukuję wiary. Ona sama nie jest praktykującą, lubi chodzić tylko na
>"ciekawe" msze z "interesującymi" księżami - jak ona to mówi. No ale mam 15 lat i czeka mnie
>bierzmowanie. Mimo tego iż nie wierzę i tego nie chce, mama zmusza mnie do pójścia, bo mówi, że mi
>się to w życiu przyda, że jej jeszcze podziękuje - po prostu żebym to wziął jako obowiązkową lekcję.
>Ja jestem jednak innego zdania - pójście na bierzmowanie byłoby wbrew mojemu sumieniu. Próbowałem to
>jej wytłumaczyć, jednak ona jest uparta i nie chce się ugiąć.
>Zgodnie z Konstytucją RP, artykuł 53, ustawa 6 - mama nie ma prawa mnie zmuszać:
>"Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. "
>Co mam zrobić? Pomocy,

Nie uczestnicz! Wyjdź z kościoła
Tak cię namawiam, ale sam byłem w podobnej sytuacji. Mama mi wyjaśniła, że może mi się kiedyś przyda bierzmowanie, może będę chciał wziąć ślub kościelny (i wziąłem taki ślub!).
Starałem się to tak zrobić aby nie było, że chętnie to robię, więc najpierw napisałem księdzu że chcę mieć na 3 imię Saddam (był to rok 91, wojna w zatoce), on to zmienił potem na Patryk bo powiedział, że Saddam to jakieś arabskie imię. Mój kolega napisał sobie że chce mieć na imię "Asmodeusz". Ksiądz to przyjął, ale biskup w ostatniej chwili wytrzeszczył oczy i w momencie samego bierzmowania zmienił na "Amadeusz".
Jednym słowem robiliśmy sobie z tego jaja.

Jeśli to dla Ciebie ważne, wyjdź w ostatniej chwili, mam przecież cię nie będzie goniła po całym kościele. jeśli kiedyś zmienisz zdanie w sprawie religii, będziesz mógł zawsze przystąpić do tego sakramentu (nie bez kłopotów, ale jeśli będzie ci zależało to ci się uda).
Jednym słowem: rób co czujesz że jest zgodne z twoim "sumieniem".

Powodzenia
Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
Mariusz Agnosiewicz (moderator)Odp: Zmuszanie do pójścia do bierzmowania.
>Zgodnie z Konstytucją RP, artykuł 53, ustawa 6 - mama nie ma prawa mnie zmuszać:
>"Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. "

Jak bardzo przytomnie zauważyłeś, jesteś "w prawie", tzn. prawo jest po twojej stronie. Od ciebie zależy jak chcesz to wykorzystać, ale myślę, że najlepiej uzmysłowić to rodzicom i poważnie z nimi o tym porozmawiać uzasadniając krzywdę na sumieniu jaką ci rodzicielka może nieświadomie wyrządzić bagatelizując twoje osobiste przekonania.

Jednak jeśli chodzi o prawo, to już wielokrotnie pisałem to niepełnoletnim - dla was najwłaściwszym artykułem konstytucji jest art. 48 ust. 1 zd. 2:

Wychowanie to [dziecka przez rodziców] powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.
16-02-2009 18:13 
 Ocena 10 na 10
jad11 (18783 punktów)

>Jednak jeśli chodzi o prawo, to już wielokrotnie pisałem to niepełnoletnim - dla was najwłaściwszym artykułem konstytucji jest art. 48 ust. 1 zd. 2:Wychowanie to [dziecka przez rodziców] powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.

Może artykuł konstytucji jest najwłaściwszy ale powoływanie się na niego w rozmowie z mamą najwłaściwsze już nie jest. To mój pogląd na tą sprawę. Niedawno był na forum ktoś z podobnym problemem i pytał o przepisy chroniące jego prawo do własnych przekonań. Dobrze, że istnieją takie zapisy ale rzucanie nimi rodzicom uważam za przykrą ostateczność, bo czy w taką intymną sferę jak relacje z własnymi rodzicami czy dziećmi powinno się wołać na pomoc Państwo? Mam na myśli rodziców czy dzieci mieszczące się w granicach normy tzn. takich, którzy nie działają na niekorzyść najbliższych celowo, ze złej woli a właśnie krzywdzą ich, bo chcą dla nich jak najlepiej. W dyskusji z normalną, kochającą mamą artykuł konstytucji nie jest żadnym argumentem a raczej obelgą.
Powodzenia w polubownym rozwiązaniu konfliktu
Pozdrawiam.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>W dyskusji z normalną, kochającą mamą artykuł konstytucji nie jest żadnym argumentem a raczej obelgą.

Tak, ja nie namawiam, aby walczyć z rodzicami za pomocą prawa, tylko że uświadomienie im kształtu polskiego prawa, obowiązujących praw niepełnoletnich nikomu nie zaszkodzi, a z doświadczenia wiem, że mało który rodzic zdaje sobie sprawę, że taki przepis istnieje w konstytucji RP.
16-02-2009 23:16 
 Ocena 2 na 2
MociumPan (744 punktów)
>>Zgodnie z Konstytucją RP, artykuł 53, ustawa 6 - mama nie ma prawa mnie zmuszać:
>>"Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. "
>Jak bardzo przytomnie zauważyłeś, jesteś "w prawie", tzn. prawo jest po twojej stronie. Od ciebie zależy jak chcesz to wykorzystać, ale myślę, że najlepiej uzmysłowić to rodzicom i poważnie z nimi o tym porozmawiać uzasadniając krzywdę na sumieniu jaką ci rodzicielka może nieświadomie wyrządzić bagatelizując twoje osobiste przekonania.
>Jednak jeśli chodzi o prawo, to już wielokrotnie pisałem to niepełnoletnim - dla was najwłaściwszym artykułem konstytucji jest art. 48 ust. 1 zd. 2:Wychowanie to [dziecka przez rodziców] powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.

Panie Mariuszu, po co walczyć z czymś z czym i tak na dobrą sprawę się nie wygra... - mowa tu o religii i jej całej otoczce...
Tak jak już jakiś mój przedmówca napisał "robiliśmy sobie jaja z bierzmowania" - i tak moim zdaniem 15 letni człowiek powinien postąpić... podejść na chłodno do tematu...
Takie instruowanie nieletnich, i mówienie "przecież prawo jest po twojej stronie" - i ja się pytam i co z tego ?? - ..skoro nacisk rodziny znajomych i ogólna presja do przyjęcia sakramentów kościelnych może być na tyle silna że "prawo" w tym momencie bywa zawodne...

Zapytacie dlaczego napisałem tak a nie inaczej ?? -..otóż dlatego że żyjemy w POLSCE !!
K.B. (36 punktów)
Dzisiejsza rozmowa z mamą jeszcze bardziej pogorszyła sprawę. Próbowałem jej to wszystko jakoś wytłumaczyć. Ona się zdenerwowała, choć ja bym to sprecyzował na "wkurwienie się". Powiedziała, że jak nie będę chciał pójść to zastosuje szantaż... Potem mówiła, żebym to zrobił dla niej, a nie dla siebie... co jest totalnym absurdem... Jestem w tym momencie bezradny. :/
16-02-2009 18:03 
 Ocena 1 na 1
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>Dzisiejsza rozmowa z mamą jeszcze bardziej pogorszyła sprawę. Próbowałem jej to wszystko jakoś wytłumaczyć. Ona się zdenerwowała, choć ja bym to sprecyzował na "wkurwienie się". Powiedziała, że jak nie będę chciał pójść to zastosuje szantaż... Potem mówiła, żebym to zrobił dla niej, a nie dla siebie... co jest totalnym absurdem... Jestem w tym momencie bezradny. :/

Nie martw się. Rób co czujesz że powinieneś.
Nikomu się nic nie stanie. Nie podejmuj żadnej decyzji ze strachu, zawsze są wtedy niedobre.
Nie przejmuj się mamą, nic jej nie będzie, a szantaż? Nie wiem co ci może zrobić, ale nie wierzę, że zrealizuje swoją groźbę. Na pewno zrozumie że to nie ma sensu.
Cokolwiek nie zdecydujesz to będzie dobra decyzja bo Twoja własna. Powodzenia!

Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
K.B. (36 punktów)
>>Dzisiejsza rozmowa z mamą jeszcze bardziej pogorszyła sprawę. Próbowałem jej to wszystko jakoś wytłumaczyć. Ona się zdenerwowała, choć ja bym to sprecyzował na "wkurwienie się". Powiedziała, że jak nie będę chciał pójść to zastosuje szantaż... Potem mówiła, żebym to zrobił dla niej, a nie dla siebie... co jest totalnym absurdem... Jestem w tym momencie bezradny. :/
>Nie martw się. Rób co czujesz że powinieneś.
>Nikomu się nic nie stanie. Nie podejmuj żadnej decyzji ze strachu, zawsze są wtedy niedobre.
>Nie przejmuj się mamą, nic jej nie będzie, a szantaż? Nie wiem co ci może zrobić, ale nie wierzę, że zrealizuje swoją groźbę. Na pewno zrozumie że to nie ma sensu.
>Cokolwiek nie zdecydujesz to będzie dobra decyzja bo Twoja własna. Powodzenia!
>Adam
>
Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.

Moja mama jest STRASZLIWIE NERWOWA, często z byle jakich powodów. Dużo przeklina, choć jest dobrą osobą. Sądzę, że spełni swoją groźbą w konieczności. Po prostu wykorzysta moje najsłabsze punkty - komputer, telewizor, zero wyjazdów, rzeczy tego typu. Jest bardzo uparta i nie ustanie dopóki nie pójdę na bierzmowanie. Oczywiście nie mówię, że taki będzie scenariusz. Tak po prostu przypuszczam znając moją mamę.
16-02-2009 18:46 
 Ocena 4 na 4
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>Moja mama jest STRASZLIWIE NERWOWA, często z byle jakich powodów. Dużo przeklina, choć jest dobrą osobą. Sądzę, że spełni swoją groźbą w konieczności. Po prostu wykorzysta moje najsłabsze punkty - komputer, telewizor, zero wyjazdów, rzeczy tego typu. Jest bardzo uparta i nie ustanie dopóki nie pójdę na bierzmowanie. Oczywiście nie mówię, że taki będzie scenariusz. Tak po prostu przypuszczam znając moją mamę.

Moja mama zawsze mówiła do ojca: jeśli nie chcesz stracić syna, zaakceptuj jego decyzję.
Twoja mama nigdy z Tobą nie wygra, to ty masz wszystkie atuty w ręku.

Te atuty są takie:

1. Jesteś młody
2. Jesteś młody
3. Jesteś młody

I to wszystko! Nigdy z Tobą nie wygra. Możesz ze swoim życiem zrobić wszystko co Ci się podoba. Masz świat na wyciągnięcie ręki. Jeśli mama zalezie ci za skórę nie do zniesienia, możesz nawet uciec z domu a Ona tego nie zniesie. Jesteś dla niej wszystkim. Dlatego się bardzo o Ciebie boi. Spróbuj ją jakoś uspokoić ale daj do zrozumienia, że potrafisz sam decydować o takich sprawach jak bierzmowanie. Prawda jest taka, że ona potrzebuje Ciebie bardziej niż ty jej. To ona się bardziej boi. Komputer, telewizor, wyjazdy, to jest wszystko nieważne, jak się zaweźmiesz to sam sobie to kupisz, zarobisz, coś wymyślisz. A jak nie będziesz miał tego przez jakiś czas to też nic ci się nie stanie. Tak naprawdę już wygrałeś.

Więc spokojnie, zadecyduj i zrób co czujesz że powinieneś.
Jeśli uznasz że buntowanie się nie ma sensu, nie buntuj się. Jeśli chcesz nie iść do bierzmowania to nie pójdziesz. Całe Twoje życie należy do Ciebie i tylko do Ciebie.

Powodzenia
Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
17-02-2009 00:43 
 Ocena 2 na 2
Sledziu (1058 punktów)

>Moja mama jest STRASZLIWIE NERWOWA, często z byle jakich powodów. Dużo przeklina, choć jest dobrą osobą.

Ja też dużo przeklinam - to nic złego, zaręczam Ci, że nie musisz tłumaczyć mamy.

>Po prostu wykorzysta moje najsłabsze punkty - komputer, telewizor, zero wyjazdów, rzeczy tego typu.

Więc postaraj się wzmocnić te słabe punkty. Brak komputera, rozbrat z TV i wakacje spędzone w domu to przecież nie koniec świata. Gdy już, wskutek odmowy pójścia do bierzmowania, przyjdzie Ci przesiedzieć pół roku w pokoju pozbawionym sprzętu elektronicznego, wykorzystaj zaoszczędzony w ten sposób czas na czytanie mądrych książek. To lepsze, niż gapienie się w świecący ekran, a i Twój ateizm na tym zyska.

Jest jeszcze jedna opcja. Jeśli aż tak bardzo obawiasz się perspektywy odseparowania od kolegów i rozrywki, to ZWIEWAJ Z DOMU! To dość desperackie i ryzykowne wyjście, ale może być początkiem ekscytującej przygody. Paru moich kumpli dało dyla z chaty, będąc mniej więcej w Twoim wieku. Jeden został ulicznym grajkiem, drugi ulicznym alkoholikiem, trzeci jeszcze kimś innym. Kto wie, co Tobie przyniesie wolność. Życie jest pełne niespodzianek.

PS: Przepraszam za to, że się w ten sposób zgrywam, ale rozbawiłeś mnie trochę tym lękiem przed karą.

Pozdrawiam.
16-02-2009 19:17 
 Ocena 6 na 6
Gosia (9452 punktów)
>Dzisiejsza rozmowa z mamą jeszcze bardziej pogorszyła sprawę. Próbowałem jej to wszystko jakoś wytłumaczyć. Ona się zdenerwowała, choć ja bym to sprecyzował na "wkurwienie się". Powiedziała, że jak nie będę chciał pójść to zastosuje szantaż...

Zabawne, dzieli nas całe pokolenie (mogłabym być Twoją matką), a opowiadasz historię którą sama przeżyłam.Było wszystko: wrzaski, szantaż, "szlaban" na wyjścia z domu, w końcu prośby i łzy. Poszłam w zaparte i przetrzymałam. Ostatecznie moja rodzicielka ( była z niej mimo wszystko rozsądna kobita) na pytanie księdza-katechety czemuż to nie przystępuję do sakramentu, rezolutnie odpowiedziała: co ksiądz radzi - mam ją przywlec za włosy czy skutą na łańcuchu? Obyłam się bez sakramentu i żyję, nawet dość szczęśliwie.
Co do Twojej Mamy: daj jej do przeczytania ten artykuł.Może pomoże.
16-02-2009 22:20 
 Ocena 5 na 5
Aleksander Głowacki (1725 punktów)
Pozwól że dokonam dokonam porównania między naszymi rodzicami:

>Ona się zdenerwowała, choć ja bym to sprecyzował na "wkurwienie się".

Moja (w zasadzie to powienem użyć liczby mnogiej bo chodzi tez o ojca) też zaczeli wykrzywiwać i uśmiedamiać jaki to jestem głupi bo jako gówniarz nie zdaje sobie konsekwencji tego czynu. I tyle jesli chodzi o rzeczowe argumenty.

>Powiedziała, że jak nie będę chciał pójść to zastosuje szantaż...

Moi nie tylko powiedzili ale tak zrobili - stwierdzili że póki mieszkam pod ich dachem i po prostu muszę wypełniać ich polecania przynajmniej do 18-stki. Mówili też o jescze innych blżej nie określonych "konsekwencjach" oraz o pogorszeniu kontaktów z innymi członkami rodziny.

>Potem mówiła, żebym to zrobił dla niej, a nie dla siebie... co jest totalnym absurdem...

Zwykły szantaż emocjonalny - najbardziej chora i perfidna metoda wymuszenia na kimś określonej postawy - oczywiście stosowana na całego (ojciec stwierdził że jak nie będę chodził do kościoła to dostanie zawał)

Nie wiem co powinieneś zrobić ale na pocieszenie Ci powiem że nie jesteś sam - ja byłem. Masz kolegów ze szkoły, internet. W czasach mojej młodości internetu nie była a cała Polska była wzrócona w stronę Matki Boskiej Termokurczliwej w podzięce za odzyskaną wolność - pomocy znikąd.
Jesteś już którymś z kolei przypadkiem który opowiada podobną historie. Po prostu coraz częściej widzę że spora część ludzi (czytaj rodziców) to zwykły głupi beton, którego głową przebić się nie da. Nie chodzi tu bynajmniej o nawrócenie wierzących ale o zwykłe zrozumienie, że zmuszanie do zachowań, które wynikają nie z obiektywnej wiedzy ale z intuicji jest po prostu chore (podobnie zresztą jak zmuszanie wierzących do porzucenie wiary metodami "komunistycznymi").
16-02-2009 17:16
 Ocena 11 na 11
jimmy_88gno (1653 punktów)
>Ostatnio powiedziałem mojej mamie, że nie wierzę w Boga i jestem ateistą. Przyjęła to jakoś, choć
>ona dalej sądzi, że po prostu poszukuję wiary. Ona sama nie jest praktykującą, lubi chodzić tylko na
>"ciekawe" msze z "interesującymi" księżami - jak ona to mówi. No ale mam 15 lat i czeka mnie
>bierzmowanie. Mimo tego iż nie wierzę i tego nie chce, mama zmusza mnie do pójścia, bo mówi, że mi
>się to w życiu przyda, że jej jeszcze podziękuje - po prostu żebym to wziął jako obowiązkową lekcję.
>Ja jestem jednak innego zdania - pójście na bierzmowanie byłoby wbrew mojemu sumieniu. Próbowałem to
>jej wytłumaczyć, jednak ona jest uparta i nie chce się ugiąć.
>Zgodnie z Konstytucją RP, artykuł 53, ustawa 6 - mama nie ma prawa mnie zmuszać:
>"Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. "
>Co mam zrobić? Pomocy,

Ja jako ateista przystąpiłem do bierzmowania. Wcześniej byłem na jednym spotkaniu przed bierzmowaniem i powiedziałem księdzu, co o nim myślę. Do końca nikczemnik się nie poddawał. "Stary, tutaj chodzi o twoje życie wieczne" - miał czelność powiedzieć, mimo że doskonale zdawał sobie sprawę, że za dużo wiem, żeby mnie przerobić. Bezczelność.

Po tym, który odwalał ceremonię, widać było czarno na białym, że to jakiś zdewaluowany ateista. Potwierdziło mi się, że ci wyżsi rangą mają po prostu inną chorobę psychiczną, ale świetnie dogadują się z fanatykami.

To nie było, rzecz jasna, korzystne psychicznie przeżycie. Ale przynajmniej potrafiłem je wykorzystać: rozglądałem się po tym gmachu dewastacji, odgadywałem osobowości. Widziałem praktycznie tylko tępotę i nienaturalne, niegodne człowieka zachowania. Zmęczeni; utrapieni; cierpiący ludzie odstawiający swoje szopki w ramach prób zniszczenia wolności, piękna i wartości. Zaprzysięgłem na dobre śmierć religii. Świadomość nie tylko nie pozwoliła mi się zachłysnąć tym skażonym powietrzem, ale zakodowała całą istotę religii: nie było w tym uczuciu nic pozytywnego, oprócz myśli, że na zawsze pozostanę już człowiekiem, który na każdym swoim kroku, o ile to możliwe, przyczyniać się będzie do religii rozbrajania.

Niekonieczne jest jednak widzenie się z bestią w jej jaskini, aby to uczucie się zrodziło, dlatego myślę, że najlepsza okaże się w Twoim przypadku szczera rozmowa z matką i wyperswadowanie matce jej strachu o Twoje decyzje.
16-02-2009 18:00 
 Ocena 2 na 2
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
Bardzo fajnie napisałeś,
jak już faktycznie nie ma wyjścia trzeba wykorzystać to wydarzenie dla swojej korzyści. Może będzie kolejnym doświadczeniem budującym tożsamość ateisty.

Pozdrawiam
Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
niepodaje (338 punktów)
Pierwszy post, jestem tu nowy i po pierwsze chciałem się przywitać.

A wracając do tematu: Ja sobie totalnie zlałem. Na trzecie imię chciałem wziąć Kwadrat bądź Prymityw ( ), gdy ksiądz brał kolegów (tylko kolegów!) na kandydatów na lektorów i wybrał mnie po prostu nie przyszedłem. Całą mszę śmiałem się w duchu z biskupa (taki gruby, że namaszczał na siedząco), a przy samym namaszczeniu ledwo wytrzymałem i nie parsknąłem mu w twarz. A gdy później mówili, że właśnie przyjęliśmy ducha św. i że będziemy lepszymi ludźmi ja jakoś tego nie poczułem. Dalej robię to, co robiłem i co jest, według KK, "grzechem" (czyli np. jadam mięso w piątki, ośmielam się mieć inne zdanie niż kler w niektórych sprawach etc.).
Po prostu nie zrobiło to na mnie wrażenia, w ogóle tego nie przeżyłem i, jeśli jesteś zdecydowany co do swej postawy, radzę Ci zrobić to samo. Przyjąć ten sakrament mając go totalnie gdzieś, zamiast słuchać księdza na kazaniu, myśleć o czymś innym. To, że ktoś Ci pomaże czoło jakimś balsamem, nie oznacza wcale, że przejmie nad Tobą kontrolę, że opęta Cię.
A jeśli masz wyrobione poglądy i tak pewnie złożysz akt apostazji w wieku lat 18 lub gdy się usamodzielnisz i ów sakrament nie będzie miał żadnego znaczenia dla KK, a zakładam, ze dla Ciebie i tak nie ma.

A na spotkaniach przed bierzmowaniem czasem można wyłączyć mózg i odpocząć, trzeba tylko się zgłosić przy sprawdzaniu obecności. A i jeszcze dają czasem fajne obrazki.
16-02-2009 18:28 
 Ocena 1 na 1
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Przyjąć ten sakrament mając go totalnie gdzieś, zamiast słuchać księdza na kazaniu, myśleć o czymś innym. To, że ktoś Ci pomaże czoło jakimś balsamem, nie oznacza wcale, że przejmie nad Tobą kontrolę, że opęta Cię.

A czy nie sądzisz, że to trochę tak, że oni cię wykorzystali, aby pokazać otoczeniu, twojej parafii, rówieśnikom itd. że jest karność w szeregach, a ty opowiadasz, że to nie był gwałt na sumieniu tylko mały gwałcik. A mały gwałcik zawsze można jakoś znieść śpiewając sobie w duchu piosenki albo myśląc o czymś bardzo miłym...

Tak czy inaczej, ja tam cenię konsekwencję. Jeśli się da, warto o nią zabiegać. Ale wiem, że czasami można zostać przypartym do muru bez pola manewru. Tylko czy warto udawać, że tyci gwałcik nie jest taki zły?
16-02-2009 19:15 
 Ocena 3 na 3
WeekendWarrior (109 punktów)
>A i jeszcze dają czasem fajne obrazki.

Z pokemonami? Jeśli bez, to nie są fajne...

A tak szczerze - kolega, który napisał pierwszego posta może mieć poważniejszy problem niż sądzicie. Matki są wyjątkowo histeryczne, jeśli chodzi o sprawy (nie)wiary. Mogę jedynie doradzić zwrócenie uwagi na Twojej mamy irracjonalne usposobienie, tzn. szantażowanie w kwestii wolnego sumienia, gdzie nikt, z czystej przyzwoitości, moralności czy już nawet szacunku do prawa... Nikt nie ma prawa ingerować. I matka, jako osoba Ciebie kochająca, powinna to zrozumieć.
16-02-2009 19:30 
 Ocena 2 na 2
Terebint (795 punktów)
>>A i jeszcze dają czasem fajne obrazki.
>Z pokemonami? Jeśli bez, to nie są fajne...
>A tak szczerze - kolega, który napisał pierwszego posta może mieć poważniejszy problem niż sądzicie. Matki są wyjątkowo histeryczne, jeśli chodzi o sprawy (nie)wiary. Mogę jedynie doradzić zwrócenie uwagi na Twojej mamy irracjonalne usposobienie, tzn. szantażowanie w kwestii wolnego sumienia, gdzie nikt, z czystej przyzwoitości, moralności czy już nawet szacunku do prawa... Nikt nie ma prawa ingerować. I matka, jako osoba Ciebie kochająca, powinna to zrozumieć.
Być może chodzi o coś jeszcze bardziej przyziemnego, typu: "A co ludzie powiedzą"?
16-02-2009 19:51 
 Ocena 4 na 4
e.coli (338 punktów)

>Być może chodzi o coś jeszcze bardziej przyziemnego, typu: "A co ludzie powiedzą"?
>

Często chodzi głównie o to. Zwłaszcza, gdy mieszkasz w małym mieście, masz moherowe ciocie, twoje babcie szerzą 'kult księdza' a na religię w szkole chodzą wszyscy- no bo "co ludzie powiedzą".Dodatkowo rodzicom nie wytłumaczysz- uważają, że grzechem będzie jeśli nie zadbają o Twoje wychowanie religijne, do czego zresztą zostali 'zmuszeni' przy Twoim chrzcie. I jeżeli są 'nawiedzeni' przez wszystkie możliwe dobre duchy, to raczej nie licz na to, że szybko zaakceptują Twoją decyzję- przecież 'chodzi o Twoje zbawienie'. A to, że Ty w to zbawienie nie wierzysz i nie uwierzysz przez jakieś tam namaszczenie to już inna sprawa...

Czasem wojowanie nie ma sensu- użyłbym jedynie argumentu, że i tak mnie nie zmuszą i jeżeli chcą żebym im nie przeszkadzał to niech uszanują moje poglądy, jeżeli wolą "wojującego ateistę" to proszę bardzo, ale to będzie ich wina...

Wierz mi- niemal codziennie dyskutuję na różne tematy, ostatnio o ewolucji. I nijak takim nie wytłumaczysz, że nie ma dowodu na obalenie ewolucji- wiedzą swoje. I jeszcze nie mają pojęcia, czym ona jest. Ostatnio np. usłyszałem, że sam proces ewolucji tłumaczy powstanie życia ( a to niezgodne z doktryną!, to kłamstwo! blablablabla....) albo że ewolucja jest odpowiedzialna za zło w stylu wymierania gatunków. No i nieśmiertelny argument: "czemu zatem obecnie małpy nie zmieniają się w ludzi". Przy takich 'argumentach' ręce opadają. I często jest równie podobnie przy zmuszaniu do wiary- na nic Twoje argumenty czy chociażby stwierdzenie, że magiczne obrzędy nie uczynią Cię wierzącym, oni wiedzą swoje... "Już Ty się nawrócisz! A na pewno jak będziesz umierał! Bo jak trwoga to do Boga! Zapamiętaj sobie! Spłoniesz w piekle!"
Drost (115 punktów)
Ja np. dzielnie chodziłem na wszelkie przygotowania do bierzmowania i w ostatniej chwili stwierdziłem, że nie idę. Wszystkim gały wyszły na wierzch, ale jestem teraz dumnym ateistą
16-02-2009 19:53
 Ocena 10 na 10
Katarzyna (2198 punktów)

Witaj
Moim zdaniem człowiek całe życie wybiera. W tym sensie Mama może mieć rację z poszukiwaniem, tylko nie można przesądzać, czy poszukiwanie dotyczy wiary, czy niewiary. To czy Twój światopogląd w kwestiach wiary pozostanie niezmieniony, w chwili obecnej jest mniej istotne, moim zdaniem. Twoja Mama z pewnością da Ci prawo wyboru. Jeśli twoje zdanie jest chwilowe i za kilka lat zapragniesz przystąpić do bierzmowania, nie będzie przecież przeszkód. Rozumiem, że pragnie ułatwić Ci życie, tylko czy życie maksymalnie ułatwione jest wartością na tyle cenną aby szantażować bliską osobę?
To dobrze, że jest uparta. Dzięki temu nauczyła Cię walczyć o swoje przekonania. Jestem pewna, że jest również mądrą osobą i zdaje sobie sprawę, jak ważne jest nauczenie dziecka postępowania w zgodzie z własnym sumieniem.
Gratuluję Twojej Mamie. To dzięki niej jesteś uczciwy wobec samego siebie, a dla mnie to wyjątkowa cecha.

pozdrawiam Oboje


"Największą chlubą nie jest to, aby się nigdy nie potknąć, ale to, aby po każdym upadku dźwignąć się i stanąć na nogi."
diogenes (42753 punktów)
Stało się.
Nie wybieraliśmy sobie rodziców.
Rodzice nie wybierali nas.
Przemyśl wszystkie za i przeciw .
Rób to, co podpowiada wolność. Jak trzeba -
bądź chytry.
K.B. (36 punktów)
Teraz rodzic mi mówi, że mogę wierzyć w co chcę, ale dopiero po bierzmowaniu.

...

Czy nie jest to bez sensu? :S
16-02-2009 21:38 
 Ocena 3 na 3
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>Teraz rodzic mi mówi, że mogę wierzyć w co chcę, ale dopiero po bierzmowaniu.
>...
>Czy nie jest to bez sensu? :S
>

I to jak!
Hahahaha.

Ty już wiesz co zrobić. Zrób to.

Powodzenia
Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
16-02-2009 21:42 
 Ocena 10 na 10
diogenes (42753 punktów)
>Czy nie jest to bez sensu?

Katolicy mają dziwne zboczenie: bardziej od dzieci kochają ich dusze.
A z duszami to wiadomo, że nic nie wiadomo.
18-02-2009 12:50 
 Ocena 2 na 2
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Teraz rodzic mi mówi, że mogę wierzyć w co chcę, ale dopiero po bierzmowaniu.
>...
>Czy nie jest to bez sensu? :S

Idź do sklepu, kup spaghetti, ugotuj, zrób z tego bacik i jak mama pojawi się na horyzoncie pacnij ją w łeb, a potem powiedz, że została namaszczona przez Jego Makaronową Doskonałość Latającego Potwora Spaghetti i wszystko, co teraz czyni jest ku Jego chwale. Musi także przestrzegać praw, które Potwór objawił człowiekowi:
"Naprawdę wolałbym, żebyś nie używał Mojego istnienia jako narzędzia do uciskania, ciemiężenia, karania, patroszenia lub bycia złośliwym wobec innych."


Radon (29 punktów)
>Ostatnio powiedziałem mojej mamie, że nie wierzę w Boga i jestem ateistą.

Moim zdaniem masz 3 problemy (a nie dwa):
1. Mama,
2. Określasz się jako ateista,
3. Masz korzenie wierzącego.

Jeżeli tak nie jest - to popraw. Być może chcesz wyrzucić ten 3-ci powód. Ale w-g mnie to właśnie dlatego szukasz pomocy.

Teraz z innej beczki. Człowiek jest krzywdzony wtedy, gdy na pierwszym miejscu jest coś ważniejszego od niego i dla "tego ważniejszego" musi zrezygnować ze swobody, przyjemości, samostanowienia, światopoglądu, wielu innych rzeczy ... i w końcu musi zrezygnować z życia. Tym czymś ważniejszym jest IDEA. System totalitarny, zazdrosna religia - tworzą doktryny, przy których lub dla których życie człowieka (jednostki) nie jest istotne. Przykładów dostarcza historia - sam je znasz.

I teraz chodzi o to, żebś nie popełnił analogicznego błędu i nie postaiwł powodów "ideologicznych" wyżej niż dobro jednostki, tu bardzo konkretnie myślę o kochającej Mamie. Trzeba wybrnąć z sytuacji politycznie - knifem. Osobiście miałem taki problem, ale z innego powodu niż religia. Musiałem mojej Mamie powiedzieć NIE, a wszyscy znajomi, u których się konsultowałem, odradzali mi to. W końcu zdałem sobie sprawę, że nikt przy zdowych zmysłach nie napuści mnie na Matkę. Jestem zdany sam na siebie.

Pomyśl, może coś wykombinujesz. Jestem przekonany, że jedną z wątpliwości Mamy (i moją), jest to, że jesteś młody i możesz zmienić zdanie, przy całym szacunku dla twojego stanowiska. Ja (i twoja Mama) żyjemy dłużej i widzieliśmy osoby zaskakująco zmieniające poglądy. Wg mnie Mama nie chce, żebyś coś spalił, czego potem nie da się odwrócić. (To nie rada dla Ciebie, a tylko tłumaczenie stanowiska Mamy).

Życzę Ci żebyś został dobym ateistą. A to jest nie jest łatwe.
"R"
Tronicki (280 punktów)
idź do prokuratury i zamknij mamę w więzieniu.
w 95% taki ateizm jest objawem buntu wobec zasad wyznawanych przez KK i dlatego nie będzie przez nikogo brany na serio, to jest taki współczesny młodzieńczy lans często po to aby wkurzyć Starych i powymądrzać się znajomością konstytucji. Musisz się zastanowić czy nie jesteś zwykła masą która idzie za trendem, czy rzeczywiście jesteś prawdziwym ateistą, moim zdaniem 15 lat to za mało aby móć mieć wyrobiony światopogląd(wiem to z autopsji).
Cóż jesteś pod opieką rodziców i mogą oni robić wszystko tak aby wychować ciebie jak chcą, ty za to możesz sie twardo upierać przy swoim, wygra ten kto jest wytrwalszy. Na konstytucje sie nie powołuj, gdyż rodzice najprawdopodobniej powiedzą że była wymyślona przez komunistę Kwaśniewskiego a takiego aktu prawnego nie można akceptować. Zastanów się czy warto walczyć z rodzicami, może kiedyś ci sie przyzna bierzmowanie, może uznasz że odnalazłeś Boga, jak nie to zawsze pozostaje apostazja, niezależnie od twego wyboru i tak zawsze możesz powrócić do stanu poprzedniego, możesz przyjąć bierzmowanie w przyszłości, bądź odrzucić wiarę, zastanów się więc czy warto o takie coś kłócić się z rodzicami, wasze więzi i tak są najważniejsze.
17-02-2009 00:06 
 Ocena 8 na 8
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>w 95% taki ateizm jest objawem buntu wobec zasad wyznawanych przez KK i dlatego nie będzie przez nikogo brany na serio, to jest taki współczesny młodzieńczy lans często po to aby wkurzyć Starych i powymądrzać się znajomością konstytucji. Musisz się zastanowić czy nie jesteś zwykła masą która idzie za trendem, czy rzeczywiście jesteś prawdziwym ateistą, moim zdaniem 15 lat to za mało aby móć mieć wyrobiony światopogląd(wiem to z autopsji).

I tu się mocno mylisz. W wieku 15 lat można już wiedzieć, że się nie wierzy i nie uwierzy. I światopogląd na ten temat można mieć już wyrobiony. Ja, brak możliwości wiary uświadomiłam sobie dużo wcześniej.
Bierzmowanie można przyjąć jak również chrzest w wieku już całkiem dorosłym. Gdyby delikwentowi później bardzo zależało.
Dziwię się , że jako wierzący namawiasz tego 15 latka do oszukiwania Boga.
Bo przecież jeżeli nie wierzy to popapranie kogoś olejem nic przecież nie wnosi do jego życia. A podobno jest to ważny sakrament! Ale należy wziąć pod uwagę, że jeżeli nawet da się pomazać skoro nie wierzy ( w tej chwili) to i tak ten sakrament jest podobno nie ważny.
Katolicy już tak mają, w co innego wierzą , co innego głoszą, i co innego przestrzegają.
Pozdrawiam.
17-02-2009 07:56 
 Ocena 3 na 3
K.B. (36 punktów)
>idź do prokuratury i zamknij mamę w więzieniu.
>w 95% taki ateizm jest objawem buntu wobec zasad wyznawanych przez KK i dlatego nie będzie przez nikogo brany na serio, to jest taki współczesny młodzieńczy lans często po to aby wkurzyć Starych i powymądrzać się znajomością konstytucji. Musisz się zastanowić czy nie jesteś zwykła masą która idzie za trendem, czy rzeczywiście jesteś prawdziwym ateistą, moim zdaniem 15 lat to za mało aby móć mieć wyrobiony światopogląd(wiem to z autopsji).
>Cóż jesteś pod opieką rodziców i mogą oni robić wszystko tak aby wychować ciebie jak chcą, ty za to możesz sie twardo upierać przy swoim, wygra ten kto jest wytrwalszy. Na konstytucje sie nie powołuj, gdyż rodzice najprawdopodobniej powiedzą że była wymyślona przez komunistę Kwaśniewskiego a takiego aktu prawnego nie można akceptować. Zastanów się czy warto walczyć z rodzicami, może kiedyś ci sie przyzna bierzmowanie, może uznasz że odnalazłeś Boga, jak nie to zawsze pozostaje apostazja, niezależnie od twego wyboru i tak zawsze możesz powrócić do stanu poprzedniego, możesz przyjąć bierzmowanie w przyszłości, bądź odrzucić wiarę, zastanów się więc czy warto o takie coś kłócić się z rodzicami, wasze więzi i tak są najważniejsze.

Uwierz mi, ja się nie buntuje. Nawet bym nie zaczynał rozmowy z rodzicami gdybym nie był pewien.
17-02-2009 16:02 
 Ocena 5 na 5
DawidKarolkievitz (984 punktów)
> moim zdaniem 15 lat to za mało aby móć mieć wyrobiony światopogląd(wiem to z autopsji).

Taaa... natomiast 3- miesięczne niemowlę szczerze przeżywa obcowanie z Najwyższym; świadome swej decyzji o przystąpieniu do "ciała chrystusowego" rozważa istotę trójcy świętej a także dualizmu ludzkiego jestestwa. Następnie z wiekiem głupieje i się ateizuje (był tu taki jeden Ocykan- prozaik, mentor, felietonista, twórca słynnego cyklu "Zagadki Ocykana"- przybijcie sobie piątkę).

> może uznasz że odnalazłeś Boga

acha...

> jak nie to zawsze pozostaje apostazja, niezależnie od twego wyboru i tak zawsze możesz powrócić do stanu poprzedniego, możesz przyjąć bierzmowanie w przyszłości, bądź odrzucić wiarę,

Wczoraj byłem komunistą, dzisiaj jestem ministrantem...

> zastanów się więc czy warto o takie coś kłócić się z rodzicami, wasze więzi i tak są najważniejsze.

Powiedz to jego rodzicom.


"...wiesz co robię, puszczam Cię przodem
byś śladów stóp mych nie widział..."
Moja Adrenalina "Radio Żywych"
glingor (640 punktów)
>Co mam zrobić? Pomocy,
>

Jest prosty scenariusz mówisz, że nie chcesz kłamać.
Idziesz do spowiedzi negujesz 3-4 dogmaty ew. wymieniasz parę "grzechów"
stwierdzasz, że nie żałujesz i będziesz robił tak dalej.
Prosisz o potwierdzenie na piśmie od spowiednika, że nie dostałeś rozgrzeszenia.
Robisz ksero dajesz mamie mówisz, że nie zostałeś dopuszczony bo nie dostałeś rozgrzeszenia.

Oryginał zachowaj oprawisz kiedyś w ramkę.

Wszyscy chcą żyć po śmierci, a nikt nie chce żyć przed poczęciem
17-02-2009 11:56 
 Ocena 2 na 2
Terebint (795 punktów)
>>Co mam zrobić? Pomocy,
>>K. B.
>>
>Jest prosty scenariusz mówisz, że nie chcesz kłamać.
>Idziesz do spowiedzi negujesz 3-4 dogmaty ew. wymieniasz parę "grzechów"
>stwierdzasz, że nie żałujesz i będziesz robił tak dalej.
>Prosisz o potwierdzenie na piśmie od spowiednika, że nie dostałeś rozgrzeszenia.
>Robisz ksero dajesz mamie mówisz, że nie zostałeś dopuszczony bo nie dostałeś rozgrzeszenia.
>Oryginał zachowaj oprawisz kiedyś w ramkę.

Na serio jest taka 'prawna' możliwość? Dostania na piśmie potwierdzenia, że nie dostało się rozgrzeszenia? Jeżeli tak, to faktycznie dobry pomysł na wymiganie się od bierzmowania.
17-02-2009 16:22 
 Ocena 1 na 1
DawidKarolkievitz (984 punktów)

>Na serio jest taka 'prawna' możliwość?

Oczywiście. Głosisz treści wbrew naukom kościoła- poczytaj prawo kanoniczne, rzuć kilkoma punktami, które złamałeś. Kiedyś plasnęliby w twarz ekskomuniką teraz tylko brak rozgrzeszenia.

Swoją drogą, jak zasłużyć na ekskomunikę?

"...wiesz co robię, puszczam Cię przodem
byś śladów stóp mych nie widział..."
Moja Adrenalina "Radio Żywych"
Adamiak (36436 punktów)
>>Co mam zrobić? Pomocy,
>>K. B.
>>
>Jest prosty scenariusz mówisz, że nie chcesz kłamać.
>Idziesz do spowiedzi negujesz 3-4 dogmaty ew. wymieniasz parę "grzechów"

Czytałeś post tytułowy, Glingor?
Ja przeczytałem, że Kacper jest, czuje się ateistą... więc zastanów się, chłopie, o czym piszesz.

Chyba, że to żart.
20-02-2009 10:18 
 Ocena 1 na 1
glingor (640 punktów)
>>>Co mam zrobić? Pomocy,
>>>K. B.
>>>
>>Jest prosty scenariusz mówisz, że nie chcesz kłamać.
>>Idziesz do spowiedzi negujesz 3-4 dogmaty ew. wymieniasz parę "grzechów"
>Czytałeś post tytułowy, Glingor?
>Ja przeczytałem, że Kacper jest, czuje się ateistą... więc zastanów się, chłopie, o czym piszesz.
>Chyba, że to żart.
>

Czytałem post tytułowy Adamiaku, właśnie na niego odpisałem,
bazując na własnym doświadczeniu, które nie było na etapie bierzmowania,
ale niedługo później.

To nie żart.

Nad czym się mam zastanawiać ?

Mnie pójście do kościoła nie pali jak słońce wampira.
I mogę porozmawiać z księdzem jak z człowiekiem.

W czym ty widzisz problem ?

Ja mu wcale nie mówię że ma padać na kolana i mówić regułki.
Nie wiem może słabo pamiętam,
ale moja ostatnia spowiedź wyglądała jak rozmowa,
dwóch siedzących ludzi gadających przez drewnianą kratkę.
Sam niestety nie poprosiłem o potwierdzenie odmowy rozgrzeszenia,
a szkoda, właściwie to nawet nie prosiłem o rozgrzeszenie.
Nie żałowałem swoich czynów i od tego czasu nie żałuje niczego.
Jeśli miałbym czegoś żałować nie robię tego.


Wszyscy chcą żyć po śmierci, a nikt nie chce żyć przed poczęciem
20-02-2009 12:24 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>Czytałeś post tytułowy, Glingor?
>>Ja przeczytałem, że Kacper jest, czuje się ateistą... więc zastanów się, chłopie, o czym piszesz.
>>Chyba, że to żart.
>>
>Czytałem post tytułowy Adamiaku, właśnie na niego odpisałem,

>To nie żart.
>Nad czym się mam zastanawiać ?
>Mnie pójście do kościoła nie pali jak słońce wampira.
>I mogę porozmawiać z księdzem jak z człowiekiem.
>W czym ty widzisz problem ?
>Ja mu wcale nie mówię że ma padać na kolana i mówić regułki.

Chyba rzeczywiście pomyliłem posty.
Ja przeczytałem ten:
>Ostatnio powiedziałem mojej mamie, że nie wierzę w Boga i jestem ateistą [...] Mimo tego iż nie wierzę i tego nie chce , mama zmusza mnie do pójścia [...] Ja jestem jednak innego zdania - pójście na bierzmowanie byłoby wbrew mojemu sumieniu .

>>Zgodnie z Konstytucją RP, artykuł 53, ustawa 6 - mama nie ma prawa mnie zmuszać:
>>"Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. "

>Co mam zrobić? Pomocy,

Z tego co się orientuję, Glingor, cały czas radzisz komuś (przyznaję - nie wiem komu), jak ma uczestniczyć w praktykach religijnych po to, by w nich nie uczestniczyć ...

Więc nie tylko odnosimy się do innych tekstów, ale też- pewnikiem- na innych portalach, bo pomysł, że mamy inne internety odczytasz jak żart...
glingor (640 punktów)
Skoro dla ciebie rozmowa z księdzem jest praktyką religijną.

To nie będę się wysilać na budowanie zdań, które temu przeczą, aby nie zostać nazwanym praktykującym budowlańcem.

Wszyscy chcą żyć po śmierci, a nikt nie chce żyć przed poczęciem
Adamiak (36436 punktów)
>Skoro dla ciebie rozmowa z księdzem jest praktyką religijną.

Napisałeś:
> Idziesz do spowiedzi negujesz 3-4 dogmaty ew. wymieniasz parę "grzechów".

>To nie będę się wysilać na budowanie zdań, które temu przeczą, aby nie zostać nazwanym praktykującym budowlańcem.

Dla mnie to nie obelga, jakem dekarz praktykujący
25-02-2009 09:02 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Ja mu wcale nie mówię że ma padać na kolana
Przy konfesjonale jest klęcznik, a zamknięty w środku siedzi.

Więc żeby rozmawiać trzeba albo uklęknąć, albo zabrać jakieś krzesełko, np. wędkarskie.

Z tą spowiedzią to świetny pomysł, bo odsłania fundamentalną sprzeczność doktryny religijnej. Kto nie wierzy jest grzesznikiem, więc jako grzesznik powinien się wyspowiadać, ale spowiedź niewierzących nie dotyczy...

Więc może kiedyś ateiści ruszą z wędkarskimi krzesełkami na konfesjonały? Emblematy z rybką Darwina byłyby do takich krzesełek całkiem a propos.
.
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>>Ja mu wcale nie mówię że ma padać na kolana
>Przy konfesjonale jest klęcznik, a zamknięty w środku siedzi.
>Więc żeby rozmawiać trzeba albo uklęknąć, albo zabrać jakieś krzesełko, np. wędkarskie.
>Z tą spowiedzią to świetny pomysł, bo odsłania fundamentalną sprzeczność doktryny religijnej. Kto nie wierzy jest grzesznikiem, więc jako grzesznik powinien się wyspowiadać, ale spowiedź niewierzących nie dotyczy...
>Więc może kiedyś ateiści ruszą z wędkarskimi krzesełkami na konfesjonały? Emblematy z rybką Darwina byłyby do takich krzesełek całkiem a propos.
>.
>

Ja tam wolę trzy szóstki Albo trzy siódemki - nowy, lepszy szatan!

777!
Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>trzy siódemki - nowy, lepszy szatan!
Bo jeszcze, co nie daj Boże, dostałbyś rozgrzeszenie.
.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Ja tam wolę trzy szóstki Albo trzy siódemki - nowy, lepszy szatan!
>777!
Te trzy siódemki, to świetny pomysł. Warto podrzucić osobie odpowiedzialnej za PR w PSR.
Siódemka jest uważana za cyfrę przynoszącą szczęście. Posiada jeszcze jakieś inne magiczne właściwości, ale zapomniałem już jakie i nie chce mi się szukać (może ktoś podpowie?)

Pozdrawiam - Zbyszek


Prawda jest jedna.
27-02-2009 00:23 
 Ocena 2 na 2
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>>Ja tam wolę trzy szóstki Albo trzy siódemki - nowy, lepszy szatan!
>>777!
>Te trzy siódemki, to świetny pomysł. Warto podrzucić osobie odpowiedzialnej za PR w PSR.
>Siódemka jest uważana za cyfrę przynoszącą szczęście. Posiada jeszcze jakieś inne magiczne właściwości, ale zapomniałem już jakie i nie chce mi się szukać (może ktoś podpowie?)
> Pozdrawiam - Zbyszek
>
Prawda jest jedna.


Hahaha. A ja nie jestem przesądny i to był tylko dowcip. Znam więcej takich wieloznacznych dowcipów, np:

66 - mały szatan
669 - tutaj można snuć różne domysły
667 - szatan plus 1
999 - szatan na głowie
997 - wiadomo

Pozdrawiam,
Adam


Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
27-02-2009 02:19 
 Ocena 3 na 3
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Hahaha. A ja nie jestem przesądny i to był tylko dowcip.
Mogę tylko odpowiedzieć tym samym zdaniem.
Przesądny racjonalista - tylko tego brakowało. Od razu by mnie wyrzucili...

Pozdrawiam - Zbyszek

P.S: Ale musisz przyznać, że te siódemki wyglądają ładnie.


Prawda jest jedna.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Mimo tego iż nie wierzę i tego nie chce, mama zmusza mnie do pójścia, bo mówi, że mi
>się to w życiu przyda, że jej jeszcze podziękuje - po prostu żebym to wziął jako obowiązkową lekcję.
Skoro mama używa argumentu, że "przyda Ci się to", możesz odpowiedzieć, że zawsze będziesz mógł przystąpić do bierzmowania w przyszłości, kiedy być może zmieni się Twój światopogląd.
Mój kolega - ateista ożenił się z dziewczyną z bardzo religijnej rodziny. Dla własnego spokoju wziął ślub kościelny, oczywiście zaliczając wcześniej wszystkie konieczne sakramenty, łącznie z chrztem. Nadal pozostaje ateistą.

Jestem ateistą, ale kiedyś głęboko wierzyłem w Boga. Posiadam wszystkie sakramenty, łącznie ze świadectwem dojrzałości z religii. Ślubu kościelnego nie braliśmy.
Moja córka, choć niewierząca, posiada wszystkie sakramenty.
Mojemu synowi nie chciało się uczyć i nie poszedł do bierzmowania.
Oczywiście nikt nie wywierał na nie żadnego nacisku.

>Ja jestem jednak innego zdania - pójście na bierzmowanie byłoby wbrew mojemu sumieniu.
Muszę przyznać, że mi imponujesz. W Twoim wieku taka bezkompromisowa postawa, to rzadkość.

>Próbowałem to jej wytłumaczyć, jednak ona jest uparta i nie chce się ugiąć.
Według mnie wszystko zależy od siły nacisku, jaki będzie wywierała na Ciebie mama. Jeżeli postawi sprawę na ostrzu noża, to być może powinieneś się ugiąć?
Sam nie wiem...

Pozdrawiam - Zbyszek


Prawda jest jedna.
17-02-2009 12:51 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>Mimo tego iż nie wierzę i tego nie chce, mama zmusza mnie do pójścia, bo mówi, że mi
>>się to w życiu przyda, że jej jeszcze podziękuje - po prostu żebym to wziął jako obowiązkową lekcję.
Rytuały indoktrynacyjne światopoglądowo nie są obowiązkowe w Polsce.

>Skoro mama używa argumentu, że "przyda Ci się to"...
To używa manipulacji, bo chce wymusić na synu swój pogląd - chodzi jej o swoją korzyść, nie Kacpra.

>Muszę przyznać, że mi imponujesz. W Twoim wieku taka bezkompromisowa postawa, to rzadkość.

Mnie też imponuje - byłem podobny w jego wieku.

>>Próbowałem to jej wytłumaczyć, jednak ona jest uparta i nie chce się ugiąć.
>Według mnie wszystko zależy od siły nacisku, jaki będzie wywierała na Ciebie mama. Jeżeli postawi sprawę na ostrzu noża, to być może powinieneś się ugiąć?

Kacper mi imponuje, dopóki się nie ugnie.

>Sam nie wiem...
Nie wiesz...?

>
Prawda jest jedna.

Ta ugięta?

Pozdrawiam bez ironii, Zbyszku.
17-02-2009 15:10 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>>Skoro mama używa argumentu, że "przyda Ci się to"...
>To używa manipulacji, bo chce wymusić na synu swój pogląd - chodzi jej o swoją korzyść, nie Kacpra.
A może faktycznie przyda mu się to w życiu? Może zmieni światopogląd?
Może ten jego ateizm wynika z potrzeby wyróżnienia się w środowisku, jest jakąś formą "szpanowania". Tak, jak niektórzy szpanują paleniem papierosów, dziewczyną, furą czy głośnym zachowaniem. Często chodzi po prostu o zwrócenia na siebie uwagi.
Nie wiemy, jak jest faktycznie - być może, nawet Kacper tego nie wie...
Tronicki może mieć rację:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,183694#w183846

Napisałem:
Cytat:
Skoro mama używa argumentu, że "przyda Ci się to", możesz odpowiedzieć, że zawsze będziesz mógł przystąpić do bierzmowania w przyszłości, kiedy być może zmieni się Twój światopogląd.

Skoro jesteś zwolennikiem teorii, że ludzie robią wszystko ze zwykłego egoizmu to może dla swojej własnej korzyści Kacper powinien pójść do bierzmowania?

>>Według mnie wszystko zależy od siły nacisku, jaki będzie wywierała na Ciebie mama. Jeżeli postawi sprawę na ostrzu noża, to być może powinieneś się ugiąć?
>Kacper mi imponuje, dopóki się nie ugnie.
Przeginasz i wywierasz presję na dziecko.
Zwróć uwagę, jak racjonaliści rzucili się hurmem, by pozyskać nową owieczkę. Czy nie przypomina Ci to czegoś? Nieważne uczucia matki - "rób swoje". Bardzo łatwo radzić komuś coś takiego, siedząc wygodnie przed monitorem.
I to:
Cytat:
Nie przejmuj się mamą, nic jej nie będzie, a szantaż?/ Adam Wojtkiewicz

Tymczasem to Kacper poniesie ewentualne konsekwencje naszych "dobrych rad".
A dobrymi radami...

>>Sam nie wiem...
>Nie wiesz...?
Nie wiem.
To jest skomplikowana sprawa. Nie wiemy, jaką osobą jest matka Kacpra.
Na pewno jest osobą nerwową, co nie wróży dobrze:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,183694#w183714
Może należeć do środowiska RM. Nie chciałbym pisać tu o inteligencji i wykształceniu, ale są to sprawy nadzwyczaj istotne. Istotny jest również jej osobisty stosunek do pasterzy. Z postu Kacpra wynika, że jest to stosunek emocjonalny, być może bardziej istotny nawet od samej wiary. Są to przesłanki pozwalające stwierdzić, że ksiądz może być dla niej ważniejszy od syna, tego nie da się wykluczyć, niestety.
Moja teściowa ma podobnie. Najważniejsi są Ojcowie Prowadzący, a właściwie ich aparycja. Teściowa nadzwyczaj interesuje się urodą tychże... Ponieważ jest samotna od czterdziestu lat, Ci mężczyźni stają się substytutem męża w domu.

>>Prawda jest jedna.
>Ta ugięta?
Celnie, celnie... za to też Cię lubię.
Żałuję, ale nie potrafię dowcipnie zripostować. Brak talentu.

>Pozdrawiam bez ironii, Zbyszku.
Wiem.

Pozdrawiam - Zbyszek

P.S:
Zwróć uwagę na te posty, prezentują wyważone opinie.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,183694#w183741
www.racjonalista.pl/forum.php/s,183694#w183848

P.S,P.S: I tak zleciało półtorej godziny(a siedzę na R już ponad cztery... )

Prawda jest jedna.
17-02-2009 15:33 
 Ocena 9 na 9
B. (36 punktów)
>>>Skoro mama używa argumentu, że "przyda Ci się to"...
>>To używa manipulacji, bo chce wymusić na synu swój pogląd - chodzi jej o swoją korzyść, nie Kacpra.
>A może faktycznie przyda mu się to w życiu? Może zmieni światopogląd?
>Może ten jego ateizm wynika z potrzeby wyróżnienia się w środowisku, jest jakąś formą "szpanowania". Tak, jak niektórzy szpanują paleniem papierosów, dziewczyną, furą czy głośnym zachowaniem. Często chodzi po prostu o zwrócenia na siebie uwagi.
>Nie wiemy, jak jest faktycznie - być może, nawet Kacper tego nie wie...
>Tronicki może mieć rację:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,183694#w183846

Wypraszam sobie.
Nie robiłbym sobie tyle problemów tylko po to, aby "zaszpanować".
17-02-2009 19:06 
 Ocena 2 na 2
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Nie robiłbym sobie tyle problemów tylko po to, aby "zaszpanować".
Mój punkt widzenia przedstawiłem tu:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,183694#w183954

Post, do którego treści się odniosłeś jest szerszą analizą, opartą na znajomości realiów codziennego życia. Możesz to uznać za bezpodstawne spekulacje. Nie kwestionuję Twojej szczerości, jednak młodzi ludzie są w stanie zrobić bardzo wiele dla szpanu.

>Wypraszam sobie.
Jeżeli poczułeś się urażony - przepraszam Cię i życzę właściwego wyboru.

Pozdrawiam - Zbyszek

Prawda jest jedna.
17-02-2009 18:56 
 Ocena 6 na 6
Adamiak (36436 punktów)
>>>Skoro mama używa argumentu, że "przyda Ci się to"...
>>To używa manipulacji, bo chce wymusić na synu swój pogląd - chodzi jej o swoją korzyść, nie Kacpra.
>A może faktycznie przyda mu się to w życiu? Może zmieni światopogląd?
Możliwe, ale teraz nie chce zmienić - proponuję nie zmieniać mu na siłę.

>Może ten jego ateizm wynika z potrzeby wyróżnienia się w środowisku, jest jakąś formą "szpanowania".
Wolno mu.

>Tak, jak niektórzy szpanują paleniem papierosów, dziewczyną, furą czy głośnym zachowaniem.
Każdy coś wybiera.

>Często chodzi po prostu o zwrócenia na siebie uwagi.
Jeśli nawet chce "zwracać na siebie uwagę" - też mu wolno.
Robi to w oryginalny sposób i na własny rachunek - tym mi imponuje.

>Nie wiemy, jak jest faktycznie - być może, nawet Kacper tego nie wie...
Kacper wie - Ty, my ani nikt inny życia za niego nie przeżyje.

>Tronicki może mieć rację:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,183694#w183846
To konformistyczny bełkot okraszony stwierdzeniem: "zastanów się więc czy warto o takie coś kłócić się z rodzicami, wasze więzi i tak są najważniejsze", przy czym Tronicki "skromnie" nie dodał, że jest to oportunistyczne "przyznawanie racji dla świętego spokoju" oraz chyba zapomniał (lub nie wie), że cenniejsze od więzi "za wszelką cenę" są więzi partnerskie, przy czym zakładam, że nie piszemy o patologii.

>Napisałem:
>Cytat:
Skoro mama używa argumentu, że "przyda Ci się to", możesz odpowiedzieć, że zawsze będziesz mógł przystąpić do bierzmowania w przyszłości, kiedy być może zmieni się Twój światopogląd.

Słusznie.

>Skoro jesteś zwolennikiem teorii, że ludzie robią wszystko ze zwykłego egoizmu to może dla swojej własnej korzyści Kacper powinien pójść do bierzmowania?
Na razie dla własnej korzyści emocjonalnej chce nie iść .

>>Kacper mi imponuje, dopóki się nie ugnie.
>Przeginasz i wywierasz presję na dziecko.
Czytam wątek od początku i "plusuję", Kacpra również i przede wszystkim.
A presję wywiera cały świat z rodzicami na czele.

>Zwróć uwagę, jak racjonaliści rzucili się hurmem, by pozyskać nową owieczkę.
>Czy nie przypomina Ci to czegoś? Nieważne uczucia matki - "rób swoje". Bardzo łatwo radzić komuś coś takiego, siedząc wygodnie przed monitorem.
Owszem, śledzę wątek - każdy czerpie z tego jakieś korzyści... Kacper też nie napisał, by stracić

>I to:
> Cytat:
Nie przejmuj się mamą, nic jej nie będzie, a szantaż?/ Adam Wojtkiewicz

>Tymczasem to Kacper poniesie ewentualne konsekwencje naszych "dobrych rad".
Mylisz się, Zbyszku, "jak sobie Kacper pościele, tak się wyśpi" - poniesie konsekwencje swojej decyzji.

>To jest skomplikowana sprawa. Nie wiemy, jaką osobą jest matka Kacpra.
>Na pewno jest osobą nerwową, co nie wróży dobrze:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,183694#w183714
Odczytałem to jako szantaż emocjonalny ("ostatnią deskę ratunku" Mamy) w wyniku podświadomego poczucia racji Kacpra, ale przy "cięższej gatunkowo" presji środowiska.

>Zwróć uwagę na te posty, prezentują wyważone opinie.
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,183694#w183741
Znamienne: "w dyskusji z normalną, kochającą mamą artykuł konstytucji nie jest żadnym argumentem a raczej obelgą" - pisze jad11...
Ja miałem kochającą Mamę, a jej "normalność" polegała na tym, że dawała mi wolną rękę w takich sprawach... za co szanowaliśmy się oboje bez strat (wręcz przeciwnie!) dla uczuć.

>www.racjonalista.pl/forum.php/s,183694#w183848
MociumPan też uważa, iż życie w Polsce powinno implikować specjalną odmianą norm moralnych .
Ja nie jestem koniunkturalistą - staram się od ponad 40 lat

>P.S,P.S: I tak zleciało półtorej godziny(a siedzę na R już ponad cztery... )
Mam urlop więc siedzę ile chcę

Pozdrawiam.
17-02-2009 19:32 
 Ocena 2 na 2
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

Trudno nie przyznać Ci racji, co zresztą czynię z przyjemnością. Jestem trochę przekorny, ale chętnie zgadzam się z racjonalnymi argumentami.

Zostało jeszcze to:
Cytat:
Potem mówiła, żebym to zrobił dla niej, a nie dla siebie... Jestem w tym momencie bezradny. :/

I co Ty na to?

>Ja miałem kochającą Mamę, a jej "normalność" polegała na tym, że dawała mi wolną rękę w takich sprawach... za co szanowaliśmy się oboje bez strat (wręcz przeciwnie!) dla uczuć.
Mama Kacpra jest inna. Czy to znaczy, że go nie kocha?
A czy on kocha ją?

Pozdrawiam - Zbyszek


Prawda jest jedna.
17-02-2009 20:28 
 Ocena 6 na 6
Adamiak (36436 punktów)
>Trudno nie przyznać Ci racji, co zresztą czynię z przyjemnością. Jestem trochę przekorny, ale chętnie zgadzam się z racjonalnymi argumentami.
Dzięki.

>Zostało jeszcze to:
>Cytat:
Potem mówiła, żebym to zrobił dla niej, a nie dla siebie... Jestem w tym momencie bezradny. :/

>I co Ty na to?
Z wypowiedzi Kacpra wyraźnie wynika, że czuje się szantażowany.
Ja odpowiedziałbym Mamie pytaniem: w jaki sposób łączysz "kochanie mnie" z chęcią robienia tego moim kosztem...?

Oczywista, że to pytanie werbalizuję w oparciu o swoją, aktualną wiedzę, ale mnie rodzice nie stawiali przed takimi wyborami.
Uważam, że takie stawianie sprawy przez kochającą(?) osobę jest zwyczajnie nieuczciwe.

>>Ja miałem kochającą Mamę, a jej "normalność" polegała na tym, że dawała mi wolną rękę w takich sprawach... za co szanowaliśmy się oboje bez strat (wręcz przeciwnie!) dla uczuć.
>Mama Kacpra jest inna.
Właśnie o tym czytam w tekstach Kacpra.

>Czy to znaczy, że go nie kocha?
>A czy on kocha ją?
Ciekawe pytanie... choć źle, zupełnie nie do mnie, adresowane, lecz analizując (nie oceniając) tylko teksty Kacpra- przyjmując u niego (instrumentalnie) brak tendencyjności oraz "przeginania" - Mama bardziej kocha siebie.

Zastrzegam, że nie znając punktu widzenia Mamy Kacpra, przyjmuję jego wersję- posiłkowo- za pewnik.
Rzetelna analiza bez poznania przeciwnych argumentów jest niemożliwa.

Pozdrawiam.
17-02-2009 20:36 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)
Jeżeli nie wiesz jak się zachować - zachowaj się przyzwoicie.
Znaczy zgodnie z sobą.
26-02-2009 09:39 
 Ocena 1 na 1
Spock (187 punktów)

>Mój kolega - ateista ożenił się z dziewczyną z bardzo religijnej rodziny. Dla własnego spokoju wziął ślub kościelny, oczywiście zaliczając wcześniej wszystkie konieczne sakramenty, łącznie z chrztem. Nadal pozostaje ateistą.

Przerabiałem to samo - czego to człowiek z miłości nie robi
Ja mam jeszcze lepiej bo szwagier jest księdzem
Nasz szczęście jakos nie zaczyna ze mną rozmów - jeszcze straci wiarę i bedzie. Co biedak w życiu będzie robił ..

To tak trochę off-topic.
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
Jest pewien sposób, ale nie jest on ani łatwy, ani przyjemny. Jestem o rok starsza od Ciebie, a do bierzmowania nie poszłam właśnie z tego powodu.

Szkoła jest dość daleko, jeśliby iść na piechotę zajmuje to około 15-30 minut. Szybkim marszem, oczywiście, a jak dojdziesz to jesteś padnięty Do szkoły miałam na 8:00, wychodziłam o około 14:00, potem musiałam 2 godziny szwendać się po wstrętnym, nudnym osiedlu, na którym dosłownie nic nie ma oprócz bloków i trawnika. Oczywiście z plecakiem 5 kilo na ramieniu :> Potem z tym plecakiem musiałam iść pod kościół (jest niedaleko szkoły, ale po przeciwnej stronie, niż osiedle, na dodatek pod górkę), czekać 15 minut aż się wszyscy zlezą. Potem siedzenie w salce niedaleko kościoła, rozmowy o "Dupie Maryni" przez godzinę, jakieś bzdety i pierdoły, istne pranie mózgu. No i oczywiście trzeba mieć indeksik, bo bez niego nie mam zaliczonej "wyprawy". Potem znowu czekanie na obowiązkową mszę różańcową, których trzeba było mieć zaliczonych 10, bo bez tego nie przyjmą do bierzmowania. Ile czekasz? Godzinę, może półtorej, robi się coraz ciemniej. Potem siedzenie przez godzinę albo dłużej z tymi moherami, na koniec musisz lecieć do księdza, by podpisał indeksik, no bo bez tego msza się nie liczy. Przypominam, że październik, dzień coraz krótszy...
Byłam poza domem przez 12 godzin, wracałam o ósmej wieczorem, zanim się pozbierasz, zjesz, zrobisz co trzeba już idziesz spać. Zero nauki, zero odpoczynku. Okazało się, że trzeba było wybrać: albo bierzmowanie, albo zdanie do następnej klasy. Nie licząc już, że w szkole wyglądasz i zachowujesz się jak zombie...

Jeśli masz podobną sytuację co ja, może zadziałać, jednak nie gwarantuję tego. Poza tym człowiek czuje się wyczerpany...

Jest też inna opcja: zachowuj się tak, by cię wywalili
R. Grochala (970 punktów)
Dziękuję Wam za wszystkie wypowiedzi. Jestem w tym samym wieku i w tej samej sytuacji co Autor. Posty te stały się impulsem by wprowadzić w życie tak długo powstrzymywany (głównie, niestety, ze strachu) plan, jak to nazywam, ostateczny. Postanowiłem, że w niedzielę nie pójdę do kościoła, oświadczę, że nie chcę iść do bierzmowania. Doskonale wiem, że siłą mnie nie zaciągną, a bez komputera/telewizora/wyjść mogę się obyć.

(W zasadzie, ciągle boję się postawić pierwszy krok. Przez cały tydzień przygotowuję się do owej niedzieli, ale nadal ogarnia mnie paskudne uczucie. Ta deklaracja jest czymś w rodzaju pobudzacza, dawki motywacji. "Skoro obiecałem, to muszę to zrobić".)

Jeśli nie działa metoda ciągłego wypominania, czas na gwałtowny ruch.

Chętnie poinformuję Autora o efektach mojego działania, może coś to pomoże.

"Nie robi różnicy, czy O'Brien jest przyjacielem czy wrogiem. Z O'Brienem można rozmawiać. Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym." G. Orwell, "Rok 1984"
18-02-2009 19:48 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)
Warto być przyzwoitym.Gratuluję.
18-02-2009 19:58 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Warto być przyzwoitym.

Jasne - po prostu opłaca się lubić siebie..
18-02-2009 19:55 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>(W zasadzie, ciągle boję się postawić pierwszy krok. Przez cały tydzień przygotowuję się do owej niedzieli, ale nadal ogarnia mnie paskudne uczucie. Ta deklaracja jest czymś w rodzaju pobudzacza, dawki motywacji. "Skoro obiecałem, to muszę to zrobić ".)

Mnie bardziej służy, gdy jestem przekonany, że coś chcę zrobić dla siebie, wówczas nie potrzebuję sobie (nikomu) obiecywać, ale każdy ma swoje preferencje

Ogólnie - powodzenia + "plus"
glingor (640 punktów)

Fajnie, że za ten sam motyw, Mnie się czepiasz parę postów wyżej, a kolegę chwalisz.

Wszyscy chcą żyć po śmierci, a nikt nie chce żyć przed poczęciem
Adamiak (36436 punktów)
>Fajnie, że za ten sam motyw, Mnie się czepiasz parę postów wyżej, a kolegę chwalisz.

Sprecyzuj zarzut - z chęcią się odniosę i przeproszę jeśli słuszny.
glingor (640 punktów)
>>Fajnie, że za ten sam motyw, Mnie się czepiasz parę postów wyżej, a kolegę chwalisz.
>Sprecyzuj zarzut - z chęcią się odniosę i przeproszę jeśli słuszny.

www.racjon(*)orum.php/s,183694/i,30#w184289

treść prawie ta sama tam ganisz, tu chwalisz


Wszyscy chcą żyć po śmierci, a nikt nie chce żyć przed poczęciem
20-02-2009 17:34 
 0 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>>Fajnie, że za ten sam motyw, Mnie się czepiasz parę postów wyżej, a kolegę chwalisz.
>>Sprecyzuj zarzut - z chęcią się odniosę i przeproszę jeśli słuszny.
>www.racjon(*)orum.php/s,183694/i,30#w184289
>treść prawie ta sama tam ganisz, tu chwalisz

Uważam, że nic mi do chwalenia czy ganienia - po prostu piszę co myślę.
Ktoś pisze coś publicznie więc zaprasza, niejako, do skomentowania swojego tekstu.

U R.Grochali podoba mi się decyzja, by coś zrobić ze swoim dyskomfortem, choć mam uczucia ambiwalentne do użytego słowa "muszę"... uważam, iż lepiej "chcieć" niż "musieć".
Przy czym Grochala jest, poniekąd, "stroną" w tym wątku, będąc w sytuacji podobnej do Kacpra.

W Twoim poście nie podoba mi się konformistyczne podejście: poradę by coś zrobić "dla świętego spokoju" uważam za jednoznacznie nietrafną, biorąc pod wzgląd (lecz nie tylko) fakt, że Kacper właśnie tego nie chce robić "dla świętego spokoju" Mamy.
glingor (640 punktów)
Jaki konformizm? Czemu chcesz mnie obrazić ?

Naucz się czytać ze zrozumieniem, albo przestań pisać.

A jeśli masz zdanie, że akcje analogiczne do apostazji są robione z konformizmu,
a nie ze szczerości z samym sobą to nic na to nie poradzę.


Wszyscy chcą żyć po śmierci, a nikt nie chce żyć przed poczęciem
23-02-2009 11:35 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Jaki konformizm? Czemu chcesz mnie obrazić ?
Nie chcę Cię obrazić - czytam co piszesz.

>Naucz się czytać ze zrozumieniem...
Mógłbym się odwdzięczyć jednym słowem: nawzajem , ale podpowiem Ci, że- uważam- piszesz co innego niż myślisz(?).

>...albo przestań pisać.
Lubię pisać więc nie przestanę.

>A jeśli masz zdanie, że akcje analogiczne do apostazji są robione z konformizmu,
>a nie ze szczerości z samym sobą to nic na to nie poradzę.

Ja też nic nie poradzę na to, że w tekście:
>Jest prosty scenariusz mówisz, że nie chcesz kłamać.
>Idziesz do spowiedzi negujesz 3-4 dogmaty ew. wymieniasz parę "grzechów"
>stwierdzasz, że nie żałujesz i będziesz robił tak dalej.
>Prosisz o potwierdzenie na piśmie od spowiednika, że nie dostałeś rozgrzeszenia.
>Robisz ksero dajesz mamie mówisz, że nie zostałeś dopuszczony bo nie dostałeś rozgrzeszenia.
>Oryginał zachowaj oprawisz kiedyś w ramkę.
... nic nie piszesz o apostazji ani o akcjach analogicznych.
23-02-2009 14:58 
 Ocena-1 na 1
glingor (640 punktów)

>... nic nie piszesz o apostazji ani o akcjach analogicznych.

Wybacz założyłem, że inteligentny czytelnik zrozumie o czym piszę.

Ale najwyraźniej wg. ciebie napisałem żeby kolega poszedł się dostać żółtą kartkę od kościoła, przerywając ścieżkę sakramentów, jak to ująłeś z konformizmu.

>ale podpowiem Ci, że- uważam- piszesz co innego niż myślisz(?).

Skoro lepiej wiesz co myślę niż Ja sam, to nie będę pisać więcej do Ciebie.


Wszyscy chcą żyć po śmierci, a nikt nie chce żyć przed poczęciem
23-02-2009 17:43 
 0 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>... nic nie piszesz o apostazji ani o akcjach analogicznych.
>Wybacz założyłem, że inteligentny czytelnik zrozumie o czym piszę.
Więc zrozumiałem o czym pisałeś, choć wybitnie inteligentnym czytelnikiem nie jestem.

>Ale najwyraźniej wg. ciebie napisałem żeby kolega poszedł się dostać żółtą kartkę od kościoła, przerywając ścieżkę sakramentów, jak to ująłeś z konformizmu.
Jasne, ale Kacper napisał, że nie chce uczestniczyć w praktykach religijnych, bo jest ateistą i ma do tego prawo ... nawet jest tego świadomy pisząc:
>>>Zgodnie z Konstytucją RP, artykuł 53, ustawa 6 - mama nie ma prawa mnie zmuszać:
" Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. "...
...a Ty mu proponujesz okrężne, pokrętne i (co najważniejsze) niezgodne z jego przekonaniami wyjście , czyli pójście do spowiedzi po to, by nie żałował za wymyślone grzechy w wyniku czego ma nie otrzymać zupełnie niepotrzebnego rozgrzeszenia po to, by nie pójść do niechcianego bierzmowania...

Za Wiki:
"Konformizm w psychologii społecznej to zmiana zachowania na skutek rzeczywistego, bądź wyobrażonego wpływu innych ludzi ."...
...a Twoja propozycja dla Kacpra (w tłumaczeniu) brzmi:
jak przy pomocy konformizmu nie być konformistą.

>>ale podpowiem Ci, że- uważam- piszesz co innego niż myślisz(?).
>Skoro lepiej wiesz co myślę niż Ja sam...
Nie wiem co myślisz, ale widzę co piszesz.

>...to nie będę pisać więcej do Ciebie.
Polska to wolny kraj.
Kocur (65 punktów)
>Ostatnio powiedziałem mojej mamie, że nie wierzę w Boga i jestem ateistą. Przyjęła to jakoś, choć
>ona dalej sądzi, że po prostu poszukuję wiary. Ona sama nie jest praktykującą, lubi chodzić tylko na
>"ciekawe" msze z "interesującymi" księżami - jak ona to mówi. No ale mam 15 lat i czeka mnie
>bierzmowanie. Mimo tego iż nie wierzę i tego nie chce, mama zmusza mnie do pójścia, bo mówi, że mi
>się to w życiu przyda, że jej jeszcze podziękuje - po prostu żebym to wziął jako obowiązkową lekcję.
>Ja jestem jednak innego zdania - pójście na bierzmowanie byłoby wbrew mojemu sumieniu. Próbowałem to
>jej wytłumaczyć, jednak ona jest uparta i nie chce się ugiąć.
>Zgodnie z Konstytucją RP, artykuł 53, ustawa 6 - mama nie ma prawa mnie zmuszać:
>"Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. "
>Co mam zrobić? Pomocy,
>K. B.
>

Drogi Kacprze, jeśli mama jest sympatyczna, ugnij się. Ateiści to nie pierwsi chrześcijanie, którzy musieli stale dawać świadectwo wiary i absolutnie nie mogli rzucać drobnych monet przed ołtarzami różnych rzymskich bogów. Jeśli obrzędy religijne są ci całkowicie obojętne, możesz w nich brać udział albo nie, zależnie od nastroju. Wyjaśniłeś mamie swój światopogląd. Możesz oświadczyć, że pójdziesz do bierzmowania, by jej zrobić przyjemność i będziesz miał przewagę moralną. Rodzice niestety mają nieprzyjemny zwyczaj umierania przed nami i może Ci być kiedyś głupio, że nie ustąpiłeś mamie w tak mało istotnej sprawie. Chyba, że boisz się, że nastrój obrzędu tak silnie wpłynie na Twoją psyche, iż wywróci na nice wszystkie Twe poglądy.
Pozdrawiam
Kocur
19-02-2009 18:19 
 Ocena 4 na 4
Gosia (9452 punktów)
Dziwaczne rozumowanie.
I co dalej? Pokąd tego "uginania się"?
"Ugnij się", skoro sympatyczna mama nie polubi twojej wybranki, bo jeśli się z nią ożenisz to rodzicielka dostanie zawału?
Kocur (65 punktów)
>Dziwaczne rozumowanie.
>I co dalej? Pokąd tego "uginania się"?
>"Ugnij się", skoro sympatyczna mama nie polubi twojej wybranki, bo jeśli się z nią ożenisz to rodzicielka dostanie zawału?
>
To trochę inna sytuacja. Chodziło mi o to, że jeśli ktoś już jest ateistą, to właściwie obrzędy religijne nie mają dla niego znaczenia. Nie obrazi przecież swojego Boga, biorąc udział w obrzędach obcej religii. Pozostaje tylko kwestia czasu, który traci w gruncie rzeczy bezproduktywnie (przed bierzmowaniem pobiera się chyba jakieś nauki). Założyłem jednak, że rodziców się lubi i można trochę czasu dla nich poświęcić.
Osobiście bardzo lubiłem swoich rodziców - zawsze stali za mną murem, niczego mi nie narzucali, a kiedy już przyprowadzałem jakieś dziewczyny do domu, bardzo się pilnowali, żeby nie powiedzieć o nich złego słowa - czasami sprawiało to aż humorystyczne wrażenie. W retrospektywie sądzę, że czynili tak z pewnego wyrachowania - wiedzieli, że zakochany młody człowiek wszelką krytykę swej wybranki taktuje jako atak na siebie. Ale nie mam im tego za złe.
I rzeczywiście, w nieprawdopodobnym przypadku gdyby moja mama miała zastrzeżenia do którejś z moich sympatii, to bardzo bym się nad tym zastanowił.
Serdecznie pozdrawiam
Kocur
P.S. Jeśli chodzi o małżeństwo, to nie jest miła instytucja (zwłaszcza dla kobiety). Lepiej jest żyć na kocią łapę jak długo się da.
20-02-2009 09:08 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)
>>.Chodziło mi o to, że jeśli ktoś już jest ateistą, to właściwie obrzędy religijne nie mają dla niego znaczenia.<<
Udział w urocztystości religijnej może być(i często jest)odbierane jako wyraz poparcia:
idei,religii,światopoglądu.
Dla wielu ateistów jest to ważny powód by nie brać w nich udziału.
Zachowywać się przyzwoicie To dla wielu zgodnie z swoimi poglądami.
Kocur (65 punktów)
>Udział w urocztystości religijnej może być(i często jest)odbierane jako wyraz poparcia:
>idei,religii,światopoglądu.

Być może. Ale to przecież nie Pański problem tyko ich. Brałem udział w wielu uroczystościach religijnych kilku religii. Niekiedy mnie pytano przy okazji, czy tę czy inną religię wyznaję - wyjaśniałem, że nie.
Oczywiście, wiedząc, że mogą mnie o to zapytać, powstrzymywałem się od uczestniczenia w takich obrzędach, w których samo moje uczestnictwo mogłoby urazić ich uczucia. Na przykład raczej nie przystąpiłbym do komunii, choć lubię opłatki. Ale jeżeli zależałoby na tym którejś z bliskich mi osób, to kto wie?

>Dla wielu ateistów jest to ważny powód by nie brać w nich udziału.
Prawdopodobnie to skutek katolickiego wychowania -"dawaj swej wierze świadectwo".

>Zachowywać się przyzwoicie To dla wielu zgodnie z swoimi poglądami.

Powyższe stwierdzenie można rozumieć na wiele sposobów. Zakładam, że chce Pan powiedzieć, iż jeśli ktoś nie manifestuje przy różnych okazjach swych poglądów, wielu ludzi stwierdzi, że ten człowiek nie zachowuje się przyzwoicie.
Uważam, że tacy ludzie mylą się w swych osądach. Bez pewnej dozy hipokryzji nie byłoby możliwe na przykład życie towarzyskie. Czy jeśli jakaś dumna gospodyni poczęstuje Pana swymi wyrobami kulinarnymi, stwierdzi pan, że to niejadalne (choć tak Pan uważa)? Albo jeśli jakaś dziewczyna da Panu do zrozumienia, że się Pan jej podoba, a akurat nie jest dla Pana atrakcyjna, szczerze i w szczegółach wyjaśni jej Pan sytuację? Znałem ludzi, którzy tak czynili, ale nie doceniano ich szczerości.
Pozdrowienia
Kocur
20-02-2009 17:31 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)
To tak jak chodzenie na pierwszego Maja.Niby nic złego w tym nie było,ale słuzyło władzy do twierdzenia:"Patrzcie ilu nas popiera".
Gdyby w kościołach było mniej ateistów -może zmalałaby buta biskupów.
20-02-2009 17:46 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>To tak jak chodzenie na pierwszego Maja.Niby nic złego w tym nie było,ale słuzyło władzy do twierdzenia:"Patrzcie ilu nas popiera".
>Gdyby w kościołach było mniej ateistów -może zmalała by buta biskupów.

Podobnie z (dawną) przynależnością do PZPR czy ZSMP - niby tylko "się należało i nie robiło nic złego"...
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Podobnie z (dawną) przynależnością do PZPR czy ZSMP - niby tylko "się należało i nie robiło nic złego"...
Niektórzy należeli, bo identyfikowali się z ideami. I wcale niemało takich było...
Podobnie z przynależnością religijną - idee są piękne, perspektywa kusząca.
Dali się nabrać.

Pozdrawiam - Zbyszek


Prawda jest jedna.
23-02-2009 21:46 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>Podobnie z (dawną) przynależnością do PZPR czy ZSMP - niby tylko "się należało i nie robiło nic złego"...
>Niektórzy należeli, bo identyfikowali się z ideami. I wcale niemało takich było...
>Podobnie z przynależnością religijną - idee są piękne, perspektywa kusząca.
>Dali się nabrać.

W kontekście zdania u góry - "czystych ideowców" toleruję (prócz współczucia jak dla chorych) z lekką nutą szacunku, lecz nie uważam, by ich odsetek w Polsce był znaczący wśród zwykłych koniunkturalistów w najgorszym tego słowa znaczeniu.

Pozdrawiam.
lukaszewicz (5674 punktów)
Niech bogowie nas chronią przed ideowcami wszelkiej maści.
Racjonalista.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Niech bogowie nas chronią przed ideowcami wszelkiej maści.
>Racjonalista.
A kto obroni Ludzkość przed racjonalistami?

Pozdrawiam - Zbyszek

Prawda jest jedna.
24-02-2009 16:55 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)

>A kto obroni Ludzkość przed racjonalistami?

Dopóki są racjonalni nie powinni być groźni.Gorzej kiedy przestaną.
24-02-2009 10:28 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

Każdy ma prawo błądzić. Historia przyznaje rację jednym, bądź drugim.
Nic nie jest z góry przesądzone - kto wie, czy akurat teraz nie jesteśmy świadkami istotnych przewartościowań?

Pozdrawiam - Zbyszek


Prawda jest jedna.
24-02-2009 16:59 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)

> kto wie, czy akurat teraz nie jesteśmy świadkami istotnych przewartościowań?

Nie tylko jesteśmy świadkami-,bierzemy w tym udział.

marek
24-02-2009 17:20 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>> kto wie, czy akurat teraz nie jesteśmy świadkami istotnych przewartościowań?
>Nie tylko jesteśmy świadkami-,bierzemy w tym udział.

Bez względu na to, jaki mamy na to pogląd
21-02-2009 00:25 
 Ocena 2 na 2
Kocur (65 punktów)
>To tak jak chodzenie na pierwszego Maja.Niby nic złego w tym nie było,ale słuzyło władzy do twierdzenia:"Patrzcie ilu nas popiera".
>Gdyby w kościołach było mniej ateistów -może zmalałaby buta biskupów.

To niezupełnie to samo - ale to już temat na inny wątek. Natomiast mam pytanie bezpośrednie - dlaczego Panu właściwie przeszkadza buta biskupów? Niech sobie będą butni - pójdą za to do piekła, bo pycha jest grzechem głównym.
Problem polega na chyba na czym innym: kręgi religijne mają zbyt wielki wpływ na politykę państwa. To się zmieni - współczesne państwa stają się coraz bardziej świeckie. U nas jednak nastąpił regres w tej dziedzinie po wyborze Karola Wojtyły na papieża. W sumie to dobrze, że mieliśmy Polaka na tak widocznym - w skali globalnej - stanowisku. Obecnie trendy wrócą do normy. Jednak teraz trzeba renegocjować konkordat - w szkole nie powinno być miejsca na przedmioty ideologiczne. Warto by również dokładniej oddzielić kościół od państwa, przestać traktować księży jako osoby zaufania społecznego itp. Ale to również temat na inny wątek. Natomiast jeśli chodzi o ten wątek - naprawdę Kacper nie ma o co walczyć z mamą. Jego akt bierzmowania naprawdę nie umocni Kościoła katolickiego, a jeśli Kacper się przy tym nawróci - to trudno.
Kocur
lukaszewicz (5674 punktów)

mam pytanie bezpośrednie - dlaczego Panu właściwie przeszkadza buta biskupów? Niech sobie będą butni - pójdą za to do piekła, bo pycha jest grzechem głównym.

Niestety nie wierzę w piekło.

Bardzo trafna diagnoza.Mamy zbliżone poglądy.

. Natomiast jeśli chodzi o ten wątek - naprawdę Kacper nie ma o co walczyć z mamą. Jego akt bierzmowania naprawdę nie umocni Kościoła katolickiego, a jeśli Kacper się przy tym nawróci - to trudno.
>Kocur

Kacper się pewno nie nawróci.
Nie umocni?
Kropla drąży skałę.
Kacprów jest naprawdę dużo.Niektórzy zostaną Gigantami.Po niektórych ,niestety ,będziemy stąpać.

Pozdrowienia ode mnie i mojej konkubentki.
21-02-2009 06:31 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
Można by podzielić Twoją wypowiedź, Kocur, na dwie części.
Podpisuję się pod częścią pierwszą, zakończoną konkluzją:
>Warto by również dokładniej oddzielić kościół od państwa...
...i za to plusik, choć zamieniłbym "dokładniej" na "zupełnie i kategorycznie" .

Natomiast druga część:
>Natomiast jeśli chodzi o ten wątek - naprawdę Kacper nie ma o co walczyć z mamą. Jego akt bierzmowania naprawdę nie umocni Kościoła katolickiego, a jeśli Kacper się przy tym nawróci - to trudno...
...dobitnie świadczy, że prezentujesz postawę dość typowego "homo sovieticusa" w kilku jej aspektach z akcentem na oczekiwanie że "ktoś coś załatwi" .

Za to minus.

Jako puentę przytoczę tylko stare przysłowie eskimoskie:
zdechłe rybki robią tyle zamieszania w stawie, co kot na rykowisku.

Zera nie ma w puli ocen więc... życzę miłego dnia
21-02-2009 11:58 
 Ocena 2 na 2
Kocur (65 punktów)

>...dobitnie świadczy, że prezentujesz postawę dość typowego "homo sovieticusa" w kilku jej aspektach z akcentem na oczekiwanie że "ktoś coś załatwi" .
>Za to minus.
Cóż, co racja to racja. Biję się w piersi. Nasza dyskusja jest ciekawa - ale wykracza poza ten wątek i tę sekcję. Mimo to jeszcze raz "wykipię z wątku". Wybaczcie.
Jestem zdania, że im więcej ludzi będzie brać udział w obrzędach tylko formalnie, tym kościół będzie słabszy politycznie. Natomiast propaganda antykościelna sama w sobie jest mało skuteczna - przyjrzyjcie się walce Kemala Paszy z islamem w Turcji. A to był przecież charyzmatyczny, ukochany, ogromnie szanowany po dziś dzień przywódca narodu.
Ważniejsza od tej propagandy jest wzrost poziomu oświaty - od "zerówki" po uniwersytety. By ludzie wychodzili ze szkół stawiając sobie pytania - również światopoglądowe - i samodzielnie szukali na nie odpowiedzi. Niestety od wielu lat poziom oświaty w Polsce systematycznie się obniża. Stąd się biorą na przykład ludzie, którzy obecnie wygłaszają poglądy typu: "Co mi tam kurs złotego. Ja za granicę nie jeżdżę".
I to miłe, jeśli ktoś podsuwa właściwe odpowiedzi na pytania moralne i egzystencjalne. Wykonuje za nas pracę myślową, do której przecież nikt nas nie wdrażał.
Wasz Kocur
Adamiak (36436 punktów)
> Jestem zdania, że im więcej ludzi będzie brać udział w obrzędach tylko formalnie, tym kościół będzie słabszy politycznie.
Uważam, że obecność w obrzędach religijnych nie powinna być zabroniona - co nie znaczy przymusowa.

> Ważniejsza od tej propagandy jest wzrost poziomu oświaty - od "zerówki" po uniwersytety. By ludzie wychodzili ze szkół stawiając sobie pytania - również światopoglądowe - i samodzielnie szukali na nie odpowiedzi.
Jasne, że tak.

>I to miłe, jeśli ktoś podsuwa właściwe odpowiedzi na pytania moralne i egzystencjalne. Wykonuje za nas pracę myślową, do której przecież nikt nas nie wdrażał.
Dla mnie milsze jest Twoje zdanie powyżej

>Wasz Kocur
Swój Jurek.
lukaszewicz (5674 punktów)
>> Jestem zdania, że im więcej ludzi będzie brać udział w obrzędach tylko formalnie, tym kościół będzie słabszy politycznie.

Dziwne.Myślę,że kościół słabnie (tam gdzie słabnie)nie dlatego,że coraz więcej ludzi bierze udział w obrządkach ale dlatego,że mniej.

Miłego dnia.
Adamiak (36436 punktów)
>>> Jestem zdania, że im więcej ludzi będzie brać udział w obrzędach tylko formalnie, tym kościół będzie słabszy politycznie.
>Dziwne.Myślę,że kościół słabnie (tam gdzie słabnie)nie dlatego,że coraz więcej ludzi bierze udział w obrządkach ale dlatego,że mniej.
Przez pomyłkę "podpiąłeś się" pod mój post

>Miłego dnia.

Miłego.
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>Zgodnie z Konstytucją RP, artykuł 53, ustawa 6 - mama nie ma prawa mnie zmuszać:
>"Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. "
>Co mam zrobić? Pomocy,
>K. B.
>

Kiedy to bierzmowanie? Napisz jak to się wszystko skończyło.

Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
gohna (5585 punktów)
Hej,
byłam w identycznej sytuacji. Z wizją bierzmowania czułam się niefajnie. Jednak mimo tego postanowiłam, że samo to czy będę miała bierzmowanie czy nie jest mi obojętne, a wiedziałam, że jeśli nie pójdę do bierzmowania, to ze względu na to, że mieszkam w małej, zapyziałej miejscowości, gdzie wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą, to będę na językach przez długi czas. I właściwie mi by było obojętne, że mówią o mnie, ale pomyślałam sobie, ze byłoby mi przykro, jeśli rodzice mieliby przez to cierpieć, bo dla nich ma to jednak jakieś znaczenie.
Tak więc poszłam do bierzmowania, nic sobie z tego nie robiłam, ale wiedziałam, że nie robię tego dla siebie i to mi jakoś pomagało.
Wiem, że ciężko jest się przełamać, bo musisz zrobić coś przeciwko sobie, ale ja już nawet nie żałuję, że poszłam do bierzmowania, bo wiem, że za jakiś czas, przy apostazji te wszystkie papiery stracą nawet katolickie znaczenie


"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365