 |
Odp: Polska wolna od GMO i inne doniesienia prsowe Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 23-08-2011 03:07 | Piotrjot (-39 punktów) (zablokowany) | Odp: Polska wolna od GMO i inne doniesienia prsowe
-1 na 1 | Odnośnie tzw. gmo to kwestia jest bardzo prosta. Są przecież osoby, które przy tym pracują, to zapewne produkty z tych upraw są podstawą ich wyżywienia, jak i zapewne mają wiedzę na podstawie rzetelnych badań naukowych w tym temacie również w kwestii ewentualnych negatywnych konsekwencji. Nie ma potrzeby toczyć spekulacji na ten temat, niech te osoby się na ten temat uczciwie wypowiedzą. Osobiście bezpośrednio mnie to nie dotyczy, ponieważ nie jem gatunków roślin jak i ich pochodnych, które są w gestii zainteresowania tzw. gmo. Ogólnie z tego co udało mi się zapoznać w tym temacie, to genetyczne modyfikacje roślin polegają na infekowaniu roślin szczepami bakterii w celu wywołania porządanych cech. Z doświadczenia wiem, że najbardziej efektywne może być to poprzez system korzeniowy roślin, a z tego co przeczytałem na stronie jednej z firm stosujących takie praktyki, to nie zbyt pasuje mi to co tam napisali do kwestii np. zbóż, gdzie produkcja materiału siewnego wymaga większej skali i wątpię by ktoś zajmował się tak teoretycznie w moim mniemaniu bardzo indywiualnymi ingerencjami w konkretne rośliny, chyba że ewentualnie chodziło by o gatunki roślin, które np. z jednej rośliny wydają setki, tysiące nasion. Nie interesuje mnie kwestia szczegółowa metod, ponieważ może to być tajemnicą producenta, chodzi jednak o to, że muszą brać na siebie odpowiedzialność za ewentualne negatywne następstwa jak i takowe umieć przewidywać. Wracając do kwestii infekowania roślin bakteriami, to jeśli już ten typ metody jest stosowany, to szczepy bakterii nie mogą być powodem chorób dla otoczenia pól doświadczalnych, czy upraw materiału nasiennego, ponieważ to by miało cechy tzw broni biologicznej, a to jest regulowane konwencjami i było by w gestii wojska. Ja osobiście chciałbym, żeby na Ziemi nie dochodziło nawet do nieumyślnego produkowania i uwalniania produktów noszących znamiona broni biologicznej, jest to zapewne dla większości ludzi całkowicie zrozumiałe. Niestety mniej lub bardziej umyslna produkcja broni biologicznej jest dość powszechna, ponieważ dotyczy to również uwalniania do środowiska, czyli powietrza, gleb, wód, produktów przemysłu chemicznego i nie tylko, odpadów poprodukcyjnych, opakowań, surowców wtórnych, szczególnie tych trudno biodegradowalnych ( co do ich kategorii tzw biodegradowalności to zapewne fachowcy w tych dziedzinach mają rzetelną wiedzę) i w tych tematach o ile mi wiadomo to są różne działania podejmowane. Zagadnienia, o których wyżej są ogólnie znane, jednak chcę teraz napisać o czymś co pozornie wydawać się może mało istotne, jednak wedle mojego rozeznania, obserwacji i praktycznej wiedzy jest bardzo ważne, mianowicie chodzi o kwestię zwierząt domowych. Psy, koty i inne zwierzęta domowe to mocno zmodyfikowane organizmy zwierzęce. Aż nieprawdopodobne, że ludzie mogli się posunąć do takich eksperymentów na zwierzętach. Tak. Jest to błąd z przeszłości, kiedy to w wyniku udomawiania, niektóre z tych zwierząt w dalekiej przeszłości były wykorzystywane nawet jako (nazwę to własnym określeniem ) fetysze religijne. Obecnie po tych religiach zostały tylko wzmianki historyczne, co po niektórych i to nawet nie, funkcji użytkowych te zwierzęta też nie pełnią i nawet jak jakieś próbowano wymyślić to i tak się w nich kiepsko sprawdzały, natomiast szkody były znaczne, jednak te zwierzęta nic niewinne a jedynie ich hodowcy. Odnośnie chorób odzwierzęcych to wedle mojej wiedzy jest to duża część zakażnych. Nie będę się o wszystkich rozpisywał, jedynie nadmienię o jednej, mianowicie o wściekliźnie. Panuje pogląd, że ta choroba jest roznoszona głównie przez zwierzęta drapieżne żyjące na wolności. Uważam to za błędne rozumowanie, ponieważ według moich obserwacji to roznosicielami pierwotnymi są zawsze zwierzęta domowe jak i ewentualnie ludzie mający z takowymi częsty kontakt. Psy i koty są zawsze nosicielami wścieklizny aczkolwiek niekoniecznie jej formy objawowej jako typowej znanej większości, to samo dotyczy posiadaczy tych zwierząt i nie tylko, ponieważ np. o deformacji kręgosłupa szczególnie na odcinku szyjnym to pewnie nikt nie pomyślał skąd się bierze, chociaż nie jest to jedyna przyczyna to jednak najczęstsza. Na tym portalu udziela się wielu lekarzy, między innymi Pan Gregosiewicz jako ortopeda, więc może wypadałoby zapytać, czy wady kręgosłupa są przyczyną wielu chorób i dolegliwości np narządów wewnętrznych, chociaż zapewne nie tylko? Skoro już odnośnie lekarzy to wypada również zaznaczyć, że większość zaraża się jadem trupim podczas ćwiczeń z anatomii w prosektorium ( nawet na takich kierunkach jak kosmetologia, mają takie ćwiczenia  ), póżniej niektórzy się dziwią skąd tyle zakażeń pacjentów w placówkach medycznych np. żółtaczką, w najlepszym wypadku. Ilu lekarzy mogło by szczerze odpowiedzieć, czy nauczyło się czegokolwiek w dziedzinie medycyny na ćwiczeniach na zwłokach w prosektorium? Uważam, że nie należy lekceważyć takich kwestii. Wracając do kwestii zwierząt domowych, to powyżej wymieniłem tylko jeden przykład, jednak jak zaznaczyłem na wstępie, organizmy tych zwierząt są tak bardzo zmodyfikowane, że ani ich introdukcja nie jest możliwa, jak i dalsza hodowla niesie więcej zagrożeń, ponieważ są jak broń biologiczna. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | maruda (5550 punktów) | Odp: Polska wolna od GMO i inne doniesienia prsowe | Rośliny modyfikowane, odpady, psy, koty wszystko to jest według ciebie bronią biologiczną. Czy leci z nami moderator?
|
|
 | Piotrjot (-39 punktów) (zablokowany) | Odnośnie tzw. gmo to przedstawiłem tylko swoje obawy, które nie chciałbym, żeby się spełniły, jednak ze względu na brak praktycznej wiedzy w temacie zagadnienia, zostawiam rzetelne wyjaśnienie tego osobom bezpośrednio przy tym pracującym. Uważam, że odpowiedzialność to cecha, która nakazuje przewidywać także w dłuższej perspektywie czasu jak i ponosić tego konsekwencje i błędy naprawiać.
Odnośnie gospodarki odpadami to rozwiązania mogą być dość proste, jednak temat wymaga głębszych dyskusji i przemyśleń.
Najważniejszą kwestią do rozwiązania jest wyeliminowanie utrzymywania zwierząt domowych, jeśli chodzi o kwestie epidemiologiczne, jak i ochrony środowiska. Na temat rzeczywistej szkodliwości tego zjawiska można by napisać bardzo wiele, pozytywów wcale. W kwestii uzasadnienia ekonomicznego w porównaniu do sektorów, w których naprawdę są problemy do rozwiązania, takich jak medyczny, rolnictwa, ograniczenia zanieczyszczeń powietrza wynikającego ze spalin, hałasu, itp. Następną kwestią jest pytanie czy rynek zwierząt domowych dotyczy ludzi biednych? Raczej mi się nie wydaje, ponieważ jeśli komuś miało by brakować na podstawowe potrzeby to nie bawił by się w utrzymanie tych zwierząt.
|
|
5 na 5 | liliac (147340 punktów) | > Skoro już odnośnie lekarzy to wypada również zaznaczyć, że większość zaraża się jadem trupim podczas ćwiczeń z anatomii w prosektorium ( nawet na takich kierunkach jak kosmetologia, mają takie ćwiczenia ), póżniej niektórzy się dziwią skąd tyle zakażeń pacjentów w placówkach medycznych np. żółtaczką, w najlepszym wypadku. Ilu lekarzy mogło by szczerze odpowiedzieć, czy nauczyło się czegokolwiek w dziedzinie medycyny na ćwiczeniach na zwłokach w prosektorium?Czy ty zbierasz punkty w jakimś konkursie na największą bzdurę roku?
|
|
 | 2 na 2 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > ćwiczeń z anatomii w prosektorium ( nawet na takich kierunkach jak kosmetologia, mają takie ćwiczenia )Może zanim będziesz oszukiwał ludzi na jakiś temat, postaraj się chociaż poguglać czy cuś, żeby nie wyjść na kompletnego idiotę? Kosmetologia nie ma ćwiczeń w prosektorium. Kosmetologia ma zajęcia z anatomii w ramach fizykoterapii i fakultatywną wycieczkę do prosektorium tylko dla wybranych, gdzie oglądają sobie trupka, żeby się zorientować, jak to ogólnie wygląda i jak łatwo zrobić pacjentowi kuku. Nie dotykają preparatów ani ciała (o ile im się taki rarytas trafi i dostaną ciało), nie przeprowadzają sekcji. Skąd to wiem? Znajoma prowadzi takie zajęcia na dwóch poziomach kształcenia. Chcesz wciskać kit - prep better 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| |  | 1 na 1 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > To do Piotrjota chyba, prawda? Ale i tak niewielka strata, że do mnie to piszesz, bo on ma tendencję do ignorowania merytorycznych uwag  Brat mi przeładował stronę kombinując coś z kompem i miał ustawić jak było, ale najwyraźniej mu się popierdzieliło, przepraszam ;P Jeśli się da, to przeklejcie, czy jak. Mimo wrodzonego pesymizmu wierzę naiwnie, że do każdego trolla może coś czasem trafić 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | |  | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | > Mimo wrodzonego pesymizmu wierzę naiwnie, że do każdego trolla może coś czasem trafić  Ten konkretny troll błysnął tu ostatnio tezą jakoby niemożliwe było zajście w ciążę w wyniku gwałtu. Celem zweryfikowania tezy proponował, by dociekliwe obywatelki dały się zgwałcić.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Ten konkretny troll błysnął tu ostatnio tezą jakoby niemożliwe było zajście w ciążę w wyniku gwałtu. Celem zweryfikowania tezy proponował, by dociekliwe obywatelki dały się zgwałcić.Tak, tak, czytałam to... [zamyślenie] Szczyt szczytów. Mówiłam, że to naiwna nadzieja, prawda? 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
|  | Piotrjot (-39 punktów) (zablokowany) | Napisałem to na podstawie przykładu z przed ok. 8 lat, jednej z uczelni medycznych. W tamtym czasie osobiście nie miałem wiedzy jakie zagrożenia zdrowotne mają takie praktyki.
|
|
4 na 4 | i.czaplicka (5782 punktów) | >Nie będę się o >wszystkich rozpisywał, jedynie nadmienię o jednej, mianowicie o wściekliźnie. Panuje pogląd, że ta >choroba jest roznoszona głównie przez zwierzęta drapieżne żyjące na wolności. Uważam to za błędne >rozumowanie, ponieważ według moich obserwacji to roznosicielami pierwotnymi są zawsze zwierzęta >domowe jak i ewentualnie ludzie mający z takowymi częsty kontakt. Psy i koty są zawsze nosicielami >wścieklizny aczkolwiek niekoniecznie jej formy objawowej jako typowej znanej większości, to samo >dotyczy posiadaczy tych zwierząt i nie tylko, ponieważ np. o deformacji kręgosłupa szczególnie na >odcinku szyjnym to pewnie nikt nie pomyślał skąd się bierze, chociaż nie jest to jedyna przyczyna to >jednak najczęstsza. Właściwie powinnam rzucić jakiś dowcip, bo trudno z tym polemizować. Ponieważ jednak wiedzy nigdy dosyć, to napisze trochę o wściekliźnie. Nie ma czegoś takiego jak bezobjawowe nosicielstwo wścieklizny. Okres bezobjawowego zakażenia moze byc długi- u ludzi nawet do roku. W tym okresie nie występuje siewstwo. Wirus w ślinie jest obecny nie wcześniej niż 10 dni przed wystąpieniem objawów. Ale jak jest wirus, to będą i objawy. Dawniej uważano, ze rezerwuarem wścieklizny są gryzonie, teraz się z tego wycofano. Prawdopodobnie dzikie zwierzęta. W Polsce najwięcej przypadków wścieklizny u lisów i jenotów. Wykładanie szczepionek wydatnie ta liczbę zmniejszyło. Tez dużo innych dzikich zwierząt. Oczywiście, zdiagnozowanie wścieklizny u zwierząt dzikich jest trudne. Trzeba by badać każde padle zwierze. Wiec większość rzeczywiście występujących przypadków jest nie ujęta w statystykach. Wśród zwierząt domowych- konie i bydło które pasa się pod lasem. Koty- kilka przypadków w roku. Kot uważany jest za główny wektor przenoszący wściekliznę ze zwierząt dzikich na człowieka. Nie są szczepione, poruszają się samodzielnie, maja mniejszy kontakt z człowiekiem niż psy, wiec trudniej zaobserwował pierwsze objawy. Niemniej jednak, jak pisałam, to tylko kilka sztuk rocznie. Sprawa prosta do rozwiązania- obowiązkowe szczepienia. Psy- kilka przypadków rocznie, u psów nieszczepionych. Szczepienie daje 100% odporność, z tym, ze w zależności od szczepionki po 2- krotnym zaszczepieniu. Bo jednorazowym można trafić na jakaś lukę immunologiczna. Dlatego w niektórych krajach szczepi się w pierwszym roku życia dwukrotnie, potem co kilka lat. Jak się uchronić przed zarażeniem? Szczepic swoje zwierzęta, do obcych się nie pchać z łapami. Nie dotykać dzikich zwierząt- jeżeli znajdziemy jakieś chore- zgłosić w leśnictwie. Nie podnosić z jezdni przejechanych lisów. Sa to bardzo ostrożne zwierzęta, jeżeli dały się potracić, to z braku orientacji- wścieklizna lub świerzbowiec uszny. Każde zwierze, które pogryzło człowieka musi być poddane obserwacji. Ale w tym zorientowany każdy lekarz- powinno się zgłaszać nawet niewielkie uszkodzenia lub oślinienia uszkodzonej skory. Zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa szyjnego związane są z tym, ze dąży się w hodowli psów rasowych do uzyskania duzej, ciężkiej głowy. Psy maja słabe więzadło karkowe, nie tak rozwinięte jak przeżuwacze czy konie. Przepraszam za styl, muszę się streszczać, bo wstawianie polskich znaków więcej mi czasu zajmuje niż pisanie.
|
|
 | Piotrjot (-39 punktów) (zablokowany) | >>Nie będę się o >>wszystkich rozpisywał, jedynie nadmienię o jednej, mianowicie o wściekliźnie. Panuje pogląd, że ta >>choroba jest roznoszona głównie przez zwierzęta drapieżne żyjące na wolności. Uważam to za błędne >>rozumowanie, ponieważ według moich obserwacji to roznosicielami pierwotnymi są zawsze zwierzęta >>domowe jak i ewentualnie ludzie mający z takowymi częsty kontakt. Psy i koty są zawsze nosicielami >>wścieklizny aczkolwiek niekoniecznie jej formy objawowej jako typowej znanej większości, to samo >>dotyczy posiadaczy tych zwierząt i nie tylko, ponieważ np. o deformacji kręgosłupa szczególnie na >>odcinku szyjnym to pewnie nikt nie pomyślał skąd się bierze, chociaż nie jest to jedyna przyczyna to >>jednak najczęstsza. >Właściwie powinnam rzucić jakiś dowcip, bo trudno z tym polemizować. Ponieważ jednak wiedzy nigdy dosyć, to napisze trochę o wściekliźnie. Nie ma czegoś takiego jak bezobjawowe nosicielstwo wścieklizny. Okres bezobjawowego zakażenia moze byc długi- u ludzi nawet do roku. W tym okresie nie występuje siewstwo. >Wirus w ślinie jest obecny nie wcześniej niż 10 dni przed wystąpieniem objawów. Ale jak jest wirus, to będą i objawy. >Dawniej uważano, ze rezerwuarem wścieklizny są gryzonie, teraz się z tego wycofano. Prawdopodobnie dzikie zwierzęta. W Polsce najwięcej przypadków wścieklizny u lisów i jenotów. Wykładanie szczepionek wydatnie ta liczbę zmniejszyło. Tez dużo innych dzikich zwierząt. Oczywiście, zdiagnozowanie wścieklizny u zwierząt dzikich jest trudne. Trzeba by badać każde padle zwierze. Wiec większość rzeczywiście występujących przypadków jest nie ujęta w statystykach. >Wśród zwierząt domowych- konie i bydło które pasa się pod lasem. >Koty- kilka przypadków w roku. Kot uważany jest za główny wektor przenoszący wściekliznę ze zwierząt dzikich na człowieka. Nie są szczepione, poruszają się samodzielnie, maja mniejszy kontakt z człowiekiem niż psy, wiec trudniej zaobserwował pierwsze objawy. Niemniej jednak, jak pisałam, to tylko kilka sztuk rocznie. Sprawa prosta do rozwiązania- obowiązkowe szczepienia. >Psy- kilka przypadków rocznie, u psów nieszczepionych. Szczepienie daje 100% odporność, z tym, ze w zależności od szczepionki po 2- krotnym zaszczepieniu. Bo jednorazowym można trafić na jakaś lukę immunologiczna. Dlatego w niektórych krajach szczepi się w pierwszym roku życia dwukrotnie, potem co kilka lat. >Jak się uchronić przed zarażeniem? Szczepic swoje zwierzęta, do obcych się nie pchać z łapami. Nie dotykać dzikich zwierząt- jeżeli znajdziemy jakieś chore- zgłosić w leśnictwie. Nie podnosić z jezdni przejechanych lisów. Sa to bardzo ostrożne zwierzęta, jeżeli dały się potracić, to z braku orientacji- wścieklizna lub świerzbowiec uszny. >Każde zwierze, które pogryzło człowieka musi być poddane obserwacji. Ale w tym zorientowany każdy lekarz- powinno się zgłaszać nawet niewielkie uszkodzenia lub oślinienia uszkodzonej skory. >Zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa szyjnego związane są z tym, ze dąży się w hodowli psów rasowych do uzyskania duzej, ciężkiej głowy. Psy maja słabe więzadło karkowe, nie tak rozwinięte jak przeżuwacze czy konie. >Przepraszam za styl, muszę się streszczać, bo wstawianie polskich znaków więcej mi czasu zajmuje niż pisanie. > Informacje, które Pani podała są mi znane, jak i znane są dość powszechnie już około 40 lat. To by oznaczało, że nauka oprócz rozwoju szczepień wątpliwej skuteczności, wielkich rzeczy nie odkryła. Sensem mojej wypowiedzi było zwrócenie uwagi, że wścieklizna jest tylko jednym z objawów choroby jaką jest "zmodyfikowanie organizmu zwierzęcego wbrew naturze" ( nazwa własna). Jest jeszcze coś takiego, jak sprzężenie zwrotne w postaci chorób od kleszczy i obejmując problem szerzej to na tym nie koniec. Pytanie nasuwa się, czy aby zwalczanie samych tylko symptomów i objawów nie przerośnie możliwości?
|
|
|  | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | > Informacje, które Pani podała są mi znaneCiekawość zatem skąd zdanie: "Psy i koty są zawsze nosicielami wścieklizny aczkolwiek niekoniecznie jej formy objawowej"  Pewnikiem z tej samej krynicy mądrości, co te zakażenia "trupim jadem" wśród większości medyków Kasuj zbędne cytaty.
|
|
| |  | -3 na 3 Piotrjot (-39 punktów) (zablokowany) | Pani liliac oficjalne nauki medyczne, czyli i te, na których się Pani dotychczas uczyła, opierają się głównie na tym co zostało odkryte, zbadane, potwierdzone, jak i metodach ogólnie zaaprobowanych. A teraz odnośnie np. wścieklizny i jadów trupich. Wścieklizna to wirus, który wywołuje określone objawy, nieleczony jest smiertelny. Są ogólnie przyjęte metody wykrywania tego wirusa, zapewne poprzez badanie płynów ustrojowych bądź inne ( nie wiem nie znam szczegółów, jednak nie to jest istotne). Dokładnych ścieżek mutacji tego wirusa, czy to w organizmie ludzkim, zwierzęcym, czy poza nimi medycyna nie zna, ponieważ byłoby to zbyt skomplikowane i raczej mało prawdopodobne do wykonania w praktyce. Jeśli ktoś uważa inaczej niech się w temacie wypowie. Przecież nie jest łatwo stwierdzić w postaci jakich mutacji innych wirusów dochodzi do powstania wirusa wywołującego wściekliznę jak i odwrotnie, tak jak również wiadomo, że nie w każdym wypadku np. dochodzi do zakażenia osób poprzez pogryzienie przez zwierzę mające już objawy (podaję ewentualność bardzo skrajną, do jakiej nie może dochodzić), jednak dlatego zakłada się w tych kwestiach warianty tzw. ostrożnościowe, że nie każdy organizm ludzki posiada jednakową odporność, bądź np. w danym momencie bardzo małą,średnią, dużą, ( nawet samopoczucie, każdy ma różne w różnych chwilach). Jak i doskonale wiadomo, że odporności organizmu nie powinno się nadużywać i wystawiać na zbędne ryzyko. Utrzymywanie zwierząt domowych uważam właśnie za zbędne ryzyko jak i nadużywanie odporności, ponieważ problem dotyczy nie tylko samych posiadaczy tych zwierząt, lecz również te choroby przenoszą się na osoby nie zainteresowane, jak i również odnosi się on do kwestii odchodów tych zwierząt tak stałych jak i płynnych ( broń biologiczna, tylko nie wiadomo przeciwko komu). Jak już wcześniej pisałem mutacje wirusów wścieklizny objawiają się również u ludzi między innymi głównie w postaci deformacji kręgosłupa w odcinku szyjnym. Szczególnie jest to niebezpieczne dla dzieciaków i młodzieży i nie tylko ( można przejżeć statystyki chorób kręgosłupa z ostatnich ok 40 lat). Obecny system szczepień nie rozwiązuje tego problemu, ponieważ jego wadą jest to, że dotychczasowe szczepionki zawsze powodują skutki uboczne, oczywiście również czasami chronią przed śmiercią z powodu niektórych chorób zakaźnych, jednak u osób, które posiadają odporność na te choroby, czynią duże szkody i w zakresie możliwości medycyny niestety nieodwracalne. Dlatego sensownym jest brak obowiązku prawnego szczepień ochronnych (dopóki takowe posiadają ewentualne skutki uboczne), zresztą gwarantuje to Ustawa Zasadnicza). Na płacenie za skutki tak kosztownego hobby jakim jest utrzymywanie zwierząt domowych, zwłaszcza psów i kotów ( to już Pani czaplicka podkreśliła, że choroba ta występuje głównie u drapieżników, a koty i psy są udomowioną odmianą drapieżników. Można sprawdzić jak rygorystyczne normy obowiązują w przypadku chodowli np. lisów, norek, a i to lokalne społeczności nie godzą się na powstawanie takowych w ich otoczeniu) to nie stać nawet najbogatszych ludzi świata, bo niestety jak nie bezpośrednie, to pośrednie skutki bywają śmiertelne a i tzw. sprzężenia zwrotne mogą obejmować coraz większy zasięg. Także Pani liliac to wcale nie jest takie śmieszne.
Odnośnie jadów trupich to temat to taki, że aż włosy się jeżą na głowie.
|
|
| | |  | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | Bełkot i problemy z ortografią. Żenujące.
|
|
4 na 4 | i.czaplicka (5782 punktów) | Pokutuje jeszcze przekonanie o szkodliwości szczepienia. Ale to wzięło się z czasów, kiedy szczepionka był mozg zarażonych owiec zawieszony w formalinie. Wiec żywy wirus, obce białko i formalina- rzeczywiście odczynów poszczepiennych było dużo. Teraz jednak szczepionki są całkowicie bezpieczne, nawet dla młodych zwierząt. Nie ma potrzeby szczepienia np, kotów, które z domu nie wychodzą- zarażenie tylko przez bezpośredni kontakt z chorym zwierzęciem. Ale koty które poruszają się wolno i psy powinno się zaszczepić -nawet dla własnego spokoju. Szczepienie psów jest obowiązkowe.
|
|
| fiedorek.t (5805 punktów) |
> póżniej niektórzy się dziwią skąd> tyle zakażeń pacjentów w placówkach medycznych np. żółtaczką, w najlepszym wypadku.Hmm, może lekarze przynoszą coś ze sobą z tego prosektorium?  HBV można zarazić się poprzez kontakt z nosicielem, lub kontakt z zanieczyszczonym narzędziem np. przy robieniu tatuażu, lub na wizycie u stomatologa. Pacjenci szpitalni ze zdiagnozowanym zapaleniem wątroby są izolowani i ryzyko zarażenia innych jest zmniejszone prawie do zera. MRSA, VRSA, C-diff to najczęściej efekt nie zachowania należytej higieny: częste mycie rąk, co dotyczy też pacjentów. Norovirusem zarazi cię np. wujek Heniek, przyniesie pysznego kompociku babuni i kilo gruszek, bo przecież wiadomo, że w szpitalach to tyle dają, żeby z głodu nie umrzeć. Babunia nie umyła rączek i kompocik może mieć niespodziankę. Wujek kupił gruszki od pana co dopiero wyszedł z toalety. Oprócz tego, jeszcze na pożegnanie podali sobie ręce. Jeden zarażony, a za tydzień odział izolowany. Higiena to podstawa, szczególnie w placówkach jak szpital. Personel medyczny i pomocniczy, w tym sprzątający jest nieustannie szkolony jak zachować bezpieczeństwo i higienę pracy w szpitalu. Choć zanim wyjechałem to słyszałem głosy oburzenia, że jak to UE będzie nas uczyć ręce myć? Ponad to szpitale cały czas stosują najlepsze dostępne środki do dezynfekcji i utrzymania czystości. Nie przesadzaj z tym trupim jadem, masz większe szanse na zakażenie jedząc pętko toruńskiej, niż będąc w szpitalu, w którym zespół "infection control" czuwa nad wszystkim.
|
|
 | 4 na 4 | liliac (147340 punktów) | > >póżniej niektórzy się dziwią skąd> >tyle zakażeń pacjentów w placówkach medycznych np. żółtaczką, w najlepszym wypadku.> Hmm, może lekarze przynoszą coś ze sobą z tego prosektorium?  Pamiątki dla rodziny i podroby na obiad
|
|
 | Piotrjot (-39 punktów) (zablokowany) | Uważam, że lekarze nie powinni lekceważyć kwestii odnośnie jadów trupich, ponieważ w przeciwnym wypadku stawia to pod wielkim znakiem zapytania ich kompetencje. Jednak, żeby spróbować wyjaśnić tą kwestię to zadam pytanie ( rozumiem, że ma Pan wykształcenie medyczne). Groźniejszą trucizną jest jad trupi czy kiełbasiany? Jak to wygląda na podstawie wiedzy medycznej? Zaznaczę, że osobiście znam odpowiedź na to pytanie. Interesuje mnie tylko jakie jest stanowisko środowisk medycznych w tej sprawie?
|
|
|  | 4 na 4 | liliac (147340 punktów) | Środowiska medyczne przypominają ci, trollu, że ćwiczenia prosektoryjne z zakresu anatomii prawidłowej zasadniczo odbywają się na zwłokach zakonserwowanych - zazwyczaj w formalinie, a wszelkie czynności na "świeżych" zwłokach w wykonaniu zakładów patologii czy medycyny sądowej odbywają się w rękawiczkach; jeśli zaś pechowym trafem dojdzie do przerwania ciągłości powłok skórnych sekcjonującego świeżego obywatela, to - i owszem - udaje się on do odpowiedniej placówki dręczony niepokojem, ale nie tyle z powodu "jadu trupiego", ile ze względu na chęć poddania się profilaktyce antyretrowirusowej. Przy zwłokach starszych też zasadniczo bardziej obawia się różnych paskudnych drobnoustrojów niż głupiej kadaweryny&Co, która do namacalnej szkodliwości wymaga odpowiednich stężeń we krwi, a przez nieuszkodzoną skórę nie przenika.
Nie masz ochoty iść trollować na jakimś innym forum?
|
|
| |  | Piotrjot (-39 punktów) (zablokowany) |
Po pierwsze to należy mieć ogólny szacunek i nie używać takich określeń. Po drugie daleko Pani do mojej mądrości i wiedzy z niej wynikającej na tematy zdrowia i nie tylko. Powinna Pani wiedzieć, że substancje z gatunku jadów trupich ( nie tylko te, które są oficjalnie wymieniane np. kadaweryna, putrescyna) wydzielają się w momencie śmierci, w przeciwnym wypadku niemożliwe jest umrzeć. Konserwacja w formalinie spowalnia rozkład zwłok jednak całkowicie go nie wstrzymuje ( wie Pani coś na temat nanocząsteczek?). Słyszała Pani, że jak ktoś umierał w mieszkaniu i dłużej tam poleżał, to takiego mieszkania już się praktycznie nie da doprowadzić do zdrowej używalności, nawet cały blok należałoby rozebrać. Skąd niby wiadomo, że ewentualne zarażenie musi dawać od razu widoczne skutki, skoro lekarze nawet nie wiedzą z której części zwłok te najgroźniejsze jady trupie pochodzą, to zapewne i nie wiedzą, na którą część żywego człowieka najbardziej oddziałują i niekoniecznie widoczne negatywne objawy muszą występować nagle. No cóż medycyna ma jakieś szczególnie dziwne podejście do nauki, ponieważ z jednej strony to ma nauczyć przyszłych lekarzy leczyć innych, z drugiej strony infekuje ich chorobami, których stają się nosicielami, już na początku studiów, a na dodatek to infekowanie jadami trupimi utrudnia prawidłowe procesy myślowe mózgu.
Czy tak powinno być?
|
|
| | |  | | liliac (147340 punktów) | > Po pierwsze to należy mieć ogólny szacunek i nie używać takich określeń.Wobec trolla zdecydowanie należy używać takich określeń Co więcej, trollu, w związku z tym, że chyba wykorzystałeś już limit głupoty przyznawany trollom nawet w Bazgrołach, informuję, że kolejna wypowiedź prezentująca tej klasy bzdury wyssane z palca i ignorująca wezwania do chociaż próby udokumentowania merytorycznego rzeczonych farmazonów wyląduje w Oślej Ławce, a następne zaowocują banem.
|
|
|  | 1 na 1 | fiedorek.t (5805 punktów) | > Uważam, że lekarze nie powinni lekceważyć kwestii odnośnie jadów trupich, ponieważ w przeciwnym wypadku stawia to pod wielkim znakiem zapytania ich kompetencje.> Jednak, żeby spróbować wyjaśnić tą kwestię to zadam pytanie ( rozumiem, że ma Pan wykształcenie medyczne). Groźniejszą trucizną jest jad trupi czy kiełbasiany? Jak to wygląda na podstawie wiedzy medycznej? Zaznaczę, że osobiście znam odpowiedź na to pytanie. Interesuje mnie tylko jakie jest stanowisko środowisk medycznych w tej sprawie?Ho, ho ale mnie Pan zaskoczył w temacie wykształcenia, skąd taki wniosek? Lubię wiedzieć z czym mam do czynienia na codzień, a że pracuję w szpitalu... Ot, zwykła ciekawość spowodowała ogromną chęć poznania, która tak trwa i trwa.  Jak Pan zaznaczył, odpowiedz jest już znana, bez względu na moje stanowisko w tej sprawie. Więc po co pytać? Czy stanowisko środowisk medycznych zmieni cokolwiek w Pańskim zdaniu na ten temat? Oba "jady" są grozne i mogą zabić, zwykle tych, którzy się otruli poprzez kontakt z nimi. Osobiście "obstawiałbym" kiełbasiany, choćby dlatego, że wystarczą miliardowe części grama aby przenieść się na łono Abrahama  i nie trzeba dotykać "zarażonego delikwenta" (czytaj zwłok w trakcie rozkładu), co w przypadku jadu trupiego jest raczej konieczne. W obu przypadkach, na co chciałem zwrócić uwagę w poprzednim wpisie, ryzyko infekcji ograniczyć można w stopniu wystarczającym poprzez stosowanie standardowych procedur zachowania higieny. W przypadku jadu trupiego: PPE (personal protective equipment), a kiełbasianego, jakoże do zatruć dochodzi najczęściej drogą pokarmową, HACCP, GMP, GHP, które w zakładach produkcji żywności i kuchniach są wymagane. A przede wszystkim myć rączki.
|
|
2 na 2 | TyDraniu (6569 punktów) | > Ilu lekarzy mogło by szczerze odpowiedzieć, czy nauczyło się czegokolwiek w dziedzinie medycyny na ćwiczeniach na zwłokach w prosektorium?Polecam Panu znakomitą książkę Mary Roach Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków. Po jej przeczytaniu zrozumie Pan, że dzięki ludziom, którzy podarowali swoje zwłoki uczelniom medycznym, nie trzeba ćwiczyć na żywych. Rzadko ćwiczy się na całych zwłokach, czasem na odciętych głowach, rękach, korpusach. Chociaż chirurdzy nie przepadają za sekcją ludzkich głów, to po prostu cenią sobie możliwość poćwiczenia i nauczenia się czegoś na kimś, kto się nie obudzi i nie będzie chciał zaraz patrzeć w lustro. Moim zdaniem - ćwiczenia na zwłokach są jednymi z najbardziej kształcących dla lekarzy wielu specjalności.
|
|
 | Piotrjot (-39 punktów) (zablokowany) | Po jej przeczytaniu zrozumie Pan, że dzięki ludziom, którzy podarowali swoje zwłoki uczelniom medycznym, nie trzeba ćwiczyć na żywych.
Jestem przeciwny dokonywania eksperymentów naukowych na ludziach i zwierzętach, a zdanie, które przytoczył Pan powyżej, przeczy rzeczywistości. Od podawania rzeczywistych przykładów na razie się wstrzymam.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|