Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dzieci okaleczone szczepionkami

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
13-08-2012 11:32Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
Dzieci okaleczone szczepionkami
Ocena 6 na 6
www.facebo(*)orota-majewska/482817798412320

"Skutkiem krótkowzroczności czy braku odpowiedzialności niektórych pracowników wyżej wymienionych instytucji zdrowia publicznego, tysiące polskich dzieci zostały okaleczone niebezpiecznymi szczepionkami."

Spotkaliście takie okaleczone dzieci? Mi się jeszcze nie udało...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

KarolG (2892 punktów)
Pani Majewska pisze:
"Od kilku lat naukowo zajmuję się problemem bezpieczeństwa szczepień".
Trochę mnie dziwi, że szczepieniami zajmują się w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, ale wypromowała doktorat: "Ocena neurorozwojowej toksyczności thimerosalu w zwierzęcym modelu - analiza behawioralna i neuropatologiczna w kontekście zaburzeń spektrum autyzmu" dr. Mieszko Olczak. Nie wiem, czy jej dorobek naukowy w tej dziedzinie obejmuje coś jeszcze.

Wakcynolodzy odpowiedzieli na zarzuty pani Majewskiej. www.rpo.gov.pl/pliki/12585351420.pdf już parę lat temu.

Thank God, I'm an atheist
13-08-2012 12:23
 Ocena 15 na 15
Ania. (14138 punktów)
>Spotkaliście takie okaleczone dzieci? Mi się jeszcze nie udało...
A jakże - szczepienie przeciw gruźlicy powodowało bliznę, placek o średnicy mniej więcej 1 cm, mama ma na łopatce! Co za straszne okaleczenie!

Oczywiście, nie spotkałam się z faktycznym problemem po szczepieniu. Zwykle, o ile pojawiał się jakikolwiek objaw uboczny, to kończyło się na złym samopoczuciu przez kilka dni, ewentualnie stan podgorączkowy. Wiem, że niekiedy poważniejsze powikłania się zdarzają, ale w moim subiektywnym odczuciu to rzadkie przypadki, bo nie spotkałam ani jednego osobiście.

Prawda jest dość trywialna - jeśli ryzyko nie kalkuluje się, jest zbyt duże, szczepionki są zastępowane przez inne, lepsze środki. Wpadki były, jak dekady temu przypadek z trefną szczepionką na polio, ale w międzyczasie opracowano porządne testy kliniczne, teraz taka sytuacja jest skrajnie nieprawdopodobna.

Mit Yeti, czy faktyczne ryzyko polio, błonicy, krztuśca, rożyczki itd.?
Matix (5786 punktów)
Mi po jakimś szczepieniu blizna goiła się kilka miesięcy tzn. ropniała cały czas, długo czekałem aż zrobi się strup, który można będzie zdrapać bez ponownego ropnienia i krwawienia.
13-08-2012 15:46 
 Ocena 1 na 1
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Mi po jakimś szczepieniu blizna goiła się kilka miesięcy tzn. ropniała cały czas, długo czekałem aż zrobi się strup, który można będzie zdrapać bez ponownego ropnienia i krwawienia.

Trzeba było nie dłubać i nie sprawdzać czy to już.
Mój brat sobie rozbabrał gruźlicę na własne życzenie "bo swędziało". Wdało się zakażenie i dziś ma bliznę jakby na nim ktoś cygaro gasił.

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
Ania. (14138 punktów)
Dokładnie taką ma moja mamcia
14-08-2012 08:25 
 Ocena 3 na 3
Matix (5786 punktów)
>Trzeba było nie dłubać i nie sprawdzać czy to już.

Hola hola! Tak zapewne było, że to przez drapanie, ale na pewno nie celowe. Przypomnij sobie jak to jest kiedy się ma około 10 lat. Każdego dnia granie w piłkę po kilka godzin, potem rower, psoty, plac zabaw, a raczej dla nas plac ćwiczeń, cały czas coś się dzieje, na końcu zabawa w chowanego do 23 godziny i do domu. Czasami dopiero jak zdejmowałem buty zauważałem do rozwalone kolano, albo właśnie zdartego strupa.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Trzeba było nie dłubać i nie sprawdzać czy to już.
>Hola hola! Tak zapewne było, że to przez drapanie, ale na pewno nie celowe. Przypomnij sobie jak to jest kiedy się ma około 10 lat. Każdego dnia granie w piłkę po kilka godzin, potem rower, psoty, plac zabaw, a raczej dla nas plac ćwiczeń, cały czas coś się dzieje, na końcu zabawa w chowanego do 23 godziny i do domu.

O ile pamiętam szczepienia przeciw gruźlicy były w czasie trwania roku szkolnego, więc jakoś w te całodzienne zabawy i sporty ekstremalne do godziny 23. nie wierzę.
A poza tym dzieciaki rozdrapujące sobie odczyn poszczepienny to MNIEJSZOŚĆ więc jednak można nie zrobić sobie kuku.
10-latek to już odrobinę rozumu powinien mieć. A i rodzice powinni zwracać uwagę na ropiejące rany u syna.

ps. Moje wspomnienia z czasów gdy miałam 10 lat związane są raczej, poza szkołą, z pleceniem koleżankom kłoska, skakaniem w gumę i przez skakankę, grą w kometkę, chodzeniem na basen i czytaniem mnóstwa książek.
Próba gry w piłkę nożną na koloniach skończyła się protestem kolegów "z babą nie gramy", więcej nie próbowałam.
Wieczorem zwykle miałam co najwyżej brudne skarpetki i potargane warkocze, a nie rany kłute, cięte i szarpane.
Może więc więcej rezerwy z odwoływaniem się do tych wspólnych doświadczeń, co?

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
14-08-2012 11:21 
 Ocena 3 na 3
Matix (5786 punktów)
>O ile pamiętam szczepienia przeciw gruźlicy były w czasie trwania roku szkolnego

Nie pisałem nic o gruźlicy, nie wiem co to była za szczepionka, szczepienie mogło być i w maju, potem wakacje.

>więc jakoś w te całodzienne zabawy i sporty ekstremalne do godziny 23. nie wierzę.

To nie wierz. Do 3 rano oglądało się gwiazdy z mapą i polowało na meteory.

>10-latek to już odrobinę rozumu powinien mieć.

Tylko po cholerę tym tonem? Czy ja oskarżam lekarzy o to, że podają szczepionki? Chciałem jedynie napisać to co mi się przytrafiło i tyle. Ponieważ doskonale wiem, że rozumu to ja posiadałem znacznie więcej niż rówieśnicy uznaję to za sporą obrazę. Na szczęście wychowywałem się w tych czasach kiedy to byle zabawka nie musiała mieć miliona atestów, dziecka nie zamykało się za kratkami i to właśnie rozum był wymagany "na podwórku" żeby nie robić sobie kłopotów i potrafić znaleźć granicę między odwagą, a głupotą, za tą drugą trzeba było się liczyć z większą odpowiedzialnością niż dzisiaj, a dzieciom internet nie dostarczał kretyńskich pomysłów.
14-08-2012 12:02 
 Ocena 2 na 2
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
Ojojoj, i po co ten cały hałas?
Jakby to była tak obelga, sugestia że się w wieku 10 lat miało się pstro w głowie.
Jak byłeś takim wunderkindem w dzieciństwie, to skąd te dziecinne reakcje teraz?
Jakieś sprzężenie zwrotne?

Zdajesz sobie sprawę, że mój "ton" to wytwór Twojej wyobraźni?
Po prostu projekcja. Uniosłeś się honorem 10-latka (a podobno dorosły chłop, hmm...) i potem już z górki.
Pewnie jeszcze widziałeś mój złośliwy uśmieszek, co? A jakieś obraźliwe gesty czyniłam w Twojej wyobraźni, czy po prostu chichotałam złowieszczo nad klawiaturą?


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
14-08-2012 11:47 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>To nie wierz. Do 3 rano oglądało się gwiazdy z mapą i polowało na meteory.
To w takim razie to było w lipcu-sierpniu. W grę wchodzą Południowe Delta Akwarydy albo Perseidy. No i musiało być ciepło
15-08-2012 19:47 
 Ocena 1 na 1
Matix (5786 punktów)
Tak, zostało mi do dzisiaj, mam ponad 80 Messierów zaliczonych w 10x50.
13-08-2012 15:58 
 Ocena 7 na 7
Ania. (14138 punktów)
>Mi po jakimś szczepieniu blizna goiła się kilka miesięcy tzn. ropniała cały czas, długo czekałem aż zrobi się strup, który można będzie zdrapać bez ponownego ropnienia i krwawienia.
Obawiam się, że Maddy ma rację.
Najprawdopodobniej drapałeś swędzące miejsce po szczepieniu, i zakaziłeś sobie.
Podobne przypadki zdarzają się po ukąszeniu komara u dzieci, ale i u mojego męża...

Moja kuzynka tak rozdrapała, że została jej paskudna blizna. Kiedy zażyczyła sobie usunięcia blizny chirurgicznie - ponoć przeszkadzała jej bardzo, na ramieniu była, zrobił jej się bliznowiec

Najlepiej nie ruszać, nie drapać.

Ale nawet jeśli - ropiejąca ranka na skórze nie ma się za bardzo do takiej błonicy:

Błonica gardła:
Objawy: Umiarkowana gorączka, bladość twarzy, niezbyt duże bóle gardła, utrudnione połykanie, tzw. mowa "kluskowata", obrzmienie węzłów chłonnych podżuchwowych oraz nalot w gardle (często łączący się w jednolitą błonę rzekomą o barwie białawoszarej). Wokół nalotów tworzą się charakterystyczne przekrwienia.

W ciężkiej postaci błonicy naloty są rozległe, koloru krwistobrunatnego. Towarzyszą im znaczne zwiększenia węzłów chłonnych, powstaje szczególny wygląd szyi, tzw. "szyja prokonsula", "szyja Nerona" lub "szyja cesarza".

Dochodzi także, do dużego, ogólnego zatrucia organizmu (intoksykacji). Tętno jest bardzo szybkie i miękkie, występują zaburzenia pracy serca (zmiany martwiczo-zapalne mięśnia sercowego, ciężkie zmiany prowadzą do śmierci), a także cięższe porażenie mięśni.

Objawy: Zwężenie się szpary głośni (obrzęk i nalot na strunach głosowych, stale nasilająca się duszność, głośny, szczekający kaszel, narastająca chrypka (zmieniająca się w bezgłos w końcowym stadium).

Po zainfekowaniu gardła dochodzą objawy ogólnego zatrucia organizmu.

Przy braku odpowiedniej pomocy prowadzi do uduszenia się.
13-08-2012 15:43 
 Ocena 12 na 12
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Mit Yeti, czy faktyczne ryzyko polio, błonicy, krztuśca, rożyczki itd.?

Oj tam oj tam, to takie choroby wieku dziecięcego a w ogóle to dawno było i nieprawda, dziś "nikt już na to nie choruje, bo mamy lepszą higienę".
Taką mądrość życiową usłyszałam od jednej nawiedzonej znajomej.

Ta mądra osóbka poza synkiem ma też psa, który jest regularnie doszczepiany na wszystko, co weterynarz ma do zaoferowania.

Ale dziecko, broń boże, przeciąga, odkłada, miga się jak się tylko da, bo "dziecko to nie pies!".

ps. Dziecko ma przez wpadkę a po psa jechała przez pół polski i zapłaciła za niego 3 tysiaki, więc może stąd ta różnica w podejściu?


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
14-08-2012 17:16 
 Ocena 4 na 4
Reshca (2854 punktów)
>A jakże - szczepienie przeciw gruźlicy powodowało bliznę, placek o średnicy mniej więcej 1 cm, mama ma na łopatce! Co za straszne okaleczenie!

No widzisz A bez szczepionek żylibyśmy wszyscy nieokaleczeni, z piękną skórą. Jakieś 20-30 lat .

Ja się dziwię, że w całym tym szumie prawie nikt nie zauważa, że dzięki medycynie (i szczepionkom) możemy dożyć na prawdę sędziwego wieku, a gruźlica nie zabiera połowy potomstwa.
14-08-2012 17:18 
 Ocena 4 na 4
Ania. (14138 punktów)
>>A jakże - szczepienie przeciw gruźlicy powodowało bliznę, placek o średnicy mniej więcej 1 cm, mama ma na łopatce! Co za straszne okaleczenie!
>No widzisz A bez szczepionek żylibyśmy wszyscy nieokaleczeni, z piękną skórą. Jakieś 20-30 lat .
>Ja się dziwię, że w całym tym szumie prawie nikt nie zauważa, że dzięki medycynie (i szczepionkom) możemy dożyć na prawdę sędziwego wieku, a gruźlica nie zabiera połowy potomstwa.
Jak to nikt! A moje przypomnienia o polio, błonicy, krztuścu itd?
Staram się jak mogę!
<czuję> <się> <niedoceniona>
14-08-2012 18:00 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Staram się jak mogę!
><czuję> <się> <niedoceniona><

Subiektywne i błędne "czucie" .
Ja zauważyłem i doceniłem ...krzyżykiem (jednym, bo więcej nie mogę )


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Reshca (2854 punktów)
><czuję> <się> <niedoceniona>

I błąd! Tutaj na pewno wszyscy widzą Twoje starania Aniu
14-08-2012 17:32 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>prawie nikt nie zauważa, że dzięki medycynie (i szczepionkom) możemy dożyć na prawdę sędziwego wieku, a gruźlica nie zabiera połowy potomstwa.

Niektórzy zauważają
15-08-2012 16:39 
 Ocena 2 na 2
Reshca (2854 punktów)
Dlatego właśnie napisałam "prawie nikt" Można trafić na głosy rozsądku i naukowe artykuły, ale niestety coraz częściej nikną wśród haseł "szczepionki powodują autyzm!".
16-08-2012 10:03 
 Ocena 3 na 3
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Ja się dziwię, że w całym tym szumie prawie nikt nie zauważa, że dzięki medycynie (i szczepionkom) możemy dożyć na prawdę sędziwego wieku, a gruźlica nie zabiera połowy potomstwa.

Myślę że zauważają ci rodzice, którzy świadomie szczepiają swoje dzieci. Większość naszego społeczeństwa.
22-08-2012 18:00 
 Ocena 2 na 2
Ignorancja (4718 punktów)
>>Ja się dziwię, że w całym tym szumie prawie nikt nie zauważa, że dzięki medycynie (i szczepionkom) możemy dożyć na prawdę sędziwego wieku, a gruźlica nie zabiera połowy potomstwa.
>Myślę że zauważają ci rodzice, którzy świadomie szczepiają swoje dzieci. Większość naszego społeczeństwa.

No to ja a propos, czy zawsze będzie to większość naszego społeczeństwa.Kilka uwag do artykułu "Powikłania około szczepienne", zamieszczonym w FiM z piątku (17.08.2012)

Jak rozumiem powoływanie się na osoby z tytułami naukowymi ma być istotnym argumentem za zasadnością podnoszonych w artykule zastrzeżeń?
Pozwolę sobie na drobną polemikę jako laik.

1. Korzyści firm farmaceutycznych (ba konsorcjów, korporacji).
Pragnę nadmienić, iż obecnie mamy do czynienia z nowelizacją i w mojej ocenie nie wpływa ona znacząco na stan, jaki ma miejsce od uchwalenia treści ustawy podstawowej . Proponuję przyjrzeć się ówczesnym przed nowelizacją zapisom i zastanowić, czy już wtedy nie powinien minister zdrowia nakazać szczepień przeciwko tzw. "świńskiej grypie". Jak wiemy z przebiegu wydarzeń minister Kopacz mogła uniknąć i uniknęła rzekomego współdziałania z lobbystami farmaceutycznymi. Zatem wnioski nietrafione, bo tu wbrew opinii redaktora tekstu obecne poprawki w mojej skromnej ocenie nie wnoszą, aż takich zmian, które obligowałyby władze decyzyjne do zakupu np. szczepionek ku zyskowi tychże monstrów.
Może oprócz ogólników przytoczonych w artykule ktoś potrafiłby w istocie zdefiniować i zanalizować problem na zasadzie: było-jest, bo dopuszczam myśl, iż czegoś w tym punkcie nie pojęłam.

Póki co takiej argumentacji nie widzę, tylko jakieś luźne opinie, własne, bądź cudze, bez rzeczowości. Przynajmniej nie widzę w tym artykule.

2. Kwestia definicji "choroby zakaźnej".
Naturalnie. Nowa definicja może budzić niepokój. A jednak powinna też sugerować nadzieję, że oto wreszcie zastanowiono się nad dynamiką natury, w tym rozwoju ( w rozumieniu szybkości mutacji) drobnoustrojów. To, co wczoraj nie uznawaliśmy za czynniki chorobotwórcze stanowiące zagrożenie dla zdrowia publicznego dziś może wywoływać bardzo znaczącą agresję i wpływ tej agresji (drobnoustrojów) na kondycję społeczeństwa. Tu kwestią kluczową jest zagadnienie rozpatrzenia, czy dany czynnik chorobotwórczy jest zagrożeniem dla zdrowia publicznego. Jak chce się taką analizę przeprowadzić? Najlepiej w oparciu o dane zaistniałe. Tylko właśnie ostatnie doświadczenia sugerują, iż nie zawsze jest czas na wprzęgnięcie całego mechanizmu procedur, by orzec, iż jest to agresywny czynnik. Jest wręcz inaczej. Nie mamy czasu.
Zatem albo stosujemy profilaktykę, która potem może niektórym wydawać się nadmierną i stratą pieniędzy podatników, albo idziemy na żywioł i czekamy na skutki... Mam pytanie. Ile zejść śmiertelnych będziemy kwalifikować dla danego wirusa jako wytyczne do kwalifikacji wypełniającej motto "ze względu na charakter i sposób szerzenia się stanowią zagrożenie dla zdrowia publicznego".

To chyba pytanie zasadnicze.

A teraz taki przeskok myślowy. Jak każdy wie mamy firmy ubezpieczeniowe. Ubezpieczamy się w nich od nieszczęśliwych wypadków: burza, gradobicie, powódź, czy pożar. Płacimy za ewentualne pokrycie i niwelację strat a priori zupełnie nie zastanawiając się i nie biorąc pod uwagę, czy nas taki scenariusz dotknie, czy też nie, a tym bardziej czy na pewno nas dotknie. To ubezpieczenie w razie wypadku. Na zasadzie "chronionego pan bozia strzeże".
I tak moim zdaniem należy traktować wyjście o krok naprzód przed ewentualną akcję/mutację mikrobów.

A propos. Niemcy swego czasu zakupiły szczepionkę przeciwko "świńskiej grypie". Pytanie. Czy Angela Merkel jest na liście płac konsorcjum farmaceutycznego? Czy też reagowała jak ubezpieczyciel nadmiernie, ale by chronić swoje społeczeństwo przed gorszymi następstwami?
To oczywista pytanie otwarte, ale cały czas odnoszę upierdliwe wrażenie, iż znacząca większość krytyków szczepień nie pojmuje, że są to działania prewencyjne, a nie zwalczające skutki. Stąd ocena ich skuteczności nie jest oparta na jakiś analizach opierających się na prostych porównaniach.

3. Idźmy dalej, albowiem najlepsze interpretacje wzmiankowanego artykułu dopiero się zaczną.
Prowadzenie rejestru.
Zdaje się, iż nikt nie zabrania prowadzenia rejestru lekarzom? Jest tylko poprawka kto musi, ano musi centrala. A na jakiej podstawie? Ano na podstawie zgłoszeń od lekarzy, bo niby jak inaczej?
Mam pytanie, czy te zgłoszenia są jakoś rejestrowane przez centralę, czy też centrala może sobie dokonywać wpisów do rejestru ot tak z sufitu, czyli ad hoc? Kwestia godna sprawdzenia. Jeśli mamy tu niedoróbkę, a chyba mnie się nie wydaje po przestudiowaniu zapisów ustawy wcześniejszej i po poprawkach to jest to burza w szklance wody.

Ciąg dalszy za chwilę.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
22-08-2012 18:10 
 Ocena 2 na 2
Ignorancja (4718 punktów)
Ciąg dalszy.

4. Wreszcie "argumenta" powalające.
Cytuję:
" Wobec obywateli uchylających się od obowiązku szczepień, u których podejrzewa się lub rozpoznano chorobę zakaźną może być zastosowany środek przymusu bezpośredniego (np. unieruchomienie celem podania leków)."
Koniec CYTATU.

Chyba mnie zatkało. Prawie na amen. Tak zinterpretował zapis twórca gazetowej publikacji?
Ciekawe... Czyli wynikałoby z tego, że przymusowe leczenie jest stosowane li tylko względem osób CHORYCH, które nie poddały się szczepieniu, natomiast osoby CHORE, ale te, które dokonały szczepień są zwolnione z owego przymusu?
Autor przemyślał co pisze, czy tak sobie nabazgrolił?
Potem i jest to kolejny ciąg cytowanej frazy tak brzmią wersy:
" Dotychczas o zastosowaniu środka przymusu decydować musiał "lekarz lub felczer udzielający pomocy" danej osobie. W nowym brzemieniu przepisu skreślono wymóg o "udzielającym pomocy". Dopisano natomiast, że ów przymus stosują "osoby wykonujące zawody medyczne"".
KONIEC CYTATU.

Autor artykułu jest o zdrowych zmysłach, czy też skądeś ściągnął swoje wnioski, nie przyglądając się zupełnie brzemieniu dotychczasowych zapisów i ich nowelizacji, a może... coś pomieszał?
Jest zupełnie inaczej, aniżeli chce sugerować autor. Właśnie w nowych zapisach jest wyraźnie wskazane, że to lekarz, albo felczer decydują o podnoszonej kwestii. I tylko oni mogą się zwrócić o pomoc do innych jednostek o pomoc w wykonaniu zadania, np. przymuszeniu do szczepienia.

Radzę przeczytać dokładnie, a potem pyszczyć.
Ponadto. To bardzo dobrze, iż skreślono zapis o udzielającym pomocy, bo pomocy udzielać to może nawet koniuszy, albo parobek jaśnie pana, natomiast jest zasadnym, iż doprecyzowano, że przymus mogą stosować tylko "osoby wykonujące zawody medyczne", czyli mające kwalifikacje. A w innym momencie jest wyszczególnione, że to właśnie lekarz i felczer.
Na czym oparł swoją "analizę" autor artykułu? Na histerii antszczepionkowców?
Kolejny cytat:

" Oznacza to, że wystarczy podejrzenie, aby zaaplikować szczepienie osobie, która być może nie potrzebuje żadnej pomocy, a gwałtu dopuszczą się amatorzy, bo przecież sam fakt uprawiania zawodu medycznego nie jest równoznaczny z przeszkoleniem."
ZATEM JESZCZE RAZ. Zdaje się, że to nowy zapis doprecyzowuje kto może zastosować bądź nakazać (zwrócić się o pomoc w choćby przytrzymaniu) środki przymusu bezpośredniego. Nie jest to koniuszy, ani parobek jaśnie pana, choćby byli udzielającymi pomocy, czyli wzmiankowani amatorzy.

Tak więc, albo ja coś pomieszałam, albo nie zrozumiałam, albo twórca artykułu się podłożył w swej świętojebliwej nadgorliwości wręcz klasycznie.
Proponuję rozstrzygnąć kwestię studiując samodzielnie ustawę podstawową i jej nowelizację.

I proponuję dokonywać tegoż nie dając się omamiać sensacyjkom zamieszczanym w necie na stronach przeciwników szczepień, bądź podług szeroko zakrojonej kampanii prowadzonej w owym necie przez przeciwników szczepień.
Na marginesie. Jednym z żałosnych chwytów tychże jest odwoływanie się do casusu ACTA. Zabieg socjotechniczny polegający na wzbudzaniu emocji bazujących na wywoływaniu niepozytywnych doznań i w kolejnym kroku opierający się o mechanizm znany z psychologii pod nazwą "przeniesienie".

Jeszcze jedno. Fraza: "wystarczy podejrzenie". Jak rozumiem w kontekście uprzednich wynurzeń autora owo podejrzenie to podejrzenie o zachorowanie, o zapadnięcie na jakaś chorobę i przymuszenie przez to do szczepienia. Ponownie zastanawiam się głęboko nad kondycją umysłową pana Marcina Kosa. Szczepienia nie są dla tych, co na chorobę zapadli. Czyżby autor artykułu nie pojmował podstawowych kwestii.
No ale gazeta jakiś zasięg ma i nawet jeśli ja się w pewnych punktach mylę to nie zmienia faktu, że swoim zasięgiem i treścią publikacji FiM rozszerzają i podsycają piórem swego publicysty nieuzasadnione lęki i obawy.

A tu jeszcze link do artykułu, z którego jasno wynika, jak przeciwnicy szczepień dowolnie dobierają sobie dane i jak dowolnie nimi żonglują, byle uzyskać własne wyniki:
"Ciekawe linki:
Historia polio w Stanach Zjednoczonych
Statystyki zachorowań na polio w USA 1937-2006

fragment z blogdebart.pl/tag/polio/
"



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
22-08-2012 20:56 
 Ocena 2 na 2
Ignorancja (4718 punktów)
Aby nie byc gołosłowna taki prosty eksperyment porównawczy.

Poprawka:
w art. 36 ust. 2 otrzymuje brzmienie:
" 2. O zastosowaniu środka przymusu bezpośredniego decyduje
lekarz lub felczer, który określa rodzaj zastosowanego środka
przymusu bezpośredniego oraz osobiście nadzoruje jego
wykonanie przez osoby wykonujące zawody medyczne. Każdy
przypadek zastosowania środka przymusu bezpośredniego
odnotowuje się w dokumentacji medycznej
.";

Zapis dotychczasowy:
2. O zastosowaniu bądź zaprzestaniu stosowania środka przymusu bezpośredniego decyduje lekarz lub felczer udzielający pomocy osobie, o której mowa w ust. 1. Każdy przypadek zastosowania środka przymusu bezpośredniego odnotowuje się w dokumentacji medycznej.



Jak widzimy to dalej lekarz albo felczer mają moc decyzyjną, a zmiana polega na tym, że to właśnie nie amatorzy koniuchowaci mogą wykonywać czynności przymuszające, czy przypadkowi przechodnie z łapanki ulicznej tylko osoby o pewnym stopniu kwalifikacji.

To sie nie podoba twórcy artykułu? Lepiej było wcześniej?

Wreszcie zacytuję fragment o tym rzekomym żałosnym przymuszaniu do szczepień osób chorych. I co najważniejsze tu poprawek nie wniesiono, więc ten zapis szczęśliwie nam króluje od jakiś lat ponad trzech:

Art. 36. 1. Wobec osoby, która nie poddaje się obowiązkowi szczepienia, badaniom sanitarno-epidemiologicznym, zabiegom sanitarnym, kwarantannie lub izolacji, a u której podejrzewa się lub rozpoznano chorobę szczególnie niebezpieczną i wysoce zakaźną, stanowiącą bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia innych osób, może być zastosowany środek przymusu bezpośredniego polegający na przytrzymywaniu, unieruchomieniu lub przymusowym podaniu leków.

Zdaje się, że ten zapis jest nieco inny, aniżeli utrzymywał autor artykułu.

Cóż. Oznacza to, iż najwyraźniej twórca strof nie zadał sobie trudu samodzielnego przestudiowania tekstów i samodzielnego wyciągnięcia wniosków.
Gdzie jeszcze się był p*****lnął?...
Żałosne.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Xitami (133 punktów)
A jakże? Stykam się tylko z tymi którym się nie udało
Mortimer (1359 punktów)


Cytat:

Choć rodzice od lat domagają się dowodów bezpieczeństwa oraz niezbędności wszystkich stosowanych szczepionek, jak dotąd żadna agencja medyczna nie przeprowadziła badań na odpowiednio dużą skalę, które by ich dostarczyły



Uczestnicy konklawe, którzy zebrali się po śmierci Mikołaja IV (1288-1292), poczynili niestosowny dla siebie wybór. Papiestwo powierzono bowiem naprawdę POCZCIWEMU człowiekowi.
13-08-2012 14:25 
 Ocena 9 na 11
Meretseger (61860 punktów)
Moja pierwsza reakcja: Co to za straszliwe brednie!!!???
A potem zobaczyłam niżej:
Cytat:
Niniejszy wpis powstał na bazie artykułów opublikowanych przez Panią Profesor n. med. dr hab. Dorotę Czajkowską-Majewską.

I wszystko jasne
13-08-2012 21:28 
 Ocena 4 na 4
Kuba K. (3909 punktów)
>Moja pierwsza reakcja: Co to za straszliwe brednie!!!???
>A potem zobaczyłam niżej:
> Cytat:
Niniejszy wpis powstał na bazie artykułów opublikowanych przez Panią Profesor n. med. dr hab. Dorotę Czajkowską-Majewską.


Czy wiesz może, jaką specjalizację medyczną ma ta osoba? Bo jakoś nie mogę się dogrzebać do tej informacji. Wiem, że jest (bądź była) związana z Instytutem Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, ale temat specjalizacji jakoś skrzętnie w swych wypowiedziach omija. Ciekawe dlaczego?
14-08-2012 05:31 
 Ocena 6 na 6
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>Czy wiesz może, jaką specjalizację medyczną ma ta osoba? Bo jakoś nie mogę się dogrzebać do tej informacji.<<
Tutaj, na "jutiubie" sama się prezentuje jako biochemik i neurobiolog.
www.youtube.com/watch?v=sB8QbiCmCwI
To chyba nie najlepsze kwalifikacje? Chociaż pewnie znacznie lepsze od kwalifikacji innej bojowniczki na tym polu, niejakiej Jenny McCarthy. Panowie przeglądający Playboya mogą znać tę drugą.
14-08-2012 10:10 
 Ocena 8 na 8
Ania. (14138 punktów)
W synabie nie ma wpisu takiej osoby. Możecie sprawdzić: nauka-pols(*)/raporty/raporty_badania.shtml
Sprawdziłam zarówno oba nazwiska, jak i każde z osobna.
Co jest o tyle dziwne, że w portalu tym mamy obowiązek rejestrować dysertacje i publikacje naukowe.
Widzę w systemie pracę habilitacyjną mojego szefa, z roku 1976, i każdą z prac doktorskich, jakiej był promotorem.

Czy ta pani jest faktycznie profesorem, a jeśli tak, to jaki jest tytuł jej pracy doktorskiej i habilitacyjnej?

Robi się coraz weselej. Twierdzi, że jest profesorem katedry Marie Curie w Unii Europejskiej.
Nie wiem, na jakiej uczelni ma być ta katedra.

Na forach zaistniała plotka, że chodzi o Uniwersytet Wyszyńskiego w Warszawie, jednak tam na pewno taka osoba nie pracuje (na stronie nie widnieje taki pracownik). Nie ma też takiej katedry ani nawet odpowiedniego wydziału:
www.uksw.edu.pl/Wydzialy

W tej sytuacji śmiem twierdzić, że to kłamczuszka - nie wiem czy to nie podpada pod jakiś paragraf...

PS. Uparłam się i grzebię.
Pani prof. twierdzi, że pracuje w Instytucie Psychiatrii i Neurologii dziecisawa(*)ia.-List-prof.-Majewskiej..pdf
W zakładzie farmakologii.
W tym instytucie jest zakład farmakologii i fizjologii układu nerwowego, więc mały błąd się wkradł.
www.ipin.edu.pl/wordpress/kliniki/
Na stronie zakładu nie ma niestety informacji o pracownikach, ale jest lista publikacji, w których biorą udział pracownicy, pani Majewska widnieje.
Ma na imię Maria Dorota - wersję z Marią również sprawdziłam w bazie synaba, ale nie ma nic dalej.
Jest to tym dziwniejsze, że pracownicy wymienieni w "kontakcie" są widoczni i mają rekordy w bazie.

Czy nie powinniśmy zrobić małego szumu z tym?
14-08-2012 10:46 
 Ocena 5 na 5
Kuba K. (3909 punktów)
>>>Czy wiesz może, jaką specjalizację medyczną ma ta osoba? Bo jakoś nie mogę się dogrzebać do tej informacji.<<
>Tutaj, na "jutiubie" sama się prezentuje jako biochemik i neurobiolog.
>www.youtube.com/watch?v=sB8QbiCmCwI
>To chyba nie najlepsze kwalifikacje? (...)

   Sprawa jest co najmniej zagadkowa, co zauważyła już zresztą Ania w poście umieszczonym poniżej. Ani biochemii, ani neurobiologii nie ma, z tego co wiem, na liście specjalizacji lekarskich. Więc możliwości są dwie - albo ta pani skończyła kiedyś jakąś uczelnię medyczną, ale nigdy nie zrobiła specjalizacji (i pewnie też nie pracowała jako lekarz), lub też w ogóle nie ma wykształcenia medycznego, a jest np. biologiem. Nie wiem tylko, czy w tym wypadku mogłaby posługiwać się tytułem "dr nauk medycznych", choć sądzę, że nie jest to niemożliwe, aby takim tytułem posługiwał się biolog, czy biochemik, który obronił pracę doktorską na temat związany z naukami medycznymi (jeśli się mylę, to proszę o info).
   Zauważyłem zresztą, że ta pani w ogóle dość pokrętnie wypowiada się na temat swoich kwalifikacji zawodowych, co też nie dodaje jej wiarygodności, pomijając już bzdury, które publicznie głosi.
14-08-2012 11:16 
 Ocena 4 na 4
Ania. (14138 punktów)
Jest jeszcze możliwość, że robiła dysertacje gdzieś za granicą, ale myślę, że warto to sprawdzić. Wszak zdarzały się przypadki, że facet / facetka pracowali parę lat jako lekarze, czy inni specjaliści, a potem okazywało się, że nie mieli uprawnień stosownych...
Ponoć tu robiła doktorat: www.instyt(*)ia-v-nauk-medycznych&Itemid=89
Poprosiłam o informacje o tej rozprawie, a co
14-08-2012 15:42 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
Takie coś znalazłam - lekarką ewidentnie nie jest. Profesura z 2007 roku.
Zresztą Kuba ma rację - do tytułu "dr n. med." ukończenie medycyny potrzebne nie jest.
14-08-2012 16:02 
 Ocena 2 na 2
Ania. (14138 punktów)
>Takie coś znalazłam - lekarką ewidentnie nie jest. Profesura z 2007 roku.
Jakim cudem dostała profesurę bez habilitacji?!
14-08-2012 16:12 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>Jakim cudem dostała profesurę bez habilitacji?!

Był kiedyś mowa o planach wprowadzenia specjalnych procedur mających ułatwić zdobycie profesury doktorom, którzy przez lat wiele prowadzili badania w krajach bez habilitacji - może się załapała na coś takiego?
Nie śledziłam losów tych pomysłów.
14-08-2012 16:30 
 Ocena 10 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Jakim cudem dostała profesurę bez habilitacji?!

Może takim jak "profesor" Binienda, który wcale nie krępuje się tym, że amerykański professor na polskie stosunki raczej słabo się przekłada.
Kurde... uczyłem kiedyś przez tydzień w liceum zastępując chorą koleżankę - i młodzież się do mnie zwracała per panie profesorze, a jakże.
Że też mi do łba nie przyszło, aby się przy tym rozwiązaniu upierać do końca życia...

Zdenerwowałam się, że prowadzę. (Natalia Pacierpnik, kajakarka górska)
13-08-2012 15:52 
 Ocena 10 na 10
Ania. (14138 punktów)
To brednie.
Nikt poważny nie traktuje serio bredni o autyzmie. Jedyne wskazanie za związek było w doniesieniu Wakefielda, który obejrzał dwanaścioro dzieci! Zostało później wycofane, a sam lekarz został ukarany za nieetyczne metody leczenia.
Są setki badań, które wykluczyły związek:
pediatrics(*)ns.org/content/112/3/604.short
onlinelibr(*)t04?deniedAccessCustomisedMess
>age=&userIsAuthenticated=false

Proponuję sugerować się raczej portalami medycznymi / naukowymi, a nie histeryczkami, szukającymi sensacji.

Przerabialiśmy to już tyle razy, i zawsze znajdzie się jakiś naiwny...
Tomasz Kijewski (39 punktów)
Wysondowałem kiedyś panią Majewską na skopus i faktycznie ma imponujący wskaźnik cytowań przy umiarkowanej liczbie publikacji z zakresu neurobiologii. Różnym wybitnym naukowcom przydarza się sfiksować na jakimś punkcie. Wallace, Jung, Ditfurth - dlaczego nie Majewska? No dobra, trochę słabo że w przeciwieństwie do wspomnianych panów i ich cudacznych mistycyzmów jej działalność niesie społeczny ferment. Z drugiej strony patrząc, na miejscu koncernów farmaceutycznych inwestowałbym w szczepionki pozbawione inkryminowanych substancji.
Kuba K. (3909 punktów)
>www.facebo(*)orota-majewska/482817798412320
>"Skutkiem krótkowzroczności czy braku odpowiedzialności niektórych pracowników wyżej wymienionych
>instytucji zdrowia publicznego, tysiące polskich dzieci zostały okaleczone niebezpiecznymi
>szczepionkami."

Cóż... Wniosek jest prosty (choć dość smutny) - nawet tytuł belwederskiego profesora nie chroni przed zwykłą ludzką głupotą
14-08-2012 16:00 
 Ocena 6 na 6
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Cóż... Wniosek jest prosty (choć dość smutny) - nawet tytuł belwederskiego profesora nie chroni przed zwykłą ludzką głupotą
>

"Bo paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy."
Boy zauważył to już niemal wiek temu


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
14-08-2012 16:18 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
Cóż - dość wspomnieć o Paulingu i jego "przygodzie" z witaminą C
14-08-2012 23:00 
 Ocena 3 na 3
Kuba K. (3909 punktów)
>Cóż - dość wspomnieć o Paulingu i jego "przygodzie" z witaminą C

   Muszę (ze wstydem) przyznać, że trochę rozumiem Paulinga - Pani Profesor I-Z., która była moim kierownikiem specjalizacji I stopnia, też święcie wierzyła w rolę witaminy C jako "uszczelniacza śródbłonka" i trochę mnie tą dość naiwną wiarą zaraziła. Więc zdarza mi się, gdy czuję, że mnie "bierze" jakieś przeziębienie rąbnąć sobie 1000 mg Vit. C dożylnie na zasadzie "pomoże nie pomoże, zaszkodzić raczej nie może". W intensywnej terapii chętnie się zresztą po Vit. C sięga stosując ją jako składnik mieszanin do żywienia parenteralnego. A tak na marginesie, prace w których wykazywano kompletną nieskuteczność witaminy C w przeziębieniach , dotyczyły w znakomitej większości preparatów przyjmowanych doustnie, o dość ograniczonej biodostępności. Muszę z ciekawości pogrzebać trochę w wolnej chwili i spróbować znaleźć coś na temat preparatów Vit. C podawanych iv.
   I bardzo proszę nie śmiać się ze mnie - jak widać nawet zatwardziałym racjonalistom zdarza się czasem postępować nie do końca racjonalnie
15-08-2012 10:55 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
Jako "lekarstwa na raka" jednakowoż raczej jej nie polecacie?
15-08-2012 11:30 
 Ocena 2 na 2
Kuba K. (3909 punktów)
>Jako "lekarstwa na raka" jednakowoż raczej jej nie polecacie?

Nie i chyba nikomu w moim otoczeniu zawodowym taki pomysł nie przyszedłby do głowy.
A eksperymenty z zastosowaniem vit. C w przypadku przeziębień ograniczam do własnej osoby
mayolina (2278 punktów)komentarz do wypowiedzi dr. Majewskiej
pozwalam sobie podlinkować post z blogu Sporothrix: sporothrix(*)012/08/20/powtorka-z-rozrywki/ i pozostawiam bez komentarza.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365